a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Długie Jezioro



 

 Długie Jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Długie Jezioro   Sob Paź 12, 2013 2:34 pm


Długie Jezioro



Leżące w pobliżu Królewskiego Traktu Długie Jezioro to jeden z największych zbiorników wodnych na Północy. Ziemie na południowym-zachodzie jego brzegów znajdują się pod kontrolą rodu Stark, te na południowym-wschodzie należą do rodu Bolton, zaś nad północnymi oraz północno-wschodnimi pieczę sprawuje ród Umber.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Sob Paź 12, 2013 3:56 pm


MG


Nagi mężczyzna, który z twarzą ku ziemi leżał na mokrym brzegu, mógł być martwy. Mógł być topielcem, wyłowionym z wody, schnącym na trawie i oczekującym przybycia wojów z najbliższego zamku albo krewnych. Nawet stosik przedmiotów ułożonych na trawie tuż przy jego głowie mógł się składać z rzeczy osobistego użytku, które pozbierano uważnie i umieszczono na widocznym miejscu, aby nikt nie pomyślał sobie, że cokolwiek zostało skradzione. Sądząc po tej połyskliwej kupce, mężczyzna ów był człowiekiem zamożnym - stosik zawierał typowe oznaki rodowe: wykonana ze srebra sprzączka, dwie sakiewki z kilkunastoma monetami, sztylet ukryty w pokrowcu, dobrej jakości płaszcz. Był tam także wciąż zalakowany, jednak niestety nieczytelny list. Na czerwonej pieczęci widniał wilkor Starków. Błękitno-zielona ważka wyprysnęła spomiędzy krzewów na skraju drogi i zawisła w powietrzu kilka cali nad krzyżem mężczyzny. Przywabiło ją złociste migotanie letniego słońca w gęstwie rudawych włosów powyżej kości ogonowej. Od jeziora nadleciał powiew bryzy. Poletko łagodnie zafalowało. Ważka nerwowo strzeliła w bok i patrząc w dół zawisła nad lewym ramieniem leżącego. Młoda trawa koło otwartych ust mężczyzny drgnęła. Wielka kropla potu stoczyła się po boku mięsistego nosa i migocąc spadła na murawę. Tego starczyło. Ważka śmignęła w krzewy i skryła się za starą ruiną niewielkiego muru. Co z tego, że pożywienie mogło być dobre, skoro się ruszało?
Senną, leniwą ciszę wczesnego popołudnia przerwał nagle hałas nadjeżdżającego Królewskim Traktem konnego. Ogier zatrzymał się zaledwie kilkanaście jardów od miejsca spoczynku mężczyzny i przysunął chrapy do tafli wody, kojąc pragnienie wywołane długą drogą. Leżący na brzegu mąż nawet nie drgnął, lecz na dźwięk końskich kopyt jego oczy otwarły się na
moment bardzo szeroko. Rzec można, powieki uniosły się tak, jak uszy zaniepokojonego zwierzęcia. Mężczyzna natychmiast przypomniał sobie, gdzie się znajduje, jaki jest dzień i która godzina. Odgłosy zostały zidentyfikowane. Powieki, z ich frędzlą krótkich ciemnych rzęs, na powrót sennie opadły, kryjąc brązowe, zmętniałe, pozbawione wyrazu oczy. Małe okrutne wargi rozwarły się w cichym przedśmiertnym, za którego sprawą do ust napłynęła ślina i krew. Trzy motyle, powietrzne gejsze, wpadły roztańczone ze słonecznego blasku w cień drzew. Wirując w swoich kolorowych, rozwijających się i zwijających jedwabnych kimonach, wstydliwe niczym skryte za ręcznie malowanymi wachlarzami twarze, uciekły szybko w jasność, z której przyfrunęły.
Inscenizacja.
Niewykluczone, że właśnie to słowo definiowało zabójcę, który porzucił dogorywającego mężczyznę nad brzegiem jeziora, to ono mogło doprowadzić do zrozumienia jego działań i ujawnienia jego słabości. Póki co jednak - zarówno on sam, jak i jego zbrodnia nie zostały jeszcze odkryte. Odkąd przy brzegu jeziora zatrzymał się samotny jeździec, minęło siedem minut, siedem długich minut. W tym czasie konny rozprostowywał kości, spacerując wzdłuż granicy wody. Od umierającego dzieliło go raz kilkanaście jardów, innym razem - zaledwie kilka. Wiedziony dziwnym przeczuciem, rosły, o typowo północnej urodzie mężczyzna przesuwał wzrokiem po pobliskich krzakach, szukając rzeczy, które odbiegałyby od normy. Nie miał pojęcia, co by to mogło być. Wszystko znajdowało się na swoim miejscu, tak jak powinno. Mimo to niepewność ustąpiła miejsca złym przeczuciom, złe przeczucia podejrzeniom. Kiedy miał ponownie osiodłać konia i podjąć dalszą wędrówkę, jego wzrok wychwycił delikatny błysk srebra w krzakach. Ruszył ostrożnie w stronę zarośli, sięgając po uwieszony u pasa półtoraręczny miecz. Gdy jego ostrzem odsłonił pierwszą linię zielonych krzewów, odnalazł źródło tego błysku. Srebrną sprzączkę. Oraz jej właściciela.
- Lord Aegon Bolton...
Już martwy.

Leżący z otwartymi ustami, z nienaturalnie przekrzywioną głową i złożonymi na podołku rękoma, mężczyzna wyglądał, jakby śpiewał skoczną balladę z południa i klaskał do rytmu. Wbity w pierś nóż zazgrzytał o kość, kiedy jeździec wyciągał go z rany. Ostrze było umazane we krwi. Wszystkie ruchy wykonywał mechanicznie - gdy przesuwał na bok zwłoki, głowa opadła do przodu i z ust wydobył się głośny gulgot, jakby nieznajomy zmarł na wde­chu i ostatni wydech tkwił aż do tego momentu w jego gardle. Konny wsunął ręce pod pachy nieboszczyka i starając się nie dotykać szaty w miejscu, w którym przesiąkła krwią, wyciągnął go z krzaków. Na szczęście nie doszło jeszcze do stężenia pośmiertnego. Trup był bezwładny i giętki. Podczas tego zajęcia na palcu nieboszczyka zamigotał rodowy pierścień - jeździec wytężył wzrok i ku swemu zdumieniu dojrzał na nim symbol Boltonów. Wtedy to też spojrzenie konnego powędrowało na plecy martwego człeka.
Zdjęty przerażeniem i odrazą mężczyzna natychmiast wypuścił z rąk trupa.

Szaty z tyłu zostały rozcięte ostrym sztyletem, zaś skóra na plecach z misterną precyzją posłużyła jako pergamin. Ostrze, nad wyraz cienkie i niezwykle ostre, wydziergało w ciele nieboszczyka kilka słów. Ofiara najwyraźniej żyła podczas tego procederu, bowiem na ciele widoczne były otarcia i liczne siniaki, świadczące, iż mąż próbował się wyrwać spod sztyletu mordercy. Wiadomość na plecach, wypisana szkarłatnymi literami, niosła ze sobą krótkie, ale nad wyraz dobitne przesłanie:


ŚMIERĆ OPRAWCOM
CHWAŁA UCIEMIĘŻONYM


Jak niewiele brakowało, by tajemnica tej zbrodni wyszła na jaw - wystarczyło, aby jeździec odnalazł umierającego Boltona chwilę wcześniej. Ten być może znał sprawcę, mógłby go wskazać lub choć zostawić przed śmiercią poszlakę... lub ostrzeżenie. Konny, który znalazł Aegona miał bowiem bardzo złe przeczucie - wszak jedna rytualna śmierć, rodzi kolejną...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Pią Lut 14, 2014 10:16 pm

Verę czekała jeszcze bardzo długa podróż. Miała znaczne opóźnienie. Nie dość, że Reinmar wyjechał po ślubie szybciej niż zakładała, to ona dała się jeszcze wciągnąć w pogoń za narzeczoną Młodego Lwa, a potem w pogoń za jej oprawcami! Co prawda tropiąc była w swoim żywiole i nauczyła się kilku rzeczy, to traciła czas i staje do swojego kompana. Do tego zostaje jeszcze Nihil! Vera czuła coś dziwnego od niej, ale z początku brała to za jakiś rodzaj... zazdrości...(?) o Reinmara? Niedorzeczne, tak też pomyślała, ale nie miała szansy pogadać z Nihil jak kobieta z kobietą. Oj będzie trzeba spiąć dupę i przyspieszyć.

Dlatego też nie zwlekając, gdy tylko upewniła się, że Aart bezpiecznie wrócił do zamku, ona zniknęła z jego najbliższych okolic. Kierunek - oczywiście południe. Miała jeszcze tyle do zobaczenia, tyle do nauczenia, że nie mogła wracać za Mur! u południowców działo się zdecydowanie zbyt dużo, a ona rozumiała z tego zbyt mało, by tak po prostu wrócić w śnieg.

Wieczorny popas urządziła sobie nad brzegiem jeziora, po tym jak upewniła się, że nie ma w pobliżu żadnych myśliwych czy rybaków. Miała ostatnią porcję suchego prowiantu... w zasadzie to jedyną jaką zwinęła z konwoju Aarta. Nie były jej potrzebne, ale wolała nie zatrzymywać się na polowanie, póki dostatecznie się nie oddali. Z tymi szlachciurami to nigdy nic nie wiadomo. Lew był grzeczny jak kocie, bo potrzebował jej umiejętności, chwilę później mógł odgryźć jej głowę bo była wargiem i dziką. Przezorny zawsze ubezpieczony. Jej wilki nie mogły czekać, rozbiegły się w Wilczy Las kilka godzin wcześniej, musiały napełnić brzuchy...

Vera tymczasem, gdy na niebie świecił już księżyc, zrzuciła z siebie wszystkie skóry i futra... tak tak... wlazła do tej rozkosznie lodowatej wody, by wziąć kąpiel godną morsa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
11
Join date :
03/12/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Pią Lut 14, 2014 10:45 pm

Orion długo już szukał swojej siostry. W wielkim Winterfell mówili mu, że ona współpracuje z jakimś Reinamarem Arrynem, ale mężczyźnie nic to nie mówiło... ostatecznie i tak większość osób niespecjalnie chciała z nim rozmawiać. Udało mu się wyciągnąć informację, że pomogła w poszukiwaniach zwłok kobiety kogoś z wysokiego rodu, po czym wyruszyła na południe. Dziki znał swoją siostrę na tyle, że wiedział, że musi się śpieszyć, bo ona nie będzie się ociągać. Jednak postój przy zbiorniku wodnym był czymś oczywistym.
Odjeżdżając z Winterfell na koniu, którego dostał w zamian za pobicie faceta, który robił burdę w knajpie, skierował się do miejsca, które miało być największym jeziorem na północy. Długie jezioro.

Znalazł je bez większych problemów. Słońce już zaszło, więc było dość ciemno. Mimo to Orion widział zarys sylwetki w wodzie i oczywiście nieodłączne zwierzaki dziewczyny. Wystąpił na bardziej otwarty teren, chociaż celowo wybrał miejsce, które było dość osłonięte od księżycowego świata.
- Vera! - zawołał tak, żeby białowłosa bez problemu go usłyszała, po czym dodał już ciszej, jakby do siebie - Wilcza Skóra.
Sama obecność jego siostry, nawet jeszcze tak odległa, przywoływała w nim emocje. W tym momencie dominowała chyba tęsknota i ulga, że nic jej się nie stało. Nie miał pewności, czy dzika pamiętała jeszcze jego głos, minęło sporo nocy od kiedy odeszła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Pią Lut 14, 2014 10:57 pm

Zwierzów Very nie było, wilki musiały się nasycić, polowały więc w głębi lasu. Ptaki zostały gdzieś na niebie kołując leniwie nad jeziorem. Jedynym co mąciło szklaną taflę jeziora była dzika. Spieszyła się z "toaletą" mogła być dziką, mogła być zahartowana, ale wciąż była człekiem i długo wytrzymać w lodowatej wodzie nie mogła. Kończyła już właśnie, gdy z brzegu dobiegł ją męski głos wołający jej imię. Męski... znajomy głos. Twardy i żylasty jak suche mięso. Doskonale go znała i nie miała problemów z rozpoznaniem brata. Odwróciła się stojąc oby po pas w wodzie. Pod drzewami dostrzegła tylko ciemny zarys sylwetki, podczas, gdy ona w świetle księżyca odbijanego od wody była widoczna całkiem dobrze. Pierwsze o czym pomyślała... co on tu kurwa robi?! To na pewno on?! To jego głos, ale... dziki taki kawał z tej strony Muru!? Do tego Orion!?
Nie odezwała się. Ruszyła do brzegu. Ociekając wodą podeszła do swoich rzeczy i pospiesznie naciągnęła spodnie, koszulkę i buty, nie trudząc się by związać rzemyki. -Orion! - Zakrzyknęła ruszając w stronę cienia przy drzewach. -To ty? - Zapytała. Nie musiała, miała już pewność, bardziej niezłomną z każdym krokiem bliżej brata. Jego głos, zapach... to musiał być on. -Co tu robisz na kupę mamuta? - Zapytała stając przed nim i w zasadzie nie wiedząc co dalej. Nie widziała brata lekko ze dwa trzy lata, a do tego od zawsze łączyły ich specyficzne relacje. -Z tym Jednym Okiem przez Mur żeś przelazł?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
11
Join date :
03/12/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Pią Lut 14, 2014 11:15 pm

- Kupę mamuta? - spytał. - Ojca mi w to nie mieszaj!
Jednooki oczywiście żartował. Widział jej zaskoczenie. Była mało uważna, jakby jakiś wróg chciał się jej pozbyć, mógłby to zrobić z łatwością. Zmieniło ją przebywanie wewnątrz muru, wyglądała inaczej, brzmiała trochę inaczej, inaczej się ruszała.
- Szukałem cię, ciekawy żem był, co cię tak wciągnęło wewnątrz tego pieprzonego muru. No i trochę żem tęsknił może, ostatecznie jesteś moją siostrą, biała. - ton Oriona nie wyrażał zbyt wiele emocji, chociaż delikatne rozczulenie widokiem Very było słyszalne. Uścisnął ją na kilka sekund, mocno, bo delikatnością nigdy nie grzeszył, a twardej dziewczynie nie powinno to przeszkadzać i szybko puścił. Wpatrywał się w nią. Uwagę o swoim jednym oku puścił bez komentarzy.
- To co, coś porabiała, mała? - spytał, mijając ją i podchodząc do jeziora. Ściągnął niewygodne, trochę za małe buty i usiadł na brzegu, zanurzając dłonie w zimnej wodzie. Przemył nią twarz, żeby zmyć z siebie zmęczenie, które na niego opadło jakby znikąd. Czekając na odpowiedź, trzymał zanurzone dłonie w lodowatej wodzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Pią Lut 14, 2014 11:31 pm

Vera była obudzona, nie dość że kąpiel rześka, to jeszcze Orion! Zobaczyła znajomą gębę po takim czasie i to po tej stronie tej cholernej lodowej ściany! Gdy rzucił uwagę o ich ojcu zaśmiała się po czym i ona brata uściskała. Krótko i mocno, tak jak należało, lecz z uczuciem. Bywał czas, że miała ochotę tego zazdrosnego dupka zaciukać, ale był jej bratem i jeśli ktoś inny prócz niej chciałby mu krzywdę zrobić najpewniej zagryzłaby jak sarnę na polowaniu! -A po cuś Ty mnie szukał? Toś wiesz, że dobrze se radzę. Nie raz wspinałam się na Mur, nie raz o mało zleciałam. Czym Ty się martwisz? - Odpowiedziała waląc go po plecach, gdy mijał ją idąc do jeziora.
Gdy on zaczął moczyć członki w wodzie, ona poszła się ubrać. Poprawiła spodnie i buty i zarzuciła na siebie resztę skór i futer.
Ubrana podeszła bliżej brzegu, zarzuciła ręce za kark i westchnęła patrząc w wielki okrągły księżyc nad ich głowami. -A dużo się działo. Umarłbyś ze starości jakby miała wszystko mówić. Zdobyłam kolejne miano. Biała Zjawa. - Pochwaliła się przenosząc wzrok na Oriona. Miano pasowało bez dwóch zdań! -Byłam dalej na południe. Wiesz ile tu się dzieje. Południowcy ciągle się między sobą tłuką. Walczyłam w kilku bitwach. Inne są niż te co znasz. Dalej w Dolinach żyje dzikie plemię. Są podobni do nas, ale chyba bardziej zacofani... To oni nadali mi miano Biała Zjawa - jako dobry omen i zwiastun zwycięstwa w wielkiej bitwie! Dowodziłam nimi później. Mówię Ci walki ludzi w żelazie są takie... inne. - Mówiła. Wszystko bardzo ogólnie i szybko jakby chciała powiedzieć wszystko na raz, opowiedzieć co się działo przez ostatni rok zaledwie w kilka minut! -No dobra, ja Ci więcej powiem co słychać tu, ale Ty mi powiedz co tam. Jak śnieg z po naszej stronie Muru? Jak Wrony? Dalej nie potrafią ani latać ani polować? Ilu łupieżców uważa mnie już za trupa? No i mów po coś lazł za mną taki kawał? Tylko dlatego ześ się o mnie bał? Nie wierzę, to od Ciebie zazwyczaj dostawałam największego łupnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
11
Join date :
03/12/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Pią Lut 14, 2014 11:45 pm

Mężczyzna położył się na trawie, wpatrując w niebo. Wewnątrz muru dużo rzeczy było inne, ale gwiazdy zostały te same, tak samo wskazywały drogę.
- Prawdą, to szukam zmiany. No wiesz, miejsca. - powiedział, wdychając ciężko. Dziewczyna miała może połowę jego lat, mieszkanie całe życie w jednym miejscu, nacechowanym tyloma negatywnymi wspomnieniami nie dało jej się we znaki. - To sporo żeś miała przygód, Wilcza Skóro! A to południe brzmi jak miejsce dla mnie!
Człowiekiem niewielu słów był Orion, nauczony przez doświadczenia z dzieciństwa. Nie miał w zwyczaju wielce się przez nikim otwierać. Teraz jeszcze jego siostra, która chyba nigdy nie wygrała z nim walki na kije, dowodziła jakimiś dzikimi plemionami? Ukłuła go zazdrość. Czyżby tutaj też dostawała wyróżnienia tylko za to, jaka się urodziła, a nie za ciężką pracę, jak on?
- Stare gówno. - rzucił, myśląc bez uśmiechu o domu. - Dla połowy ludzi żeś zdechła jak se raz na zawsze odeszłaś. Pewnie ja też teraz trupem dla nich jestem.
Dzicy nie byli zbyt otwarci na odchodzenie z wiosek, zwłaszcza, że odchodziły dzieci Czarnego Mamuta. Ale ludzie wewnątrz muru nie byli też zbyt ochoczo nastawieni do nich, dlatego wspinając się na mur musiał tak uważać, żeby go nie zauważyli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Sob Lut 15, 2014 12:09 am

No przejebane. Westchnęła. Tego się spodziewała. Nie mówiła wiele gdzie idzie, po co i kiedy wróci, nie mówiła nawet czy wróci, a większość mówiła, że nie wróci. Bo o ile wspinaczka na Mur z zespołem Wspinaczy i zabawa z Wronami na szczycie to w zasadzie normalka dla łupieżców, o tyle samotna wędrówka na południe, przepłycięcie Zatoki Fok i udanie się dalej, to już czyste szaleństwo i misja niemożliwa. Tak mówili, tak prawiły staruchy, tak doświadczeni życiem wojownicy kiwali głowami. Vera przegadać się nie dała, zamiar miała wrócić jak ciekawość zaspokoi, jak południowców pozna, jak nauczy się kilku przydatnych rzeczy. Wtedy wróci, wtedy będzie mogła zyskać wielką chwałę wśród swoich, już nie tylko przez to, że była utalentowanym wargiem i zdolnym łupieżcą, a dlatego, że być może będzie w stanie poprowadzić dzikich? Z wiedzą o południu... kto wie ile mogliby zdziałać!? No ale wracamy już ze sfery marzeń i dalekich planów. Byli nad jeziorem. -Do takich to nie dotrze chyba, że kamieniem w czaszkę się to włupie. - pokręciła głową z kwaśną miną na gębie. -Dopiero japy zrobią jak wrócę! Dasz wiarę! Nauczyłam się liczyć i szacować, teraz poznaje znaki na pergaminie. Południowcy są dziwni, ale potrafią wiele przydatnych rzeczy do chuja. - zaśmiała się siadając obok brata. -Południe - miejsce dla Ciebie? Ojciec przypadkiem Cię potrącił czy jakiś nieco bardziej dziki mamut? Od kiedy taką gadkę od Ciebie słychać? - Właśnie. Może wiele się zmieniło, ale zawsze miała Oriona za twardego skurczybyka, przy którym prędzej Inny zacznie się jak kot łasić, niż ten ruszy na podboje południa! Z dzieciaków Mamuta, to zawsze ona była najbardziej ciekawska i walnięta na głowę. Widać, każdy od nich miał jakiegoś jobla, który pokazywał się prędzej czy później. -No a skoro już mnie znalazłeś, to jakie dalej plany? Ja wracam na południe, mam niedokończone sprawy z jednym z klękaczy i jego kobietą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
11
Join date :
03/12/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Sob Lut 15, 2014 1:06 pm

- Biją się po mordach jak głupki ciągle, to chyba, że dla mnie miejsce! - zaśmiał się mężczyzna. Może i męczyło go ciągle to samo miejsce, ale nie męczyła go walka - w tym był dobry, tym się zajmował, to lubił - bez względu na, nazwijmy to, ryzyko zawodowe.
- Mała, ale po kie licho wracać tam będziesz, skoro teraz tu masz se życie? - spytał nagle. Wiedział, że Verze prawdopodobnie jest trochę tęskno do domu, ale nie było jej tam tyle czasu, że można było się zastanawiać, czy jej domem nie jest przypadkiem już ten dziwny świat. - Nasi by chcieli ich najechać pewno.

Przejechał palcami przez siwe włosy, po czym złożył ręce na głową. Spojrzał na leżący obok niego topór z Czardrzewa, który był jedyną rzeczą, którą wziął z domu w tę podróż. Zbędny balast uniemożliwiłby mu dotarcie tutaj, a zbyt wiele ciepłych skór jeszcze bardziej zwróciłoby na niego uwagę w miastach, wolał tego unikać. Najlepiej mieć możliwość się ukryć... Co dla faceta z jego aparycją nie było łatwe, tak czy siak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Sob Lut 15, 2014 2:04 pm

-No jak po kiego?! - Zakrzyknęła zaskoczona, no co to w ogóle za pytanie. -Mój dom za Murem. Moje ziomki za Murem i rodzina. Tu tylko podróż. - Odpowiedziała z pewnością i przekonaniem. Tęskno jej było pobratymców, do znajomego świata, w którym była panią bestii, respektowaną i szanowaną, do świata, którego zasady i kulturę znała. Mimo, że tutaj spędziła już pokaźny kawałek czasu... spójrzmy prawdzie w oczy. Była obca, zawsze będzie obca będzie, bo zawsze pozostanie dziką i wargiem. To nie świat dla takich jak ona, wszędzie będzie się wyróżniać i odstawać, a w tym świecie takie jednostki się kasuje. Niemniej tutaj, ten świat oferował wielką wiedzę. Vera w ciągu kilku aby bitw, słuchając narad wojennych, biorąc udział w walkach i polowaniach, nauczyła się więcej o wojaczce niż nie jeden wódz dzikich przez całe życie! Ten świat dawał możliwości, a jeśli dzicy naprawdę marzyli by skutecznie najechać na Mur... wreszcie pokonać Wrony i odebrać ziemie, które im się należą, musieli nauczyć sie jak wojuje południe, by skutecznie z nimi walczyć! Dlatego tu była. -Uczę się wojaczki, uczę się dowodzić, dobrze mapy czytać, szacować, polecenia wydawać. Uczę się jak wojują południowcy. Obserwując ich w boju dostrzegam słabe i mocne strony. Bez takiej wiedzy Wolni Ludzie znowu mogą najechać na Mur i znowu się o niego rozbić. - Dodała skinąwszy białą czupryną. -Aleś dalej mi nie powiedział jakie Ty masz plany? Ruszasz ze mną, czy sam wojaczki szukał bedziesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
11
Join date :
03/12/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Sob Lut 15, 2014 9:32 pm

- Se uznałem, że jak masz tu już ziomków też, to może nie pasować ci jak będą wszyscy chcieli nacierać. - powiedział Orion. Zdziwiło go to, jak Vera zareagowała na sugestię o tym, że woli zostać tutaj niż wracać za mur. Ale kiedy chwilę o tym pomyślał, to zrozumiał. Białowłosa była tutaj traktowana tak samo jak on - nieprzychylnie. To musiała być dla niej odmiana po tym, jak w wiosce wszyscy skłonni byli padać bez słów na kolana tylko dlatego, że jest wargiem. Widać to prymitywne plemie, które prowadziła do walki, było wyjątkiem.
- Długo żeś tu jesteś, siostro. Chyba znasz ludzi, co lubią dobrą wojaczkę, co? Szybciej se znajdę coś do roboty z tobą niż bez ciebie. - tak naprawdę mimo wszystko nie był pewien, czy ma ochotę podróżować z siostrą. Już te kilkanaście minut, od których się widzieli, obudziło w nim dawną zazdrość. Ona już wie o tym życiu dużo więcej niż on. Będzie wydawać polecenia. Przeklęta dziewczyna...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Nie Lut 16, 2014 1:59 am

Cały braciszek. Niby się o nią martwi, zapewne zabiłby za nią, ale jak tak na nią dłużej patrzy i o niej myśli i o jej darze, to sam ma chęć Verę we śnie zadusić... i co począć? Nic! Być sobą! -Ziomki... Ci co mi przyjaźni po tej stronie Muru żyją daleki kawał na południe. Jeśli Wolni sięgną po swoje, to tamci będą poza zasięgiem... chyba, że się sami pod broń wepchną. - Odpowiedziała wzruszając ramionami. Zamyśliła się też na kilka chwil. Arryn wziął ślub z panią od Starków... jego obowiązkiem będzie wesprzeć Wilkory w razie potrzeby, a potrzebą będzie ewentualny najazd dzikich na Mur, na Dar i na Północ. Przechlapane. Wolała o tym nie myśleć... bo o ile strona jaką by obrała w tym wszystkim była dla niej jasna i pewna, o tyle ostatnią rzeczą jakiej by pragnęła było stanąć naprzeciw Reinmara w boju. Widziała go w walce. Był znakomitym dowódcą i strategiem, a z mieczem w dłoni był maszyną do zabijania. Mało kto z takim mógł się równać. Vera w bezpośredniej walca padłaby z górą po minucie... od pierwszego celnego ciosu miecza... jej szansą byłoby zabicie Reinmara z dystansu, a to też wielce trudne zadanie w boju. Eh... No, ale nie rozprawiajmy nad czymś co może nigdy nie nadejść, a nawet jeśli to nie wcześniej niż za kilka lat. -Oj znam bracie, znam. - Zaśmiała się wreszcie. -Jeśli chcesz poznać go i walki z nim posmakować musisz ruszyć ze mną dalej na południe. Długa droga przed nami, a Wielkolud ma sporo przewagi. Ale... jeśli dalej tak walkę kochasz jak pamiętam, to oba do gustu se przypadniecie. - Przytaknęła. Już się w duchu uśmiechała na widok spotkania tych dwóch. To będzie niezły widok. Jeden brzydszy od drugiego! Ciekawe ciekawe...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
11
Join date :
03/12/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Nie Lut 16, 2014 1:58 pm

- No to wszystko wiadomo, idę z tobą! - zawołał, uśmiechając się. Wielkolud? Więc pewnie będzie wyższy nawet od niego... A to się rzadko zdarza. Długa droga na południe. Oriona ciekawiło, jak ludzie się tam zachowują, jak różnią się od tych z Winterfell. Wewnątrz muru było tyle różnych krain, które mógł zwiedzić, poznać i wojować, że nie potrafił ogarnąć tego wszystkiego umysłem. Jeśli ten wielkolud jest przyjacielem Very, to z pewnością warto będzie go poznać i walczyć u jego boku.
Zaczął się zastanawiać: co będzie, jeśli tutaj zginie? Jeśli jego kobieta nie dowie się co się z nim stało, że odniósł śmierć w boju? W gruncie rzeczy wiedział, na co się pisze, kiedy zdecydował się na tę podróż, ale jakiś lęk pozostał.
- Jak jest tam daleko, na południu? - spytał, próbując czymś zająć umysł. Nie bał się śmierci samej w sobie, był na nią gotów zawsze. Lękał się zapomnienia. A południe go bardzo ciekawiło. Czy ludzie wyglądają inaczej, brzmią inaczej, mają jakiś inny, dziwny język?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Nie Lut 16, 2014 3:57 pm

-No to postanowione. - Przytaknęła siostra ochoczo. Zawsze raźniej będzie podróżować ze znaną gębą, a nie tylko z wilkami, no i bezpieczniej. Orion był przeto znakomitym wojem... przynajmniej na standardy Wolnych Ludzi. -Dziwnie na Bogów. - Zaśmiała się na jego pytanie. Zaiste, dla Dzikiego południe było jakimś innym światem... -Ciepło jest. Słońce dużej idzie po niebie. Chłopy im dalej na południe bardziej jak baby wyglądają. Wypachnione paniątka. Nie wszyscy... bo w tym całym burdelu, Dolina wydaje się dzika i niegościnna. Słyszałeś o Królewskiej Przytani? To stolica krain po tej stronie Muru... nie bardzo wiem o cho chodzi, ale brzmi ważnie. Jest wielka śmierdząca, gorąca i cała z kamienia. Tyle kamienia w życiu nie widziałam! Drogi, domy, dachy... kurwa wszystko. Oko Ci zbieleje jak zobaczysz, chociaż może nie tak szybko, tam nie idziemy. - rozgadała się. Gdy zorientowała się, że mówi niemal na jednym wdechu, zatrzymała się i zachichotała. -Jak będziesz chciał to opowiem Ci wszystko dokładniej, ale teraz... Świtkiem ruszymy, pójdziemy wzdłuż jeziora, a potem cały czas zgodnie z biegiem rzeki, aż do dużej wody, potm wybrzeżem, aż zobaczymy góry. Będziemy wtedy blisko Doliny. Dalej poprowadzi nas duża droga, ale nie będziem nią szli, potem w lewo i jesteśmy na miejscu. Jak dopisze nam szczęście i się sprężymy może dogonimy Arryna.- Mówiąc to rysowała palcem na piasku prowizoryczną, prostą mapkę ich trasy. Oj będzie się działo, ale powinni dotrzeć na miejsce bez większego trudu, Vera już raz pokonała ten dystans, sama, nie znając mapy tego świata i idąc totalnie na ślepo, w nieznane. Teraz orientowała się dużo lepiej jak iść i na co uważać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
11
Join date :
03/12/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Nie Lut 16, 2014 6:57 pm

- Chłopy jak baby, co za gówniany świat. - zaśmiał się Orion, wyobrażając sobie to, o czym mówiła jego siostra. Całkiem inne życie, całkiem inni ludzie, całkiem inna wojaczka. Planu podróży słuchał z uwagą, mając problemy z pojęciem ogromu tego świata. Rejon, po którym poruszali się Wolni Ludzie, był zwykle mniejszy - nikt nie chciał zostawiać swojej wioski na dłużej niż dwa, trzy dni. Zwłaszcza nie chciano, żeby wojownik taki jak on znikał, a kiedy stwierdził, że idzie szukać Very, ludzie patrzyli na jego odejście ze smutkiem.
- W takim razie ruszymy rano, a teraz uderzmy se w spanie. - stwierdził, po czym odsunął się trochę od brzegu jeziora i założył buty - po nocy bez nich raczej czekałoby go życie bez stóp. Obrócił się na bok, ale nie mógł zasnąć. Ten nowy świat go przerażał. Ale po coś tu przybył. I miał zamiar swoje cele spełnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Pon Lut 17, 2014 12:10 am

-A żebyś wiedział bracie. - Przytaknęła. Nie komentowała już więcej, zachichotała tylko cicho pod nosem. Orion zdąży się napatrzeć na zniewieściałych panów, aż mu się odechce, a może i pożałuje, że ma jeszcze jedno sprawne oko. Verę nie bardzo to ruszało, bardziej śmieszyło, a tym bardziej jak znalazło się w takim otoczeniu perełkę podobną Arrynowi, to było się z czego cieszyć! -Dobra myśl. - Przyznała i sama odeszła do skraju drzew. Zdjęła łuk z pleców i usiadła pod pniem. Wygodnie się oparła, a broń złożyła na kolanach. Zamknęła oczy i zasnęła niemal natychmiast. Nie spała jednak głęboko... nigdy nie sypiała głęboko. Była tropicielką i łupieżcą, gotową do napięcia łuku i wystrzelenia strzały jeśli tylko w pobliżu trzaśnie jakaś gałązka. Z resztą... bądźmy szczerzy, nie tylko ona. Wolni tacy jak Vera i Orion, takie zachowania mięli już we krwi, na polowaniach i wyprawach na Mur nie można było sobie pozwolić na głęboki sen lub nieostrożność. To była wyprawa na południe, a taka wymagała jeszcze więcej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
11
Join date :
03/12/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Pon Lut 17, 2014 7:29 pm

Wstał ranek. Orion podniósł głowę i zauważył, że siostra jeszcze śpi. Ściągnął z siebie ciuchy i wskoczył do wody, żeby obmyć z brudu pokryte bliznami ciało. Lodowata woda obmywała mięśnie mężczyzny, który nie mógł się doczekać zaczęcia podróży. Nowa przygoda, nowa walka, nowe okazje do udowodnienia, że jest najlepszym z wojowników. Bo wśród wolnych ludzi właśnie najlepszym był.
Zanurkował, po czym wypłynął przy brzegu. Pochylił się i zaczął trząść głową, żeby strącić wodę z siwych włosów. Wyszedł z wody i założył ponownie swoje kradzione ciuchy. Związał włosy kawałkiem rzemyka, chwycił swój topór bojowy i podszedł do siostry.
- E, Vera, wstawaj. - rzucił, nie próbując nawet szeptać. - Twój wielkolud niby szybszy był od nas, to nie ma co się obijać, nie?
Ciekawił go mężczyzna, o którym mówiła siostra. To był ten cały Reinmar, co mu o nim ludzie mówili, że z białowłosą się trzyma?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Pon Lut 17, 2014 11:57 pm

Vera obudziła się, gdy tylko jej brat z głośnym pluskiem wskoczył do wody i radośnie zaczął się tam pluskać. Nie ruszała się, obserwowała tylko spod na wpół przymkniętych powiek. Nim Orion skończył kąpiel, do Very zdążyła dotrzeć już jej ukochana smukła wilczyca, której biały pysk, wciąż jeszcze różowy był po niedawno zjedzonym posiłku.
Gdy Jedno Oko zawołał wreszcie by wstawała, uczyniła to bez zbędnego leniuchowania, obmyła gębę w wodzie i zebrała swoje rzeczy. -Pamiętasz Oriona? Przywitaj się. - Mruknęła i pacnęła wilczycę w ucho przechodząc obok niej. Zwierz, warknął delikatnie i lekko podreptał do mężczyzny, by obwąchać go, szturchnąć nosem i dać się pogłaskać jeśli ten będzie miał na takie pieszczoty ochotę.

-Muszę Ci powiedzieć, że ludzie im dalej na południe tym są bardziej strachliwi... tacy zacofani. Słyszą tylko o zmiennoskórym od razu panikują, albo w śmiech wpadają mówiąc, że wargowie to bujdy by bachory straszyć. Niewielu potrafi tutaj ogarnąć w ogóle cały temat. - Rzuciła ruszając w drogę na południe, o tak, by szybciej leciało, a może i uda się wciągnąć brata w bardziej żywą dyskusję... od jakiegoś czasu korciło ją poruszenie pewnego tematu, ale dotąd nie bardzo miała z kim o tym pogadać, bo klękacze nic, albo mało rozumieją, a za murem... jakby chciała o tym z ojcem pogadać, to najpewniej sprałby ją za same myśli o czymś takim... -Hmm... a Ty co tak naprawdę myślisz o mnie i o tym, że jestem wargiem, tak jak Mamut?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
11
Join date :
03/12/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Sro Lut 19, 2014 8:19 pm

- Tak szczerze? - nie wiedział, czy chce mówić Verze prawdę, ale miał wrażenie, że nawet jeśli skłamie, to jego mała siostrzyczka to wyczuje. - Tak szczerze, to często mam ochotę ukręcić ci ten łeb, siostra, przez ten dar. Bo ten szacunek, na który ja se całe życie żem walczył i zabijał, ty wzięłaś i dostałaś, bo urodziłaś się inna od nas. Kurwa, no bez sensu. - mówiąc o walczeniu mimowolnie dotknął blizny po brakującym oku.
Nazwa długie jezioro chyba nie pojawiła się bez powodu. Naprawdę szli jego brzegiem już długo, a końca swoim jednym ślepiem Orion nie widział. Nie był pewien, czy bardziej ekscytuje go przygoda, czy cel i możliwa walka. Ale wiedział, że mimo zazdrości o umiejętności siostry, będzie walczył u jej boku w razie pojawienia się ewentualnego zagrożenia z jakiejkolwiek strony. Oczywiście, białowłosa umiała o siebie zadbać, ale jednak nie mógłby tak jej zostawić.
- A co, tak cię boli odrzucenie południowców? Zmęczonaś byciem wyjątkową? - zaśmiał się twardo, patrząc na Verę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Czw Lut 20, 2014 5:37 pm

-Uważaj braciszku bo resztę zębów stracisz. - Warknęła po jego odpowiedzi. O ile pierwsza jej cześć była nawet zabawna i Vera miała ochotę zachichotać gardłowo, o tyle to, że zyskała to co zyskała tylko przez to, że była wargiem dotknęło ją. -Nie pierdol głupot. My nie pipki zza Muru co to ważni urodzeniem są. Każde z nas gówno znaczył mimo, że dzieciaki Mamuta. Każde z nas wszystkich musiała popracować na szacunek... albo jego brak. To, że jestem wargiem... kurwa czasem było łatwiej, czasem trudniej. - Powiedziała z wyrzutem, ale się nie zatrzymywała. Oczami wspomnień wróciła do dzieciństwa, nauki i miejsca, które mogła zwać domem. Dar dawał jej wiele możliwości, ułatwiał czasami, ale czasami był przeszkodą, bo wymagano od niej więcej, gdy okazało się, że jest zmiennoskórą. -Możesz sobie gadać co chcesz, ale nie wiesz jak to jest, gdy starsi tropiciele, od pierwszego twojego polowania wymagają poprawności i umiejętności, którzy sami powinni przekazać... tylko dlatego, że nie rozumieją daru, nie wiedzą co to znaczy być wargiem i nawet wielu lat znajomości z ojcem tego nie mogą pojąć... No i to przez ten dar zginęłabym dwa razy... - się zapędziła, o tym nie mówiła za dużo i prawie w ogóle. -Pamiętasz moje pierwsze polowanie, jak przynieśli mnie z rozoranymi bebechami? Odyniec nie spłoszył się przez błąd tropiciela tylko przeze mnie. Dotknęłam jego umysłu o dostał szału, a nie byłam na tyle silna, by go opanować. A dlaczego mówią na mnie Przebudzona Z Długiego Snu? Nie zachorowałam. Poczułam się zbyt pewnie i dotknęłam mamuta, dorosłego... chciałam go mieć, chciałam by należał do mnie tak jak połowa psów zaprzęgowych i kobył w wiosce. Zmiażdżył mój umysł swoim... - Dobra, za daleko poszybowała w temat. Zamilkła gapiąc się przed siebie i mąc w gębie stare wspomnienia. -Zawsze byłam wyjątkowa, przez jednych kochana, przez innych odrzucona, przez innych jeszcze znienawidzona... do Twojej chaty nie przyłazili w nocy tacy co chcieli zdobyć zmiennoskórą, zamoczyć kutasa, a potem mieć co gadać. Z resztą, faceci tak wcale się wiele między sobą nie różnią. I tu i tam. Głupie chuje z was. Jeden chce pierdolić byle pierdolić, drugi by zdobyć trofeum, a jeszcze inny, bo go fiut swędzi na widok cycków. A potem takie gadanie... kurwa! Ci co widzieli i znają wołają za mną Biała Zjawo! Ci co się boją, mają domysły i tylko słyszeli, Kurwo Wilka! Aleś mnie wkurwił braciszku...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
11
Join date :
03/12/2013

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Czw Mar 20, 2014 3:42 pm

- A dajże spokój, mała, chuja ma znaczenie dla ludzi u nas, czy byłaś Mamuta córką czy kogo innego, byłaś ważniejsza, bo jesteś pieprzonym kurwa wargiem. - nawet, jeśli Vera nigdy nie zwróciła uwagi na szczególne traktowanie przez ojca i resztę plemienia, to starszy Orion je widział. Ale on swoje osiągnął i tak. - A jak byłaś nieprzytomna, to ja żem miał gorsze rzeczy na głowie, przy całej miłości do ciebie.
Nie miał dziewczynie za złe, że akurat jego syn zginął. No, może trochę, ale bardziej miał za złe sobie, że nie przypilnował go tak jak powinien.
- Jakbyś mi pokazała takiego chuja, co to chciał zamoczyć w zmiennoskórej coby mieć co gadać, to bym zadbał, żeby nie miał kutasa do pierdolenia. - warknął. Miał sporo problemów ze swoją siostrą, ale to była jego siostra. Gdyby stała się jej krzywda w walce, to by nie miał z tym problemu, ale walka to walka, a namiot to namiot i lepiej, żeby ani dziki, ani południowiec do jej namiotów nie zaglądał. Zacisnął dłonie w pięści na samą myśl.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Ostatnie Domostwo
Liczba postów :
133
Join date :
14/01/2014

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Pon Lip 14, 2014 1:11 pm

/ gdzieś, skądś

- Piękny dziś będzie dzień! - wyraził na głos swą myśl Beren. Stał nad brzegiem jeziora i poklepywał się po potężnych, nagich ramionach. Nocą padał deszcz, trawa i krzaki były mokre, nie mówiąc o oddalonym o kilkanaście jardów trakcie, na którym pojawiło się płytkie błoto. Niebo było szare, zaś na wąskiej ścieżce biegnącej w pobliżu brzegu lśniły kałuże. Nie dalej jak godzinę temu przebili się przez las, konie wdychały głęboko, niemal hałaśliwie wilgotne poranne powietrze, gdy mijały galopem mokre, wspaniale rozrośnięte krzewy, gdy przeskakiwały między pniami mokrych sosen, gdy nie zatrzymując się zanurzyły się po pęciny w jeziorze, po czym wydostały na porośnięty turzycą  brzeg, a stamtąd rozgrzane, nadzwyczaj zadowolone z siebie, ciągle zwiększając tempo pomknęły z powrotem, pokonując wielkimi susami olbrzymie, gładkie kałuże i płosząc maleńkie szare żabki.
- Ale wiocha! Jak żyję, nie widziałem takiej wsi i nawet nie przypuszczałem, że coś podobnego istnieje. - Umber przytknął wskazujący palec po lewej dziurki nosa, smarknął donośnie i powtórzył rytuał, tym razem zatykając prawą dziurkę i wydmuchując co trzeba. Nad samiutkim rankiem minęli niewielką wioskę ukrytą w lesie i dziedzic Ostatniego Domostwa do tej pory wyrażał swe zdziwienie, raz za razem powracając myślami do okrągłych, burych chat bez okien, sterczących na palach jak wieżyczki strażnicze.
- Pod nimi tylko dziada z babą brakowało! - Beren pokręcił głową, wzbijając w powietrze kropelki wody wciąż skapujące z długich, brązowych włosów - przez chwilę przywodził na myśl potężnego, zwalistego niedźwiedzia, otrzepującego się po polowaniu na pstrągi u góry rwącego potoku. - Bogowie, poniewierały się tam jakieś ogromne garnki, koryta, zardzewiałe kotły, drewniane grabie, łopaty... - Umber wciągnął na wciąż mokre ciało spodnie, stękając cicho z niezadowoleniem, gdy lewa nogawka zaplatała się na łydce i dopiero przy trzecim szarpnięciu spoczęła na właściwym miejscu. Między domami wioski górowała gliniasta ziemia, tak udeptana i wypalona, że aż błyszczała. I sieci, gdziekolwiek człowiek by nie spojrzał - sieci.
- Co oni tam łowili tymi sieciami, nie mam pojęcia. Do jeziora dwie godziny drogi, z lewej bagno, z prawej bagno, cuchnie jak na oborniku... - dziedzic Ostatniego Domostwa przeczesał palcami mokre pasma włosów i związał je niedbale rzemykiem, obracając się w końcu w stronę towarzyszy podróży. Na niewielkiej polanie dymiło ognisko w którym wylądował żelazny kocioł. Zwalisty mężczyzna, z burzą jasnozłotych włosów, mieszał w nim chochlą na długim trzonku. Mordę miał do pary z zadkiem, i do tego niegoloną od tygodnia, ale Umber ufał mu jak nikomu z obecnych… no, może poza Manderlym, który z właściwą dla dziedzica Białego Portu przezornością wolał przycupnąć na zwalonym pieńku, który na domiar złego zakrył dużą, jedwabną chustą. W przeciwieństwie do Berena, Wendel nie wydawał się w najmniejszym stopniu poruszony wioską, którą przypadkiem odkryli w lasach porastających gęsto okolice Długiego Jeziora. Dziedzic Ostatniego Domostwa naciągnął na szeroką pierś lniany wams i ruszył w stronę Manderly’ego, uśmiechając się szeroko.
- Nie przejmuj się, przyjacielu, za trzy dni będziemy wygrzewać kości pośród murów zamku. - Umber zatrzymał się gwałtownie, pochylił nad parującym kotłem i wciągnął powietrze do płuc, nasycając nozdrza wonią potrawki z królika, którego przed kilkoma kwadransami złapali w sidła. - Póki co cieszmy się tym, co mamy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Biały Port
Liczba postów :
44
Join date :
08/04/2014

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Wto Lip 29, 2014 9:06 pm

Pień, na którym siedział Manderly, był zbyt zimny, zbyt twardy, zbyt mocno porośnięty mchem, ale tak naprawdę jego największą wadę stanowiła waga - Wendel żałował, że nie jest w stanie cisnąć nim w Umbera. Dziedzic Ostatniego Domostwa  przez dobry kwadrans prychał w wodzie jak kocica w rui i nie zanosiło się na to, by prędko zamilkł - zaraz po wyjściu na brzeg jeziora znalazł nowy temat do rozmowy, mieląc językiem jak baba na targowisku. Do Wendela docierało każde słowo Berena, choć przyszły Lord Białego Portu słyszał co drugie, czasami nawet co trzecie z nich. Manderly, zbyt pochłonięty własną niedolą, nie miał zamiaru wdawać się w puste dysputy z Umberem, który z każdą przebytą milą przybliżającą go do domu stawał się coraz bardziej wesoły…
… czego nie można powiedzieć o samym Wendelu. Jego twarz nabrała głębokiej czerwonej barwy od zaskakująco ciepłego jak na Północ powietrza, zaś obolały, niebotycznie stęskniony za miękkimi łożami zadek był niemal bezużyteczny - głównie dlatego, że dziedzic Białego Portu od dobrych dwóch dni go nie czuł.
- Łżesz, Umber. Łżesz w żywe oczy. - Manderly z cichym westchnięciem rozprostował nogi, krytycznie przyglądając się skórzanym butom, obficie pokrytych błotem, kurzem, wodą i uryną, której obecności pomimo usilnych starań nie udało się uniknąć. - Mówisz, że w życiu nie widziałeś większej wiochy od tej, którą minęliśmy w lesie... - ciałem Wendela wstrząsnęło stłumione kichnięcie, kiedy przyłożył pięść do nosa i z trudem powstrzymał się przed donośnym smarknięciem - Beren jednak nie miał w tej sferze zahamowań, obficie częstując trawę tym, co zalęgło się w jego nozdrzach. Dziedzic Białego Portu wywrócił lekko oczami, niepokojąco nawykły do nikłych, jeśli nie żadnych manier Umbera. Manderly po prostu uznał, że na tym polegał nieco dyskusyjny, ale jak najbardziej szczery urok Berena, który nigdy się nie przejmował  opinią innych ludzi.
- … a przecież Ostatnie Domostwo jest po stokroć gorsze! - kąciki ust Wendela uniosły się w lekkim uśmiechu, zdradzając szczere rozbawienie mężczyzny tą marną prowokacją. Jeśli Umber dbałby o siebie samego tak, jak o dobre imię swego rodu, byłby zapewne większym fircykiem od niejednego rycerzyka z południa - z tą drobną różnicą, że sprawy załatwia znacznie szybciej, głównie po kilku ciosach potężnego miecza, który chwilowo leżał z resztą ubrań niedaleko ogniska.
- Z czego Ty w ogóle żyjesz, przyjacielu? Lód, puste pola, nawet dziki nie chcą grzebać w ziemi! - Manderly obojętnym gestem odgonił sprzed nosa nachalnego komara, który jako jeden z nielicznych nie przeraził się panujących w tej części królestwa temperatur. Pytanie Wendela było jedynie retoryczną zagrywką, której głównym i jedynym celem było odciągnięcie myśli Berena od ulokowanej w lesie wioski - dziedzic Białego Portu miał niejasne wrażenie, iż tamto miejsce… miało w sobie coś złowrogiego. Zajęło mu to pół dnia drogi, jednak w końcu odnalazł źródło podobnych myśli - nigdzie w pobliżu nie dojrzał Czardrzewa. Manderly nie był religijnym fanatykiem, wyznawał zresztą Nowych Bogów… lecz nieobecność świętego miejsca, lokacji wręcz nierozerwalnej dla mieszkańców Północy, wzbudziła w nim irracjonalną falę niechęci do leśnej, bagnistej wsi. Być może Umber również poczuł się tam nieswojo, dlatego wciąż roztrząsał tą sprawę, jednak dla samego Wendela byłoby znacznie łatwiej po prostu zapomnieć o tamtym miejscu…
… i w drodze powrotnej kierować się innym traktem.
- Trzy dni oznaczają trzy noce. - wargi dziedzica Białego Portu wykrzywiły się w pełnym rezygnacji uśmiechu, kiedy dojrzał wywołany cienką potrawką zachwyt przyjaciela. Z biegiem lat Manderly stawał się łasuchem, czego zresztą nie był w stanie ukryć pod najbardziej zwiewnymi szatami, lecz nawet jego tolerancja na przysmaki miała swe granice - i kończyła się właśnie w okolicach króliczych potrawek. - Trzy noce na ziemi, trzy noce przesycone pohukiwaniem sów i odległym wyciem wilków. - Wendel machnął obojętnie ręką, jakby był przygotowany po zmroku na wszystko - nawet na atak armii dzikich. Naturalnie trudy podróży nie doskwierały mu tak bardzo, jak pragnął podkreślić, lecz jeśli miałby wybierać między noclegiem pod gołym niebem a choćby zatęchłą stodołą…
… ani chwili nie wahałby się przed drugą opcją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Ostatnie Domostwo
Liczba postów :
133
Join date :
14/01/2014

PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   Pią Sie 08, 2014 12:07 pm

Długa cholewa zagruchotała głucho o dno kotła, gdy Umber zanurzył ją w bulgoczącej potrawce, starając się wybrać najprzedniejsze kawałki mięsa. Tłuste oka leniwie unosiły się na powierzchni wody, tworząc wymyślne okręgi - niektóre przypominały regularne koła, inne zaś lepione na śniegu kule… jednak najlepszą częścią była zawiesina - gęsta mieszanka rozgotowanych warzyw oraz mięsa, tak miękka, że niemal nie wymagała przeżuwania, nie tracąc jednocześnie na smaku. Beren poczuł, jak w jego ustach powoli zbiera się ślina - woń potrawki wypełniała polanę, budząc w zebranych najsilniejszą żądzę znaną światu: głód. Dziedzic Ostatniego Domostwa napełnił ostrożnie drewnianą miskę gęstą cieczą i niemal natychmiast zabrał się za jedzenie, nie zważając na temperaturę dania. Grubo ciosana łyżka raz za razem nurzała się w potrawce, wybierając co lepsze kawałki i posyłała je wprost do ust Umbera, gdzie chwilę później ginęła w przepastnym żołądku olbrzyma.
- Oskarżasz mnie o kłamstwo, ser? - ciemne brwi Berena podjechały do góry, gdy poderwał głowę znad miski, wbijając spojrzenie w Wendela. Dziedzic Białego Portu wyglądał jak siedem nieszczęść i zapewne właśnie tak się czuł - o czym dobitnie świadczył jego zachwycony oraz pełen energii wyraz twarzy. Umber oblizał dokładnie drewnianą łychę, po czym wycelował nią w Manderly’ego - choć wyraz twarzy dziedzica Ostatniego Domostwa był groźny niemal tak, jak u oddającego mocz kota, to oczy zdradzały najwyższy stopień rozbawienia prowadzoną rozmową. Nawet ich kompani przysłuchiwali się wymianie zdań znad misek pełnych króliczej potrawki - i najwyraźniej tylko czekali, aż pozorny konflikt przybierze na sile, zamieniając się w obozową komedię.
- Jestem prawym, szczerym człowiekiem! - drewniana łycha z cichym mlaśnięciem zanurkowała w stygnącym jadle, zaś sam Beren odstawił miskę na bok, podnosząc się energicznie z miejsca. Stawy zatrzeszczały cicho, gdy Umber rozprostował szerokie ramiona i poruszył głową na zesztywniałej szyi - zachęcony bijącym od dziedzica komar przypuścił nań atak… i zginął, złapany w potężną pięść mężczyzny. Beren westchnął donośnie, podpierając biodra dłońmi i wpatrując się w Wendela uważnie, zupełnie jakby pragnął przekonać się, czy Manderly mówi poważnie… czy tylko pragnie zagrać przyjacielowi na nerwach. Niestety, dziedzic Białego Portu miał to do siebie, że idealnie ukrywał targające nim emocje, czasami przypominał posąg, z którego nie da wyczytać się żadnych uczuć. Dziś było podobnie - nieruchomy na zwalonym pieńku Wendel uśmiechał się kącikiem ust i czekał na reakcję Umbera… ta zaś była niemal boleśnie oczywista.
Beren najpierw wypuścił głośno powietrze przez nos.
Później zmarszczył gniewnie brwi, przyglądając się Manderly’emu z ukosa.
Wykonał w jego stronę jeden, zamaszysty krok i wtedy…
- Jak to z czego żyję? - na ustach dziedzica Ostatniego Domostwa wykwitł szeroki jak u dziecka uśmiech - szeroką piersią mężczyzny wstrząsnął stłumiony śmiech, kiedy Umber pochylił się i oparł dłonie na kolanach. - Z Twoich podatków, panie kupczyku! - potężny palec dźgnął powietrze, kiedy Beren wycelował nim w Wendela, tym razem zanosząc się szczerym, otwartym śmiechem. - Niech mnie Inni zerżną, jeśli pozwolę, żeby jakiś przekupień nabijał się z Ostatniego Domostwa! - Umber otarł dłonią kąciki oczu i poderwał się, ruszając w stronę Manderly’ego - nim ten zdołał ofuknąć przyjaciela, Beren już klepał go po plecach, nadal chichocząc pod nosem jak podlotek. - Uwierz mi, wolę odmrażać kuśkę u siebie, niż oglądać pół-ryby, pół-kobiety u Ciebie. - wesołe mrugnięcie ze strony Umbera zakończyło delikatny przytyk, niwelując tym samym chęć do szczeniackich przepychanek. W rzeczy samej, wciąż byli daleko od Ostatniego Domostwa i podobna czcza gadanina jedynie przedłuży męczącą podróż. Wspomnienia z drogi należało zostawić za sobą, po czym jak najprędzej udać się dalej - i to jeszcze przed nadejściem południa. Beren westchnął ciężko, kładąc ciężką dłoń na ramieniu Wendela. Ciemne brwi Umbera ponownie zmarszczyły się w namyśle, zaś bystry wzrok obrzucił spojrzeniem zebranych na polanie mężczyzn.
- Nie martw się, przyjacielu. W mej nieszczęsnej chacie omijanej przez dziki uda Ci się odpocząć. - dziedzic Ostatniego Domostwa zaśmiał się krótko, kiwając lekko głową. Doskonale wiedział, że podobne trudy podróży nie są najlepiej znoszone przez Manderly’ego - jednak na tak głęboką Północ ciężko dotrzeć wozem… chyba, że droga wiodłaby przez Dreadfort.
Tej opcji zaś Umber wolał uniknąć - przynajmniej do chwili, gdy z południa nie wróci najmłodszy syn Lorda Boltona - i jego obecny dziedzic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Długie Jezioro   

Powrót do góry Go down
 

Długie Jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Zwykłe Jezioro
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Jezioro
» Jezioro Zmian

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Północ-