a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Mury wokół zamku



 

 Mury wokół zamku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Gość

avatar

PisanieTemat: Mury wokół zamku   Pią Cze 21, 2013 8:34 pm



Ostatnio zmieniony przez Taron Lannister dnia Pią Cze 21, 2013 9:50 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Pią Cze 21, 2013 9:28 pm

// Rzeczny Trakt.

Wojsko Lannisterów dotarło pod mury Riverrun, gdy słońce zdążyło już wyjrzeć zza wierzchołków drzew i pozostawić lśniące, długie smugi na wijącej się nieopodal rzece. Taron, nie zsiadając nawet z konia, podjechał pod sam mur otaczający siedzibę zdrajców, a gdyby wyciągnął rękę, mógłby dotknąć wiecznie wilgotnych i starych kamieni, za którymi kryły się pstrągi. Mrużąc oczy w słońcu, spojrzał w górę i dostrzegł ukrytych na blankach żołnierzy, którzy śledzili zarówno każdy jego ruch, jak i poczynania wojska. Lannister nakazał swym żołnierzom zatrzymać się zaledwie kilkanaście metrów od muru i nie tracić czujności na wypadek niespodziewanego ataku ze strony Tullych. Był też prawie zupełnie przekonany, że za bramą zamku czeka przygotowana armia, której wystarczy jedynie odpowiedni sygnał. Za swoimi plecami słyszał natomiast nerwowe rżenie koni, które zawsze jako pierwsze wyczuwały zbliżającą się bitwę, szczęk żelaza i głośne rozmowy. Zerknął przez ramię, zatrzymując wzrok na łucznikach obecnych w jego szeregach, po czym przejechał kilka metrów wzdłuż muru, tym razem jednak rozglądając się po okolicy. Gdyby nie zaistniałe okoliczności, może i byłaby ona choć odrobinę malownicza, lecz na Taronie i tak nie robiła większego wrażenia. Jeszcze raz spojrzał w stronę zamku, zamyślił się przez chwilę, po czym ruszył ku swym oddziałom.
Gdy do nich dotarł, zsiadł szybko z konia, po czym niecierpliwym gestem odprawił tych, którzy tak bardzo chcieli wyrazić swoją opinię na temat zamku, bitwy, szans czy nawet ilości poległych po obu stronach. Taron zobaczył wystarczająco dużo, nie potrzebował dodatkowych par oczu. Lannister obrzucił szybkim spojrzeniem stojących najbliżej żołnierzy, po czym zwrócił się do jednego z nich, wysokiego mężczyzny o czujnym spojrzeniu i wąskich oczach.
- Zaniesiesz Tullym wiadomość ode mnie - zaczął. - Powiesz im, że tylko głupiec nie gnie w pokorze karku, gdy z niemal każdej strony otaczają go wrogowie. Powiesz im, żeby poddali zamek i ogłosili zupełną kapitulację, nim będzie za późno. Powiesz im, że jeśli tego nie zrobią, zginie wielu niewinnych, a pokój w królestwie zostanie jeszcze bardziej naruszony. Zaświadcz także, że przybyliśmy tu jako jego obrońcy i nie cofniemy się przed niczym, by chronić honor króla i naszych sojuszników, którzy ucierpieli przez tę plugawą zdradę. Dość już tych nierozsądnych poczynań pstrągów, może skorzystają z warunków lwów i okażą chociażby odrobinę rozumu.
Żołnierz skinął z uwagą głową, co Taron uznał za znak, że wszystko zapamiętał. Już po chwili Lannister przyglądał się samotnemu jeźdźcowi, który zbliżał się konno ku bramie Riverrun.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Sob Cze 22, 2013 9:41 pm

// Tak na przyszłość było by miło gdybyście zabrali pod uwagę ilu was jest. Bo równie dobrze możesz mieć pięć tysięcy żołnierzy co i dwustu, a to różnica(uznałem ,że masz około 4000- 4500 żołnierzy). Postanowiłem schować honor do kieszeni i wybaczyć wam to, że jechaliście na nasze poletko bez przygotować i po macoszemu byle by być pierwszymi, ale Twój post zostawia tyle możliwych interpretacji co do ustawienia wojsk ,że pozwoliłem sobie wybrać tę najkorzystniejszą dla ligi lordów dorzecza.//


Podróż z Bliźniaków przebiegł bez najmniejszych problemów. Jeszcze w dniu wymarszu głównym siłom Freyów udało się dogonić wysłaną przodem dwusetkę konnych. Nie byli oni zaskoczeni rychłym przybyciem wojska ponieważ bękart tuż po wyruszeniu posłał kilku zwiadowców w informacją o nowych rozkazach. Wliczając nowe siły dysponował teraz trzema tysiącami żołnierzy i mógł bez przeszkód dotrzeć pod Riverrun w przeciągu kilku dni. Nakazał jednak zatrzymać się poza zasięgiem widzenia zamku w cieniu jaki dawał znajdujący się na północ od rodowej twierdzy Tullych, szepczący las. 

Chciał dokonać ostatnich przygotowań przed oblężeniem i poczekać aż nadciągnął Mallisterowie. Nie pozwolił na rozpalenie ognisk ani rozbicie obozowiska, było gorąco a dym można było zobaczyć z bardzo daleka. Jego żołnierze mogli odpoczywać w cieniu, zjeść trochę suchego prowiantu i napić się słabego wina ale musiał być pewny ,że gdy rozkaże ruszać dalej to w przeciągu paru minut będą już w drodze. Jednocześnie wydał polecenie ścięcia kilkunastu drzew i załadowania ich na puste wozy. Był nie raz w Riverrun i doskonale zdawał sobie sprawę ,że jak należy oblegać ten zamek. 
Po upadku ostatniego króla żelaznych ludzi, Harrena Hoare'a, rodzina Tully, która wsparła wtedy Targarzenów, dostała w posiadanie dużą część żyznych ziem dorzecza. W niedługim czasie powstała ich rodowa siedziła, Riverun, bieg rzeki. Trzeba było przyznać ,że budowniczowie tego zamku doskonale sprawili się planując obronę tej fortecy. Usytuowana u  zbiegu dwóch rzek, z kanałem przekopany od zachodniej strony, który w razie potrzeby można było zalać zamieniając zwykły równiny zamek w warownię, którą można było oblegać tylko w jeden sposób. Dzieląc swoje siły na trzy części i ustawiając je z każdej strony murów. 

Dlatego właśnie Brynden potrzebował drewna. Było niezbędne nie tylko do wzniesienia maszyn oblężniczych ale i wybudowania barek pozwalających na szybkie przemieszczanie się między poszczególnymi obozami. Gdy jego ludzie zakończyli już ładowanie ociosanych pni na wozy z zachodu nadciągnęli wysłani za wczasy zwiadowcy. Cała trójka. Zatrzymali konie Tuż przed głazem u którego stóp wypoczywał Rivers i zaczęli składać raporty. 

- Od północy pusto, ale mury obstawione.
powiedział pierwszy z nich, w średnim wieku z lekką już siwizna na skroniach.

- Z wschodu, też czysto ale widać jakieś zamieszanie w środku. Nie jechałem dalej ,żeby mnie nie zauważyli. Drugi z jego zwiadowców miał wyraźnie północne rysy twarzy. Jego ojciec przybył na służbę w Bliźniakach prosto z białej przystani.

-Zamieszanie narobiły oddziały idące z południowego zachodu, rzecznym traktem maszerowało z cztery tysiące chłopa, część konno. Mają czerwone chorągwie z złoty lwem. Rzekł młody z gładko ogolona twarzą. Był najstarszym synem stajennego a rolę zwiadowcy Brynden przydzielił mu bo chłopak jeszcze zanim zaczął mówić to już dokazywał w siodle. 

Twarz bękarta pochmurniała zdecydowanie, wstał i zaciekawionym tonem zaczął dopytywać. - Masz na myśli herb Lannisterów? Co te diabły z zachodu  tu robią? Mów ,że! Co jeszcze? Chłopak zeskoczył z konia, przykucnął przy Bryndenie, wyciągnął nóż i zaczął nim rysować na ubitej glinie. - Ich konie były niespokojne, zdyszane. Jakby je kilka dni gnali bez przerwy. wjechali w te widły między rzekami i stanęli o rzut kamieniem od muru. Bękart był pod wyjątkowym wrażeniem zdolności chłopaka z tak daleka był w stanie ocenić stan ich koni. Nic zresztą nie było w tym dziwnego skoro od maleńkości się nimi zajmował. - Na siedmiu, pewien jesteś? Zapytał Rivers westchnął ciężko i zaczął myśleć, po dłuższej chwili zadecydował. - Zwołać ludzi! Mam nowe rozkazy.

Nie minęło kilka minut i przy kamieniu znaleźli się wszyscy jego najważniejsi podwładni. Wysłuchali jeszcze raz raportów a potem bękart zaczął rozkazywać. 

- Ruszamy natychmiast! Po oddziale pikinierów i dwa czworoboki łuczników Przy obu kanałach. Jazda i reszta ustawi się u wyloty wideł i uformuje kilka szeregów, włócznie z przodu, jazda z flanek. W odwodzie zostanie trzystu ludzi. Wozy rozładować jak najszybciej od północy i wysłać tabory na południe. Tam je ustawimy i powiążemy łańcuchami. Jak się sukisynom zachce szarżować to się odbiją od drewnianych ścian. Z życiem panowie! Z życiem. Szybki marsz, ale tak cicho ,żeby się nie zorientowali zanim nie będzie za późno! Wydawał rozkazy, był w swoim żywiole, właśnie to robił najlepiej. Przemawiał z taką pewnością siebie ,że nikt nie odważył się zakwestionować jego poleceń.

Kilka chwil później wszytko było gotowe i zaczynali ruszać. tedy właśnie w grupie dowodzenia zjawił się jeździec. - Ja z straży tylnej. Melduję ,że na horyzoncie widać sztandary Mallisterów. Opłacało się jednak opóźnić rozpoczęcie oblężenia. Kimkolwiek był dowodzący Lannisterów popełnił błąd podchodząc tak blisko murów bez zabezpieczenia pozostałych stron zamku. Teraz mogli zamknąć go pod murami co stawiało ich w dogodnej sytuacji taktycznej. Nawet jeżeli miał sporą przewagę nad Freyami to ten manewr skutecznie ją niwelował, zaciskająć pierścień na około jego ludzi stawiał go między murem pełnym łuczników, brzegami rzek zbyt głębokich by pokonać je w pław dostatecznie szybko a przygotowaną na szarże obrona ujścia z pod zamku. - Świetnie, dawać mi tu papier i pióro muszę napisać list. Wykonać rozkazy! Dogonię was jak tylko skończę. Żołnierze pokiwali głowami i czym prędzej rozeszli się do swoich oddziałów. Brynden został z dwudziestoma ludźmi swojej osobistej straży i zaczął pisać. Gdy skończył wręczył list temu samemu synowi stajennego i rzekł. - Jedź! Lord Mallister ma dostać ten list czym prędzej! Jeździec odjechał, a bękart i jego gwardia popędzili konie. 

Gdy minął oddziały łuczników jego konni właśnie zaczynali zaciskać pierścień przy widłach. Nie wiedział co knują lwy ale musiał być pewny ,że nie przybyli wesprzeć Tullych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Nie Cze 23, 2013 12:39 am

// Seagard

Armia Mallisterów maszerowała traktem na południe wzbijając olbrzymie chmury kurzu. Widok z dala wyglądała dość imponująco, ot chmury pyłu nad którymi górują fioletowo srebrne sztandary. Oczywiście rzeczywistość była dużo bardziej prozaiczna i nieprzyjemna. O ile jadącym na przedzie ciężkozbrojnym pancernym mogła doskwierać wyłącznie wysoka temperatura, to maszerujący z tyłu piechurzy musieli jeszcze znosić cały unoszący się w powietrzu kurz, który osiadał na brygantynach i przeszkadzał w oddychaniu. Poszczególne kolumny dzieliła wprawdzie pewna odległość, ale w los wojaka wpisane jest oddychać pyłem i wąchać końskie bździny podczas marszu na pole chwały. Do jadącego wśród rycerstwa lorda Jasona, dołączali co jakiś czas wysłannicy z obu podjazdów meldujący mu o sytuacji. Generalnie raporty sprowadzały się do "Cisza i spokój", "Nie widać żadnych innych  wojsk", a armia Mallisterów dalej przemieszczała się w stronę Riverrun. Dopiero na ostatnim popasie przed twierdzą do lorda dotarły informacje, że wojska Freyów również wyruszyły. A dotarły razem posłańcem od dowodzącego nimi Bryndena Riversa, razem z nimi dotarły też inne dużo bardziej niepokojące wieści.
- Co? - dowódca łuczników przetarł oczy dłonią w pancernej rękawicy - A co tu przygnało cholernych Lannisterów?
- Ser Brynden pisze -
zaczął Trevet, ale jego pan ojciec nie dał mu dokończyć - Wszyscy wiemy już co napisał dowodzący Freyów. Ale ja nie uważam, żeby to była prawda. Gdyby przybyli tu po łupy to splądrowaliby włości Tullych. A te jak na wojnę są w zdumiewająco dobrym stanie.
- Czyli pomoc sąsiedzka? - Trevet nerwowo zastukał w kielich z winem, którego nie tknął od początku narady - Czy Lannisterów łączy jakiś rodzaj sojuszu z Tullymi?
- Nic nam o tym nie wiadomo.
- ser Gyrolf był dużo bardziej doświadczonym wojownikiem od młodego Mallistera i prawą ręką lorda Seagardu. - Mówiło się o planach zaręczyn między Taronem Lannister i Artemis Tully, ale to pogłoski.
- Mimo to...
- lord Jason zawiesił na chwilę głos zastanawiając się - Musimy być przygotowani na każdą ewentualność. Na razie dołączymy do Freyów tak jak planowaliśmy. Lwy raczej nie przegapią odcinających ich w zakolu rzeki i prędzej czy później spróbują się albo przedrzeć albo dogadać. A my będziemy czekać. Ale nie z założonymi rękami! Gyrolfie, zbierz ludzi. Natychmiast wyruszamy. Ser Robercie, proszę bezzwłocznie zebrać dwustu zbrojnych, połączyć się z podjazdem i  zająć stanowiska na północnym brzegu. - rycerz w zdobionej zbroi skłonił się bez słowa. Wszyscy wiedzieli, że lord Mallister prosi, nie rozkazuje. Wszyscy wiedzieli też, że różnica jest tylko w słowie -  Miejcie zamek w zasięgu wzroku, ale nie pchajcie się pod mury. Reszta armii ruszy w stronę wojsk Freyów. Jeśli Lannisterów jest tylu ilu zakłada Rivers to będziemy mieli nad nimi przewagę. Bogowie wiedzą czego szukają tu Lwy, ale lepiej dla nich, żeby nie rwali się do bitki.
Kolejni dowódcy gięli karki w ukłonach i ruszali wykonać rozkazy. Nie minął kwadrans, a armia Mallisterów uszczuplona o oddział ser Roberta ruszyła na spotkanie sojuszników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Pon Cze 24, 2013 6:50 pm

Słów kilka.

Akcję uważam za ważną w wykonaniu każdego rodu. Były błędy i niedomówienia, polecam czytać na przyszłość zasady podejmowania ważnych działań fabularnych i informowania o nich MG. Gdzie nie gdzie tego zabrakło. Następnym razem, będą ostrzeżenia i anulowanie akcji, do momentu odpowiedniego jej przygotowania i rozegrania.

Żeby ułatwić MG prowadzącemu was życie, piszcie w postach dokładne ruchy armii, oddziałów i formacji. Uwzględniajcie ich liczby. Czego nie dopowiecie, MG ma prawo wykorzystać przeciw wam. Taron, to głównie do Ciebie jest skierowane. Pamiętajcie, że nie prowadzicie w tych postach tylko własnej postaci, a tysiące podległych wam ludzi. Dbajcie o nich.

Naczelny MG
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
126
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Nie Cze 30, 2013 11:50 pm

Przepraszam za tak długi czas oczekiwania, zgodnie z obietnicą wyrobiłam się do końca tygodnia, co prawda z ledwością, ale fakt faktem. Rhaeno, wybacz że nie zaczekałam na Twoją odpowiedź, ale od razu po tym jak wysłałam pw zniknęłaś z forum, a nie chciałam dodatkowo wszystkiego przeciągać. W każdym razie odpowiednia informacja została wysłana.

Lady Maureen w milczeniu siedziała przy swoim wuju i bracie, z lekkim zniecierpliwieniem oczekując powrotu posłańca wysłanego do zamku. Gdy ten wreszcie przybył, natychmiast zameldował, że resztki pozostałego tam wojska Tullych kategorycznie odmawiają poddania zamku i przesyła serdeczne „pozdrowienia” okraszone nieprzyzwoitymi do przytoczenia zwrotami. Taron zdusił w sobie przekleństwo i z wolna rozejrzał się po swych krewnych.
- Dobrze więc. W takim razie wkrótce przekonają się o sile naszego ryku. - stwierdził z zaciętą miną, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego - Tymczasem pora rozbić obóz. Inżynierowie, do mnie!
Po konsultacjach z inżynierami i wojskowymi doradcami postanowiono rozdzielić wojsko na trzy oddziały. Pierwszy z nich, największy, bo około dwutysięczny, ulokował się naprzeciwko kanału. Drugi, zbliżony ilościowo zaczął tymczasowo zasiedlać jeden z brzegów rzeki, trzeci z nich natomiast, najmniejszy, rozłożył się na drugim brzegu. Pięciotysięczna armia, złożona głównie z piechoty, ochoczo zabrała się do pracy i już po kilkunastu minutach można było zauważyć efekty ich starań. Obozowiska ulokowano poza zasięgiem strzał i prędko przystąpiono do budowy solidnych okopów. Inżynierowie po zakończeniu narady z Taronem Lannisterem zajęli się składaniem machin oblężniczych - wprawdzie zamierzano jeszcze wstrzymać się z atakiem, jednakże w razie agresji ze strony Tullych konieczne zdawało się tego typu zabezpieczenie. Z kolei na drugim brzegu rzeki żołnierze właśnie rozkładali zebrane po drodze z Casterly Rock drewno, mające posłużyć do budowy barek. Lady Lannister z lekkim zadowoleniem obserwowała swych ludzi uwijających się w ukropie, byleby tylko jak najszybciej zapewnić im gotowość bojową. Jednak rzeczywistość nie mogła okazać się tak sielankowa. Gdy Maureen kontrolowała postępy prac, od strony lasu nadjechał zwiadowca Lannisterów.
- Pani, Riverrun otaczają wojska pod chorągwiami Freyów.
Dziewczyna przez chwilę spoglądała na niego w zamyśleniu, po czym przywołała do siebie jednego z posłańców, pilnie uważając, by przypadkiem teraz w pobliżu nie pojawił się wuj. Wiedziała, że jego ogłada może pozostawiać wiele do życzenia, a dużo lepiej byłoby załatwić tą sprawę polubownie - zwłaszcza że nie mieli pewności, jakie intencje mieli Freyowie udając się w te okolice. Tully był ich suzerenem, a to mogło oznaczać zbliżającą się potyczkę - w końcu zobowiązani byli do pomocy temu rodowi. Jednakże... jeszcze bardziej byli zobowiązani do tego, by bronić dobrego imienia królewskiego rodu. Cóż, nadchodzi pora, by dowiedzieć się, po czyjej stronie w rzeczywistości stoją. Gdy posłaniec nadszedł, wysłała go z poleceniem przekazania wiadomości.
- Zanieś dowodzącemu Freyów, kimkolwiek on jest, wiadomość od rodu Lannisterów. Zapewnij ich, że przybyliśmy tu jedynie, by stać na straży godności króla i nie mamy zamiaru podejmować żadnych działań zbrojnych zanim nie dotrą do nas posiłki z Królewskiej Przystani z oficjalną permisją króla. Wystarczy samowoli i samosądów, teraz wszyscy powinniśmy zjednoczyć się w obronie królestwa. Przekaż im również prośbę o nie wspomaganie zdrajców w tym niecnym postępku, którego się dopuścili. Zapamiętałeś? - gdy posłaniec skinął głową i wyruszył ku wojskom Freyów, Maureen odszukała wuja i starając się nadmiernie nie zaognić jego wściekłości, wywołanej przez opór Tullych, przekazała mu najświeższe wiadomości.
- A to psubraty...- mruknął pod nosem - Cóż, może nabrali rozsądku i mają zamiar walczyć w słusznej sprawie, trzeba czekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Pon Lip 08, 2013 3:24 pm

MG
 

Teraz będzie trochę spraw organizacyjnych, więc wybaczcie mi brak fabularnego bełkotu MG. Rzeczowo i na temat.

-Lannisterowie - Taron z godziny na godzinę czuł i czuje się gorzej, słabnie i dostał gorączki, chyba po drodze coś złapał. Jest niezdolny do dowodzenia, leży w swoim namiocie.

Lady z wujem rządzi. Armia podzieliła się na trzy obozy poza zasięgiem strzał z Riverrun. Zrobiła okopy, ale nie ma z czego robić maszyn oblężniczych, bo na granicy lasu i lesie siedzi już armia Freyów. Otoczyli was.

Posłaniec z Riverrun wrócił z pustymi rękami, nikt go nie posłuchał, ale nie stała mu się krzywda.

-Frey spółka - otoczyliście Lannisterów. Wiecie, że się podzielili i okopali. Mają ładne obozy, ale odcięliście ich od drzewa i nie mają z czego budować barek i maszyn oblężniczych.



Cała reszta organizacji i polecenia.

Wysłaliście posłańców, zarówno od Freyów i Lannisterów, by dowiedzieć się co i jak. Nie będę odgrywać posłańców, waszym obowiązkiem jest to zrobić. Prowadzicie ich więc jak własne postacie.
Posłaniec Lannisterów i armii Dorzecza spotkali się na otwartej przestrzeni między armiami. Każdy ma przy sobie dwóch zbrojnych i młodzika z chorągwią.

Kolejność dowolna.


Pamiętajcie, że w takich akcjach, odgrywacie własne postacie, armię i konkretnych NPCów, którzy muszą, lub chcą coś załatwić. MG jest od tego by rozstrzygać rezultaty, nie robić połowę roboty za was.

GRAMY!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Pon Lip 08, 2013 6:17 pm

Są takie dni, niezbyt często, kiedy Brynden wolałby pływać łódką po rzece i zarzucać sieci bądź orać pole w pełnym słońcu niżeli dowodzić armią. Ten dzień niestety należał właśnie do takich. Upał sączył się z nieba uderzając o ciężkie już i tak od zbroi ramiona a dodatkowo nic nie szło po myśli bękarta.
Jego ludzie trochę się ociągali i miast zaskoczyć Lannisterów w widłach, gdzie byli by stłoczeni, miał ich teraz rozłożonych naokoło Riverrun. Zdążyli zbudować prowizoryczne umocnienia i wszystko wyglądało na to ,że albo nie zwodowali jeszcze żadnych barek albo w ogóle takowych nie mieli. To była jedyna dobra wiadomość jaką otrzymał po dołączeniu do północnej części swoich oddziałów.
Ser Gratthar z Seagardu, jeden z starszych dowódców jego przyrodniego brata, Lorda przeprawy, spisał się znakomicie. Jadąc w straży przedniej zauważył ruchy czerwonych chorągwi i wydał odpowiednie rozkazy w imieniu Bryndena. Podzielił armię na trzy grupy, zbliżone po tysiąc ludzi i dwie z nich wysłał kilka mil na zachód i wschód, by tam zbili na prędce łodzie i przedostali się na drugi brzeg wód okalających twierdzę. Sam natomiast został między północnym rozwidleniem wód i czekał na przełożonego.
Brynden i jego straż przybyła na miejsce z poślizgiem wynikającym z chęci posłania Wojskom Mallisterów wiadomości, więc do swoich ludzi dołączył już gdy obie armie złowrogo łypały na siebie oczyma.
W końcu odnalazł Ser Gratthara, siedział na koniu obserwując znajdujących się poniżej Lannisterów. Wyrównał do niego i pomijając zbędne powitania zaczął: - Upał, nieprawdaż? Jego rozmówca był niskim acz szerokim człowiekiem. Miał łysą czaszkę, świecącą w pełnym słońcu jak złoto i bujną Czarno-siwą brodę, sięgającą niemal do pasa. –Tak. Zupełnie jakby bogowie rozpalili w niebiosach wielkie ognisko. Przekazali Ci już wieści? Zapytał. Brynden otrzymał raport z zmianami ruchów wojska, już jakiś czas temu, Stary żołnierz przysłał swojego syna by ten osobiście wytłumaczył się z posunięć ojca. – Zdaje mi się, że nie prosiłem o eskortowanie Lwów gdy będą się od nas odgradzać? Powiedział surowym tonem i spojrzał w małe lecz bystre i rozbiegane, czarne oczka Gratthara. I obaj roześmiali się serdecznie. –Co teraz rozkażesz? Postawiłem ludzi w gotowości, ustaliliśmy sygnały i rozesłaliśmy jeszcze kilku zwiadowców. Ale to na nic jeżeli te kocięta się uprą. Ciągnął starzec. Walczył przez ponad dwadzieścia lat dla ojca bękarta i kolejne dziesięć dla jego brata. Osobiście doglądał go od maleńkości i wiedział co Rivers mu odpowie. – Poczekamy. I tak też zrobili.
Minęło kilka minut nim kolejni zwiadowcy wrócili i zaczęli mówić o tym co widzieli. Dzięki temu Freyowie otrzymali stosunkowo dokładny opis umocnień obozu Lannisterów, liczebności i składu ich armii oraz tego ,że nie mieli jeszcze łodzi. Nic dziwnego, panienki z Lannisportu uważają ,że pływa się tylko po morzach. pomyślał Brynden i zaczał podśmiechiwać się do swoich osobistych myśli. Z tego transu wyrwał go kolejny konny, który wjechał do niewielkiej kotliny pełniącej teraz rolę sztabu dowodzenia.
- Panie! Od strony zamku, Chorąży i trzech konnych. Lannistery  jadą z poselstwem.
Brynden obrzucił spoconego jeźdźca lekko obojętnym spojrzeniem.  – Świetnie! Jak Mallisterowie? Jeden z jego ludzi pobiegł ku krawędzi kotliny, wyjrzał nad jej szczyt po czym zbiegł krzycząc. –Jadą! Jadą! Będą tu lada chwila! W istocie dawał się już wyczuć drżenie ziemi, trzęsącej się pod naporem kilku tysięcy pędzących koni i piechurów, maszerujących równym krokiem.
- Ser Grattharze. Zastąpisz mnie i powitasz Lorda Mallistera. Ufam Ci bardziej niż sobie samemu, służyłeś mojemu ojcu nim jeszcze się urodziłem więc jestem pewien ,że sobie poradzisz. Powiedział, wstając z pniaka na którym siedział i kierując się w stronę czekających nieco wyżej koni.
-Nie uważam tego za mądre, a jeżeli to jakiś podstęp? Oburzył się Rycerz.
- Więc wezmę dwójkę ludzi z kuszami i kogoś z chorągwią, zajmij się tym burdelem za mnie! Rozkazał tonem nieznoszącym sprzeciwu i odszedł. Po chwili siedział już w siodle i wraz z dwoma rycerzami dzierżącymi w dłoniach kusze, oraz młodym parobkiem niosącym za nim sztandar z bliźniaczymi wieżami, jechał na spotkanie wysłannikowi Lannisterów.

Część NPC:
 

Brynden odjechał i stary wojak został sam z bandą kłótliwych kretynów, których Walder zwykł nazywać, swoimi dowódcami. Nie można im było odmówić ducha walki czy umiejętności ale żaden z nich nie widział nic poza końcem własnego miecza i... kutasa. Grathhar gdy tylko Rivers zaczął wspinać się po niezbyt stromym zboczu kotliny, zaczął rzucać rozkazami.
- Chyżej suki! Zbieramy dupy, trzeba wyjechać przed Lorda Mallistera! Wykrzyczał podrywając się na równe nogi. - Postawić ten barłóg w gotowość! Wystrzelić strzały sygnalizacyjne do reszty obozów! Takie i wiele innych okrzyków, było słychać jeszcze przez kilka minut. Ostatecznie wojak z Seagardu, zdołał polecić jeszcze rozpoczęcie budowy kolejnych barek i udostępnienie ich równającymi właśnie z armią Freyów, wojskom z Mallisterów. Ostatnim rozkazem, który wydał było zwarcie szyków i czekanie na jakikolwiek sygnał od Głównodowodzącego, któremu zadaniem rycerza życie było nie miłe ,że osobiście poszedł układać się z Lwami. Wsiadł na konia i w towarzystwie kilku jeźdźców z lancami, czekał na tyłach by powitać Lorda Seagardu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Pon Lip 08, 2013 9:52 pm

Czas mijał bardzo szybko, mimo że spędzili pod murami Riverrun dobrych kilka godzin. Stan wuja Tarona był coraz gorszy. W końcu doszło do tego, że nie mógł on już podejmować racjonalnych decyzji. Gorączka odbierała mu zmysły, zimne dreszcze spowijały ciało, a pot sprawiał, że wyglądał jakby dopiero co wyszedł wody. Złotowłosy przyglądał się temu zjawisku z zaniepokojeniem. Nigdy jeszcze nie był w takiej sytuacji. Nie, nie chodzi o to, że jeszcze nie widział osoby bardzo chorej. Jeszcze nie zdarzyło się, aby to na jego osobie spoczęło brzemię kierowania kilkutysięczną armią. W obecnym czasie nie miał wyboru, musiał zająć się wszystkim dookoła.
Bardzo się cieszył, że jego ludzie potrafią tak szybko uporać się z rozstawieniem i ufortyfikowaniem obozu. Wolnym krokiem przechadzał się po obozowisku i obserwował prace.
- Panie! Nie mamy drewna do rozstawienia maszyn oblężniczych. Wojska Freyów zagrodziły nam drogę do lasu, prace stoją.- powiedział jeden z posłańców, którzy dostarczali wiadomości od zwiadowców. Miał na oko 15 lat, dobrze zbudowany, jednak jeszcze chłopiec. Aartowi nigdy nie podobało się, że w tak młodym wieku, jeszcze dzieci są wchłaniane do armii.
- Nie dobrze.- odparł, po czym szybko ruszył do namiotu, gdzie została Maureen. Gdy tylko znalazł się na miejscu ujrzał ją doglądającą wuja, którego stan robił się coraz gorszy.
- Freyowie odcięli nam dostęp do lasu, zapewne myślą, że przybyliśmy tu pomóc zdrajcom. Nie podoba mi się to. Nie wiem też, dlaczego to do tej pory żaden nasz posłaniec nie przybył z odpowiedziami.- powiedział  do siebie, bo lwica, jakby go słyszała, ale nie odpowiadała. W tej chwili do namiotu wbiegł jeden ze zwiadowców zawiadamiając, że delegacja Freyów ruszyła w stronę wysłańców Lannisterów.
- W końcu jakieś ruchy z ich strony. Otoczyli nas jak zwierzęta...- pomyślał.

RUCHY NPC posłańców.

Posłaniec czekał w połowie drogi do skraju lasu,gdy tylko zauważył, że delegacja Freyów zbliża się w ich stronę. Gdy tylko przybyli, młody, wysoki zwiadowca zszedł ze swojego konia i ruszył w stronę wysłannika rodem z Bliźniaków.
- Panie, przybyłem z wiadomością od brata, najstarszego syna i córki namiestnika Zachodu. Mam do przekazania, iż nasze wojska przybyły tu z misją stania na straży honoru króla. Nie jesteśmy tu, aby podejmować działania zbrojne, póki nie będzie do tego przyczyny i nie przybędą do nas posiłki z oficjalną permisją króla. Chcemy doprowadzić do oddania sie zdrajców w ręce sprawiedliwości w Królewskiej Przystani. Wyrażamy też żywe nadzieje, że nie przybyliście tu, aby wspomóc Tullych.- wyrecytował, jakby zahipnotyzowany. Od początku widać było, że nie jest to pierwszy lepszy wojak, tylko osoba, która przygotowywana była do przekazywania wiadomości w jak najbardziej kulturalny sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Sro Lip 10, 2013 5:29 pm

MG
 


Brynden odpisujesz posłańcowi. Jak Mallister raczy odpisać, odpiszesz mu NPcem. Zajmijmy się rozmową na polu między obozami.

Kolejność: Brynden > Aart
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Sro Lip 10, 2013 7:38 pm

Zaczynało brakować mu już trochę cierpliwość. Nie, żeby Brynden był niecierpliwcem, ale miał dosyć podchodów. Żaden posłaniec nie wziął by go za głównego dowódcę armii. Ubrany był w swoją niezbyt paradną zbroję, a spocona twarz, błyszcząca od kropelek potu gnieżdżących się w każdym zagłębieniu skóry, w połączeniu z niechlujną brodą i skołtuniałymi włosami, które nadawały mu wygląd raczej rolnika niżeli żołnierza. Te ubytki w wyglądzie nadrabiał postawą, w tym upale, kiedy każdy, giął się pod ciężarem pancerza on stał, wyprostowany z nieugiętym spojrzeniem. Zbliżyli się dostatecznie blisko i posłaniec Lannisterów zaczął mówić...

Recytował z pamięci, podyktowaną zapewne przez swojego dowódce wiadomość. Brynden, z początku słuchał uważnie, ale po chwili począł, liczyć w pamięci wszystkich Lannisterów, o których słyszał, i za cholerę nie mógł dociec, kto tak właściwie nimi dowodzi. Nie chciał obnosić się ze swoją ignorancją więc przytaknął tylko wysłannikowi i słuchał dalej. Ostatecznie padł w końcu termin "królewskiego honoru", i bękart zaczynał podejrzewać ,że w obecnych czasach, każdy z wielkich rodów miał nieco inną definicję tego pojęcia. Bardziej zasmucił go fakt ,że zapewne wszystkie te interpretacje jakoś związane są z jego ukochanym, rodzinnym dorzeczem.
Postanowił poczekać aż skończy mówić i odpowiedzieć mu, niezbyt zobowiązującym tonem. - Tak, tak. Królewski pokój, jakiż on istotny. Możesz przekazać swojemu panu ,że Freyowie nie przybyli wesprzeć Tullych. Zaczął, niezbyt śpiesznie. - Powiedź mu też, że ja Brynden Rivers, działając w imieniu Zarówno rodu mego ojca jak i całego dorzecza chce się z nim spotkać. Natychmiast. Nie miał zamiaru rozmawiać z tym tresowanym przez lwy, pieskiem. Znużył go ten dzień i upał a wizja spędzenia całego popołudnia, wieczora, nocy i zapewne jeszcze wielu dni w pełnym komarów obozie tuż nad rzeką nie była najszczęśliwsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Sro Lip 10, 2013 11:12 pm

Słowa toczyły się z ust posłańca, jak piana z ust człowieka podczas ataku padaczki. Niby nic w tym dziwnego, jednak wykwalifikowany negocjator nie powinien wypaść tak sztucznie, że dałoby się to dostrzec. Niemniej tak stało się z posłańcem wysłanym przez Maureen do wysłannika Freyów.
Wysłuchanie odpowiedzi rozmówcy trochę onieśmieliło Lannisterowego posłańca.W końcu rozmawiał nie byle z kim. Rzadko bywało, aby bękart prowadził armięw bój. Lord Frey, królewski namiestnik musiał go bardzo cenić.
- Oczywiście. Już po niego zmierzam. Proszę poczekać, lada moment sprowadzę mojego Pana Dowódcę. - odpowiedział na żądania Riversa bardzo szybko. Cóż...Speszył się jegomość i nie wiedział co ma poczynić. Jedyna myśl, jaka przyszła mu do głowy to szybkie ruszenie w stronę obozowiska i namiotu dowódcy. Wsiadłszy na konia, momentalnie ruszył galopem w stronę flag z lwem. Po kilku minutach był już na miejscu. Przemierzając dróżki między poszczególnymi namiotami ludzie przyglądali mu się z zaciekawieniem. Znali jego stanowisko. Jak dotąd jedyny uszedł z życiem z kilku starć.
Aart popijał ciepłą herbatę, gdy przed prowizorycznymi ścianami jego izby zaczął słyszeć szeptania i kroki konia. W ten zasłona wisząca przy wejściu podniosła się, a do środka wszedł zdyszany młodzian.
- Panie, posłańcem Freyów jest Brynden Rivers. Po jego nazwisku mniemam, że jest bękartem Lorda Freya. Kategorycznie dał mi do zrozumienia, a nawet mi to powiedział, że chce się z Panem niezwłocznie widzieć.- lekko speszony przekazał wiadomość.
Złotowłosy spojrzał się na młodzika spode łba. Jego wzrok spoczął w martwym punkcie, gdy przysłuchiwał się wypowiedzi posłańca.
- Dobrze,niech tak będzie. Ruszam lada chwila, tylko każ osiodłać mojego konia i zwołaj mi dwóch chorążych z naszymi flagami, aby eskortowali mnie na miejsce spotkania. - odpowiedział. Był gotowy do wymarszu. Jego błyszcząca zbroja, wypolerowana znajdowała się na miejscu, czyli na jego torsie. Energicznie powstał, gdy pod jego namiotem usłyszeć można było kroki obuwia bojowego. Wyszedł z niego, a oczy poraziło mu światło słoneczne.
- Dobrze więc, ruszajmy. Szkoda dnia, trzeba jak najszybciej zbudować maszyny oblężnicze- stwierdził, po czym wsiadł na swojego rumaka i ruszył w stronę, gdzie czekał na niego Rivers.
Chorąży z herbem rodu Lannisterów jechali kilka kroków przed nim, gdy dotarli na miejsce.
- Aart Lannister, najstarszy syn Lorda Lannistera, przyszły Namiestnik Zachodu i spadkobierca Casterly rock- zaanonsował jeden z nich w storonę bękarta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Czw Lip 11, 2013 1:16 pm

Brynden zaśmiał się w duchu, miał ochotę odpowiedzieć Brynden Rivers, najstarszy bękart Nestora rodu Frey, aktualny namiestnik rzecznego mułu i spadkobierca drewnianych taczek. jednak w ostatniej chwili ugryzł się w język. oto stał przed nim dowódca armii Lannisterów. Wyglądał na młodszego od bękarta a jego ostrożne zachowanie wskazywało na to ,że nie miał zbyt dużego doświadczenia w prowadzeniu działań wojennych. O ile można było to oblężenie nazwać działaniem wojennym, Rivers wolał sam dla siebie używać określenia "dbanie o dobry interes Dorzecza" i spał z tym wyśmienicie.
Powoli w jego głowie zaczynało objawiać się irytujące swędzenie, jakby słyszał już to imię i coś ważnego się z nim wiązało. Na jego obliczu pojawił się grymas zamyślenia, który po chwili przemienił się w przebłysk olśnienia. Ahh. Przyszły mąż Adrienne.. Walder wspominał o nim w swoim liście. Mężczyzna postanowił mieć, lwa na oku, tak na wszelki wypadek. Musiał ocenić czy jego przyszywana krewniaczka trafi na dobrą partię.
Dopiero po chwili spostrzegł ,że niezręczna cisza trwa już zdecydowanie zbyt długo i zaczął mówić. - Pierwszy raz, dowodzisz? Nieprawdaż?
Nie miał zamiaru tracić czasu na kolejne formalności i niepotrzebne dyrdymały, nie przybył pod Riverrun by prowadzić kokieteryjne rozmowy z wielkimi panami. Chciał przejąc zamek, najlepiej bez rozlewu krwi i zawieść znajdujących się w środku Tullych wprost przed oblicze króla, chciał uniknąć sytuacji w której wszystkie armie siedmiu królestw zjadą się do Dorzecza i zaczną wymierzać sprawiedliwość na swoje pokrętne sposoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Czw Lip 11, 2013 1:32 pm

Wszystko szło gładko. Bękart Freya zdawał się być normalnym mężczyzną, nie wiedział, czy brał lekcje dobrego wychowania na dworze, czy nauczył się tego podczas obserwowania prawowitego rodzeństwa. I koniec. Wszystko prysło jak bańka mydlana, gdy owy mężczyzna nie przedstawił się młodemu dziedzicowi, a od razu zaczął rozmowę. Lew nie chciał przypominać mu o braku taktu, nie bawiło go poprawianie ludzi i łajanie ich na oczach ich podwładnych. Siedząc dalej w siodle spoglądał na starszego od siebie mężczyznę uważnie. Nie chciał stracić ani słowa, znał siebie i wiedział, że brak roztropności, która towarzyszy mu przez całe życie może zaszkodzić.
- Tak, to moje pierwsze przywództwo nad tak wielką grupą. Zawsze od czegoś trzeba zacząć. Szkoda jedynie, że musi to mieć miejsce w tak pięknym miejscu jak Dorzecze. Mój wuj miał tutaj dowodzić, jednak złapała go jakaś choroba i stracił wigor do kierowania armią.- powiedział pewnym siebie głosem,lecz można było usłyszeć w nim nutkę zawiedzenia.
- Panie Rivers, czy moglibyście zabrać swoich ludzi i odblokować nam wejście do lasu. Tracimy czas, maszyny oblężnicze stałyby już w połowie gotowe do użytku, gdyby nie twoi ludzie. Rozumiem, że nie wiedzieliście zjakimi zamiarami przybywamy, teraz już wiecie. Mam nadzieję, że się dogadamy...- dodał po chwili nie owijając w bawełnę. Nie chciał tracić ani chwili, nie znosił, gdy coś odbywało się z opóźnieniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Czw Lip 11, 2013 2:11 pm

Spiął konia i pojechał kilka metrów, gdy jego jasnoszara klacz się uspokoiła rzekł. - Współczuję, z powodu wuja. Niemniej nie jestem jednym z tych wysoko urodzonych paniątek, więc możesz skończyć z tym oficjalnym tonem Lordzie Aart. Rivers był żołnierzem, przede wszystkim, ale był też dowódcą.  Przywiódł tutaj tych ludzi i wydawał im rozkazy. Prawdopodobnie wielu z nich miało zginąć wykonując je, walcząc w imię jego ojca i brata, nie za siebie. Z tego względu nigdy nie stawiał się wyżej od nich, nie wymagał by w jakikolwiek sposób go tytułowano, jadał razem z nimi i to co oni. Z tego właśnie względu to on dowodził armiami Freyów, znał swoich ludzi i wiedział na co ich stać. Szczerze gardził generałami wielkich rodów, którzy wysyłali na śmierć ludzi, samemu siedząc w zdobionych namiotach spędzając czas na piciu i przesuwaniu po kosztownych mapach, misternie rzeźbionych figur. Przy pomocy kawałków drewna decydowali, kto ma umrzeć. To właśnie budziło w nim największe oburzenie. - Śpieszno Ci do szturmowania murów? Jak na razie otoczyliście ich, zaczniesz budować maszyny i możesz być pewni ,że nie oddadzą zamku puki, ktoś w środku będzie w stanie trzymać broń. Pochylił się i oparł łokcie o łęk swojego siodła i dodał - mam nadzieję ,że nie posłaliście nikogo w kierunku zamku? Niemal cały dzień w siodle dawał mu się we znaki, uda zaczynały palić a krzyż nieznacznie pobolewać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Czw Lip 11, 2013 2:37 pm

Bękart z chwili na chwilę zaczął zamazywać obraz, dobrze wychowanego dostojnika, czarną jak smoła farbą. W oczach Lannistera rysował się na to jako swojski rycerz, który jednak nieco znieważył lwa. Aart dobrze wiedział, że jego ogłada może nie wszystkim się podobać. Nie znajdował się w Casterly Rock, gdzie wszyscy otaczający go ludzie, poza służbą,byli wysoko urodzeni.
- Rivers, nikt nie odda swojego zamku, bo zebrało się pod nim kilka tysięcy wojów. Jeśli zobaczą nasze zjednoczone siły nie będą mieli wyboru. Poza tym,nie chodzi tu o szturmowanie murów, ale bycie gotowym na taką ewentualność. Nie znoszę opóźnień.- powiedział, jakby zniesmaczony. Bękart był prawdziwym, zwykłym chłopem. Powinien zrozumieć o comu chodzi. Przecież on sam prowadzi wojsko swojego ojca do boju.
- Niestety wuj, gdy jeszcze trzymał lejce dowodzenia, posłał kogoś do Riverrun, jednak posłaniec wrócił z pustymi rękoma. Przybyłem już po tym fakcie.- dodał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Czw Lip 11, 2013 3:18 pm

Chłopak, w oczach Bryndena wyglądał na lekko przestraszonego, jakby z dnia na dzień, ktoś wyrwał go z objęć matki i wrzucił w prawdziwe życie. Mimo, że tak go odbierał bękart nie maił zamiaru być ani trochę pobłażliwy. - Nikt też nie powinien myśleć, że Riverrun da się zdobyć w sile mniejszej niż pięćdziesiąt tysięcy ludzi, Lordzie Lannister.
Jeżeli ten chłopiec myślał ,że jakiekolwiek maszyny oblężnicze coś mu dadzą to widocznie niewiele wiedział o twierdzy rodowej Tullych i samym dorzeczu. Dopóki śluza w trzecim kanale była otwarta obrońcy zamku mogli bezkarnie szczać na oblegających zamek. Rivers pociągnął za lejce i dodał. - Chcesz drewna? dostaniesz je, ale radzę Ci posłuchać mojej rady i wstrzymać się z budową, aż dam odpowiedni sygnał. Był może nazbyt pewny siebie, ale miał ku temu powodu. Machnął do swoich ludzi ,że czas już wracać. Podjechał trochę, ustawił konia bokiem do lwa i rzucił jeszcze. - Liczę ,że spotkamy się wieczorem, przy wieczerzy, w ten czas muszę jeszcze rozbić obóz. Bywaj Aartcie Lannisterze, przyszły namiestniku zachodu. Nie chciał wyjść na niecierpliwca ale, chciał już zakończyć tą rozmowę i zająć się czymś co przynosiło wymierne efektu. Jego ostatnie słowa były wyjątkowo miłe, wypowiedziane odrobinę cieplejszym tonem, od tego, którym przemawiał do tej pory. Tylko siedmiu wiedziało czy nie były też zwyczajną kpiną z Lannistera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Czw Lip 11, 2013 4:07 pm

Doświadczenie przemawiało przez dziecko Freya. Mówił z pewnością siebie, której czasami można było zauważyć brak u Aarta. Nie ma co mu się dziwić. Jedyne, co można mu zarzucić to nie wysłuchiwanie do końca wypowiedzi rozmówcy. Aart wyraźnie powiedział, że nie ma zamiaru samemu atakować Riverrun. Od początku wiedział, że pięć tysięcy zbrojnych nie rozłoży na łopatki tak dopracowanej twierdzy.
- Dziękuję za rady Bryndenie. Liczę więc na twój sygnał, twoje doświadczenie do mnie przemawia. - powiedział zawracając swojego konia. Rumak ruszył wyrywając kępę trawy swoimi ostrymi podkowami.
- Czekam na twojego posłańca z zaproszeniem na wieczerzę. Z chęcią zjem z tobą posiłek.-dodał po chwili ruszając w stronę obozu. Dobrze wiedział, że jego dwaj chorąży ruszą za nim. Byli dobrze wyuczeni.
Wracając galopem rozmyślał o bękarcie. Wyglądał na miłęgo, pomocnego gościa, choć kto może wiedzieć, co dzieje się w jego siwiejącej główce.
Gdy wszedł do swojego namiotu spojrzał na siostrę śpiąca obok łoża wuja, który wyglądał tak samo źle, jak przed rozmową z Riversem. Usiadł obok mapy. Ciężki orzech do zgryzienia czekał jego niedoświadczony umysł. W końcu wstał i wyszedł przed siedzibę dowództwa. Spojrzał na jednego ze strażników.
- Każ iść do lasu i zebrać drzewa do budowy połowy naszych maszyn oblężniczych. Gdy to zrobią, mają je wznieść i ustawić gotowe. - rozkazał,po czym powrócił do środka.
Może bękart dał mu do zrozumienia, że ma nie rozstawiać swojego sprzętu, jednak Lew wolał być chociaż trochę gotowy. Nie chciał atakować, chciał być na tyle bezpiecznym, aby w razie czego Maureen wraz z wujem byli w stanie uciec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Pią Lip 12, 2013 12:20 pm

Po pożegnaniu z młodym Lannisterem, bękart i jego ludzie spięli konie. Jechali galopem, Wiatr miło ochładzał rozgrzanych wojaków. Brynden starał się uporządkować myśli i stwierdzić jakie ma zdanie o Aartcie, ale nic mu  tego nie wychodziło. Zajmę się tym gagatkiem wieczorem. Pomyślał i popędził jeszcze swoją klacz. Po kliku chwilach udało im się dotrzeć do pierwszych szeregów armii Freyów. - Spocznij! Nakazał surowym, lekko chrypliwym tonem. Jego ludzie odetchnęli z ulgą, nie musieli ruszać do walki w tym upale. - Wolny, marsz! Zająć pozycję tuż za Lannisterami! Rozbijamy ten cholerny obóz! Rzucił. Przez jego żołnierzy przebiegła fala ogólnej radości i zadowolenia. Żaden z nich włączając w to dowódcę, nie miał ochoty szturmować umocnień obozu lwów tylko po to by potem samemu musieć oblegać Riverrun. Mallisterów nadal nie było. Zaczynało męczyć go już oczekiwanie na ich przyjazd, przecież ich chorągwie majaczyły na horyzoncie, nie byli tak daleko.
Brynden nie miał czasu by czekać na maruderów. Wrócił do swojego "sztabu dowodzenia" i zaczął wydawać kolejne polecenia. Po chwili z kotliny wyjechali dwaj posłańcy zmierzający do oddziałów stacjonujących od  południowego zachodu oraz wschodu. Wytyczne były proste. Zrównać się z siłami Lannsterów, wyładować wozy i wyznaczyć po stu ludzi do zbierania kamieni, reszta miała rozbijać obóz.
Rivers krzyknął po raz ostatni - Ruszać dupska leniwe cioty! Były to słowa pełne ciepła, zrozumienia i wręcz ojcowskiej troski. Freyowie ruszyli, sztandary z bliźniaczymi wieżami załopotały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Pią Lip 12, 2013 1:49 pm

MG
 


Zmrok zapadał szybko. Parne powietrze zamieniło się w przyjemnie orzeźwiające podmuchy lekkiej wilgoci od wielkiej rzeki. Wszyscy czuli ulgę pochłonięci swoją pracą. Armie się zrównały, Lannisterowie zapuścili się w las by rąbać drwa, ludzie Riversa zbierali kamienie i rozbili namioty.
Czas leciał, wszyscy uwijali się jak w ukropie. Armia Mallistrów była już na wyciągnięcie ręki, niemniej na wieczerzę nie zdążą. Posłaniec pojechał z zaproszeniem do Lannisterów, a wszystko czekało już w dużym namiocie, gotowe do spożycia.

Gdy wszyscy zasiedli już przy ławach i raczyli się mięsem, owocami suszonymi i winem, do namiotu wparowało trzech posłańców, którzy uprzednio zostali oczywiście sprawdzeni i przepuszczeni przez straże Zachodu o Dorzecza. Dwóch posłańców miał wieści do Riversa, jeden do Lannisterów. Jeden z posłańców Dorzecza miał na sobie herb Mallisterów. Przybył zakomunikować przybycie sojusznika, albo inne wieści, być może złe, miał chmurną minę. W namiocie zapadła grobowa cisza, z racji tego, że namiot należał do Riversa, to pozwolono mówić wpierw jednemu z posłańców do niego. Konkretnie temu od Mallisterów. -Panie. Wysłano mnie przodem by zawiadomić o przybyciu reszty sił. Niestety to nie wszystkie wieści. W drodze nękali nas banici i Lord Trevet został ranny. Zległa go gorączka, potrzebuje opieki. - Zakomunikował, na co wśród ludzi Freyów przeszedł monruk, nikt nic jednak nie powiedział, czekano na rozkazy. Następnie nadeszły wieści od kolejnych posłańców, które okazały się takie same. -Panie. Z Riverrun wyszedł Maester, prosząc o spotkanie z dowódcami oblegających go sił. Chce negocjowac warunki poddania zamku. Wyglądał jakby miał zaraz zemdleć. Gdy pytano, gdzie Lordowie zamku, pokręcił tylko głową i powiedział, że on będzie rozmawiał w ich imieniu, ale że więcej powie jedynie dowódcom. - znowu grobowa cisza. Coś się działo na rzeczy! Takich spraw nigdy nie załatwiał measter! Coś było nie tak, ale z drugiej strony nie wyglądało to też na pułapkę, Maestrzy nie byli intrygantami, dowódcami... mięli służyć. -Panie. Posłaniec Riverrun czeka na odpowiedź. Co mamy mu rzec?

Przyspieszyłam trochę wydarzenia. Jest późno w nocy. Możecie rozegrać spokojnie o czym mówiliście podczas wieczerzy nim zjawili się posłańcy, potem zająć się odpowiedzią na ich wieści.

Kolejność: dowolna.

Jeśli Lady ma takie życzenie i się pojawi może być obecna w namiocie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Pią Lip 12, 2013 2:31 pm

Pole zmagań armii nie było nigdy bezpiecznym miejscem. W czasie oczekiwania na zaproszenie od Riversa, przyszły dziedzic Casterly Rock oddał swoją piękną zbroję do czyszczenia. Jego miecz w dalszym ciągu znajdował się niedaleko jego ręki, w razie ewentualności mógłby go chwycić i zabrać sie do walki. Gdy siedział bezczynnie przy stole z mapą, spoglądając na figurki i ułożenie twierdzy Riverrun jego namiot nawiedził jeden ze strażników z wiadomością, że kolacja niebawem będzie miała swoje miejsce już może ruszać do obozu Freyów. Spojrzał na mężczyznę, który w rogu czyścił jego pancerz przy blasku świecy.
- Czy jest już gotowa?- zapytał donośnym głosem. Nie pomyślał,że może obudzić swojego wuja.
- Gotowa Panie.- odpowiedział pospiesznie podwładny wstając.
Lannister podszedł do niego. W ciągu kilku minut zbroja lśniła już na torsie swojego właściciela.
- Dobra robota, dziękuję ci.- mruknął wdzięcznie, po czym przypiął pochwę swojego miecza u pasa i ruszył ku wyjściu.
- Siostro, jeśli chcesz możesz jechać za nami. Śpieszę się, więc upewnij się, że dotrzesz bezpiecznie na miejsce.- skierował słowa w kierunku młodszej lwicy, po czym wyszedł z namiotu, koń na niego czekał. Dosiadł swojego rumaka, i z dwójką swoich najwyższych rangą dowodzących ruszył galopem w stronę ognisk bękarta.
Podróż przez obóz wojsk członka małej rady wydawała się nie różnić od tej, którą odbywał co jakiś czas po obozowisku Lannisterów. Tutaj tylko ciekawi rycerze przyglądali się sylwetce młodego panicza maszerującego z dumnie podniesioną głową w stronę namiotu dowodzącego. Dotarłszy na miejsce, zszedł z konia. Poczekał na swoją strażnicę i ruszył w stronę wejścia.
- Lord AartLannister, dowódca wojsk Zachodu, syn namiestnika Zachodu. Zostaliśmy zaproszeni na ucztę przez Bryndena Riversa.- wycedził jeden z lwich strażników. Obydwaj obrońcy Freyów zeszli z drogi.
Wewnątrz namiotu pierwszą rzeczą jaką można było zobaczyć, to bujna, złota czupryna młodego panicza. Stanął na chwilę i wyszukał w tłumku bękarta, po czym ruszył w jego kierunku.
- Witam ponownie, dziękuję za zaproszenie. Pozwól, że zajmę swoje miejsce... Przed namiotem stoi beczka najlepszego wina z Casterly Rock. Jest podarunkiem dla ciebie i twojej świty.- powiedział i ruszył w kierunku wolnych krzeseł niedaleko siedziska dowodzącego Riversa.
Nie minęła chwila, gdy do namiotów wprowadzono posłańców. Po wysłuchaniu, co miał do powiedzenia ten z herbem Mallisterów , nadszedł czas na wiadomość dla niego. Spojrzał wymownie na bękarta.
- I co zrobimy z tą wiadomością? Z chęcią zobaczyłbym się z tym Maestrem. Czy posłać po moich uzdrowicieli dla Lorda Mallistera? Każde ręce się przydadzą w łataniu ran wojennych jegomości- powiedział do mężczyzny starszego od neigo o kilka lat, gospodarza dzisiejszego posiłku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Sob Lip 13, 2013 11:44 am

Brynden Kazał przygotować małą ucztę. Nie była wykwintna ponieważ w tak prowizorycznych warunkach jak te, dostępna jest tylko określona różnorodność pokarmów. Podano wszelkiego rodzaju pieczone mięsiwa, chleb pieczony na metalowych płytach, mnóstwo wina i oczywiście całą gamę kiszonych i kwaszonych warzyw. Zaczynając od kapusty i ogórków, kończąc na ziemniakach. Był więc to posiłek, raczej niezbyt odbiegający od tych, które dowódcy z dorzecza zwykli jadać w swoich obozach.
W namiocie, mimo obecności wielu ludzi, było całkiem chłodno. Najwidoczniej, uczta zaczęła się przed chwilą i nie zdążyli jeszcze ogrzać pomieszczenia, ciepłotą własnych ciał. Bękart powitał Jasnowłosego, tym razem z pełnymi formalnościami. - Witaj lordzie Lannister. Jestem zaszczycony, że przyjąłeś moje zaproszenie. Skłonił się nisko. W przeciwieństwie do Lannistera, on zrezygnował z pełnej zbroi. Miał na sobie długą kolczugę, poprzeszywaną od zewnątrz pionowymi skórzanymi pasami a do tego szarfę w barwach rodu Frey. Był szczerze zaskoczony podarunkiem młodego Lannistera, przyjął go składając podziękowania i wydał polecienie rozpoczęcia posiłku/
Młodszy od niego lord Aart, zajął swoje miejsca, lecz nim, ktokolwiek zdążył nalać sobie chociażby puchar wina, do namiotu wbiegł posłaniec...

Rivers, słuchał obu wysłanników z nic nie wyrażającym wyrazem, twarzy. Nie mrugał by czasem przez to nie rozkojarzyć się zbytnio. Gdy skończyli, zaczął mówić Lannister. Bękart musiał się zastanowić, przetrawić informacje i przeanalizować sytuację, nie podobało mu się to wszystko. Miał nieodparte wrażenie ,że szło im zbyt łatwo. Nagle, w nocy wychodzi do nich maester Riverrun i chce negocjować poddanie zamku. Coś było na rzeczy, członkowie tego zakonu nie mieszają się zazwyczaj do rozgrywek politycznych i wojskowych. Wstał zaraz gdy złotowłosy skończył mówić i dodał. -
dwudziestu ludzi niech jedzie do Mallisterów. Ser Grattharze? Poprowadzisz ich. Wątpię czy potrzebuje jeszcze naszych uzdrowicieli ale najnowsze wieści na pewno wysłucha z ogromnym zainteresowaniem nawet jeżeli leży w gorączce. Ruszysz jak tylko wysłuchamy tego posłańca z zamku. Przyprowadźcie go, spokojnie.
Gdy zaczynał mówić wstał, a wtedy wszystkie szmery i rozmowy na temat nowych wieści ucichły. Jego ludzie wiedzieli, kiedy chciał mówić i woleli mu w tym nie przeszkadzać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Sob Lip 13, 2013 12:02 pm

MG
 


Informację wywołały niemałe poruszenie, ale tak to już jest, gdy wszystko przebiega normalnie, a tu nagle szereg takich informacji, no rewelacja! Rycerz do którego zwrócił się Rivers skinął głową i od razu zaczął wydawać rozkazy przyciszonym głosem, kazał zebrać ludzi, z którymi ruszy do Mallisterów, osiodłać konie...
Gdy zwrócono się do gońców, którzy wieść z Riverrun przynieśli spojrzeli po sobie. -Panie... wybacz, ale ten posłaniec czeka na Waszą odpowiedź. Przybył z Maestrem, został by zanieść starcowi odpowiedź czy godzicie się na rokowania. Maestr prosił pokornie o pośpiech, bo to co ma do powiedzenia dobno ważne jest. - Odpowiedział jeden z posłańców i skłonił się przepraszając za śmiałość odpowiedzi.

Kolejność dowolna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
127
Join date :
07/06/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Sob Lip 13, 2013 12:18 pm

Chciał się już położyć spać. W pewnym wieku człowiek zaczyna dostrzegać swoje zmęczenie i wie kiedy należy udać się na spoczynek. Właśnie nadchodził ten czas. Pora była najwyższa by wziąć się za cel ich przybycia pod Riverrun. Wstał i spoglądając wymownie na Lannistera ruszył w kierunku wyjścia. - Prowadź więc do maestra. Rzucił do posłańca i wyszedł z namiotu. Na zewnątrz, kazał przygotować swojego konia do drogi a sam czekał przed wejściem na Aarta. Cały czas w jego głowie obijały się słowa lwa o jego wuju Taronie, wiadomość o lordzie Trevecie, który również gorączkował i wzmianka o tym ,że maester wyglądał jakby miał zaraz zemdleć. To wszystko było co najmniej niepokojące. Jego klacz była już oporządzona. Wsiadł na jej grzbiet i postanowił poczekać aż jasnowłosy wyrazi swoją gotowość do drogi.


Ostatnio zmieniony przez Brynden Rivers dnia Sob Lip 13, 2013 12:55 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   Sob Lip 13, 2013 12:26 pm

Stawało się coraz bardziej zabawnie. Znany ze swych nieprzemyślanych wypowiedzi panicz, tutaj zachowywał poziom i jeszcze nie popełnił żadnej gafy. Czyżby miało to się zbliżać ogromnymi krokami?
Posłaniec był strasznie roztargniony, zdziwiło go to, że takim tonem zwrócił się do swojego dowódzcy. Przypominał mu jego samego. Aart został rozbawiony. Po wypowiedzi Bryndena, która była dość stanowcza, uśmiechnął się lekko pod nosem.
- Ruszajmy więc.-powiedział dość poważnie. Uśmiech z jego twarzy już zniknął. Brynden wyszedł, a on ruszył za nim. Jego koń był blisko, gotowy do podróży. Wsiadł na niego i spojrzał na bękarta.
- Na wszelki wypadek wezmę moich dwóch ludzi, którzy przybyli tu ze mną. Lepiej mieć się na baczności.- powiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Mury wokół zamku   

Powrót do góry Go down
 

Mury wokół zamku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Neuschwanstein - Sala Tronowa
» Biblioteka w zamku Bestii
» Jadalnia w zamku Bestii
» Dróżka wokół szkoły
» Ścieżka wokół wioski

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze :: Riverrun-