a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Królewski Las - Page 4



 

 Królewski Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość

avatar
Włości Korony
Liczba postów :
465
Join date :
23/03/2013

PisanieTemat: Królewski Las   Sob Kwi 20, 2013 6:20 pm

First topic message reminder :

Królewski Las jest na dość dużym obszarze, znajduje się po drugiej stronie Królewskiej Przystani. Jest to prywatny teren myśliwski króla Westeros, wiadomo jednak, że niektórzy sławni bandyci mają tam swoją kryjówkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Las   Pon Cze 24, 2013 5:58 pm

MG



Helen uśmiechnęła się ponuro. Wyglądała niczym straszne uosobienie chłopskiej niedoli. 
- Cóż możesz wiedzieć, Pani... - wyszeptała zrezygnowanym tonem. Zdawało się, że słowa Rhaeny nie robią na niej najmniejszego wrażenia. Cóż, trudno się dziwić. Mimo to, gdy Smoczyca ujęła ją pod ramię, wstała posłusznie i zaczęła powłóczyć nogami. Nie odzywała się. Zdawała się być duchem. Cieniem dawnej Helen. Nie próbowała nawet osłonić swych nagich, zakrwawionych ud. Po prostu szła.

Po jakimś czasie dotarli do wody. Na niewielkiej łódce trzech mężczyzn łowiło ryby. Byli obdarci i wychudzeni. Pytanie czy można im zaufać. Druga sprawa, to co Rhaena zamierzała zrobić z Helen...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Las   Pon Cze 24, 2013 6:10 pm

Same pytania! W tyle je miała na tą chwilę! Teraz liczyło się tylko to by dostać się do miasta, a potem na zamek. Znaleźć się w bezpiecznym miejscu pod opieką maestrów! Nic się teraz nie liczyło. -Może i nic nie wiem... - stęknęła stawiając krok za krokiem. -Ale Cię nie zostawię... - Tego była pewna, nawet jakby miała z Helen dojść na kolanach do miasta, to tam dotrze! Gdy zobaczyła wodę serce zabiło jej mocniej. Jeszcze trochę, były już bliżej niż dalej do upragnionego bezpieczeństwa. Teraz tylko ruszyć na północ. Spojrzała w niebo by określić pozycję słońca... choć to na coś jej się przydało, a tak kręciła nosem nauczycielom. Mężczyzn na łódce zignorowała. Miała dość mężczyzn na najbliższy czas, zwłaszcza obcych! Ruszyła na północ. -Helen, jeszcze trochę, już niedaleko... - stęknęła czując na sobie ciężar kobiety. Spojrzała na północ wyglądając miasta. Na brzegu teren był łatwiejszy i szło się łatwiej, ale zmęczenie coraz bardziej dokuczało. -Jeszcze trochę, na bogów jeszcze trochę... - stękała pod nosem krok za krokiem, co raz poprawiając uścisk na ramieniu i talii Helen, by ta nie upadła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Las   Wto Cze 25, 2013 8:39 am

MG



Niestety, Rhaenie nie dane było wyminąć rybaków. Ci z daleka zaczęli się przypatrywać dwóm kobietom w opałach. Jeden wskazał je palcem i zaczął coś tłumaczyć pozostałej dwójce. Już wkrótce zamachali szerokimi wiosłami, a łódka przecięła wodę i dobiła do brzegu. Rybacy zbliżyli się do naszych bohaterek. Ucieczka ne miała sensu. Nie w tym stanie.
- Bogowie, Pietre, toć rację miałeś...
- Panienka Targaryen.
- Toć panienka w opałach.
- Panienki nie bójcie. My dobre ludzie. Pomożemy.
- Toć rany trzeba opatrzyć. Do miasta zwieźć.
- Pietrek, migiem po strawę do łodzi. Toć zobacz jak bidulki wyglądają. 
- I flaszę jakowąś przynieś.
Tym razem szczęście im dopisało. Nie dość, że rybacy okazali się niezwykle pomocni, to jeszcze je nakarmili i napoili. Już wkrótce znalazły się w ich łódce, zmierzającej do porty Królewskiej Przystani.
- Toć panienki w ciężkich sytuacjach być musiały - zaczął Pietrek. Opalony chłopak w wieku może 18 lub 19 lat o jasnych oczach i dobrodusznej twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Las   Wto Cze 25, 2013 12:25 pm

Rhaena nie miała już siły, czuła jak nogi zaczynają odmawiać jej posłuszeństwa. Nie byłaby w stanie dłużej iść, a co dopiero mówić o ucieczce. To chyba jednak był koniec ich kłopotów. Rybacy dobili do brzegu, poznali ja mimo warstw brudu, krwi, podartego odzienia i splątanych brudnych włosów. Dali jeść, pić, skromnie, bo skromnie, ale to zawsze więcej niż miały ostatnio.  Woda nigdy nie smakowała tak dobrze! Dziewczyna więc nie protestowała jak chłopiny wsadziły je do łodzi i wodą zabrali je do portu. Tam wystarczy wezwać straże… zabiorą je prosto do zamku, wezwą maestra. Rany zostaną opatrzone, pragnienie zaspokojone i będzie można wypocząć. Całą drogę Rhaena walczyła ze sobą, żeby nie zasnąć, pilnowała też żeby Helen była przytomna. Bała się, że jak kobieta teraz zaśnie to żaden Maester jej nie dobudzi. Jeszcze trochę Rhaena, jeszcze trochę…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Las   Wto Cze 25, 2013 2:17 pm

MG



Byli na miejscu. Rybacy wyprowadzili obie panie na brzeg, lecz bali się pójść z nimi do Twierdzy. Na całe szczęście, wszędzie roiło się od strażników...

Helen wciąż była przytomna, lecz nic nie mówiła. Zdawało się, że niewiele już kontaktuje. Jej ciemne włosy były zwichrzone, a na niegdyś ładne buzi widniał ognisty rumieniec. Gdy Rhaena dotknęła, jej twarzy, poczuła, że Helen jest rozpalona. Musiała trawić ją gorączka. Szła posłusznie ze Smoczycą, choć słaniała się na nogach. Jej rozbiegane oczy patrzyły nieprzytomnie na otoczenie...
- Umrzeć... - bełkotała co jakiś czas pod nosem. - To nasza powinność... Umrzeć...



[Rhaena zt, do portu]

Możesz już spokojnie wrócić do Twierdzy w towarzystwie strażników. Helen będzie jeszcze długo chorowała, lecz najpewniej przeżyje. Gdybyś potrzebowała MG do jej odegrania, dawaj znać. Póki co, bardzo dziękuję za wspólne przygody. Mam nadzieję, że bawiłaś się choć w połowie tak dobrze jak ja i będzie nam jeszcze dane razem pograć!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Las   Wto Lip 29, 2014 2:19 pm

/Czerwona Twierdza

Obowiązek.
Wparła się o krzesło, unosząc zmęczoną twarz znad porcelanowej misy i spoglądając w stronę okiennicy, na proste smugi bladego światła poranka, wdzierającego się do komnaty.
Prawdę mówiąc, wcale nie miała ochoty brać udział w polowaniu, będącego wymysłem lady Rosby, która uznała, iż idealnym pomysłem będzie sproszenie nań większości szlachetnych dam oraz rycerzy przebywających na królewskim dworze. Kolejny z jarmarków fałszu oraz huczne przedstawienie, tym okraszone ujadaniem psów i krwią prawdziwych ofiar. Dornijska księżniczka nie wątpiła, że życie na dworze jest swego rodzaju polowaniem, może nawet dużo bardziej krwawym, niźli polowanie na zwierzęta dla rozrywki w Królewskim Lesie. Przede wszystkim jednak – dużo bardziej okrutnym, nikt przecież nie trudził się, aby zadać przeciwnikowi prędką śmierć.
Bolesna agonia była wręcz pożądana.
Księżna Smoczej Skały przyjęła jednak zaproszenie, jakże mogłaby postąpić inaczej? To należało do jej specyficznych obowiązków, którymi były rozrywki z wysoko urodzonymi dworzanami. Nikt nie był na nich szczery, nikt nawet się na to nie silił. Prawdę mówiąc, Ivory często dostrzegała niechęć i znużenie w oczach innych. Nikt nie chciał spędzać kolejnego z wieczorów na słuchaniu pieśni mistrela o wyjątkowo jękliwym głosie, lecz także nikt nie miał zamiaru tego przerywać, księżniczka także. To byłoby nie na miejscu, a ona przecież znała zasady gry, której podjęła się wyruszając do Królewskiej Przystani, aby poślubić Maegora Targaryena.
Wyprostowała się z trudem, wciąż czując nudności, tak jak każdego z ostatnich poranków, aby wezwać służące oraz septę Faridę, towarzyszącą jej od kilku już lat. Ona już wiedziała, Dornijka chyba także. Gdzieś w podświadomości, gdzieś w głębi ducha. Po prostu to wiedziała.

Przed królewskimi stajniami panował kompletny rozgardiasz. Koniuszy popędzał chłopców stajennych, by prędzej wyprowadzali wierzchowce, zaś w pobliżu stali giermkowie, wyczekując najlżejszego skinienia rycerzy. Koło księżniczki Dorne kręcił się młodszy syn lorda Antlers, gotów w każdej chwili pomóc jej znaleźć się w siodle. Nie pozwoliła jednak, aby obce męskie dłonie chwyciły ją w talii i posadziły na końskim grzbiecie, dosiadając z gracją wierzchowca sama, gdy stajenny przyprowadził już do niej Sahira, pustynnego konia o czarnej maści, którego podarował jej ojciec przed czterema laty. Wyróżniał się na tle inszych zwierząt smuklejszą sylwetką, jednakże Ivory była pewna, że mógłby biec co najmniej dwa dni bez wody. Pogładziła odruchowo szyję wierzchowca, drobiącego w miejscu.
W tym samym momencie rozległ się odgłos rogu myśliwskiego i konie zamarły na moment, zaś liczne ogary zaczęły rwać się do przodu – ledwie dało się nad nimi zapanować. Łowczy dali znak i cały orszak ruszył w stronę jednej z bram Królewskiej Przystani, aby dalej podążyć traktem ku Królewskiemu Lasowi. Dzień był ciepły, acz nie upalny, wiatr poruszał gałęziami drzew i dawał ochłodę – tak z pewnością było dla większości dworzan, będących członkami wielobarwnego orszaku, jednakże dla samej Ivory… był po prostu zimny. Czuła się nieswojo pośród gęstwiny drzew i szumu liści, słysząc głuchy odgłos uderzania końskich kopyt o twardą ziemię, zamiast miłego chrzęstu gorącego piachu. Słońce raz po raz przysłaniały chmury, a gdy wjechali w gęsty las – całkowicie zniknęło za koronami wysokich drzew, choć wciąż było bardzo jasno. Dla księżnej Smoczej Skały było to skąd inąd nowe doświadczenie, jedno z pierwszych polowań w jej dziewiętnastoletnim życiu. Na gorących pustyniach po prostu nie było zwierząt, na które można by polować, ze względu na brak wody. W Dorne woda była nieraz cenniejsza od złota. Księżniczka doceniała piękno pnących się po drzewach krzewów, bądź dziko kwitnących kwiatów, jednakże nic nie mogło się równać z jej rodzinną krainą. Prawdę mówiąc – niemal wszystko w Królewskiej Przystani uważała za… gorsze. Nie przepadała zarówno za akcentem tutejszych mieszkańców, jak i za ich potrawami, które były po prostu mdłe i bez wyrazu. Kobiety opatulały się sukniami od stóp do głów, jakby za wszelką cenę nie chcąc dawać mężczyznom powodów do grzesznych myśli, choć były to zaledwie pozory. Każda z nich była też blada. Chorobliwie wręcz blada, dlatego też na ich tle Ivory przypominała, mówiąc paradoksalnie, śnieżnego gołębia wśród kawek, ze swą smagłą karnacją. Tak jak teraz, jadąc stępa po wielkiej polanie wśród szlachetnie urodzonych dam jako jedyna Dornijka.
Przyłożywszy dłoń do oczu, Ivory dojrzała w oddali, tuż pod ścianą lasu, olbrzymiego jelenia. Głowę miał odgiętą do tyłu, a jego ciężkie poroże niemal leżało mu na grzbiecie, gdy pędził na złamanie karku, chcąc ujść pogoni. Choć wciąż dzieliła go od łowczych spora odległość, zwietrzył niebezpieczeństwo, tak jak jego psy przed kilkoma chwilami. Rycerze rzucili się ku niemu, psy wpadły w chaszcze i pędziły dalej.
Damom zaś nie pozostało nic inszego jak czekać.
Ivory Targaryen wyprostowała się dumnie w siodle, nie mogąc powstrzymać uśmiechu cisnącego się na karminowe usta, po czym poprawiła bogato zdobioną suknięsuknię z drogocennego materiału, na którą lady Rosby spoglądała z nieukrywanym zgorszeniem, ze względu na prześwitujący materiał na brzuchu oraz w pewnym stopniu odciętą od reszty górę, zaś jej mąż mógłby spoglądać nań podobnie... z zupełnie innych jednak powodów. Kruczoczarne włosy służące splotły jej w fantazyjny warkocz, u podstawy włosów fryzując je finezyjnie. Księżniczka powiodła spojrzeniem po każdej ze dam, zatrzymując je na jednej z nich, przebywającej najbliżej – klasycznej piękności o włosach przywodzących na myśl płynny miód, jaką była Eleyna Lannister, jedyna córka lorda Casterly Rock, jeśli pamięć jej nie myliła, a robiła to niezwykła rzadko.
-Przepadasz za polowaniami, pani? –dziewczęcy głos przesycony miękkim, dornijskim akcentem przeciął ciszę, gdy księżniczka zadała krótkie pytanie, spinając konia, aby zbliżyć się bardziej, a ona mogła pozwolić sobie na swobodną rozmowę z lady, którą dotychczas znała jedynie z widzenia.
I słuchu rzecz jasna. W Królewskiej Przystani wszak niemożliwością jest uniknąć plotek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
142
Join date :
28/06/2014

PisanieTemat: Re: Królewski Las   Czw Lip 31, 2014 12:40 pm

/ Początek

Jej entuzjazm był współmierny do uśmiechu, rozciągającego usta w wesołym grymasie, który odsłaniał równie, białe ząbki, w niczym nie przywodzące na myśl kłów Lwicy… jaką wszak wciąż była, pomimo pozornego poskromienia. Zwykle blade policzki dziś poddały się zdrowym rumieńcom, zaś roziskrzony wzrok czujnie wodził za krzątającymi się rycerzami, giermkami, służkami, mniej lub bardziej szlachetnie urodzonymi damami - rozgardiasz, jaki panował tuż przed wyruszeniem na polowanie był czymś, co Eleyna ceniła sobie w duchu znacznie bardziej od nudnych wieczorków w towarzystwie barda. Nie można jej było nazwać amatorką leśnych obław - ciężko zresztą posądzić o taką pasję złotowłosą damę, która przy każdej okazji z niekrytą pogardą spogląda na kobiety noszące na ramieniu kołczan pełen strzał, dzierżące cisowe łuki, ubrane w męskie, skórzane spodnie…
… nie wypadało jednak odrzucić zaproszenia wystosowanego osobiście przez Lady Rosby. Kobieta w sile wieku była jedną z licznych szlachcianek, z którymi Lannisterówna spędzała kolejne dni, a nawet tygodnie spędzane w Czerwonej Twierdzy. Uprzejma, choć nie pozbawiona wrodzonego sprytu małżonka Lorda Rosby czujnie obserwowała reakcję Eleyny na wieść o polowaniu - nieco nudnym dla żeńskiej części zamku, lecz niemal niezbędnym dla męskiej… Lwica w obliczu podobnej prośby mogła zareagować wyłącznie w jeden sposób: uśmiechnęła się do starszej kobiety. Szerokim, promiennym, białym uśmiechem. W uprzejmej reakcji Lannisterówny mogły nie zgadzać się wyłącznie oczy: głęboko osadzone i połyskujące zielono, zachowały twardość spojrzenia. Kamienną twardość kogoś, komu nie przypadła do gustu wizja spędzenia całego dnia w siodle. Nie wypadało jednak odmówić…
… i właśnie w ten sposób Eleyna znalazła się tutaj - w Królewskim Lesie, całe mile od Czerwonej Twierdzy i wybornego, dornijskiego wina. Jakaś część jej intuicji uznała, iż polowanie po alkoholu nie należy do szczególnie trafnych pomysłów - w końcu nigdy nie wiadomo, kiedy na horyzoncie zjawi się ogłupione strachem zwierzę. Zając, jeleń… albo dzik. Dlatego też przy siodle Lannisterówny ponuro podskakiwał wyłącznie niewielki bukłaczek pełen zimnej wody z sokiem z cytryn. Nie umywał się do napojów, jakie serwowano na książęcym weselu, jednak choć częściowo mógł zaspokoić pragnienie, które z każdą kolejną milą narastało coraz bardziej. Eleyna nie do końca wiedziała, co skłoniło ją do pozostania w Królewskiej Przystani po zakończeniu świętowania - być może, gdzieś głęboko w podświadomości lubiła to miasto. Fakt, cuchnęło uryną. Fakt, było nieznośnie ciasne. Fakt, łatwiej było zginąć w Zapchlonym Tyłku niż na polu bitwy… ale stolica Siedmiu Królestw miała swój drapieżny charakter, który tak mocno przyciągał Lannisterównę. Lubiła gwar rozmów, lubiła towarzystwo niemal obcych jej szlachcianek, ale nade wszystko uwielbiała atmosferę Czerwonej Twierdzy. Oczywiście, królewski zamek nie mógł zastąpić jej Casterly Rock - jednak w pełni wystarczał jako substytut. Podczas gdy większość gości opuszczała Królewską Przystań, Eleyna wolała poświęcić kolejne kilka tygodni swego życia na dworskich rozrywkach, które wszak od dłuższego czasu były jej ulubionym zajęciem. Oczywiście, istniał jeszcze inny powód podobnego postępowania: Lwica była wręcz nienaturalnie ciekawa małżonki Maegora Targaryena. Ivory Martell mignęła Lannisterównie zaledwie kilkakrotnie podczas wesela, zbyt zajęta spełnianiem obowiązków panny młodej… jednak tyle wystarczyło, by rozbudzić w Eleynie zaskakujące pokłady zainteresowania. Jedno pytanie rodziło kolejne, każda zasłyszana plotka na temat Księżnej Smoczej Skały podsycała kolejną… i tak oto w umyśle Lwicy jął tworzyć się obraz Dornijki, którą brat wydał za znacznie starszego, na domiar złego nieprzewidywalnego Targaryena.
Jak wielkie pokłady odwagi musiała mieć w sobie ta dziewczyna, by pojawić się w stolicy i poślubić obcego, owianego niezbyt pozytywną reputacją mężczyznę?
Ile nerwów, obaw, strachu, łez kosztowała ją ceremonia ślubna… wesele… pokładziny?
Jak mocno musiała zmuszać się do tego, by spojrzeć swemu mężowi w oczy?

Lannisterówna pokręciła gwałtownie głową, odganiają nachalne myśli. Kopyta koni chrzęściły na piaszczystym szlaku, skrzypiały siodła, grzechotały uprzęże. Droga do Królewskiego Lasu zataczała koła, pozostawiając resztę świata gdzieś daleko, za plecami. Gdy zatrzymali się na skraju niewielkiej polany, gdzie też harty zwietrzyły zwierzynę, Eleyna przez gałęzie drzew dostrzegła, jak niebo na wschodzie powoli wykrwawia się z czerwieni do różu - nim jednak zupełnie zatraciła się w tym widoku, ktoś wyrwał ją z namysłu, natychmiast budząc olbrzymie pokłady… czujności?
Oczy koloru szmaragdów oderwały się od koron drzew, by spocząć na młodej kobiecie, która nie tak dawno temu całkowicie zaprzątała myśli Lannisterówny - smagła cera, ciemne jak nocne niebo włosy oraz typowy dla Dorne akcent wykluczał jakąkolwiek możliwość pomyłki. Słysząc pytanie Ivory Targaryen, Eleyna niemal odpowiedziała uśmiechem, ale w porę się powstrzymała - nie chciała wszak pokazać Księżnej, że na swój szalony sposób podziwia siłę jej charakteru, który niewątpliwie pomógł przetrwać Dornijce tygodnie spędzone w drapieżnej stolicy. Tak… Lannisterówna nie chciała, by Ivory podejrzewała, jak sporą dozę zainteresowania obudziła w Lwicy. Gdy zrobisz coś takiego, ludzie z pewnością zdradzą twoje zaufanie, taki był porządek świata…
- Jak wszyscy tu zebrani, pani. - kąciki ust Eleyny powędrowały do góry w wyraźnym grymasie rozbawienia, gdy lekkim gestem wskazała umęczone, niemal wołające o pomstę do Siedmiu twarze innych dam, obecnie pogrążonych w cichych rozmowach, podczas których starały sobie udowodnić własny entuzjazm. - Znacznie bardziej od polowań na zwierzynę cenię sobie kłusownictwo. - Lannisterówna odrzuciła na plecy złote pasmo włosów, przechylając delikatnie głowę podczas spokojnego wpatrywania się w Ivory Targaryen. - Zwłaszcza, jeśli muszę zastawić sidła na potrafiącego tańczyć rycerza… a to, uwierz mi Lady, niezwykle rzadka zwierzyna. - Lwica nawet nie starała się ukryć rozbawienia, gdy skinięciem podbródka wskazała na kręcących się nieopodal dzielnych mężów, którzy znacznie bardziej od dziczyzny zainteresowani byli szlachetnymi damami… w większości przypadków niestety bez wzajemności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Las   Pią Sie 01, 2014 12:14 am

W porannym powietrzu unosił się upajający zapach schnącej trawy, tak różny od smrodliwych wyziewów Królewskiej Przystani. Dornijska księżniczka wreszcie, przeszło po ponad jednym księżycu mogła zaczerpnąć świeżego powietrza. W każdym innym miejscu otaczał ją smród nieczystości miasta, bądź mdlące zapachy perfum szlachetnych dam – jedynie morska bryza poruszająca leniwie zasłonami, wpadająca do jej komnat od zmroku przynosiła niejakie ukojenie. Jednak dopiero teraz pozwoliła sobie na głębokie westchnienie, zrzucając przy tym jakby kilka kilogramów zmartwień, które dotychczas dźwigała na swych barkach. Od czystego, świeżego powietrza doznała chwilowego zawrotu głowy, lecz przymknięcie powiek zepchnęło go w nicość i pozwoliło na dalsze rozkoszowanie się… pięknem otaczającej ich natury? Księżniczka dopiero teraz zaczęła doceniać urok kwitnących na polanie barwnych kwiatów, nieustannie szeleszczących liści, cicho szemrzący strumień w oddali. Poprzednim razem bowiem, gdy znalazła się pośród gęstwiny tych samych drzew towarzyszyło jej kilkunastu zbrojnych rycerzy, którzy najchętniej wbiliby jej sztylet w plecy, bądź poderżnęli gardło, wcześniej brutalnie gwałcąc. Podczas tej podróży, z jednej klatki do drugiej, nie miała czasu, który mogłaby poświecić na kontemplację piękna tego lasu, o nie. Myśli wciąż jedną nogą tkwiły w Końcu Burzy, gdzie więziono Trystane, zaś drugą… przy Księciu Smoczej Skały, któremu oddano jej rękę.
Także teraz podążyły na południowy wschód, gdzie na brzegu Wąskiego Morza wzniesiono przed wiekami potężną twierdzę, nazwaną Końcem Burzy. Podążyły tam, gdzie wciąż przebywał jej starszy brat i miał już tam pozostać, przez co Ivory nie potrafiła wyzbyć się ciążącego na sercu poczucia winy. Jej podarowano wolność, choć jedynie pozorną. Mogła udać się tam, gdzie tylko miała ochotę, otrzymać co tylko zechciała, dbano o wszelką jej wygodę i niemal nikt nie spoglądał na nią z niechęcią, a przynajmniej dobrze tę niechęć ukrywał. Nie omijała jej żadna z dworskich rozrywek, każda z dam pragnęła zaskarbić sobie jej sympatię, będąc zdania, że Dornijka mogłaby mieć wpływ na decyzję swego pana męża. Otrzymywała tak wiele propozycji, że nie miała niemal czasu dla samej siebie – a przez ostatnie dni jedyną rzeczą jakiej pragnęła był głęboki, niczym niezmącony sen. Dręczyły ją bowiem zawroty i bóle głowy, a każdego poranka budziły mdłości. Księżniczka nie potrafiła odnaleźć przyczyny takiego stanu rzeczy, dotychczas przynajmniej świadomie, jakby nie chcąc jeszcze spojrzeć prawdzie w oczy.
Nie można jednak było zarzucić księżnej niechęci okazywanej dworzanom, czy apatii wywołanej znużeniem Królewską Przystanią – wprost przeciwnie. Słońce nigdy nie przestawało przecież lśnić. A Dornijka nieustannie jaśniała uśmiechem, niewymuszonym, naturalnym blaskiem w czarnych oczach. Śmiała się pogodnie z żartów lorda Browhollow i nie odmawiała wspólnej wizyty w sepcie jego córce. Dworzanie pragnęli spędzać z nią czas, a ona im tego nie odmawiała. Lecz tkwiła w nich pewna ostrożność, jakieś zahamowanie. Może nawet obawa. Każdy mieszkaniec Westeros wiedział, że Dornijczycy to żmije, a Martellowie spośród nich są najgorsi.
A Żmija nigdy nie zapomina jak ukąsić.
Podświadomie lubiła tę grę, którą toczyła w Królewskiej Przystani. Stawiała ostrożne, przemyślane kroki, z lekkim uśmiechem na ustach, znikając tuż za rogiem, nikomu nie zdradzając swych planów – nikomu nie mogła wszak ufać. Nie miała złudzeń, na dworze z pewnością był ktoś pragnący jej… upadku, klęski, może nawet śmierci? W stolicy Siedmiu Królestw nie mogło być nic pewnego, lecz ta niepewność była w pewien sposób pociągająca. I choć Ivory nie przyznałaby, że przepada za Królewską Przystanią, nigdy i za żadne skarby świata, nawet najciemniejszy zakamarek jej duszy nie znosił tego miasta – to zaczynała je znosić coraz lepiej. Przyzwyczajenie w tym przypadku działało na jej korzyść, nie zanosiło się bowiem, aby wkrótce miała zmienić miejsce pobytu – jej pan mąż był drugą najważniejszą personą w Siedmiu Królestwach i jego miejsce było w stolicy, a ona jako żona miała przy nim trwać. Nie wydawała się jednak z tego powodu nieszczęśliwa, czy choćby zmartwiona – z jej ust dotychczas nie padło ani jedno słowo skargi.
A większość dworzanek z miłą chęcią by ich wysłuchało. Dornijka niejednokrotnie słyszała już pytania dotyczące małżeństwa oraz samego małżonka, lecz mimo to konsekwentnie milczała, pozostawiając tę kwestię w sferze niedomówień i wątpliwości.
Ciemne spojrzenie Dornijki objęło kwitnący krzew dzikiej róży, po czym utkwiło na Lwicy, uważnie obserwując iskry tańczące w jasnych włosach, gdy padły nań promienie słońca, jeszcze bardziej upodabniając je do złota. Niewątpliwie była piękna, a Ivory nie mogła oprzeć się wrażeniu, iż sama zainteresowana jest o tym doskonale przekonana – i ta pewność siebie czyniła ją jeszcze bardziej interesującą. W duchu przywoływała każdą plotkę i informację dotyczącą jedynej córki lorda Casterly Rock, każdą chwilę, którą dane im było spędzić razem na jednym z balów, czy wieczorków z minstrelem, jednakże teraz po raz pierwszy miały okazję porozmawiać. A one, tak jak i słowa płynące z ust Lannisterówny, przywołały na pustynne lico księżniczki uśmiech. Mający w sobie jednak więcej ironicznego rozbawienia, niźli ciepłej radości. Roześmiała się cicho, zwracając tym samym na siebie uwagę inszych kobiet, których teraz zdawała się nie dostrzegać. Jej wzrok oraz uwaga skupiły się na złotowłosej damie z Zachodu.
-Zdecydowanie rzadka zwierzyna, lecz gra jest warta świeczki – odparła rozbawiona dziewczyna, a jej spojrzenie podążyło za szmaragdowym wzrokiem Eleyny – To zabawne. – stwierdziła nagle, a jeden kącik ust uniósł się w uśmiechu. – Zapewne nasi szlachetni towarzysze… oraz towarzyszki woleliby oddać się właśnie temu rodzaju polowania, bez zwątpienia kochają je uprawiać na dworze, lecz w dużo bardziej krwawy sposób. Urzekające jest jednak, że każdy tutaj myśli, że to właśnie on jest myśliwym, a wokół roi się od zwierzyny, którą bez wątpienia dopadnie. Człowiek, czy to tańczący rycerz, czy gościnna pomiędzy udami niewiasta, to dużo bardziej ekscytująca ofiara.
Księżna Smoczej Skały mówiąc to cicho, nie odrywała spojrzenia od Lwicy, a im większej słowa nabierały mocy, tym bardziej hipnotyzujący stawał się wzrok młodej księżniczki, która w tym momencie nie dbała, czy ktokolwiek ją usłyszy. Jedynie, gdy szanowna małżonka lorda Antlers odchrząknęła znacząco przy słowach „gościnna między udami niewiasta” Ivory posłała jej kpiący uśmiech, tym samym ucinając chęć starszej kobiety do dalszego przerywania. Maska pruderyjności na królewskim dworze bywała wręcz irytująca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
142
Join date :
28/06/2014

PisanieTemat: Re: Królewski Las   Wto Sie 05, 2014 6:16 pm

Wbrew pozorom nie tylko Królewska Przystań była jedynym pięknym miejscem we Włościach Korony. Także las, olbrzymi, niemal nieprzebyty, na swój sposób niebezpieczny potrafił wzbudzić w Eleynie zachwyt, którego nie okazywała otwarcie - lecz w pełni odczuwała. Wrodzona ostrożność, a także swego rodzaju obawa przed nieznanym nakazywała jednak Lannisterównie trzymanie się z daleka od drzew - mijała je w bezpiecznej odległości, starając się nie zbliżać zanadto do żadnego z pni, choć po prawdzie jedyną przesłanką dla wnioskowania o bezpieczeństwie zachowywanego dystansu był fakt, iż wciąż żyła. Wchodząc w tę aleję śmierci - ciemną, krętą ścieżkę, wytyczoną przez naturę pomiędzy ziemiami zajętymi przez korzenne systemy poszczególnych drzew  - poczuła, że w ostateczny, bezpowrotny sposób wyzwala się z wszelkiego strachu. Jakie miała szanse w starciu z przyrodą? Żadne, prawie żadne. I… jak na ironię, to właśnie na łonie natury była wolna. Czuła się wolna. Chciała być wolna. Złapała kurczowo oddech, fala zimna przepłynęła po spoconej skórze, nasycając zmysły przyjemnym, łaskoczącym uczuciem. Eleyna miała świadomość, iż przez całą drogę orszakowi towarzyszyły zwierzęta - poza gończymi psami były ich tu setki… jeśli nie tysiące. Zwierzęta, które są wszędzie. Te drobne, ledwo widoczne, z przyzwyczajenia nazywane owadami i robakami - krążyły w brzęczących chmurach, lawirując pomiędzy pniami, wznosząc się i opadając, w nagłych zrywach przyśpieszając, to znów zwalniając do zawiśnięcia prawie w bezruchu; a tych chmur jest zawsze kilka w polu widzenia, omijają się, nie mieszając, wygląda to jak balet obłoków, rozpędzona ponad zwinność oka symulacja burzy. Robaki w powietrzu, robaki na ziemi, robaki na Eleynie - strzepnęła kilka z materiału sukni, ogląda się, wyszukuje  - a potem spostrzega, że znowu kilka z nich ląduje na jedwabiu, najwyraźniej skuszonych kolorem. W lasach jest tak zawsze, dzikość świata wciska się na siłę do ciała i do umysłu. Gdyby zeskoczyła z siodła i kopniakiem odwróciła kamień, armie brzydoty ruszyłyby spod jej stóp szerokimi wachlarzami w poszukiwaniu nowych mateczników ciemności. A przecież w tym wszystkim tkwiło piękno, można je było znaleźć wszędzie, jeżeli wystarczająco mocno się szukało. Bo są i zwierzęta większe, te, co ryją ziemię i pełzają, skaczą, szybują, rozmiarów kreta, rozmiarów psa i rozmiarów konia. W którąkolwiek stronę by nie skręcili, nie mogli wyzwolić się spod głodnych spojrzeń nienazwanych drapieżników - bowiem tylko człek naiwny sądziłby, że to on w lesie jest władcą. Tak naprawdę każde z nich - rycerz, myśliwy, dama, giermek - wszyscy byli ofiarami… i mogli jedynie żywić nadzieję, iż zdołają przeżyć. Lecz przecież nikt nie traktował polowań w ten sposób - miała to być wyłącznie rozrywka, nie wymagająca integracji ze służbą bądź mieszczanami zabawa. Podobne wyprawy stanowiły także swego rodzaju ucieczkę oraz sposobność do wytchnienia od Królewskiej Przystani. W stolicy Siedmiu Królestw raz za razem z warsztatów, oficyn i manufaktur wygłodniali ludzie śpieszyli do domów. I na targ. Kobiety kupowały na wieczorny posiłek świeżą wołowinę z Rosby, papkę orzechową, pieczone kurczęta, marynowane słotnie, czerwone owoce z Dorne, grube na palec liście kapusty. Dziwki wykłócały się w portach o wędzone ryby, wielkie jak talerz małże, długoszyje żółwie, płaty surowej koniny. Zapachy mięsa, ryb, kwaśnych owoców, sosu ze sfermentowanego bobu, wina z winogron, śliwek, jabłek i gruszek mieszały się ze sobą w powietrzu, podobnie jak świeżość i zgnilizna. Targujące się, machające długimi rękami cienie sprzedawców szalały na murach kamienic, bo wszędzie na straganach migotały świeczki i lampki. Tak, aby handel mógł trwać, chociaż dzień się kończył. To stanowiło ów niepowtarzalny, godny podziwu charakter Królewskiej Przystani i Eleyna, zapewne jako jedna z nielicznych, nie rozumiała, dlaczego ktoś miałby przed nim uciekać… być może krył się za tym strach bądź tęsknota - właśnie takie przyczyny Lannisterówna pragnęła dostrzec w Ivory Targaryen. Dziewczyna, pozostawiona sama sobie, daleko od przyjaciół oraz bliskich, zapewne pragnąca ujrzeć rodzinne Dorne odnajdowała w podobnych wyprawach wytchnienie, którego nie mogła szukać w Czerwonej Twierdzy. W zamku, gdzie nie tylko ściany miały uszy. W miejscu, gdzie nawet najlepszy przyjaciel mógł okazać się najgorętszym wrogiem… lecz czy podobna atmosfera nie uczyła życia? Owo uczucie ciągłego zagrożenia wymagało czujności oraz ostrożności - i to właśnie ci, którzy przez całe lata żyli w cieniu Czerwonej Twierdzy, bez problemu mogli poradzić sobie w każdej innej części Westeros… oraz Essos. Kroki musiały być ostrożne, słowa ciche oraz wyważone, myśli niemal wstydliwie skrywane - lecz wszystko to pozwalało odnaleźć w sobie pokłady sił, o których istnieniu człowiek często nie zdawał sobie sprawy…
- Warta świeczki… bądź odcisków na stopach. - piersi Eleyny, wyraźnie zaznaczone pod materiałem sukni, zafalowały lekko, gdy Lannisterówna zdusiła śmiech. I dopiero, kiedy Ivory Targaryen głośno podjęła poruszony w żartach temat, dotychczasowe rozbawienie zniknęło z twarzy oraz spojrzenia Lwicy, ustępując miejsca czemuś, co mogło wzbudzić niepokój nawet u silnego, doświadczonego wojną męża - czystej, niemal płynnej dezaprobacie. Było w tym coś śmiesznego - wciąż młoda, choć bez wątpienia doświadczona życiem kobieta spogląda na swą młodszą o zaledwie kilka dni imienia rozmówczynię tak, jakby była jej…
… ciotką. Eleyna pomimo młodego wieku potrafiła rozróżnić swe obowiązki od obowiązków bratanków bądź bratanic. Miała dawać przykład, karcić, chwalić.. bądź ostrzegać.
Ostrzeżenie - właśnie tym podszyte było spojrzenie Lannisterówny, gdy Księżna Smoczej Skały wygłosiła odważny sąd, ściągając na nich zbędną uwagę zebranych. Eleyna w pełni ceniła szczerość słów Ivory Targaryen, jednak…
- Kiedy wchodzisz między wrony, kracz tak jak one. - głos Młodej Lwicy, zniżony do konspiracyjnego, niemal niesłyszalnego szeptu o mało nie zginął pośród szumu liści - lecz Lannisterówna była pewna, iż jej słowa dotarły do Dornijki, dlatego też natychmiast podjęła temat. - Drapieżca może stać się ofiarą znacznie szybciej, niż wymówię nazwę „Lannisport”. Potęga jest złudna, poczucie bezpieczeństwa jest złudne, szczęście jest złudne… - Eleyna wyprostowała się w siodle, unosząc delikatnie podbródek. - Sztuką nie jest potępienie czynów innych, lecz ich rozpracowanie. Sztuką nie jest poruszanie pionkami… lecz zrozumienie zasad, jakimi się kierują i ubieganie ich manewrów. - delikatne, niemal dziewczęce rozbawienie powróciło na twarz Lannisterówny, zupełnie jakby nałożyła na nią skrajnie odmienną od prawdziwych uczuć maskę - i bez wątpienia tak było. Delikatna dłoń Eleyny puściła wodze i zaskakująco szybko, ruchem atakującego węża, zacisnęła się leciutko na nadgarstku Księżnej Smoczej Skały.
- Wszystko to zaś z jasną świadomością, iż Twoim największym wrogiem… - usta Młodej Lwicy rozchyliły się w lekkim uśmiechu, kiedy zmrużyła oczy, nachylając się w stronę Dornijki. - … jesteś Ty sama, pani. - Eleyna wyprostowała się energicznie, po krótkiej chwili zwłoki puszczając zgrabny, ciepły nadgarstek Ivory Targaryen. We włosach koloru złota zalśniły promienie słońca, gdy Lannisterówna odgarnęła niesforne kosmyki z czoła, mierząc spokojnym wzrokiem każdego, kto zechciałby podsłuchać dość nietypową rozmowę między damami. Nie do końca wiadomo, co kierowało Młodą Lwicą - mimowolna sympatia, potrzeba ochrony młodej Dornijki przed ostrymi spojrzeniami… czy chęć wskazania jej kierunku, nauczenia kroków obowiązujących w Czerwonej Twierdzy, gdzie nawet najdrobniejsze potknięcie mogłaby przypłacić niewspółmiernym do przewinienia bólem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Las   Pon Sie 11, 2014 6:42 pm

Otaczała ich nie tylko gęstwina drzew, mozaika olch, lip, grabów, klonów, topól i olch, nie tylko skupiska bzu i dzikich róż, lecz również, a może przede wszystkim – ogromny krąg życia.
Cała roślinność, od rozłożystych, starych drzew, poprzez kwitnące kwiaty, po wilgotne mchy, bzyczące owady i pełzające robaki, zwierzęta małe i duże – wszystko do owego kręgu należało. Żyli w idealnej niemal harmonii, borykając się jedynie z przeciwnościami, jakie narzucała im natura. Na ziemi rosła trawa i dzikie owoce, które zjadały łanie i króliki, na nie zaś polowały wilki i niedźwiedzie. A kiedy ich truchła padały na ziemie, zostawały zjadane przez maleńkie robaki, aby później połączyć się z ziemią i by… wyrosła na nich trawa. Wszystko zależało od sprytu, szczęścia i przypadku. Nie było tutaj miejsca na dworskie intrygi, nie było tutaj miejsca nawet na okrucieństwo. Wilk zabijał swą ofiarę szybko, aby się pożywić, nie zaś po to, by cieszyć jej agonią.
I ten właśnie krąg, jego doskonałość, była przez człowieka przerywana. Już nie tylko po to, aby przetrwać. Ludzie wciąż wycinali drzewa, by zbudować dom, w cichych strumieniach łowili ryby i karmili nimi dziatki. Od setek lat miała tu miejsca brutalna, krwawa jatka – polowanie, nie tyle, by przetrwać, lecz dla czystej rozrywki. Ludzie, wszyscy i każdy z osobna, potrzebowali poczucia władzy. Władzy nad własnymi dziećmi, rodzeństwem, sąsiadami, inszymi ludźmi, zwierzętami… Im większy był zasięg tej władzy, tym większa była ekscytacja. Stopniowo przestawał on wystarczać, każdy pragnął więcej, tak skonstruowana była ludzka natura. Mało kto potrafił cieszyć się tym co ma, nieważne, czy to szczęśliwy chłop we własnym polu pszenicy, czy wielki pan w swym zamku – każdy pragnął więcej. Im bogatszy był skarbiec, liczniejsze klejnoty, bądź zbiory tym lepiej.
Chciwość była cechą, którą Bogowie przypisali jedynie ludziom. Najokrutniejszym bestiom na tym świecie.
Nie wystarczała im pełna władza w zniesionych przez siebie miastach, o nie! Musieli ją czuć nawet tutaj, w lesie. Pragnęli tego uczucia, tej pewności, ze to on, właśnie on, jest najniebezpieczniejszym drapieżnikiem w tej gęstwinie. Może tak było, po części. Ludzka inteligencja pozwalała na wytworzenie narzędzi, broni i pułapek, którym ulegały nawet potężne niedźwiedzie – to była ich zaleta, umiejętność przetrwania, w którą wyposażyła człowieka matka natura. Nie kły, nie pazury, nawet nie finezyjne ubarwienie jako kamuflaż – inteligencja. A ona prowadziła do ogromnej pychy. Ludzie wpadali w samo zachwyt, hołubili samych siebie.
Nie było bardziej grzesznych istot stąpających po ziemi, ale to zwierzęta uważano za niższy podgatunek - godny jedynie służenia oraz wylądowania na stole.
Sprawni naganiacze niemal wystawili już byka, być może nawet dwunastaka. Ofiara wzięta w dwa ognie nie miała żadnych szans. Wzrok Ivory nie odrywał się teraz od odległej ściany lasu, gdzie odgrywał się ten spektakl. Osaczone zwierzę wyłączną szansę ocalenia upatrywało w ucieczce ku strumieniowi. Może i by mu się udało, gdyby nie to, że pościg był za blisko. Za pojedynczą dumną sylwetką jelenia sunęła chmara łaciatych ciał, do których coraz to dołączały nowe większe. Zapanował tam tumult, każdy z mężczyzn chciał być przy powaleniu zwierzęcia.
Łowczy zadął w róg z całych sił, psy rozszalałe w pogoni zatrzymywały się posłusznie – dopadnięto już ofiarę.
Lady Rosby klasnęła w dłonie z uciechy, zaś jej towarzyszka, na którą obrała sobie tego dnia szanowną małżonkę lorda Mistwood, pozwoliła sobie na cichy pisk. Chwilowo ich uwaga została odciągnięta od młodych dziewcząt, różniących się pod tak wieloma względami, pochodzących z zupełnie innych rejonów – a mimo to potrafiły odnaleźć słabą nić porozumienia na tej polanie, podczas pierwszej rozmowy. Księżniczka Dorne dostrzegła w szmaragdowych oczach Lwicy pewną iskrę, która kompletnie ją… zaintrygowała. Choć zamieniły zaledwie kilka zdań, Lannisterówna zdawała się być damą o doprawdy nieprzeciętnej inteligencji, a księżniczka zawsze ceniła to u innych najbardziej.
Bystrość umysłu jednak czyniła ją również niebezpieczną.
A Ivory nie miała ani powodów, ani podstaw, by jej zaufać – i wcale nie zamierzała tego uczynić, choć nie mogła zaprzeczyć, iż do złotowłosej piękności momentalnie poczuła przypływ… sympatii, szacunku? W Królewskiej Przystani, na tym dworze zaufanie było towarem bardzo niepewnym, a księżniczka nie zamierzała popełnić błędu. Nie ufała więc niemal nikomu.
-Wszystko jest złudne, pani. Ale tutaj wszyscy tym żyjemy, lecz kości niektórych są ze szkła i rozpadają się w zderzeniu z życiem. Każdy drapieżca jest jednocześnie ofiarą, wystarczy jeden nieostrożny ruch. Jedno zawahanie, a może być po Tobie. – odparła rozbawiona… nagłą powagą Eleyny? Zdecydowanie nie lekceważyła jej słów i miała szczerą nadzieję, że uśmiech kącika ust nie zostanie tak przez Lwicę odebrany, jednakże nie potrafiła oprzeć się wrażeniu, że tutaj, na północy, ludzie zbyt często… wstrzymywali język na wodzy. Kilka ciętych słów mogłoby uczynić grunt pewniejszym. Bądź wprost przeciwnie.
Ivory zadrżała mimowolnie pod wpływem dotyku ciepłej dłoni kobiety, uniosła wzrok, by spojrzeć głęboko w lśniące szmaragdy oczu i… uśmiechnąć się jeszcze szerzej.
-W takim razie dobrze, że mam siebie tak blisko. Mój pan ojciec zawsze powtarzał, by przyjaciół trzymać blisko, zaś wrogów… jeszcze bliżej, bo zasady naszej ulubionej gry zmieniają się szybciej i częściej niż pogoda tutaj. Swoją drogą kompletnie nieprzyjemna. - ton słów Dornijki był lekki i swobodny, jakby mówiła o grze w cyvasse, nie zaś nieprzyjemnej rozgrywce, w której mogła stracić nawet życie. Albo dużo więcej. A ona pozornie zdawała się tym nie przejmować – nie należało wszak swej niepewności, tym samym wkładając broń innym do ręki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
142
Join date :
28/06/2014

PisanieTemat: Re: Królewski Las   Wto Sie 12, 2014 6:08 pm

Eleyna wiedziała, iż wiele spośród lordowskich dzieci - wbrew obiegowej opinii - od pacholęcia przyzwyczajało się do wszystkich stron leśnego życia. Dla Lannisterówny najlepszym i zapewnie najlepiej zgłębionym przykładem są ci potomkowie lordów z Północy, którzy siłą rzeczy zmuszeni byli do obcowania z naturą - jak choćby Reedowie czy Hornwoodowie. Sama Eleyna wątpiła, czy kiedykolwiek będzie w stanie tak bardzo zbliżyć się do przyrody. Przez lata życia spędzonego na wędrówkach po Siedmiu Królestwach nauczyła się obawiać stałego towarzystwa, co uniemożliwiało jej osiągnięcie jedności zarówno z naturą, jak i ludzką gromadą. Ale dziś, tutaj, w puszczy, odnalazła spokój. Obserwowała toczące się wokół niej życie, rozgrywający się nieustannie dramat drapieżnika i ofiary. Kiedy dorastała, otrzymała podstawowe wykształcenie, które miało jej zapewnić odpowiedni grunt pod dalszą edukację oraz poszerzanie wiedzy na własną rękę. Dowiedziała się wtedy, że wszystkie sprawy na świecie obejmuje naturalny porządek i że dopóki nic go nie zakłóca, życie jest idyllą. Jej nauczyciele zaczerpnęli tę wiedzę z bardzo dobrego źródła. W latach jeszcze przed podbojem Aegona Zdobywcy wielki maester Urmyr zgromadził całą wiedzę o świecie i społeczeństwie w swoich księgach mądrości. Często cytowano jego powiedzenie „Wiatr jest mądry, a woda jeszcze mądrzejsza, gdyż nikt, kto im się opiera, nie zajdzie daleko. Jednak tym, którzy im się poddają, przychodzi to łatwo i szybko".
Najczęściej jednak takie mądrości mają ostrzegać przed rzucaniem wyzwania silniejszemu przeciwnikowi, pomyślała Eleyna.
Lannisterówna uśmiechnęła się do siebie. Dla tych, na których czekała i na których miała polegać, będzie niczym wiatr i woda. Moda Lwica spojrzała w niebo - połowę tarczy słońca skryło się chwilowo za pojedynczym obłokiem, spowijając Królewski Las w jeszcze większym cieniu. Eleyna zadrżała, czując dalekie echa strachu. Trwający wokół nich bój o życie wciąż był toczony - myśliwi zdołali osaczyć jelenia i powalić potężne zwierzę… wszystko to zaś w imię własnej… rozrywki? Ciszę w puszczy jeszcze przez krótką chwilę zakłócał przedśmiertny ryk zwierzęcia, niosący się echem między drzewami i docierający aż do zebranych z dala od miejsca kaźni dam. Lannisterówna zmrużyła lekko oczy, nie odrywając wzroku od rozgrywającej się w oddali sceny - śmierć nie napawała jej strachem.
Obrzydzeniem - owszem, ale nie strachem.
Takie uczucie poniekąd żywiła wobec małżonka Ivory Targaryen, Księcia Smoczej Skały oraz Namiestnika Siedmiu Królestw. Choć Eleyna rozmawiała z nim zaledwie dwa razy, na długo przed objęciem tronu przez Aerysa Targaryena, wciąż doskonale potrafiła odnaleźć w sobie uczucie, które towarzyszyło jej podczas spotkania. W pierwszej chwili nie uznała go za szczególnie niebezpiecznego. Wyglądał na mężczyznę zbliżającego się do wieku średniego - w każdym razie średniego dla większości ludzi - chociaż w jego srebrnych włosach i tak ciężko byłoby dostrzec jakikolwiek siwy włosek. Poruszał się lekko, bez strachu… a jednocześnie z dziwną stanowczością - chyba to właśnie owa stanowczość wywarła na Lannisterównie największe wrażenie. Maegor Targaryen sprawiał wrażenie człowieka, który doskonale zna swój cel i każdy jego krok, ruch, gest, nawet słowo - wszystko to ma go przybliżyć do jego osiągnięcia. Wzbudzał szacunek. Wzbudzał strach. Miał w sobie coś, co nakazywało pokorne milczenie… o czym Książę doskonale wiedział, korzystając ze swego autorytetu w ograniczony, ale efektywny sposób. Czy właśnie to czuła w obecności swego męża Dornijka? Czy ona również musiała zmagać się ze strachem, gdy na niego spoglądała? A może…
… jako jedyna w Siedmiu Królestwach nie musiała się obawiać, że Maegor Targaryen zada jej krzywdę, jeśli będzie to niezbędne dla celu, do którego dąży? Dornijka z zaskakującą precyzją potrafiła ukrywać uczucia żywione wobec małżonka, uprzejmymi słowami zbywając mniej bądź bardziej dociekliwe pytania. Była skazana na to, na co Eleyna cierpiała od dziecka.
Musiała nosić niewygodną, bolesną maskę.
- W życiu tak naprawdę chodzi wyłącznie o jedno, pani. - w kącikach ust Lannisterówny zrodził się lekki uśmiech, gdy strzepnęła z rękawiczki niewielkiego, złotego robaczka, nie spuszczając przy tym wzroku z Ivory Targaryen. - Otóż wbrew powszechnej opinii nie chodzi o to, jak my, kobiety, mamy się pogodzić ze światem… - Eleyna zniżyła głos do konspiracyjnego, podszytego rozbawieniem szeptu. - … lecz o to, jak stać się tak silnymi, żeby to świat musiał pogodzić się z nami. - Młoda Lwica wciągnęła spokojnie świeże powietrze do płuc, delikatnie wypinając do przodu pierś. Lannisterówna nigdy nie uważała się za buntowniczkę, nigdy nie żyła jako buntowniczka… co więcej, potępiała wszystkie kobiety, które zapominały o swej roli, przywdziewając męskie odzienia i zachowując się niczym mężczyźni. Eleyna sądziła, iż prędzej czy później podobne damy czeka kara za ich bunt - idee w zderzeniu z ponurą rzeczywistością nigdy nie mają prawa bytu. Wystarczy, aby małżonek skutecznie wybił im z głowy irracjonalną chęć równego traktowania… a owe kobiety dość szybko przekonają się, iż nieodwracalnie straciły swą szansę na szacunek w pożyciu.
- Mój pan ojciec z kolei posiadał inne powiedzenie… - Młoda Lwica odkaszlnęła cicho, by dopiero po chwili milczenia przemówić poważnym, grubym głosem mającym przywodzić na myśl tubalny ton Lorda Casterly Rock. - Jeśli pragniesz godnego wroga, zwróć swój wzrok na przyjaciela. On wie, gdzie uderzyć. - Eleyna kiwnęła poważnie głową, uśmiechając się z rozbawieniem. Naśladowanie ojca wiele lat temu było jej ulubioną rozrywką, zwłaszcza, gdy próbowała powtórzyć jego zamaszyste, energicznie kroki swymi krótkimi, dziecięcymi nóżkami. - Pani, korzystaj ze słońca, póki możesz. Wraz z jesienią nad Królewską Przystań nadciągnie deszcz, który całymi dniami potrafi zalewać ulice stolicy, zamieniając je w niewielkie potoki. - Lannisterówna zaśmiała się cicho, głaszcząc ostrożnie rumaka po lśniącej grzywie. Jesień była szczerze znienawidzoną przez Eleynę porą roku. Błoto, wilgoć, niemal wszechobecna woń gnicia oraz butwienia… tak, dopiero taka pogoda zasługiwała na miano nieprzyjemnej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Las   Sob Sie 16, 2014 4:44 pm

Spośród krajobrazów, które głęboko się w umyśle Ivory wyryły, żadne nie przewyższały wspaniałością obrazu Zielonej Krwi, wdzierającej się głęboko w pustynie dornijskiego półwyspu. Ani ten pierwotny las, niemal nietknięty ludzką ręką, przepełniony zwierzętami małymi i dużymi, bujną roślinnością i po prostu harmonią, w którą układało się ich życie, ani nawet tropikalne dżungle porastające Wyspy Letnie, które widziała na własne oczy. Oddychała tam ciężkim od wilgoci powietrzem, a uszu księżniczki dochodziły pieśni egzotycznych ptaków o piórach jaskrawych i intensywnych barw, zazwyczaj papug, które niejednokrotnie potrafiły naśladować ludzkie głosy. Matka drobną dłonią wskazywała, gdzie powinna patrzeć, gdzie maleńkie kolibry zbierają nektar z różowych kwiatów. Wszędzie działo się tak wiele, a cisza była tam kompletnie obcym pojęciem. Wciąż coś cykało, wciąż śpiewały ptaki, bądź nadciągała potężna chmura burzowa, zmieniająca dzień w noc. Ośmioletnia wówczas Ivory spoglądała wówczas na trzymane przez dziadka w klatkach ogromne, dzikie koty, pani matka żartowała, że mogłyby połknąć ją w całości; na czerwono pomarańczowe tygrysie ciała z wyrazistymi pręgami, bądź lamparcie cętki. Gdy otwierały potężne paszcze, aby zaryczeć gniewnie, uciekała w popłochu, wyobrażając je sobie jednocześnie w tamtej wilgotnej, gęstej dziczy jako jej władców.
Nie, nawet ten gorący raj nie mógł równać się z obrazem rodzinnego Dorne.
Jedna chwila w szczególności utkwiła w jej pamięci, a miała ona miejsce przeszło sześć lat temu, gdy wraz z dwoma swymi starszymi braćmi oraz Lynette podążali ku Bożej Łasce, gdzie miała odbyć się uroczystość zaślubin samego lorda Allyriona. Poruszali się traktem biegnącym po prawym brzegu Zielonej Krwi, lecz w pewnej chwili Trystane dał jej znak, by ruszyła za nim. Ich piaskowe wierzchowce z łatwością pokonały drogę ku wzniesieniu, gdzie zatrzymali się kilka chwil, a przed oczyma dornijskiego księcia i księżniczki rozciągał się widok… zapierający w piersiach dech. Nie pozwalający oderwać od siebie wzroku, hipnotyzujący. Bezkresna pustynia napierała z obu stron na szmaragdową wstęgę rzeki, a oddzielały ją od niej dwa pasma zieleni, gdzie wznosiły się daktylowce. Gdy uniosła ciemny wzrok znad wzburzonej rzek, napotkała ostro pomarańczowe wydm, nieustannie zmieniającymi swój kształt, tańczącymi niematerialnie w gorącym powietrzu. Gdzieś w oddali, daleko przed nimi majaczyła oaza. Po chwili ruszyli dalej, w górę rzeki, lecz Ivory nie potrafiła wyobrazić sobie miejsca piękniejszego niż tamto.
Królewski Las nie mógł się z nim równać, choćby i w najmniejszym stopniu.
Brakowało tu ciemno, zimno i brakowało słońca. Zwierzęta nie poradziłyby sobie na pustyni, gdzie nie ma nic prócz gorąca. Tam mogli przetrwać jedynie najbardziej zawzięci i sprytni. Taki był każdy Dornijczyk, a Ivory nie odstawała od swego ludu. Ich słowa nieraz bywały ostrzejsze od przypraw, których używali, lecz księżniczka nie znajdowała się już w Dorne. Miała wokół siebie obcych ludzi i nie znała zamiarów większości z nich, a jeśli chciała przetrwać… Musiała dostosować się do Królewskiej Przystani, tak jak uczyniły to węże i jaszczurki na pustyni.
Nie zatracając jednak przy tym własnego jestestwa.
Sahir poruszył się pod nią niespokojnie, gdy jeleń zawył przeraźliwe, a kilka chwil później wszystkie wierzchowce wyczuły dobrze znany im już zapach. Nieprzyjemna woń juchy. Dornijska księżniczka poprawiła bransoletę imitującą oplatającego nadgarstek węża i nieśpiesznym ruchem jęła gładzić smukłą szyję karego wierzchowca w uspokajającym geście.
-Mówisz niemal jak Dornijka, lady Eleyno. – odpowiedziała Księżna Smoczej Skały, nie ukrywając w swym głosie czegoś na kształt przyjemnego zaskoczenia. –Jak wiadomo światem rządzą mężczyźni. Mężczyznami zaś niejednokrotnie… kobiety. – Głos Ivory przybrał podobny ton, ocierając się tym samym o granicę słyszalności. Księżniczka zdążyła już pogodzić się z zaistniałą sytuacją. A mianowicie tym, iż jako kobieta w tym rejonie Siedmiu Królestw… nie miała żadnych praw. Z niezwykłym trudem, nie bez sprzeciwu, jednakże jedynie głupcy nieustannie bezustannie buntują się przeciw swemu losowi. W życiu należało szukać inszych wyjść, sprytnie wykorzystywać najmniejsze luki, obracać wszystko na swoją korzyść – i Ivory tak właśnie zamierzała postąpić. Tak jak Eleyna, nie należała do kobiet chwytających za broń, bynajmniej! Była ciepła i delikatna, lecz nie brakowało jej również charakteru. Nie należało wszak popadać ze skrajności w skrajność, nie było nic bardziej niebezpiecznego!
Równowaga. Balansowanie między łagodnością i ulotnością, a ogniem, bądź wprost przeciwnie… chłodem przywodzącym na myśl sam Mur było wyjściem doskonałym.
Dzornijka rozejrzała się przy tym po inszych damach, spoglądających z obawą w stronę zamordowanego zwierzęcia. Nie wątpiła jednak, iż ich uszy chłoną każde słowo wypowiedziane przez Słońce i Lannisterównę, by przypomnieć je sobie, gdy po raz kolejny ujrzą Dornijkę z jej panem mężem. Ciekawość stanowiła pierwszy stopień do piekła, jednakże większość tychże dworzanek… stała tam już jedną nogą.
Ivory jedynie podsycała tę ciekawość, lecz jednako nie zdradzała niemal żadnej prawdziwej informacji na temat tego, co działo się za zamkniętymi drzwiami komnat jej, bądź małżonka, którego gwałtowności obawiała się niemal cała Czerwona Twierdza. Im mniej wiedzieli, tym lepiej było dla jej małżeństwa.
Roześmiała się szczerze i serdecznie, co pozwoliło jej na chwilę zapomnieć o nasilającym się bólu głowy oraz mdłościach, które dręczyły ją jeszcze do niedawna tego poranka, prawdę mówiąc… dawno tak się nie śmiała, choć miała nadzieję, iż Eleyna nie będzie miała jej tego za złe – wszak z istnym talentem aktorskim naśladowała swego pana ojca.
-A czego wróg Twój nie powinien wiedzieć, nie mów przyjacielowi. Powstaje więc pytanie… komu można zaufać? Pozwól, że odpowiem sobie sama. Najpewniej nikomu, lecz czymże byłoby życie na dworze bez tego dreszczyku ryzyka? – rzuciła kpiąco Dornijka, nie przestając gładzić Sahira po szyi. Kobiety ruszyły ku myśliwym, by ujrzeć na własne oczy upolowaną ofiarę, lecz Ivory nie spięła ostrogami wierzchowca. Pozostała w tyle z jedyną córką lorda Casterly Rock, przyglądając się jej z nieukrywaną ciekawością.
-Nie ukrywam, że ta wizja mnie przeraża. Nie przepadam za zimnem, choć prawdę mówiąc… jestem ciekawa śniegu. Do Słonecznej Włóczni i Wodnych Ogrodów nie nadciągają śnieżyce, pani.  I między innymi w tym tkwi ich urok, i piękno. Powinnaś kiedyś je zobaczyć, moja droga.
Przez chwilę w dziewczęcym głosie księżnej z łatwością Lwica mogła wychwycić nutę rozmarzenia, nawet tęsknoty – Dornijka niewątpliwie pragnęła ujrzeć swe rodzinne strony.
I ani przez chwilę nie wątpiła, że jeszcze kiedyś to uczyni.
Nim jednak Eleyna zdążyła choćby zastanowić się nad odpowiedzią, rozległ się dźwięk rogu oraz wołanie jednego z lordów, który wzywał damy, by obejrzały upolowaną ofiarę. Księżna wbiła piętę w bok Sahira, który bez zwłoki ruszył ku centrum zainteresowania.

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Królewski Las   

Powrót do góry Go down
 

Królewski Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Królewski Stos
» Królewski Szlak
» Królewski Las
» Gospoda "Królewski Zajazd"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony-