a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Droga przez góry



 

 Droga przez góry

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Droga przez góry   Pon Paź 21, 2013 9:07 am

MG


Każdy, nawet największy z żółtodziobów świadom musi być tego, że podróż przez górzyste tereny odbywa się wolniej niżby się tego chciało. Szczególnie, gdy prowadzi się armię na wojnę. I choć pogoda sprzyjała, brak było opadów czy burz (póki co!), ziemia była twarda, a ludzie w bojowych nastrojach, to dumni żołnierze południa poruszali się powoli, wędrując przez przełęcze i szerokie doliny.


Tutaj proszę dowódcę Martellów o post dotyczący podróży, to jest o to w jakim szyku podążacie plus ewentualne dodatkowe działania. Potem będzie post ode mnie z informacjami i będziemy lecieć na bitwę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
161
Join date :
15/07/2013

PisanieTemat: Re: Droga przez góry   Sro Paź 30, 2013 3:33 pm

Świt nastał błyskawicznie, jak zwykle na tej szerokości geograficznej. Słońce wyskoczyło zza horyzontu niczym strzała i w mig obudziło cały świat, zalewając go potokami gorącego blasku. Opromieniło zwłoki sześciu szpiegów wroga, wokół których już zaczęły krążyć wygłodniałe wrony. Blask jednego z napierśników na których widniał jeleń w koronie oślepił na moment Trystana, który odmówił już swe modlitwy, a teraz ujmował cugle konia, by wraz ze swymi ludźmi przystąpić do ostatniego etapu planu.
Planu, który każdego dnia przybierał zupełnie inny kształt niż pierwotnie.
Napięcie nie pozwoliło Martellowi zaznać wiele snu, tak więc wstał, starannie się ogolił, ubrał w najlepszy dla pustynnego wojownika skórzany zestaw i spakował swoje juki, nie zapominając o listach przysłanych z Grassy Vale. Wkrótce również i na północy miał nastać dzień. Jeden z ostatnich spokojnych dni tego roku…
W głosie Martella z pozoru brakowało już zdecydowania i entuzjazmu, który towarzyszył mu przez pierwsze kilkanaście dni wędrówki. Blask słońca w pełni ułatwiał podążanie za śladami jeźdźców Ziem Burzy, którzy nawet nie starali się ich ukryć. Dornijscy zwiadowcy pędzili całą noc za wrogiem, pierwszą przerwę robiąc dopiero przed świtem. Nie natknęli się na żadne ślady obozowiska i po wschodzie słońca Trystana ogarnęły pierwsze wątpliwości. Uświadomił sobie, że ich wędrówka najprawdopodobniej szybko się nie skończy, ponieważ dystans, który Baratheonowie utrzymywali w górach utrzymywał się na tym samym poziomie, choć wojsko Dorne gnało na złamanie karku. Wkrótce przez tą niedogodność ogarnęło ich ogromne znużenie i zdecydowali się na postój wśród wyschniętych, przysypanych piaskiem skał. W południe dawały niewiele cienia, ale przystosowanym do takich temperatur Dornijczykom udało się znaleźć miejsce do przeczekania najgorętszych godzin dnia. Po przebudzeniu przydziałowo, nawet dowódcy i sam Martell, zjedli po sucharze i garści daktyli, zapili kilkoma łykami wody i wyruszyli w dalszą drogę. Cel? Cel wielokrotnie się zmieniał, choć w obecnej chwili był jasny - najbliższym szlakiem na zachód… lub wprost na spotkanie armii wroga. Taka jest kolej wojny - nienawiść narasta, jest coraz silniejsza, w miarę jak wojsko słabnie. I każdy wojownik wie, że pewnego dnia owa nienawiść powstrzyma ich przed zastosowaniem blokady. I wtedy wyjdą na zewnątrz prawdziwe oblicza. Ruszą zarażać, zabijać... nastanie czas krwi, śmierci, gwałtu i zarazy. Bo nienawiści, odpowiednio pielęgnowanej, nigdy nie zabraknie mi pomysłów... Nawet jeśli cała armia padnie, zdążą przekazać wściekłość dalej...nienawiść znajdzie następnych żywicieli, wśród żon, córek i synów poległych. Sam Trystane dobrze wyhodował swego wewnętrznego pasożyta. Bardzo dobrze! Jest odporny na wszystko. Zwłaszcza zaś na chwile zwątpienia i wahanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Droga przez góry   Pon Lis 04, 2013 12:21 pm

MG


Znaleźli się na ziemiach Baratheonów. Choć nie doszło jeszcze to najmniejszej potyczki, to wojna trwała. Zwiadowcy od rana do wieczora donosili nowe informacje o płonących stosach. Częśc z nich przeznaczona była dla ludzi, zapewne Dornijczyków, choć trudno było poznać osmolone zwłoki. Część zaś zdawałą się nie mieć innego celu poza zastraszeniem przeciwnika. Były wielkie, jasne, buchające żarem (jakby mało się go lało z nieba, na którym nie było ani jednej chmury). Armia Południa jednak przyzwyczajona była do upału, nie był on więc przeszkodą.

Tymczasem zwiadowcy przynosili informacje. Armia Baratheona liczy ze cztery tysiące ludu, mknie w góry, rozpalając po drodze kolejne stosy. Jeśli miniemy Blackhaven, niewątpliwie dojdzie do starcia. Jutro, może pojutrze? Pytanie czy rozsądnym będzie zostawiać za plecami twierdzę? Nie jest wielka, nie ma w niej wielu ludzi, lecz... Cóż, decyzja należała do młodego dowódcy.



Czas na post Trystana. Jeśli zdecydujesz się ominąć Blackhaven i podążyć za armią przeciwnika, to szykuj się do bitwy! Możesz też uderzyć na twierdzę i spróbować ją zdobyć. Lub wymyślić cokolwiek innego. Tak czy inaczej, proszę dokładnie przyglądać się mapie (nie zmierzamy na zachód, bardziej na wschód!). W następnym poście proszę o zt. W razie jakichkolwiek niejasności, śmiało wal na PW.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
161
Join date :
15/07/2013

PisanieTemat: Re: Droga przez góry   Sro Lis 06, 2013 4:59 pm

Jadący obok Martella żołnierz otarł spotniałe czoło po raz trzeci w ciągu kwadransa. Słońce wisiało już wysoko nad roziskrzonymi wierzchołkami gór, które jednak okazały się za niskie, by wytworzyć swój mały mikroklimat i choć odrobinę ochłodzić powietrze. Dlatego jeszcze przed południem wąwozy zaczynało wypełniać bezlitosne gorąco. Gdyby Trystane się odwrócił, dostrzegłby długi sznur konnych oraz piechoty, ciągnący się przez kręte doliny. Książę zacisnął usta w wąską linię i bez słowa wyprzedził kolumnę, sięgając po wisząca przy pasie manierkę z wodą. Podróż z każdą milą stawała się coraz bardziej nużąca, jednocześnie przybliżając ich do wroga - prawie każdy kolejny krok konia niwelował odległość pomiędzy Martellem a Baratheonem, co dało się wyczuć nawet w powietrzu. Dziesiątki płonących stosów, które minęły po drodze nie tylko podgrzewały temperaturę, lecz także wypełniały powietrze wonią palonych gałęzi. Pierwsze kilkanaście olbrzymich ognisk budziło w Trystanie niepokój - po siedem piekieł Burza miałaby się trudzić, budować stosy i podpalać je, nie paląc nikogo? Dopiero za dwudziestym, może dwudziestym pierwszym płonącym punktem Martell doszedł do wniosku, że do ognia Baratheonowie mogliby dorzucać trujące rośliny, które samym zapachem przyprawiają o zawroty głowy i mdłości - jednak do tej pory nikt nie uskarżał się na takie dolegliwości, zresztą utrzymanie podobnych właściwości na świeżym powietrzu graniczyło z cudem… po czterdziestym siódmym stosie Trystane przestał liczyć. Stało się jasne, że w ten sposób wojsko nieprzyjaciela zaznacza miejsca swojej bytności. Jednak i ten argument okazał się błędny, gdy zwiadowcy poinformowali go, że nocą podobne punkty widać wszędzie. A zatem wróg pragnie sprawiać wrażenie liczniejszego…
Tymczasem wizja starcia z Baratheonami stawała się coraz bardziej realna. Co prawda, na zachodzie tkwiło Blackhaven, jednak Martell nie miał zamiaru oblegać zamku, który na pewno został ostrzeżony przed armią Dornijczyków. Straciliby jedynie niezbędny czas, a to przecież on zadecyduje o zwycięstwie lub klęsce. Jelenie mogą wiedzieć o zbliżającym się przeciwniku, nie mogą jednak przewidzieć, kiedy ten uderzy.
A uderzy szybko. Martell musi postępować błyskawicznie. Choć z pozoru działalni wedle odgórnego planu, teraz wszystko zmieniało się wraz z każdym kolejnym dniem i docierającymi nań informacjami. Trystane pędził przez góry, zarządzając nocą jedynie pięciogodzinny spoczynek, by przy świetle księżyca i wstającego słońca ruszać dalej. Był dobrej myśli, ogień to znamię R’hllora. Baratheon, rozpalając stosy, dodawał Dornijczykom otuchy. Obecności ich boga dzięki płomieniom była bardziej niż namacalna… teraz wystarczyło jedynie na bieżąco planować kolejne kroki, podążać śladem wroga - i co najważniejsze - nie dać wtrącić się w pułapkę. Cóż z tego, że armia wroga mniej liczna, skoro ten walczy na swoim terenie i to w górach, gdzie konnica ustępuje przed piechotą…? Całe szczęście, wyborowi Dornijscy włócznicy przyzwyczajeni zostali do podobnych warunków. Każda pochyłość terenu działała na ich korzyść, każdy ustęp mógł okazać się zbawienny. Do tego konie, tresowane do podobnych wędrówek, doskonale radziły sobie z górzystym terenem, czego doskonałym przykładem był ogier Trystana. Już wkrótce samemu księciu będzie dane spotkać się z Baratheonem na polu walki - co ważniejsze, Martell w ustach czuł smak zwycięstwa, zaś oczami wyobraźni widział wroga w jego ciemnej, ciężkiej zbroi, przygniecionego przez własnych ludzi ściskiem, jaki powstanie podczas bitwy. Jednak taka śmierć wydawała się księciu nieodpowiednia… niedoskonała.
Spiął konia ostrogami, wyrywając się po raz kolejny przed szereg jeźdźców i narzucając im szybsze tempo. Tej nocy nie będą odpoczywać, wróg musi zostać dopadnięty, nim sam wybierze miejsce potyczki…

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Droga przez góry   

Powrót do góry Go down
 

Droga przez góry

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Eliksiry [Informacja i Spis]
» Droga do więzienia stanowego

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Ziemie Burzy-