a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Strumienisko - Page 2



 

 Strumienisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość

avatar
Włości Korony
Liczba postów :
465
Join date :
23/03/2013

PisanieTemat: Strumienisko   Sro Kwi 10, 2013 2:54 pm

First topic message reminder :


Strumienisko



Władzę nad Strumieniskiem sprawuje ród Rills, chorąży Starków - teren ulokowany jest na południowy-zachód od Kamiennego Brzegu, na północ od Zatoki Ognistej i na zachód od Krainy Kurhanów. Region ten obfituje w wiele kamienistych strumyków, tutaj również znajduje się siedziba rodu Glenmore z Rillwater Crossing.







Ostatnio zmieniony przez Fire and Blood dnia Sob Wrz 26, 2015 12:56 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Sro Wrz 04, 2013 2:19 pm

Więc to nie tylko ona wraz ze swoim towarzyszem, który zniknął w dziwnych okolicznościach. Mała młynarzówna poczuła się trochę pewniej. Zawsze przy wspólnym wrogu zjednoczenie mogło być wyjściem. Kiedy Elena zobaczyła chłopaka mimowolnie poczuła ukłucie przy sercu. Dziwne ciepło ogarnęło cale jej ciało? Czyżby się zakochała? Niemniej wygląd młodzieńca sprawił, że Elena zaczęła uśmiechnęła się lekko. Przestała nieco się bać. Przybliżyła się także parę kroków do jaskini. Nie weszła jednak do niej.
- Ktoś gonił mnie i mojego towarzysza - Elena zaczęła nakreślać swoją sytuację przybyszowi - My sami mieliśmy obozowisko niedaleko strumienia. Potem usłyszeliśmy tętent kopyt, zobaczyliśmy jeźdźców. Następnie ruszyliśmy z miejsca w którym obozowaliśmy. Po ucieczce koń mojego towarzysza wpadł w dziurę, przewróciliśmy się. Potem mało co pamiętam. - dziewczyna starała się odpowiedzieć na tyle najdokładniej jak mogła. - A potem zobaczyłam ciebie - tu lekko uśmiechnęła się do niego.
Także powitanie sprawiło na niej mile wrażenie. Poczuła do młodzieńca jakąś sympatię.
- Jestem Elena - przedstawiła się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Czw Wrz 05, 2013 6:33 pm

MG


Bran przyjrzał się dziewczynie od stóp do głów, a na jego licu pojawił się lekki rumieniec. Czyżby uroda Elen go zawstydziła...? Hm, możliwe, w końcu gładkie miała lico, choć brud i kurz pokrywający jej odzienie oraz ręce nie do końca działał na jej korzyść. Mimo to, wydawało się, że młodemu mężczyźnie podobało się to, co zobaczył.
- Elena - powtórzył powoli, jakby się nad czymś zastanawiając. - Elena. To bardzo ładne imię.
Podszedł trochę bliżej, jakby z pewną dozą nieśmiałości.
- Obdarłaś sobie ręce - zauważył. - Trzeba je opatrzyć - dodał po dłuższej chwili konsternacji. Zdawało się, że sam do końca nie wie co zrobić. W końcu podjął decyzję.
- Posłuchaj, nie wiem skąd tu się znalazłaś, ale zdaje się, że samej będzie ciężko Ci przetrwać w dziczy. W jaskini mam trochę mięsa i wina, możemy się dzisiaj podzielić. A potem podejmiesz decyzję co zrobić dalej.
Odchrząknął, jakby zawstydzony własną propozycją.
- Ja będę zmierzał na Północ, do spokojniejszych krain...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Czw Wrz 05, 2013 6:53 pm

Działo się coś dziwnego. Przynajmniej tak to odbierała Ciemnooka. Chłopak również stał długo i wpatrywał się w małą. Elena przez ten cały czas nie wiedziała co ma z sobą począć, gdzie podziać oczy, co zrobić z rękami. W końcowym efekcie nie zrobiła nic tylko stała. Kiedy Bran podszedł bliżej, odeszła parę kroków do tyłu. Choć poczuła sympatię do młodzieńca, nie chciała za bardzo zbliżać się. Coś jej tak podpowiadało.
Kiedy chłopak zwrócił uwagę na to, że Elena zdarła naskórek przy ucieczce z Jacobem oraz potknięciu konia, ona sama syknęła. Tak naprawdę zapomniała o tym, że była ranna. Najwidoczniej zranienie nie było aż tak mocne. Wtedy także Bran wysunął propozycję zaproszenie do jaskini i podzielenia się posiłkiem i napojem. Na wieść o jedzeniu dziewczynie zaczęło burczeć w brzuchu. Elena chciała powstrzymać to, ale głód był silniejszy.
Z brzucha Ciemnookiej wydobyło się donośnie burczenie. Tak więc organizm podjął decyzję za nią. Dziewczyna nic nie odpowiedziała, niemniej reakcja organizmu była jednoznaczna. Sama Elena zaś była nieco skonsternowana i zawstydzona, że w taki sposób dała pozwolenie na pójście do jaskini.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Czw Wrz 05, 2013 7:05 pm

MG


Bran skinął głową i ruszył wgłąb jaskini.
- Chodź - powiedział cicho.
Gdy weszli do środka, Elen przez chwilę nic nie widziała. Musiała iść prawie po omacku. Nagle poczuła, że ktoś chwyta jej dłoń. To Bran postanowił ją poprowadzić. Jego dłoń była szorstka i duża. To nie był paniczyk, który mógł pozwolić sobie na to by większość życia nic nie robić. Po samym dotyku można było poznać, że Bran nie kłamał co do bycia myśliwym. A przynajmniej kimś, kto sam musi o siebie zadbać.
Szli dość długo. Podłoże było nierówne i Elen kilka razy się potknęła, jednak zawsze mogła się wesprzeć na silnym uchwycie Brana, który musiał chyba mieć wzrok kota, że widział w tych ciemnościach.
- Uwaga na głowę - usłyszała w pewnym momencie i odruchowo się schyliła. Tuż nad nią był zwisały ogromne stalaktyty.
Była już mocno zmęczona, gdy wreszcie zauważyła niewielkie źródło światła. Szli dalej, a przed jej oczami stopniowo zaczynała się ukazywać wolna przestrzeń. Grota była wielkości sporej sali tronowej. Przez jej środek przepływał lodowaty strumień, przy którym widać było palenisko, kilka garnków, skór oraz parę ziemniaków i trochę mięsa. Gdy podeszli bliżej, zobaczyła też duży bukłak z winem...
Grotę oświetlały smugi światła, wpadające tu z góry. Gdzieś musiały być wydrążone tunele. Czy bya to sprawka matki natury czy też człowieka, czort wie... W każdym razie okazało się, że jaskinia jest znacznie większa niż można było przypuszczać. Widać też było, że ma kilka korytarzy.
- Jesteśmy - oznajmił Bran, siadając i rozpalając ogień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Pon Wrz 09, 2013 4:11 pm

Elena bała się przez chwilę zaufać. Ale to trwało tak naprawdę tylko krótki moment. Potem podała swoją dłoń, o wiele mniejszą, Branowi, która zniknęła w niedźwiedziej łapie chłopaka. Przez parę minut dziewczyna nie widziała nic, co poskutkowało paroma potknięciami. W tym momencie chłopak był nieodzowną podporą. Elenie podobało się to. Po raz pierwszy od dłuższego czasu na dziewczynę spłynęło poczucie szczęścia i bezpieczeństwa. Uciekinierka mogła, choć chwilowo, odetchnąć z ulgą i nie martwić się o jedzenie i dach nas głową. Posłusznie schylała głowę, słuchając wskazówek Brana i unikając zetknięcia z ogromnymi stalaktytami.
Droga przedłużała się, Ciemnooka czuła się mocno zmęczona. Niemniej wreszcie doszli do celu.
- Woda! - dziewczynie wyrwało się z ust. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że chciało jej się mocno pić. Tak więc bez zastanowienia dobiegła do źródełka, wzięła bukłak do rąk, następnie napełniła go płynem i jednym haustem wypiła. Prawie zakrztusiła się wodą. Była ona strasznie zimna, ale też gasiła niesamowicie pragnienie. W tym momencie chciała ugasić tą potrzebę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Czw Wrz 12, 2013 9:42 pm

MG


Elen oraz jej towarzysz usiedli na skórach. Gdyby Ciemnooka znała się na polowaniu, albo posiadała choć trochę wiedzy o zwierzętach (zapewne tak było!), rozpoznałaby, że siedzą na skórach niedźwiedzi oraz cieniokotów. Bran faktycznie musiał być niezłym myśliwym. Niedźwiedzie i cieniokoty należały do najgroźniejszych drapieżników w promieniu wielu mil. Były jeszcze jaszczurolwy, ale ich skóry na niewiele by się zdały. Tak czy inaczej, skór było dość dużo, by było im wygodnie - mimo iż rozłożono je wprost na kamienistym podłożu. Miały one też jeszcze jedną zaletę - nie przepuszczały zimna bijącego od kamieni.
Bran uśmiechnął się lekko, widząc jak spragniona była Elen. Sam również napił się wody, po czym otarł usta wierzchem dłoni.
- Zjedzmy, potem porozmawiamy - zarządził młody mężczyzna, rozpalając niewielkie ognisko. Już po kilku chwilach (które dłużyły się w nieskończoność) wesoło trzaskały pomarańczowo-czerwone płomienie, dając kolejne źródło światła.
Chłopak wziął się za obieranie ziemniaków. Robił to ostrym, mysliwskim nożem, który mógłby uchodzić za niewielki sztylet. Obierki rzucał wprost na ziemię. Jeszcze trochę i w garnku zachlupotała woda, a w niej obrane ziemniaki, trochę warzył, zielonych ziół i kawałki mięsa. Gdy tylko wszystko się zagotowało, zupa była gotowa. Ach, ciepła strawa! Choć posiłek był prosty, dla Elen zdawał się przypominać prawdziwą ucztę. Wspaniale było się najeść i odpocząć po niedawnych przeżyciach. Kwaśne wino nie było najlepsze, ale i tak dobrze było się go trochę napić.
Gdy skończyli wieczerzać, Bran wyciągnął niewielkie pudełeczko z zielonkawą maścią. Ujął delikatnie dłonie Elen i zaczął nacierać jej obtarcia substancją, która miała silny, ziołowy zapach.
- To ci pomoże... - powiedział i odchrząknął. - Posłuchaj, w najbliższej okolicy nie ma bezpiecznego miejsca. Udaję się na Północ, mam tam pewne znajomości. Mogę Cię zabrać ze sobą, zapewnić strawę i opiekę, ale...
Odwrócił wzrok, a na jego twarzy pojawił się lekki rumieniec.
- Ekhm... Będziesz musiała ze mną dzielić łoże. Jak żona z mężem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Wto Wrz 17, 2013 2:27 pm

Elena poczuła się jak w domu. Choć była to tylko jaskinia, ciepło ogniska oraz skór dawał małej poczucie bezpieczeństwa. A rudowłosy młodzieniec podobał się coraz bardziej wieśniaczce. Z zaciekawieniem obserwowała jak Bran szykuje ognisko, rozpala je, nosi drwa. Dziewczyna w milczeniu patrzyła na wszystkie czynności wykonywane przez chłopaka. Potem zaś położyła się na chwilę i zamknęła oczy. To wspaniałe uczucie, kiedy to nie musiała o niczym myśleć, ani nic nie czuć. Mimowolnie Ciemnooka uśmiechnęła się i wyciągnęła.
Do rzeczywistości powróciła gdy Bran przygotował posiłek. Elena zjadła go ze smakiem, choć starała się aby nie jeść bardzo łapczywie i nachalnie. Głód jednak dał o sobie mocno znać i po paru minutach mała wręcz pochłaniała przygotowaną strawę. Kiedy nasyciła się dała upust swojemu obżarstwu przez donośne beknięcie. Była najedzona, sucha, miała dach nad głową, po prostu pełnia szczęścia.
Chciało jej się spać, oczy rozkosznie się zamykały. Usłyszała jednak to co mówił Bran, że podąża na południe (zgodnie z tym co kiedyś ustaliliśmy Rein), może jej zapewnić bezpieczeństwo i opiekę. Dziewczynie zdawało się, że śni.
- Dobrze, chcę iść z tobą na południe - powiedziała prawie już śpiąca.
Wygodnie ułożyła się na skórach na boku, przykryła jedną z nich. Następnie zamknęła oczy i od razu pogrążyła się w śnie. Nie odpowiedziała nic na ciche słowa Brana odnośnie spania jak mąż z żoną. Usnęła zmęczona i nie słyszała tego, co rudowłosy młodzieniec jej powiedział.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Pon Wrz 23, 2013 11:17 pm

MG


Poranek był mglisty i chłodny. Tylko na Północy o tej porze roku takie bywały. No i na górzystym Wschodzie. Tak czy inaczej, zdecydowanie nie było ciepło ani też sucho. Z nieba cały czas leciała delikatna niczym mgiełka i nieznośna mżawka. Całe szczęście, w jaskini było sucho i całkiem przytulnie. Nic też dziwnego, że najedzona Elen zdrowo przespała całą noc i nawet spory kawałek poranka. Miała też przyjemne sny, z których jednak niewiele pamiętała. Gdy się jednak obudziła, za nic nie miała ochoty wstawać. Miała za to niejasną potrzebę powylegiwania się w ciepłych skórach. Nie ma jednak tak dobrze!
Trzeba było wstać i powitać nowy dzień. Na dobry początek, Bran zagrzał owsianki (bogowie jeno wiedzą skąd ją miał!) i uprzejmie poczęstował Elen. Och, jak to dobrze rozpoczynać dzień od ciepłego śniadania.
Zdawało się, że Bran jest na nogach od dłuższego już czasu. Jego ubranie pokrywała delikatna warstwa wody, pewnie ślad po mgle, mżawce i rosie. Do tego na policzkach widać było rumieńce, będące dowodem na szybki, poranny marsz i może chłód.
- Ostatnimi czasy okolice nie są bezpieczne - tłumaczył młody mężczyzna, racząc się owsianka, którą pałaszował drewnianą łyżką. - Starków ani widu ani słychu, nie ma kto zaprowadzić tu porządki, to i różne bandy powstają. Będziemy musieli diablo uważać, by się na żadnych hultajów nie natknąć.
Gdy zakończyli śniadanie, Bran spakowal kilka tobołków (jeden przypadł w udziale Elen) i ruszyli przez jaskinie. Szli długo. Diablo długo. Tym razem jednak droga była dośc łatwa, więc Elen wcale nie była bardzo zmęczona, gdy wyszli z korytarza jaskini i znaleźli się w gęstym, iglastym lesie.
- Obawiam się, że będziemy musieli ruszyć pieszo - oznajmił Bran.



Twój post, potem mój z małym przeskokiem czasowym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Wto Wrz 24, 2013 1:57 pm

Dziewczyna spała bardzo smacznie.Od tak dawna nie miała tak spokojnego i mocnego snu. Nie pamiętała ile czasu zajął jej odpoczynek, nie pamiętała również tego, co jej się śniło. Elena wybudziła się zupełnie dzięki zapachowi owsianki, który bardzo nieznośnie drażnił jej nozdrza. Dziewczyna przeciągnęła się, ziewnęła przeciągle i rozejrzała się po jaskini. Ujrzała Brana, który krzątał się przy ognisku. Elena z wdzięcznością ja przyjęła i zjadła. Ta skromna zupa przypomniała jej o jej rodzinie. Jej mama zawsze na śniadanie dawała całej familii właśnie owsiankę. Dziewczyna mocniej wsadziła nos w talerz żeby Bran nie zobaczył łez, które pojawiły się w jej oczach. Niemniej śladów na brudnych policzkach nie dało się ukryć.
Elen jednak szybko doprowadziła się do stanu użyteczności i odpowiedziała na wątpliwości chłopaka:
- Dobrze, możemy iść pieszo. Przez całą swoją podróż tak właśnie poruszałam się. Może pójdziemy bardziej uczęszczanymi szlakami handlowymi? Może tam nie będzie złoczyńców i band?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Pon Wrz 30, 2013 12:15 pm

MG

- Znam lepszą drogę - zadecydował krótko Bran, który coraz mniej przypominał nieśmiałego chłopaka poznanego przez Elen zaledwie wczoraj. Teraz, gdy pewnie prowadził dziewczynę przez gęsty las, znajdując widoczne chyba tylko dla niego ścieżki, wydawał się być prawdziwym myśliwym, mieszkańcem dziczy. Nie wiadomo czy to dzięki jego talentowi czy przypadkowi, cały dzień nie spotkali na swej drodze żywej duszy.
Podróżowali prawie do zmroku. Tempo marszu jednak mieli wolne (zdaje się, że samotnie Bran podróżowałby znacznie szybciej), a postoje wystarczająco częste, by uzupełnić zapas nadwątlonych sił. Mimo to, Elen z ulgą powitała koniec marszu. Jej przewodnik znalazł miejsce wręcz idealne na nocleg (jak on to robił?). Z jednej strony osłaniał ich wielki, zwalony pień, a z drugiej wielkie, omszałe głazy, tworząc zaciszny kąt, który aż prosił się o rozbicie w nim obozowiska. Tak też więc zrobili. Bran rozpalił niewielkie ognisko, nad którym przyrządził strawę w postaci pieczonej dziczyzny, po czym rozsiedli się na miękkim mchu...


Ciąg dalszy na PW.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Nie Sty 26, 2014 8:06 pm

Elen spędziła z Branem wiele fajnych i cudownych chwil. Razem podróżówali po terenach pólnocy, zajeżdzali do mniejszych wiosek, gdzie sprzedawali mięso z kuropatw, zajęcy czy lisy, które upolował młody myśliwy. Elen zaś patroszyła upolowaną zwierzynę, porcjowała mięso, przygotowywała skóry. Wjeżdżając na targ handlowali mięsiwem, ziołami i lesnymi owocami, które znajdowała Elena. Młodzi stanowili dobrą parę, która podróżowała, radziła sobie, a także cieszyła swoja w nocy.
Elena i Bran zamieszkali w jaskini niedaleko strumieniska gdzie spotkali się po raz pierwszy. W trakcie kiedy chłopak poszedł na polowanie, dziewczyna zajęła się ogniskiem. Nasza bohaterka przygotowywała właśnie strawę z mięsa zająca i jagód uzbieranych w drodze. Ponadto chciała zrobić w strumieniu pranie. Zdjęła więc z siebie wierzchnie odzienie, pozostajac jedynie w szarej halce. Chciała zająć sie dwoma czynnościami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Mur
Skąd :
Reach
Liczba postów :
21
Join date :
05/09/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Nie Sty 26, 2014 8:42 pm

/ teoretycznie z Muru!

Czarne niebo, czarny dym z sadyb, czarny płaszcz. To zdecydowanie nie był kolor Ulmera. Odkąd wyruszył z Muru na południe, by zgodnie z wolą Lorda Dowódcy zwerbować do Nocnej Straży kolejnych braci rodem z najbardziej plugawych rynsztoków wszystkich miast Siedmiu Królestw, prawie cały czas towarzyszyła mu paskudna pogoda. Przez kilka dni podróży deszcz padał tak gęsto, że Fossoway tylko patrzył, aż ludziom zaczną wyrastać łuski. I z czego tu się cieszyć?
Dopiero od dwóch dób, gdy w końcu pokonał wyludniony Dar czy wysunięte najbardziej na północ Ostatnie Domostwo, pogoda ustabilizowała się. Słońce świeciło blado, jak zwykle nie dając ciepła, lecz w tej części Westeros sam jego widok wystarczał, by człekowi robiło się lżej na duszy. Nawe koń, czy też raczej szkapa chuda niczym karczemny cienkusz, raźniej pokonywała trakty i leśne drogi, prąc na południe w poszukiwaniu największej ze swych przygód w smutnym, zwierzęcym żywocie. Dzisiejszego dnia jechali od świtu, mijając pochyłe chłopskie sadyby, kilka opuszczonych młynów i nawet karawanę kupiecką złożoną z… aż trzech wozów. Chłopi odprowadzali Wronę zdziwionymi spojrzeniami, zupełnie jakby już dawno zapomnieli o istnieniu elitarnej ongiś Nocnej Straży. Fossoway przywykł jednak do ignorowania ludzkiej ciekawości. Zbyt wiele lat spędził na próżnym południu, by nie znać człeczej natury i by nie wiedzieć, że pomimo pełnienia warty na Murze niewielu mu będzie życzliwym. Dlatego też najpewniej został wybrany przez Lorda Dowódcę do tej podróży - jeszcze się taki nie urodził, który przegadałby Mamuśkę. Ot, zwykły pragmatyzm.
Ulmer jednak niezbyt chętnie wyruszał z Czarnego Zamku. Echa wojen toczonych na południu docierały i na daleką północ, a choć Wrony nigdy w historii nie opowiadały się po żadnej z walczących stron, dwory, które przyjdzie Fossowayowi odwiedzić być może będą wymagały określenia stanowiska Straży… to zaś brzmiało niezmiennie: drzyjcie ze sobą koty, wielcy panowie, lecz nie zapominajcie o darach dla Muru, nie możemy żreć lodu.
To właśnie myśl o jedzeniu sprawiła, że Mamuśka zaczął szukać odpowiedniego miejsca do postoju. Po przejechaniu kilku mil, gdy zaczynał wątpić we własne zdolności zwiadowcze, do jego uszu dobiegł szum wody - cichy niczym szept, lecz na tyle kuszący, by Ulmer opuścił trakt i ruszył przez niewielką równinę, ginącą za kamienistymi pagórami. Już po kilkudziesięciu jardach okazało się, iż przeczucie go nie zawiodło - przed Wroną roztoczył się widok na urokliwe strumienisko, porośnięte mchami, zacienione, ze zmurszałymi pniami drzew przy wodzie, oferującymi spoczynek dla zmęczonego jazdą konną dupska. Fossoway zeskoczył z siodła, ujął za uzdę konia i powoli ruszył w stronę wody, gdzie najpierw chciał napoić zmęczone zwierzę. Wystarczyło jednak kilka kroków, by te plany ubiegły natychmiastowej zmianie. Kiedy bowiem wyłonił się zza załomu skalnego, jego bystre oko wychwyciło na brzegu ruch.
Dzicy.
Pomyślał bezskładnie, cofając się bezszelestnie, nim odwrócona doń plecami postać zdołała zauważyć intruza. Ulmer zmarszczył brwi, potarł dłonią wąsy i po chwili wahania przywiązał szkapę do drzewa, klepiąc uspokajająco ją po kosmatym łbie. Czarny płaszcz zafurkotał cicho, gdy przebiegał na drugą stronę ścieżki, by okrążyć szeroką skałę i zajść nieznajomego od lewej strony, wraz z prądem strumienia, który skutecznie zagłuszy kroki. Plan, wnet wprowadzony w życie, nie przewidział jednak drobnego szkopułu… a mianowicie - płci osobnika na brzegu. Kiedy Fossoway zbliżył się doń na tyle blisko, by móc zauważyć każdy szczegół jego półprofilu… wnet pojął coś jeszcze - że to, co początkowo wziął za zwykłe wybrzuszenie z przodu szaty… było piersiami. Kołyszącymi się przy każdym ruchu, jędrnymi jak brzoskwinie z Reach piersiami. Cycuszkami najsłodszymi, darem od Siedmiu… oraz czymś, czego bracia z Nocnej Straży nie widywali zbyt często. Cóż… niektórzy wcale. Z ust Ulmera wydobyło się ciche przekleństwo, gdy wysunął z pochwy miecz i wyprostował się energicznie, wystawiając na widok kobiety. Wycelowane w nią ostrze zalśniło w promieniach słonecznych, gdy Fossoway zatrzymał się kilkanaście kroków od obcej.
- Witaj… szanowna dziewojo. - podjął nieporadnie, za cholerę nie mogąc sobie przypomnieć, jak dawno, dawno temu, w innych czasach i życiu, zwracał się do kobiet. To musiał być rozkoszny widok - Wrona i półnaga kobieta w malowniczej okolicy na Północy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Nie Sty 26, 2014 9:14 pm

Okolice strumieniska do tej pory były bezpiecznymi terenami. Zwierzyna, która zapuszczała się w te tereny była dość szybko zabijana przez Brana czy też wpadała w pułpaki pozastawiane przez rudowłosego myśliwego. Elena więc czuła się bezpiecznie w jaskini w której mieszkała z chłopakiem. Młodzi znajdowali się tu od dorbych kilku tygodni i do tej pory nie spotkali żadnego człeka w tych okolicach. Aż do tej pory.
Elena podeszła do strumienia i prała swoją suknię oraz odzienie Brana, który ten zostawił. Była tak pochłoniięta pracą, że nie zauażyła, ba, nawet nie usłyszała konia, który podjechał do jaskini. Dopiero kiedy człek siedzący na koniu powiedzial coś, Elena mocnoo drgnęła. Tak, przerazila się tym, że ktoś podjechał w te tereny.
Nieco zawstydzona i przestarszona Elena rzuciła pranie i uciekła przerażona do jaskini, która znajdowała się niedaleko wody. Dopiero po paru minutach dziewczyna otrząsnęła się z pierwszego szoku, wyjrzała dyskretnie na zewnątrz. Zobaczyła wysokiego i dość przystojnie odzianego mężczyznę na koniu, miał on ciemne, niepokojące oczy, a także długie włosy i wąsy. Ponadto miał wyciągniety miecz co również Elenę nieco wystarszyło. Tak więc nie wyściubiła nosa z jamy, tylko stamtąd odpowiedziała do osobnika:
- Kim jesteś i czego chcesz? - warknęła dość nieprzyjaźnie, choć mężczyzna przywitał ją gładkimi słowami. Elena jednak nie słyszała tego, zbyt mocno przejęta tym, że na tereny na których zyła spokojnie z Branem ktoś przyjechał, obcy i nieznajomy.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Mur
Skąd :
Reach
Liczba postów :
21
Join date :
05/09/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Nie Lut 16, 2014 3:09 pm

Nawet najlepiej przeszkolony rycerz nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego, co zgotują mu koleje losu. Życie zwykle rzuca na ścieżkę, którą podąża człek, dziesiątki, jeśli nie setki kłód. I to właśnie o nie nieostrożny mąż może się potknąć, upaść na kolana... po czym nigdy więcej nie podnieść. Podobne przeszkody przybierają różne formy - mogą być błahe i oznaczać dosłowny upadek... lub przybrać formę nieznajomej kobiety przypadkowo napotkanej w dzikich ostępach Północy, co dość jednoznacznie może doprowadzić do upadku moralnego.
Lecz o jakiej moralności mowa w przypadku brata z Nocnej Straży?
Ulmer w posępnym milczeniu przypatrywał się nieznajomej, zupełnie jakby była przeklętym, czarnomagicznym przedmiotem, nie zaś zwykłą dziewką w najlepsze piorącą swe odzienie w odmętach wartkiego strumienia. Nim Fossoway zdołał powiedzieć coś więcej, zareagować, uspokoić albo przekląć soczyście kobietę - ta w najlepsze porzuciła cały swój dobytek i pomknęła między zarośla wprost w ciemne ustępy jaskini, która do tej pory pozostawała niezauważona dla Mamuśki. Czarny brat potarł podbródek z zakłopotaniem, dochodząc do dość oczywistego wniosku - póki się nie ściemniło, pora poszukać innego miejsca na spoczynek. I gdy Ulmer już szykował się do ruszenia dalej, zwielokrotniony echem głos kobiety dotarł do jego uszu, zmuszając do mimowolnego porzucenia wcześniejszego planu. Fossoway westchnął ciężko, wsuwając miecz do pochwy.
Niech się dzieje wola Siedmiu.
Pomyślał z rezygnacją, zostawiając za plecami konia.
- Jestem Wroną. - rzucił na tyle głośno, by jego słowa bez problemu dotarły do ukrywającej się dziewki. Ulmer wykonał kilka kroków w stronę jaskini, modląc się w duchu, by kobieta nie miała ze sobą łuku ani kuszy... w przeciwnym razie Mamuśka dość prędko dokona swego żywota. Z bełtem w bebechach. - I czuję się dogłębnie dotknięty Twymi domysłami, dziewczyno. - dodał tonem, który w rzeczy samej świadczyć mógł wyłącznie o najwyższym stopniu urażenia dumy Fossowaya. Ulmer zatrzymał się kilka jardów od jaskini, unosząc w górę ręce i pokazując tym samym, że nie jest uzbrojony. A przynajmniej - póki co nie.
- Wyłaź z tej dziury. Szukałem wyłącznie miejsca na postój, a nie dziewki do zapłodnienia. - Mamuśka zmarszczył ciemne brwi, starając się ukryć poirytowanie zaistniałą sytuacją. Powinien ruszać w dalszą drogę, a nie... urządzać sobie negocjacje z kobietami. Zwłaszcza z nimi. I to w równie odludnych miejscach. Wszak składał przysięgę, na bogów!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Mur
Skąd :
Wielka Wyk
Liczba postów :
21
Join date :
04/09/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Czw Kwi 10, 2014 11:51 pm

Jeśli ktoś myślał, że Ruben wcale nie podąża za Mamuśką, to grubo się mylił. Samotna Wrona może łatwo stać się kąskiem, jeśli jest nieuważna. Nie żeby Kawka uważał, że Ulmer jest nieuważny, choć patrząc na jego losy, zdawać by się mogło, iż posiada więcej szczęścia niż rozwagi. Młody zwiadowca powiadomił lorda dowódcę, który niechętnie, acz wyraził zgodę. Stało się to już po wyruszeniu budowniczego w kierunku Królewskiej Przystani, skąd miał on przewieźć więźniów na Mur. Zawsze zastanawiała go taka kolej rzeczy. Z jakiej racji jechał tylko jeden brat i to jeszcze budowniczy? Gdyby było ich co najmniej dwóch, już byłoby bezpieczniej, a transport z więźniami pewniejszy. Teraz nic nie mogło być pewne, choć Ruben nie kwestionował zdolności Mamuśki. Usnął olbrzym, usną i więźniowie, gdy tylko usłyszą pierwsze takty pieśni.
Kawka był czujny. W tej sytuacji nie można było sobie pozwolić nawet na chwilę nieuwagi. Jeśli Ulmer przyuważyłby go zbyt szybko, kazałby mu wracać na Mur. Poza tym Pyke mógł teraz swobodnie pilnować jego pleców, gdyby coś się działo. A chyba zaraz miało się stać.
Gdy usłyszał kobiecy głos, zsiadł z konia, którego zaczął powoli prowadzić za sobą, by nie robić takiego hałasu. Zwierzę nie protestowało szczególnie, a dzięki temu też nie robiło problemów. Teraz pozostała do rozstrzygnięcia jedna sprawa - dowiedzenie się, czy dziewczę stanowiło jakiekolwiek zagrożenie dla Mamuśki. Ruben przygotował się do ewentualnego ataku. Strzała znalazła się na cięciwie jednego z głównych łowczych na Murze. Tylko spokojnie...
Ulmer chyba nie spodziewał się tego, co miało się zaraz zdarzyć, a wydarzyło się rzeczywiście wyjątkowo szybko. Dziewczyna opuściła swoją norę biegiem, rzucając się w kierunku budowniczego. Trzymała coś w ręce. Teraz pozostała jedynie szybka analiza. Nóż. CHOLERNY NÓŻ. Wiedział, że Mamuśka może nie zdążyć zareagować. Wypuścił strzałę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Mur
Skąd :
Reach
Liczba postów :
21
Join date :
05/09/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Czw Kwi 17, 2014 9:48 pm

Kiedy wiemy na pewno, że nikt nie ma powodu, aby atakować nieuzbrojonego, pokojowo nastawionego brata z Nocnej Straży, a jednak niejasne przeczucie wskazuje na to, że jest wręcz przeciwnie - coś chyba musi być nie w porządku…
Ulmer poczuł to w chwili, gdy irytacja wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem i gdy pozwolił sobie na chwilę nieuwagi w stosunku do nieznajomej dziewki, pragnąć za wszelką cenę przekonać ją, że nie w głowie mu harce po jaskiniach - jednakże już po chwili zaczął się wahać i w stosunku do tego. Koniec końców wszystko przemawiało za tym, żeby zapomnieć o przysiędze i nieco pofiglować - chociaż Ulmer nie bardzo rozumiał, jak w ogóle miałoby przebiec… zbliżenie, o ile rzecz jasna odnalazłby w sobie na tyle odwagi (głupoty) aby do niego doprowadzić. Czekał tedy, wciąż jeszcze niezupełnie pewien postępowania dziewuchy, jej reakcji na słowa o Nocnej Straży a także tego, czy aby na pewno nikt jej nie towarzyszy w strumienisku. Po chwili wszakże zdobył pierwszy obiektywny dowód, potwierdzający obawy przetaczające się przez jego umysł jak letnia burza: gdzieś w oddali usłyszał parsknięcie konia. Fossoway zamarł w bezruchu, podobnie jak dziewczyna, słuchając pilnie i podejrzliwie. Wkrótce jednak zaszło coś więcej niźli tylko parsknięcie rumaka… coś bardziej niepokojącego.
Zapadła bowiem martwa cisza, przerywana wyłącznie szumem wody w pobliskim potoku.
Ulmer nie miał już wątpliwości, że coś się musiało dziać… i to całkiem niedaleko. Ktoś nieuchronnie zbliżał się do strumieniska, będąc na tyle doświadczonym, aby zostawić zwierzę z dala od docelowego miejsca. Fossoway sięgnął ostrożnie dłonią ku rękojeści miecza, podnosząc wzrok na wejście do jaskini w tym samym momencie, w którym z ciemności wypadła do tej pory uważana za nieszkodliwą dziewczyna.
Do tej pory.
Koniec świata - powiedzmy, tego świata, który Mamuśka znał nieco ponad trzydzieści dni imienia - ominął go przez najczystszy przypadek: ocalenie, jeżeli się dobrze zastanowić, zwykle bywa przypadkowe. W tej konkretnej sytuacji zstąpiło z niewielkiej kępy krzaków na prawo od Fossowaya i przybrało formę smukłej, bystrej jak strumień strzały, przecinającej powietrze ze złowrogim sykiem godnym pustynnej żmii. Moment, gdy cięciwa została poluźniona a grot popędził ku dziewce był również chwilą, w której wydarzyło się kilka innych rzeczy - nade wszystko sam Ulmer zdołał wyszarpać z pochwy miecz, zabrakło mu jednak czasu na uniesienie go - dziewczyna była nie więcej niż jard od niego, przez co mógł dostrzec choćby najmniejsze wyszczerbienie na nierównym ostrzu noża. Broń napastniczki, prowizoryczna, ale bez wątpienia śmiertelna przy odpowiednim użyciu, podskoczyła nerwowo w dłoni, kiedy dziewka wzięła szeroki zamach i…
… będąc oko w oko ze śmiercią Fossoway poczuł, jak zaczyna w nim narastać ohydne uczucie pustki. To samo uczucie miewał jako dziecko, kiedy wyobrażał sobie, że w mrocznych kątach sypialni czają się różne potwory; kiedy nie śmiał wysunąć nogi spod skór ze strachu, że jakieś ukryte pod łóżkiem okropieństwo złapie go za stopę; kiedy nie śmiał nawet sięgnąć po świecę, bo gdyby się poruszył, jakieś inne okropieństwo mogłoby zaraz na niego skoczyć. Teraz, w tym obrzydliwym, cuchnącym strachem momencie musiał zwalczyć to uczucie, podobnie jak musiał je zwalczać będąc dzieckiem w ciemnościach. A choć wcale nie przychodziło mu to łatwiej… podczas kluczowej chwili działał jak w amoku, wypuszczając miecz z dłoni i wyciągając rękę w stronę dziewki tylko po to, by zacisnąć dłoń na jej ramieniu w tej samej chwili, gdy strzała z sykiem nadleciała z prawej strony…
… i z mokrym, obrzydliwym plaśnięciem wbiła się wprost w smukłą szyję dziewczyny, przeszywając ją na wylot. Fontanna kropelek jasnej krwi na pół uderzenia serca zamarła w powietrzu tylko po to, by w końcu rubinowym deszczem naznaczyć twarz Ulmera, ubranie dziewki oraz soczyście zieloną trawę - Fossoway zapragnął odruchowo zetrzeć juchę z twarzy, lecz gdy tylko wypuścił z uścisku dławiącą się własną krwią kobietę, ta zwaliła się na niego z przedśmiertnym bulgotem. Mamuśka ustąpił pod więdnącym już ciałem i z głuchym łoskotem zwalił się na plecy, czując, jak dziewka ląduje na nim, znacząc ciemną kamizelę plamami rdzawej krwi. Choć samej wronie nic się nie stało... z perspektywy człowieka, który uratował mężczyznę przed śmiercią od pogubienia bebechów z rozprutego brzucha mogło to wyglądać, jakby zarówno on, jak i dziewczyna zostali ranieni strzałą.
Umarłem, przemknęło Ulmerowi przez głowę, gdy poczuł, jak drgawki drobnego ciała napastniczki ustają gwałtownie, a szeroko otwarte z przerażenia i zachodzące mgłą oczy wpatrują się oskarżycielsko w twarz Fossowaya.
Umarłem i trafiłem do babskiego piekła. Bogowie, nie macie litości!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Mur
Skąd :
Wielka Wyk
Liczba postów :
21
Join date :
04/09/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Czw Kwi 17, 2014 10:55 pm

Jak to, kurwa?
Na czole wrony pojawiły się krople zimnego potu. Moment, w którym zarówno mężczyzna jak u dziewka padli na ziemię, trwał tak długo i był tak przerażający, jakby to Rubenowi śmierć zajrzała w oczy. I zajrzała. Ale to nie była jego śmierć.
JAK TO, KURWA?!
Łuk wciąż był jakby przyklejony do jego dłoni. Pyke ostrożnie zszedł ze zbocza wzniesienia, ostrożnie podchodząc do, zdawałoby się, nieżywych postaci. Nie mógł go zabić. Przecież wycelował. Przecież był mistrzem w grze, którą przed chwilą prowadził - w grze w polowanie. On był łowcą, dziewczyna - niebezpieczną zwierzyną. Kim w takim razie z w tej zabawie pozostawał Ulmer? Przynętą? Przynęty się nie zabija, nie trafia się w nią, gdy celuje się do zwierzyny. Chłopak wyraźnie pobladł. Był przekonany, że zabije dziewkę, nie planował także śmierci Mamuśki.
Miał go ochraniać, a skończyło się tak, jak właśnie to widział. W dodatku nie mógł się pospieszyć, coś mu nie pozwalało dowiedzieć się, o co tak naprawdę chodzi. Jakim cudem strzała, którą wycelował, zdawałoby się, dobrze, mogła trafić w drugi cel, który miała ominąć. BEZWZGLĘDNIE OMINĄĆ.
Przez chwilę słyszał jedynie skrzyp leśnej ściółki i własny oddech. Niesamowicie ciężki, jakby się zmęczył, a przecież nie był zmęczony w żaden sposób. Wręcz przeciwnie - z każdą sekundą narastało w nim jakieś napięcie. Za chwilę odpowie sobie na pytanie, jakim sposobem spartolił to wszystko. Teraz nie miał się już co powstrzymać, podbiegł do Fossowaya i odrzucił od niego trupa dziewczyny. Tak, ona była trupem na pewno. Teraz należało jeszcze sprawdzić, czy jego brat z Nocnej Straży nie przeniósł się na do jakiejkolwiek krainy, z której nie dało rady już wrócić. I wtedy padł był na kolana. Odetchnął głęboko.
- Uważaj jak upadasz, co? - Łuk został odrzucony gdzieś na bok, a Ruben na razie sam nie do końca miał ochotę wstawać. Pewnie zaraz się zaczną pytania. Musiał ich oczekiwać z niemym spokojem. W tej chwili na pewno nie był spokojny. Do tego uczucia było mu akurat najdalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Mur
Skąd :
Reach
Liczba postów :
21
Join date :
05/09/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Pią Kwi 18, 2014 5:48 pm

Zadziwiające, z ilu rzeczy nie wyrastamy, co zwykle okazuje się w godzinie próby. Pierwotne, atawistyczne lęki wciąż otaczały Ulmera, czyhając tylko na sposobność, aby nim owładnąć i nie pozwolić opaść emocjom, które z każdym uderzeniem serca coraz boleśniej rozchodziły się po ciele. Fossoway, czując na sobie ciężar martwej dziewczyny, przez zatrważającą chwilę miał ochotę po prostu odetchnąć głęboko i zamknąć oczy, próbując uspokoić serce wciąż tłukące się w piersi jak dziki ptak schwytany w klatkę, lecz...
... lecz dotarło do niego, że ktokolwiek zabił dziewuchę - mógł dopiero się rozkręcać. Mógł stać na niewielkim pagórku i ze spokojem godnym polującego myśliwego mierzyć w nieruchomą głowę Fossowaya, chcąc przepołowić ją strzałą niczym... cóż, nie przymierzając - jabłko, które ongiś Ulmer miał w herbie. To właśnie myśl, że skończy jak owoc nadziany na zaostrzony patyk, wybudziła go z bezwładności i zmusiła do otworzenia szeroko oczu. Przez chwilę chciał nawet użyć trupa jako naturalnej zasłony, lecz wtedy martwą ciszę przerwał odgłos cichych kroków, zmierzających wprost do nietypowej plątaniny zakrwawionych kończyn, ubrań oraz włosów, którą tworzyła zabita dziewczyna oraz chwilowo obezwładniony Ulmer. W podobnych sytuacjach niełatwo jest odtworzyć w pamięci pogląd na świat. Wrony muszą być znacznie bardziej samodzielne, bardziej polegać na sobie, muszą być przystosowane do życia na Murze, gdzie wiele spraw szło ustalonym od wieków trybem, ogrom rzeczy miało ze sobą ścisłe powiązania. Każdy z braci w Nocnej Straży dzień w dzień pełnił swoje ściśle określone funkcje w ściśle określonym miejscu, bez trudu więc można było wziąć nawyk i zwyczaj za prawo natury... i tym większy odczuwało się wstrząs, jeżeli coś ów ustalony tryb nagle zakłóciło. Gdy, tak jak Ulmer, spędziło się pół życia w takim, a nie innym układzie, zmiana koncepcji tego układu nie jest sprawą pięciu minut. Teraz, kiedy Fossoway spoglądał wstecz na swe dawne życie i dostrzegał ówczesne stosunki między ludźmi oraz ogrom tego, czego nie wiedział i nie chciał wiedzieć o swoim życiu codziennym, nie tylko go zdumiewała, lecz budziła wręcz zgrozę. Jako młody rycerz nie miał właściwie pojęcia o najprostszych sprawach: o tym, w jaki sposób i kto dostarcza mu żywności, skąd się bierze świeża woda, jak się tka i szyje noszone przez niego ubranie, jak działa kanalizacja - warunek zdrowia mieszkańców miast. Jego życie zależało od sieci niezliczonych specjalistów, z których każdy mniej lub bardziej kompetentnie spełniał swoje zadanie i oczekiwał tego samego od innych. Po wstąpieniu w szeregi Nocnej Straży... wiele się zmieniło.
Wszystko się zmieniło.
Teraz ci, na których mógł polegać, nie byli służącymi - lecz braćmi. I jako bracia pomagali sobie, walczyli, jadali i pili ramię w ramię, głowa w głowę. Kiedy więc do uszu Ulmera jął docierać coraz to bardziej wyraźny, ciężki oddech i prędkie kroki zbliżającego się człowieka... jakaś część umysłu Mamuśki, zupełnie irracjonalna, podpowiadała mu, że to przyjaciel. Ktoś, kogo nie powinien się obawiać. Pokusa, żeby spojrzeć - tylko rzucić okiem na biegnącego doń osobnika, naturalnie: tylko zerknąć, żeby się zorientować,
co się u licha dzieje - była ogromna. Fossoway oparł się jej wszakże, przede wszystkim taki rzut oka stanowił zadanie znacznie bardziej skomplikowane, niżby się mogło zdawać, głownie przez trupa dziewczyny i krew krzepnącą na lewej powiece. Ulmer przełknął przekleństwo, kiedy zaskakująco ciężkie ciało drobnej dziewczyny nagle zostało z niego zdjęte a podejrzanie znajoma twarz pojawiła się w zasięgu wzroku prawego oka... budząc w Mamuśce jeszcze większy lęk, niż ten odczuwany, gdy napastniczka rzuciła się na niego z nożem.
- Uważaj jak celujesz, co? - odparł pytaniem na pytanie, wpatrując się w pobladłą twarz Kawki, wiszącą nad nim jak zwiastun nowego życia. Fossoway zmarszczył lekko brwi, przecierając zbryzgane krwią oko i walcząc z nieprzemożoną ochotą pozostania w tej pozycji choćby do zmroku. Ale wtedy...
- Co Ty tu, do kurwy nędzy, robisz?! - ryknął nagle Ulmer, podnosząc się energicznie do siadu i tylko cudem unikając zderzenia się czołem z nosem Rubenem.  - Poza strzelaniem do kobiet, rzecz jasna! - czarny płaszcz załopotał cicho, kiedy Mamuśka podniósł się z ziemi, wykrzywiając usta w grymasie bólu, gdy obolałe dotychczas plecy dały o sobie znać z podwójną siłą. Obecność Kawki, nie ważne jak bardzo pomyślna, mogła wywołać u Fossowaya wyłącznie gniew - gniew na Lorda Dowódcę, który najwyraźniej uznał, że Mamuśka nie poradzi sobie z podróżą do Królewskiej Przystani.
I stary pryk mógł mieć rację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Mur
Skąd :
Wielka Wyk
Liczba postów :
21
Join date :
04/09/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Nie Kwi 20, 2014 12:14 am

Odzywał się. Na Starych Bogów, on mówił! I żył! Oddychał! NIECH GO SZLAG! Kiedy już Kawka miał okazję do tego, żeby w spokoju pomóc Mamuśce wstać, stała się rzecz, której mógł z powodzeniem się spodziewać. Budowniczy zerwał się, o mało nie rąbiąc głową w głowę Rubena, którego reakcja na tę chwilę była opóźniona. Na całe szczęście nic złego się nie stało, prócz tego, że Pyke przewidział przyszłość. Ulmer nie był ani trochę zadowolony z jego obecności tutaj. W sumie, miał rację. To oznaczało, że nie poradzi sobie sam, a tak przynajmniej sądził Lord Dowódca, Bogowie, miejcie go w swojej opiece. Zresztą, Fossowaya też miejcie, skoro już słuchacie.
- Strzelam do kobiet i... strzelam do kobiet - Ta odpowiedź była prawie składna, ale wynikała głównie z szoku spowodowanego wydarzeniami sprzed kilkunastu sekund. No i szokiem spowodowanym krzykiem Mamuśki. Ten zazwyczaj spokojny głos, ewentualnie rubaszny, teraz stał się karcący, a Pyke czuł się rzeczywiście, jakby znalazł się na dywaniku u własnej matki. Nieumyślnie robiąc minę skruszonego szczeniaka, odpowiedział wreszcie na pytanie w poprawny sposób:
- Lord Dowódca kazał mi iść z tobą. Oczywiście, powiedział to w momencie, w którym już wyruszyłeś, więc doszedłem do wniosku, że chyba mam cię pilnować z daleka... Mam dziwne wrażenie, że się opłaciło - przełknął ślinę, spoglądając kątem oka na nieżywą dziewkę. I co, tak ją tu zostawią?
- Co z nią zrobimy? - Chłopak wskazał czubkiem brody na leżącą dziewczynę. Chyba przydałoby się coś zrobić z tym ciałem... albo nic nie robić. Czekał na decyzję Budowniczego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Mur
Skąd :
Reach
Liczba postów :
21
Join date :
05/09/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Nie Maj 11, 2014 5:01 pm

Raz. Dwa. Raz. Dwa.
Serce głucho wybijało równy rytm, pozwalając pozbyć się chwilowych zawrotów głowy i skupić całą uwagę na ciele, leżącym na ziemi nie dalej niż pół jarda. Najważniejszą oraz bezsprzecznie najlepszą zaletą przyzwyczajenia do śmierci, a także poniekąd jej spowszednienia - jest odczuwalny tuż po ujrzeniu martwego człowieka szum w głowie, zupełnie jak po wypiciu kilku kufli ciemnego piwa. Dla niewtajemniczonych, a co za tym idzie, łatwowiernych władców, książąt, bogatych kupców i innych chlebodawców, śmierć nie była czymś naturalnym, na dobrą sprawę jako jedni z nielicznych w królestwie mogli skutecznie jej unikać… a także odwlekać proces przemijania. Z kolei dla braci z Nocnej Straży, wieśniaków, prostych kobiet, kurw, karczmarek, dzieci przeskakujących boso nad krowim łajnem, wędrownych rycerzy, najemników, jednym słowem każdego, kto nie odpoczywał w pościelach wypchanych gęsim piórem, z najlepszym maestrem pod ręką i grzanym winem z goździkami na polerowanym blacie, śmierć była okolicznością nader powszechną. Czasami aż nazbyt. Dla wielu rzezimieszków, znudzonych ciągłym wzrostem wymagań, ucieczka w kryminalny półświatek była często jedyną możliwością dłuższego odpoczynku, okupionego później kilkudniowym kacem moralnym, który z biegiem czasu i tak przestawał mieć rację bytu. Sam Ulmer przez całe lata wystrzegał się zobojętnienia, boleśnie rozdrapując wspomnienia poległych współbraci… jednak im dłuższa stawała się lista imion zmarłych, tym potulniej uznawał śmierć za bliską przyjaciółkę. Na Murze nikt nie walczył z Nieznajomym, bowiem niewielu chciałoby mieć w nim wroga…
- Mógłbyś dla odmiany ustrzelić jelenia. - odburknął gniewnie Fossoway, kucając przy ciele martwej dziewczyny. Jej ciemne, za życia piękne oczy, otworzone były szeroko i odbijały pusto zieleń trawy oraz pokrywający ją szkarłat krwi. Mamuśka dotknął policzka dziewki i przesunął dłonią po jej szarej, zimnej twarzy, zostawiając na skórze czerwoną smugę. Mięśnie drżały mu od jakiegoś tajemniczego wysiłku, który najpewniej był po prostu walką z rodzącym się w sercu żalem. Żalem nie wobec siebie czy Rubena, ale wobec dziewczyny, która rzuciła się na wronę z bronią. Skoro przerażał ją widok mężczyzny… najpewniej miała ku temu dobry powód.
A w przypadku płci pięknej był to zwykle gwałt. Często wielokrotny.
- Lord Dowódca miałby jedną gębę mniej do wyżywienia, gdyby ta dziewka nadziała mnie na nóż. - odparł ponuro Ulmer, przesuwając palcami po powiekach nieznajomej, by na wieki zamknąć ciemne oczy. Długie rzęsy jęły rzucać cień na szare policzki, gdy Fossoway wyprostował się i odsłonił zachodzące słońce, które dotychczas znajdowało się za jego plecami. Słysząc pytanie Rubena, pokręcił lekko głową, czując, jak złość powoli z niego uchodzi. Był winny Kawce podziękowania oraz, co istotniejsze… miał wobec niego dług. Dług życia.
- Rozpal ognisko. Ja obiorę warzywa i oprawię ciało, będziemy z niej mieli królewską ucztę. - Fossoway spojrzał poważnie na współbrata, unosząc lekko ciemne brwi, zupełnie jakby pytał, dlaczego Pyke nie wykonuje poleceń. I dopiero, gdy Mamuśka ujrzał na twarzy Rubena coś pomiędzy dezorientacją a szczerym przerażeniem, usta Ulmera rozciągnęły się w irracjonalnym uśmiechu… tak nieodpowiednim dla okoliczności.
- Powinniśmy przeciągnąć ją do jaskini i zasypać wejście kamieniami. - Fossoway westchnął cicho, marszcząc brwi i z roztargnieniem podkręcając wąsy. Żaden z nich nie miał łopaty, nie było więc mowy o kopaniu choćby płytkiego grobu, ale… - Jeśli nie była sama, ktoś znajdzie ciało. Byleby nie poszarpały jej wilki albo dzikie psy, choć tyle jesteśmy winni... bogom. Lub własnym sumieniom. - Fossoway zerknął na Kawkę jakby w obawie, że ten nie zechce współpracować, wróci po konia i zrezygnowany uda się do Czarnego Zamku, ogłaszając, że Ulmer od dziś zajmuje się pochówkiem nieznajomych kobiet. Praca jak każda, powiedziałby Lord Dowódca, szkoda tylko, że gówno warta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Mur
Skąd :
Wielka Wyk
Liczba postów :
21
Join date :
04/09/2013

PisanieTemat: Re: Strumienisko   Nie Maj 18, 2014 5:15 pm

Ustrzelenie jelenia, też mu coś! Może następnym razem. Wtedy, gdy będzie organizował normalne polowanie, a nie ratował budowniczego przed rozpędzoną dziewką z nożem.
- Jedną gębę mniej do wyżywienia, jedną mordę mniej do śpiewania i picia, dwie ręce mniej do naprawiania Muru. Myślę, że byłby niepocieszony - stwierdził chłopak bez ogródek. Tak właśnie sądził, tym bardziej, że znał wartość, jaką stanowiły wiedza i doświadczenie Mamuśki na Murze. Nie ma nawet gadania, rozumiał, czemu go tu przysłano. Mogło się okazać, że takich przypadków będzie więcej, a przecież obaj panowie tego nie chcieli. Nie sądził, że Fossoway ma zamiar zginąć w czasie swojej długiej bądź co bądź podróży.
Znieruchomiał, gdy Ulmer zechciał odpowiedzieć na jego pytanie. Zamrugał. Dopiero po chwili zrozumiał ten mało wysublimowany żart. Pokręcił głową w milczeniu, spoglądając na ciało dziewczyny.
- Po-Pozwolisz, że zajmę się w tym czasie końmi, a potem pomogę ci zasypywać wejście, jeśli nie zdążysz? Musimy szybko ruszać w drogę, by jak najszybciej opuścić las. Niedaleko jest gospoda i sądzę, że uda nam się tam napełnić brzuchy za to, co mamy - stwierdził cicho, wstając z klęczek. - Zostawiłem swojego konia nieopodal, więc wolałbym po niego wrócić. Wrócę za... chwileczkę.
I rzeczywiście, szybko uwinął się ze swoim koniec, przyprowadzając go do strumienia. Zajął się następnie pomocą Ulmerowi. Co dwóch braci to nie jeden. Im szybciej z tym skończą, tym lepiej. Nie potrwało to długo. Mogli już po chwili dosiadać koni i ruszać w dalszą drogę. Królewska Przystań wbrew pozorom znajdowała się bardzo daleko...

*obaj zt -> Dorzecze*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Strumienisko   

Powrót do góry Go down
 

Strumienisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Północ-