a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Mury wokół zamku - Page 3



 

 Mury wokół zamku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Gość

avatar

PisanieTemat: Mury wokół zamku   Pią Cze 21, 2013 8:34 pm

First topic message reminder :



Ostatnio zmieniony przez Taron Lannister dnia Pią Cze 21, 2013 9:50 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
15
Join date :
17/11/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Nie Gru 01, 2013 10:08 pm

Tully chciał zaprosić Treveta na naradę, poczęstować go jadłem, jednakże Trevet miał pomysł, chciał wyruszyć sam, bez armii do Blackwooda, a jeśli go zabije?
-Trevetcie, to jest niebezpieczne, co jeśli Ciebie pojmie ?  Ale niech Ci będzie, pojedziesz do Blackwooda go przekonać. Jednak nie sam...
Do Lancela zbliżył się giermek, najwyraźniej czekał na polecenia od swojego pana.
-Chłopcze, idź po Hyrana, zapewne ćwiczy.-powiedział z uśmiechem do swojego giermka.
Chłopak odwrócił się i szybko pobiegł po przyjaciela Lancela.  
-Sir Trevetcie, proszę, żeby mój przyjaciel udał się z Tobą. Jest znakomitym wojownikiem i strategiem, wychowywał się razem ze mną w Riverrun. Razem z nim uda się 140 mych żołnierzy.
Po kilkunastu minutach oczekiwania, nadjechał jeździec odziany w zbroję płytową. Za nim 140 ciężkich kawalerzystów, najedzonych i wypoczętych.

-Dajcie im jadło! Życzę powodzenia!


Ostatnio zmieniony przez Lancel Tully dnia Pon Gru 02, 2013 4:25 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Pon Gru 02, 2013 3:36 pm

Tully przydziela mu eskortę? I to jakichś ograniczonych morderców z tajnej organizacji przygłupich najemników. Nawet jeśli Mallister szczerze powątpiewał w ich historię jako morderców w wieku lat siedmiu to nie miał zmiaru podróżować z kimś kogo otaczała taka reputacja, nawet zełgana. Już sama propozycja była obelgą i dowodem wprost skrajnej nieufności. "Niestety ni ufam jaśnie panu, więc potowarzyszy ci zgraja moich zbirów, dla niepoznaki nazwę ich Gwardią Honorową" można tak powiedzieć i oszczędzić sobie cyrku z udawaniem troskliwego i miłego. Niestety nie każdy posiadł tą mądrość, a Tully był zbyt słaby żeby narzucać mu swoją wolę w taki sposób. Jeszcze to uporczywe zwracanie się do niego po imieniu jakby znali się dłużej niż parę godzin. Trevet zaczął poważnie rozważać jaki ma interes lord Tully w obrażeniu go. Może poprostu oszalał? Wziął przykład z króla, postanowił modnie zwariować i zrazić do siebie absolutnie każdego w zasięgu wzroku? Jeśli tak to robił błyskawiczne postępy w tej trudnej sztuce.
- Lordzie Tully - zaczął cedząc słowa jakby obawiał się, że jeśli będzie przemawiał zbyt szybko to nie zostanie zrozumiany. - Celem mojej wyprawy będą rozmowy i rozejm, a nie zbrojny najazd na obóz Blackwoodów. Dlatego nie są potrzebni mi ani zbrojni, ani twoja gwardia honorowa - a jego twarz jasno wskazywała, że jaki lord taki oddział przyboczny - Jeżeli przybędę z większym oddziałem to Lord Edmund nie uwierzy w flagę pokoju i wyrżnie cały oddział. Armia z Ravetree Hall to z górą dwa tysiące zbrojnych. Gdyby postanowił złamać zasady i mnie pojmać, setka ludzi nie zrobi mu różnicy. Wezmę swoich przybocznych i tylu powinno wystarczyć. Jeśli to waszej lordowskiej mości nie wadzi wyruszę natychmiast. - zanim uszczęśliwisz mnie jeszcze towarzystwem dziwek i wieży oblężniczej pomyślał - Czas nie gra na korzyść oblężonych Brackenów - spojrzał pytająco na Tullego i powoli zaczął kierować się z pocztem w stronę bramy zamkowej. Posiłek i odpoczynek straciły na znaczeniu Trevet pragnął jak najszybciej opuścić nieszczęsne Riverrun.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
15
Join date :
17/11/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Pon Gru 02, 2013 10:56 pm

-Przemawiasz mądrze, Sir Trevetcie. Blackwood mógłby źle zrozumieć nasze zamiary. Moja armia zostaje w Riverrun. Możesz wyruszać.
Na dziedzińcu zrobiło się zamieszanie, wielu żołnierzy włóczyło się bez celu, czekając na rozkazy. Pod zamkiem zebrała się armia licząca cztery tysiące dusz. Od najlepszych rycerzy Dorzecza, po nieuzbrojonych wieśniaków.
Po jakiś 40 minutach, Trevet Mallister, wraz ze swoimi przybocznymi zniknęli z pola widzenia. Lancel czekał na ten moment.
-Giermku, przekaż wszystkim, żeby zwijali obóz, za 40 minut wymarsz!
Udajemy się po Edmunda Blackwooda, który najechał na ziemię mojego wasala.

Giermek szybkim korkiem udał się do obozu żołnierzy, który był rozmieszczony 100 metrów od murów Riverrun. Lancel udał się do stajni, wsiadł na rumaka i razem ze swą gwardią przyboczną ruszył do obozu. Na widok Lancela, żołnierze zaczęli szybciej zwijać obóz.
Zaczęli się ustawiać. Sformułowali bardzo długi szyk.
Armia poruszała się szybko. Po jakimś czasie marszu z horyzontu znikł zamek Riverrun, siedziba rodu Tullych. Lancel miał świadomość, że Riverrun może widzieć po raz ostatni...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
13
Join date :
12/07/2016

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Sob Lip 16, 2016 1:11 am

Z Casterly Rock do Królewskiej Przystani prowadziły dwie drogi: złoty trakt biegnący przez Czarny Nurt - bezpieczniejszy ze względu na ostatnie tarcia na linii Lannisterowie - Tully, oraz druga biegnąca przez Riverrun pozwalająca na choćby podjęcie próby załagodzenia wzajemnych relacji.
Zachód nie potrzebuje wrogów, którzy tylko czekać będą aż obca flota wpłynie do Lannisportu bądź pod jego murami staną wrogie chorągwie. I taki właśnie był cel Alisera, który za namową dziada nadłożył drogi - miast niespełna 20 znajdzie się pod bramami stolicy po czasie prawie dwa razy dłuższym, a nadto kto wie ile będzie bawił w grodzie Lorda Tully'ego.
O odległości przypomniał sobie dopiero wtedy gdy zobaczył chorągwie trzepoczące nad blankami i wieżami Riverrun. Zbyt daleko jeszcze by mógł rozpoznać srebrnego pstrąga, lecz to bez wątpienia była ta twierdza.  Leżąca pomiędzy dwiema rzekami: Kamienny Nurtem i Czerwonymi Widłami. Nie stał pod tymi murami po raz pierwszy, lecz po raz pierwszy to na nim ciążyła odpowiedzialność za powodzenie wyprawy. Przetarł twarz dłonią, ciągnąc jednocześnie lejce i wstrzymując wierzchowca.
Przybywał w pokoju, pomimo noszenia na swych barkach pancerza i karmazynowego płaszcza rozłożonego majestatycznie na końskim zadzie. Oczywiście niewprawienie wieśniacy mogliby jego mały oddzialik uznać za jakąś kolejną inwazję. Towarzyszyło mu jednak zbyt niewielu ludzi, ledwie dwa tuziny. Nadto ramię nie było osłonięte przez tarczę, a nikt ze zbrojnych nie dzierżył kopii. Orszak był li tylko osobistą strażą.
Ludzie Alisera nie ukrywali też skąd pochodzą. Już z daleka strażnicy Tullych mogli dostrzec powiewającą na wietrze chorągiew Lannisterów - złotego lwa na szkarłacie. Taki zresztą był cel. Młodzieniec nie chciał zaskoczyć garnizonu i prowokować nieporozumień. Wezwał jednego ze swoich jeźdźców, ser Amory najstarszy ze świty. Był to człowiek o bardzo spokojnym usposobieniu, nieskory do bitki nawet jeśli jawnie z niego kpiono. Służył pod wnukiem Namiestnika Północy już w lasach Zachodu.
- Już nas zapewne dostrzeżone, wciąż jednak nie zaproszono. Jedź pod bramy i przekaż, że Aliser Lannister, wnik Lorda Casterly Rock przybywa w drodze do Królewskiej Przystani z wyrazami szacunku i prosi pokornie o nocleg i strawę dla niego i jego ludzi.
W głębi serca Aliser liczył na zgodę. Na tę chwilę nie można było zrobić zbyt wiele. W wojnie każda ze stron miała swoje racje, a rany były zbyt świeże, by można było zapomnieć. Jeżeli jednak Tully'owie udzielą mu gościny będzie to krok w dobrą stronę, by stosunki między Dorzeczem, a zachodem można było nazwać neutralnymi.
Lannister spoglądał na odjeżdżającego rycerza, dłonie położywszy na  szkarłatnym kropierzu. Pozostało już tylko czekać. Najchętniej jednak już teraz zeskoczył by z siodła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
40
Join date :
08/07/2016

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Sob Lip 16, 2016 11:28 am

Wielkie lustro, w które spoglądała Lorelay, było niewyobrażalnie piękną ozdobą jej komnaty. Rama pokryta złotem, a na samej górze symbol jej rodu, pstrąg, który swym pięknem przewyższał te na chorągwiach. Pusty wzrok miała wlepiony w swoje odbicie, kiedy to rozmyślała nad przyszłością już nie jej, a całego rodu. Jej starsza siostra, Ophelia, zniknęła aktualnie bez śladu i ani Lorelay ani jej ojciec nie dowiedzieli się dokąd wyruszyła. Dziewczyna bardzo za nią tęskniła, szczególnie, że dość dobrze się dogadywały, a aktualnie pozostała sama jak palec nie licząc rodziców i ciotki. Kolejne pociągnięcia szczotką wybudziły ją z dość smutnych myśli.
- Dziękuję, Gwen, możesz odejść. - powiedziała do służki, blado się uśmiechając. Kobieta odłożyła szczotkę, dygnęła i odeszła pozostawiając Lorelay z własnymi potworami. Dziewczyna była wszak młoda, a wokół niej zgromadziło się już wiele duchów. Nigdy nie sądziła, że dojdzie do tego, iż jej ojciec będzie lordem, a ona i jej rodzeństwo będą musieli zadbać o ród Tullych. Poczuła przechodzący dreszcz po jej plecach. Mariaż. Kiedyś będzie musiała wyjść za nieznanego jej jegomościa, któremu będzie musiała się oddać bezgranicznie, nie zważając na to czy będzie on dobrym człowiekiem, mężem czy ojcem. A to wszystko po to by zapewnić przyszłość rodowi. Przyglądając się światu zza okna usłyszała kroki, które nieubłaganie zbliżały się do jej komnaty, dopóty nie ucichły tuż przed drzwiami.
- Panienko Tully, nadjechał wnuk lorda Lannistera, Aliser Lannister, pani ojciec prosił, byś to ty go przywitała, a potem byście dołączyli do wieczerzy. - powiedział, kłaniając się zaraz przed dziewczyną, która jedynie skinęła głową w jego stronę na znak zrozumienia. Było dość późno, jednak obowiązek wzywał, a swemu ojcu odmówić przecież nie mogła. Poprawiła szkarłatną suknię, ściągnęła narzutę z krzesła i nałożyła na siebie, by zaraz pomknąć korytarzami. Jej wierni strażnicy, których było czterech, oczywiście ruszyli za nią, a wraz z kolejnymi drzwiami wzrastała ich liczba, jakoby wychodząc do Lannistera miała zostać zasztyletowana i wrzucona do rzeki w trybie natychmiastowym. Tuż przed bramą ilość strażników doprowadzała Lorelay do duszności, a kolejne tłumy zbierały się przy bramie by powitać gościa w swój własny, niepowtarzalny sposób.
- Jak pan Lannister was wszystkich zobaczy to pomyśli, żeśmy zwariowali pół wojska do bram przynosząc. Rozejdźcie się, nie ma potrzeby byście wszyscy tutaj stali, kilku strażników mi wystarczy. - powiedziała rzeczowym tonem, na co połowa strażników wycofała się wgłąb tłumu, większość została po bokach w razie nieprzyjemnej sytuacji, a kilku najbardziej zaufanych pozostało przy Lorelay. - Otwórzcie bramę. - choć jej głos przeszył dziedziniec nie było w nim nic nieprzyjemnego, ciepło bijącego z niego niwelowało każdy podniesiony ton. Panna Tully wyprostowała się, jak na damę przystało, a gdy tylko przejście rozchyliło się na tyle, by mogła swobodnie przejść udała się do swego gościa.
- Ser Aliserze, witamy w Riverrun! Przepraszam najmocniej za zwłokę, jednak nie spodziewaliśmy się pana, szczególnie o tak późnej porze. - uśmiechnęła się ciepło do wnuka lorda Lannistera. - Jestem Lorelay Tully, najmłodsza córka lorda Riverrun. - przedstawiła się, dygając przed swym wysoko urodzonym gościem. - Zechcesz zejść z konia, panie, i udać się ze mną na wieczerzę? Oczywiście pana rycerze też zostaną ugoszczeni. Konie zabierze służba do stajni, napoi i nakarmi, a każdy z nich dostanie boks by wypoczęły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
13
Join date :
12/07/2016

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Sob Lip 16, 2016 3:46 pm

Ser Amory wróciły bardzo szybko, lecz każda nawet najlichsza chwila niespokojnego oczekiwania wydawała się dla Alisera wiecznością. Gdy ujrzał jego konia chciał wyjechać m u na przeciw. Wypytać jakie niesie wieści. Uniósł nawet dłoń, lecz w ostatniej chwili się zawahał. Został.
- Otworzą bramy, Panie.
Krzyknął rycerz, niejako wyczuwając zniecierpliwienie, a może po prostu znał na tyle dobrze lordowskiego wnuka? To nie miało znaczenia, na twarzy Lannistera pojawił się delikatny uśmiech tryumfu. Więc się udało dostać do miasta, to już krok w dobrą stronę. Nie oznacza, że Riverrun nie żywi żadnej urazy, lecz nie jest ona na tyle silna, by podeptać kurtuazyjne zwyczaje i odmówić gościny.
- Trzy noce temu widziałem przyśnił mi się ten dzień. Tylko wtedy zamiast Ciebie niosącego dobre wieści widziałem pół armii Dorzecza rozwijającej szyk przeciwko naszej garstce. - Powiedział do swojego żołnierza, wolno ruszając w stronę bram fortecy.  Przez resztę drogi nie mówił nic. W jego głowie było zbyt wiele myśli, które walczyły o choć odrobinę uwagi.
Gdy bramy się otworzyły pierwszy wjechał oczywiście Aliser, od razu kłaniając się - jeszcze z siodła - witającej go kobiecie. Za nim jechali obok siebie chorąży Horrah trzymający poziomo lannisterski sztandar oraz ser Amory, dalej reszta orszaku.
Nie można ukrywać jednak, że sytuacja - przynajmniej nim padły pierwsze słowa - była mocno napięta. Nikt nie wiedział czego winien się spodziewać. Ci sami ludzie, którzy teraz stali naprzeciw sobie na dziedzińcu Riverrun jeszcze niedawno dzielili dwie strony muru. Nic więc dziwnego, że przez krótką chwilę zapanowała niemal złowroga cisza, przerwana jednak przez głos Lorelay.
Mim odpowiedział postanowił zeskoczyć z konia. Jeszcze nikt z ludzi Tullych nie przyszedł go od niego odebrać, lecz nie chciał dawać powodów do niechęci patrząc na gospodarzy z góry.
Znalazłszy się na ziemi raz jeszcze się pokłonił kobiecie i łagodnym, spokojnym głosem odpowiedział stojącej przed nim kobiecie.
- To ja proszę o wybaczenie, lecz nie wiedząc czy po drodze coś nas nie zatrzyma - wszak podróż do Przystani nie należy do najbardziej pilnych - nie chciałem kłopotać Lorda Tully'ego krukami nie mogąc podać żadnych konkretów. - Chciał jeszcze dodać, że wysławszy list mógłby postawić Dorzecze w nieprzyjemnej sytuacji, gdy po raz drugi musiałoby odmawiać. Wyruszył wszak następnego dnia po podjęciu takiego zamiaru, bez zwłoki, jak więc miałby wiedzieć czy uzyska gościnę? Gdy wypowiadał te słowa jego ludzie poszli w ślad ze swym dowódcą i zsiedli ze swych koni. Na dziedzińcu ruch zrobił się całkiem spory, zamkowa służba odbierała konie od ludzi z Zachodu. Nie zrażony jednak tym zamieszaniem Aliser kontynuował:
- To przyjemność Panią poznać, lady Lorelay i z nieukrywaną radością przyjmę zaproszenie, lecz przyjeżdżamy jako przyjaciele i w murach Riverrun nie czujemy się w żaden sposób zagrożeni. Chciałbym więc prosić o jeszcze chwilę nim zasiądziemy do wspólnej wieczerzy, byśmy mogli zmienić zbroje na atlasy i jedwabie
Ta prośba z wielu powodów była dość rozsądna. Z jednej strony kurtuazja, wkroczenie na salony Lorda w zbrojach i przy broni mogło zostać źle odebrane przez tutejszych, nawet jeżeli samemu Tully'emu by w niczym nie przeszkadzało. Z drugiej zaś Lannister chciał już zrzucić z siebie ciężką zbroję, z którą się niemal nie rozstawał  od kilkunastu dni i związana z tym wygoda podczas uczty.


ZT - na dziedziniec x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   

Powrót do góry Go down
 

Mury wokół zamku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Neuschwanstein - Sala Tronowa
» Biblioteka w zamku Bestii
» Jadalnia w zamku Bestii
» Dróżka wokół szkoły
» Ścieżka wokół wioski

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze :: Riverrun-