a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Królewski Trakt - Page 2



 

 Królewski Trakt

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Królewski Trakt   Czw Lip 18, 2013 2:38 pm

First topic message reminder :

Mała kompanija wyruszyła z Twierdzy, przejechała przez budzące się dopiero do życia miasto i opuściła jego mury. Serce Rhaeny tłukło się w piersi jak głupie, gdy miasto stawało się coraz mniejsze i mniejsze, aż wreszcie zniknęło za horyzontem. Otoczyły ich pola i królewski las, a w głowie ciotki króla wciąż szalała burza pytań. Dobrze robię? Co ja w ogóle wyprawiam? Czy ten mały podstęp to dobry pomysł? Czy Waters ucieszy się na widok siostry? Jak długo podróż potrwa? Czy na Mur zajadą wszyscy? Jakie niebezpieczeństwa mogą ich czekać? Czy ta banda zamachowców dowiedziała się o wyjeździe i ruszą za nią? Czy tylu ludzi wystarczy? te wszystkie i jeszcze więcej pytań wciąż przewijało się w jej umyśle doprowadzając ją do szału. Rhaena bądź Smokiem do cholery! Jesteś Smokiem, zachowuj się jak Smok. Nie jesteś wystraszonym kurczęciem! Weź się w garść, robisz to co dla Ciebie najlepsze. Zobaczysz się z bratem, zawsze Mur chciałaś zobaczyć więc się uspokój, masz najlepszych ludzi przy boku. Będzie dobrze! Uspokajała sama siebie i wreszcie odetchnęła. Nie było co się zadręczać. Umrze z nerwów nim dotrą choćby do Winterfell. Zawsze chciała udać się na tą wyprawę i oto jest. Była młoda, wciąż nierozgarnięta tak jak powinna, trzeba cieszyć się życiem, a nie się go obawiać!
-Wciąż wyglądasz na zaniepokojonego. Głowa do góry. - rzuciła do jadącego obok niej jej zaprzysiężonego rycerza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Czw Wrz 05, 2013 8:22 pm

MG

Podróż trwała w najlepsze. Mijały dni i noce, czasem ktoś odpoczywał, czasem trzeba było nieco przypieszyć, więc nie odpoczywał nikt i tak chyba było też teraz. Podróże zazwyczaj są męczące, a służki niezbyt dobrze je tym razem znosiły. Przynajmniej jedna z nich wyraźnie nie mogła dać sobie rady, aż w końcu, nie wiadomo kiedy, zniknęła z pola widzenia. Droga do celu daleka, co z tym fantem zrobić? Druga dziewczyna czułą się wyraźnie zaniepokojona nagłym zniknięciem koleżanki po fachu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Czw Wrz 05, 2013 9:15 pm

Do MG:
 


Czas mijał, ale nie tak szybko i przyjemnie jak mogłaby sobie tego życzyć dziewczyna. Jednym plusem był spokój. Pierwszej nocy, zwinęli sztandary ze smokiem i przebrali się w najemnicze i chłopskie stroje, udając karawanę, nie orszak Rodziny Królewskiej. Poza spotkaniem Bjorna i przyłączeniem go do jej wesołej kompanii nie działo się nic niepokojącego... przynajmniej nic co odbiegałoby od trudów długiej podróży w ukryciu. Rhaena trzymała się znakomicie, czuła się swobodnie w skórzanych spodniach, butach z wysokimi cholewami, lnianej koszuli i lekkim płaszczu na chłodniejsze chwile w nocy. Włosy przyfarbowała brązową bibułą żeby nie były białe, a stały się jasno miodowe, nikt na pierwszy rzut oka nie pozna w niej królewskiej ciotki. Przy pasku nosiła sztylet od brata, od tak dla bezpieczeństwa i komfortu własnego.
Problem nastał, gdy jedna z jej służek została w tyle i zagubiła się. -Macie ją znaleźć. ser Vabertisie, wyślij dwóch ludzi. Niech cofną się naszymi śladami i jej poszukają. Sama nie mogła zajechać daleko zbaczając z drogi. Jeśli zaś zasłabła to powinna być na drodze, albo zaraz przy niej. - Poleciła, gdy poinformowano ja o tym niemiłym fakcie. -Reszta się nie zatrzymuje. Zwolnimy, ale jedziemy dalej. - Dodała. Nie mogli zwlekać, jeśli królowi nie spodobał się jej list i wysłał za nią oddział by sprowadzić ją do stolicy, to ten jadąc na zachód w stronę Lannisportu zorientuje się, że coś jest nie tak.
Ruszyła dalej, nie pędząc konia. Zachmurzyła się. Podróż była ciężka, a zrobi się naprawdę trudna, gdy miną Harrenhall, Dorzecze i wkroczą na północ... jeszcze zatęsknią za upałami. -Mam nadzieję, że znajdą ją cała i zdrową... - Westchnęła równając się z Bjornem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Pią Wrz 06, 2013 11:12 pm

MG

Ser Vabertis wybral dwóch żołnierzy, którzy odznaczali się w miarę jako taką bystrością, by poszukiwania przebiegły szybciej, a sam znalazł się na prodzie korowodu, by patrolować okolicę z tej perspektywy. Pozostała garstka żołnierzy znalazła swoje miejsce na tyłach, nie chcąc przeszkadzać ciotce króla w rozmowie z najemnikiem, może coś jednak nie było wybitnie przeznaczone dla ich uszu.

Mimo że korowód zwolnił, wieści o służce i dwóch żołnierzach nie nadchodziły.

Przenosimy się tutaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
159
Join date :
14/08/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Pon Wrz 09, 2013 9:18 pm

//Dziedziniec

Podróż traktem zajęła im więcej czasu niż przypuszczał. Kuzyn musiał spowalniać maksymalnie ich pochód, opowiadając żołnierzom historię swojego życia, a w dodatku zatrzymywać się przy każdej napotkanej pannie i wychwalać pod niebiosa jej wdzięki. To nieco irytowało Dayne'a, który chciał już wrócić do domu, zasiąść przy stole z rodziną, usiąść przy oknie we własnej komnacie, poćwiczyć strzelanie z siostrą... Tymczasem jego kuzyn ociągał się niemiłosiernie.
Po dwóch dniach udało im się wreszcie trafić na boczną drogę prowadzącą na Szlak Kości.

*nmgt* -> Szlak Kości
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Pią Wrz 20, 2013 9:19 pm

Daemon jechał konno w środku orszaku złożonego z trzydziestu rycerzy, którzy za cenę własnego życia strzec mieli królewskiego namiestnika. Ależ to wszystko się pokomplikowało. Gdyby to dotyczyło kogoś innego, zapewne śmiałby się teraz do rozpuku. Niestety chodziło o niego.
Orszak wyglądał niezbyt dostojnie. Przypominał raczej bandę rozbójników, choć może raczej przypominałby, gdyby nie stroje z herbem Targaryenów. A dlaczego? Ano dlatego, że cała gromada pędziła, jakby co najmniej obrabowali jakiegoś ważnego lorda, przed którego gniewem teraz uciekają. Nie dlatego jednak gnali niemalże na złamanie karku królewskim traktem. Przemknęli przezeń z prędkością i hukiem godnym burzy pędząc przed siebie tylko w sobie znanym kierunku i zostawiając jedynie unoszący się pył.

z/t
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Raventree Hall
Liczba postów :
30
Join date :
24/06/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Nie Sty 12, 2014 8:52 pm

Edmunda Blackwooda otaczała spora ilość królewskich kawalerzystów, nie rozumiał tylko, po co. Uciekać nie miał już dokąd, Raventree Hall było zbyt daleko i zapewne nie było już jego, każdy by go wydał byleby dostać coś od korony, a wierni mu ludzie albo zginęli, albo zaprzedali swoją wierność. Może jednak się myli, może gdzieś tam daleko na jego ziemiach ktoś wciąż stawia czynny opór Arrynom. To była jednak tylko mrzonka, nie mająca prawa być prawdą. Od samego początku, gdy tylko został schwytany był pewien, że czeka go sąd w Królewskiej Przystani. Korona mogła tym sobie całkiem nieźle poprawić autorytet wśród możnych rodów Westeros, ktoś się zbuntuje, to idzie na szafot albo na stos, nikt nie będzie nawet myślał o buncie wiedząc co go czeka. Edmund chciałby teraz to wszystko odwrócić, siedzieć w swym zamku, opijać się winem i zajadać upolowaną dziczyznę. Było już jednak za późno i nie ma takiej mocy, która mogłaby cofnąć czas. Przydałaby się jednak taka, która mogłaby go przyspieszyć, bo podróż do stolicy bardzo się Edmundowi dłużyła. Wolałby być zarżnięty tutaj, na trakcie i rzucony gdzieś w rów. Potem jeszcze czeka go pobyt w lochu o ile królowi się nie spieszy, być może na środku Przystani czeka już przygotowany stos i publiczność. O tym jednak zadecyduje już sam Król, z którym niedługo Blackwood spotka się zapewne twarzą w twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Reach
Liczba postów :
75
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Wto Cze 03, 2014 8:13 pm

Jak z rana powiedział maester, mijał już miesiąc od opuszczenia Jasnej Wody. Miesiąc od bezpiecznych murów rodzinnego zamku. Przez ten czas wiele jednak się zmieniło. Florent ujrzał w końcu kawałek Westeros. Przykre, że tę jego zniszczoną cześć, ale przynajmniej, jak sądził, pomógł mieszkańcom tych ziem. Tymczasem od kilku dni poruszał się po terenach należących do smoczego rodu Targaryenów. Tutaj czekała na niego jedna wielka niewiadoma. Był tutaj może raz jako mały dzieciak. Czerwonej twierdzy nie znał, aczkolwiek studiował jej wygląd, budowę oraz mapę. Nigdy nie udawał się nieprzygotowany do tak niebezpiecznego miejsca. Chodziły pogłoski iż w Królewskiej Przystani odbywa się właśnie ślub Maegora Targaryena z Ivory Martell. Imiona te niewiele mówiły Lisowi, nie spotkał się z tymi osobami osobiście, wiedział jednak o nich wiele. Głównie z ksiąg rodowych oraz opisów szpiegów i podróżników. Nie zmierzał on jednak na wesele, nie dostał zaproszenia, a wpraszanie się na przyjęcia uchodzi za rzecz niedorzeczną, szczególnie na przyjęcia Targaryenów, ludzi nieprzewidywalnych. Florent nie chciał znać szczegółów, kto kogo musiał otruć, kto kogo miał za to obwinić... jedno było jednak faktem, Ylvis nie miał wstępu na wesele. Wiele jednak ciekawszych rzeczy jest do roboty niż uczestnictwo w jakimś ślubie. Chociażby spiskowanie, poznawanie nowych miejsc, ludzi... pokazanie się Westeros. Kiedy jednak ta podróż się skończy, oraz z jakim efektem. Sama bogini tego nie wiedziała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
114
Join date :
31/05/2014

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Wto Cze 03, 2014 11:35 pm

   Na początku z pewnością trudno wytłumaczyć dlaczego najmłodsza córka Lorda Baratheona, otrzymawszy (niebezpośrednio bo do rąk najstarszego z rodu jako gościa) od Namiestnika zaproszenie na ślub pozostawała poza terenem Królewskiej Przystani. Powinna znajdować się teraz w sali balowej, składać życzenia młodej parze, może wręczać prezent u boku Pani Matki i Pana Ojca. Wiele też zalet kryło się za wyprawą poza Ziemie Burzy. Nie musiała tańczyć, udawać uśmiechów, oddawać potulnych słów stronę ludzi, o których tylko przelotne opowieści słyszała. W tym momencie myślała o Orysie, swoim umiłowanym bracie, obu siostrach oraz Aylwardzie, który z tego co Orlaith wiedziała, nie będzie brał udziału w uroczystościach. Czy sept został przyozdobiony w piękne kwiaty, a na obrusach w sali balowej pojawiły się podawane z gracją talerze pełne pysznych potraw? Myślami była daleko. Nie w Królewskiej Przystani. Miała nadzieję, że jeśli się nie zatrzymają, jeśli przyspieszą pochód będą za chwilę przechodzić przez Królewski Las, zobaczą Wendwater. Niedługo ujrzy dom.
   Uśmiechnęła się pod nosem spojrzawszy na strażnika, który z nią jechał. Zebrali za sobą kilku innych ludzi, chociaż sama Orla jak zwykle twierdziła, że cała sytuacja przerodziła się w niepotrzebną szopkę. Od dziecka sądziła, że potrafi o siebie zadbać, lecz teraz jako młoda kobieta powinna trzymać się z daleka od kłopotów. Była bogata w nową wiedzę, doświadczenia. Nachylając się do przodu, do ucha zwierzęcia, szepcząc coś zrozumiałego tylko dla Mimir zastanawiała się dokąd ją to wszystko zaprowadzi. Nie wiadomo kiedy kończy się coś co nazywamy czasem dzieciństwa, słodką niewiadomą, mieszaną tak często z dozwoloną jej głupotą. Kiedy i kto rysuje granicę? Zatarta pośród wydeptanych ścieżek droga mogła tylko jedno wskazać. Obserwuj i ucz się, mówił jakiś głos. Pierwszą osobą jesteś ty, dalej rodzina twoja, po tym zaś nic nie pozostaje.
W czarnym płaszczach niewyszywanych żadną nicią, miarowym tempem przemierzali szlak w dobrych humorach. Orla pogładziła swojego wierzchowca, nachyliła się czując na policzku grzywę muskającą lekko skórę młodej baratheonki. Nagle jeden z koni zaczął zachowywać się nienaturalnie, jakby czymś przestraszony. Zaraz za nim odpowiedział kolejny, ale po chwili sytuacja wyglądała na uspokojoną. Kiedy jednak przejechali parę metrów dalej również koń Orlaith płochliwie zatrzymał się w miejscu. Zaczęła do niego mówić, bo za nic w świecie nie chciał ruszyć.
- Może powinniśmy zatrzymać się w jakimś miejscu w Przystani? – zapytał jeden z ludzi, dowodzący całą grupą. Był to starszy mężczyzna, broda siwiała mu w sposób zabawny, bo zamiast na końcu mieć szarawe przebłyski cała broda pozostawała bielusieńka jak śnieg, dopiero na owym końcu pojawił się brązowy kolor. Zaledwie kropka!
- Przecież zaraz się uspokoją, co je mogło spłoszyć? – Mężczyzna chciał odpowiedzieć, że zmęczenie, ale zamiast tego zeskoczył ze swojego rumaka trzymając w dłoniach lejce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Reach
Liczba postów :
75
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Czw Cze 05, 2014 5:02 pm

Popołudniowe słońce grzało w twarze niepokornym ludziom, którzy przemierzali królewski trakt. Cała kompania była już znużona tą podróżą, byli jednak zmuszeni wykonywać rozkazy swojego pana - Ylvisa. Nie do końca wiedzieli co on chce jeszcze osiągnąć,jednak byli mu posłuszni. Brat Florenta ruszył z ludźmi Dorzecza do Reach, dopilnowując aby dotarli oni na wyznaczone miejsce budowy osady.
Zerwał się lekki wiatr dający wytchnienie i chwilę orzeźwienia. Podróżnicy postanowili się na chwilę zatrzymać, do Królewskiej Przystani bowiem dzieliło ich nie więcej niż kilkanaście mil. Gdyby się postarali dotarliby pod wieczór, ale po cóż docierać na wieczór do takiego miejsca. Giermek Florenta, młody chłopak z rodu Bulwerów, przypiął konie do drzew. Sam Lis podwinął płaszcz i oparł się o niewielkie wzgórze. Jego kompani także położyli się na ziemi lub wyjęli jakieś resztki ze śniadania i zaczęli przeżuwać ze smakiem. Ylvis nie lubił nudy. Wyjął zatem swój maleńki flet i zagrał krótką melodię, znaną prawie każdemu. Nie był on jakiś utalentowany muzycznie, ale lubił sobie pogrywać. I w takim właśnie momencie podróżników zastali przybysze ze złocistymi jeleniami wyszytymi na chorągiewce. Gdy tylko Florent ujrzał pośród nich damę ubraną w piękne podróżne szaty, od razu wstał i krzyknął:
- Witajcie! Gdzie też zmierza taka grupka Baratheonów. Wydaję mi się iż już po ślubie? - przybysze przystanęli patrząc się na ten niecodzienny na trakcie widok, Florent tymczasem podszedł bliżej - Miło mi Panią poznać, hmm... z racji wieku  mam do czynienia jak mniemam  z Orlaith Baratheon. Czyż nie? Twoja siostra jest nieco starsza. Ale z urody obie jesteście podobne - Lis ukłonił się nisko, czyż w planach nie było poznać kogoś ze wschodu - Zapomniałem, aby się przedstawić... jestem Ylvis Florent, Lis Reach i dziedzic Jasnej Wody. Z pewnością o mnie nie słyszałaś... ? - w tej chwili ważniejsze było zajęcie rozmową kobietę niż przejmowanie się jej towarzyszami, chociaż zachowanie Florenta było trochę zbyt śmiałe, lecz na pewno na miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
114
Join date :
31/05/2014

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Pią Cze 06, 2014 2:38 am

Wyglądało na to, że koń mimo usilnych prób uspokojenia, szeptem czy dotykiem dłoni pośród bujnej grzywy, nie dawał za wygraną pozostając przy swojej butnej postawie. Musiało go coś przestraszyć, tak jak inne wierzchowce. Mężczyzna odpowiadający za bezpieczeństwo najmłodszej córki Lorda Baratheona pokręcił głową z dezaprobatą przyglądając się reszcie kompanii. Sir Tarios słynął z opinii marudy i niezwykłego sceptyka, który w dodatku bardzo często nie ma racji, trafia się ona raczej przypadkiem. Lecz kto by tam patrzył na zbieg okoliczności. Narzekał na wszystko oprócz swojej dziwnej brody, która nie wiedzieć czemu odejmowała mu lat i przydawała charakteru. Gdyby ją zgolił, prawdopodobnie twarz z żalu przyoblekłaby się w prawdziwe zmarszczki.
- Dopiero zatrzymaliśmy się w Hayford, nie mogą być zmęczone, na litość! – rozeszło się po przerywanej rżeniem koni ciszy, Tarios przeszedł się na przód kolumny sprawdzając czy na drodze istniało jakieś faktyczne zagrożenie. Nic co mogłoby ich zdziwić. Z oddali widać było północną bramę, mury które już z tej odległości miały w sobie coś z majestatyczności. Tutaj, na tym odcinku traktu rozpoczynały się coraz to gęściej pojawiające się domy, przeznaczone do handlu parcele z sypialnianym miejscem na piętrze, budynki, w których biło życie. Więcej było zieleni i spokoju. Gwarne życie zaczynało się dopiero po przekroczeniu owej bramy.
   Parę metrów dalej młodzi strażnicy rozmawiali między sobą o Królewskiej Przystani. Nic ciekawego poza wspominkami o historii powstania miasta, krótkiej uwadze na temat wesela czy jednej lub dwóch głupich aczkolwiek w żargonie zabawnych dykteryjkach żołnierskich. Wszyscy wydawali się być zainteresowani postojem oprócz Tariosa, który w pierwszym odczuciu zaproponował odpoczynek mając nadzieję na wyparcie takiej ewentualności. Miał akurat w tej sprawie najwięcej do powiedzenia. Z tyłu dało się słyszeć głośny śmiech ze strony giermka starszego rycerza. Zaraz za tym chorobliwy kaszel kiedy brodaty wojownik w końcu dostrzegł nieodpowiednie zachowanie gromiąc je przenikliwym wzrokiem.
- To od słońca. – pokiwała głową dziewczyna i lekkim dotknięciem dłoni zsunęła kaptur, który rozłożył się nierównomiernie na ramionach. Uśmiechnęła się zadziornie, spoglądając tylko kątem oka na zmarkotniałego rycerza. Chciała może coś dodać, lecz nagle rozległ się głos dotąd jej nieznany lecz pewny siebie i odważny.
- Na litość, jeszcze tego nam brakowało... – mamrotał pod nosem Tarios próbując, ukryć to jak bardzo się krzywi na myśl, że czas podróży się wydłuży. Podszedł do swojej pani, podał dziewczynie dłoń - bo przecież gestem zauważył, że mu to zasugerowała - i pomógł stanąć na ziemi. Tarios otwierał już usta chcąc wytłumaczyć jak się przedstawia sytuacja lecz nie zdążył, uprzedzony kolejnymi słowami dziedzica z rodu Florent.
   Orla natomiast uśmiechnęła się do Ylvisa z kiwnięciem głową przyznając mu absolutną rację. Chyba zupełnie mimowolnie, przez zaciekawienie, uniosła jedną brew w górę słuchając nowo poznanego mężczyznę. Rycerza. Czy wszyscy byli tacy… pewni siebie? Ów szlachetnie urodzony jegomość przynajmniej z postawy przypominał kogoś kto bardzo dobrze zna swoją wartość. Faktycznie był tym za kogo się uważa? Nie chodzi tu o sztandar, ach, kto by się sztandarem przejmował? Myślała raczej o nim samym. Prężnie budującym swoją przyszłość wojowniku. Walczącym o przyszłość rodu młodym człowieku. Zepchnęła swoje przemyślenia na bok, gdzieś w kąt skłębionych razem prób przewidywania.
- Nie pominąłeś niczego, panie. – odparła przymrużając przez moment jedno oko, lecz zaraz wyprostowała się i uśmiechnęła uroczo. Czy słyszała? Kimże by była gdyby zapomniała lub przeoczyła jego postać. Musiała znać każdego. Dziwne jednak było to uczucie kiedy spotykało się osobę z opowieści lub kart czytanych dawno ksiąg. Skinęła więc na potwierdzenie głową nie wiedząc dokładnie co odpowiedzieć.
Sir Ylvis Florent, nie spodziewałam się, że spotkam na swojej drodze kogokolwiek, lecz niezwykle miło jest poznać osobiście dziedzica Jasnej Wody. – odparła zorientowawszy się już w czyim towarzystwie porusza się mężczyzna. Byli to głównie wojowie, jeśli nie wszyscy. – Nie dane mi było brać udziału w uroczystościach przebywając w innej części Westeros. – wytłumaczyła poprzednią ciekawość. Oparła dłoń przy boku Mimir, który zaczął się już uspokajać, parsknąwszy na swój poprzedni przestrach.  – Jesteś panie spóźnionym gościem? – zapytała sama nie prostując niczego co powiedziała wcześniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Reach
Liczba postów :
75
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Sob Cze 07, 2014 12:36 am

Florent czuł na sobie niebezpieczny wzrok jednego ze strażników kobiety, Chyba był dowódcą całego przedsięwzięcia. Zaintrygowała Lisa jego broda, często widywał takie u kupców podróżujących z Wysp Letnich. Nigdy nie spodziewałby się ujrzeć kogoś takiego tu, na lądzie. Wyglądało to śmiesznie, albowiem Westeros nie przywykło do takiej mody. Ale cóż... może na Ziemiach Burz, skąd bliżej do Essos, panuje inna moda. A może mężczyźnie po prostu spodobało się to u podróżników z tamtych rejonów. Florent uśmiechnął się ckliwie do strażnika i spojrzał na kobietę, od której usłyszał pytanie.
- Nie został mój ród zaproszony - mówiąc to Lis skrzywił minę, spoglądając na swoje obuwie kontynuował - Mój suzeren jakim jest lord Tyrell ma ponoć jakiś zatarg z innymi lordami. Prawdopodobnie dlatego o ludziach takich jak ja nikt już nie chciał pamiętać.
Lis odczekał krótką chwilę i wyjął z kieszeni czerwone jabłko, które zerwał z jakiejś jabłoni w Dorzeczu. Owoc wydawał się słodki i niesamowicie soczysty. Natychmiast wyjął sztylet i przekroił je na pół, wręczając drugą połowę lady Baratheon. - Mam nadzieję, że wspomni o mnie panienka komu trzeba. Zamierzam się zacząć pokazywać trochę w Królewskiej Przystani jak i w innych regionach Westeros, i źle bym się czuł będąc pozbawiony jakichkolwiek plotek na mój temat. - dodał jednym tchem, przed tym jak pierwszy kęs znalazł się w jego ustach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
114
Join date :
31/05/2014

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Pon Cze 09, 2014 1:01 am

Wrzuciła wszystko do jednego worka próbując chyba przejść z rozmową na tory żartobliwe. Niestety, zresztą jak zwykle, nie do końca wyszło tak jak miała to w zamiarze. Może oceniała go zbyt powierzchownie? Zerknęła na Mimira pozostając jednak myślami w innym miejscu, może nawet niematerialnej przestrzeni, która onieśmielała pustką mieszających się w jakiś lepszy twór.
- Nie wiedzą co tracą co którzy patrzą jedynie na pierwszy szereg. - odparła przenosząc spojrzenie na Ylvisa. Odstąpiła od konia głaszcząc go jeszcze opuszkami palców. Z zaciekawieniem przyglądała się jabłku, które najpierw przedarte na pół, miało się zaraz znaleźć w rękach najmłodszej córki Lorda Burzy.
- Zechce się pan ze mną przejść? - zapytała oddając wodze jednemu z ludzi swojego ojca. Starszy strażnik, o którym już wcześniej była mowa, zamruczał z niezadowoleniem i wydał kilka rozkazów przyjętych bez dwóch zdań. Orlaith wraz z przyszłym lordem Jasnej Wody wysunęli się do przodu.
- Już samo pojawienie się w tym miejscu prawdopodobnie wywoła zastanowienie. Przekazywane dalej i dalej... - uśmiechnęła się beztrosko. Wnet poprosiła Ylvisa o nóż i przecięła swoją połówkę na jeszcze mniejszą część. - Jako ostatniej  córki z rodu, chyba na niewiele się moje słowo zda, ale możesz być sir pewien, że szepnę co nieco. - zatrzymała się zerkając na Tarisa, który tylko udawał, że jej nie obserwuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Reach
Liczba postów :
75
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Pon Cze 09, 2014 6:19 pm

Młoda Baratheonka była bardziej śmiała niż mogła się wydawać. Florent nie spodziewał się tak miłego zachowania od kobiety, którą dopiero co poznał. Wydawało mu się, że zamieni z nią dwa słowa i każdy ruszy w swoją stronę. Orlaith miała jednak inny plan. Ale o czymże też mógł rozmawiać z kobietą, którą widzi po raz pierwszy. Z przyjemnością przystał na propozycję. Damie przecież nie wypada odmówić. Tak jak wypadało pomógł kobiecie zsunąć się z konia i ruszył z nią, właśnie... gdzie?
Słowa kobiety nie były zbyt "jasne jak woda" dla Florenta. Wydawała się ona dość enigmatyczna, szczególnie jej nietypowe maniery i dworskie odpowiedzi. Czy bała się ona o plotki, które ktoś widzący Baratheonównę i jakiegoś mężczyznę mógł puścić w obieg. Ylvis nie miał takich odczuć. W dworskie relacje, plotki i uczucia nie zamierzał się bawić. Przyświecał mu inny cel i to do niego uparcie dążył, wszystkim co robił.
- Dziękuję bardzo, pani - skinął niską głową - Nie bywałem zbyt często w tych terenach. Jako dziecko nie opuszczałem nigdy Reach. Wydaje się tu być jednak bardzo podobnie.
- Jak się tutaj żyje? - zapytał, przechodząc do mniej oficjalnego tonu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
114
Join date :
31/05/2014

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Sro Cze 11, 2014 11:15 pm

W jedną czy drugą stronę, można było się łatwo przekonać, że pozory mylą. A nie ma nic bardziej zabawnego niż zwiedziony człowiek. Dwa słowa to za mało, aby poznać człowieka. Ale dlaczego miałaby ochotę na zbadanie tego konkretnego mężczyzny? Przez czystą ciekawość. Tak było i będzie aż po krańce świata. Jedną z najważniejszych pobudek do działania była ciekawość. Człowiek nie może przestać się zastanawiać, dręczy go myśl kiedy nie odgadnie przyczyny. Może to coś innego? Znudzenie podróżą albo też jakiś szczegół w aparycji Florenta, który przykuł uwagę młodej kobiety.
Ruszyli przed siebie, prawdopodobnie zaraz będą wracać. Taris mruknął coś niezrozumiałego i z niechęcią zajął się swoją drużyną. Przeszedł na sam koniec kolumny znikając zaraz z zasięgu wzroku, aby porozmawiać z jakimś człowiekiem, którego imię nie było istotne. W przeciwieństwie do Ylvisa, jako dziecko podróżowała często, ale czyż dopiero nie wychodziła z tego etapu? Młodziutka dama, zaledwie siedemnaście dni imienia i tuła się bez znajomej czy choćby ująć to inaczej - bliskiej osoby jak brat czy siostra. Ach, komu to przeszkadza, odpowiedziałaby. Nie była typem sentymentalnym. Może nie teraz. Kiedy przybędzie tych dni imienia o dwadzieścia i nawet więcej będzie mowa o takich fanaberiach.
- Dziwnie. Człowiek nie może być do końca sobą jeśli chce nim pozostać. - odpowiedziała pokrętnie. - A chodzi mi o to, że trzeba być odpornym. Nie tylko z tarczą i mieczem, ale i... - Puknęła się w głowę. - ...podstępnym w zamyśle.
- Jest jakiś konkretny cel, do którego pan dąży? O częstych odwiedzinach tych stron już słyszałam, ale ma to na pewno jakieś większe znaczenie i podłoże. - spojrzała na mężczyznę zdając sobie dopiero teraz sprawę z tego, że przewyższa ją wzrostem i to całkiem znacznie. Słońce raziło w oczy, nawet mocniej niż rankiem. Przez chwilę musiała ułożyć dłoń ponad oczyma, żeby widzieć swojego rozmówcę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Reach
Liczba postów :
75
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Sob Cze 14, 2014 12:51 pm

Kobieta była zadziwiająco urocza, a zachowaniem jeszcze bardziej intrygowała Lisa. Większość lordowskich dam jakie widział w swoim życiu Ylvis to były stare lady, z gromadką dziedziców większych i mniejszych włości na utrzymaniu. Znał jeszcze swoją siostrę, ale ona akurat należała do zupełnie odmiennej ligi i została wybrana do innych celów. W twarzy lady Baratheon widział jednak coś co przywodziło mu na myśl jego matkę - Betanny, którą często widywał w snach lub w swojej siostrze, Alysanne. Gdyby to miał na celu, nie opierałby się próbie zdobycia względów tejże panny. Został tu jednak wysłany po coś innego, a póki jeszcze żyje jego ojciec, Ylvis był zmuszony wykonywać jego rozkazy, chociaż już dawno przestał udawać, że jego polecenia znaczą dla niego cokolwiek. Póki jednak nie kłóciły się z jego planem na Grę i miał sposobność je wykonywać, to nie miał nic przeciwko. Może kiedyś najdzie taka potrzeba, aby Ylvis kogoś poślubił. Wolałby mimo wszystko, aby była to panna z rodzaju takich jak Orlaith. Burza myśli kłębiących się w głowie Florenta musiała jednak urodzić jedno zasadnicze pytanie:
- A czy wszystko musi czemuś znaczyć? Czy człowiek nie może czasem po prostu mięć ochotę zaznać trochę zabawy, zanim TEN świat zupełnie go pochłonie - szczery uśmiech wykwitł na twarzy mężczyzny, a jego błękitne oczy zatrzymały się na Orlaith, zabawnie mrużącej oczy przed słońcem.
- Lordzie Florent, nie zamierzam przeszkadzać... ale nadleciał kruk z zachodu - Florent odwrócił się w stronę swoje maestera, który trzymał w dłoni pergamin z zieloną wstążką. Tyrelle.
Złapał z nadzieją pergamin i uśmiechnął się czytając nadesłany z Wysogrodu list.
- Proszę mi wybaczyć moja pani, ale jestem wzywany do Wysogrodu w sprawie wielkiego projektu mojego pomysłu. Jeżeli masz ochotę możesz się wybrać ze mną? - zadał to pytanie z najszczerszą nadzieją w głosie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
114
Join date :
31/05/2014

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Pon Cze 16, 2014 12:24 am

Nikt nie brał niskie osoby za poważne. Mogli się srogo przekonać, że nie należy z nimi zadzierać. Najwidoczniej zgrali się z Ylvisem idealnie w czasie, bowiem za chwilę Tarios chciał ruszać do panienki Baratheon z jakąś nowiną. Dobrą lub złą. Podejrzewała, że wymyśli sobie byle wymówkę, aby pokazać jej, że przecież nie mogą się na długo zatrzymywać.
- Wszystko ma znaczenie. - odparła bez odrobiny zawahania. Tego jednego była pewna. Nigdy nie wierzyła w większe przypadki i zbiegi okoliczności. - Ma pan rację, lordzie Florent. - Spojrzała na dziedzica Jasnej Wody kryjąc się gdzieś w cieniu przyjaznego drzewa. Uśmiechnęła się delikatnie wiedząc dokładnie o co mu chodzi. O tę wolność, której teraz tak brakowało. O wymykanie się z zamku, o samotne spacery, których uświadczyć nie mogła. Dziewczyna powiodła zaraz wzrokiem za mężczyzną, który pojawił się u boku jej rozmówcy. Odsunęła się nieznacznie, spojrzała gdzieś dalej, obserwując z daleka zabudowania wielkiego miasta. Splotła dłonie za plecami prostując się niczym strzała. Mogłaby przysiąc, że kilka kosteczek chrupnęło zanim opuściła ręce z powrotem do boków.
- Proszę mi wybaczyć, panie, lecz byłam w podróży dłuższy czas i oczekują mnie w rodzinnych stronach. Możemy jednak, jeśli zmierza pan tą drogą, rozstać się przy wejściu do Królewskiego Lasu, gdzie szlak się rozgałęzia. - zaproponowała zwracając się do Ylvisa z uprzejmością godną damy. Tarios zjawił się przy niej chwilę później informując, że konie mają się już lepiej i powinni ruszać w drogę. Orlaith podziękowała swojemu opiekunowi czekając jeszcze na odpowiedź Florenta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Reach
Liczba postów :
75
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Pon Cze 16, 2014 5:26 pm

Tutaj rozgałęziała się droga i interesy Ylvisa i Orlaith. Kobieta musiała ruszać do swojej rodziny, a mężczyzna do pracy. Spotkanie było miłe, z nadzieją iż nie ostatnie. Florent ukłonił się nisko i rzekł:
- A więc jadę na zachódu. Liczę, że nie jest to ostatni raz kiedy si widzimy - mówiąc to podszedł do dziewczyny i zbliżył twarz do jej policzka, dla obserwatorów wydawałoby się iż chce ją pocałować.
- Uważaj na siebie, ta gra jest okrutna dla kobiet - rzekł cicho i oddalił głowę. Uśmiechnął się i odszedł.

***

Chwilę później oddalili się w milczeniu. Jedna grupa w prawo, a druga w lewo. Każdy ku przeznaczeniu.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
158
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Pon Lip 14, 2014 9:22 pm

/Królewska Przystań

Grupa jeźdźców przemierzała szlak, kierując się ku siedzibie rodu Baratheon. Ich podróż póki co była spokojna i nie przyniosła żadnych nieprzyjemności. Nadira cieszyła się, że znowu jest w drodze i może zobaczyć to, czego jeszcze nie widziała. Nigdy nie była dalej poza siedzibą króla, wszystko było obce i równocześnie ekscytujące. Niedługo przyjdzie im wracać do domu i świat znowu stanie się bardziej odległy, a powróci zwykła rzeczywistość.
Siostry rozmawiały o ważnych sprawach, w tym swoich problemach natury sercowej, zastanawiały się, co robią bracia, a szczególnie gdzie może teraz być ich dziedzic i oczekiwały momentu, gdy zobaczą siedzibę rodu Baratheon. Lady Mormont bardzo chciała poznać innych członków tej rodziny, a także ich bliskich przyjaciół i osobistości z innych rodzin.


i tak dalej i tak dalej, chce ktoś nie dopisze, że jest na drodze, nie chce, to piszta ktoś w tym Końcu Burzy, bo się coś niemrawo zrobiło :/

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
259
Join date :
07/09/2014

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Nie Lis 09, 2014 7:44 pm

/ Derek, Sybille, Yvienne – królewski trakt, Ziemie Burzy

Droga dłużyła się niemiłosiernie, zaskakując Yvienne za każdym razem, gdy – pomimo wcześniejszych oczekiwań – za kolejnym zakrętem miast zamku Harrena Czarnego ukazywała się karczma, wioska bądź zarośla. Zarówno na Ziemiach Burzy, jak i później, we Włościach Korony, schemat był ten sam. Karczma, wioska, zarośla i dla odmiany – jeszcze więcej zarośli. Jedynie dwukrotnie minęli rodowe zamki, ni szczególnie olbrzymie, ni zapierające dech w piersiach… ale panna Swann nie potrzebowała wiele, by za każdym razem wzdychać z zachwytu, budząc tym samym śmiech Sybille Tarth, która okazała się wyborną towarzyszką podróży – złotowłosa chętnie opowiadała o rodzinnej wyspie, roztaczając przed oczami Yvienne krajobrazy tak piękne, iż młódka pragnęła niemal natychmiast ujrzeć cud Szafirowej Wyspy na własne oczy. Entuzjazm panny Swann nieco ostudzili dopiero rycerze z jej eskorty, sugerując, by najpierw odwiedziła najbardziej przerażające miejsce w Siedmiu Królestwach, aby później móc nacieszyć oczy tym najpiękniejszym. Vienne wyrozumiale przystała na te warunki, gorliwie przytakując głową i wracając do podziwiania pochyłych zabudowań kolejnej wioski mijanej przez orszak. Drogę urozmaicały jej głównie rozmowy prowadzone przez rycerzy, którzy okazali się niesamowitymi gawędziarzami – czasami były to opowieści zabawne… innym razem wręcz przeciwnie. Podczas jednego z podobnych dialogów między trójką wojowników z Końca Burzy usłyszała, że podczas niewielkich starć na Pograniczu młody giermek został zabity zbłąkaną strzałą wystrzeloną prawdopodobnie z kuszy żołnierza w obozie jeńców, w następstwie incydentu rzucania w związanych Dornijczyków kamieniami. Wedle słów rycerza, wciąż badano okoliczności sprawy. Yvienne zastanawiała się nad sposobem sformułowania tej wiadomości. Nie podobało jej się szczególnie określenie „zabity zbłąkaną strzałą”. I zagotowała się po prostu na słowo „prawdopodobnie”. W ogóle złościło ją, że w oświadczeniach mężczyzn, a zatem w efekcie wszędzie, coraz częściej używa się bezosobowych sformułowań.
Choć może było to tylko zdrowe i chwalebne poczucie wstydu, które nie pozwalało stwierdzić po prostu, że jakiś dornijski jeniec zastrzelił młodego chłopca. Z drugiej jednak strony to zanieczyszczanie języka sugerowało, że wina leży po stronie kuszy, badanych okoliczności, wystrzelonej strzały, tak jakby całe zło działo się z woli Siedmiu i było tylko wyrokiem losu.
A tak naprawdę, to kto wie, powiedziała sobie w duchu panna Swann. Przecież jest jakiś tajemny czar w słowach „wola Siedmiu”.
Ale po chwili zezłościła się na samą siebie. Nie ma żadnych czarów ani tajemnicy. Nie mieszajmy do tego Bogów.
Yvienne przyłożyła sobie do czoła zimną powierzchnię niewielkiego pierścionka noszonego na palcu, dotknęła skroni, tyłu głowy i starała się zgadnąć lub poczuć, jak to jest w chwili, kiedy grot przebija czaszkę i rozrywa się w środku – żadnego bólu, żadnego dźwięku. Może – zastanawiała się – to tylko przeszywający błysk zdumienia, jak u dziecka, które zamiast karcącego klapsa, dostaje
rozgrzanym do białości pogrzebaczem w oko
. Czy to możliwe, że przez mgnienie, ułamek sekundy, doznaje się iluminacji, cudownego oświecenia? Kiedy to, co przez całe życie było mętne i nieuchwytne, staje się nagle jasne, zanim zapadnie ciemność? Tak jakby przez wszystkie te lata szukało się skomplikowanej odpowiedzi na trudne pytanie, a w przebłysku chwili ostatecznej odkrywa się prostą odpowiedź?
Ale zaraz opamiętała się gniewnie: „Przestań bzikować”. Słowa „nieuchwytne” i „mętne” napełniły ją obrzydzeniem, więc potrząsnęła gwałtownie głową, starając się odtrącić niechciane myśli. A mimo to… Yvienne poniekąd zazdrościła rycerzom tej chwili starcia z Nieznajomym, której można było doświadczyć tylko raz, choć byli ponoć tacy, którzy ośmielili się złamać tą zasadę. Nie z własnej woli, lecz nie miało to większego znaczenia. Liczył się sam fakt. Do ludzi takiego pokroju należał zapewne Derek, jak i dziedzic Burzy Orys, o którym panna Swann słyszała same pozytywy oraz obecny Namiestnik Pogranicza, Aylward. Baratheonowie, w mniemaniu Yvienne, otoczeni przez pogardę i nienawiść niezłomnie pełnili swą powinność. Egzystowali w bezdennej otchłani ignorancji, mozolnie brnąc pod prąd narzuconych zasad. Jedynie nieliczni otwierali umysły na ich słowa. Byli inni, wręcz razili odmiennością. Opanowani, uczciwi i sprawiedliwi wydawali się nieskalani wszechobecnym złem. Choć była też i druga strona. Wyprani z wszelkich uczuć, nieprzystępni i pogodzeni z nadchodzącym losem. Nigdy nie poddawali się w swym dążeniu do zmiany świata. Jedna ze służek Yvienne mawiała, że ponoć oczy Baratheonów pozostają zawsze nieruchome, jakby zmęczone patrzeniem na uparcie powtarzane, wciąż te same błędy. I właśnie dlatego… byli niewzruszeni. Byli ponad. Panna Swann nie znała dobrze żadnego z nich, ale na swój sposób podziwiała – potrafili uratować Stonehelm przed zagładą zesłaną przez Dornijczyków... i już za to jest im dozgonnie wdzięczna.
Z każdą mijaną milą myśli krążyły leniwie po rozkołysanych torach, zatracając sens, płynąc gdzieś w dal... jednak droga – choć uciążliwa – z każdą kolejną godziną przybliżała ich do Harrenhal, pozwalając tym samym podróżnikom na utrzymywanie wesołego nastroju.

/zt – do Dorzecza
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
156
Join date :
26/05/2014

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Sob Sty 17, 2015 11:43 pm

Jechali już szósty dzień. Podróż odbyła się bezproblemowo. Po drodze mała grupka, która wyjechała z Końca Burzy zatrzymała się w kilku przydrożnych karczmach oraz Spiżowej Bramie. Tamtejszy lord powitał ich ciepło i zapewnił wszystkie potrzebne wygody. Pogoda sprzyjała im przez prawie cały czas poza jednym dniem gdzie załapała ich burza, ale było to jeszcze na ziemiach Baratheonów. Później dni były o dziwo dosyć słoneczne oraz w miarę ciepłe.
Podobno w Królewskiej Przystani trwał już sąd, a na nim natomiast miał być także Orys. Otton dawno się z nim nie widział. Jego kuzyn wiecznie gdzieś podróżował i trudno było go gdziekolwiek złapać. Kto wie może nie tylko Orys będzie w stolicy. Nie spodziewał się w Królewskiej Przystani wielu lordów ze względu na trwający w Dorzeczu turniej. Przez ten fakt nie będzie mógł się także spotkać z nikim z rodziny królewskiej. Nie bał się jednak, że nie będzie miał, z kim zamieni słowa. Nawet przez turniej, na który wyjechało sporo lordów, w stolicy pozostawało na pewno trochę osób, z którymi można zamienić kilka słow. W oddali zaczynał się już malować obraz Czerwonej Twierdzy. Krążyły o niej liczne legendy jak choćby ta o tajemniczych przejściach. Jednak Otton wolał nie skończyć tak jak ci, którzy znali jej tajemnice. Nadchodził czas by w końcu dotrzeć na miejsce.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   Wto Maj 19, 2015 8:01 pm

/Królewska Przystań
W stolicy Naelyer spędziła tylko kilka dni. Po tym czasie, przyzwyczajona do zacisznego Driftmarku, miała już dosyć tego nędznego padołu. Potrzebowała oddechu, potrzebowała wyjechać. Nie mogła już patrzeć na twarze lordów i lady, serów i innych godności. Postanowiła więc wreszcie rozpocząć przygodę swojego życia.
Niby damie nie wypadało podróżować samej. Miała jechać z bratem, jednak okazało się, że ma jeszcze parę rzeczy do załatwienia w Królewskiej Przystani. A ona nie mogła już czekać. Nie dawała rady. Ruszyła więc pod pozorem sprawdzenia, jak się sprawy mają na Północy, czy Północ, Dorzecze oraz Dolina popierają Koronę i czy Mur dalej stoi, a Inni wciąż są za nim. Sprawy trywialne i błahe. Ale zawsze jest to jakiś powód. Victarion miał do niej dołączyć, kiedy uda mu się wyrwać z miasta. Do tego czasu Naelyer mogła rozkoszować się samotną podróżą. No, może nie do końca samotną, bo, rzecz jasna, przydzielono jej osobistą gwardię - nie jednego rycerza, jak podczas jej podróży na Driftmark i z powrotem, tylko wręcz miniaturową armię składającą się z pięciu wojów, jednej służki i jednej damy do towarzystwa, bo przecież jedna z dwóch Targaryeńskich księżniczek nie mogła podróżować tak daleko z samymi mężczyznami!
Smoczyca ruszyła o świcie. Choć jej nie wypadało, sama osiodłała swojego rumaka. Wszyscy się już przyzwyczaili, że tylko ona mogła dotknąć Vanerysa. W podłużnym tobołku przytoczonym do siodła miała swój łuk - zawartość sakwy była znana tylko jej, musiała go mieć przy sobie. Po krótkich przygotowaniach, razem ze swoją świtą, pokłusowała w dół brukowanych ulic stolicy, by już po chwili znaleźć się na Królewskim Trakcie - drodze prowadzącej aż do Winterfell. Ona nadawała tempo jazdy, decydowała gdzie i kiedy się zatrzymać. Cieszyła ją taka swoboda.
Jednak już po kilku pierwszych godzinach zorientowała się, że towarzysząca jej dama bardzo działa jej na nerwy, a rycerze nie są wystarczająco śmiali, aby z nią rozmawiać i żartować. Naburmuszona słuchała więc paplaniny drugiej kobiety i zmęczonym wzrokiem rozglądała się tylko za kimś, kto mógłby dotrzymać jej towarzystwa. Miała nadzieję, że jej podróż nie będzie tak wyglądać w całości.

/zt => Dorzecze
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Królewski Trakt   

Powrót do góry Go down
 

Królewski Trakt

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Królewski Stos
» Królewski Szlak
» Królewski Las
» Gospoda "Królewski Zajazd"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony-