a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Łąka - Page 2



 

 Łąka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Łąka   Wto Sie 20, 2013 3:36 pm

First topic message reminder :

Malownicza, upstrzona kwiatami łąka rozciągająca się w pobliżu Smoczej Jamy. Rosnąca tam przepyszna trawa jest nie lada gratką dla nawet najbardziej wybrednych koni. Gdyby ktoś tylko pomyślał o tym, żeby z tej właśnie trawy zrobić siano... och, niebo w pysku. Dodatkowo te wszystkie kwiaty i zioła...
Co tu dużo mówić, wspaniały kawałek świata.
Dla ludzi ceniących przygodę nade wszystko, raczej nie będzie tutaj nic ciekawego. Może czasami prezbiegnie królik, czy sarenka. Cisza i spokój. Miękko w tyłek, widok na zachody słońca ładny, zapach obłędny. Ot taka łączka.



Jako, że Anna w zasadzie dała się ponieść konikowi, wywiózł ją tam, gdzie miał ochotę. Jej nie chodziło o żaden konkretny kierunek, chciała po prostu poczuć wiatr we włosach. On to umiał ją potargać, no! Jak nikt inny!
Koń miał chrapkę na soczystą trawę przybraną ziołami? A więc zagalopował w stronę łąki. Skąd wiedział gdzie jest najlepsza trawa, skoro przyjechał wraz z Anną z Doliny Muminków? Tego nie wie nawet najstarsza starowinka. Może pwoiedziały mu inne konie? Może miał tak wyczulony węch? A może to kwestia przypadku?
Jechała jakiś czas, ale w zasadzie nie przeszkadzał jej upływający czas. Tak, była wyrodną siostrą, która zwiała z wesela brata. Tak, zachowywała się jak dzikus, który nie potrafi odnaleźc się w towarzystwie. Miała jednak dziwne przeczucie, że lepiej nie znajdować się zbyt blisko króla, gdy ten bawi się w swatkę.
Czy Damon był już mężem Arielki? Tego nie wiedziała. Takie uroczystości lubiły się ciągnąć w nieskończoność...
W końcu dojechała na miejsce. Dowiedziała się o tym, że to jest koniec przejażdżki, kiedy konik zatrzymał się i zabrał za pożeranie trawy. Powinna go jakoś nazwać, mogłaby mu wtedy wytknąć, że opycha się zieleniną. Przecież mu wywali na wierzch boki jeśli się opcha! No nic, trochę może zjeść, niech chociaż koń będzie szczęśliwy.
Zsiadła z niego i dopiero wtedy rozejrzała się dokładnie po okolicy. W końcu zauważyła piękno łąki. Piękna, ale... troche nudna?
Nic się na niej nie działo, ale przynajmniej przez jakiś czas nie powinien być to problem, w końcu cykady brzęczały tak pięknie i usypiająco...
Anna usiadła na trwaie i słuchała tej sennej melodii. Oczy zaczęły jej ciążyć, powieki powoli zamykały się... nie zauważyła momentu w którym połozyła się w tej trawie... zasnęła.
Koń pasł się obok jak gdyby nigdy nic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Łąka   Czw Maj 29, 2014 1:20 am

Lydia odetchnęła z ulgą. A już myślała, że spotka się z niezłą burą od Lady Tully! Dziewczynie od samego początku wydawało się, że jej rozmówczyni nie naleźy do grona gburowatych, wrednych kobiecisk, teraz jednak była już tego pewna. Miła była dla Cleganówny ta odmiana po zrzędliwych septach. Pokiwała delikatnie głową na znak, że zgadza się ze słowami Ophelii, jednak gdy usłyszała sam koniec jej wypowiedzi, zaśmiała się cicho.
- Pani, co cię nie zabije, następnym razem przyłoży się bardziej.
Wiedziała, że ma obowiązek zjawić się na weselu. Zaczęła się zastanawiać, dlaczego aż tak bardzo nie chce brać udziału w uroczystościach... I dość szybko doszła do w niosku, że o ile wciśnięcie w sukienkę jakoś jeszcze zniesie, o tyle towarzystwa może nie wytrzymać. W stolicy pełno będzie nieznajomych twarzy, przed którymi będzie trzeba pięknie ćwierkać i niziutko się kłaniać, a w tym Lydia nigdy nie była zbyt mocna. I to, że teraz jakoś jej się udało, w cale nie znaczy, że szczęście się od niej nie odwróci. Nie chciałaby głupio wypaść i ośmieszyć nie tylko Lorda Clegane, ale również Lannisterów u których jest na wychowaniu (choć ich w mniejszym stopniu).
Spojrzała na słońce.
- Lady, myślę że powinnyśmy ruszać w dalszą drogę. Potrzeba czasu, by odpowiednio przygotować się do spełniania swojego obowiązku. - Posłała w stronę Tully jeszcze jeden promienny uśmiech, choć w jek głosie wyczuć można było nutkę goryczy. Odebrała od strażnika wodze Płotki i zanim mężczyzna zdążył zareagować (pomóc przy wsiadaniu), już siedziała w siodle. - Pani, czułabym się zaszzycona, gdybyś towarzyszyła mi do bram Czerwonej Twierdzy. Słyszałam, że smoki bywają nieprzewidywalne. Razem raźniej byłoby stawić im czoła.
Powrót do góry Go down

avatar
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
93
Join date :
18/05/2014

PisanieTemat: Re: Łąka   Czw Maj 29, 2014 4:35 pm

/ post-kupa bo jestem w trasie ;-;

Po odpowiedzi blodnynki, Ophelia na chwilę zaniemówiła, a jej twarz została pozbawiona wszelkiego wyrazu. Trzeba przyznać, od takiej strony na to nie patrzyła. Brwi ściągnęły sie ku sobie, a usta wykrzywiły w kwaśnym uśmiechu.
- W takim razie, jednak wole nie wiedzieć, co następnie mnie spotka, Lady. - Odparła cicho brunetka, sprawnie wplatając w swą wypowiedź teatralne przerażenie.
Kiedy młoda Clegane spojrzała w górę, mimowolnie wzrok Tully powędrował za jej spojrzeniem. Widok zgadzał się z słowami Lydii, więc brunetka skinęła szybko głową i również znalazła się w siodle - z tą różnicą od swojej rozmówczyni, że niebieskooką podsadził członek eksorty, który wcześniej zaciśnił popręg i przyszykował rumaka do jazdy. Kiedy już upewniła się, że dobrze siedzi, a wszystko znajduje sie na swoim miejscu, zerknęła przelotnie na towarzyszących jej ludzi. Nie musiała się o nich martwić, gdyż Ci już w trakcie rozmowy kobiet zebrali się i teraz siedzieli na własnych wierzchowcach, gotowi do dalszej drogi. Na uśmiech Lydii odpowiedziała równie ciepłym uśmiechem.
- Może i jestem tylko Pstrągiem, ale nie zwykłam bać się Smoków. - Odparła kąśliwie, ostatni raz głaskając Atosa wzdłuż grzywy. - Tak też, nie każmy Królewskiej Przystani czekać. - Skłoniła głowę dziewczynie, rada z takiego towarzystwa.

[z/t x2, jak mniemam]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Łąka   Pią Mar 27, 2015 10:58 pm

Czasem ciężko jest być damą dworu. Oj ciężko, szczególnie w taki słoneczny dzień jak dziś, kiedy wszyscy oddają się swym codziennym obowiązkom.... Młynarze mielą mąkę, piekarze pieką chleb i ciasteczka, kowal uderza swoim młotem o kowadło, szychy z wysokich sfer knują i kopią pod innymi dołki, prostytutki odsypiają noc. Dzień jak co dzień, wszyscy oddają się temu do czego zostali stworzeni bądź też wyszkoleni. O wiele gorzej wygląda dzień gdy jest się nic nie znaczącą otyłą dziewczyną, której nuda wyżera trzewia, na spółkę z głodem zabijanym co rusz ciastkiem. Nuda, nuda, nuda. Jej przyjaciółka Ivory Targaryen, urodziła dziecko, którego nawet nie było dane jej zobaczyć. Szkoda, bo zżerała ją ciekawość jakiego koloru ma włosy. Stawiała na czarne, bo jak czytała w dziele jednego z maestrów podobno krew z łona matki z czarnymi słowami przejmuję władzę nad ziarnem ojca z jasnymi.
Z resztą miała nadzieję, że będzie bardziej podobne do Ivory, ojca dziecka znała tylko z widzenia i nie wydawał się być... przyjazny.
Tęskniła za nią, ale cóż wyganiano ją i kazano się sobą zająć za każdym razem gdy starała się z nią spotkać. "Musi odpoczywać" powtarzano.
Także jedyną osobą, nie licząc Rowena Hightowera przed którym się zbłaźniła, z którą spędzała czas była jej klacz. Od ściskania twardego węgla podczas szkicowania nabawiła się odcisków, więc rysowała mniej, ale nadal oddawała się tej czynności. Przeczytała wszystkie dostępne książki jakie tylko miała pod ręką i wymyślała nowe sposoby na wykradanie ich z biblioteczek innych lokatorów pałacu. Ciastka też jadła, ale je jadła nawet jak jej się nie nudziło.
Absolutnie nikt nie zwracał na nią uwagi. Bo była ni to szlachcianką ni to córką kupca. Zaledwie przecież jej ojciec stał się lordem. Zero tradycji, nawet herb mają tandetny.
Jedyną istotą która skupiała swoją uwagę byłą Maffina, wielka zimnokrwista klacz w drobne łatki koloru czarnego. Obie wyglądały dość zabawnie. Carla ubrana byłą w bardzo lekką koszulę i spodnie z najcieńszej skóry jaką mogła tylko znaleźć. Znakomitej większości panien byłoby zimno, ale nie jej. Dla mniej ten dzień był zbyt gorący. Jako, że Carla miała pęcherze na palcach, to nie założyła Maffinie ogłowia, co nie było z resztą konieczne. Dziewczyna pogoniła klacz najpierw do kłusa, a potem do wolnego galopu. Zrobiła sobie z łąki maneż. Klacz wyginała swoją grubą szyję pięknie się ganaszując i wysoko podnosząc swoje ciężkie nogi. Jej starania opłaciły się.
-Brawo! - powiedziała zadowolona Carla. Odchyliła się w siodle do tyłu a klacz posłusznie stanęła. Odwróciła ku niej łeb, a jej właścicielka wyciągnęła ciastko z sakwy przypiętej do siodła. Po chwili zniknęło z końskim pysku. Nie ma co czasem opłaca się praca dla człowieka. Dziewczyna potarła końską szyję wycierając o nią okruszki. Dała sygnał i klacz spokojnie ruszyła galopem. Wykonały razem woltę, a potem znowu pogalopowały po prostej. Powoli, idealnie zgrane... W koncu w tym tygodniu ćwiczyły to już chyba setny raz...

Powrót do góry Go down

avatar
Dorne
Skąd :
Yronwood
Liczba postów :
166
Join date :
28/02/2015

PisanieTemat: Re: Łąka   Wto Mar 31, 2015 8:23 pm

Doprawdy, ciężkie było życie młodej szlachcianki. Długie, zlewające się w jedność dni, wypełnione rozkosznym nic-nie-robieniem, urozmaiconym od czasu do czasu jakąś szumną plotką czy wydarzeniem. Być może Carla Rykker nie zdawała sobie z tego jeszcze sprawy, jednak stan, w którym nie zwracano na nią większej uwagi, był czymś, za co powinna dziękować wszystkim znanym sobie bóstwom i potęgom.
"Księżna Ivory odpoczywa", powiedziano pannie Yronwood, gdy po raz pierwszy i ostatni wyraziła ochotę spotkania się i pogratulowania młodej matce. Jeyne nie życzyła nee Martell źle. Choć z pewnością pragnęła być równie wyrachowaną, do pewnych rzeczy dochodziło się z wiekiem - na podobne zepsucie musiała więc poczekać jeszcze co najmniej kilka lat, podczas których zostanie obdarta z - cierpkiej bo cierpkiej - niewinności.
Gdy dowiedziała się o śmierci Rodrika, przybrała żałobną, podszytą srebrną nicią czerń. Po części z szacunku dla Blackmontów, po części dlatego, iż istotnie coś opłakiwała. Głupotę rycerza, który przyrzekał jej, iż wróci z wojny z Burzą żywy. Głupotę, bowiem nikt, kto szedł na wojnę, nie miał prawa przysięgać, iż z niej powróci. Może to ta butna pewność siebie malując się w oczach brodatego narzeczonego sprawiła, że mu uwierzyła?
Spojrzenie samoistnie prześlizgnęło się na śniadą dłoń. Opal wprawiony w złoto pysznił się na jej palcu, zaś myśli powiodły pannę Yronwood do tych z komnat własnego umysłu, których nie życzyła sobie już nigdy otwierać. Pozwoliła Blackmontowi się dotknąć. Złożył na jej dłoni pocałunek, spętał swą duszę obietnicą, której nie dane mu było spełnić.
Dornijska szlachcianka westchnęła rzewnie, tym samym ściągając na siebie uwagę towarzyszącej jej Fayruzi.
Wszystko w porządku, amra’a? – Pogoda była piękna, przybyły tutaj zażyć świeżego powietrza. Życzeniem czarnowłosej kusicielki-służącej Yronwoodów nie było, by jej pani zaprzątała sobie głowę chmurnymi myślami.
Zimno tu. To wszystko. – Krótka odpowiedź jasnowłosej, musiała jej wystarczyć, bowiem Jeyne popędziła tylko konia, chcąc oddalić się od reszty niewielkiego orszaku.
Przybywszy do Królewskiej Przystani, porzuciła podszytą srebrną nicią czerń na rzecz złota, piaskowego beżu i nieskazitelnej bieli. Szaty nie nadawały się do dynamicznej jazdy, były lekkie, poruszały się przy każdym kroku Yronwoodówny, można było sobie więc wyobrazić, że gdy w końcu dojechała do polany, widok był dość... malowniczy.
Miała na sobie obszerne, z sukcesem udające spódnicę, spodnie, biało-złotą tunikę z długimi, półprzezroczystymi rękawami i chustę, która pod koniec jej podróży zakrywała już niemal całą twarz jasnowłosej dziedziczki.
Carla nie musiała brać jej za kogokolwiek z Dorne. Była o jaśniejsza od Ivory, jej oczy posiadały osobliwy odcień chłodnego, nieprzystępnego błękitu, zaś złote loki jedynie potęgowały wrażenie przynależności do kogoś prędzej od Lannisterów, niźli Martellów.
To idealne miejsce! Tu się zatrzymamy! – Zarządziła, krzyknąwszy przez ramię. Następnie zeskoczyła z konia, zadziwiająco zręcznie, jak na ilość warstw, w które była okutana. Stanąwszy pewnie na ziemi, poprawiła chustę, odsłaniając twarz.
Miejsce nie było idealne - co najwyżej dobre, jak każde inne, dodała w myślach. Miała już jednak dość przejażdżki. Dość pełnego zrozumienia milczenia. Pulchna nieznajoma, którą dostrzegła, nie była dobra - jednak, podobnie jak miejsce, równie dobra, jak każda inna postać, którą mogła tu spotkać. Nada się, zabije nudę, choćby pozornie.
Jeyne nie wiedziała, że przyszło jej spotkać się z kimś, kogo księżna Targaryen nazywa swą przyjaciółką i powierniczką. Nieświadomość była czasami błogosławieństwem, czyż nie?
Fayruzi wraz z niewielką grupką podążających za nimi zbrojnych, dogoniła w końcu swą panią i zajęła się przygotowaniem miejsca na coś, co tutejsi uznaliby zapewne za piknik. W Yronwood nikt nie organizował pikników.
Czy to miejsce jest zawsze równie odosobnione? – Jasnowłosa zagadnęła nieznajomą, całą swoją siłę woli wkładając w to, by nie zabrzmieć oschle i nieprzyjaźnie.
Uśmiechnęła się nawet. Jednak perlisty uśmiech nie obejmował sobą chłodnych, błękitnych oczu. Był nieszczery, ale czy to wystarczyło, by i jego właścicielkę uznać za nieszczerą?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Łąka   Sro Kwi 01, 2015 5:37 pm

Wszystko byłoby wspaniale. Wszystko byłoby milusie gdyby nie mały tyci fakt...
Maffina, klacz na której jechała otyła dama dworu miała już być kiedyś... wybrakowana ze stada. Miała bowiem bardzo istotną dla użytkowania wadę, która niszczyła cały jej urok. Przyćmiewała też inteligencje i grację, z którą o dziwo pomimo swojej wagi potrafiła zaprezentować w powolnym dostojnym galopie. Wada ta niemalże zabiła chłopów którzy ją zajeżdżali i wielokrotnie także była przyczyną wielu urazów u Carli. Tym uciążliwym narowem było płoszenie się. W umyślę Maffiny proste codzienne sytuację wyglądały mniej więcej tak:
"Dziecko krzyknęło- chce mnie zabić
Koń zarżał- coś chce nas zabić
Ktoś nosi dziwne nakrycie głowy? - zapewne chce mnie zabić
Ktoś kaszlnął- chce mnie zabić
Krzaki zaszeleściły- zapewne to wilk, chce mnie zabić
Jeździec z naprzeciwka? - morderca
Liść spadł z pobliskiego drzewa? - to zapewne znak, że na szczycie czai się demon czyhający na me końskie życie. "
Wszystko byłoby w porządku, w sumie... byłby to problem zaledwie szalonej klaczy, ale... zwykła ratować się szybką ucieczką, w której jej koński umysł zupełnie się wyłączał. Albo wierzganiem. W sytuacjach gdy wydawało jej się, że ktoś chce tylko zrobić jej krzywdę.
Niestety.
Piękny strój dziedziczki Yronwood, zapewne wywołałby zachwyt ludzi, szczególnie tych znających się na modzie, a także zazdrość kobiet i oszołomienie u mężczyzn... ale niestety. Połacie materiału którymi bawił się wiatr były niczym macki. Te macki chciały obwiązać szyję klaczy chociaż córka lorda była całkiem daleko. Była demonem. Najbardziej przerażającym demonem jakiego skupiona klacz kiedykolwiek widziała...
Całkowicie skupione na swoich ćwiczeniach zauważyły blondynkę dopiero wtedy kiedy się do nich odezwała. I wtedy... klacz postrzegła to co było opisane wcześniej.
Demon.
Potwór
Poczwara.
Carla nie miała czasu zareagować. Klacz zadarła łeb do góry wybałuszając w przerażaniu oczy i zakwiczała jak zarzynana świnia. Wystrzeliła jak z procy. W dwóch susach rzężąc przeraźliwie rozpędziła się niemal do pełnej końskiej szybkości. Carla jedyne co w tym momencie mogła zrobić, była głupia nieco przerażona mina i przytrzymanie się przedniego łęku. W tym momencie żałowała, że jeździła bez ogłowia. Zawsze być może udałoby się jej jakoś.... ehh to na nic. Wyglądało na to, że zdana była zupełnie na szaleńczo pędzącego konia. Klacz machając zaciekle ogonem i wytężając wszystkie swoje końskie siły gnała przed siebie. Przebyła 3/4 łąki, kiedy Carla w końcu przebudziła się z otępienia. Widziała zbliżający się las i wcale jej to nie odpowiadało. Podobnie jak większość ludzi nie lubiła nadziewania na gałęzie albo wyrywania jednej nogi o pień kiedy koń o niego zahaczy. Postanowiła więc rozpaczliwie wygiąć ciało i wygiąć konia w łuk aby skręciła.
Cała akcja udała się. Koń skręcił, ale jak to zwykle bywa nie wszystko co jest wydaje się być dobrym pomysłem jest w rzeczywistości dobrym pomysłem. Klacz wykonywała, nadal w panice, spore wolty. Problem pojawił się nagle i ze strony podłoża.
Dziura. A właściwie rów. Dość głęboki ale zarośnięty. Ktoś musiał go kiedyś wykopać... niewiadomo w jakim celu. Z resztą jest to nie ważne.Smutnym faktem okazało się jednak to, że tu był.
Ani koń ani jeździec wychodząc z zakrętu nie zauważyli go. W pewnym momencie w pół taktu koń stracił grunt pod nogami. Wszystko działo się dość szybko. Carla wystrzeliła z siodła koń wykonał jakąś dziwną akrobację i wpadł do rowu. Calra pofrunęła nieco dalej lądując na miękkiej ściółce leśnej. Leżąc tak na ziemi, nie będąc świadoma do końca tego stało, patrzyła na wystające z rowu nogi konia które miotały się w powietrzu. Wyglądało to tak jakby klacz próbowała biec do góry nogami. "Zabiłam ją" - pomyślała Calra. Niemalże natychmiast do oczu zaczęły napływać jej łzy.
Na szczęście, co jest zjawiskiem dość częstym, myliła się.
Klacz jakoś wydostała się z śmiertelnej pułapki i z głupią oszołomioną "miną" rozejrzała się w około. Zobaczyła swoją właścicielkę i podeszła do niej zupełnie jakby nic się nie stało.
No co tak leżysz - wydawała się mówić patrząc na nią z góry.
Carla wstała, na razie nie czuła bólu. Była w lekkim szoku, zaczęła oglądać klacz. Wydawało się być z nią wszystko ok. Zero zranień. Pchnęła ją ręką aby zrobiła kilka kroków. Nie okulała.
Carla westchnęła z ulgą. Pomiędzy nad kłębem klaczy zobaczyła nowo-przybyłych. No tak.
Spojrzała z pode łba na klacz.
-To ich się przestraszyłaś? Kiedyś ktoś się wkurzy i zrobi z ciebie kabanosy- powiedziała do klaczy mrużąc groźnie oczy.
Cóż cały świat wydawał się być Maffinie przerażający, ale jak widać groźby Carli nie. Stała sobie spokojnie z zwisającymi luźno uszami.
Znowu nietakt. " Co ze mną nie tak?" pomyślała jęcząc w myślach.
Uśmiechnęła się szeroko do nowoprzybyłych i pomachała im dziarsko.
"Tego też robić nie wypada, głupku" zganiła się w myślach i od razu opuściła rękę.
Nie była świadoma tego, że jest cała w liściach, a cały jej lewy bok w błocie...
Wszystko było w jak najlepszym porządku, najważniejsze jest pierwsze wrażanie, czyż nie?

Powrót do góry Go down

avatar
Dorne
Skąd :
Yronwood
Liczba postów :
166
Join date :
28/02/2015

PisanieTemat: Re: Łąka   Czw Kwi 09, 2015 6:44 pm

Jeyne Yronwood nie spodziewała się chyba aż tak widowiskowego powitania ze strony pulchnej nieznajomej i jej rumaka.
Pierwszą, jak najbardziej naturalną reakcją była próba szybkiej oceny sytuacji i ewentualnego zagrożenia. Koń mógł ją przecież stratować - jego jeździec nie sprawiał wrażenia kogoś, kto panuje nad zwierzęciem. Ostrożnie cofnęła się o dwa kroki, zaś jasna brew powędrowała ku górze, dając wyraz narastającej konsternacji.
Gdyby wiedziała, że to powiewający na wietrze materiał wywołał u zwierzęcia podobną reakcję, uprzejmie zasugerowałaby właścicielce, by rozważyła pomysł zabicia zwierzęcia. Dla jego własnego dobra. Oraz dobra wszystkich tych, którzy mogli kiedykolwiek stanąć na jego drodze. Tak bojaźliwy koń stanowił jedynie niebezpieczeństwo.
Dziedziczka Yronwoodów westchnęła rzewnie. Byłoby niejako zabawną ironią losu, gdyby, obawiając się wciąż ataków ze strony zdrajców i przyjaciół jej wrogów, zginęła z ręki nieostrożnej, niczego nieświadomej niedorajdy.
Do końca nie dowierzała sobie, gdy dłoń samoistnie poszybowała w górę, by odwzajemnić nieśmiało dość dziwny gest panny Rykker. Naiwni ci, którzy sądzili, iż w przyszłości jakakolwiek kronika miałaby wspomnieć o tej niewinnej przygodzie. Machająca komuś, uśmiechająca się głupio Yronwoodówna! To ci dopiero osobliwy widok. Na tyle osobliwy, by nawet Fayruzi dała krótki wyraz swemu zdziwieniu. Jeśli przebywanie w Królewskiej Przystani miało na pannę Yronwood działać właśnie w ten sposób, powinny czym prędzej opuścić ziemie Króla.
Nic ci nie jest? – Pytanie zrodziło się samoistnie. Nie myślała nawet o tym, że zwraca się do kogoś obcego na tyle poufale, by osoba ta mogła się ewentualnie, śmiertelnie obrazić.
Kto myślałby o takich niuansach, mając przed sobą ten istny, umazany błotem obraz nędzy i rozpaczy? Przecież przy tuszy dziewczęcia, upadek musiał boleć podwójnie.
Te uwagi zachowała jednak dla siebie. Zarówno te, jak i tą, że nie widziała w Yronwood kogoś równie grubego. Cóż, słońce robiło swoje, skutecznie zabijając nadmierny apetyt.
Jasnowłosa potrząsnęła głową, zdając sobie sprawę, że jej nieme rozważania są bardzo nie na miejscu. Nawet jeśli robiła to podświadomie, nie miała ochoty oceniać nieznajomej za jedyne kryterium przyjmując jej wygląd.
Zaraz przypomniała sobie, po co przybyła na łąkę. By oczyścić umysł, odpocząć, przemyśleć to, co działo się w domu, w Dorne. Zająć czymś czas i oczekiwanie na audiencję. Być może nawet porozmawiać z kimś, kto dla odmiany nie był zabójcą bądź służącą rodu.
By nie zdziczeć.
Czując, jak wiatr kpi sobie z niej w najlepsze, targając wciąż kolejnymi pasami materiału, zsunęła z głowy niesforną chustę. Na szczęście Fayruzi zadbała o to, by zapleść jej ściśle włosy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Łąka   Nie Kwi 12, 2015 11:06 am

Ulżyło jej gdy Yronwood odwzajemniła jej gest. To oznaczało, że nie czuję się urażona jej zachowaniem. To dobrze, bo może i Carla nie doznała tego nigdy na własnej skórze ale niejednokrotnie widziała jak plebs dostawał baty od możnowładców za dosłownie byle co... Carla i jej rodzina jeszcze nie odrosła zbytnio od niższego stanu. Byli nowym nic nie znaczącym rodem, w którym wszyscy za wyjątkiem córki lorda mieli bardzo duże ambicje.
Nieco ośmielona dziewczyna wzięła swoją klacz za grzywę i pociągnęła w stronę Jeyne. Usłyszawszy pytanie, przypomniała sobie, że rzeczywiście coś może ją boleć... i zabolało jak na zawołanie. Bolał ją bok, straszliwie i ciężko się jej oddychało. Uśmiechnęła się jednak i machnęła ręką która ucierpiała podczas upadku mniej.
- Nie, a skąd! Jestem cała.Mam na co upaść. - powiedziała beztrosko zbliżając się do nowo-przybyłych niemalże tanecznym krokiem. W pewnym momencie koń zatrzymał się i odmówił posłuszeństwa wlepiając przerażone oczy w tkaninę szat dziedziczki. Carla westchnęła przeprosiła zmęczonym spojrzeniem towarzystwo i sprawnie odpięła popręg klaczy. Ściągnęła z ledwością siodło i położyła je na ziemi.
- A idź się paść ty kozo- mruknęła do Muffiny puszczając ją wolno. Klacz oddaliła się pospiesznie kłusem na bezpieczną odległość od przerażającej Jeyne. Pogapiła się na materiałowego potowra jeszcze chwilę, po czym upewniwszy się, że nie ma zamiaru jej zjeść... sama poddała się własnemu łakomstwu i zaczęła jeść trawę zginając swoją grubą szyję.
Jej właścicielka natomiast zdążyła się już przyjrzeć dziewczynie i jej świcie. Nie ma co, była z wysokiego rodu. Mało kogo stać na takie szaty... Czy Carla byłą z tego powodu zadowolona? Nie raczej nie. Trzeba będzie się pilnować. Słowa dobierać, a bleh. Zwariować można. Chyba, że ktoś okaże się być całkiem w porządku tak jak Ivory albo przemiły Hightower. Większość jednak była nadętymi snobami, niestety. Pępkami świata, bez krzty własnego rozumu. Jaka była stojąca przed nią dziewczyna? Nie wiadomo.
- Dzień dobry. Państwo wybaczą. Muffina jest wyśmienitym wierzchowcem, brakuje jej tylko odwagi. Przepraszam za nią. Mam na imię Carla Rykker i służę na dworze królewskim. - powiedziała szybko decydując się na podanie swojego nazwiska chociaż przyszło jej to z trudem... ojciec ją zabije jak ponownie sie ośmieszy. " I tak nie skojarzy nazwiska, głupia" uspokoiła sama siebie. Zastanawiała się kimże jest ta dziwacznie ubrana kobieta. Na pewno nie jest stąd... chociaż urodę ma typową. Blondynka... oczy jasne... może Lannister? Nie znała rzadnego przedstawiciela tego rodu, ale miała podstawowe informację o nich. Wiedziała, że są bogaci i gdzie mają siedzibę, herb, członków rodziny ale tylko mniej więcej. Czyżby to córka lorda? Podobno pieniądze robią im wodę z mózgu może więc Lannisterównie zachciało się egzotyki i postanowiła sprowadzić dziwaczny strój z Dorne, albo Wysp Letnich. Cóż, dowie się jak się jej przedstawi, jeśli się przedstawi oczywiście.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Łąka   

Powrót do góry Go down
 

Łąka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań-