a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Cech alchemików



 

 Cech alchemików

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Go??

avatar

PisanieTemat: Cech alchemików   Sro Cze 05, 2013 4:58 pm


Powrót do góry Go down
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Cech alchemików   Sro Cze 05, 2013 4:58 pm

Korytarze ciągnęły się bez końca. Bez lampy można tu było z łatwością zabłądzić, gubiąc się w ciemnościach kamiennych tuneli. Co z tego, że co kilkadziesiąt stóp zdarzało się wyżłobienie w ścianie, przez które docierało nieco naturalnego światła? Niby-okienka były tak małe, że mało co dało się przez nie dostrzec. Znajdowały się tuż przy linii gruntu i jeżeli już coś przez nie wpadało, to robactwo i ścieki z ulicznych rynsztoków. Lampy były niezbędne do pokonywania tej drogi bez przypadkowo nabijanych guzów. Zresztą, od kiedy profil produkcyjny nieco się zmienił, należało i z ogniem uważać.
Wzdłuż pogrążonego w ciemności tunelu niosły się odgłosy szurania. W oddali pojawiło się nikłe światło. Człek, który nadchodził zwał się Haylin i miał już swoje lata. Dlatego ostrożność w jego wieku nie wadziła. Wilgoć tych murów i sporadyczny widok słonecznych promieni, doprowadziły jego ciało do marnego stanu. Stawy trzeszczały jak źle naoliwione zawiasy. Skórę miał bladą jak mleko, włosy na skroniach i żuchwie w tym samym kolorze. Brodę zaplatał sobie w fikuśny warkocz, sięgający już do mostka. Poruszał się lekko przygarbiony, kołysząc zabawnie się na boki.
- O... żesz... ty! - wymamrotał sam do siebie, prostując się nieco. Kręgosłup zatrzeszczał jękliwie. Haylin przybliżył źródło światła bliżej stóp i zaklął. Tym razem w myślach „w rzyć z tym...”. Długa, powłóczysta szata, zwisająca z ciała starca, od dołu była kompletnie przemoczona. Na szwie zebrał się cały uliczny szlam. Stał w samym środku kałuży o średnicy koła wozu.
- No i masz tu człowieku cały sens swojej pracy. Kruszec uszlachetniać potrafisz, a w cudzych szczynach będziesz się taplać do końca życia. Ot i sens. Cała rozterka...
Mamrotał do siebie jeszcze jakiś czas, głównie narzekając i „przeprawiwszy” się przez nurt kałuży, nie do końca suchą stopą, kontynuował swoje starcze szuranie.

Tymczasem od prowadzącego prostopadle korytarza dochodził inny rodzaj kroków. Znacznie żywszy. Intensywniejszy. Młodzieńczy w brzmieniu. A w dodatku podwójny, sądząc z tempa. W kierunku Haylina zmierzał Theodon, wiodąc przy boku niespodziewaną towarzyszkę. Tak oto, księżniczka Lynette, zmieniła uroki królewskiego ogrodu na specyficzny krajobraz korytarzy pod Ulicą Sióstr. Podczas spaceru przez miasto towarzyszyło im jeszcze kilku przybocznych z dornijskiej straży, ale kiedy znaleźli się przed właściwymi wrotami, zbrojni opuścili lorda Ullera, wręczając mu jedynie niewielkie pudełko. Zadziwiające, że jak na człowieka, który stolicę zna mniej niż słabo, z łatwością znalazł siedzibę Gildii Alchemików. Z enigmatycznym uśmiechem przepuścił kobietę w progu nazwanego przez siebie "horroru". Po zatrzaśnięciu wspomnianych drzwi, do nozdrzy brutalnie wdarł im się smród stęchlizny. Pierwszy znak ostrzegawczy, po którym należało się odwrócić, i grzecznie opuścić terytorium westeroskich akolitów. Różne rzeczy powiadają. Że potrafią żywych zmieniać w upiory, żywią się krwią niemowląt, a nawet... aż strach wspominać. Kto o zdrowych zmysłach miałby się tu zakradać?

Tak też myślał i Haylin, stukot kroków przypisując innym ze swych braci. Tymczasem, znienacka, tuż przed nosem wyrosły mu dwie, obce sylwetki. Starzec zaskoczony, przystanął jak wryty i wyciągnąwszy lampę, niczym broń w kierunku intruzów, zawołał na tyle donośnie, na ile było go stać:
- Stój! Kto idzie?!
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
84
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Cech alchemików   Sro Cze 05, 2013 7:47 pm

Theodon prowadził ją przez najciemniejsze ulice Królewskiej Przystani. Ale właśnie tego chciała prawda? Mimo że zabrali ze sobą kilku zbrojnych, którzy kroczyli za nimi jakby ich tam nie było, księżniczka nie mogła pozbyć się złego wrażenia. Czyżby ktoś ich śledził? Kilka razy odwracała się za siebie, ale nikogo tam nie było poza dornijskimi straznikami i kilkoma przechodniami, za każdym razem innymi. Lynette próbowała na wszelki wypadek zapamiętać drogę, która szli. Prawo, lewo, dalej trochę prosto, znowu skręt w lewo,.... Zgubiła się w tej plątaninie uliczek, zakrętów i tłumów.
W końcu zatrzymali się przed jednym z budynków. Ku jej zdziwieniu straż pozostała z tyłu kiedy oni wchodzili do środka. Wcześniej zauważyła, że przekazali lordowi Ullerowi małe pudełeczko o nieznanej jej zawartości.
- Co w nim jest? - spytała wskazując głową na skrzyneczkę w jego dłoni.
Właśnie w tej chwili zamknęły się za nimi drzwi z głośnym trzaskiem. Dopiero wtedy dotarł do nich zapach starości i rozkładu. Dobrze, chciała żeby gdzieś ja zabrał, ale to miejsce było... dziwne. A na pewno nie należało do punktów często i chętnie odwiedzanych. Było widać, że długo to miejsce nie miało gości.
Już miała zapytać co to za miejsce kiedy prawieże wpadł na nich starzec z lampa w ręce.
- Gdzie właśnie mnie zaprowadziłeś? - zapytała na tyle cicho, aby tylko Theodon ją usłyszał. Przynajmniej miała nadzieje, że tak będzie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Cech alchemików   Sro Cze 05, 2013 9:09 pm

"Co w nim jest?", usłyszał Theo, jeszcze zanim minęli zakręt, trafiając wprost na starca. Uśmiechnął się enigmatycznie, co w mroku ledwo można było dostrzec. Oczy młodego mężczyzny błysnęły z jakąś dziwną satysfakcją. Może to z faktu łatwego trafienia w wyznaczone miejsce, a może dlatego, że w powietrzu oprócz smrodu stęchlizny unosiła się charakterystyczna woń strachu. Wyczuwalna tylko dla tych, którzy mają okazję często z nim obcować.
- Karta przetargowa - odpowiedź, która padła, nie mogła w żaden sposób uspokoić młodej księżniczki. Na drugie z pytań Theo nie zdążył odpowiedzieć. Nawet gdyby zdołał, jego wytłumaczenie dla miejsca, w którym się znaleźli, byłoby równie wymijające.
Stali więc tak oboje, przed zaskoczonym akolitą, dopóki Starzec nie poświecił swoją lampą wyżej. Śliczna dziewczyna o zdezorientowanym spojrzeniu i młody mężczyzna, który nie przypominał żadnego z nielicznych, młodych adeptów, trafiających w te mury.

- Ktoście wy?! - lampa w ręce starca zadrżała niespokojnie.
Theo odezwał się wreszcie.
- Nie masz powodu do obaw, starcze. Ani ja, ani ta dama nie chcemy naruszać twego spokoju. Przynoszę pozdrowienia od kapłana Fedo z dalekich Krain Cienia - Theo skłonił lekko głowę. Jego lodowate tęczówki zalśniły w świetle lampy.
Na dźwięk wspominanego imienia Haylin lekko się wzdrygnął. Wolną ręką skubnął swoją plecioną brodę. Wreszcie bąknął z niedowierzaniem:
- Bujdy...
Uller westchnął. Z mroku wolno wysunęła się jego lewa ręka. W dłoni trzymał niewielkie, rzeźbione puzderko z drewnianym, misternie wykonanym wieczkiem. Na powierzchni widniał wizerunek pająka pożerającego złapaną w sieć zdobycz. Starzec na widok szkatułki wytrzeszczył oczy. Wydawało się, że kiedyś już ją widział.
- Kapłan Fedo w imię dobrze mu znanej gościnności Gildii Alchemików posyła też prezent. - Haylin już, już wyciągał rękę po zdobycz, ale Theodon na powrót cofnął puzderko w cień - Który winien być otwarty w dogodniejszych warunkach - zaznaczył dobitnie.
- O... tak, tak panie. - ton starca zmienił się z burkliwego na usłużny - Zechciej pójść za mną... Oboje zechciejcie. - płomień lampy wskazał drogę - Tylko uwaga pod nogi!
Haylinowi jakby wróciła cała rześkość młodych lat. Porzucił swoje szuranie i ruszył raźnym truchtem, dalej kołysząc się na boki jak kaczor. Theo i Lynette musieli równie raźno podążyć za nim, choć i tak zostawali krok z tyłu. Całe szczęście korytarz po kilku pokonanych zakrętach zrobił się szerszy, jaśniejszy i bardziej suchy. Ale i tak z sufitu co jakiś czas dochodziło rytmiczne kap, kap, kap.

Uller przez ten cały czas dbał o to, żeby jego mimowolna towarzyszka nie straciła orientacji i równowagi. Na pierwszych schodach zaoferował jej rękę, a kiedy ich przewodnik oddalił się bardziej, niż na odległość kroku, Theo wyjaśnił szeptem:
- Żaden, najbardziej krwawy turniej nie przyciągnąłby mnie do King's Landing. Jesteśmy w siedzibie najpotężniejszego alchemicznego bractwa w Westeros, Lynette. Kryją się tu tajemnice, za które można... zabić to łagodne określenie.
I chociaż prowadzący ich starzec nie przypominał w żaden sposób zdolnego do makabrycznych czynów obrońcę sekretów, to jakby na potwierdzenie słów Theodona, korytarz znów spowił mrok. Trwało to tylko chwilę. Haylin sięgnąwszy do pasa po pęk kluczy, otwarł największym z nich masywne drzwiczki. Ze środka biło jasne światło świec.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
84
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Cech alchemików   Sro Cze 05, 2013 9:39 pm

Rozmowa między jej towarzyszem, a starcem była delikatnie mówiąc dziwna. Ale przynajmniej dowiedziała się kilku rzeczy. Na przykład, że Theodon zna jakiegoś kapłana o imieniu Fedo. Nie zdziwił jej fakt, że nigdy w życiu o kimś takim nie słyszała. Na pewno była to osoba, która nie starała się być popularna za wszelką cenę. Poza tym nie mogła mieć pewności, że to prawdziwe imię, a nie na przykład pseudonim lub szyfr.
Było widać, że lord Uller albo już wcześniej odwiedził to miejsce, albo przynajmniej wiele o nim wiedział. Jeszcze Gildia Alchemików? A więc to było to miejsce, w którym aktualnie się znajdowali. Po co Theodon ją tu przyprowadził? Dlaczego akurat tutaj? Dlaczego straże zostały na zewnątrz? W następnej chwili pudełko, które niedawno otrzymał od jednego ze strażników pojawiło się w wyciągniętej dłoni jej towarzysza. Było ono misternie wykonane, a na jego wieczku widniał pająk. Lynette nie wiedziała czy jest to zwykły motyw ozdobny czy znak jakiejś organizacji. Biorąc jednak pod uwagę reakcję starca ot raczej to drugie.
Na pewno zwiększeniu zaufania u księżniczki nie pomógł fakt, że ich rozmówca szybko zmienił zdanie po zauważeniu szkatułki. Czyżby wiedział jaka była jej zawartość? Było to coś cennego czy niebezpiecznego?
Po zachęcie starca do ruszenia za nim, Lynette bez słowa wykonała polecenie. Dopóki nie pozna większej ilości szczegółów lepiej się nie odzywać. To zawsze jest bezpieczniejsze niż powiedzieć za dużo i się pogrążyć. Dlatego odezwała się dopiero kiedy zadano jej pytanie.
- Rozumiem, Theodonie. – odpowiedziała podając mu rękę.
Czyżby jej grożono? Bo właśnie tak zinterpretowała wypowiedź lorda Ullera. Czy właśnie prowadził ją na rzeź? A ona idzie za nim łagodnie jak baranek. Zresztą ucieczka nie miała sensu. Tym bardziej by się naraziła. Dlatego tylko jedną rękę trzymała nadal w ramieniu Theona, a drugą, lekko jakby był to naturalny ruch, skierowała w kierunku fałd sukni gdzie miała ukryty sztylet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Cech alchemików   Sro Cze 05, 2013 11:49 pm

Lynette nie musiała się go obawiać. Gdyby szło o jakiś dziwaczny rytuał,wymagający poświęcenia dziewicy, albo przynajmniej fragmentu dziewicy, wybrałby bezimienną dziewkę. Taką, której nie będą szukać. Tymczasem, dziesiątki straży wiedziało jak opuszcza w jego towarzystwie Czerwoną Twierdzę a setki świadków, mijanych na ulicy potwierdziłoby ten fakt. Łącznie z cyrkowym karłem, który dla zabawy chciał się jej wpakować pod spodzień sukni. Tak więc, słodka księżniczka, pamiątka z dawnych czasów, kiedy jeszcze oboje pozostawali dziećmi, była w jego towarzystwie bezpieczna. A on w jej. Prawda była taka, że Martellówna w korytarzach Gildii Alchemików miała większą wartość niż setka straży.
- Nie bój się - szepnął, kiedy drzwi się otwarły. Bardzo chciałby skłamać. Był uzależniony od tego słodkawego zapachu, unoszącego się przed chwilą w powietrzu.

Wnętrze przywitało trójkę nowych postaci oślepiającym wręcz światłem. Chwila musiała upłynąć, zanim oczy przyzwyczaiły się do jasności panującej w pomieszczeniu. Kiedy wreszcie dało się otworzyć szerzej powieki, przed przybyłymi pojawił się taki obraz:
Izba zbudowana była z takich samych, kamiennych bloków, jak korytarze do niej wiodące. Strop podtrzymywały ciężkie, solidne belki z kutymi łączeniami. Na samym środku stał masywny stół z sześciorgiem krzeseł, z których tylko cztery były zajęte. Każda z sylwetek, przy nim zasiadających. pochylona była nad innym przedmiotem. Dwóch mężczyzn przewracało karty ksiąg, jeden spisywał coś na fragmencie zwoju. Czwarty, najmłodszy usadowił się na końcu stołu. Ostrożnie i bardzo sprawnie przenosił wąskimi szczypcami jakąś drobną substancję z moździerza do osobnej misy. On, jako jedyny uniósł głowę na szczęk klucza w drzwiach. Z wrażenia, na widok nowych twarzy, nieomal przewrócił misę, niwecząc tym samym dotychczasową pracę.

Żeby zwrócić uwagę pozostałej trójki, Haylin chrząknął porozumiewawczo. Raz, a potem drugi, kiedy pierwsze zaakcentowanie swojej bytności nie podziałało. Wreszcie trzy pozostałe głowy zwróciły się ku drzwiom.
Theo z miejsca w myślach nadał im przydomki. Biały, Szary, Kruczy i Chłystek.
Biały zasiadał u szczytu stołu. Na głowie miał podobną, skórzaną czapkę jak ta, którą nosił Haylin. Trzymała się tylko na czubku czerepu, a spod niej długimi falami spływały zupełnie białe włosy. W ręku trzymał powiększający okular, niezbędny do czytania u ludzi w swoim wieku. Z prawej strony Białego zasiadał Kruczy. Łysy mężczyzna o czarnej jak sadza brodzie. Ten również przyglądał się obcym w milczeniu, ale znacznie więcej uwagi poświęcił zaaferowanemu Chłystkowi. Skarciwszy go spojrzeniem, wyprostował się na krześle i w milczeniu oczekiwał na to, aż ktoś zabierze głos.
Najmniej zainteresowany był Szary. Jego siwizna pokrywała całą czaszkę, oprócz łysego placka na tyle głowy. Tylko to Theo miał szansę oglądać, bo skryba odwrócił się na ułamek sekundy, wzruszył ramionami prychając lekceważąco „hmm” i na powrót zajął się zapisywaniem pergaminu.

Pierwszy zabrał głos Haylin.
- Ioanie - rzekł zachrypniętym głosem - Przywiodłem ze sobą dwóch gości, twierdzących że niosą ze sobą podarek od Fedo z Asshai.
Ioanem zwał się Biały. Jego reakcja na imię kapłana była nieco mniej spektakularna, niż Haylina chwilę wcześniej. Skinął potakująco głową, jakby nie miał żadnego powodu, by wątpić w słowa przybyszów. Ciszę przerwał odgłos przesuwającego się po podłodze krzesła. Biały wstał, prezentując przy okazji swój nieprzeciętny wzrost. Na oko mierzył ponad sześć i pół stopy. Do przybyłych zwrócił się basowym głosem:
- Niech nasi dornijscy goście zajmą miejsca przy stole. Ufam, że te polowe warunki, nie są dla ciebie obrazą, pani? - opiekuńczym spojrzeniem obdarzył oblicze Lynette.
Theodon zajął miejsce jako drugi. Wydawało mu się, że w oczach zasiadającego u szczytu stołu bez trudu wyczytał imię swoje i Mertellówny. W tym czasie Chłystek przyjął rolę podczaszego. W mgnieniu oka na stole pojawiły się kielichy i dzban z napitkiem
- Co to za podarek, który Fedo przesyła przez twoje ręce, panie? - Ioan skurczył się w swoim krześle - Czemu sam nie zechciał nas odwiedzić?
- Fedo zatrzymały pilne obowiązki. Nie mógł mi towarzyszyć, choć żal mu było, że nie spotka starych przyjaciół - głos Theodona przybrał pojednawczy ton - Przesyła więc to, co obiecał.
Drewniana szkatułka trafiła z rąk Ullera na stół.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
84
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Cech alchemików   Czw Cze 06, 2013 12:35 am

Być może nie musiała się niczego obawiać. Być może była bezpieczna. Być może... Może, a nie nawet najpewniej albo prawdopodobnie. Tylko może. Faktycznie wiele osób widziało ich razem, ale co jeśli sam Theodon rownież by zniknął? Wtedy nikt nie mógłby powiedzieć co stało się z jednym, drugim bądź obojgiem. Nic, żadnych informacji na ten temat. Powinna powiedzieć komuś gdzie wyrusza, na wszelki wypadek. Tyle że ona sama wcześniej tego nie wiedziała. I to chyba było jej pierwszym błędem. Ciekawe ile ich jeszcze zdąży popełnić tego dnia.
- Wcale się nie boje -  odpowiedziała wysoko podnosząc głowę. Nie powinna okazać strachu, nie może tego zrobić. Po pierwsze, jest księżniczka, córka Dorne, nie będzie się bała grupy starców i chłopaka, którego zna od młodzieńczych lat. Po drugie, okazywania emocji, nie tylko strachu, rzadko kiedy wychodziło na dobre.
Tak właśnie wkroczyła na sale, w wysoko uniesiona głowa i wyrazem obojętności na twarzy. Jakby to wszystko co się wokół niej działo było starannie zaplanowane i w dodatku każdy element był po jej myśli. Na głównym planie pomieszczenia znajdował się ogromny stół. Siedziby przy nim cztery osoby, czterech mężczyzn w podobnym ubiorzem do staruszka, który ich tu przyprowadził. Wszyscy najwyraźniej należeli do tej samej organizacji.
Przez dłuższa chwilę panowała cisza, więc Lynette mogła w spokoju przyjrzeć się ludziom, przed którymi stała. Czterech mężczyzn, każdy z nich zajmował się czym innym i było widać, że są tak samo zdziwieni ich wizyta jak sami odwiedzający, a przynajmniej dziewczyna.
Pierwszy odezwał się staruszek, których ich zaprowadził o tego miejsca. Zapowiedział ich jako gości z podarkiem od wymienionego wcześńiej kapłana Fedona. Może on był naprawdę znany, a ona miała luki w edukacji? Czy może raczej był znańy jedynie dla tego świata, w którym obracał się lord Uller? Dornijski zaczynała wątpić czy naprawdę zna mężczyznę, który ja tu przyprowadził z ogrodów Czerwonej Twierdzy.
- Dziękuję, Panie. Nie są, mogły się trafić gorsze warunki. - oodpadła uśmiechając się miło i zbliżając się do wskazanego krzesła. Zanim jednak zdążyła na nim usiąść odezwał się inny mężczyzna.

- Uważam, że to miejsce nie należy do najodpowiedniejszych dla młodych dam . Alesandre może mógłbyś odprowadzić panią do wyjścia kiedy my będziemy rozmawiać z wielmożnym panem? – odezwał się, a w jego głosie pobrzmiewało oburzenie.
Zanim Lynette zdążyła coś zrobić z cienia wyłonił się młody chłopak. Po jego ubiorze rozpoznała, że był służącym. Szybko wypełnił polecenie swojego pana i wyprowadził dziewczynę na zewnątrz cechu.
Kiedy znalazła się już w otoczeniu swoich strażników, a przed nią stały zamknięte wrota, zbulwersowana wróciła na teren zamku.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Cech alchemików   

Powrót do góry Go down
 

Cech alchemików

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań-