a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Wyburzone budynki



 

 Wyburzone budynki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Essos
Liczba postów :
24
Join date :
22/05/2013

PisanieTemat: Wyburzone budynki   Czw Cze 06, 2013 11:19 am

Królewska Przystań to ogromne miasto, które wiele razy było rozbudowywane i przebudowywane. W czasie jednej z takich okazji, wyburzono wiele kamiennych budynków, których nigdy nie odbudowano. Obecnie nikt tutaj nie mieszka ani nie chodzi ze względu na niebezpieczeństwo zawalenia się niektórych konstrukcji oraz, jak mówią, obecność duchów zmarłych.



Używał tego miejsca jako kryjówki już wielokrotnie. Bez oporu, przyprowadził tutaj Rhaenę. Bardzo długo kluczyli nocnym labiryntem ruin. Na tyle długo, by Bjorn miał pewność, że kryjówka wciąż pozostanie tajemnicą.
W pewnym momencie, dotarli do stalowych krat, prowadzących pod ziemię. Bjorn przekręcił potężnym kluczem i otworzył przejście. Znaleźli się pod ziemią. Ogrom lochów zadziwiał. Mnogość korytarzy zdawała się nie mieć końca. Bjorn jednak prowadził Rhaenę bez chwili wątpliwości, jakby wiódł go nieznany nikomu zmysł. W ręku trzymał pochodnię.
Inna sprawa, że Rhaena chyba zwariowała, że dała się tutaj przyprowadzić wielkiemu, nieznajomemu najemnikowi. Gdyby Bjorn był w zmowie z zamachowcami... No cóż, nie skończyłoby się to dobrze dla Targaryenów.

W końcu dotarli na miejsce, do sporej celi rozświetlonej kilkoma pochodniami. Zamachowiec siedział przekuty do ściany. Oprócz obitych klejnotów, nie stała mu się krzywda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Wyburzone budynki   Czw Cze 06, 2013 12:00 pm

Rhaena przeto była znana z braku rozsądku! Jako dziecko szalała i narażała się na wszystkie niebezpieczeństwa jakie mogła fundować Smocza Skała, a potem i okolice. Teraz to się nie zmieniło! Wariatka, najpierw wymknęła się z balu po hołdach z bękarcim bratem u boku i szlajała się po Zapchlonym Tyłku, w którym o mało życia nie postradała, a wieczór później, pozwoliła zabrać się najemnikowi w jeszcze ciemniejsze i być może bardziej niebezpieczne miejsce! Szalona, gorąca krew! Gdy opuszczali pola bitewne puściła ramię najemnika, odprowadził ją, gdzie chciała, koniec tego dobrego. Przez miasto musiał prowadzić ja już jako lider małego orszaku, bowiem dwóch rycerzy towarzyszyło kobiecie nieustannie. Gdy dotarli do uliczek, kazała zatrzymać się im przed jedną z nich i czekać, spodziewała się bowiem, że to już tu są na miejscu. Po dwóch zakrętach się zgubiła i pożałowała, że zostawiła straż. Serce znowu zaczęło podchodzić jej do gardła i o mały włos nie zapytała czy daleko jeszcze. Byłoby bliżej pewnie, gdyby dała po sobie poznać, że od długiego czasu nie ma pojęcia gdzie jest i jak wrócić. Nie znała miasta, to nie Smocza Skała. Kiedy wprowadził ją do budynku zawahała się i zatrzymała na moment. A jeśli to pułapka, w która ona głupia sama wchodzi? Nie znała tego człowieka! Mógł zaiste być w spisku! Mogły go wieść własne pobudki i żądze. Nikt tutaj nie usłyszy jej krzyków. Jeśli chciał zrobić jej krzywdę cel osiągnie bez trudu. Rhaena jednak odgoniła te myśli, zawsze miała więcej szczęścia niż rozumu, liczyła na to i teraz. Odetchnęła i ruszyła za pochodnią pilnując pleców przewodnika. W końcu dotarli na miejsce, dziewczyna myślała już najemnik nigdy się nie zatrzyma i wykończy ją marszem. Dotarli jednak do zamachowca siedzącego pod ścianą w łańcuchach. –Wstań – Poleciła twardym głosem wychodząc zza pleców mężczyzny i spoglądając na jeńca. Poleciła tak jeśli łańcuchy były na tyle długie by mu na to pozwoliły. Nie kryła jej żadna maska, żaden płaszcz, przed zamachowcem stała lady Targaryen w pełnej krasie, nie musiała mówić mu kim jest. Od razu przeszła do rzeczy. –Masz poważne kłopoty. Powiedz mi czemu nastawałeś na me życie. – rozkazała. Żeby rozwiać wątpliwości czego dokładnie chce dodała zaraz. –Od jak dawna śledziłeś me kroki, nikt nie wiedział, że będę w tej przeklętej przez bogów uliczce. Mimo to wraz z kompanami rzuciliście się na nas doskonale wiedząc kim jestem. Dlaczego? Cóż wam uczyniłam, że zapragnęliście krwi? Kto was nasłał? Co wami kierowało? Możesz odpowiedzieć mi po dobroci, jemu po akcie siły, albo królowi po długim przesłuchaniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Wyburzone budynki   Czw Cze 06, 2013 4:11 pm

MG


Ludzie mówią, że nadzieja umiera zawsze ostatnia... Może mają racje, może i nie. Teraz to i tak jest bez znaczenia. Zamachowiec leży na tej zimnej, pieprzonej ziemi i wie, że dla niego już od dawna nie ma nadziei. Nie musiał tutaj trafiać, gdyby tylko trzymał gębę na kłódkę. Mógł ciągle być w domu. Nie... jednak to rozsądek go zwabił do podłej karczmy i nakazał zawiązać spisek. Chociaż... czy to na pewno był on? To jednak nie ma teraz znaczenia. Ważne, że miejsce, w którym się znajduje, jest jego grobem, tu najpewniej zgnije. Przeklęte miasto. Przeklęty król...
Zamachowiec spędził w niewoli dobre kilka godzin, bo przez nieliczne dziury w suficie nie wpadają już smugi światła. Co więcej, ma dziwne wrażenie, że ta ruina wyssała z niego pozytywne emocje, zniechęciła do walki o życie i... irytowała. To nie w jego stylu, by leżeć bezczynnie, zaprzątając myśli tym, że najchętniej urżnąłby się w trupa. Nie jest jednak takim szczęśliwcem, żeby mieć chociaż trochę wina lub ale pod ręką. Zamiast tego, jeden ostry kamień i dwa mniejsze, którymi mógłby porozcinać swe nadgarstki... zapewne gdyby mógł dosięgnąć do prowizorycznych ostrzy, już dawno by się wykrwawił na śmierć. Towarzyszył mu także ten najbardziej prymitywny instynkt przetrwania. I miłość. Miłość do kobiety, dla której zdecydował się podjąć ryzyko i dokonać morderstwa.
Jeniec nagle zauważa, że pomimo ciemności coś błyszczy na podłodze. Rozbite szkiełka. Pełno rozbitych szkiełek, które wbijają się w ciało nawet przez materiał spodni. Bólu i tak już nie czuje, po tym jak nadszarpnięto jego przyrodzenie, na tak drobne niedogodności zdołał się uodpornić. Zresztą, gdy człowieka boli, to znaczy, że żyje. Zamachowiec ma tego zasranego pecha, że jest wystarczająco martwy aby nic nie móc ze sobą zrobić i dostatecznie żywy aby móc widzieć koszmary, które już niedługo znów go spotkają. Z trudem porusza nogą, najpierw jedną, potem drugą... i dopiero odgłos kroków oraz pojawienie się w celi dwóch postaci zmieniło bieg spraw. Niepewnie zamrugał oczami, podrażnionymi przez blask pochodzi i wlepił wzrok w postać stojącą na tle mrocznego wejścia. Przez chwilę próbował przypisać posturę twarzy, twarz głosowi, a głos imieniu, jednak ciąg zatrzymywał się w momencie, gdy nowo przybyły wypowiedział pierwsze słowa.
- Wstań. - o dziwo, posłuchał. Więzień podniósł się powoli z ziemi, z dziwną opieszałością stwierdzając, że kojarzy ten głos. I twarz. Oczywiście, przecież to...
- Rhaena Targaryen. - wychrypiał cicho, z tonu głosu bardziej przypominając zwierzę niż człowieka. Większość rozterek, trapiących jego rogatą duszę, z miejsca straciło swą ostrość i złagodniało. Trzeba pamiętać, że zamachowcy to też ludzie, problemów mają nie mniej od nas, jeśli nie więcej. Zamachowcy i mordercy widzą szerzej niż my, więcej zauważają i lepiej rozumieją, dlatego życie zamachowca jest pełniejsze, a namiętności jeszcze bardziej nieposkromione. Jeśli jest szczęśliwy, jego szczęście nie zna granic. Cierpi też mocniej od nas, boleśniej, dotkliwiej. Dlatego też zamachowcy nie żyją długo...
- Za dużo pytań, za mało czasu. - stwierdził dziwnie spokojnym tonem, wpatrując się w bladą twarz Targaryenówny i dopiero potem przenosząc wzrok na jej towarzysza pogrążonego w mroku. - Waszmość, zrobiłeś mi z przyrodzenia jajecznicę... - wyrzut w głosie jeńca był tak nie na miejscu, że zapewne wywołałby na ustach niejednego niezainteresowanego obserwatora szczery uśmiech. Niezainteresowanych obserwatorów tu jednak brakowało.
- Po Zapchlonym Tyłku kręcił się od pewnego czasu człowiek... - jeniec przejechał ciężko dłonią po zarośniętym policzku. - Lud zwał go "Gryfem", choć nie był raczej rycerzem tego herbu, wyglądał raczej na najemnika zza Wąskiego Morza. Tenże Gryf szukał ludzi, którzy za pieniądze byliby zdolni porwać się na cudze życie... - więzień urwał na moment, wzruszając bezradnie ramionami. - Kocham pewną damę, potrzebowałem sakwy pełnej złotych smoków, by zapewnić jej godny byt... - dodał usprawiedliwiającym tonem, po chwili ponownie podejmując wątek. - Musiał być na koronacji lub posiadać tam szpiega, nim przybyłaś do Zapchlonego, przysłał posłańca, że zostałaś wyprowadzona z zamku i zmierzasz w sam środek Tyłka. Przekupiliśmy trzech chłopów, by zaczaili się na was, a sami odebraliśmy od niego należność... co było potem, wiesz najlepiej... uwolnicie mnie teraz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Essos
Liczba postów :
24
Join date :
22/05/2013

PisanieTemat: Re: Wyburzone budynki   Czw Cze 06, 2013 10:08 pm

Bjorn osadził pochodnię w uchwycie na kamiennej ścianie. Jej blask rozświetlał ponure wnętrze podziemi. Musieli być dość głęboko pod powierzchnią, gdyż powietrze tu było zimne i duszne. Bogowie jedni raczą wiedzieć jak długo musiał przemierzać je najemnik zanim wyrył sobie w głowie ich dokładną mapę, poznając każdy z zakamarków. Nawet jeśli ktoś próbowałby stąd uciec, nie miałby szans znaleźć wyjścia bez przewodnika w postaci Bjorna, który... dośc beztrosko przyglądał się jeńcowi i poruszonej lady Targaryen, która przemawiała władczym tonem. Jej obecność zdawała się być nie na miejscu w ponurych podziemiach.
Ludzie mówią, że Targaryanowie to smoki. Uważaj bo zbudzisz smoka, ostrzegają. Powiedzenie to zawsze śmieszyło Bjorna. Jeśli o niego chodziło, to w Rhaenie widział zwykłą kobietę. Urodziwą i z wysokiego rodu, lecz nie różniącą się wiele od tych, które posiadł w ciągu swego żywota. Gdy była głodna, musiała żreć. Gdy zeżarła za dużo, bolał ją brzuch, pierdziała lub miała sraczkę. Gdy kogoś sobie upodobała, robiła się mokra. Tak czy inaczej, jej smoczystość Rhaena dziwnie przyciągała Bjorna.
- Wybacz, mości zamachowcu, następnym razem postaram się być delikatniejszym - rzekł do jeńca, opierając się barkiem o ścianę.
- Urocza opowiastka - skwitował na koniec odrobinę znudzonym tonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Wyburzone budynki   Czw Cze 06, 2013 10:23 pm

Rhaena zaś stała jak wmurowana w tą zimną i mokrą posadzkę lochu. Była tak wstrząśnięta,że nawet o zimnie i wilgoci zapomniała. Wierciła wzrokiem zamachowca milcząc przez całą jego opowieść, a potem przez kąśliwe uwagi najemnika. Starała się szybko analizować to co usłyszała, ale warunki jej nie sprzyjały, wciąż coś brzęczało jej w głowie... jakiś natrętny robaczek... nie wyjdziesz stąd Rhaena, jesteś zdana na łaskę najemnika... zrobi z Tobą co będzie chciał i nikt mu nie przeszkodzi... głupia, nawet sztyletu brata nie zabrałaś... nie uciekniesz...
Wciągnęła w końcu powietrze przez nos jakby sobie przypomniała, że jest jej niezbędne do życia. -Mam wystarczająco czasu by zadać wszystkie pytania, które mnie interesują. - warknęła ledwo panując nad tonem głosu. -Gryf... zbir zza Wąskiego Morza... najemnik szukający najemników? Najemnicy szukają sposobów na zarobek, nie wydawanie złota opłacając pracę innych. Coś tu nie trzyma się kupy. Jaki powód miałby ów Gryf, by wlec się do Królewskiej przystani przez niebezpieczne morze, szukać tutejszych zbirów i opłacić szpiegów i w efekcie końcowym uzyskać śmierć członkini Rodziny Królewskiej? Ja nie widzę żadnego poza chorą żądzą siania zła i chaosu. - Powiedziała na głos swoje przemyślenia, podejrzewała, ze zbir łgał jak najęty, albo w jego opowieści czegoś brakowało... z drugiej strony jednak, najemni bandyci rzadko znali motywację zleceniodawców, oni mieli wykonać swoje i zgarnąć złoto. -A ty? Dla kilku złotych smoków byłeś gotów ryzykować własne życie? Za kilka smoków odważyłeś się nastać na moje życie wiedząc kim jestem? Rozum ci odebrało? - wydusiła już niemal przez zaciśnięte zęby. -Nie. Nie satysfakcjonuje mnie ta odpowiedź. Króla usatysfakcjonuje jeszcze mniej. Nie da ci za nią łaski szybkiej i czystej śmierci... - Zakończyła zawieszając głos i dając tym samym zamachowcowi szansę na udzielenie bardziej kompletnej i sensownej odpowiedzi... albo na zmarnowanie tego czasu na pieprzenie o głupotach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Wyburzone budynki   Pią Cze 07, 2013 3:07 pm


MG


Co się ze mną stanie?
Od tego typu pytań huczy mu w głowie od dobrych kilku minut. Nigdy nie miał na takie kwestie czasu, nigdy nawet nie przyszło mu na myśl, żeby tego typu sprawami zaprzątać sobie głowę. Teraz czasu i sposobności ma aż za dużo. Zamachowiec czuje, że w tym, co się wokół niego dzieje, jest jakiś sens, jakaś ukryta myśl, jakiś zamiar. Czyj zamiar? Kto to wszystko tak ułożył, kto wymyślił ten misterny plan? Nigdy nie był religijny, ale teraz przestawał wierzyć, że wydarzenia ostatnich dni to tylko zwykły przypadek. Siedmiu, Czardrzewa, Inni - ktoś musiał maczać w tym palce.
- Żywię nadzieję, że następnego razu nie będzie. - odparł mości zamachowiec, krzywiąc się na samo wspomnienie wydarzeń w Zapchlonym Tyłku. To nie był jego dzień. To stanowczo nie był jego dzień.
- Kobie... - zaczął podirytowanym tonem, w ostatniej chwili gryząc się w język. - Pani, czy to nie wydaje się oczywiste? - usta zamachowca wygięły się w dziwnym uśmiechu, jakby myśl, że członek królewskiego rodu okazał się od niego mniej domyślny, sprawiała mu radość. - Wyobraźmy sobie... drabinę. Na jej szczycie stoi człowiek, który wynajął Gryfa. Łatwiej... łatwiej jest zwrócić się bezpośrednio do kogoś zza Wąskiego Morza, kto nie zna naszej tożsamości i nie wie, kim jesteśmy, niż wynająć zbira z Królewskiej Przystani, gdzie po opisie twarzy albo nawet nawyków... każdy mógłby wymienić nasze nazwisko. - blade usta zamachowca zacisnęły się na moment w wąską linię, jakby był zdeterminowany, by udowodnić swoją wersję. Która miała okazać się prawdziwa. - Drugim szczeblem drabiny jest Gryf. Zarobił, odszukując innych najemników. Nie znał nazwiska swego pracodawcy i nie wiedział, do kogo się zwrócić by je poznać, gdyż był przybyszem, obcym... Gryf to ogniwo łączące zleceniodawcę ze mną i moimi... martwymi kompanami. - zamachowiec oparł się o ścianę, czując, jak zawroty głowy mącą mu myśli. Nie może jednak zemdleć - nie, kiedy musi wysunąć ostatni wniosek.
- Pani, to proste jak konstrukcja strzały... za zamachem stoi ktoś bardzo wysoko urodzony. Ktoś, kto zostałby rozpoznany, gdyby zwrócił się bezpośrednio do najemnika z Królewskiej Przystani. Gryf był niezbędny, by zamazać ślady za zleceniodawcą. A teraz... to ja zadam pytanie... - urwał na moment, przywołując na usta lekki uśmiech. - ... pani, przywołaj w myślach nazwiska tych, którzy wyciągnęliby spore korzyści z zamordowania członka rodziny królewskiej. Wojna, zamach, Żelazny Tron, śmierć... to synonimy. - uniósł głowę, wpatrując się w twarz Rhaeny Targaryen, migoczącej w niepewnym świetle pochodni.
- Niezbyt często opuszczasz zamek, pani. Ceny są coraz wyższe, żywności zaś coraz mniej... ludzie są gotowi sprzedać własne matki za bochen chleba, czymże jest wobec tego śmierć osoby, której nie znamy...? - przetarł dłonią spierzchnięte usta, unosząc brwi ze zdumieniem. A zatem tak postępuje rodzina królewska z ludźmi, którzy zdecydowali się pomóc. Usuwa świadków... gawiedź ma rację: królestwo spłynie krwią niewinnych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Wyburzone budynki   Pią Cze 07, 2013 7:00 pm

Z każdym słowem zamachowca czoło Rhaeny było coraz bardziej zmarszczone. Czuła ciarki na całym ciele i to bynajmniej nie z zimna. Nie przerwała mężczyźnie, nie odezwała się, ale jej oddechy stawały się coraz szybsze i krótsze. Nie odpowiedziała też na żadne pytanie... nie interesowała się polityką, grą o tron, chciał żyć, bawić się i mieć resztę w poważaniu. Nie obchodziły jej gierki szlachty, nie przychodziła nawet na spotkania Rady! Nawet nie wiedziała, gdzie Smoki mają armie... nie była dowódcą, spiskowcem, politykiem. Dla graczy nie stanowiła żadnego zagrożenia, a jej śmierć nie przyniosłaby nikomu zysku, chyba, że biedna Rhaena naprawdę czegoś nie wiedziała.
Przez uderzenie serca wyglądała jakby chciała coś powiedzieć, wydać jakis rozkaz, zbluzgać więźnia, cokolwiek, moze nawet go uderzyć za bezczelność, ale jedyne co zrobił, to zakryła usta dlonią, by nie rozpłakać się na samo wyjście, po czym odwróciła się zamaszyście i zniknęła w mroku za progiem, mając nadzieję, że Bjorn pójdzie za nią, bo sama pobłądzi nim zdąży minąć pierwszy zakręt. Nie chciała widzieć już na oczy tego człowieka. nie chciała już znajdować się w tych wilgotnych lochach! Nie chciała przebywać w Królewskiej Przystani! Chciała się spakować i wyjechać! Wrócić na Dragon Stone, albo ruszyć z bratem na Mur, o którego ujrzeniu tak marzyła! byle dalej stąd, byle dalej od polityki, spisków, zamachów i oczu, które mogą ją obserwować i knuć...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Essos
Liczba postów :
24
Join date :
22/05/2013

PisanieTemat: Re: Wyburzone budynki   Pon Cze 10, 2013 11:07 am

Bjorn słuchał wszystkiego uważnie, ze stoickim spokojem opierając się o ścianę. Jakby niedoszły zabójca prawił o wyprawie na grzyby, nie zaś zamachu na Rhaenę z rodu Targaryen, ciotkę jaśnie pana króla. Najemnik zerknął na damę. Jej oddech był przyspieszony, a na licu pojawił się rumieniec.
- Wystarczy na dziś - rzucił w pewnym momencie, podchodząc do swego więźnia. Sprawdził łańcuchy, upewniając się, że ręce więźnia będą w górze, z daleka od podłoża i własnego ciała. Z kąta celi wyjął kubek wody. Napoił mężczyznę. Dużo większy użytek będzie, jeśli zachowa życie. Nic mu po trupie.
- Pani - zwrócił się do Rhaeny, gdy skończył. - Myślę, że czas udać się na spoczynek.
Z tymi słowy, poprowadził damę do wyjścia. Droga nie była krótka ani łatwa. Poruszali się w ciemności rozświetlanej jedynie jedną pochodnią. Nic też dziwnego, że gdy wyszli na powierzchnię, blask księżyca zdał się błogosławieństwem. Czekała ich jeszcze przeprawa przez ruiny. Mimo iż ta też nie nalezała do najprzyjemniejszych, to była niczym w porównaniu z lochami. Całe szczęście, Bjorn zdawał się znać te tereny jak własną kieszeń.
- Wybacz Pani, iż naraziłem Cię dzisiaj na tak mocne przeżycia - powiedział, gdy opuszczali już ruiny. W jego głosie brzmiał nieukrywany smutek. - Tuszę, że nie nadszarpnęło to zbyt Twojego zdrowia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Wyburzone budynki   Pon Cze 10, 2013 11:22 am

Ta wizyta nadszarpnęła jej zdrowie i to bardzo. Nie odpowiedziała jednak najemnikowi. Dziękowała w duchu, że droga powrotna przez ciemność była równie długa co ta w tę stronę. Kobieta dała radę otrzeć w tajemnicy łzy i doprowadzić się do porządku, by gdy wyszła na powietrzę wyglądać, jakby właśnie nie stawiła czoła osobie, która o mały włos nie pozbawiłaby jej życia. –Masz zamiar dokładniej go przesłuchać? – Zapytała po drodze do swoich straży. Była zmęczona, bardzo zmęczona, ale jedyne na co miała ochotę, to spakować wszystkie walizki, wsiąść na statek i odpłynąć na Smoczą Skałę. Tam przynajmniej byłaby bezpieczna… w domu, wśród domowych rycerzy, znajomych ludzi. Tu czuła się obca mimo, że witała już w tym mieście i to częściej niż chciała. –Powodzenia w turniejowych zmaganiach. Wypatruj mnie na widowni. – Pożegnała się, gdy doszli już do jej obstawy, która odetchnęła z ulgą na jej widok. –Języki każe wam powycinać jak piśniecie o tym gdzie dzisiaj byliśmy. – Powiedziała do ludzi, rzuciła ostatnie chłodne spojrzenie na najemnika i odeszła w stronę zamku.

//zt//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Wyburzone budynki   

Powrót do góry Go down
 

Wyburzone budynki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań-