a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Droga Królewska - Page 2



 

 Droga Królewska

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Gość

avatar

PisanieTemat: Droga Królewska   Czw Cze 20, 2013 5:27 pm

First topic message reminder :

Gdzieś pomiędzy Ivy Inn a Darry.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Czw Sie 15, 2013 10:00 pm

MG

Po co tracić czas na sen i rozbijanie obozów, kiedy można wędrować pod osłoną nocy? Rozpalanie ognisk, które mogłyby rozproszyć ciemność są zdecydowanie dla ludzi o słabych nerwach, a prawdziwi mężczyźni jeżdżą po ciemku. O tak.
Niestety, decyzja Treveta, podjęta była pod wpływem emocji. Nie zdążył na bitwę i teraz targany wstydem i wyrzutami sumienia, chciał dotrzeć do stolicy najszybciej, jak tylko było to możliwe. Czy to pomogłoby zatrzeć niesmak, który pozostał po jego nieudanej próbie wsparcia sojusznika? Kto wie...
Postanowił więc nie urządzac postoju. Nie bał się ciemności, ani nocy. W zasadzie prawidłowo, w końcu duzi chłopcy raczej już się tego nie obawiają. Nie wziął jednak pod uwagę tego, że wojownicy mogli mieć odmienne zdanie. Mogli być głodni, zmęczeni, mogli zawiązywać sobie przyrodzenia na węzełek żeby nie zeszczać się jadąc na koniu. Kto wie?
Księżyc oświetlał drogę, to prawda. Ale gdy przypłynęły chmury i zasłoniły go, zrobiło się ciemno. Naprawdę ciemno.
Konie zrobiły się niespokojne, jeden czy dwa potknęły się. Któryś zarżał spłoszony. Oj, podróżowanie nocą to nic dobrego. Chyba, że jest się zbiegiem, wtedy nie ma co liczyć na luksus w postaci postoju. Chociaż nawet i uciekinierzy wolą spędzić noc w bezpiecznym miejscu.
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie?
Strudzene wojsko narzekało na nieustanną jazdę, niespokojne konie rżały, mała dziewczynka płakała... Tak, z początku Trevet tego nie słyszał, jednak z każdą chwilą mógł coraz wyraźniej wyróżnić dziecięcy płacz z wszystkich dźwięków, które dochodziły do jego uszu. Nie było jednak nikogo widać.
Niech kttoś włączy księżyc!
Przesuwające się po niebie chmury raz po raz odsłaniały srebrną kulę i właśnie w jednej z takich chwil dzielny Mallister zauważył na drodze dziecko. Stało kilkanaście metrów przed nimi. Tak, płakało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Pią Sie 16, 2013 4:09 pm

Trevet jechał nieustępliwie przed siebie. Rzecz jasna dochodziły go wszystkie gmerania, stęknięcia i głuche jęki jakie wydawali z siebie jadący za nim zbrojni, ale Mallisterowi dobrze szło ignorowanie odgłosów nezadowolenia. Zresztą żołnerz lubi narzekać, a zwracanie uwagi na absolutne każdego niezadowolonego raczej prędzej niż później doprowadziłoby go do szaleństwa. Trevet nie należał do tych miłych i współczujących lordów, którzy na każde zawołanie urzadzali postoje i ustępowali własnym poddanym na każdym kroku. On miał przed sobą jasno wytyczony cel i miał zamiar do niego dotrzeć jak najszybciej niefolgując ani sobie ani nikomu ze swojego otoczenia. A że zrobiło się dużo ciemniej niż było? Trudno, zdarzają się gorsze rzeczy, a wola bogów jest nie do ominięcia. Trevet nie wierzył w snarki czy grumkiny, a z trzedziestoma zbrojnymi wyśmiałby każdy napad jaki mógłby się przydarzyć na Królewskim Trakcie.
Nawet odgłos płaczu nie wybił Mallistera z ponuro bezlitosnego nastroju. Bo i co jest takiego w płaczu. Ciągle ktoś płacze. Świat tak wygląda, że silniejszy krzywdzi słabszego, a jedyne co słaby może na to poradzić to zapłakać lub pójść na skargę. Zresztą co takiego może się wydarzyć w centrum cywilizacji? Dorzeczu nic już nie zagrażało, wojna się skończyła, a prostaczkowie nie musieli obawiać się najazdów. Trevet założył, że to miejscowy półgłupek, który łka nad dowcipem jakiego nie rozumie i jechał dalej przed siebie zupełnie niewzruszony. Niewzruszony do czasu kiedy zobaczył płaczącą\ego. Mallister poczuł się odrobinę niezręcznie. Dziecko mogło płakać z masy powodów od odebranego deseru, po porażkę w jakiejś grze, ale na ogół nie robiło tego w środku nocy i to daleko od domu. Trevet podjechał bliżej i zeskoczył z konia.
- Ciii - zaczął mało przekonywująco trzymając w dłoni wodze wierzchowca - Co ty mały bachorze robisz tak daleko od domu i to o tej porze? Uciekaj stąd bo złapiesz wilka.
Rycerz rozejrzał się dookoła rozglądając się za jakimkolwiek domostwem z którego mogło uciec dziecko. Cholerny ojciec pewnie leżał pijany pod drzwiami i nie potrafił upilnować własnej latorośli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Nie Sie 18, 2013 2:55 pm

MG

- Jesteś moją mamusią? Mamusiu, jesteś tu? Mamusiu. Jesteś moją mamusią? -zapłakane dziecko nie wiedziało co się dzieje dookoła. Tak, właśnie spytało Treveta, czy jest jego mamusią. Mało co widziało przez napuchnięte od płaczu oczy, a i przy swoim potępieńczym wyciu nie miało możliwości rozróżnienia głosu.- Mamusiu? Mamusiu?
Brudne, małe piąstki tarły oczy z całej siły. Gdy dziecko je opuściło, zaczerwienione z każdej możliwej strony oczy wyglądały nie dość że szkaradnie to jeszcze przerażająco.
- Gdzie jest moja mamusia? -dziewczynka w końcu zauważyła, że osoba, która do niej podeszła nie jest jej rodzicielką. Kolejna porcja wielkich jak grochy łez zaczęła lać się z niej... jak z cebra. Buzia w czerwonych plamach, oczy czerwieńsze niż u królika, strugi łez zmywały gdzieniegdzie kurz z buzi, więc też cała twarzyczka była w szarawych smugach. Z nosa wisiały gile. Bardzo porządne gile. Znajdowały się już tuż tuż nad ustami. Pewnie już mnóstwo tego zjadła, bo przecież nie miała żadnej chusteczki a i płaczu nie umiała przerwać.
- Gdzie jest moja mamusia? Nie ma mojej mamusi. Znajdzie pan moją mamusię?
Co robi to cholerne dziecko na trakcie w środku nocy? I gdzie może być jego matka? O co tu chodzi? Ciekawe, czy dziecko wie nieco więcej na temat zniknięcia matki... czy nie jest w stanie mówić z powodu płaczu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Sro Sie 21, 2013 3:20 pm

Sytuacja była dziwna chociaż nawet odrobinę zabawna. Nie często jest się zatrzymywanym na jedenej z najważniejszych dróg w całym królestwie przez małą dziewczynkę, która bierze cie za swoją matkę.
- Niestety nie jestem twoją mamą - powiedział spokojnym tonem - A co gorsze nie mam pojęcia gdzie może być. Ale nie martw się, znajdziemy ją.
Będąc w drodze do stolicy całego Królestwa, mając reprezentować swój ród w istotnej sprawie, zatrzymał się, żeby pomóc posmarkującej dziewczynce, która zabłądziła daleko od chałupy. Jeżeli przejdzie do historii to pod mianem Zidiociałego. Trevet był lekko mówiąc zły na siebie za tą nagłą, podjętą pod wpływem emocji decyzję. Ale w bajkach dobrzy rycerze podejmowali właśnie takie a nie inne decyzje, a sytuacja była wyciągnięta z jakiejś opowieści, gdyby nad głową przeleciał mu smok zdziwiłby się tylko odrobinę. Doskonale pasowałby do sytuacji.
- Ale jeśli ją mamy znaleźć musisz mi odpowiedzieć na kilka pytań. Po pierwsze, gdzie mieszkasz? Po drugie, gdzie ostatni raz widziałaś swoją mamę? - Trevet zadawał pytania z trudem powstrzymując uśmiech. Absurdalność sytuacji zaczęła go już bawić.  - Desmond! - zawołał na jednego ze swoich przybocznych. - Zmiana planów. Jednak rozbijemy tu biwak. Wezmę ze sobą pięciu ludzi i objedziemy okoliczne farmy. Wy wystawcie warty, rozkulbaczcie konie, nakarmcie je i możecie się wreszcie przespać.
Teoretycznie Trevet poradziłby sobie sam ze sprawdzeniem okolicznych domostw, ale nie był pewien czy dziecko nie ma wyciągnąć go w jakiś rodzaj pułapki. Samoszóst czuł się znacznie bezpieczniej.
- Mowett,  weź dzieciaka na konia nie będzie się wlec za nami na piechotę.


Ostatnio zmieniony przez Trevet Mallister dnia Pią Sie 23, 2013 12:30 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Czw Sie 22, 2013 10:06 pm

MG

Czyżby Trevet powoli ronbił się miękki? No tak, mógł być twardy i nieustępliwy jeśli chodziło o zastępy wielkich chłopów, jakich miał w swojej armii, ale gdy spotykał na drodze płaczące dziecko... Nikt prawdziwie wielki nie był w stanie przejść obojętnie obok płaczącego dziecka.
Ustanowioną przerwę w podróży, wojownicy przyjęli z ogromnym entuzjazmem. Tak, lord Mallister zdobył teraz w ich oczach uznanie. I większy szacunek niż do tej pory. To, że nie udało im się dotzreć na pola bitwy na czas o wiele mniej im doskwierało, gdy juz rozbili obozowisko, rozpalili ogień i zabrali się za spożywanie późnej wieczerzy. Od razu człowiekowi lepiej na duszy, gdy pokrzepi się ciepłą strawą i ogrzeje przy ogniu.

Wybranie piątki ludzi i zabranie ich ze sobą było całkiem mądrym posunięciem. Na lordów czychało wiele niebezpieczeństw, na znerwicowanych chłopach zaczynając, a na innych, knujących lordach kończąc. Trevet zapewne wyobrażał sobie sytuacje do których mogłoby dojść podczas samotnego szukania matki dziecka. Czy to uratowało mu życie?

Zgodnie z poleceniem lorda, Mowett chwycił dziewczynkę i posadził ją przed sobą na koniu. Mała smarkula przestała na chwilę płakać. Pokazać dziecku konia i od razu zapomni o czym wcześniej myślało... Dużego konia. Małej dziewczynce. Odjazd.
- Dlaczego on jest taki duży i gruby? -jako, że mała przestała na chwilę płakać, mogła tym pytaniem rozpocząć serię pytań, które ten nocy powinny jeszcze paść z jej buzi. Co prawda bulgotała jesczze przy mówieniu i nadal lało się jej z nosa. Połykała to. Któe dziecko tego nie robi?
Oczywiście, mała smarkula pytała o rumaka, na którym jechał Mowett. Jako, że z niego był duży facet to i konia miał dużego, w końcu nie chciał go zajechać podczas długich podróży. Ale nie oszukujmy się, był o wiele za gruby. Koń. Mowet nie wiadomo, w końcu pod zbroją mógł być idealnie dopasowany do niej człowiek, albo nawet chudzielec, który obija się o nią żebrami i grzechocze resztą kości. Co ja piszę, fuck. Wracając do tematu...

- Mieszkamy z mamą w takim małym domku. Brązowym. Mamy pole. Tam rosną takie małe ziemniaczki -nikt sie chyba nie spodziewał, że dzieco zapamięta nazwę wioski w której mieszka? Dzieci lordów były wyedukowane, ale takie wiejskie, chłopskie bachory nie oddalały się nawet na tyle od domu, żeby sie gubić.- Ziemniaczki mieszkają pod ziemią, a na górze są białe kwiatki. Pod ziemią mieszkają też krety. Widziałam krety. Mają śmieszne głowy. Takie pomarscone.
Mała powoli się uspokajała. Fakt, że dorośli sie nią opiekowali działał kojąco. Skoro znaleźli ją rycerze, to jej mamę też znajdą, prawda? Albo ich dom. Najlepiej mamę i dom. Zdecydowanie.
- Byłam z mamą w lesie. Sukałyśmy scawiu. Scaw jest dobry. Lubię scaw. Brzuszek tak śmiesznie mówi jak zje scaw -no tak, pewnie nie mieli co do garnka włożyć, a wiadomo, że najbiedniejsi to powinni paść się szczawiem. Darmowe to i ogólnodostępne. I czy trzeba się martwić o wieśniaków, kiedy w lasach mają bogactwo pysznego szczawiu?- Grzyby też czasami zbieramy. Byłyśmy z mamą w lesie... Mama... Mamusiu... uuu...
Znów zaczeła się rozklejać. Smark nie miał więcej niż kilka wiosen, a zmiany nastrojów jak brzuchata kobieta. Ech.
Przynajmniej było wiadomo, że matka zniknęła w lesie. Czy było bezpiecznie zapuszczać się tam pod osłoną nocy? Ale... czy jeśli dzieje się coś złego, to czy za dnia jest szansa na odnalezienie kobiety żywej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Pią Sie 23, 2013 2:54 pm

Trevet niewiele wyciągnął z przerywanej pociąganiem nosem opowieści dziewczynki. Brązowy dom, pole ziemniaków i krety. Z jego punktu widzenia co druga chałupa, którą minął po drodze spełniała te wymagania. Zresztą znalezienie domostwa spadło na drugie miejsce skoro i tak matki miało tam nie być. Trevet miał bardzo dużą ochotę skomentować w jakiś sposób poszukiwania szczawiu w środku nocy, ale nie potrafił ułożyć komentarza w sposób wyrażający jego uczucia i jednocześnie odpowiedni dla uszu małej dziewczynki. Zresztą samo słowo "szczaw" wywierało na nim mocno przygnębiające wrażenie. On sam nigdy nie musiał jeść tego paskudztwa, ale wiedział czym jest i co w praktyce oznacza. A było nieomylnym znakiem biedy tak wielkiej, że aż potrafiacej się odzywać i mającej własną osobowość. A dziecko zdążyło się tak do tego przyzwyczaić, że nawet jej smakował. Ale nawet jeśli Mallisterowi była przykro to nie miał zamiaru dać tego po sobie poznać.
- Dobra, załatwmy to. - rzucił tylko stanowczym tonem, szturchnął swojego wierzchowca piętą i skierował go w stronę lasu. - Etkin, Rayne łapcie się za pochodnie i trzymajcie je wysoko, żeby było cokolwiek widać w tym gąszczu.
Las nocą potrafi zaskoczyć. Wszystkie te gałęzie, które tylko spiskują jak trafić człowieka w głowę, pohukiwania i dziwne szelesty. Potomek Andalów dziwnie czuje się w dawnym królestwie Dzieci Lasu.
- Jak twoja mama ma na imię? - zapytał się dziweczynki. -Jeśli chcemy ją szybciej znaleźć powinniśmy zacząć wołać, zwłaszcza ty powinnaś. I jeżeli jakiekolwiek miejsce wyda ci się znajome to zaraz mi powiedz. - Mallister nie spodziwał się, że dziwczynka skojarzy jakiekolwiek miejsce, miała góra sześć lat a w tym wieku każde miejsce jest identyczne. Trevet nie miał zamiaru zapuszczać się za daleko w las, nikt z jego towarzyszy nie znał okolicy i zabłądzenie wydawało się realną opcją. Poza tym jako głośny i zdala widoczny punkt powinni być łatwi do znalezienia dla matki małej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Sro Sie 28, 2013 1:00 am

MG

- Mama? Nazywa się Niespora -odparła dziewczynka usilnie się nad czymś zastanawiając.- A czasmi z mamą jest Ondin. -dodała po chwili.
Ano zbierały szczaw nocą. Matka mówiła, że po to idą, to dziecko słuchało. Nie dość, że dziecko, to jesczze dziewczynka. Czy doszukiwałaby się logiki w tak zabawnej eskapadzie po zielone listki, które gwarantowały na dodatek pełny brzuszek? Nie, po prostu się tym cieszyła.
Tak, jak polecił Trevet, dziewczynka zaczęła wołać matkę.
- Mamoooo, mamooo, mamooo! -typowe. Przecież nie wołałaby matki po imieniu. Ciekawe, czy oni też będą wołać "mamo". To chyba byłoby prostsze, prawda? A czy wołać tylko matkę, czy może też tą drugą? Dziewczynka nie powiedziała kto to jest, ale najwidoczniej musiała być to jakaś ciotka. W końcu, gdy mężowie ruszają w świat za chlebem lub wojnami i chędożeniem, kobiety tworzą grupki, w których mieszkają. Bo tak raźniej, zabawniej i czasami bardziej zadowalająco.
- Ondin też z nami poszła. I kazała mi poszukać świetlików -w ciemności nietrudno było znaleźc miejsca w których kłębiły się świetliki. Ich świecące dupki były takie ładne, że dziewczynki nie trzeba było dwa razy po nie posyłać. Miała zapewne nałapać ich do jakiegoś naczynia. Kto wie, może wieczorami te kobiety oświetlały sobie chatkę nikłym światłem pochodzącym ze świtlikowych rzyci? Kto wie... skoro już pasły się szczawiem...
Czy w trakcie połowu owadów mała zabłądziła? Jak daleko od kobiet odeszła? Aż na trakt, ale czy one były gdzieś blisko?
Nie zagłębiając się w las, przeszukiwali pas zieleni przy drodze. Trevet bał się zauścić głębiej? Oczywiście, nie znał lasu, ale czy był on na tyle straszny, żeby sześciu uzbrojonych mężów bało się bardziej niż mała dziewczynka? A może w tym lesie bili? Napadali i gwałcili? Kto wie, czego oni się tam bali.
A co by zrobili, gdyby właśnie w głębi lasu dostrzegli światełko i usłyszeli jakieś odgłosy? No co by zrobili? Ha, pytanie co by zrobił Trevet, bo w końcu jego zbrojni czekali na jego rozkaz. A mała nadal wołała.
- Mamooo, mamooo! -prawie tak, jakby ją obdzierali ze skóry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Czw Sie 29, 2013 9:10 pm

- Kurwa - mruknął Trevet pod nosem. Tak cicho, żeby mieć pewność, że dziecko tego nie usłyszy. Idea bycia dobrym człowiekiem traciła wszystkie swoje zalety w zastraszającym tempie. Trevet już nawet poważnie się zastanawiał czy może matka zwyczajnie nie porzuciła dzieciaka w lesie. Biorąc pod uwagę imponującą skalę i emisję głosu dziewczynki, mogła zwyczajnie mieć dosyć jej porażającego wycia. Z całą pewnością dośc już miał i Trevet i jego ludzie.
- Możesz już przestać. - powiedział dość głośno, żeby dziecko łapało oddech. - Jak będzie się tak głośno krzyczeć to nie usłyszymy jak twoja mama odpowiada.
Cóż. Matka nie odpowiedziała. W głowie Treveta narastało podejrzenie, że to wszystko jest tylko jakimś wielkiem nieporozumieniem. Ale przyjmowanie własnych założeń za pewnik rzadko kończyło się dobrze. Zwłaszcza jeśli było się takim tytanem intelektu jak Mallister. Teraz było trzeba podjąć decyzję. Wprawdzie myśl o zabłądzeniu napełniała go obrzydzeniem, ale bezcelowe przemieszczanie się wzdłuż drogi nie wydawało mu się lepszym rozwiązaniem.
- Jedziemy dalej- Trevet wskazał ludziom kierunek, szturchnął konia piętą i ruszył na czele małej ekspedycji. Zarówno młody rycerz jak i wszyscy jego zbrojni uważnie rozglądali się po okolicy. Jakikolwiek ślad, światło czy odgłos mogły naprowadzić ich na matkę.
A Ondin? Kogo mogła obchodzić kobieta o imieniu Ondin?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Nie Wrz 01, 2013 11:16 pm

MG

To, że Trevet nie dbał o kobietę imieniem Ondin nie znaczy, że nikogo nie obchodziła. W zasadzie bardzo obchodziła samą siebie, a to już połowa sukcesu, prawda?
Tytan intelektu Trevet.... piękny przydomek, naprawdę zacny. Zdecydowanie Trevet powinien wychodzić cało z każdej opresji, w dużej mierze dzięki takiemu właśnie mianu. Urocze... a kto wie... może to właśnie uratuje mu życie kiedy błąka się po ciemnych lasach?
Mała rozglądała się po ciemnym lesie. Blask pochodni rozświetlał mrok przynajmniej na tyle, żeby konie nie potykały się o własne nogi. Co jakiś czas księżyc wyłaniał się zza chmur i wtedy... no tak, dopiero wtedy las rzucał te wszystkie straszliwe cienie, których nie trzeba było oglądać w tej parszywej ciemności. Trudno powiedzieć co gorsze: nie widzieć nic, czy widzieć takie straszydła?
Rycerze dzielni, to pewnie nawet nie zareagowali. Ciarki przechodzące po plecach pod zbroją? Kto by o to dbał! Pohukiwania, dziwne szelesty, trzaski, wycie wiatru... to wszystko mogło przestraszyć panienkę z dobrego rodu. Ani mała dziewczynka wychowana w tych lasach, ani rycerze w pełnym rynsztunku nie zwracali na to uwagi. Tak, mogli teraz siedzieć przy ognisku gdyby to nie ich Trevet wziął ze sobą. Psiakrew.

Zaraz, zaraz... czy pomiędzy drzewami czegos nie widać? Coś jakby światełko...migocze... trochę drzewa zasłaniają, ale z pewnością jest tam jakieś źródlło światła! Ognisko? Pochodnia? Tak! Zdecydowanie coś tam jest! O, chyba coś słychać... no oprócz odgłosów lasu. Jęk? Czy to kobiecy głos? Słychać coś jeszcze? Coś jakby krzyk, może jednak śmiech, a może wołanie o pomoc? Czy tam jest mtka dziewczynki? I kto nazywa swoje dziecko Niespora? I ciekawe jak kobieta o takim imieniu mogła nazwać swoje dziecko... Hermenegilda? Chryzopraza? Katarzyna?

Gdy ludzie widzą światełko, zazwyczaj zmierzają w jego kierunku. Nawet jeśli sa w tunelu i wiedzą, że zbliżające się szybko światło nie może zwiastować niczego dobrego. Tak to właśnie jest, kto to zrozumie?
Zbliżając się do światła, które istotnie okazało się dużym ogniskiem, słychać było więcej jęków, wesołe trzaski ognia, krzyki, tupanie... co się tam dzieje?
W momencie, gdy Trevet ze swoja strażą zbliżyli się na tyle, że mogli zobaczyć szczapy drewna, gałęzie i inne elementy ogniska to wszystko stało się jasne. Ich oczom ukazał się niecodzienny i nawet nieconocny widok.
Kilka nagich kobiet obrabianych przez czterech, pięciu, sześciu... a nie, siedmiu mężczyzn. Niektórzy byli nadzy, inni pozbawieni byli tylko spodni, a i znalazł się taki, który zajmował się sam sobą stojąc z boku i przyglądając się temu, co wyczyniali jego kompani.
Należałoby się zastanowić. Co się właściwie działo (och, to w zasadzie widać)? Czy trzeba ratować te niewiasty? Czy jest tam Niespora i czy to ta z nieziemskimi piersiami i... głębokim gardłem? I czy w ogólnym zaaferowaniu ktokolwiek zauważyłby, że dołączyło się kilku delikwentów?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Pon Wrz 02, 2013 7:10 pm

Światło! Co to była za radosna wiadomość. Światło oznaczało ludzi, a w środku cholernego lasu to mogła być wyłącznie poszukiwana matka i nikogo nieobchodząca Ondin. Oczywiście mógł to też być pożar, w którym właśnie zginęły setki niewinych borsuków i ryjówek, ale Trevet nie musiał być traperem ani nawet tytanem intelektu, żeby wiedzieć, że w takim wypadku byłoby jasno na cały las, a farmerzy z całej okolicy zbiegaliby się świętować, panikować i swatać córki z sąsiadami. Niewielka grupka konnych zaczęła przebijać się w stronę źródła światła, tratując co większe krzaki i mniejsze drzewa. Hałasu robili masę, ale ku zaskoczeniu Treveta nikt nie zareagował. Chwilę później do uszu rycerza dobiegł jęk. Wyraźnie kobiecy. Czyli coś się tam działo, niekoniecznie dobrego sądząc z odgłosów. Mallister kolejny raz popędził wierzchowca i skierował go w stronę już wyraźnie widocznego światła. Koń cicho zarżał i posłusznie dreptał między drzewami. Spodziewał się wielu rzeczy, napadów, rabunków i nieszczęsliwych wypadków.  Dość krępujący dla niego był fakt, że mylił się  całkowicie, ale kto mógł się spodziewać, że matka małej, zgubionej dziewczynki właśnie zabawia się z dwoma mężczyznami na raz. Podobne zachowania zawsze irytowały Treveta. Nie mógł złośliwy babsztyl zamknąć dziecka w chacie?
Mallistera uczono, że nawet najgorsza decyzja, ale podjęta na czas jest lepsza niż najlepsza postanowiona za późno. A w takiej sytucji nawet spokojny i dystansujący się od wszystkiego Trevet poczuł podniecenie, a co dopiero jego chętnie korzystający z uroków życia podwładni. A ciężko jest myśleć racjonalnie i podjemować najlepsze decyzje, kiedy jest się świadkiem niebylejakiej orgii. Podjechawszy do najbliższego mężczyzny, który jako jedyny w towarzystwie był zajęty wyłącznie sobą z rozmachem kopnął go w plecy zakutą w stal stopą. To była tylko uwentura do dalszego wsytępu, zapowiedź mająca zwrócić uwagę widzów.
- Co tu się, do najjaśniejszej kurwy nędzy wyprawia- takie zdania powinno się wywrzaskiwać, plując śliną dookoła, ale Trevet zdecydował się na chłodny ton, którego jego ojciec używał w rozmowach wychowawczych. - W swej olbrzymiej łaskawości pozwalam, żeby nikt nie odpowiadał - kontynuował spokojnym tonem, w którym czaiła się zapowiedź, malowniczo położonego drzewa i ładnej gałezi z kołyszącym się na niej sznurem. - Jednakże moi drodzy prostaczkowie chciałbym się dowiedzieć, któraż to z was niewiasty posiała gdzieś swoją latorośl. Zapewne spłodzoną w podobnych okolicznościach
- Mowett! Dawaj dzieciaka na ziemię - warknął w stronę zbrojnego - Znalazła już matkę, ciekawe czy jej się to podoba
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Sro Wrz 04, 2013 12:06 am

MG

Dziewczynka zdążyła już zadomowić się u Mowetta na tyle, że podczas poszukiwań matki nuciła starą, dobrze znaną wszystkim melodię. Jak szedł jej tekst? Ach! "Look at my horse, my horse is amazing". Czy był ktoś, kto nie znał tej przyśpiewki? A im człowiek był starszy, tym więcej sobie do tekstu dodawał. Żeby było ciekawiej. A i z wiekiem tekst stawał się coraz śmielszy i powodował coraz bujniejsze rumieńce na twarzach dziewek.
Widząc ten niecodzienny obrazek mała nie była wstrząśnięta. No tak, w zasadzie nie wiedziała o co chodzi, więc nie było szans, żeby była zawstydzona, zażenowana czy zaszokowana. Ot, panowie i panie bawili się bez ubrań w nocy w lesie. No co? Wy tak nie robicie?
- O, mama! -mała najwidoczniej zobaczyła swoją rodzicielkę, bo patrzyła w stronę biuściastej kobiety. Tak tej, która w tej chwili wyglądała na niewyobrażalnie głodną. A ten mężczyzna koło niej wyglądał na bardzo zadowolonego.
Kobieta spojrzała w ich stronę i zabulgotała coś. No tak, nie była w stanie nic powiedzieć. Jednak, gdy wyjęła z buzi.. wszystko co tam jeszcze przed chwilą mieściła, mogła coś powiedzieć.
- Co ty tu robisz, bachorze? Miałaś znaleźć te cholerne świetliki! -czar prysł. Zobaczyła nadobnych rycerzy, którzy wieźli małą. Jej wzrok padł na Treveta, który trącał jednego z jej kompanów butem. Tego nieśmiałego. Butem. Jak padlinę. Przeklęci lordowie! Uśmiechnęła się jednak i otarła ślinę spływającą jej z kącika ust.- Panowie... co was tu do nas sprowadza? Czyżbyście chcieli... pobawić się z nami?
Słysząc o świetlikach, dziewczynka westchnęła tylko.
- Nie, to nie mama. To Ondin. -nic więcej. Po prostu to powiedziała. A kiedy Mowett postawił ją na ziemi wyglądała jak ktoś, kto zaraz usiądzie w miejscu w którym stoi i będzie na coś czekał. Ale... na co? I co to miało znaczyć? Najpierw mała rozpoznała matkę, a potem jednak uznała, że to nie ona?

Kopnięty mężczyzna był na tyle zajęty sobą, że odsunął się po prostu i dalej obserwując inną dziewkę kończył swoje dzieło. Och, jak on kończył. A skoro Ondin zajęła się rozmową, zaniedbując przy tym jednego ze swych bliskich przyjaciół, nie czuł się zobligowany do odpowiadania. A tak szczerze mówiąc, to był przy okazji jąkałą. To by jeszcze bardziej zdenerwowało Treveta. Czekać w twardej zbroi i chłonąć wszystko, co działo się przy ognisku w oczekiwaniu aż jąkała wykrztusi wreszcie to, co chodzi mu po głowie?
Zaniedbywany przez Ondin młodzieniec w zasadzie nie przejmował się tym dłużej niż kilka chwil. Gdy doszedł do wniosku, że ona zamierza dłużej zająć gości rozmową, a może i za chwilę czymś innym, po prostu podszedł do innej dziewki. Jak nie ta, to inna.
A Ondin? Po chwili zeszła ze swego drugiego przyjaciela, wywołało to u niego zawiedziony jęk. Dla niej w zasadzie nie stanowiło różnicy, czy on się nią zajmował, czy też nie. Ale dla niego? Jego mina mówiła więcej niż byłby w stanie z siebie teraz wydobyć.
Dwa pierwsze kroki Ondin przeszła na nieco rozchylonych nogach. potem przeciągneła się, zatoczyła biodrem i już w zasadzie była gotowa do dalszej rozmowy.
- Jak więc będzie? Ja... och... moja głowa -naga i zupełnie nieskrępowana tym kobieta złapała się za skroń. Przymknęła oczy.- Uch, znowu ten ból... co za... -spod przymrużonych powiek spojrzała na rycerzy i na dziewczynkę.- Róża! Gdzie ty byłaś? Szukałam cię! -to było zdecydowanie skierowane do dziewczynki, która jeszcze przed chwilą podróżowała z Mowettem.
- Mama! - kobieta, która przed chwilą nie była mamą, teraz juz nią była. Magia? A może przypadek? Nie sądzę.
Dziewczynka, której imię w końcu zostało ujawnione, podbiegła do matki i przytuliła się do jej nagiej, ciepłej nogi.
- Och! Dlaczego jestem... co się stało... moje ubranie! -tak, kobieta zauważyła, że jest naga. Całkiem szybko, prawda? Ze strachem spojrzała na rycerzy, potem za siebie, oczy rozszerzyły się jej tak, że wyglądały jak monety. Potem znowu spojrzała na rycerzy i na Różę.- Bo.. ale... ni...Och, nie znoszę jak ona dochodzi do głosu. Jest taka nudna i głupia... -głos się jej zmienił. Odsunęła też od siebie dziecko. Mała Róża wydawała się skonfudowana ale nie na tyle, żeby pomyśleć, że zdarza sie tak pierwszy raz.- Oby nam już więcej nie przerwała, panowie... Potrafi zniszczyć najlepszą zabawę... a więc na czym to... stanęło?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Sro Wrz 04, 2013 5:07 pm

Mallister przechylił głowę w prawo przyglądając się kobiecie, następnie przechylił ją na lewo jakby liczył, że z tej perspektywy sytuacja będzie wyglądać zupełnie inaczej. Na jego twarzy widniał wyraz totalnego szoku. Prawdopodobnie gdyby z nieba spadła niewielka trąba powietrzna, wymalowała okoliczne drzewa na bladoróżowy i naprawiła zacinający się skoblel w drzwiach to nie był dużo bardziej zdziwiony. Na początku był przekonany, że kobieta zwyczajnie jest idiotką. To bolesna, ale niezbyt uciążliwa przypadłość. Ale w postawie Ondin/matki było coś co sprawiało, że Trevet błyskawicznie zmienił zdanie. Kimkolwiek czy też czymkolwiek była kobieta raczej nie była idiotką. Ladacznicą owszem, ale nie głupią. A co gorsze przerażającą, Mallister nigdy nie uważał się za tchórza, ale bezpośrednio po tym jak kobieta zmieniła się z matki w dziwkę miał olbrzymią ochotę wiać i zatrzymać się dopiero za wąskim morzem. To wystarczyło, żeby od razu stracił ochotę na jej cielesne powaby. Trevet wolałby stać się ofiarą wygłodniałego smoka, niż zostać napadniętym przez Ondin w całej jej nagiej krasie. W takiej sytuacji należało użyć lorda, Trevetowi brakowało cennego doświadczenia w tej dziedzinie, więc bardziej zachowywał się jak tyran, ale był zbyt wybity z rytmu, żeby działać w pełni rozsądnie.
- Kellet, Emmet - to dziwne, ale w okolicach Seagardu istniała tradycja do kończenia imion na "t". - Proszę, skrzywdźcie każdego, kto nie będzie się zachowywał stosownie do jakże wysokiego poziomu spotkania. Inaczej mówiąc każdy kto nie przestanie się gzić ma pojąć, że krótki czas szczęścia minął. Na razie niczego o trwałych skutkach. - Trevet prosił, a nie rozkazywał, ale różnica była tylko w słowie. Mallister znał swoich ludzi. Kellet był głupi, ale bezwzględnie lojalny, a Emmet był dobrym człowiekiem, ale fanatycznie wierzącym w Siedmiu. Taka sytaucja musiała być dla niego dużo bardziej oburzająca niż dla Treveta. - Najlepiej pognajcie ich w cholerę.
- A ty, moja panno - zwrócił się do Ondin/matki - Możesz zacząć mówić. Jak to powiedziałaś... "stanęło" na tym jak opowiadasz mi czym lub kim jesteś. Spiesz się, bo nie mamy całej nocy, a ja jestem strasznie ciekaw czy przypadkiem septon nie miał racji mówiąc o tworach ciemności. Trevet słabo pamiętał septona w Seagardzie. Jeżeli już miał uczestniczyć w nabożeństwach to na zamku był jeden. Ten z miejskiego septu cieszył się reputacją pijaka i idioty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Sro Wrz 04, 2013 10:54 pm

MG

Ondin klasnęła w dłonie.
- Panowie, na dzisiaj wystarczy. -nie powiedziała tego do rycerzy Treveta, tylko do swojej radosnej zgrai, która nadal niestrudzenie hałasowała. Krople potu spływały po nagich ciałach, naprężone mięśnie wibrowały delikatnie... To wszystko jednak skończyło się, gdy Ondin tak zarządziła. No może nie natychmiast po jej ingerencji, w końcu grzechem by było nie namaścić tak pięknych dziewek, lub też po prostu dziewek (zależy od preferencji). A i nie byłoby zdrowo, gdyby kompani Ondin dusili wszystko w sobie. Kto wie, czy wtedy nagle by nie wybuchli, nawet w momencie, w którym zwyczajnie patrzyliby na Treveta? Wtedy byłby dopiero kłopot.
- Po co te nerwy, skarbie? -uśmiechnęła się szeroko do Treveta.- Czy jest coś złego w tym, co robimy? Nie musisz posyłać swoich chłopców na moich... chyba, że w innym celu.
Uśmiech przerodził sie w złośliwy grymas. Ondin oparła rękę na biodrze a drugą gładziła się po brzuchu.
Róża stała obok i sprawiała wrażenie spokojnej. Nieszczęśliwej, ale spokojnej.
- Chcesz tylko rozmawiać? To może... do rozmowy oddam ci tą idiotkę... od razu zapragniesz mojego powrotu... -najwidoczniej nie miała zamiaru nic tłumaczyć.- Bawcie się dobrze... Róża... moje dziecko... mój panie!
Niespora chciała dygnąć struchlała, ale znów zauważyła, ze nie ma nic na sobie. Zasłaniając strategiczne miejsca swego ciała, a przynajmniej próbując to zrobić, nie wiedziała w który kawałek gruntu wbić wzrok.
Tymczasem, do czego wesoła kompania miała dojść, to... doszła. Nie ubierając się, bo nie czuli takiej potrzeby, potulnie stanęłi tam, gdzie wcześniej działali. Co ciekawe, inne kobiety nie wyglądały na tak zadowolone z zycia, co Ondin.
- Ja... ja... panie, okaż łaskę! -Niespora nie wiedziała co się dzieje, była skołowana i dziwnie obolała. Łzy naszły jej do oczu. Uznała, że rycerze zebrali ich wszystkich i teraz pewnie czeka ich tu śmierć.- Oszczędź chociaż moją córkę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Czw Wrz 05, 2013 10:28 pm

- Nie muszę, ale mogę - Trevet uśmiechnął się wyjątkowo paskudnie. Jak to dobrze, że to on był lordem z opancerzonymi towarzyszami, którzy poprzysięgli mu wierność, a Ondin przy całej swojej przerażającej zmianie postawy zwykłą chłopką. No dobra, słowo "zwykłą" nie pasowało do dwóch różnych osobowości, głosów i chyba nawet osób siedzących w ciele jednej kobiety. Jednak co istotne nie miała szans w zbrojnej konfrontacji. To chyba był najlepszy dowód jak Mallister dał się przestraszyć. Siedząc na koniu, mając za plecami eskortę obawiał się ataku jednej zupełnie gołej kobiety. Przecież to jest niesprawiedliwe, żeby baba lała dziada i wbrew odwiecznemu porządkowi świata. Na szczęście Ondin ustąpiła miejsca matce dziewczynki. Ze zwykłymi chłopkami Trevet potrafił sobie radzić. Należało się tak napuszyć, żeby wyglądało się na trzy razy większego niż w rzeczywistości i zachowywać się groźnie.
- Oszczędź? Czy po tym co się tu wydarzyło mogę kogolwiek oszczędzać? Na litość i wyrozumiałość należy zapracować. Ale... - udał zamyślenie w sposób, który z trudem nabrałby niedowidzącego staruszka - Jeżeli powiesz mi, co tu się dzieje, co tu robisz, kim jest Ondin poza tym, że poszukiwaną kryminalistką. No i jak to jest, że tyle was łączy wliczając w to ciało. Wy wszyscy! - zwrócił się do półnagiego tłumu - Sugeruję, zebyście też odpowiadali przekrzykując się wzajemnie i bardzo gorliwie. Inaczej może zrobić się nieprzyjemnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Pią Wrz 06, 2013 12:36 am

MG

Im bardziej Trevet sie puszył, tym bardziej Niespora się kuliła. Było jej niekomfortowo bez ubrania w otoczeniu tylu mężczyzn. Nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Ondin by wiedziała... oj ona by już zrobiła...
Kobieta bardzo chciała wyjaśnić, co ty sie właściwie działo ale nie miała zielonego pojęcia. Rozejrzała się bezradnie ale to wcale jej nie pomagało. Co więcej, gdy obejrzała się za siebie i zobaczyła stojących tam, wyprężonych i będących w różnych stopniach rozebrania mężczyzn, wtedy czuła, jakby ściółka pod jej bosymi stopami robiła się coraz bardziej miękka i grząska. Grunt palił sie jej pod nogami?
- Mama nie zna Ondin. One się nigdy nie spotykają. -wtrąciła od niechcenia dziewczynka. Gdy już miała mamę-niemame w zasięgu widzenia, uspokoiła się zupełnie, a nawet ośmieliła się nieco. Nadal pogrążona była w swoim świecie i siedząc teraz zadkiem na kamieniu, ryła patykiem ślady w ziemi.- Jak jest ciocia, to mama śpi.
Róża okazała się być bystrą dziewczynką. Histeryczką, ale bystrą. Widziałą to i owo i kojarzyła fakty. To powinno dać wszystkim do myslenia.

Jedna ze stojących z tyłu kobiet zaczeła pochlipywać. Ramiona jej się trzęsły. Starała się ukryć piersi wystawione na widok rycerzy splatając ramiona.
Druga z pustym wzrokiem wbitym we własne stopy nie reagowała na nic. Była oazą spokoju i nie dopuszczała do siebie żadnych bodźców.
Mężczyźni, którzy stali obok nich to zupełnie inna bajka. Jeden mamrotał coś o tym, że przecież oni tego nie wymyślili. Inny dukał coś o powrocie do żony. Ogólnie z ich bełkotu i mamrotania można było usłyszeć mniej więcej tyle, że główną sprawczynią była tu Ondin. Zaskakujące, prawda?
Ondin, Ondin, Ondin... a mieli teraz tylko Niesporę, która o niczym nie miała pojęcia... Jak obudzić drugą z nich? Siłą i Godnością Osobistą? Prośbą czy groźbą? Czymś miłym, czy raczej brutalnym?
Czy ona nie wspominała, że Trevet za nią zatęskni?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Pon Wrz 09, 2013 2:31 pm

Trevet wbił ponure spojrzenie w ryczącą Niesporą. Diabelnie się rozczarował zarówno jej postawą jak i zachowaniem pozostałych kmiotków. Zero przydatnych informacji, absolutny brak godnego zachowywania się, za to masa jękliwych tłumaczeń i zrzucania odpowiedzialności. Bogowie dobrze wiedzieli kogo zrobić kmiotem, a kogo slachetnie urodzonym, tego akurat Trevet mógł być pewny. W końcu on był rycerzem i świetnie sobie radził!.
- Za kogo wy się kurwa macie! - wydarł się niespodziewanie i nadpodziw głośno. Chyba nawet mała Róża była pod wrażeniem - Pewnie, Ondin was tu za fiuty zaciągnęła, a wy cholerne pierdoły tylko się głupio kołysaliście i przebieraliście nogami z zachwytu. Było wtedy myśleć, a nie teraz się mazać. A teraz won mi sprzed oczu, bo mi się cholernie niedobrze robi na widok waszych głupich mord. Natychmiast! - Trevet wymownie wskazał im ręką kierunek w którym mieli odmaszerować. Niewiele go obchodziło czy rzeczywiście tam były ich domostwa czy może kryjówka krwiożerczych bandytów, mieli zasuwać tak szybko jak tylko potrafili.
Odprawiwiszy kmiotów Trevet wbił ponure spojrzenie w Niesporą. Pokrzyczeć na głupków było łatwo, ale teraz to Trevet czuł się jak idiota. Kobieta była dużo poważniejszym problemem niż kilku zasrańców w skórzanych łapciach. Ba, Mallister nie miał najmniejszego pojęcia co z nią zrobić, a Ondin nie chciał już więcej ani słyszeć, ani widzieć. Sprawa przerastała może rycerza, ale niekoniecznie on musiał się nią zajmować. Trevet uznał, że najlepsze co może zrobić to doprowadzić nieszczęsną do jakiegoś kobiecego septu. Może nie milczących sióstr, ale na pewno znalazłoby się stosowne miejsce. Terapia przez modlitwę, pracę i tym podobne zajęcia, o których lubił przemawiać septon Chayne była z całą pewnością lepsza niż zostawienie jej tutaj na postwę Ondin. Rycerz ściągnął z pleców opończę i cisnął nią w stronę kobiety.
- Okryj się tym i idziemy. - polecił cicho - Co jak co, ale raczej nie można ciebie tutaj zostawić. Nie z tak wspaniałymi sąsiadami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Wto Wrz 10, 2013 1:59 pm

MG




- Dziękuję, panie! Jesteś szlachetny, Panie! -Niespora okryła się czym prędzej otrzymaną od Treveta opończą. Nie miała co zwlekać, bo co by było, gdyby się Mallister jednak rozmyślił i jej ją zabrał?- Chodź Różyczko, pan lord się nami zaopiekuje.

- Wiem mamo. Jechałam na koniku!

- To cudownie, kochanie, cudownie. Gdzie byłaś? Nie wolno ci samej chodzić po lesie. Nic ci się nie sta... -urwała, gdy przypomniała sobie, że nie są same, a w otoczeniu rycerzy i komenderującego nimi, prawdopodobnie, lorda.- Och, głupia ja, za dużo gadam. Już cicho będę, co by szanownych panów głowy nie pobolały od mojego kłapania.

Wesoła Kompania, która nie zasługiwała na miano Panów i Dam, zniknęła w okamgnieniu. No, może dziewki tęsknie zerkały na rycerzy. Czekały na ratunek? Och, głupie gąski. Nie było dla nich ratunku od ich zwykłego życia. Ale rzeczywiście, jak szybko zostali znalezieni w tym lesie, tak szybko w nim zniknęli. Po ich niedawnej obecności zostało rozpalone ognisko, kilka porzuconych elementów garderoby i gdzieniegdzie białe plamy na mapie.

Żeby niepotrzebnie nie przedłużać: Trevet miał niemały orzech do zgryzienia. Gdzie ulokować Niesporę i Różę? Czy Odnin czeka na dobry moment, żeby znowu sie ujawnić? Gdzie szukać odpowiedniego miejsca? Kto je przyjmie i czy warto na wstępie opowiadać o "dolegliwości" kobiety? A może podrzucić komuś to kukułcze jajo? Komu? Do kogo Trevetowi najbliżej? Do Riverrun? Tylko czy Trevet byłby na tyle bezczelny, żeby oddać je pod opiekę maestra z Riverrun? W sumie miałby kłopot z głowy.... kłopot, który odziedziczyliby Tully... I czy brać je na koń, czy wlec je jak jeńców za sobą? Och, tyle pytań, a Tytan Intelektu tylko jeden.

Jedno jest pewne, czas opuścić las, bo kto wie, co można w nim jeszcze znaleźć. Albo kogo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Sro Wrz 11, 2013 4:23 pm

- Yhym - mruknął obojętnie Trevet na uwagę o swojej domniemanej szlachetności. Z całą pewnością goła kobieta o podówjej osobowości nie była największym autorytetem w tej dziedzinie. Zrobił swoje i tyle. O tym czy to była dobra decyzja zadecydują inni.
- Kennet, to już są ziemie Whentów czy ciągle Brackenów? - zainteresował się Trevet - Ponoć bywałeś często w Harrenhal.
- Ciężko powiedzieć, ser. A w ciemnościach niełatwo rozeznać drogę. - wojak podrapał się po głowie, aż się łupież posypał - Gospoda pod Zieloną Gęsią z całą pewnością była u Brackenów, ale teraz mogliśmy już minąć granicę. Nie mam pojęcia do kogo należało tamto sioło...
- Cóż - Trevet wzruszył ramionami w geście obojętności. Bogowie jak już mu się znudziło bycie przyzwoitym człowiekiem - W takim wypadku jedziemy w stronę Harrenhal.
Mallister kierował się podejmując decyzję kilkoma czynnikami. Raz, zawsze chciał zobaczyć największy i ponoć najpotężniejszy zamek królestwa. Dwa, był prawie pewnien, że przy zamku Whentów było zgromadzenie sept Matki, a on nie potrafił wymyślić lepszego miejsca, żeby umieścić w nim Niesporą. Jasne maester mógł ją zbadać, ale na jego rozum to kobieta była okazem zdrowia. A żeby uporać się z tym co siedziało jej w głowie potrzeba było boskiego wstawiennictwa i modlitwy. Zresztą maester niezależnie od ślubów wciąż był mężczyzną. Cholera wie jakby sobie poradził z Ondin i co by zrobił, gdyby stanęła przed nim naga.
Teraz należało dotrzeć do reszty ludzi Mallistera, przespać się tyle ile zostało do rana i wyruszyć do siedziby Whentów. Trevet miał jakieś podświadome wrażenie, że Artemis Tully stała się już mężatką i nawet wiedział kogo, więc dalsza podróż w stronę Królewskiej Przystani była pozbawiona sensu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Pią Wrz 13, 2013 7:53 pm

MG

Tytan Intelektu powrócił. To bardzo dobrze, bo zaczynałam się zastanawiać dokąd poszedł i kogo zostawił na swoim miejscu. Pomysł z odwiezieniem Niespory w miejsce, w którym będzie bezpieczna a i nie narobi szkód innym był przemyślany. Niestety, na tyle wystarczyło Trevetowego myślenia, bo zamiast ruszyć tam od razu, lub wysłać ją w obstawie dwóch, czy trzech swoich rycerzy, ten postanowił najpierw wrócić do obozowiska. Pełnego mężczyzn. Taki co to właśnie jedli, pili a i od dawna kobiety nie mieli.
Całkiem szybko wrócili do reszty wojska, które podczas ich nieobecności bawiło się świetnie. Zadziwiające jest to, jak nie planując niczego można urządzić całkiem niezłą zabawę. A to ktoś podchwyci szybko jakieś króliki, a może upoluje sarnę. Ktoś inny wyjmie ze swych tobołków bimber, wino, lub cokolwiek innego. Inni usłużnie zaczną układać ognisko. Można śmiało powiedzieć, że gdyby ktoś chciał to zaplanować, to wyszłoby gorzej niż robiąc wszystko spontanicznie. Brakowało jeszcze skoków przez ognisko i równoczesnego puszczania bąków. W gronie znajomych takie ryzykowanie podpaleniem interesu nie wydaje się być czymś strasznym!
Widząc powracającego Treveta rozległ się chóralny okrzyk. Coś pomiędzy "uhuuu" a "weeee", chociaż gdzieś na trzecim planie, całkiem cicho i pod nosem ktoś mruknął "o nie..."
Wszyscy byli radośni, ale chyba najlepiej bawiła się... Niespora. Niespora? Nie spora? Czyli spora? A może to już Ondin? Och, to zdecydowanie była Ondin, wszak zrzuciła opończę Mallistera gdy tylko zobaczyła jego wojsko. Ba, ona pierwsza była przy ognisku. Roześmiana, tańcząca, posyłająca wymowne spojrzenia wojownikom z dorzecza. To otarła się o jednego, to schylała się przed drugim, żeby podnieść jakiś kamyczek...
Generalnie im się nowa towarzyszka spodobała. Przywitali ją niewybrednymi komentarzami, które tylko bardziej ją nakręcały. Burdel. Burdel zaczął robić się z Trevetowego wojska. I tylko on mógł nad tym zapanować. Mógł?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Pią Wrz 13, 2013 8:24 pm

Trevet uśmiechnął się paskudnie i przechylił głowę w lewo. Przez krótką chwilę przyglądał się swoim ludziom z wyrazem spokojnej i uczciwej nienawiści. I nawet nie chodziło mu o to jak zachowali się na widok Ondin. Wojak jest wojakiem i potrzebuje drobnych rozrywek na swojej ponurej i kończącej się w jakimś rowie z flakami wylewającymi się z brzucha drodze życia. Ale te cholorne pierdoły nie wstawiły nawet pieprzonej warty! Nie żeby była potrzebna, ale Trevet wydał jasny rozkaz, a za łamanie jego poleceń kara musiała być sroga.  
- Emmet - Mallister obrócił się w stronę jednego ze swoich przybocznych - Przyprwadź mi tu proszę ser Desmonda. Zrób to bardzo szybko, bo mam przygotowaną wspaniałą mowę i nie chciałbym, żeby przegapił ani słowa z mojej oceny jego przydatności jako dowódcy. - zbrojny błyskawicznie zeskoczył z konia i poleciał szukać dowódcy pozostawionych tu zbrojnych. Służył już dość długo, żeby wiedzieć co oznacza spokojny ton, którym przemawiał Mallister.
- Kennet. Złap ją, owiń w derkę i zwiąż, ale tak żeby się nie ruszyła. A pierwszy który spróbuje czegoś jakże dowcipnego ma oberwać. Jeżeli nie dotrze do nich groza sytuacji, to kolejny zawiśnie. Wykrzycz to, żeby tłum zrozumiał i zabierz się do roboty.
- Wzywałeś mnie panie? - na twarzy ser Desmonda widniał wyraz lekkiego niepokoju.
- Rzeczywiście właśnie to zrobiłem, ser. - Trevet nie zmienił tonu, mówił dalej spokojnie i niemal grzecznie - Teraz powiem jak będą wyglądały najbliższe minuty. Swoim postępowaniem zawiodłeś mnie i zhańbiłeś dobre imię swojego ojca. Wyłącznie od mojej dobrej woli i twojego postępowania zależy jak to się dla ciebie skończy. A ponieważ najwyraźniej nie umiesz upilnować ludzi, których ci pozostawiłem będziesz wieszał każdego z nich, który w przypływie chuci zrobi coś głupiego. Jeśli będzie ich więcej niż trzech ty będziesz czwarty. A teraz radzę brać się do roboty i opanować niesforność w szeregach.
Rycerz lekko zzieleniał i odskoczył od siedzącego na wierzchowcu Mallistera jak oparzony. A ponieważ Trevet bardzo chciał go zmotywować do większego wysiłku to zaczął rozglądać się za stosownym drzewem zdolnym utrzymać czwórkę wisielców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Pon Wrz 23, 2013 2:20 pm

MG

Nikt nie powiedział, że Trevet będzie miał proste życie. Nikt nigdy nie dał mu do zrozumienia, że będzie miał idealną armię, która zachowywać się będzie nie jak ludzie a jak kukły. To, że Mallister nie zdążył dołączyć do bitwy dodatkowo wytrąciło wojowników z równowagi. Szli walczyć, a okazało się, że nagle mają iść do stolicy. Nici z łupów, chędożenia po drodze i innych bitewnych uciech. Nawet święty by się wkurzył. Gdyby tylko święty szedł w pełnym rynsztunku zabijać bliźnich.

No dobra, może Trevet mógł pomyśleć, że jego życie usłane będzie różami, skoro urodził się jako syn lorda. Tak, martwe ciała Tyrellów z pewnością dawały obietnicę wspaniałego życia.

Kennet całkiem szybko złapał Ondin, ona w zasadzie nie wyrywała mu się z rąk. Ku jej zawiedzeniu, zamiast się nią porządnie zająć, zabrał się za wykonywanie polecenia Mallistera.
- Trzeba było powiedzieć, że lubisz wiązanie, króliczku! Nie wiedziałam, że z ciebie takie ziółko! -Ondin zdążyła posłać Trevetowi płomienne spojrzenie, zanim została opatulona i skrępowana. A w zasadzie cały czas na niego zerkała, w końcu nikt nie zasłonił jej głowy. To dobrze, czy wręcz odwrotnie? Cóż, nie było obawy, że dziewka się udusi, ale z drugiej strony cały czas dysponowała Pożądliwym Spojrzeniem i Wydymaniem Ust połączonym z Przygryzaniem Wargi. Ta dziewczyna nigdy nie odpuszcza!

Sir Desmond. Nie upilnował swoich ludzi. To znaczy ludzi Mallistera.  W obliczu tylu ludzi mających ochotę na dobra zabawę, nie był w stanie nic zrobić.
Sir Desmond. Stanął w obliczu śmiertelnej groźby. Zawsze starał się dobrze wypełniać rozkazy, a teraz po jednym przewinieniu w zasadzie mógł pożegnać się z życiem.
Sir Desmond. Zzieleniał. Ze strachu, czy ze złości? Może z jednego i drugiego? O czym myślał? Trudno powiedzieć. Wszak nie mógł wyartykułować swoich myśli. O ile chciał jeszcze żyć, oczywiście.
Sir Desmond. Biedny sir Desmond. Przełknął gorzkie słowa Treveta niczym karny psiak i ruszył walczyć o swoje życie.

Czy jest możliwe, aby w przeciągu kilku chwil uspokoić rozwrzeszczane i podchmielone towarzystwo? Byłoby miło, ale niestety nie. Wychodzi na to, że Trevet już niedługo zacznie wieszać swoich ludzi podkopując tym samym swoją pozycję u pozostałych. Bo jeśli chciał tym zdobyć miłość i lojalność swoich ludzi, to rzeczywiście był Tytanem Intelektu.
Strach był dobrą motywacją, ale nie na długo...
Sir Desmond przekazywał rozkazy kilkorgu wojowników, którzy w czym prędzej zajęli się przekazywaniem tego dalej. Zbierano bukłaki, szukano swojej broni, poprawiano hełmy. Istne szaleństwo.
W tym czasie Róża przycupnęła przy związanej Ondin i dźgała ją palcem w miejsce, gdzie powinny być żebra.
- Oddaj mi mamę. Oddaj, oddaj, oddaj. -dziewczynka była spokojna. Może była tak samo spokojna jak w tej chwili Trevet? A wiadomo, jaki on był teraz spokojny. Niczym kwiat lotosu na tafli jeziora... Gdyby dziewczynka nie była taka opanowana, pewnie ryczałaby tak, jak na samym początku. Jednak... czy zaraz jej się humor nie zmieni?
- A kysz. Idź sobie dzieciaku. Że też nie zgubiłaś się w tym lesie. Sio! -Odnin nie była materiałem na dobrą matkę. Miała dość dzieciaka, który przyprowadził ze sobą Mallistera. No i ani myślała dopuścić do głosu Niespory.

Nie udało się uspokoić wszystkich. Ci, którzy wypili za dużo, choć starali się jak mogli, nie byli w stanie zachowywać się tak, żeby zadowolić Treveta.
Owszem, większość wojowników opamiętała się i przywróciła się do porządku. Zorganizowano warty (niesamowite, jak szybko można to zrobić), uprzątnięto teren obozowiska. Prawie jak gdyby nic się tu nie wydarzyło.
Prawie.
Zza drzew wyszedł jeden z wojowników.
- I kto wygrał? No kto? Kurwa, w szczaniu żaden mnie nie pobije! -nieszczęśnik nie wiedział, że pan wrócił na włości. Nadal miał szampański humor i obwieszczał to całemu światu.
Sir Desmond, wcześniej tak uroczo zielony, pobladł. To był już drugi. Całe szczęście wraz z innymi, udało mu się ukryć śpiącego woja, który nie dawał się obudzić. Jak to było? Będzie ich trzech, to on zawiśnie jako czwarty.... Jeden chędożony skórkowaniec dzielił go od sznura. Na razie było spokojnie. Może za spokojnie?

To co, wieszamy własne wojsko, mości Trevecie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Pią Paź 25, 2013 12:26 am

Trevet z pełnym spokojem siedział na grzbiecie swojego wierzchowca i przypatrywał się chaosowi jaki zapanował w obozowisku. Czy się cieszył, że to wszystko dzieje się właśnie na jego cześć? Nie bardzo mógł, pewne istotne wymagania jakie stawiał przed światem i przed swoimi ludźmi w szczególności były dalekie od załatwienia. Czy mógł go cieszyć prawie zupełnie pijany zbrojny usiłujący z całą desperacją jaką wywołała u niego groźba zaciągnąć spodnie, czy jego koledzy zbierający rozrzucone części oporządzenia i potrącający się nawzajem wprawiali go w radosny nastrój? Odpowiedź nasuwa się sama, zwłaszcza że Trevet nie miał małych wymagań odnośnie swoich ludzi. Jedno z nich "posłuszeństwo" zostało mocno nadwyrężone. Ser Desmond zielony na twarzy biegał po obozowisku i uspokajał kolejnych rozochoconych żołdaków. Doskonale zdawał sobie sprawę z zagrożenia jakie wisiało mu nad głową i wykazywał się energią, której tak wyraźnie mu brakowało przy organizowaniu obozowiska. Nawet to nie wystarczyło, żeby uniknąć wpadki jaką był "mistrz szczania". Trevet skinął ręką na Desmonda, który bezzwłocznie nadbiegł wysłuchać werdyktu.
- Ser Desmondzie - zaczął cichym tonem wpatrując się w pechowego rycerza - Chciałbym bardzo szczerze pogratulować niezwykłej sprawności w ratowaniu skóry jaką się właśnie ser wykazałeś. Szans na moje wybaczenie jednak nie miałeś od samego początku. Niniejszym informuję, że dom Mallister nie będzie więcej potrzebował twoich usług. To tyle, nic innego ci z mojej strony nie grozi i możesz szukać szczęścia gdziekolwiek indziej. Oddal się w swej łaskawości natychmiast, twój widok nie jest mi miły. Od tego momentu przejmuję twoje obowiązki - Mallister momentalnie stracił zainteresowanie rycerzem i zajął się sprawami istotniejszymi niż lekkomyślny głupiec.
- Kennet - zwrócił się do przybocznego. - Dla mistrza szczania dwa tuziny. Ale to już na miejscu, podejrzewam, że nikt nie wziął ze sobą plecionki. Na razie niech wszyscy natychmiast zaczną kulbaczyć konie. Świt się zbliża, o brzasku chcę być w drodze z powrotem na północ.
Mógł być bardziej łasakwy. Może by na tym zyskał. Sympatia i wdzięczność zawsze są w cenie, ale Trevet miał zasady, których nie łamał. Wymagał od innych tyle ile wymagał od siebie, a ich odczucia niewiele go interesowały. Może kiedyś historia zapisze go jako "Surowego" i może nawet na to zasługuje. Siodłanie przebiegało nieco sprawniej niż organizacja obozowiska. Widać alkohol powoli przestawał zamraczać głowy zbrojnych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Nie Paź 27, 2013 11:07 pm

MG

Ser Desmond uniknął śmierci, co ucieszyło jego serce. Został jednak odrzucony przez Treveta, co chwilę później go załamało. A więc tak musiały czuć się odrzucone przez niego dziewki, gdy był jeszcze przystojnym, młodym wojownikiem. Desmond nie żywił do Mallistera uczuć, które można by uznać za romantyczne, ale świadomość tego, że jego lord go odprawił, sprawiła mu ból.
Począł zastanawiać się, dlaczego on. Dlaczego padło na niego. Doszukiwał się ukrytej prawdy, która musiała mu się gdzieś zagubić. Czy Trevet mógł być dla niego tak okrutny za pierwszym razem, gdy podwinęła mu się noga?
Desmond wiedział, że taki wyrok Treveta jest równoznaczny z końcem Desmondowej kariery. Czy miałby szansę na służbę u jakiegokolwiek lorda, kiedy dowiedzieliby się, że on, Desmond, został wydalony ze służby? Oczywiście, że nie.
Nie mógł jednak spierać się z Mallisterem. Zabrał swoje rzeczy i zniknął.

Ondin, nie mogąc ruszyć żadną kończyną, obserwowała jedynie sytuację.
- Jakie to wzruszające... Aż się łezka w oku kręci... Rozstanie kochanków? Ojej... -nie mogła nie komentować. Tylko to jej pozostało, kiedy Mallister tak brutalnie odebrał jej inne możliwości wyrażania siebie. Nie mogła wypinać się na wojowników, czy też prezentować swoich walorów w co ciekawszych pozach. Pozostały jej złośliwości i próby wytrącenia Treveta z równowagi. Wiedziała jednak, że nie może przeholować, w końcu smutno by było, gdyby oddzielili jej duszę od tego zgrabnego tyłka.

W końcu armia Treveta była gotowa do odjazdu. Ogniska zagaszone, obozowisko uprzątnięte, tyłki usadzone w siodłach. Można było wyruszać.
Tylko gdzie chciał pojechać Mallister? I co miał zamiar zrobić z Niesporą i jej dzieciakiem?
To się dopiero okaże. A teraz... teraz czas ruszać.
I pojechali.


/zt Trevet

[Trev, znikasz z tego tematu. Pisz gdziekolwiek sobie chcesz pisać. Idź na wojnę, wracaj do domu, jedź do CT. Jest to obojętne. Jeśli chcesz zabrać ze sobą moje dwa słodkie npc, to bierz. Jeśli chcesz je komuś podrzucić, zrób to. W zasadzie rób co uważasz]

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
10
Join date :
04/06/2013

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Sob Mar 08, 2014 10:55 pm

Trzymanie się głównego traktu pewnie nie było najrozsądniejszym pomysłem w przypadku kogoś, komu w najmniejszym nawet stopniu nie zależało na tym, by choćby przypadkiem zwracać na siebie uwagę niepożądanych osób. Możliwe. Jednak najwyraźniej dostatecznie długo Vilihame mógł utrzymać głowę na swoim miejscu, by nabrać ostatecznie jakiejś pewności co do tego, że taki stan rzeczy mógłby się utrzymać nieco dłużej. Zresztą... powiedzmy sobie jasno, średni syn lorda Arryna nigdy nie słynął jednak z ostrożności, która widocznie zbytnio kłóciła się z jego naturą. Aż dziw, że rzeczywiście udało mu się przeżyć przeszło dwadzieścia dni imienia - choć pewnie było sporo prawdy w porzekadłach traktujących o głupcach i ich szczęściu. Tylko że jakże inaczej, jeśli nie kuszeniem losu można było nazwać fakt, że właśnie tę, a nie inną drogę Vilihame zdecydował się wybrać? Całe szczęście Siedmiu podarowało mu przynajmniej na tyle rozumu, by Arryn nie skierował jednak klaczy ku drodze wiodącej do Krwawej Bramy, co przez krótki moment podpowiadał mu jakiś cichy głosik w głowie, ale popędził ją dalej, szlakiem biegnącym na południowy-wschód, ku Królewskiej Przystani. Nie zamierzał wprawdzie jechać nim aż tak daleko, jednak... na razie chciał znaleźć się po prostu jak najdalej od Krwawej Bramy. Niepotrzebne kuszenie losu swoją drogą, a resztki zdrowego rozsądku - bo i taki, wbrew pozorom, Vilihame posiadał - swoją.
Może i po czasie spędzonym przede wszystkim w drodze, z dala od jakichkolwiek wygód, w niczym nie przypominał już swoją powierzchownością lordowskiego syna, którego niektórzy mogli pamiętać sprzed jego wyruszenia na Mur, jednak odwiedzenie Doliny wciąż wydawało się być bardzo kiepskim pomysłem. Przynajmniej teraz, kiedy Arryn znalazł się dostatecznie blisko, by podobne zamierzenie przeistoczyło się ze zwykłego gdybania w coś całkiem realnego. Najrozsądniejszym w tej sytuacji wydawało się być popędzenie klaczy, na co ta zareagowała niemalże oburzonym parsknięciem. Nic zresztą dziwnego, w końcu wierzchowcowi, tak jak i jeźdźcowi udzielało się już zmęczenie. I to nie małe, biorąc pod uwagę fakt, że już spory czas temu Vilihame winien był zdecydować się choćby na krótki postój. Teraz jednak, kiedy wciąż w każdej chwili do głowy mógł mu wrócić jakiś idiotyczny pomysł, wolał odłożyć odpoczynek na później, ignorując przy tym fakt, że to samo w sobie było już dostatecznie idiotyczne. Właściwie... wystarczającym idiotyzmem było już to, że w ogóle zapuścił się w te strony i to już trudno byłoby jakkolwiek przebić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Droga Królewska   Nie Mar 09, 2014 9:55 pm

Północ zdecydowanie była miejscem dla niej. Kurewski chłód, wiatr i nieprzyjemna atmosfera doskwierały jej mocniej, niźli brak osoby, do której mogłaby otworzyć gębę w swym ojczystym języku. Powietrze było tak gęste od poprawności i honoru Starków, że Irri mogłaby je pokroić swym ostrzem, gdyby tylko zechciała. Wiedziała, że nie odnajdzie tam swego syna. Pożegnała więc Diryana Starka i zabrawszy swój skromny dobytek, opuściła Winterfell. A gdy spojrzała nań po raz ostatni, wiedziała, że nigdy więcej tutaj nie powróci.

Dni podróży mijały jej bardzo szybko; jazda konna nie dawno przestała jej sprawiać dyskomfort. Doskwierało jej jedynie kurewskie zimno oraz fakt, że wierzchowiec, którego dosiadała nie był tak silny jak te, które należały do jej khala, albo choćby ludzi z jego khalasaru. Odpoczywała więc częściej, niźli to było konieczne. Jechała głównym traktem, nie lękając się niczego, ani nikogo. Z pewnością można by nazwać ją lekkomyślną i zbyt brawurową - miała jedynie swój arakh i posępne spojrzenie. To, że jeszcze żyła zawdzięczała jedynie szczęśliwej gwieździe, która lśniła mocno, gdy Irri przychodziła na ten świat.
Słońce stało wysoko na niebie po raz pierwszy od wielu dni, lecz Irri nie było ani trochę cieplej. Siedziała w siodle opatulona skórzanym odzieniem i wełnianą chustą; zapewne winna przyzwyczaić się do temperatur zachodu i zapomnieć o żarze odbierającym oddech Wielkich Traw. Myślami znów uciekła do najpiękniejszych chwil swego życia, gdy była młodziutką dziewczynką, gdy świętowali w Vaes Dothrak narodziny jej pierwszego syna... Nie, nie powinna o tym myśleć. Na ogorzałej od słońca twarzy dothraczki pojawiła się zaciętość.
Dzień mijał bardzo wolno, a Irri nie od trzech dni nie widziała żywej duszy. Nie licząc maleńkiej postaci pracującej w polu. Cały czas jechała, a krajobraz się nie zmieniał. Wciąż tylko drzewa i zszarzały błękit nieba do czasu. Ujrzawszy mężczyznę, który rozsiodływał wierzchowca, zmusiła własnego do postoju, aby mogła mu się przyjrzeć. Nie wyglądał na zbója i chyba był sam.
-To chyba Twoje - zawołała, gdy zbliżyła się znacznie i dostrzegła skórzany woreczek leżący na trakcie, zlewający się barwą z ziemią. Jej głos był niski i kobiecy, nosił w sobie silny, wschodni akcent, mający w sobie coś nieprzyjemnego dla zachodniego ucha.
Zsunęła chustę z głowy, a oczom nieznajomego ukazała się twarz dwudziestokilku letniej kobiety o obcych rysach i kpiącym uśmiechu, okalana miękko przez złociste włosy.
Nie uzyskała jednak żadnej odpowiedzi od mężczyzny, ruszyła więc dalej bez zwłoki.
[zt]
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Droga Królewska   

Powrót do góry Go down
 

Droga Królewska

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Droga Królewska
» Droga do Hogsmeade
» Droga obok lasu
» Mała Rada i Gwardia Królewska
» Droga z Magnolii do Shirotsume

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze-