a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Przydrożna karczma - Page 2



 

 Przydrożna karczma

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Przydrożna karczma   Wto Paź 22, 2013 10:21 am

First topic message reminder :

.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Nie Lis 03, 2013 8:39 pm

Atmosfera została dość obcesowo zrujnowana pojawieniem się posłańców szukających Reinmara. Widać mieli bardzo ważne informacje, skoro śmieli mu przeszkodzić. Niestety, pozycja Namiestnika Wschodu (a ściślej mówiąc, jego spadkobiercy) wymagała sporego zaangażowania. Tak czy inaczej, czar chwili prysł, wszyscy zaś udali się do karczmy, by skoro świt ruszyć w dalszą drogę.

/zt


Wybacz, że w ten sposób, ale trzeba w końcu dotrzeć do celu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Wto Lis 19, 2013 7:14 pm

Nadzieja nigdy nie była mocną stroną Baela. Umarła już dawno... wraz z rodziną i zniszczeniem rodzinnej wioski. Nie można się było jednak poddać demonom przeszłości. A te wracały i wracały, i nawiedzały Baela, przynosząc zwątpienie.
Miejsce, w którym przyszło mężczyźnie oczekiwać na nadzieję nie było dobrym miejscem. Nie chodziło o ilość osób, hałas i odgłosy pijaków wędrownych. Chodziło tu bardziej, o brak poczucia błogiej samotności. Uczuciu bliskiemu Baelowi przez większość dorosłego życia.
Minęła godzina...
Kolejna...
I jeszcze jedna...
... i nikt nie przybywał. Co więc stało się z kobietą, którą spotkał w spalonej wiosce? Czemu żaden plan nie mógł się udać takiemu człowiekowi jak Bael.
Trzeba było zatem obrać inną ścieżkę życia. Bezczynność i brak roboty nie działało najlepiej. Potęgowało falę zwątpienia. Bael wyszedł z karczmy nie spoglądając za siebie. Odpiął konia i ruszył. Cel - Królewska Przystań. Idealne miejsce dla takich jak on.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Pią Lis 07, 2014 6:24 pm

//Zachód

Prowiant się kończy w miarę upływu czasu, trzeba więc zaglądać do karczm. Ta przyjemność nie ominęła dwojga uciekinierów z Casterly Rock. Tym razem musieli zdać się na łaskę Siedmiu lub Pana Światła, jak kto woli. Jeśli ktokolwiek ich rozpozna - będą zgubieni.
Usiedli w kącie, by przypadkiem nie zwracano na nich szczególnej uwagi, a karczmarka, zapewne córka gospodarza, podeszła do nich dopiero po dłuższej chwili oczekiwania. Robin powiedział coś o uzupełnieniu zapasów i poprosił o dwa kufle piwa. Panna będzie musiała zacząć pić jak chłop... Widział, że karczmareczka nie mogła oderwać wzroku od blondwłosego cudu siedzącego po drugiej stronie ławy.
- Wpadłeś jej w oko, Ernest - uśmiechnął się Robin zgryźliwie. Od pewnego czasu nazywał już dziewczynę Ernestem, by ułatwić komunikację. Przecież nie będzie o niej mówić w żeńskiej formie, wtedy cały plan spali na panewce, a on będzie musiał bronić niewiasty w opresji. Dwa kufle stanęły przed nimi wyjątkowo szybko, ale na zapasy trzeba było poczekać do jutra.
- Przenocujemy tutaj. Mam dość pieniędzy na izbę z jednym siennikiem, więc jakoś dotrwamy. Nawet uda mi się zapewnić kąpiel, w strumieniu nie jest to łatwe - mruknął pod nosem, przeliczając w ukryciu srebrne jelenie. Miał nadzieję, że nie będzie musiał tutaj używać miecza.
Rozmawiał później z gospodarzem i zapłacił mu tyle, ile było trzeba, po czym oboje mogli udać się na górę z niezbędnym bagażem, konie zaś zostały w niewielkiej budzie obok karczmy. Gdy weszli do niewielkiej izdebki, Robin od razu zaczął mówić o dalszych planach:
- Teraz jedziemy na Północ, ale sytuacja nie jest łatwa. Ponoć ostatnio Winterfell nawiedzają kolejne kataklizmy, nie można tego lekceważyć. Pewnie będziemy mieli trudności w pokonaniu drogi na Mur. Może uda nam się udawać dwoje rekrutów, to ułatwiłoby wiele spraw, Erneście.
Nie mógł zapomnieć o uśmieszku, który dokładnie w momencie wypowiedzenia męskiego miana Aidy pojawił się na jego twarzy. Ile głupiej radości czerpał z takiej rzeczy!
- W każdym razie - ruszamy jutro, więc dziś oboje możemy się wreszcie wyspać. Chcę jak najszybciej przekroczyć północną granicę i dotrzeć wreszcie na miejsce.
Usiadł na sienniku, sprawdzając zawartość juków. Czuł, że dziewczyna może znów zacząć dopytywać się o cel ich podróży...
Powrót do góry Go down

avatar
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
48
Join date :
07/09/2013

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Sob Lis 15, 2014 6:26 pm

Podróż mijała bez większych przeszkód... jedyną do tej pory była wyraźna niechęć Robina do niej. Czegokolwiek by nie powiedziała, nie zrobiła, miała wrażenie, że denerwuje tym młodego rycerza, co denerwowało ją jeszcze bardziej. Nie rozumiała go i może w tym tkwił największy problem.
Zatrzymali się w przydrożnej karczmie. Jak na standardy Aidy wyglądała.. odrobinę zbyt obskurnie siedziała jednak cicho, wiedząc że zostałaby zmiażdżona morderczym spojrzeniem Robina... albo chodziło o to lekceważące spojrzenie? Sama do końca nie wiedziała co najbardziej jej przeszkadzało.
Dziewczyna dostała ogromny jak dla niej kufel piwa. Nie chcąc nic po sobie poznać tylko przełknęła ślinę. Straciła wiarę w siebie.. nie wypije tego, nie ma mowy. W tym momencie rozmyślenia przerwał jej Robin. Ernest. Naprawdę nazywał ją Ernestem! Było tyle imion a on musiał wybrać akurat takie... Miała wrażenie, że jej nowe, męskie ja nieźle go bawiło. Aida spojrzała na twarz młodej karczmarki.
- Zazdrosny Robinie? Promieniała spuszczając wzrok całkowicie onieśmielona. Dziewczyna zaśmiała się odrobinę za głośno posyłając karczmareczce olśniewający uśmiech. Sama nie miała pojęcia gdzie piwo tak szybko znika. Ona na pewno tyle nie wypiła...
W izbie zrzuciła bagaż na podłogę, a gdy Robin zaczął mówić wzniosła oczy ku niebu. Gdyby tylko Pan Światła był na tyle wyrozumiały i dał jej do podróży kogoś z większym poczuciem humoru.
-Zawsze musisz być taki poważny? - zapytała przerywając mu. Chwilę później, gdy ten już usiadł kucnęła przed nim i w wielkim skupieniu przyglądała się jego twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Nie Lis 16, 2014 1:22 am

//SŁOVIAŃSKOV PRZYKUCOV

Dziewczę piło szybko. Za szybko. Ciekaw był, czy na południu istnieją zasady picia, o których nie miał pojęcia, czy też po prostu, jakimś cudem, damulce zachciało się nieco poszpanować przed starszym kolegą, w tym wypadku właśnie Robinem. Może starała się w ten sposób zyskać jego sympatię? Cóż, to chyba nie była najlepsza metoda. Mimo wszystko starał się robić dobrą minę do złej gry, co innego mu przyszło?
O tak, był ogromnie zazdrosny o karczmareczkę. Miał nadzieję, że Dayne'ówna pozostanie przytomna, inaczej mogły pojawić się problemy natury... różnorakiej. W sumie zastanawiał się, co by było, gdyby szlachcianka upiła się prawie do nieprzytomności. Była ładna, kto wie, może w końcu by się jakoś odpłaciła za to wszystko, co dla niej dotychczas zrobił.

Poważny? Co to w ogóle za pytanie?
- Nie wiem, gdzie ty widzisz powagę. Wiesz, życie takie jest, my, bękarty, musimy często wytrzymywać dąsy niezadowolonej szlachty i poważniejemy razem z nimi, jeśli o to ci chodzi. Ja jestem tylko rzeczowy - rozgadał się. Chyba trochę za wiele powiedział, ale nie miało to znaczenia, szczególnie w momencie, w którym Aida zaczęła uporczywie wpatrywać się w jego twarz. Już, już chciał zapytać, co w niej takiego widzi, gdy wtem do głowy wpadła mu inna myśl. Podrażni się z nią trochę.
Nie trwało to nawet chwili - Robin szybko wstał, potem pochylił się i pocałował dziewczę w usta, po czym odsunął się na niewielką odległość, czekając na reakcję blondynki.
Powrót do góry Go down

avatar
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
48
Join date :
07/09/2013

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Nie Lis 16, 2014 9:23 pm

Podczas gdy rycerz mówił, Aida dalej zawzięcie wpatrywała się w jego oblicze. Jak zwykle było dla niej zagadką, a alkohol wcale nie pomagał w odczytywaniu towarzyszących mu emocji. Jego oblicze coraz bardziej ciekawiło ją, a im bliżej była podobało jej się coraz bardziej.
- W takim razie zbyt rzeczowy, według mnie. - Aida nie była przekonana o jakiej to nadąsanej szlachcie mówi. Do tej pory zdecydowaną większość mogła ocenić.. pozytywnie. Z drugiej strony większość była zbyt pijana, żeby widzieć jakiekolwiek problemy. Całkiem inaczej mogli traktować jego.. w końcu pozycja liczyła się jak nic innego.
Nie była do końca pewna co właśnie się wydarzyło, a już na pewno nie zdążyła zareagować.Gdy odsunął się jej wargi nadal zostały lekko rozchylone. Wstała nagle jakby nie wiedząc co ze sobą zrobić i odskoczyła od niego, na moment, tylko krótką chwilę by znów połączyć ich wargi.
-Całować mężczyznę? Czy to nie jest niepoprawne Robinie? - Liczyła, że nie zauważył jej rumieńców. Czy w tych stronach zawsze jest tak gorąco?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Sro Kwi 01, 2015 2:09 pm

Nad wątkiem ciągle czuwa DARIUSZ

Można powiedzieć, że Robin w końcu jednak się opanował; tak, jakby ktoś nagle uderzył go czymś twardym w łeb i nakazał jak najszybciej zająć się czym innym. Uciszył młodą damę i jak najszybciej nakazał jej ułożyć się do snu, bo jutro...

...jutro czekała ich podróż do odległych miejsc na dalekiej Północy. Rano mogli zjeść śniadanie, Robin przyszykował konie i przypilnował, by młoda szlachcianka udawała chłopca tak dobrze, jak tylko umiała. Następnie mogli wyruszyć w dalszą drogę już bez zbędnego gadania.

*zt x 2*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Czw Kwi 09, 2015 10:04 pm

//Start... w końcu.

Z każdą przebytą milą ku północy gości na szlaku malało. Jakby sam ten fakt był klarowną wizytówką Winterfell. Uciekajcie dopóki chłód nie odmrozi Wam kończyn. Uciekajcie dopóki możecie.
Sam Conall przyzwyczaił się do zimna, które stanowiło niemal codzienność w jego rodzinnych stronach. Jedyną ochroną zawsze pozostawały mury twierdzy, rozchylone nogi kobiety... albo grzane wino, jak i było w tym przypadku. Co prawda Dorzecze to nie Północ, ale rześki wiatr już dawał o sobie znać, zaznaczając swą ścieżkę czerwonymi plamami na twarzy mężczyzny.
Karczmarza i tutejsze kurtyzany ucieszył widok grupki zmęczonych mężczyzn, jak dziecko które dostało deser przed głównym posiłkiem. Sami zainteresowani już dawno przestali odliczać dni od opuszczenia domu. Ostatnią stacją, gdzie musieli wypełnić powinności była Królewska Przystań, skąd już "tylko" i aż trzydzieści dwa parszywe dni dzieliły ich od upragnionego powrotu. Kogo pytacie? Ludzi północy. Mężczyzn, którzy ród Starków cenili ponad własne życie, przygarniętych, wziętych pod skrzydła Kruczka, który poza wyżywieniem i opieką ofiarował im oręż w zamian za honor i oddanie sprawie. W tym gronie nie było miejsca na intrygi, kłótnie, nieporozumienia. Spory były rozwiązywane szybko i gwałtownie, jak plaster odrywany od ranki dziecka. O zdradzie nie było mowy. Tutaj mężczyzna mógł zerwać i zapomnieć o swojej przeszłości. Liczyła się szczerość. Liczyło się tu i teraz. Swoista kompania była twym ostatnim przystankiem, gdy na tak zwanym rozstaju dróg decydujesz się na Mur. To albo mur. Wóz albo przewóz.
Snow w skupieniu przyłożył usta do fletni, wsłuchując się w gwar zabaw i... igraszek (?) panujących w chacie. Po ciepłym posiłku i kilku godzinach rozmów opuścił swych towarzyszy, oddających się małej orgii, na rzecz chłodnej, wyludnionej werandy i kufla grzańca.  Wziąwszy głęboki oddech sprawnie dmuchnął w instrument, wypełniając nocny mrok mistyczną melodią. Niemal harmonijną. Niemal. Byłoby idealnie gdyby nie światła padające zza okien karczmy i wrzawa panująca za jego plecami. Uśmiechnął się pod nosem i upijając kolejny łyk trunku, utkwił zamyślone ślepia w otchłani nocy.
Jedno było pewne.
Tej atmosferze daleko było od ciszy i spokoju.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Sunspear/Braavos
Liczba postów :
53
Join date :
11/03/2014

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Pią Kwi 17, 2015 2:11 pm

- Ta pani jest moim gościem - słysząc to, kobieta uraczyła mężczyzn swoim najbardziej irytująco-uroczym uśmiechem, po czym uniosła brwi w górę, chcąc jak najszybciej pozbyć się intruza z pola widzenia. Mężczyźni są taki żałośni...
Niewiasta uniosła w górę swój trunek i pociągnęła z niego łyk. Na co to wszystko? Na to, by twój bękarci tyłek wrócił do Dorne po raz kolejny w jak najlepszym stanie. Po też znosiła towarzystwo grupki ludzi, z którymi miała nadzieję się szybko pożegnać. Życie zmuszało człowieka do różnych kroków, a podróż samotniczki nigdy nie wydawała się dobrym planem. No chyba, że było się blisko znajomych.
Oriane Sand robiła, co chciała, nieraz ryzykując życiem, jednakże była z tych, którzy nigdy na to nie narzekali. Jeśli zginie, przynajmniej z wiedzą, że posmakowała wszystkiego, co chciała. Mogła być z siebie dumna.
W tej chwili planowała już tylko znaleźć dla siebie jakąś lepszą kompanię. Facet, wiozący do stolicy trzy dziwki i jego nastoletni syn, nie byli chyba najmądrzejszą grupką, ale przynajmniej z nich wszystkich to Sand wiedziała jak się obronić. Kiedy mężczyzna niemalże stracił dwa palce, postanowił być cicho i nie domagał się już prezentacji osławionych dornijskich sztuczek.
Kobiety były bardziej zaangażowane w zaczepianie spotkanych panów, przez co w karczmie, w której właśnie się znajdowali, panował niemały rozgardiasz. Lokalne panie do towarzystwa nie znosiły konkurencji, ale kto zabroni innym baraszkowania, gdy co lepsze panny były zajęte pobudzonymi klientami?
Sand nie mogła się dziwić, że i ją zaczepiali, ale nie była towarem na sprzedaż i nigdy nie będzie. Widząc, co się dzieje w środku, postanowiła wyjść i poszukać chociaż namiastki ciszy i samotności. Jakże prościej byłoby żyć w ciele mężczyzny. Nikt nie zastawiłby jej drogi jak teraz, a Oriane nie musiałaby nikogo uderzać i odepchnąć gdzieś w kąt. Nie potrzebowała pijanego towarzystwa.


Następnego dnia grupa znalazła się na drodze. Zdecydowana na podróż na południa nie myślała o tym, by w ostatniej chwili zmienić kierunek podróży, jednak wciąż byli na północy regionu i nie było zbyt późno.
Oriane zapewne nie wybrała innego kierunku, jednak natrafiła się okazja, by dołączyć do sporej grupy wędrownych handlarzy, którzy chcieli zawitać daleko, by zdążyć przed zimą wrócić w cieplejsze miejsca.
Jak zwykle nie miała pewności, że nikt jej nie dopadnie po drodze, ale czym byłoby życie bez ryzyka?
Wśród ludu były rodziny. Dwie kobiety i trójka dzieci zapewniały jej jako takie towarzystwo.  Przez jakiś czas pracowała z nimi, ubierała się jak oni, ale czy była taka jak reszta? Zdecydowanie nie. Grunt to przetrwać.

/Północ - nie ma sensu grać w Dorzeczu, skoro nie wypaliła gra na turnieju, ani gdzieś indziej w Dorzeczu.

I wybacz, że zwiewam, ale czekałam sobie i czekałam i są inni chętni do gry ;)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Seagard
Liczba postów :
15
Join date :
08/05/2015

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Nie Maj 24, 2015 9:22 pm

Dorzecze. Jakże bardzo chciał się stąd kiedyś wyrwać do wielkiego świata, na wschód. Królewska Przystań... Zjeździł pół Westeros a wciąż tam nie dotarł. A teraz znowu był w domu, gdzie wszystko się zaczęło. Dokładnie w tym miejscu zapragnął być tym kim dziś jest. No może nie tak do końca. Marzył kiedyś, że będzie spał na piernatach odziany w jedwabie i brokaty... Że będzie podróżował od zamku do zamku z pieśnią na ustach wielbiony przez dziewki i młode damy... Niestety, wspaniałe zamki możnych lordów nie otwierały przed nim swych drzwi tak często, jakby tego pragnął, a zamiast korowodu mdlejących dam towarzyszyli mu zazwyczaj wędrowni rycerze i najemnicy. Nie mógł jednak narzekać. Miał co jeść i pić, a póki miał swoją lutnie i język mógł się nie martwić o jutro.
Zabrzmiały ostatnie dźwięki piosenki po czym w akompaniamencie okrzyków aprobaty dopił ale do końca.
"Zagraj Żonę Dornijczyka!" krzyknął ktoś siedzący pod ścianą. Jullen rozsiadł się więc wygodniej na blacie jednego ze stołów opierając nogę o długą ławę i zaczął przygrywać z uśmiechem. Dzwoneczki przyczepione do jego lewego buta pobrzdąkiwały, gdy wybijał stopą rytm.
- Żona Dornijczyka była piękna jak wiosna, jej pocałunki jak słońce gorące. Ale miecz Dornijczyka z czarnej wykuty stali pocałunki miał ostre i tnące. - zaczął łagodnie raz po raz uśmiechając się do młodej karczmareczki. Dałby sobie głowę uciąć, że w szczenięcych latach bawili się razem nad rzeką, ale to było tak dawno, że teraz mógłby stracić głowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Nie Maj 24, 2015 10:24 pm

/Królewski Trakt
Kolejny dzień męczącej podróży wlókł się jak objuczone konie, kopyto za kopytem. Nieznośnie i nieubłagalnie. Kolejną godzinę Naelyer zgrzytała zębami. Kolejny dzień nie miała do kogo otworzyć ust; towarzyszącej jej damie już dawno kazała zamknąć jadaczkę, toteż tamta, obrażona, się do niej nie odzywała. Nie, żeby Smoczycy to przeszkadzało. I tak jej mielenie jęzorem doprowadzało ją do większej irytacji niż niemożność porozmawiania i... nuda. Może by to inaczej wyglądało, gdyby podróżowała sama, ale ten ciągnący za nią milczący orszak doprowadzał ją do szewskiej pasji.
Dlatego kiedy tylko dostrzegła na horyzoncie przysadzistą chatę z szyldem o jednoznacznej symbolice, spięła rumaka łydkami i zmusiła do lekkiego galopu. Inne karczmy były rozczarowujące, ale może w tej będzie weselej. Za zatrzymaniem się opowiadał się również zapadający zmrok; słońce żegnało już podróżnych rozciągając na niebie ognistą łunę.
Nawet nie obrzuciła karczmy jednym spojrzeniem, jak zeskoczyła z Vanerysa i rzuciła jego wodze chłopcu sterczącemu pod karczmą, domyśliwszy się, że jest on odpowiedzialny za zadbanie o konie gości. Spocona, z rozwianym włosem i zarumieniona z rozmachem otworzyła drzwi do owego przydrożnego przybytku. Śmiało przekroczyła próg, szybkim spojrzeniem oceniając wnętrze. W jej ślady poszła jej siedmioosobowa świta. Może przytulne byłoby tutaj zbyt dużym określeniem, ale miejsce na pewno nie było obskurne ani specjalnie zaniedbane. To wystarczało, żeby przywołać lekki uśmiech na twarz Naelyer. Dziewczyna szybko wychwyciła wolne miejsce i nakazała swojej służce załatwić im pokoje oraz strawę. Większą część swoich gwardzistów odesłała go przeciwnego końca sali niż ten, w którym sama usiadła, ale dwóch z nich razem z kobietami zajęło stolik nieopodal.
Dziewczyna zdawała sobie sprawę, że jej wtargnięcie mogło spowodować poruszenie wśród pozostałych gości, ale niespecjalnie o to dbała. Rozsiadła się na ławie, z wdzięcznością przyjęła kufel taniego, cienkiego ale, które nawet dla wysoko urodzonej damy jak ona podczas podróży miało niezwykły urok i rozluźniała się w oczekiwaniu na ciepły posiłek. Dopiero po chwili zorientowała się, że w izbie pobrzmiewają słodkie dźwięki lutni. W melodii szybko rozpoznała "Żonę Dornijczyka" i wlepiła wzrok w natychmiast odszukane źródło dźwięku. Gościom przygrywał młody, ładniutki minstrel. Miał urokliwy głos i równie urokliwy uśmiech. Przez myśl przemknęło jej, że może chociaż tego wieczoru nie będzie się nudzić, przynajmniej przy granych przez niego pieśniach, bo wątpiła, żeby ktoś porwał ją do tańca.
Niemniej, była skora nagrodzić śmiechem i brawami młodego artystę po skończonym utworze. Podano jej gorącą strawę, alkohol. Było ciepło i była piękna muzyka, i był swojski klimat. Niewiele ponad to potrzebowała do pełni szczęścia. Czuła się, jakby wreszcie odetchnęła świeżym powietrzem, po przebywaniu w zatęchłej Królewskiej Przystani.
Powrót do góry Go down

avatar
Dorzecze
Skąd :
Seagard
Liczba postów :
15
Join date :
08/05/2015

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Pon Maj 25, 2015 2:29 am

- Żona Dornijczyka przy kąpieli śpiewała głosem słodkim jak owoc południa, ale miecz Dornijczyka miał swą własną piosenkę, a jego dotyk był zimny jak studnia. - śpiewał dalej ku uciesze podpitego grubasa z długą, rudą brodą, który poprosił wcześniej o ten właśnie utwór. Mężczyzna próbował śpiewać razem z nim, ale marnie mu to szło. Lubił, gdy ludzie przyłączali się do śpiewu, o ile tylko byli wystarczająco trzeźwi, by nie bełkotać niewyraźnie, co tylko mu przeszkadzało. Ten bełkotał i to na tyle głośno, że zakłócał jego grę. A więc czas kończyć przedstawienie nim inni są jeszcze wystarczająco trzeźwi, by pamiętać o zapłacie.
- Kiedy leżał na ziemi, mrok go zewsząd otaczał, czuł, że krew mu już język zalewa. Bracia przy nim uklękli, odmówili modlitwę, a on zaśmiał się w głos i zaśpiewał... - śpiewał łagodnie szarpiąc struny lutni i pobrzdąkując dzwoneczkami do rytmu gdy drzwi otworzyły się i do karczmy wpadła cała świta. Nie trudno było nie dostrzec tego wejścia smoka. Nie przerywał jednak gry i nawet na chwilę nie zdradził, że cokolwiek go to obeszło. A obeszło i to bardzo! Dodatkowe pary uszu, to dodatkowy zarobek! No i kto wie, może ci dzielni wojowie będą jego nową eskortą? Może posunie się kawałek dalej w swej drodze do Królewskiej Przystani?
- Bracia, ach bracia, moje dni są skończone, życie zabrał mi Dornijczyk szalony, ale to nic nie szkodzi, wszyscy umrzeć musimy, a jam poznał smak jego żony! - wyśpiewał ostatnie słowa patrząc z uśmiechem już nie na karczmarkę, która jakby straciła w jego oczach, a na piękną blondwłosą nieznajomą, która przyćmiła ją swym blaskiem. W karczmie pełnej podpitych mężczyzn pięknym kobietom nie tak łatwo jest umknąć przed wprawnym okiem. Pijany grubas znowu domagał się głośno "Żony Dornijczyka", ale Jullen dopił swoje ale do końca zsuwając się z blatu i z pustym kuflem ruszył między stoły zbierając doń datki. Kufel dość szybko zapełnił się groszami i miedziakami. Wśród drobniaków błyszczała nawet jakaś samotna srebrna gwiazda.
- Czy zechcesz, o pani wesprzeć groszem me starania w zaspokojeniu potrzeb tego miłośnika dornijskich żon? - zapytał z uśmiechem skłaniając się kurtuazyjnie przed kobietą o jasnych, rozwianych włosach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Pon Cze 01, 2015 9:46 pm

Dziewczyna wyraźnie zadowolona nuciła końcówkę "Żony Dornijczyka" wraz z minstrelem i karczemnym tłumem, podśmiewając się przy okazji lekko z mocno podpitego i wyjącego do muzyki grubasa, którego zataczania się nawet ślepiec nie mógłby nazwać kiwaniem się do rytmu. Oczy jej błyszczały. Już teraz czuła się jak podczas przygody. Wszak nie było nic bardziej różnego od zabaw w pałacach i dworskich rozrywek. Choć była tylko w jakiejś zapyziałej karczmie, Naelyer czuła się, jakby otwierał się przed nią cały świat, jakby wreszcie go dotknęła, jakby wreszcie go zobaczyła. Tak. Choć widziała wszystkie Siedem Królestw, zdarzyło jej się być w Wolnych Miastach, dopiero teraz poczuła, że świat jest wielki i że czeka na odkrycie. Że czeka na nią.
Kiedy podniosła swój rozmarzony wzrok, z przyjemnością odkryła, że ów artysta o takim pięknym głosie właśnie przed nią stał, uśmiechał się, a nawet mówił! Och, jak to cudownie było usłyszeć kogoś innego po tych kilku dniach milczenia, ewentualnie znoszenia irytującej paplaniny. Smoczyca zatem odwzajemniła uśmiech w ten swój czarujący, figlarny i tajemniczy sposób.
- Chyba nie będę mieć nic przeciwko - odparła niby kąśliwie, wrzucając do kufla srebrną monetę. - O ile zmienisz obiekt starań.
Uśmiechnęła się szerzej, odsłaniając rząd równych, perłowobiałych zębów. Twardo patrzyła chłopakowi w oczy, wyjątkowo nie przypominając wstydliwej dziewki, ani pospolitej karczemki. Emanowała wrodzoną władczością, a jednocześnie w jej oczach błyskały niezdrowe iskierki.
- Znasz "Ostatniego Olbrzyma"? - zapytała po chwili z nadzieją, a jej oblicze znacznie złagodniało sprawiając, że bardziej przypominała niewinną panienkę. Rozmarzoną, naiwną. Co może nie mijało się aż tak bardzo z prawdą. Słyszała, że Wolni Ludzie śpiewają tę pieśń. Chciała znać jej brzmienie, zanim dotrze na północ. A nuż wędrowny minstrel ją gdzieś zasłyszał i przywoła atmosferę chłodnej, dzikiej, wolnej północy do przaśnej karczmy zabitej dechami? Dziewczyna aż wstrzymała oddech w oczekiwaniu na jego odpowiedź.


//przepraszam za zwłokę, ale dopiero od dziś miałam komputer, a w piątek padł mi telefon :c Obiecuję poprawę c:
Powrót do góry Go down

avatar
Dorzecze
Skąd :
Seagard
Liczba postów :
15
Join date :
08/05/2015

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Wto Cze 02, 2015 7:42 pm

Jullen także miał tę przyjemność oglądania, no może nie wszystkich, ale z całą pewnością większość Siedmiu Królestw. Zjeździł Westeros od północy po wspaniałe Reach. Do szczęścia brakowało mu już tylko poznanie wschodnich terenów. Marzył o Królewskiej Przystani i o Dorne. Dorne od razu skreślił ze swoich planów. Musiałby wynająć statek by tam dotrzeć, a statki są drogie. Nie ma szans by dostać się tam pieszo. Góry były zdradliwe... Ale Królewska Przystań... Musi tam kiedyś dotrzeć!
- Jesteś bardzo łaskawa, Pani - rzekł widząc jak hojnie go wynagrodziła. Zdaje się, że dziś wyśpi się na miękkim sienniku pod ciepłym kocem.
- Znam wiele pieśni, ale przyznam, że zadziwiasz mnie najmilsza. Piękne damy zwykle proszą o romantyczne pieśni o dzielnych rycerzach - uśmiechnął się odstawiając swój kufel przed blondynką i sam pozwolił sobie usiąść na stole tuż przed nią opierając stopę na ławie tuż przy udzie nieznajomej. Bogowie! Gdyby tylko wiedział z kim ma do czynienia pewnie padłby na kolana i śpiewał z czołem tuż przy jej stopach. O ile w ogóle byłby w stanie wydusić z siebie choć fałszywą nutę. Na szczęście w tej chwili nie musiał martwić się o swój głos i zaśpiewał czysto pobrzękując dzwoneczkami przy bucie w rytm dźwięków swojej lutni:
- Ooooh, jestem ostatnim z olbrzymów, którzy dawno odeszli z powierzchni ziemi. Ostatnim z wielkich olbrzymów, którzy światem władali niedawno...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Wto Cze 02, 2015 10:38 pm

Nie bardzo łaskawa, tylko bardzo bogata - pomyślała kwaśno Naelyer, ale uśmiechnęła się tylko, zamiast wypowiadać zgryźliwe uwagi. Nie chciała za bardzo zrażać do siebie muzyka. Kto wie, przez ile następnych dni nie będzie miała do kogo otworzyć ust? Doceniała zatem jego towarzystwo.
- Wygląda na to, że nie należę do tych zwykłych - zaśmiała się dźwięcznie dziewczyna. Dzielnych rycerzy miała po dziurki w nosie. Całe jej życie było nimi wypełnione. Nimi, balami, turniejami i innymi wzniosłymi sprawami. Chciała posłuchać o dzikiej naturze, o dziwach, jakich południowy świat nie widział. Chciała, żeby coś porwało ją z tego nędznego padołu w świat wszechobecnej, obezwładniającej, jak na ironię, wolności. Chciała zobaczyć wszystko, o czym inni mogliby tylko marzyć, by tego uświadczyć.
Słuchała pieśni najpierw w milczeniu, z wielką uwagą i błogim uśmieszkiem na wargach. Była cudowna. Smoczyca aż drżała w środku, takie wyzwalała w niej emocje. Pod koniec utworu zmrużyła oczy i zatopiona w swoim świecie zaczęła cicho nucić wraz z minstrelem.
Kiedy skończył, powoli otworzyła oczy i wrzuciła do kufla jeszcze jedną srebrną monetę.
- Widziałeś kiedyś mur? - zapytała przyciszonym głosem, zanim pomyślała. Zarumieniła się lekko, zdając sobie sprawę jak żenujące było to, co jej się przed momentem wymsknęło, ale z wprawą odegnała zawstydzenie i podparłszy głowę na rękach opartych łokciami o stół wpatrywała się w minstrela. Miała nadzieję, że drugi srebrny jeleń wynagrodzi mu tę przerwę w przygrywaniu dla hołoty.
Powrót do góry Go down

avatar
Dorzecze
Skąd :
Seagard
Liczba postów :
15
Join date :
08/05/2015

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Wto Cze 02, 2015 11:27 pm

Łaskawa. Łaskawa i szczodra. Podróżował po Westeros śpiewając swoje pieśni już ładnych kilka lat i niezwykle rzadko zdarzało się, że w przydrożnej karczmie na totalnym zadupiu ktoś aż tak go doceni. Nie żeby był słaby w tym co robił. Po prostu znał realia na tyle dobrze, by nie oczekiwać wysokich zarobków w takich miejscach. Co innego w dużych miastach, choć paradoksalnie tam było trudniej ze względu na większą konkurencję. W małych, rzadko odwiedzanych przez minstreli wioskach łatwiej było zostać docenionym. W takich miejscach śpiewał zwykle za strawę i możliwość noclegu... albo za miło spędzoną noc w towarzystwie wiejskiej dziewki. Szczerze? Lubił swoje życie, ale gdyby mógł wybierać zdecydowanie wolałby bale i turnieje od wiecznej tułaczki.
- Ooooch, jestem ostatnim z olbrzymów, lecz niedługo już zamknę powieki. Zapamiętajcie pieśń moją, bo gdy mnie już nie będzie wszystkie pieśni umilkną na wieki. - zakończył niezrażony grubasem, który podśpiewywał sobie pod nosem "Żonę Dornijczyka". Śpiewając nawet na chwilę nie spuścił wzroku ze swojej słuchaczki. Nie mógł jej zawieźć, skoro tak ładnie poprosiła o tę konkretną piosenkę, prawda?
- To zbyt wiele, pani. Nie jestem godzien takiej hojności - mruknął skrępowany, choć podświadomie wywijał właśnie koziołki z radości. Może wystarczy mu na jakąś marną szkapę, która zawiezie go do Królewskiej Przystani? Nie musiałby wtedy zdawać się na łaskę rycerzy... Niewielu chętnie dzieliło się siodłem, a podróż w parze na jednym koniu nie była zbyt wygodna. Zdecydowanie wolał mieć za towarzyszy kupców, którzy zapraszali go na swoje wozy. Czy widział mur?
- Tylko z daleka. Niezapomniany widok. W blasku zachodzącego słońca wygląda... Nawet mnie ciężko znaleźć słowa, by to opisać. To trzeba zobaczyć - uśmiechnął się nieco rozmarzony opierając lutnię o ławę. Gdy pierwszy raz ujrzał tę lodową konstrukcję ponad linią drzew wprost nie mógł sie napatrzeć. Nigdy jednak nie był bezpośrednio pod samym murem. Z bliska musiał wyglądać jeszcze wspanialej.
- Wybierasz się na północ, pani? To daleka i niebezpieczna podróż. Na trakcie czyha wielu złoczyńców.l Ogromną stratą byłoby, gdyby coś stało się tak pięknej niewieście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Pią Cze 05, 2015 2:50 pm

Machnęła tylko ręką, na jego słabą odmowę. W najbliższym czasie nie będzie miała na co wydawać pieniędzy, to dlaczego nie wynagrodzić szczodrze minstrela za jego pracę? Jak na razie był jedną z bardziej fascynujących rzeczy, jakie przytrafiły się Naelyer. Z resztą, był uzdolniony i dziewczyna życzyła mu jak najlepiej.
Smoczyca odwzajemniła uśmiech grajka. Po jego rozmarzonej minie wnioskowała, że Mur jej nie zawiedzie i również wywrze na niej tak ogromne wrażenie. Dzieliły ją od niego tylko tysiące kilometrów. Ale była szansa, że zobaczy go z bliska. Ba, że nawet na nim stanie i sięgnie wzrokiem za krawędź ich znanego świata. Od samego wyobrażania sobie tego przechodziły ją dreszcze.
- Owszem - uśmiechnęła się delikatnie, potwierdziwszy cel swojej podróży. - Byłoby - zaśmiała się lekko - dlatego nie podróżuję sama.
Naelyer przerwała, by pociągnąć ze swojego kufla ale i brodą wskazać dwa stoliki, przy których rozsadzona była jej świta. Mina jej lekko zrzedła, kiedy sobie o nich przypomniała.
- Nie są wymarzonymi towarzyszami, ale przynajmniej mogę spać spokojnie - westchnęła, by po chwili uśmiechnąć się gorzko. W takich sytuacjach stokroć wolałaby być mężczyzną. Mogłaby wybierać się sama dokąd by chciała, kiedy by chciała i na jak długo by chciała. Tak - potrzebuje małej armii. Jej rodzina jeszcze wychodzi z założenia, że bez służki i damy do towarzystwa się nie obejdzie. A samej Targaryenównie wizja nieposiadania codziennie doskonale wyczesanych włosów i niebycia wyszorowanym na błysk nie jawiła się aż tak odpychającą, jak powinna się wydawać młodej damie w jej wieku i o jej urodzeniu. Nawet więcej - była czymś, czego dziewczyna chciałaby spróbować. Była jakąś taką swego rodzaju manifestacją samodzielności, niezależności i wolności, jaką Naelyer chciałaby osiągnąć. Fakt też, że nigdy nie było jej przeznaczone, by spełnić to ciche marzenie. Nie i już. Miała zdecydowanie zbyt dziką naturę jak na księżniczkę.
- Ale ponieważ południe dawno mi się znudziło, postanowiłam wybrać się na drugi koniec świata, nawet za cenę znoszenia ich tygodniami - skrzywiła się teatralnie, ale w jej oczach dostrzec można było rozbawienie.
Powrót do góry Go down

avatar
Dorzecze
Skąd :
Seagard
Liczba postów :
15
Join date :
08/05/2015

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Wto Cze 09, 2015 10:06 pm

Szkoda, że on nie miał takiej szansy, gdy był na Północy, no ale kto wpuściłby na szczyt zwykłego minstrela, syna taniej kurwy z Dorzecza? Mógł sobie tylko popatrzeć z daleka. Tacy jak on mogli wejść na mur tylko przywdziewając czerń. To nie dla niego. Za zimno, zbyt niebezpiecznie i zdecydowanie za mało kobiet do towarzystwa. To zastanawiające, kto grzeje łoża braciom z Nocnej Straży? Chyba nie chciał się nad tym dłużej rozwodzić. Podążył spojrzeniem w kierunku, który wskazała. Rycerze. Cała świta rycerzy...
- To wiele zmienia, Pani - mruknął wyraźnie zawiedzionym tonem.
- Liczyłem, że ci dzielni wojowie podróżują w innym kierunku i zechcą przyjąć mnie na służbę, ale skoro oni służą Tobie, Pani... - zsunął się zgrabnie z blatu i skłonił nieznacznie zabierając swój kufel z drobnymi. - Nie pozostało mi nic innego jak grać dalej "Żonę Dornijczyka" i czekać aż zjawią się tu inni.
Nie był głupi. Może i był prostym wieśniakiem, ale umiał łączyć fakty. Skoro piękna dama podróżuje z taką obstawą oznaczało to, że musi być córką jakiegoś możnego lorda. Bardzo możnego sądząc po ilości rycerzy i ciężkości sakiewki, jaką nosiła. A to oznaczało, że wystarczy jeden fałszywy ruch i może stracić palce, ręce albo język. W najlepszym wypadku. Powinien szukać towarzystwa prostych, wędrownych rycerzy, a nie możnych dam. Marzył, że będzie grywał przed takowymi, ale inaczej wyobrażał sobie kontekst sytuacyjny. Liczył na zamki i dwory możnych lordów, a nie przydrożne karczmy na zadupiu. To się nie łączy.
- To akurat niska cena, Pani. Znacznie wyższą są odmrożone uszy i palce u nóg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Czw Cze 11, 2015 3:07 pm

Och. Skoro ona podróżuje w przeciwnym kierunku, niż by sobie tego życzył młody minstrel, to on musiał być w drodze na południe. Uśmiechnęła się krzywo. No tak, bo czego mogła się spodziewać? Południe było obsypane wielkimi lordami, szczodrymi damami i kupcami o ciężkich sakiewkach. Wędrownemu muzykowi pewnie było tam o niebo łatwiej o zarobek. Czasami zdarzało jej się zapomnieć, że tylko ci o pełnych mieszkach mają czas na wzniosłe idee i romantyczne pragnienia. Gdyby miała wyskrobywać z kieszeni ostatnie grosze na miskę zupy, Mur absolutnie by jej nie obchodził.
- Wielka szkoda - odparła po prostu. - Gdyby nie nasza rozbieżność w celach podróży, to może moje towarzystwo wzbogaciłoby się o kogoś nieco bardziej rozluźnionego.
Uwadze Smoczycy nie umknął fakt, że kiedy wspomniała o swoich rycerzach, minstrel jakby stracił trochę swojej otwartości i pewności siebie. Wydęła wargi, niezadowolona. Czyżby pomyślał, że jest gotowa kazać go pozbawić jakiejś kończyny za najdrobniejszy błąd? To jak on zamierzał zadowalać innych możnych? No, może faktycznie ona oczekiwała czegoś zgoła innego niż słodkich pieśni i słodkich słówek, tak pożądanych na dworach i w zamkach. A on nie mógł tego wiedzieć. Niemniej, Naelyer bardzo się zawiodła tą nieznaczną i prawie niewidoczną zmianą postawy barda. A już liczyła na jakąś niezobowiązującą rozmowę.
- Może i jestem z Południa, ale to nie oznacza, że nie wiem, jak wyglądają ciepły kaptur i rękawiczki - uśmiechnęła się półgębkiem, świdrując wzrokiem muzyka.
Powrót do góry Go down

avatar
Dorzecze
Skąd :
Seagard
Liczba postów :
15
Join date :
08/05/2015

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Nie Cze 21, 2015 7:44 pm

Dla Jullena podróż do Królewskiej Przystani nie oznaczała tylko i wyłącznie większego zarobku. To było jego marzenie jeszcze z lat chłopięcych. Zobaczyć to wielkie miasto tętniące życiem od rana do nocy. Przespacerować się po targach i skosztować owoców sprowadzonych z najdalszych krańców świata. No i Czerwona Twierdza. Chciałby ją zobaczyć, choćby z daleka. Czekał już tak długo...
- Szkoda - przytaknął. - Mam nadzieję, że kiedyś nadarzy sie okazja, byś opowiedziała mi o tej podróży, Pani. - skłonił nieznacznie głowę po czym ruszył w kierunku kontuaru. Tam zamówił kolejny kufel ale. Czekając na trunek przesypał zarobione pieniądze do sakiewki, którą schował następnie w cholewie buta. Przez chwile stał oparty o niezbyt czysty blat popijając swoje ale w milczeniu. Raz po raz wyraźnie zawieszał się błądząc myślami gdzieś daleko stąd. Daleko na północ czy daleko na południe? Po dłuższej chwili gapienia się tempo w ścianę odwrócił się opierając się plecami o kontuar i wbił spojrzenie w blondynkę wciąż siedzącą przy swoim stole. Kompletnie wyłączył się na wszystkich innych dookoła. Ignorował prośby o piosenki. Wyraźnie był rozbity. Ma pieniądze... Musi mieć. Inaczej nie miałaby swojego wojska... Na chwilę przeniósł spojrzenie na grupkę zbrojnych towarzyszących kobiecie, później znowu na blondynkę. Gdybym stał się jej ulubieńcem, może sprowadziłaby mnie na swój dwór... ale Północ... Westchnął ciężko i opróżnił kufel jednym haustem po czym odstawił go na blat z głosnym brzdękiem o mało go nie rozbijając. To może być jego szansa. Teraz albo nigdy. A Królewska Przystań? Może poczekać. Odepchnął się od kontuaru i pewnym krokiem wrócił do stołu kobiety i bezceremonialnie się do niej przysiadł olewając wszelkie aspekty dobrego wychowania.
- Nie jestem dobrym towarzyszem podróży. Będę Cię spowalniał, Pani. Nie mam konia



//przepraszam za zwłokę, już wracam!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Nie Lip 05, 2015 11:08 pm

//ajjaj, tym razem to ja! :<


Każdy ma jakieś marzenia. Nie każdy jednak może je spełnić. Tak jak dla Jullena marzeniem była Królewska Przystań, tak dla Smoczycy Mur. Ciężko rozstrzygnąć, które miało ciężej w dążeniu i spełnianiu go. Jednak Naelyer była już temu znacznie bliższa niż młody minstrel. Może te kwestia pieniędzy? Mówią, że złoto szczęścia nie daje i nie jest to do końca kłamstwo. Ale złoto daje możliwości, dzięki którym można sięgnąć po wszystko, co sprowadzi szczęście. Targaryenówna świetnie zdawała sobie z tego sprawę. Dlatego w końcu się ukorzyła, odrzucając swoją dumę, której od najmłodszych lat była pełna.
- Jeśli się jeszcze zobaczymy, to z chęcią - uśmiechnęła się dziewczyna, biorąc słowa młodzieńca za pożegnanie i odrzucenie niewypowiedzianego zaproszenia do dołączenia do kompanii. Kiedy chłopak odszedł, Naelyer westchnęła i zamówiła jeszcze jeden kufel ale, który opróżniła bardzo szybko i znów mogła się wpatrywać w dno naczynia. Na jej blade policzki wystąpiły lekkie rumieńce. Ach, wiedziała jakże bardzo jej to nie przystoi. Nie musiała podnosić wzroku, żeby wiedzieć, że jej towarzysze albo odwracają wzrok z zażenowaniem i udają, że nie widzą powoli upijającej się cienkim piwskiem księżniczki, albo wręcz wlepiają w nią spojrzenie pełne dezaprobaty. Aż naszła ją ochota na następny kufel. A potem jeszcze następny i następny. Kiedy tak o tym myślała, patrząc w przestrzeń, doszła do wniosku, że w zasadzie nigdy nie upiła się do nieprzytomności. To mogło być ciekawe doświadczenie...
Z zamyślenia wyrwał ją miękki, ładny głos barda. Dziewczyna leniwie podniosła wzrok i spojrzała mu w twarz przymykając lekko powieki.
- Aha - jej usta rozciągnęły się w nieco tryumfalnym uśmiechu. - A więc jednak się decydujesz? Skąd ta nagła zmiana zdania?
Nie skomentowała słowem opinii o spowalnianiu. Przecież dobrze wiedział, że ma pieniądze. Że jeśli chce mieć go za towarzysza, to choćby zaraz znajdzie się jakaś szkapa, która zaniesie go gdzie tylko ona zechce. To był tylko pretekst. I sposób, żeby nie powiedzieć wprost, że jednak doszedł do wniosku, że bardzo mu się to opłaca. Nie każdy ma tyle szczęścia, musiał zdawać sobie z tego sprawę.
Powrót do góry Go down

avatar
Dorzecze
Skąd :
Seagard
Liczba postów :
15
Join date :
08/05/2015

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Wto Lip 07, 2015 1:57 pm

- Przemyślałem wszystko i doszedłem do wniosku, że przyjemnie podróżować w miłym towarzystwie na północ, niż samemu na zachód. - uśmiechnął się w odpowiedzi. No oczywiście, że sobie to wszystko przekalkulował i zrozumiał, jak bardzo opłacalny może być ten wyjazd. I już nie koniecznie chodziło o srebrne gwiazdy czy miedziaki, a o możliwość zostania nadwornym minstrelem. Bo przecież miała swój dwór, prawda? Jest bogata, ma swoją świtę... No innej opcji nie ma.
- Królewska Przystań poczeka. Skoro zwlekałem tak długo to kolejny miesiąc nie zrobi mi różnicy. Jeśli oczywiście masz chęć Pani, bym Ci towarzyszył - pochylił nieznacznie głowę kładąc rękę na sercu. Właściwie to oficjalnie nie zaprosiła go do wspólnej podróży i tak po prawdzie to nie był pewien, czy dobrze odczytał aluzje.
- Kidy masz zamiar wyruszyć? - zapytał nieśmiało. Zapewne będzie chciała tu przenocować, sądząc po ilości wypitego ale... Jemu także przydałoby się wygodne łóżko. I kąpiel. Skoro ma podróżować z lady powinien się wykąpać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Sro Lip 08, 2015 5:56 pm

Szalenie ucieszyło ją to, że minstrel dołączy do niej i będzie jej towarzyszył w podróży. Może sprawi, że jej cicha kompania zamieni się w wesołą kompanię? Albo przynajmniej weselszą. A jeśli nie, to przynajmniej ona będzie weselsza. I wreszcie będzie mogła z kimś pogawędzić.
- Oczywiście, że mam! - wykrzyknęła niemalże, uśmiechając się szeroko. - Nawet nie wiesz, jak czarno widziałam kolejne tygodnie tylko w towarzystwie tych sztywniaków. Ratujesz mi życie - wskazała głową na swoją świtę. Taak, samotne podróże były dla niej o tyle ciężkie, że rzadko w eskorcie znajdował się ktoś wystarczająco odważny, żeby swobodnie z nią rozmawiać. Odważny, albo nieokrzesany. Buce z Królewskiej Przystani cholernie ceniły sobie etykietę. Ale wolała podróżować sama, niż z asystą z wyższych sfer, bo takiej damie do towarzystwa to mogła przynajmniej kazać się zamknąć, a trajkotanie lady i cienkie żarciki lordów musiała znosić z promiennym uśmiechem na twarzy. Dlatego najbardziej lubiła żeglować - marynarzy mało obchodziły obyczaje. Mogła grywać z nimi w kości, upijać się i śpiewać do białego rana.
- Jutro z rana. Tylko, hm... - postukała palcami w blat. - Zgaduję, że chcesz mieć pokój dla siebie?
Jej służąca już zadbała o pomieszczenia dla ich całego ośmioosobowego grona. Naelyer rzecz jasna mogła liczyć na prywatność, natomiast reszta musiała się stłoczyć w trzech pokojach - dwóch dla panów i jednym dla pań. Każdy mógł też oczekiwać, że jak się do niego uda, wystarczy słowo, a zostanie uraczony gorącą kąpielą. Życie w podróży to jedno, a bycie brudasem to drugie. Białowłosa też się już nie mogła doczekać momentu, w którym zanurzy się w gorącej wodzie. Była zakurzona i spocona po całym dniu jazdy, chociaż akurat w tym momencie, kiedy tak przyjemnie szumiało jej w głowie, jakoś jej to nie przeszkadzało.
Powrót do góry Go down

avatar
Dorzecze
Skąd :
Seagard
Liczba postów :
15
Join date :
08/05/2015

PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   Czw Lip 09, 2015 8:00 pm

Oj znał ten ból. Najlepiej podróżowało mu się z wolnymi rycerzami. Ci zaprzysiężeni z reguły uważali się za panów świata i wiecznie zadzierali nosa. A już w ogóle najprzyjemniejsze podróże odbywał z najemnikami. Moczymordy i awanturnicy, ale przynajmniej prości ludzie, którzy traktowali go jak równego sobie. Ci umieli podzielić się koniem czy ciepłym kocem i nawet nie musiał sie o to prosić. No ale gdyby wiedział, że śliczna blondyneczka należy do królewskiego rodu pewnie sam spałby przy niej na baczność i pilnował języka, a że nie wiedział podróż zapowiadała się wyśmienicie.
- Dawno nie miałem wygodnego siennika, więc chętnie skorzystam. Dzięki Twej szczodrości, Pani - znowu skłonił nieznacznie głowę kolejny raz dziękując jej za hojne datki. Kto by pomyślał, że wracając do domu dostanie szanse odmiany swojego życia. Chciał stąd uciec, by zaznać bogactwa, a tu proszę. Los lubi płatać figle, prawda?
- Pozwól więc, że udam się już na spoczynek, skoro czeka nas tak długa podróż.
Zsunął się zgrabnie ze stołu i poprawił lutnię na plecach. - Będę czekał tu na Ciebie o świcie, Pani. Dobrej nocy - skłonił się raz jeszcze i udał się do młodej karczmarki poprosić o pokój i gorącą kąpiel po czym oddalił się na górę... z karczmareczką.

(Zt i zt)

/dobra, lecim z tym koksem dalej, nie ma co przeciągać :D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Przydrożna karczma   

Powrót do góry Go down
 

Przydrożna karczma

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Karczma "Męty i odmęty"
» Karczma
» Karczma "Pod Niedźwiedziem"
» Karczma "Mały Pony" i Stajnie
» Karczma

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze-