a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Trident



 

 Trident

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Trident   Sro Lis 27, 2013 12:07 pm

Red Fork to szeroka, leniwie płynąca rzeka, formująca wiele zakoli, zaś źródła swe ma daleko na Zachodzie. Green Fork oraz Blue Fork płyną z północy, ich nurt jest znacznie bardziej wartki. W miejscu gdzie trzy rzeki się spotykają, tworzą dość duże rozlewisko.




W samym środku tego nietypowego zbiornika wodnego położona jest niewielka wyspa o twardym, skalistym podłożu. Wyspa, która miała zostać przekształcona w twierdzę.

Od wielu miesięcy, setki robotników zwerbowanych w Dolinie oraz Dorzeczu, w pocie czoła pracowało, by na wyspie powstały fortyfikacje. Prace jednak rozpoczynali od... budowy mostów. Dwa z nich, wąskie i długie na kilkaset jardów już powstały, łącząc wyspę od północy i zachodu ze stałym lądem. Obecnie trwały również prace nad trzecim mostem, który połączyć miał wyspę z lądem od południa. Pomosty pozbawione były poręczy i tak wąskie, że mogła się na nich zmieścić ledwie trójka jeźdźców obok siebie, a i to groziło śmiertelnym wypadkiem. Wszystko po to, by powstająca twierdza była niemożliwa do zdobycia...
W miejscach, w których mosty łączyły się z wyspą, powstały dwie wielkie bramy, wysokie na z górą trzydzieści stóp. Tuż przy wodzie zaś powstawały fundamenty do budowy murów. Gołym okiem zaś można było ujrzeć dwie powstające wieże, jedną obszerną, choć niezbyt wysoką, a drugą odwrotnie - nie dużą, lecz niebotycznej wysokości.

Nad budową pieczę trzymały cztery setki żołnierzy pod sztandarami Doliny, którzy zachowywali się bardzo przyjaźnie w stosunku do mieszkańców okolicznych wiosek. Dzielili się żywnością i dobrze płacili w karczmach, które odwiedzali rzadziej niżby chcieli. Jak widać, zależało im na poprawnych stosunkach z ludnością, która zdążyła się już przyzwyczaić, że przynależy do innego Lorda (jakby robiło im to jakąkolwiek różnicę). Chłopkowie zaś prześcigali się w domysłach jak wielką sumę pieniędzy musiał wydać Arryn na powstanie twierdzy... Nikt jednak nie był nawet blisko.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Pon Gru 09, 2013 9:55 am

Podróż z Winterfell (w przeciwieństwie do podróży do Winterfell) dłużyła się niesamowicie. Reinmar Arryn doskonale wiedział co było tego przyczyną. Bezczynność. Chwilowa bezsilność. Jego chorąży przelewał krew, a on nic nie mógł uczynić. Nic, poza bezustannym popędzaniem wierzchowców. Gdyby na podróż wpływała jedynie wola Reinmara, to podróżowaliby dniem i nocą, bez ustanku; nie zatrzymując się nawet, by zaznać snu. Trzeba jednak było oszczędzać konie, które miały przed sobą wiele mil do przebycia.
Gdy tylko wkroczyli na znajome ziemie, mijając po drodze znajome wsie i zajazdy, ujrzeli przed sobą duży oddział zbrojnych. Pod sztandarem Sokoła i Księżyca. To Lord Arryn wysyłał ludzi, by zapewnić swemu pierworodnemu i jego wybrance bezpieczny przejazd, obawiając się, że Blackwood może wywołać znacznie większą wojnę niżby tego chciał.
Po należnym przywitaniu, przez kilka pacierzy rozmawiali z Reinmarem, przekazując mu informacje od Lorda Arryna. Właściwie wszystko już wiedział, potrzebował jeno potwierdzenia.

Nie zatrzymywali się w karczmach, ani wioskach, których tu nie brakowało. Rejon był żyzny, a plony bogate, toteż ludzie chętnie tu się osiedlali, zachęceni królewskim pokojem oraz ochroną jaką otaczała ich Dolina. Arryn nie miał zamiaru pozwolić, by jeden człowiek zaprzepaścił z takim trudem osiągniętą harmonię. I choć ludzie kłaniali się w pas kompani, przyglądając Reinmarowi i jego małżonce (wieści szybko się rozchodzą), to ci jechali dalej.

W końcu dotarli do pierwszego celu, rozwidlenia Tridentu.
To tutaj od wielu miesięcy trwały prace nad wzniesieniem fortecy. Teraz zaś widać już było całkiem niezłe efekty. Wąskie, imponująco długie mosty, opierające się niespokojnemu nurtowi, niknęły w porannej mgle, z której ledwie wyglądały wielkie bramy oraz konstrukcje warownych wież. W okolicy roiło się od ludzi. Robotników, chłopów z rodzinami i pomniejszych kupców. Oraz żołnierzy z Doliny. Robotnicy pracowali, chłopi szukali miejsca do osiedlenia, kupcy naciągali żołnierzy, a żołnierze zalecali się do córek chłopów i kupców. Całość zdawała się tworzyć harmonijne, mini społeczeństwo. Od kilku dni jednak, wszyscy byli w pogotowiu, prace zostały przyspieszone, żołnierze zaś rozsyłali zwiadowców i byli cały czas w pogotowiu. No i była też armia.
Armia przybyła ze wschodu, z Doliny.
Setki jeźdźców na wielkich rumakach, uzbrojonych w długie miecze i włócznie. Piechota w mocarnych dłoniach długie piki dzierżąca oraz lekka jazda. Ta ostatnia mniej liczna i mniej reprezentacyjna, lecz nieliczni, którzy przetrwali rzeź pod Krwawą Bramą, dobrze wiedzieli kim są i co potrafią. Wszyscy oczekiwali na swego dowódcę, rozbiwszy obóz w pobliżu powstającej twierdzy, lecz nie ingerując w jej egzystencję. Rozsyłali własnych zwiadowców i czekali.
Aż się doczekali.

- Jesteśmy - głos Reinmara był twardy. Jedynie Nihil mogła usłyszeć w nim coś jakby ulgę. Jeno ona wiedziała, jak bardzo Arryn obawia się tego, co mogą zastać na miejscu. Powiedział jej o tym. Nie czuł strachu, widząc dziesięć tysięcy mężów u stóp Krwawej Bramy; nie obawiał się śmierci, w niewielkich grupach szarpiąc wielką armię Dorzecza; nie zadrżał, stając naprzeciw tej niebotycznej armii, nie dostawszy kruków o nadchodzącej pomocy. Teraz jednak zimne palce niepokoju ściskały mu trzewia. Bo go tam nie było.
Teraz zaś, gdy dotarli, odetchnął.
Bez chwili zwłoki, rozesłał ludzi do powstającej fortecy oraz do obozującej armii. Pierwsi mieli przygotować się na przyjęcie gości, drudzy gotować do wymarszu. Nie chciał tracić choćby chwili.
- Będziemy musieli się rozstać na kilka dni - zwrócił się w końcu do Nihil. Nie chciał tego. Nie chciał jej zostawiać, lecz... Tak być musiało. Nie mógł zabrać jej ze sobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Pon Gru 09, 2013 1:07 pm

Straciła rachubę czasu po tym, jak opuścili jej ukochane ziemie Północy. Byli w ciągłym biegu, nie potrafiła powiedzieć ile godzin na dobę spędzała w siodle. Narzucone, dość szybie tempo jazdy zaczynało robić się nużące, jednakże ani razu nie poskarżyła się na nie do końca wygodne trudy podróży. Dzielnie znosiła zarówno małe ilości snu, jak i nawet nie namiastkę obozowiska. Choć przeważnie dotrzymywała towarzystwa Reinmarowi, niekiedy podróżowała z jakimś wojskowym przy boku, z którym akurat rozmawiała. Nie była wszak napuszoną damą, która nawet nie spojrzy na żołnierzy.
Zgromadzona przy twierdzy armia Reinmara robiła wrażenie. Nihil zadarła głowę, obserwując konnice, którą akurat mijali, jak i samą budowlę, przy której pracowano w pocie czoła. Karni, wyszkoleni, wierni. Spięła konia, aby zrównać się z małżonkiem. To był jeden z większych punktów na drodze, którą mieli przebyć. Dla niej ostatni. Zeskoczyła zgrabnie z grzbietu wierzchowca, powierzając go w opiece w dobre ręce. Przyjemną odmianą było w końcu móc stać na własnych nogach. Domyślała się, co znaczą Ci uwijający się dookoła posłańcu i odjeżdżające, kolejne konie. Kiedy znalazła się przy Reinmarze, uśmiechnęła się do niego blado. Nie zamierzała nawet prosić, aby ją ze sobą zabierał. Tak będzie lepiej, bogowie przecież będą nad nim czuwać.
- Dokąd teraz będziesz zmierzał?
Odgarnęła sprzed oczu włosy, które na skutek pociągnięcia za wstążeczkę swobodnie opadły na ramiona Nihil. Wspięła się na palce, aby raz dwa, staromodnym zwyczajem, przewiązać tę błękitną wstążkę na wysokości ramienia Arryna.
- Pamiętaj, że obiecałeś wracać. Byłoby miło, gdybyś zrobił to w jednym kawałku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Pon Gru 09, 2013 3:04 pm

Również zeskoczył z konia, nie mogąc pozwolić na pożegnanie z grzbietu wierzchowca. Wielki, nadnaturalnych rozmiarów rumak, zarżał niespokojnie, jakby wyczuwając, że zbliżają się do celu. A celem miała być wojna.
- Na ziemie zwaśnionych rodów - odrzekł małżonce. Bladość jej uśmiechu bolała. Wiedział, że się o niego martwi, że boi się o jego powrót. Do tej pory, nie doświadczył tego w ten sposób. Dotknął jej policzka, lecz nie rzekł ani słowa. Cóż z resztą mógłby powiedzieć? Ach, z pewnością znalazłyby się i na tę okoliczność odpowiednie przemowy, lecz Reinmar ich po prostu nie znał. Potrafił zagrzać armię do walki, nie potrafił zaś podnieść na duchu własnej małżonki. Przykre.
Przyjął zawiązywaną na jego ramieniu wstążkę skinieniem głowy i nikłym uśmiechem.
- Nie strofuj się - powiedział - zawsze spełniam swe obietnice.
Jeszcze raz dotknął jej policzka i delikatnie ucałował usta.
- Do zobaczenia wkrótce.

***

Maszerująca armia Doliny wprawiała karnością w osłupienie. Na pierwszy rzut oka można było poznać, że nie są to nowi rekruci ni świeżacy. To byli weterani, walczący już w wielu potyczkach, przeciw Dorzeczu, barbarzyńcom z mórz, a nawet najemnikom z Reach. Oj, niemało krwi przelali. I wciąż byli niezwyciężeni, gotowi oddać życie za wodza, prowadzącego ich od jednej wiktorii do drugiej.
Posuwali się naprzód w szybkim tempie, wszyscy zdyscyplinowani. Nie było nawet mowy o samowoli czy grabieży okolicznych wsi. Za nieposłuszeństwo, Arryn karał nad wyraz surowo.

Reinmar jechał na czele, nawet wśród tłumu wyróżniając się postawą. Decyzja została podjęta. I choć przodem poszło kilka oddziałów, główne siły miały przed sobą jeden cel.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Pon Gru 09, 2013 4:10 pm

- Jeżeli nie wrócisz...
Tu Nihil podniosła rękę i wskazała na Reinmara palcem w geście, którym niańki zawsze straszyły dzieci Lorda Starka, jak te nie chciały wieczorem udać się grzecznie do łóżek.
- Pojadę tam i znajdę Cię. Pamiętaj.
Znał Nihil. Nie musiał mieć wątpliwości odnośnie tego, że ta spełniłaby swoją obietnicę. I byłaby skłonna ściągnąć tutaj kolejne wojska, gdyby tego wymagał cel. Cicho westchnęła, na moment wtulając policzek w jego dłoń. I choć w ciemnych oczach Nihil czaiły się wątpliwości, czysta troska, to starała się trzymać dzielnie. Nie tak wyobrażała sobie pierwsze tygodnie małżeństwa. Odwzajemniła krótki pocałunek, nie zatrzymując już dłużej Reinmara.

Stała z boku, obserwując jak kolejne oddziały wyruszają. Skrzyżowała ręce na wysokości piersi, nie odzywając się słowem. Stała tak, aż jeźdźcy i piechurzy nie zaczęli znikać na tle horyzontu. Spojrzenie Nihil prześlizgnęło się po osobach, które widziała po raz pierwszy na oczy w swoim życiu i które miały jej teraz towarzyszyć.
-Wracajmy.
Odezwała się do tych, którzy stali najbliżej niej. Drogę do samej twierdzy zdecydowała się przebyć na piechotę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Sro Gru 11, 2013 9:09 pm

Tętent końskich kopyt. Kurz wzbijany przez ponad pół setki rumaków. Niebo nad głowami napawające lękiem… Chmury przesuwały się po nieboskłonie półpłynnie jak ciepła galareta ze świńskich racic, pozostając w stałej gotowości do skapnięcia na głowę zarówno oddziałowi wojsk Targaryenów zmierzających w stronę Tridentu, jak i tysiącom żołnierzy pod Stone Hedge. Może rzeczywiście byłoby to dobre: niebo walące się na upodlone życiem łby, kruszące pancerne myśli zaprzątnięte głównie śmiercią, karmiący marzenia nadzieją i głupią wiarą w lepsze jutro…
Jednak o jutrze się nie mówi. Bowiem jutra trzeba dożyć. Wiedzieli o tym walczący, wiedzieli także ci, którzy oddelegowani zostali do nowo powstającej twierdzy Arryna. Co było celem ich misji? Uspokojenie nastrojów? Szybki cios ukracający samowolę? Jedno i drugie? Nie chodziło naturalnie o użycie siły, bowiem jedynie słabi i głupi dopuszczają się gwałtów… a jednak, wszyscy mężowie zbliżający się powoli do twierdzy w widłach trzech rzek odziani byli w pełne zbroje płytowe, zaś nad ich głowami nie powiewał sztandar pokoju, lecz herb rodu Targaryen. Wszak o to chodziło - mieli zostać zauważeni z daleka i wnet przyjęci, bez zbędnych procedur sprawdzających cel wizyty oraz pochodzenie wojów. Każdy człek bowiem, dysponujący choć odrobiną zdrowego rozsądku, musiał sobie zdawać sprawę z tego, że wizyta królewskiej armii w tych stronach nie jest spowodowana wycieczką krajoznawczą ani nagłym kaprysem panującej rodziny. Aerysowi puściły nerwy. A jeśli król zaczyna się wściekać…
- Róg. - padł nagły rozkaz ze strony dowódcy grupy, który znajdował się zaledwie kilkanaście jardów od mostu łączącego wyspę z lądem od zachodu. Jeden z rycerzy posłusznie uniósł bojowy instrument do ust i, nabierając powietrza w płuca, zadął nań z całych sił. Głęboki, tubalny i głuchy niczym bezdenna studnia dźwięk poniósł się po okolicy, zwielokrotniony przez toń rzek obmywających plac budowy. Jeśli Arryn nie wystawił na straży ani ślepców, ani głuchych - oddział od dawna powinien być dostrzeżony przez załogę twierdzy. Czterej wysłannicy ostrożnie wjechali na most, jadąc dwójkami strzemię w strzemię i kierując się w stronę bramy strzegącej dostępu do wyspy. Zaiste, zamysł twierdzy był niesamowity, zaś rozmach i rozplanowanie budowy szczególnie mocno docenić dało się z samego mostu… jednak ludzie króla nie przybyli tu, by podziwiać okolicę. Na to przyjdzie czas, gdy zapanuje ład i porządek, prawo… i sprawiedliwość.
- Ser Boros Hayford z ramienia miłościwie panującego króla Aerysa Drugiego, siedemnastego władcy z rodu Targaryenów, prosi o przyjęcie poselstwa z Królewskiej Przystani! - zakrzyknął jeden z jeźdźców, zatrzymując się zaledwie kilka jardów od bramy broniącej dostępu do wnętrza powstającej twierdzy. Wpuszczą? Czy nie? A może poczęstują gradem strzał i nakażą brać dupę w troki…?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Sro Gru 11, 2013 10:02 pm

Młody Robb po raz trzeci tego dnia objeżdżał okolicę. Podobało mu się tutaj. W pobliżu budowanej twierdzy było dużo ludzi, a co za tym idzie, nie brakowało rozrywki. Ziemie były żyzne, jedzenia było w bród, a ponadto wiele zostało przywiezione z samej Doliny. Chłopi, zobaczywszy, że nie dzieje im się krzywda, ba, wręcz zarabiają na obecności żołnierzy, nastawieni byli przychylnie, przymykając oko na mężczyzn ganiających za ich córkami. W okolicy budowy powstawały już coraz liczniejsze domostwa, była nawet wielka szopa uchodząca za karczmę. Dnie upływały na treningach, patrolach i przebywaniu wśród ludu Dorzecza.
Mijał właśnie grupkę wieśniaków, gdy na horyzoncie zauważył... sztandar. Sztandar Targaryenów. A to, psia, kurwa, mać. Poczekał, aż będzie mógł rozeznać ilu ludzi się zbliża, po czym zwrócił wierzchowca i pognał w stronę budowli.

Choć żołnierze strzegący budowy postawieni byli w stan gotowości, to bynajmniej nie wszyscy stacjonowali na wyspie. Bez mała dwie setki zajmowało miejsce u wjazdu na długi most, który zdawał się ginąć w rzecznej toni. Wszyscy dosiadali rumaków, wszyscy odziani byli w zbroje, w dłoniach dzierżyli broń. W milczeniu przyglądali się czterem jeźdźcom wkraczającym na śliski most. Nie zatrzymali ich, nikt nie wyrzekł ani słowa. Jeno grupa chłopów i pomniejszych handlarzy przez kilka chwil przyglądała się przybyłej kompani, głośno wymieniając uwagi. W końcu jednak znużyli się, widać przyzwyczajeni do obecności żołnierzy, i powrócili do własnych spraw.

Brama liczyła sobie z górą trzydzieści stóp wysokości i znajdowała się tuż przy moście. Na jej szczycie powiewał błękitny sztandar. Z tego miejsca wyspa przypominała mrowisko. Wielki, tętniący życiem kopiec. Dziesiątki, setki ludzi w pocie czoła wznosiło mury oraz stawiało rusztowania. Twierdza z dnia na dzień zdawała się sięgać wyżej. W środku nie brakowało żołnierzy, wszyscy postawieni w stan gotowości, oczekujący rozkazów.
Brama była otwarta.
Na poselstwo zaś oczekiwała grupa ludzi.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Sro Gru 11, 2013 10:44 pm

Rogi, których dźwięki zdominowały okolice, słyszalne były nawet za grubymi murami twierdzy. Nihil odłożyła stare tomiszcze wyraźnie zaniepokojona. Dźwięk ten nie korzył się jej z niczym przyjemnym, a jeśli już miał być niespodzianką to tylko taką niepożądaną. Narzuciła na ramiona płaszcz, pośpiesznym krokiem wychodząc na korytarze a właściwie na coś, co nimi niebawem będzie.
- Spodziewamy się gości?
Rzekła do jednego ze zbrojnych, który chcąc bądź też nie chcąc dotrzymywał jej od dwóch dni towarzystwa. Nic nie wiedział, poza faktem, iż na pewno nie wraca Reinmar na czele swej armii. Pośpieszył za nią, gdzie już od progu mówiono o nadciągających wojskach Smoków. Zmrużyła oczy, wymieniając z mężczyzną spojrzenia.
- Bogowie. Nie proszą nas chyba o możliwość ugoszczenia jakiejś koronowanej głowy?
Cmoknęła. Nihil, prawdopodobnie bez aprobaty kilku z obecnych tutaj mężów Doliny, którzy drżeli o każdy najmniejszy krok Lady Arryn, wyściubiła nos zza już solidnych murów i wyszła na dziedziniec, co by z zachowaniem wszystkich honorów przywitać gości. Nie lękała się oddziałów, które mogły otoczyć twierdzę, bądź też już to zrobiły. Nabrała powietrza w płuca, prezentując się przed nadjeżdżającymi gośćmi z Królewskiej Przystani jak na córkę Lorda Starka i małżonkę Reinmara Arryna przystało - z pewnością siebie i skromną elegancją, nie bojąc się spojrzeć na tych, którzy nosili barwy Smoków. I w nosie miała co Ci mogą sobie pomyśleć, widząc kobietę w twierdzy pełnej uzbrojonych żołnierzy. Prosili o przyjęcie poselstwa i to też zamierzała zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Sob Gru 14, 2013 2:56 pm

Gość w dom, bogowie w progi…
Z taką myślą Boros Hayford pokonywał wąski most prowadzący do powstającej twierdzy. Naturalnie, nie miał żadnych podstaw, by obawiać się złego przyjęcia przez ludzi Arryna, jednak wrodzona ostrożność odwodziła go od nadmiernego entuzjazmu. Zwłaszcza, że jeśli nie tutaj, to w Królewskiej Przystani na pewno dostanie po uszach. Choćby dla zasady. Bez mała pół setki jeźdźców ostrożnie pokonywało zwodniczy przesmyk pomiędzy stałym lądem a wyspą, otuleni jedynie dźwiękiem podków uderzających o bruk oraz niecierpliwym parskaniem koni. Ani miejsce, ani czas nie pozwalało na swobodę obyczajów - wszak trwała wojna. A na wojnach giną ludzie… ludzie, którzy nie są tylko ojcami, braćmi i synami. To także przyjaciele tych, którym dziś nie było dane stanąć w szeregach armii królewskiej, bowiem wystąpić mieli jako posłańcy w prozaicznej sprawie. Nie zna świat niczego bardziej frustrującego od świadomości, że być może szczery kompan od kufla i dziewki właśnie topi się we własnej krwi, podczas gdy my nie mamy możliwości, by mu pomóc, uratować… lub pożegnać. Żaden z ludzi Targaryenów nie miał jednak czasu na podobne myśli - ostatni spośród jeźdźców właśnie przejeżdżał przez ciężką bramę, dołączając do karnie uformowanego przez poselstwo szyku, na którego przedzie stał naturalnie sam ser Hayford, mężczyzna o szczerym i miłym, choć nieco zbyt służalczym wyrazie twarzy. Gdy tylko dostrzegł, że na dziedzińcu pojawiła się kobieta, do tego taka, przed którą cały garnizon żołnierzy Arrynów ukazuje coś na wyraz szacunku, wnet dodał dwa do dwóch i zaintrygowany wynikiem…
- Gdyby królewskie poselstwa zawsze przyjmowane były przez równie piękne kobiety, najpewniej sam miłościwie panujący by im przewodził. - wyrzekł spokojnie ser Boros, zeskakując z konia i kłaniając się lekko przed kobietą. - Lady Arryn, jak mniemam? - uśmiech na ustach rycerza poszerzył się nieznacznie, gdy dostrzegł nieprzeniknione wyrazy twarzy grupy ludzi stojących na dziedzińcu i najwyraźniej oczekujących na rozwój sytuacji.
- Niosę wieści od samego króla, jednakże… - ser Hayford umilkł na moment, rozglądając się po dziedzińcu, gdzie każde wypowiedziane przez niego słowo mogło dotrzeć do niepowołanych odbiorców. - … nie są to informacje, które chciałbym podawać w miejscu publicznym. Obiecuję, iż nie zostaniemy długo, temat dotyczy zaledwie kilku słów skreślonych ręką miłościwie panującego. - drogą okrężną i słowem mocno zawoalowanym, ser Boros najwyraźniej chciał dać do zrozumienia, że wolałby po pierwsze - rozmawiać w miejscu nieco bardziej prywatnym, po drugie zaś - z mężczyzną… lub przynajmniej w obecności kogoś wyznaczonego przez Reinmara Arryna. Wszak ten, wyruszając w pole, nie zostawiłby twierdzy w rękach swej żony…!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Sob Gru 14, 2013 3:34 pm

Ostrożności nigdy za wiele, jednakże żołnierze Smoków słusznie nie spodziewali się wrogiego przyjęcia. Arrynowie wykazaliby się skrajną lekkomyślnością rozpoczynając konflikt z koroną w tak niedogodnym miejscu oraz o jeszcze bardziej niedogodnej porze. Dowódca Straży, który z rozkazów Reinmara odpowiadał na twierdzę, dopilnował aby nie padł nawet cień wątpliwości odnośnie ich intencji. Nihil czuła się pewniej, mając przy swoim boku kogoś, kto wykazywał się nie tylko umiejętnościami, ale też rozumem.
- Ser Hayfordzie...
Nihil pochyliła z szacunkiem głowę i dygnęła. Jej zachowanie nie było sztuczne i wyuczone, towarzyszył temu nawet ciepły, delikatny uśmiech.
- Zgadza się. Nie mniej pozwolę sobie wtrącić, że wtedy Królewska Przystań mogłaby zatęsknić za swoim królem.
Brakowało jej tego nienaturalnego wstydu i skrępowania, które cechował damy obyte wyłącznie z salonami. Mężczyznę nie powinno dziwić, iż zna jego miano. Jaką byłaby Lady, gdyby nie znała person istotnych dla Siedmiu Królestw?
- Naturalnie. Oczekujemy na was, ser. Ser...
Tu zwróciła się do dowódcy straży, który udał się przodem w głąb twierdzy. Tylko on i Nihil towarzyszyli posłańcowi niosącemu wieści od władcy. Małżonka Reinmara lekkim krokiem dotrzymywała tempa gościowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Pon Gru 16, 2013 10:04 am

Ser Richard, zarządzający obecnie powstającą twierdzą, był wysoki, choć nieco przygarbiony. Do tego kulał na jedną nogę. Nie był już człowiekiem młodym, choć patrząc w pooraną głębokimi bruzdami twarz i błękitne oczy, można było mieć pewność, iż ser Richard nie utracił bystrości umysłu, a i w ramionach wciąż drzemie niedźwiedzia siła. Z reguły milczący, teraz też nie zabierał głosu, dopóki królewski posłaniec nie wyraził swego życzenia.
Skinął głową lady Arryn, następnie zaś przybyszowi.
- Pozwólcie za mną - powiedział z trudnym do odczytania wyrazem twarzy. Odnosiło się wrażenie, iż jest to człek surowy, niechętny pochlebstwom, lecz nade wszystko ceniący sobie szczerość i sprawiedliwość.
Poprowadził gościa oraz lady Nihil w stronę większej z wież. Kulał. Na pierwszy rzut oka, można było ocenić, że noga sprawia mu ból. Nie pozwalał sobie jednak na choćby najmniejszy grymas. Przeszli przez dziedziniec, pełen milczących żołnierzy oraz zapracowanych robotników, którzy kątem oka chcieli podejrzeć królewskiego posłańca. Weszli do wieży, pokonali schody, wspinając się na pierwszą kondygnacją, po czym skierowali do niezbyt obszernej sali. Wejścia do niej strzegła dwójka żołnierzy. Weszli do środka, zatrzaskując za sobą ciężkie drzwi. Wnętrze było iście spartańskie, duży stół, na nim mapy okolicy oraz Dorzecza i kilka krzeseł stanowiły z grubsza całość wyposażenia. Czy tak miało być czy był to efekt wciąż trwającej budowy, trudno ocenić...
Ser Richard wskazał krzesła.
- Nie spodziewaliśmy się poselstwa ze stolicy, ser - zaczął, nie tracąc czasu. - Racz więc, ser, wybaczyć nieobecność syna lorda Arryna, Reinmara Arryna, który wyruszył pod Stone Hedge w sukurs uciśnionemu rodowi Bracken oraz by ukarać samowolę lorda Blackwood'a.



Pozwoliłem sobie nie tworzyć osobnego tematu, póki twierdza wciąż jest w budowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Nie Gru 22, 2013 5:35 pm

Ciężka to była podróż i wyczerpująca. Zwłaszcza ze względu na olbrzymie obciążenie psychiczne, któremu poddani zostali podróżujący nad Trident mężowie Korony. Czy mogli jednak narzekać? Przywitano ich z godnością i nawet pomimo skromnych warunków starano się zaoferować maksymalny poziom wygód, gdyby zaś okoliczności i czas pozwoliły na korzystanie z gościnności…
… jednak nie pozwalały. Trwał konflikt, zaś podczas trwania konfliktu najważniejsze było działanie. I to właśnie ono stało się celem ser Hayforda.
- Prędzej… czy później owszem. - na ustach królewskiego posłańca zatańczył cień uśmiechu. - Ktoś w końcu zatęskniłby za miłościwie panującym Aerysem. - zauważył spokojnie Boros, już po chwili czym prędzej ruszając za Lady Arryn oraz zarządcą zamku, co pozwoliło zamaskować mu ową chwilę irracjonalnego rozbawienia. Podróż do sali, oferującej znacznie bardziej prywatną atmosferę niż ta, która panowała na dziedzińcu, przebiegła w milczeniu. Najwyraźniej cień wydarzeń spod Stone Hedge sięgał aż tutaj i nikomu nie było spieszno do rozmów o pogodzie. Ser Hayford zasiadł na jednym z ciężkich krzeseł, wnet przechodząc ku właściwej części spotkania. Wyciągając zza eleganckiej kamizeli pergamin, słuchał jednocześnie tego, co do wygłoszenia miał piastujący opiekę nad powstającą twierdzą mężczyzna.
- Cóż, nikt nie spodziewa się królewskich posłańców, ser.* - zauważył spokojnie Boros, kładąc na blacie stołu zalakowany list ze szkarłatną pieczęcią, na której odciśnięty został trójgłowy smok. - Nic to, panie, pod Stone Hedge wraz z królewskimi wojskami udał się Gerrhard Rosby, najpewniej sam rozmówi się z ser Reinmarem Arrynem. - brwi Hayforda ściągnęły się nieznacznie, gdy ten usłyszał o „ukaraniu samowoli Blackwooda”. Jeśli lord Raventree Hall padnie… bogowie tylko wiedzą, jak zareaguje na tą wieść Aerys Targaryen. - Miłościwie nam panujący nakazał nade wszystko, by zachować spokój. Edmund Blackwood ma zostać oddany pod królewski osąd i to z rąk władcy ponieść karę za złamanie królewskiego pokoju. Siedmiu wie, jak potoczą się losy starcia… - ser Hayford westchnął cicho, po czym przesunął zapieczętowany list na środek blatu. - Nie znam dokładnej treści wiadomości, jednak nawołuje ona głównie do rozsądku i niepodejmowania pochopnych decyzji. Jest w niej zawarte również… zaproszenie dla ser Reinmara. Do Królewskiej Przystani, gdzie odbędzie się sąd nad Lordem Blackwoodem. - Boros Hayford potarł w roztargnieniu brodę, przyglądając się uważnie Lady Arryn, choć ciężko było posądzić go o natarczywość w spojrzeniu. Naturalnie, posłaniec nie wiedział o wszystkim, co zawiera list i dopiero ten, który zapozna się z jego treścią, będzie wiedział, cóż tak naprawdę król miał do przekazania dowódcy z Doliny…
- Wojsko Korony zaprowadzi w Dorzeczu spokój, bez względu na wynik bitwy pod Stone Hedge. Możesz uspokoić swych ludzi, ser… - tutaj Boros zwrócił się do zarządcy twierdzy. - … zaś Ty, szlachetna pani, nie martw się nadmiernie o swego pana męża. Myślę, że przed wyruszeniem do stolicy zdoła powrócić nad Trident, wszak starcie w Dorzeczu to zaledwie jeden problem ciążący na królewskich barkach. - ser Hayford wstał od stołu i skłonił się delikatnie. - Pozwolę sobie zostawić wiadomość w Twych rękach, Lady. Jeśli uznasz za stosowne, możesz wysłać ją do Stone Hedge. Ważne, by prędzej czy później dotarła w odpowiednie ręce.



* to było silniejsze ode mnie: [url=/JnOgHRe.gif]klik[/url]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Czw Gru 26, 2013 10:33 pm

Nihil Arryn milczała, nie zamierzała wtrącać się w sprawy, które dotyczyły głównie mężczyzn. Ufała ser Richard'owi, nie widziała więc sensu nakazu, aby wszystkie swoje decyzje były konsultowanie z nią, kiedy to wszak on sam znał się lepiej na powierzonych mu obowiązkach. Nihil dyskretnie przyglądała się posłańcowi, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że ten był doskonale przygotowany do swojej roli. Bardzo, ale to bardzo subtelnie dawał do zrozumienia, że jeden nieprzemyślany ruch, a i sama twierdza ucierpi. Nie zamierzała sprawdzać jak wiele prawdy było w tych podszeptach. Odwzajemniła bez skrępowania jego wzrok, szaroniebieskie oczęta, które potrafiły się zarówno śmiać jak i płakać, tym razem wydawały się niewzruszone jak surowa północ.
- Nie lękam się. Lord Blackwood powołuje się na starych bogów i tłumaczy swoje postępowanie chęcią niesienia ich chwały. Ja, ser, doskonale wiem co bogowie czynią z takimi bluźniercami.
Nihil po chwili zgarnęła wiadomość, palcami przesunęła po zapieczętowanym papierze.
- Możesz być spokojny, ser. Trafi ona w ręce mego Pana Męża. Jeżeli prawdą jest to, co mówisz, na dniach wszystko się rozstrzygnie i wróci on tutaj. W innym wypadku poślę doń niezwłocznie słowa króla. Proszę przekazać Jego Wysokości wyrazy naszego szczerego szacunku.
Kiedy posłaniec wstał, Nihil również, gotowa towarzyszyć mu w drodze powrotnej i dokończyć ceregiele na dziedzińcu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Sob Gru 28, 2013 8:52 pm

Podróż, jak zapewne każda inna, zwłaszcza zorganizowana w pośpiechu i na chybcika, była szczególnie męcząca dla ludzi króla. Jakkolwiek by się nie starali, udręczone ciała nawoływały do spoczynku, zadając kłam zewowi duszy, która rwała się do walki wraz ze współbraćmi. Walki najpewniej dobiegały jednak końca, zaś priorytetem poselstwa było doręczenie listu Aerysa Targaryena oraz uspokojenie burzliwych nastrojów w twierdzy, co też się udało. Ser Boros Hayford miał pełne prawo, by odczuwać spokój człeka, który wzorowo spełnił swój obowiązek, jednak nawet pomimo rozluźnienia nie mógł pozwolić sobie na chwilę nieuwagi. Nie, nie traktował ani zarządcy, ani samej Lady Arryn jak wrogów, jednak… w polityce nie było miejsca na sympatie i antypatie. Należało o tym pamiętać, mało istotne, w jakich okolicznościach.
- Lord Blackwood najwyraźniej zapomniał, iż krucjaty w tych czasach nie są szczególnie modne. - odparł pod nosem królewski posłaniec, odczuwając coś na wzór zażenowania postępowaniem obcego mu przecież człowieka. Jeśli królestwem targają niepokoje wywołane z tak błahych powodów… nie, nie, lepiej o tym nie mówić, wszak i to zakrawa o bluźnierstwo! Bluźnierstwo wobec samej Korony. Ser Boros zdobył się w końcu na delikatny uśmiech i pozwolił sobie na ujęcie dłoni Nihil Arryn, by złożyć na bladej skórze lekki pocałunek. Zwykła, południowa dworność, nic ponadto.
- Takoż i Ty uczyń względem swego męża, Pani. - powiedział spokojnie Hayford, prostując się i kiwając poważnie głową zarządcy twierdzy. - Dziękujemy za przyjęcie oraz wyrozumiałość względem tak… niespodziewanej wizyty. Jak jednak mówiłem, nie będzie nam dane zabawić zbyt długo, przed nami jeszcze długa droga. - powiedziawszy to, wnet zaczął wprowadzać słowa w czyn. Jak się okazało, powrót na dziedziniec z komnaty trwał znacznie krócej niż dotarcie do niej. Gdy tylko królewski posłaniec znalazł się przy swych ludziach, ci od razu jęli zajmować miejsca w siodłach i bez słowa skargi szykować się do drogi powrotnej. Czy aby jednak na pewno… powrotnej? O tym mógł wiedzieć jedynie sam Boros Hayford, który wsparł się na strzemieniu i wskoczył na konia, obracając zwierzę w stronę bramy wyjazdowej. Już po chwili pół setki jeźdźców zaczęło sprawnie opuszczać nowo powstająca twierdzę, kierując się w stronę, z której przybyli. I dopiero kilkanaście mil od Tridentu, ser Boros Hayford tknięty został jedną, dość irracjonalną myślą.
- Zapomniałem życzyć szczęścia świeżo upieczonej małżonce… - stwierdził z namysłem, pokonując prędko jardy dzielące go od kolejnego celu.

/ zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Sro Sty 08, 2014 10:36 pm

Poprzedniej nocy, Reinmar prawie nie zmrużył oka. Twarde posłanie przeszkadzało mu jak nigdy dotąd, a gwar żołnierzy czuwających przy ogniskach nie pozwalał na sen. Długo leżał z zamkniętymi oczyma, starając się wyzbyć wszystkich myśli i uciec w objęcia nieświadomości, jednocześnie ignorując ból obitego ciała, wciąż pamiętającego bitewny zgiełk. Dopiero w samym środku nocy, zrezygnował ze snu i opuścił posłanie. Owinął się znoszonym płaszczem i w milczeniu usiadł przy jednym z ognisk, przy którym czuwał wartownik. Beleg, tak bowiem nazywał się żołnierz, był młodym mężczyznom o ciemnych włosach, jasnej cerze oraz jadowicie zielonych oczach.
- Ser - przywitał cicho dowódcę, nie siląc się na uniżone powitania. Arryn ich nie lubił. Poza tym, znali się dobrze. I choć dzielił ich status społeczny, to często pozwalali sobie na swobodne rozmowy.
- Sen mnie zwodzi - w ochrypłym głosie Reinmara słychać było zmęczenie.
- Lato się kończy - zdawało się, że Beleg nie usłyszał słów swego dowódcy.
Arryn przyjrzał się towarzyszowi, który w zamyśleniu spoglądał w dal. Faktycznie, nocne powietrze coraz częściej niosło ze sobą chłód, a dni były deszczowe i wietrzne. Skończyły się upały.
- Daleko jeszcze do zimy - wychrypiał Arryn, lecz mimowolnie przysunął się do tańczących płomieni ogniska.
- Lato się kończy - powtórzył Beleg.

Ranek był chłodny i mglisty. Reinmar osobiście zbudził swoich przybocznych, nie dając im czasu na spożycie śniadania, i razem z nimi ruszył w dalszą drogę. Chciał już być na miejscu, a armia poruszała się nieznośnie wolno. Wcześniej nie mógł pozwolić sobie na luksus pozostawienia głównych sił w tyle, teraz jednak nic nie stało na przeszkodzie, by ruszyć przodem.
Nie trzeba było długiej jazdy, by zaczęli mijać pierwsze chałupy. Chłopi kłaniali się w pas.
Jeszcze godzina, może dwie i ich oczom ukazała się budowa. Prace znacznie posunęły się do przodu, a twierdza wreszcie nabrała odpowiedniego kształtu i, musiał przyznać, wyglądała niesamowicie, wznosząc się nad wodą.
Arryn popędził wierzchowca, zostawiając swych ludzi w tyle. Potężny kary rumak uderzył kopytami, gwałtownie zrywając się do galopu. Jeździec mijał luźno rozrzucone zabudowania i grupy ludzi, rolników, rybaków, kupcy i handlarzy, robotników sprowadzających materiały, a także nielicznych żołnierzy, których większość pełniła straż przy samej twierdzy. W dzikim pędzie wyminął kilka wozów, spiął konia, który przeskoczył nad kupą kamieni i już po chwili znalazł się pomiędzy żołnierzami czuwającymi przy pomoście. Rozpoznali go. Kilku krzyknęło. Nie znali jeszcze wyniku bitwy. Reinmar jednak nie zatrzymał się. Wjechał na most, zwalniając bieg wierzchowca. Śliskie podłoże groziło katastrofą. Przejechał przez most, następnie przez bramę i znalazł się na dziedzińcu.
Zeskoczył z wierzchowca. Rozejrzał się, wypatrując żony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Sro Sty 08, 2014 11:23 pm

Dni dłużyły się jej niemiłosiernie. Minęło ich wprawie kilka, jednakże Nihil czuła się, jakby od miesięcy siedziała w murach tej powstającej twierdzy, na dodatek zamknięta od świata. Żaden z kruków nie przyleciał, żaden jeździec nie nadjechał, zaczynała się niecierpliwić o czym wiedział wyłącznie dowódca straży. Przed innymi żołnierzami starała się trzymać dzielnie, zawsze znalazła chwilę aby zamienić z nimi choć słowo, zagadać bądź wysłuchać. I nie chodziło tutaj o brak zaufania w bogów bądź małżonka, tak samo martwiła się o ojca i braci kiedy Ci znikali na długie tygodnie w obowiązku.

Dzień był o tyle ładny, że Nihil praktycznie od świtu przebywała na powietrzu. Nie mając większych planów, odwiedziła pobliskie wsie jak to miały w zwyczaju wyznaczone przez Arrynów persony i chętnie włączyła się w doglądanie podopiecznych oraz wysłuchanie próśb. Nihil nie znosiła bezczynności. Jedną z nielicznych rzeczy, która ją frustrowała, było właśnie siedzenie z założonymi rękoma. Wrócili może godzinę temu, nikt jednak jeszcze nie widział powracających wojsk. Reinmar zastał swoją małżonkę w towarzystwie ser Richarda. Stali oni przy jednej z powstających wież, mężczyzna coś objaśniał Nihil, wskazując ręką na poszczególnego konstrukcje. Ta, jako że stała plecami do dziedzińca, nie zauważyła w pierwszej chwili jeźdźca. Z uśmiechem, starając się poskromić ręką rozwiane przez wiatr włosy, coś odpowiadała. Reinmar szybko przyciągnął uwagę, zamieszanie przykuło uwagę Nihil i ta odwróciła się w jego stronę, będąc jeszcze w połowie zdania, lecz słowa zatrzymały się na jej ustach, jakby ta nie dowierzała własnym oczom.
- Reinmar?
Szybkim krokiem zbliżała się do mężczyzny, rysy twarzy Nihil uległy złagodzeniu i zdradziły cała gamę emocji - od uczucia ulgi, po wytęsknienie i radość na widok kogoś ukochanego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Nie Sty 12, 2014 8:30 pm

Mimo iż głowę jego przykrywał kaptur, a twarz chowała się w jego cieniu, Reinmara nie trudno było rozpoznać ze względu na wzrost i sylwetkę. Kilku żołnierzy natychmiast się wyprostowało, lecz zaraz wrócili do swoich zajęć, oporządzając konie, patrolując powstające mury czy też nosząc broń w przeznaczone ku temu miejsce. Mężczyzna obrzucił szybkim spojrzeniem trwające prace, w duchu przyznając, że twierdza rozrasta się w zdecydowanie przyzwoitym tempie. Uwagę Reinmara jednak bardzo szybko odwróciła obecność ser Richarda i, przede wszystkim, Nihil Arryn.
Odrzucił z głowy kaptur i przez kilka sekund przyglądał się małżonce, które wodziła wzrokiem po konstrukcji smukłej wieży, która wznosiła się już bardzo wysoko. W tym momencie, jeden z żołnierzy przyszedł po wierzchowca Reinmara.
- Ser - przywitał krótko dowódcę, łapiąc za uzdę karego rumaka i prowadząc go w kierunku stajni. Reinmar nie zwrócił nawet na niego uwagi, zapatrzony w zmierzającą ku niemu żonę. Nagle poczuł się jakby z barków zdjęto mu ogromny ciężar.
- Jam to - odpowiedział, nie wiedząc co rzec.
- Cieszę się, żeś w zdrowiu - dodał po dłuższej chwili i dotknął jej policzka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Nie Sty 12, 2014 8:46 pm

Był tutaj. Cały. Najwyraźniej zdrów. Przez chwile myśli Nihil były dość egoistyczne, skupiona na fakcie, że Reinmar przeżył całą wyprawę przeciwko zdradzieckiego chorążemu, nie bardzo się więc przejmowały szerszymi horyzontami. W kilku większych krokach znalazła się przy nim i w pierwszej chwili była gotowa rzucić się mu na szyje, co mógł zarejestrować, aczkolwiek w ostatniej powstrzymała się i zastygła tak w bezruchu, zdając sobie sprawę, że przecież oboje stoją na środku dziedzińca, skupiając na sobie tysiące par oczu. Nie wypadało, w myśl zasad, zachowywać się tak wylewnie przy świadkach.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że wróciłeś w jednym kawałku.
Zacisnęła kurczowo palce na tej dłoni mężczyzny, która znalazła się na jej policzku. Kiedy pierwsze emocje opadły, zaczęły do głosu dochodzić inne myśli.
- Rein... Reinmar. Gdzie Twoje wojsko? Chyba oni nie...?
Nie bardzo nawet wiedziała jak wyrazić w słowach to wszystko, co teraz posępne szepty w jej świadomości podsuwały. Oczy Nihil nie mogły oderwać się od Arryna. Kilka dni rozłąki, a jej już zaczynało brakować obecności męża. Ponadto zdała sobie sprawę, że tak po prawdzie to mało kiedy przejmowała się pewnymi dworskimi wytycznymi i bezceremonialnie zarzuciła ręce na szyje mężczyzny, aby się przytulić. Musiał jej ten jeden raz wybaczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Nie Sty 12, 2014 9:57 pm

Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że cały czas podświadomie tęsknił za jej widokiem. Że cały jego niepokój nie był związany tylko z buntem lorda Blackwood'a, ale z pozostawieniem Nihil samej. Czy już zawsze tak będzie się czuł, gdy będzie musiał się oddalić?
Wykrzywił twarz w uśmiechu.
- Zawsze wracam w jednym kawałku - odrzekł już trochę swobodniej. - Czego nie można powiedzieć o tych, przeciwko którym wyruszam - dodał cicho. I choć nie należał to samochwałków, to nie można zaprzeczyć, że w nieładnym głosie wojownika zabrzmiał pewien rodzaj ponurej dumy. Niezależnie od tego ilu ludzi go nienawidziło, ilu szeptało za jego plecami ani ilu życzyło mu śmierci, nikt nie powinien szukać sobie w nim wroga.
Przysunął jej dłoń, która zacisnęła się na jego palcach do ust i ucałował delikatnie. Wracała mu pogoda ducha. Jeśli w jego przypadku, można było o takowej mówić.
- Zostawiłem ich za sobą, spiesząc, by Cię ujrzeć - odpowiedział krótko i szczerze. - Będą tu lada chwila.
Gestem przywołał ser Richarda.
- Ser, zadbaj o to, by wracający ludzie zostali odpowiednio przyjęci - powiedział. I choć nie wywyższał się, to wiadomym było, że jest to rozkaz. - Wszyscy są niemało utrudzeni. Wszyscyśmy zaznali długiej podróży i krótkiej bitwy. Zwycięskiej. Marny los spotkał buntowników. Raventree jest w ręku Doliny, zaś lord Blackwood w drodze do stolicy na sąd.
Ser Richard skinął głową, a w jego oczach dało zauważyć się ulgę nim odszedł, wydając głośne rozkazy załodze twierdzy.
Wzrok Reinmara znów odszukał oczy Nihil.
- Mam nadzieję, że nie dłużył Ci się czas beze mnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Nie Sty 12, 2014 10:37 pm

Tak ciężko było jej oderwać rękę od tych ust, za którymi również się stęskniła.
-Mam nadzieje, że nie będą mi wypominać, że tak szybko im Cię zabrałam.
W końcu miała powód, aby się szczerze uśmiechnąć. Nie mogła złego słowa powiedzieć o tym, jak traktowano ją tutaj, w powstającej twierdzy, nie mniej wśród tylu osób, z którymi miała styczność, odczuwała braki Reinmara. Nihil miała już zapytać o Blackwooda, ale Arryn uprzedził ją, pokrótce streszczając losy zbuntowanego lorda.
- Prosił starych bogów o wstawiennictwo. Dostał więc dosłownie to, na co zasłużył w ich prostym osądzie.
Nihil przez chwile przyglądała się odchodzącemu ser Richardowi. Mężczyzna był nieoceniony jeżeli chodziło o zajęcie myśli przez te wszystkie dni.
- Targaryenowie zadbali, aby i tutaj nie zabrakło rozrywek.
Wróciła spojrzeniem do Reinmara, zdając sobie sprawę, że to barwne określenie choć idealnie oddające całe zdarzenie brzmiało dość złowieszczo.
- Przysłano królewskiego posłańca, który prosił, abym przechowała dla Ciebie wiadomość od samego króla i zaproszenie dla nas do Królewskiej Przystani na osąd nad Edmundem Blackwoodem. Oczywiście nie omieszkali wcześniej otoczyć całej twierdzy swoimi zbrojnymi, jakby podejrzewali, że kryjesz tutaj inne, zbuntowane persony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Czw Sty 16, 2014 8:47 pm

Ściągnął brwi, gdy usłyszał o wizycie Targaryenów w powstającej fortecy. Król, choć do tej pory zdawało się że mało obchodzą go własne włości, widać postanowił zainteresować się losami królestwa. Właściwie... to dobrze. Mimo to, Reinmar miał złe przeczucie. Coś mu mówiło, że król stał się nieobliczalny. Bo jak wytłumaczyć nagłe poruszenie królewskich wojsk? O ile ich obecność na polu walki była daleka od niepotrzebnej, to tutaj... Ach, któż to ogarnie rozumem.
Zacisnął pięści.
- Zdaje się zatem, że przyjdzie nam odwiedzić stolicę - rzekł w końcu.
Uśmiechnął się z lekkim wysiłkiem.
- Tymczasem... nie pogardziłbym jakąś strawą - powiedział. - Mam nadzieję, że się przyłączysz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Czw Sty 16, 2014 10:17 pm

- A nie chciałam wierzyć bogom, kiedy mówili, że szybko na oczy Orlego Gniazda nie ujrzę... Każe więc przygotować wszystko do obiadu. Dziś taki przyjemny dzień. Zjemy na powietrzu?
Przez tyle lat, w związku ze specyfiką północy, ograniczona była grubymi murami Winterfell. Może i urodziła się, kiedy trwało lato, nie mniej pewnych temperatur i uwarunkowań klimatycznych nie dało się i tak przeskoczyć, toteż dopiero teraz doceniała ile możliwości daje przebywanie przez większość dnia na dworze. Przeprosiła Reinmara, udając się za służbą, co by przekazać dalej swoje rozkazy.

Arryn miał czas dla siebie i tego, aby odświeżyć się bądź odpocząć w swoich kwaterach jeśli sobie tego życzył. Tymczasem służba zakasała rękawy i uwijała się w pocie czoła. Ciężko było mówić o wykwintnych daniach podawanych przez kuchnie polową, nie mniej były one ciepłe oraz pożywne. Kiedy więc pozostałe oddziały zaczęły schodzić się do twierdzy, czekała już na nich strawa wydawana przez służbę. Tymczasem Nihil siedziała przy rozstawionym stole, pod zadaszeniem ale nadal na dziedzińcu, mocząc świeże pieczywo w jakiejś parującej zupie. Przed sobą miała Reinmara, bądź też czekało na mężczyznę naszykowane miejsce. Na uwagę zasługiwał fakt, że na srebrnym łańcuszku, który nosiła, pojawiła się druga, obok pyska wilkora zawieszka - przedstawiała ona orła w czasie lotu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Czw Sty 16, 2014 10:54 pm

Reinmar nie potrzebował wielu wygód, ale tym razem z ulgą powitał przygotowaną dla niego komnatę, a także balię i kubły z wodą. Jadło musiało chwilę poczekać, choć kiszki prawdziwie grały mu już marsza. Powolnym ruchem odpiął skórzany pas, pozwalając by pochwa z mieczem z głuchym łoskotem upadła na podłogę. Znów poczuł znużenie. Niespiesznie pozbył się kolczugi, której nie zdejmował już od długiego czasu, nie licząc noclegów (a to i nie wszystkich). Następnie rozebrał się do przysłowiowego rosołu i zanurzył w chłodnej wodzie. Po ciele mężczyzny przebiegł dreszcz. Zadrżał. Woda była zimniejsza niż się tego spodziewał. Mimo to, bez wahania, wylał na siebie zawartość kubła. Potrząsnął głową, wycierając twarz i parskając niczym zwierzę. Zimna kąpiel orzeźwiła go aż zanadto. Wylał na siebie zawartość kolejnego kubła, rozlewając wodę wokół balii. W końcu wyszedł i usiadł na drewnianym stołku. Choć po kąpieli czuł zimno, wycierał się powoli.
Żałował, że znowu musi ruszyć w drogę.
Sięgnął po świeże odzienie. Czysta, barwiona koszula pachniała świeżością. I choć Reinmar z rzadka zwracał uwagę na takie drobiazgi, teraz ten niewielki luksus sprawił mu przyjemność. Tak samo jak fakt, że nie czuł ciężaru kolczugi. Założył lekki kaftan, po czym jego wzrok padł na odpasany miecz. Przez długą chwilę stał w miejscu, przypatrując się broni. Już miał wyjść, gdy w ostatniej chwili sięgnął po klingę.

Srebrna zawieszka poruszyła się lekko, gdy Nihil sięgnęła po coś ze stołu. Orzeł zetknął się z wilkiem z cichutkim, metalicznym dźwiękiem. Reinmar zakończył posiłek, któremu towarzyszył kufel piwa i nie mógł teraz oderwać wzroku od zawieszek spoczywających na dekolcie Nihil.
- Bogowie raczą wiedzieć, ile szaleju musiał najeść się Blackwood, by wszczynać wojnę - zakończył relację ze swej wyprawy, po czym dolał sobie piwa. Było specjalnie schłodzone. Po długiej podróży smakowało wybornie, choć Reinmar niewiele wiedział o tym jak powinien smakować [/i]wyborny alkohol[/i].
- Jakieś wieści z Winterfell?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Czw Sty 16, 2014 11:25 pm

Nihil, która siedziała naprzeciwko, większą uwagę poświęcała Reinmarowi niż posiłkowi. Nie do końca uśmiechało się jej miast do Orlego Gniazda, obrać kurs na Królewską Przystań, nie mniej nie widziała powodu, dla którego miałaby uskarżać się na pewne, odgórne decyzje. Kolejną podróżą będzie martwiła się jutro, dzisiaj jej myśli zaprzątały inne kwestie, choć nie sprawiała wrażenia osoby błądzącej gdzieś we własnej świadomości. Zasłuchana w słowach, dość licznych jak na Arryna, przesuwała palcami po ścinkach szklanicy. Zawieszka, która pojawiła się dodatkowo na szyi Nihil, nie była jedyną zmianą w jej osobie, choć rzucała się od razu w oczy. Do twarzy było jej w błękicie. Ponadto skóra Nihil nabrała lekkich rumieńców, nie chowała się przecież przed słońcem, co było raczej naturalne w warownych budowlach Winterfell. Ciche westchnięcie poprzedziło odpowiedź.
- Nie wiem na ile to jest prawdą, gdyż nie przyszedł żaden kruk od mej siostry, nie mniej mówi się, że Terryn Mormont nie żyje. Biedna Nadira.
Odsunęła od siebie talerze, pozwalając służbie na sprzątnięcie. Ciemne oczy Nihil odszukały te Reinmara.
- Jutro z rana mam być gotowa do drogi czy chcesz dłużej się tutaj zatrzymać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Trident   Wto Sty 21, 2014 10:05 am

Reinmar skinął głową na wieść o śmierci przedstawiciela rodu Mormont. Nie znał tego człowieka, najwidoczniej jednak był on bliski rodowi Stark.
- Czasy są niespokojne - powiedział w zamyśleniu. Sam z resztą przekonał się o tym na własnej skórze. Od miesięcy los prowadził go z jednej wojny na drugą, a czarna klinga wciąż zdawała się być spragnione krwi. Odruchowo położył dłoń na rękojeści miecza. I choć lubował się w bitwach, teraz nie był już sam. Podniósł wzrok. Odziana w błękit Nihil prezentowała się więcej niż ładnie. Zaróżowiona cera podkreślała jej urodę.
Wykrzywił kącik ust w uśmiechu i dopił piwo.
- Nie znużyły Cię jeszcze ciągłe podróże? - odpowiedział pytaniem na pytanie. Wiedział, że winni jak najszybciej ruszać do stolicy, lecz... Z drugiej strony, w przeciwieństwie do eskorty prowadzącej Blackwooda na sąd, będą podróżować w stosunkowo nielicznej grupie, a więc i znacznie szybciej. Może dodatkowy dzień lub dwa na miejscu nie zawadzą...? Lub może wykorzystać ten czas, by odwiedzić pana ojca w Orlim Gnieździe. Wiele wody upłynęło już w Tridencie od czasu, gdy ostatnim razem był w rodzinnych stronach. Nie, to byłaby zbyt wielka zwłoka. Musiał zobaczyć się z królem.
- Myślę, że możemy pozwolić sobie na chwilę spoczynku - rzekł w końcu. - Ludzie są znużeni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Trident   

Powrót do góry Go down
 

Trident

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze-