a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Port Pyke



 

 Port Pyke

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Port Pyke   Czw Sie 29, 2013 6:14 pm

[Opisu nie zamieszczam, bo nie czytałem książki.]

Całe dnie i noce do portu Pyke przybijały okręty Żelaznych, większość powracała z misji na ziemiach rodów Tully i Arryn, które to zlecił Caster na prawach dzierżonego tytułu. Zadaniem Żelaznych była pacyfikacja terenów objętych wojną oraz osądzenie i stosowne ukaranie pochwyconych. W ten sposób dopóki na horyzoncie pojawiały się morskie korowody zaopatrzone w skazańców, dopóty pośród ludu wysp panowało poruszenie.
Proces przybijania i rozładunku wyglądał stale tak samo: łajba podpływała do portu, a najmłodszy chłopak albo inny cieć wyskakiwał pierwszy na ląd związać cumy. Po chwili ktoś inny wyrzucił mostek przez burtę, a potem kolejno schodzili na ląd dowódcy i każdy inny wyższy stopniem. Załoga opuszczała pokład zawsze po tym jak wyprawiono skazańców. Tych wcześniej należało podzielić na grupy, przewiązać oczy opaską, a następnie skuć ze sobą do czasu ulokowania w celi. Ta ich ostatnia wędrówka z statku do podziemnych lochów zyskała nawet swoją nazwę pośród miejscowych - marsz straconych. Gdzie indziej prawdopodobnie całe rodziny kryłyby się srając po kątach, tudzież podniosłyby się głosy powątpiewających, lecz Żelaźni? Ci patrzyli na każdego członka pochodów z wyższością, z pogardą, dzieci biegały za nimi rzucając co raz kulami z błota, zgnilizną, kamieniami. Było kilku takich co wychodziło z rózgą, aby pogonić więźniów smaganiem po udach, po łydkach. Ba! Także żołnierze dopuszczali się aktów agresji, gwałtu, dręczenia. Szczególnie piętnowana była ta grupa, której Arrynowie postanowili odrąbać prawice w akcie zadośćuczynienia. Jednak mimo panujących nastrojów nie każdy skazaniec spotykał się z agresją. Prostym ludziom bardzo trudno było zrozumieć obecność w marszu dzieci i kobiet ciężarnych. Trzeba przyznać, że dochodziło również do sytuacji kiedy ktoś podbiegał z ogromnym lamentem. Żony, mężowie, młodzi i starzy bez różnicy kto, każdy pod wpływem silnych emocji i szoku potrafił dopuszczać się desperackich ataków na strażnikach pochodu. Wieści wspominały o ciąganiu za szaty, wyrywaniu włosów, długim płaczu i gadaniem w amoku. Cisza i spokój zaległy na dłużej dopiero w chwili, gdy osadę przemierzał ostatni korowód. Miał pojawić się na nim powracający do ojczystych ziem Naczelny Egzekutor, Caster Greyjoy. Nie było to wejście skromne, o nie. Okręt Greyjoya i jego ludzie wyglądali nienagannie - białe żagle wzbijały przy każdym podmuchu wiatru, drewniane balustrady na burcie lśniły od zuchwałego polerowania szmatą. Na pokładzie nie było nic, co wyglądałoby na zbędne, czy wręcz niepożądane. Szeregowi Castera byli zdrowo odżywieni, lojalni (?) i gotowi do walki w każdym momencie. Schodząc na ląd prezentowali swoją dumę i profesjonalizm. Od nich zależało co przywdzieją na siebie, kogo wypchną przed szereg, jak będą się bawili, a jak lamentowali. Ci ludzie mieli więcej wolności niż ktokolwiek inny na Pyke i był w tym tylko jeden haczyk. Tym haczykiem był on, Caster. Górował nad nimi wszystkimi na koniu, zamiast stać na czele, zamykał pochód jako ostatni. Jego kobyła była silna oraz w miarę możliwości (załogantów) zadbana, wyżywiona. Mężczyzna szczerze nienawidził tych zwierząt i nie krył tej dezaprobaty. Wolał pędzić z wiatrem po falach oceanu, ale pech chciał, że teraz przyszła taka pora by i on musiał pokonać na grzbiecie wierzchowca kilkaset metrów. W zestawieniu ze swoimi ludźmi prezentował się dostojniej - zero biżuterii, czy skrawka odkrytego ciała. Dłonie w szarmanckich skórzanych rękawicach trzymają lejce, płaty czarnego płaszcza wieją na wietrze, on niewzruszenie spogląda przed siebie. U szyi ma chustę, którą przewiązuje się żeby nie zmarznąć w dni tak zimne i mgliste. Nie odzywał się niepotrzebnie, głównie obserwował swoich ludzi, a także drogę prowadzącą na szczyt. To nie była pierwsza taka przeprawa, toteż od licznych pochodów ziemia pomiędzy portem, a zamkiem zaczęła przypominać porządną breje. Jak na złość żeby dotrzeć do celu musieli wcześniej pokonać tę rzekę błota.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Wto Wrz 10, 2013 10:16 pm

// Lannisport

17 statków, 1500 osób, oni ruszyli na przedzie, do domu, nieco niezadowoleni, a może wręcz przeciwnie? Wiedzieli, że odbędzie się rzeź. Musieli zameldować o wszystkim lordowi, mięli nadzieję, że ich przyjaciele, bracia nie zginą. Niestety było to złudne. Córka Krakena została z tamtymi.. ojciec będzie nie usatysfakcjonowany, oj nie. Żelaźni Ludzie płynący pierwszym hurtem dotarli do portu bez żadnych komplikacji.
Prudence i setka ludzi, która przeżyła pojawiła się kilka dni później. Nie wyglądali najlepiej, ba z 33 statków zostało coś koło 10. Byli wykończeni, ba, okrutnie załamani śmiercią przyjaciół. Prudence obiecała sobie, że nigdy więcej nikomu nie zaufa, każdego, kto do niej podejdzie nieproszony zabije gołymi rękoma. Powoli zaczynała robić się szalona, przewrażliwiona? Kto bowiem po tych wszystkich wydarzeniach byłby normalny?
Ojciec przywitał ją już na brzegu. Dziewczyna nie chciała spojrzeć mu w oczy, wiedziała, że go zawiodła. Za kilka dni wyruszy w dalsza podróż, sama, jedynie z cząstką załogi Latającej Cholery.
Podstawiono jej rumaka, także dosiadła go i pognała przed siebie, do zamku, liczyła na to, że spotka ostatniego brata, że będzie mogła z nim porozmawiać, że ją wesprze po tej klęsce. Miała plan, który zamierzała zrealizować w niedalekiej przyszłości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Sro Wrz 11, 2013 9:50 am


MG


Uwaga od MG (bardzo wkurzonego MG)

Z ustaleń NPC, informacjach o ruchach wojsk, rozkazach wydanych na fabule oraz Prywatnych Wiadomościach wymienianych ze mną WCZORAJ wynika, że 17 statków z załogą liczącą 1 500 Żelaznych ruszyło do Casterly Rock, by wesprzeć chorążego.

Cytując...

Prudence Greyjoy napisał:
Do brzegu dopływało 33 statków Prudence, coś około 2000 osób, pozostałe siedemnaście zmieniło kurs, tak jak było w planach. Po konsultacji z kapitanami Prue postanowiła zaatakować w mniejszym gronie, te 1500 miało wesprzeć chorążego, któremu przydadzą się każde ręce.
Na fabule, ani nawet w PW, nie pojawiła się ani jedna wzmianka o tym, że rozkazy zostały zmienione. Z postu w Pyke wynika, że 1 500 ludzi Greyjoyów postanowiło sobie po prostu zmienić plany i popłynąć do domu. Nie mogę zaakceptować i nie zaakceptuję takiej decyzji. 17 statków i 1 500 Krakenów jest obecnie pod Casterly Rock, Prudence mogła wrócić do domu z flotą liczącą 10 statków i setką ocalonych w pogromie pod Lannisportem ludzi, choć przeczy temu nawet przyspieszenie przez postać czasu. A cytując...

Prudence Greyjoy napisał:

Nie mięli bowiem zdolności teleportacji, jak ludzie z Doliny, byli prostaczkami z Wysp, nie miał ich kto nauczyć tej tajemnej sztuki.
Zażalenia możesz mieć jedynie do siebie, dzięki za uwagę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Sro Wrz 11, 2013 10:23 am

MG

Nie, nie, nie. Lord Greyjoy nie czekał w porcie na powrót ani swojej córki, ani syna. Nie był kimś, kto czeka w porcie i radośnie macha na powitanie. Nie.
Ale wspomnę o tym później...

Caster powrócił do Pyke mając ze sobą świeży zapas jeńców. Bo nic tak nie raduje serca jak marsz skazańców. Najwidoczniej Caster robił zapasy na zimę, żeby przez długie, nudne miesiące mieć co robić. Taak... wieść niosła o tym, że młody Greyjoy upodobał sobie szczególnie metalowe narzędzia, wymęczone ciała i szyderczy śmiech. Wszystko naraz.
Gdy tylko zszedł z okrętu, kilka dni temu, odnalazł go jeden ze sług lorda.
- Mój panie. -skłonił się w pas. Nie chciał niczym Casterowi podpaść, chyba nawet bardziej niż zwykle.- Lord Greyjoy kazał mi przekazać słowo w słowo, że -odchrząknął- ten skurwysyn Caster, czy jak mu tam, ma ruszyć swoją leniwą dupę i natychmiast się tu pojawić.
Sługa nie wiedział, czy uciekać, czy stać spokojnie. Był co prawda tylko posłańcem, ale i za bardziej błahe sytuacje można stracić rękę, nogę, oko, język albo przynajmniej głowę! Szybko skłonił się w pas i już go nie było. Wolał czmychnąć, zanim Caster zdążyłby zareagować.

Dlaczego Caster postanowił nie lecieć na złamanie karku przed oblicze ojca swego Lorda Greyjoy? To ciekawe pytanie a odpowiedzi najlepiej udzieli na to sam zainteresowany. Tak, Caster nie spieszył się. Dosiadł konia i zamykał pochód. Marsz skazańców...
Kompletnie nie spieszył się na spotkanie z ojcem. Nie można jednak odwlekać tego w nieskończoność, czas ucieka a...
A właśnie.
Do portu zawinęła tez Pru. Tak jak wspomniałam, nie spotkała się z ojcem w porcie. Oj, nie było szans na wykręcenie się od poważnej rozmowy. Jako, że Lord Greyjoy nie należał do osób, które beztrosko machają do swoich dzieci, gdy tylko wypatrzą je na horyzoncie, to nadal przed Pru było spojrzenie ojcu w twarz i przyznanie się do porażki.

/Dobra, Caster ty masz w planach spotkanie z ojcem, dlatego zapraszam do głównej sali. Pru też powinna się tam prędzej czy później pojawić. Do portu zawinęło tyle statków i wyległo z nich tylu ludzi, na ilu zgodził się Ayl.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Sob Lis 02, 2013 12:24 pm

Woda, woda, woda. Wszędzie ta cholerna woda. Gdzie nie spojrzeć tam jest to cholerstwo. Dodatkowo jeszcze obija się o poszycie statku sprawiając, że ból głowy Loktysa staje się coraz bardziej uciążliwy. Kapitan rozejrzał się po swojej załodze i splunął pod nogi. Że też zabrał takie szczury lądowe ze sobą. Powinni więcej pracować, a mniej chlać.
- Dawaj mi tu rumu, łachudro. I spieprzać wioseł. Raz! - warknął do swojego majtka i już po chwili trzymał w ręce pełną butelkę najwspanialszego trunku na ziemi. No dobra. Może nie pełnego, bo za jednym haustem opróżnił prawię połowę, ale nadał trzymał ten atrybut w dłoni. Teraz udał się na dziób, a na jego ramieniu wylądowała mała małpka. Pogłaskał ją po nosie i nagle usłyszał.
- Zbliżamy się do Żelaznych Wysp! - ryknął ktoś z bocianiego gniazda. Loktys uśmiechnął się jedynie pod nosem i przeszedł na środek statku.
- Dobra, morskie kurewki. Ściągać czarną flagę. Dobijamy do portu jako handlarze. Możecie sobie ruchać, chlać i się obżerać. Zezwalam nawet na obicie kilku żelaznych mord, bylebyście nie zginęli. Gdzie znajdę drugich takich łajdaków? - warknął w ich kierunku, a po statku rozległ się chóralny okrzyk radości. Najwyraźniej mężczyznom spodobał się pomysł kapitana.
Nie minęła chwila jak znaleźli się już przy brzegu. Statek został zacumowany, brzeg zbadany, więc pomost został zrzucony. Już po chwili załoga wybiegła z uśmiechami na twarzy poza trójką, która pilnowała statku i samym Loktysem, który popijając rum, rozglądał się dookoła. Słyszał, że Żelazne Kobiety zbyt ładne nie są, ale zawsze można założyć na nie worek. No. Tego się trzymajmy!
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Pon Lis 11, 2013 3:49 pm

MG

W porcie wiało dziś chłodem. Aż dziw, że ktokolwiek postanowił się tu zapuścić, a tu proszę... Kilku piratów przechodziło właśnie przez port, śpiewając stare przyśpiewki Żelaznych. gdzieś w oddali przemknął kapłan Utopionego Boga, który chyba miał zaraz odprawiać rytuały. Wiatr był dość silny, niebo nad głowami wszystkich tu obecnych wciąż ciemniało - wszystko zapowiadało dziś niezbyt udany dzień na pływanie po morzu.
A jednak, panowie sądzący, że są w pełni sił, wsiedli na jedną z małych łodzi i ruszyli, machając nieporadnie wiosłami. Powszechnie wiadomo, że takie wyprawy zazwyczaj kończą się źle - tym razem jednak los oszczędził piratów, dając im inne zadanie.

Odbili od brzegu i płynęli niespecjalnie długo, gdy ich łódź zdawała się zderzyć z czymś dużym. Jeden z pijanych panów wychylił się nieco za łódkę, by zobaczyć, czym było to zjawisko. Tknął palcem to coś i z przerażeniem, a może raczej zdziwieniem stwierdził, że to człowiek... Tak, to był człowiek.
- Ej, kurwie syny! Coś tu... pływa, ktoś - stwierdził pijackim tonem jeden z nich. Coś, a raczej ktoś, niewątpliwie pływał. Brzuchem do dołu, plecami do góry. Blada skóra nagiego mężczyzny była widoczna nawet w ciemnej wodzie. Piraci pewnie odpłynęliby, gdyby nie żądza wiedzy. Władowali cielsko na łódkę, po czym wrócili jakimś sposobem do brzegu. Może to jakiś eksperyment Utopionego? Któż mógł to wiedzieć? Jeden z pijaczków pognał na złamanie karku po kapłana, wrócili razem dość szybko. Widząc twarz trupa, kapłan zafrasował się nie na żarty. Najpierw sprawdził, czy przypadkiem nie uda się go przywrócić do żywych, tak jak robił już niegdyś. Nic nie działało, Utopiony Bóg zabrał tego młodzieńca ze sobą na zawsze.
- Naszemu ludowi nie dopisuje szczęście... Odnajdźcie ludzi lorda i powiedzcie im, że jego syn, Caster Greyjoy, nie żyje...
Echem miałą wkrótce rozbrzmieć ta wieść na Żelaznych Wyspach i poza nimi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Pon Lis 25, 2013 10:38 am

Prudence dojechała do portu na czarnej klaczy. Słodka wolność, ciekawe czy to pomysł Pana Ojca. Może nie mógł patrzeć jak ostatnie z jego dzieci gnije w lochach. Cóż, wszyscy inni zginęli. Stary Kraken na pewno nie z tego powodu ją wypuścił, nie on. Jego metody wychowania były nieco bardziej skomplikowane. Zapewne chciał, żeby zdechła podczas tej wyprawy, nie zostanie mu już żaden wrzód na tyłku.
Po porcie przeszła plotka, że Żelazna Dama wraca do boju. Jej chłopaki dosyć szybko zebrali się, by ją przywitać. Pomimo klęski, żaden się od niej nie odwrócił. Cóż, byli razem na dobre i na złe. Prue miała ambicję powrócić z chwałą, tym razem. Zbyt wiele się po drodze zdarzyło, ona nie zapomina, jeszcze kiedyś pomści. Teraz miała jednak nowy problem - śmierć jej młodszego brata. Co to za cholerne fatum, że wszyscy po kolei padają? Kto to wie, ona jednak nie pozwoli na to, żeby była następna. Nie w tym życiu.
- Czołem załogo!- Było widać radość w tych oczach, w których rzadko kiedy można było odczytać uczucia. Cóż, brakowało jej morza, mimo cudownej celi z widokiem na nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Czw Kwi 24, 2014 3:55 pm

Każdy bohater ma zawsze jakieś wielkie wejście, które pokazuje jaki jest on potężny. Tym razem nie będziemy się tego trzymać. Bo jam jest zwykły Michael Greyjoy, pierwszy syn brata króla. Wiele osób by stwierdziło, że to i tak sporo, bo nie mam aż tak daleko do tronu. Ale co mi po tym wszystkim, skoro nie mam żadnych osiągnięć. Oczywiście bywałem na wielu przygodach, które dawały mi jakieś małe punkciki do mojego dziennika osiągnięć. Jednak to dla mnie za mało. Nie słychać o mnie na innych lądach niż na Żelaznych Wyspach. Nie doszło w moim życiu kapitana jeszcze do żadnej większej walki. Nie jestem pewien czy aby na pewno udało mi się kiedykolwiek zabić jakiegoś człowieka. Chyba, że była na tyle mocno schlany, że poturbowałem jakiegoś człowieka i go niechcący nadziałem na swój miecz. Co prawdę obudziłem się kiedyś w jakiejś karczmie, a mój miecz był pełen krwi. Ale równie dobrze mógł to być jakiś zwierzak. Jakaś bestia by powiedziała, że zabójstwo po pijaku się nie liczy... Może coś w tym jest? Jednak nie chce takich spraw rozpamiętywać. Póki co wiem jedno. Jestem średniakiem w świecie olbrzymów, tak jak mój statek, pędzę na tyle szybko by ich uniknąć. Choć wiem, że wcześniej czy później będę musiał się z nimi zmierzyć. Jednak wróćmy do rzeczywistości... W końcu nie jestem tutaj po to by was zanudzać.

Kolejny poranek, a ja znów schodzę ze statku nie wiedząc co ze sobą zrobić. Licząc czas na palcach mogę stwierdzić, że odpływamy znów za mniej więcej dwa dni, a przynajmniej mnie tak się wydawało. Kiedy już tylko znalazłem się na lądzie podszedłem do swojego czarnego konia Rewersa, z nadzieją, że chociaż on podpowie mi co mam dziś robić. Cholerne Żelazne wyspy... Nie pamiętam kiedy tutaj ostatnio coś ciekawego się działo. Minęły lata, miesiące a może tylko dwa dni od ostatniego wydarzenia w tym miejscu? Cholera nuda, której nie potrafię przezwyciężyć. Szlak mnie trafi...
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Nie Kwi 27, 2014 8:24 pm

Jak zawsze musiałem zasnąć! Oderwany od głębokiego snu, otworzyłem swe powieki i ujrzałem prześwitujące przez deski statku promyki słońca padające wprost na mą twarz. Chwyciłem się jakiegoś drąga po prawej stronie i podciągnąłem. Nie byłem nawet pewny jak długo spałem, a tym bardziej ile godzin minęło od naszego przybycia. Chciałem już podbiec do drabinki prowadzącej na górę statku, kiedy kątem oka zauważyłem moją zbroję rzuconą na szerokie beczki. Zakładanie jej zajęło mi trochę czasu, więc przyśpieszając tempa zwróciłem się ku wyjściu i wspiąłem na pokład. Ostatkiem dopiąłem wszystkie zabezpieczenia srebrnego pancerzu. Ujrzałem port znany mi od dziecka, a po mej prawej stronie brata - Michaela. Podszedł on dopiero do swego konia, więc wywnioskowałem, iż musieliśmy niedawno dobić do brzegu. Spokojnym krokiem zszedłem po niezbyt stabilnej kładce i zwróciłem się do niego.

- Nie żebym narzekał, ale mógłbyś pomyśleć o mnie przed opuszczeniem statku. Dobrze wiesz, że lubię sobie pospać. Obudzenie mnie to nie dla twej cierpliwości, ale... zresztą nieważne.. - Odrzekłem przykładając dłoń do czoła. Po minie mego brata wyczytałem znudzenie, chyba cierpiał na monotonność od dłuższego czasu, lecz co taki prosty człowiek jak ja miał na to zaradzić. Chciałem powiedzieć coś więcej, jednak poczułem ogromny ucisk w żołądku. Odezwał się mój wewnętrzny potwór, przydałoby się coś wrzucić na ruszt. Od dawna nie jadłem normalnych potraw, życie na statku na prawdę dobija człowieka. Każdy uważa, że żegluga to wspaniała rzecz, a nawet niektórzy, że to wspaniała forma relaksu. Niestety prawda jest inna wręcz bardzo przygnębiająca. Oprócz doborowego otoczenia, jedyną rzeczą, która trzyma mnie na morzu jest towarzystwo mego brata. Nigdy sam nie zapisałbym się na żeglugę i jedzenia tego ohydnego żarcia, choćbym miał spędzić resztę życia na lądzie jedząc ze śmietników i śpiąc w rynsztoku! Zmieniając jednak temat, usłyszałem charakterystyczny dźwięk kopyt. Był to mój śnieżnobiały koń Lucky. Jego widok cieszy mnie tak samo, jak widok mego braciszka. Byleby ten dzień stał się równie cudownym.
Powrót do góry Go down

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
242
Join date :
16/03/2014

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Pon Kwi 28, 2014 7:35 pm

//Pyśki, proszę was tylko o jedno, jeśli dacie radę, piszcie w III osobie l. poj. : )

MG

Stary kapłan czekał na braci. Czasu było niewiele, a on miał wiele spraw do załatwienia - głównie chodziło o modły, modły, przyjmowanie do wspólnoty, topienie i modły. Taki właśnie był. On, Julien Drumm, miał dziś dwa zadania. Tylko z ich powodu wypełzł ze swej ciemnej kryjówki do braci Greyjoy. Nadszedł czas błogosławieństwa.
- Żelazne Dzieci, czas, byście wznieśli modły do Utopionego Boga! Czas, aby odmówić błogosławieństwo, a potem... potem będziemy musieli porozmawiać. - Ton głosu kapłana wskazywał na poważną sprawę. Czyżby stało się coś nieprzewidzianego?
Wszyscy znali starego Drumma - był dziedzicem rodu, ale opuścił go dla Utopionego Boga. W tej chwili można było ująć, że stał się naczelnym kapłanem i głównym pośrednikiem pomiędzy bóstwem a ludem. Wiedzieli też, że lord Greyjoy słucha jego rad bardzo uważnie. Czasami kończyło się to niezbyt dobrze...
Dłonie kapłana zanurzyły niewielką drewnianą misę w morskiej wodzie. Julien wyprostował się po chwili, trzymając naczynie z cieczą w obu dłoniach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Pon Kwi 28, 2014 8:49 pm

Jak to zwykle bywało, kiedy tylko obaj bracia schodzili ze swego okrętu, Lionel musiał trochę ponarzekać. W końcu był młodszy od swojego brata i nie zawsze podobało mu się jakie "rytuały" musiał odbyć z rana. Ląd źle działał na nich dwóch. Tym bardziej kiedy Michael był już całkowicie zmęczony tymi samymi zadaniami. Rutyna go złapała w swoje sidła i to było widać, a i nawet słychać.

- To nie narzekaj, powinieneś już dosyć dawno się do tego przyzwyczaić. I tak jestem cholernie zdziwiony, że wstałeś chwilę po mnie. Przecież, Ciebie nawet by burza nie zdołała wybudzić. Czyżbyś się zmieniał bracie? - złośliwość wobec Lionela była nie na miejscu. Michael dobrze o tym wiedział i dlatego by go już całkowicie nie urazić podszedł do niego i poklepał po ramieniu, uśmiechając się przy tym. Na pewno to zrozumie, w końcu też był tak bardzo zmęczony tym wszystkim jak on.

Nie minęła chwila, a nuda Michaela została zaspokojona. Przed nimi stał stary kapłan Utopionego Boga. Znał go dobrze, tak jak zresztą każdy na Żelaznych Wyspach, a przynajmniej takie było wrażenie patrząc na niego.

- Czyli nadszedł już ten czas... Mogę przysiąc, że nasze imiona będą pamiętane w soli, stali i pieśniach. Będziemy plądrować w imieniu Utopionego Boga, by jego wróg Bóg Burzy nie mógł nas zgładzić - powiedział klękając przed kapłanem, a raczej przed samym Utopionym Bogiem.

- Co jest martwe, nie może umrzeć, lecz odradza się, twardsze i silniejsze - nachylił swą głowę szepcząc pod nosem te słowa.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Pon Kwi 28, 2014 10:01 pm

No tak, Lionel narzekanie miał już we krwi. Nie chciałbym tutaj nikogo osądzać, ale to z pewnością po jego ojcu. Jego mina była zawsze naburmuszona, gdy tylko rano musiał wstawać. Na szczęście humor poprawił mu jego braciszek, lekko klepiąc po ramieniu. Młodszy chciał już zabrać głos, kiedy zauważył zbliżającego się w ich stronę kapłana. Nie żeby był typem agnostyka, jednak widok osoby świętej nie wywoływał u niego pozytywnych emocji. Może lekko przejadł się zachowaniem ludzi dookoła niego. Wymusił więc uśmieszek na swej twarzy i lekko ukłonił, nie chcąc powtarzać słów przywitania po swym bracie.

- Niech już będzie - Pomyślał bardzo polemicznie, po czym tak samo jak jego brat kucnął przed wysłannikiem Utopionego Boga. Swój wzrok niepostrzeżenie skierował w zupełnie inną stronę, modląc się, by błogosławieństwo minęło jak najszybciej.

- Co jest martwe, nie może umrzeć, lecz odradza się, twardsze i silniejsze - Powtórzył za swym bratem, nachylając swą głowę.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Pon Kwi 28, 2014 10:36 pm

"Srebrna Łania" zawijała właśnie do portu, załoga uwijała się jak w ukropie, a gdzieś w tym wszystkim stał Aleyn Harlaw, wykrzykując kolejne rozkazy.
-Podnieść fok, z życiem do jasnej cholery! - mężczyzna nie oszczędzał swojego gardła. Wiedział, że jego ludzie będą wykonywać poprawnie polecenia tylko, gdy poczują nad sobą bat. Dodatkowo dzisiejsza wyprawa była szczególna i kapitanowi zależało na tym, by ludzie w Pyke zobaczyli zdyscyplinowaną kompanię, a nie zbieraninę szumowin i najgorszych męt. Nie widział także powodu, by jako jedyny miał się poświęcać. W końcu na prośbę ojca przywdział zbroję, mimo że żadnej walki się nie spodziewał. Ograniczało to swobodę ruchów, którą Harlaw sobie cenił. Miało to jakoby pozwolić mu prezentować się bardziej godnie. Co prawda dla Aleyna było to tylko głupie gadanie, bowiem mężczyzna pokazuje swoją godność w walce, ale dla ojca gotów był iść na ustępstwa.
Gdy statek stanął na swym miejscu kapitan ociągając się nieco, zszedł na ląd. Wolał raczej deski pokładu. Po minach dziesięciu towarzyszących mu osób wnioskował, że mają podobne odczucia. Ta eskorta, która także przywdziała pancerze i była uzbrojona po zęby, była kolejnym pomysłem ojca. Według niego ktoś o pozycji Aleyna powinien poruszać się po porcie z odpowiednią ochroną, to także miało mu pomóc w budzeniu respektu. On sam miał jednak spore wątpliwości co do tego. Jego chłopcy, chociaż świetnie sprawdzali się na statku i w walce, mieli wątpliwe maniery. Już sam ich wygląd o tym świadczył, a podszczypywanie przechodzących kobiet i sprośne komentarze tylko utwierdzały w takim przekonaniu. Tak więc, mimo że Aleyn potraktował swą misję bardzo poważnie, jego kompania wyglądała co najmniej żałośnie. Zrobili też wokół siebie niemały szum, gdy jego ludzie zaczęli domagać się przejścia dla przyszłego Lorda Harlaw. Mężczyźnie pozostało jedynie westchnąć i ruszyć przed siebie. Droga do siedziby Greyjoy'ów nie była mu obca, nie pierwszy raz bowiem znalazł się w Pyke.

Edit: literówka
Powrót do góry Go down

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
242
Join date :
16/03/2014

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Wto Kwi 29, 2014 6:13 pm

MG

Kapłan wylał z miski wodę a głowy błogosławionych, razem z nimi wypowiadając znamienne słowa.
- Niedługo ruszacie w podróż - zaczął Drumm. - Zmienicie jednak nieco obrany wcześniej kurs.
Łagodny głos starca stał się od razu chrapliwy. Chyba coś się zdarzyło...
- Wasz stryj kazał mi się z wami spotkać. Jego córkę ostatni raz widziano w tym właśnie porcie. Nie ma od niej żadnych wieści odkąd ruszyła w drogę, by odnaleźć zabójcę swego brata, a może i braci... Wnioskuję, że mogła wpaść w czyjeś ręce. Nie wiem, jak wasz stosunek do kochanej kuzynki, która narobiła niezłego bałaganu, ale faktem jest, że to rodzina. A rodziny nie powinno się zbyt szybko eliminować - Julien uśmiechnął się, ukazując dwa rzędy żółtych zębów. Prawdziwy żelazny człowiek. - Myślałem, że dobrze będzie, jeśli udacie się ze mną do swojego stryja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Wto Kwi 29, 2014 6:46 pm

Co prawda Michael myślał, że to błogosławieństwo będzie trwało odrobinę dłużej i zdąży przy tym odczuć coś w rodzaju boskiego natchnienia. Jednak pomylił się i to dosyć mocno. Chociaż mimo wszystko był osobą głęboko wierzącą, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie i był zaszczycony, że mógł zostać pobłogosławiony przez samego kapłana.

Wieść o tym, że bracia będą musieli zmienić obrany wcześniej kurs, ucieszył bardzo najstarszego z nich. W końcu to miało mu pomóc w całkowitym wyzwoleniu się z sideł tego potwora, którego nazywają nudą. Kiedy już tylko chciał zapytać o to gdzie mają się udać, kapłan uprzedził go odpowiadając na pytanie przed jego zadaniem. Prudence... Czyżby tutaj o nią chodziło? Była sporo młodsza od niego, dlatego też pamiętał jak dziewczyna wyglądała za dzieciaka. Słyszał, że ktoś z ich rodziny pomieszał trochę w polityce i innych sprawach, o których nie warto teraz wspominać. Jednak nie doszła do niego wieść, że chodzi tutaj o jego kuzynkę. Bardziej by przypuszczał, że przypałętał się królowi obok nogi jego jakiś służący i to on mógł namieszać. Wychodzi na to, że będzie trzeba po niej posprzątać.

- Rodzina to rodzina, nie ważne jakich szkód narobiła. Skoro mamy pomóc to pomożemy, nie mam innego wyjścia. Taki już nasz zakichany obowiązek - odpowiedział idąc w kierunku ich okrętu - No to co? Ruszamy natychmiast? - był pełen entuzjazmu, w końcu zmienią swoje plany, na inne niż te pachnące nudą.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Sro Kwi 30, 2014 8:07 pm


Lionel zamknął swe oczy, by tuż po tym poczuć zimną wodę na swej głowie. Ciarki przeszły mu wzdłuż karku, przez kręgosłup, aż do pośladków. Zacisnął swe blade wargi ze złości spoglądając ukradkiem na braciszka. Jego mina mówiła sama za siebie - także nie był zadowolony z tego całego błogosławieństwa. Jeżeli to jest jeden z najważniejszych kapłanów, a poważne rytuały odstawia byle jak, na szybko, to młodszy już dawno winien zostać królem. Nie mając ochoty dłużej klęczeć, z zażenowaniem powstał ponownie odwracając wzrok w inną stronę i wysłuchując paplaniny Juliena. Cała historyjka była przekonująca i choć zaciekawiła Lionela bardzo, nie miał zamiaru odezwać się bezpośrednio do kapłana, lecz przytaknąć Michaleowi.

- Jeżeli czeka nas tak ważne spotkanie, to nie ma dłużej zwlekać. Miejmy to już za sobą, może w końcu przytrafi nam się coś ciekawego w tym nudnawym i monotonnym życiu. - Uśmiechnął się na sam koniec, podciągając spodnie i robiąc kilka kroków do przodu. By zachować się kulturalnie nie chciał wyprzedzać osoby utrzymującej kontakty z Bogiem. Byłoby to bardzo nietolerancyjne i nie miłe, zaczekał więc, aż kapłan ruszy się pierwszy, by dotrzymać mu równego kroku.

Co jakiś czas młodszy z nich spoglądał na swego brata odkręcając wzrok ku górze. Pragnął tylko przekazać jak bardzo nie może wytrzymać towarzystwa osoby prawie świętej. Jej zachowanie oraz charakter drażnił Lionela w bardzo perfidny sposób, było to dla niego niczym spoglądanie na nagie ciało kobiety.

//Wybaczcie, że post jest słabej jakości, ale ostatnio ledwo co znajduję czas, no i tak wyszło :)
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Czw Maj 01, 2014 3:57 am

Znalezienie jedenastu wierzchowców nie przysporzyło ludziom Aleyna kłopotów. Złoto, które ojciec podarował mu na pokrycie kosztów wyprawy, otwierało wiele możliwości. Jednakże sama jazda nie należała do mocnych stron ani jego, ani załogi "Srebrnej Łani". W przypadku Harlawa nie chodziło nawet o to, że nie przepadał za jazdą konną, chociaż nie przepadał. On po prostu obawiał się tych zwierząt. Spowodował to wypadek, którego uczestnikiem był jeszcze za młodu. Chłopak wypił nieco wina, a jego bóg mocnej głowy mu nie dał, po czym wsiadł na wierzchowca. Upadek z siodła był dość bolesny, ze względu na to, że zjechał z urwiska. Co prawda była to jego wina, jednak Aleyn zwykł przypisywać swoje niepowodzenia innym. W tym wypadku winnym był koń i wszyscy jego pobratymcy. Nic więc dziwnego, że siedział teraz w siodle wyprężony niczym struna. Zwierzę zdawało się wyczuwać jego strach, przez co samo było niespokojne. To z kolei prowadziło do jeszcze większej nerwowości jeźdźca. Błędne koło, którego przez swą głupotę Aleyn przerwać nie potrafił. Musiał jednak zacisnąć zęby i jakoś zdzierżyć jazdę, tak długa przechadzka nie uśmiechała mu się. Poza tym, nieco pokrzepiał go widok jego załogi. Wkrótce znalazł też pocieszenie w przyglądaniu się zamkowi Pyke. Co prawda bywał już w nim, jednak widok tak potężnej budowli wzniesionej na urwisku zawsze zapierał mu dech w piersi. Zawsze spoglądając nań myślał z szacunkiem o budowniczych, a także o ewentualnych łupach. To jednak była niewyleczalna przypadłość większości wyspiarzy.
Dotarcie do bram zajęło delegacji nieco czasu, ze względu na ich fatalne zdolności jeździeckie. Gdy znaleźli się na głównym dziedzińcu, wszyscy odetchnęli z ulgą. Aleyn miał ochotę ruszyć do wielkiej sali samemu, w końcu znał drogę, jednak ojciec nakazał mu okazać szacunek staremu lordowi. W rozumieniu Harlawa oznaczało to, że należy poczekać, aż nie zostanie zaproszony i powstrzymać się od nazywania go stetryczałym dziadem. Co miał w zwyczaju, mówiąc o starym Greyjoy'u.
Powrót do góry Go down

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
242
Join date :
16/03/2014

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Sob Maj 17, 2014 8:09 pm

MG

Wszyscy ! Przenosimy się do lordowskiej komnaty!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Wto Cze 03, 2014 12:09 am

// z przestworu oceanu

Nie kto inny, jak ostatni żyjący pomiot Lorda Greyjoya pojawił się w porcie. Prudence, po swym nieprzemyślanym zachowaniu zaginęła gdzieś w Westeros, wstyd jej było pojawić się ponownie w rodzinnych stronach. Nie wiedziała jak zareagują na nią rodacy. Po podróży życia, wielu przygodach jakie ją spotkały postanowiła wrócić. Nieco odmieniona, ba nawet jakoś wyładniała, włosy jej zjaśniały, nadal jednak była kapitanką Latającej Cholery, której załoga również się nie zmieniła. Z nią było jednak inaczej, nieco wydoroślała, zaczęła myśleć, a nie robić. Nikt chyba nie spodziewał się takiego rozwoju sytuacji. Pamiętała o krzywdach zrobionych swojej rodzinie, nie pozwalała jednak zemście panować nad swoim umysłem. Prudence chyba nareszcie stała się prawdziwym mężczyzną.
Nie do końca wiedziała, czego się spodziewać, tym bardziej, że nie dawała o sobie znaku  życia, wszyscy zapewne byli szczęśliwi, że umarła, a ona jak zawsze, niespodzianka. Jedyna rzecz, jakiej była pewna, to to, że ojciec nie przywita jej z otwartymi ramionami. Tatuś Greyjoy inaczej okazywał swoją radość, nie można mu jednak odmówić, że nie będzie to niezapomniane przeżycie. Latająca Cholera dopłynęła do portu. Prue nieco stęskniła się za Pyke, nie pamiętała kiedy była tutaj ostatni raz. Nadszedł ten dzień, kiedy była w stanie odpowiedzieć za swoje czyny, za klęskę, zastanawiała się jednak, czy nie wprowadzi jej to do grobu, już niedługo się to okaże.
- Jesteśmy w domu.- Krzyknęła do towarzyszy swej podróży, którzy najwyraźniej również byli szczęśliwi powrotem. Wrócił syn marnotrawny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Wto Cze 03, 2014 12:36 am

//z Głównej Sali zamku Pyke.

Ezekiel Greyjoy wyszedł z sali nie wiedząc jak się czuje w związku z wiecem. Był trochę wściekły i rozczarowany, ale również zadowolony z decyzji Lorda Pyke. Przede wszystkim niezwykle negatywne emocje wywołało u niego spotkanie ze wszystkimi młodymi Greyjoyami, stali tam w cieniu dziedzica Harlaw, dłubiąc w nosie do tego ubrani w suknie. Jeśli przychodziło im płacić to chyba Bravosi Mastercard, nie żelazem.
Pierwsze co Greyjoy zauważył opuszczając zamek, było to że jak to często na wyspach bywa pogoda nie dopisywała. Było zimno, pochmurnie a lekka mżawka zdawała się szatkować twarz Ezekiela. Zatrzymał się na chwilę we wrotach nie bardzo chętny na wyjście poza obręb zamku. Jego wzrok skierował się na chorągiew rodu, która przypomniała mu o obowiązku, zresztą równie mocno co o niechęci do krewnych. Upewniając się że miecze i sakwa wiszą przy jego pasie zacisnął wargi i opuścił siedzibę swojego rodu. Nogi od razu skierowały go do portu. Warunki nie sprzyjały może do pieszej podróży, tym bardziej że do portu był kawałek drogi, jednak Ezekiel nie ufał zwierzętom a i sam przyzwyczaił się do spacerów z zamku do portu.
Do portu dotarł chwilę później. Jedna nieprawidłowość w codziennym krajobrazie zwróciła jego uwagę, zacumowana Latająca Cholera dumnie kołysała się na nieco wzburzonym morzu w bliskim sąsiedztwie jego własnego okrętu, Krzyku. Zbliżył się do okrętu i od razu rozpoznał swoją bratanice, Prudence Greyjoy. Zabawne, chwilę wcześniej jej ojciec w końcu podjął się prób poszukiwań swojej od dawna zaginionej córki. Osobiście Ezekiel nie zamienił ani słowa ze swoją krewniaczką od lat, jednak z łatwością ją poznał właśnie dzięki Latającej Cholerze. Żelazne Wyspy nie posiadały drugiego takiego okrętu.
-Prudence?- Zachrypiał w momencie w którym znalazł się przed kobietą. Stał w czarnych szatach i brązowym napierśniku, okryty czarnym płaszczem chroniącym przed deszczem. Kciuk wetknął za ozdobny pas, przy którym zreszta trzymał cały jego wartościowy dobytek. -Zabawne że zjawiasz się akurat dzisiaj.- powiedział niskim tonem, spoglądając na jej okręt. Wszystko wskazywało na to że Prudence nie doświadczyła żadnych problemów w trakcie podróży, zupełnie jakby wybrała się na zwykłą popołudniową wycieczkę wokół wysp. Nie było jej jednak kilka miesięcy. Uśmiechnął się do Prudence aby trochę ją pokrzepić przed spotkaniem z Lordem, jednak nawet nie próbował wyzbyć się zwykłego w swoim uśmiechu jadowitego spojrzenia.
-Kierujesz się do Pyke, tak?
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Wto Cze 03, 2014 5:40 pm

// z głównej sali zamku Pyke

Aleyn wyszedł z zamku zadowolony. Otrzymał upragnione dowództwo i mógł zatrzeć złe wrażenie, jakie pozostawił po sobie Rickard. Nie wiedział tylko, czy powinien się cieszyć z nagłego pojawienia się Prudence. Z jednej strony, nie musiał już tracić czasu na poszukiwania, z drugiej zaś, nie miał pojęcia czego może się po niej spodziewać. Z tego co usłyszał na wiecu, Lord nie miał o niej zbyt pochlebnego zdania, a wieści głosiły, że nie działo się to bez powodu. Dodatkowo, jeśli wierzyć plotkom to śmierć poprzedniego Lorda Harlaw była spowodowana jej nieudaną kampanią wojenną. Aleyn obiecał sobie poruszyć ten temat. Miał też mieszane uczucia, jeśli chodzi o cel wyprawy. Podejrzewał, że winę za śmierć synów Greyjoy'a ponoszą Lannisterowie (swoją drogą, według niego większość zła było spowodowane właśnie przez nich), ale nie miał pojęcia jaka jest prawda i gdzie jej szukać. Spiski i polityka nie przykuwały wcześniej uwagi Aleyna.
Zaabsorbowany przemyśleniami Harlaw nie zauważył kiedy minęła mu droga do portu. Z racji, że zamierzał wyruszyć jak najszybciej jego celem stało się znalezienie Prudence. Nie bardzo wiedział jak kobieta wygląda, ale miał nadzieję, że będzie się jakoś wyróżniać. Na szczęście jego bystry wzrok wychwycił postać Ezekiela rozmawiającego z jakąś kobietą, a że znaczne persony unikały publicznych rozmów z dziewkami, poznał w niej córkę Lorda. Zeskoczył więc z konia, podał uzdy jednemu z kompanów i ruszył w stronę Greyjoy'ów.
-Aleyn Harlaw, będę dowodził wyprawą, na którą z rozkazu twego ojca mamy wspólnie wyruszyć. - słowa te dziedzic skierował do Prudence, Ezekielowi zaś skinął głową. Nie miał jeszcze okazji porozmawiać z bratem Lorda, ale i nie pragnął dostąpić tego zaszczytu. Miał bowiem wrażenie, że ród Greyjoy'ów jest skory do przesady. Z jednej strony skrajnie nieprzyjemne osoby (do grona których zaliczał Ezekiela, głównie ze względu na jego mimikę), z drugiej panienki nie potrafiące walczyć o swoje.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Wto Cze 03, 2014 6:16 pm

Prue w zasadzie nie miała pojęcia o tym, że odbywał się wiec. Ona i to jej wyczucie czasu, zawsze pojawiała się w idealnym momencie, taka jej natura. Nie spodziewała się, że ojciec wyśle po nią jakąś drużynę powitalną, raczej była pewna, że zostanie wrzucona do lochu. Taki bowiem stosunek do wychowywania dzieci miał lord Greyjoy.
Prudence zeszła z Cholery. Brakowało jej surowości Żelaznych Wysp, no i tego klimatu. Wiatr we włosach, ciągłe deszcze, tutaj zawsze było tak pięknie. Co się dziwić, że ludzie tutaj nigdy jakoś specjalnie się nie radowali. Wszyscy byli przybici, z drugiej strony to całkiem dobre, tą surowość i obojętność wszędzie ceniono.
Kiedy tak sobie stała i dumała podziwiając Cholerę nawet nie dostrzegła, że zbliża się do niej wuj. Kiedy usłyszała swe imię drgnęła i odwróciła się w jego stronę, czyżby staruszek kazał swemu bratu zając się swoim pomiotem, aż dziwne, raczej nie wyręczał się innymi w takich sprawach.
- Wujaszek Ezekiel.- Wyglądał jak zawsze, chyba najsmutniejszy człowiek na Wyspach, ani trochę nie zmienił się od lat. Może to i dobrze? W zasadzie ile to on już ma lat? Dziewczyna nie potrafiła tego rozgryźć, od zawsze był dla niej bez wieku.
- Co w tym zabawnego? Bo niestety nie mam pojęcia, co się tutaj działo ostatnimi czasy.- Czyżby wuj się uśmiechnął? Spojrzała na niego ze zdziwieniem, to nie było możliwe, takie rzeczy się nie zdarzały. Nie on.
- Nie wiem, czy mam chęć widzieć się z ojcem, po naszym ostatnim spotkaniu.- Kiedy ostatnio zawitała w domu, tatuś Greyjoy kazał jej sobie usługiwać, jako, że Prue nie słucha rozkazów wylądowała w lochach, także ciekawe, co przydarzyłoby się tym razem. Wyruszyła szukać mordercy braci, co jednak mogła sama zrobić, no ze swoim statkiem przeciwko Lannisterom? Nic.
- Tatuś na pewno się ucieszy, jak usłyszy o moim powrocie, pewnie już świętował z okazji mojej śmierci.- Nie tak łatwo było zabić Żelazną Damę, mimo wszystko.
Wtedy ktoś wtrącił się w jej rozmowę z wujem. Podniosła wzrok i zobaczyła obcego mężczyznę.
- Cóż, miło mi, chyba poznać, Prudence Greyjoy pomiot szatana.- Przedstawiła się bardzo miło, jak to miała w zwyczaju i podała rękę w stronę Harlawa. Że niby on ma dowodzić, w duchu się zaśmiała, ciekawe w ilu wyprawach uczestniczył, nie mówiła o tym jednak głośno, wszystko wyjdzie w czasie podróży.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Sro Cze 04, 2014 1:01 am

Ezekiel zauważył młodego Harlawa od razu kiedy ten się tu pojawił. Aleyn albo również wybrał pieszą wędrówkę, albo zabawił w zamku nieco dłużej od niego, gdyż pojawili się w porcie właściwie o tej samej porze. Greyjoy bez słowa skinął mu w geście powitania.
-Wujaszek?- Powtórzył Ezekiel pytającym tonem. Dla niego zawsze brzmiało to tak samo sarkastycznie i nienaturalnie. Może właśnie to był problem rodu, wzajemna nienawiść trawiła wszystkich jego członków od środka tak bardzo że nawet uśmiech był postrzegany jako coś nienaturalnego i skrajnie niepokojącego. Nawet jeśli był nienaturalny i w sumie całkiem niepokojący. -Twój ojciec- tu Ezekiel zrobił pauzę, jakby nie wiedział czy to najlepsze określenie. Zazwyczaj względem lorda Pyka starał się unikać takich określeń jak "mój brat" czy "mój krewny", toteż te słowa wywołały u niego małą wątpliwość.
-Dopiero co zwołał wiec. Planował wysłać- często przerywał swoje słowa, niby na oddech, ale też żeby naprawdę uważać co mówi. Ezekiel nigdy nie zdradzał zbyt wielu rzeczy, był raczej znany z tego że oszczędza swój narząd mowy w dyskusji. -Twoich kuzynów w poszukiwania Ciebie, Twojego okrętu, Twojej załogi. Zapewne starał pozbyć się tych łazęg z domu, ale Twój nagły powrót mu w tym przeszkodził- zaśmiał się w taki sposób, jakby zaczął się dusić, ale szybko się opanował, lub raczej nagle powrócił do swojego markotnego wyrazu twarzy i przeciągnął dłoń po policzku.
-Osobiście uważam że nie masz innego wyjścia niż grzecznie odwiedzić go w Pyke. Nie gwarantuje że nie każe Cię zamknąć w lochu jak ostatnio, ale dopiero co uznał wszystkich swoich męskich krewnych za nieudaczników w obecności całej szlachty żelaznych wysp. Może naprawdę mu Cię zabrakło.- Wziął głębszy oddech i natychmiast postanowił się poprawić. -Nie mówię że tęsknił. Być może Tobie ufał bardziej niż pozostałym krewnym i dlatego Cię potrzebuje.
Brat lorda odwrócił głowę w kierunku swojego okrętu i zaczął obserwować załadunek towaru na "Krzyk". Praca przebiegała szybko i sprawnie, wyglądało na to że w przeciągu kilkudziesięciu minut będzie mógł opuścić wyspę.
-Jak przebiegała wyprawa- zapytał Ezekiel umiarkowanie zaciekawionym tonem. Nie zamierzał nalegać na Prudence w żaden sposób, wiedział przy tym że wyjaśnień zażąda również jej Ojciec.
Wziął i sobie wyszedł.


Ostatnio zmieniony przez Ezekiel Greyjoy dnia Pon Lut 09, 2015 11:29 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Pon Sty 12, 2015 1:11 pm

/z "Morskiej Żony"

Tego dnia Euron obudził się bladym świtem. Rozejrzał się po niewielkim pomieszczeniu na poddaszu karczmy. Oprócz córki właściciela grzejącej jego łoże i rzeczy Pyke'a rzuconych gdzieś w kąt nie było tam nic ciekawego. Yara. Cudna dziewczyna. Piękna a jednocześnie szorstka w obejściu. Potrafi rzucić celną ripostą. I toporkiem. Syn lorda Blacktyde'a podniósł się i ruszył w stronę ubrań. Jego kochanka przebudziła się słysząc hałas i wstała odsłaniając nagie ciało. Mimo że Euron stał tyłem do kobiety i tak jego ciało nieznacznie drgnęło. Yara położyła dłoń na jego pośladku.
- Wybierasz się gdzieś?
- Już czas. - odrzekł wojownik nakładając na siebie lnianą koszulę.
- Zostawisz mnie tutaj samą? - udawana niewinność w jej głosie wręcz bawiła mężczyznę.
- A co? Nie poradzisz sobie sama... niewiasto?
Kobieta tylko parsknęła śmiechem i zaczęła ubierać się tak jak jej partner. Skończyli w tym samym momencie.
- Zobaczymy się jeszcze? - zapytała.
- Tego nie wiem. - grubym rzemieniem przypiął swój topór do pleców a za pas włożył dwa mniejsze toporki. - Obiecuję ci jednak, że jeszcze nie raz usłyszysz o Euronie Pyke'u. - powiedział, po czym wyszedł nawet nie patrząc na Yare.

Nie minęło kilka minut a znalazł się w porcie. Przysiadł na murku i rozejrzał się. Wiele drakkarów cumowało przy brzegu. Naliczył też kilka jednostek pochodzących z innych części Westeros. Nigdzie jednak nie zauważył swoich towarzyszy. Gdzie oni do chuja są? Pewnie zapili się ostatniej nocy. Postanowił jednak czekać. Może raczą zjawić się przed południem.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Port Pyke   Pon Sty 12, 2015 3:45 pm

/z "Morskiej Żony"

Rankiem, z olbrzymim kacem, Einar wraz z kompanami obudził się w karczmie.
-O kurwa. Mój łeb...
Pozbierali swoje rzeczy, Einar zapłacił karczmarzowi i wyszli na zewnątrz. Ruszyli, bardzo wolno z wielkim bólem głowy, do portu.
- Jakmy, w takim stanie, damy radę wiosłować?
- Spokojnie Harald. Dawniej i w gorszym stanie się wiosłowało.
- Tak, tak Bonhart, jasne.
- Spokojnie panowie, przecież nasza załoga liczy więcej osób niż my sami. Inni będą wiosłować, a nasza kolej przyjdzie gdy ból minie.
Rozmawiając o podróży i narzekając na bóle głowy, dotarli w końcu do portu.
- Euron! Euron Pyke! Witaj bracie! Chodź tu do nas! - Pomachał ręką w stronę Eurona, a następnie wskazał ręką na drakkar, przycumowany obok nich. - To ten! Chodź no tu!
Weszli na okręt i poczekali aż ich nowy druh również wjedzie.
- Witaj na Fiordzie Łosia!
Fiord Łosia, gdyż taką nazwę nosił okręt, miał około 30 metrów długości i około 5 metrów szerokości. Miał 12 par wioseł i rejowy żagiel. Na dziobie była umocowana, ładnie wyrzeźbiona, głowa łosia z potężnym porożem. Na żaglu widniał czarny kruk na białym polu (Taki).
- Kiedyś posiadaliśmy większy okręt. Ale pewnej nocy, wszyscy się opiliśmy i nam go ukradziono. Więc sobie załatwiliśmy nowy, mniejszy trochę, ale na naszą liczebność wystarczający. Tak uprzedzając pytanie, każdy nasz okręt nazywamy Fiordem Łosia. Taka tradycja.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Port Pyke   

Powrót do góry Go down
 

Port Pyke

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Biały Port
» Wrota (Zamek Pyke)
» Peron 9 i 3/4
» Komnaty Władcy (Zamek Pyke)
» Port turystyczny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Żelazne Wyspy :: Pyke-