a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Pole turniejowe - północ



 

 Pole turniejowe - północ

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Pole turniejowe - północ   Pon Maj 27, 2013 5:23 pm

MG


Po pierwszej turze zmagań w turnieju łuczniczym, przyszedł czas na kolejny etap. Zawodnicy mieli czas, by przygotować broń i siebie. Teraz będzie trudniej, zmierzą się bowiem ze zwycięzcami poprzednich etapów. Skończyła się rozgrzewka, zaczęła się walka. -Drodzy Państwo! Szlachetne Panie i odważni Panowie! Czas nadszedł na druga turę zmagań łuczniczych! - Zakrzyknał herold mocnym głosem. Odczekał, aż oklaski ucichną po czym podjął dalej. -Mam szansę zaprosić przed szanowne oblicze publiczności zwycięzców pierwszego etapu! Przed Jaśnie Państwem, dzielna i waleczna Lady Lyesse!! Oraz jej przeciwnik ser Gerold Yronwood! Oboje popisali się nieprzeciętnymi umiejętnościami. Zobaczmy co pokażą, gdy staną przeciw sobie! BRAWO!! - Zakończył herold pozwalając widzom na ponowne oklaski. Najwięcej ich zbierała oczywiście przedstawicielka płci pięknej. Mężczyźni oklaskiwali jej urodę nie umiejętności, natomiast panie, jej odwagą i umiejętności! Jedna wreszcie się znalazła co pazur mężczyznom pokazała! -Przygotujcie się do strzału!! - Poprosił herold i wycofał się ustępując pola uczestnikom turnieju.


Kolejność dowolna. Piszecie po jednym poście opisując pierwszy strzał. O wyniku decyduję ja. Po podsumowaniu piszecie posta z kolejnymi dwoma strzałami i znowu werdykt. Do dzieła!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe - północ   Sro Maj 29, 2013 2:00 pm

//loża lordowska

Nad Królewską Przystanią podniósł się wiatr. Tumany kurzu przemknęły pod nogami Gerolda kierującego się właśnie na pole turniejowe, brudząc mu wypucowane przed sekundą buty. Niech Inni porwą ten cały wiatr!, zdenerwował się chłopak, lecz bardziej ze względu na ewentualne zaburzenie jego nienagannego wyglądu, niż przeszkodzenie mu w zawodach. Naturalnie, tak silne podmuchy powietrza nie były dobrym zwiastunem dla łuczników, jednakże dla doświadczonej osoby niekoniecznie musiały stanowić przeszkodę. Jeśli dobrze wyczuć kierunek i prędkość wiatru, można go było nawet wykorzystać w czasie strzału. A młody Dornijczyk nie raz w swoim życiu sięgnął po jego dobrodziejstwa, choć może z nie aż tak dobrym wynikiem jak stary mistrz z Yronwood. Umiejętności wystarczały mu jednak by chociaż strzelić w pobliżu celu podczas zawiei. A dawało to ogromną przewagę nad niedoświadczonym przeciwnikiem. To czy tym razem uda mu się trafić w sam środek, zależało jednak i od innych aspektów. Szczególnie od skupienia, a obecnie młodzieniec wydawał się nieco roztargniony.
Po jego głowie kołatało się tysiące myśli. Wciąż nie był pewien, czy powinien był opuszczać w tej chwili Dorne. Świadomość, że po Siedmiu Królestwach pałętało się ostatnio tak wielu rzezimieszków, nie pozwalała Geroldowi zapomnieć o pozostawieniu księcia Edrica i reszty Martellów właściwie dla jego zwykłej zachcianki. A w szczególności myśl o jego rodzinie spędzała mu sen z powiek. Zdecydował się jednak na przyjazd do stolicy, na jakiś mało znaczący turniej. Może nie taki mało znaczący. Ostatecznie to dzięki niemu mogę zostać zauważony przez wpływowe osoby. A może nawet przez króla, co byłoby dobrym początkiem wobec planu wstąpienia do Gwardii Królewskiej. Ale jeśli już nawet się tu zjawił, czy nie należało chociaż przypilnować jednego z Martellów znajdujących się w pobliżu? Czy nie popełnił błędu pozostawiając księżniczkę Lynette bez szczególnej opieki, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia w stolicy? Należała do jednego z wysokich rodów, dlaczego więc miałaby i ona nie paść ofiarą przekupionego najemnika, bądź jakiegoś mniejszego oprycha z Zapchlonego Tyłka. I tak teraz stała tam praktycznie sama, bez ochrony, narażona na atak. Tylko dlatego, że on musiał kontynuować zabawę w wielkiego łucznika. Pociechą jest jedynie to, że pochodzi z Dorne. A tylko ten, kto nigdy nie poznał Dornijki, mógł mówić, że kobiety są bezbronne i niezaradne. Ta myśl go trochę pocieszyła. Tak, Lynette jak najbardziej wpisywała się w ten obraz. Podobnie jak i jego przeciwniczka, Lyesse, choć wcale nie pochodziła z jego ojczystych ziem.
Gerold stając już po raz drugi na torze łuczniczym, rozejrzał się po trybunach. Nie znalazł zbyt wielu osób, które mu wiwatowały. No tak, kto by wspierał jakiegoś tam chłopaka z tak dalekich stron, jakimi były tereny Dorne. Zwłaszcza, że oprócz jednej wygranej, do tej pory niczym się nie wsławił. Wszystko zmieniło się, gdy na plac weszła „Kobieta z łukiem” – takie to właśnie miano nadał jego przeciwniczce podekscytowany tłum. „Kobieta z łukiem!”, wołali. „Lyesse!”. Jedynie gdzieniegdzie odzywały się głosy wykrzykujące jego imię. Najczęściej mężów, którzy wraz za ser Lohnem Wellsem uważali rudowłosą kobietę za niegodną dzierżenia broni.
Nie do końca odpowiadało to Dornijczykowi. Przez takie zachowania mógł mylnie zostać uznany za propagatora przekonań, które nie cieszyły się obecnie uznaniem ludu, a zwłaszcza jego żeńskiej części. Owszem, może i nie spieszył na ratunek Lyesse, gdy ser Wells wykrzykiwał w jej stronę stek obelg, jednakże nie uważał też, by wystąpienie kobiety w turnieju stanowiło jakiś problem. Co więcej, starał się traktować ją na równi z innymi uczestnikami. Na początku, oczywiście, nieco się zdziwił, gdy usłyszał o kobiecie-łuczniczce, która wyraziła chęć starcia się w zawodach. Jednakże po wnikliwej obserwacji jej umiejętności, uznał, że pojedynek z nią z pewnością nie będzie dla niego plamą na honorze. Gerold przyzwyczajony już był do upartych i silnych kobiet, mimo iż może większość z nich wojowała jednak umysłem i podstępami, niż jakimkolwiek orężem.
Młodzieniec przyjrzał się swojemu łukowi. Wydawało się, że wszystko z nim w jak najlepszym porządku. Napiął jeszcze cięciwę sprawdzając tym samym jej elastyczność – bez zastrzeżeń. Wiatr, który mógł pokrzyżować jego plany, nieco ucichł. A! I nie w takich warunkach się strzelało. Był gotowy. Skierował jeszcze głowę w stronę przeciwniczki, która również odwzajemniła jego spojrzenie. Gerold nie chciał by uznała, że jest on tak samo ograniczony jak ser Lohn. Podszedł więc do niej lekkim krokiem i rzekł:
- Cieszę się, moja pani, że to z tobą będę miał zaszczyt się dziś zmierzyć. Nie dość, że świetnie władasz bronią, to i jeszcze językiem – uśmiechnął się zawadiacko. – Chciałbym też, abyś wiedziała, że nie popieram zdania ser Lohna i z pewnością nie będzie mi ujmą na honorze, gdy mnie zwyciężysz. Choć będziesz się musiała nieco postarać. Niech wygra więc najlepszy.
Skłonił się do pasa i wrócił na swe miejsce. Niech wie, że nie mam nic przeciwko niej. Ale niech będzie również świadoma tego, że nie oddam jej wygranej aż tak łatwo.
Gerold uspokoił swoje myśli i oddech. Wyjął strzałę z kołczanu i nałożył ją na cięciwę. Nie przynieś wstydu Dorne, Geroldzie. Pocisk ruszył w kierunku tarczy.
Powrót do góry Go down
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe - północ   Pią Maj 31, 2013 12:31 pm

Gdy pierwsza runda się zakończyła, z ulgą podążyła w stronę namiotów. Wciąż była nieco zirytowana zachowaniem Lohna, ale gdy tylko przypomniała sobie o tym, co zrobił Herold, nie potrafiła się nie roześmiać. Bezcenny widok, naprawdę.
Wiedziała, że przed kolejnym etapem turnieju powinna odpocząć. Tak postąpiłby każdy normalny uczestnik turnieju. Tymczasem ona nie miała na to ochoty, wciąż była wypełniona dziką energią z powodu pierwszej wygranej. Jeśli dalej tak dobrze jej pójdzie, zdobędzie główną nagrodę i wypełni obietnice daną towarzyszom. To by wiele zmieniło. Nie tylko dla nas, ale i dla tych wszystkich biedniejszych ludzi, którzy ledwo wiązali koniec z końcem. A jeśli nie uda jej się wygrać? Smutna perspektywa, ale nie mogła powiedzieć, że nieprawdopodobna. Jeśli miałaby się wydarzyć, wiedziała na pewno, że nie wróci do swoich kompanów z pustymi rękami. Co prawda, będzie to wymagało od niej więcej, niż tylko poprawnego strzelania z łuku. Ale jakoś sobie poradzi. Tak jak zawsze.
Kręciła się blisko namiotów, bez konkretnego celu. Wolała trzymać się na uboczu, niż rozmawiać z kimkolwiek. Nie czuła się dobrze jako ta, którą teraz zna tak wiele osób. Nie była przyzwyczajona do błyszczenia w licznym towarzystwie - cóż, może gdyby była córką jakiegoś lorda, patrzyłaby na to z innej strony. Od dwunastego roku życia żyła obok ludzi - a potem działała w ukryciu ze swoją grupą. Ta popularność, tymczasowa, ale jednak, była jej bardzo nie na rękę.
Przemykając między ludźmi, czuła na sobie ich spojrzenia. Większość było raczej życzliwych. Wiedziała jednak, że nawet jeśli dzisiaj komuś zaimponowała, to i tak na taką jedną osobę przypadły trzy, którym jej wyczyny się nie spodobały. Powinna być tym faktem zdenerwowana, ale chyba wyczerpała limit gniewu na jeden dzień. Zresztą czy to było ważne, ilu osobom podpadła? Zawsze znajdzie się ktoś, kto mnie nie akceptuje, a ja bynajmniej nie zamierzam kogokolwiek nawracać. W końcu zawsze otaczały ją osoby, którym coś w niej się nie podobało. Nigdy się za bardzo nimi nie przejmowała. Wyznawała zasadę – jeśli nie będą wchodzić jej w drogę, ona będzie ich po prostu ignorować.
Gdy nadszedł czas kolejnego pojedynku, ruszyła żwawym krokiem w stronę pola turniejowego. Przesłyszała się, czy Herold naprawdę nazwał ją Lady? Lady, pomyślała z rozbawieniem, jakoś niespecjalnie do mnie pasuje. Jeśli on jeszcze raz tak powie, porządnie mu się oberwie.
Zerknęła na swojego kolejnego przeciwnika i ucieszyła się, że będzie mogła się z nim zmierzyć. Oczywiście, żaden turniej nie rozstrzygnie jednoznacznie, kto z nich jest lepszy, ale przynajmniej zorientuje się, na jakim poziomie stoją jego umiejętności.
- Och, ja też jestem zadowolona, że to ty będziesz moim przeciwnikiem. Wygrywanie ze słabeuszami wcale nie jest zabawne. – Wygięła usta w szerokim uśmiechu, a jego zapewnienia, że nie popiera poglądów Lohna skwitowała tylko kiwnięciem głowy. – Tak właśnie.. i niech wiatr nam sprzyja! – Gdy skłonił jej się na pożegnanie, chciała mu odpowiedzieć tym samym. Nie bardzo jednak wiedziała, jak wykonać poprawny kobiecy ukłon, więc po prostu dała sobie z tym spokój. Kolejny raz wyciszyła wszystkie myśli, które nie były skoncentrowane na łuku i tarczy. Pierwszy strzał niczego nie przesądza, ale nie powinien być za słaby. Odetchnęła głęboko, po czym strzeliła.
Powrót do góry Go down

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe - północ   Pią Maj 31, 2013 6:15 pm

MG


Herold czuł się wyśmienicie - pogoda sprzyjała, łucznicy wywiązywali się z zadania, lud wiwatował i nic nie wskazywało na tragedię. Póki co.
Kiedy na polu bitewnym zjawiła się Lyesse oraz ser Gerold, widownia zawiwatowała donośnie, w stronę Dornijczyka poleciało nawet kilka pierwszych kwiatów oraz wstążek - znak, iż niektóre z dam chciałyby być przez niego reprezentowane. Teraz nastała jednak pora na skupienie, wszak zarówno Lyesse jak i jej przeciwnik walczą o wejście do finału rozgrywek. A trzydzieści tysięcy złotych smoków piechotą nie chodzi! Po niebie też nie zwykły latać. Na znak sędziego zawodnicy napięli łuki, obrali cel i... wystrzelili. Lotki strzał z furkotem przecięły powietrze, kierując się wprost na wielokolorowe tarcze. Zaledwie chwilę później znany był wynik strzału, który prezentował...


Wyniki strzału dla:
Gerolda Yronwooda: 10
link do rzutu

Lyesse: 8
link do rzutu

... się znakomicie - sam środek tarczy i czerwone pole, bardzo blisko złotego. Widzowie, wyraźnie ukontentowani takim wynikiem, zaczęli bić donośne brawo. Część z nich zapewne podochocona została winem, sprzedawanym przez kramarzy, inni po prostu świetnie się bawili. Trzeba jednak przyznać, że pojedynek dopiero zaczyna nabierać rumieńców!
- Olbrzymie brawa dla naszych zawodników! Dodajmy im kurażu przed kolejnymi strzałami! - herold zaklaskał donośnie, porywając za sobą tłum widzów. Pojedynek rzeczywiście dopiero się zaczynał - a jeszcze nic nie zostało przesądzone!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe - północ   Pon Cze 03, 2013 7:56 pm

Zawsze zaczynała od rozgrzewki. Nie lubiła od razu wykładać wszystkich kart na stół. Wolała, żeby uważano ją za głupią babkę z zabawką przeznaczoną nie dla niej, niż za groźnego przeciwnika. Oczywiście tylko na początku. Jakże zabawne było, gdy ludzie nie potrafili ukryć zdumienia, kiedy okazywało się, że jednak coś z tym łukiem potrafi zrobić. Gdy Gerold trafił w sam środek złotego pola, mocno się zirytowała. Nie wyglądał na starszego od niej, jeżeli już, to na młodszego. Nie miał żadnego doświadczenia poza tymi, jakie i ona już miała. To, że udało mu się tak świetnie strzelić, musiał zawdzięczać tylko i wyłącznie szczęściu. Ale istniał przynajmniej jeden plus tej sytuacji. Pokazał, że traktuje to bardzo poważnie i nie będzie się z nią cackał ze względu na jej płeć. Dobrze, bardzo dobrze. I ona nie zamierza być traktowana ulgowo. Ani kogokolwiek tak traktować.
Przenosząc wzrok na Gerolda, uśmiechnęła się zadziornie i rzuciła:
- Świetny strzał. Ciekawe, czy i kolejny będzie tak samo dobry! – Zostały jeszcze dwa strzały. Tylko dwa, które dzielą ją od znalezienia się w ścisłej czołówce. Musi postarać się dużo bardziej, niż wcześniej. I mimo że konkurencja ją nudziła – o wiele ciekawiej było walczyć, gdy czyhało na ciebie jakieś niebezpieczeństwo – nie pozwalała sobie na chwile dekoncentracji. Jedyne, co ją tu trzymało, to myśl o wygranej. Myśl o tym, ilu ludziom taka nagroda w jej rękach mogła pomóc. Odetchnęła powoli i głęboko, dając sobie trochę czasu na zrelaksowanie. Może jednak powinna skorzystać z poprzedniej przerwy w zawodach i przez chwilę nie myśleć o tym , czy uda jej się, czy będzie musiała opuścić pole bitewne bez wygranej. Ignorując kumulujące się w niej uczucie dyskomfortu po raz kolejny nałożyła strzałę na łuk i napięła cięciwę. W uszach wciąż dzwoniły jej oklaski widowni, skierowane do przeciwnika. Krzyki radości, gdzieniegdzie gwizdy. Nie robiły na niej żadnego wrażenia, a tylko niepotrzebnie irytowały. Otaczały ją same nieznane twarze. Chciałaby, naprawdę chciała, żeby znalazł się tu gdzieś ktoś jej bliski. Były to tylko myślenie życzeniowe i wiedziała, że nie miało szans się ziścić.
Trudno. I tak niedługo się z nimi spotka. Teraz musi odsunąć wszystkie myśli niedotyczące turnieju na bok. Tak też zrobiła, choć nie było to bardzo łatwe. Zaraz będzie musiała strzelić drugi raz. Spokojnie. Poradzisz sobie. Nie dopuszczała do siebie innej możliwości. Stała przygotowana, czekając na znak. I w końcu strzeliła. Chwila oddzielająca te końcowe strzały od siebie musiała być bardzo krótka, albo przynajmniej tak się jej zdawało. Może była tak zaangażowana w pojedynek, że zupełnie przestała zwracać uwagę na upływający czas. Szybko oddała ostatni strzał, z zapartym tchem czekając na werdykt.
Powrót do góry Go down

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe - północ   Sro Cze 05, 2013 10:42 am

MG



Ze względu na potrzebę przyspieszenia rozgrywek, a także brak odpowiedzi na turnieju przez Gerolda (który jednak zgłosił sporadyczną nieobecność, więc nie mogę go winić i w niesprawiedliwy sposób pogarszać jego wyniki), Lyesse automatycznie przechodzi do półfinału łucznictwa. Z, jak nie trudno się domyślić, wybornymi strzałami na koncie!
Finał odbędzie się jednak za dwa dni fabularne - wraz z finałem walki na kopie oraz miecze. Do tego czasu łucznicy mają sporo czasu na zabawę w fabule, poza polem turniejowym.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Pole turniejowe - północ   

Powrót do góry Go down
 

Pole turniejowe - północ

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Pole turniejowe - walka na miecze
» Pole biwakowe
» Wielkie Pole Kurkurydzy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Pole Bitewne-