a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Raventree Hall



 

 Raventree Hall

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Raventree Hall
Liczba postów :
30
Join date :
24/06/2013

PisanieTemat: Raventree Hall   Pią Wrz 13, 2013 8:31 pm


W Raventree Hall znajduje się siedziba rodu Blackwoodów. Jest to stary zamek, położony w Dolinie Blackwoodów. Posiada, duże, masywne mury porośnięte mchem. Podobnie też wygląda brama, z dwiema wieżami po bokach. Zamek kształtem przypomina kwadrat, mający po jednej ogromnej, prostokątnej wieży na każdym kącie. Wokoło twierdzy Blackwoodów znajduje się głęboka fosa otoczona sporymi kamieniami, mającymi utrudnić dostęp do niej.
W środku tradycyjnie znajduje się dziedziniec, zaludniony w praktycznie każdy dzień. Samotnia lorda Blackwooda jest spora, lecz nie tak spora jak boży gaj, pośrodku którego rośnie, a raczej już tylko stoi kolosalne, białe czardrzewo, prawdopodobnie największe po tej stronie muru. Blackwoodowie twierdzą, iż drzewo to zostało zatrute przez Brackenów. Każdego zmierzchu, od tysięcy lat zlatują się do niego setki kruków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Raventree Hall
Liczba postów :
30
Join date :
24/06/2013

PisanieTemat: Re: Raventree Hall   Pią Lis 08, 2013 10:16 pm

Dzień jak co dzień, z tą jednak różnicą, że Edmund wstał o dobre parę godzin wcześniej niż zazwyczaj. Obudziło go pukanie do drzwi. Otworzył oczy, rozejrzał się wokoło, odczekał chwilę, ale stukanie nie ustawało.
-Jeśli zaraz nie przestaniesz napieprzać w te drzwi, to osobiście utnę ci obie ręce! – Zagroził Edmund, wciąż leżąc w swym łożu. Hałas ustał.
-Mój panie, wieści z południa twych ziem, Brackenowie… - Tu zrobił sobie przerwę, nie wiadomo czy chciał to lepiej ubrać w słowa, czy był na tyle zmęczony stukaniem w drzwi, iż musiał zrobić sobie chwilę odpoczynku – Brackenowie, przeszli brodem przez rzekę i postawili własne słupy graniczne zagarniając tym sporą część terenów nadrzecznych. – Dokończył zza drzwi. Wytłumiły one słowa Maestra Meriona, ale nie na tyle, by utrudnić ich zrozumienie.

Edmund wolałby, żeby wieści przyniesione przez tego człowieka były mniejszej wagi, wychłostałby go potem za zabieranie jego cennego czasu poświęconego na sen i miałby spokój. Ubrał się pośpiesznie w to co akurat było pod ręką, w końcu poddani nie powinni oglądać swego lorda w bieliźnie, nawet doradcy. Gdy był już gotów, otworzył drzwi, wpuścił maestra do środka i kazał sobie powtórzyć wszystko jeszcze raz, dokładniej. Maester Merion na pierwszy rzut oka wyglądał na grubego starca o dość sporej brodzie, na drugi i trzeci rzut okiem też. Każdemu wypowiedzianemu przez niego zdaniu towarzyszyło mlaśnięcie, co niezwykle denerwowało. Był jednak posłuszny oraz zawsze dobrze poinformowany, co w zupełności wystarczało Edmundowi. Dodać też można było niebywałą wiedzę, ale to norma u ludzi kształconych w Cytadeli. Wracając jednak do sprawy słupów granicznych, wyszło na to, że Brackenowie nie dość, że po prostu wkroczyli sobie na tereny Blackwoodów, to jeszcze ośmielili się zebrać podatki dla siebie od chłopów. Maester Merion miał już nawet przygotowaną mapę, na której dokładnie pokazał miejsca „ataku” Było ich całkiem sporo. Rozgniewany Edmund kazał zwołać armię i niezwłocznie rozesłać wieści do wszystkich większych osad na jego ziemiach. Jeśli nadchodziła wojna, to ważne było to, żeby była to wojna sprawiedliwa, w obronie swych ziem. Ludzie chętniej wtedy płacili zwiększone, wojenne podatki oraz nie buntowali się zbytnio przeciwko przedłużającym się działaniom wojennym. Choć robił to rzadko, podziękował swemu Maesterowi, ale zaraz potem mniej grzecznie wyprosił go z sypialni. Musiał odespać jeszcze trochę, czekał go ciężki dzień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Raventree Hall
Liczba postów :
30
Join date :
24/06/2013

PisanieTemat: Re: Raventree Hall   Wto Lis 19, 2013 10:22 pm

Była to pora obiadowa, toteż Edmund Blackwood, jak i inni ludzie, którzy mogli sobie pozwolić, by od tak przerwać pracę i zjeść coś, czyli na pewno nie chłopi pracujący w polu czy kupcy pilnujący swych kramów, był w trakcie jedzenia dość sporej, przyprawianej pieczeni, którą popijał dornijskim winem, które ku jego ciągłemu zdziwieniu nie było zbyt lubiane, wielu ludzi uważało, że jest niezbyt słodkie. Nie miał nic do zarzucenia arborskiemu, ale do jedzenia preferował coś mocniejszego, szczególnie, że chciał się dodatkowo rozbudzić, jak zwykle czekał go ciężki dzień. Edmund był raczej typem samotnika, rzadko wyjeżdżał poza mury Raventree Hall, ale dzięki dobrze zorganizowanemu zarządzaniu i sprawnie przekazywanych mu informacji stale wiedział co się dzieje na jego ziemiach. O przestawianiu słupów granicznych, gęsto stojących między Brackenami i Blackwoodami, pokazujących nienawiść dwóch rodów, wiedział prawdopodobnie po paru godzinach od zdarzenia i od razu potem rozpoczął przygotowania do działań wojennych. Prawda czy nie, był to powód do czegoś na co czekał od dawna. W końcu miał okazję raz na zawszę pozbyć się uciążliwych sąsiadów zza rzeki. Ojciec pewnie byłby z niego dumny, gdyby tylko nie został pożarty w okolicznym lesie przez niedźwiedzia. Ostatnimi czasy Edmund postarał też się położyć większy nacisk na wyszkolenie armii, nie chciał u siebie bandy nieudaczników, którzy uciekną z pola bitwy, gdy tylko padnie parę trupów. Zmienił więc paru dowódców, ze staruszków, których jedynym marzeniem było wreszcie wypocząć, na młodszych, bardziej energicznych i równie lojalnych, wykształconych ludzi, którzy tylko czekali na szansę wykazania się przed swym lordem. Miał nadzieję, że to wyjdzie mu na dobre.

Spożywanie obiadu przerwał nie kto inny, jak Maester Merion. Jak zwykle mający jakieś wieści. Nie kłaniając się, ani nie witając, po prostu podszedł trzymając coś wyglądającego na papier w ręku.
-Zrobiłem jak kazałeś, mój panie, armia powołana. Według tego raportu, który trzymam w rękach, armia Raventree Hall zebrała się w liczbie około trzech tysięcy niedaleko zamku. Jest to prawie wszystko co posiadamy, nie licząc obrony zamku oraz patroli. Pozwolę sobie przeczytać co tu jest napisane. -Zrobił przerwę, jak to miał w zwyczaju, unikał ciągłego potoku słów jak ognia, może bał się zbytnio zmęczyć, po chwili jednak kontynuował - Siedmiuset ludzi z ciężkiej piechoty, dziewięćset lekkiej, pięćset ciężkiej kawalerii, trzystu ciężkozbrojnych kuszników oraz czterystu łuczników i dwieście lekkiej kawalerii. To by było wszystko. - Po tym ukłonił się znacznie i odsunął, czekając na odpowiedź Edmunda, który właśnie kończył obiad.
- Cóż, widzę, że jak zwykle mogłem na tobie polegać. A i przestań ciągle powtarzać to: mój panie. Denerwujesz mnie tym od wielu lat. Wiesz przecież, że traktuję cię raczej jak przyjaciela, niż jak pośledniego sługę. - Rzekł Edmund i otarł swoje czerwone od wina usta materiałem, po czym zawołał sługę, by posprzątał, a sam w tym czasie wstał od stołu - Sprawiłeś się naprawdę dobrze, spytam więc otwarcie. Jest coś, co mógłbym dla ciebie zrobić? Może czegoś potrzebujesz? - Zapytał Edmund, postarał się, żeby zabrzmiało to jak najbardziej szczerze.
-Nie, skądże. Mam wszystko czego potrzebuję, ale dziękuję za troskę. - Odpowiedział Maester, mając wyraźną nadzieję przypodobać się tym lordowi.
Edmund nie spodziewał się żadnej innej odpowiedzi. Jego pytanie było jednak wymaganą grzecznością, mógł być dla ludzi okrutny i trochę bardziej szczery, co jednak równało się okrutności, ale wolał być raczej uprzejmy. Nigdy nie lubił zmuszać ludzi do służby tylko i wyłącznie strachem czy samym obowiązkiem. Nawet jeśli było to fałszem, lubił wyobrażać sobie, że ludzie służą mu z własnej woli, co jednak w dzisiejszych realiach było prawie niemożliwe.
-Cóż, jak chcesz. Jeśli jednak pozwolisz, wolałbym zostać przez jakiś czas sam, muszę przemyśleć parę spraw. - Rzekł i zostawiając Meriona samego ze sługą w pomieszczeniu, udał się pod obumarłe czardrzewo, symbol Blackwoodów w dokładnie takim celu jaki podał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Raventree Hall
Liczba postów :
30
Join date :
24/06/2013

PisanieTemat: Re: Raventree Hall   Sro Lis 20, 2013 10:35 pm

Dochodziło południe, a słońce ogrzewało wszystkich i wszystko z góry. Był to dobry dzień dla przeciętnego chłopa, który pracował w polu, a jedyne czego chciał, to żeby cały czas prażyło słońce, a od czasu do czasu popadał deszcz, coby rośliny lepiej rosły. Nie było to jednak dobry dzień dla kogokolwiek, kto w tym dzień miał ruszyć w pełnej zbroi na wojnę, a do takich ludzi należał Edmund. Szczęściem nie założył hełmu, to by było jak samobójstwo. Mijał właśnie słup, informujący o kierunku w jakim znajduje się Raventree Hall oraz inne ważne osady w okolicy. Nie zmierzał on jednak do zamku. Zmierzał w całkiem przeciwnym kierunku. Słysząc, że wojsko znajduje się niedaleko Raventree Hall, Edmund spodziewał się raczej, że będzie widział obozowisko z murów. Pomylił się, wraz ze swym orszakiem jechał już pół godziny. Na szczęście miejsce pobytu jego armii wydawało się być dość niedaleko, już było słychać hałas, jaki towarzyszył takiej kupie ludzi zebranych w jednym miejscu. Młody lord Blackwood był ubrany w swą zbroję płytową, na której widać było grawerowane insygnia Blackwoodów, a na plecach nosił przypięty płaszcz z piór kruka. Miało to dodać mu powagi i wzbudzać szacunek, w końcu czekała go przemowa. Nie oczekiwał, że ludzie rzucą się na śmierć od tak sobie, wiedział, że chcą mieć ważny powód, za który mogliby walczyć. Wokoło niego jechało dziesięciu przybocznych oraz służący. Gdy wjeżdżali do obozu powitało ich paru gwardzistów z halabardami, którzy widząc sztandar swego pana nie śmieli nawet zadawać pytań i usunęli się na bok. Obozowisko składało się z niezliczonej ilości namiotów, było otoczone tylko prowizorycznym płotem, wysokości około dwóch metrów, tam gdzie nie starczyło płotu, były wozy służące do przewożenia zaopatrzenia, było ono w końcu tylko na krótki okres czasu, potrzebny na przygotowanie się do wojny. Edmund zdołał dostrzec plac ćwiczebny, na którym trenowali rekruci, a przy każdym większym zbiorowisku namiotów było ognisko, przy którym wygrzewali się weterani. Wszyscy oni pozdrawiali Edmunda, kto normalny nie starałby się przypodobać swojemu panu przy pierwszej lepszej okazji? Na środku było zostawione trochę wolnego placu, akurat nadającego się do celów Blackwooda. Na początek zdecydował się udać do namiotu, który prawdopodobnie był przeznaczony dla niego, był w końcu największy i wydawał się trochę pustawy, przed wejściem stało dwóch halabardników. Zsiadł ze swojego konia, pozdrowił strażników, którzy byli wyraźnie znudzeni staniem tutaj i pilnowaniem pustego namiotu i rzekł do najbardziej zaufanego przybocznego, którego miał potem zamiar mianować na jakiś stopień, niejakiego Lancela, by zapowiedział w obozie zebranie na środku placu za godzinę. Sam po chwili wszedł do namiotu, gdzie miał zamiar spędzić następną godzinę przygotowując to co miał powiedzieć. Nie wyobrażał sobie szczerze mówiąc, by wszyscy mogli go usłyszeć, miał jednak nadzieję, że wieść się rozniesie jak najdalej wśród żołnierzy. Trzy tysiące to jednak spora liczba, prawie że małe miasteczko.

Godzinę później:

Edmund siedział już na koniu, na środku placu. Chcieli ustawić mu coś na styl schodów, by był wyżej. Stwierdził jednak, że koń w zupełności mu wystarczy, szczególnie, że nie należał do najmniejszych. Toteż Edmund czekał, będąc o całego konia wyższy niż zbierający się żołnierze. Naprzód, jak się spodziewał, wychodzili wszelcy oficerzy.  Widząc, że pora jest odpowiednia, a dłużej czekać mu się nie chciało, postanowił zacząć:
-Długo zastanawiałem się jak zacząć to co pragnę wam powiedzieć. Sądzę jednak, że nie potrzebujemy tutaj pięknych i wykwintnych słów, bardziej przydadzą się tu proste, które doskonale opiszą wam sytuację. Jestem Edmund, ostatni żyjący przedstawiciel rodu Blackwood, od wieków władającego tą ziemią. Zebrałem was tutaj, ponieważ musimy wyruszyć na wojnę, wojnę, która mam nadzieję w końcu zapewni nam bezpieczeństwo i spokój. Spytacie pewnie: Przecież jesteśmy bezpieczni, mamy pokój, o co tobie więc chodzi? Odpowiem na to tak: Kilka dni temu, Brackenowie wkroczyli na znajdujące się pod moim władaniem ziemie i spalili wszystko to co mogli, czyli to co znajdowało się w bezpośrednim sąsiedztwie Czerwonych Wideł. Wiem też, że nie zamierzają na tym poprzestać i wejdą jeszcze dalej, gdybyśmy dali im kolejny tydzień, byliby pewnie pod waszymi domami, trzymając w rękach pochodnie i zakrwawione miecze, chętni mordu, gwałtu i grabieży! Musimy ich powstrzymać wszelkim kosztem, choćby i nawet kosztem naszego życia... na pohybel skurwysynom!
Ludzi zebranych w obozie wyraźnie przekonała przemowa Edmunda, wielu z nich odkrzyknęło na końcowe hasło, kończąc ciszę, która trwała prawie cały ten czas. Ach, jak to niewiele trzeba, by zadowolić taką bandę prostaczków, którzy niedługo mieli iść na śmierć...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Raventree Hall   Sro Gru 11, 2013 11:29 am

Ser Gawain był człowiekiem młodym, lecz doświadczonym. Liczył sobie niespełna trzydzieści dni imienia, od ponad zaś dziesięciu nosił tytuł rycerza. Znany był ze swej nieustępliwości, bystrego umysłu i... wielkiego wojennego topora, którym posługiwał się z niesamowitą wprawą, ścinając głowy, rozłocznkowując i masakrując oponentów. Krążyły plotki, że ser Gawain skrycie podkochuje się w kuzynce ser Reinmara i owa miłostka jest jednym z powodów, dla których chce wykazać się w bataliach. Jak to zazwyczaj bywa, w plotkach prawdy nie było wiele, a ich przyczyną był nadmiar okowity. To z resztą nie jest ważne. Ważne, że ser Gawain był dobrym żołnierzem, wodzem, a w potrzebie i dyplomatom. Nic więc dziwnego, że to on teraz prowadził za sobą główny trzon armii Doliny.
- Pamiętajcie - mówił do swych kapitanów - nie przyszliśmy tu walczyć. Przyszliśmy tu, by ludzie z twierdzy uznali nad sobą nasze zwierzchnictwo i uznali lorda, a tfu, Blackwooda za wiarołomnego. Jeśli wyrzekną się zdrajcy, nie poniosą żadnych konsekwencji czynu lorda, tfu!, Blackwooda. Jeśli twierdza zostanie poddana i ktoś tknie choćby jednego z mieszkańców, pewien może być, że zawiśnie, jak mi, tfu, bogowie mili.
Mieli ważne zadanie. Przejąć twierdzę bez rozlewu krwi. Na ich szczęście, nie było w niej lorda Blackwooda, który chyba postradał zmysły, prowokując nową wojnę z Dorzeczem, dopuszczając do mordów i gwałtów. I to lord Blackwood oraz jego armia mieli być ukarani, nie zaś niewinny lud.

***

Dzień był ładny, bezwietrzny, choć niezbyt ciepły.
Walder, wiekowy już myśliwy, a w latach młodości kłusownik i przemytnik, wybrał się tego dnia na łowy. Niepomny na ostrzeżenia swej równie leciwej siostry, wyruszył pieszo do Doliny Blackwoodów. Miał na sobie bezkolorowe łachy, które prosiły się o wymianę. Lecz bez grosza przy przysłowiowej duszy, będąc dosłownym niemalże gołodupcem, Walder nie mógł sobie pozwolić choćby na nową koszulinę. Krótko mówiąc, bieda zagoniła go na ziemie lorda Blackwooda, głód zaś skłonił do tropienia młodej łani, której ślady znalazł nie dalej niż dwa bądź trzy mile od samego Raventree.
- Toć zwierzyno będziesz moja - paplał sam do siebie szczerbatą paszczęką, z pietyzmem oglądając świeże ślady. Tak był zajęty wizją zdobycia świeżej dziczyzny, że nawet nie zauważył, jak od tyłu zaszła go dwójka ludzi.
- Nie trzęś rzycią, dziadku - rzucił jeden z nich. Chyba nie tutejszy. - Prowadź do twierdzy, a i grosza zarobisz.
Walder, ochłonąwszy z wrażenia, pokiwał ochoczo głową. Nikt nie znał tych stron lepiej od niego.

***

Ser Gawain doskonale wiedział, że aby oblegać twierdzę, trzeba ją otoczyć. I tak też zrobił, choć oblegać nie zamierzał. Kilkanaście oddziałów liczących sobie po sto ludzi otoczyło Raventree Hall, główne zaś siły w liczbie kilku tysięcy zajęły pozycję przed bramą. Ser Gawain ponuro przyglądał się twierdzy. Obrośnięte bluszczem mury pięknie prezentowały się w południowym słońcu. Tak piękna kraina, tylu beznadziejnie głupich, a tfu, lordów. Ser Gawain splunął.
- Ser Desmondzie, weź dwóch ludzi i jedź do twierdzy.
Rozkaz został wypełniony bez ociągania. Zadął pojedynczy róg i po chwili trójka jeźdców ruszył w stronę bramy Raventree Hall.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Raventree Hall   Sro Gru 11, 2013 10:55 pm

Mistrz Gry

Ser Cedric był człowiekiem, który najlepiej znał Raventree Hall. Urodził się tutaj, wychował tutaj i właściwie spędził większość swojego życie nie licząc kilku lat. Od ćwierćwiecza pełnił z dumą honorową funkcję zarządcy włości, ciesząc się nie tylko uznaniem rodu Blackwood, ale też okolicznych mieszkańców, z których się wszak wywodził. Był człowiekiem w sile wieku i niezwykle skromnym, często więc rezygnował z wszelkich honorów i pozostawał w cieniu, gdyż satysfakcję w pełni dostarczała mu świadomość, że tylko on jeden zna wszystkie tajemnice Raventree Hall.

Wiadomość o oddziałach, które zaczynały otaczać twierdzę w ciasny pierścień przyjął ze stoickim spokojem. Nakazał powstrzymać się od wszelkich działań, gdyż doskonale wiedział jakie to proporce i sztandary towarzyszom żołnierzom stojącym u bram. Budziło to mieszane uczucia zarówno wśród ludności, obecnych żołnierzach, co samych członkach rodziny. Arrynowie nie mogli pozbyć się uczucia, iż są obserwowani.
Tymczasem poselstwo spotkało się z otwartą bramą, będącym niemym zaproszeniem, zaś na dziedzińcu oczekiwał już nie kto inny jak ser Cedric w otoczeniu wiernych doradców i zbrojnych, prezentujący się dostojnie, jak jakiś posąg doskonale świadomy własnej wartości choć nie wywyższający się jednocześnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Raventree Hall   Sro Gru 11, 2013 11:34 pm

Ser Desmond czuł, że są obserwowani. Czuł to wyraźniej niż kiedykolwiek w swoim życiu. Mimo to, nie zawahał się ani na sekundę, razem ze swymi przybocznymi wjeżdżając do twierdzy. Nie ufał bynajmniej, że dowódcy twierdzy nie przejdzie nawet przez myśl pojmać posłańca, bardziej liczył na jego zdrowy rozsądek. Ten rodzaj agresji zapewne zostałby srogo ukarany, a z Raventree nie pozostałby kamień na kamieniu. Poza tym... żołnierze Doliny zawsze wykonywali swe rozkazy.
Ser Desmond zeskoczył z wierzchowca.
- Ser - skinął głową w kierunku człowieka, którego uznał za uprawnionego do prowadzenia rozmów. - Przybywamy tu z polecenia ser Reinmara Arryna, Starszego nad Prawem jego królewskiej mości.
Rozejrzał się po otaczających go ludziach.
- Ser Reinmar wyraża ubolewanie nad zdradą - z naciskiem zaakcentował to słowo - lorda Blackwooda, który miast wiernie służyć suzerenowi, zdecydował się na własną rękę prowadzić prywatne wojny. Zapewniam, że w chwili w której rozmawiamy, lord Blackwood jest lub za chwilę będzie odpowiednio ukarany za swe występki.
Przerwał na chwilę, dając ludziom chwilę, by rozważyli jego słowa.
- Ser Reinmar jednak nie widzi powodu, by przez pychę lorda Blackwooda miało cierpieć Raventree Hall.
Znów pauza.
- Jako że lord Blackwood z chwilą zdrady, stracił prawo do tych ziem, Lord Arryn oraz ser Reinmar zamierzają wyznaczyć nowego dowódcę twierdzy. Dopóki zaś takowy nie zostanie wyznaczony, pieczę nad twierdzą przejmie ser Gawain, przysłany tu w tym celu przez ser Reinmara, a tutejsza ludność będzie mogła wrócić do swego spokojnego żywota.
Zamilkł, czekając na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Raventree Hall   Czw Gru 12, 2013 10:10 pm

Mistrz Gry

Nie spotkali się z obnażonymi mieczami bądź też strzałami wymierzonymi w ich osoby - na znak pokojowych zamiarów, wszyscy obecni na murach żołnierze oraz Ci, którzy tkwili na dziedzińcu w dość reprezentatywnym szyku, nie sięgnęli nawet po oręż. Arryn na mocy postanowienia królewskiego pokoju był ich suzerenem. Okazaliby skrajną nierozsądność, gdyby rzucili się na kogoś, kto niesie wieści od Lorda Arryna. Ciekawskie spojrzenia prostego luda prześlizgało się za osobami zbrojnych, tłum zawsze ciągnęło tam, gdzie zapowiadało się widowisko będące ucztą dla oczu tych, którzy wcale sobie nawzajem dobrze nie życzą.
Padał deszcz. Drobne krople uderzały o bruk, moczyły wszystko i wszystkich bez wyjątku. W tej posępnej aurze w końcu wyłoniło się poselstwo, zaś ser Cedric z szacunkiem pochylił głowę, przykładając pięść do serca.
- Ser. Nie uprzedzono nas o waszym przybyciu, racz więc wybaczyć te skromne powitanie...
Bystre, szare oczy człowieka, który wiele w swoim życiu widział, zatrzymały się na osobne samego Desmonda. Jeden ze stajennych już chciał podbiec, aby przejąć wierzchowca i go oporządzić, nie mniej zatrzymał się w połowie drogi, sparaliżowany strachem, który budziła w nim osoba jeźdźca i jego towarzyszy. Czmychnął.
- Lord Blackwood podjął decyzję zgodną z własnym sumieniem. Nie prosił o me rany, nie chciał ich także od innych członków swej rodziny...
Ostrożnie wybierał słowa, cedząc je nim padły. Z ciężkim sercem musiał jednak dodać, świadomy tego, co się miało stać. Nie był głupi. Z jednej strony honor, z drugiej zaś zdrowy, trzeźwy rozsądek, który wyraźnie dominował w kalkulacjach - mając do dyspozycji niecałe pięć setek zbrojnych nie będzie w stanie obronić twierdzy.
- ... Jestem zarządcą Reventree Hall od ćwierćwiecza. Ślubowałem, iż dbać będę o to miejsce i ludzi, którzy tu żyją. Nie jestem katem, aby skazywać kogokolwiek na śmierć. Przekażcie ser Gawainowi, iż nie będziemy sprzeciwiać się decyzji Lorda Arryna.
Zalęgła cisza. Żołnierze Blackwoodów z nietęgą miną wpatrywała się w osobę Cedrica, jednakże ten nie zachwiał się w swej decyzji, biorąc na siebie pełną odpowiedzialność. Tak, jak uczynił to Blackwood, wyruszając na wojnę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Raventree Hall   Pią Gru 13, 2013 9:10 am

Deszcz nie przestawał padać. Krople były coraz większe, rzęsiste.
Ser Desmond przez chwilę kontemplował sytuację, przyglądając się zarządcy Raventree Hall. Jego szare oczy zdradzały bystry umysł. Widać w Dorzeczu są jeszcze ludzie, którzy nie przepili całego rozsądku, pomyślał w końcu wysłannik ser Gawaina. Refleksja owa pozwalała na odrobinę optymizmu co do tej żyznej krainy, do tej pory tak nieudolnie zarządzanej.
- Krzepiącą jest myśl, że większość ludu wciąż pozostaje wierna swemu suzerenowi - oznajmił poważnie ser Desmond. Rozejrzał się ponownie po otaczających go ludziach. - Rozumiem, jak ciężka była to dla was decyzja - oznajmił. - Wybraliście słusznie.
Nie zamierzał wygłaszać długich przemów. Skinął głową ser Cedricowi i dosiadł wierzchowca, który zarżał głośno. Już po chwili jeźdźcy zmierzali w stronę swego dowódcy.

***

- Dzięki, a tfu, bogom, że nie wszystkich jeszcze oślepiła mania wielkości - ser Gawain ubrał w słowa myśli ser Desmonda. - Widać, ser Cedric rozsądniejszy jest od lorda Blackwooda. Może to on będzie musiał go zastąpić. Ale to już rzecz lorda Arryna. My, panowie bracia, musim jeno spełnić wolę ser Reinmara.
Zabrzmiał róg. Jeden o dźwięku głośnym i krystaliczne czystym.
Ser Gawain ruszył do przodu, przypatrując się twierdzy, która zaprawdę pysznym była widokiem. Bluszcz porastający mury wyglądał wręcz mistycznie. Wierzchowiec szedł powoli. Podkute kopyta z plaskiem uderzały w rozmiękłe podłoże. Za nim, w karnych szykach, poruszała się piechota Doliny. Zmokłe sztandary nabrały koloru, który przebijał spod warstw spływającego kurzu. Przechodzili przez bramę. Wszyscy żołnierze byli wysocy, wspaniale uzbrojeni, robili wrażenie. To oni przeciwstawili się armii Dorzecza pod Krwawą Bramą. Największej armii jaka przemierzała Westeros w ostatnich kilku dziesięcioleciach. Powoli obsadzali twierdzę, stając ramię w ramię z ludźmi, którzy do niedawna należeli do lorda Blackwooda. Kiwali głowami. Poklepywali w ramię. Podjęliście słuszną decyzję. Wszyscy jesteśmy żołnierzami, dzielimy ten sam los. Od dziś walczyć będziemy pod wspólnym sztandarem.

Minęło kilka godzin, a nad Raventree Hall załopotały nowe sztandary. Jasnoniebieskie z wizerunkiem orła i księżyca. Twierdza należała do rodu z Vale. Ser Gawain miał ręce pełne roboty. Razem z ser Cedriciem, musieli rozlokować żołnierzy w odpowiednich ku temu miejscach, rozesłać kruki i powiadomić ludność. Podczas gdy piechota zajęta była w twierdzy, reszta armii wymaszerowała.

Nikomu nie spadł włos z głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Raventree Hall   

Powrót do góry Go down
 

Raventree Hall

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Raventree Hall
» Hall Wejściowy
» Hall
» Sklep Wielobranżowy Union Hall

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze-