a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Sala Balowa



 

 Sala Balowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Sala Balowa   Czw Wrz 26, 2013 1:49 pm

Sala Balowa to miejsce, gdzie odbywają się wszystkie uczty. Została zbudowana specjalnie do takich okazji, odbywały się tu śluby,zaręczyny, rocznice imienia i bale okolicznościowe.
Ogrom sali może powalić na nogi niejednego członka sławnego rodu. Białe marmury jako posadzka, ściany pomalowane na kolor żółci przypominającej złoto i okiennice, których zasłony są koloru karmazynowego. Na ścianach wiszą ozdobniki, kinkiety, żyrandole zrobione z czystego złota, a także chorągwie Lannisterów. Zwieńczeniem tego wszystkiego są monumentalne, ciężkie dębowe stoły, na których ustawione są sztućce, kielichy, talerze i świeczniki wykonane z czystego złota, które jest wydobywane na Zachodzie. Stoły ustawione są w kształcie półkola, znajduje się tam także podwyższenie, na którym stoi kolejny stół. Tam zasiada przywódca spotkania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Czw Wrz 26, 2013 5:25 pm

Dzień zbliżył się ku końcowi, gdy Aart wraz z przyszłą małżonką wstąpił do Sali Balowej, gdzie na gości czekała uczta godna królów. Trzy pieczone świnie spoczywały dumnie na stołach, w pyskach miały jabłka, które były nieodłączną częścią tego dania. Między płonącymi w złotych świecznikach świecami spoczywały kosze owoców i warzyw, różnorodne trunki alkoholowe, a także zwykła woda do picia. Wszystko to zgrywało się pięknie z monumentalnym pomieszczeniem, gdzie na podwyższeniu stały już straże, a na środku siedział Lord Lannister. Elegancko ubrane Lwy zajęły miejsce przy wejściu do pomieszczenia. Straże w lśniących zbrojach stały przy drzwiach pilnując porządku. Nikt nie chciał, aby uczta została przerwana przez jakąś głupotę. Lord wyglądał jak zawsze. Dumny, wyprostowany, głowę trzymał wysoko, spoglądając na przybyłych ludzi z powagą. Co jak co, ale ten człowiek spędził wiele czasu na dzieleniu łupów i rozmowach z sojusznikami. Gdzieś w rogu stała kobieta, która umilała czas grając na harfie. Cicho, subtelnie, tak lubił Aart.
Wraz z Adrienne, która trzymała go pod rękę oczekiwali przybycia gości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Pon Wrz 30, 2013 12:24 pm

...a goście, w postaci dowódców Doliny oraz Very Wilczej Skóry zjawili się, gdy tylko zmyli z siebie pozostałości z potyczek. Odziani w świeże stroje, zdominowane przez niebieską, czarną i srebrną barwę prezentowali się nawet całkiem zacnie, przecząc propagandzie o dzikich Góralach z Vale. Co prawda, nie dało się nie zauważyć, że na tle rycerstwa Zachodu, Arryn oraz Royce wyglądają trochę niczym dwójka zabijaków z traktu... Ach, no i Vera, która nie miała nawet najmniejszego zamiaru odziać się w suknię (dla Reinmara zaś mogła nosić to, na co tylko miała ochotę). Tak czy inaczej, w Dolinie też wysoce szanowano rycerstwo, co skutkowało tym, że dowódcy odziani byli jak należy.
- Lordzie Lannister - głos Reinmara przerwał ciszę, a sam Arryn ukłonił się oszczędnie, witając z sojusznikiem. - Ser Arrt'cie.
Na koniec jego wzrok padł na młodą Adrienne Frey, której ród był teraz jego Chorążymi.
- Panienko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Pon Wrz 30, 2013 1:31 pm

Miła uchu muzyka umilała czas osobom obecnym w sali do czasu, gdy nie znaleźli się w niej przedstawiciele Doliny i Klanów. Pierwszy wszedł Arryn, za nim reszta. Wielki mężczyzna prezentował się całkiem nieźle, jednak widać było, że nie do końca był przygotowany do takiego spotkania. Najbardziej jednak niestosownie ubraną osobą w towarzystwie była Vera, która w żadnym stopniu nie wyglądała jak kobieta dobrze wychowana. Ale czego można było się spodziewać po klanowcu.
- Witam was w naszych skromnych progach. Raczcie poznać moją przyszłą małżonkę, Adrienne- przywitał się stosownie i przedstawił swoją Panią.
Jego ręka wyprostowała się i wskazała stoły pełne jedzenia.
- Proszę o zajęcie miejsc, zaczniemy rozmowy.- powiedział po chwili i poczekał, aż jego goście zasiądą. Gdy tylko to zrobili podeszły do niech służki, które w mgnieniu oka napełniły puchary napitkiem, jaki wybrali. Sam Lew z narzeczoną zajął miejsce obok Lorda.
- Bardzo miło gościć was dzisiaj. Na wstępie chciałem podziękować za okazane wsparcie i obronę. Jestem rady, że mamy tak lojalnych sojuszników...- wycedził Lord, który położył dłoń na ramieniu wnuka. Złotowłosy przez chwilę zastygł w bezruchu przy tym ściskając lekko rękę swojej kobiety.
- Rozmowy na temat podziału łupów i decyzje do podjęcia zostawiam mojemu wnukowi. Mam nadzieję, że odbędzie się to sprawiedliwie.- powiedział po czym powstał. - Proszę o wyrozumiałość, ale muszę udać się na spoczynek. Życzę miłego i owocnego wieczoru.- dodał, po czym ruszył w kierunku wyjścia, zaraz za nim szli jego gwardziści, dwóch mężczyzn w pięknych zbrojach z karmazynowymi pelerynami. Chwilę potem drzwi od sali balowej sie zamknęły. Zostali sami.
Aart spojrzał na swoich gości.
- A więc... Przedstawcie swoje postulaty, z wielką chęcią ich wysłucham.- powiedział przechylając kielich z winem, wziął jeden łyk i odstawił go na miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Pon Wrz 30, 2013 2:07 pm

Lannisterowie wiedzieli jak ugościć swych towarzyszy. Sala balowa była świetnie przygotowana i ustrojona. Reinmarowi przyszło na myśl, że i sam król mógłby tu zawitać. Po jego twarzy przemknął ponury uśmiech, gdy wspomniał Jego Miłość. Nieważne. Tak czy inaczej, miło było wreszcie odpocząć po podróży oraz machaniu mieczem.
Zajęto wskazane miejsca.
Reinmar kazał nalać sobie lekkiego wina, po czym szybko opróżnił pół pucharu. Był głodny i spragniony.
- Tuszę, że nie uznasz tego za afront, ser, jeśli w czasie rozmów będziem się posilać - zwrócił się do Aarta Lannistera. Po tych słowach, ukroił kawał solonej wołowiny i niespiesznie skonsumował. Zbyt wiele razy tłuczono mu do głowy o dobrych obyczajach, by teraz rzucić się na jedzenie, tak jak miał na to ochotę.
- Dolina nie opuszcza sojuszników w potrzebie - powiedział, gdy przełknął strawę i choć trochę nasycił pierwszy głód. - Rad jestem z dzisiejszych zwycięstw, choć nie były wielkie.
Upił łyk wina.
- Postulaty - powtórzył Reinmar z cieniem uśmiechu. - Sojuszniku, pozwól, że podaruję sobie wszelkie formalności i porozmawiam niczym z przyjacielem, tusząc że mi nim będziesz. Proponuję, byś wziął sobie wszelkich jeńców, łącznie z dowódcami. Nam niewiele po nich. Czy będziecie żądać za nich okupu czy nawleczecie na pal... Nic mi do tego. Chciałbym jeno zabrać ze sobą jeno zdobyczne konie oraz uzbrojenie.
Spojrzał uważnie na Aarta. Chłopak był młody, lecz zdawał się być rozsądny i honorowy.
- Piechota z Doliny zajęła trzynaście statków. Jako gest dobrej woli, trzy zamierzam oddać Lannisportowi, po pięć zatrzymując dla swego rodu oraz rodu Royce, najwierniejszego z mych Chorążych.
Zwilżył gardło winem, czekając na odpowiedź dziedzica Zachodu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Pon Wrz 30, 2013 2:21 pm

Ujął kielich raz jeszcze, gdy Reinmar zaczął mówić. Mężczyzna tak wielki miał głos niczym grom. Tego można było się spodziewać. Orle Gniazdo wychowało niezwykle męskiego potomka. Uniósł kielich, jakby z aprobatą zazwalając na ucztę podczas rozmów.
- Drogi Reinmarze, róbże co chcesz. Uczta ta przygotowana jest dla was, ciebie i twoich popleczników, którzy z honorem walczyli za nasze ziemie. - powiedział popijając łyk trunku. Spoglądał na sojuszników z góry, nie podobało mu się to, a więc powstał.
- Chodź ze mną moja droga.- szepnął, po czym ujął Adrienne za rękę i wraz z kielichami ruszyli na dół.
Uśmiechnięty, prezentował swoje białe zęby, które wraz z jego złotymi włosami zgrywały się idealnie. Usiadł na przeciwko stolika, a Freyówna zajęła swoje miejsce po jego prawicy.
- Nie czuję się dobrze na miejscu mojego dziada. Może jak już otrzymam moje dziedzictwo, będę czuł się tam lepiej...- wytłumaczył swoje czyny.
- [...]Proponuję, byś wziął sobie wszelkich jeńców, łącznie z dowódcami. Nam niewiele po nich. Czy będziecie żądać za nich okupu czy nawleczecie na pal... Nic mi do tego. Chciałbym jeno zabrać ze sobą jeno zdobyczne konie oraz uzbrojenie.. I dobrze. Aart nawet nie pomyślał o tym, żeby oddać jeńców. To byli winowajcy, którzy przelali krew wielu z jego rycerzy. Miał zamiar ich przesłuchać... Okrutnie.
Spojrzał na żrącego rycerza.
- Zgadzam się na twoje postulaty. Jestem szczęśliwy, że pozostaną nam chociaż trzy ich statki. Pomaluję je na różowo i z dumą będę wysyłał  na rejsy pod herbem Greyjoyów.- powiedział chcąc dodać trochę humoru do rozmowy.
-Mam jednak jedną prośbę. Proszę o wypożyczenie mi miecza Rickarda Harlawa. Chcę, aby ten haniebny lord posmakował własnej stali...- powiedział z nutką powagi w głosie. Taki miał zamiar. Czarna Kosa miał teraz być ugodzony własnym mieczem, miał skosztować własnej krwi. Miał być poniżony, jak drakkany najeźdźców, ich duma; ich duma miała teraz zmieszać się z gównem i sikami, mieli wiedzieć co znaczą dla Casterly Rock.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Pon Wrz 30, 2013 2:47 pm

Patrząc na Aarta nie można było mieć wątpliwości, że jest on stuprocentowym Lannisterem. Złote włosy, perłowy usmiech i przystojna twarz były niezbitym dowodem na przynalezność do lwiego rodu. Reinmar obserwował jak dziedzic Zachodu podaje ramię swej narzeczonej i siada obok niego. Arryn uniósł lekko puchar i ponownie zwilżył usta winem.
- Za honor - wypowiedział cichy i krótki toast.
- Cieszy mnie takie rozwiązanie - powiedział po dłuższej chwili przerwy. - Co do miecza, to należy on teraz do walecznego Rethel'a Royce'a, i jesli on nie wyraża sprzeciwu, to nie będzie z tym problemu. Sądzę nawet, że sam chętnie przyjrzy się egzekucji.
Znów zapadła cisza. Reinmar miał jednak wiele do przekazania młodemu sojusznikowi.
- I ja mam prośbę, zarówno do Ciebie jak i Twej przyszłej małżonki - po tych słowach skłonił się w kierunku Adrienne. - Jak wiadomo, ród Freyów ubogi jest teraz w mężczyzna mogących kierować Bliźniakami. Z tego powodu, jako obecny Suzeren Tridentu, chciałbym osadzić tam mego wiernego kompana, Rothel'a z rodu Royce. Zapewniam, że jest to kierowane jedynie wspólnym interesem odpowiedniego kierowania ziemiami Dorzecza...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Pon Wrz 30, 2013 3:01 pm

Aart starał wsłuchiwać się w wypowiedzi Arryna. Mężczyzna był neizwykle przyjazny, jak na takiego olbrzyma. Nie spodziewałby się tego... Może był taki jedynie w kontaktach z sojusznikami? Nieważne, ważne, że był w Casterly Rock i ucztował wraz z małym panem dyskutując o interesach.
- Dobrze jest mieć sojuszników...- pomyślał po czym zajął się swoim kawałkiem mięsa.
- Mam nadzieję, że Pan Royce będzie się dobrze bawił na torturach...- przemówił, gdy przełknął posiłek.
Spoglądał na doliniarza, gdy ten w dalszym ciągu przemawiał. Nie spodobał mu się fakt, że chce posadzić Rethela na tak wysokim stanowisku, musiał coś wymyślić, aby nie wyjść na nieufnego.
- Drogi Reinmarze, zgodzę się z tobą. Adrienne jest teraz bardzo ważna. Nie chciałbym, aby dorzecze prześlizgnęło się między jej palcami. To jest jej ojczyzna.... Zgodzę się na taki postępek, jedynie, gdy obiecasz mi, że waleczny Rethel będzie podlegał także moim poleceniom...- powiedział poważnym tonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze (Bliźniaki)
Liczba postów :
65
Join date :
31/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Pon Wrz 30, 2013 3:51 pm

// Cicho, nic nie mówcie na to, że nie pisałam, bo studia są ważniejsze, a miałam mega zawirowania (i dalej mam). Wieczorem będzie post w którym wszystko uwzględnię.

Gdy rozległo się pukanie do drzwi wiedziała kto za nimi stoi. Wręcz podbiegła do nich, by mu otworzyć i jak najszybciej ujrzeć jego twarz. Wyczuła jednak, że ich dzisiejsze spotkanie jest aż nazbyt oficjalne. Nie znalazła uśmiechu na jego ustach. To ją zasmuciło, bowiem dzisiejszy dzień był szczęśliwy i jej narzeczony powinien się cieszyć, ale chyba Młody Lew był zmęczony. Przynajmniej miała taką nadzieję, że to tylko wynik zmęczenia po boju. Co prawda widywała umęczonych żołnierzy z uśmiechami na twarzy, a Aart wyglądał jak gdyby nie cieszył się z wyniku wojny.
Ucałował ją sztywno w dłoń jakby to był męczący obowiązek. W tym momencie jej uśmiech na twarzy zniknął w oka mgnieniu.
- Wróciłem ze zwycięstwem droga. Czas, abyś poznała naszych sojuszników.
Adrienne przybrała maskę. Choć w środku czuła smutek i niechęć to na twarzy miała delikatny uśmiech i spokój. Objęła dłońmi jego ramię i pozwoliła się prowadzić do Sali Balowej. Po drodze słuchała uważnie tego co miał do powiedzenia. Sama nie odezwała się ani słowem. Ulżyło jej to, że jej przyszły małżonek jest cały i zdrowy, ale nie okazywała tego zupełnie. Jak gdyby nigdy nie wyruszał na wojnę. Jak gdyby w ogóle nie martwiła się o jego los. Potakiwała tylko głową.
Idąc korytarzem mijali okna przez które widać było już zachód słońca. Adrienne zawsze lubiła zachody słońca. Były takie piękne. Słońce swymi pomarańczowymi i czerwonymi językami oświetlało korytarz przez co zdawało się, że ściany wyglądały jakby ociekały krwią.
Zaczęli zbliżać się do Sali Balowej. Wtedy Adrienne przybrała kolejną maskę. Maskę kobiety, która dumna ze zwycięstwa swego przyszłego małżonka ma zaszczyt poznać sojuszników. Wiedziała, że między innymi są to Arryni. Ci sami Arryni, którzy podbili Dolinę i zrobili sobie z Freyów swoich Chorążych. Gwar z sali słychać było już wcześniej. Adrienne domyślała się, że Lannisterowie już od dłuższego czasu zbierali się w jednym miejscu. Po chwili wraz z Aartem przekroczyła próg sali i ujrzała bogato udekorowane daniami stoły. Pieczone świnie, świeże pieczywo, dzbany z winem, kosze z owocami i warzywami oraz inne. Goście ubrani byli elegancko. Był również Lord Lannister. Siedział na środku na podwyższeniu. Gdy tylko spojrzał w ich stronę Adrienne delikatnie dygnęła i skinęła głową w geście powitania Lorda. Odwzajemnił jej powitanie z lekkim uśmiechem. Szczerze mówiąc zdecydowanie przystojniejszy był, gdy jego twarz zdobił uśmiech.
Freyówna rozejrzała się i zauważyła kobietę grającą na harfie. Delikatne dźwięki zwykle koiły Adrienne, ale dzisiejszego wieczoru czuła poirytowanie muzyką. Zdecydowała się zignorować muzykę i skupić się na rozpoznawaniu gości. Niektórych widziała pierwszy raz na oczy. Niektórych kojarzyła z widzenia. Nie czuła się najlepiej wśród obcych jej ludzi, gdzie nie było ani jednej bliższej jej osoby. Niby był mężczyzna, którego trzymała teraz pod rękę, ale właściwie ich znajomość była znikoma i nie czuła wsparcia z jego strony.
Niedługo później przybyli Arryni. Rozpoznała wśród nich Reinmara Arryna. Był Namiestnikiem Wschodu. Adrienne milczała, gdy ten witał się z Lordem Lannisterem i jego synem. Nie liczyła na to, by Reinmer śmiał na nią spojrzeć. Jednakże jego wzrok padł na nią. Nie bardzo jej się podobało jego spojrzenie, ani uśmiech.
- Panienko.
Nic nie powiedziała. Tylko dygnęła delikatnie i skinęła głową.
- Witam was w naszych skromnych progach. Raczcie poznać moją przyszłą małżonkę, Adrienne.
Przełknęła ślinę i wzięła głęboki oddech.
- Witajcie w Casterly Rock. Z pewnością jesteście strudzeni po męczących bojach z nieprzyjacielem. Ufam, że strawa oraz napitek rozpieszczą wasze podniebienia i sprawią ze zapomnicie na chwilę o przeszłości. - Powiedziała z uśmiechem delikatnym głosem. Po chwili usłyszała słowa Lorda Lannistera i w tym samym czasie poczuła silniejszy chwyt dłoni Młodego Lwa na jej ręce. Zdawało jej się, że lekko zesztywniał, ale nie była pewna. Ona sama nie dała po sobie niczego poznać. Dalej uśmiechała się łagodnie wyprostowana i z uniesioną głową.
Dalej słuchała w milczeniu tego co mają do powiedzenia sobie mężczyźni. Nie wtrącała się. Nie czuła potrzeby jak i nie wypadało jej się odzywać. Nie wzięła w dłoń kielicha. Nie była spragniona w tej chwili. Uznała, że wypije cokolwiek dopiero, gdy już zasiądzie przy stole.
Stała obok Aarta i obserwowała co dzieje się na sali. Nie umknęło jej właściwie nic. W lewym rogu sługa wydłubał klejnot z pucharu. W prawym rogu jeden z rycerzy przeholował z napitkiem i już się zataczał chociaż dopiero co rozpoczęła się uczta.
- Chodź ze mną moja droga.
Usłyszała szept, który sprawił, że poczuła dreszcze na plecach. Nie były to nieprzyjemne dreszcze. Jeszcze nigdy Oblubieniec nie szeptał jej do ucha.
Nie do końca pamiętała kiedy znalazła się po prawicy Aarta przy stole. W jednej chwili stała, a w drugiej już siedziała wyprostowana. Trochę nieobecna bowiem dalej obserwowała co się dzieje. Jej uwagę przykuła kobieta, która usługiwała mężczyznom po drugiej stronie sali. Zdawało jej się, że ta młoda dziewczyna jest obłapiana bezczelnie przez rycerzy. Milczała jednak. Nie miała nikogo kto by ją poparł, gdyby coś powiedziała. Nikogo.
Dopiero, gdy Reinmar powiedział, że ma prośbę do niej i do jej przyszłego małżonka zwróciła głowę w ich stronę i z zainteresowaniem patrzyła na Reinmar'a. Czegóż chciał od niej?
- Jak wiadomo, ród Freyów ubogi jest teraz w mężczyzna mogących kierować Bliźniakami. Z tego powodu, jako obecny Suzeren Tridentu, chciałbym osadzić tam mego wiernego kompana, Rothel'a z rodu Royce. Zapewniam, że jest to kierowane jedynie wspólnym interesem odpowiedniego kierowania ziemiami Dorzecza...
Nie trzeba było tego przypominać Adrienne. Na razie wychodziło na to, że jest jedyną członkinią rodu, która jeszcze żyje i jest hmm... na swój sposób wolna. Słowa nie podobały się Freyównie. Dyshonor dla Freyów, gdy będzie Bliźniakami kierować ktoś spoza rodu.
Dziewczyna nie wytrzymała już i wzięła dzban wina, by nalać do swojego kielicha. Nalała całkiem sporo trunku i odstawiła naczynie na swoje miejsce. Wzięła w swe delikatne dłonie kielich i upiła kilka głębszych łyków. W tej chwili nie chciała się delektować smakiem. W tej chwili po prostu potrzebowała napić się trunku, który pozwoli jej opanować jej emocje. Dalej ukrywała je pod maską, którą nałożyła jeszcze przed wejściem na salę, ale czuła, że dzisiaj odezwie się jej wojownicza natura, a bała się, że jeżeli to się stanie to zostanie ukarana.
- Drogi Reinmarze, zgodzę się z tobą. Adrienne jest teraz bardzo ważna. Nie chciałbym, aby dorzecze prześlizgnęło się między jej palcami. To jest jej ojczyzna.... Zgodzę się na taki postępek, jedynie, gdy obiecasz mi, że waleczny Rethel będzie podlegał także moim poleceniom...
No tak. Ona nic nie ma do gadania. Właściwie jej nie było w tej rozmowie. Była osobą trzecią. Dorzecze już prześlizgnęło się między jej palcami. Odkąd padły słowa, że ktoś spoza rodu będzie kierować Bliźniakami.
Dalej się nie odzywała. Wiedziała, że jej zdanie kompletnie się nie liczy. Wiedziała, że to co miała w tej chwili do powiedzenia zostanie potraktowane jako śmieszny żart lub próba obrażenia gościa. Zdecydowała więc nic nie mówić.
Ogień w głowie mam,
w sercu siwy dym.
Bóg opuścił mnie...
Ja nie dobro narodowe,
ja pod skórą drzazga,
samo mięso duszy,
ja miazga
ja czarny kot,
ja wściekły pies,
ja chwast i ja blizna,
i ja niechcianych słów
jedyna ojczyzna



Ostatnio zmieniony przez Adrienne Frey dnia Pon Wrz 30, 2013 7:46 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Pon Wrz 30, 2013 6:05 pm

Reinmar uśmiechnął się. Jego białe zęby błysnęły jak u wilka.
- Przyjacielu - powiedział powoli. - Rodzinna twierdza rodu Frey, który wielce szanuję, i tak jest częścią Wschodniej Prowincji, która jest pod moją pieczą. Chciałem posadzić tam Rethela jako Namiestnika Bliźniaków, by oszczędzić panience Adrienne - tu skłonił się lekko w jej stronę - zachodu i obowiązków pilnowania interesów prowincji.
Upił wina.
- Wybacz więc, ale nie widzę, powodu, by moi Chorąży odpowiadali również prze Tobą. Niezależnie więc od tego, kto będzie zarządzać twierdzą na Tridencie, według odwiecznych praw i przysiąg winien jest posłuszeństwo rodowi Arryn.
Nie miał zamiaru urazić dumy Lannistera, lecz niezależnie od wszystkiego, to on teraz sprawował pieczę nad tymi ziemiami.
- Mam nadzieję, że moje słowa Cię nie zrażają - dodał po dłuższej chwili - i nie wpłyną negatywnie na sojusz jaki dzieli nasze rody.
Następnie zwrócił się do Adrienne:
- Nasz ród nigdy nie był wrogi Lordom Przeprawy ani, tym bardziej, Tobie, panienko. Los wojny oraz warunki pokojowe zaakceptowane przez Westeros sprawiły, że jesteście teraz naszymi Chorążymi i tuszę, że będzie to raczej powodem do przyjaźni niż swar.
Potem spojrzał znów na Aarta.
- Mam jeszcze dla Ciebie ważną informację, młody Lwie. Wpierw jednak pomówmy jak zacieśnić sojusz między Zachodem i Wschodem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze (Bliźniaki)
Liczba postów :
65
Join date :
31/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Pon Wrz 30, 2013 8:44 pm

Właściwie to jakby się bardziej zastanowić to Adrienne bała się Reinmara. W dodatku jego uśmiech niczym kły wilka nie pomagały. Starała się nie patrzeć zbyt często w jego stronę, bo wtedy jej emocje same pojawiłyby się na jej twarzy.
- Przyjacielu. Rodzinna twierdza rodu Frey, który wielce szanuję, i tak jest częścią Wschodniej Prowincji, która jest pod moją pieczą. Chciałem posadzić tam Rethela jako Namiestnika Bliźniaków, by oszczędzić panience Adrienne zachodu i obowiązków pilnowania interesów prowincji.
"Ach... Gdyby szanował tak jak mówi nie posadziłby tam nikogo spoza rodu Freyów."
Bękarci również się liczyli. Może i na co dzień nie byli prawowitymi członkami rodziny, ale w tych okolicznościach nawet oni byliby dobrymi kandydatami do objęcia pieczy nad Bliźniakami. Swoją drogą nie byli źle traktowani. Mieszkali w Bliźniakach wraz z Freyami. Nie byli odsyłani do wiosek, porzucani, zabijani. Żyło im się lepiej niż większości bękartów.
Upiła kolejne kilka łyków, by zająć czymś usta. Dlaczego? Bo słowa cisnęły jej się na język. Miała już ochotę powiedzieć, że sama sobie świetnie poradzi w pilnowaniu interesów Bliźniaków, choć wiedziała, że tak naprawdę ma o tym tyle pojęcia co mężczyźni o rodzeniu potomków.
- Nasz ród nigdy nie był wrogi Lordom Przeprawy ani, tym bardziej, Tobie, panienko. Los wojny oraz warunki pokojowe zaakceptowane przez Westeros sprawiły, że jesteście teraz naszymi Chorążymi i tuszę, że będzie to raczej powodem do przyjaźni niż swar.
Adrienne spojrzała na Reinmara niechętnie. Nie chciała oglądać jego wilczego uśmiechu. Już mniej dziki mieli Starkowie, których herbem był wilkor.
Przez jakiś czas uparcie milczała wpatrując się w Reinmara jak gdyby była onieśmielona, a tymczasem w umyśle toczyła wojnę, bo z jednej strony chciała powiedzieć co myśli, a z drugiej strony wiedziała, że to się źle dla niej skończy. Wiedziała też, że odezwać się teraz musi. Dotychczas nie było problemu, gdy milczała, ale teraz nie miała specjalnego wyboru.
- Wybacz Panie, ale obawiam się, że mieszkańcom Bliźniaków nie przypadnie do gustu ta decyzja. Jeszcze nigdy nie sprawował pieczy nad zamkiem ktoś spoza Freyów. Całkiem możliwe, że w obliczu braku członków mojego rodu mieszkańcy czekają na moje przybycie, abym to ja przejęła opiekę nad twierdzą. - Odpowiedziała poważnym tonem głosu. - Jednakże moje miejsce jest w Casterly Rock u boku mojego mężczyzny, a nie w Bliźniakach. Rozumiem, że bez względu na moją opinię doprowadzisz Panie, by Namiestnikiem Bliźniaków był ów Rethel o którym wspomniałeś. Proszę tylko o to, by Namiestnik konsultował się ze mną w sprawach decyzji. Chciałabym móc mieć jakikolwiek wpływ na to jak żyje się moim ludziom. Ich interesy są dla mnie najważniejsze. - Starała się mówić ze spokojem i uprzejmie, ale nie była do końca pewna, czy osiągnęła swój cel. Czy może nie wymaga zbyt wiele. W końcu była tylko kobietą, a kobieta w oczach mężczyzny jest zdolna tylko do kochania i rodzenia dzieci. To przykre, bowiem Adrienne odbiegała od tej normy. Bardzo nawet. Płynęła w niej krew wojowników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Pon Wrz 30, 2013 9:56 pm

Tak naprawdę Reinmar niewiele mógł powiedzieć o rodzie Frey. Z jednej strony, nie poparł on Tully w ataku na Dolinę. Ba, wręcz przeciwnie, ruszył na Riverrun. Z drugiej zaś... Z opowiedzeniem się po którejkolwiek ze stron czekał do momentu, gdy losy wojny zostaną przesądzone. Gdy zaś wojska Tully zostało wyrżnięte niczym prosięta na rzezi, stary Walder Frey nie omieszkał odwrócić się plecami do ówczesnych Suzerenów...
Arryn jednak wstrzymywał się z osądami. Nie chciał kolejnego zamieszania w Dorzeczu. Na własnych terenach. W jego interesie, był tylko i wyłącznie ich rozwój. I taki miał cel, mówiąc o posadzeniu Royce'a w Bliźniakach. Wiedział, że Chorąży z Runestone będzie w stanie odpowiednio zaopiekować się ludźmi z wideł Tridentu. Poza tym, co jak co, ale Dolina dowiodła swej wartości jako sojusznik i Suzeren. To oni pierwsi wyciągnęli rękę w stronę rodu Tullych, mimo iż po wielkim zwycięstwie pod Krwawą Bramą, byli na tyle silni, by zrównać główny ród Dorzecza z ziemią...
...a to że Reinmara otaczała reputacja bezlitosnego wojownika. Cóż, wystarczyło go zobaczyć godzinę temu, gdy wracał z bezinteresownej walki w obronie sojusznika. Mimo iż walczył w słusznej sprawie, to i tak wyglądał niczym demon. Cały umazany we krwi, brudzie i wnętrznościach. Z paskudnym czarnym mieczem w dłoni, rogatym hełmem i na ogromnym wierzchowcu...
Teraz spojrzał uważniej na Adrienne. Była ładna i zapewne inteligentna, lecz niewiele mogła wiedzieć o zarządzaniu rodem.
- Panienko - powiedział, nie siląc się na uśmiech. Jego głos był brzydki jak zawsze, nic nie mógł na to poradzić i nawet nie chciał, lecz nie było w nim nawet krzty wrogości. - Choć może wyglądam paskudnie, to potrafię się zaopiekować własnymi ludźmi. A ludzie z wideł Tridentu są teraz moimi ludźmi i nie spotka ich ode mnie żadna krzywda - właściwie, to w tym momencie z ludzie z Doliny pracowali ramię w ramię z obywatelami Dorzecza. Arryn jednak nie miał najmniejszego zamiaru tłumaczyć się przed Adrienne. - Nikt też nie zamierza odebrać Ci Bliźniaków. Jeśli uznasz rządy Rethel'a Royce'a za niegodne, Twoje słowo będzie ostateczne.
Spojrzał na swych ludzi.
- Myślę jednak, że ser Royce zasługuje na szacunek, choćby ze względu na to, że to jego piechota broniła Lannisportu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze (Bliźniaki)
Liczba postów :
65
Join date :
31/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Pon Wrz 30, 2013 10:32 pm

Uzurpator, okupant. Taki był w tej chwili dla Adrienne Reinmar. Tak przynajmniej jej się zdawało.
O zarządzaniu rodem wiedziała niewiele, ale to nie znaczyło, że nie może się nauczyć, a lubiła się uczyć nowych rzeczy, więc kto wie, czy by nie okazała się dobrym zarządcą.
Ciekawe, która z panien Siedmiu Królestw jest mu przyrzeczona. Ciekawe jaki byłby dla swej pani. Frasowało to Adrienne niezmiernie, bowiem odnosiła wrażenie, że byłby inny dla swej kobiety aniżeli dla kogokolwiek innego.
- Nie twierdzę Panie byś wyglądał paskudnie. Nie sądzę również, by Bogowie poskąpili urody. - To chyba pierwsza naprawdę szczera wypowiedź Freyówny. Prawda jest taka, że choć ją przerażał to z drugiej strony nie mogła powiedzieć, by był przerażający. Właściwie tylko jego uśmiech psuł cały urok jego wyglądu. No i głos. Drapiący bębenki uszu, nieprzyjemny dla ucha. Zupełnie przeciwny do głosu Adrienne, który był dźwięczny niczym harfa, która brzmiała podczas uczty.
- Ależ Panie. Jestem wdzięczna za jego zasługi w walce, ale ostatnie wydarzenia zmuszają mnie do przesadnej ostrożności w dobieraniu sobie zaufanych ludzi. Odkąd zmarła tragicznie moja siostra nie ma nikogo komu mogłabym w pełni ufać. Wobec tego obdarzę ser Royce'a zaufaniem, gdy przyjdzie na to czas. Gdy dowiedzie, że na nie zasługuje. - Powiedziała ze spokojem. Nie chciała urazić nikogo, ale powiedziała prawdę. Nie miała zamiaru ufać Rethelowi Royce'owi tylko dlatego, że walczył u boku Młodego Lwa przeciwko nieprzyjacielowi. Zbyt wiele intryg, zbyt wiele zdrad, zbyt wiele kłamstw panowało nad ziemią Siedmiu Królestw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Pon Wrz 30, 2013 10:46 pm

Reinmar nic nie odpowiedział. Był gościem swego sojusznika, nie trzeba było mu waśni. Nie miał złych zamiarów względem rodu Frey. Wypowiedziawszy jednak już to raz, nie miał zamiaru powtarzać. Nie on.
Jego twarz ponownie wykrzywił grymas uśmiechu. Pokręcił głową.
- Białogłowy - wypowiedział z wyraźnym rozbawieniem w ochrypłym głosie. - Zacną żonę będziesz miał, Młody Lwie - zwrócił się do Aarta Lannistera. Sięgnął po puchar i dopił wino, wpatrując się w Adrienne. Odłożył naczynie z łoskotem.
- Wygląda na to, że ród Royce z Runestonę będzie zmuszony zapracować na zaufanie panienki Adrienne. Cóż, Rethel, przyjacielu, nie pozostaje Ci nic innego jak zarządzać Bliźniakami co najmniej tak samo dobrze jak Runestone.
Kazał sobie nalać więcej wina. Było słabe, a Reinmar był potężnym mężczyzną, więc mógł jeszcze trochę wypić nim się upije. Wzniósł puchar.
- Za rychłe małżeństwo ser Aarta i panny Frey!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Wto Paź 01, 2013 12:32 am

Aart spoglądał i przysłuchiwał się wymianie zdań między Arrynem a młodą Panną Frey. Niedoświadczenie jej doprowadziło do tego, że Royce zasiądzie na tronie przeprawy, jako tymczasowy dowódca. Źle postąpiła zgadzajac się na taką postać rzeczy. Mogła poczekać i dać się wykazać młodemu Lwowi, który w głowie rysował już plan 'pożyczenia' jakiegoś fortu Zachodu w pobliżu Dorzecza. Hmmm. Cóż za zawód. Jednak Adrienne już zaczynała stawać się Lwicą.
Przechylił kielich, aby napić się słodkawego trunku, który posiadał woń polnych kwiatów i orzechów. Smaczny, jednak chyba trochę nie w stylu Aarta. Położył dłoń na dłoni przyszłej małżonki, ujął ją delikatnie.
- A więc postanowione. Najwyraźniej nie mam możli wypowiedzenia się, bo moja przyszła Lwica sama podjęła decyzję. Niech tak będzie, dopóki nie będzie to potrzebne pozostawiam sprawy związane z Bliźniakami tobie kochana...- powiedział zdecydowanym tonem, na jego twarzy widniał szczery uśmiech.
- Chcę, aby jeden z naszych synów zasiadł kiedyś na tronie przeprawy. Mam nadzieję, że to uszanujesz drogi suzerenie...- w dalszym ciągu trzymał dłoń Adrienne.
- Powiedz mi, do czego dążysz Reinmarze, względem zaciśnienia sojuszu między naszymi rodami. Czego oczekujesz? Chciałbym to wiedzieć, aby podjąć stosowną decyzję.- dodał po chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Wto Paź 01, 2013 8:53 am

Rozmowa między głównymi dowódcami oraz Adrienne robiła się coraz dłuższa, a tymczasem uczta trwała w najlepsze. Ludzie świętowali niedawne zwycięstwo i życzyli sobie rychłego odbicia Wyndhall i krwawej pomsty na Żelaznych. Ciepła strawa i ciemne wino dodały sił i wigoru po stoczonych tego dnia potyczkach, a smak zwycięstw pod wodzą Namiestnika Wschodu był wyśmienity. Nic też dziwnego, że ludzie Arryna żywo rozmawiali z ludźmi Lannisterów, obiecując sobie nawzajem wsparcie i pomoc w potrzebie.
Reinmar rozejrzał się po sali.
- Zdaje się, że nasi ludzie szybko znaleźli wspólny język, Młody Lwie - powiedział do Aarta, po czym ponownie spojrzał na Adrienne. - Lady Frey - zwrócił się do niej. - Nie frasuj się i zaszczyć nas uśmiechem. Koniec końców, to dzień wiktorii.
Arryn przez chwilę przyglądał się w zamyśleniu swoim rozmówcom. Widać było, że Aart Lannister pała do Adrienne uczuciem. To nie było tylko małżeństwo związane z polityką. Z drugiej strony, trudno się młodemu Lannisterowi dziwić... Adrienne była piękną kobietą. To przypomniało Reinmarowi, że i jego po powrocie w rodzinne strony czeka ożenek. Niech to diabli porwą.
- Obawiam się, że pewnego dnia nadejdą czasy, kiedy to Wschód będzie w potrzebie. Chciałbym móc wtedy liczyć na silne ramię sojuszników z Zachodu - odrzekł prosto Reinmar. - By zaś zacieśnić nasz sojusz i zapewnić o mych intencjach, proponuję małżeństwo między naszymi potomkami, jeśli bogowie dadzą i nie będą to dwaj chłopcy bądź dwie dziewczynki.
Uśmiechnął się wilczo. Zaraz potem podniósł się, w pełni prezentując szerokie, niedźwiedzie bary i nieprzeciętny wzrost i nachylił się do Aarta. Wypowiedział cicho kilka słów, po czym znów zajął swoje miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Wto Paź 01, 2013 9:32 am

Siedząc pewnie na swoim miejscu kątem oka spoglądał na swoich ludzi, którzy jak widać, bawili się dobrze w towarzystwie ludzi z Doliny. Nic w tym złego, zwłaszcza, że mieli do czynienia z bardzo zacnymi ludźmi, którzy pod wodzą Reinmara stawali się jeszcze lepsi. Rozmowy zaczynały brać coraz to bardziej poważnego tempa. Arryn wypowiedział się, że Wschód może potrzebować pomocy. Czyżby w jego głowie znajdował się plan, albo jaka kolwiek wiedza o poczynaniach innych rodów? Któż to wie, ten człowiek zapewne ma wielu przyjaciół, ale i wrogów. Dowodzi potężną armią, co stawia innych w niekorzystnej sytuacji. Aart mógł tylko cieszyć się, że ma takiego sojusznika.
Wtedy Arryn wypowiedział zdanie, które może rozegrać karty przyszłości w korzystniejszym dla obu rodów kierunku. Zbliżenie się i połączenie więzami krwi było bardzo dobrym pomysłem. Dwóch potężnych suzerenów mogłoby wtedy bezgranicznie sobie ufać, a dziedzic ich dziedziców mógłby stać się Panem Zachodu i Wschodu, co pokazywało jak wielką władzę mógł zapewnić swojej rodzinie.
- Podoba mi się ten pomysł. Cieszy mnie, że chcesz, aby nasze rodziny łączyły więzy krwi. Zgodzę się na to pod warunkiem, że będą to nasze pierworodne dzieci. Wtedy to będziemy mieli bardzo silny sojusz, który zaowocuje spłodzeniem przyszłego władcy Zachodu i Wschodu.- powiedział z uśmiechem na twarzy. Wtedy właśnie Reinmar nachylił się, aby wyszeptać kilka słów, które miały zmienić cały pogląd na sytuację. To była wieczność, która trwała jedynie przez kilka sekund. Gdy rozmówca zakończył swoją wypowiedź, Aart wychylił się do tyłu i oparł na oparciu siedzenia. Ręce miał wyprostowane, jedna wciąż trzymała Adrienne.
- Jeśli to co mówisz jest prawdą, nie mogę pozwolić, aby przeszło to bez echa. Jeśli zgadzają się na wojny, myślę, że i my możemy jedną spowodować... Lew zawsze spłaca swoje długi.- zakończył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Wto Paź 01, 2013 9:49 am

Arryn przyglądał się Aartowi z uwagą. Jego reakcje wiele mówiły o tym młodym człowieku. Choć brakowało mu doświadczenia, był materiałem na wodza, który sprawi się w potrzebie, godnego swojego wielkiego nazwiska. Innych sojuszników z resztą Arryn nie chciał.
Reinmar kiwnął głową.
- Pierworodni - potwierdził. - Jeśli bogowie dadzą i będą różnych płci - powtórzył, wiedząc, że los lubi płatać figle. Mimo to, jeśli bogowie byliby im przychylni, ich potomstwo dostałoby w udziale naprawdę wielką władzę.
Po jego wypowiedzianych szeptem słowach, na twarzy Aarta wymalowało się nieudawane oburzenie.
- Bądź cierpliwy, Młody Lwie - powiedział. - Wpierw zakończ jedną rzecz - poradził, wiedząc, że Aart Lannister jest w wieku, w którym cierpliwość nie jest częstą cnotą. Człowiek rwie się wtedy do działania. - Będę do Ciebie słał wiadomości.
Sam rozpostarł się wygodniej na siedzeniu i upił trochę wina. Otarł wąsy i brodę.
- Powiedz mi co zamierzasz zrobić względem Żelaznych - rzekł. - Niestety nie jestem w stanie użyczyć ci już mych ludzi, gdyż z samego rana wybieram się w drogę powrotną - spojrzał na Adrienne i uśmiechnął się. - Na mnie również czeka niewiasta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Wto Paź 01, 2013 10:07 am

Reinmar był doświadczonym wojem, a więc jego rady były jak najbardziej stosowne. Mogły dać dużo do myślenia, jednak Aart wiedział co robi, wódz Doliny jedynie lekko ostudził jego zapał. Krew w jego żyłach wciąż wrzała, chciał zemsty, jednak zaatakowanie Żelaznych nie wchodziło w grę, przynajmniej nie teraz, gdy nie ma wystarczajacej ilości statków, aby równać się z nimi na morzu. Nie chciałby, aby jego wrogowie pastwili się nad jego ludźmi, tak jak to on ma zamiar zrobić z ich dowódcami. Milczenie było długie, zdawało się, że do uszu młodego panicza dochodziły dźwięki harfy, które wciąż tułały się w pomieszczeniu, mimo głosnych rozmów i zachowań. Dźwięki te zaczęły koić jego nerwy, zawsze lubię tę harfistkę, znała się na tym co robi.
- Oby los wynagrodził nas szczodrze i mądrze Reinmarze.... Powrócił do swojej pozycji, jego oczy w dalszym ciągu płonęły, jednak zaczął uspokajać swoje nerwy. Nie chciał ukazywać słabości, no ale cóż. Reinmar dobrze wiedział z kim ma do czynienia.
- Na razie nie mam zamiaru robić nic poza męczeniem jeńców. Mamy Harlawa, który na pewno nie wyjdzie stąd w jednym kawałeczku, a na pewno nie ze wszystkimi kończynami. Zastanawiam się, aby po tym wszystkim wysłać ich na mur. Nie mam tylu okrętów, aby popłynąć na Pyke i inne wyspy. Żelaźni w dalszym ciągu są nieosiągalni. Co się odwlecze to nie uciecze. Jak mówiłem wcześniej- Lew zawsze spłaca swoje długi. Napił się wina. Cóż za niesamowity smak zawitał w jego buzi. Mimo, że w pucharze ciągle znajdował sie ten sam trunek, teraz wydawał się być ukojeniem dla jego płonącego od złości oblicza.
- Wyrażam nadzieję, że pozdrowisz od nas swoją Panią, a także, że razem przybędziecie na nasz ślub. Mamy zamiar poczynić to zaraz po odbiciu Windyhall, co nie powinno być trudne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Wto Paź 01, 2013 10:26 am

Reinmar skinął głową. Jego myśli znów powędrowały do najbliższej przyszłości, w której miał spotkać się z przeznaczoną mu niewiastą. Cieszył się wolnością przez wiele dni imienia, znacznie więcej niż większość przedstawicieli wielkich rodów, a mimo to... Ten potężny wódz i niezrównany wojownik czuł się nieswojo na myśl o tym, że będzie musiał dzielić resztę życia z niewiastą. Nawet jeśli małżeństwo będzie zawarte ze względów czysto politycznych. Miał nadzieję, że jego przyszła żona będzie równie piękna co Adrienne, wtedy przynajmniej z przyjemnością spłodzi potomka. Hm, ciekawe jak Vera przyjmie wiadomość o ożenku Arryna...
Białogłowy!
Oderwał się od własnych myśli.
- Z jeńcami zrobisz co zechcesz, a na ludzi z Pyke uważaj.
Po tych słowach podniósł się.
- Bądź pewien, że pozdrowię i zjawię się w waszych progach w, miejmy nadzieję, spokojniejszych czasach. Tymczasem, pozwólcie, że udam się na spoczynek. Jutro z samego rana, wracam do Doliny. Przyjemnością było walczyć ramię w ramię z sojusznikami oraz podziwiać piękno Adrienne Frey.
Skłonił się oszczędnie jak miał w zwyczaju i szybkim krokiem wymaszerował z sali.

/zt


Dziękuję za bardzo przyjemną wymianę postów, Aart i Adrienne :)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze (Bliźniaki)
Liczba postów :
65
Join date :
31/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Wto Paź 01, 2013 11:44 pm

Wyraźnie rozbawiony Reinmar dalej nie zmieniał opinii Adrienne. Ciężko zdobyć jej zaufanie. Nawet Aart jeszcze nie zdobył.
- Białogłowy. Zacną żonę będziesz miał, Młody Lwie. - Freyówna nie była pewna, czy słowa, które wypowiedział były ironią, czy też wypowiadał je szczerze. Zwykle miewała z tym problemy. Cóż. Uznała, że to była szczera wypowiedź, więc uśmiechnęła się lekko.
Dolała sobie wina do kielicha, który zdążyła już opróżnić. Przy okazji dolała wina Reinmarowi, a potem swojemu przyszłemu małżonkowi. Czuła na sobie wzrok Arryna przez co nie czuła się zbyt swobodnie. Całe szczęście, że nie miała jasnej karnacji, bowiem już dawno miałaby rumieńce.
- Wygląda na to, że ród Royce z Runestonę będzie zmuszony zapracować na zaufanie panienki Adrienne. Cóż, Rethel, przyjacielu, nie pozostaje Ci nic innego jak zarządzać Bliźniakami co najmniej tak samo dobrze jak Runestone.
Nie odpowiedziała na te słowa, ale obdarzyła gościa swoim spojrzeniem i uśmiechem.
Poczuła na swojej dłoni ciepłą dłoń Młodego Lwa. Spojrzała na niego po czym ścisnęła jego dłoń lekko. Niby mały gest, ale dla Adrienne był jednym z ważniejszych gestów. Nie wiedziała co Aart sądzi o tym wszystkim. Chciała mieć kontrolę. Miała nadzieję tylko, że w razie, gdyby jej się nie podobały rządy Royce'a będzie naprawdę mogła go odwołać.
Zawiodła swego przyszłego małżonka? Czyżby Aart chciał mieć posłuszną, niewychylającą się damę, która nie potrafi decydować o swojej ojczyźnie? W takim razie będzie miał nie lada problem, bowiem Adrienne zawsze taka była jaka jest. Lubiła sama decydować o sobie i o losie jej rodu. Oczywiście respektowała decyzje pana ojca oraz dziada swego, ale, gdy tylko mogła to sama sobie wybierała drogę. Dlatego też jej bracia nigdy nie mieli nad nią kontroli. Septa i maester też nie mieli nad nią władzy. Do tej pory potrafiła o siebie zadbać oraz o swych bliskich, więc dlaczego miałaby teraz nie potrafić? Młody Lew mógł ją uprzedzić o swych zamiarach. Doskonale wiedział, że Freyowie zostali Chorążymi Arrynów, a Adrienne jest aktualnie jedynym przedstawicielem rodu. Czy stawała się Lwicą. Możliwe, ale jej charakter był już taki wcześniej. Aart Lannister jeszcze wielu rzeczy o Adrienne nie wie i całkiem możliwe, że nie dowie się do końca swego życia. Nie żeby miała coś do ukrycia. Po prostu nie jest z tych osób, które od razu pokazują wszystkie swoje karty.
- A więc postanowione. Najwyraźniej nie mam możni wypowiedzenia się, bo moja przyszła Lwica sama podjęła decyzję. Niech tak będzie, dopóki nie będzie to potrzebne pozostawiam sprawy związane z Bliźniakami tobie kochana...
- Żywię nadzieję, że moja decyzja okaże się słuszna. - Powiedziała ze spokojem spoglądając na Aart'a. Uśmiechał się. Poczuła się dzięki temu lepiej niż na początku uczty. Możliwe, że głównie przyczyniło się wino do zmiany jej nastawienia, ale gest przyszłego małżonka oraz uśmiech tylko dopomógł.
- Chcę, aby jeden z naszych synów zasiadł kiedyś na tronie przeprawy. Mam nadzieję, że to uszanujesz drogi suzerenie...
Trzymała jego dłoń na stole. Kciukiem delikatnie głaskała wierzch jego dłoni. Nawet nie zauważyła, że tak robi. Po prostu mimowolnie zaczęła.
Miała nadzieję, że ich związek zaowocuje narodzinami syna. Bądź córki. Choć wolała, by wpierw urodził się syn. Dla wszystkich byłoby lepiej, by pierwszy potomek był męskim potomkiem.
- Powiedz mi, do czego dążysz Reinmarze, względem zacieśnienia sojuszu między naszymi rodami. Czego oczekujesz? Chciałbym to wiedzieć, aby podjąć stosowną decyzję.
- Lady Frey. Nie frasuj się i zaszczyć nas uśmiechem. Koniec końców, to dzień wiktorii.
Adrienne uśmiechnęła się delikatnie po czym podniosła kielich i upiła kilka łyków wina.
Propozycja jaka padła z ust Reinmara przypadła do gustu nie tylko jej narzeczonemu, ale również Adrienne. Tak. Małżeństwo ich potomków było dobrym pomysłem. Ich syn przejąłby pieczę nad Bliźniakami, a jego małżonką byłaby córka Arryna. Tak. Taka perspektywa bardzo spodobała się Freyównie.
Słuchała dość ożywiona rozmową mężczyzn. Ciekawiło też ją co powiedział Młodemu Lwu mężczyzna o wilczym uśmiechu, ale nie pytała o to. Może zapyta w stosownej chwili Aarta. Odłożyła kielich na stole i położyła wolną dłoń na tej, która trzymała dłoń blondyna. Chwyciła w obie dłonie jego dłoń i przeniosła tak, że teraz znajdowała się na poziomie jej ud, na sukni. Oparła się wygodnie o oparcie i słuchała dalej o czym rozmawiają.
- ...Na mnie również czeka niewiasta.
To jednak mężczyzna miał już kobietę, która była mu przeznaczona. Ciekawe kimże ona była. Z którego rodu się wywodziła.
- Wyrażam nadzieję, że pozdrowisz od nas swoją Panią, a także, że razem przybędziecie na nasz ślub. Mamy zamiar poczynić to zaraz po odbiciu Windyhall, co nie powinno być trudne.
- Bądź pewien, że pozdrowię i zjawię się w waszych progach w, miejmy nadzieję, spokojniejszych czasach. Tymczasem, pozwólcie, że udam się na spoczynek. Jutro z samego rana, wracam do Doliny. Przyjemnością było walczyć ramię w ramię z sojusznikami oraz podziwiać piękno Adrienne Frey.
Adrienne skinęła głową w stronę gościa, który po chwili szybkim krokiem opuścił salę.
- Panie? - Spojrzała na Aarta zaciekawiona. - Chciałabym zobaczyć jeńców. Chciałabym spojrzeć prosto w twarz wrogom. - Powiedziała pewnym głosem. Ciekawe, czy jej mężczyzna zabierze ją do lochów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Czw Paź 03, 2013 1:19 pm

Piękna muzyka była zagłuszana przez ludzi wysokopostawionych, niczym przez wieśniaków, którym tytuły do głowy odbiły. Niby wszystko fajnie, jemy, bawimy się, ale gdzie jest cała kurtuazja? Aart był uczulony na takie rzeczy. Wychowywany w głównych strukturach rodu, uczony był, aby mimo wszystko zachowywać się kulturalnie, tak, żeby ludzie których ma spotkać wiedzieli z kim mają do czynienia.
Mijały minuty, a rozmowy przeszły na temat spraw rodowych,zaciśniania więzi i wzajemnego zapraszania się do odwiedzenia. Reinmar był dobrym człowiekiem, na pewno honorowym, ale cóż się dziwić, honor miał nawet w głównej dewizie swojego rodu. Do tej pory wszystko zdawało się iść po myśli, dowiedział się czego miał zamiar się dowiedzieć, ustalił kilka faktów. Dziwnie się czuł wiedząc o zdradzie kogoś tak ważnego. Szkoda, Lannisterzy zawsze byli wierni, ale nadszedł czas, aby pójść po rozum i zażądać rekompensaty.
Spojrzał na swoją wybrankę, gdy Reinmar wstał, aby się pożegnać. Uścisnął jego dłoń, która była monstrualnych rozmiarów. Biedna jego kobieta, jeśli wszystko ma równie duże.
- Zapraszamy częściej, pamiętaj, że jesteś tutaj zawsze mile widziany. Dziękuję jeszcze raz za pomoc i oby droga ci sprzyjała.- pożegnał Arryna, poczekał aż wyjdzie z sali.
Usiadł obok Adrienne i odwrócił się w jej stronę.
- Na prawdę chcesz zobaczyć jeńców? To nie będzie miły widok, a nie chcę, abyś im współczuła. Większość z nich zostanie wysłana na mur, gdy tylko wyciągniemy od nich informacje.- przemówił do Freyówny. Nie wiedział, czy dziewczyna jest na tyle silna, aby podołać takiemu wyzwaniu. Widoki nie będą piękne, pewnie większość z jeńców ma gnijące rany, a trzymani przy życiu są tylko do czasu, aż wydadzą najskrytsze sekrety odnośnie ataku na ziemie Lwów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze (Bliźniaki)
Liczba postów :
65
Join date :
31/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Czw Paź 03, 2013 6:37 pm

Gdy Aart powstał, by pożegnać gości mimowolnie puścił też dłoń Adrienne. To nie bardzo podobało się dziewczynie, ale nie sprzeciwiała się z tegoż powodu. W końcu usiedli na swoich miejscach, a Freyówna oparła się wygodnie.
- Na prawdę chcesz zobaczyć jeńców? To nie będzie miły widok, a nie chcę, abyś im współczuła. Większość z nich zostanie wysłana na mur, gdy tylko wyciągniemy od nich informacje.
Obserwowała jego zachowanie. Chyba zdawało mu się, że nie podoła wyzwaniu jakim jest oglądanie jeńców w stanie pozostawiającym wiele do życzenia.
- Och Panie. Nie jestem aż tak delikatna jakby się zdawało. - Uśmiechnęła się do narzeczonego i sięgnęła dłonią po jego dłoń, by zamknąć ją w delikatnym objęciu. - Współczuć? Panie. Nauczono mnie nie współczuć wrogom rodu, a karać ich bezwzględnie. Współczucie zachowuję dla osób, które na nie zasługują. - Powiedziała ze spokojem. Nie miała w zwyczaju współczuć jeńcom. Właściwie to przejawiała agresywne nastawienie do wrogów, ale starała się nie ujawniać tego nikomu tylko w zaciszu swojej komnaty rozładowywać napięcie. Całkiem możliwe, że odnajdzie teraz nowy sposób na rozładowanie napięcia. Na mężu. Powinno to się spodobać Młodemu Lwu. Oczywiście jeśli należy do jurnych mężczyzn i nie będzie traktował współżycia z nią jako obowiązek. Zobaczymy co nastąpi po ślubie. Na razie tłukła pięścią poduszki, co właściwie jest bardzo lekką formą agresji.
- Odpowiadając na pytanie. Tak, chcę zobaczyć jeńców. Nawet jeśli odór ich ran będzie nie do zniesienia to chcę ich ujrzeć. Choćby przez chwilę. - Dodała po chwili pewniejszym tonem głosu. Chwyciła za kielich z winem i upiła kilka łyków. - Powiadasz, że większość zostanie wysłana na mur. Jaki los w takim razie spotka mniejszość? - Zapytała choć prawdopodobnie znała już odpowiedź. Wino dodało jej odwagi, bądź rozwiązało język. W każdym bądź razie nie była skrytą niewiastą delikatną jak porcelana. Będzie musiała przystopować, by przypadkiem nie wystraszyć narzeczonego, bo jeszcze ją odeśle do Bliźniaków i zażąda sobie innej wybranki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Pią Paź 04, 2013 10:52 am

Adrienne to stuprocentowa kobieta, umie uwieść mężczyznę, wie jak to robić. Bardzo dobrze, w razie trudnych czasów powinna sobie poradzić, co pomagało Aartowi myśleć o tym, że zapewne będzie bezpieczna, kiedy on wpadnie w niewolę. Zapewne szybko tak się nie stanie, albo w ogóle, ale taka wiedzia była bardzo dobra. Jej ciepłe dłonie trzymały rękę młodego panicza. Jej skóra, gładka niczym jedwab działała kojąco, a także stymulująco.
Odwagi także jej nie brakowało. Postawiła się Reinmarowi Arrynowi, który swoją postawą i wielkością mógł przestraszyć niejednego woja, a co dopiero kobietę. Po jej wypowiedzi dobrze wiedział, że nie odwiedzie jej od zejścia do lochów, a przede wszystkim, że nie poruszy jej widok ludzi, którzy czekają na dole, aby wydobyć z nich informację i pozbyć się ich potem jak najszybciej.
- Jesteś bardzo odważna Pani.- odwzajemnił uścisk.- Żebyś znała się na polityce nie widziałbym żadnych przeszkód nad siedzeniem na tronie bliźniaków. Może weźmiesz kilka lekcji i postaramy się o to?- zapytał patrząc prosto w jej piękne oczy.
Powiadasz, że większość zostanie wysłana na mur. Jaki los w takim razie spotka mniejszość?
A cóż innego mogło spotkać jeńców, którzy nie będą nadawali się, aby wysłać ich na Mur? Zapewne prosta śmierć w lochach Casterly Rock. Wiele osób zapamięta to miejsce, jako ośrodek zadawania cierpienia, znienawidzą Lannisterów i wszystko co z nimi związane. Nie przejmował się tym.
- Zapewne umrą w męczarniach. - wyperswadował odpowiadając na pytanie Freyówny.
Chwilę po tym powstał i podał dłoń Adrienne w geście zaproszenia do spaceru. Zabierze ją do lochów od razu, sam chce spotkać Harlawa jak najszybciej. Chce spojrzeć w jego nędzne oczy i się uśmiechnąć. Spłaci swój dług.
Gdy tylko przyszłą Lwica wstała ujął jej dłoń i umieścił pod swoim łokciem,po czym ruszyli. Ich plecy osłaniało dwóch strażników z karmazynowymi pelerynami i lwem na zbroi.
- Przypilnujcie, aby uczta się zakończyła w przeciągu godziny. Wszystko potem ma zostać posprzątane.- rozkazał strażnikom, którzy pilnowali wejścia i ruszył w stronę lochów razem ze swoją przyszłą żoną.
[zt-> Lochy]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze (Bliźniaki)
Liczba postów :
65
Join date :
31/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala Balowa   Pią Paź 04, 2013 2:57 pm

Uwieść mężczyznę? A to ona uwodziła? Dobrze wiedzieć. Ona po prostu zachowywała się uprzejmie, aczkolwiek dążyła do swego celu na swój sposób. Może niekoniecznie to było uwodzenie, ale grunt, że cel został osiągnięty.
Hmm... Jak jej skóra działała stymulująco to narratorka chyba nie chce wiedzieć co autor poprzedniego postu miał na myśli pisząc o tym.
W każdym bądź razie uśmiechnęła się na słowa Aarta o jej odwadze. Oczywiście, że się bała. Reinmar był przerażający, choć z drugiej strony przystojny na swój sposób. Adrienne musiałaby być ślepa, by nie zauważyć tego, że na swój sposób był pociągający. Jednakże nie poruszył jej specjalnie, bowiem jej cała uwaga była skupiona na mężczyźnie, który teraz trzymał jej dłoń.
- Żebyś znała się na polityce nie widziałbym żadnych przeszkód nad siedzeniem na tronie bliźniaków. Może weźmiesz kilka lekcji i postaramy się o to?
Ad spoglądała na jego twarz, a konkretniej w jego oczy troszkę zaskoczona.
- Ależ Panie. Moje miejsce jest u Twego boku, a Twoje miejsce w Casterly Rock. Nie zniosłabym rozłąki, gdybym miała przebywać w Bliźniakach, a Ty tutaj. - Powiedziała spokojnie. Nie myślała o tym, by przejąć władzę nad Bliźniakami. Jeżeli Aart przejmie władzę nad Casterly Rock po Lordzie, a ona przejmie władzę nad Bliźniakami to będą musieli pozostać w swych twierdzach, a to oznaczało długą rozłąkę. Adrienne ciężko by to znosiła. Oczywiście byłaby mu wierna, ale obawiała się, że źle wpływałaby ta sytuacja na jej samopoczucie. Zresztą obawiała się, że to sprawi, że ich związek zostanie zerwany, a tego nie chciała. W dodatku uczono ją, by zawsze była u boku męża. Chyba, że sam ją odeśle. Sprawa była trudna. Możliwe, że Młody Lew miał pomysł jak ją rozwiązać, ale Adrienne w tej chwili nie widziała innego wyjścia.
Słowa, które padły z ust blondyna na temat jeńców nie zdziwiły jej. Domyślała się, że więźniowie umrą. Może nie do końca przewidywała śmierć w męczarniach, ale wiedziała, że śmierć będzie nieunikniona. Kiwnęła tylko głową ze zrozumieniem.
Jej narzeczony podniósł się i podał jej dłoń. Najwyraźniej uznał za stosowne zejść do lochów już teraz. Troszkę się zdziwiła, bo sądziła, że pozwoli jej następnego dnia zejść do podziemi. Z drugiej strony ucieszyła się, że ma zamiar jak najszybciej spełnić jej prośbę. To dowodziło, że jest mu bliższa niż się spodziewała. Ona sama na razie była nim zauroczona, zainteresowana nim i chciała dowiedzieć się o nim wszystko. Martwiła się o jego zdrowie i życie, gdy pojechał na wojnę. Cieszyła się, że wrócił cały i zdrowy. Nie nazwałaby jednak tego uczucia miłością do niego. Jeszcze nie. Jeszcze badała teren, a raczej badała jego. Potem przyjdzie czas na miłość. Na razie wolała nie uzależniać się od niego, choć już widziała po sobie, że z nie wygra ze wszystkimi emocjami. Cieszyło to ją jednak, bo na razie nie miała powodów do obaw. Nie miała powodów, by bać się Aarta. Od dziecka marzyła, by mężczyzna, który będzie jej mężem był również jej przyjacielem. Marzyła o mężu, któremu będzie mogła o wszystkim mówić i jego prosić o rady i wsparcie. Oczywiście w przeciwieństwie do innych dziewczynek wysoko postawionych wolała w ogóle nie mieć ślubu, ale jak już musiała to chciała, by to marzenie się spełniło. Czy Aart będzie spełnieniem jej marzeń? Na razie wydawało się, że jest na dobrej drodze.
Ochoczo położyła dłoń pod jego łokciem, a drugą objęła jego ramię. Uśmiechała się delikatnie nie zdradzając wszystkich pozytywnych emocji, które kłębiły się w niej. Promieniała radością, aczkolwiek zachowywała się z gracją i dostojeństwem jak należało. Aart jednak mógł wyczuć delikatne drżenie jej dłoni. Nie bała się. Nie drżała ze strachu, a z zaciekawienia.
W końcu opuścili salę balową i skierowali się w stronę lochów.

/ zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Sala Balowa   

Powrót do góry Go down
 

Sala Balowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sala balowa [ŚLUB]
» Sala Balowa
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Zachód :: Casterly Rock-