a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Pole turniejowe



 

 Pole turniejowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Pole turniejowe   Sro Maj 22, 2013 3:42 pm

Punkt centralny każdego turnieju - to tutaj mają miejsce najważniejsze rozgrywki, tutaj poleje się krew, pot i łzy! Czasami na raz. Pole turniejowe rządzi się pewnymi, odgórnymi prawami, których nie należy łamać - nade wszystko, zabronione jest wchodzenie na jego teren podczas odbywania się turnieju przez osoby z widowni oraz innych nieupoważnionych uczestników widowiska. Na samym środku pola znajduje się część, na której prowadzona jest walka na kopie - przez środek terenu biegnie drewniana bala, wyznaczająca tory dla jeźdźców. W północnej części pola stoją tarcze, do których mierzyć będą łucznicy, zaś w południowej - znajduje się miejsce do potyczek na miecze.

Sam turniej odbędzie się według wyznaczonej kolejności:
jako pierwsi wystąpią łucznicy, następnie obserwować będziemy walkę na miecze i na sam koniec, najszlachetniejsza konkurencja - walka na kopie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Czw Maj 23, 2013 1:54 pm

MG



Dziesiątki czerwono-czarnych, unoszących się nad głowami herbów powodowało - jakże przyjemne - zawroty głowy. Herold, wychodząc na sam środek pola turniejowego i czując na sobie tysiące oczu wszystkich zebranych, zdecydował się na zaintonowanie okrzyku ku czci króla, który jednak nie zjawił się jeszcze w swej loży, pochłonięty innymi obowiązkami. Mimo to, na dyskretny znak, ile sił w gardłach zakrzyknięto: "Niech żyje Aerys II!". Na reakcję tłumu nie trzeba było długo czekać. W jednym momencie krzyk został podniesiony przez całe trybuny, a mieszkańcy wszystkich okolicznych sadyb z pewnością świetnie usłyszeli najlepszą wizytówkę jedności z władcą. Pogoda była wręcz przecudna - nad głowami powiewały proporce najważniejszych rodów, których członkowie będą brać udział w szrankach, zaś ludzie, zadowoleni i ciekawi czekających ich atrakcji, coraz liczniej zajmowali miejsca na trybunach. Herold, wychodząc na sam środek pola turniejowego, ubrany w idealnie skrojony czerwono-czarny strój, prawie natychmiast przyciągnął uwagę zebranych.
- Lady i Lordowie, panie i panowie, wszyscy obecni, jak i ci, których z nami nie ma! - uniósł rękę wysoko, uciszając gwarę na trybunach. - Jesteście świadkami jednego z najbardziej porywających widowisk w całym Westeros! To właśnie dzisiaj wszyscy chcemy uczcić koronację naszego nowego władcy, króla Aerysa II! Dzielni uczestnicy walk zmierzą się ze sobą w trzech konkurencjach: łucznictwie, walki na miecze oraz walki na kopie! Turniej otworzą łucznicy, którzy swym sokolim wzrokiem oraz niebywałą precyzyjnością oddawanych strzałów, postarają się przynieść chwałę zarówno królestwu, jak i krainom, z których pochodzą! Jako pierwszy swe umiejętności zaprezentuje... - herold urwał, rozwijając w dłoniach pięknie wykaligrafowany pergamin. - ... ser Gerold Yrnwood reprezentujący Dorne oraz ser Arren Vyrwell, wędrowny rycerz! - herold ukłonił się, schodząc z pola, na które z kolei wkroczyli dwa wymienieni łucznicy. Powietrze przeszył donośny dźwięk trąbek, wygrywających melodię zachęcającą do wspierania mężczyzn, którzy lada moment zaprezentują swe łucznicze zdolności. Ser Arren, po wkroczeniu na część pola przeznaczoną do strzelania z łuku, ukłonił się widowni, uśmiechnął do zgromadzonych dam, aż nareszcie spojrzał na swego przeciwnika bystrym spojrzeniem, wykrzywiając delikatnie usta w imitacji uśmiechu.
- Zechciej wysłuchać mych słów i przyjmij życzenie powodzenia. - przemówił tubalnym głosem, kiwając lekko głową. Miał bladą, nieco północną cerę i długie włosy, opadające na skórzaną, ułatwiającą ruchy kamizelkę. - Niech wiatr Ci sprzyja, a słońce wyznacza ścieżkę ku celności. - skinął poważnie głową, po czym na znak stojącego nieopodal sędziego, oddalił się o kilka kroków na prawo, skąd miał oddawać strzały.
- Odległość - pięćdziesiąt stóp. - przemówił sędzia do zawodników. Jego słowa po chwili przekazane zostały przez herolda widowni. - Na mój znak, oddajcie strzał. - dodał spokojnym tonem, czekając, aż obaj mężczyźni przygotują łuki. Kiedy wszystko wskazywało na to, że są gotowi, uniósł rękę do góry i rzekł:
- Teraz!

Gerold Yrnwood oddaje strzał, Mistrz Gry po dodaniu przez niego posta rzuca kośćmi i w zależności od ilości oczek, ogłasza wynik zarówno jego, jak i przeciwnika. Zawodnik trafił w:

złote pole tarczy (oczko 10 i 9),
czerwone pole tarczy (oczko 8 i 7),
niebieskie pole tarczy (oczko 6 i 5),
czarne pole tarczy (oczko 4 i 3)
białe pole tarczy (oczko 2 i 1).


Ostatnio zmieniony przez Aylward Baratheon dnia Czw Maj 23, 2013 3:02 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Czw Maj 23, 2013 2:16 pm

Ja tu się zabawiam, a w Dorne mogą dziać się ważniejsze rzeczy. Ciekawe co teraz porabia książę? Powinienem służyć w tej chwili Martellom. Westchnął i pokręcił głową z zażenowaniem. Zażenowaniem ze swojego powodu. Ale w końcu trzydzieści tysięcy smoków też piechotą nie chodzi. Książę Edric z pewnością mi wybaczy moje małe wymknięcie ze Słonecznej Włóczni.
Gerold wyszedł na plac turniejowy powolnym krokiem. Trzeba się w końcu pokazać od jak najlepszej strony. Jesteś synem lorda, samym giermkiem księcia Dorne, bądź dostojny, tak jak pozycja ci nakazuje. Dziś założył na siebie bordową, jedwabną koszulę, zdobioną małymi złotymi wężami przy szyi, gdzie widniały również drobne myryjskie koronki. Mało kto założyłoby tak zdobny strój, szczególnie jeśli chodzi o mężczyzn, jednak młody Yronwood nigdy nie krył swego upodobania w odzieniu i biżuterii. Do tego włożył brązowe skórzane spodnie – nie było mu za gorąco, ostatecznie Królewska Przystań to nie ciepłe, dornijskie tereny. Na stopy zaś naciągnął mocne buty, by dobrze i stabilnie trzymać się podłoża w trakcie celowania. Ramiona Gerolda, opatulone złotym płaszczem z herbem rodowym na plecach, silnie zaciskały w swych rękach długi łuk i kołczan ze strzałami. Gdy młodzieniec podszedł do linii, z której miał strzelać, podbiegł do niego jeden z pomocników przy turnieju. Młodszy i znacznie pulchniejszy od Gerolda chłopak, z ostrożnością zdjął złoty płaszcz Yronwooda i szybko podążył w stronę trybun. Dornijczyk zauważył jednak to skrzywienie nosa chłopca, a także nieco onieśmielony, nieco pogardliwy uśmieszek na jego twarzy. Nie raz miał styczność z osobami, które nie potrafiły zaakceptować jego pewności siebie, a w tym wypadku i dość intensywnej otoczki perfum, którymi się spryskał. Głupi chłopak! Może i nie pochodzę z jednego z wielkich rodów, ale przecież Yronwoodwie zawsze byli, zaraz po Martellach, najbogatszym i najznamienitszym domem na ziemiach Dorne. Muszę im pokazać. Pokazać, że mniejsze rody też coś znaczą! Lecz kogo by tam obchodziło jakieś Dorne? Zawsze ważni byli tylko Martellowie.
Gerold zerknął w prawo. Tuż obok niego na polu turniejowym pojawił się ser Arren Vyrwell. Wysoki i barczysty, stał tam tak, jakby już przesądzał o swojej wygranej. Z taką postawą? Wątpię, żeby udało mu się w ogóle puścić strzałę w odpowiednim momencie. Dornijczyk starał się pocieszać w duchu – przecież był doświadczonym łucznikiem, nie miał się czego obawiać – jednakże widząc łuk swego rywala nieco się zaniepokoił. Od razu było widać, że jest dobrze wyważony i wykonany z najlepszego gatunku drewna. Strzały też nie były byle jakie – ze srebrnymi grotami, na pewno rzucały się w oczy widzów na trybunach. Pamiętaj, to nie o sprzęt chodzi, lecz o umiejętności, skupienie i talent. A ty to wszystko masz. Trudno było się pocieszyć w takiej sytuacji. Wydawało się jednakże, że wszyscy patrzą jedynie na ser Arrena. Gerold obruszył się.
- Tobie , szlachetny panie, również życzę pomyślnych wiatrów i celnego oka – młodzieniec ukłonił się głęboko, może z nadmierną teatralnością, aczkolwiek tak właśnie lubił. Gdy ser Arren odszedł, chłopak popatrzył na niego z ukosa. Trudny orzech do zgryzienia.
Rozważania Gerolda zostały przerwane przez głos zapowiadający początek turnieju. Zły to był na nie moment, gdyż młodzieniec zaczął się nieco denerwować. Zdecydowanie nie lubił, gdy patrzono na niego z pogardą i lekceważeniem. Uwielbiał być w centrum uwagi. Aby się uspokoić przypomniał sobie słowa swojego mistrza od sztuki łuczniczej: „Zapomnij o wszystkim. Jesteś sam. Skup się na swojej postawie. Spokój, tylko spokój”. Zamknął oczy, powoli wypuścił powietrze z płuc. Jego mięśnie ramion się napięły, nogi stanęły w rozkroku, sztywne jak dwa pnie. Uniósł łuk, otworzył oczy i nałożył strzałę tak, aby mieć ją na wysokości celu. Nabrał powietrza i wstrzymał oddech. Napiął cięciwę – oprócz tego nie poruszył się nawet na milimetr. Cel, strzała i łuk, liczyło się tylko to. Oddał strzał.
Powrót do góry Go down

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Czw Maj 23, 2013 3:02 pm

MG


Ser Arren Vyrwell nie przypominał posturą typowego łucznika - na dobrą sprawę, o wiele lepiej sprawdzał się w walce na miecze. Jednak od dziecka darzył łucznictwo sympatią, która zrodziła się jeszcze za małego pacholęcia dzięki pasji ojca. Teraz, będąc mężem w sile wieku, nie stronił od rozrywki, jaką niosła ze sobą rozgrywka na turniejach. Zwłaszcza, jeśli chodzi o turniej rycerski. Skinął uprzejmie głową na słowa swego przeciwnika i czule musnął palcami srebrny grot strzały, tej, która zwykle przynosiła mu szczęście. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak wielką rolę odegra wynik pierwszego strzału - może zadecydować o pewności siebie, zwycięstwie lub porażce. Ser Arren wypuścił cicho powietrze z płuc, skupiając całą siłę woli na czynie, który lada moment ma wykonać.
Niech bogowie prowadzą strzałę.
Pomyślał w momencie, w którym sędzia ogłosił odległość do tarczy. Vyrwell napiął delikatnie cięciwę i przygotował się do oddania strzału. Na znak mężczyzny prowadzącego pojedynek, uwolnił pierwszy pocisk. Grot przeciął powietrze ze świstem i wbił się w...

Wyniki strzału dla:
Gerolda Yronwooda: 6
link do rzutu

Arrena Vyrwella: 5
link do rzutu

... w niebieskie pole tarczy. Podobnie jak strzała jego przeciwnika. Arren odetchnął cicho, nerwowo poruszając dłonią. Jeszcze nic nie zostało przesądzone, to dopiero pierwszy z trzech strzałów...
- Obaj rycerze trafili w niebieskie pola tarczy! - ogłosił herold widowni, która zachłysnęła się powietrzem z zainteresowania. Zapowiada się porywająca rozgrywka...!
- Przygotujcie się do drugiego strzału. - zarządził jednocześnie sędzia, spoglądając to na jednego zawodnika, to na drugiego. - Gotowi? - uniósł delikatnie brwi, podniósł do góry rękę i...
- Teraz! - strzały ponownie przecięły powietrze, po raz kolejny wbijając się w wielobarwne tarcze.

Zawodnik w swym poście odnosi się do wyniku pierwszego strzału i od razu oddaje strzał drugi oraz trzeci, których wyniki również ogłosi MG.


Ostatnio zmieniony przez Aylward Baratheon dnia Czw Maj 23, 2013 3:41 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Czw Maj 23, 2013 3:34 pm

Gerold przeczesał palcami włosy. Cały czas wpatrywał się w tarczę i strzałę wbitą w niebieskie pole. Dopiero po chwili, a dokładnie to po ogłoszeniu wyników przez herolda, zwrócił głowę w kierunku toru swego rywala. Strzała, tak, ta strzała ze srebrnym grotem tkwiła w polu takiej samej barwy, co i jego! Nie do pomyślenia! Jestem z Dorne. Doskonale radzę sobie z łukiem. Powinno pójść mi lepiej! Remis?! Jeszcze zobaczymy! Młodzieniec podciągnął rękawy swej koszuli i prychnął ze zniesmaczeniem. Zawsze trudno było mu pogodzić się z tym, że nie był najlepszy. A tak właściwie to praktycznie zawsze był najlepszy. Najlepszy w Yronwood. Jeden z lepszych w Dorne. Ale Królewska Przystań to już nie południowe, gorące ziemie, które tak dobrze znał. Tu spotykali się najznamienitsi rycerze i wojownicy, to właśnie tu dopiero można było zacząć liczyć się w tej wielkiej krainie, jaką jest Westeros. Z lekkim poirytowaniem ścisnął mocniej łuk. To nic takiego. Uspokój się. To tylko dobry przeciwnik. Jeśli się skupisz nie na nim, a na celu i swym orężu, trafisz tak, jak trafiałeś zawsze. Odetchnął już znacznie spokojniej - choć nie przyszło mu to z łatwością. Skinął głową w stronę ser Arrena, przekazując mu w ten sposób uznanie i próbując ukazać, że wcale go nie ruszyła ta wyrównana walka. Bo tak, młody Yronwood, turniej zaczął traktować już jak walkę.
Dornijczyk wyciągnął z kołczana strzałę, wykonaną przez samego siebie (mistrz zawsze mu powtarzał, że jeśli strzała ma lecieć tam, gdzie łucznik zechce, musi znać go od początku swego istnienia; owszem dziwny z niego był człek). Stał się jednością z łukiem; strzała celowała tam, gdzie kierował się jego wzrok. Zacisnął usta, zapomniał o całym świecie. Gdy usłyszał słowa herolda, strzała przebiła się przez opory powietrza i trafiła w tarczę.

Z napiętymi mięśniami i daleko odsuniętymi myślami o możliwej porażce, o rywalu i o setce oczu wpatrzonych w niego, nie czekał długo, by oddać ostatni, decydujący strzał. Uspokoił oddech, napiął cięciwę i wystrzelił po raz trzeci.
Powrót do góry Go down

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Czw Maj 23, 2013 4:02 pm

MG


Ser Arren nie był zły - co więcej, z niejakim zadowoleniem przyjął wynik strzału. Mogło być lepiej, mogło być także gorzej. Spokój ducha zachował także, gdy zauważył, że jego przeciwnik oddał podobny strzał, choć nieco bliżej czerwonego pola. Cóż, prawdą jest to, że walka rzeczywiście dopiero się zacznie - nic więc dziwnego, że kiedy sędzia zarządził przygotowanie do drugiej części, ser Arren skupił się tylko i wyłącznie na łuku. Łuk i on - stali się jednością. Kropelka potu spłynęła po białym czole, zatrzymując się na brwi mężczyzny. Ten jednak nawet nie zauważył tego drobnego szkopułu, na znak sędziego napiął łuk, wycelował, wystrzelił i na ułamek sekundy zamknął oczy, tak bardzo obawiając się tego, co zobaczy po ich otworzeniu. Kiedy jednak postanowił podjął ryzyko i uchylił powieki, ujrzał...

Wynik strzału dla:
Gerolda Yronwooda: 9
link do rzutu

Arrena Vyrwella: 8
link do rzutu

... swą strzałę tkwiącą w czerwonym polu. Po raz kolejny w tym samym miejscu, w którym strzała Yronwooda. Zmarszczył gniewnie brwi, zaciskając mocniej palce na łuku i wyszarpując strzałę ze srebrnym grotem z kołczanu. Koniec tej zabawy, czas zacząć poważną rozgrywkę!
- Obaj zawodnicy prowadzą wyrównaną walkę, strzały utkwiły tym razem w czerwonych polach! - obwieścił herold, zacierając z zadowolenia ręce. Emocjonująca rozgrywka na samym początku turnieju zwykle zwiastuje jeszcze większe przeżycia później! Gdy sędzia wydał ostatnie już polecenie do oddania strzału, otarł pot z czoła, przymierzył się dokładnie, po czym uwolnił pocisk, tym razem czujnie obserwując, jak mnie w stronę tarczy. Już po chwili okazało się, że srebrny grot wbił się w...

Wynik strzału dla:
Gerolda Yronwooda: 10
link do rzutu

Arrena Vyrwella: 2
link do rzutu

... białe pole tarczy. Zaskoczony rozchylił usta, przenosząc wzrok na tarczę Dornijczyka - tym razem nie tylko był zaskoczony, ale... zdruzgotany. Bezbłędny strzał przeciwnika w bezprecedensowy sposób wykluczył go rozgrywek. Wciągnął cicho powietrze do płuc, jak przez grubą ścianę słysząc, że herold krzyczy "brawo dla ser Gerolda z Dorne! Wspaniały strzał utorował mu drogę do kolejnego etapu!". Ser Arren westchnął głośno i podszedł do Yronwooda na dziwnie sztywnych nogach, wyciągając po chwili w jego stronę dłoń.
- Obym przegrał ze zwycięzcą turnieju. - rzekł spokojnym tonem, odwracając się jednak prawie natychmiast plecami do przeciwnika i odchodząc w stronę namiotu dla zawodników, gdzie też... postara się dać upust lekkiemu zażenowaniu.

Wynik końcowy:
Gerold Yronwood: 26 (+1 punkt za wzmiankę o umiejętnościach w KP)
Arren Vyrwell: 15

- A teraz... współzawodniczyć ze sobą będzie niezwykła para! Jedyna kobieta w turnieju, Lyesse, oraz jej męski przeciwnik - ser Lohn Wells! Jeszcze raz, uczcijmy zwycięzcę pierwszego pojedynku, ser Gerolda Yronwooda! - herold uśmiechnął się delikatnie do Dornijczyka i kiwnięciem głowy wskazał mu namioty na zawodników. Będzie tam musiał poczekać na swój drugi pojedynek, z kimś, kto wyjdzie zwycięsko z zapowiedzianej pary.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Czw Maj 23, 2013 4:45 pm

Sam środek tarczy. Tylko tyle chciał. Ciągle wpatrywał się zamglonymi z przejęcia oczyma w złote pole, w którym tkwiła jego strzała. Drewniana, prosta, o stalowym grocie strzała. Nie ta posrebrzana.
Gerold opuścił łuk i z niedowierzaniem przysłuchiwał się ogłaszanemu przez herolda j e g o zwycięstwie. Nie słyszał wiwatujących tłumów, słuch miał przytłumiony. Cały czas miał uczucie pulsującej krwi w głowie. Udało się, cholera. Nie ma co się oszukiwać - po drugim strzale miałem wielkie obawy. Przymknął oczy, a gdy je otworzył, usłyszał szum dobiegający z ludu na trybunach. Wiwaty. Dla niego.
Szybko podbiegł do tarczy i wyrwał z niej strzałę. Moja droga. Zostaniesz ze mną już na zawsze. Podniósł w geście zwycięstwa swoją strzałę, swoją szczęśliwą strzałę i ukłonił się głęboko przed widownią.
Gdy ser Arren podszedł do niego, Yronwood stał wciąż w oszołomieniu, początkowo go nie zauważając. Orientując się, że ktoś obok niego stoi, Gerold odwrócił się i dopiero zauważył swego rywala sprzed chwili. Oddał mu uścisk mówiąc:
- Postaram się nie zawieść ciebie, ser - uśmiechnął się chytrze, po czym dodał - Przyjemnością było z tobą się zetrzeć, mój panie.
Ostatnie zdanie powiedział naprawdę szczerze. Widząc plecy ser Arrena odchodzącego poza pole turniejowe, postanowił, że już nigdy więcej nie da ponieść się emocjom. Nie mogę lekceważyć przeciwników. Trzeba przyznać, że dobry z niego łucznik. Choć nie tak dobry jak ja. Uśmiechnął się pod nosem i po wskazaniu drogi przez herolda udał się w stronę namiotu.
Powrót do góry Go down
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Czw Maj 23, 2013 8:44 pm

Szła pewnym, energicznym krokiem w stronę pola turniejowego. Pogoda była idealna – słońce świeciło, jednak nie tak mocno, by oślepić, natomiast wiatru nie wiał wcale. Czuła na sobie tysiące spojrzeń, nie przejmowała się nimi jednak. Zdążyła przyzwyczaić się do gwaru w Królewskiej Przystani, chaosu na ulicach, nieporównywalnego jednak do tego, jaki panował teraz na trybunach. Czyżby poprzednia walka była tak emocjonująca? A może to dlatego, że jest jedyną kobietą, biorącą udział w tej konkurencji? Z niezdradzającym emocji wzrokiem i półuśmiechem przyglądała się pozostałym zawodnikom. Tak jak myślała, wszyscy pozostali byli postawnymi i nieco mniej postawnymi mężczyznami. Ubrani w wytworne szaty, których mogłaby im zazdrościć, gdyby była facetem i przejmowała się odpowiednim odzieniem. Jeszcze raz omiotła miejsce spojrzeniem, tym razem wypatrując swojego przeciwnika, sir Lohna. Dostrzegła, że zwycięzca poprzedniego spotkania kierował się właśnie w stronę namiotów. Niewątpliwie pochodził z południa Westeros. Ciekawe, czy trafił na słabego przeciwnika, czy naprawdę jest dobry. Wolałaby, żeby druga wersja okazała się prawdziwa. Wtedy z chęcią spotkałaby się z nim na osobności.. oczywiście tylko po to, by się z nim zmierzyć.
W końcu natknęła się na swojego przeciwnika. Tak jak pozostali, był barczysty i sporo od niej wyższy. Przypominał jej rycerzy z legend, o których opowiadał jej ojczym, którzy olśniewali nie tylko prezencją, ale i niezwykłą zdolnością wygrywania turniejowych konkurencji. W tym starciu był pewnie faworytem większości. A czy jej ktokolwiek – poza członkami grupy – kibicował? Nie prezentowała się nawet w połowie tak wspaniale jak ser Lohn. Ubrana była w starą, beżową tunikę ściągniętą w talii skórzanym pasem, ciemnobrązowe połatane spodnie i solidne buty. Na plac weszła z założonym ciemnofioletowym płaszczem, który przed chwilą został zdjęty przez niepozornego chłopaczka, pomocnika przy turnieju. Przez ramię miała przewieszony łuk i kołczan pełen strzał. Jej broń była naprawdę piękna i pewnie wielu ze zgromadzonych zastanawiało się, jak udało się ją zdobyć nisko urodzonej dziewczynie. A może wcale ich to nie obchodziło.
Odwróciła się nagle do sir Lohna i zagadnęła wesoło:
- Wydaję mi się, że trafiłam na zacnego i prawego męża. Tym bardziej smutno mi będzie widzieć twoją minę, sir, gdy już z tobą wygram. – Uśmiechnęła się szeroko i zaśmiała. Prawdę mówiąc nie była pewna wygranej, wszak nie wykluczała, że ktoś może być w tej dziedzinie lepszy od niej. Nie miała pojęcia, jak on strzela, trudno więc było oszacować, jakie ma z nim szanse. Mógł się wprawdzie uczyć u znakomitych łuczników, ale ona była zdania, że wyuczona zdolność nie przebije wrodzonego talentu i prawdziwej pasji. Nadszedł czas skonfrontowania się z tymi przekonaniami.
Życząc jeszcze powodzenia przeciwnikowi, ustawiła się odpowiednio, a cięciwę napięła chwilę przed okrzykiem „teraz!”. Pamiętaj, że nie robisz tego dla chwały. Obiecałaś coś sobie i swoim towarzyszom. Zmrużyła oczy i wycelowała w sam środek tarczy. Nie zawiodę ich.
Strzeliła.
Powrót do góry Go down

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Pią Maj 24, 2013 2:26 pm

MG


Ser Lonh Wells, wędrowny rycerz, przemierzający konno Westeros przez większość swojego życia, nie był człowiekiem szczególnie... hm, postępowym. Jego konserwatyzm przejawiał się zwłaszcza w takich momentach, jak ten - gdy dowiedział się, że jego pierwszym przeciwnikiem w turnieju ku czci króla będzie... kobieta. Kobieta! Z łukiem! Mamrocząc pod nosem z niezadowolenia, ruszył ku polu turniejowemu, wcześniej jednak odprowadzając czujnym wzrokiem Dornijczyka, który zwyciężył w pierwszym pojedynku. Nie sądził, by jego strzał w sam środek tarczy był przypadkiem, wybornych łuczników można poznać po tym, jak się poruszają. A Yronwood kroczył jak prawdziwy łucznik - bez cienia ciężkości w krokach, pewny siebie, z bystrym spojrzeniem. Tym większe było zdziwienie ser Lohna, gdy z podobną swobodą w ruchach na pole turniejowe wkroczyła kobieta. Jak nie trudno zgadnąć, była to Lyesse, przeciwniczka rycerza. Sam ser Lohn Wells zapewne zignorowałby jej obecność, starając się zachować zimną krew i powagę odpowiednią do sytuacji, gdyby dziewczyna nie skierowała kroków wprost w jego stronę. Zmierzył ją wyniosłym spojrzeniem, unosząc delikatnie podbródek.
- Nie zwykłem urażać kobiet, ale w wypadku mego zwycięstwa w tej... farsie, jaką jest nasz pojedynek, będę mimo wszystko do tego zmuszony. - odparł zwięźle, odwracając się i ruszając w stronę swego stanowiska. Śmiech dziewczęcia jeszcze przez chwilę brzmiał w jego uszach, jednak na dźwięk słów sędziego, który nakazał przygotować się do strzału, a następnie powiedział "teraz", wszelkie czynniki zewnętrzne zniknęły. Strzała niczym błyskawica pomknęła w stronę tarczy, po czym...

Wyniki strzału dla:
Lyesse: 7
link do rzutu

Lohna Wellsa: 9
link do rzutu

... wbiła się w złote pole tarczy, choć nie w sam środek. Ser Lohn zamruczał pod nosem z zadowolenia, zerkając w stronę tarczy przeciwnika. Przepraszam, przeciwniczki! Strzała tkwiła w czerwonym polu tarczy. I to tym razem Wells zaśmiał się głośno, unosząc lekko rękę w stronę wiwatującego tłumu.
- Ser Lohn wykonał wspaniały strzał w złote pole tarczy! Jego przeciwniczka trafiła w pole czerwone, nic jednak nie zostało przesądzone! Przygotujcie się do drugiego strzału. - herold uśmiechnął się życzliwie do Lyesse, jakby mówił "nie przejmuj się, waćpanna". Gdyby jednak łuczniczka znała go lepiej, dostrzegłaby w tym uśmiechu drapieżną nutę, która głosiła raczej "zamiast brać udział w turnieju, powinnaś uczestniczyć w orgiach. Może bym wpadł". Nie wszyscy mężczyźni byli tu życzliwi - tak właściwie, życzliwych policzyć można na strzałach jednego kołczanu...


Zawodnik w swym poście odnosi się do wyniku pierwszego strzału i od razu oddaje strzał drugi oraz trzeci, których wyniki również ogłosi MG.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Nie Maj 26, 2013 6:59 pm

Patrząc na strzał Lohna, upewniła się w przekonaniu, że oceniła go prawidłowo. Z łatwością dostrzegła, że bardzo się starał – jakby nie było, w jego przypadku porażka oznaczała wielki wstyd i hańbę. Strzelił w złote pole tarczy, ale nie w sam środek. Natomiast jej strzała utkwiła w czerwonym polu. Cóż, rozgrzewka się skończyła. Teraz wszystko zależało od pozostałych dwóch strzałów. Przez chwilę zastanawiała się, co zrobi, gdy przegra – strata trzydziestu tysięcy złotych smoków, które były niemal na wyciągnięcie ręki, byłaby bardzo przygnębiająca. W takiej sytuacji musiałaby znaleźć inny środek zarobienia pieniędzy. Popatrzyła na tłumy zgromadzone na trybunach. Byli tam ludzie z różnych stanów – bardzo zamożni i ci biedniejsi, lordowie oraz prostaczkowie. Pojawili się nawet członkowie najznamienitszych Westerowskich rodów. Trudno jej było zachować powagę, jaką powinna się wykazywać po przegranym strzale, ale wizja przegrania turnieju nie była już tak straszna. W końcu mogła po prostu zrobić to, co zawsze, tym bardziej że rzadko bywała w towarzystwie tak majętnych osobników. To jednak nie znaczyło, że teraz się podda i z opuszczoną głową poczłapie w stronę wyjścia. Nie zamierzała przegrywać z kimkolwiek, a na pewno nie z tym mężczyzną.
Odwracając się w jego stronę, musiała powstrzymać się od wywrócenia oczami. Lohn szczerzył się do publiczności i widocznie był z siebie bardzo dumny. Ma z czego, pokonał kobietę. I to tylko dzięki szczęściu. Chciała rzucić jakąś kąśliwą uwagę, ale usłyszała nawoływanie do przygotowania się do kolejnego strzału. Herold co prawda próbował być życzliwy, ale słabo mu to wychodziło. Tak jak większość mężczyzn, najprawdopodobniej uważał, że miejsce kobiety jest w domu, przy dzieciach. Irytowała ją taka postawa i przez myśl jej przeszło, żeby skierować łuk w stronę mężczyzny.. oczywiście, żeby go tylko nastraszyć. Wiedziała jednak, że nie może strzelać do każdego, kto ją zdenerwuje. Być może Herold miał nieciekawą przeszłość – myślenie życzeniowe, ale bez namacalnych dowodów był dla niej nietykalny. Nie zamierzała stać się jedną z osób, których z taką zajadłością zwalczała. Krzycząc w duchu na swoją bezsilność, uśmiechnęła się tylko miło do mężczyzny, chcąc dowieść, że kupiła jego kłamstewka. Potem poprawiła jeszcze niesforny kosmyk, wysunięty z ciasno uplecionego warkocza i wreszcie skupiła się na dalszej części zadania.
Z niezwykłą uwagą wpatrzyła się w sam środek tarczy, a wszystko dookoła jakby ucichło i się rozmazało. Jakby istniała tylko ona, tarcza i strzała. Zawsze trafiała tam, gdzie chciała, czemu teraz miało być inaczej?
Powrót do góry Go down

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Nie Maj 26, 2013 8:43 pm

MG



Ser Lohn tak uradował się ze swego pierwszego strzału, że nie byłoby niczym dziwnym, gdyby za drugim razem nawet nie trafił w tarczę. Jednak wystarczająco prędko przypomniał sobie o obecności swej przeciwniczki zaledwie kilka stóp obok - i ten fakt zmotywował go na tyle mocno, że odwrócił wzrok od widowni na polecenie sędziego, po czym spojrzał na umiejscowiony przed nim cel. Pięćdziesiąt stóp. Przecież nie może być ciężko. Westchnął cicho, przesunął palcem po cięciwie łuku, po czym powoli sięgnął do kołczanu po strzałę.
- Teraz! - dało się słyszeć głos sędziego, gdy ser Lohn dopiero napinał łuk - to mogło go zgubić. Wypuścił swoją strzałę sekundę po przeciwniczce i z niejakim przerażeniem obserwował kursorię lotu wypuszczonego pocisku, który w końcu...

Wyniki strzału dla:
Lyesse: 8
link do rzutu

Lohna Wellsa: 1
link do rzutu

... w ostatniej chwili wbił się w tarczę. Lecz nie w złote pole. Tylko białe. Ser Lohn poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy i już po chwili sam zrobił się blady niczym pole tarczy, w które trafił. Na dodatek Lyesse, przeciwniczka, którą tak ignorował, oddała wyśmienity strzał w czerwone pole tarczy, polepszając tym samym swój wynik.
- Cóż za niesamowity obrót spraw! - zakrzyknął uradowany herold, przenosząc wzrok na widownię. - Lyesse oddaje strzał w czerwone pole tarczy, zaś jej przeciwnik ledwo odnajduje cel! Jeszcze wszystko przed nami, drodzy państwo! - ser Lohn Wells zacisnął mocne palce na cięciwie łuku, zmrużył wściekle oczy, po czym resztkami silnej woli powstrzymując się przed rzuceniem na dziewczynę - skupił całą energię na ostatnim strzale. Tym razem przygotował się pilnie, wycierając dłoń w spodnie, unosząc łuk i pilnie mierząc do tarczy. Wciągnął cicho powietrze do płuc, gdy sędzia zakrzyknął "teraz!", po czym wypuścił je dopiero, gdy strzała dosięgnęła celu, którym było...


Wyniki strzału dla:
Lyesse: 9
link do rzutu

Lohna Wellsa: 8
link do rzutu

Wynik końcowy:
Lyesse: 25 (+1 punkt za wzmiankę o umiejętnościach w KP)
Arren Vyrwell: 18

... czerwone pole tarczy. Czerwone, nie złote - tak jak to, w które trafiła Lyesse. Tyle wystarczyło ser Wellsowi, by w końcu cisnął swym łukiem o ziemię i uniósł wysoko ręce, wyprzedzając tym samym ogłoszenie herolda.
- To kpina! - zakrzyknął hardo, celując palcem w stronę dziewczyny. - Kto w ogóle pozwolił jej wyjść z kuchni? Kobiety powinny rodzić dzieci i pilnować domowego ogniska, nie zaś... bawić się w mężów! Co dalej? Bękarty też będą same płodzić?! - jego głos odbił się echem po dziwnie cichych trybunach. Nawet reszta zawodników, zarówno łuczników, jak i tych, którzy przygotowywali się do walki na miecze - zamarła w bezruchu, wpatrując się w osłupieniu w ser Lohna. Owszem, kobiety z bronią to niecodzienny widok, ale czy wypada je obrażać... nie tylko Lyesse, ale i każdą z zebranych dam?


Zadanie skierowane do każdego z uczestników turnieju: czy znajdzie się ktoś, kto zechce nauczyć manier wędrownego rycerza, ser Lohna Wellsa i obronić tym samym dobre imię zarówno Lyesse (która lada moment zapewne zrobi to sama), jak i wszystkich obecnych dam?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Essos
Liczba postów :
24
Join date :
22/05/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Nie Maj 26, 2013 9:22 pm

Bjorn Haakon mógł być opisany wieloma epitetami. Krwiożerczy, bezlitosny, szalony. Żaden jednak z nich nie pasował do tego, w jaki sposób prezentował się ów dzielny najemnik. Na jego smagłej, opalonej twarzy widać było stoicki spokój, gdy obserwował zmagania łuczników. Kruczoczarne włosy związane były barwionym kawałkiem materiału, nadając olbrzymowi ogłady. Nawet zarost na twarzy był przycięty.
Odziany zaś Bjorn był w biel i czerwień. Wszystko to sprawiało, że prezentował się niczym najzacniejszy z rycerzy, nie zaś okrutny najemnik, który w przypływie gniewu miażdżył przyrodzenie przeciwników.
Choć dobrzy łucznicy byli w cenie, to zawody strzeleckie nie należały do specjalnie efektownych. Ot, wychodziła dwójka zawodników i na przemian strzelała w tarczę. Wszyscy trafiali. Jedni lepiej inni gorzej. Cóż ciekawego może być w takim widowisku. I choć pojawienie się na arenie łuczniczki dodało zawodom odrobiny pikanterii, a widzowie zaczęli obserwować uważniej, to i tak nadal było raczej średnio ekscytująco.
Widowisko jednak zaczęło się, gdy łuczniczka wygrała konkurencję, urażając tym samym męską dumę, która zmusiła ser Jakmutambyło to głośnych krzyków.
Jakżeby mógł przepuścić okazję, by stanąć w obronie damy. Po raz kolejny w przeciągu ostatnich godzin.
Wyrósł niczym spod ziemi, stając przed ser Wellsem. Był wyższy od niego o jakąś głowę.
- Racz waść klęknąć przed ową piękną panią i ucałować jej stopy w geście pokory - powiedział. Jego głos był niski i melodyjny, a zarazem donośny. Sprawiał przyjemność. - Nie godzi się bowiem ubliżać damom, zwłaszcza tak zacnej urody i tak sprawnie bronią władającym.
Postąpił krok do przodu, kładąc dłoń na rękojeści miecza.
- Jeśli zaś waść nie widzisz swej winy, przyjemnością będzie dla mnie ją waści przybliżyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Nie Maj 26, 2013 11:28 pm

Drugi strzał nie był dla sir Lohna zapewne satysfakcjonujący. Gdy strzała wbiła się w sam skrawek tarczy, Lyesse starała się nie wybuchnąć śmiechem. Nigdy nie lekceważyła przeciwników i nie śmiała się z czyjegoś niepowodzenia, ale w tej sytuacji trzeba było przyznać, że sobie na to zasłużył. Kim trzeba być, by po pierwszym strzale poddać się euforii zwycięstwa i zupełnie zapomnieć o następnym? Cóż – sir Lohnem. Był wściekły, czego nawet nie próbował ukryć. Jednak do ostatniego, decydującego strzału przyłożył się bardziej. Lyesse, kręcąc z rozbawieniem głową, także całą swoją uwagę skupiła na odpowiednim strzale.
Gdy jej strzała wbiła się w złote pole, a przeciwnika – w czerwone, wiedziała, że wygrała. Powinna skakać z radości? Płakać ze wzruszenia? Czy może zemdleć z wrażenia? Czuła się lekko i radośnie, prawie tak, jakby zaraz miała odlecieć. Ścisnęła mocniej łuk i przez chwilę chciała go unieść w górę, ale szybko się rozmyśliła i po prostu uśmiechnęła się szeroko do widowni. Dobry nastrój trwał jednak tylko chwilę, bo został brutalnie przerwany przez krzyki wściekłego Lohna. Poniekąd go rozumiała – sama też nie byłaby zadowolona, gdyby była mężczyzną i przegrała z kobietą. Może nawet, przez jedną krótką chwilę poczuła w stosunku do niego żal, ale po tym, jak zaczął ją obrażać, to uczucie znikło. Oczywiście, mógł być wściekły z przegranej, ale czy to daje mu prawo do obrażania jej? Jej oraz wszystkich kobiet? Nie zamierzała tak tego zostawić. Zmarszczyła brwi i powiedziała:
- Powściągnij pan język, bo zrobi się naprawdę nieprzyjemnie. – Poruszyła lekko łukiem, dając mu do zrozumienia, że nie zawaha się go użyć. I, co sam mógł zobaczyć, nie popełni jego błędu. – I radzę zacząć inaczej radzić sobie z przegraną, bo to jest po prostu smutne. Jeśli według pana miejsce kobiety jest w kuchni, to gdzie powinien znajdować się mężczyzna pokonany przez kobietę? – Dodała pogardliwie, starając się co prawda rozwiązać to w miarę pokojowo, ale trudno jej było zapanować nad gniewem. Naprawdę wiele razy miała do czynienia z takimi konserwatywnymi poglądami, głoszonymi przez mężczyzn. I nigdy specjalnie jej to nie obeszło, ale może inne kobiety tu zgromadzone poczuły się obrażone.
Nagle obok Lohna pojawił się jakiś wysoki mężczyzna. Chciał wymusić na nim przeprosiny. Był to gest niewątpliwie miły, ale Lyesse doskonale poradziłaby sobie i bez tego. Mimo wszystko poczuła się skłonna głośno wyrazić swoją wdzięczność.
- Dziękuję za bronienie mojej czci, miły panie. Myślę, że sir Lohn zrozumiał już, że zachował się prostacko i teraz odejdzie, nie kompromitując się bardziej. – Pod koniec zdania spojrzała ostro na swojego byłego przeciwnika, mając nadzieje, że skończył już z tym cyrkiem i nie da się sprowokować do bójki. Inaczej sytuacja stałaby się jeszcze bardziej nieciekawa.
Powrót do góry Go down

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Pon Maj 27, 2013 2:09 pm

MG


Ser Wells, jak już zapewne wielu zdołało zauważyć, był... niezwykle wybuchowy. Kiedy jednak wściekłość mijała a rodziła się refleksja - było za późno na jakąkolwiek skruchę. I w tym przypadku nie narodził się żaden wyjątek od reguły, kiedy bowiem ser Lohn zrozumiał swój błąd, z jednej strony miał wściekłe spojrzenie olbrzymiego najemnika, z drugiej - nie mniej wściekły wzrok niewielkiej łuczniczki... a do tego dochodzą panie zebrane na widowni. Och, człowiecze, puchu marny!
Ser Wells zmarszczył gniewnie brwi, spoglądając na mężczyznę, który wyrósł jakoby spod ziemi - gdyby Lohn miał przy pasie miecz, zapewne już dawno by go użył. Teraz jednak, z łukiem na ziemi i bezbronny, mógł albo przełknąć swą dumę... albo dalej brnąć w absurd obecnej sytuacji. Na dobry początek jednak - zadarł dumnie głowę, spoglądając w oczy najemnika.
- Jeśliś, waść tak silny w gębie, powinieneś znaleźć także dość siły, by opuścić rękę podniesioną na bezbronnego. - ser Lohn wymownie rozłożył ręce, prezentując brak uzbrojenia, po czym zerknął z ukosa na Lyesse, zupełnie jakby samo spojrzenie na nią napawało go irracjonalnym obrzydzeniem.
- Smutne jest to, że kobieta ma czelność tak zwracać się do mężczyzny. - odparł gniewnie, podnosząc łuk z ziemi i zarzucając go na ramię. Koniec tej godnej pożałowania farsy! - Pasujecie do siebie. Baba z łukiem i mąż spieszący na ratunek uciśnionym dziewojom. Nie mam zamiaru psuć uroczystości ku czci króla, zatem rachun... - nie dokończył. Nie dokończył, bowiem milczący do tej pory herold zdzielił go przez głowę rogiem, który odebrał jednemu z towarzyszących uroczystości muzyków - ser Lohn Wells zachwiał się lekko i zanim zdołał po raz drugi podnieść rwetes - herold pogroził mu pięścią uniesioną w górę, po czym złapał za skórzaną kamizelę.
- Jeśli ja, waszmość, zacznę wyrównywać rachunki, nie będą mieli czego zbierać. - syknął cicho, nadal z wyuczonym, uprzejmym uśmiechem na twarzy. - Straż odprowadzi cię do namiotu, ser. - i takoż się stało: na jedno skinięcie herolda ser Lohna Wellsa otoczyło trzech rycerzy, odgradzając go tym samym od wściekłego Bjrona oraz Lyesse gotowej do rękoczynów. Czy też raczej: łukoczynów. Herold uniósł delikatnie rękę i zwrócił się do widowni.
- Każda impreza uświetniona musi być drobnymi incydentami! - zażartował niezdarnie, po czym odkaszlnął cicho. - Mam zatem przyjemność zaprosić was na kolejny pojedynek, który odbędzie się pomiędzy ser Casterem Greyjoyem oraz ser Williamem Murry! Tymczasem już teraz mogę zapowiedzieć, że walkę o wejście do pierwszej dwójki w tej konkurencji stoczą... znana nam już Lyesse oraz ser Gerold Yronwood! Brawo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Wto Maj 28, 2013 6:04 pm

Podróż młodego na plac była równie pośpieszna, co chaotyczna. Ot prosta sprawa - przybył na audiencję do króla i dowiedział się, że musi brać udział w turnieju jeśli pragnie ziścić swoje życzenie. Ba! Pokomplikowało się, gdy wyszło na jaw, że nie wystarczy przybyć, Caster musiał jeszcze przynieść swoim ludziom zasłużone zwycięstwo, a fakt faktem niczego tak nienawidził jak robić pod czyjeś dyktando. Decyzja była prosta: wziąć byka za rogi albo rzucić wszystko w cholerę i tak oto stał sobie teraz ledwie kilka kroków od herolda, głowę miał zadartą, a wzrok wpatrzony w niebo. Tym samym bardziej umyślnie zaczął ignorować swojego przeciwnika - nie drżał, nie dyskutował, nie patrzył w jego stronę, ale z pewnością również nie czuł się szczególnie komfortowo. W końcu nadeszła pora aby i on pokazał co potrafi. Nie widział w tym ani pewnego zwycięstwa, ani chwały - robił co musiał, taki był - zimny i rzeczowy. Ludzie widzieli w nim kata, mordercę bez serca wykonującego rozkazy. Nie mylili się, a przynajmniej akurat nie w tej kwestii.
Po par minutach cichego wpatrywania, opuścił głowę, a wzrok jego pobiegł w kierunku tarczy. Przyszła pora aby przekonać się ile dają korepetycje na wyspach i siła determinacji. Miał dobrą pozycję, zrzucił z ramienia łuk i chwycił pewnie. Zacisnął pięść na drewnianym majdanie po czym energicznym ruchem wbił trzy strzały w ziemie, tuż przy nodze, wziął jedną. Wyprostował się, nałożył strzałę i naciągnął łuk cierpliwie mierząc najbliżej środka tarczy. Musiał być pewien, że wiatr nie zniesie strzału, odczekał, naciągnął jeszcze trochę cięciwę i delikatnym ruchem dłoni wypuścił strzałę aby pomknęła do celu. Zaraz potem jednym tchem wypuścił powietrze z płuc. Nie było po nim widać zadowolenia, czy zdenerwowania po pierwszym wyniku i chociaż w jego głowie kłębiło się wiele myśli tłumił je jak mógł. Zdawał sobie sprawę, że brak skupienia staje się pierwszym powodem zaniedbania, a to prowadzi do porażki. Nie miał talentu, ani doświadczenia, ale był cierpliwy, zdyscyplinowany i brał co należało do niego. Tym razem posiadał dwie strzały, własność, którą chciał... nie... którą wykorzysta najlepiej jak umie.
Znowu stał w tej samej pozycji co poprzednio. Z opuszczonymi dłońmi przyglądał się na ponów tarczy, stąd było widać gdzie trafił pierwszy strzał. Caster nie przejmował się wynikiem, ważniejsza była jego kolejna szansa na poprawienie not. Pomimo, że niektórzy zakuci w zbroje jegomoście niecierpliwie łypali na niego spod przyłbic, a tłum wołał z lekka zniecierpliwiony, Greyjoy wyciszał się jak przed każdą egzekucją. Nie wystarczyło wykonać zadanie - musiał być najlepszy. Podniósł łuk na wysokość podbródka, nałożył strzałę i powtórzył cały poprzedni proces przy tym nie zapominając o tym aby dać sobie czas na oddanie czystego strzału. Ktoś mógłby powiedzieć, że błazenadą jest tak długo oddawać jeden strzał, ale Caster nie przyszedł się popisywać umiejętnościami bojowymi (które należały raczej do przeciętnych), ani bawić, ani tym bardziej nie interesował go kufer zwycięzcy. Przybył by zdobyć rękę Rhaeny Tergeryen.
W ciągu kolejnych minut niebo przecięła najpierw druga, a jakiś czas potem trzecia strzała. Wypuszczając dech z piersi po ostatnim strzale młody nie poczuł większej ulgi niźli zazwyczaj, wciąż miał przeciwników do pokonania, a nie zamierzał się poddawać po pierwszej konkurencji gdyby okazało się jego wynik jest niewystarczający. Odwrócił się, bez słowa odłożył łuk i oczekiwał werdyktu herolda. Ręce miał złożone za plecami, twarz bez wyrazu, a oczy twardo wbite przed siebie. Czy nadszedł już ten czas?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Pią Maj 31, 2013 10:20 am

Prudence siedziała w namiocie czekając na swoją kolej. Nie obserwowała. Czekała. Była naprawdę wyciszona, nie czuła żadnego zmęczenia tym, że wczoraj wróciła nieco późno, co ponoć nie przystoi młodym damom. Tak samo jak nie przystoi im branie udziału w turnieju. Nie miała zielonego pojęcia z kim się zmierzy. Bowiem, co to była za różnica.
Kamuflaż wyszedł jej całkiem nieźle. Włosy miała upięte pod niewielkim hełmem. Poza tym odziana była w spodnie, luźną koszulę, która chowała jej piersi. Na to narzucony ciemnozielony płaszcz. Nie była szczególnie wysoka. Wyglądała jak zwinny chłopiec. Na plecach miała kołczan ze sporą ilością strzał. W dłoni łuk.
Usłyszała całą awanturę, o to, że kobieta bierze udział w turnieju. Usta drgnęły jej w uśmiechu, dlatego właśnie wolała się przebrać, aby nie zwracać na swoją płeć szczególnej uwagi. Wyszła z namiotu, aby oczekiwać swego czasu. Wtedy usłyszała imię swojego brata, czyli ten jednak bierze udział w turnieju! No to się zdziwiła, gdy z nim rozmawiała nie był nawet pewny, czy zostaje w mieście.. Potrafi ją zaskoczyć. No i wtedy nieco się zdziwiła, ser William Murry... czyli ona. Nadszedł czas. Zupełnie nie spodziewała się takiego obrotu sytuacji.. Walka Greyjoyów.. organizatorzy mięli niezłe poczucie humoru. Tyle, że braciszek nie wie, kto jest jego przeciwnikiem, może to i lepiej..
Ruszyła więc na pole, coby tego nie przedłużać. Stanęła pięćdziesiąt stóp przed tarczą. Wyciągnęła jedną ze strzał. Łuk trzymała w lewej ręce.. tak, była prawooczna. Napięła cięciwę, wcześniej się wyprostowawszy. Prudence, wdech i wydech.. Spoglądała dłuższą chwilę w stronę tarczy, skoncentrowana na jej środku. No i pierwsza ze strzał przeszyła powietrze. Dziewczyna zachowywała się jakby była tam tylko ona i tarcza. Zupełnie nie zwracała uwagi na otoczenie. Była skupiona. Chciała wygrać. Po chwili powtórzyła tą czynność z tą samą determinacją, no i po raz trzeci.
Kiedy trzecia strzała przeszyła powietrze, po raz pierwszy przemierzyła wzrokiem publiczność. Turniej cieszył się całkiem dobrą frekwencją. Najróżniejsi lordowie zasiadali w lożach, całkiem sporo było też przypadkowych widzów. Na jej twarzy malował się uśmiech. Czekała na wynik. Zobaczymy, kto okazał się lepszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Pią Maj 31, 2013 2:00 pm

MG


- Drodzy państwo! - herold, ponownie w wyśmienitym humorze, zwrócił się do widowni, przywołując na usta szeroki uśmiech. - Lada chwila ser Caster Greyjoy oraz ser William Murry zmierzą się w łucznictwie! Zachęćmy ich aplauzem! - oklaski, z początku niemrawe, w końcu zamieniły się w dość jednostajny, zachęcający do walki rytm, który ucichł dopiero, gdy łucznicy przymierzyli się do oddania pierwszego strzału. Chwila skupienia, cisza na trybunach - i dopiero wtedy dwie strzały ze świstem przecięły powietrze, mknąc nieubłaganie ku dwóm tarczom i nareszcie wbijając się w...

Wyniki strzału dla:
Castera Greyjoya: 7
link do rzutu

Williama Murry'ego: 10
link do rzutu

... złote oraz czerwone pole tarczy. Strzała Castera Greyjoya utkwiła znacznie dalej od środka niż strzała ser Williama - zapewne dlatego, że ten trafił idealnie. Po trybunach przebiegł pomruk zachwytu, rozległy się także pojedyncze oklaski.
- Brawo dla ser Williama, jego strzała odnalazła bezbłędną drogę do samego środka tarczy! - herold sam kiwnął głową z uznaniem dla rycerza. Gdyby tylko wiedział, że pod tym umiejętnie skompletowanym strojem ukrywa się ciało pięknej kobiety z Żelaznych Wysp...! W międzyczasie zawodnicy przymierzyli się do drugiego strzału - Caster Greyjoy tym razem przeciągał moment, w którym miał wypuścić strzałę. Kiedy jednak na znak sędziego tego dokonał...

Wyniki strzału dla:
Castera Greyjoya: 9
link do rzutu

Williama Murry'ego: 9
link do rzutu

... ukazał, jak wybornym jest łucznikiem: grot wbił się w złote pole tarczy, choć nie w jej środek. Podobne umiejętności zaprezentował ser Murry, potwierdzając tylko domysł, iż pierwszy idealny strzał nie był dziełem przypadku.
- Drodzy państwo, tak wyrównanego pojedynku nie obserwowaliśmy od dawna! - zakrzyknął herold, kiwając głową z uznaniem. - Czas na ostatni, decydujący strzał! - rzeczywiście, ostatnie napięcie cięciwy, ostatnie przymierzenie się do wypuszczenia rączej strzały z karbów łuku - i jeden z zawodników pożegna się z uczestnictwem w tej dziedzinie turnieju. Trybuny zamarły, podobnie jak łucznicy, a strzały...

Wyniki strzału dla:
Castera Greyjoya: 10
link do rzutu

Williama Murry'ego: 7
link do rzutu

... ponownie pomknęły w złote i czerwone pola tarczy. Tyle, że tym razem to ser Caster okazał się lepszy. Grot męża z Żelaznych Wysp tkwił w samym środku tarczy, zaś ser William Murry zadowolić musiał się czerwonym polem. Problem tkwił jednak w czymś innym...
- Drodzy państwo... - zabrał głos herold, przenosząc zaskoczony wzrok z tarcz, na łuczników, na trybuny i ponownie - na tarcze, łuczników i trybuny. - ... sądzę, że jesteśmy świadkami niesłychanego precedensu! Otóż... mamy remis! - mężczyzna tym razem zatrzymał pytający wzrok na arbitrze spotkania, który po chwili namysłu uniósł w górę cztery palce. Herold uśmiechnął się raźno i zatarł zadowolony ręce, ponownie spoglądając na widzów.
- Ser Caster Greyjoy oraz ser William Murry oddadzą czwarty strzał, który zadecyduje o efekcie spotkania!



O wyniku tym razem oprócz rzutu kośćmi zadecyduje kunszt literacki.
Mała podpowiedź: im więcej miejsca na portret psychologiczny zawodnika, tym lepiej!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
295
Join date :
28/04/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Nie Cze 02, 2013 1:54 pm

Prue czekała na wynik. Nie była zdenerwowana, Na jej twarzy widać było spokój. Oczy lodowate jak zawsze, tak naprawdę ten, kto ją znał mógł rozpoznać ją po spojrzeniu. Jednak kto tam, by się przyglądał jakiemuś tam ser Williamowi Murry? No właśnie, chyba nikt. Także najlepiej było przejść to wszystko bez rzucania się w oczy. Później będzie chwała. No, o ile będzie. Tak to przynajmniej się nie skompromituje, bo nikt nie będzie wiedział, że to ona! Chytry lisek z tej naszej Prue. Fakt, nikt nie wiedział kim jest, nie miała żadnych fanów, ale czy to było istotne? Nie miała zamiaru mówić komukolwiek, że brała udział w turnieju, nawet po nim. Robiła to dla swojej własnej satysfakcji, to było najważniejsze, nie chodziło o udowadnianie czegokolwiek komuś, chodziło o to, by pokazać sobie, że jest doskonałą wojowniczką. To było całkiem przyjemne doświadczenie, zabawa. Ciekawiło ją jak większość z tych mężów zachowywałaby się podczas prawdziwej wojny. Jak zareagowaliby na trupy, krew, odór? Ona już to przeżyła, także ten turniej nie umywał się nawet do tego, co czeka ich w prawdziwym życiu..
Po chwili usłyszała wyniki. 10.. tak, to nie było dziwne.. 9.. no, nie jest źle.. ta 7 nieco ją zirytowała. Jak mogła aż tak nie trafić? Ona.. Na jej twarzy pojawił się grymas. Musi się wyciszyć i trafić w sam środek tą ostatnią strzałą.
- Pieprzony Cas..- Rzuciła do siebie słysząc wynik brata. To dopiero żarty. Rodzeństwo Greyjoy idzie łeb w łeb. Nie mogła pozwolić mu wygrać. Uwielbiała rywalizację. Będzie mogła mu to później wypominać, że była lepsza. Nikt nie będzie mówił, że miała fory, bo kobieta.. Nie, nie. Podeszła do tego jako mężczyzna..
Uspokoiła się. Zignorowała całe otoczenie. W dłoni trzymała ostatnią strzałę. Grunt to opanowanie. Pasmo włosów wypadło jej spod hełmu na twarz, schowała je za ucho. Była gotowa. Stała 50 stóp od celu. Tylko ona i tarcza. Widać było, że zależy jej na tym by trafić w sam środek. Wzięła głęboki oddech. Napięła łuk.. ona.. tarcza.. Nikogo poza nimi. Żadnych ludzi.. Ona, cel.. Przytrzymała cięciwę.. a po chwili wystrzeliła.. Strzała pomknęła do celu. Prudence spoglądała, czekając aż doleci.. Ciekawe, czy jej się udało.
No i spojrzała na Castara. Ciekawe jak temu pójdzie. Da się ponieść emocjom? czy nie.. Liczyła na to, że mu się nie uda. To dopiero wredna siostra..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Nie Cze 02, 2013 4:13 pm

Nie drgnął, Caster czekał na wyniki cierpliwie i nawet gdy padły liczby nie dawał po sobie poznać radości. Nie osądzał siebie za lepsze, czy gorsze rezultaty - liczyło się to co zrobi teraz, a nie czego dokonał. Podobnie mówiła jego religia. W oczach Utopionego Boga, każdy błogosławiony morza umierał i rodził się na nowo. Chrzest morza to nie tylko symbol to także proces przemiany życia, kiedy zdajesz sobie sprawę, że od teraz służysz wyspom. Po każdym upadku masz obowiązek wstać silniejszy, nawet jeśli nie dla siebie to dla swojego ludu i swojego boga. Tą ideą kierował się młody. Nikt nie znał wyniku strzału, który miał dopiero za chwilę ujść z łuku Grejyjoya, nawet on. Tłum oceniał go za poprzednie strzały, świeże plotki, gwar nakręconych, buczenie oraz wygwizdywanie, skandujące dzieci i kobiety, szlachta i hołota. Był poza nimi, poza tą szopką, którą sobie robili z turnieju. Gdy Caster prosił o rękę Rheny, był poważny i nieistotne, czy ta decyzja pochodziła od niego, lorda Vickona, czy ludzi morza - po danym słowie zamierzał ponieść każde konsekwencje jakie nie miałyby nadejść, ale wcześniej zwycięży. Pokona sir Williama, czy jak mu tam było, a po nim każdego kto stanie na drodze do zwycięstwa.
Gdy zmierzał bez słowa po jeszcze jedną strzałę każdy krok zdawał się być cięższy od poprzedniego. Pamiętał to uczucie z przeszłości. Jego pierwsza egzekucja - dobra dekada temu. Ojciec wszedł do komnaty o brzasku, nie dbał o uprzejmości, wyrwał młodego ze snu i przyciągnął do piwnic zamkowych. Krzyki w podziemiach Pyke nigdy nie milkły. Śpieszyli się czego nie dało się ukryć, lecz po tym jak przekroczyli próg odpowiedniej celi, młodego wręcz zamurowało, zobaczył scenę egzekucji - dzieciak mniej więcej w jego wieku, nad nim żołnierz wyspiarzy, a na środku sali drewniana beczka. Na chwilę kolana się pod nim ugięły, zbladł na twarzy, ale robił co mógł aby dotrzymać tempa panu wysp. Ojciec nie mógł zobaczyć, że się waha. Panicz nie pamiętał imienia nieszczęśnika, ale chyba oskarżali go o kradzież. Problem polegał na tym, że nie było żadnych dowodów, Lord Vickon podszedł do beczki pełnej słonej, morskiej wody, spojrzał na syna i zamilkł. To była próba - dopiero w tamtym momencie to dostrzegł.
A teraz? To on stał żywy.
Wrócił myślami do teraźniejszości. Stając przed namiotem, wyciągnął z zawieszonego nań kołczanu pojedynczą strzałę i nie śpiesznie zajął należną pozycję. Podniósł łuk tak jak poprzednio, a im mocniej napinał cięciwę tym wyraźniej przypomniał sobie jaką lekcję otrzymał tamtego dnia. Jeśli jesteś Greyjoyem nie masz prawa do rozpaczy, twardo decydujesz o życiu i śmierci, a gdy raz upadniesz musisz powstać na nowo. Po tym jego myśli ucichły, zaczekał chwilę na odpowiedni moment, wypatrzył tarczy, a gdy poczuł, że jest gotowy delikatnym gestem uwolnił strzałę. Na moment miał wrażenie, że czuje jak wystrzelony grot z imponującą prędkością przecina powietrze, chwilę jeszcze patrzył dokąd pomknie.
Tak, czy owak to był koniec. Ręka lekko mu zadrżała, właśnie miał poznać rezultat zmagań łuczniczych z tym drugim mężczyzną. Nieważne - w aurze chwały, czy jako przegrany... odejdzie bez słowa, bez wielkich zachwytów, gestów, wygrażania. Nie jest jak ten poprzedni pan, któremu ujmę przynosi walka z kobietą, bo prawdziwą hańbę czynią ci, którzy nie znają swojej wartości - unoszą, składają przysięgi, a ich słowa są faktycznie puste. Z tego samego powodu nie leżało w naturze młodego Castera świętować po pierwszym starciu, ni unosić gniewem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Nie Cze 02, 2013 7:26 pm

MG


Widownia zamarła - tak, jak herold. Teraz, w tym momencie ważą się losy dwójki zawodników, którzy stoczyli ze sobą zaskakująco wyrównany pojedynek. Jedno napięcie ruchu, wydech... chwila skupienia. Wypuść strzałę. I módl się do swych bogów, by zechciała wbić się w tarczę bliżej środka niż grot przeciwnika. Jak było tym razem? Czy bóg, bogowie albo siły przyrody wysłuchały modłów zawodników? Czy ktoś w ogóle wznosił modły, czy polegał raczej na swych umiejętnościach łuczniczych, zachowując zimną krew...? W chwili obecnej to mało istotne, wszelkie wątpliwości rozwiane zostały w momencie, w którym zarówno wzrok widowni, herolda jak i samych łuczników spoczął na dwóch strzałach tkwiących w drewnianych tarczach. A wyniki... świadczyły same o sobie.

Wyniki strzału dla:
Castera Greyjoya: 9
link do rzutu

Williama Murry'ego: 7
link do rzutu

Jak wielką przewagą zwyciężył ser Caster Greyjoy? Praktycznie żadną. A jednak - nie dało się ukryć, to on był triumfatorem pojedynku i to on miał zmierzyć się w kolejnym etapie z innym przeciwnikiem, by w końcu sięgnąć po zwycięstwo, chwałę i pieniądze. Wszak wiadomo, że ani Rhaena Targaryen, ani trzydzieści tysięcy złotych smoków po niebie nie lata...
- Olbrzymie brawa dla Castera Greyjoya, męża z Żelaznych Wysp! W zaciekłym pojedynku zwyciężył z ser Williamem Murry i przeszedł do kolejnego etapu łucznictwa. Tymczasem - równie duże brawa dla ser Williama! Jego kunszt zapewne nie raz przyda się na polu wojennym... oby tylko walczył w imieniu naszego króla!

Wynik końcowy:
Caster Greyjoy: 35
William Murry: 33


Kolejny pojedynek odbędzie się pomiędzy ser Vanem Verneur a ser Creyem z Przesmyku!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Nie Cze 02, 2013 7:36 pm

Dzień zapowiadał się wspaniale, w sam raz na drobne przekręty i udawanie kogoś, kim się nie jest. Gdy tylko na daleką Północ przybyło wezwanie ze stolicy oraz informacja o turnieju, w głowie Aryany zakorzeniła się myśl, o którą nikt nie podejrzewałby damy. Myśl przerodziła się w starannie dopracowany plan, a ten, o dziwo, znalazł kolejnych zapaleńców. I tak oto panna Stark pojawiła się na polu turniejowym, przebrana za mężczyznę i podająca się za jednego z członków rodu Cray.
Nie była to dla niej pierwszyzna, podróżowała już pod zmienioną tożsamością, niekiedy dla bezpieczeństwa udając mężczyznę. Tym razem jednak robiła to na widoku, przed głowami możnych rodów i osobami, których zdanie liczyło się bardziej, od jej własnego. Nie pragnęła zwycięstwa i wygranej, chciała po prostu wziąć udział w turnieju i być traktowana na równi z innymi. Gdyby stanęła na polu jako Aryana Stark, córka Lorda Północy, kobieta, niewielu potraktowałoby ją poważnie. Nie miała ochoty słuchać docinek, niewybrednych komentarzy od mężów, którzy zeszłej nocy przesadzili z winem. Dla świętego spokoju ukryła swoją tożsamość i to samo poradziła zrobić osobom, które dołączyły do jej planu.
Ród Crayów z Przesmyku był niewielki, ale dobrze znany Starkom, w końcu byli to ich chorąży. Aryana kilka razy miała okazję spotkać prawdziwego Kevana Craya, za którego dziś się podawała, wiedziała więc jak ma się zachowywać, by nie wzbudzić żadnych podejrzeń. Poza Starkami ,Crayowie nie utrzymywali kontaktów z większymi rodami, żyli w spokoju, można by nawet stwierdzić, że na uboczu. Nie było więc nic dziwnego w tym, że jego przedstawiciele pojawili się nagle na turnieju, ani że nie kwapili się zbytnio do zawierania przyjaźni.
Na polu turniejowym Aryana pojawiła się już jakiś czas temu. Obserwowała zmagania swoich poprzedników i czekała aż herold ogłosi jej kolej. Na trybunach zebrał się już niewielki tłumek, w tym kilka znajomych twarzy oraz dwie osoby, które jako jedyne znały prawdziwą tożsamość ser Kevana. Nikt nie był w stanie odgadnąć, że pod luźnym ubraniem kryje się jeszcze jedna warstwa szat, doskonały kamuflaż dla damskich krągłości Aryany. Wystarczyło umieścić pas trochę niżej, niż zwykle, założyć zwiewną tunikę, męskie, wysokie buty oraz naciągnąć kaptur na tyle, że zasłaniał twarz. Panna Stark zadbała, by żaden zabłąkany kosmyk jej włosów nie opuścił misternej konstrukcji warkocza zwiniętego w kok. O dziwo, strój pozostawał wygodny, dlatego dziewczyna nie obawiała się o żadne niedogodności podczas strzelania.
Herold nareszcie oznajmił kolej ser Kevana Craya, a na polu turniejowym pojawił się także jego przeciwnik – ser Vane Veneur. Nastąpiło krótkie przywitanie, jednak Aryana wolała nie ryzykować i nie wypowiadać większej ilości słów, niż była konieczna, w obawie o zdemaskowanie jej jako kobiety. Umiała zniżyć odpowiednio głos, jednak przezorny zawsze ubezpieczony, prawda?
Spojrzała na łuk, znajdujący się w jej dłoniach, prezent od ojca, przemycony w kufrze do Królewskiej Przystani. Nadeszła wreszcie jej kolej, więc wciągnęła powietrze, a przez myśl przeskoczyły jej wspomnienia wszystkich polowań, w jakich brała udział. Uśmiechnęła się sama do siebie i szybko sprawdziła strzały. Ustawiła się lewym bokiem do tarczy, upewniając się, że kaptur ma naciągnięty dobrze na głowę. Prawą ręką nałożyła strzałę i naciągnęła cięciwę aż do policzka, powoli podnosząc łuk. Robiła to już tyle razy, co mogło pójść nie tak? Jeszcze raz spojrzała na tarczę, wycelowała i wypuściła strzałę, która pomknęła płynnie do celu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Nie Cze 02, 2013 9:02 pm


MG



Zastosowanie odpowiedniej taktyki to droga do sukcesu. I ser Vane Verneur doskonale o tym wiedział. Łucznik musi być jak skała, odpierać wszelkie czynniki zewnętrzne, nie dać się ponieść emocjom... i stawić czoła najtrudniejszym wyzwaniom. Dziś, właśnie dziś - takim wyzwaniem był ser Cray z Przesmyku. Vane obserwował go od pewnego czasu, starając się wyłapać słabe punkty, może jakiś uraz po stoczonej walce, cokolwiek, co zadziałałoby na jego korzyść. Niestety, ser Cray był tylko szczupłym, dobrze wyważonym, spokojnym w ruchach młodym mężczyzną. Gołowąsem, rzecz można. Gdyby walczył na miecze - och, tak, wtedy jego niepozorny wzrost i niska waga stałyby na przeszkodzie do zwycięstwa, jednak w obliczu obecnej sytuacji... mogły wręcz pomóc. Ser Vane dostrzegł także łuk młodzieniaszka. Pożądna, trwała robota, cięciwa odpowiednio napięta, do tego leżał idealnie w dłoni. Rycerz wiedział jednak, że dobra broń nie gwarantuje zwycięstwa, nierzadko mimo błyszczącego miecza zwykle kończy się tak, że to potwór gromi rycerza, a łucznik szybko pada ofiarą własnej broni. Taka karma. O ileż łatwiej łudzić się, że dzięki dobrej broni można łatwo zwyciężyć! Ale zobaczycie, że takie łudzenie może uratować życie w świecie, w którym do walki używa się właśnie marzeń...
Ser Vane Verneur wciągnął cicho powietrze do płuc, gdy nakazali zająć pozycje. Od dawna przygotowywał się do tej konkurencji, nie akceptował wizji porażki. Kiedy więc napiął łuk, był pewien zwycięstwa - i być może właśnie ta pewność siebie miała go w przyszłości zgubić? Póki co jednak, liczyła się tylko drewniana tarcza. Drewniana tarcza i złoty punkt w jej środku. Wystarczy napiął cięciwę, wycelować i...

Wyniki strzału dla:
Vane'a Verneur: 8
link do rzutu

Cray'a z Przesmyku: 9
link do rzutu

... ze zdumieniem odkryć strzałę tkwiącą w czerwonym polu tarczy. Czerwonym. To było jak cios w serce, jak siarczysty policzek wymierzony przez dziwkę, jak... no, cóż. Niepokojąco niespodziewany klaps w tyłek od karczmarki. Poprawił nerwowo kołczan, zerkając z ukosa na tarczę ser Cray'a i z niejakim zaskoczeniem odkrywając, że młodzieniec trafił w złote pole.
- Brawa dla zawodników, zaczęli w wielkim stylu! - podjął herold, odstawiając na drewniany stół puchar z winem. Nie dziwota, od stania w upale i ciągłego pokrzykiwania nawet jemu mogło nieco... zachrobotać w gardle. - Przygotujmy się do kolejnych strzałów!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Nie Cze 02, 2013 9:21 pm

Przez ten ułamek chwili, gdy strzała Aryany mknęła przed siebie, dziewczyna nie była pewna, czy dobrze wycelowała. Miała wrażenie, że wiatr pojawił się jak na złość i aż mocno zacisnęła wargi. Jakieś było jej zdziwienie, gdy okazało się, że trafiła w złote pole. Wyszczerzyła oczy ze zdumienia i w duchu była z siebie naprawdę zadowolona. Uśmiechnęła się pod nosem, ale spod kaptura uśmiech ten był niewidoczny dla postronnych, mogło się więc wydawać, ze ser Cray nie jest do końca zadowolony ze strzału.
Z utęsknieniem spojrzała na puchar herolda. Sama bardzo chętnie by się czegoś napiła, tak długo już stała w tym słońcu. No, ale mus to mus, po coś tu w końcu przyszła.
Ustawiła się ponownie na swoim stanowisku i zaczęła przygotowywać do kolejnego strzału. Jej przeciwnik wydawał się być poirytowany wynikiem, jaki uzyskała. Ciekawe jakby zareagował, gdyby dowiedział się, że tak naprawdę walczy z dziewczyną.
Aryana zachichotała cicho, po czym ponownie uniosła łuk i wycelowała. Wypuściła strzałę w momencie, w którym wiatr ucichł totalnie, liczyła więc na kolejny dobry strzał. Jednak już teraz stres zaczynał ją zjadać, postanowiła więc nie patrzeć na wynik, tylko od razu wykonać także trzeci strzał. Ponownie napięła cięciwę, a po chwili ostatnia strzała mknęła już w kierunku tarczy. No, już po wszystkim. W najgorszym razie odpadnie z turnieju i usiądzie na trybunach z kuzynką. A w najlepszym...
Wciąż z uśmiechem na ustach, ale i naciągniętym kapturem, panna Stark zerknęła na swą tarczę, a potem spojrzała z wyczekiwaniem na herolda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Pon Cze 03, 2013 5:01 pm


MG


Ser Vane Verneur starał się być spokojny - jakże jednak być spokojnym, gdy ważą się losy... no, nie całego królestwa, ale trzydziestu tysięcy złotych smoków na pewno? Jako wędrowny rycerz i najemnik nigdy nie narzekał na nadmiar monet w sakwie, zatem taka wygrana oznaczała dla niego nie tylko błogosławieństwo Siedmiu, ale i perspektywę na lepszą przyszłość. A na pewno - na przyszłość pełną dziewek, wina oraz wygodnego łoża! Kto wie, może zainwestowałby nawet w jakąś niewielką twierdzę... Dorzecze... tak, to piękna kraina... albo Reach, jeszcze lepszy strzał... och, jeśli już o strzałach mowa: gdy nadszedł odpowiedni moment, rycerz napiął swój łuk i zerkając z ukosa na skupionego przeciwnika, postanowił, że nie pozwoli ponieść się emocjom. To nie było w jego stylu - niechże się inni irytują, on przybył, by odnieść sukces! Pytanie, czy mu się powiedzie? Wszak po pierwszym strzale... nie, nie może tego rozpamiętywać. Jeszcze nic nie jest przesądzone, jeszcze nie! Ser Vane wypuścił cicho powietrze z płuc, poruszył ostrożnie palcami, po czym skupiając całą siłę woli na strzale, uwolnił ją szybko.

Wyniki strzału dla:
Vane'a Verneur: 8
link do rzutu

Cray'a z Przesmyku: 8
link do rzutu

I nie zawiódł się - grot ponownie utkwił w czerwonym polu tarczy. Tyle, że oznaczał utrzymanie stałego poziomu. Inaczej sytuacja prezentowała się w przypadku ser Cray'a z przesmyku, którego strzała zamiast w złotym polu, także tkwiła w czerwonym. Co oznacza, że... albo omsknęła mu się dłoń, albo stres zaczął oddziaływać na młodego chłopaka z Północy. Ser Vane uśmiechnął się delikatnie pod nosem, nie dając jednak po sobie poznać, że podoba mu się podobny obrót spraw - wszak musiał oddać jeszcze jeden, decydujący strzał. A zatem czas na tą samą sekwencję ruchów: napięcie łuku, skupienie, cel, wypuść. Lotka zafurkotała w powietrzu, a grot już po chwili utkwił w...

Wyniki strzału dla:
Vane'a Verneur: 8
link do rzutu

Cray'a z Przesmyku: 8
link do rzutu

... tym pieprzonym, czerwonym jak krew polu. Rycerz zmrużył lekko oczy, spoglądając nerwowo na wynik ser Cray'a i... odkrył, że jego strzała prezentuje ten sam wynik. Tyle, że pierwsza z nich tkwi w złotym polu. Złotym, nie czerwonym. Co oznacza...
- Ser Cray z Przesmyku triumfatorem tego etapu rozgrywek! - zakrzyknął herold, utwierdzając ser Vane'a Verneur w przekonaniu, że przegrał. Nie poniósł sromotnej klęski, jednak fakt pozostawał faktem - żegnajcie trzydzieści tysięcy złotych smoków, dziewki, strawo i ciepłe łoże... witaj stare, dobre życie! Może nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło? Może zmiana trybu bycia zmieniłaby i samego ser Vane'a? Nigdy nie mógł narzekać na brak przygód... dlaczego zatem rezygnować z życia, które zna na rzecz niepewnej przyszłości? Biednego rycerza nikt nie napadnie, ale rycerz z trzydziestoma tysiącami to chodzący trup.
- Gratuluję, ser. - rzucił dziwnie spokojnym tonem Verneur, obracając się powoli i ruszając w stronę namiotu biesiadnego. Przynajmniej napije się za darmo! Tymczasem w tle grzmiał głos herolda, raźno zakrzykującego, że teraz w szranki stanie ser Cray oraz ser Caster Greyjoy z Żelaznych Wysp.


Wynik końcowy:
Vane Verneur: 24
William Murry: 26 (1 punkt za wzmiankę o umiejętnościach w KP)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
124
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   Czw Cze 27, 2013 8:50 pm

MG

Wino i miód lały się długo, a też nikt nikomu nie żałował. Szybko, bo wraz z prędkością płynącego napitku, namioty obsadzone przez zawodników zalały się tłumami gości. Niektórzy sami kogoś zapraszali, inni pojawiali się nie zawsze na mocy zaproszenia, a prędzej z własnych pobudek lub w towarzystwie. Trzeba było jednak jedno przyznać organizatorom: nikomu nie zabrakło jadła, ani zacnego nektaru bogów. Prawie wszyscy pojawili się już na miejscu zabawy. Każdy chciał zamienić chociaż kilka zdań z gośćmi z najdalszych krain. Niemalże wszyscy zaszczycili Królewską Przystań swoją obecnością. Niemalże.. Zabawa trwała w najlepsze. Lało się coraz więcej wina. Panowie wraz z ilością wypitych trunków stawali się coraz bardziej rozmowni, a panienki odważne. Szykowała się całonocna zabawa. Było co świętować.
Wtem, nie wiadomo skąd z ciemności nocy nadjechał na bal samotny rumak wraz z jeźdźcem. Mężczyzna, który siedział na koniu wyglądał dziwnie, tak, na pewno był to mężczyzna i prawie na pewno odziany w zbroję. Zwierze i jego pan wlekli się jednostajnym rytmem, jak gdyby jeździec nie zważał na ślimacze tempo, jakby pijany, nieprzytomny, a może właśnie tak było? Był niczym kukła - nie dawał znaków życia, nie odpowiadał na zaczepki. Ktoś nawet krzyknął w jego stronę, ale i na to nie było reakcji. Wkrótce tłum zaniepokojonych ludzi uformował się ciekaw zobaczyć, co się dzieje. Nie było zaskakujące to zdenerwowanie, ostatnio bowiem w Królewskiej Przystani działo się wiele dziwnych rzeczy. A teraz ktoś straszył zebranych gości.

W końcu jeden z pomniejszych lordów wyszedł przed tłum, uspokoił zwierzę delikatnym gestem dłoni i jakimś cudem udało mu się je zatrzymać. Wtem jeździec ześlizgnął się z konia wprost na ubitą glebę... nie ruszał się, nie odpowiadał na przekrzykujących się ludzi. Herold jak oparzony wybiegł i ukląkł przy mężczyźnie, starał mu się pomóc? Chyba tak, a nuż sprawdzał oddech. Atmosfera zamarła. Nie każdy wiedział co właściwie działo się przed jego oczyma, każdy jednak czekał teraz z wstrzymanym oddechem. Wtedy herold pokiwał przecząco głową - jeździec był martwy. Parę osób podeszło bliżej ciała, by mu się przyjrzeć. Taka anonimowa śmierć intrygowała - komuś wysłano ostrzeżenie? A może to był ten sam zamachowiec?
Wkoło trupa zbierała się coraz liczniejsza gromadka gapiów.
- To pismo - ktoś stojąc najbliżej wskazał wystający z pleców jeźdźca sztylet, na który nadziano wcześniej kawałek pergaminu. Ciężko było zidentyfikować co było czym pośród tumanów kurzu i pyłu, w dodatku facet zdawał się gnić od jakiegoś czasu co można było stwierdzić po kolorze skóry, krwi i zapachu. Fakt pozostawał jednak faktem - na tym trupie, ktoś przesyłał wiadomość. - Czy to nie jest Lannisterów? - rzekł, któryś z uważniejszych obserwatorów. W ciele jeźdźca faktycznie tkwił sztylet z pergaminem, na którym pewną ręką ktoś wypisał dobrze znaną wszystkim dewizę: " Usłysz mój ryk " - czyżby więc lwy mieszały w tym swoje ręce?
Dopiero po chwili, któryś z mężczyzn zobaczył herb rodu wyszyty na szatach martwego. Kraken. Zamordowanym był dziedzic lorda Vickona Greyjoya - Hurley. Żelaźni Ludzie jak zawsze w swej arogancji pojawiali się na uczcie ostatni, nie ważne żywi lub martwi. Najgorszym był chyba jednak fakt, że wśród zgromadzonych nie było widać żadnego z pobratymców Hurleya, dwóch lepszych gońców z miejsca posłano po te dzieci starego Krakena, które mogłyby jeszcze odszukać w stolicy, chwilę później gdzieś z tłumu uleciał czarny kruk. Jak zły omen trzepocząc nad ciałem najstarszego z Greyjoyów poleciał z wieściami, wkrótce zniknął już wszystkim pomiędzy cieniami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Pole turniejowe   

Powrót do góry Go down
 

Pole turniejowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Pole turniejowe - walka na miecze
» Pole biwakowe
» Wielkie Pole Kurkurydzy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Pole Bitewne-