a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Północne obrzeża



 

 Północne obrzeża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Północne obrzeża    Pią Wrz 20, 2013 9:36 am

Teren dość górzysty, niezbyt zalesiony. Im dalej na zachód, tym góry robią się coraz wyższe.

.....

Zapraszam Martellów, potem będzie mój post.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
161
Join date :
15/07/2013

PisanieTemat: Re: Północne obrzeża    Sob Paź 05, 2013 10:42 am

/ Vulrute’s Roost

Słońce chowało się za horyzont, ostentacyjnie pogrążając odległe jeszcze górskie szczyty w półmroku. Drzewa z czasem przycichły, kończąc swój muzyczny repertuar. Zapanował mrok. Trawa, kamienie, krzewy, wszystko co w dzień wydawało się niewinne, teraz wyglądało tajemniczo… przerażająco? Trystane uśmiechnął się pod nosem, przyglądając z konia jak dziesiątki giermków krążą po obozie, rozpalając coraz to liczniejsze ogniska. R’hllor wkrótce rozświetli okolicę płomieniami, ciemność zostanie rozproszona a demony mroku odparte… Martell mógłby przysiąc, że żadna istota nie chciałaby znaleźć się sama w tej części Dorne, tak blisko z granicą Burzy. Ludzie od niepamiętnych czasów co noc z utęsknieniem wyczekiwali na dzień, na słońce, na światło. Strach sam wkradał się do serc ludzi i zwierząt. A wszystko dlatego, że wierzyli w złych bogów. Siedmiu, fałszywy obraz wiary, nie potrafiło wskazać im drogi w ciemności, nie koiło zaniepokojonych serc blaskiem ognia…
Spalimy każdy Boży Gaj napotkany po drodze, splądrujemy wszystkie Septy jakie znajdą się w zasięgu naszego wzroku...
Obietnica złożona Panu Światła przez Trystana musiała zostać spełniona. Taka była cena zwycięstwa, ich zwycięstwa.
Wiatr ucichł, a wszystko co żywe, zamarło w bezruchu. Mgła opadała powoli w dół, co raz to zatrzymując się na jakimś liściu. Powietrze wypełniło się zapachem stęchlizny. W oddali, dostrzec można było błyski. Od południa zbliżała się burza. Ogłuszający grzmot po raz kolejny przeszył powietrze. Błyskawice rozdarły czarny aksamit nieba na dwie części. Gęsty mrok niemal całkowicie zasłaniał liczące ponad osiem tysięcy wojsko, a coraz głośniejsze grzmoty zagłuszały tętent końskich kopyt. Martell popędził swojego konia, omijając rozbijany obóz łukiem. Kopyta śnieżnobiałego ogiera, pokryte grubą warstwą kurzu, ślizgały się po mokrej ziemi. Koń jednak z nadzwyczajną lekkością pokonywał kolejne przeszkody, z uwagą stawiając każdy następny krok. Wydawało się, że nie istnieją dla niego żadne ograniczenia, za wszelką cenę starał się wykonać polecenia dosiadającego go Trystana, którego twarz szczelnie osłaniała chusta. Poły setek namiotów trwały w bezruchu, właściwym dla ciszy przed nawałnicą. Nawet chorągwie Martellów zwisały smętnie w dół, błyszcząc złotawo w blasku pierwszych ognisk. Książę wykrzywił usta w lekkim grymasie, gdy dotarł na północny koniec obozu i wbił wzrok w ciemność. Najwyższa pora, by powrócili pierwsi zwiadowcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Północne obrzeża    Pon Paź 07, 2013 11:10 am

MG


Siedem Królestw jeszcze do niedawna żyło w pokoju. Jedno wielkie państwo pod przywództwem rodu Targaryenów...
...to była zamierzchła przeszłość. Psy wojny zostały spuszczone ze smycz, a przywódcy starożytnych rodów rzucili się sobie do gardeł. Wpierw, wojenna pożoga ogarnęła ziemie na północ od Królewskiej Przystani. Wraz z wkroczeniem armii Tullych na ziemie Doliny rozpoczęła się era wojen domowych. Marsz żołnierzy, wojenne sztandary z podobiznami Pstrągów, Orłów, Jeleni, Wież, Lwów i Krakenów stały się codziennością. Tymczasem jednak niewielu jeno wiedziało, że na południu Westeros kolejne rody chwytają za miecze, a w powietrzu wisi następna wojna domowa, być może najgorsza ze wszystkich. Podczas gdy na ziemiach Lannisterów opadał już wojenny kurz, na pograniczu ziem Baratheonów i Martelli zbierały się wojska...
Trystane Martell był młody. Czy nie za młody, by dowodzić tak wielką siłą? Osądzą zwycięzcy.

Zwiadowcy powrócili ze sporym opóźnieniem. Część z nich była ranna. Wszyscy zaś nieśli ze sobą niepokojące wieści. Pod Blackhaven zebrała się armia Barathenów. Ponoć dowodzi nimi młody Aylward. Jeden ze zwiadowców upiera się, że widział młodego dowódcę w czarnej zbroi i na przepysznym rumaku. Zbroja i rumak z pewnością należą do Aylwarda Baratheona, rozpustnika i dziwkarza. Ma pod sobą niewielu ludzi. Ze trzy, cztery tysiące. Nie więcej niż pięć. Jelenie wyłapują każdego Dornijczyka i palą na stosie. Kilku zwiadowców trafiło w ich ręce, zostali spaleni żywcem. Jednemu zaś udało się dać nogę. Twierdzi, że Baratheon prowadzi armię w góry, gdzie liczba nie będzie odgrywała tak wielkiej roli jak na otwartym terenie. Może tam chce stawić opór armiom Południa?
Zwiadowcy są wyraźnie poruszeni. Brutalność Jeleni sięgnęła zenitu. Stosy z ludźmi płoną nieprzerwanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
161
Join date :
15/07/2013

PisanieTemat: Re: Północne obrzeża    Nie Paź 13, 2013 2:32 pm

W obozie panował wzmożony ruch, gorączkowe oczekiwanie na starcie z dnia na dzień sięgało coraz wyższy poziom. Kamienista droga była już tak poprzecinana koleinami i zryta końskimi kopytami, że idąc po niej co rusz zapadało się w dziury. Wozy utykały w tych wyżłobieniach, a wojownicy gorączkowali się i krzyczeli, gestykulując tak zajadle jakby jeden drugiemu miał zamiar oko wykuć palcem. Było ciepło. Nad czubkami coraz to liczniejszych drzew unosiły się bure dymy rozwiewane wiatrem. W powietrzu pachniało spalenizną i leśnym runem, wilgotnym i gnijącym. Pomiędzy wszystkimi wirowała gęsta atmosfera wrogości i napięcia, te udzielało się wszystkim, co do jednego. Zwierzęta dały się nawet podnieść tej gorączce. Co rusz spotkać można było zaślinione i rozjuszone psy oraz konie, uparcie kopiące kopytami w kamienistej drodze. Trystane zmarszczył czoło, gdy tylko dotarły do niego wieści o powracających zwiadowcach. Treść ich słów wydała mu się tak bardzo abstrakcyjna, że musiał usłyszeć osobiście wieści, które ze sobą przynieśli. Nawet jednak po drugim odsłuchaniu nie do końca dotarło do niego, co właściwie mają znaczyć te przeklęte informacje.
- Koniec z tymi bzdurami. - wycedził spokojnie, rozglądając się po dowódcach, którzy mu towarzyszyli. Dostarczone przez zwiadowców informacje mogły zasiać w sercach jego ludzi powątpiewanie, co z kolei oznaczałoby klęskę… klęskę moralną. Aylward Baratheon go obrażał. Jego, jak i cały ród Martellów. Igrał na krawędzi śmierci, uśmiechał się bezczelnie i pluł Trystanowi prosto w twarz, paląc jego ludzi żywcem. Książę zacisnął mocno usta, najwyraźniej rozważając kolejne decyzje oraz wszelkie „za” i „przeciw”, które ze sobą niosły… Burza prowadziła wojnę psychologiczną, zasiewając zamęt w umysłach Dornijczyków. Wrogowie mogli się jednak przeliczyć…
- Najwyższy czas, by Baratheon przestał nas obrażać i zaczął darzyć szacunkiem... - rzucił Martell, ruszając w stronę swego namiotu, jednego z nielicznych, które nie zostały jeszcze zwinięte.
Przysięgam, że go zabiję, a jego siostrę wezmę sobie na grobie, w którym spocznie. Zmieniam zasady... wprowadzam nową tradycję. Niedługo zrozumie, kto tak naprawdę od początku wygrywał tą wojnę….
Trystane wziął w dłoń list, który pisał do brata i po chwili wahania dopisał do niego kilka kolejnych zdań. Spojrzał na pergamin. Pierwszym wyrazem, na którym zatrzymał się jego wzrok, było słowo „śmierć".
- Siodłać konie, wyruszamy nim wstanie nowy dzień. - gardłowy ton jego głosu spłoszył zamkniętego w klatce kruka, który zatrzepotał niespokojnie skrzydłami. Martell umocował u nóżki ptaka list i wypuścił zwierzę, patrząc jak odlatuje. Nim wiadomość dotrze do Reach, może być po bitwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Północne obrzeża    Wto Paź 15, 2013 8:52 am

MG


Krew burzyła się w żyłach dowódców Południa na wieść o poczynaniach młodego Baratheona (niech go Inni porwą!). Najwyższy czas, by ten głupiec dostał należytą mu nauczkę i poznał prawdziwą siłę swego sąsiada. Nie będzie miejsca na litość!

Armie południe, mimo swej liczebności, zwinęły obóz w zadziwiającym tempie. Poznać było, że żołnierze dość mają już czekania i rwą się do bitki. Cóż, nic dziwnego, każdy wie, że żołnierz, który zbyt długo zbija bąki staje się bezużyteczny. Tylko prawdziwe bitwy zmieniają rekrutów w prawdziwych weteranów i ludzi, którzy są w stanie stawić czoła śmierci... Gdy pierwsze promienie słoneczne powitały nowy dzień, po obozie wojsk Południa została jedynie zryta ziemia, puste paleniska i zakopane wychodki.


/zt



Ruszacie w pościg za armią Baratheonów, która podążyła w góry. Niedługo założę dla Was odpowiednią lokację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Północne obrzeża    

Powrót do góry Go down
 

Północne obrzeża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Obrzeża lasu
» Dom Yui Takumi i Agavaen Brockway - Obrzeże Tokio
» Wesołe Miasteczko na obrzeżach Londynu
» Zaułek na obrzeżach
» Ogrody Północne

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorne-