a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabrzeże



 

 Nabrzeże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Nabrzeże   Wto Wrz 10, 2013 5:44 pm

//Komnata sypialna Adrienne, dziedziniec, Casterly Rock.

To miejsce dawno nie widziało tak wielkiej armii maszerującej w stronę Lannisportu. Piękny słoneczny dzień miał być świadkiem okropnej rzezi, która miała mieć miejsce w mieście portowym Zachodu.
Aart maszerował ze swoją strażą na przedzie korowodu, który mienił się pięknie tysiącami refleksów, odbijając się od zbrój wojów. Widok ten mógł oznaczać wiele, jednak teraz wyrażał tylko jedno stwierdzenie- wojnę. Obraza rodu przez Greyjoyów nie mogła się zakończyć bez echa, złotowłosy o to zadba. Piasek unosił się pod kopytami koni i butów żołnierzy, którzy maszerowali zgodnie, aby strzec pokoju na ziemiach pod pieczą wielkiego Lorda Lannistera. Nie mogli się wahać, nie mogli zatrzymać się i uciec jak najdalej. Nie oni, zdyscyplinowani i waleczni wojowie, elita Siedmiu Królestw. Dźwięki trąb kształtujących dźwięk w ryk lwa jeszcze nie ucichły, gdy do maszerującej armii dołączył posłaniec, który czym prędzej dotarł do dowódcy.
- Panie, rycerze Doliny przybyli z pomocą, odparli atak Greyjoyów. Teraz ostrzegają nas przed flotą zdrajców, która zmierza w kierunku Casterly Rock. Zaatakowali Lannisport ogniem.- wyrecytował formułkę, którą zapewne starał się zapamiętać prędko pędząc ku grupie... Gromadzie... Ogromie zbrojnych.
Młody panicz wysłuchał uważnie słów młokosa i podniósł rękę na znak zatrzymania pochodu. W kilka minut cała armia stała w oczekiwaniu na dalsze polecenia. Głupcy wiedzą, że na wodzie będą trudnym celem. Zapewne zaatakują Casterly Rock z drakkanów, jednak głupcy nie domyślają się, że cała twierdza jest ze skały, nawet dachy.
Odwrócił się do swoich doradców, a zarazem dowódców oddziałów.
- Każcie łucznikom ustawić się wzdłuż brzegu, potrzeba nam ich około 200. Niech obciążą swoje strzały i zapalą je, gdy tylko zobaczą statki na horyzoncie. Niechaj podpalą ich jak najwięcej i oby walczyli dzielnie, bo zostają tutaj sami. Pozostaną z nimi jeszcze 300 osób piechoty, która podobija pogorzelców starających się wydostać na brzeg. Zarżnąć ich jak bure suki, nie okazywać litości.- rozkazał, po czym zawrócił swojego konia i skierował się ku tyłom. Tyły stały się przodem, a on zmierzał z powrotem pod Casterly Rock, gdzie miał zamiar odeprzeć atak nieprzyjaciela.
[/zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Nabrzeże   Pon Gru 09, 2013 9:30 pm

// Dziedziniec Casterly Rock

Nienawidziła siedzieć w domu. Przebywanie pośród czterech ścian w otoczeniu zakłamanych kurew, które w swoim mniemaniu były idealnie ułożone i przykładne doprowadzało ją do szału. Kłanianie się, uśmiechy, które przez Cypris nigdy odwzajemniane nie były. Ona nie znosiła ich, a oni jej, ale z taką różnicą, że wszyscy dla najstarszej córki lorda musieli być mili. A ona dla nich nie. Lała na to wszystko przysłowiowym sikiem parabolicznym i miała głęboko w poważaniu, jak bardzo ją wyklinają na osobności czy w myślach. Szczerze mówiąc, to domysły o tym ją bawiły i chętnie sama by posłuchała, co sobie naprawdę o niej myślą. Dlatego nie dziwnym było, że nie chciała siedzieć pośród obłudnych ludzi i wyjeżdżała w plener, kiedy tylko mogła. Cisza, spokój, nic więcej oprócz siebie samej, konia i otaczającej cię przyrody. Nie była fanką wycieczek po lesie, ale zawsze można pod nim usiąść i spędzić tak cały dzień. Byle jak najdalej od tej chorej obłudy, którą już chciało się rzygać. Doprawdy, ileż można.
Podążała obok Rodiona, co jakiś czas posyłając mu tajemnicze spojrzenie lub zadziorny uśmiech. Intrygował ją, ciekawiło ją, czemu również nie chce tkwić w zamku i otoczeniu swojej familii. Mogła się jedynie domyślać, ale po co miała marnotrawić czas na zbędne spekulacje, skoro zawsze można było zapytać wprost?
- Uraczysz mnie odpowiedzią - zaczęła, zatrzymując się u nabrzeża, nie czekała na decyzję Rodiona o postoju - Czemu tak nie znosisz swoich ludzi i rodziny? - kontynuowała, patrząc na niego bacznie i szelmowsko się uśmiechając. - Taki wyniosły lew jak ty.... Powinien być z nich dumny, czyż nie? - w jej głosie dało się wyczuć ironię, czy nawet kpinę, jednak nie było skierowane konkretnie do jego osoby. Objęła tym całą sytuację, która wytworzyła się pod wpływem stereotypów rozgłaszanych na temat Lannisterów. Dumni, wyniośli, kiedyś bogaci. Wywyższający się, zadufani w sobie. Cypris nie miała zamiaru zastanawiać się ile jest w tym prawdy, a ile zmyślonych bajeczek. Zeskoczyła z konia jednym zgrabnym ruchem i miękko opadła na ziemię. Pogładziła Falladę po łbie, uśmiechając się lekko - łączyła ją z nią pewnego rodzaju więź, wolała ją bardziej od ludzi. Nie mówiła, nie kłamała, słuchała się. Czego więcej chcieć?
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Nabrzeże   Sro Gru 11, 2013 6:23 pm

|Początek, yo

Nie lubiła bezczynności, która wiązała się z leniwym popołudniem w Casterly Rock. Powinna siąść przy oknie i wyszywac, jak przystało, albo rozmyślać, a nie włóczyć się po zamku i okolicach w poszukiwaniu ofiary, która będzie musiałą znieść jej towarzystwo. Miała wrażenie, że każdy w Zamku wyczuwał to i uciekał z jej pola widzenia, gdyż jak na Casterly Rock, to było aż przerażająco pusto. Normalnie jakby smoki pojawiły się na niebie i wszyscy pochowali się w swoich komnatach. W myślach dziękowała jednak Siedmiu, ze nie jest tak zawsze. W milczeniu spowodowanym uporczywym barkiem towarzystwa ruszyła na wybrzeże. Może fale dotrzymają jej towarzystwa. One nie mogą uciec ani się schować. Ani jej odmówić. Uśmiechnęła się delikatnie stając na jednym z kamieni tworzących swego rodzaju zejście na sam brzeg. Wiatr wiejący od morza zaczał rwać jej suknię, koloru jasnobłękitnego. Za to lubiła Casterly Rock. Ale mimo wszystko tęskniła za Hornvale, mimo, iż pamiętała je bardzo słabo. W końcu już 8 dni imienia, a ona dalej nie opuściła murów Casterly Rock. Ojciec dalej nie chce, żeby wróciła do ojczyzny. Nie chce, albo nie może jej sprowadzić. Chyba, ze czeka, aż Araminta znajdzie sobie małżonka. No to sobie raczej poczeka, na to wygląda. Z cichym westchnieniem odwróciła wzrok od morskich fal i rozglądnęła się po okolicy, zauważając niedaleko dwie postacie. Daleko, niedaleko, bo nie mogła rozpoznać kto to. Cudownie. Mimo wszystko nie ruszyła się z miejsca, czekając nie wiadomo na co.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Nabrzeże   Nie Gru 29, 2013 8:25 pm

Megaire wracała właśnie ze schadzki. Daeron nie chciał odeń odejść, więc spacerował z nią po plaży, choć panna Hills odpychała go i uciekała mu co chwila. Wciąż łapał ją, brał w ramiona i składał na ustach gorący pocałunek, a jego wielkie dłonie, wyciosane jakby z dębu, chwytały jej pełne piersi i miętosiły mocno. Megaire nie była w stanie mu odmówić i kochali się gorąco wśród samotnych skał kilkakrotnie w ciągu ostatnich paru godzin. Musiała jednak wrócić, a ten wielki przygłup, co miał za dużo w spodniach, a za mało w głowie nie był tego w stanie zrozumieć. W końcu się poddał, gdy ostrzegła, że więcej nie wypije miesięcznej herbaty i nigdy już nie będzie jej miał.
Megaire pognała dalej plażą, odziana w skromną jak na naturalną córkę lorda Lannistera, suknię. Śnieżnobiałą, ozdobioną haftem. O ironio, biały był symbolem niewinności i dziewictwa. Na ustach jak zawsze miała przebiegły uśmieszek, a lannisterskie spojrzenie kocich oczu uwodziło każdego mężczyzna. Dostrzegła jednak lady Aramintę, ku swemu niezadowoleniu. Przygłup Daeron myślał wylącznie o własnym zadowoleniu.
-Witaj lady Araminto - rzekła Megaire i dygnęła przed córą zrodzoną z prawego łoża.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Nabrzeże   Pią Sty 03, 2014 4:43 pm

Rozmyślania przerwał jej głos i widok osoby, którą prawdopodobnie uznałaby za ostatniego partnera do rozmowy. Megaire Hills, której nazwisko uprzedzało do jej osoby większość ludzi w Casterly Rock, stanęła przed nią z uśmiechem godnym lannisterki. Jakaż to szkoda, że nie została zrodzona z prawego łoża, a z zachcianki samego lorda.
-Witaj.- Odpowiedziała również dygając. Bękart, nie bękart, zasady trzeba jakieś zachować. Tytułowania nie lubiła szczerze, ale nazwisko Megaire załatwiało sprawę.
-Cz cię sprowadza na nabrzeże?-Kolejny akt dobrego wychowania. Nie liczyła na szczerą odpowiedź. Wręcz wyglądało na to, że cała rozmowa będzie bardziej dyplomatyczna, niż wymiana zdań na nabrzeżu powinna być. A mimo to Araminta uśmiechała się całkiem szczerze na tą rozmowę, która może się zawsze róznie potoczyć. Albo szybko skończyć, kto to wie?
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Nabrzeże   Sro Sty 22, 2014 9:51 pm

Są takie dni, których się nie zapomina i noce, które mijają szybko, bezboleśnie i pozostawiają ślad na psychice, ale są przysłonięte dziwaczną mgłą, zapamiętane połowicznie, znikomo utrwalone w jakże ulotnej pamięci. Oczywiście gdzieś pomiędzy tymi niewyraźnymi i niespamiętanymi obrazami znajdują się te jasne, które jak na złość pojawiają się dość często. W tym przypadku ów malutkim szczegółem, który Rodia będzie wspominał przez kolejne kilkanaście lat była szczupła sylwetka kobiety, która na moment przysłoniła wyłaniające się spomiędzy koron drzew słońce. Niewyraźne i zaspane, chylące się ku ziemi lekkie pastelowe barwy, jakby próbujące się piąć w górę, bo wyciągały po raz to swoje długie łapska, aby uchwycić się nieba i na moment jeszcze pozostać na ciemniejącym sklepieniu. Ale istniała siła potężniejsza, ciągnąca je ku dołowi i przecież wiadomo: zaraz zniknie. I właśnie na tle tegoż światła zniknęła Cypris, zanurzyła się w gęstym wodospadzie liści.
To takie głębokie Rodia, że aż żałosne.
Mimo to wyczuł, że rzuca mu nieme wyzwanie, które mimowolnie zignorował. Ten świat i jego dobre strony służyły mu już te dziewiętnaście nieszczęsnych lat, szczęście jeszcze przez jakiś czas będzie się do niego uśmiechać. Być może i dłużej, kto wie, ba, jeszcze jego nieszczęśni bracia dorwą się do władzy przed prawidłowym czasem i doprowadzą ich ród do jeszcze większej ruiny. Mógłby sam jednak się nad tym zastanawiać dłużej, wieczność wręcz, ale nie mógł stracić tak idealnej okazji, aby choć na chwilę odetchnąć czystym i wręcz nielannisterskim powietrzem, miał nadzieję, a czystym, morskim, nieskażonym obłudą i krętactwem. Ale niestety gdziekolwiek się uda, zawsze będzie musiał męczyć się sam ze sobą, a to jedna z jego nadzwyczajnych zalet jak i przekleństw, był najmłodszym wnuczkiem samego lorda i niestety nosił w sobie ten pierwiastek, który momentami mu ciążył a innymi wręcz uskrzydlał, tak dla czystej zasady, aby nie było nudno i melancholijnie, a w zamku trudno o jakąkolwiek rozrywkę. Życie z czasem się nudzi, po prostu, traci swój smak.
-Nie powiedziałem, że ich nie… - zero życzliwości, czysta szorstkość, ale kiedy dokończył, jego głos nieco zmiękł – …znoszę.
Zsunął się z konia wciąż trzymając go na wodzy, przez chwilę wpatrywał się w jeszcze zimną toń wody oraz słońce, które niechybnie uciekało za horyzont. Zmarszczył czoło jakby z niezadowoleniem. Intrygował ją? Ona też był na swój sposób wyjątkowa, ale jednocześnie zwyczajna i pospolita, kobieta, buntująca się ale nadal posłuszna. Przez moment chciał ją podziwiać, ale to tylko niewinna iskierka, która mignęła przez jego umysł i zaraz zniknęła w mroku, bo zrozumiał, że niewiele różni się od niego. Kolejna zagubiona i niespełniona bogactwem, szukająca czegoś więcej, ale mimo to ugięta pod jarzmem starszych, pod jarzmem odpowiedzialności i narzucającej ogólny porządek władzy. Nawet sam Rodia wątpił, by kiedykolwiek odważyłby się wystawić choć duży palcem poza granicę lannisterskiej przyzwoitości, oczywiście tylko jawnie, bo po ciemku i dyskretnie – oczywiście, że nie zawahałby się przed niczym. Rodowa przypadłość, sentyment.
-Ależ oczywiście, że jestem z tego dumny, dumny z moich niewinnych braci - uniósł wskazujący palec ku górze – tych prawych, idealnych, szczerych – skrzywiłby się, gdyby mu przystało, ale jedynie uśmiechnął, jakiś idealny kontrast do jego przesączonych jadem słów – Ale i tak umrą, zginą na wojnie, zostaną otruci, zabici przez własne kochanki, żony, córki, a potem na samym finale, ha, zgniją kilka metrów pod ziemią, tak jak rolnik kilometr dalej czy ktokolwiek inny. Wszystko zmierza właśnie tutaj – wskazał bezceremonialnie na ziemię z dziwnym ciężarem w żołądku, że jednak nie powinien wygłaszać swoich dziwnych filozofii, które swoją drogą przyszły mu na myśl właśnie teraz. Mimo to brakowało mu Mau, a chyba jej jako jedynej mógł powiedzieć cokolwiek, a kiedy ów kobiety nie było w pobliżu, miał potrzebę znaleźć oparcie na kimś innym. To niewiele, jedynie cząstka jego dziwacznej osobowości, ale mimo to Cypris powinna się cieszyć, że nie począł opowiadać jej o kolejności rozkładu w ciele człowieka.
Och tak, najpierw białka, rzecz jasna. Już kilka godzin po śmierci. A potem…
-Jedź ze mną na północ – wyraził w kilku słowach swoje chwilowe pragnienie, kiedy znów na nią spojrzał i wręcz śmiało, zbyt śmiało, chwycił ją za dłonie. Nie serdecznie, nie w jakimś pseudo-romantycznym geście, a zwyczajnie, z siłą i przekonaniem, jakby starał się przekonać ją, żeby zgodziła się, mimo wszystko.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Nabrzeże   Wto Sty 28, 2014 10:27 pm

Trudno nazwać powietrze czystym. Wszyscy, nawet ci najgorsi, oddychają tym samym powietrzem. Dlatego nie trudno wdychać coś, co dopiero zostało wyplute przez jakąś spierdolinę tego świata. Nie trudno się tym zachłysnąć, nie trudno udawać, że jest wspaniale. Ale nikt nigdy nie wie, jaka jest prawda i co się wydarzyło. Nigdy nie ma pewności, że wiemy wszystko. Coś co nam służy od tylu lat może okazać się jedynie obłudą, którą naiwnie zaakceptowaliśmy i przyjęliśmy jako coś normalnego. Gdybyśmy się dowiedzieli, że to wcale nie jest dobra rzecz, nie uwierzylibyśmy. Wyśmialibyśmy każde słowo, które według nas jest bujdą i niedorzecznością.
A to okazałoby się prawdą.
Mogła rzucać nieme propozycje, aluzje. Mogła to robić skutecznie lub na wiatr, dla własnej satysfakcji. Uważała to za normalne, choć może wcale takim nie było. Różni byli ludzie, różne mieli zwyczaje. Choć zazwyczaj te ich "zwyczaje" Cypris przeszkadzały niemiłosiernie. Ale milczała. Na początku milczała, ignorując to ze swoistą grzecznością. Gdyż czasem panna Lefford trafiała na osoby, którym się wydawało, że mogą, a nawet powinny jej pokazać. Werbalnie i intelektualnie zarazem. Z początku Cypris nie reaguje, głównie dlatego, że nie wierzy, że może istnieć ktoś tak głupi. Ale w końcu nudzi jej się ta fascynująca obserwacja i wtedy wykonuje woltę krótką, acz dla nich morderczą. I się zaczyna płacz i zgrzytanie zębów, gdyż okazuje się, że Cypris jest o wiele lepsza w takie gierki niż osoba, która to wszystko zaczęła.
- Nie musiałeś tego mówić... - zaczęła, posyłając mu znaczący wzrok spod długich rzęs. - Można to łatwo wyczytać z twojej twarzy, z twych reakcji. Uwierz mi, panie, to nic trudnego. - uśmiechnęła się lekko, splatając ręce za swoimi plecami. Nie musiała być specjalistką, by odczytać jego emocje. Może nie była to czysta nienawiść, ale sympatią ich z pewnością nie darzył.
Owszem, Cypris nie potrafiła się sprzeciwić całkowicie. W końcu co mogła powiedzieć osiemnastoletnia dziewczyna naprzeciw woli ojca, który jednocześnie był bogatym lordem? Jej słowa były nic niewarte, rzadkością było, by jej zdanie go kiedykolwiek zainteresowało. Jego opinia zawsze była lepsza i jednocześnie niezmienna, bez sensu były jakiekolwiek próby przeciwstawienia się. Wszystko odbijało się jak echo od ścian i wracało, dając do zrozumienia, że nie ma szans na jakąś zmianę. Po prostu trzeba zaakceptować decyzję jaką jest. Albo udawać, że się ją zaakceptowało. Kłamstwa, słodkie, ale nieprawdziwe obietnice, ich miałkość pozostawiająca niesmak - dzięki temu jeszcze jakoś nie wyszła z siebie i trzymała się pionu. Dzięki nim mogła czerpać jakąkolwiek radość z życia. Kruchego i nic nie znaczącego życia.
- Trudno nie być dumnym. W końcu to lwy! - rzekła z udawanym zachwytem, z dozą nieszczerej fascynacji. Nadal słuchała jego nienawistnego wywodu, który napawał ją swego rodzaju radością i satysfakcją. Miło było posłuchać dla odmiany prawdy, która jest sobą bez względu na to, że jest bolesna czy niepoprawna. Zaśmiała się lekko na jego wzmiankę o zabiciu przez własne żony, gdyż do głowy przyszła jej pewna retrospekcja. Jednak jej uśmiech szybko zbladł, gdy przypomniała sobie, że to jej słodki sekrecik i nie powinna się z tym afiszować. Mimo to, nadal słuchała jego wypowiedzi, kiwając potwierdzająco głową.
- Otóż to. Wszyscy skończymy tak samo, więc po co przejmować się tym, jak będziemy żyć? Hah, to pytanie wywołałoby u mojego ojca bezbrzeżną grozę i zapewne dostałby spazmów. - zaśmiała się na samą myśl, tym razem jednak nie przejęła się tym, co pomyśli o niej Rodia. Niech się dzieje wola nieba.
Jego następne słowa, które, jak okazało się potem, były szczerą propozycją, zbiły ją z tropu. Nie do końca wiedziała jak ma na to zareagować.
- Obawiam się, że mogę być tam nieproszonym gościem... - zaczęła jakby niepewnie, co nie było do niej za bardzo podobnie. Poczuła się lekko przytłoczona jego wzrokiem, a dotyk jego dłoni wzbudził w jej ciele dreszcz zaskoczenia. - Dlaczego mi to proponujesz? - zapytała, bo nie rozumiała zbytnio celu jego propozycji. Można rzec, że była zaskoczona.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Nabrzeże   Wto Lut 04, 2014 11:47 pm

Powrót do normalności, a powód – jak każdy inny. Błahy i bez wyrazu, znajdujący się gdzieś pomiędzy beznadziejnością a przypadkiem. Życie brnęło przed siebie niczym wartka górska rzeka, obijając się o twarde skały, rzeźbiąc pod sobą grunt i przestrzeń. Zarówno jego bracia czy siostra, ojciec czy wujek, najszlachetniejszy ze wszystkich Lannisterów – dziadek, oni wszyscy dążyli do tego samego celu, do nieosiągalnej idealności własnej egzystencji, do trwania, aby ścieżka, którą kroczyli, nie zatarła się na żadnej ze stron, aby była gładka i płynna, aby świat, w którym żyli, uginał się pod ich decyzjami. I jakaż to była furia, kiedy okazywało się, że ginęli wśród kakofonii obcych głosów, lecz donośniejszych, kiedy zapoznani był iż ciągłym zwycięstwem i triumfem. Rodia stanowił jednaki punkt oporu, przeszkodę na tej idealnej nawierzchni, po której nadal zmierzali w kierunku celu, uważanego za jedyny słuszny. Dziwił go fakt, że do tej pory ani jego ojciec, ani sam lord nie wysłali go na Mur. Hańba i wstyd owszem, ale pozbyliby się ciężaru, który pojawiał się zawsze, gdy był najmniej potrzebny. Zawsze pozostawał na uboczu, milczał, nie wdawał się w dyskusje, jeśli nie musiał, ale kiedy pytano go, odpowiadał zdaniami, które uważał za słuszne, aluzjami, które twardo mierzyły w środek tarczy, w ten najsłabszy punkt doprowadzający Lannisterów do szału – brak solidarności. Trudno jednak tworzyć jedność z rodziną, kiedy powietrze Casterly Rock dusi, a widok jasnowłosych cherubinków zmierzających do zamku na swych rumaka – przyprawia o napady mdłości i kolejne westchnienia rozpaczy. Czekał zatem na tę chwilę, niczym więzień na egzekucję, z zapartym tchem, na chwilę, kiedy w końcu zwyczajnie ugnie się pod mocą woli swego ojca. Bo taki moment nadejdzie: kiedyś końcu trzeba dorosnąć i porzucić wątłe marzenia o własnych i samodzielnych decyzjach. Dobre sobie.
-Nie lubię być dla kogoś otwartą kartą – stwierdził, a do jego na pozór zobojętniałego tonu wkradła się nutka lodu, kiedy ponownie obrzucił Cypris od góry do dołu, jakby oceniając ją jeszcze raz. Skrupulatnie i tym razem poprawnie. I nie wątpił, aby sam fakt, że wyraził niezadowolenie, postawił go w nieodpowiedniej pozycji w perspektywie emocjonalnej potyczki, ale uznał to za pokręcony akt łaski: niechże pozna troski młodego lwa, bo być może nigdy więcej nie spotka jej takowy zaszczyt. Pierwszy i ostatni raz – Sprawiaj chociaż pozory, że czegoś o mnie nie wiesz – niby to rozbawiony, ale wciąż nie czuł się na siłach.
Nieprzewidziany nokaut wykonany na jego słabej psychice?
Uświadomił go, jak bardzo są do siebie podobni. Oczywiście nie nazwał tego zjawiska po imieniu, okrążył go kilkakrotnie i rozpoznał pod całkiem inną nazwą – zrozumieniem. Stała tu, a on nie starał się zachować pozorów, nie grał, a poczucie swojskości, które było mu obce od powrotu z Północy, niepokoiło go. Mechanizm obronny uaktywnił się i nie pozwolił mu wyrwać się ze swoich łapsk, w końcu to nie pierwszy raz – kolejny spisek, ułuda?
Jeśli tak – to kolejny cios prosto w serce. I nic już tego nie naprawi, zaufaj samemu sobie, a potem zdaj sobie sprawę, że żyłeś w okrutnym kłamstwie, bo instynkt kolejny raz cię zawiódł, a ty wpadłeś w pułapkę zastawioną przez twój własny umysł.
-Ja czynię to, co mogłoby Cię uszczęśliwić, a ty postarasz się uszczęśliwić mnie swoim milczeniem – być może prawda, być może kłamstwo. Słowa ułożone w przecudnie brzmiącą dlań formułkę. Odwrócił wzrok od twarzy kobiety i spojrzał na ostatnie promienie słońca wyciągające ostatnie złote ramiona ku uciekającemu niebu. One jedna opierały się nieznanej nikomu sile i opadały, mimo starań, których się podejmowały. Zawsze przegrywały – Nie pozwolę także, aby najdoskonalszy wróg uciekł mi koło nosa –bez zapowiedzi, ponownie cofnął się i wsiadł na konia lekko, chwycił za wodze i znów omotał dziewczynę z zainteresowaniem – Najlepszy wróg to taki, przed którym nie masz oporu – spiął konia i uśmiechnął się jedynie –Widzimy się jutro o świcie na dziedzińcu, Lady Lefford.
Dobry powód nie jest złym, takich należy nauczyć się doszukiwać, aby nie paść kolejną ofiarą cichych intrygantów.
Czasami żałował, że nie zna umiaru.
[zt]
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Nabrzeże   Sro Lut 05, 2014 6:40 pm

Najwidoczniej jednak nie dane jej było usłysześ odpowiedzi na zadane pytania. Trudno. Jakoś szczególnie jej te wiadomości do egzystencji na tej ziemi nie są potrzebne, więc postanowiła odpuścić. Towarzyszka najwidoczniej zajęła się zliczaniem chmur przepływających przez nieboskłon, gdyż stała wpatrzona w jakiś punkt powyżej głowy Araminty już od dłuższego czasu, który blondynce bądź co bądź zaczął się niezmiernie dłużyć. Koniec końców zaczęła szukać pretekstu do odejścia z nabrzeża i udania się gdziekolwiek. W tym momencie już ciekawszym zajęciem zdawała jej się przechadzka po pustym dziedzińcu w towarzystwie własnej osoby, niż sterczenie na skałach i przyglądanie się falom, które w pewnym miejscu były irytująco przysłonięte przez Megarie.
-Wybacz, ale jestem zmuszona odejść w ważnej sprawie.-Powiedziała w końcu i odwróciła się skąpiąc nawet pożegnania bękartowi. Towarzyszka z reszą wpadła chyba w pewnein rodzaj transu, gdyż nie zareagowała w żaden sposób. Araminta nie za bardzo wiedziała co ma zrobić, więc po prostu ruszyła z powrotem w stronę zamku.

|zt
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Nabrzeże   Czw Lut 06, 2014 10:05 pm

Gdyby rodzice Cypris pozbyli się jej w jakikolwiek sposób, wielki problem spadłby im z głowy. Jednak to nie było takie proste. W końcu kto by chciał odciąć się od swojego jedynego dziecka? Jedynej dziedziczki, która na szczęście miała łeb na karku i z powodzeniem mogłaby zająć się Golden Tooth w razie wypadku. Nawet sama. Była typem osoby, której mąż do szczęścia potrzebny nie był. Mogła się zabawiać z mężczyznami, ale nigdy nie chciała być z kimś na dobre i na złe, bo znając życie nie wytrzymałaby psychicznie. Chyba, że trafiłby się jakiś cudowny wyjątek, który nie ignorowałby jej zdania oraz nie umniejszał jej zdolności i kompetencji, tylko dlatego, że jest innej płci. Ale w owych czasach takiego ze świeczką szukać. Niestety, wołając w poszukiwaniu takiego odpowie ci tylko echo.
Dla Cypris większość osób było jak otwarta karta. Zwłaszcza mężczyźni, którzy usilnie starali się coś ukryć. Nie musiała wiedzieć co ukrywają, ważne było, że coś takiego istniało. Wydobywanie sekretów nie jest trudne. Wystarczy trochę perswazji, odpowiednie spojrzenie i słowa... W ten sposób można osiągnąć wszystko. Ale jeśli znajdzie się ktoś, kto nie ulegnie... Wtedy wystarczy upewnić się, że ta osoba zabierze ten sekret do grobu.
- Dam ci po jednym smoku za każdą osobę, która to lubi. - zaśmiała się w odwecie na jego niezadowolenie. Może właśnie to chciała? Wzbudzić w nim irytację, wewnętrzną złość? Lubiła się droczyć, bardzo. Jedno z wielu wdzięcznych hobby, które podobają się jedynie wąskiemu gronu osób. - Nie wiem wiele. - stwierdziła, po czym wbiła swoje spojrzenie w jego oczy. - Ale myślę, że kiedyś uda mi się poznać więcej faktów o tobie. - dodała, uśmiechając się uwodzicielsko, po czym szybko odwróciła się w stronę słońca.
Byli podobni. Może nie na pierwszy rzut oka, ale gdyby dłużej nad tym pomyśleć - trudno by znaleźć jakieś większe różnice. Ich wadą było to, że nie byli w ciemię bici. Nie stali się posłuszni i głupi jak reszta członków ich rodziny, nie podążali ślepo za wyznaczonymi ideałami. Jako jedyni zauważyli, że to bez sensu. Inni ich nie rozumieli. A kiedy człowiek czegoś nie rozumie, podświadomie uznaje to za złe. Byli inni przez ich indywidualność, a wychylanie się było karcone. Ich największą wadą była zdolność samodzielnego myślenia oraz posiadanie własnego zdania. Ale w końcu i tak ulegali. Zawsze. Ciągle musiał znaleźć się ktoś silniejszy, twardszy i bardziej przekonujący.
A oni powoli dostawali szału.
- Skoro chcesz mnie uszczęśliwić, dlaczego każesz mi milczeć? - zapytała, marszcząc brwi. Nie potrafiła siedzieć cicho. Była kobietą, musiała dużo gadać. Taka była z natury. Ale skoro chce, to niech mu będzie. Wywróciła oczyma i już się nie odezwała, choć mogła powiedzieć sporo. Niekoniecznie miłego, ale liczy się, że mogła.
- Och, czyli wyznajesz zasadę "Miej przyjaciół blisko, a wrogów jeszcze bliżej"? Dobrze wiedzieć. - odwróciła się do niego, zauważając, że to kolejny fakt, który utwierdzał ją w przekonaniu, że są jak dwie krople wody. Choć może te krople są z dwóch innych rzek, w istocie nie różnią się zbytnio. Na jego ostatnie słowa jedynie się tajemniczo uśmiechnęła, po czym zwróciła się z powrotem do słońca. Postała jeszcze chwilę, a kiedy upewniła się, że Rodia jest już daleko, sama wsiadła na konia i ruszyła do zamku. Ruszyła bardzo wolno, zapewne dotrze tam po zmroku. Ale trudno, niech się martwią. Cypris niezbyt przejmowała się czyimiś lękami.
Nie zatopi swoich demonów, bo potrafią pływać.

z/t
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Nabrzeże   

Powrót do góry Go down
 

Nabrzeże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Nabrzeże/przystań/keja.
» Nabrzeże i stocznie
» Nabrzeże w pobliżu Hart Island

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Zachód-