a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda



 

 Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Sro Maj 22, 2013 9:22 am

***
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Sro Maj 22, 2013 9:49 am

Vera czmychnęła w las. Opuściła Krwawą Bramę, Reinmara i jego żołdaków. Nie miała zamiaru jednak go porzucać. Człek ten był interesujący na tyle, że kobieta postanowiła z nim zostać, przynajmniej jakiś czas. Dodatkowo nie bał się, ani nie brzydził jej daru, fascynował go, nie wspominając już o tym jakie ciekawe rzeczy mogą się dziać z racji tego, że armia jakiegoś rodu stacjonuje w dolinie niedaleko Orlego Gniazda. Arryn, gdy dowiedział się o tym, że dziewczyna jest tropicielem i łupieżcą chciał ją mieć dla siebie, pożądał nie tylko jej białej cipki, ale też umiejętności, które prawdopodobnie przewyższały zdolności zwiadowców z doliny. Jedynym co z początku mogło działać na niekorzyść zmiennoskórej, był fakt, że nie zna terenu. To jednak był krótki, tymczasowy problem. Jeden wypad i pozna wszystko.
Gdy tylko weszła w las, otoczyła usta dłońmi i zawyła jak rasowy wilk, pozwalając by wycie rozeszło się echem po okolicy. Niedługo potem odpowiedziały jej, jej wilki. Ogromny basior w oddali, z daleko od armii i jej biała wilczyca całkiem niedaleko. Wypuściła ją w las niedługo przed własnym wyjściem, nie oddaliła się zanadto. Uśmiechnęła się słysząc odpowiedź. Ma wsparcie, dodatkowe zmysły w okolicy, dzięki którym nie da się zaskoczyć.
By ukryć własna obecność, znalazła bardziej błotnisty teren, jeśli takiego nie była to rozkopała ziemię, by wysmarować się nią i zielenią mchu. Wtarła błoto we włosy, wysmarowała swoje ciało i ufajdała futrzaną kamizelkę. We włosy wplątał drobne patyki i listki, by dodatkowo zasłonić białe, choć już koszmarnie brudne kudły. Na jej terenach, białe włosy, biała skóra i białe futra chroniły nie tylko przed zimnem, ale tez przed wzrokiem innych. Tutaj musiała popracować, by dopasować swój kolor do otoczenia, ale nie było to zbyt trudne. Oczywiście przed ruszeniem w stronę właściwej doliny, czyli na zachód, upewniła się, że jest brudna i brązowa i że śmierdzi błotem, lasem i zwierzętami, nie człowiekiem.
Nie potrafiła, pisać, czytać, ani liczyć, za to bez problemu określała strony świata, tropiła i poruszała się w trudnym terenie. Od bruku bolały ją stopy, ale lasy, stepy i góry były tym co znała i kochała. Potrafiła stanąć by nie zostawić śladu, potrafiła przejść przez chaszcze nie łamiąc gałęzi nie zostawiając tym samym tropu. Nie szła szybko, zwiadowcy nie mogli się spieszyć, każdy błąd mógł być tragiczny w skutkach. Słuchała odgłosów lasu usiłując wyłapać to co nie pasowało, paniątka z miast i zameczków nie miały pojęcia jak cicho chodzić po lesie i nie zostawić śladu. Podchodząc bliżej zaczęła tropić. Spodziewała się zwiadowców tej armii liczącej w rzyć dużo ludzi. Raczej nie zostawili terenu bez patrolu… dopiero byliby durniami. Szukała ich śladów. Chciała ustalić gdzie poszli jak dawno temu tędy przechodzili. Obiecała przeto kilka kutasów zwiadowców Tullych przynieść Reinmarowi. Zwiad się zaczął, a biała wilczyca została w pobliżu, basior już kierował się w jej stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Sro Maj 22, 2013 4:21 pm

MG


Wiecie, co dzieje się ze stadem owiec, które pozbawione zostanie pasterza? Rozpierzcha się. Całe szczęście, armia Tullych owcami nie była, choć zapewne w Orlim Gnieździe już przywarło do nich określenie "baranów". Po pojmaniu Edana Tully, pozbawieni rozkazów żołdacy, narażeni dodatkowo na niesprzyjający górki klimat i krążące w tych terenach plemiona, które nie znają słowa "litość", zaczęli powoli podupadać na duchu. Nowe rozkazy nie przychodziły, armia tkwiła w miejscu i nic nie wskazywało na to, by miała w najbliższym czasie zmienić swe położenie, a na domiar złego - zwierzyna, która mogłaby posłużyć jako wyżywienie tak olbrzymiej ilości ludzi, zaczęła kierować się głębiej w knieję, byle dalej od bystrego wzroku łuczników z Dorzecza. Naturalnie, Tully nie byli głupcami - podczas tak długiego pobytu na terenie wroga wystawienie straży, wysłanie zwiadowców i pilne obserwowanie terenu było niezbędne. Ludzie Tullych, patrolujący teren, poruszali się w parach, zachowując jednak blisko półminutowe odległości pomiędzy sobą. Jako pierwszy kroczył zwykle piechur, z mizerykordią i krótkim mieczem przy pasie. Za nim podążał łucznik, który w razie ataku mógłby ze sporej odległości spróbować nadszarpnąć siły przeciwnika. Tego typu patrole rozsyłane były głownie na zachód, ich zadaniem był nie tylko zwiad, ale ewentualne upolowanie zwierzyny na wieczerzę. Reszta armii Tullych przemieściła się w stronę lasu, by ukryć swą liczebność przed wzrokiem wroga. Sam obóz został mocno obwarowany i znajdował się pod ciągłą obserwacją - nawet mysz miałaby trudność przekraść się w stronę choćby bardzo dobrze strzeżonych koni. Vera Wilcza Skóra, pomimo swego ewidentnego doświadczenia w podobnych podchodach, prędzej czy później musiała natknąć się na jeden z patroli Tullych. Prawdopodobieństwo to wzrosło, gdy zbliżyła się nieco do obozu armii, nadal jednak zachowując na tyle sporą odległość, by do jej wyczulonego słuchu nie docierały nawet liczne głosy wojów. To jednak uległo zmianie już po chwili, gdy czyjeś kroki, ciężkie i zmęczone, zaczęły roznosić się echem w cichym lesie. Zbliżał się pierwszy zwiadowca. Był ewidentnie niewyspany, do tego stosunkowo młody i nieprzywykły do trudów wojny - jakże wielka szkoda, że natknął się na Verę, której ciągle nie było mu dane zauważyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Sro Maj 22, 2013 5:05 pm

Vera nie miała na celu omijać zwiadowców armii Tullych. Wręcz przeciwnie! Chciała poznac ich ścieżki i styl patroli, a potem wytropić jeden z nich! Już pierwsze ślady powiedziały jej o dwóch osobach w jednej grupie zwiadowczej. Kolejne ślady, wyraźniejsze powiedziały o tym, że pierwsza osoba w patrolu była cięższa i mniej zgrabna, zapewne jakiś wój, druga zaś stąpała lżej, co mogło wskazywać na jakiegoś lekkozbrojnego lub łucznika. Dokładnie sobie obejrzała ślady, okrążyła jeden z patroli i przyczaiła się. W końcu ciszę zakłóciły pierwsze kroki. Tropicielka uśmiechnęła się pod nosem i zdjęła ostrożnie łuk z pleców. Nałożyła strzałę na cięciwę i zaczekała. Po odgłosach tak nieroztropnie wydawanych przez patrol oceniła, w którym miejscu wyjdzie jej niczego niespodziewająca się zwierzyna. Ustawiła się odpowiednio by mieć całkowicie czysty strzał i znieruchomiała gotowa unieść łuk i napiąć cięciwę. Nie było ważne czy pierwszy zwiadowca ją zobaczy, nie zdąży wydać z siebie choćby jednego dźwięku. Była cierpliwa, nawet nie drgnęła oddychając powoli i miarowo. Nie jednokrotnie polowania trwały kilka dni, w których na zwierzynę trzeba było poczekać, bo nie szło jej wytropić. teraz też czekała. Gdy kroki doszły do momentu, który poprzedzał zobaczenie mężczyzny przez zmiennoskórą, ta napięła łuk, by wypuścić strzałę w gardło nieszczęśnika, gdy tylko ten się pokaże i spojrzy na nią. Biedny, zapewne jedyne co zdąży pomyśleć przed utopieniem się we własnej krwi to "plemiona". Po strzale momentalnie czmychnie za drzewo by ukryć się przed drugim nadchodzącym zwiadowcą. Jeśli z jakiegoś powodu coś zakłóci jej strzał, albo chybi bo bogowie nagle postanowią zrobić jej figla, błyskawicznie odda kolejny strzał, bez zastanowienia, prosto w najłatwiejszy cel, w serce, tak by dobić. Sama przy tym dźwięku nie wyda, choć napięcie jej łuku wymagało nie lada sprawności, ona potrzebowała skupienia i ciszy.
Jeśli żołdak padnie trupem bez oporów, a ona dosłyszy, bądź zwęszy łucznika, obejdzie miejsce nieco w bok, by zająć miejsce do kolejnego strzału nieco z tyłu miejsca upadku ciała. Nie wprowadzała białej wilczycy do potyczki, choć czuła jej obecność bardzo blisko, być może użyje jej jak złapie łucznika, wielkie, wściekłe wilki były dość skuteczną metodą zastraszania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Sro Maj 22, 2013 8:15 pm

MG



Od początku zwiadu Domhan czuł, że wydarzy się coś złego - zeszłej nocy Siedmiu zesłało mu sen, w którym widział jak wilk rozszarpuje mu gardło. Oczywiście uznał, że to zabobonny strach, wszak wilki nie podeszłyby tak blisko obozu pełnego ludzi... a przynajmniej nie samoczynnie. Kroczył zatem przez las, ciężko powłócząc nogami - sytuacja, w jakiej się znaleźli, nie należała do najprzyjemniejszych. Na domiar złego, Domhan wyruszył na wojnę nie dlatego, że chciał, lecz dlatego, że musiał. Jego żona powiła kilka miesięcy temu pierwszego syna, a i bez potomka nigdy im się nie przelewało, kilka złotych smoków za służbę pod skrzydłami Lorda Tully oznaczało dla młodych rodziców wielomiesięczne życie w umiarkowanym dobrobycie. Jaka wielka zatem szkoda, że gdy pod jego butem ugięła się kolejna gałąź, a zmęczona głowa opadła mimowolnie na klatkę piersiową, właśnie w tym momencie powietrze przeciął doskonale znany każdemu wojownikowi świst. Domhan nie pomyślał "plemiona". Nie pomyślał nawet "strzała". Przez głowię przemknęło mu tylko "kurwa".
A chwilę później leciał ku ziemi, z kurczowo zaciśniętymi palcami na drzewcu wystającej z szyi strzale. Być może chciał ostrzec kolejnego zwiadowcę, być może próbował wypowiedzieć imię swego syna - tego nie dowiemy się nigdy, jedynym dźwiękiem, który potrafił z siebie dobyć, było przedśmiertne charczenie. Które i tak po chwili ustało. Jednak właśnie te ostatnie, marne próby krzyku rozniosły się echem po lesie, odbijając nieubłaganie od pni drzew i w końcu docierając do oddalonego o kilkaset stóp łucznika Tullych. Mężczyzna przez chwilę sądził, że to jakieś zadziwiające zwierzę, typowe dla tych terenów - jednak dość szybko zrozumiał, że od dawna nie ma tutaj żadnej zwierzyny. Prawie natychmiast napiął cięciwę, nerwowo muskając ustami lotkę strzały, którą ciągle trzymał w gotowości. Najwyraźniej nudny zwiad miał zamienić się w niezapomnianą przygodę... o ile łucznik ją przeżyje. Ruszył ostrożnie lasem, poruszając się bezszelestnie niczym pająk po ścianie - już po chwili, ukryty w dość sporej odległości za drzewem, dostrzegł ciało swego towarzysza leżące wśród ściółki. Nie to jednak go martwiło - nigdzie nie dostrzegł winowajcy. Przez chwilę rozważał nawet powrót do obozu i wezwanie posiłków, zaczęliby go jednak postrzegać jako tchórza. Zacisnął więc wargi w wyrazie zaciętości, uniósł łuk i nie celując zbyt długo, wypuścił strzałę w stronę, gdzie leżał martwy zwiadowca. Strzała czmychnęła w mrok, szeleszcząc cicho liśćmi, to jednak wystarczyło łucznikowi, by ruszył lasem w prawo, z kolejną strzałą naciągniętą na cięciwę - poprzedni strzał miał na celu dezorientację przeciwnika, jeśli się powiodło, łucznik zyskał kilka sekund, by obejść miejsce zbrodni i pojawić się z prawej strony lasu, oddalonej od kierunku, z którego teoretycznie powinien przybyć. Pomysł powiódł się - łucznik, przebiegając od drzewa do drzewa, już po chwili dostrzegł majaczącą pośród zarośli postać, doskonale zakamuflowaną błotem. Mężczyzna przygryzł nerwowo wargę i nie namyślając się długo, posłał w stronę Very strzałę, chybiając jednak... i ściągając jej uwagę na siebie. To jednak nie zbiło go z tropu, ukrył się za drzewem, nabrał do płuc powietrza i ryknął:
- Wyłaź, morderco! - jego ręka sięgnęła do kołczanu po trzecią strzałę. - Jesteś otoczony! - dodał pewnym siebie tonem, napinając łuk i nasłuchując jakiejkolwiek odpowiedzi. Miał także nadzieję, że jeśli jego blef zostanie odkryty, to przynajmniej kolejny patrol usłyszy te wrzaski...
... bo echo niesie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Sro Maj 22, 2013 8:39 pm

Strzał był celny, mężczyzna padł na ziemię charcząc i dławiąc się własną krwią. O to chodziło. ten hałas mógł, ale wcale nie musiał usłyszeć jego partner. Tak czy siak Vera ruszyła. Usłyszała wyraźnie strzałę wypuszczaną w stronę, z której sama strzelała do pierwszego zwiadowcy. Teraz jednak jej tam nie było. Gdy zwiadowca się zorientował, że ktoś tu jest, sam zaczął kroczyć ostrożniej, Vera nie mogła już liczyć na to, że go usłyszy, ale zdradzał go zapach. Natknęli się na siebie niemalże dlatego, że oboje wpadli na ten sam pomysł, by obejść się na wzajem! Może ten dureń nie był takim koszmarnym zwiadowcą na jakiego się zanosiło? Może. Wypuścił strzałę gdy tylko zobaczył kobietę, śmignęła nie dosięgnąwszy celu, a samą tropicielkę upewniając w położeniu jej przeciwnika. Czmychnęła na drzewo wychwyciwszy jego ruch dalej. Krzyknał. Otoczona? dobre sobie! Czuła zapach krwi zmarłego i smród jego strachu, łgał. Odpowiedziała głuchym, zwierzęcym warknięciem, opierając łuk o drzewo, nie przyda jej się. jeśli był niezłym strzelcem, oboje mogli zarobić strzałę, a tego nie chciała. Zwierzęce warknięcie miało zdezorientować woja. Nie ma zwierzyny? Oj chyba ktoś się tu pomylił. Warknęła zaraz drugi raz, doskonale naśladując swoją wilczycę. By zrobić wodę z mózgu biedaka, przestąpiła z nogi na nogę by usłyszał szelest patyków i rzuciła kamień w jego prawą stronę by tam też coś usłyszał. Z jego lewej strony zaś też usłyszał głuche warczenie i łamanie gałązek zalegających na ziemi. Kucnęła by nie pokazać mu się na wysokości człowieka, tylko wyjrzała łbem przy parterze by sprawdzić co robi ten zasraniec. Pewnie zachodzi w głowę jakim cudem jego kłamstwo mogło obrócić się przeciw niemu... to on został otoczony, o tak! Kobieta szczeknęła, odpowiedziało jej drugie szczeknięcie i zaczęła biec. Odepchnęła się od drzewa i zaczęła biec w prawo łucznika, drugi odgłos zaczął biec w lewo od niego. Oba po kręgu, przemykając między drzewami, biegnąc na siebie by minąć się i pobiec dalej. łucznik będzie musiał wybrać cel, a strzał będzie dla niego i tak niemal niemożliwy przez szybkość biegu wilczycy i Very i drzewa i krzaki, które stanowiły doskonałą osłonę. tropicielka biegła szybko, skacząc nad korzeniami jak łania i zachowując równowagę cieniokota na nierównym podłożu, biegła pochylona by nie dać mu poznać od razu, że ma do czynienia z człowiekiem, przynajmniej w jej osobie. Biała bestia, ubrudzona nieco błotem zapewne między drzewami wyglądająca na białą, warczącą smugę zapewne robiła większe wrażenie. Teraz zależy na kim skupił się łucznik, jeśli na Verze, to biała wilczyca zboczy z obranej trasy i wskoczy nieszczęśnikowi na plecy, by zacisnąć zęby na jego prawym ramieniu i rozerwać mu mięśnie. Jeśli skupi się na wilku, to Vera zaatakuje od tyłu, wskakując z impetem na łucznika i wbijając swoje kościane krótkie ostrze w mięśnie prawego ramienia. Nie postrzelasz sobie sukinsynu. O krzyki się nie obawiała, nim ktokolwiek zdąży przybyć z odsieczą, od da radę zabić łucznika i zniknąć... ich krzyki i nieuważne szybkie kroki zaalarmują ją w porę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Czw Maj 23, 2013 1:15 pm

MG


- Psia jucha... - sapnął łucznik, gdy tylko dotarło do niego, w jak beznadziejnej sytuacji się znalazł. Zrobił sztywny krok, drugi, jeszcze jeden... mozna było dostrzec na jego twarzy śmiertelną bladość. Drżał tak, że zęby dzwoniły mu jak kastaniety. Jednak przemógł się i przestąpił kłodę, przemieszczając w stronę kolejnego drzewa. Szedł skulony, zgarbiony, z łukiem w dłoniach. I wtedy coś zaszumiało z tyłu. Gałęzie buków, złych buków szeleściły, choć nie było wiatru. Łucznik zaniepokoił się, rozejrzał po splątanym, nieprzyjemnym lesie. Coś było tam, pod drzewami. Przemykało się w mroku, niewidzialne jak upiór, przebiegłe jak wilk i bezlitosne jak brukołak... To coś było w bukach albo pomiędzy nimi... Tkwiło w bezlistnych gałęziach wiekowych, starych drzew, czaiło się w mroku między potężnymi pniami głodne i spragnione. Wszystkie włosy na głowie mężczyzny stanęły dęba. Cofał się tyłem, przerażony. Wiedział, że zrobił źle, że nie powinien oddalać się od obozu, ale teraz było już za późno. Zza pleców usłyszał warkot, szelest i wycie - to samo na prawo. Napiął łuk, dostrzegając migoczące pomiędzy pniami postaci i kiedy wypuścił strzałę w stronę wilka, coś wbiło się prosto w jego ramię. W ciemności rozległ się krótki, urywany świst stali, a potem doliną wstrząsnął przerażający, piskliwy okrzyk łucznika.
Pani! – zaszlochał nagle, gdy wstrząsnął nim dreszcz i dostrzegł tuż przed twarzą dziki wzrok napastniczki. – P-p-p-p-p-p-a-n-n-n-n-i! Ja nie... Ja nic... To Tully... To oni... Ja nie... Nie... – powtórzył, zaciskając palce na łuku. Tumany mgły wzniosły się na chwilę nad ziemię, przesłoniły niebo a czerwona, parująca krew trysnęła z ramienia na kamienie i zmieszała się z mchem lasu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Pią Maj 24, 2013 12:49 pm

Vera czuła smród strachu łucznika. Znała go doskonale, z początku jej przeszkadzał, kiedy w dzieciństwie okazało się, że jest wargiem, obawiała się tego, że śmierdzący w ten sposób ludzi mogą coś jej zrobić. Później przywykła do tego osobliwego zapachu, spotykała go bardzo często i nauczyła się, że zazwyczaj może wykorzystać to na swoja korzyść. Tak jak teraz. Łuczki srał po gaciach ze strachu, nie miał szans poprawnie naciągnąć łuku, co dopiero mówić o trafieniu w ruchomy cel. Realizowała swój plan, by w końcu doskoczyć do biedaka, wbić mu kościane ostrze w ramię i zakończyć jego mizerne próby walki. Wyrwała ostrze z ramienia swojej ofiary a z jego dłoni łuk. Podcięła mu nogi by obalić go na ziemię. W tym czasie podbiegła też biała wilczyca, która warczała i obnażała ostrzegawczo ostre kły. –Nie jestem żadną panią. – warknęła kobieta niskim głosem wpatrując się czarnymi jak noc oczami w swoja ofiarę. –Zamknij gębę i odpowiadaj na moje pytania, bo pozwolę jej cię zeżreć. Dawno nie polowała, a i ja chętnie posmakuję twojej krwi. – Powiedziała stając czujnie nad powalonym, krwawiącym zwiadowcą. –Ile was jest? Cała armia. Ile patroli? Ile zwiadowców? Spróbuj łgać, jak z tym „otoczona jesteś” to wilk odgryzie ci nogę. – Ostrzegła. –Jakie macie plany? – dodała pytanie. Jeśli nie miał ochoty odpowiadać ona zrobi krok z przód, a wilczyca szczeknie krótko obnażając wszystkie kły.
Mogła nie potrafić liczyć, ale zapamięta co powie jej zwiadowca, a potem to sprawdzi, jeśli będą wątpliwości, a ich się spodziewała… chociaż… zaraz zobaczymy co rybka zaśpiewa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Pon Maj 27, 2013 2:24 pm

MG


Tak, srał po gaciach - oczywiście w przenośni. Choć zapewne niewiele brakowało, by zwieracze puściły, zaś sam łucznik oblany był nie tylko zimnym potem... jednakże! Gdy zatrzymał się nad nim demon - bo inaczej nie potrafił określił utytłanej w błocie kobiety, która ani słownictwem, ani spojrzeniem nie przypominała dam, do których przywykł na dworach - wiedział, że nie ma szans. Zginie. Teraz... czy później, mało istotne (zwłaszcza dla niej). Zginie. Pomimo strachu, posiadał jednak coś, co winien mieć każdy poddany Tullych - honor. A ten nie pozwalał mu na wyśpiewanie wszystkiego jak na spowiedzi u septona. Właściwie to tylko dzięki honorowi ciągle był przytomny. Zacisnął zatem usta hardo, wpatrując się ciemnymi od wściekłości oczyma w sterczącą nad nim pizdę.
- Racja. Suką jesteś, nie panią. Tak jak ta twoja wilczyca. - zaśmiał się pod nosem ochryple, zaciskając palce na grudkach ziemi. Zamknij gębę? Jeszcze czego... wsłuchał się w jej słowa czujnie, szybko obierając w myślach odpowiednią taktykę - nie zacznie sypać, tego ta biała wiedźma może być pewna.
- Ilu nas jest? - powtórzył jak echo, ukazując w końcu białe zęby w bezczelnym uśmiechu. - A ilu przeruchałaś, dziwko? Bo coś czuję, że cała nasza armia to dopiero początek rzeszy tych, którzy się w tobie spuszczali. - zarechotał lekceważąco, spluwając w jej stronę. Wilk odgryzie nogę? Proszę bardzo, niech odgryzie nawet kutasa! I tak się łucznikowi nie przyda... po śmierci.
- Naszym planem było rozniesienie Arrynów w pył, ale wychodzi na to, że po drodze musimy przerżnąć jeszcze kilka pizd! I co ty na to? - przełknął cicho ślinę, doskonale zdając sobie sprawę z tego... że właśnie podpisał na siebie wyrok śmierci.
Wyrok bardzo bolesnej śmierci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Pon Maj 27, 2013 2:49 pm

Nie chciał rozmawiać, nie tak jak powinien! Jaka szkoda. Samobójca jakiś, czy co? Zazwyczaj ludzie, nawet ci najbardziej dzicy jakich znała kiedykolwiek zmiennoskóra starali się ratować życie, a on sprawiał wrażenie jakby chciał ją sprowokować. No mniejsza, zapewne dziewczyna nie rozumiała jeszcze wystarczająco południowców by móc to pojąć. –Nie mylisz się. – Zaśmiała się gardłowo na pierwsze słowa. Suka? O tak, była suką równie często jak człowiekiem, ale co on mógł o tym wiedzieć. Patrzał na nią jak na jakiegoś potwora, ale tylko dlatego, że była brudna, raniła go i miała gałązki we włosach, nie dlatego, że bał się warga. Biedaczek. –Ta twoja armia więc to chodzące trupy. Jak wy chcecie wygrać wojnę. – Żachnęła się nie dbając o to czy zrozumie znaczenie jej słów. Arrynowi już powiedziała, że ostatnio osoba, która próbowała umoczyć w niej kutasa, wylądowała z przegryzionym przez wilczycę gardłem, ale o to też mniejsza. Facet nie udzielił jej żadnej odpowiedzi wciąż tylko usiłując obrazić. Może jakąś południową dziewkę by to ruszyło, ale nie ją. Nie takie odzywki słyszała na północy. Dziki lud dopiero się wyraża! Splunął? Skrzywiła się, mając ochotę piętą zrobić mu jajecznicę, ale się powstrzymała. Nie była wykształcona, to fakt, ale nie była głupia! Wiedziała, że nic z niego nie wyciągnie, nic poza kolejną salwą wyzwisk. –O zerżnięciu jakichkolwiek pizd możecie tylko pomarzyć. Tylko część z was będzie miała przywilej ujrzenia jednaj z nich przed śmiercią. – Warknęła i podeszła do biedaka wciąż na wszelki wypadek trzymają kościane ostrze w dłoni. Zabrała mu broń którą miał, a wilczyca była gotowa rzucić mu się na ramie jeśli tylko ten pomyśli o zaatakowaniu tropicielki. Jeśli nie walczył zbytnio, Vera wróci ten kawałek do drzewa po swój łuk zostawiając jeńca w towarzystwie wilczycy. Wróci z bronią na plecach, w ostrzem w dłoni i by nie było tak fajnie, podejdzie do mężczyzny i chwyci go za zranione ramię by szarpnąć go i postawić na nogi. –Chodź na spacer. – Warknęła i pociągnęła go za sobą. Ona nie będzie z nim więcej gadać, ewentualne próby wyswobodzenia będzie udaremniać zaciśnięciem dłoni na rannym ramieniu i wciskaniu palców w ranę. Ała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Pon Maj 27, 2013 3:59 pm

MG


Nie ważne, czy dziewka z północy, czy z południa - żadna nie będzie podnosić ręki na ród Tully. A zwłaszcza taka, która prowadza się z wilkami i bardziej przypomina zwierzę, niźli człowieka. Łucznik wykrzywił twarz w brzydkim grymasie, słysząc jej kolejne słowa. Ta rozmowa już dawno powinna dobiec końca... a mimo to, trwała ciągle - co oznaczało, że dzika wcale nie ma zamiaru go zabijać. A przynajmniej nie od razu. Mężczyzna poczuł coś na wzór rozczarowania, gdy pomimo steku obelg, które wystosował, ta szalona dziewoja ciągle pozostawała niewzruszona. Zmrużył oczy wściekle, starając się zachować w miarę zimną krew. Naprawdę sądzi, że Arrynowie pokonają Tullych? Musieliby poruszyć niebo i ziemię, by wyjść cało z opałów. A nawet jeśli ktokolwiek ruszy im na pomoc, będzie za późno... kruki zaczną wyjadać oczy trupom Arrynów, gdy przybędą pierwsze posiłki, ha!
- Armia trupów, być może. Co czyni nas niezwyciężonymi, wszak nie da się zabić kogoś drugi raz... - zaśmiał się pod nosem, wyczuwając w swoim głosie nutkę histerii. A co, jeśli ta biała suka ma rację? Co, jeśli rzeczywiście są trupami? Meldunki nie przybywają, ludzie podupadają na duchu, a jeśli król postanowi pomóc Arrynom... po plecach łucznika przebiegł zimny dreszcz, gdy dziewucha pochyliła się nad nim z nożem i po chwili zmagań - odebrała mu zarówno łuk, jak i ukryty w nogawce sztylet. Gdyby nie wilk, zwiadowca zapewne powaliłby dziką na ziemię... ale wciąż słyszał oddech zwierzęcia tuż obok ucha. Każdy gwałtowny ruch niósł zbyt wielkie ryzyko.
- Ciebie zerżniemy pierwszą. Zrobimy to tak mocno, że uszami pójdzie, a kiedy będziesz błagać o litość, zaczniemy od nowa. - zaśmiał się pod nosem kpiąco, podnosząc powoli z ziemi. Spacer? Proszę bardzo, prędzej czy później natkną się na kolejny patrol... a wtedy przestanie być miło.
Och, tak. Ani trochę nie będzie miło.
Łucznik (już bez łuku) ruszył za dziką, po chwili zostawiając za swymi plecami martwego towarzysza. Jeszcze przyjdzie czas na zemstę... krwawą i bezlitosną zemstę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Pon Maj 27, 2013 5:13 pm

Jacy Ci mężczyźni byli monotematyczni, temu tylko rżnięcie dzikiej w głowie! Może sobie gadać, ma za mało kudłatego fiuta by dać radę wziąć Verę, tym bardziej jeśli ona nie będzie chciała go przyjąć, no ale cóż, mężczyzna to mężczyzna oni wiedzą lepiej... zwłaszcza Ci z południa. Za murem też zdarzały się tak zwane samce alfa, które myślą, że mogą brać co chcą bo tak, ale dzikie kobiety potrafią walczyć i pokazać takiemu, gdzie jego miejsce, gdy już wepchną mu w gardło jego odciętą męskość. -Możecie próbować. - Warknęła tylko i ścisnęła go mocniej za ramię by ruszył swój szanowny rybi zadek. Wiedziała, że z nim będzie poruszać się dużo wolniej i dużo głośniej. łucznik zapewne będzie chciał spróbować ściągnąć pomoc, albo zaalarmować towarzyszy. Niestety miał pecha, jego partner wykrwawił się w ziemię już dawno temu, mógł liczyć na inne patrole... ale tylko w teorii. Vera nim dotarł aż tu dokładnie zbadała znalezione tropy innych patroli zwiadowców i tropicieli rybogłowych. To umożliwiało jej teraz skierowanie się drogą, której ich ścieżki nie przekraczały. Do wilczycy przemówiła w dziwacznym, grubiańskim języku. -Biegnij naprzód. Ostrzeż mnie przed niebezpieczeństwem. - krótko i na temat. Język którym posługiwały się olbrzymi, starożytny język Pierwszych Ludzi był niezrozumiały dla południowców, a zwłaszcza takich ignorantów jak ten palant. Ten język zdawał się bardziej naturalny dla zwierząt i natury, dlatego to zazwyczaj w nim przemawiała do swoich pupili, jeśli aktualnie nie szczekała, albo nie warczała. -Kiedy ty będziesz błagał o litość, to my zaczniemy od nowa. - szepnęła mu złowieszczo po tym jak biała bestia zniknęła za drzewami przed nimi. Vera wciąż trzymała w prawe ręce swoje kościane ostrze, lewą prowadząc łucznika za jego prawe krwawiące ramię.
Wilczyca swoimi zmysłami ostrzeże ją jeśli wyczuje zbrojnych, a sama Vera obierze drogę z dala od ścieżek patroli, by spokojnie wrócić do Krwawej Bramy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Wto Maj 28, 2013 11:12 am

MG


Jest pewno powiedzenie: mężczyzna jest albo głodny, albo napalony. W tym wypadku o napaleniu nie mogło być mowy, ale głód... głód powoli zaczął mu doskwierać. Nie tylko jemu, wszak dziesięć tysięcy mord do wykarmienia to nie lada wyzwanie! Zwiadowca zerknął z ukosa na dziewuchę, przekraczając zmurszałą kłodę. Żadna dziwka mu nie wmówi, że niezwyciężona armia Tullych rozbije się o nieprzystępne Orle Gniazdo. Żadna. Na jej słowa uśmiechnął się tylko pod nosem kpiąco, wpatrując w palce dzikiej mocno zaciśnięte na jego zakrwawionym, pokaleczonym ramieniu. Najchętniej przerżnąłby ją tu i teraz, tak, żeby sama podcięła sobie gardło, kiedy już skończy - ale z wiadomych przyczyn to awykonalne. Zresztą, pewnie nawet by mu nie stanął.
- To język z twoich stron? - zapytał w końcu, słysząc, jak mówi coś do biegnącego obok wilka. Słowa były chropowate i brzydkie, zupełnie jak... - Pasuje do ciebie. Obrzydliwy dźwięk w obrzydliwym ciele. - uśmiechnął się pod nosem, wyraźnie zadowolony ze swych słów. Kiedy jednak wilczyca zniknęła w lesie, a on został tylko z dziką i jej kościanym ostrzem - spoważniał nagle. Jego umysł przez chwilę kreował możliwość zwalenia jej z nów, nie zważając nawet na ból w ramieniu - było to jednak zbyt ryzykowne. Ta przeklęta suka zapewne zdołałaby wbić mu ostrze w gardło, zanim zdążyłby krzyknąć "kurwa", a jeśli nawet pierwsza część by się powiodła - ciągle pozostaje ten pieprzony, zapchlony wilk.
- Prędzej sczeznę nim poproszę cię o litość. - sarknął pod nosem, z odrazą odwracając od niej wzrok. Nie wiedział, gdzie zmierzają - ale zapewne nie była to karczma z dziewkami do chędożenia.


Zapraszam do Krwawej Bramy~!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Czw Sie 15, 2013 3:02 pm

Nie wiedział, ile czasu już tędy jechał, ale sama podroż dłużyła mu się niemiłosiernie. Odkąd opuścił Oldtown czuł się jakoś nieswojo - droga do Doliny byla najeżona pułapkami, a kręcące się gdzieniegdzie niedobitki z Dorzecza potrafiły zatruć życie. Samotna podróż w takim wypadku byłaby szaleństwem, więc młodego maestra wysłano do Orlego Gniazda w towarzystwie dwóch najemników. Opłatę za ich prawie wierną służbę można było uiścić jeszcze w Cytadeli, więc na szczęście problem samotnego przejazdu ze Starego Miasta do Vale udało się szybko rozstrzygnąć na korzyść. Najemnicy rozmawiali głównie ze sobą, zresztą sam Lethys nie za bardzo chciał dzielić się swoimi przeżyciami z dwojgiem ludzi, których obchodziły jedynie pieniądze. W Dolinie liczył na zacniejsze towarzystwo.
Grupa natrafiła na pewne problemy w okolicach Reach, ale w tej chwil już się to nie liczyło. Nieco krwi zostało przelane, to było wręcz oczywiste, ale później nie nękano już podróżnych w spotaci dwóch najemników i młodego maestra. Dopiero teraz, gdy wjechali już do Doliny, mogły nastąpić kolejne problemy - należało pamiętać, że Księżycowe Góry są bardzo niedaleko, a co za tym idzie, równie niedaleko znajdowały się siedziby księżycowych plemion, tych dzikusów, którzy chcieli zdobyć Vale na własność, a przy okazji uprzykrzali życie wszystkim podróżującym w okolicy. Na kogo mogła trafić ta oryginalna grupa? Siedmiu raczy wiedzieć. Im bliżej Krawej Bramy, tym bezpieczniej, to trzeba było sobie wmawiać przez cały czas i oczywiście pouczać młodych, gniewnych o tym fakcie. Nie zatrzymujemy sie zbyt często, w nocy wartują na zmianę dwaj anjemnicy, maester robi to tylko od święta.
Liczył an to, że zastanie w Orlim Gnieździe kogoś na w miarę wysokim stanowisku, by dowiedzieć się co i jak. Może ktoś właśnie teraz potrzebował pomocy kogoś takiego jak Lethys? W tej chwili maester starał przypomnieć sobie, kto w obecnej chwili zamieszkuje Eyrie, kto jest dziedzicem, kto lordem i co ogólnie się dzieje. Na pewno niedawno Orle Gniazdo przeżywało oblężenie. Ta najwspanialsza twierdza w całych Siedmiu Królestwach nie zostałą zdobyta - przecież nie jest możliwe zdobycie Orlego Gniazda, jedynie szaleńcy mogli chcieć się na nie wybrać! Im szybciej ujrzy Kamień, Śnieg i Niebo, tym lepiej się poczuje i wreszcie będzie mógł na spokojnie pomyśleć o pracy w tym miejscu. A Księżycowe Drzwi? Je także pragnął jak najszybciej ujrzeć! No i te rozmyślania o komnacie maestra, a może nawet własnej wieży! I krukarnia! Wiedział, że opieka nad krukami na pewno będzie od niego wymagana, a on świetnie czuł się z tym zwierzakami. Ciekaw był także tego, co zostawił poprzedni maester - ksiąg, ziół... Czy trzeba będzie uzupełnić zapasy i zająć się zamawianiem niektórych produktów z westeros lub nawet zza morza. Finanse. One także były niezwykle istotne.
Pewnie łudził się, mając nadzieję na jakieś większe powitanie. Zapewne wszyscy znajdowali się teraz w Królewskiej Przystani, a przynajmniej większość Arrynów. Zresztą, kto by witał maestra? Oprowadzeniem po zamku spokojnie może zjaąć się ktoś inny, po co angażować w to kogoś wyższego rangą? I tak był niezwykel ciekaw tego, co zastanie na miejscu. Czy napotka jakieś pozostałości z wojsk Dorzecza? Któż to wie?
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Pią Sie 16, 2013 4:34 pm

MG

Młody maester musiał być zaiste wartościowy, skoro wyposażono go w dwóch najemników. Mimo, że nadal podróż mogła zakończyć się nieciekawie, Lethys miał przynajmniej poczucie względnego bezpieczeństwa. Tak, o jego bezpieczeństwo dbało dwóch najemników, którzy nie powierzyliby sobie nawzajem własnych żyć. Ale maester im ufał, a przynajmniej chciał ufać. Jakie to piękne.
"Nigdy nie płać za nic z góry", tego powinny być uczone wszystkie dzieciaki przez matki. Szczególnie jeśli zlecasz coś najemnikowi. Uzbrojonemu najemnikowi.
Czy można się dziwić, że w pewnym momencie owi wspaniali obrońcy maestra stwierdzili, że nie będą go eskortować?
- Czy ten gówniarz sam nie trafi na miejsce?
- A bo ja to wim? Nie wyglondo na głupiego.
- Mleko ma jeszcze pod nosem, to to niby maester? -splunął gęstą flegmą na trakt. Lethys był według nich za młody, przez co nie darzyli go szacunkiem. Ha ha, szacunek.
Naradzali się tak przez większą część drogi.
- Obrzydło mi niańczenie dzieciaka -starszy najemnik wyglądał tak spokojnie na 55 lat. Miał twarz pokrytą bliznami i wygląd człowieka, który potrafi zabić kilku chłopa za jednym zamachem. Ach, czuł, że się marnował w takiej podróży. Zabrzęczał monetami, które dostał w Cytadeli.- czas się pożegnać i zająć czymś odpowiednim dla prawdziwego mężczyzny.
Drugi z radością podchwycił pomysł. Z radością na jaką pozwolić sobie mógł wysoki, żylasty dryblas o wyrazie twarzy tak przedziwnym, że dałoby się go określić tylko jak "kot srający na pustyni".
- O wielki maestrze, dalej trafisz sam. Doliną Arrynów zrobisz sobie jakiś maestrowy spacerek. A i do Orlego Gniazda trafisz.
Czy Lethys mógł coś na to poradzić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Sob Sie 17, 2013 12:01 pm

Ej, chwila. Mieli go opuścić? Przecież... przecież była umowa! Do Orlego Gniazda. Mógłby spróbować to zrobić w nieco inny sposób, jakoś ich zatrzymać, w gruncie rzeczy to nie byłoby tak trudne, gdyby... gdyby miał pieniądze. Jedyne, co mu pozostawało, to albo ruszenie samemu dalej, albo...
- Panowie, Cytadela się o tym dowie, a wtedy możecie być pewni, że burdele nie będą was wpuszczać. Wszak nik nie chce mieć chorych kurew na stanie, prawda? Te panie i tak nie próżnują, więc przyjęcie zarobku od chorych na jakąś brzydką chorobę panów mogłoby być jedynie oznaką rozpaczy. Jeśli Cytadela się o tym dowie, wyśle tu i tam kruki, by was nie wpuszczano do tych radosnych przybytków.
Blefował? W sumie miał konakty w samej Cytadeli i mógł to wykorzystać, a poza tym trzeba było ratować swój tyłek przed samotnę podróżą w Dolinie.
- Jeśli dojedziemy we trzech do Orlego Gniazda, kurwy będą wasze, jeśli nie... cóż... Plotki rozchodzą się niezwykle szybko, a lepiej dmuchać na zimne.
Nie chciał jechać sam, nie przy tych cholernych Księżycowych Górach, gdzie wciąż mogło się zdarzyć coś wyjąkowo niedobrego.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Nie Sie 18, 2013 11:25 am

MG

- Hue hue hue, kurwy, powiadasz? -zarechotał ten starszy.
- Stary, płacił ty kiedyś za jakąś dziurkę?
- No chyba niedorobiony jesteś, jeśli płaciłem.
Najemnicy nie przestraszyli się groźbą maestra. Ale taka była prawda, jeśli byli wynajmowani do bardziej krwawych zadań niż to, zazwyczaj znajdowali sobie po drodze jakąś rozrywkę. Bo to mało dziewek po świecie się pałętało? I nie trzeba było za nie płacić!
- Ale żem się jednak trochę przestraszył -po chwili zaczął znów mówić stary, cmokał przy tym z niezadowoleniem.- Dziewek nie będzie? To na chłopców trza się będzie przerzucić.
- Takich jak ten tu maester? -dryblas szybko podchwycił gadkę starego. Widać, że jakiś czas ze sobą już przebywali.
- Taa... jak się na twarz nie będziemy gapić, to nawet ujdzie, hue hue. Zapamiętaj moje słowa, chudy. Potwór nie potwór, ważne, że otwór. Hue hue hue.
Co teraz? Jeszcze przed chwilą Lethysowi groziła co najwyżej samotna wędrówka do Orlego Gniazda. Z pewnością jakoś by się przemknął i uniknął niebezpieczeńst... a teraz? Źle to rozegra i przez jakiś czas będzie go bolało, gdy będzie siedział...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Pon Sie 19, 2013 2:36 pm

No masz ci los! Oni POMYŚLELI O TYM. Chyba nie zostało mu wiele do zrobienia. Tak czy inaczej będzie musiał dojechać do Orlego Gniazda sam, a potem... a potem napisać pełen irytacji list do przełożonych. Jeśli przeżyje. Jeśli to dobre słowo. Spiął konia, popędził go piętami i ruszył czym prędzej przed siebie, byleby zgubić tych cholernych najemników, ale przy okazji nie zgubić siebie. Jak to w ogóle mogło się stać?! Przeklęci anjemnicy. Jakby nie można było wyznaczyć jakiegoś honorowego rycerza czy coś, ie, zawsze kończyło się tak samo. Ot, lethysowe szczęście. Znając je, zaraz spotka coś bardziej niemiłego na swojej drodze. Orle Gniazdo juz było blisko, po co miałby marnotrawić całę swoje życie w księgach, by teraz nie dotrzeć nawet do miejsca swojej pracy?
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Sro Sie 21, 2013 2:23 pm

MG

Nadzwyczajny refleks uratował maestra przed niezbyt miłą dla niego sytuacją. No tak, jeśli nie ma się w mięśniach, to warto mieć jest olej w głowie i dużo siły w nogach. Lethysowi udało się uciec, popędził konia i szybko oddalił się od najemników. Jechali za nim? Bynajmniej. Mieli zamiar go postraszyć i właśnie to zrobili. Najważniejsze było dla nich to, że przestał im marudzić i zaoszczędzili tyle drogi.

Biedny maester, gdyby miał do dyspozycji rycerza to byłoby zupełnie inaczej. No tak, a gdyby babcia miała brodę, to by była dziadkiem. Lethys przekonał się na własnej skórze jak wygląda w praktyce płacenie za coś w góry. Wcześniej, w cytadeli pewnie nie miał styczności z prawdziwym życiem. Witamy na świecie, Maleńki!

/zt Lethys (jedź grzecznie dalej)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
124
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   Sro Lut 04, 2015 12:09 pm

Cholerna mżawka.
Po plecach Damona Arryna przebiegł mimowolny dreszcz, kiedy podjął mozolne próby ogrzania zgrabiałych rąk. Lepkie od wody, jesienne liście słały się grubym dywanem na nie mniej lepkiej ziemi. Każdy krok groził upadkiem, feralnym poślizgnięciem się, runięciem wprost na ukryty pośród listowia kamień i w efekcie wielogodzinnym zdychaniem pośród zbutwiałej ściółki.
Damon doskonale o tym wiedział i – nie wiedzieć, czy nauczony błędami przodków, czy kierowany instynktem – każdy kolejny krok stawiał ostrożnie, jakby w obawie przed zastawionymi na dzikie zwierzęta sidłami.  Skradając się w mroku, zaczął odczuwać pragnienie, więc ruszył ostrożnie przez oślizgłe zarośla w stronę, skąd dobiegało trajkotanie rzeki. Ukląkł tuż nad wodą. Była błotnista, pełna zgnilizny i martwych liści, ale Damon uważał, że odrobina mułu nie sprawi mu już różnicy; był tak brudny, jak tylko może być brudny człowiek… i tak zmęczony, jak zmęczone może być tylko osaczone zwierzę. Arryn zaczerpnął wodę dłońmi i napił się, nerwowo nasłuchując dobiegających zewsząd odgłosów - gdzieś odezwało się westchnienie wiatru, daleko za drzewami echo poniosło wycie wilka, zaś gęsta mgła napływała i odpływała na przemian. I…
… i właśnie wtedy Damon go zobaczył.
Leżał na brzuchu, z nogami w rzece, górną połową ciała na brzegu. Spoglądali na siebie przez chwilę, obaj szczerze przerażeni i zaskoczeni – obcemu chłopakowi sterczał z pleców długi kij… nie, złamane drzewce włóczni. Dopiero wówczas Arryn się zorientował, że tamten jest martwy.
Wypluł wodę i podpełzł bliżej, rozglądając się uważnie na boki, by się upewnić, że nikt nie czeka na stosowny moment, by i jemu wbić ostrze w plecy. Zwłoki należały do najwyżej piętnastoletniego giermka. Płowe włosy, zbrązowiała krew na szarych wargach... i te plamy. Czarne, sine plamy na skórze świadczące o przebyciu ostatniego stadium zarazy. Ktoś zabrał mu buty i najpewniej przez własną chciwość podzielił los chłopaka, który… nie różnił się specjalnie od Damona czy kogokolwiek innego – teraz, gdy był martwy. Każdy trup wygląda z grubsza tak samo.
- Niechaj Siedmiu ma cię w opiece. - mruknął do siebie Arryn, przesuwając ostrożnie palcami po powiekach chłopaka, zamykając martwe, szkliste oczy.
Śmierć.
Zrównuje wszelkie różnice. Dopada w końcu wszystkich i każdego traktuje tak samo.
Wydawało się, że giermek jest martwy od niespełna dwóch dni. To oznaczało, że  ktokolwiek go zabił (a raczej – dobił), wciąż mógł przebywać w pobliżu. Damon miał teraz wrażenie, że mgła pełna jest dźwięków. Może był to zwiad klanów, który czekał niewidoczny. Może była to tylko rzeka chlupocząca o brzegi. Zostawił zwłoki tam, gdzie leżały, cofnął się chyłkiem między drzewa i zaczął przemykać między pniami drzew, ledwo majaczącymi w szarości.  
Potknął się niemal o inne ciało, zakopane do połowy w stercie liści; leżało na plecach z rozrzuconymi rękami. Minął inne, wsparte na kolanach, z dwiema strzałami w boku, z twarzą w ziemi i tyłkiem wypiętym ku górze. Nic ma w śmierci ani krzty godności, to pewne. Arryn przyspieszył kroku, przynaglony chęcią powrotu do pozostałych, podzielenia się z nimi tym, co widział. Przynaglony chęcią oddalenia się od tych wszystkich trupów.
Ma się rozumieć, widział ich w życiu mnóstwo, więcej, niżby pragnął, ale nigdy nie czuł się w ich obecności spokojnie. Łatwo jest zrobić z człowieka zwłoki. Znał tysiące sposobów, jak to uczynić. Ale kiedy się to już dokona, nie ma powrotu. Jest się człowiekiem pełnym nadziei, myśli, marzeń. Człowiekiem obdarzonym przyjaciółmi, rodziną, miejscem, z którego pochodzi. A po chwili jest się tylko ziemią. Pomyślał bezwiednie o wszystkich tarapatach, w jakich kiedykolwiek się znalazł, o wszystkich walkach, w jakich brał udział. Pomyślał, że ma szczęście, skoro jeszcze oddycha. Diabelne, głupie szczęście. I pomyślał, że nie trwa ono wiecznie.
Teraz niemal biegł. Był nieostrożny. Poruszał się po omacku we mgle jak niedoświadczony chłopak. Nie zastanawiał się, nie węszył w powietrzu, nie nasłuchiwał. Wojownik, taki jak on, powinien być mądrzejszy, ale nie sposób zachowywać czujności przez cały czas. Nie dostrzegł niebezpieczeństwa.
Coś uderzyło go w bok, mocno, walnęło prosto w twarz. Dźwignął się jakoś, ale napastnik rzucił go kopniakiem na ziemię. Damon walczył, ale kimkolwiek był ten drań, odznaczał się budzącą grozę siłą. Nim Arryn zdążył się zorientować, leżał na plecach w błocie i mógł za to winić tylko siebie. Siebie, zwłoki i mgłę. Za szyję złapała go jakaś dłoń i zaczęła się zaciskać na tchawicy.
Ghrrr. – zaskrzeczał, szukając ręki tamtego; pomyślał, że nadszedł ostatni moment. Że wszystkie jego nadzieje obrócą się w ziemię. Śmierć zjawiła się w końcu i po niego...
Nagle palce przestały się zaciskać.
– Damon? – wyszeptał mu ktoś do ucha. – To ty?
Ghrrr.
Poczuł, jak dłoń puszcza jego krtań, i wciągnął ze świstem powietrze. Ktoś pociągnął go za kurtkę.
– Do diabła, Arryn! Mogłem cię zabić!
Teraz rozpoznał ten głos. Logen, ten łajdak z Paluchów, wielki jak stodoła, z wiecznie przekrwionymi oczami, zupełnie jakby wciąż płakał. Damon nie mógł się zdecydować, czy ma być wściekły, że niemal został uduszony, czy szczęśliwy, że wciąż żyje. Słyszał, jak tamten śmieje się z niego. Dźwięk twardy i bezlitosny niczym wołanie kruka.
– Nic ci nie jest?
Znosiłem już cieplejsze powitania. – wydusił z siebie chrapliwie.
– Szczęściarz z ciebie, mogłem powitać cię chłodniej. Znacznie chłodniej. Myślałem, że jesteś gdzieś dalej, na zboczu doliny.
Arryn skinął głową w stronę, skąd przybył.
Są tam trupy. Trzy.
– Trzy, hę? – spytał Logen, jakby uważał, że jego kompan nie wie, co oznacza ta liczba. – Ha!
Wygląda na to, że doszło tam do walki.
Logen znów wybuchnął śmiechem.
– Do walki? Tak myślisz?
Damon nie bardzo wiedział, co jego towarzysz przez to rozumie.
Ale wkrótce miał pojąć.

***

Kurwa. – powiedział.
Stali na szczycie wzgórza, cała dwudziestka z czterdziestki oddziału wysłanego z Orlego Gniazda. Mgła się przerzedziła, ale Damon niemal żałował, że tak się stało. Zobaczył teraz to, co Logen miał na myśli. Dolina, jak długa i szeroka, zasłana była trupami. Leżały porozrzucane po zboczach, tkwiły między skałami, spoczywały na kolcolistach. Zaściełały trawiaste dno niczym gwoździe, które rozsypały się z worka, poskręcane i połamane na brunatnej grząskiej drodze. Piętrzyły się zwałami niedaleko rzeki i na jej brzegach. Z resztek mgły wyzierały ręce, nogi i połamana broń. Zwłoki były wszędzie. Naszpikowane strzałami, podźgane ostrzami mieczy, porąbane toporami. Wrony nawoływały się skrzekliwie, przeskakując od jednego posiłku do drugiego. To był dla nich dobry dzień.
Kurwa. – powtórzył. Nic innego nie przychodziło mu do głowy.
– Tak sobie myślę, że ci z Gulltown szli tą drogą. – Logen marszczył z wysiłkiem czoło. – Tak sobie myślę, że się spieszyli. Próbowali uciec śmierci.
– Coś mi się zdaje, że nic spenetrowali dokładnie terenu – zagrzmiał Thog. – Coś mi się zdaje, że śmierć ich dogoniła.
Pewnie była mgła. – wtrącił Damon. – Tak jak dzisiaj.
Logen wzruszył ramionami.
– Może. Taka pora roku. W każdym razie byli na drodze, w kolumnie, zmęczeni po całodziennej wędrówce. I wtedy klany zaatakowały ich stąd i stamtąd, z grani. Najpierw strzały, żeby się rozproszyli, potem piesi, którzy nacierali z wysoka, wrzeszcząc i gnając na złamanie karku. W większości nieuzbrojeni uciekinierzy szybko ulegli, jak mi się zdaje.
– Bardzo szybko. – zgodził się Thog.
– A potem zaczęła się rzeź. Rozłożyli się na drodze. Za plecami mieli wodę. Nie było dokąd uciekać. Ludzie próbowali przepłynąć rzekę. Tłoczyli się, włazili jeden na drugiego, a zewsząd padały strzały. Niektórzy mogli dotrzeć aż do tamtych drzew, ale jak znam klany, trzymały w odwodzie kilku konnych, gotowych wylizać talerz do czysta.
Kurwa. – powtórzył znów Damon; czuł coś więcej niż mdłości.
– Zgrabnie jak dobra robota igłą. – zauważył Logen. – To trzeba im przyznać, tym łajdakom. Znają się na robocie, nie ma co mówić.
Damon powiódł wzrokiem wzdłuż mokrej doliny, przyglądając się tym wszystkim martwym ludziom na ziemi, skulonym, rozciągniętym i poskręcanym; nie byli niczym więcej niż tylko padliną dla wron.

***

Nie minęła doba, a Arryn znów przedzierał się między drzewami, gołe stopy ślizgały się i sunęły po mokrej ziemi, brei, wilgotnych igłach sosnowych; w piersi świszczał mu oddech, w głowie pulsowała krew.
Tym razem nie był jednak zwiadowcą.
Potknął się i runął, padając bokiem; niemal rozpłatał sobie pierś niewielkim toporem, który trzymał kurczowo w rękach, a potem leżał zdyszany, ze wzrokiem wbitym w leśną ciemność.
Teraz został zwierzyną.
Jeszcze przed chwilą towarzyszył mu Logen, był tego pewien, ale teraz nigdzie nie dostrzegał śladu towarzysza. Co do pozostałych.. nie mógł powiedzieć nic konkretnego. Czarne Uszy zaatakowały obozowisko jeszcze przed świtem, rozbijając oddział Arryna i rozpraszając ich po okolicy jak przerażone szczury.
Niezły ze mnie dowódca, pomyślał ironicznie, posiadać tyle informacji o wrogu.
Wiedział, że powinien zawrócić, ale wszędzie roiło się od pułapek, poza tym musiał… powinien odnaleźć Logena, choć to było niemal jednoznaczne ze śmiercią. Gdzieś z lewej strony dobiegło jakby wołanie, które po chwili przerodziło się w skowyt – Arryn dźwignął się powoli na nogi, dokładnie w chwili, gdy powietrze przeszył wrzask…
… który nagle zamarł.
Za jego plecami trzasnęła gałązka. Odwrócił się gwałtownie… i wtedy to zauważył.
W jego stronę zmierzała włócznia. Budząca grozę i szybka… a na jej drugim końcu majaczyła sylwetka odziana w skórę cieniokota.
Damon nawet nie zauważył, gdy z jego gardła wyrwała się głośny okrzyk - uskoczył w bok, potknął się i runął na twarz, po czym przetoczył się przez krzewy, oczekując w każdej chwili, że włócznia przeszyje mu plecy, zupełnie jak tamtemu dzieciakowi nad rzeką. Pozbierał się z ziemi, oddychając z wysiłkiem i wtedy znów dostrzegł wymierzony w siebie jasny szpikulec - zrobił unik, wśliznął się błyskawicznie za pień dużego drzewa czując, jak z rozciętej brwi obficie spływa krew. Wyjrzał, a wtedy przeciwnik zasyczał i zamierzył się włócznią. Arryn wychylił się z drugiej strony, tylko na mgnienie oka, potem zniknął, wyskoczył zza drzewa i wzniósł topór, rycząc co sił w płucach. Rozległ się głośny chrzęst, gdy ostrze zagłębiło się w czaszce mężczyzny.
Miał szczęście, ale uważał, że na nie zasłużył.
Wróg stał nieruchomo, patrząc na niego ze zdumieniem. Potem zaczął się chwiać na boki, po jego twarzy obficie spływała krew, miękka, różowa tkanka nieśmiało wyglądała spod ostrza jak ściśnięta gąbka. Wreszcie osunął się bezwładnie jak kłoda, wyrywając przy tym topór z dłoni Arryna, i upadł u jego stóp. Damon próbował  ująć rękojeść swej broni, ale mężczyzna wciąż jakimś cudem ściskał włócznię, której koniec chwiał się niebezpiecznie w powietrzu…
… i wtedy poczuł, jak na twarz pada mu cień. Cholernie wielki. Nie musiał podnosić wzroku, by przekonać się kto przed nim stoi – Arryn nie zdążył nawet sięgnąć po topór. Nie zdążył uskoczyć. Otworzył usta, ale przemówić też nie zdążył. Co można wyrzec w takiej chwili?
Runęli razem na mokrą ziemię, toczyli się po błocie, kolcach, połamanych gałęziach, szarpiąc się, uderzając i warcząc na siebie zupełnie jak zwierzęta – Damon walnął mocno głową o korzeń jakiegoś drzewa, zadzwoniło mu w uszach. Miał gdzieś schowany nóż, ale nie mógł sobie przypomnieć gdzie. Toczyli się bez końca, w dół zbocza, świat wokół nich wirował, Arryn zaś próbował otrząsnąć się z oszołomienia wywołanego uderzeniem i jednocześnie udusić…
... udusić…
… udusić Logena.
Oszalałego przez gorączkę epidemii, pogrążonego w majakach Logena.
Pęd nie ustawał ani na chwilę.
Rozbicie obozowiska niedaleko wąwozu wydawało się wcześniej mądrym posunięciem. Żadnego ryzyka, że ktoś się podkradnie od tyłu, jak mówił ze swoi głębokim śmiechem Logen. Teraz, gdy Damon ślizgał się na brzuchu po krawędzi klifu, pomysł z obozowiskiem stracił jakikolwiek sens. Jego dłonie darły mokrą glebę, wokół było tylko błoto i zbrązowiałe igły sosnowe. Próbował zacisnąć palce na czymkolwiek, ale chwytał tylko pustkę. Zaczął spadać. Z ust wyrwał mu się cichy skowyt.
Wreszcie jego dłonie natrafiły na coś. Korzeń drzewa, wystający z ziemi na samej krawędzi wąwozu. Damon zakołysał się w powietrzu, zdyszany, ale trzymał się mocno.
- Ha! - krzyknął. - Ha!
Wciąż żył. Trzeba było czegoś więcej niż dwóch mężczyzn, by położyć kres istnieniu Arryna! Zaczął się podciągać ku krawędzi urwiska, ale nie dawał rady, poczuł na nogach jakiś ogromny ciężar. Zerknął w dół.
Wąwóz był głęboki. Bardzo głęboki, o nagich i skalistych zboczach. Gdzieniegdzie do jakiejś szczeliny przylgnęło drzewo, rosnąc ku pustemu niebu i wysuwając w przestrzeń konary. Daleko w dole szumiała sykliwie rzeka, bystra i gniewna - spieniona biała woda, najeżona ostrymi czarnymi kamieniami. Nic dobrego, wiedział o tym, ale prawdziwy problem był znacznie bliżej. Wciąż towarzyszył mu Logen, kołysząc się łagodnie na boki, uczepiony brudnymi łapami jego lewej kostki.
- Kurwa… kurwa...  
Znalazł się w niezłych tarapatach. Nie po raz pierwszy, ale zawsze udawało mu się przeżyć, by śpiewać potem pieśni, trudno było jednak sobie wyobrazić gorszą sytuację. Pomyślał bezwiednie o swoim życiu. Teraz wydawało się pozbawione sensu i gorzkie, nikomu nie przyniosło niczego dobrego, pełne przemocy i bólu, naznaczone rozczarowaniem i znojem. Ręce zaczynały mu się męczyć, ramiona paliły ogniem. Logen nie zamierzał najwyraźniej spadać. Wręcz przeciwnie, zaczął się nawet podciągać. Znieruchomiał na chwilę, patrząc gniewnie z dołu.
Gdyby to Arryn był na jego miejscu, to z pewnością pomyślałby: „Moje życie zależy od tej nogi, której się trzymam - lepiej nie ryzykować”. Człowiek prędzej ratowałby siebie, niż zabijał wroga. Problem polegał na tym, że Logen nie myślał w ten sposób, i Damon o tym wiedział – nie myślał zwłaszcza teraz, w gorączce i majakach zarazy. Nie zaskoczyło Arryna więc, gdy tamten rozwarł swe wielkie usta i zatopił mu kły w łydce.
Damon wierzgnął z całej siły piętą, kopiąc głowę Logena, na której pojawiła się krwawa pręga, ale przeciwnik nie przestawał gryźć; im bardziej Arryn kopał, tym bardziej ślizgały mu się dłonie na mokrym korzeniu, którego nie pozostało już wiele, lada chwila nie byłoby się czego trzymać, a i ten kawałek wyglądał tak, jakby miał zaraz pęknąć. Próbował myśleć, zapominając o bólu w rękach, bólu w ramionach, zębach w nodze. Wiedział, że runie w dół. Jedyną alternatywą był upadek na skały albo do wody, i ów wybór sam się narzucał.
Jeśli masz do wykonania trudne zadanie, lepiej je wykonać, niż żyć w wiecznym strachu. Tak powiedziałby jego ojciec. Damon oparł się więc mocno drugą stopą o skalne zbocze, wziął ostatni głęboki oddech i rzucił się w przestrzeń, dobywając z siebie resztki sił. Poczuł, jak wyrywa się zębom, a potem kurczowo zaciśniętym dłoniom; przez chwilę, przez krótką chwilę własnego życia był wolny.
Później zaczął spadać. Szybko. Zbocza wąwozu przelatywały w pędzie - szara skała, zielony mech, łaty białego śniegu; wszystko to wirowało wokół niego.
Przekręcił się powoli w powietrzu, machając bezradnie rękami i nogami, zbyt przerażony, by krzyczeć. Wiatr chłostał go po oczach, szarpał za ubranie, wyrywał mu oddech z ust. Damon zobaczył przelatującego tuż obok Logena, który uderzył o skalne zbocze, gruchocząc sobie kości, odbił się i runął bezwładnie w dół, z pewnością martwy. Był to satysfakcjonujący widok, ale zadowolenie Arryna nie trwało długo.
Pojawiła się gwałtownie woda. Czekała na niego. Uderzyła go w bok niczym szarżujący byk, wybiła z płuc powietrze, wydarła myśl z głowy i wessała go w głąb, w lodowatą ciemność...
… na wieki, na głuche wieki, gdzie nie ma dzikich klanów, epidemii zarazy, żony z Dorzecza i nieustannego przerażenia.
Jest tylko śmierć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda   

Powrót do góry Go down
 

Wąska dolina na zachód od Orlego Gniazda

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Dolina Arrynów
» Teren na zachód od Krwawej Bramy
» Dolina Trzech Jezior
» Zapomniana posiadłość

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dolina Arrynów-