a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Pokój Svann



 

 Pokój Svann

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość

avatar

PisanieTemat: Pokój Svann   Pią Maj 31, 2013 3:38 pm

Kiedy wchodzisz do domu uciech czujesz się jak w raju, twoje pożądanie sięga zenitu, pomyśl zatem co czujesz kiedy wchodzisz do tego pokoju... dosięga cię eksplozja najgorętszych emocji. Ciężkie kotary, delikatne materiały, lśniące ozdoby w kolorze złota, a w centrum? Wielkie łoże pełne miękkich poduszek, wszystko to w kolorze krwistego rubinu. Światło wpadające do pokoju jest mgliste, rozbudza twoją wyobraźnię łobuzersko osiadając na wygniecionej pościeli. W kącie znajduje się drewniany stolik i dwa ozdobne krzesła będące jedynie formalnością, rzadko kiedy się ich używa, służą jedynie do relaksu, ewentualnie jako przechowalnie ubrań. Na stoliku stoi pozłacany świecznik. Obok stolika stoi wielka szafa będąca zagadką dla każdego gościa, drzwi owej szafy zrobione są ze szkła, jednak nie można dostrzec co znajduje się za nim, jest to lustro. Nie tylko oko doznaje erotycznego szoku po wejściu do tego pomieszczenia. Także inne zmysły poczynają szaleć. Dotyk, wariuje pod wpływem materiałów, smak i węch rozkoszują się zapachem wonnych olejków. Ciche pomrukiwanie z ust pięknej kobiety jest najbardziej podniecającą z melodii.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Wąskiego Morza
Liczba postów :
21
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój Svann   Pią Maj 31, 2013 4:36 pm

Sakiewka pełna smoków, królewski dar zatrzymania głowy na standardowym miejscu i pozycja u boku nowego członka królewskiej rady. Gdyby ktoś inny znajdował się na miejscu Jossa, pewnie szczerzyłby kły do reszty świata, po cichu licząc na kolejne, skapujące mu z królewskiego zydla przywileje. Nie zrozummy się źle. Joss nie był skromny, nieobca mu była chciwość, ale za dużo już dni imienia miał za sobą, żeby nie pojąć jednej, zasadniczej kwestii. Wszystkie te profity były warte tyle, co popiół na wietrze. Dworska polityka rządziła się swoimi prawami. Jutro Frey mógł na powrót trafić pod straż, a on po kolejnym, królewskim słowie, kilka pięter niżej. I tyle. Ale póki co, czarnowidztwo odpuścił sobie na jakiś czas. Bliższe mu były prymitywniejsze formy rozrywki.

Sylwetka odzianego na ciemno mężczyzny widoczna była z oddali. Zbliżał się energicznym krokiem, darując sobie zatrzymanie, by podziwiać charakterystyczną fasadę dobrze wszystkim tu znanej budowli. Ściągnąwszy z głowy kaptur opończy, przekroczył próg budynku.
Bogowie, nawet ślepcy wiedzą, że wszystkie burdele pachną tak samo. Niezależnie od tego, czy wyląduje się w Lys, zaułkach Braavos, czy w kompletnie nieznanym sobie Westeros. Na wstępie do nozdrzy dociera charakterystyczna, duszna mieszanka wonności olejków, ludzkiego potu, perfum i wilgoci kobiecego sromu. Zanim jeszcze klient trafi do pokoju wypełnionego po brzegi kolekcją półnagich siał, dostaje obietnicę niezapomnianych doznań, wartych sakiewki, którą ze sobą przytargał.

W największym z pomieszczeń burdelu Whenta, na okrągłych sofach i kanapach umieszczonych pod ścianami można było podziwiać całe, dostępne menu. Blond loki, rude, długie fale spływające aż do linii pośladów. Odsłonięte piersi, stopy wsparte o podnóżki. Półuśmiechy. Wyzywające spojrzenia skierowane na każdą, nową sylwetkę, która pojawiła się w środku. Jeśli pradawni bogowie tych krain, mieli oferować swoim wyznawcom pośmiertną nagrodę, to tylko tak mogła wyglądać.
Jossowi pozbieranie myśli zajęło jakiś czas. Nie ułatwiały mu sprawy podwójne zestawy dłoni, które na wstępie przyciągnęły go do siebie. Gościnności tutejszym kurwom nie można było odmówić.
- Szukam Svann - ostudził po dłuższej chwili zapał obu kobiet.
- Jest tam... - wolną ręką kierunek wgłąb korytarza wskazała pierwsza.
- ...ale jest zajęta. Zostań z nami - dokończyła druga.
Z ciężkim... nazwijmy to, sercem, Joss odsunął od siebie oba ciała i pozostawiwszy je z kwikiem, ruszył we wskazanym kierunku. Minął wnękę i skierował się do, jego zdaniem, właściwych drzwi.

Zza drewnianej bariery dochodziło zduszone postękiwanie męskiego głosu i żeńskie westchnięcia, tak teatralne, że podobnym repertuarem nie wzgardziłby żaden tutejszy, początkujący aktorzyna. Mężczyzna nie zastanawiając się długo pchnął drzwi. W środku, na obszernym łożu jakiś młokos, uginał się nieporadnie nad kobiecymi biodrami, skacząc po niej, jak na źle przytroczonym siodle. Spostrzegłszy intruza wykrztusił z sobie coś niewyraźnego, na co Joss zareagował lekceważącym machnięciem ręki.
- Nie przeszkadzajcie sobie. - od razu podszedł do lustrzanych drzwi szafy i otworzył jedną z połówek. Tyle, że w środku nie znajdowało się to, czego się spodziewał. Tam, gdzie powinna spoczywać pokaźnych rozmiarów podróżna sakwa, było pusto.
- Svann, gdzie to jest? - zawołał do odbicia w lustrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Pokój Svann   Pią Maj 31, 2013 9:09 pm

Młodzi mężczyźni byli zabawni. Nie do końca wiedzieli jak zabrać się do rzeczy, co śmieszniejsze, traktowali kurwy jak kobiety, nie jak przedmioty i właśnie to sprawiało, że nawet one nie traktowały ich poważnie. A przecież nie tak powinno być. Svann zaintrygowana ciemnymi lokami młodzieńca postanowiła wziąć sprawy we własne ręce, wszak była mniej więcej w jego wieku. Bez zastanowienia zabrała się do roboty chcąc pokazać mu, w ciągu tych trzydziestu minut które opłacił, magię ludzkiego ciała.
Zabawa niemal dobiegała końca, czas był przecież pieniądzem, kiedy to coś postanowiło przerwać intymną sielankę. Była przyzwyczajona, że w tak popularnym burdelu nie można liczyć na prywatność, była też przyzwyczajona do nagości i tak na prawdę nigdy nie wstydziła się swojego ciała, dlatego też niewielkie wrażenie zrobiło na niej to, że mężczyzna zawitał do jej pokoju podczas gdy ona... no zabawiała młodziaka w najlepsze. Zgromiła Jossa spojrzeniem tak jadowitym jak jeszcze nigdy - zdecydowanie nie lubiła gdy jej przeszkadzano. W mgnieniu oka jednak uśmiechnęła się lubieżnie i powróciła do młodziaka, który dyszał i stękał nad nią odrobinę nieudolnie, starając się jak najdłużej wytrzymać, nie zakończyć zabawy, miał jeszcze kilka minut! Svann pocałowała go delikatnie, uśmiechnęła się kokieteryjnie i poruszyła biodrami w sposób inny niż dotychczas. Jej paznokcie wbiły się w skórę młodego mężczyzny, pozostawiając rozkoszne szramy, a on sam jęknął po raz ostatni i padł na nią, sapiąc jak po długiej gonitwie. Młodziutka dziewczyna natomiast uśmiechnęła się ponownie, i szepnęła mu do ucha jakże urocze i jakże dobitne "Czas minął" by ucałować go jeszcze raz, w czoło, jak dobra mama i wyjść spod niego.
Chwilowo musiała zająć się sobą. Kocim krokiem powędrowała więc do mini toalety skrytej za kotarą. Umyła się dokładnie, tam, gdzie umyć się powinna po czym wróciła do głównej części pomieszczenia, zakładając na siebie w międzyczasie rubinową pół prześwitującą sukienkę. Spojrzała na chłopca i rzuciła mu subtelny uśmiech, a zaraz za uśmiechem skierowała w jego stronę pęczek jego rzeczy, które natychmiastowo pozbierała z podłogi.
- Możesz ubrać się na zewnątrz? - zapytała grzecznie, ale jej głos brzmiał niezwykle władczo, zbyt władczo jak na kurwę. Kiedy chłopak wyszedł upewniła się, że dobrze zamknął drzwi i dopiero teraz wróciła do mężczyzny wykrzykującego w jej stronę jakieś słowa. Na jej twarzy zawitał typowo kobiecy uśmiech. Podeszła do niego zawieszając dłonie na ramieniu, kierując usta w stronę jego ucha.
- Nie wiem czy to sprawa twojej matki czy stylu bycia, ale jesteś cholernie niewychowany - mruknęła wędrując dłonią po jego plecach, kompletnie bezczelnie ale jakże przyjemnie!
- Nie mam pojęcia o czym mówisz, wszystko jest na swoim miejscu. - stwierdziła beznamiętnie po czym usiadła na miękkim łożu, wlepiając w niego swoje duże ślepia.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Wąskiego Morza
Liczba postów :
21
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój Svann   Pią Maj 31, 2013 10:15 pm

Całe szczęście, ten happy end Jossa ominął. Cudzoziemiec wgapiał się dalej w dno szafy, jakby czekając na to, aż zmaterializuje się tam to, czego szukał. Gmeranie wśród sterty kobiecych szmatek było mu średnio na rękę. W czasie kiedy ex-klient szukał w okolicy swojego odzienia i godności, mężczyzna odwrócił się plecami do mebla, spod oka obserwując nagie ciało, zanikające za kotarą. Pierwsze prawo stosunków męsko-damskich mówiło, żeby nigdy nie ufać kobiecie. W stosunku do dziwek ta teoria działała do sześcianu. Idiota.

- Taki już mój urok - zdanie przybrało raczej formę mruknięcia, niż gardłowego wyartykułowania tego, co Joss miał na myśli. A chodziły mu po głowie znacznie mniej cenzuralne teksty i to we wszystkich językach, jakimi władał. Dotyk Svann, jej słowa, gorący oddech na uchu, nie działały mu na nerwy tak mocno, jak spojrzenie, którym go uraczyła pod sam koniec. Świętego wyprowadziłoby z równowagi. A temu konkretnemu mężczyźnie brakowało do rangi beatyfikacji i kompetencji i dobrych chęci.
- Wszystko? - powtórzył, wskazując kciukiem na mebel za swoimi plecami. Skoro wszystko, to wszystko. Nie chciało jej się ruszyć kształtnego tyłka z łóżka, więc Joss sam zabrał się za porządki. Otworzył oba skrzydła obszernej szafy i chwilę potem wyleciały z niej jedna, po drugiej: suknie, kolorowe szale, sandały i bogowie wiedzą co jeszcze. Na końcu tego całego rozgardiaszu, głęboko pod wewnętrzną ścianą tkwił czarny, płócienny worek.

Nhai podszedł z nim do stolika. Rozwiązał i wysypał na balat całą zawartość. Nie było tego dużo. Koszula, para rękawic, derka, pusty bukłak, jakieś zabazgrane papiery. Nic przedstawiającego wystarczającą wartość, żeby chować to w burdelowych szafach. Joss jeszcze raz przetrząsnął rzeczy, ale tym razem jego ruchy zdradzały nerwowość. Finalnie, para skórzanych rękawic z trzaskiem wylądowała na stoliku.
- Twoje szczęście, że rżniesz się lepiej niż kłamiesz! - warknął, zwracając całą sylwetkę w kierunku siedzącej na łóżku - Gdzie jest książka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Pokój Svann   Sob Cze 01, 2013 2:47 pm

Grzebanie w cudzych rzeczach (nawet jeśli tą osobą była jedynie dziwka) nie należało do zachowań dobrych, zdecydowanie. Svann natomiast używała nieco innych kryjówek jeśli już na prawdę chciała coś ukryć, szafa mieściła jedynie to, co w razie wypadku mogło dostać się w niepowołane ręce bądź też rzucić się komuś w oczy. Nie miała jednak najmniejszego zamiaru zdradzać najróżniejszych kryjówek jakie do tej pory znalazła, bo o ile tylko ona je znała o tyle większa była jej władza, a i sama Svann czuła się przez to mądrzejsza. A teraz, uśmiechała się tylko pobłażliwie, przypatrując się z rozbawieniem poczynaniom poirytowanego mężczyzny, pogładziła się nawet po udzie dając do zrozumienia, że jego zdenerwowanie, jego krzyk nie robi na niej większego wrażenia.
- Myślisz, że mogłabym cię okłamać? - zapytała głosem przeciągłym, melodyjnym, z całą pewnością zbyt przesłodzonym w porównaniu z głębokim głosem wędrowca, uniosła na niego spojrzenie po czym wstała z łóżka, ponownie do niego podchodząc, opierając się o skrzydło wielkiej szafy i uśmiechając kusząco w jego stronę. Dla niej każdy mężczyzna był pociągający, każdy miał nutę czegoś ciekawego, dlatego też, zachowywała się tak, a nie inaczej. Nie była jednak napaloną nimfomanką - seks stanowił dla niej źródło utrzymania, dostatniego życia i poniekąd rozrywki.
- Tak myślisz drogi Jossie? - jej drobna dłoń ponownie powędrowała w jego kierunku, tym razem łapiąc za żuchwę i przybliżając jego twarz do jej twarzy, kompletnie bezczelnie naruszając jego prywatność, ale przecież mężczyznom nigdy to nie przeszkadzało... wręcz odwrotnie - Może chciałbyś się przekonać? - jej słowa wleciały wprost do jego ust. - Obrażasz mnie wędrowcze... - burknęła z łobuzerskim uśmiechem i puściła jego twarz. - Umowa była wszak jasna, oddajesz mi coś na przechowanie, ale nie zapamiętałam jednak, by wszystko miało do ciebie wrócić w nienaruszonym stanie. - igrała z ogniem, ale najwyraźniej sprawiało jej to niesamowitą frajdę, w końcu nie raz i nie dwa wychodziła z gorszych tarapatów.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Wąskiego Morza
Liczba postów :
21
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój Svann   Nie Cze 02, 2013 11:24 am

Joss nie był teraz po prostu zły. Był wkurwiony do tego stopnia, że w klika minut mógłby wywrócić cały pokój do góry nogami, łącznie z wyrwaniem desek w podłodze. Wykopałby swoją własność nawet spod ziemi. Z czymś takim nie paraduje się bezczelnie po mieście, mając nadzieję, że nikt nie zwrócił uwagi na pieszego włóczęgę, szlajającego się ulicami stolicy. Po to miał zamiar ukryć ją w miejscu innym niż gospoda. Po to, wreszcie, wybrał dziwkę. Oprócz kolejnego klienta do odhaczenia, dostała drugie tle za trzymanie języka za zębami (o ironio) i reszty jego rzeczy w wystarczająco bezpiecznym miejscu.

Jedynym przedmiotem, jakiego brakowało, była średniej wielkości księga, spisana językiem z Essos, nieznanym tu większości. I chociaż Joss co jakiś czas natykał się na elementy prastarej kultury, z których największy grzał zadek na żelaznym tronie, to każdy taki artefakt był bezcenny. Wydawało się, że Svann dobrze o tym wiedziała. Mogła nie umieć czytać, ale z łatwością oceniłaby wartość czegoś, co na oko wyglądało na starsze, niż ten westeroski kurwidołek razem wzięty. Z pewnością było o wiele cenniejsze. Zresztą nawet się z tym nie kryła.

Gwałtowny dotyk dłoni z początku przyjął dziwnie obojętnie, patrząc jej prosto w twarz. Dopiero, kiedy pazury mocniej zacisnęły mu się na zawiasach żuchwy, wyszarpnął zarośnięty podbródek z palców dziwki. Odsunęła się na krótko. Brutalnie chwycił za ten sam nadgarstek, wykręcił go do tyłu i sprzedał jej takie uderzenie z otwartej dłoni, że zatoczyła się na powrót na łóżko.
- Jeszcze nie zacząłem cię obrażać, Svann - z Jossa nagle uleciała cała wściekłość. Z kamiennym wyrazem twarzy przykucnął przy łóżku, na wysokości twarzy kobiety i rzekł powoli, akcentując każde słowo - Ale po tym jak skończę, ten który ci płaci wywali cię stąd w mgnieniu oka. Zacznij sobie przypominać, albo ostatni raz przejrzyj się w lustrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Pokój Svann   Nie Cze 02, 2013 3:00 pm

Była na tyle bezczelna, że gdy mężczyzna uderzył ją w twarz, a ona padła z impetem na łóżko, to gdy podniosła głowę na jej twarzy widniał jedynie dumny półuśmiech, w oczach za to kryło się coś na obraz obietnicy... nie koniecznie mającej skończyć się dla niego happy endem. Spoglądała na niego ze zwierzęcą wręcz ciekawością, kocim zainteresowaniem. Jej ruchy były wolne, zupełnie tak jakby nie do końca doszła do siebie po uderzeniu, albo jakby właśnie dochodziła do normalności zaraz po utracie panowania nad swoim ciałem. Jadowity uśmiech nie schodził z jej twarzy, wzmagał się natomiast z każdym jego słowem i z każdą myślą błądzącą po jej głowie. Nie, nie były to myśli złe, raczej podstępne. W jej głowie krążył obraz księgi, na pierwszy rzut oka nie pozornej, dla niej jednak kryjącej jakąś tajemnicę, a może raczej wartość, dzięki której choć przez chwilę będzie miała nad kimś władzę. Nie. Nie była złą dziewczyną, była raczej zbyt ciekawa świata.
- Joss, Joss, Joss... - pokiwała głową w między czasie smyrając się po udzie, jej głowa przekrzywiła się mimowolnie, a ona spojrzała na niego z politowaniem w mgnieniu oka uwalniając spod sukienki ukradziony niegdyś sztylet. Co śmieszniejsze, sztylet pochodził z tych samych okolic co zaginiona księga wędrowca. Równie szybko jak zalśniła valyriańska stal, tak szybko końcówka trzymanej przez Svann broni przylgnęła w okolice dolnych partii brzucha mężczyzny, w tym momencie beztrosko kierując się w stronę jeszcze niższej, z całą pewnością cenniejszej, strefy jego ciała.
- Nie traktuj mnie jak dziwkę, nie za to mi zapłaciłeś. - mruknęła hardym głosem - Nie mogę oddać ci tej księgi. W każdym bądź razie nie tak po prostu. Musiałabym być wtedy okropnie głupia. Nie wykorzystać okazji... dobrze wiesz, że to nie w stylu dziwki. Zwyczajnie musiałeś o tym zapomnieć. Nie jesteś głupcem.
- Powiedz mi Joss... potrafisz odczytać tą księgę? Do czego jest ci tak bardzo potrzebna?
- sztylet tkwił w tym samym miejscu, natomiast siła z jaką napierał na ciało mężczyzny była coraz większa, zwiększała się wraz z zaciekawieniem na twarzy Svann. Svann, która była tak samo niecierpliwa jak i ciekawa.
Powrót do góry Go down

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Pokój Svann   Nie Cze 02, 2013 10:03 pm

MG


Jak na porzadny burdel przystało, dbaniem o spokój klientów i bezpieczeństwo pań dbali odpowiedni mężowie. Pod słowem "odpowiedni" można rozumieć "eunuchy". Zatem Mitchen, odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu, rosły, opalony, wysmarowany wonnym olejkiem - pociągnął nosem, usiłując wyłapać delikatny, nieco jabłkowy zapach strachu. Był tam, na granicy wyczucia, ale wyraźny i kuszący. Eunuch zaczął szukać jego źródła, otwierając wszystkie drzwi po kolei i węsząc - ten widok nie dziwił żadnej z pracownic, wszystkie znały Mitchena i wiedziały, że kiedy olbrzymi pół-mężczyzna zaczyna węszyć... coś musi być na rzeczy. Tym razem także się nie pomylił - wreszcie znalazł źródło strachu... stało sobie radośnie pośrodku wyłączonego z użytku pokoju, kropelki mieniącego się tęczowo płynu powoli wypełniały wielki gąsior. Kranik, z którego skapywały, był zwieńczeniem skomplikowanego ciągu sprzętu – rurek prostych, rurek spiralnych, retort, skraplaczy – wzbogaconego o urządzenia, na których widok każdy alchemik utopiłby się we własnej ślinie. Mitchen nie wiedział, jak się nazywają ani jak działają, ale nie obchodziło go to zupełnie. Interesował się tylko produktem całego procesu. Świeży alkohol. Podszedł do aparatury, odkręcił kranik na ściance gąsiora i nalał sobie pełny kubeczek. Łyknął. Zakręciło mu się w głowie. Mrużąc oczy, nalał jeszcze raz i znów łyknął. Przyjemne uczucie rozlało się po całym ciele, poczuł ogarniającą go siłę - a potem, powolutku otworzył oczy, spoglądając na świat, nagle kolorowy i wyraźny, nagle zachęcający do życia. Nie, Mitchen nie jest byle alkoholikiem, jednak komuś takiemu jak on, komuś wyssanemu przez życie, tylko taki napój przywraca człowieczeństwo. I wierzcie mi, nic nie daje w dekiel tak, jak nagłe uderzenie świadomości, że jednak jest się człowiekiem, że ma się po co żyć.
Wreszcie był gotów.
Ruszył w stronę pokoju Svann, którą - wbrew wszelkiemu rozsądkowi i zasadom - darzył dziwnie ciepłym uczuciem. Jakże wielkie było zdziwienie, gdy zatrzymał się przed drzwiami, skąd zamiast jęków rozkoszy... dobiegały ciche odgłosy walki. Nie wie, kiedy się zaczęła, zbyt był pochłonięty piciem – jeśli jednak wciąż trwała, najwyższy czas, by wkroczył. Taka była jego rola, miał dbać, by zachłanni klienci nie krzywdzili dziewcząt i, co chyba najważniejsze, zapłacili. Pchnął silnym, opalonym ramieniem drzwi i znalazł się w samym środku... czegoś. "Coś" okazało się nie sceną seksu, ale najwyraźniej daleko posuniętą próbą zabicia Svann z jednej strony, i obrzezania jej klienta z drugiej.
- Zechciej, panie, odsunąć się na przyzwoitą odległość albo zamiast smaku słodkich pocałunków zaznasz smaku krwi... - Mitchen sięgnął do bogato zdobionego koralikami pasa, zza którego wyszarpnął ostre, wygięte w sierp ostrze. - Czy Svann zawiodła Twe oczekiwania, czy to raczej Ty okazałeś się niesłownym klientem, panie? - przyjemny głos Mitchena odbił się od ścian, gdy eunuch otwierał drzwi szeroko. Jeśli doszłoby to potyczki, dość szybko wyjdzie ona na jaw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Wąskiego Morza
Liczba postów :
21
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój Svann   Pon Cze 03, 2013 7:34 pm

Można było się spodziewać, że Svann nie ograniczy się do nieszczerego uśmiechu i regularnych spojrzeń spod rzęs. Przeciągała tę swoją grę maksymalnie długo, ale raz wyprowadzony z równowagi Joss, nie dał się znów sprowokować. Tym gorzej dla niego.
Drgnął i odruchowo wyprostował się gwałtownie, kiedy ostrze sztyletu zatrzymało się na wysokości brzucha. Od ciała odgradzała go tylko bariera nieusztywnionego, skórzanego kaftana. Przeszedłby łatwo, jak przez masło. Znów, nietypowo jak dla siebie, nie zareagował w żaden sposób. Morderczy urok stali podziałał na niego w odwrotny sposób, niż powinien. Zamiast wydrzeć dziewczynie broń z ręki, co przy gabarytach jej nadgarstków poszłoby mu raczej bez trudu, bezwiednie przerzucił wzrok na twarz Svann, nie ruszając się ani o cal. Zaczerwienienie na jej policzku rozlało się aż na linię szczęki.
- Jesteś głupia... - uśmiechnął się pobłażliwie. Słaba kwestia, jak na kogoś, komu właśnie przystawiono sztylet do krocza. - Wypytujesz mnie o książkę, w której nie potrafisz odczytać ani zdania, a - powoli wyciągnął rękę i wskazał palcem na ostrze. - Masz pojęcie co właśnie trzymasz w dłoni? Nie masz - sam sobie odpowiedział - Wyjaśnię ci, ale mus...

Zanim zdążył dokończyć, w drzwiach pojawiła się rosła, męska sylwetka. Jego kurtuazyjny ton, połączony z sugestywnie wplecioną groźbą, działał na wyobraźnię. Dwa ostrza na horyzoncie to już tłok. Nhai wolno podniósł obie dłonie na wysokość ramion i z kpiącym wyrazem twarzy odsunął się od łóżka. Przystanąwszy przyzwoite kilka kroków przed dzielnym fechmistrzem z burdelu, swobodnie oparł rękę na głowni swojej broni. Póki co, leżała bezpiecznie w pochwie.
- Dobra rada - Joss cały czas patrzył na eunucha, ale zwracał się do kurtyzany. - Schowaj swoją zabawkę. Twój przyjaciel może się okazać mądrzejszy od ciebie, chociaż nie wygląda.
Mogłoby się wydawać, że łażenie po obcym sobie mieście i regularne znieważanie każdego, kto stanie na drodze, nie rokuje dobrze na przyszłość. Dlatego tym razem zwrócił się do śniadego sługi w innym tonie. Znacznie grzeczniej.
- Bynajmniej - zaprzeczył - Wszak upodobania klientów bywają różne. Zdaje się, że za odpowiednio ciężką sakiewkę można tu uzyskać dostęp do perwersyjniejszych rozrywek. Widzisz, dobry człowieku, z przyjemnością rozwieję twoje obawy o niesłowność. Z całą pewnością ten towar wart jest ceny, którą zapłaciłem.
Znów wydawało się, że ostatnie zdanie przeznaczone było głównie dla kobiecej pary uszu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Pokój Svann   Pon Cze 03, 2013 10:16 pm

Szrama. Szramy na jej twarzy, na jej ciele pojawiały się dosyć często, nie zawsze jednak związane były ściśle z łóżkowymi ekscesami. Svann miała to do siebie, że była dziewczyną niezwykle bezczelną i bardzo często nie wiedziała kiedy przestać, co zwykło kończyć się dla niej wyjątkowo nieprzychylnie... bo przecież nawet ktoś jej pokroju nie mógł uwielbiać bólu, przynajmniej nie swojego. W tym momencie jednak postanowiła zignorować piekące uczucie coraz mocniej pulsujące na jej policzku, w zamian za to całą swoją uwagę skupiła na mężczyźnie. Dobrze wiedziała co o niej myśli: kurwa, idiotka, nierozważna, zwyczajnie głupia, kłamliwa, słaba. Słaba... to stwierdzenie sprawiało, że dopadała ją biała gorączka, wprawiało ją w stan kompletnego szaleństwa. Ona nie była słaba, zdecydowanie. Inaczej jej psychika wysiadłaby już dawno temu, a przecież siła to nie tylko masa i wielkość mięśni, zdecydowanie nie.
- Przestaniesz mnie w końcu obrażać, czy twoja kość nie jest ci już dłużej potrzebna wędrowcze, hmm? - zagadnęła w sposób tak lekki jakby właśnie komentowała dzisiejszą pogodę, jej palce z namaszczeniem gładziły trzonka broni, dłoń natomiast była na nim mocno osadzona, nie było więc mowy o tym by puściła sztylet. Ostrze podążało za ruchem jej rąk, drążąc okręgi w okolicy męskości Jossa. Spojrzała na niego mocnym wzrokiem. Jej głos brzmiał podobnie, choć kłamała jak z nut. - Nie rób ze mnie osoby głupszej od dziecka, Jossie Nhai. Oczywiście, że wiem co właśnie trzymam w dłoni. Mogę ci nawet zaprezentować, że dokładnie wiem jak tego użyć. - Svann wiedziała, że valyriańska stal jest cenna, wiedziała także, że owy sztylet jest z niej zrobiony, nie wiedziała jednak jak wielką wartość posiadała jej broń, była w końcu łupem po który nikt się nie zgłosił. Mimo wszystko była niesamowicie zainteresowana tym co mężczyzna ma jej do powiedzenia, dlatego nieco skrzywiła się na widok Mitchen'a. Z drugiej jednak strony była mu wdzięczna za to, że nie musiała sam na sam użerać się z wędrowcem, w końcu nie wiadomo jak cała sytuacja mogła się skończyć. Posłała więc postawnemu mężczyźnie życzliwy uśmiech. Cały czas uważnie wsłuchiwała się w słowa mężczyzny, obserwując go uważnie. W między czasie schowała broń pod sukienkę by po chwili wstać z łóżka i stanąć przy kliencie, okrążając go, a dłonią błądząc po jego karku.
- Wędrowiec.... lubuje się w brutalnej grze wstępnej - wyjaśniła zaczerwienienie na swojej twarzy - Z całą pewnością nie miał kobiety przez długi... długi... długi czas - uśmiechnęła się nieco złośliwie, by po chwili złożyć jadowity pocałunek na jego szyi - Ale dobrze wiesz Mitchenie, że nie z takimi dawałam sobie radę - wolnym krokiem podeszła do eunucha i kładąc mu dłoń na ramieniu mruknęła - Niemniej jednak byłabym wdzięczna jeśli będziesz w pogotowiu... za drzwiami. - odczekała chwilę, dopiero później odwróciła się w stronę Joss'a.
- A więc. Oddam ci księgę kiedy tylko poznam twoje plany ze szczegółami... - postawiła kilka kroków w jego stronę, jak zwykle niesamowicie kocich i tanecznych, pełnych kobiecej gracji, seksapilu, wrodzonego pragnienia by pożądali jej mężczyźni - Zwyczajna... kobieca ciekawość. Chyba się mnie nie boisz wędrowcze? - zagadnęła łagodnie.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Wąskiego Morza
Liczba postów :
21
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój Svann   Sro Cze 05, 2013 6:09 pm

Wbrew pozorom dzielny Mitchen, burdelowy obrońca, wyświadczył Svann sporą przysługę. Nie dlatego, że Joss miał w planach poszatkować piękną prostytutkę (a kto wie, może to ona jego), ale z jego pojawieniem się gęsta atmosfera wyraźnie opadła. Niespodziewanie kobieta zabrała stronę cudzoziemca, zamiast rzucić go na pożarcie swojemu cerberowi. Nawet jeżeli jedynie mógłby stępić sobie przy tym mleczaki, to z pewnością po raz kolejny polałaby się krew. A dla cudzoziemca norma przerobowa w postaci trupa dzienne, to było jednak zbyt dużo. Jak na tutejsze standardy.
Dlatego z najszczerszym uśmiechem, na jaki było go stać, przyjął pieszczotę Svann i przywoławszy na oblicze wyraz modelowego sadysty, któremu nie stanie, dopóki komuś porządnie nie przypieprzy, czekał na rozwój sytuacji. Wciąż trzymając prawą dłoń na właściwym miejscu. Dopiero, gdy sierpowate ostrze zniknęło z pola widzenia, a eunuch wycofał się w milczeniu, puścił broń.

Łagodna linia bioder kołysała się na boki, niczym wahadło sprawnego hipnotyzera. Prawo. Lewo. Prawo. Lew...
Joss podniósł oczy kilka pięter wyżej, docierając wreszcie do taksujących go tęczówek. Wyglądał, jakby się bał?
- Wyglądam na przerażonego? - mimowolnie wzruszył ramieniem. - Oddasz, nie oddasz. Twoje obietnice, jakoś średnio wypadają w porównaniu z rzeczywistością. Ale niech ci będzie.
Nie chciało mu się stać na środku pokoju, zresztą, zapowiadała się dłuższa historia do opowiedzenia. Cofnąwszy się o kilka kroków, wrócił do tej części pokoju, które zajmowało łoże. Usiadł na nim ciężko, podniósł obie dłonie i przetarł twarz.
- Moje plany - zza bariery rąk dochodził przytłumiony, męski głos. Kiedy się oderwały od skóry, twarz Jossa przybrała znacznie łagodniejszy wyraz - Nie zależy mi na tym kawałku papieru, bo zapisano na nim informacje o jakimś ukrytym skarbie, broni, jednorożcach, czy jakimkolwiek innym cholerstwie. Widzisz, książka...
Joss rozłożył teatralnie ręce, na znak braku rekwizytu.
- ...która byłaś mi łaskawa podpierdolić, jest stara. Bardzo stara. Jestem w stanie ją odczytać, bo starovalyriański to mój ojczysty język. Są takie rejony w Essos, za Wąskim Morzem, gdzie ludzie porozumiewają się tylko w tej odmianie - szybko zarzucił temat - Mało wiesz o samej Valyrii, co? Wiem, że chrzanisz głupoty, mówiąc że masz pojęcie skąd pochodzi twoje ostrze. Gdyby tak było, nie machałabyś nim przed byle kim. Powinnaś go używać tylko, jeżeli zamierzasz kogoś zabić. Inaczej ten ktoś skręci ci kark.
Wbrew swoim słowom cudzoziemiec zaśmiał się nagle.
- Znam takich, którzy byli w stanie zabijać za valyriańskie nocniki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Pokój Svann   Sro Cze 05, 2013 10:53 pm

To nie tak, że Svann w pełni zaufała mężczyźnie. W pewnym stopniu obawiała się go, wszak nie znała go dobrze, a już zdążyła mu się narazić, nie miała pojęcia na co go stać, kim dokładnie jest ani dlaczego wygląda tak jak wygląda. Dla pewności własnego bezpieczeństwa poprosiła eunucha o czujność, była w stanie obronić się sama ale po cóż ryzykować życiem, po co zdradzać swoje umiejętności od razu, skoro wciąż można zgrywać dość bezradną dziwkę.
- Jesteś bardzo nieufny drogi wędrowcze - mruknęła podchodząc do okna przysłoniętego przez ciężką, rubinową kotarę ze złotawymi zdobieniami w kształcie najróżniejszych kwiatów. Jej spojrzenie zaufało dobremu słuchowi, postanowiła zmienić obiekt obserwacji na tętniące życiem miasto znajdujące się za oknem jej pokoju. Svann lubowała się w kłamstwie, była oszustką, to prawda, ale kiedy mówiła serio i nie była to tego w żaden sposób zmuszana zawsze dotrzymywała obietnicy. Joss Nhai nie musiał się więc obawiać o los starej księgi, służyła ona jedynie jako towar do wymiany, Svann nie miałaby z niej żadnego pożytku - nawet jeśli pochodziła z Essos nie znała języka tamtejszych ludzi, a tym bardziej języka, którym posługiwali się nieliczni. Odwróciła się w stronę rozmówcy dopiero gdy ten zaczął kontynuować rozmowę i w końcu przystał na jej propozycję. Wszak podzielenie się informacjami to wcale nie tak duża cena za coś... cennego, a przynajmniej wydającego się mieć całkiem sporą wartość. Łaknęła informacji poprzez podjudzaną każdym jego słowem ciekawość, chciała więcej i więcej, poznać wszystko - to był jej cel. Możliwe było to nie do osiągnięcia, ale według Svann warto było próbować, nawet jeśli owa wiedza miałaby się jej nie przydać, dlatego więc powolnym krokiem ruszyła w jego stronę i usiadła obok, jak podczas przyjacielskiej pogawędki, ponownie wlepiając w niego zainteresowane dzikie ślepia.
- Essos... pochodzę stamtąd ale nigdy nie było mi dane poznać własnej ojczyzny - wyznała, skoro już zamierzali dać sobie kilka sekund na szczerość - Co do mojego... sztyletu wiem jedynie, że jest cenny i potrafi wyrządzić krzywdę - na jej twarzy ponownie zagościł łobuzerski uśmiech jakiego nie powstydziłby się rasowy opryszek, po tym zaśmiała się melodyjnie - Valyriańskie nocniki powiadasz? Cóż, mój sztylet musi być zatem wart więcej niż myślałam... - stwierdziła automatycznie kładąc dłoń na swoim udzie by upewnić się, że jej skarb wciaż tkwi w tym samym miejscu - Ukradłam go... a może raczej dostałam w prezencie ... znalazłam, przygarnęłam... przywiązałam się do niego - wytłumaczyła beztrosko i ponownie uniosła ciekawe spojrzenie na mężczyznę.
- Kto zainteresowany jest poznaniem zawartości tej księgi? Nie interesują mnie skarby, intryguje mnie wiedza, a tą z całą pewnością wyczytasz z tej księgi. Czego uda mu się dokonać dzięki niej? Powiedz mi wędrowcze. - nachyliła się w jego stronę i ułożyła dłoń na jego kolanie. Pozbawione było to jednak jakichkolwiek podtekstów. Svann była ciekawa, uległa, łagodna, zależało jej, a to, no cóż, nie zdarzało się zbyt często.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Pokój Svann   

Powrót do góry Go down
 

Pokój Svann

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Pokój #113
» Pokój numer #520
» Pokój do ćwiczeń

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Zamtuz Pod Pączkiem Róży-