a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Długie Jezioro - Page 2



 

 Długie Jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Długie Jezioro   Sob Paź 12, 2013 2:34 pm

First topic message reminder :


Długie Jezioro



Leżące w pobliżu Królewskiego Traktu Długie Jezioro to jeden z największych zbiorników wodnych na Północy. Ziemie na południowym-zachodzie jego brzegów znajdują się pod kontrolą rodu Stark, te na południowym-wschodzie należą do rodu Bolton, zaś nad północnymi oraz północno-wschodnimi pieczę sprawuje ród Umber.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość

avatar
Północ
Skąd :
Biały Port
Liczba postów :
44
Join date :
08/04/2014

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Pon Sie 11, 2014 4:00 pm

Manderly po dziś dzień pamięta chwile, w których po raz pierwszy było dane mu spotkać Berena Umbera… i nie miało to miejsca, o dziwo, podczas oficjalnej wizyty w Ostatnim Domostwie bądź innych, równie konwencjonalnych okolicznościach. Zawiązanie znajomości miało miejsce w karczmie „Pod Zardzewiałym Sierpem”, gdzie to zatrzymał się Wendel. Nazwa odpowiadała stanowi rzeczy – wszystko tam poddawało się nader chętnie patynie czasu – sprzęty zdawały się być zaśniedziałe lub choć rdzewiejące, nawet ludzi przyspieszone zużycie nie omijało. Karczmarz nie miał prawej ręki, lewą zaś nie posługiwał się biegle, co powodowało, że z pewną jednostronnością wylewał z dzbana napitek – w skali roku straty mogły być znaczne. Wendel zapłacił mu złotym smokiem za trzydniowy nocleg. Karczmarz był podejrzliwy – włożył monetę między zęby i przygryzł, tak mocno, że aż zabolało. Manderly dostrzegł kolejne poważne braki – tym razem w uzębieniu.  Wyszedł przed karczmę, by odetchnąć rześkim powietrzem. Po co tu jestem? – myślał. Równie dobrze  mógłby zapytać – po co w ogóle jestem? Pytam, więc jestem – rozstrzygnął filozoficznie dylemat. Z nieba znów ciężko opadały płatki śniegu. I wtedy dostrzegł wielkiego niczym dąb mężczyznę odzianego w grube skóry. Twarz – pokrytą rozległą szramą, jakby go kto szponami przeorał – zdobiła splątana broda. Płatki śniegu osiadały na nim i nie topniały, a powietrze wokół niego wydawało się aż stężałe od mrozu.
Napijmy się. To jedyna dobra rzecz tutaj.
Zaczął niemal z miejsca mężczyzna… a Wendel zastanawiał się, czy nie odmówić. Czy mógł odmówić? Czy chciał? Ciekawość – pierwszy stopień do piekła.
- O kłamstwo, plotki i pomówienia. - odparł spokojnie Manderly, posyłając dziedzicowi Ostatniego Domostwa szeroki uśmiech. Doskonale wiedział, czym skończy się ta krótka, acz nader intensywna wymiana zdań. Umber wnet podchwyci temat, obracając go z wprawą godną kuglarza na swą korzyść, po czym zmieni taktykę i poruszy zupełnie inne treści, odrywając myśli Wendela od godnej pacholąt kłótni. Zwykle w ten sposób spędzali dłużące się w nieskończoność popołudnia - słowne utarczki na głębokiej Północy były często jedyną rozrywką.
- Prawy i szczery, pod warunkiem, że śpi! - fuknął Manderly, ignorując drewnianą łyżkę, którą groził mu Beren. Choć żołądek Wendela domagał się jedzenia, do dziedzica Białego Portu w żadnym stopniu nie przemawiała wizja pożerania tego… czegoś, co tak zachłannie spożywał właśnie Umber. Wyglądało to zupełnie jak wodorosty doprawione wygrzebanymi z obornika dżdżownicami - i mniej więcej tak samo pachniało. Manderly zmarszczył lekko nos, rozpierając się (w granicach nikłych możliwości) na pieńku, któremu szyku dodawała jedwabna chusta dziedzica Białego Portu rozłożona na suchej korze. Z jego ust wyrwało się ciche westchnięcie, mające najpewniej za zadanie wyrażenie całkowitej pogardy dla pogróżek Umbera. Z ust Wendela nigdy nie padłaby pod adresem Berena poważna, szczera obelga - dziedzic Ostatniego Domostwa po prostu na takową nie zasługiwał, pomimo całej gamy budzących zastrzeżenia… zachowań. To stanowiło na dobrą sprawę jego siłę, budowało niepowtarzalność Umbera - i sam Manderly starał się w pełni korzystać ze wspólnie spędzonych z nim chwil. Był poniekąd chwilą wytchnienia od dusznej atmosfery Białego Portu, gdzie o przyjaźni najczęściej decydowała ilość złotych smoków podana pod stołem towarzyszowi…
- Nie kpij z moich podatków! - tym razem to Wendel pogroził Berenowi - z braku łyżki, musiał zrobić to palcem… ale efekt był niemal równie porażający. Manderly poklepał się po okazałym brzuchu, unosząc dumnie podbródek. - Gdyby nie one, zrzuciłbym ten balast i już dawno zamarznął. - dodał z uśmiechem na ustach dziedzic Białego Portu, kiwając głową w takt urywanego śmiechu Umbera. Wendel podejrzewał, iż po tej wyprawie straci na wadze co najmniej kilka kamieni… zapewne ku zadowoleniu własnej małżonki, która od pewnego czasu z niehamowaną naganą spoglądała na powoli tyjącego męża.
A Manderly jedynie cieszył się, że to on w tym małżeństwie jest gruby.
- Pół-mężczyźni, nie pół-kobiety. W herbie mam trytona. - rzucił urażonym tonem Wendel, doskonale wiedząc, że jedynie się pogrążą - z dwojga złego lepiej popatrzeć na damę, nie zaś zarośniętego męża w sile wieku… choć akurat w tym wypadku oboje mają rybi tułów. Manderly pokręcił głową z rozbawieniem, powoli i z niejakim trudem dźwigając się z pieńka.
- Mam nadzieję, że w ramach odpoczynku gwarantujesz dobre jadło. - dziedzic Białego Portu klepnął lekko Umbera w plecy i ruszył ku bardziej ustronnemu miejscu, gdzieś w głębi lasu… naturalnie w tylko sobie znanym celu (a przynajmniej tak się łudził). - Wyruszmy czym prędzej, czas ucieka! - rzucił jeszcze przez ramię Wendel, znikając po chwili w gąszczu krzewów oraz krzaków. Nie wątpił, iż pod jego nieobecność Beren wszystkim się zajmie i będą gotowi do dalszej drogi…
… która wciąż jawiła się jako długa, nieznośna wędrówka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Ostatnie Domostwo
Liczba postów :
133
Join date :
14/01/2014

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Czw Wrz 11, 2014 7:31 pm

- Plotki i pomówienia! - niewiele brakowało, by spłoszone rykiem konie pognały w popłochu przed siebie, ani myśląc wracać do źródła wrzasków, którym był - a jakże - mierzący blisko siedem stóp wzrostu Beren Umber, obecnie czerwony na twarzy niczym chylące się ku zachodowi słońce nad Dorne. Dziedzic Ostatniego Domostwa nie mógł uwierzyć, że ten, proszę bardzo, ważący co najmniej sto kamieni pomiot kupiecki ma czelność nazywać jego słowa plotkami i pomówieniami! Że człowiek, którego uważał za przyjaciela - przyjaciela! zarzuca mu obłudę, na jaką stać jedno mieszkańców zepsutej do cna oraz szpiku kości Królewskiej Przystani. Niewiele brakowało, by Umber wziął słowa Wendela na poważnie - i jeszcze mniej brakło, by osobiście zechciał wybić mu podobne obelgi ze łba. Dziedzica Białego Portu na dobrą sprawę uratował przemykający przed usta, zdradziecki uśmiech, który skutecznie ostudził rozbuchane emocje Berena i posadził go grzecznie na zadzie - oczywiście, w sensie wyłącznie metaforycznym.
- Bywasz wobec mnie okrutny, ser. - palec dziedzica Ostatniego Domostwa powędrował ku górze, ostrzegawczo kiwając się w powietrzu, zupełnie jak zmęczony wędrowiec po kuflu ale. - Ale nie mam Ci tego za złe. Co więcej, jestem w stanie pojąć Twą frustrację. - kąciki ust Umbera uniosły się w wyraźnym grymasie rozbawienia, gdy zauważył na twarzy swego przyjaciela wyraźnie czytelną konsternację - cios jeszcze nie padł, oręż wciąż wisiał w powietrzu, lecz broń już została obnażona i czekała wyłącznie na odpowiedni moment, by zadać ostatnie, decydujące cięcie, które zdoła uciąć puste dywagacje prowadzone między obydwoma panami… ku olbrzymiej uciesze zebranych na polanie towarzyszy podróży. Beren westchnął ciężko, niemal na pokaz, po czym poklepał się po szerokich, umięśnionych ramionach, ukazując zęby w szerokim, niemal ujmującym uśmiechu, stanowiącym jeno przyjazny obraz, mający na celu zniwelowanie czujności przeciwnika - czyli, w tym jedynym, konkretnym przypadku - Wendela.
- Żona Ci nie daje, to się dąsasz! - podsumował poważnym, godnym Wielkiego Maestra tonem dziedzic Ostatniego Domostwa, niemal natychmiast unikając z zasięgu rąk Manderly’ego, wyćwiczonych wszak i silnych od unoszenia tac z kiełbaskami. - Ot, i cała tajemnica! Zostawił kobietę w domu i ruszył na łowy, ale zamiast nowej, młodszej i powabniejszej łani złapał… - Umber rozłożył bezradnie ręce, zaśmiewając się teraz w głos - zwłaszcza dlatego, że twarz dziedzica Białego Portu przybrała purpurową barwę godną najprzedniejszych szat króla Aerysa Targaryena. - … wyliniałego olbrzyma! I tak, tak, ser, chodzi o mnie! - Beren obojętnym machnięciem ręki zbył uwagę Wendela na temat trytonów, najwyraźniej odpuszczając sobie zgłębianie fizjonomii pół-ryb, pół-ludzi (cóż to zresztą za okrutny pomysł, spółkować z rybą?!). Czas w rzeczy samej wciąż parł nieubłaganie naprzód, poganiając zebranych na brzegu Długiego Jeziora mężczyzn. Dziedzic Ostatniego Domostwa szacował dalszą podróż na trzy dni, lecz nie mogli wykluczyć przeszkód, które spowolniłyby wędrówkę - jednak w przeciwieństwie do południowych rubieży rozległej Północy, tereny na które wjeżdżali, były znane Umberowi niemal od pacholęcia. Znał tu każdy krzew, każdą sosnę, każdą skałę i ścieżynkę… dlatego też nie oczekiwał problemów.
Tyle, że był ich niemal pewien.
Zima zbliżała się nieubłaganymi krokami, nawet bez kruków z Cytadeli można było się domyślić, iż lato już dobiega końca, ustępując jesieni. Im, zwykłym ludziom, pozostawało jedynie mieć nadzieję, iż nadchodząca pora roku nie będzie sroga.
- Siodłać konie, zawiązywać portki. dojadać pajdy chleba, obojętnie w jakiej kolejności! Niech no tylko Wendel użyźni w lesie glebę i wyruszamy! - dziedzic Ostatniego Domostwa poklepał się po potężnym udzie, jako pierwszy ruszając ku uwiązanym (i już spokojnym) koniom. Sprawdzenie juków, poprawienie siodła i napojenie zwierząt zajęło im nie więcej niż dwa kwadransie, podczas których z wycieczki po leśnych ostojach zdołał wrócić Manderly - i rzeczywiście, zgodnie z oczekiwaniami Berena, było im dane wyruszyć jeszcze przed południem.

/zt x 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
124
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Sob Sty 02, 2016 6:26 pm

Nic nie zwiastowało śmierci.
Niebo od świtu zasnute było szarymi, ciężkimi chmurami, które przetaczały się przez nieboskłon jak leniwe, ociężałe olbrzymy po sytym obiedzie złożonym z dwóch ludzkich wiosek – jeden kolos ciągnął za kolejnym, skutecznie przesłaniając odległe, zimowe słońce.
A mimo to, do cholery – nic nie zwiastowało śmierci.
Kolczugę miał umazaną błotem, skórę pociemniałą od sadzy, twarz umazaną krwią. Krwawił z ust, gdy wciąż na nowo odmawiał modlitwę do Siedmiu Bogów. Pusta pochwa miecza obijała mu się o biodro, a w dłoni zaciskał lśniący sztylet, zbyt bogato zdobiony jak na bękarta.
Przepatrywał ciemny las szeroko otwartymi, lśniącymi oczami o kamiennym spojrzeniu.
Trop, za którym podążał, wytyczały szerokie ślady na gliniastym dnie lasu. Miejscami drzewa lub porzucony kawałek zbroi znaczyły podobne do smoły ślady krwi. Mijał hełmy, rękawice, buty poległych - wszystko znaczone krwią i strzępami ciała czy kępami włosów.
Tropiona przez niego bestia nie próbowała ukryć swoich śladów. Czemu miałaby to robić? Jaki głupiec odważyłby się wejść w te lasy jej śladem i zaatakować stworzenie, które polowało na ludzi tak, jak oni polowali na króliki? Roan Snow przeszedł nad powalonym drzewem. Zaczepiły o niego gałęzie szare niczym kości, zgrzytając po kolczudze i drapiąc odsłoniętą skórę. Za powalonym drzewem zobaczył polankę szeroką na pięćdziesiąt kroków.
Z drugiej strony polanki, naprzeciw leżącego pnia, w podstawie sterczącego z dna lasu skalistego wzgórka otwierała się ciemna jama. Pod nią bękart zobaczył na wpół zakopaną w stercie liści ludzką czaszkę.
Ścisnął rękojeść sztyletu tak mocno, że rozbolały go knykcie.
Przez polankę poniosło się potężne warczenie i w jednej chwili z drzew wokół zerwały się wszystkie ptaki, uderzeniami tysięcy skrzydeł tłumiąc warkot bestii. Roan zebrał się w sobie i wbił wzrok w otchłań tunelu. Zobaczył błysk pary oczu...
… i wtedy o ziemię uderzyła pierwsza, zmarznięta grudka.
Biała, zaskakująco regularna, lodowa kulka wylądowała pośród pożółkłych źdźbeł trawy. Za nią na ziemię spadła kolejna.
I jeszcze jedna.
Błąd ze strony Snowa – śledząc lot gradu, spuścił wzrok z pierwotnego punkty. A to właśnie tam czaiło się prawdziwe zagrożenie – z jamy wystrzeliła koszmarna masa czarnego futra i mięśni. Potwór przypominał wilka, choć było w nim coś zadziwiająco ludzkiego – być może błysk w ślepiach, niepokojąco inteligentny… i zły, dogłębnie zły.
Bestia skoczyła na Roana z kłami wyszczerzonymi w pełnej śliny wilczej paszczy i prawie ludzkimi oczami przepełnionymi nienawiścią. Snow poczuł, jak jego ręka unosi w górę sztylet - srebrna klinga zatopiła się w futrze dokładnie w momencie, w którym zębiska potwora sięgnęły szyi bękarta. Roan niemal niezależnie od siebie pociągnął broń w poprzek, rozrywając tchawicę, ścięgna i tętnice.
W tej samej chwili kły wilka rozrywały jego gardło.
Twarz bękarta oraz ciemne futro bestii zalała gorąca krew – wkrótce jucha człowieka i zwierzęcia zmieszała się ze sobą, przez chwilę przyglądali się sobie: umierający bękart i demoniczny wilk. Roan miał wrażenie, że w nazbyt ludzkich oczach potwora dostrzegł zaskoczenie. Stwór zadygotał, puszczając nową falę spienionej krwi z rozciętego gardła.
Padł na bok, znieruchomiał.
Dwa uderzenia serca później to samo spotkało Snowa – próbował odczołgać się od sztywniejącej bestii, lecz całe ciało odmówiło posłuszeństwa, już nękane przedśmiertnymi drgawkami. Padający z nieba grad przybierał na chwilę, bezlitośnie siekąc ziemię, wilka, człowieka i wszystko wokół – i jedynie głuche uderzenia lodowych wyznaczały ostatnie sekundy życia Roana, który tego pochmurnego poranka postanowił zdobyć dobre, wilcze futro na zimę.
Ku swojej zgubie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   

Powrót do góry Go down
 

Długie Jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Zwykłe Jezioro
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Jezioro
» Jezioro Zmian

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Północ-