a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Słona Skała



 

 Słona Skała

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość

avatar

PisanieTemat: Słona Skała   Wto Cze 18, 2013 4:47 am

Morza szum, ptaków śpiew... Mewy wydawały z siebie dźwięku do śpiewu niepodobne, ale to właśnie one obudziły Lóng. Zanim jeszcze otworzyła oczy, z każdą sekundą od przebudzenia słyszała coraz więcej dźwięków. Najgłośniejsze były mewy, które zdawały się krążyć nad jakąś padliną, a może nad nią? Chwilę później doszedł do niej szum fal rozbijających się o skały. Wraz z tym usłyszała też wiatr, poczuła go na skórze. Przeszły ją dreszcze. Najpierw otworzyła jedno oko. Zamknęła je, otworzyła ponownie, aż w końcu otworzyła drugie. Pierwsze co zobaczyła to chmury. Ciężkie, kłębiące się, ponure, ciemnoszare chmury. Wyglądały jak brudna wata, którą można by było chwycić, gdyby tylko wyciągnęło się dłoń w jej kierunku. Spróbowała tak zrobić, ale się nie udało. Przez chwilę obserwowała jak wiatr próbuje je przesunąć, jednak wydawało jej się, że to wcale nie jest proste.
Chmury... będzie padało. Powinnam gdzieś się schować... ale gdzie?
Dopiero się obudziła, więc nie wszystko docierało do niej tak szybko jak powinno. Jednak kilka chłodnych podmuchów od morza wystarczyło, żeby ją otrzeźwić.
Ten smak... sól? Powietrze jest takie... gdzie ja jestem?
Oparła się na łokciach i rozejrzała dookoła. Dopiero teraz zauważyła latarnię morską, która znajdowała się na skale, na której ona leżała. Zobaczyła wzburzone morze, trawy kołysane wiatrem. Znów spojrzała w górę i zobaczyła mewy, które ją obudziły. Odniosła dziwne wrażenie, że spoglądały na nią. Wygłodniałe. Aż ciarki ją przeszły.
Nie myśl już o tych mewach! Może zastanów się, skąd się tu wzięłaś? Nie dziwi cię to?
Tak, to było zastanawiające. Nie przypominała sobie, żeby opuszczała miasto. Tym bardziej nie była wczoraj w żadnej karczmie i z pewnością nie piła niczego nieodpowiedniego. Podniosła się i usiadła krzyżując nogi. Gdyby nie to, że nie miała pojęcia, jak się w tym miejscu znalazła, z pewnością chętnie posiedziałaby na tej skale, obserwowałaby morze, może zanuciłaby jakąś tylko sobie znaną melodię. Niestety, wątpliwości nie pozwoliły jej cieszyć się surowym pięknem tego miejsca.
Wstała z zimnej skały i sprawdziła, czy ma wszystkie swoje rzeczy. Sakwa, kołczan, łuk - to wszystko leżało obok niej. Nóż nadal był bezpiecznie schowany w bucie, a ona kompletnie ubrana. Nie pomogło jej to rozwiązać zagadki swojego tajemniczego znalezienia się tutaj, ale przynajmniej odetchnęła z ulgą, gdy wszystko okazało się być na swoim miejscu. No, oprócz niej.
Zastanawiając się, co dalej czynić, zaczęła splatać włosy w warkocz. Robiła to zawsze wtedy, gdy coś ją niepokoiło lub musiała pomyśleć. Ot, taki rytuał, dzięki któremu pewne sprawy stawały się łatwiejsze. Gdy już zaplotła całe włosy i związała je porządnie na końcu, odrzuciła warkocz do tyłu. Była gotowa, żeby zacząć działać.
Może w tej latarni jest coś ciekawego? Ale... gdzie jest wejście?
Pogoda robiła się coraz gorsza, od morza wprost na nią szła burza. Co robiła Lóng? Gapiła się na latarnię morską, jakby ta miała być odpowiedzią na wszystkie pytania.wyglądała na opuszczoną, ale kto wie? Może w środku był ktoś, kto wyjaśni jej całą sytuację?
W końcu zebrała swoje rzeczy. Postanowiła obejść budynek dookoła i poszukać wejścia albo czegokolwiek, co byłoby przydatne... tylko czy coś znajdzie?
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Słona Skała   Sro Cze 19, 2013 1:12 am

MG

Latarnia pośród mroków nocy, pośród morza, bez śladu cywilizacji, czy innego lądu jeśli nie liczyć tego jednego budynku - ot sytuacja, w której znalazła się Lóng. Gołym okiem nie sposób było przebić pogodę i ujrzeć coś więcej. Fale oddzielały świat od skarpy niczym potężne mury, a powtarzalny szum oceanu zdawał się nieskończenie przypominać o bliskości żywiołu. To nie był najlepszy początek na podróż, ni odpowiednie miejsce na spoczynek, nie zaglądał tutaj chyba nikt, a jeśli nawet to raczej nie w celu palenia ognia na szczycie wieży. Nadzieją dziewczyny na zrozumienie swojego położenia było bliższe zbadanie gruntu. Idąc tym tropem Lóng znalazła schody, które pięły się ku górze zakręcając wzdłuż zewnętrznej skorupy budynku.
Ta droga naturalnie prowadziła również w dół, gdzie się kończyła jedna, czy druga? Zdawałoby się, że nie dowie się ten, kto nie sprawdzi, jednak...
- ...i pij do dna! - zuchwale zakrzyczał ktoś ze szczytu przekrzykując słone wody. Chwilę potem coś błysnęło w powietrzu i obok głowy Hao mignął kufel. Odbił się od schodów z głośnym brzękiem i uleciał dalej do morza. Możliwe więc, że to miejsce nie było opuszczone, tylko, czy to lepiej, czy gorzej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Słona Skała   Sro Cze 19, 2013 10:35 am

Ktoś był na szczycie latarni, tego była pewna. Tak, jak mogła się przesłyszeć i wziąć świszczący wiatr za czyjeś słowa, tak przelatujący obok niej kufel był całkiem twardym dowodem. Całkiem dobry kufel, swoją drogą. Dlaczego ktoś go wyrzucił?
Albo są tam jacyś lordowie, co nie szanują swego dobytku... albo ktoś napadł to miejsce i też szacunku do niczego nie ma... Normalny człowiek dolałby sobie napitku zamiast pozbywać się... uch, muszę uważać.
Niezależnie od tego, kto był na górze, postanowiła najpierw sprawdzić dokąd zaprowadzą ją schody prowadzące na dół. Nie czuła dziwnej potrzeby podążania w kierunku głosu, mogła to zrobić później. W końcu nikt jej nie gonił.
Nie chcąc akcentować swej obecności, po cichutku ruszyła na dół. Liczyła stopnie i rozglądała się dookoła szukając czegoś interesującego, co pomogłoby odkryć jak znalazła się w tym miejscu. Wyjęła też nóż z buta. Nie było sensu trzymać łuku w pogotowiu, a nóż zawsze mógł się przydać. Schodząc nasłuchiwała, czy nikt się nie zbliża. Nie chciałaby wpaść ani na żadnego lorda, ani żadnego z bandytów. W zasadzie spotkanie z magiem nie powinno być też najprzyjemniejsze. W sytuacjach takich jak ta, najlepsi byli zwykli ludzie. Ale czy tacy powiedzą jej, o co w tym chodzi?
Miała nadzieję, że na dole znajdzie coś ciekawego.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Słona Skała   Sro Cze 19, 2013 10:05 pm

MG

Powoli i po cichu Lóng zbliżała się do niższej części latarni, schody nie przypominały jej bezpiecznego gruntu. Miały szerokość jakiegoś metra, a jak się okazało po kilku pierwszych schodkach - idąc niżej, stopnie stają się coraz węższe i węższe. Co więcej nie tylko istniała możliwość poślizgnięcia, ale równie realne mogło okazać się zmycie przez przypływ potężnej morskiej fali. Uderzenie o takiej sile mogłoby przygnieść dziewczynę do ścian latarni, połamać kości, pozbawić kontroli, pozbawić woli. Spojrzenie w stronę oceanu wystarczyło aby na chwilę poczuć prawdziwą furię żywiołu. Niczym kubeł dopiero zalanego piwa - fale pochłaniają siebie jedna po drugiej niczym wściekłe psy, czy wilki, które skaczą na siebie nawzajem w szaleństwie, z przerażającą dzikością, którą człowiek dawno utracił, (no może nie za murem).  Ta niesamowita potęga nie leżała w niczyich dłoniach, żaden człowiek, a kto wie czy bogowie nie może kontrolować morza. Nikt nie może...

Ciało. Oka mgnieniem przeleciało przed Lóng. Ktoś musiał zrzucić je z góry.
To z pewnością były męskie kształty, z ust ciekło mu ciemne wino, dziewczyna dostrzegła jeszcze, że miał  na sobie kolczugę, a potem... zniknął ulatując gdzieś niżej. Przez chwilę zdawało się jakby to zdarzenie nie miało miejsca, przez chwilę mogło się zdawać dziewczynie, że to było przywidzenie, gra świateł, ale... ktoś zrzucił do morza człowieka i co więcej znajdywał się na tym samym zadupiu co nasza młoda łowczyni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Słona Skała   Czw Cze 20, 2013 12:22 am

Miała nadzieję, że schodząc natknie się na przejście, chociażby bardzo ciasne, ale prowadzące na stały ląd. Co prawda powinna przewidzieć, że teraz w trakcie przypływu, wszystko jest pozalewane. Nawet gdyby coś było, to nie zauważyła żadnej drogi ucieczki ze skały.
Wtedy zdarzyło się coś jeszcze. Prawie straciła równowagę, gdy obok niej przeleciało ciało. Mało brakowało, a noga omsknęłaby się jej na schodkach, które z sekundy na sekundę robiły się bardziej zdradzieckie. Przywarła do ściany budynku tak, żeby jak najbardziej zminimalizować szanse na upadek prosto w morze. Sama woda nie byłaby straszna, ale wystające z niej ostre skały nie wyglądały zachęcająco.
Kto to? Dlaczego mu się to przytrafiło? Czy to ten sam człowiek, który krzyczał coś w latarni? A może to ten, do którego krzyczał? Był ktoś do kogo krzyczał?
Coś ją ukuło w środku. Natrętny głosik dochodzący z jej wnętrza namawiał ją do zrobienia czegoś tak głupiego, że nie mogła uwierzyć, że ona sama na to wpadła. Zejdź niżej, szeptał głosik, wskocz do wody. Wyłów ciało i sprawdź czy nie ma czegoś przydatnego. No nie zwlekaj, kusił głos, widziałaś kolczugę, prawda? Tak, widziałaś. Dużo byś za nią dostała...
Przecież to samobójstwo... Jak ja mam to niby zrobić? Wyłowić jak rybę? Modlić się do morza, żeby fala wrzuciła go z powrotem na schody?
Zrób coś, nie przestawał namawiać głosik, a nie pożałujesz...
Chyba zaczynało przemawiać przez nią szaleństwo, niesamowita chęć autodestrukcji. A może po prostu źle wpływała na nią izolacja na Słonej Skale. W końcu zawsze była wolnym ptakiem, wędrowała przez różne krainy a teraz miała do dyspozycji latarnię morską i kawał skały.
- Och, zamknij się już -miała dość podszeptów. Spojrzała co prawda w dół ale jedyne co ujrzała to spienione fale. Robiło się coraz niebezpieczniej.
A więc w górę!
Najpierw musiała nadrobić schody, które przed chwilą pokonała. Nie było ich dużo, gdyż dalsze schodzenie przerwało jej spadające ciało. Może to i lepiej, bo dalej było tylko niebezpieczniej? Tak więc ruszyła z powrotem.
Czas zmierzyć się z tym, co czeka mnie na górze.
Wchodząc po schodach, rozważała przygotowanie łuku. Nie była pewna co zastanie na górze i czy nie warto się przygotować. Z drugiej strony nie miała złych zamiarów, więc dlaczego miałaby szykować broń. Nie, ten nóż, który trzymała w dłoni, to wcale nie jest broń. Zupełnie nic szczególnego. Czy dołączy do mężczyzny, którego rybki właśnie zjadały w morzu? To się okaże. Zdeterminowana ruszyła na spotkanie z nieznanym, czyli spróbowała wejść do środka.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Słona Skała   Czw Cze 20, 2013 1:35 am

MG

Dobre wychylenie, zerknięcie w dół wystarczyło żeby dostrzec ciało tkwiące jeszcze między skałami, ale zejście mogło się okazać dużo bardziej kosztowne, niźli Lóng mogłaby dostać za kolczugę lub rozpoznanie jegomościa. To wszystko byłoby możliwe, ale dla kogoś z o niezrównoważonych zmysłach, kogoś pewnego swych możliwości (lub kogoś z jajami) - białowłosa wybrała jednak inną drogę - drogę na szczyt.
Stawiając kroki powoli w kierunku szczytu, cicha i ostrożna łowczyni stała się niespodziewanie świadkiem kolejnej ciekawej scenki, acz być może nie tak mrożącej krew w żyłach. Zaglądając za wyższe stopnie zakręcające do miejsca, gdzie poprzednio ocknęła się Lóng, spostrzegła trzy postaci. Przez szumy nie było słychać wiele - jeden z nich w ogóle mówił za jakiejś maski, czy chusty, a może nie odzywał się? W każdym razie jego z jego ust nie zasłyszała dziewczyna ni słówka, inny typ był sporo niższy od swoich towarzyszy, ciągle machał czymś albo gestykulował. Był biały - tyle było pewne jak zaczął coś wyliczać i wyciągnął paluchy. Trzeci jegomość zdawał się albo nie słuchać, a może po prostu nie interesowała go ta sytuacja. Twarz miał zwróconą ku morzu, w przebłysku pioruna łowczyni mogła zobaczyć, że nosi kaptur, ale oczy... jego oczy jaśniały nawet w cieniach jakie rzucało nakrycie. Miał twarde spojrzenie, przepełnione furią, a także przyprawiał innych o wrażenie, że nawet gdy patrzy gdzieś indziej - widzi wszystko i wszystkich, widzi przez wszystkich. Takie oczy nie mogły należeć do człowieka, mogły?
- Tutaj zostawiłem sukę! Zmyła ją fala! Nie mogła przecież uciec z tego odludzia, tak? Tak?! - charczał zdenerwowany niski typek. Po tym nastąpiła najwyraźniej krótka wymiana zdań z typem, którego panienka nie słyszała z nieznanych do końca przyczyn. Następnie "ślepia" odwróciły się w stronę "niskiego".
- Mam stracić dwóch więźniów? To bardzo nierozsądne. Znajdź ją żywą albo martwą, psie, nie zawiedź mnie, bo nie będziesz miał kolejnej szansy. - rzucił  pewnym męskim głosem, łagodnym i dźwięcznym jakby przeznaczonym do słuchania, a jednocześnie w tej formie stawał się tak złowieszczy, zimny i poważny, że znalezienie odpowiedniej odpowiedzi stawało się kłopotliwe, wręcz zawstydzające. Minęło parę sekund ciszy, który zapełniał tylko żywioł. Fale rozbijały się o mury latarni, chmury gromadziły się coraz to w ciemniejsze kłęby - burza, nie sztorm (o nie, jeszcze nie) trwały w najlepsze, ale powaga tego zarzutu i ton wprawiał zrozumiałą pauzę.
- Ro-rozumiem. Rozumiem. - powtórzył zdenerwowany. Pewnie pocił się jak świnia, a może mierzył się wzrokiem to chyba niemożliwe dla kogoś, kto się jąka odpowiadając. Jakkolwiek by nie było "ślepia" nie kiwnął, nie dodał nic więcej, mimo to widać, iż zdegustowany odwracał się od "niższego". Jegomość zniknął uchodząc dalej w górę schodami latarni, a za nim zaraz ruszył "niemowa". Ostatni z nich pozostał, a jego spojrzenie prawdopodobnie utkwiło w podłożu, bo nie ruszał się jeszcze przez jakiś czas - bogowie wiedzą, czemu się nie ruszał, czy też myślał, czy też był przerażony, a nuż tak go paliło do poszukiwań, że nie wiedział od czego zacząć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Słona Skała   Sob Cze 22, 2013 9:59 pm

Żywą lub martwą? Och... w co ja się wpakowałam?
Gdy usłyszała rozmowę tej trójki, pozbyła się jakichkolwiek złudzeń, że jej pobyt w tym miejscu mógł wiązać się z czymś przyjemnym. Skoro żywa nie była więcej warta niż martwa, to raczej nie widziała swojej przyszłości w jasnych kolorach. Zastanawiające było to, dlaczego właśnie ją ściągnęli na Słoną Skałę. Czy chodziło o jakieś eksperymenty? Czy jej ciało było bardziej podatne na jakieś zabiegi, lub substancje? Mogłaby zastanawiać się godzinami, ale zaraz zaraz. W normalnych okolicznościach coś takiego nawet nie przyszłoby jej do głowy.
W takiej sytuacji powinna jak najszybciej opuścić to miejsce, najlepiej innym sposobem niż nieszczęśnik, który chwilę temu wpadł do morza. Hmm... on miał coś pić. Przypomniała sobie głos dobiegający z latarni. Czyli to rzeczywiście jakieś pokręcone badania? A może ci ludzie chcieli się czegoś dowiedzieć, tylko u licha, niby czego?
Sama nie była w stanie się tego dowiedzieć. Ale może ten niski, roztrzęsiony mężczyzna wie coś, co mogłoby jej pomóc?
Milczący i ten, który wydawał się być przywódcą wrócili z powrotem do latarni. Dziewczyna musiała działać szybko, ale niekoniecznie z odległości. Łuk na wiele by się jej teraz nie przydał. Owszem, mogłaby posłać strzałę lub więcej w stronę tego, który pozostał przed latarnią, ale wtedy nie dowiedziałaby się niczego. Odłożyła więc strzałę do kołczanu a łuk znów przewiesiła przez ramię.
Dlaczego zostawili mnie z moimi rzeczami?
Nie dawało jej to spokoju. Czy ktoś chciał, żeby miała je przy sobie? To było dla niej niepojęte. Nie dbali o jej życie, ale jednak nie zabrali jej broni. Dlaczego? Miała nadzieję, że otrzyma odpowiedź i na to pytanie. Należało tylko umiejętnie ponaciskać to i owo tego lub tamtego osobnika...
Jako, że ustaliła już wcześniej, że łuk jej się nie przyda, znów dobyła noża. Nie  był on tak straszny, jak naciągnięta strzała, ale nie oszukujmy się, nim też można było dokonać jakiś szkód u przeciwnika. Miała przez chwilę pomysł, żeby wypuścić strzałę w łydkę "niskiego". To w zasadzie byłoby pomocne, gdyby chciał ją gonić. Miała jednak wrażenie, że nie jest zbyt zachwycony wizją ścigania jej, czy nawet poszukiwań. Może warto było pozostawić go sprawnego?
Co chciała zrobić? Miała zamiar doskoczyć do pozostałego przed latarnią mężczyzny. Atak z zaskoczenia powinien zbić go z tropu. Chciała zaciągnąć go pod ścianę latarni tak, żeby pozostała dwójka nie mogła zobaczyć ich z okna. Miała nóż, więc miała nadzieję, że jest to wystarczający argument dla "niskiego".
- Co ja tutaj robię? Gadaj, byle szybko -gdyby udało się jej wykonać swój plan, skończyłaby pod ścianą z "niskim" przykładając mu nóż do gardła i próbując blokować potencjalne ciosy.- Jak się tu znalazłam i jak mogę opuścić to miejsce? I jeszcze jedno... nie próbuj krzyczeć.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Słona Skała   Nie Cze 23, 2013 11:04 pm

MG

Gdy Lóng wybiegła za schodków wprost na niedoszłęgo oprawcę, ten drgnął i zwrócił spojrzenie w jej stronę jakby spłoszone zwierze. Nie był wojownikiem, a przynajmniej tak się teraz nie prezentował przyciśnięty do ściany, z ostrzem przy samym gardle. Dziewczyna mogła poczuć jak drżał - być może przy tamtych próbował udawać kogoś bardziej opanowanego, ale w rzeczywistości bał się konfrontacji z kimś kto nie leżał nieprzytomnie na krawędzi skarpy. Teraz mogła mu się lepiej przyjrzeć. Był od niej niższy o dobrą głowę, łysy z zaniedbanym, niedogolonym zarostem. Nosił szmaty pozaszywane kawałkami różnych materiałów, nań nałożył szary płaszcz z kilkoma oberwanymi guzikami. Możliwe, że był raczej zarządcą, niźli kimś odpowiednim do szukania zbiegów.
- Kurwa - nie było do końca wiadomym, czy cicha bluzga pod nosem była do Lóng, czy raczej stanowiła komentarz do sytuacji. Facet patrzył na nią takim pijackim wzrokiem, nieco zagubionym. Łysy milczał, zuchwale mierzył ją, a potem pobłądził spojrzeniem na kostkę obok, ale nie chciał pisnąć ani słowa więcej. Czy był uparty, czy też przestraszony, nie zamierzał jej najwyraźniej nic mówić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Słona Skała   Pon Cze 24, 2013 1:56 am

- Kurwa? Och, nie jesteś niemową, to wspaniale -nie było nic bardziej irytującego od ludzi, którzy nie chcieli odpowiadać na pytania. A może bardziej wkurzający byłby wiecznie rozgadany kompan? Nie. W tym momencie potrzebowała informacji, a "niski" nabrał wody w usta. Bardzo nieładnie.- milczenie w niczym ci nie pomoże. Chyba, że...
Przez głowę przeszła jej jedna myśl. Nie wróżyła dobrze, ale jakoś tak rozbawiła dziewczynę.
- Boisz się ich bardziej niż mnie, czyż nie? Jesteś takim tchórzem, że nie odpowiesz kobiecie na kilka pytań? Opiekujesz się latarnią? Przetrzymujesz tu więźniów, których ci przywożą?
Wszystko co mówiła do "niskiego" starała się mówić na tyle głośno, aby on ją słyszał, ale jednocześnie na tyle cicho, żeby nikt więcej niczego nie usłyszał. Miała tez nadzieję, że pomimo wycia wiatru usłyszy, gdyby ktoś się zbliżał. Byłoby całkiem miło.
Co powinna zrobić? Miała nadzieję, że mężczyzna zacznie współpracować. Wolałaby nie szukać rozwiązania na własną rękę zaraz po tym, jak musiałaby go zabić. Wyglądał raczej na wykorzystywanego przez innych, zastraszonego człowieczka, niźli na groźnego przeciwnika.
- Kim oni są? -nawet jeśli miałaby nie dostać odpowiedzi na pytanie jak się stąd wydostania, chciała przynajmniej wiedzieć z kim ma do czynienia. Im mniej niespodzianek, tym lepiej.- Pomóż mi, a ja pomogę tobie...
Może to był klucz do sukcesu? Kto wie, czy ów facet nie marzył skrycie, aby uwolnić się spod jarzma towarzyszy? Nadzieja była nikła, ale zawsze była nadzieją.
Lóng nie liczyła na cud. Nie potrzebowała cudu, tylko współpracy.
- W innym wypadku ja i tak ucieknę, a ty zostaniesz wystawiony na ich gniew. Widziałam jak cię potraktowali. Wolałabym nie być w twojej skórze, gdy odkryją, że mnie nie ma... A ty co o tym sądzisz?
Byleby "niski" nie odebrał jej mowy całkiem na opak. Nie chciała wzbudzać w nim woli do walki z nią, a mógł tak to odebrać.
A jeśli nic nie wiedział i przesłuchiwanie go jest bezcelowe? Wtedy musiałaby walczyć z nieznanym, a to się jej nie uśmiechało.
Wolała też nie torturować go w miejscu tak mało bezpiecznym. Szeptów nie mogli z latarni usłyszeć, za to gdyby zaczął wrzeszczeć... zdecydowanie lepiej na początku spróbować po dobroci.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Słona Skała   Wto Cze 25, 2013 12:21 am

MG

Fala za falą uderzały o latarnie zalewając ich co chwila bryzą słonej wody. Włosy Lóng były mokre, oboje mieli również przemoczone nogawki, mając poza tym jeszcze nóż na gardle mężczyzna nie czuł się najwyraźniej w najlepszej kondycji do rozmowy. Pierwsze próby wydobycia informacji spalały na panewce. Mądrala postanowił dalej wpatrywać się w kostkę obok jakby wcale nie znał swojej sytuacji, tak było, a przynajmniej dopóki panienka Huo nie wypowiedziała przypadkiem owego specjalnego słowa: "gniew" - w porównaniu do dotychczasowych prób dotarcia do niskiego, dopiero na to słowo drgnął, acz widać było, że strach mieszał się w jego oczach. Nie był chyba pewien, czy chce coś powiedzieć, czy raczej tak go sparaliżowało, że teraz zamilkł na dobre?
- Suko, posłuchaj mnie uważnie - rzucił na wpół dziarskim, na wpół drżącym tonem - Jestem psem niewiele lepszym od ciebie. Co ty możesz, ha? Rozbierzesz się przed nimi? Zaśpiewasz? Hę? Jesteś takim samym śmieciem. -odchrząknął i splunął na jej policzek. Poczuła ciepłą ślinę mężczyzny, smród wina, słodycz miodu (bleeeeeeeeeee). Na końcu ostrza pojawiły się dwie ciemno czerwone krople, które gbur pod ścianą upuścił sobie wzbierając flegmę by poniżyć/dopiec choć trochę swojemu oprawcy (czyt. Huo). 
Zgrywał cwaniaka, ale drżał i to coraz bardziej, a jego twarz zdradzała zakłopotanie i niepewność - jeśli facet miał być w stanie ją złapać i sprowadzić to nie było możliwości aby dokonał tego samemu, tudzież z pomocą - nie ktoś tak nieopanowany. Prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Słona Skała   Sro Cze 26, 2013 10:15 pm

- Śpiewanie nigdy nie było moją mocną stroną. Ty też nie wyglądasz na typ śpiewaka... cóż więc musisz robić, żeby przeżyć? Rozbieranie się wystarcza?
To, co mówił do niej "niski" nie było w stanie jej zdenerwować. Raczej smuciło ją to, że ten człowieczek tak nisko cenił swoje życie. Nikt nie jest mało ważny, życie każdego człowieka jest tak samo cenne. Tak, to zdecydowanie kontrowersyjne myślenie, ale cóż poradzić, że tak właśnie czuła? I właśnie dlatego, gdyby dostała kiedykolwiek zadanie zabicia kogoś, z pewnością nie zrobiłaby tego za marne grosze...
- Śmieciem? Dopóki będziesz tak myślał, nic się nie zmieni w twoim życiu.
Gęsta, pijacka flegma spłynęła jej po policzku. Dobrze, że nie było upału, wtedy mogłaby nie znieść odoru, którym promieniała wręcz ślina. Wino, miód i stare, zepsute zęby. Zgnilizna. Dobroczynny wiatr rozwiewał to przynajmniej w pewnym stopniu, można było oddychać.
- Widzisz, coraz bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że kompletnie mi się nie przydasz. Boisz się tak bardzo, że nie jestem w stanie nic zrobić... no może poza tym -wytarła ślinę rękawem. Jak tylko się stąd wydostanie powinna go sobie uprać, oj tak. Starała się nie zwracać uwagi na poniżający gest ze strony "niskiego". Na bogów, żyła w sierocińcu, znała Królewską Przystań od tej gorszej strony... czy odrobina śliny mogła ją w jakiś sposób obejść? Warto jednak było zapamiętać nastawienie "niskiego".- widzisz więc, że mamy problem. Nie chcesz mi pomóc, ale wypuścić cię nie mogę, bo zaraz polecisz do nich i mnie wydasz. Cóż więc powinnam z tobą zrobić?
Stanęła przed trudnym wyborem. Mając nieprzydatnego człowieka, który był dla niej potencjalnym zagrożeniem... czy powinna go zabić? Zrzucić go morza tak, jak się to stało z tamtym nieszczęśnikiem? Związać i pozostawić samego sobie? Podciąć mu ścięgna, żeby nie dotarł na szczyt latarni?
Nie.
Nie byłaby w stanie zrobić czegoś takiego tak wystraszonemu człowiekowi. Nie wiedziała czy jest zły, czy czerpie radość z tego co robi. Mogła jedynie zakładać. Czy to on wypchnął kogoś przez okno latarni? A może to był jego kompan? Zostali tu przywiezieni tak samo jak ona? Zbyt dużo niewiadomych, zbyt mało punktów zaczepienia.
Znużona brakiem wiedzy, postanowiła w końcu coś zrobić.
- Prowadź mnie do nich. Zakładam, że spotkanie z nimi jest nieuniknione, po co więc odkładać to na później? -typowa kobieta. Jeszcze przed chwilą obmyślała skomplikowane sposoby ucieczki, a teraz postanowiła wejść prosto w paszczę lwa. Raz się żyje!
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Słona Skała   Pią Cze 28, 2013 1:10 am

MG

Emocje na twarzy jegomościa poczęły teraz mieszać się nieporęcznie, gdy zabrakło spodziewanej reakcji od strony Lóng. Niski najwyraźniej mógł liczyć na to, że poniżające gesty dadzą mu lepszą pozycję do dyskusji z niedoszłym więźniem. Sytuacja jednak nie przybrała takiego obrotu, ba! Dziewczyna była na tyle opanowana i pewna siebie aby przejąć inicjatywę, a po chwili zmusić mężczyznę do wycofania jeszcze bardziej w swojej zgorzkniałej, acz jednocześnie dosyć nędznej postawie.
- Co ja robię? Ciągam takich jak ty do ciupy, robię co każą tamci - tutaj głową kiwnął lekko ku górze, nad nimi - [/b]...i nie zadaję pytań. To robię żeby przeżyć.[/b] - rzekł z początku bez emocji, lecz pod koniec dało się wyczuć, że jego słowa nabrały brzmienia podobnego do tonu osoby pyskującej. Tłumaczył się, oj tak, a nie wychodziło mu to chyba najlepiej. Mięśnie miał napięte, pocił się, zdawało się, że naprawdę denerwował się. Kilka razy gdy ona mówiła, on próbował wetknąć swoje trzy grosze lecz i tu nie umiał ani odpowiednio wetknąć się w ich "dyskusje", a co dopiero próbować się bronić.
Wtedy jego uszu dotarły rozważania na temat przydatności mężczyzny - Lóng spostrzegła, iż począł się pocić intensywniej niźli chwilę wcześniej, a oczy jego przypominały teraz dwa gęsie jaja.
- Pro-prowadzić? Do nich? Ja, eee... - począł gubić się we własnych słowach. Niski miał wrażenie, że nie mógł wciąż przyglądać się w ten sam kawałek podłogi, toteż jego wzrok wędrował od miejsca do miejsca, krępowała go. Gdy po chwili do tłumaczeń dodał marne gestykulacje (z wskazaniem, że gestykulował mając na szyi nóż)... jak to wyglądało? Jakby wdepnął w gówno, a teraz nie wiedział jak wytrzeć buty. Wszystko to dawało dziewczynie jasno do zrozumienia, że "tamci" wynajęli kretyna albo czubka, a na pewno nie był to jegomość wyjątkowo niebezpieczny, ni zaradny w swej profesji.
- Dobra - wykrztusił z siebie w końcu. Kolory znikały z jego twarzy powoli, przestał się zachowywać jak idiota, a spojrzenie zaszło mu szarością jak za spuszczeniem kurtyny. Zmienił się. Nie zewnętrznie, o nie! Dalej chodził odziany jak przystało na służącego, który nosi martwych, czy nieprzytomnych z miejsca na miejsce i... raczej nie ma sposobności aby zamienić parę słów z "klientem". Tym razem jednak wyraźnie posmutniał, ale nie jak dotąd emanując gniewem, czy wręcz nienawiścią - spojrzenie zaszło mu mgłą, zesztywniał na nogach, toteż gdy postawił pierwszy krok w kierunku schodów wyglądało to jak gdyby całe jego ciało wisiało na zwieszonej głowie.
Tymczasem Lóng miała go na oku. Widziała jak niezdarnie stawia kolejne kroki, jak próbuje utrzymać równowagę na śliskich stopniach, szedł kawałek przed nią, acz nie próbował uciekać. Ciekawe co trzeba też uczynić człowiekowi, aby tak go sponiewierać i upodlić, tak nim manipulować? Tak, że nawet nie próbuje uciec. Z drugiej strony: dokąd? Samotna latarnia na środku morza to nie miejsce, z którego można się łatwo wydostać.

Kilka chwil później, kilka ciężkich kroków marszu w aurze słonej wody, pohukującego wiatru wystarczyło aby ich wędrówka znalazła swój kres. Nie był to szczyt latarni, akurat tyle dało się dostrzec po fakcie tego, że długie schody się jeszcze nie kończyły. Niski przemknął w górę jakieś dobre dwa lub trzy piętra i zatrzymał się przed... drzwiami. Jeden stopień był dłuższy od reszty, tak, że obok siebie mogło nań stanąć nawet do trzech, czy czterech osób. Niski spojrzał z rezygnacją na zasuwę na drzwiach, przez którą można było sprawdzić od wewnątrz kto też znajduje się po drugiej stronie lub też jak zwyczajny latarnik upewnić co do pogody. Mężczyzna westchnął raz jeszcze i niemal błagalnym wzrokiem spojrzał jeszcze raz na nią, potem widząc, że nic nie wskóra uderzył pięścią, pukania nie byłoby nawet słychać przez zrywające się co chwila i zderzające słone fale morskie. Nie było słychać niczyich kroków, ale gdy klapka na drzwiach odskoczyła na bok czyjś głos rzucił dosyć niewyraźnie:
- Coooo? To już? - zdziwił się głos, a gdy niski spróbował odpowiedzieć, głośniej rozbrzmiało z zewnątrz to samo brzmienie - Dewor przylazł!
- Znowu chce mu się żreć, czy srać?! Jak nie przyprowadzi suki to śpi na zewnątrz! Powiedz mu! - rzucił ktoś inny z głębi.
- Słyszałeś. Masz ją, czy nie? - Dewor drygnął przerażony nie wiadomo jednak, czy bardziej przerażała go wizja spania na dworze, czy też okłamywanie tej dwójki po drugiej stronie drzwi.


[Sorki, trochę się mogłem zaplątać, bo na dwa razy pisałem post]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Słona Skała   Wto Lip 09, 2013 9:40 pm

- To jak? Szukacie mnie, czy mam sobie pójść? -trudno było jej powiedzieć, co wyobrażał sobie "niski", kiedy przyprowadził ją pod drzwi i zamarł w bezruchu. Czy nie zdecydowała wcześniej, że stanie twarzą w twarz z tymi dziwakami? Czy nie powiedziała mu, że może oddać ją w ich ręce? A teraz on stał tak, jakby miał nadzieję, że ona rozmyśli się i ucieknie. A może czekał na jakieś działanie z jej strony? Miał nadzieję, że dziewczyna wpadnie tam niespodziewanie i załatwi ich?
Nie miała takiego zamiaru. Nawet jeśli widziała wcześniej spadające z latarni ciało jakiegoś nieszczęśnika i miała przeczucie, że będzie następna, była ciekawa całej tej sytuacji. Tak, jak wcześniej chciała się wydostać i uciec, teraz postanowiła zostać i dowiedzieć się wszystkiego. Głupota? Możliwe. Została, bo... bo tak.

Nie chciała robić z siebie ofiary, która ucieka. W zasadzie była w sytuacji, w której równie dobrze sama mogła do nich przyjść, a zaoszczędziłaby tym sobie wiele energii, która mogłaby się jej później przydać.
Matka nie zdążyła nauczyć jej jak wielka jest siła spokoju, ale ona sama zdążyła się już o tym przekonać. Czasami nawet udawało się jej zachować zimną krew. Natomiast chowanie się, nerwowy, urywany oddech, przyspieszone bicie serca, gdy tylko usłyszy się najlżejszy szmer... to wszystko nie było dla niej. Miała w sercu wojownika, dlatego nie mogła uciekać, chować się. Musiała stawić wszystkiemu czoła. Niezależnie co by to było.

Właśnie dlatego stała teraz przed drzwiami, które dzieliły ją od tej dwójki. Bała się, to oczywiste, ale nie dawała tego po sobie poznać. Nie mając już drogi odwrotu... zaczęła się niecierpliwić. Kiedy w końcu te drzwi się otworzą? Co ją tam czeka? Już miała otworzyć usta i powiedzieć coś jeszcze, ale w ostatniej chwili powstrzymała się.
Nie, nie powinnam ich denerwować... jeszcze przyjdzie na to czas. Najpierw dowiem się o co chodzi...
Swój nóż schowała z powrotem do buta mając nadzieję, że nie zostanie tam zauważony. Poprawiła łuk przewieszony przez ramię i odetchnęła głęboko. Zabawę czas zacząć!
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Słona Skała   Pią Sie 02, 2013 11:08 pm

Czekając, aż mężczyźni za drzwiami zareagują, miała dużo czasu na przemyślenie całej sytuacji. No dobrze, czasu nie było aż tak wiele, ale i tak jej myśli galopowały o wiele szybciej i zanim oni zdążyli dojść do tego, że osoba, której szukają, czeka pod drzwiami, ona miała już kilka pomysłów. A nawet plan. Tak.
Znów zmieniła zdanie. Straciła ochotę do spotkania z nimi, pewnie dlatego, że zbyt długo czekała pod drzwiami. Kobiety! Kto je zrozumie? Ale co jeśli wystarczy kochać, a zrozumienie nie jest takie ważne?
Mężczyzna, który ja przyprowadził pod nos oprawców, miał posłużyć za żywą tarczę, którą pchnęłaby na nich w momencie, w którym otworzyłyby się drzwi. Lubiła element zaskoczenia, a oprócz niej wszyscy powinni być zaskoczeni. Jako, że nie był on człowiekiem o posturze niedźwiedzia, nie przewidywała problemów w przepchnięciu go. Ważyła zapewne o wiele mniej od niego, ale nie była tak bezbronna na jaką zazwyczaj wyglądała. Dodatkowo pomagała jej adrenalina. Całkiem miła z niej koleżanka, prawda?
Dalsza częśc planu zakładała, że wewnątrz latarni będzie jakieś krzesło. Dlaczego właśnie ten element? Och, stół byłby ciężki, a jakieś szafki byłyby nieporęczne i trudno by było nimi manewrować. A miała coś do zrobienia. Nie czekając, aż przeciwnicy, którzy z napastników w tym momencie stali się ofiarami, zanim jesczze chwyciła krzesło, z półobrotu kopnęła niskiego, co zaowocowało tym, że cała trójka przewróciła się zupełnie jak kostki domina. Ach, ta wschodnia krew płynąca w jej żyłach! Później było już całkiem prosto. Krzesłem dokończyła swoje dzieło. Nie, nie rozwalała im głów i nie grzebała w nich nogą od krzesła. Zobaczenie wnętrza ich głów nie było jej największą aspiracją. Może byłoby to zabawne, ale bardziej od tego chciała się wydostać z tej wysepki. Chciała ich ogłuszyć i zrobiła to. Zdolna dziewczynka.
Wypadało tez ich unieruchomić, dlatego postanowiła związać ich ze sobą. Gdyby miała suknię, mogłaby przezywać rozterki i zastanawiać się, czy urwać jej dolną część i związać nią napastników. Ryzykowałaby tym ukazanie kawałka swoich nóg i to więcej niżkostkę. O zgrozo, może nawet pokazałaby kolano?! Całe szczęście miała spodnie, więc jako sznura uzyła ubrania jednego z mężczyzn. Płaszcz nadawał sie do tego idealnie. Pocięła go na kawałki i związała ich mocno. Hura! Teraz tylko musiała wydostać się z wyspy, tylko... jak to zrobić?
NADLUDZKIM WYSIŁKIEM oczywiście. To był przepis na wyjście z każdej sytuacji. Tak, nadludzki wysiłek sprawdzał się nadzwyczaj dobrze w kryzysowych sytuacjach. nieważne, czy była to ucieczka przed stadem wieśniaków uzbrojonych w widły i pochodnie, walka z niedźwiedziem, czy wydostawanie się z wyspy podczas sztormu.
Później, po latach, ludzie opowiadać będą historię o białowłosej kobiecie, która przepłynęła morze stojąc na skorupach żółwi morskich. Porównywać ją będą do bogini wyłaniającej się z morskiej piany... ale tylko ona będzie wiedziała ile słonej wody opiła się podczas pokonywania tego małego kawałka z wysepki na stały ląd...

/zt

[skoro Caster zezwolił na opuszczenie sesji, to właśnie czynię. Jako, że wcześniej sie w fabule nie pojawiałam, możnaby w zasadzie anulować całą sesję, bo nigdzie wcześniej wzmianki o niej nie było. Miło by było jednak, żeby moje heroiczne oswobodzenie się zostało tutaj po wsze czasy. Amen.]
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Słona Skała   

Powrót do góry Go down
 

Słona Skała

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Smoki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony-