a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Łąka



 

 Łąka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Łąka   Wto Sie 20, 2013 3:36 pm

Malownicza, upstrzona kwiatami łąka rozciągająca się w pobliżu Smoczej Jamy. Rosnąca tam przepyszna trawa jest nie lada gratką dla nawet najbardziej wybrednych koni. Gdyby ktoś tylko pomyślał o tym, żeby z tej właśnie trawy zrobić siano... och, niebo w pysku. Dodatkowo te wszystkie kwiaty i zioła...
Co tu dużo mówić, wspaniały kawałek świata.
Dla ludzi ceniących przygodę nade wszystko, raczej nie będzie tutaj nic ciekawego. Może czasami prezbiegnie królik, czy sarenka. Cisza i spokój. Miękko w tyłek, widok na zachody słońca ładny, zapach obłędny. Ot taka łączka.



Jako, że Anna w zasadzie dała się ponieść konikowi, wywiózł ją tam, gdzie miał ochotę. Jej nie chodziło o żaden konkretny kierunek, chciała po prostu poczuć wiatr we włosach. On to umiał ją potargać, no! Jak nikt inny!
Koń miał chrapkę na soczystą trawę przybraną ziołami? A więc zagalopował w stronę łąki. Skąd wiedział gdzie jest najlepsza trawa, skoro przyjechał wraz z Anną z Doliny Muminków? Tego nie wie nawet najstarsza starowinka. Może pwoiedziały mu inne konie? Może miał tak wyczulony węch? A może to kwestia przypadku?
Jechała jakiś czas, ale w zasadzie nie przeszkadzał jej upływający czas. Tak, była wyrodną siostrą, która zwiała z wesela brata. Tak, zachowywała się jak dzikus, który nie potrafi odnaleźc się w towarzystwie. Miała jednak dziwne przeczucie, że lepiej nie znajdować się zbyt blisko króla, gdy ten bawi się w swatkę.
Czy Damon był już mężem Arielki? Tego nie wiedziała. Takie uroczystości lubiły się ciągnąć w nieskończoność...
W końcu dojechała na miejsce. Dowiedziała się o tym, że to jest koniec przejażdżki, kiedy konik zatrzymał się i zabrał za pożeranie trawy. Powinna go jakoś nazwać, mogłaby mu wtedy wytknąć, że opycha się zieleniną. Przecież mu wywali na wierzch boki jeśli się opcha! No nic, trochę może zjeść, niech chociaż koń będzie szczęśliwy.
Zsiadła z niego i dopiero wtedy rozejrzała się dokładnie po okolicy. W końcu zauważyła piękno łąki. Piękna, ale... troche nudna?
Nic się na niej nie działo, ale przynajmniej przez jakiś czas nie powinien być to problem, w końcu cykady brzęczały tak pięknie i usypiająco...
Anna usiadła na trwaie i słuchała tej sennej melodii. Oczy zaczęły jej ciążyć, powieki powoli zamykały się... nie zauważyła momentu w którym połozyła się w tej trawie... zasnęła.
Koń pasł się obok jak gdyby nigdy nic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Łąka   Wto Sie 20, 2013 6:33 pm

Po tylu latach nadszedł czas na ponownie odwiedzeie włości Korony. Ojciec wysłał go wraz z radosnym rycerskim kuzynem w podróż. Większą część spędzili na statku płynącym po Morzu Letnim i wkrótce wpłynęli do Królewskiej Przystani. Czas rozstania rodziny nadszedł szybko, bowiem kuzyn miał raczej za zadanie zająć się swoim orężem i być może ruszyć dalej na północ, zaś Aries liczył jedynie na spotkanie ciekawych ludzi i ewentualną audiencję u króla, w której przesłałby wyrazy szacunku od ojca i zapewnił o wierności Żelaznemu Tronowi. Był też niezwykle ciekaw rycerzy z Gwardii Królewskiej, bądź co bądź nie widywał ich już od tak dawna, że pewnie nastąpiła jakaś zmiana.
Jak się okazało, przybył nie w porę na audiencję - wojna między Dorzeczem a Doliną w tej chwili zajmowała królewski czas, a ślub i wesele miały już wkrótce nastąpić, więc niewiele myśląc Aries wybrał się na konną przejażdżkę po najbliższej okolicy miasta. Najpierw stolica pozwoliła mu na podziwianie Wzgórza Visenyi i Wielkiego Septu Baelora, a następnie ominięcie Zapchlonego Tyłka oraz udanie się do nietkniętego atmosferą wielkiego miasta miejsca. Jak się okazało po pewnym czasie jazdy, nie był tu sam. Jakiś koń pasł się nieopodal, a przy nim chyba ktoś leżał... Zaraz, leżał? Mimo wszystko Aries nie uważał, że łąka jest odpowiednim miejscem do zasypiania, tym bardziej, że w każdej chwili mógł ktoś przyjść (na przykład on) i zrobić tej osobie coś niedobrego (na pewno nie on). Gdy był już na tyle blisko, by zauważyć, że na trawie śpi wyjątkowo ładna dziewczyna ubrana w dość bogaty strój, zsiadł ze swojego rumaka, poklepał go po pysku i dał mu w spokoju skubać trawę. Odczepił Dawn od siodła i przypiął je do swojego pasa, by w razie czego móc jednak zareagować. Ostrożności nigdy za wiele. Kucnął przy śpiącej dziewczynie i przyjrzał jej się. Czyżby byłą z rodu...? Te niewinne na swój sposób rozważania przerwał Loht.
- KRRRA! KRRRA! - Kruk wydarł się tuż na jego uchem i zapewne obudziłby tym nawet nieboszczyka. Młody Dayne wsta na równe nogi i zaczął przeganiać ptaszysko od siebie. Jeśli Anna się obudzi, wtedy z pewnością poprosi o wydarzenie i przedstawi się tak, jak należy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Łąka   Wto Sie 20, 2013 7:06 pm

Daemon potrzebował chwili odpoczynku i wytchnienia. Od dawna nie udało mu się przespać nocy. Najpierw wojna, teraz ślub. Tyle informacji do zdobycia, do wyselekcjonowania tych ważniejszych, oddzielenia prawdy od kłamstw, połączenia plotek, by znaleźć fakty. A on był tylko jeden. Dlatego uciekł z Czerwonej Twierdzy na spacer, żeby chociaż na chwilę oczyścić głowę z natłoku myśli. Niestety świeże powietrze i śpiew ptaków nie wystarczyły, by zaczął myśleć o kwiatkach i motylkach. Co rusz zapadał w zbyt głęboką zadumę, pozwalając, by nogi niosły go, gdzie chciały. Nie zdziwiłby się, gdyby wylądował w zamtuzie, karczmie, rynsztoku. Zamiast tego znalazł się w miejscu tak różnym od całej Królewskiej Przystani, że aż przystaną na chwilę zastanawiając się czy nie ma halucynacji. Nie mógł odejść daleko od Czerwonej Twierdzy, a jakimś dziwnym trafem znalazł się na łące. Że też akurat tutaj przyprowadziły go bezmyślne nogi. Znał to miejsce. Przechodził tędy czasem, kiedy wymykał się na tajne spotkania i nie chciał, by ktokolwiek go widział. Często tutaj czekał na niego koń podstawiony przez jednego z najemników. Ale jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by spotkał tutaj kogoś niespodziewanego. A co dopiero dwóch nieoczekiwanych gości. W tym jedną panienkę, która leżała na ziemi i wyraźnie spała. Co zaś robił koło niej chłopak?
Przybycie nowego osobnika zdradził kruk. W odpowiedzi Aerys również zakrakał i wzbił się do góry. Daemon nie czekając na rozwój wypadków podszedł do dwójki ludzi. Kiedy znalazł się wystarczająco blisko rozpoznał w dziewczynie młodą Annę Arryn. Nieładnie tak uciekać ze ślubu własnego brata. Zaś młodzieniec to zapewne ten chłopak, który przybył z Dayne, by prosić o audiencję u brata Daemona. Targaryen nie mógł sobie jednak przypomnieć jego imienia. Z resztą, to on był bratem króla i bez wątpienia zajmował nieco wyższą pozycję, niech chłopak martwi się grzecznościami. Książę lepiej zajmie się damą. Zdjął z ramion fioletowy płaszcz i klękną przy dziewczynie gotów użyczyć jej okrycia, jeśli zmarzła i pomóc jej wstać, jeśli, co było niemalże pewne, obudziła się po kruczym koncercie.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Łąka   Wto Sie 20, 2013 8:40 pm

Zdarzało jej się zasypiać w różnych dziwnych miejscach. Zazwyczaj jednak pod okiem braci i po pewnej ilości wina. Teraz uśpił ją sam zapach łąki... co z nią było nie tak?
Miała bardzo realistyczny sen.

Król kazał jej wyjść za jakiegoś lorda. Nie widziała za kogo, król też nie podał nazwiska, ale gdzie się nie spojrzała, widziała zimne, czarne oczy z żółtymi białkami. Słyszała też zły, bardzo zły śmiech. Nic dziwnego, że postanowiła uciec. Jak widać miała to we krwi, czy we śnie, czy na jawie. Ot, taka uciekająca Anna. Trochę rozumu, rozwiane włosy i bardzo dużo biegania. Cała ona. We śnie miała problemy z ucieczką już od samego początku. W stajni nie mogła znaleźć żadnego konia. Za to stał jeden stary osioł. Nie miała czasu, a na karku czuła wręcz oddech króla, więc nie miała zamiaru zaglądać mu w zęby. Dosiadła długouchego i wyjechała z miasta. Nie zdążyła dojechać nim do lasu, kiedy zwierzę najzwyczajniej w świecie umarło. Nie wiedziała dlaczego, ale uznała, że było bardzo stare. Zostawiła więc martwego osiołka na skraju lasu i wbiegła między drzewa. Tam o dziwo czekał na nią Jeleń. Wielki, potężny, ciemny byk. Poroże piękne, oczy czarne i błyszczące. Nie wyglądał na groźnego. Po chwili jechała już na jeleniu coraz głębiej w las.
Jeleń nagle zmienił się w człowieka. Dziwnie jechało się jej na człowieku tym bardziej, że martwiła się o kolana i dłonie mężczyzny, który ją wiózł. W końcu las nie był wyściełany niczym miękkim.
Zanim jednak zdążyła zaprotestować mężczyzna zmienił się w olbrzyma, a ona siedziała mu barana. W jednej ręce trzymał czarnego koguta a w drugiej siekierę. Mamrotał coś o dobrym rosołku. Wyglądało na to, że nie zauważył Anny. Pomyślała, że powinna jakoś z niego zeskoczyć i mu uciec. Nastapił przeskok do kolejnej części snu, w której błąkała się już sama po lesie. Co chwila wpadała na jakąś pajęczynę, potykała się o korzenie. Las robił się coraz ciemniejszy i straszniejszy. Kruki krakały, wilki wyły, robiło się szalenie niebezpiecznie. Annie przestało się to wszystko podobać. W końcu, gdy minęła wielkiego, jasnoróżowego żuka gnojarza, który pchał wielką kulę łajna, zupełnie opadła z sił. Nie wiedziała, czy śmiać się czy płakać. Wszystko było takie dziwne. Drzewa wyginały się w jej stronę, zaczepiała się włosami o gałęzie, korzenie wiły się jej pod nogami. Znów słyszała śmiech tajemniczego lorda. Zapragnęła zobaczyć braci, którzy powiedzieliby, że wszystko będzie w porządku.
Potknęła się i przewróciła. Kruki krakały coraz głośniej. Odwróciła się na plecy i... zobaczyła Damona i Reinmara. Klęczeli obok niej i uśmiechali się. Zrobiło się jej strasznie głupio...


- Ja już nie będę uciekała, obiecuję. To było straszne, dobrze, że jesteście. -krakanie kruków stało się nie do wytrzymania, ale pojawienie się braci wszystko zmieniło. Pojawiło się słońce a potem wszystkie straszne rzeczy ucichły. Tak, tylko że tak naprawdę to klęczeli nad nią nie jej bracia, a młody Dayne i brat króla. Anna w pierwszej chwili była tak przejęta snem, że nadal widziała w nich swoich braci. Jednakże po krótkiej chwili zauwazyła, że coś jest nie tak...
- Co? Ja? Gdzie ja jestem? Dlaczego? -nie wiedziała co ma powiedzieć. Dwóch obcych dla niej mężczyzn klęczało obok niej. Tak blisko. To chyba nie powinno się dziać, prawda? Są chyba jakieś zasady na jaką odległość może zbliżyć się mężczyzna do kobiety, a tu? Było ich nawet dwóch! Ojej... Czy czegoś chcieli?
Oparła się na łokciach i odetchneła głęboko. Postanowiła to sobie jakoś poukładać. Nieśmiało spojrzała na nich. W jednym zobaczyła Targaryena, tych oczu i włosów nie sposób było pomylić z żadnym innym rodem. Ten drugi był jej nieznany mimo, że miało podobny do Targaryena odcień tęczówek.
- Lordowie... ja... co... co tu się dzieje? -była tak zaskoczona, że zapomniała, że nikt inny tylko właśnie ona zasnęła samotnie na łące.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
119
Join date :
19/07/2013

PisanieTemat: Re: Łąka   Wto Sie 20, 2013 8:45 pm

Podróż z Dorzecza do Stolicy Siedmiu Królestw była długa, mozolna i strasznie męcząca. Chociaż jechali swoim, równym i niezbyt szybkim tempem, to jednak już w połowie drogi wyraźnie było widać, że zarówno Royce jak i jego ludzie mieli dość. Dość tak bardzo, że Rethel postanowił, że rozbiją gdzieś obozowisko i odpoczną sobie jeden dzień. Mieli wino i jedzenie jeszcze z karczmy, więc mieli z czym obozować.
Jako miejsce wybrał pobliską łąkę, nieco dalej od Królewskiego Traktu. Potrzeba im było przede wszystkim spokoju, ciszy i wytchnienia. A znając życie, gdy tylko rozbili by obóz gdzieś bliżej, jak na złość przejeżdżałby tamtędy każdy, kto tylko posiada konia i umie na nim jeździć. Łąka była więc odpowiednim miejscem na wyciszenie i odpoczynek. Chociaż, gdy mężczyzna spojrzał na swoich ludzi, szybko stwierdził, że jednak wcale nie będzie tak cicho i spokojnie. W końcu mają jedzenie i wino.

Royce rozglądał się za dogodnym miejscem na rozbicie obozu, gdy zauważył małą grupkę ludzi zebranych na łące. Nie musiał wytężać wzroku, by rozpoznać jednego z rodu Targaryenów. Zdradziła go platynowa czupryna jak i san ubiór. Nie był jednak pewny kto jest tam obecny razem z nim. Wskazał zatem swoim ludziom bardziej oddalone miejsce i polecił rozbicie tam obozu. Samemu zaś skierował się w stronę trójki osób.
Im bardziej się zbliżał, tym wyraźniejsze stały się sylwetki trzech osób. Daemon Targaryen, brat króla. Niespotykane zjawisko, aby Smok opuszczał swoje leże, jednakże po Targaryenach można się wszystkiego spodziewać, więc Rethel nie przykuł do tego zbyt wielkiej uwagi. Zaskoczyła go natomiast obecność Lady Arryn, zwłaszcza w obecności Aries'a Dayne'a z Dorne. Tak, tak.. Rethel może nie wygląda, ale jest osobą wykształconą, zna historię Ważnych i mniej ważnych rodów, a także ich drzewa genealogiczne. Dziwna trójka, wyjątkowo niespotykana, zwłaszcza w tym miejscu. Dlatego też można było mieć dość mieszane uczucia, gdy się na nich spoglądało.
Royce zeskoczył z konia, gdy był już na tyle blisko, by każdy z nich mógł go wyraźnie dostrzec. Ruszył żwawym krokiem, w pełnym rynsztunku, z dumną postawą. Wyraźnie górował nad pozostałymi dwoma mężczyznami.
Pierwsze co zrobił to ruszył w kierunku Anny Arryn.
- Moja pani. - Rzekł donośnie kłaniając się przed swoją Suzerenką. Dopiero wtedy zwrócił się do pozostałych. - Dziwne miejsce spotkania wybraliście sobie, Daemonie Targaryen. - Również skinienie głowy. Czy potraktował go z brakiem należytego szacunku? Być może, jednakże nigdy nie pałał specjalną sympatią do Targaryenów a Daemon był tylko, a może i aż, bratem króla.
- Ser Dayne, Twoja obecność tutaj jest również zaskoczeniem dla mojej osoby.  - Wymienił grzeczności z ostatnim z nich i wzrok swój skierował z powrotem na Annę.
- Lady Arryn, czy wszystko w porządku? - Zapytał, gdyż kobieta wydawała się nieco zagubiona, co zaniepokoiło Rethela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Łąka   Wto Sie 20, 2013 9:53 pm

Co się w ogóle działo? Skądś nagle pojawił się drugi kruk, a potem jegomość, który z pewnością wygląda na Targaryena. Zaraz, poznawał go. Kilkuletni pobyt w Starfall jednak nie stępił jego pamięci i udało mu się w końcu rozpoznać jegomością.
- Deamon... Targaryen - powiedział cicho, wyprostował nogi w kolanach i skłonił się lekko bratowi króla. - Niech Pan Światła ci błogosławi.
Ostatni dodatek był ważny. Odkąd wrócił do domu, matka przez cały czas dziwiła się, że to, co mu wpoiła o pozdrowieniach z Panem Światła w roli głównej, nie odniosło rezultatu i zostało wyparte przez jakieś dziwne odzywki z Królewskiej Przystani. Spojrzał znów na damę. Otworzył już usta, by się przedstawić i tym samym zapobiec jakiejś dziwnej sytuacji, gdy ni stąd, ni zowąd pojawił się jakiś rycerz. Nie był sam, gdzie nieopodal hasali jego ludzie. Cóż, łąka jak łąka, każdy mógł tu być, a obecność tego jegomościa okazała się nadwyraz pomocna. Herb Royce'ów? Tak, to musiał być on - Ostrze Runestone! Moja pani? Czyżby... czyżby trafił na panią z wysokiego rodu i to w dodatku... No tak, lady Arryn. Nagle cały świat stawał się jasny i prosty. Skłonił się najpierw damie.
- Pani, wybacz, jestem Aries Dayne, dziedzic Starfall. Mam nadzieję, że nic ci się nie stało... - To ostatnie dodał wyraźnie zmieszany. Dawno już nie znajdował się w takim towarzystwie - Starfall jednak nieczęsto gościło kogokolwiek.
- To zaszczyt spotkać Ostrze Runestone w takim miejscu. Przebywam aktualnie w Królewskiej Przystani, starając się o audiencję u króla - odpowiedział Royce'owi zgodnie z prawdą. Loht zleciał w końcu i usiadł prawie posłusznie na ramieniu swojego opiekuna. Ptaszysko wpatrywało się w to w młodą damę, to spoglądało na smoka, to na rycerza. Skoro Royce już spytał o stan panny Arryn, nie miał innego wyjścia, jak tylko czekać na jej odpowiedź. Prawdę mowiąc, to było w tej chwili najciekawsze zajęcie na jakie mógł sobie pozwolić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Łąka   Wto Sie 20, 2013 11:42 pm

Daemon nie przejmował się za bardzo tym, co działo się wokół niego. Usłyszał tylko zdumione westchnięcie Ariesa Dayne. Wreszcie przypomniał sobie jego imię. Targaryen przywykł jednak do tego, że rozpoznawano go aż nazbyt często. Takie najwyraźniej jest życie księcia.
-I tobie również, jeśli to w niego wierzysz. - odparł nie podnosząc wzroku na mężczyznę.
Anna Arryn obudziła się z wyraźnie nieprzyjemnego snu. Może to i dobrze, że te przeklęte kruki zaczęły się wydzierać wniebogłosy. Przez chwilę Daemon miał wrażenie, jakby dama spodziewała ujrzeć kogoś zupełnie innego, co niezbyt go zdziwiło. On też był raczej zaskoczony, kiedy pochylał się nad nim ktokolwiek ze smoczego rodu. Owszem, patrzono na niego z góry, jednak rzadko kiedy ktokolwiek dosłownie się nad nim pochylił. Nawet, kiedy rozkładali go na łopatki podczas nieszczęsnych sparingów.
Mężczyzna właśnie chciał odpowiedzieć na potok pytań, który wylała z siebie lady Anna zaraz po przebudzeniu. Księciu przerwało jednak nagłe pojawienie się Rethela Royce'a. Jego powitanie z pewnością nie należało do uprzejmych, więc Daemon zupełnie się nim nie przejął.
- Twoja pani, wierny wasalu Arrynów, zasnęła na łące. Zarówno ja jak i ser Dayne znaleźliśmy się tu zupełnie przez przypadek i postanowiliśmy sprawdzić, czy lady Arryn nic się nie stało oraz czy jest bezpieczna. Zanim więc rzucisz mi się do gardła, ser, pozwól, że pomogę twojej pani podnieść się z ziemi.
Nie było tajemnicą, że jedni nie lubili Taragryenów mniej, a inni bardziej. Gdyby jednak Daemon był którymś ze swoich braci nie siliłby się na żadne uprzejmości, a po prostu staną do walki na miecze. Było to jednak o tyle kłopotliwe, że książę nie posiadał nawet miecza. To znaczy miał tam jakąś klingę, chyba nazwali ją Pazur Baleriona czy jakoś tak, ale obecnie leżał na dnie jakiegoś nieotwieranego dawno kufra i obrastał kurzem i rdzą. Z kolei walczyć sztyletem przeciwko mieczowi to nie był najmądrzejszy pomysł. Zwłaszcza, że nie było tu nikogo, kto mógłby wziąć stronę Daemona.
- Mój brat to przeraźliwie zajęta osoba, ser Dayne. Myślę jednak, że dla mnie znajdzie przynajmniej minutę. Mogę go poprosić o krótką audiencję w twoim imieniu. Albo przekazać mu twoje słowa, jeśli zechcesz - zaproponował. Ot, czasem nawet smoki mają dość ludzkich odruchów, by oferować bezinteresowną pomoc. Uśmiechnął się do Dornijczyka, który wydawał się skołowany nawet bardziej niż lady Arryn.
- Potrzeba ci czegoś, lady? - zapytał ciągle podtrzymując ją za ramię.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Łąka   Sro Sie 21, 2013 8:43 pm

Anna zmarszczyła brwi. Nie miała pojęcia o co właściwie wszystkim chodzi. Przypomniała sobie o łące i w zasadzie miała już jakieś pojęcie o tym, co mogło dziać się z nią przez jakiś czas. Tak, dostrzegła upływ czasu widząc jak zmieniło się położenie słońca na niebie. Bo przecież zdolna z niej bestia. Może i czasami miewała humory i nie chciała się uczyć, ale to zazwyczaj kilka dni w miesiącu. Zdarzało się jej wtedy tłuc naczynia. Jako jedynej córce uchodziło jej to na sucho. A może ojciec wolał nie dolewać oliwy do ognia, żeby żaden kielich nie przeleciał mu koło ucha? Arrynowie.
O czym to ja... a tak. Zdążyła wywnioskować, że musiała na łące przysnąć. Miała dziwny sen, który z sekundy na sekundę stawał się coraz bardziej odległy. Niedługo powinien być tylko niejasnym wspomnieniem. To dobrze, bo takich snów lepiej nie pamiętać. A raczej zdrowiej.
No dobrze, to jej się zgadzało, ale co robili tutaj ci wszyscy ludzie? Łąka wyglądała na mało uczęszczaną, ba, można zaryzykować stwierdzenie, że wszyscy o niej zapomnieli, a tu nagle pojawił się dziedzic Starfall, brat króla i chorąży jej brata? A może nadal śniła?

Na wszelki wypadek uszczypnęła się w ramię.
-Auć. -zabolało, a więc nie był to kolejny dziwaczny sen. Tak, Anna nie była świadoma, że tego typu sen nie byłby zaliczony do dziwnych, ale co mogło wiedzieć tak niewinne dziewczę, któe nigdy chłopa nie miało?
- Czy czegoś mi potrzeba? Och... nie... nie wiem. Chyba tylko więcej przestrzeni. -powoli wracała do siebie. Chwila słabości tuż po przebudzeniu, tak pełna bezwolnego rozkojarzenia umykała razem z resztkami snu. Anna znów zaczynała być Anną.
Brat króla trzymał ją za ramię, a cała trójka jak jeden mąż czekała na jej reakcję. Krępująca sytuacja i to szalenie. A przecież ona tylko zasnęła na łące... najlepszym się zdarza, nieprawdaż?

Wstała o własnych siłach, w końcu najpierw była Arrynem, a dopiero później wiotką damą. No, może nie aż taką wiotką. Na bycie wiotką nie pozwalały jej piersi i tyłek. Ale za to sukienki nosiła zwiewne, a co jej tam!
- Wszystko w porządku. Słowo damy. Lordzie Targaryen, Lordzie Dayne dziękuję za troskę, którą mi okazaliście. Wybaczcie mi, moi drodzy lordowie, że przysporzyłam wam kłopotu -co jak co, ale Anna potrafiła popisowo złożyć usta w podkówkę i przepraszać. Widocznie często było jej to potrzebne. Zadziwiające jest to, że gdy tylko zachodziła taka potrzeba, to nawet potrafiła odpowiednio się odezwać. Czy była jak pasożyt, który potrafił dostosować się do każdych warunków? A jak! W końcu lordowie i damy to z reguły pasożyty żyjące z pracy zwykłych ludzi. Piękne życie!
Dygnęła im troszkę chwiejnie, w końcu podłoże nie było równe, a i ona nie do końca jeszcze obudzona miała małe problemy z koordynacją.
Został jej jeszcze Rethel.
- Lordzie Royce, ty też zawsze sie o mnie martwisz. Bardzo to miłe, panie. -w oczach błysnęły jej wesołe ogniki. Nie tak zwykła się witać z ludźmi, których dłużej znała.
Po chwili nie wytrzymała i podbiegła do Royce'a i przytuliła się. Potłukła się przy tym o zbroję. Oj tak, siniaki z pewnością jej wyjdą.
- Dobrze cię widzieć całego i zdrowego! -on także wracał z potyczek w Dorzeczu. A ona martwiła się o wszystkich. Jak taka stara i pękata kwoka, która z uporem maniaka zagarniała wszystkie głupiutkie kurczaki pod swoje skrzydła. Tak już po prostu miała.
Znów wyskoczyła ze swoim zachowaniem w obecności innych lordów. Nie umiała sie powstrzymywać zbyt długo. Nie, dworskie zasady i etykieta nie były tym, co lubiła najbardziej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
119
Join date :
19/07/2013

PisanieTemat: Re: Łąka   Czw Sie 22, 2013 12:47 pm

Cała ta sytuacja przypominała mu wiele innych w Dolinie z udziałem Anny. Tak to było do niej podobne, po prostu sobie wyjść, zniknąć wszystkim z oczu i ruszyć nie wiadomo gdzie, by potem każdy ją szukał i znajdował w szczerym polu. Mimo, że po którejś z kolei takiej sytuacji, każdy podchodził do "zniknięć" Anny z odpowiednim dystansem, to Royce ciągle wysyłał swoich (i często nie swoich) ludzi, by ją znaleźli i odprowadzili do Orlego Gniazda. Robił tak gdy była młodsza, i można było to odczytać jako obawę o dziecko. Jednakże gdy zaczynała dojrzewać, z Royce cały czas robił to samo, mogło to po pewnym czasie stać się dość irytujące, zwłaszcza dla samej Anny. Ale tak to już między nimi było i wysyłanie ludzi po Annę podchodziło już pod swego rodzaju rytuał.
Trudno było jednak rozgryźć samego Royce'a, gdyż nie uchodzi on za człowieka nazbyt sentymentalnego a w stosunku do Anny zachowuję się jakby miał do czynienia z bardzo delikatną i kruchą istotką, o którą trzeba dbać i szalenie uważać, by się nie potłukła. Część ludzi zatem uważa, że Royce nie patrzy na Annę tylko jak na siostrę swojego Suzerena. Druga cześć sądzi, że po prostu robi to wszystko po to, gdyż dba o inwestycję, jaką jest dobry układ z Arrynami, w końcu piastuje urząd Pierwszego Chorążego. Jak jest naprawdę? Trudno orzec, gdyż sam Rethel nie komentuje tej sprawy w żaden inny sposób jak tylko ciężkim spojrzeniem, które od razu odbiera ochotę na dalsze dyskusje.

- O ile nie zrobisz czegoś głupiego, nie będę musiał...panie. - Skomentował ostatnie słowa Targaryena. Od dawna chodziły plotki, że Royce chętnie pozbawiłby głowy jednego czy dwa smoki. Szeptano o tym nawet w Stolicy, jednakże nikt nie brał tego zbyt poważnie bo na dobrą sprawę Rethel skróciłby o głowę każdego, kto by splunął na honor jego samego lub Domu Arryn, któremu służył.
Chciał już odpowiedzieć Ariesowi, gdy Anna zrobiła to czego na dłuższą metę można się było po niej spodziewać. Musiał to być widok nieco zabawny, gdy dziewczyna tuliła się do prawie dwumetrowego mężczyzny w pełnej zbroi, jednakże Royce pozwolił jej pozostać w tej pozycji przez parę chwil. Przypominało to przywitanie stęsknionej córki z ojcem, który właśnie wrócił z pola walki. W końcu jednak trzeba zacząć odgrywać przypisane role, dlatego też Royce delikatnie odsunął od siebie Annę.
- Ktoś musi mieć na ciebie oko, moja pani. - Zaczął po chwili ciszy. - Twoi bracia są w Stolicy? Skoro tak, to będę musiał do nich dołączyć. Ty też powinnaś wkrótce uczynić to samo pani. Poza tym to nie jest Dolina, nie powinnaś chodzić nigdzie sama, zwłaszcza tak odziana i bez ochrony. - Pominął już fakt, że zamiast dójki szlachetnie urodzonych mężów, który notabene wcale nie musieli mieć równie szlachetnych zamiarów, dziewczyna mogła natrafić na o wiele gorsze towarzystwo dla których Anna Arryn mogła posłużyć się nie tylko dla zabawy i zaspokojenia tych bardziej fizycznych potrzeb, ale także jako okazja do zarobku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Łąka   Czw Sie 22, 2013 8:50 pm

Słysząc słowa Daemona, wyprostował się z uśmiechem pełnym szacunku odpowiedział:
- Będę zaszczycony, jeśli przekażesz, panie, potwierdzenie wierności mojego ojca, lorda Lancela Dayne, dla Żelaznego Tronu. Sam też chciałem złożyć mu hołd i podziękować, co prawda nie wychowywałem się w murach Czerwonej Twierdzy, ale często w niej bywałem jako chłopiec, gdy byłem na wychowaniu. Zapewne król w ogóle mnie nie pamięta, bo przewijało się tamtędy wielu takich jak ja, ale i tak chciałem podziękować. Odebrałem kilka pożądnych lekcji wychowania i zachowania się.
Był chyba do bólu szczery i prawie do bólu naiwny. Tacy ludzie jeszcze żyją? TACY LUDZIE ISTNIEJĄ?! A co, jeśli to wszystko były tyko pozory? Maska grzecznośi i wielkiej radości? Któż to wie? Wszak Aries nie był jeszcze na tyle znaną postacią w Siedmiu Królestwach, by każdy posiadał wiedzę na jego temat, wiedział co, gdzie, jak i z kim Dayne rozmawia i co robi. Chyba nawet nikogo szczególnie by to nie obchodziło poza jego matką. No i ojcem. Ale to już inna historia.
- Pani, w żaden sposób nie przysporzyłaś mi kłopotu - odparł Annie. Hmm, gdzie jest jego koń? O dziwo, nie znajdował się tak daleko, jak by mógł po tym wszystkim. Gryzł sobie spokojne trawę w pewnej odległości od miejsca zdarzenia. Loht, widząc, że nikt specjalnie się nim nie interesuje, a mając nadzieję zapewne na jakieś ziarno, postanowił wydrzeć się po raz kolejny.
- KRRRRA! KRRRRRA!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Łąka   Czw Sie 22, 2013 11:31 pm

Daemon nie przywykł do wysoko postawionych dam śpiących na łące. W ogóle wiele z nich nigdy nie wyszłoby na dwór bez odpowiedniej eskorty. Oznaczało to mniej więcej trzech strażników, przynajmniej jednego rycerza i dwóch dam, które mogłyby im umilić czas rozmową. Co więcej, lady o takim sposobie bycia nie usiadłaby na trawie bez grubej warstwy koców, a co dopiero by się na niej nie położyła. I tak oto książę po raz któryś w życiu zaczął żałować, że urodził się w Królewskiej Przystani, a nie chociażby Dolinie Arrynów. Tutaj ludzie za bardzo trzymali się sztywnych reguł, byli bardzo formalni. Zwłaszcza przy przedstawicielach innych rodów. I choć Daemon nauczył się w tym świetnie odnajdywać i można powiedzieć, że do pewnego stopnia polubił taki stan rzeczy, to tęsknił czasem za wolnością i swoistą swobodą. Dlatego, gdyby nie kruki, ludzie i całe to zamieszanie prawdopodobnie siedziałby po prostu przy Annie i czekał aż się nie obudzi, żeby bezpiecznie odprowadzić ją do zamku. Może jednak dobrze, że taka sytuacja nie miała miejsca, bo gdyby wtedy spotkał go Royce prawdopodobnie bez rozlewu krwi by się nie obeszło.
Nagle Anna Arryn po niewątpliwie kulturalnych i, zgodnie z przyjętymi normami, poprawnych podziękowaniach wyrwała się podtrzymującemu ją Daemonowi. Podbiegła do rycerza i przytuliła się do niego, jak do dawno niewidzianego przyjaciela. Targaryen roześmiał się cicho na ten widok. Ciężko powiedzieć czy to dlatego, że Royce poczuł się speszony tym przejawem wesołości u smoka, czy stwierdził, że woli nie pokazywać potencjalnemu wrogowi łączącej go ze swoją panią więzi, czy po prostu uznał to za stosowne, odsunął od siebie lady Arryn. Jego odpowiedź zdecydowanie jednak nie brzmiała formalnie. Widać było, że tę dwójkę łączy coś więcej niż zwykły stosunek pani i wasal.
- To prawda, lady Anno - rzekł cały czas z uśmiechem na ustach. - Królewska Przystań to niebezpieczne miejsce i nie jest zbyt mądre, by chodzić tu bez eskorty, zwłaszcza tak urodziwym damom. Mógł cię, pani, znaleźć ktoś dużo gorszy niż ja. Na przykład ktoś o podłych zamiarach, a takich ludzi niestety jest tu wiele. Pozostaje się jedynie cieszyć, ze na żadnego z nich nie trafiłaś. - Ostatnie słowa, choć kierował je do Anny, naprawdę przeznaczone były dla Royce'a. Jak biedni książęta muszą cierpieć przez złą opinię o swoim rodzie. Ech...
- Nie martw się, nie jestem głupi, a więc i głupich rzeczy sam nie robię. Poza tym, to dobrze byłoby gdybyś bardziej zważał na słowa będąc na dworze. Wobec mnie możesz darować sobie wymuszoną uprzejmość, ale moi bracia, zwłaszcza jeden, mogą to potraktować jako obrazę, ser.
Na szczęście stał względnie daleko od wszystkich mieczy. W najgorszym razie zastosuje najlepszą taktykę bitewną, strategiczny szybki odwrót. Czyli z wojskowego na ludzkie, ucieknie. Cóż, że splami sobie honor. I tak o niego nie dba. Nie musi. W końcu i tak nawet miecz ledwo umie w dłoni utrzymać, czym więc powinien się martwić? Gorzej już raczej być nie może.
Niestety Dayne nie powiedział nic ciekawego. Cóż, skoro Daemon powiedział, że przekaże bratu, co Dornijczyk sobie zażyczy, tak zrobi. Liczył jednak na nieco ciekawsze informacje. No cóż, przynajmniej jedna osoba w całych przeklętych Siedmiu Królestwach może odczuje wdzięczność do najmłodszego z braci Targaryenów.
- Oczywiście, przekażę mu. Obiecuję, że, jeśli będzie to tylko możliwe spróbuję doprowadzić do waszego spotkania. Może na ślubie znajdzie się odrobina królewskiego wolnego czasu.
Cóż, pewnie i tak będzie tam tyle ludzi, że dopchać się do Aerysa będzie niezwykle trudno. Nawet Daemon zapewne nieszybko z nim porozmawia. Ale kiedy władca trochę wypije, kto wie, na co przyjdzie mu ochota. A nóż na jakąś rozmowę z młodszym braciszkiem?
Ledwo Daemon skończył mówić, rozległo się kolejne głośne krakanie. Co za irytujący ptak?! Aerys przynajmniej nie drze się z byle powodu. Targaryen skrzywił się lekko.
- Ktoś chyba domaga się, by to jemu poświęcać więcej uwagi, miast śpiącej królewnie - rzucił w przestrzeń. Miał wrażenie, że Anna Arryn nie chciała już, by uwaga wszystkich skupiała się na jej rudowłosej, acz ładnej osobie. Tak wydawało się księciu, jednak kim on tam jest, by zrozumieć kobiety?
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Łąka   Pon Sie 26, 2013 9:28 pm

- Kiedy ja naprawdę nie lubię chodzić z eskortą... -nie to, że nie lubiła chłopaków, którzy jej pilnowali. Lubiła. Byli zabawni, opowiadali prawdziwie męskie dowcipy, nawet przy niej. Byli całkiem w porządku. Ale... ile można? Dziewczyna czasami potrzebuje chwili wytchnienia, odpoczynku od wiernych par oczu wpatrzonych w nią i analizujących każde nawet najmniejsze poruszenie pod kątem zagrożenia jej życia. To było męczące na dłuższą metę. No i odstraszało ludzi. A tego to Anna nie lubiła.- I to nie jest tak, że nie umiem się obronić. Położyłabym cię na łopatki lordzie Royce, gdybym tylko trochę poćwiczyła!
Jaki świat jest piękny, kiedy jest się młodą i naiwną prawie-damą! Oj, jak ona by go na te łopatki rozłozyła, nie pozbierałby się! Ale akurat nie chodziło jej o taki kontekst.
- Ale masz rację, powinnam wracać. Zabawiłam tutaj.... pewnie nawet za długo. No ale! -już chciała powiedzieć coś niepochlebnego o królu przyrównując go do starego, niespozywczego piernika, ale zreflektowała się, że obok stoi nie kto inny, ale brak starego piernika.- Ale musiałam zaczerpnąć świeżego powietrza. A mojego zniknięcia nikt pewnie nie zauważył.
Wzdrygnęła się na śpiącą królewnę. No tak, nie można nawet zasnąć  tam, gdzie się stoi, bo już do człowieka dopasowują takie miano. Czy ona wygląda na królewnę? Pff. Chyba od rzyci strony, ale nie miała zamiaru dawac nikomu pretekstu do oglądania jej tyłów. Nawet w celu porównawczym.
Kruki krakały, konie żarły trawę, niektórzy z obecnych na łące silili się na udawaną uprzejmość. I po co?
- Jeszcze raz dziekuję za okazaną mi troskę. Nie zapomnę wam tego, lordzie Targaryen, lordzie Dayne -skłoniła się im po raz kolejny, tym razem już pewniej i zapewne wdzięczniej niż wcześniej. Majtnęła przy tym sukienka, a co sobie będzie żałowała!- Jednakże teraz musze już iść. Lord Royce dotrzyma mi towarzystwa, więc będę bezpieczna.
Chyba, że Rethel ma inne plany i głupiej smarkuli ze sobą nie zabierze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
119
Join date :
19/07/2013

PisanieTemat: Re: Łąka   Sro Sie 28, 2013 3:24 pm

Nikt nie miał wątpliwości co do tego, że Anna Arryn byłaby zdolna pokonać Royce'a, nawet on sam. Co prawda liczył, że nigdy nie dojdzie do podobnej sytuacji, jednakże gdyby tak, to Anna niewątpliwie byłaby najgroźniejszą przeciwniczką ze wszystkich Arrynów. Rethel nie uśmiechnął się jednak na te słowa, wydawało się nawet, że westchnął cicho z dezaprobatą. Anna, o ile go pamięć nie myli, skończyła już osiemnaście dni imienia, więc pomijając fakt, że już dawno mogła, i według niektórych powinna, wyjść za mąż, to jednak mogła chociaż zachowywać się jak Arryn. Nie było to chyba zbyt trudne i młoda kobieta powinna sama wiedzieć jak się zachować, zwłaszcza w obecności kogoś takiego jak Targaryen i Dayne. Cała ta sytuacja była mocno nie na miejscu, jeżeli ktoś pytałby o zdanie mężczyzny.
- Wrócimy do Królewskiej Przystani pani. Więc jeżeli lord Daemon i Ser Aries zechcą się tam pojawić, będziecie mieli możliwość kontynuowania rozmowy w bardziej odpowiednich warunkach. - Mówiąc to spojrzał karcącym wzrokiem na Annę, dając jej wyraźnie do zrozumienia, że tego nie pochwala i lepiej aby zaczęła zachowywać się odpowiednio. Zaraz po tym spojrzał kolejno na obu mężczyzn, skinął lekko głową i ruszył w kierunku swojego konia, na którym posadził młodą Arrynównę.
Grom prychnął zdziwiony, gdyż przyzwyczajony był do dźwigania o wiele większego ciężaru, po chwili ruszył powoli za Rethel'em, który kierował się w stronę obozu swoich ludzi.
Minęło dobre pół godziny, nim rycerze zebrali się do drogi. Chociaż nie odpoczęli należycie, to jednak po ich minach było widać, że są zadowoleni z tej krótkiej przerwy. Poza tym to byli ludzie Royce'a, zahartowani w walce, przetrwaniu w beznadziejnych warunkach. Przywykli więc do tego, że wymaga się od nich pełnej gotowości nawet po 4 nieprzespanych nocach. Czy byli z tego powodu zadowoleni? Trudno powiedzieć, jednakże nie ulega wątpliwości, że przyboczni Rethel'a byli uznawani za jeden z najlepszych oddziałów w Dolinie.
-Lord Reinmar pewnie zastanawia się gdzie się podziałaś pani. Nie wiem czy mądrym byłoby informowanie go o tym co widziałem na łące. Póki co jednak ruszamy w drogę, dość czasu już straciliśmy. - Dodał i wraz ze swoją kompanią ruszył żwawo w kierunku Królewskiej Przystani. Chciał w końcu dojechać do tego miejsca, gdyż podróż przeciągała się niemiłosiernie i szczerze mówiąc miał już tego dość.

z/t z Anną


Ostatnio zmieniony przez Rethel Royce dnia Sro Sie 28, 2013 4:14 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Łąka   Sro Sie 28, 2013 4:13 pm

Cóż, chyba na niego też przyszedł czas. Loht w końcu przestał się drzeć i Aries mógł w spokoju podejść do swojego konia, chwycić wodze i przyprowadzić rumaka bliżej. Nie zdążył zbyt wiele powiedzieć, ukłonił się jedynie z szacunkiem najpierw Annie, a potem Rethelowi. Coś mu się jednakw  tym wszystkim wyraźnie nie zgadzało. Chwileczkę... Czy nie stał tu jeszcze jeden samotny koń, który chyba należał do panny Anny? No ładnie. Co jeśli to bgyłą jej ulubiona klacz czy coś...? Tak czy inaczej trzeba będzie go odprowadzić do królewskich stajni, a przy okazji odnaleźć radosnego kuzyna-rycerza. Szlag by ich wszystkich brał. Robienie za parobka w takim momencie mu się nie uśmiechało, ale kto wie, kogo spotka w Królewskiej Przystani? Nawet w stajni zdarzają się rzeczy, o ktorych nie śniło się filozofom i spotyka się królewskie dzieci. Nim Aries wspiął się na swojego konia, skłonił sie jeszcze przed Daemonem.
- Niech Pan Światłą cię prowadzi, lordzie. Mam nadzieję, że jeszcze niebawem się spotkamy - mówił to z uśmiechem i życzliwością. Loht wzbił się w powietrze, by jeszcze poprzekomarzać się trochę z Aerysem, a następnie odlecieć za galopującym koniem Dayne'a, który wraz ze swoim właścicielem oraz rumakiem z królewskich stajni, zniknął niedługo potem na horyzoncie.

*nmgt*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Łąka   Sro Sie 28, 2013 9:11 pm

Naprawdę chciałby zobaczyć walkę Arrynówny z Roycem. Niestety jednak skończyło się jedynie na groźbach, bo po chwili mieszkańcy Doliny puścili łąkę. Daemon ukłonił się Annie i skiną głową odjeżdżającemu rycerzowi. On też pomału powinien się zbierać. Nikt wprawdzie nie będzie za nim tęsknił ani raczej się martwił, ale wolał wrócić do zamku zanim zrobi się całkiem ciemno. A w przeciwieństwie do reszty zgromadzonych tu ludzi nie miał konia, który zawiózłby go na miejsce.
- I Ciebie niech także ma w opiece - odparł pożegnawszy się z Ariesem. Został na łące jeszcze przez chwilę rokoszując się ciszą, która wreszcie tu zawitała.
- Wracamy, Aerys? - zapytał się kruka, gdy ten usiadł na ramieniu Tagaryena. Ptak odpowiedział mu jedynie spojrzeniem. Książę uśmiechną się.
- Przynajmniej jeszcze ty nie uważasz mnie za najgorsze zło w Westeros - mruknął. Przywykł jednak. Smoków nie lubiło się bardzo albo tylko trochę. A przecież nikt z nich nie wybrał rodu, w którym się urodził. Zdecydował o tym ktoś zupełnie inny. Daemon rzucił jeszcze spojrzenie na polanę i odszedł. Przynajmniej udało u się wreszcie zająć myśli czymś innym. No i osobiście poznał Annę Arryn. A poznawanie ładnych i inteligentnych kobiet zawsze jest pozytywną stroną każdego wydarzenia.

z/t
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Łąka   Czw Wrz 26, 2013 2:40 am

Miała dosyć dusznych, szarych komnat, które widziała jako jedyne przez ostatnie kilka dni. Zaczynała żałować, iż nie wróciła na Północ wraz ze swoimi siostrami, aczkolwiek to byłoby wbrew woli ojca. Posłusznie została więc tutaj, tęskniąc tylko w milczeniu za mroźnym, zimowym wiatrem będącym dla niej ucieleśnieniem wolności. Jej namiastkę miała tutaj, za grubymi murami twierdzy. Jak tylko wyszła na obszerne, zielone tereny, wciągnęła głęboko powietrze w płuca. Smakowało inaczej, niestety. Przyśpieszyła też kroku, na szczęście prosta suknia nie krępowała jej ruchów. W przeciwieństwie do innych dam mieszkających na co dzień w Królewskiej Przystani, Nihil nie przepadała za strojnymi sukniami, eleganckimi koronkami, złotymi nićmi. Zresztą, jak miałaby swobodnie galopować na szarej klaczy gdyby miała na sobie bufiasty strój? Poprawiła sprzączkę od purpurowej peleryny, otulając się nią szczelnie. Koń został gdzież z tyłu, przywiązany do drzew, skubiąc zieloną trawę. Wystawiła twarz do słońca, cień uśmiechu przemknął po twarzy najmłodszej z córek Lorda Starka. Promienie oślepiały ją, zmrużyła więc oczy. Znów wróciła wspomnieniami do Północy. Nie pasowała tutaj. Nihil przykucnęła na soczystej, ciepłej od słońca trawie. Nie musiała obawiać się, iż materiał jej sukni pobrudzi się od ziemi. Zresztą, byłaby ostatnią osobą, która się tym przejęła. Obok Nihil leżała oprawiona w skórę, niewielka książka historyczna, w której zaczytywała się ostatnimi czasy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Łąka   Czw Wrz 26, 2013 6:46 pm

Jesionka zarżała cicho, gdy zbliżali się do łąki. Mężczyzna zatrzymał klacz i rozejrzał się wokół. Spokój, cisza... Westchnął. Wolał teraz przebywać na wojnie, ale jakoś tak się złożyło, że tym razem chwała mu nie przypadnie. Możliwe, że to jego chwilowo niezbyt dobry stan zdrowia zadecydował o obraniu innej drogi niż ta na południe od Ziem Burzy. W ten oto sposób przemierzał teraz włości korony w poszukiwaniu jakiegoś bardziej ekstremalnego zajęcia niż pomaganie staremu septonowi w okolicy Griffin's Roost. Kasztanowa klacz ponownie ruszyła, zostawiając za sobą południowy skraj łąki. Rycerz dojrzał w tym momencie innego konia przywiązanego do jakiegoś pieńka. Ktoś tu był. Mężczyzna poprawił skórzankę i dobył włóczni wiszącej do tej pory na plecach. Czort wie, kogo mógł się tu spodziewać. Popędził konia do kłusa i wkrótce odkrył, do kogo miał zamiar wyjść bronią - cóż za nietakt! Czym szybciej zsiadł z Jesionki, po czym przytroczył włócznię do siodła, następnie podszedł do damy, ukłonił się dość sztywno i wedle wszelkich konwenansów rzekł:
- Witaj, pani, mam nadzieję, że nie zakłóciłem twojego odpoczynku... Jestem Jethro Storm, zwą mnie też Gryfem. Wspaniał to okolica, lecz czy wypada damie przesiadywać samej w takim miejscu? Nie zawsze kręcą się tu ludzie o dobrych zamiarach...
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Łąka   Czw Wrz 26, 2013 8:41 pm

Dostrzegła zbliżający się zarys postaci, który najwyraźniej pędził przed siebie, dość niebezpiecznie blisko jej osoby. Podniosła spojrzenie znad otwartej książki, którą trzymała w ręku, dyskretnie zajrzała za siebie, aby upewnić się, iż nikt nie zakrada się za jej plecami. Nikogo za Nihil nie było. Nie zerwała się z miejsca, nie pozwoliła sobie na działanie pod wpływem emocji, wszak to nie wypadało. Przesunęła tylko ręką po pelerynie, jakby chciała wygładzić materiał, choć tak naprawdę sprawdzała, czy aby na pewno pochwa ze smukłym, rodowym mieczem spoczywa przy jej boku. Nie chciała dać się zaskoczyć, aczkolwiek kiedy mężczyzna pokłonił się po ówczesnym zeskoczeniu z siodła, zmrużyła oczy, jakby spodziewała się czegoś zupełnie innego.
- Jesteś, Panie, pierwszą osobą, którą spotkałam tutaj, w okolicy, od ostatnich trzech godzin... I śmiem nawet twierdzić, iż Twoje zamiary wcale nie są nieodpowiednie.
Skinęła z szacunkiem głową, odpowiadając na jego pozdrowienia, a także dopełniając ceregiele.
- Nie obawiaj się, nie zakłócasz niczego. Wyglądasz, Panie, na zmęczonego ciągłą podróżą, jeśli więc okolica rzeczywiście wydała Ci się urokliwa, zachęcam do odpoczynku. Jestem Nihil Stark. Ręczę, iż tutejsze powietrze jest o wiele przyjemniejsze niż w mieście.[/b]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Łąka   Pon Wrz 30, 2013 9:45 pm

Przytaknął.
- Miasto nie zachwyca, to prawda. Jest wiele przyjemniejszych twierdz do oglądania i dzielnic miejskich do zwiedzania. To dość zaskakujące, pani, że od razu uwierzyłaś w moją osobę. Niezawsze pojawiają się tu tacy, jak ja - stwierdził. Zerknął na miecz.
- Umiesz nim władać, pani? Starkowie to znaczący ród, czy to wasz rodowy miecz? - zapytał jeszcze i rozejrzał się. Powietrze było przyjemne, tak dalekie od obrzydliwej woni miasta. Od tego okropnego zgiełku. Książka. Dama trzymała książkę. Ciekaw był tytułu, ale jeszcze chyba nie czas, by o to pytać.

//Przepraszam, że tak późno ;_;
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Łąka   Sro Paź 02, 2013 4:42 pm

Kąciki ust Nihil drgnęły, a na ustach pojawił się szczery uśmiech. I choć dziewczyna wstała, daleko jej było do wzrostu rycerza, toteż musiała zadzierać głowę, aby móc swobodnie utrzymywać kontakt wzrokowy z mężczyzną.
- Nie lada sztuką jest okłamać kogoś, z kim stoi się twarzą w twarz. Nie wyglądasz na takiego, Panie. Powiedzmy, że Starzy Bogowie szepnęli, iż nic mi przy Tobie nie grozi.
Rzeczywiście, podmuchy wiatru trącały zaczepnie upięte loki Nihil. Na północy dominowała wiara w starych bogów i choć Nihil szanowała tych wszystkich innych, wierna była tradycjom wyniesionym z domu. Zaskoczyło ją pytanie o miecz. Zamrugała oczyma, zerkając na charakterystycznie ułożony materiał. Przywykła, że zazwyczaj przymykano na to oko i wolano, aby nie wiedzieć, dlaczego dama nosi przy sobie oręż. Przesunęła dłonią po pelerynie, odkrywając schowaną pod nią pochwę z mieczem jak słusznie ocenił mężczyzna.
- Daleko mi do rycerza, choć uczono mnie nim władać i śmiem nawet twierdzić, że umiem zadbać przy jego pomocy o własną skórę. Na szczęście moja rodzina ceni sobie wszystkie umiejętności u niewiast, nie tylko szydełkowanie oraz tańce. Został mi podarowany przez najstarszego brata i owszem, wywodzi się ze zbrojowni rodowej.
Podała mu pochwę, ufając, iż Żmija również będzie bezpieczna w jego rękach. Miecz ten był smukły, jednoręczny, idealnie wyważony. Zdobiona rękojeść przykuwała wzrok, choć bardziej czyniły to charakterystyczne ornamenty na ostrzu, które zdradzały nazwę oręża.

Jak tylko rycerz oddał jej ostrze, Nihil zerknęła w stronę nieba, obserwując przez chwilę, jak cienie zdążyły się już wydłużyć. Ile czasu minęło, odkąd opuściła mury miasta?
- Przez Ciebie, Panie, czas płynął mi tak szybko, że zmuszona jestem podziękować oraz pożegnać się, gdyż oczekują mnie. Jeśli kiedykolwiek się jeszcze spotkamy, Panie, zapewne rozpoznasz mnie w tłumie.
Tu wskazała na ostrze, które zaraz też zniknęło w pochwie zaś ona przymocowana do pasa na wysokości biodra. Nihil wstrząsnęła peleryną, a ta miękko zasłoniła jej cenny skarb. Dziewczyna ukłoniła się dworsko, z uśmiechem.
- Raz jeszcze dziękuje za miłą, przede wszystkim rozmowę. Niestety, na dworze rzadko można taką dostać. Niech Starzy Bogowie Cię strzegą, Panie.
Wyprostowała się, kończąc ceregiele. Nihil spokojnym krokiem oddaliła się w stronę przebierającej kopytami klaczy, aby po chwili pędzić już na jej grzebie traktem prosto do bram miasta.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
93
Join date :
18/05/2014

PisanieTemat: Re: Łąka   Nie Maj 25, 2014 3:24 pm

Dorzecze także zostało zaproszone na ślub Namiestnika z księżniczką Dorne. Naturalnie, panna Tully skorzystała z sposobności, aby odwiedzić stolicę - tak też wraz z eskortą przemierzyła River Road, a potem King's Road i tak oto, tuż za przysłowiowym rogiem znajdowały się już mury Czerwonej Twierdzy. Można powiedzieć, że ta łąka była ostatnim przystankiem po dość męczącej podróży (w końcu Ophelia do takowych nie przywykła), ostatni raz kiedy zatrzymywali się napoić konie, a samemu zaspokoić swoje potrzeby. Niebieskooka, ubrana oczywiście w skórzany napierśnik, oddaliła się wraz z Atosem - swym ukochanym rumakiem - na odległość paru kroków od podległych jej ludzi. Wolała tą ostatnią chwilę spędzić tylko z zwierzęciem, trzymając jego uzdę, klepiąc po szyi, obserwując jak posila się trawą. Za paręnaście godzin będzie musiała jednak wykazywać się swoimi nieistniejącymi umiejętnościami interpersonalnymi, obracać się wśród towarzystwa na weselu... Oh, aż miała ochotę się wrócić do ukochanego Riverrun. Ale obiecała matce, przyjechała. Była ciekawa, czy spotka także swoje kuzynki - Artemis i Ariel. Nic jej nie było o tym wiadomo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Łąka   Nie Maj 25, 2014 5:08 pm

Kilka dni temu opuściła Casterly Rock wraz z siedmioma przydzielonymi jej strażnikami. Dwóch z nich jechało teraz po obydwu jej stronach, reszta zaś trzymała się z tyłu. Ich karmazynowe peleryny łopotały, gdy galopem zbliżali się do stolicy.
Świadomość, że jedzie na wesele Namiestnika, w noce nie pozwalała Lydii spać spokojnie, a we dnie wprawiała ją w zły nastrój. Większość wysoko urodzonych panien najpewniej nie mogła się już doczekać rozpoczęcia uroczystości, natomiast młoda Cleganówna żałowała, że kruk z zaproszeniem dla niej doleciał szczęśliwie. Nietrudno się domyślić, że nie przepadała za tego typu uroczystościami. Na nich wyjątkowo nie wypadało zjawiać się w ubraniu do jakiego przywykła, było zwykle bardzo wielu ludzi i tyle jedzenia, coby tych wszystkich ludzi wypchać, a także masa zamieszania. Z drugiej jednak strony cieszyła się z możliwości opuszczenia twierdzy Lannisterów. Z Casterly Rock dużo trudniej było się wymknąć niż z zamku jej ojca...
Przed sobą ujrzała poczet Tullych. Dreszcz przeleciał po jej plecach, ale zamiast okazywać zdenerwowanie, uśmiechnęła się. Przeszła w kłus, a następnie w stęp, by spokojnie podjechać do nieznajomej lady pasącej swego konia. Lannisterska eskorta zatrzymała się nieco wcześniej.
- Witaj, Pani. Zmierzasz na wesele?


Ostatnio zmieniony przez Lydia Clegane dnia Pon Maj 26, 2014 7:35 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

avatar
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
93
Join date :
18/05/2014

PisanieTemat: Re: Łąka   Nie Maj 25, 2014 8:47 pm

Bułany wierzchowiec niepospiesznie przeżuwał zieloną trawę włości Korony. Prędzej czy później, musieliby się zebrać i ruszyć wgłąb stolicy, spotykać cne damy i snobistycznych lordów. Na samą myśl o spotkaniu się z nimi, w brzuchu brunetki coś się przewracało. Im bliżej miasta, tym bardziej zdenerwowana i speszona była. Jej rozmyślania przerwał młodzieńczy głosik, a młoda Tully uniosła głowę, aby spojrzeć na twarz przybyłej, która dosiadywała swojego konia. Zdążyła tylko skinąć jej głową, kiedy już obok kobiety zjawił jeden z towarzyszących jej rycerzy. Brunetka wręczyła mu tylko do rąk uzdę Atosa, a sama obróciła się do młodocianej Clegane (jak udało jej się wywnioskować, patrząc na towarzyszący jej herb) i tym razem ukłoniła się jej, jak należy.
- Ophelia Tully, Lady. Czy mogłabym poznać twą godność? - Zapytała uprzejmie. Mogła znać nazwisko, ale wciąż brakowało jej imienia. Nigdy nie interesowała się, czy Lord Clegane ma jakieś córki, ani jak mają na imię. Może, kiedyś, ta informacja dotarła do jej uszu, a niebieskooka zwyczajnie jej nie zapamiętała? Cóż, w każdym razie, wolała wiedzieć z kim rozmawia. - Ah. Owszem. - Odparła krótko, lecz po chwili dodarło do niej, że należało powiedzieć coś więcej. Utkwiła wzrok w skrawku łąki znajdującym się na prawo od niej, jakby z niego miał magicznie wyskoczyć temat rozmowy. - Grzechem byłoby niezobaczenie zaślubin Namiestnika z panną Martell. Szczerze, jestem ciekawa jej urody. - Zmarszczyła brwi, powracając spojrzeniem do nowopoznanej. - Widzisz, Lady, nigdy w życiu nie było mi dane zobaczyć Dornijczyka, a wiele się o ich specyficznych rysach nasłuchałam. - Uśmiechnęła się lekko, tłumacząc swoją ciekawość. W rzeczywistości, to nie był żaden powód, dla którego odwiedziłaby King's Landing, ale musiała powiedzieć cokolwiek. A to, z pewnością było ciekawsze niż 'spełniam obowiązek córki Lorda Tully, Lady'.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Łąka   Pon Maj 26, 2014 9:40 pm

Ophelia? Jeśli dobrze sobie Lydia przypominała, była to najstarsza córka Lorda Tully. Jej uśmiech nieco zmienił wygląd, stał się jakby przepraszający, gdy usłyszała zadane jej pytanie.
- Zwą mnie Lydią Clegane, Pani.
Wysunęła stopy ze strzemion i zeskoczyła z Płotki. Od razu, wprawnymi ruchami, poluzowała popręg, by zwierzę spokojnie mogło skubać zieloną trawę. Raczej mało prawdopodobne było, by rumak młodej Cleganówny postanowił uciec, jego właścicielka wzięła jednak przykład z rozmówczyni i oddała wodze strażnikowi. Wtedy dopiero uważniej przyjrzała się stojącej przed nią Lady. Kobieta nie była wysoka, a z twarzy przypominała raczej dziecko, co nieco zmyliło Lydię i zmusiło ją do zastanowienia się po raz drugi, czy poprawnie skojarzyła osobę z zajmowanym przez nią stanowiskiem. Po figurze, postawie i sposobie wysławiania się stwierdziła jednak, że Ophelia Tully, choć wygląda młodo, na pewno jest starsza od niej, a co za tym idzie - całkiem prawdopodobne, że nauki maestra nie poszły na marne.
Zaśmiała się szczerze, usłyszawszy o powodzie odwiedzin Czerwonej Twierdzy.
- I ja nigdy nie widziałam mieszkańca Dorne, żywię jednak nadzieję, że oprócz specyficznych rys nie będzie w pannie młodej niczego intrygującego i po dokładnych oględzinach jej wyglądu oraz skończonej ceremonii zaślubin, będzie można z czystym sumieniem opuścić Królewską Przystań.
Powiedziała za dużo? Miała nadzieję, że Lady Tully nie uzna za nietakt jej szczerości.
Powrót do góry Go down

avatar
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
93
Join date :
18/05/2014

PisanieTemat: Re: Łąka   Sro Maj 28, 2014 11:29 pm

Uśmiech ani na moment nie zniknął z jej twarzy. A więc prawidłowo rozpoznała herb rodu młodej dziewczyny, która faktycznie okazała się nosić nazwisko Clegane. Imię jednak - niestety - dalej nic jej nie mówiło, więc nie mogła jednoznacznie stwierdzić, czy jej rozmówczyni jest córką Lorda czy może jego dalszą krewną. W tym momencie przeklinała swoją słabą pamięć, jednocześnie obiecując sobie w duchu, że zaraz po powrocie do Riverrun solidnie przejrzy strukturę wszystkich rodów jeszcze raz. Przed wyjazdem jeszcze raz przypomniała sobie drzewko genalogiczne rodów Targaryen i Martell, aby nie popełnić karygodnej gafy podczas wesela.
Spokojnie obserwowała, jak dziewczyna zsiada z swojego wierzchowca i podąża w ślady panny Tully. Cóż, to było całkiem rozsądne rozwiązanie - nawet, jeśli rumak był wierny, to konie wciąż pozostawały płochliwymi zwierzętami. Dopiero teraz udało jej się dostrzec, w jak nietypowym stroju dziewczyna podróżowała. Sama nigdy nie nosiła spodni, gdyż damie jakoś nje wypadało (Z bliżej nieznanego jej powodu). Nie powiedziała na ten temat jednak nic, gdyż zwyczajnie nie była to jej sprawa.
Odetchnęła też z ulgą, kiedy wysłuchała wypowiedzi młodej Clegane. Chwała Siedmiu, że nie została uznana za dziwaczkę po swojej wypowiedzi na temat specyficznej urody Dornijczyków. Co więcej, słowa blondynki nawet ją ucieszyły. Z prostego powodu - sama podzielała podobne uczucia.
- Ah, i jak tak uważam, Lady. - Posłała jej ciepły, uspokajający uśmiech. - Wesela i królewskie zabawy nie leżą w kręgu mych zainteresowań. Jednakże, dostaliśmy zaproszenie to i naszym obowiązkiem jest się zjawić. - Mimo że uśmiech wciąż był widoczny na jej twarzy, to blask w oczach znacznie zmalał. - Po prostu, należy przez to przejść, niezależnie, czy nam się to podoba czy też nie. - Chyba zaczynała odbiegać od tematu wesela - Ale powiadają, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. - zaśmiała się lekko, starając się ukryć swoje zdenerwowanie i niepewność, wynikającą z nowej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Łąka   

Powrót do góry Go down
 

Łąka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań-