a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Karczma pod Źrebną Kobyłą



 

 Karczma pod Źrebną Kobyłą

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Sro Sie 07, 2013 10:48 pm

Obowiązkowym przystankiem dla podróżników przemierzających Reach była Karczma pod Źrebną Kobyłą. Budynek nie zajmował wiele miejsca, ale dziwnym trafem był w stanie pomieścić wszystkich strudzonych wędrowców.
Największą chlubą karczmy był piekny gobelin zawieszony na ścianie naprzeciw wejścia. Przedstawiał pękatą kobyłę i chłopa, który z wetknięta w kobyłę ręką aż po ramię sprawdzał, czy jest źrebna. Trzeba było przyznać, że gobelin wykonany był wręcz idealnie.
Zajazd nie słynął z jakiś szczególnych przysmaków, karczmarz nie dbał o to, aby gościom serwować to, czego sobie zażyczą. Wręcz przeciwnie, można było prosić o swoje ulubione dania, ale i tak zawsze dostawało się potrawkę z królika, czy też gulasz.
Przynajmniej zapasy alkoholu przedstawiały się tutaj ciekawiej. Karczmarz, który swoja drogą nazywał się Eustachy, miał bzika na punkcie przeróżnych win, nalewek, piwa czy bimbru. Gdy tylko przejeżdżał drogą jakiś handlarz, Eustachy na złamanie karku biegł sprawdzić, czy tamten nie sprzedaje czegoś ciekawego.
W niewielkim domku za karczmą mieszkał ów Eustachy z rodziną. Mieli małe poletko, któe uprawiali. Najstarszy syn zawsze dbał o to, aby w kuchni nie zabrakło królików, taki był z niego zdolny łowczy... a może kłusownik?
Miejsce wyglądało na zatrzymane w czasie, zapomniane przez jakichkolwiek ważnych ludzi. Czas płynął tu spokojnie, wszyscy grzecznie napychali się potrawką i zapijali czym dusza zapragnie. Sielanka.




_______________________________________


MG

Ostatnią innowacją, jaką karczmarz Eustachy wprowadził na terenie zajazdu, było wbicie przed wejściem tablicy, na którą niektórzy bywalcy mogli przywieszać krótkie informacje. Oczywiście z założenia mieli być to tylko ci, którzy umieli pisac i czytać, ale tablica szybko zapełniła się świstkami z odciskami rąk, nóg i innych części ciała. Pojawiały się też notki o poszukiwaniu chłopów do sianokosów, czy też wzmianki o zwierzętach na sprzedaż.
Nie, na tej tablicy nie znalazło się nic, co Iseult mogłaby uznać za interesujące, no chyba że chciała nabyć całkiem zgrabną jałówkę. Informacje, które by ja ucieszyły, zazwyczaj nie były wywieszane tak publicznie, wręcz przeciwnie, czasami lepiej było rozprawiać o zleceniach szeptem. Nerwowo sprawdzając, czy nikt nie podsłuchuje.

Niewiele księżyców wcześniej, gdy Iseult skończyła poprzednie zlecenie, wraz z zapłatą otrzymała informacje, które według informującego mogły wydawać się dla niej kuszące. Wynikało z nich, że daleki krewny owego jegomościa miał problem, którego sam nie mógł rozwiązać. Jako, że miał pieniądze, nie musiał sam tego robić... To właśnie miała być praca dla niej.
Mężczyzna nie wiedział dokładnie, jaki problem nęka jego krewniaka, ale postanowił zaaranżować spotkanie z Tedem Rwącym Potokiem.
Tak się złożyło, że mieli spotkac się właśnie w Karczmie pod Źrebną Kobyłą.
Tak się złożyło, że Iseult i Khael właśnie stali pod karczmą i oglądali przepiękny, błotny (oby!) odcisk rzyci przyczepiony do tablicy przed wejściem.
Tak się złożyło, że wystarczyło wejść do środka i poszukać Teda, którego zwali Rwącym potokiem.
Tak się złożyło, że nie mieli pojęcia dlaczego Ted miał taki przydomek.


Ostatnio zmieniony przez Anna Arryn dnia Czw Sie 08, 2013 10:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Sro Sie 07, 2013 11:26 pm

To były całkiem udane dni dla Iseult. Poprzednia robota nie była aż tak trudna, a Khael grzecznie raczył na nią zaczekać. Grzecznie, znaczy pod groźbą natychmiastowego odesłania go jako pachołka do innych ludzi. W gruncie rzeczy, zadawała sobie sprawę, że już niedługo przestanie się bać jej zastraszania, a zacznie domagać się informacji. Ich jednak nie dostanie jeszcze długo, jeśli w ogóle. Ale tak, tym razem wzięła go już ze sobą, ale dla świętego spokoju. Nie miała pojęcia czego mógł chcieć jej potencjalny klient, ale jej poprzedni zleceniodawca przedstawił owego Teda w ciekawym świetle. Rwący Potok... Kobieta uśmiechnęła się słabo, a raczej wykrzywiła wargi w czymś w rodzaju uśmiechu. Przybyli w końcu pod Karczmę, ale nie weszli do środka. Iseult rozejrzała się dookoła i podeszła do tablicy. Uniosła brwi i spojrzała na niezwykle ponętnie wyglądający zad. Z zapachem było już trochę gorzej.
- Khael, podejdź tu. - powiedziała blondynka ostrym głosem. Nie zamierzała czekać ani na jego odpowiedź, ani podejście, kiedy dodała - To, że cię wzięłam ze sobą, wcale nie znaczy, że możesz się odzywać. To chyba rozumiesz, nie? - zmrużyła swoim zwyczajem oczy.
Pod Źrebną Kobyłą... są więc na miejscu. Kobieta zwróciła się w stronę karczmy, jedną ręką sprawdzając czy broń wychodzi lekko. To akurat był odruch bezwarunkowy. Ruchem dłoni przywołała chłopaka, przez chwilę zastanawiając się, czy powinna mu powiedzieć raz jeszcze, żeby był cicho, ale zrezygnowała. Gdyby była sama, wyglądałoby to inaczej. Miała nadzieję, że nie będzie tego żałować.
Przekroczywszy drzwi gospody, od razu uderzył w nią zapach jedzenia i alkoholu. Do niego przyzwyczaiła się w miarę szybko i podeszła do jednego ze stołów przy ścianie. Idąc tam, spojrzała na 'tytułowy' gobelin, ale ogarnęła spojrzeniem dużą część sali. Nie zamierzała od razu iść i pytać się o tego człowieka, była pewna, że często załatwia się tutaj podobnego typu interesy, a karczmarz trzyma rękę na pulsie. A jeśli sama będzie musiała się udać parę stołów dalej, to przynajmniej zostawi młodego z żarciem tutaj. Usiadła ciężko i wzrokiem odszukała karczmarza. Ciekawa była czy podejdzie, czy jednak jego wkład pośredniczy jest niewielki. Właściciele gospód, w których czasami przyjmowała zlecenia czerpali z tego niezłe zyski, a do tego mieli pewność, że ich mienie nie zostanie całkiem zniszczone.
- Możesz zamówić co chcesz, tym razem stawiam. - mruknęła do chłopaka, przechylając lekko głowę. Jakby mogło być inaczej. Choć, w sumie nie mogła narzekać aż tak bardzo na Khaela, to jednak lubiła mu dokuczyć i sobie podkpić z niedorostka. - Tylko nie pij dużo, bo ci język utnę jak będziesz bełkotać.
Zaczekała trochę, rozglądając się po pomieszczeniu, czekając na jakiś znak. Nie wiedziała, czego ma się spodziewać dokładnie, ale tego nie wie się nigdy.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Sro Sie 07, 2013 11:43 pm

Musiał przyznać, że zaskoczyła go swoją odpowiedzią. Nawet w drodze myślał, kiedy się rozmyśli, ale o dziwo nic takiego nie nastąpiło. Szczerze powiedziawszy nie wiedział jakie uczucie przeważa ciekawość czy strach ? Co prawda podejrzewał na co się pisze, jednak rzeczywistość mogła mijać się z jego obrazem. W końcu dotarli widać do celu. Przed oczami widniała niewyróżniająca się niczym szczególnym karczma. Ot, taka jak wiele innych. Zwrócił głowę w stronę Iseult i podszedł za jej "prośbą". Skinął głową bez mówienia, że rozumie i ruszył za nią do środka. Biorąc pod uwagę sytuacje, chłopak nawet z radością przyjął jedno z łatwiejszych zadań, która jego miła opiekunka była chętna mu powierzyć. Wchodząc głównym wejściem nie mógł nie zauważyć poczciwego gobelinu. Nie skomentował tego, stwierdzając, że gdyby byłby tutaj sam, już kierował by się do wyjścia. Idąc za Iseult dziwił się ze ta knajpa ma jakichkolwiek gości. Usiadł obok, zdejmując swój łuk opierając go o bok stołu. Nie wiedział czemu, ale czuł się pewniej wyczuwając pod ręką chłodne drewno. -Jakoś na nic nie mam ochoty- i czekał na jakikolwiek znak czy to od dziewczyny, czy otoczenia.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Czw Sie 08, 2013 5:01 pm

Eustachy zauważył nowych gości. To właśnie tacy podróznicy jak oni nakręcali mu interes, bo gdyby przychodzili tu tylko miejscowi, mógłby się zająć łapaniem wron na rosół. Nie spieszył się. Może i jego karczma nie była jedną z lepszych, ale starał sie trzymać fason. Był kiedyś w pięknej, czystej gospodzie, która znajdowała się bliżej miasta i zauważył, że nie wolno podbiegać zbyt szybko do gości. Lepiej, żeby bardziej zgłodnieli, a ich języki zrobiły się bardziej drewniane. Ot, taka mała sztuczka.
Wział ze sobą szmatkę i spokojnym krokiem ruszył do stolika, przy którym usiedli. Zdecydowanie bardziej pasował do niego szybki i energiczny chód, ale czego się nie robi dla klienta!
Trzeba tu wspomnieć, że Eustachy był nadzwyczaj wysokim i chudym człowiekiem. Nie wyglądał na karczmarza, a fartuchem okręcał się dwa razy. Powolny chód sprawiał, że Eustachy wyglądał, jakby balansował na szczudłach, co wygląda dziwnie, kiedy jest się karczmarzem.
- Co podać szanownemu państwu? -przetarł stolik wilgotną szmatką. Pytając nie omieszkał przyjrzeć sie im dokładnie. Zawsze tak robił. Nie chciał problemów w swojej karczmie, dlatego starał się jak najlepiej ocenić zagrożenie i w razie potrzeby wezwać syna.- Potrawka z królika jest jak jakie delicyje. Takiej nigdzie nie dostaniecie. Jakiś napitek? Wino? Miodu pitnego może lepiej? Piwa?

Oprócz Eustachego w pomieszczeniu znajdowało się kilka osób. Jedną z nich była jego córka, która zajmowała się donoszeniem piwa i potrawki. Na oko była w wieku Khaela. Chuda zupełnie jak Eustachy, rudowłosa i piegowata dziewczyna przemykała się między stolikami. A to czterech siedzących pod ścianą jegomości chciało dolewki miodu, a to ktoś inny wolał ją po jakąś błahostkę byleby tylko udało się klepnąć ja w tyłek. Nic nadzwyczajnego.
W głębi sali siedział też ktoś pochylony nad wpół wypitym kuflem piwa. Nie wyglądał na takiego, co się gdzieś spieszy. Może na kogoś czekał?


Ostatnio zmieniony przez Anna Arryn dnia Czw Sie 08, 2013 10:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Czw Sie 08, 2013 7:48 pm

Choć Iseult mogła dość długo wytrzymać bez jedzenia, bywała częstym gościem różnych karczm, kramów, gospód i innych tego typ przybytków. Tutaj najłatwiej było o wszelakie informacje, zarówno te mniej jak i bardziej interesujące człowieka jej zawodu. Wiedziała też, że nie warto pierwszemu zaczynać czy szukać zaczepki, jeśli coś miałoby się wydarzyć, to i tak się to stanie bez naszego udziału. Takie prawa pijanych ludzi. Ale tu było ich niewielu, nikt nie wzbudził większych podejrzeń kobiety. Ci, którzy już tu byli bawili się jak umieli. Tylko jedna osoba różniła się od reszty hałastry. Jednak, i tak wolała zaczekać, jeszcze parę minut nikogo nie zbawiło. Uśmiechnęła się kącikiem ust, słysząc odpowiedź swojego podopiecznego.
- A wiesz co ja na to? Zjesz, choćby z samej kultury. - fuknęła, patrząc na dość specyficznego karczmarza, który powoli sunął ku nim. Miała inne wyobrażenia o właścicielach takich miejsc. Zazwyczaj były one "grubsze". Kiedy już stanął przed nimi, uniosła głowę do góry, by widzieć jego twarz. - Jak gospodarz chwali, to bierzemy specjalność. Dla kompana słabe piwo, dla mnie coś mocniejszego. A... - zawiesiła głos na chwilę, a potem wskazała ruchem głowy mężczyznę, który siedział pochylony nad kuflem piwa. - Dla niego, raz jeszcze kufel. Z pozdrowieniami od krewnych.
Iseult westchnęła cicho, widząc jak Khael dba o swój łuk. Tak bardzo, że woli go mieć jak najbliżej. Znała jego umiejętności i ich nie kwestionowała, ale jednak nie uważała za konieczne obmacywanie ich w miejscach publicznych. Chłopak jeszcze sporo musiał się nauczyć, jeśli chciał z nią zostać. Najważniejsze jednak, żeby teraz za bardzo nie odstawał od reszty klientów. I żeby ona owego klienta, który był jej celem, znalazła.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Czw Sie 08, 2013 8:16 pm

Czasu mieli aż nadto, nie wiedząc czemu Iseult zwleka ze swoją sprawą. Może czeka na jakiś znak, którego on nie zna ? Nie mógł narzekać na taki obrót spraw, korzystając z sytuacji, by rozejrzeć się po pomieszczeniu, unikając oczywiście słynnego gobelinu. Nie wiedział czemu, jednak lubił obserwować ludzi, starając się ocenić ich tylko po krótkim spojrzeniu. Już miał przyglądać się pewnej młodej dziewczynie, gdy jego miła opiekunka postawiła go przed faktem dokonanym. Szczerze powiedziawszy, nie lubił spożywać jedzenia w karczmach, szczególnie w takiej. Po prostu wolał wiedzieć co i jak zostało przygotowane. No cóż, nie ma się nigdy tego, co się chce. Przytaknął na propozycję Iseult zastanawiając się czy rzeczywiście to będzie królik w tym daniu. Słuchając się rady kobiety, zachowywał względną ciszę, wracając do studiowania otoczenia. Nie wiedzieć czemu, wzrok zawsze padał na rudowłosą dziewczynę.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Czw Sie 08, 2013 10:23 pm

- Wspaniale, wspaniale -uradowany Eustachy zatarł ręce. Czy to zatrzeszczały kostki w chudych palcach?- Moja córka robiła potrawkę, to jej popisowe danie. Ona wam ją przyniesie. Najlepsza potrawka z królika, jaką jedliście!
Odwrócił się i teraz już trochę szybszym krokiem ruszył po zamówione trunki. Zawołał też rudowłosą i polecił podać strawę. Dziewczyna zebrała puste kufle i zniknęła w kuchni.
Tak, potrawka rzeczywiście wyszła spod jej ręki. Dziewczyna osobiście odbierała upolowane króliki od swego brata, a potem włąsnoręcznie zdzierała z nich skórę na tyłach karczmy. Nie lubiła tego robić, bogowie jej świadkiem, że żal jej było każdego królika, którego musiała tak potraktować, ale czy miała jakiś wybór? Bez zdarcia skóry nie byłoby potrawki. Bez potrawki nie byłoby co sprzedawać ludziom.
Przygotowała miski i całkiem sporą warząchwią napełniła je potrawką. Równe kawałki królika pływały w brunatnym sosie. Gdzieniegdzie znalazł się kawałek marchwi. Pychota. Nie, serio. Naprawdę dobra.
W tym czasie Eustachy zdążył zanieść nalać piwo. Wziął też całkiem porządny bimber dla Iseult. Chciała cos mocniejszego, ale nie powiedziała, że napiłaby się wina. Zreszta też nie wyglądała na kogoś kto zadowoli sie winem, kiedy może golnąć sobie coś, co wypala przełyk.
Najpierw zaniósł napitki do ich stolika, a dopiero potem ruszył w stronę nieznajomego siedzącego w kącie. Szepnął mu coś, a tamten spojrzał w stronę blondynki.
Nastąpił moment konsternacji. Karczmarz zamarł, nieznajomy nie wykonał żadnego gestu. Minęła sekunda, dwie, trzy... W końcu sięgnął po kufel i skinął nim w stronę Iseult. W geście toastu. W bardzo zapraszającym geście.
Gdy to się działa, jak gdyby nigdy nic, nieświadoma tego ruda pieguska przyniosła im gorącą strawę. Jedzenie parowało aż miło było popatrzeć, a i pachniało całkiem znośnie.
- Proszę... smacznego -tylko tyle zdołała z siebie wydusić i zaraz po tym zabrała się za czyszczenie innego stolika. Byle by nie musieć rozmawiać. Ach, jaka nieśmiała!
Co teraz? Jedzenie czy zlecenie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Pią Sie 09, 2013 1:42 pm

Zadowolony karczmarz, to pomocny karczmarz, przynajmniej takie słowa Iseult usłyszała kiedyś od trochę podchmielonego mężczyzny, który zajmował się fachem podobnym do niej. Co prawda, nie pożył jeszcze długo, ale niektóre złote myśli dają o sobie znać w zupełnie nieoczekiwanie. Właściwie nie blondynka nie bardzo myślała o potrawce, a już na pewno nie o sposobie jej robienia, ale wiedziała, że lepiej ją zamówić. Nawet jakby oznaczało to dla Khaela podwójną porcję. Przez moment podążała wzrokiem za rudowłosą, aż ta zniknęła w kuchni. Iseult przymrużyła oczy delikatnie.
Dopiero widok wracającego karczmarza sprawił, że wróciła myślami do chwili obecnej. Takie momenty zamyślenia często kosztują zdrowie, a nawet życie, wiedziała to. Na widok bimbru uśmiechnęła się całkiem szczerze, co rzadko jej się zdarzało. Lubiła sobie wypić, to nie ulega żadnym wątpliwościom. A nieduża ilość alkoholu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Kobieta skinęła głową karczmarzowi, ale nie powiedziała nic. Raz jeszcze zlustrowała pomieszczenie wzrokiem, który potem umieściła w mężczyźnie, do którego podchodził karczmarz Eustachy. Złapała się na tym, że przez chwilę wstrzymała oddech. Jej dłoń wkrótce powędrowała do szklanicy i wzniosła ją, w odpowiedzi na toast. Spojrzała na chłopaka obok.
- Zaczekaj tu chwilę i nie daj się okraść. - wykrzywiła usta w grymasie, który miał udawać uśmiech. Nie za bardzo wyszedł.
Iseult wstała i podeszła do - jeszcze - nieznajomego, trzymając bimber w ręku. Pytająco spojrzała na krzesło naprzeciwko, ale nie czekała już na odpowiedź, tylko po prostu na nim usiadła. Postawiła szklankę i oparła się wygodnie. Popatrzyła na niego, zastanawiając się ile odnajdzie w nim z rodzinnego podobieństwa swojego poprzedniego klienta.
- Wystarczająco zimne? - spytała w końcu. Nie mogła zacząć rozmowy od wywalenia wszystkiego na jedną kartę, przecież to mógł być ktoś niezwiązany ze sprawą. - Choć najlepsze jest chłodzone w rzece. - dodała ze słabym uśmiechem.
Wzniosła toast i wylała w siebie zawartość jednym haustem. Uderzyła się pięścią w mostek i odetchnęła głęboko. Faktycznie, całkiem porządny. Drugi raz nie chciałaby tego powtarzać bez zagryzki.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Pią Sie 09, 2013 2:00 pm

Musiał przyznać, że nie przepada za oczekiwaniem na nieznane. Czuł się pewniej i spokojniej gdyby wiedział jaki mają tu osiągnąć cel. Nie pragnął jednak tak mocno, by próbować naciskać Iseult. Zbyt dobrze ją znał, by wiedzieć jak to się skończy. Jeśli nie chce czegoś powiedzieć to wątpię by nawet tortury zadziałały. No może gdybym zatrudnił jakiegoś mistrza ? Uśmiechnął się na samą myśl, starając się wyobrazić ten dość niespotykany obraz. -Lepiej skończę o tym myśleć- zganił się w myślach i zaczął szukać wzrokiem rudowłosej. Może nie powinien zbytnio się rozpraszać, ale co może poradzić ? Na stół zostały postawione trunki i ostrożnie chwycił w dłoń kufel przeznaczony dla niego. Coś lżejszego tak ? Upił łyk, jednak dopiero na końcu poczuł jakiś smak, który mógł nawet podchodzić pod piwo. Rzeczywiście, karczmarz posłuchał bardzo dosłownie swojej klientki. Kobieta ruszyła do podejrzanego faceta, a chłopak nie mógł powstrzymać się z zapytaniem siebie, czy to aby nie on jest powodem, dla którego tutaj zawędrowali. Przekręcił głowę lekko w lewo i natknął się na młodą dziewczynę, która niosła dwa dania. Z nad nich unosił się dość zachęcający zapach, co osłabiło trochę jego wątpliwości, gdy kładła danie, zdążył tylko powiedzieć -Hej- za nim ta uciekła czyścić inny stolik. Co zrobił nie tak ? Na przemian, śledził jej ruchy ale też rzucał okiem na stolik, do którego podeszła Iseult. Może uda mu się coś usłyszeć ? Warto spróbować.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Pią Sie 09, 2013 8:32 pm

Stolik, do którego udała się Iseult, był na tyle daleko, że młody Khael nie zdołał nic usłyszeć. Ba, nie zapowiadało się na to, żeby ona i nieznajomy zaczęli rozmawiac na tyle głośno, żeby coś się w tej materii poprawiło. Mógł więc siedzieć, jeść, pić i niecierpliwić się, lub też spróbować coś z tym zrobić.

- Ano -ciepłym, niskim głosem, zdawkowo odpowiedział nieznajomy, gdy Iseult zapytała o piwo. Nie wyglądał na człowieka, który kłapie jęzorem bez powodu. A jak wyglądał?
Trudno było określic jego wzrost, gdy siedział, ale mozna było odnieść wrażenie, że stara się skurczyć tak, aby nie zdradzać swojej postury. Włosy miał brązowe, potargane, średniej długości. Uroczo potargane. Twarz nieznajomego wyglądała na spokojną, ale i zmęczoną życiem.
Jedynym elementem jego jestestwa, który nie pasował do obrazka poczciwego człowieka, były jego stalowoszare oczy. Nie było w nich ani odrobiny ciepła, a spojrzenie ziało pustką...
Nie sprzeciwił się, gdy Iseult usiadła przy stoliku. Obserwował ją spokojnie, gdy piła.
- Eustachy, przynieś jej całą butelkę. Dawno nie widziałem mojej... -zawiesił głos na moment.- ...kuzynki. Mamy tyle do nadrobienia.
No tak, karczmarz cały czas stał koło nich. Może i nie przypominał z wyglądu innych w swoim zawodzie, ale tak samo jak reszta lubił wszystko wiedzieć. Najlepiej z pierwszej ręki. Wymamrotał coś pod nosem i ruszył po zamówienie.
Tymczasem nieznajomy nagle chwycił za oparcie krzesła Iseult i szybkim, zdecydowanym ruchem przysunął je do siebie. A z nim oczywiście i Iseult. Nie czekając na jej reakcję objął ją ramieniem.
- Im dalej siedzisz... tym więcej uszu podsłucha naszą rozmowę... -szeptał jej to do ucha. Tylko oni wiedzieli co robi, dla innych w karczmie wyglądało to tak, jakby niekoniecznie rozmawiali, a raczej zajmowali sie czymś przyjemniejszym. - Słyszałem, że im większą zapłatę dostaniesz, tym więcej jesteś w stanie uczynić, tak? Jak to się ma do... odbierania życia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Pią Sie 09, 2013 9:11 pm

Uśmiechnęła się kącikiem ust. Wyglądał przyjemnie, może nie przeciętnie, ale całkiem miło. Tacy ludzie, z doświadczenia Iseult byli najgroźniejsi. Jednak nie jej oceniać klienta, jej tylko wykonać usługę najlepiej jak tylko umie. Przypatrzyła mu się dokładnie, bo jednak warto pamiętać twarz zleceniodawcy. Ta akurat łączyła w sobie kontrast siły i przemęczenia, co ją zastanowiło. Kim był ten człowiek i co robił? A "coś" robić musiał lub zamierzał, skoro zdecydował się zatrudnić blondynkę. Miała nadzieję, że choć trochę odsłoni rąbka tajemnicy, ale nie zamierzała sama o nic pytać. Chyba, że dotyczyło to bezpośrednio zlecenia. W bezruchu, który trwał może z sekundę zatrzymały ją jednak jego oczy. Dopiero teraz właściwie spostrzegła jego wzrok. Nie wiedziała czemu, ale jej pierwszym skojarzeniem była stal miecza. Zaczynało się ciekawie, nie mogła zaprzeczyć.
- A do butelki dorzuć ogórki czy raz jeszcze tego królika. Chce stąd wyjść o własnych siłach! - dodała ze śmiechem, długo ćwiczonym trzeba przyznać.
Coś w niej odetchnęło z ulgą, że nie był to jednak osobnik przypadkowy. Powoli zaczynała czuć adrenalinę, która towarzyszy pertraktacjom. Było to niezmiernie przyjemne dla niej uczucie. Nie spojrzała na karczmarza, ale słyszała jego oddalające się kroki. Mieli niedużo czasu, może ze trzy do pięciu minut. Potem na pewno ktoś będzie się obok nich kręcił.
Siła, z jaką jej przyszły zleceniodawca przysunął krzesło, zaskoczyły ją i sprawiły, że 'zatoczyła' się na niego. Całą sobą powstrzymała się od sięgnięcia po ostrze, ale na szczęście odruch nie wygrał. Ciekawa była, czy tego nie pożałuje później. Kiedy objął ją ramieniem, ona jedną swoją rękę zarzuciła na jego bark, a drugą położyła mu na karku. Iseult nie musiała potwierdzać, miał absolutną rację.
- W porządku. - powiedziała krótko, jakby komfort rozmowy był w tym momencie czymś istotnym. Raczej ani jedno, ani drugie nawet nie zwróciło na to uwagi.
- Słyszałeś dobrze. Lecz jeśli chodzi o odbieranie życia, cena jest zależna od osoby, którą trzeba zabić. - także szeptała mu do ucha. Przelotnie spojrzała na Khaela. - Nie pytam o powody, chyba, że sam uznasz, że należy mi je podać. Zapłata po robocie, ale wysokość teraz. I oczywiście, kto i gdzie mogę tą osobę znaleźć.
Zamilkła na niedługą chwilę, wplatając bezwiednie palce w jego potargane włosy. Musiała wiedzieć trochę więcej niż zwykle, bo nie była pewna czy jej młodego podopiecznego zostawić w zajeździe czy jednak pozwolić mu przekonać się jakie jest życie. W sensie, że życie z nią. Musiała szybko zdecydować.
- Jeśli masz jakieś ewentualne życzenia co do tej śmierci, nie wiem, sposób czy miejsce, mów od razu. Mów wszystko, co powinnam wiedzieć. Ale masz rację co do uszu, więc mów skrótem. Mam dobrą pamięć
Owszem, miała taką. Miała też coraz większą ochotę na wykonanie zadania. Cóż, pracoholikom ciężko się żyje w tych czasach.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Sob Sie 10, 2013 2:46 am

Obserwował uważnie ruch Iseult, żałując, że sam nie może jej wyręczyć. Nie wiedział czemu, ale ciągnęło go do tajnych rozmów, do których mają dostęp nieliczni. Taki fakt daje pewną siłę i uczucie wyróżnienia. A może zwykła ciekawość ? Miał chociaż nadzieję podsłuchać cokolwiek, jednak mężczyzna wybrał dobrze miejsce. Nie dość że oddalone od wszystkich, to jeszcze niezbyt ciche rozmowy nie pozwalały żadnemu słowu opuścić ich stolik. W takich momentach żałował że nie umie czytać z ruchu warg. Powoli z braku innych zajęć kontynuował przyniesiony posiłek, popijając trunkiem. Prawdę powiedziawszy przyzwyczaił się już do tego smaku, a sama potrawka z królika nie należała do najgorszych. Jeśli by się przypatrzył, mógł zauważyć nawet pewne składniki. Może miał po prostu za mało zaufania do takich karczm ? Jakby tak się zastanowić, życie z Iseult nauczyło go by nie ufać prawie niczemu. Ostatnio coraz bardziej się do tego przekonuje. Już zazdrościł dla kucharza, że temu udało się pozostać w zasięgu rozmowy, jednak nie cieszył się tym przywilejem zbyt długo. Na ustach chłopaka pojawił się cień uśmiechu. Już miał powrócić do posiłku, gdy kątem oka zauważył gwałtowny ruch. Krzesło razem z Iseult zostało gwałtownie przysunięte, i mógł sobie rękę uciąć, że była tym zaskoczona. Już miał sięgać po łuk, nawet położył na nim lewą dłoń, gdy sobie przypomniał po co tutaj przybyli. Tym bardziej, że nie wątpił w fakt jakoby Iseult nie umiałaby sama się obronić. Czuł jednak wewnętrzną walkę, na szczęście krótkie spojrzenie przez ramię uspokoiło chłopaka. Musiał się uspokoić. Odetchnął odrobinę i udawał że dalej je, pochylony nad talerzem, jednak dalej obserwując stolik, przy którym teraz przytuleni szeptali sobie coś do ucha. Lewa ręka leżała na kolanie, by jak najszybciej dosięgnąć łuku. Obserwował również innych gości, nie wiedząc czego po nich się spodziewać. -Mam tylko nadzieję, że wiesz co robisz.- mruknął bardziej do siebie, wątpiąc by ta usłyszała. Czy tak wygląda każda jej rozmowa ?
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Nie Sie 11, 2013 1:54 pm

Dobycie łuku w karczmie nie byłoby mądrym posunięciem. Ani w tej, ani w żadnej innej. W zasadzie nie wskazane jest wyjmowanie żadnej broni, w końcu lepiej nie dawać wyraźnych sygnałów reszcie klienteli. Tacy to mogą źle zrozumieć i rzucić się na delikwenta... Ciekawe, czy Iseult byłaby zadowolona, gdyby musiała ratować go z opresji.
Gdy Khael zobaczył dno w swoim kuflu, zupełnie jak Filip z konopii, tak niespodziewanie pojawiła się córka karczmarza z nowym kuflem. Widocznie ojciec polecił jej dolewać młodemu. Karczmarz nie chciał, aby Khael wtrącał się do rozmowy... dorosłych? Oj, być może. Dziewczę nadal było dość spłoszone. Postawiła kufel i ruszyła między stoliki. Krążąc po sali czuła się pewniej, niż gdyby miała stać w jednym miejscu. Nie dajcie bogowie, żeby musiała z kimś rozmawiać.
Po lewej stronie od wejścia, całkiem niedaleko stolika Khaela, trójka mężczyzn grała w kości. Popijali przy tym piwo i wyglądali na całkiem rozbawionych. Gdyby Khael chciał się dołączyć, zapewne znalazło by się u nich miejsce. Tylko czy przyjęliby obcego do swojego grona?
Biedny Khael. Zostawiony w samopas przez Iseult. Z braku zajęcia oglądał jak ona obściskuje się ze swoim klientem. Czy jego pierwsza robota właśnie zaczęła ssać?

- Dzień drogi na zachód od tej karczmy jest stadnina. To jest nasz cel -czy on właśnie powiedział "nasz" cel?- Nie mam zamiaru wysługiwać się nikim, ani udawać, że mam czyste ręce. Ale... pomoc będzie mi potrzebna.
Iseult trafił się zleceniodawca, który chciał być w centrum wydarzeń. Czyżby była to dla niego sprawa osobista?
- To dla mnie sprawa osobista, więcej nie musisz wiedzieć, moja droga.
Nie spytał jej jak ma na imię. Nie ciekawiło go to, w końcu nie zamierzał się z nią zaprzyjaźniać, ani w żaden inny sposób pogłębiać ich relacji. Miano było zupełnie zbędne podczas tego, co planował.
- Chcę, aby wszyscy mieszkający tam ludzie ponieśli śmierć. Ilu ich jest dowiemy się na miejscu. -przerwał na chwilę i uniósł kufel do góry odpowiadając na toast jednego z mężczyzn przy stoliku z kośćmi. Najwidoczniej gratulował mu zdobyczy, którą była Iseult. Uśmiechnął się do niego, mrugnął porozumiewawczo i jakby na zawołanie położył dłoń na jej udzie. Zrobił to na tyle mechanicznie, że Iseult nie powinna poczuć się tym dotknięta.- Pracownicy, służba... oni zachowają życie, o ile nie będą robili problemów. Tak samo nie chcę, aby ucierpiał jakikolwiek koń. A właścicielem...
Urwał, bo oto nadszedł Eustachy. Niósł butelkę bimbru i potrawkę z królika. Chwilę wcześniej miał dużą zagwostkę. Nie miał pojęcia o cho chodziło kobiecie, gdy wspomniała o ogórkach. Miał co prawda ogórki na jednej, czy dwóch grządkach, ale nie wiedział o takim sposobie jedzenia ich. Do bimbru? Takie surowe? Nie wiedząc co z tym zrobić, wybrał po prostu drugą opcję i nalał kolejną miskę potrawki.
- Napitek, strawa... o, miło widzieć, że rodzina jest ze sobą tak blisko -przyjrzał się im uważnie.- [b]To daleka kuzynka jak sądzę. No nic, idę i nie przeszkadzam.
Postawił co miał postawić, wtrącił to, co mu chodziło po głowie i poszedł. Gdyby był trochę chudszy to stukałby kośćmi!
- ...sam się zajmę. Jego zostawimy na sam koniec. -dokończył nieznajomy, gdy tylko Eustachy sobie poszedł.
Rozluźnił nieco uścisk, a chwile później w ogóle ją puścił. Nie musieli udawać takich zaaferowanych przynajmniej przez czas, w którym będzie jadła potrawkę. A potem, to się zobaczy. Pij, pij, Iseult. Będziesz łatwiejsza.
Wzrok nieznajomego padł w końcu na Khaela. Wydał z siebie niezadowolony pomruk.
- Ten smarkacz jest z tobą?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Czw Sie 22, 2013 3:04 pm

Choć jej wzrok wędrował po blacie stołu, natarczywie przesuwał się po każdym z dębowych słoi, wyłapywał ciemniejsze bruzdy i krople wody, które zostały po ostatnim przeczyszczenia go przez karczmarza, Iseult uważnie słuchała słów Teda. Wszystko co mówił, ona poddawała wizualizacji, już teraz starając się stworzyć jakiś plan działania. Owszem, zdziwiła się trochę, kiedy powiedział, że idą razem. Zazwyczaj zleceniodawcy nie chcą ryzykować, zostawiają powodzenie zadania w jej rękach. A tu proszę, nie tylko, że idą we dwójkę, to jeszcze według jego planu. Miała jedynie asystować. Nie była skora do wdawania się w polemikę z człowiekiem, który miał jej zapłacić, jeżeli chciał sam dokonać zemsty czy o co mu tam chodziło, to w porządku, blondynka oczywiście mu pomoże. Skinęła lekko głową, kiedy potwierdził, że jest to dla niego sprawa osobista.
- Nie pytam o powody. Jednak wolałabym wiedzieć ile mniej więcej będzie tam osób. Czy będą jacyś zbrojni, czy tylko wieśniacy z widłami. Czy może jedziemy zrobić rzeź na dzieciach... - tu przez chwilę jej oczy zmrużyły się niebezpiecznie, ale trwało to moment. - Służba zazwyczaj jest wierna swoim panom, jeśli ci dobrze ich traktują. Istnieje jednak szansa, że sami nam ich wydadzą. Jeśli nie, to musimy ich przerazić na tyle, by się nie mieszali. Koni, spokojnie, nie ruszam.
Blondynka także zamilkła, a na jej twarzy wykwitł uśmiech, który powodował u większości mężczyzn ciarki. Nie zwróciła uwagi na rękę Teda, tę chwilę wykorzystała na zlustrowanie sytuacji Khaela. Wiedziała, że dzieciak jest porywczy i czasem źle interpretuje sytuacje, ale - do cholery! - zostawiła go na niecałe 10 minut samego. Co on mógł w tym czasie narozrabiać? Nie komentowała słów karczmarza, stwierdziła, że nie wniesie to zbyt dużo do jej aktualnego zajęcia. Wzięła łyżkę między palce i obróciła nią kilka razy.
- Twoja wola. To ma być równa walka, czy chcesz go po prostu zabić? - spytała, chwytając zgrabnie łyżkę. - Wiesz, że przy tym pierwszym wariancie możesz sam zginąć? A wtedy nici z mojej zapłaty...
Bardziej, by zająć czymś ręce niż z rzeczywistego głodu Iseult nabrała parę łyżek strawy do ust. Wypiła jeszcze jedną szklanicę i postawiła ją do góry nogami na stole. Nie zamierzała pić więcej alkoholu, skoro prawdopodobnie niedługo wyruszą. Ale potrawki jeszcze trochę zjadła.
Kiedy spytał o 'smarkacza', kobieta jak gdyby nigdy nic, odpowiedziała:
- Tak, jedzie do wujostwa. Zapłacili mi, by dojechał cało. Głupie to, ale dobrze strzela z łuku. Przynajmniej mamy co jeść na wieczór w drodze.
Spojrzała na niego już poważnie, odsuwając od siebie jedzenie. Odetchnęła głębiej i przeczesała palcami włosy.
- Kiedy jedziemy?
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Czw Sie 22, 2013 5:52 pm

Zdjął rękę z łuku i położył ją obok prawie pustego talerza. Nie był pewny, a może mu tylko się zdawało, ale nagle jakby trochę napięcia uciekło z małej salki gospody. Spojrzał jeszcze raz na swoje narzędzie i stwierdził że nie potrzebnie tak się z nim obnosi. Bał się pomyśleć, co by było, gdyby nie opanował się i jednak podniósł swój łuk z ziemi, nawet odruchowo. Potrząsnął głową próbując wyrzucić ponure scenariusze i skupił się na czym wielce pogodniejszym. Wsunął jedną łyżkę potrawki do ust i skupił swój wzrok na córce karczmarza. Oczywiście nie umknęło jemu jak szybko i sprawnie napełniła jego kubek. Postanowił spróbować jeszcze raz "zwabić" ją do swojego stolika. Wypił jednym pociągnięciem całą zawartość kufla, czekając aż ta do niego podejdzie. W czasie oczekiwania na dziewczynę żałował że nie ma żadnego doświadczenia w rozmowach czy zalotach w kierunku płci przeciwnej. Co prawda, chłopak miał styczność prawie cały czas z jedną przedstawicielką płci pięknej, jednak wątpił aby każda dziewczyna, czy kobieta była choć trochę podobna do niej. Gdy już dziewczyna podbiegała by napełnić kufel, chłopak rzucił prędko w jej kierunku parę słów. -Zechcesz może usiąść obok, dotrzymać mi towarzystwa ?- Obejrzał się dookoła siebie, bardziej dla pokazu, bo wiedział i tak co już znajdzie. -Jak widzę, masz mało pracy i chyba nic się nie stanie, prawda ?- Do swojej prośby, dodał szczery uśmiech, traktując to za pewny eksperyment, co jest przydatne w takich sytuacjach. Co chwila jednak jakby od niechcenia, przebiegał wzrokiem po stoliku w którym siedziała jego opiekunka. Nie mógł zapomnieć o celu w jakim tutaj zawitali w pierwszej kolejności.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Pon Sie 26, 2013 1:12 am

MG

- Nawet gdybym chciał nie będzie to równa walka. Ten skurwysyn zrobi wiele, gdy ma czyjeś ręce do dyspozycji. Ale sam? Parszywy tchórz prawdopodobnie nie będzie w stanie mocno złapać broni... -Nie zrobiło na nim żadnego wrażenia, że mógłby zginąć. Ba, nie dopuszczał do siebie takiej myśli. Nie po to miał zamiar wynająć Iseult, żeby teraz ginąć. Plan był zupełnie inny.
- Co zrobisz z ludźmi to już twoja sprawa. Zabij, wypuść, ukołysz do snu i ciepło otul... to mnie zupełnie nie obchodzi. Masz w tej sprawie wolną rękę, ale to już mówiłem. Jeśli zaś chodzi o rodzinę... kobieta, dwóch chłopców, dziewczynka i...on.
Mężczyzna dopił swoje piwo. Wlał w siebie pół kufla, opróżniając go do pusta. Rozejrzał się po pomieszczeniu, ale nic się nie zmieniło. Nikt nie zmienił swego miejsca, nikt nie zachowywał się dziwnie. Zupełnie jakby życie zwalnia ło w tym miejscu. Może zwalniało?
- Trochę czasu minęło, teraz pewnie są całkiem sprawni w walce. To nawet lepiej. Widząc ich porażkę, może tatusiek chętniej chwyci za broń i stawi mi czoła. Jeśli to go nie przekona, to może oglądanie żony i córki coś w nim roznieci...
Jak widać, nie był złym człowiekiem. Nie chciał zabić wszystkich, ot tylko jedną rodzinę. Czy jest ktoś taki, kto chociaż raz nie pomyślał o morderstwie? Ha! A że on po prostu może coś z tym zrobić...
Zamilkł na jakiś czas. Zastanawiał się przez chwilę, czy powiedział wszystko, co było potrzebne. Ale czy aby na pewno?
- Nie obawiaj się o zapłatę. Nie sądzona mi śmierć w najbliższym czasie. A co, jeśli smarkaczowi coś się stanie? Nie wygląda na wprawionego w boju. Dobrze strzela? Do ludzi, żeby zabić, czy do worka, żeby poćwiczyć?
Nie wyglądał na zachwyconego wizją targania ze sobą dzieciaka. Oczywiście jeśli taki dzieciak nie miałby być przynętą lub żywą tarczą. Nie był też przekonany co do jego umiejętności. Zmarszczył brew i zacmokał z niezadowoleniem.- To jednak twój wybór. Nie obejdzie mnie gdy coś mu się stanie, więc sama go pilnuj. Wyruszyć możemy nawet za chwilę, ale powinniście się jednak najpierw przespać.

Ruda nie była przekonana do pomysłu Khaela. Przyszła co prawda do jego stolika, bo wypił swoje piwo, ale nie wiedziała, że zagoni ją w kozi róg bez możliwości ucieczki. Nie mogła powiedzieć, że ma dużo roboty, bo sam widział jak leniwie płynął ten dzień. Wydawał się być całkiem przyjaźnie nastawiony, dlatego nie wiedziała, czy słowa ojca, który zabronił jej zadawać się z takimi typkami, nadal są prawomocne. W ogóle nie wiedziała co ma myśleć. Spanikowała i kompletnie nie wiedziała co zrobić. Uciec, czy zostać? Schować się na zapleczu? Nie przywykła do rozmów z osobami w jej wieku i na dodatek takimi, którzy przyjechali z daleka. Aż usiadła z tego wszystkiego.
Tak, usiadła przy stoliku. Nie bolało.
- Nie, nic się nie stanie -przytaknęła traktując to jako obietnicę. Miała dotrzymać towarzystwa, tak?- Jedziesz z daleka, ser? Co cię tu sprowadza? Zabawisz tu dłużej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Pon Sie 26, 2013 11:17 am

Przygryzła wargę, jakoś tak machinalnie. Do tej pory rzadko zdarzało jej się słuchać jak to ktoś inny mówi o zabijaniu, nawet jej podobni jej łowcy głów niewiele o tym mówili. Tam było to normalne. Jak rozmowa o pogodzie czy jedzeniu, przynajmniej tak ona to postrzegała. Czasem chyba zapominała, że nie tylko płatni zabójcy zabijają ludzi. Przesunęła beznamiętnie wzrokiem po Tedzie.
- W porządku. Zemsta najlepiej smakuje na zimno, pamiętaj... - na jej twarzy znów pojawił się grymas, który miał naśladować uśmiech. Cholera, to nie jest takie proste! - Skoro się na to decydujesz, to wiesz jak to jest mieć krew na rękach.
Właściwie nie dbała o to, czy on kiedyś kogoś zamordował czy nie. Przypuszczała, że owszem, ale znała też ludzi, którzy nie wytrzymują presji i sumienie z czasem doprowadza ich do obłędu. W każdym razie ona miała zamiar być tylko jego drugą parą rąk do wykonania zadania. A takie zaangażowanie z jego strony było całkiem motywujące do działania. Ah, ten pracoholizm.
- Co z nimi zrobię, to się okaże na miejscu. - tylko w taki sposób skomentowała kwestię ludzi spoza rodziny. Podążyła spojrzeniem za jego wzrokiem. Tak, to miejsce zaginało poczucie czasu i rzeczywistości. Było jakby wyjęte spod ich reguł. Trochę dziwne uczucie. Po chwili milczenia wymówiła parę innych słów.
- Może i tak. Śmierć dzieci czy żony może wywołać furię... albo wręcz odwrotnie. Ale to już twoja rzecz. - co prawda, Iseult rzadko zabijała aż tak bezbronne istoty, po prostu nie widziała w tym żadnego konkretnego celu. Jednakże, kiedy musiała, to wykonywała polecenie. Tu nie ma miejsca na sentymenty, współczucie w tym świecie jest równoznaczne z samobójstwem. Ten, kto myśli inaczej, jest albo głupcem, albo bogatym głupcem.
Westchnęła i spojrzała w sufit, po czym przymknęła oczy. Tak, wiedziała, że Khael może być irytujący w czasie wykonywania misji, ale wiedziała także, że mógłby jej się przydać - chociażby jako przynęta. Nie sądziła jednak, że zleceniodawca sam może chcieć wziąć udział w zadaniu. A to zmieniało trochę spojrzenie na sytuację. Czy dzieciak da sobie radę?
- Nie zmuszę go, ani nie powstrzymam przed wyruszeniem z nami - powiedziała, a właściwie to warknęła. - A o jego wprawie możliwe, że się przekonamy już niedługo. Ja mam go dowieść tylko w cało... znaczy, w jednym kawałku. - popatrzyła na Teda, w taki sposób, że oczywistym było jak bardzo dba o "całość" dzieciaka. W prawdzie, dbała o nią. Ale na swój własny sposób.
Na zezłoszczone oblicze Teda zareagowała łagodniejszym spojrzeniem. Działało ono zazwyczaj uspokajająco na pracodawców, cóż bowiem może się stać złego, skoro najemnik się nie denerwuje?
- Daj mi parę godzin, a potem możemy ruszać. Nie ma na co czekać w takim razie... - wstała z krzesła i odwróciła się od Teda. Obejrzała się jednak przez ramię, tak, że widział jej profil. - Jeśli dalej będziesz tak zmotywowany, to nie powinno być większych problemów.
Miała nadzieję, że Ted zajmie się wszystkim, kiedy ona będzie zbierać siły i myśli. Konie, jakiś prowiant, ewentualne pytania. Ale to już nie było jej zmartwienie. Ono znajdowało się dzień drogi na zachód.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Pon Sie 26, 2013 12:15 pm

Chłopak mając w pamięci jak szybko dziewczyna obsłużyła jego stolik, szczerze powiedziawszy wątpił w swoje zdolności. Mógłby nawet przysiąc, że dziewczyna odmówi. Już wymyślał jakich wymówek mogła użyć. Może ojciec potrzebowałby jej pomocy, jakiś klient potrzebował uzupełniania kufla albo po prostu zwykłe "jestem zajęta". Wielce się zdziwił widząc że dziewczyna waha się chwilę i w końcu zasiada naprzeciwko niego. Musiało to wyglądać komicznie zboku, zarówno na twarzy dziewczyny jak i chłopaka maluje się paleta emocji, od zaskoczenia do zmieszania kończąc na niepewności. Kheal potrząsnął lekko głową próbując przyprowadzić się do porządku, zostawiając na swojej twarzy wymalowany uśmiech. -Nie musisz do mnie mówić per ser, to na dobry początek. Jestem zwykłym chłopakiem i miło było mi gdybyś zwracała się do mnie imieniem, Khael.- Chłopak postanowił od razu się przedstawić, by nadać trochę tej rozmowie luźnych tonów. Ostatnią rzeczą jaką chciał, to udawać jakiegoś wysoko urodzonego albo rycerza. Czuł się nieswojo w ogóle myśląc, że mógłby należeć do którejś z tych grup. -Jesteśmy tutaj tylko przejazdem, wstąpiliśmy tutaj tylko na nocleg i na posiłek. - Skinął głową na wpół dojedzony posiłek i dodał nieśpiesznie. - A muszę powiedzieć że posiłek jest o wiele lepszy niż się spodziewałem, proszę o wybaczenie. Po prostu wolę sam przyrządzać sobie jedzenie i polować na nie. Jeszcze raz proszę o wybaczenie.- Teraz, kiedy już siedziała obok niego, mógł przyjrzeć się jej twarzy, bez udawania że patrzy gdzie indziej. Starał się by jego wzrok nie schodził niżej, co było dość trudne. Chcąc szybko zmienić temat rzucił w stronę dziewczyny. -Razem z ciotką jedziemy w do dalekiej rodziny. Akurat tak wyszło, że wasza gospoda znalazła się pod ręką.- Chwilę chłopak zastanawiał się nad pytaniem, jakie mógł zadać próbując wybrać najbardziej odpowiednie. -Rozumiem, że zajazd należy do twojego ojca tak ? Czy może tylko tutaj pracujesz ?- Kątem oka zauważył, że Iseult właśnie wstała. Postanowił poczekać na jej znak, a do tego czasu nic się nie stanie, jak jeszcze chwilę porozmawia z rudowłosą.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Pią Sie 30, 2013 12:05 pm

MG

Dziewczyna słuchała Kheala nieco zakłopotana. Co prawda goście często proponowali jej, aby usiadła z nimi, ale zazwyczaj byli starsi i wiele bardziej pijani. Może dlatego usiadła z chłopakiem?
- Tak, ser. K...Khael, ser. -nie potrafiła nie dodawać spożywczych odwołań. To było w nią tak  wbudowane jak kłanianie się lordom. Jak płacenie podatków. Jak roznoszenie napitków. A może po prostu lubiła sery?
Skinęła glową i zarumieniła sie, gdy powiedział o jedzeniu. Może i nie była zbyt mądra, aledomyśliła się, że ojciec rozpowiadał gościom o jej potrawce. Zawsze tak robił.
- Ano, prowadzimy go z tatulkiem -przytaknęła młodzieńcowi, a zaraz też dotarły do niej inne jego słowa.- Nocleg? Zostaniecie na noc, ser? To znaczy Khael, ser? To ja muszę tatuśkowi powiedzieć, co by... a lepiej sama pójdę przygotować.

Rozmowa z dziewczyna akurat zbiegła się w czasie z momentem, w którym Iseult wstała. To samo zrobił Ted.
- Dobrze. Przygotujcie się, poplotkujcie, rozdzielcie zadania, czy co tam jeszcze musicie razem zrobić. Gdy będziecie gotowi, zapytajcie o mnie Eustachego. Będzie wiedział, gdzie macie mnie szukać -Teddy odparł niczym rasowy npc i po prostu wyszedł z karczmy. Czy miał coś do przygotowania? Z pewnościa tak. Iseult nie powinna się martwić o prowiant czy odpowiedni sprzęt. Nie, powinna raczej martwić się o Khaela, o ile miała taki zamiar.
No, dostali chwilę czasu. Czy już nadszedł czas, aby wyjaśnić młodemu czym dokładnie zajmuje się Iseult?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Pon Wrz 02, 2013 11:46 am

Blondynka popatrzyła na mężczyznę i skinęła głową. Gospodarz jak widać wiedział sporo o swoich klientach. Ciekawe co oni wiedzieli o nim? W każdym razie wstała i skierowała się w stronę Khaela. Zmarszczyła brwi, kiedy zobaczyła, że z kimś rozmawia. A tym kimś była jeszcze córka gospodarza. Westchnęła bezgłośnie, mając nadzieję, że on nie jest jednak całkowicie bezmyślny. Tak czy siak, przyspieszyła kroku. Kiedy była już przy chłopaku, spojrzała na niego groźnie. Było to co prawda spojrzenie najczęstsze u niej, ale wiedziała, że jest skuteczne na większą część ludzi, z którymi przebywała. Całkowicie beznamiętnym spojrzeniem odprowadziła dziewuszkę, która dość szybko zniknęła.
- Więc? - spytała tylko, ale to jedno słowo było niczym szczęknięcie miecza o miecz. Oczywiście miała na myśli przebieg jego rozmowy. Choć swojej nie miała zamiaru mu opowiadać ze szczegółami, stwierdziła, że jednak coś powiedzieć mu trzeba. Z doświadczenia wiedziała, że język aluzji i niedomówień często kończy się czyjąś śmiercią.
- Idziesz ze mną, czy zostajesz tu? - dodała po chwili milczenia. Nie zamierzała go do niczego zmuszać, wolała, żeby to była jego decyzja. - Od razu mówię, że nie wiem, czy wrócę po ciebie. - uśmiechnęła się krzywo.
Owszem, była taka możliwość. Nikt nie wie kiedy umrze. No, chyba, że sam ma ochotę się zabić, ale to inna kwestia. Pomimo tego, że Iseult umiała sobie poradzić, nie mogła w stu procentach zapewnić bezpieczeństwa młodemu.
- Wiesz kim jestem, Khael, prawda? - zapytała, patrząc na niego bez mrugnięcia okiem. - Domyślasz się, co tu robię? A właściwie, to "robimy". Nie wiem czy jesteś gotowy, by mieć czyjeś życie na sumieniu. I krew na rękach. - mówiła cicho, ale jej głos ani przez chwilę nie drgnął. Było w tych słowach coś okropnie smutnego. Może sam ich wydźwięk? Jednak Iseult nie wyglądała na smutną, raczej na zamyśloną. Od czasu do czasu patrzyła, czy karczmarz lub jego córka nie idą w ich stronę.
- Masz wybór, ty nie musisz tak żyć. Ani ginąć. To co ja robię, jest jak rzucanie monetą. Nie wiadomo co wypadnie, życie czy śmierć. - odruchowo złapała rączkę noża i ścisnęła ją mocno. Popatrzyła potem na nią ze zdziwieniem, jakby nie miała pojęcia skąd ona się wzięła w jej dłoni. - Lecz każde imperium kiedyś upadnie... - te słowa same nasunęły jej się na język. Możliwe, że kiedyś gdzieś je usłyszała, a teraz odbiły się echem w jej głowie.
Przeczesała dłonią włosy i wstała. Teraz decyzja należała do chłopaka. Ona się dostosuje do niej po prostu. I przekonamy się, co los komu przeznaczył.
- Jeśli będziesz chciał jechać mimo wszystko, to idziemy odpocząć. Jeśli będziesz miał jakieś pytania, to odpowiem. Jeśli się rozmyślisz, to rozumiem. Ale lepiej już z nikim nie rozmawiaj.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Sro Wrz 04, 2013 6:44 pm

Khael nigdy nie musiał próbować podtrzymać rozmowę. Zawsze sądził, że przychodzi to naturalnie, ale nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo się myli. Czuł, że dziewczyna siadając pragnie znaleźć się gdzieś indziej, a najlepiej gdzieś, gdzie nie ma nikogo. Przynajmniej nikogo nieznajomego, jak próbował sobie wytłumaczyć tą sytuację. Próbował wymyślić coś ciekawego, a zarazem żartobliwego, co mogłoby pomóc dziewczynie się odprężyć, jednak nic nie przychodziło mu do głowy. W końcu dziewczyna wstała i odeszła, co przyjął zaskoczony z lekką ulgą. Odwrócił głowę, a jego wzrok padł na coraz bardziej zbliżającą się Iseult. W jednym momencie, jak za skinieniem czyjejś dłoni, całe rozmyślenia zostały wyparte czymś o wiele ważniejszym i poważniejszym. Czyżby widziała, że nie przypatrywałem się uważnie ich rozmowie ? I tak by nic nie mógł zrobić, a słyszeć ich rozmowy tym bardziej nie mógł. Cóż, mam nadzieję, że zdaje sobie z tego sprawę. Krótkie pytanie zbył prostym wzruszeniem ramion. Ostatnie co teraz chciał, to składać jej sprawozdanie z kilku słów wymienionych z dziewczyną. W końcu przyszedł czas na cięższą część rozmowy. Odgrywał jej różne scenariusze w swojej głowie, ale ile by się nie starał, nigdy nie potrafił znaleźć odpowiedzi. A nawet jak już ją znalazł, to nie wiedział czy jest ona tą dobrą. Teraz już nie miał czasu na rozmyślania. Spojrzał jej w oczy, od dłuższego czasu wędrując nim bez celu. Nie zaskoczyło go jej spojrzenie. Prawdę powiedziawszy, rzadko ono opuszczało twarz kobiety, gdy przebywała z nim czy to w obozie, czy w innym miejscu. Już dawno przestał się zastanawiać jaka historia kryje się za tą maską. Odetchnął głęboko i odpowiedział cicho, jakby ktoś miałby ich podsłuchać. -Domyślam się.- zrobił przerwę, jakby po długiej wypowiedzi. Odetchnął i zbierał swoje myśli, jakby przygotowywał odpowiedz na miejscu a nie myślał o niej przez ostatnie miesiące. -Sam nie wiem czy będę do tego zdolny, ale chyba nigdy się nie dowiem, jeśli nie spróbuje, tak ?- musiał wykorzystać wiele więcej sił, by jego głos się nie złamał ani razu. Sam się zaskoczył jak spokojnie mówił o tym. Może dlatego że sam dokładnie nie wie czego oczekiwać, albo próbował odeprzeć od siebie myśl, do czego próbuje się przyłączyć ? -Najlepiej jeśli sama zdecydujesz czy dam radę- Z drugiej strony, po raz pierwszy dała mi wybór, bym mógł odejść. Ale co to znaczy dla mnie ? Odejść ale gdzie ? Czym się utrzymam ? Owszem, potrafię polować i dość dobrze strzelam z łuku, ale wszystko inne kosztuje. Chłopak co raz więcej miał wątpliwości co do dołączenia do Iseult. Co gorsza, chłopak był trochę zły na siebie, że dopuścił do siebie takie wątpliwości.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Czw Wrz 26, 2013 1:36 pm

Ona nie lubiła niejasnych sytuacji. Starała się nigdy nie dopuszczać do jakichkolwiek nieklarowności. Jej świat dzielił się na czarne i białe, na szarości nie było tu miejsca. Bo tu wystarczyłaby jedna chwila, jedna sekunda, nieostrożne odwrócenie wzroku, by ktoś już więcej nie oglądał błękitu nieba. Więc trochę zdziwiło ją, że w pewien sposób przejmuje się losem dzieciaka. Znaczy, daje mu wybór, nie skazuje go na takie życie, jakie ona musiała prowadzić od najmłodszych lat. Nie narzuca mu stylu bycia, który w pewnym momencie doprowadzi go do autodestrukcji. Każdego doprowadza, nie da się zabijać ludzi bez żadnego obciążania sumienia. Nawet jeśli uważa się, że robi to żadnego wrażenia, w pewnym momencie to uderza... Znała takich ludzi. Wariaci. Samobójcy. Potwory. Ona zaakceptowała taką przyszłość, bo wątpiła, by jej dożyła. Ale czemu na taki sam los ma skazać kogoś innego? Jeśli już zechce, to niech to będzie jego decyzja. Jej spojrzenie, którym normalnie dałoby się rąbać drwa na opal, nagle stało się inne. Jakby jednak zaskoczenie przedarło się jakimś cudem przez mury obronne. Przez moment nie wiedziała co powiedzieć, jednak w końcu uśmiechnęła się krzywo, a jej oczy na powrót nabrały kpiącego wyrazu.
- Póki kogoś nie zabijesz, to się nie przekonasz czy jesteś do tego zdolny? Brawo, wspaniałe rozumowanie. Czysty geniusz od Ciebie bije. - wycedziła. - To nie będzie polowanie na zające. Tylko na ludzi. Możliwe, że na dzieci... takie jak Ty - popatrzyła na niego uważnie.
Westchnęła głośno i długo, swobodnie opuszczając ramiona. Jedną dłoń oparła na rękojeści, drugą na udzie. Oblizała wargi, które były suche od dłuższego czasu. Wiedziała, że musi choć trochę odpocząć przed podróżą, jednak chciała wyjaśnić tę kwestię z Khaelem.
- Nie podejmę za Ciebie takiej decyzji. Potem zrzuciłbyś na mnie odpowiedzialność... zresztą, sama bym ją wtedy na siebie narzuciła. Jeśli nie jesteś gotowy, to nie jedź ze mną. Jeśli chodzi o mnie, to myślę, że dałbyś radę. Ale nie wiem co potem - Iseult przymknęła oczy.
Chciała wyostrzyć zmysły. Nic tak w tym nie pomaga, jak pozbawienie się 'głównego' z nich. No, ewentualnie trochę krótszy sen też jest pewnego rodzaju pomocą w wyraźniejszym odbiorze wrażeń.
- Ja Khael, jestem zabójcą od małego. Dla mnie to normalne. Ale dla Ciebie nie musi takie być... - uchyliła delikatnie powieki i spojrzała na niego kątem oka. - Ty nie musisz zabijać. Chyba, że uznasz, że kiedyś Ci się to przyda... do czegoś... - dodała, a właściwie wymruczała ostatnie słowa. On nie wiedział kim jest, skąd jest, dlaczego jest z nią. I dał szybko za wygraną, zgodził się nie pytać o nic, jeśli ona kiedyś mu wyjawi prawdę. Gdyby to blondynka była na jego miejscu, to ci, którzy by ją tak urządzili, nie przespali by spokojnie ani jednej nocy.
Poszukała wzrokiem gospodarza i skinęła na niego. Była prawie pewna, że on tylko czeka na jej znak, by zaprowadzić ją i ewentualnie chłopaka do miejsca, gdzie mogą odpocząć. Popatrzyła pytająco na dzieciaka.
- Więc jaka odpowiedź?
Powrót do góry Go down

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   Pią Lis 22, 2013 10:02 pm

/ Królewska Przystań - dziedziniec

- To miejsce doprowadza mnie do szału. - stwierdził pod nosem, podrzucając w dłoni precyzyjnie wyważony sztylet. - Mam wrażenie, że śmierdzę, moje łachy cuchną zgnilizną, a miecz pokrywa brudny nalot. Niedługo zapomnę, do czego służy. Według niektórych pewnie do dłubania w zębach. Zdajesz sobie sprawę, w jak beznadziejnej sytuacji nas postawili?
- W chujowej, panie. - mruknął cicho Hazer. Miał szczupłą, inteligentną twarz i oczy o barwie czystego nieba. Długie, sięgające do linii szczęki ciemne włosy zaczesywał do tyłu. Mógłby być bękartem Baratheonów - i bogowie wiedzą, czy rzeczywiście nie był. Maegor nie dbał jednak o pochodzenie swoich… współpracowników. Bękart, czy nie, wiedział, że wroga należy dźgać ostrym końcem miecza… i to na razie wystarczało.
- Jego wspaniałe, nowe królestwo! - Targaryen ścisnął palcami skronie. - On oszalał. Wkrótce udławi się własnym dostojeństwem. Mój żałosny, próżny brat! - Smok podrzucił w dłoni sztylet, jakby zastanawiając się, w czyją pierś go wbić - na całe szczęście (albo i nie) ostatecznie ucierpiała drewniana ława, na której obecnie mościł swe książęce cztery litery Maegor. Ostrze z głuchym uderzeniem wbiło się w drewno i tam zostało, strzelając w górę srebrną rękojeścią zaskakująco mocno przypominającą palec umarlaka wystający z kurhanu.
- Słyszałeś, że jako dziecko kazał się nazywać Prawicą Siedmiu? Według mnie „proteza” brzmiałaby trafniej. - uśmiech Targaryena poszerzył się nieznacznie, gdy Hazer docenił zgryźliwą uwagę Smoka i z trudem powstrzymał rozbawione prychnięcie. Maegorowi nie było jednak do śmiechu. Aerys pozbył się go z Westeros, bo przed śmiercią ojca i objęciem Żelaznego Tronu trząsł się ze strachu na samą myśl o tym, że jego młodszy brat siedzi na Smoczej Skale i czeka na choćby najmniejsze potknięcie dziedzica tronu…
Hazer westchnął. To, co powiedział Targaryen, było prawdą, ale nie pozostawało nic innego, jak zacisnąć zęby i przetrwać. W międzyczasie książę Dragonstone wysączył ostatnie krople wina z trzymanego w ręku kielicha i nachylił się, żeby sięgnąć po stojący na stole dzban.
- Hej! - krzyknął swym ochrypłym i niemal bezdźwięcznym głosem, który przypominał plusk kamieni wrzucanych do podziemnego jeziora. - Dzbanek jest pusty! Czy mi się zdaje, czy rzeczywiście widzę dno?!
Z głębi karczmy natychmiast wyłoniła się mała, przerażona dziewka, przechylona pod ciężarem pokaźnego gąsiora.
– Racz wybaczyć, panie – jęknęła płaczliwie. - Racz wybaczyć. - w jej oczach błysnęły łzy. Zaczęła niezgrabnie napełniać dzbanek. Maegor zmełł w ustach przekleństwo i odprawił ją ruchem ręki.
- Sam to zrobię. - powiedział ze znużeniem. - Inaczej niechybnie mnie oblejesz i będę musiał rozbierać się przy połowie Reach. - dziewka karczemna ukłoniła się i uciekła, zupełnie jakby widok półnagiego Targaryena budził w niej najwyższy stopień przerażenia. Wino miało cierpki smak i zdecydowanie należało do gatunku popularnie zwanego cienkuszem. Smok krzywił się, odprowadzając wzrokiem pospiesznie drepczącą dziewczynę. Hazer miał przed sobą ostry profil dowódcy. Nie po raz pierwszy przeszło mu przez myśl, że nie chciałby zmierzyć się z nim w otwartej walce. Maegor spokojnie sączył wino. Jasne włosy opadały na zmarszczone czoło. W pociągłej twarzy płonęły głęboko osadzone, lawendowe oczy. Ich spojrzenie, a także gardłowy głos, który czasem przechodził w nieprzyjemną chrypkę, potrafiło wywołać ciarki na plecach najbardziej pewnych siebie. Teraz fiołkowy wzrok wpatrzony był w brudną szybę, za którą widniał Różany Trakt, zaś usta rozciągały się w uśmiechu.
- Spójrz za okno. - polecił spokojne Targaryen towarzyszowi, wpatrując się w poruszający się na horyzoncie punkt. Hazer wbił wzrok w okno, wpatrując się w jasną wstążkę drogi.
- Nasz zwiadowca? - ciemne brwi podjechały nieznacznie do góry. Wojownik po chwili skierował na dowódcę spojrzenie, który ożywił się nieznacznie, podobnie zresztą jak reszta kompanii przed karczmą.
- Myślisz, że bogowie wysłuchali naszych modłów, panie? - zapytał cicho Hazer, idąc za przykładem Maegora i wstając od stołu.
Mam nadzieję, że nie. – odparł ponuro Targaryen, wpatrując się w zbliżającego jeźdźca - jak się okazało, nie był sam. Za jego plecami, z dłońmi ściśle skrępowanymi na nadgarstkach i zwykłym szarym workiem na głowie, siedział ktoś jeszcze. Drugi jeździec, drobny i mały, wyglądał niczym makabryczna lalka skradziona dziecku w Zapchlonym Tyłku. Maegor zaklął szpetnie pod nosem, nawet z tej odległości dostrzegając plamę krwi na wamsie jeńca. Poprawiając klamrę spinającą poły bordowego płaszcza i rzucając na blat stołu złotego smoka, książę wypadł z karczmy jakby gnało go stado Innych.
- Prędko nakarmić i napoić naszego gościa. Zaraz po tym natychmiast ruszamy dalej! - Targaryen wyrwał cugle z rąk stajennego, zwinnym ruchem wskakując na siodło Baleriona. Są już blisko. Bardo blisko...

/ zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Karczma pod Źrebną Kobyłą   

Powrót do góry Go down
 

Karczma pod Źrebną Kobyłą

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Karczma "Męty i odmęty"
» Karczma
» Karczma "Pod Niedźwiedziem"
» Karczma "Mały Pony" i Stajnie
» Karczma

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Reach-