a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Czarna Zatoka - Page 2



 

 Czarna Zatoka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość

avatar
Włości Korony
Liczba postów :
465
Join date :
23/03/2013

PisanieTemat: Czarna Zatoka   Sob Kwi 20, 2013 4:48 pm

First topic message reminder :

Czarna Zatoka to wielki zbiornik wodny położony na wschodnim wybrzeżu Westeros. Królewska Przystań położona jest bardzo blisko miejsca gdzie Czarny Nurt łączy się z zatoką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Pią Lip 12, 2013 4:31 pm

Ben poczuł zdziwienie i lekkie zażenowanie w momencie, gdy jego szabla utknęła między "zębami" wideł. Gdyby tego nie było to już by miał przeciwnika mniej, a to oczywiście in plus.
Nie spodziewał się, że coś takiego się wydarzy, ale trzeba działać.
- O ty skurwysynu! - Zaklął Orkwood, pieprzony szczurowaty zaczął mi wbijać paznokcie w twarz. Czyżby był małą dziewczynką, która z racji tego, że nie posiada innych argumentów to atakuje w tak babski sposób. Nie wiedział tego, ale najwyraźniej z zachowania można było to stwierdzić.
Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Mężczyzna chcąc, aby szczurowaty oddczepił się od jego twarzy kopnął go ciężkim butem prosto w kolano. Gdy już ten znajdował się na ziemi to uderzył szczurowatego butem prosto w łeb i ciosem miażdżącym rozpłatał mu czaszkę. Wyszarpał jeszcze broń, która znajdowała się pod widłami.
Zostało ich już coraz mniej, ale Ben mimo, że ten szczurowaty troszeczkę napsuł mu krwi to był zdecydowany, aby walczyć dalej. Jedynym jego urazem była pokancerowana twarz, jednak nie przeszkadzało to jeszcze w walce. Adrenalina, to wszystko sprawiało, że ból skutecznie nie powstrzymywał jego działań. Zapewne po walce będzie go wszystko bolało, ale w końcu rozpoczął ją działając w słusznej sprawie.
Nie było sensu, aby rozmyślać, trzeba było działać. O ile nie spodziewał się, że tamci dwaj stojący w oddali będą chcieli walczyć, to jednak Ci, którzy pozostali na pewno nie odpuszczą mu z powodu zabicia ich szefa(?). Chyba tak, raczej miał rację, bo to ten szczurowaty wyglądał na przełożonego. Ben doskoczył do kolejnego i zadał ostre cięcie w taki sposób, aby wciąć się w jego szyję. Przy okazji był przygotowany, że następny z nich może zaatakować, także był gotowy na szybki odskok, aby udaremnić tamtemu próbę zrobienia mu krzywdy.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Pią Lip 12, 2013 6:17 pm

MG



Celestine: Drań nie bardzo orientował się skąd w dłoni kobiet wziął się nóż, który zadał mu wcześniejszą ranę dlatego rzucił się na nią od razu. Ah. Gdyby trochę pomyślał. Jego miękkie podgardle było doskonałym celem, nadział się na pojawiające się praktycznie znikąd ostrza jeszcze w locie. W chwili gdy uderzył o kurtyzanę, był już martwy. W jego krtani bulgotała krew, obryzgując suknię i twarz Celestine. Nie mniej, nie stanowił już zagrożenia. Ciężar jego truchła wgniótł ręce kobiety w piasek. Była przygnieciona i musiała działać szybko, ponieważ dwójka chłopów, która początkowo wraz z szczurowatym szarżowała na Bena zorientował się iż kobieta jest dużo łatwiejszym celem od uzbrojonego w szablę żeglarza, szybkim truchtem zaczęli zmierzać w jej kierunku.

Ben: Zadrapania na twarzy piekły niemiłosiernie ale Orkwood nie był byle szczurem lądowym. W jego żyłach płynęło żelazo i sól! Wraz z pierwszym kopnięciem rozległ się trzask pękającej kości. Kiepska dieta, uboga w białko dieta nie służyła ludzkiemu szkieletowi. Jegomość instynktownie złapał się za pogruchotaną nogę, niemal zapominając o przeciwniku. Nim zdołał dojść do siebie, kolejny kopniak skutecznie naruszył mu czaszkę. Padł na ziemię, lecz wyglądał na bardziej oszołomionego niż zabitego. Tak czy inaczej, był wyłączony z dalszej walki. Wyrwał swoją szablę, przyjął odpowiednią pozycję do wyprowadzenia, kolejnego ciosu i wtedy zdał sobie sprawę, że pozostali przeciwnicy najwidoczniej stracili zainteresowanie żeglarzem i zmierzali w kierunku jego towarzyszki. Nadszedł odpowiedni moment by przypomnieć im o swojej obecności.

Kolejka.:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Pią Lip 12, 2013 9:01 pm

No właśnie zabił lub skutecznie naruszył szczurowatego, chciał już wyprowadzać cios, a tu co? No nic. Kompletnie nic. Przeciwnicy uciekli, przestraszyli się jego ataków, jego sprytu w walce, a może po prostu bali się tego, że jest uzbrojony. Nieważne dlaczego.
Ale zauważył coś czego się nie spodziewał, tych dwóch pajaców, wcale nie uciekło, tylko zmieniło obiekt zainteresowania. Widząc, że Orkwood całkiem nieźle radzi sobie ze swoimi przeciwnikami to uciekli podręczyć Celestine. Na to nie mógł zdecydowanie pozwolić. Spojrzał w jej stronę widząc jak jest przygnieciona tym wielkim, zwalistym chłopem. Ona sobie nie da rady teraz, pomyślał Ben i ruszył w jej stronę.
Zaledwie kilka sekund potrzebował, żeby dobiec do tych dwóch po czym wbiegł w pierwszego z pełnym impetem uderzając go z barku, gdy tamten stracił stabilność na nogach to zajął się tym drugim. Skierował ostrze swojej szabli, aby zadać mu cios, który oczywiście miał na celu go zabić. Zadał cięcie w taki sposób, aby ostrze znalazło się na jego szyi, aby praktycznie nie dać mu szans przeżycia. Teraz to był już wkurzony. Nie chciał im pokazywać już nic, zwyczajnie chciał im zabrać możliwość obrony i zamordować obu z zimną krwią.
Gdy już wyrwał miecz z szyi tamtego był już gotowy na wykończenie tego pierwszego, który został uderzony z jego barku. Wiedział, że musi go szybko skończyć, żeby ściągnąć z Celestine to wielkie truchło.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Pią Lip 12, 2013 9:28 pm

Trafiła jak zamierzała, jak zamierzała też została nakryta wielkoludem, ale plan poszedł się paść. reszta wcale nie straciła nią zainteresowania, wręcz przeciwnie. Gdy jej twarz i piersi zalała krew wielkiego i ten opadł bezwładnie, dwóch ruszyło w jej stronę. -W rzyć im no. - warknęła z wysiłkiem wysuwając się spod martwego ciała. Nie zdążyłaby w czas, nim tamci by do niej dopadli, ale tu jak byk wpadł na nich rozpędzony pirat i zaczął siekać. Uf, jak dobrze, Celestine mogła teraz spokojnie wygrzebać się i stanąć na nogi, co też metodycznie zrobiła wysuwając się raz za razem w bok po piasku, by wreszcie ciało opadło na piasek. Jeśli tamci zajęli się walką z Żelaznym nie będzie przeszkadzać, jeśli sobie radził, lepiej było się nie wtrącać. Podniesie więc upuszczony wcześniej sztylet i popatrzy po tamtych dalej, czy może aby nie zachciało im się atakować, jeśli któryś coś będzie kombinował, sprawnym ruchem obróci sztylet łapiąc go za ostrzem i rzuci bronią w ewentualne zagrożenie. Jeśli nie stanie po prostu ze sztyletem w ręku i będzie groźnie wyglądać w czarnym gorsecie, skórzanych spodniach i twarzą, włosami, ramionami i biustem ubabranym we krwi. Jeśli zaś Ben miałby jakiekolwiek kłopoty, Celestine dopadnie do placów ewentualnych kłopotów jej wspólnika i poderżnie gardło.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Sob Lip 13, 2013 1:28 pm

MG


Ben: Bieg po piasku w ciężkich butach nie był dostatecznie szybki i cichy by nie zwrócić na siebie uwagi chłopów. Jeden z, ten  którego żeglarz przewrócić, zdołał odwrócić się nieznacznie i nadstawić tępy, drewniany koniec swoich wideł. Ben musiał zrezygnować z ataku bezpośredniego i zatrzymać się by uniknąć nabicia na sterczący z rąk zbieracza drewniany kołek. zatrzymał się w samą porę, w tej samej chwili drugi z przeciwników zamachnął się widłami. Orkwood był dosłownie długość dłoni poza jego zasięgiem. Mógł się szybko cofnąć i prostym ruchem szabli wytrącić teraz widły z rąk napastnika. Nie udało mu się ich pozarzynać ale zrobił coś ważniejszego, dał kobiecie trochę czasu, na uporanie się z swoim "dużym" problemem.

Celestine: Żelazny dał kobiecie kilkanaście sekund niezbędnych do wyczołgania się z pod powalonego olbrzyma. Po chwili udało się jej to. Wstała i odnalazła na ziemi sztylet. Wyglądała jak postać z opowiadań, którymi na północy straszy się niegrzeczne dzieci, cała we krwi z nożem w ręku, był to widok, bynajmniej nie zachęcający do rozpoczęcia z kurtyzaną pogawędki. Czekał obserwując co dzieje się na około. Widziała, powoli uciekającą dwójkę chłopów, którzy ostatecznie nie włączyli się do walki. Widziała porozrzucane wszędzie trupy i leżącego między nimi mężczyznę, który krzyczał wijąc się po ziemi. W końcu zauważyła też lukę w obronie jednego z walczących z Benem Zbieraczy trupów. Gdyby udało się jej podbiec dostatecznie szybko mogła by wbić mu nóż prosto w kark.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Pon Lip 15, 2013 2:49 pm

Wstała cała w piasku i krwi - na szczęście nie własnej - i rozejrzała się. Chaos! Wszędzie trupy, ludzie uciekają i walczą, jak na bitwie, która powoli dobiega końca, a to przecież była sprzeczka. Straszliwe pobojowisko! Interesowały ją jednak jeszcze żywe osoby, które mogły zagrozić jej i jej towarzyszowi boju. Jej nikt nie atakował, ale Żelazny miał dwóch przeciwników, co mogło skończyć się źle. Musiała zadziałać, na wszelki wypadek. Ścisnęła sztylet w garści i ruszyła sprawnie i cicho. Nie miała większego problemu z biegiem, nawet po piasku. Przez kawał swojego życia walczyła w grupą najemniczą, która podróżowała po krainach za Wąskim Morzem, Biegała po pustyniach, bagnach, w deszczu i błocie, w wodzie po kolana i na kamiennym bruku. Do tego była, sprawną fizycznie, lekką, ubraną wygodnie kobietą, piasek nie był jej wielką przeszkodą. Obiegła walczących w ten sposób, by znaleźć się za plecami obranego celu. Nie wskoczyła mu na plecy jak to zazwyczaj robiła atakując kogoś z zaskoczenia od tyłu, koleś walczył, do tego piasek nie był stabilnym odbiciem. zadowoliła się więc wrażeniem sztylety po rękojeść w miejsce, gdzie szyja łączyła się z obojczykiem nieszczęśnika. Żeby zwiększyć krwotok, oburci sztylet i wyrwie go z rany oponenta pozwalając paść mu na ziemię. -sukinsyny z widłami...
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Pon Lip 15, 2013 5:24 pm

Ben nie spodziewał się tego, że bieg na piasku w takim obuwiu jest czymś prostym. Miał świadomość, że mogą go usłyszeć i zareagować na jego poczynania. Jednak nie zraziło go to w tak zdecydowanej szarży na obu przeciwników. Jak widać opłaciła się ta decyzja, gdyż dzięki temu obaj napastnicy swoją uwagę skierowali na niego. Mężczyzna widząc jak Celestine doskoczyła do jednego z chłopów, to już wiedział, że może skoncentrować się na tym drugim.
- Ty śmieciu! - Krzyknął do tego, który nie był atakowany przez kurtyzanę z Asshai. Chciał go wyprowadzić z równowagi, albo rozkojarzyć, byłby wtedy zdecydowanie bardziej podatny na jego ataki. Korzystając z tego zjawisko Orkwood uderzył w jego widły swoją szablą, aby wytrącić mu je z rąk. Wiedział, że gdy uda mu się wykonać tę czynność to wystarczy tylko odrobinę się do niego przybliżyć i wbić mu ostrze czy to między żebra, czy w szyję. W zależności od sytuacji. Jeżeli nie wytrąci mu broni, ale jedynie spowoduje, że tamten ją obniży to sprawa będzie jasna, zaatakuje w miejsce, gdzie chłop nie będzie zasłaniał się widłami.
Mimo, że był skoncentrowany na swoim przeciwniku, to jednak zdawał sobie sprawę, że Celestine zaatakowała tamtego drugiego i wiedział, że jeżeli nie da rady to będzie musiał ją wspomóc. Był już praktycznie gotowy, aby po zabiciu swojego oponenta wyrwać broń z jego ciała i zaatakować oponenta kobiety.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Pon Lip 15, 2013 8:48 pm

MG



Sztylet kurtyzany zanurzył się w ciele tuż nad obojczykiem chłopa. Ten wzdrygnął się zaskoczony i zająknął. Gdy przekręciła ostrze, z jego ust wydobył się żałosny pisk, przywodzący na myśl zarzynane ciele. Wydobyła broń i umierający chłopak runął na ziemię. Uderzył z hukiem, a piasek pod nim zaczynał powoli robić się mokry i ciemny. W tym samym czasie, żeglarz cięciem swojej szabli pokonał zasłonę drugiego z przeciwników. Strącił jego widły na lewo, i od razu wykonał cięcie. Szabla zaczęła ciąć od wewnętrznej strony uda w górę aż pod żebra. Wybebeszony przeciwnik nawet nie mrugnął, gdy bezradnie spoglądał na własne wnętrzności wylewające się na podłoże. Język stanął mu kołkiem w gardle. Nie potrafił wydobyć z siebie nawet cichego krzyku, otworzył tylko niemo usta i padł na kolana. Rękoma, instynktownie podnosił własne ubrudzone piachem jelita i starał wpychać je sobie z powrotem do rozpłatanego brzucha. Jego ruchy stawały coraz bardziej chaotyczne. To przez zły, które zalewały mu oczy. Nie pozostało nic innego jak dobić go.
Walka była skończona. W oddali widać było sylwetki pozostałych dwóch chłopów, którzy rozumiejąc ,że nie mają szans wzięli nogi za pas.
Ben i Celestine zostali sami pośród tych wszystkich leżący na ziemi trupów. Może nie całkiem sami, wśród martwych leżał, zwinięty w pozycję embrionalną krzaczastobrewy, majacząc coś pod nosem, nadal łkał.
"Bohaterom" pozostawało się zastanowić czy postąpili słusznie, czy obraza Kurtyzany i wypadek z ciałem kobiety, którą notabene sama zabiła był dostatecznym powodem by zabić tych wszystkich ludzi?



MG:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Sro Lip 17, 2013 5:35 pm

-W rzyć jebane gady. - Podsumowała, gdy wszyscy zainteresowani padli trupem i splunęła siarczyście jak chłop. Patrzała z góry na trupy, z bardzo niezadowoloną miną. Czuła złość, zero wyrzutów sumienia. Ona pierwsza nie zaatakowała, broniła się. Może to, że zaczepili chłopków, że im przeszkodzili, właściwie nie było, ale nad tym nie miała zamiaru się zastanawiać. Wytarła sztylet o w miarę czystą część garderoby trupa przed nią i schowała broń. Potem dotknęła palcami nosa i skrzywiła się. Bolał, ale na szczęście nie był złamany. Otarła krew z twarzy i spojrzała na Żelaznego. -Się narobiło. - mruknęła wodząc wzrokiem po pobojowisku. -Rany, wygląda tu jakby jakaś bitwa się odbyła, a to tylko nieudolna banda zbieraczy trupów. - Westchnęła i jeszcze raz sprawdziła, czy z nosa aby jeszcze krew jej nie leci. -Lepiej się stąd zabierajmy.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Sro Lip 17, 2013 11:13 pm

Orkwood wyciągnął szablę z boku mężczyzny, którego właśnie zabił. Przyczepił ją sobie o pas i zaczął podziwiać krajobrazy. Obraz męki i rozpaczy. Ale w sumie oboje do tego doprowadzili, on trochę bardziej, bo zaatakował pierwszy. Może to nie było zbyt mądre tak patrząc po tym wszystkim. Wprawdzie poza podrapaną twarzą nic mu się nie stało, ale troszeczkę naraził Celestine. Z tego powodu było mu troszkę głupio, ale rekompensowało mu to, że czarnowłosa znała się na walce. To był zdecydowanie plus całego tego zachowania.
- Taaa... - Orkwood podszedł do kurtyzany z Asshai i patrzył na nią. - Nic Ci się nie stało? - Zapytał przyglądając się jej. Ale po chwili uznał, że teraz obecnie nie jest na to dobry moment, na oglądanie ran kobiety.
- Tak, masz rację, ruszajmy się stąd. - Ben pomógł Celestine wejść na konia, sam poszedł do swojego, wsiadł i ruszyli w drogę.

[z/t Celestine i Ben]

Do Celestine:
 
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
15
Join date :
31/05/2013

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Nie Lis 03, 2013 4:34 pm

/Powiedzmy, że jest noc.\

Och, Czarna Zatoka, jakże piękna, szczególnie nocną. Nie ma nic lepszego, niż spacer późną porą w obcym miejscu, bez żadnego strażnika, przewodnika czy nawet sługi. Rozsądne to na pewno nie jest, a powiedzmy sobie szczerze, że wręcz przewidywalne dla młodego Tullego. W końcu wszyscy spodziewają się po nim  rzeczy dziwnych, kwestia przyzwyczajenia.
Panicz przebierał niezgrabnie nogami, co chwila przeklinając na piasek, który wdzierał się bezczelnie do jego butów. Bo jak on śmiał, jak?! Najwidoczniej młody pstrąg był pijany, chyba po raz pierwszy w swoim życiu. Ha, zawsze musi być ten pierwszy raz! A kto znajdzie lepszą okazję, niż ślub? Niby nie jego, ale zawsze coś... Zataczając się lekko, szedł w tylko sobie znanym kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Nie Lis 03, 2013 9:15 pm

MG

Doprawdy, zataczający się młodzieniec. Jako syn lorda, Quentyl odznaczał się typową dla siebie lekkomyślnością. Nie dbając o to, że dopiero skończona wojna z Arrynami w sercach wielu mogła jeszcze trwać. Bo czy to, że został zawarty pokój musiało mieć znaczenie dla kogoś, kto chciałby wbić swój miecz w Tullyego lub dwóch?
Tak, Quentyl spacerował całkiem sam. Wcześniej wypił trochę tego i tamtego. A to zabrał jakiś samotny puchar z przyjęcia weselnego, a to poczęstował się zapasami, które z nieznanych nikomu powodów przywiózł ze sobą jego kuzyn, Varys. Pijąc wszystko jak leci w końcu okazało się, że młody Tully nieco się wstawił. Z tym, że zarówno "nieco" jak i "wstawił" są tutaj słowami nadzwyczaj delikatnymi. Zataczał się więc nasz ukochany Quentyl, a w zasadzie poruszał się w stylu pijanego zająca, kiedy to odniósł dziwne wrażenie, że ktoś go śledzi. Poczuł mrowienie na karku, zupełnie jakby ktoś go obserwował.
Jako, że był zawiany i w związku z tym nadzwyczaj odważny, kilka razy przywołał do siebie tych, którzy za nim szli. Obracał się przy tym i balansował chwiejnie na nogach, zupełnie jakby był pięściarskim mistrzem.
Wymachiwał przy tym rękoma i raz po raz uderzał się w pierś. Bo co, on ich wszystkich nie załatwi? Niech on tylko dostanie ich wszystkich w swoje ręce!
Zewnętrze było całkiem chłodne, ciemne i wilgotne. Uroki znajdowania się nad wodą. Mimo tego Quentylowi było nadzwyczaj ciepło. Uznał, że to sprawka gorących spojrzeń posyłanych przez jego wrogów.
Kręcąc się w kółko i obserwując otaczające go ciemności, postanowił się rozebrać. Bo jak walczyć, to najlepiej na gołe klaty. Bo jak za ciepło, to najlepiej zrzucić to i owo.
Męczył się właśnie z przeciśnięciem koszuli przez głowę (biedak zapomniał o rozwiązaniu sznureczków, którymi górna część koszuliny była ściągnięta), kiedy to potknął się o własne nogi. Ręce i głowę miał unieruchomione i zaplątane we własne odzienie, nic dziwnego, że runął jak długi na ziemię. Upadał na plecy, szamocząc nogami zupełnie jak ryba ogonem. Wyczyn godny członka rodu Tully.
Upadł. Niestety, zrobił to dość feralnie, gdyż karkiem wyrżnął o całkiem duży kamień. Coś chrupnęło i nie była to żadna zbłąkana gałązka.
Quentyl Tully skończył swój żywot zamotany w koszulę nad Czarną Zatoką. Zupełnie jak ryba złowiona w sieć i wyciągnięta na brzeg...



[Cóż, Tully. Oficjalnie jesteś martwy.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
40
Join date :
17/05/2014

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Pią Maj 23, 2014 10:06 pm

Czy mogło być coś przyjemniejszego w dość ciepły, choć wietrzny dzień, jak ścigać się z samymi podmuchami wiatru? Daella była pierwszą, która rzuciła mu wyzwanie, zmuszając towarzyszącego jej brata, jak i podążającymi za dwójką Targaryenów w stosownej odległości gwardzistów, do przyśpieszenia, co by dotrzymać smoczycy "kroku". Tętno końskich kopyt niosło się echem w dal, choć szum morza wydawał się to wszystko zagłuszać.
Daella już dawno nie czuła wiatru we włosach, stęskniła się za tym uczuciem, gdyż ostatnie tygodnie spędziła właściwie nie wyściubiając nosa z Czerwonego Twierdzi bardziej, niż do ogrodów. Maester twierdził, iż wychudła, pobladła, ogólniej zmizerniała i surowo zakazał księżniczce opuszczania swoich komnat, choć ta i tak zawsze znalazła sposób, aby wymknąć się chociażby do wspomnianych ogrodów. Nie dała sobie wmówić kolejnej choroby i podporządkować się wszelkim ograniczeniom po raz enty. Daemon jako pierwszy uległ swej siostrze i dał się w końcu namówić na konną przejażdżkę, skoro to miało ją uszczęśliwić. Wyjechali jeszcze o poranku, kiedy Królewska Przystań dopiero się rozbudzała, tak więc udało im się zgrabnie i bez opóźnień przemknąć przez ciasne ulice, a następnie zostawiając serce Westeros za sobą.
Daella obejrzała się za siebie, stopniowo zwalniając, kiedy twardy grunt zaczął zamieniać się najpierw w ubity piasek, a już niebawem w bardziej piaszczyste ścieżki. Zdecydowała się podążając taką, aby móc znaleźć się jak najbliżej wody. Zrównała się przy tym z bratem, po raz pierwszy od dłuższej chwili przerywając ciszę.
- Mówią, że w Wolnych Miastach plaże są złociste niczym najszczersze złoto, a woda przejrzysta i szafirowa. Myślisz, że to prawda?
Mówiąc to, wygięła szyję, aby dojrzeć uważniej przyjrzeć się horyzontowi w miejscu, gdzie woda się z nim zlewała. Szczerze powątpiewała, mając przed oczyma w słońcu tę smoliścieczarną barwę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Pią Maj 23, 2014 11:35 pm

Pogoda na konną przejażdżkę była wręcz wymarzona. Nie na tyle ciepło, by po wcześniejszym stopieniu na stałe zostać przymocowanym do siodła, ale jednocześnie wystarczająco przyjemnie, by nie martwić się ewentualnym przymarznięciem do owego siedziska. W zasadzie, to nie licząc skrajnych temperatur, wszystkie były dobre, by jeździć na koniu. Szczególnie, gdy od czasu do czasu zawiał przyjemny wiatr. Jeśli wziąć jeszcze pod uwagę towarzystwo, to okazywało się, że w sumie niewiele było rzeczy milszych od galopu na grzbiecie wierzchowca.
Gdy Daella postanowiła przyspieszyć Daemon czym prędzej podążył za siostrą. W prawdzie w przeszłości widywał ją niezbyt często, gdyż sam niemalże całe swoje życie spędził w Królewskiej Przystani, jednak doskonale pamiętał, jak dziewczynka była chorowita. Dlatego nie chciał pozwolić, by mała księżniczka zostawiła go zbyt daleko z tyłu, gdyby coś jej się stało... Naprawdę wolał nie narażać się na gniew króla ani jego namiestnika. Zwłaszcza, że maester wyraźnie zaznaczył, iż młoda Targaryenówna powinna zostać w swoich komnatach. Ale jak Daemon mógł odmówić siostrze. Doskonale wiedział, jak ciasna wydaje się Czerwona Twierdza, kiedy nie można jej opuszczać.
Daella wreszcie zwolniła i młodzieniec mógł na chwilę się uspokoić. Skarcił się w myślach za nadopiekuńczość, ale wynikała ona raczej z miłości, jaką żywił do siostry, więc chyba nie była niczym złym. Przynajmniej dopóki nie zepsuje jej przejażdżki swoim marudzeniem. Na szczęście nie miał ku temu okazji, bo to dziewczynka znalazła temat do rozmowy. Co ważniejsze, bardzo neutralny temat, który pozwolił Daemonowi przestać myśleć o niebezpieczeństwach, które czyhają na młode smoki i co zrobią te starsze, gdy któreś z owych zagrożeń się urzeczywistni.
- Mówią, że za Murem mieszkają olbrzymy wielkie jak Czerwona Twierdza, ale prawda jest taka, że byłem tam i żadnego nie widziałem. Rozmawiałem z niektórymi braćmi z Nocnej Straży, oni także żadnego nie spotkali - odparł po chwili. - Prawdopodobnie jednak kiedyś na dalekiej północy takie stwory istniały, choć zapewne sporo mniejsze, tak jak smoki. Opowieści te zawierają więc ziarno prawdy, choć same są kłamstwem. Myślę, że woda jest tam zwyczajnie niebieska, a piasek żółty, ale ludzie mają niezwykłą zdolność do podkoloryzowania faktów.
Podążył spojrzeniem za wzrokiem siostry. I spojrzał na zachód słońca, które widział w tym miejscu już tyle razy, że nie znał nikogo, kto potrafiłby to policzyć.
- Ale zawsze możemy wierzyć, że gdzieś jednak istnieje szafirowo - przejrzyste morze z pokruszonym złotem zamiast piasku i wylegującymi się na nim olbrzymami wielkimi jak zamek. Nie wiem jak ty, ale ja bardzo chciałbym to zobaczyć.
Uśmiechnął się pod nosem. I co może jeszcze popijają ale, którym częstują każdego przybysza? Ta perspektywa była całkiem kusząca. Olbrzymy, żeby nie umrzeć z pragnienia musiałyby mieć tyle trunku, że małemu człowiekowi starczyłoby go do końca życia, a nawet dłużej.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
40
Join date :
17/05/2014

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Sob Maj 24, 2014 3:37 pm

Maester sam był stary i schorowany. Według Daelii choroba, którą chciał jej przypisać, mijała się ze stanem rzeczywistym. Była nawet gotowa pokusić się o stwierdzenie, że musi być staremu specjaliście z Cytadeli niezwykle samotnie w tych swoich wszelkich schorzeniach, tak więc szukał kogoś jeszcze, kogo można było również nazwać chorym. Ciężko było stwierdzić kto miał tutaj rację, gdyż należało brać pod uwagę fakt, iż smoczyca pomimo swoich piętnastu dni imienia, dojrzewaniu i rozkwitaniu, wciąż była jedną nogą w okresie beztroskiego dzieciństwa. Czasami wydawała się być tego doskonale świadoma i wykorzystywać na swoją korzyść. Niczym mała szantażystka.
Zmusiła konia, aby objechać wszelkie strome urwiska i inne skarpy, najwyraźniej chcąc znaleźć się jak najbliżej bezkresnej wody. Zdecydowanie należało tutaj jechać ostrożnie, zły ruch mógł się skończyć nie tylko źle dla konia, co przede wszystkim dla jeźdźca. Wyraźne zwolnienie tempa umożliwiało również swobodną rozmowę. A smoczyca szybko podchwyciła temat, zdradzając tym samym swoją fascynacje wszystkim innym, co nie było jej dobrze znaną Smoczą Skałą i coraz lepiej poznawaną Królewską Przystanią.
- Widziałeś mur? Pozwolili Ci wjechać na sam jego szczyt? Naprawdę jest tak wysoki i gruby, jak go opisują? A bracia z Nocnej Straży? Widziałeś jakiś zwiadowców? Rozmawiałeś z nimi? Oni widzieli olbrzymy?
Nim księżniczka zdała sobie z tego sprawę, już zarzuciła swoją brata prawdziwą lawiną pytań. Zaraz jednak chrząknęła, trzymając na wodzy swoją ciekawość widoczną chociażby w tym, jak iskrzyły się jej fiołkowe oczęta, uważnie teraz obserwując lica Daemona.
- Kiedy nikt już nie będzie mógł mi wmawiać, że jestem chora, pojadę na mur i zobaczę go na własne oczy. O ile wierzyć, że olbrzymy są właśnie takie ogromne, powinnam je bez trudu wypatrzyć z warowni na szczycie muru, prawda braciszku?
Było w tym więcej dziecięcej naiwności, niż rzetelnych zamiarów, choć nie ulegało wątpliwości, iż Daella nie planowała dla siebie życia w zamknięciu. Była smokiem. A te parzą, kiedy ktoś je więzi, o ile nie spopielają w drobniutki popiół.
- Tylko dla takich olbrzymów zabrakłoby plaży! Musieliby ciągle moczyć swoje nogi, do kolan, w wodzie. Ale przynajmniej byłby im chłodno.
Dodała po chwili milczenia. Kiedy znaleźli się na piaszczystych terenach, gdzie schodząc z niewielkiego wzniesienia można było umoczyć nogi w wodzie, Daella zaproponowała, aby dalej szli pieszo. Nie przyjęła żadnej pomocy oferowanej jej przez gwardzistów, zgodziła się wyłącznie na ewentualną tą należącą do Daemona bądź sama zgrabnie zeskoczyła z siodła. Swojego czasu miała wiele wolnych godzin, aby opanować jazdę w siodle nawet w nie do końca wygodnych sukniach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Sob Maj 24, 2014 8:45 pm

Daemon posłusznie jechał drogą, którą wybierała jego siostra. To była w końcu jej przejażdżka. Poza tym prowadziła konia w stronę wody, co niewątpliwie odpowiadało księciu. Przyjemnie byłoby zdjąć na chwilę buty i przejść się po mokrym piasku.
Ekscytacja Daelli nie zniechęciła księcia do opowieści, wręcz przeciwnie. Miło było, gdy ktoś spoglądał na niego z pewną dozą podziwu. To znaczy, ktoś na czyim uznaniu faktycznie mu zależało. Bezimienne tłumy w Królewskiej Przystani nie miały dla Daemona wielkiego znaczenia.
- Po kolei - zaczął z uśmiechem. - Tak, widziałem Mur. Jest olbrzymi, większy niż potrafisz sobie wyobrazić. Ciągnie się tak daleko, że nie sposób dojrzeć jego koniec, a wysoki jest tak, że czasem nawet szczyt wydaje się leżeć w chmurach. Byłem na nim, królewskiemu bratu wolno wiele, nawet na końcu świata i faktycznie, jest gruby. Odwiedziłem Czarny Zamek i jedynymi jego mieszkańcami była Nocna Straż, a wśród braci wielu było zwiadowców, wszyscy ubrani na czarno, ale żaden, z którym rozmawiałem nie widział olbrzymów. Niestety, prawdopodobnie wyginęły.
Jak smoki. Przygnębiła go nieco ta myśl. Urodził się po śmierci tych wielkich, dzikich zwierząt, które pozwoliły Targaryenom zdobyć władzę w Westeros. I choć ród lubił wspominać te wspaniałe czasy i utożsamiać się z obrazem z herbu, to tak na prawdę nie miał już ze smokami absolutnie nic wspólnego. Gdyby Balerion i jego rodzeństwo był choć podobny do naszej rodziny, moglibyśmy co najwyżej zostać błaznami.
Daemon szybko przegonił ponure rozmyślania, kiedy uzmysłowił sobie, że siostra wbija w niego lśniące z ciekawości oczy i uśmiechnął się do niej.
- Kiedy nikt nie będzie ci już wmawiał, że jesteś chora, sam zabiorę cię na ten Mur. Ktoś musi przypilnować, żebyś ubrała się wystarczająco ciepło i nie wpadła na pomysł ekspedycji na dziką północ, bo znając ciebie, przekonałabyś jakiegoś zwiadowcę, żeby zabrał cię na poszukiwanie olbrzymów, bo wbrew pozoru z Muru wcale nie jest łatwo je wypatrzyć.
W prawdzie wolał by ją zabrać do Dorne. Tamtejszym ludziom mróz nie odebrał poczucia humoru. No, i co ważniejsze, mieli naprawdę przednie wina. Ale o pustyniach nianie nie opowiadały niesamowitych historii, więc nic dziwnego, że Mur wydawał się wręcz legendą, choć zdaniem Daemona mocno przereklamowaną.
- To byłaby wielka plaża - odparł ze śmiechem, schodząc ze swojego konia. Po chwili podszedł do Daelli i pomógł jej opuścić siodło. Strażnicy stali już na ziemi, trzymając się nieco z tyłu i skutecznie udając, że wcale ich tam nie było. Kiedy cała czwórka zeszła za wzniesienia, młodzieniec rozebrał się, zostając w samej bieliźnie i zanim siostra zdążyła zrobić cokolwiek innego wziął ją na ręce. Mimo wszystko nie był słaby i bez problemu dał radę piętnastolatce, nawet jeśli próbowała mu się wyrwać. Uśmiechając się do niej zaczął brnąć coraz głębiej do wody.
- Twój maester chyba mnie zabije - mruknął. - Jeśli wrócisz mokra z przejażdżki i nic poważnego ci się nie stanie nie będzie miał argumentów, by zamykać cię w pokoju.
Poczekał aż zrozumie, co zamierza zrobić i rozluźnił ręce. Byli wystarczająco głęboko, by wpadająca do wody dziewczynka nie uderzyła w dno, ale jednocześnie nie miała jak się utopić. Daemon uśmiechał się z dumą, z jaką tylko uśmiechać się może chłopiec, który właśnie wywinął udanego psikusa. Tak właśnie się czuł u boku Daelli, jak chłopiec. Jednak brakowało mu rodzeństwa, gdy dorastał w Czerwonej Twierdzy, a teraz miał okazję nadrobić stracone okazje do psot.
- A tak swoją drogą, to słyszałaś, że szykuje nam się ślub?
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
40
Join date :
17/05/2014

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Pon Maj 26, 2014 10:19 am

Nie trudno było dostrzec Daemonowi, iż jego siostra słucha uważnie, chłonąc wszystko to, co do niej mówił. Od razu słowa te podległy pewnej analizie, a mianowicie zderzały się z wyobraźnią smoczycy po przeczytaniu tylu ksiąg na temat północy. Czy tego się właśnie spodziewała? Poniekąd tak. Choć wyraźnie zawiodła ją informacja na temat olbrzymów.
- Zabrzmiało to jak obietnica, bracie. Mam nadzieje, że jesteś świadom, że pewnego dnia Cię z niej rozliczę.
Puściła mu oczko, gdyż nie miała na celu grozić Daemonowi, a raczej subtelnie zasugerować, iż będzie pamiętać o tym, co dzisiaj jej obiecał. Rozbawienie, które się czaiło gdzieś w tych dużych, fiołkowych oczach Daelli, mogło zdradzać, iż nie mylił się co do tego, iż ta byłaby skłonna wyprawić się na daleką północ za murem w poszukiwaniu wspomnianych olbrzymów. Były to piękne, dziecięce marzenia, z którymi nie chciała się szybko rozstawać. Jakoś łatwiej było jej wtedy wytrzymać w tej szarej codzienności.
Kiedy stała już na piasku, trudno było iść dalej, aby się w niego nie zapadać. Mimo tej drobnej przeszkody, Daella potrafiła się śmiać, zwłaszcza kiedy snuła z bratem opis na temat wielkiej plaży olbrzymów. Nie zauważyła, kiedy Daemon rozebrał się do samej bielizny, zaabsorbowana opisem fikuśnych strojów opalających się olbrzymów a także patrzeniem pod nogi. Do rzeczywistości przywróciło ją stracenie gruntu pod stopami. Porwana w ramiona smoka, zamrugała wyraźnie zaskoczona oczyma. Odruchowo oplotła szyje brata rękoma, choć nie miało to nic wspólnego z brakiem zaufania.
- Raczej poskarży się Aerysowi.
Stwierdziła racjonalnie, ale na pewno nie po to, aby zatrzymać Daemona. Z jej usteczek nie schodził uśmiech, nawet kiedy zanurzyła się po ramiona w wodzie. Wprawdzie domeną smoków jest ogień, ale wodą jak widać też nie pogardzą. Daella odrzuciła doszczętnie mokre, jasne pukle. Pływać potrafiła, choć rzadko mogła się cieszyć z takiego sposobu ochłodzenia w upalne dni.
- Tak. Maegor ma poślubić księżniczkę z Dorne. Cieszę się jego szczęściem, ale jest mi z drugiej strony przykro, że nie jest to ani nasza siostra, ani nikt z Targaryenów
Zdając sobie sprawę, jak mogłoby to zabrzmieć, Daella od razu pośpieszyła z wyjaśnieniami. Na szczęście słyszeć ją mógł tylko Daemon, stąd mogła mówić swobodnie. Życie w Czerwonej Twierdzy nauczyło ją uważać na wszystko, co się mówi, bowiem nie tylko ściany miały uszy.
- Maegor nie poślubi smoczycy. Jego dzieci będą miały tylko połowę nasze krwi. Myślisz, że istnieje możliwość, że jego praprawnuki nie będą już nawet nas przypominac? Boje się, że jeśli kiedyś któreś z nich zasiądzie na Żelaznym Tronie, ludzie nazwą ich oszukańczymi Targaryenami.
Nie chodziło o to, że nie cieszyła się szczęściem Maegora. Wręcz przeciwnie. Radował ją fakt, iż w Czerwonej Twierdzi pojawi się ktoś nowy, kto przywiezie ze sobą nieco egzotyczności do nudnych, szarych murów. Ale Daella nie była dzieckiem, aby nie mieć świadomości, że w takim razie coraz większa odpowiedzialność spada na barki pozostałych ze smoczego rodzeństwa. A to, jak wiadomo, liczniejsze już nie będzie.
- Mimo wszystko z radością przywitam jego małżonką w rodzinie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Wto Maj 27, 2014 10:57 pm

W zasadzie, to Daemon chętnie wybrałby się w drugą podróż po Siedmiu Królestwach, a może nawet i dalej, do Wolnych Miast. Poznać zupełnie inną kulturę, nauczyć się rzeczy, które w Westeros nigdy nie istniały i pewnie nie zaistnieją. A może nawet udać się za Mur... Może i graniczyło to szaleństwem, ale z drugiej strony, co złego mogłoby mu się stać. Najwyżej napadłoby na niego paru dzikich, a potem zjadło. Wielkie rzeczy, takie coś może się stać nawet na ulicach Królewskiej Przystani, a tu zapewne śmierdzi znacznie bardziej. Jak umierać, to przynajmniej oddychając czystym powietrzem. Tylko, że na tak daleką północ nie weźmie ze sobą Daelli. Będzie miał bardzo mocne postanowienie, że tego nie zrobi, a czy w nim wytrwa, okaże się dopiero, gdy będą na miejscu, bo dlaczego miałby nie chcieć brać ze sobą siostry? Przynajmniej będzie podróżował w miłym towarzystwie, które nie stara się być takie tylko dlatego, że się go boi. Jakby kiedykolwiek kogoś skrzywdził. Nie był Aerysem, żeby obcinać głowy ze względu na krzywe spojrzenie.
- A jak myślisz, co mi zrobi nasz brat? Powinienem już zacząć uciekać, czy mnie obronisz? Uśmiechnął się i dołączył do pływającej dziewczyny. Woda była przyjemna i Daemon czuł jak obmywa jego ciało z potu i pyłu, które zdążyły się nagromadzić przez cały dzień.
Wsłuchał siostry z zamkniętymi oczami unosząc się na wodzie. Nigdy tak o tym nie myślał, jakoś specjalnie nie zależało mu na utrzymywaniu czystości krwi Targaryenów. Starkowie żenili się z Arrynami, Tullymi i innymi rodami, a ciągle byli wilkorami. Ale może smoki faktycznie różniły się od reszty. W takiej wierze wychowywano księcia, był wyjątkowy i lepszy przez sam fakt urodzenia. Oczywiście wierzył w to i nie zamierzał zaprzeczać, ale nieraz zastanawiał się, czy ojciec - król rzeczywiście potrafi sprawić, że jego dzieci po prostu urodzą się lepsze. Czy naprawdę Aerys był lepszy od księcia Dorne? Jeśli tak, to w Westeros żyją sami szaleńcy. Ale to Daemon wolał przemilczeć, czasem okazywało się, że głos potrafi nieść się po wodzie aż do uszu samego władcy.
- Czyżbyś chciała poślubić Maegora, siostrzyczko? - Zapytał się puszczając do niej oko. - Myślę, że nie zrobi to wielkiej różnicy. Od czasów podboju Aegona zdobywcy nasz ród musiał łączyć się z innymi wiele częściej niż raz, a mimo to jesteśmy Targaryenami. Nasza krew jest silna, silniejsza niż czyjakolwiek inna, więc zapewne będzie przeważała. Spójrz na nas, pomimo domieszek innych wciąż wyglądamy tak, jak ród królewski wygląda od lat. Nasze włosy, oczy, wszystko pasuje, a jednak wśród naszych przodków znajdą się Dornijczycy. Jesteśmy silniejsi, dlatego to nasza krew przetrwa.
Cały czas zastanawiał się czy to tłumaczenie w ogóle trzyma się kupy, ale lepszego i tak nie potrafił wymyślić. A nie odważy się na wysnucie teorii, że odrobina obcej krwi, która nie ma nic wspólnego z szalonym królem może smokom jedynie pomóc.
- Och, ja też. A z jeszcze większą radością powitam wesele, a na nim przepyszne dornijskie wino. Pomyśl, co by było, gdyby narzeczoną okazała się jakaś Starkówna, co piłby twój biedny brat?
Jego twarz przybrała wyraz teatralnej rozpaczy. Po chwili jednak rozjaśnił ją uśmiech.
- Kiedy będziemy wracać, spróbujmy mimo wszystko nie spotkać się z twoim maestrem - dodał po chwili mrugając konspiracyjnie.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
40
Join date :
17/05/2014

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Czw Maj 29, 2014 2:47 pm

- Zawsze mogę Cię też schować w szafie!
Rozmarzyła się. Gdyby tylko mogła, już teraz spakowałaby swoje rzeczy, a nawet ograniczyła się do zabrania tylko tych najpotrzebniejszych, byleby tylko móc wyruszyć w podróż po poszczególnych, Siedmiu Królestwach. Wolne Miasta zostawiłaby sobie na deser, kiedy już nacieszy oczy tym, co pięknego jest w Westeros. Królewska Przystań, o której się tyle naczytała, przyniosła swoim brudem ulic i zwykła ciasnotą rozczarowanie. Sam fakt, że zdołała w końcu wyrwać się z murów Smoczej Skały był dla małej księżniczki wielkim sukcesem. W końcu miała szansę poznać zupełnie inne smaki życia, ale także wieść żywot dość zbliżony do takiego, jak jej rodzeństwo czy kuzynostwo. Zawsze po cichu zazdrościła im egzystowania na dworze, choć rzecz jasna inaczej sobie też je wyobrażała. Kiedy jednak Królewska Przystań okazała się być zawodem, Daella zapragnęła przekonania się czy aby inne miejsca, których ryciny oglądała oraz w których zagłębiała się opisy również piękne są tylko na papierze. Z jednej strony pragnęła całym sercem wyrwać się stąd i pędzić z miejsca na miejsce, z zamku do zamku. Z drugiej jednak miała pewne... poczucie obowiązku względem rodziny. Z czasem pojawił się w jej świadomości głos, że przecież jest królewską córką. Że wiele rzeczy jej zwyczajnie nie wypada. Że powinna przywyknąć do "uroków" życia w otoczeniu centrum władzy królewskiej. Unosząc się tak na powierzchni wody, wpatrzona w błękit nieba, zdała sobie sprawę, iż musiały minąć chyba godziny choć tak na prawdę nie przesypałaby się nawet jedna, godzinna klepsydra. Obejrzała się na brata, który również wydawał się być oczarowany chwilową beztroską. Obiecała sobie, że jeśli Daemon oznajmi, iż znów zamierza wyjechać i nie pozwoli Aerysowi czy Maegorowi się zatrzymać, Daella dołoży wszelkich starań, aby zabrał ją ze sobą.
Mimo wszystko musiała w końcu ruszyć ku brzegowi. Nacieszyła się raptem kilka uderzeń serca rozbijającymi się o brzeg falami, a następnie podeszła do strażników i ich wierzchowców, aby okryć się płaszczem. Z księżniczki lała się woda, której ślad kreślić przedziwne wzorki i szlaczki na piasku. Widziała w spojrzeniu królewskich gwardzistów dezaprobatę, jednakże nie zaprzątała sobie nią głowy.
- Nie! Nie śpieszno mi go obowiązków żony a później i matki. Jeszcze zabroniłby mi wyjechać, aby zobaczyć mur i co ja wtedy biedna bym mogła zrobić?
Posłała Daemonowi pełne rozbawienia spojrzenie. Miał racje, w końcu i ona wyrosła w przekonaniu, że Targaryenowie są silni. I nic, nawet kolejne połączenie rodów, nie zmieni tego stanu rzeczy.
- Nie wiem co pija się na północy. Zapewne wszystko muszą mieć ciepłe, podgrzewane.
Oczywiście nie była to odpowiedź, którą należało traktować poważnie. Spięła ze sobą sprzączki płaszcza, pozwoliła także bratu podsadzić się na siodle i po chwili już siedziała na końskim grzbiecie, narzucająć galop w drodze do domu. Wprawdzie nie spieszyło się jej do komnat oraz słuchania wywodów maestra, nie mniej chciała jeszcze chociaż raz dzisiaj poczuć wiatr we włosach.

zt oboje
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
148
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Wto Kwi 19, 2016 9:59 pm

/ Port.

Spalił je.
Coś, co płonie, wydziela określony zapach.
Spalił swoje siostry i ciotkę.
Żywe drzewo, świeże i pulsujące sokami - kiedy staje w ogniu - wydziela inną woń niż drzewo martwe i suche. Podobnie rzecz ma się z materiałem – ten wilgotny płonie inaczej od podatnego na płomienie.
Po prostu je spalił.
Za to podpalona świnia i człowiek to zupełnie inna historia - cuchną podobnie. Jak natarte zbyt suchymi ziołami, włókniste mięso. Jak coś brudnego, tłustego, niegodziwego.
Miał ochotę zapytać Jeyne, czy właśnie tak cuchnęły umierające Targaryenówny.
Świnią, najdroższa pani? Nie oceniajmy władcy źle. Może zgłodniał.
Deski pokładu skrzypiały przyjemnie pod wpływem leniwych uderzeń fal Czarnej Zatoki. Długi, ponury cień Aerysa Targaryena wciąż spozierał z pogrążonych w mroku nocy murów Czerwonej Twierdzy, zaś jedyną plamką światła pośród gęstych niby smoła wód była jedna, jedyna lampa zawieszona na rufie Królowej Nymerii.
Książę Dorne wciąż miał przed oczami bladą jak tarcza księżyca twarz Jeyne Yronwood, jej na wpół nieprzytomne spojrzenie i bijącą od ciała energię rannego zwierzęcia. Takiego, które czując na karku oddech myśliwskich hartów, stoi sparaliżowane obezwładniającym strachem, co z kolei jest najprostszą drogą do – jakże głupiej – zguby. Martell nie do końca rozumiał własną postawę, nakazującą mu pozostać na wybrzeżu (a co za tym idzie – zaryzykować własnym życiem) do momentu przybycia dziedziczki Yronwood.
Na starość najwyraźniej kieruje nim dezynwoltura.
Nie zrozumiał również własnego milczenia, gdy z jej ust zaczęły padać pierwsze słowa – gdyby na jego miejscu stał ktokolwiek inny, ktoś, kto posiada w sobie na tyle empatii, by ją uzewnętrzniać, najpewniej padłby uspokajający frazes wszystko będzie dobrze.
Tyle tylko, że nie będzie – wypowiadając te słowa, Edric próbowałby oszukać siebie, Jeyne, towarzyszących im ludzi, królestwo.
Nie. Nie będzie dobrze.
Po plecach ściekała mu morska woda, łaskocząc go. Pragnął się podrapać, ale wiedział, że jeśli to zrobi, to skóra będzie go jeszcze bardziej swędzieć, na łopatkach, szyi i we wszystkich tych miejscach, gdzie trudno sięgnąć. Zamknął więc oczy i zaczął z wolna opuszczać głowę pod ciężarem zmęczenia, aż w końcu mokra broda Martella dotknęła jego równie mokrej piersi. Wydarzenia z dzisiaj nakładały się na siebie niczym zlepione czasem, wyblakłe stronnice zapomnianej przez świat księgi – zaskakujące, z jaką łatwością spychał na granice świadomości wspomnienia z Wielkiego Septu, z Sali Tronowej, z zatęchłego zaułka portu. Obrazy rozmywały się jednak wyłącznie na kilka dni, może tygodni – Książę Dorne wiedział, że powrócą wtedy, gdy ponownie będzie ich potrzebował; były dla niego jak rysunki dziecka – rzucasz na nie okiem, przyglądasz się przez moment i ledwie chwilę później zapominasz, co widniało na pergaminie. Jednak rysunek w końcu ponownie wpadnie w twoje ręce: za dwa dni, dwa miesiąca, dwa lata, dwie dekady. Pewnego dnia po prostu odnajdziesz go pośród setek innych, zapomnianych drobiazgów i poczujesz się jak tego dnia, gdy ujrzałeś go po raz pierwszy.
Jeśli ojcostwo nauczyło czegoś Edrica Martella, to właśnie tego – nieustannie powracających bazgrołów z przeszłości.
Teraz jednak, w tej chłodnej, wilgotnej teraźniejszości, nie miał pojęcia, co wywoływało u niego bardziej parszywy nastrój – wspomnienie zmarłej córki czy siąpiący niczym przez durszlak deszcz ze śniegiem, który przyklejał ubranie do ciała i przegryzał się chłodem aż do kości. W mroku nocy chmura, która zaoferowała ziemi równie wątpliwą rozrywkę, pozostawała niewidoczna – opad wyglądał tak, jakby wyrywał się z czarnego gardła olbrzyma w wulgarnym akcie splunięcia. Z pewnej perspektywy Książę Dorne, pomimo tragedii ubiegłego dnia, musiał wyglądać komicznie – stał nieruchomo, pewnie trzymając się burty i krzywiąc się z nienawiści oraz wstrętu, spoglądał od czasu do czasu gniewnym wzrokiem na sikające, ciemne chmury. Jego włosy przylegały płasko do głowy, odzienie przesiąknięte wodą opinało się na napiętych mięśniach, po zastygłej w grymasie twarzy ściekała woda i kapała z zakrzywionego nosa i czubka ostrej brody. Przypominał wrednego kota, którego zanurzono niespodziewanie w stawie i który zmniejszył się nagle o kilkakrotność swej wielkości, co pozbawiło go groźnego wyglądu. Najwyraźniej podobny widok ośmielił kapitana, który w ciszy zbliżył się do Edrica Martella, zatrzymując nie więcej niż trzy kroki od Księcia.
- Piękną mamy dziś noc, czyż nie?
Rzucił niby od niechcenia, siląc się na uśmiech, Lord Słonecznej Włóczni zaś popatrzył na niego ze złością. Kapitan skonstatował, ku swemu niezadowoleniu, że wciąż ma do czynienia z kimś groźnym.
Zapomniał o tych oczach. Były całkowicie czarne, ostre jak noże, źrenice wydawały się małe niczym łebki szpilek, dziwne i niepokojące. Żałował, że się w ogóle zbliżył, ale teraz nie było choćby cienia możliwości, aby uciec przed interlokutorem.
Książę najwyraźniej przejawiał podobne stanowisko, bowiem w końcu oderwał spojrzenie od kapitana i przeniósł je na leniwie kołyszącą się lampę, zawieszoną na rufie galery.
- Myślałem o ogniu.
Słowa wypływają z jego ust z równą swobodą, z jaką pozornie spokojne wody Czarnej Zatoki żegnały Królową Nymerię. Kapitan drgnął niepewnie, jakby zaskoczony nagłą inicjatywą przejawioną przez Martella, nie pozwolił sobie jednak na to, by cokolwiek teraz dodać.
- O tej lampie i zamkniętym w nim płomieniu. Uznałem, że dla jakiegoś barbarzyńcy ogień sam w sobie może być magią.
Książę czuł lekkie mrowienie przemykające po zbyt mocno zaciśniętych na deskach burty palcach – całe stada wędrownych, jadowitych mrówek pełzły ku jego ramionom i, docierając do szyi, znikały bez śladu, jakby spadały ze skraju urwiska.
Dla mrówek morderczego - dla człowieka będącego jedynie uskokiem schodów.
-  Tyle tylko, że pomiędzy magią a oszustwem przebiega cienka linia – Martell odepchnął się lekko od śliskich desek, obrócił ku pokładowi i przeszedł ledwie cztery kroki, nim zatrzymał się ponownie.
Tym razem patrzył prosto na kapitana statku – patrzył tak, jakby ten był w stanie cokolwiek pojąć, jakby był w stanie zrozumieć ostrzeżenie, które – choć wciśnięte między słowa – okazało się niczym uderzenie batem.
- Podobnie jak pomiędzy stabilnością i szaleństwem. Bardzo cienka… i bardzo czerwona.
Nie dodał niczego więcej, chociaż powinien – kapitan wciąż stał w miejscu, jakby oczekując wyjaśnień, stał tam nawet wtedy, gdy Książę zniknął pod pokładem i dopiero gdy w żagle zadął pierwszy, silny oddech wiatru, uznał, że powinien docenić funkcję kapitana. Odpowiadał wyłącznie za galerę i swych marynarzy.
I nawet jeśli byłby szalony, to na małą, nieszkodliwą skalę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Wto Maj 17, 2016 11:59 am

Noc, która nadchodziła, nie zapowiadała się na łagodną. Był to jeden z tych dni, kiedy uchodzące słońce żadnym błyskiem pocieszenia nie żegna opuszczonej ziemi. Od wschodu do zachodu, jak ogromne jest niebo, leży smutna i beznadziejna szarość. Wtedy wydaje się, że godziny ciemności, które nadejdą, będą nieskończone. Ich tajemnicza groza już teraz uderza niepokojem w serce. Strach – oto czym w takich chwilach drży samotna ziemia. Jest to czas daremnej ucieczki dla błądzących, a próby dla tych, którzy szukają. Wystarczy natężyć słuch, aby w tej otchłani, dla wielu bez dna, wyłowić lament i przekleństwa potępionych, a także żarliwe wołanie proszących. Uderzające o burtę statku fale przywodziły na myśl szepty umarłych, którzy przez zasłonę światów domagali się rozmowy – tyle tylko, że żywi jak zawsze pozostali głusi na ich wołania.
W górze krążyły mewy, krzycząc donośnie, jednak Maegor Targaryen zdawał się nie słyszeć również ich; stał na dziobie Wiatru Valyrii osamotniony, w narzuconym na głowę kapturze, szerokim na tyle, aby skrywał w cieniu twarz Namiestnika; stał tam jeszcze długo po tym, jak koga odbiła od portu Królewskiej Przystani, stał, kiedy ostatnie światła Czerwonej Twierdzy zniknęły w mroku zapadającego wieczoru. Stał do chwili, w której zrozumiał, że po raz kolejny ratuje się ucieczką, pozostawiając na lądzie wszystkie swoje nadzieje.
Ale tak to już z nimi bywa.

***

Świt nie zdążył się poderwać znad wód Czarnej Zatoki, kiedy ta, która śpiewa wiatrem, wyśpiewała im nie lada wichurę na niecałą dobę przed przybiciem do brzegów Smoczej Skały; sztorm zepchnął kogę z kursu o wiele mil na zachód, niemal rozbijając statek o podstępne skały Szczypcowego Przylądka. Załoga wiosłowała jak szalona, kapitan warczał na nich wściekle, aż ochrypł, niemal każdy na pokładzie dyszał z wysiłku, poruszając ustami jak ryby w potężnym huku wzburzonych fal oraz wiatru.
Laena Waters była potwornie przerażona, choć przed Maegorem udawała odważną – on zresztą też w repertuarze miał wyłącznie dzielne miny, tyle że jego twarz była zielona, bo okręt miotał się jak nieujeżdżony koń, a żołądek co chwilę podjeżdżał mu do gardła. Zabrał bękarcicę ze sobą z dość prozaicznego powodu – była jedną z niewielu osób, przy których czuł się dobrze. Nie dlatego, że ją lubił, po prostu patrząc na Laenę, przypominał sobie te czasy, kiedy lubił siebie. Wtedy jeszcze śmiało patrzył w przyszłość i podobało mu się to, co widział. Jego nadzieje kwitły, a świat wydawał się pełen możliwości.
Tymczasem teraz lada moment mógł zginąć i pośród tego bezkresu tragedii dostrzegał wyłącznie jedną zaletę: na całe szczęście nie zwymiotował – w przeciwieństwie do bękarcicy. Targaryen jeszcze nie widział, żeby ktoś tak rzygał; miał wrażenie, że wszystko, co dziewczyna w życiu jadła, wylądowało w drewnianym wiadrze, na podłodze i na jej kolanach, przy czym połowa wyleciała Laenie przez nos. Gdyby tylko sam nie miał wrażenia, że powtórzy jej wyczyn, wybuchnąłby śmiechem – tyle tylko, że w ciele Maegora również trwała burza.
Fala ulgi, jaką poczuł opuszczając Królewską Przystań, szybko znikła, a on musiał przełknąć gorzką świadomość, że lada moment wyląduje na dnie morza, że nie czeka go żadna przyszłość, że pociągnie za sobą…
Dāerves.
Był wyrodnym ojcem, który naraził na śmierć własne dziecko – był głupcem uważając, że świat, Bogowie, los bądź jakakolwiek siła wyższa nie sprzysięgnie się przeciwko niemu, aby odebrać to, co posiadał najcenniejszego. Pod pokładem rozkołysanego, rozchybotanego statku ukrywał w ramionach jakby znużoną sztormem istotę – jej początkowy niepokój przeobraził się w zabawę długim, pokrytym łuskami ogonem, który raz za razem oplatała wokół przedramienia Maegora.
Smok czy nie – to wciąż było dziecko.
Na myśl o śmierci w spienionych wodach Czarnej Zatoki, brzuch po raz kolejny skręcił okrutny skurcz, zaś kłucie w piersi nasiliło się jeszcze mocniej – tyle tylko, że Książę Smoczej Skały nie odczuwał strachu.
Jedynie gniew, który szarpał nim równie potężnie, co kolejne uderzenia sztormu.
Cień ukojenia przynosiła wyłącznie myśl o dotarciu do celu wędrówki – o czarnych kamieniach starej, valyriańskiej twierdzy, o słońcu wyławiającym kałuże z nierówności ścieżek, o pisku mew, terkocie kół wozów i stukocie przetaczanych beczek. Sama myśl o Smoczej Skale była wystarczającą motywacją, aby nie zginąć roztrzaskanym przez uderzenia sztormu, lecz w starciu z żywiołem nie o motywację, lecz o łut szczęścia chodziło – na statku najpewniej było przynajmniej kilkanaście dusz, które wznosiły gorliwe modły do swych bogów o przetrwanie, zaś Maegor nie miał zamiaru zasilać tego szeregu pobożnych, nawróconych bądź obłudnych religijnych idiotów.
Wiedział, że przetrwają – dostrzegał to w paciorkowatych, lśniących, przepełnionych pradawną mądrością oczach Dāerves.

/zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
High Tide, Driftmark
Liczba postów :
13
Join date :
17/02/2016

PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   Pią Cze 10, 2016 12:37 am

Szum morza, łoskot fal uderzających o kadłub statku i hałaśliwe odgłosy mew były wspaniałą odmianą od gwaru Królewskiej Przystani, ciągłego przekrzykiwania się przekupni na ulicach i placach targowych, a także tej niezręczniej ciszy, która zapanowała w Czerwonej Twierdzy po królewskim weselu. Jaehaerys nie mówił tego na głos, jednak bardzo pragnął wyruszyć jak najszybciej na Driftmark.
Nic go już nie trzymało w stolicy, uczestniczył już w weselu, początkowo nawet dobrze się tam bawił, zawiązał nowe znajomości, przeszedł się kolejny raz korytarzami Czerwonej Twierdzy, zajrzał do znajomych pomieszczeń, choć swego dawnego pokoju nawet nie odwiedzał. Na pewno już przeznaczono go do innego celu. Zrobił tam wszystko, co pragnął zrobić i nie musiał zostawać tam ani sekundy dłużej.
Chciał jak najszybciej wyjechać, gdyż wielkie miasto ogromnie go przytłaczało, tak jak zazwyczaj zresztą. Również w Volantis, pozostawał raczej tylko w obrębie Czarnego Muru. Zwyczajnie nie ciągnęło go na zewnątrz. Wolał pozostać w przestronnej i bogatej posiadłości, w której gościł, porozmawiać z tym kilkoma osobami, z którymi miał styczność, przeczytać jakąś księgę.
A tu wciąż jeszcze wracały wspomnienia z królewskich ogrodów, których Jaeh konsekwentnie unikał.
Na szczęście już nie musiał.
Od tygodnia byli już na morzu, zostawiając Królewską Przystań i wydarzenia sprzed kilku dni za sobą. Jak się spodziewał, jesienne wiatry i tym razem im nie sprzyjały, spychając statek z kursu. Latem, ta podróż byłaby znacznie krótsza. Nieraz wystarczały tylko trzy dni, jeśli wiatr sprzyjał. Teraz tak nie było.
A jednak trudny podróży wcale nie zmieniły zdania Jaehaerysa, który z radością w sercu wracał do domu, nawet jeśli od wypłynięcia z Driftmatk nie minął nawet miesiąc. A jednak był to czas niezwykle obfity we wrażenia. Niestety nie wszystkie wspominał z radością.
Tego dnia kolejny raz wstał rano spocony, mając w pamięci kilka ostatnich scen koszmaru. Stał pośrodku żwirowej alejki, a przestrzeń wokół oświetlały trzy potężne stosy. Stał, a nogi zamieniły mu się w kamień. Było niemalże dokładnie tak samo, jak wtedy. Tyle, że w snach był sam. Wszyscy uciekli, nawet Daenor, który wtedy stał obok. Ogień zaś nie zadowalał się pochłanianiem drewnianych stosów i trzech Smoczyc. Wtedy się budził i wypominał głupotę, jaką okazał tamtego wieczoru. Powinieneś uciec jak reszta.
Na szczęście spokojny szum morza oraz towarzystwo żeglarzy i kuzynki pomagały mu szybko zapomnieć o nocnym marach. Żałował tylko, że Daenor nie płynie razem z nimi. Jaeh praktycznie nie znał swego brata. Miał tylko siedem lat, gdy ten zniknął i ten krótki czas, jaki do tej pory razem spędzili od jego powrotu nie mógł zrekompensować tych dwunastu lat. A przecież Jaehaerys nie był jedynym pragnącym spędzić czas z bratem czy wysłuchać jego opowieści. Już bliżej było do powiedzenia, że Jaeh był ostatnim w kolejne, za ojcem, matką i najstarszym bratem. Dlatego tak zależało mu na tej podróży. Od małego uwielbiał słuchać żeglarskich opowieści, a Daenor niewątpliwie znał ich setki.
Z tej zadumy wyrwał go odgłos grzmotu. Spojrzał na wschód, skąd dobiegł ów dźwięk, i zauważył ciemne chmury. Jesienny sztorm. Jaeh był wystarczająco obyty na morzu, by wiedzieć co to oznacza. Niekiedy o tej porze roku statki w ogóle nie wypływały z uwagi na zimne wiatry i wzburzone morze.
- Zwinąć żagle! – poszła zaraz komenda od pierwszego oficera i ze zwykłego przyzwyczajenia Jaehaerys usłuchał rozkazu i zaraz wziął się do roboty z resztą załogi. Był Velaryonem i chyba każdy z jego rodu posiadał przynajmniej podstawowe umiejętności z zakresu żeglugi oraz kilka morskich podróży za sobą. Przynajmniej wobec trójki synów lorda Jacaerysa stwierdzenie to było prawdziwe.
Zaraz większość żagli była zwinięta, a kapitan ustawił statek pod fale. Młody Velaryon znał go z nazwiska, które gdzieś tam się przetaczało w papierach ojca. Miał spore doświadczenie, przynajmniej tak słyszał Jaehaerys, więc mimo silnego wiatru i zimnego deszczu, który padał niemiłosiernie, jakby wody wlewającej się na statek było mało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Czarna Zatoka   

Powrót do góry Go down
 

Czarna Zatoka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Czarna krew
» Obrona Przed Czarną Magią
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Podręcznik do Zaklęć Podstawowych
» Łąka Marihuany

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony-