a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Sea of Dorne



 

 Sea of Dorne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Sea of Dorne   Sro Wrz 04, 2013 11:39 pm

// ziemie burzy

Płynęli już sporo czasu. Po załodze nie było jednak widać zmęczenia. Widać było, że robią to, co kochają. Wiosłowali ile mięli sił w dłoniach. Popijali przy tym wino, całkiem dobrze się przy tym bawili. Prudence całe dnie spędzała na spacerach po pokładzie i rozmowach ze swoją załogą. Każdemu poświęcała chwilę, byli przecież jej rodziną. Chyba za to za nią przepadali, nie traktowała nikogo jako kogoś gorszego. Nie wywyższała się, nie była typową panienką z dobrego rodu. Nie przeszkadzało jej, że rzucali kurwami w jej towarzystwie, ba sama klęła gorzej niż większość jej załogi. Było po niej widać, że morze jest tym co kocha. Tutaj czuła się wolna. Mogła być sobą, nie musiała grać.
Czuła lekki dyskomfort przez towarzystwo ludzi z Doliny, nie pokazywała jednak tego. Nie ufała im, nie była do końca przekonana do ich bezinteresownej podróży. Jakby coś było nie tak wylądują za burtą z rozszarpanymi gardłami, wiedziała, że chłopakom spodobałaby się taka zabawa, zawsze to jakaś rozrywka podczas długiej podróży.
Kiedy znajdowała chwilę wolnego notowała coś w swoim dzienniku. Tak, prowadziła go już od kilku lat, zapisywała wszystko od najmniejszych pierdół.
Dopływali już do Dorne, czyli ponad połowa podróży za nimi. Już niedługo chwycą za miecze, nadejdzie ta chwila. Upragniona zemsta, Prudence tylko na to czekała, tak samo jak załogi dziesięciu Drakkarów, które płynęły razem z nią. Gdzieś tam czekała dalsza część floty, zacznie się nieuniknione. Zerknęła jeszcze na sygnet, który dostała od króla, czerwień Lannisterów, niedługo poleje się krew.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Sea of Dorne   Nie Wrz 22, 2013 7:06 pm

//Starfall

Dornijskie morze nie mogło być teraz tak niespokojne. Nie padało, wiatr był spokojny, a statki Dayne'ów płynęły spokojnie przez morze. Żeglarze zasłonili bandery świadczące o przynależności statków do konkretnego rodu, nie trzeba było rzucać się w oczy. Musieli być cierpliwi i czekać na znak - dopiero wtedy będą mogli wypełniać plan. Aries wciąż nie czuł się z tym najlepiej, ale cóż począć. Płynęli, to płynęli, bez gadania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
431
Join date :
27/09/2013

PisanieTemat: Re: Sea of Dorne   Sob Paź 26, 2013 9:19 pm

/Stonehelm

Poszarpane, rozciągnięte chmury wiszące nisko nad morzem mieniły się wszystkimi odcieniami różu i bordo, którymi poznaczyło je niewidoczne w tej chwili słońce. Orys uwielbiał ten widok. Nawet pomimo późnej pory i wielu godzin, które spędził, ślęcząc nad mapami, wciąż pozwalał się ponieść zachwytowi. Czasem przychodziło mu do głowy, że spoglądanie latem na nocne niebo z pokładu „Morskiej Furii”, płynącej dziś tak jak reszta floty bez bandery Baratheonów, gdzie właściwie mieścił się jego drugi dom, to jedna z największych korzyści, jaka przypadła mu w dowodzeniu flotą. Rozcinane dziobem statku i prute wiosłami wody Morza Dornijskiego również wydawały się ulegać magii chwili – na lśniącej tafli akwenu, aż po horyzont nie widział niemalże żadnego ruchu, ale na wskutek nielicznych promieni słonecznych przebijających się przez chmury dostrzegał pojedyncze migotliwe światełka. To była magiczna chwila. Tym bardziej że Baratheon wiedział, iż ta zaraz pryśnie. Jak zwykle kres jej położyło ciche trzaśniecie drzwiami kajuty. Orys stłumił westchnienie, sprawdził pas z klamrą w kształcie jeleniej głowy, poprawił wams – skromny i niepozorny jak na ogromny zakres władzy, jaką dawało stanowisko zajmowane przez Baratheona – po czym odwrócił się, żeby powitać gościa.
Do środka wszedł przygarbiony starszy mężczyzna w wyświechtanej koszuli z rękawami podwiniętymi do łokci. Wedle ostatnich rozporządzeń stanowiło to poważne naruszenie zasad uzbrojenia… a raczej jego braku, podobnie jak kilkudniowy zarost i plama po winie na spodniach, ale sam Orys nie przejmował się specjalnie szumnymi deklaracjami. Dla niego więcej znaczyła umiejętność wyciągania wniosków, przewidywania konsekwencji oraz oceniania ludzkich charakterów, a w tym stary kapitan Tommen Wylde nie miał sobie równych. Stukając drewnianą nogą, podszedł do biurka Orysa i położył na nim zwitek listów, wśród których dostrzec można było pieczęć Lannisterów. Serce zabiło mu mocniej po raz pierwszy od wielu godzin. Przygryzł wargę i wyłuskał spośród stosu papierów interesujący go pergamin.
Nie było żadną tajemnicą, iż Lord Baratheon planował wydać swego najstarszego syna za dumną Lannisterkę - i o ile wybór partii ani trochę nie dziwił Orysa, o tyle fakt, że ciągle nie było mu dane zobaczyć swej narzeczonej… potrafił zirytować. Złotowłose panny z Zachodu słynęły z wielkiej urody, zresztą sam Aylward niejednokrotnie wychwalał wszystkie córki Lorda Casterly Rock pod niebiosa, jednak... jak ocenić kobietę, nie mając możliwości porozmawiania z nią? Dziedzic Końca Burzy nie pragnął małżonki olśniewająco pięknej, lecz zaskakująco inteligentnej. Zniósłby wiele dla dobra swego rodu, ale jeśli resztę życia musiałby spędzić w obecności potulnego i głupiutkiego kotka, a nie lwa…
… najpewniej nie opuszczałby pokładu swej galery. Albo ukróciłby swą mękę, wpadając wprost na skały w Zatoce Rozbitków. Orys przesunął wzrokiem po treści listu, z niejakim zaskoczeniem reflektując, że traktuje o zaproszeniu na ślub najstarszego syna Lorda Lannistera, Aarta. O ile sama wiadomość nie wnosiła zbyt wiele na poziomie merytorycznym, o tyle Baratheon wnet pojął, że przez piekielną wojnę straci możliwość rychłego poznania swej narzeczonej.
Orys był człowiekiem czynu, więc ze wszystkich rzeczy najbardziej nienawidził wielogodzinnego oczekiwania. Niestety, plany ataku były jasne i bezwzględne, zaś kto jak kto, ale Baratheon dobrze wiedział, jakie są kary za niesubordynację. Nic jednak nie wskazywało na to, że jego oczekiwanie, zarówno na wojnę, jak i na poznanie przyszłej pani żony, szybko się zakończy. Westchnął i przetarł oczy, po czym odłożył list, pogrążony w błogiej nieświadomości dotyczącej starć na Zachodzie. Wiatr znad morza zdołał już rozegnać chmury i odsłonił widok na ląd, odległy, ginący wśród szarości. Orys wiedział, iż wkrótce zbliżą się do celu, tymczasem jednak…
- Masz wieści z bocianiego gniazda? Wypatrzyliście statki, pod jakąkolwiek banderą… albo i bez niej? - Baratheon szybko przerzucił kolejne wiadomości, z niezadowoleniem stwierdzając, że Aylward nadal milczał. Jego brat zawsze miał dziwny sposób na rozlokowywanie wojsk, urywał wtedy całkowicie kontakt ze światem i zabraniał wysyłać jakiekolwiek kruki…
Szaleniec.
Pomyślał z rezygnacją Orys, przesuwając odrobinę figurkę galery na wielkiej mapie Południa, którą miał rozłożoną na stole zajmującym prawie połowę kajuty.
- Musimy działać szybko. I precyzyjnie…. oraz bez zbędnej brawury. Na bohaterstwo jest miejsce w pieśniach, nie na morzu. - Baratheon spojrzał uważnie na ser Tommena, doskonale wiedząc, że mężczyzna nie zatai przed nim żadnej informacji. Choćby miała zmrozić gorącą krew Orysa w żyłach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Sea of Dorne   Nie Paź 27, 2013 4:15 pm

//MISTRZ POWIEDZIAł, ŻEBYŚMY NIE CZEKALI, WIĘC PISZĘ O:

- PANIE! - Krzyk z bocianiego gniazda natychmiast ostudzi zmysły Dayne'a. Mężczyzna podszedł bliżej. W tym czasie Loht krążył gdzieś po niebiańskiej przestrzeni, kracząc przeraźliwie. - PANIE! Jakieś statki na horyzoncie!
Jakieś?
- A bandera? - zapytał.
- Nic, panie!
Więc to mógł być każdy. Bezpieczeństwa nigdy za wiele. Lohta tam nie wyśle, nie było mowy, ale inny kruk... Inny byłby już całkiem sensowny.
- Ser Costisie, mam nadzieję, że pomyślałeś o jakiś...
- ...krukach? Oczywiście, panie. Chyba nie sądzisz, że byłbym aż tak głupi. Sirlo! Przygotuj ptaka! Co mamy napisać?
- Obawiam się, że tutaj wypada się już tylko ujawnić... Ktokolwiek to jest, mam nadzieję, że należy do grona przyjaciół.
Wiadomosć została napisana, podpisana czytelnym pismem Ariesa i zapieczętowana. Kruk wzniósł się w powietrze i Dayne mógł mieć jedynie nadzieje, że doleci do celu. Szansa na to, że to ludzie, an których czekają, była całkiem spora, lecz nic nie było pewne. Bez bandery zazwyczaj pływali piraci. Trzeba być przygotowanym na taką ewentualność.
- Ser Costisie, niech się przygotują. I obserwują. Mam dostawać raporty co chwilę, jeśli przyjdzie jakakolwiek odpowiedź, dajecie mi znać, zrozumiano?
Rycerz przytaknął, a Aries udał się do swojej kajuty, by zerknąć na mapę, która znjadowałą sie przed nim. Przesunął jedną łódkę na Morze Dornijskie. Oby to nie było tylko życzenie głupiego...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
431
Join date :
27/09/2013

PisanieTemat: Re: Sea of Dorne   Czw Paź 31, 2013 1:29 pm

Daleko na horyzoncie, gdzie widniał ląd, zaległa mgła. W krainie walczącej o każdą kroplę wody, w którym wystarczyło oddalić się ledwie kilkanaście jardów od miasta, by poczuć między zębami suchy piach pustyni, było to nad wyraz niepokojące. Niespotykane zjawisko wzbudzało lęk, a dziwactwa wcale się na tym nie skończyły. Odkąd Orys opuścił kajutę, flota bezwiednie dryfowała po wodach Morza Dornijskiego, poddając się pływom prądów.
Cisza. Nie licząc mgły, ona właśnie przerażała najbardziej. Z żadnej strony świata nie dobiegał nawet najcichszy szelest. Nie skrzeczały mewy, a wiatr nie poruszał chwilowo żaglami galer. Nie postękiwali wioślarze, nie chrapali zmęczeni marynarze… nagle, nie wiadomo skąd, na niebie pojawił się ptak. Czarna plamka odcinająca się od bezkresu błękitu mozolnie pokonywała odległość dzielącą ją od statku Baratheona, który płynął jako pierwszy spośród innych ośmiu galer. Orys uniósł głowę ku niebu, śledząc lot ptaka.
Na pewno tego właśnie chcemy? zapytał samego siebie w myślach, obserwując jak kruk siada na rzeźbionej rufie statku i otrzepuje się z nielicznych kropel wody osiadłych na piórach. Nim ptak, zachęcony wyciągniętą ręką Baratheona i spoczywającej na niej piętką chleba, sfrunął z zajmowanego przez siebie miejsca, z bocianiego gniazda pojawiła się pierwsza informacja.
Rychło w czas, pomyślał Orys, obserwując jak kruk podrywa się do lotu i wczepia się pazurami w jego koszulę tuż powyżej nadgarstka.
- Obca flota na horyzoncie! - padło z góry, co Baratheon skwitował jedynie lekkim uśmiechem. Naturalnie, że obca. Trudno tutaj o resztę naszej floty. Dziedzic Burzy odwiązał od nóżki kruka list i rozwinął go powoli, wcześniej jednak nagradzając ptaka kawałkiem chleba.
- Póki co cztery… nie, pięć statków! Płyną w szyku, ani chybi regularne wojsko! - Orys wsłuchując się w komunikaty z bocianiego gniazda, przeczesywał wzrokiem treść listu. Z każdym kolejnym słowem jego brwi podjeżdżały wyżej i wyżej, aż w końcu wyraz zdumienia wymieszał się na twarzy ze szczerym… rozbawieniem? - Bander brak! - padły ostatnie słowa z góry, zagłuszone jednak…
- Wiatr. - Baratheon uniósł podbródek delikatnie, wpatrując się pilnie w żagle, powoli wydymane nieśmiałymi powiewami bryzy, która z każdą kolejną chwilą przybierała formę coraz mocniejszych podmuchów. Orys uśmiechnął się lekko, wsuwając list za pazuchę skórzanego kaftana i ruszając energicznie na rufę statku.
- Do wioseł, kompania! - zakrzyknął raźno, uważnie przypatrując się horyzontowi, na którym zaczęły majaczyć niewyraźne punkciki statków. - Złożymy komuś niezapowiedzianą wizytę! - Baratheon ujął w dłoń grubą linę przytrzymującą żagiel. Sznur, napięty z powodu dmącego w materiał wiatru, ocierał boleśnie skórę - dla Orysa był to jednak ból znajomy, prawie nieodczuwalny. Skóra na dłoniach od lat stanowiła naturalny pancerz, z każdym rokiem grubiejąc od otarć i pokrywając się bliznami. Baratheon odetchnął cicho, rysując w myślach dalszy plan podróży. Jego problem polegał nie na braku odpowiednich sił, lecz na wdrożenie zamysłu w życie - póki co nie miał dowódcy zbliżającej się floty wiele do powiedzenia, czy też inaczej 0- nie miał mu do zaoferowania niczego prócz mrzonek opartych na założeniu, że plan się powiedzie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Sea of Dorne   Pią Lis 01, 2013 3:12 pm

Musieli czekać. Aries solidnie się niepokoił - przyjaciel czy wróg? Przygotowania na wszystkich statkach trwały, trzeba było mieć oczy wokół głowy i w razie czego mieć w zanadrzu coś, co pozwoliłoby na odparcie ewentualnego ataku. Było ich więcej, taką przynajmniej Dayne miał nadzieję. Z bociaiego gniazda płynęły komunikaty o liczebności nadciągającej floty. Zbliżali się, co nie było ani dobrym ani złym znakiem. Niech podpłyną bliżej, a wtedy... przywitają się jak przyjaciele lub wrogowie.
- Ser Costisie, gdy będziemy już na tyle blisko, by wiedzieć,z kim mamy do czynienia, albo do wiosel, albo kotwica.
Rycerz przytaknął i zajął się sprawami niezbędnymi. Pozostało tylko czekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
431
Join date :
27/09/2013

PisanieTemat: Re: Sea of Dorne   Sob Lis 02, 2013 1:40 pm

Czarny, rozciągnięty cień galery prześlizgnął się po zalanym słońcem bezkresie morza. Rufa statku wzbijała w powietrze tysiące lśniących kropel wody. Orys cofnął się nieznacznie, z napięciem obserwując jak okręt pokonuje dzielącą go odległość od floty Dayne’ów i jak jego cień na wodzie widoczny wśród kłębów wzbijanej w górę wody wykonuje ostry zwrot, po czym podskakując delikatnie przednią częścią pokładu, siada ponownie na falach.
- Bandera w górę! - głos Baratheona bez problemu przedarł się przez łopot żagli i huk wody. Zaledwie chwilę później czarny jeleń w koronie na złotym tle wystrzelił w górę, w końcu informując oddaloną o zaledwie kilkadziesiąt węzłów flotę, z kim ma do czynienia. Godło Końca Burzy powinno zażegnać obawy… i wytłumaczyć brawurę, która powoli dobiegała końca - „Morska Furia”, zwrócona bokiem do zmierzających jej na spotkanie statków Daynów utworzyła swego rodzaju tunel. Z prawej oraz lewej strony, w szyku liniowym, dryfowała reszta okrętów Burzy. Żagle zostały zwinięte, zaś wiosła zamarły w bezruchu - teraz każde, nawet najmniejsze niekontrolowane przemieszczenie galery może doprowadzić do tragedii, dlatego też nawigatorzy z właściwą sobie pilnością nakazywali zachowanie odpowiednich odległości pomiędzy statkami, zarówno Baratheonów, jak i Daynów. Odległości, która umożliwiała kontakt pomiędzy pokładami bez konieczności zbędnego nadwyrężania gardła.
- Lordzie Dayne, kto by się spodziewał! - Orys przeszedł prężnie z rufy statku na jego środek, opierając się dłońmi o gładką, nagrzaną przez słońce i mokrą od wody drewnianą burtę. Z tej pozycji dostrzeżenie Ariesa Dayne’a było znacznie mniej uciążliwe… i przede wszystkim nie pozostawiało wątpliwości, kto dowodzi flotą Baratheonów. - Zapuściłeś się daleko od Starfall, panie! Gotowym pomyśleć, że płynąłeś w odwiedziny do Końca Burzy. - uśmiech na ustach Orysa poszerzył się nieznacznie, gdy jego ludzie zaczęli znosić na pokład „Morskiej Furii” beczułki, zarówno puste, jak i pełne. Te pozbawione trunku w środku miału posłużyć za siedziska, zaś wypełnione… nie trzeba tłumaczyć.
- Co prawda moja galera jest surowe jak wojna i tak jak ona pozbawiona wygód, ale z chęcią Cię ugoszczę na pokładzie! - nie wiadomo skąd, w samym centrum galery znalazł się niewielki stół, na którym kuchta postawił parującą jeszcze gęś w pomarańczach. Po lewej zaś, na podwyższonej ławie, rozłożona została mapa południa, ta sama, którą kilka chwil wcześniej studiował Orys w swojej kajucie. Takiemu zaproszeniu ciężko odmówić!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Sea of Dorne   Nie Lis 03, 2013 11:17 pm

Gdy bandery Baratheonów pojawiły się na widoku, wszystkie załogi odetchnęły z ulgą, a już w szczególośc odetchnął z nią Aries. Gdyby natrafili na piratów na pewno by sobie poradzili, ale z pewnością byłyby też straty w ludziach, a tego Dayne wolał uniknąć.
- Cóż, to spotkanie jest całkowicie niespodziewane i sądzę, że raczej płynąłbym w kierunku Tarthu, choć niewątpliwie Końca Burzy jeszcze nigdy nie odwiedziłem, a słyszałem, że zacne to miejsce do podziwiania - Twarz południowca wykrzywiła się w uśmiechu. Dobrze trafił, teraz wystarczyło tylko zająć się wszystkim, jak należy. Kotwica poleciała już w dół, więc Dayne mógł po kładce przedostać się na zaprzyjaźniony okręt.
- Bez wygód, panie? Jak dla mnie to są prawdziwe wygody, jakich na niewielu taktach można doświadczyć - stwierdził z pełnym uznaniem. Zdjął rękawicę z dłoni, by najpierw przywitać się z Baratheonem. Loht natychmiast wzleciał nad jelenie drakkary, krzycząc tak przeraźliwie, jak tylko mógł.
- KRRRRRA! KRRRRA!
Kątem oka Aries spojrzał na mapę.
- Rozmowy czas zacząć - stwierdził przyjaznym tonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
431
Join date :
27/09/2013

PisanieTemat: Re: Sea of Dorne   Sro Lis 06, 2013 6:44 pm

Kiedy tańczysz taniec deszczu, licz się z tym, że wywołasz burzę – pomyślał sentencjonalnie Orys i uśmiechnął się pod nosem. Do tej pory wszystko szło idealnie zgodnie z planem. Gdy tylko z drugiego pokładu dobiegł go głos Ariesa, rozluźnił się nieco - list od dziedzica Starfall to jedno, ale jego faktyczna obecność na statku, to zupełnie inna sprawa…
- Tarth to piękna wyspa. - przyznał spokojnie Baratheon, tą z pozoru mało istotną uwagą dążąc, a jakże, do faktycznego celu rozmowy. - Choć panny na nich jeszcze piękniejsze, mają złoto we włosach i okruchy nieba zamknięte w oczach,.. cóż, tak właściwie to jedna z panien. Ale skoro zmierzałeś do Evenfall Hall, najpewniej sam się o tym przekonałeś, ser. - uśmiech Orysa poszerzył się nieznacznie, gdy dotarło do niego, że bawi się w swatkę. Sybille Tarth, córka Lorda wyspy, w rzeczy samej była kobietą tak zdumiewająco piękną, że sam dziedzic Końca Burzy nieraz przyłapywał się na wpatrywaniu w jej smukłą kibić i zaskakująco lśniące oczy. Nie na darmo zresztą Lady Tarth nazywana była Szafirową Damą… i to właśnie ze względu na kobiety jej pokroju mężczyźni opuszczają bezpieczne zamki, by bronić krainy przed wrogami. Wszystko na końcu i tak sprowadza się do kobiet!
Gdy tylko Aries Dayne wkroczył na pokład, Orys najpierw zaprosił go do stołu, nawet na morzu nie zapominając o zaoferowaniu mu praw gościnności. Choć wody były zdradliwe, zaś sami bogowie nieraz zabierali mężczyzn podczas sztormów z pokładów, przecząc tym samym oferowanemu przez gospodarza opierunkowi, tradycji musiało stać się zadość. Po spożytym posiłku przyszedł jednak czas na faktyczny powód spotkania, którego nie mogli odwlekać w nieskończoność. Zwłaszcza, że czas naglił. Dokładna mapa południowych rubieży Westeros wkrótce stała się przyczyną i ośrodkiem zażartej dyskusji pomiędzy Orysem oraz Ariesem, którzy, jak na dobrych a nade wszystko przemyślnych dowódców przystało, starali się przewidzieć każdą konsekwencję podejmowanych przez siebie ruchów. Już po kilku chwilach drewniane repliki galer zastawiły nazwy portów oraz niewielkich miasteczek. Prawdziwy cel podróży z każdym kolejnym przesunięciem małej figurki klarował się coraz mocniej, aż w końcu ani Dayne, ani Baratheon nie mieli wątpliwości, że atak może okazać się znacznie cięższy, niż pierwotnie przewidywali. Jednakże decyzje zapadły, rozkazy zostały wydane i na drodze stanąć im mogli jedynie bogowie. Gdy obrady zostały zakończone, Orys z jawnym napięciem na twarzy uścisnął delikatnie ramię dziedzica Starfall, jakby starając się nadać mu otuchy. Lecz czy jakiekolwiek słowa są w stanie zagwarantować, że misja się powiedzie, a sukces zostanie odniesiony…?
- Im prędzej wyruszymy, tym większe prawdopodobieństwo, że pogoda będzie nam sprzyjać. - Baratheon wbił czujne spojrzenie w niebo, jakby oczekując od bezbrzeżnego błękitu odpowiedzi na nękające go pytania. Nic nie zapowiadało sztormów, które w tych okolicach są znacznie lżejsze niż w Zatoce Rozbitków, jednak nawet doświadczenie Orysa może niewiele zdziałać wobec potęgi żywiołu…
- Pozostawajmy w stałym kontakcie, ser. Każdy z nas musi realizować dokładnie swoją część planu. Morze to nie miejsce na bohaterstwo i heroizm, tu liczy się wyłącznie opór i instynkt, co najpewniej sam doskonale wiesz. - Baratheon powoli przesunął jedną z drewnianych galer na wschód, zaciskając palce na dębowych brzegach stołu. - Przed nami wspaniała przygoda, lordzie Dayne. A najwspanialsze przygody są też najniebezpieczniejsze.

/ powoli zt?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Sea of Dorne   Sro Lis 06, 2013 8:23 pm

Starał się ukryć, że ta pierwsza poniekąd wojenna rozmowa w jego już dość długim życiu, go stresowała. Mimo wszystko rozkazy ojca, choć nie do końca etyczne, były rozkazami i pokładaną w synu nadzieją. Może to jakiś sen o potędze? Aries doskonale wiedział, jak słaby był lord Lancel. Gdyby to stryj młodego Miecza Poranka urodził się jako pierwszy, być może cała rodzina żyłaby w spokoju i dostatku. Tymczasem machina snu o potędzie została uruchomiona wraz z dniem, gdy jego ciotka, Aileen, wyszła za lorda Lannistera. To ponoć był znak, że jeszcze nie wszystko stracone, że Dayne'owie mogą mieć wszystko... Tak przynajmniej sądził lord Lancel. Być może też dlatego matka Ariesa nigdy go nie pokochała. Cóż za nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Matka jednak mówiła jedno - słuchaj ojca, choćby nie wiem, co się działo. Może się okazać, że nieświadomie ma więcej racji niż myślisz, albo... się pomyli i wtedy zapewne padniesz jak mucha. Ale zawsze słuchaj ojca.
Uśmiechnął się na uwagę o dziewczęciu z Evenfall Hall.
- To prawda, to właśnie o niej słyszałem, choć szacowną damę widziałem już dawno, dawno temu i wtedy chyba jeszcze nie bardzo byłem zainteresowany. Słyszałem też, że także o pięknie jej umysłu, co czasem jest ważniejsze nawet niż urodziwe lico - odparł ze spokojem. Był ciekaw, czy owa lady przebywa teraz na Szafirowej Wyspie, czy też wyruszyła w jakąś podróż. Wszystkie kobiety teraz podróżowały, co niezwykle go dziwiło. Czasy się zmieniały, teraz damy miały więcej do powiedzenia niż z choćby pięć czy dziesięć jego dni imienia temu. Obyczaje Westeros chyba szły ku szeroko pojętej nowoczesności.
Rozmowy trwały długo - trudno było ustalić jedną wersję wydarzeń, planów było wiele, ale początkowe sprowadzały się do banalności.W końcu, po wielu godzinach, udało im się ustalić jedyną słuszną wersję. Trzeba było działać szybko.
- Ruszamy od zaraz. W razie czego wyślę do was mojego osobistego kruka, tę kraczącą bestię chyba poznacie, mam jednak wrażenie, że nie jest taki głośny, gdy coś się dzieje w powietrzu, prawie jakby rozumiał powagę sytuacji... - dodał jeszcze na koniec. - Do zobaczenia u celu, ser!

*zt*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Sea of Dorne   

Powrót do góry Go down
 

Sea of Dorne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Dorne

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorne-