a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Loża lordowska



 

 Loża lordowska

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Loża lordowska   Wto Maj 21, 2013 10:14 pm

Tą, nieco mniej oczywistą i nieco pomijającą kobiece zasługi nazwą określa się lożę, gdzie zasiadają przedstawiciele najważniejszych rodów, oczywiście obligatoryjnie. Miejsce to znajduje się na lewo od loży królewskiej i lekkim półkolem okala pole bitewne. Oprócz pierwotnego zadania, jakim jest dostarczanie Lordom oraz ich rodzinom miejsca, z którego podziwiać mogą stających w szranki zawodników, stanowi także idealną okazję do zawierania nieoficjalnych traktatów oraz umów pomiędzy członkami istotnych rodów. To także najprawdopodobniej ze zgromadzonych tu dam zostanie wybrana przez zwycięzcę walki na kopie królowa miłości i piękna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
150
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Czw Maj 23, 2013 8:46 pm

/gdzieś tam była, już się dawno temu zgubiłam xDD /

Po wydarzeniach wczorajszego dnia Artemis spektakularnie szybko zaszyła się w swoich komnatach, nie chcąc z nikim rozmawiać. Nie dość, że w dużym stopniu wypiła za dużo wina, co skutkowało jej złym samopoczuciem. To na dodatek ten cały zamach ... Jeszcze nigdy się nie upiła, ale od wczorajszego wieczoru zna doskonale to uczucie i nie ma zamiaru w najbliższym czasie się zbliżać do wina. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie pamiętała dostatecznie dużo wydarzeń. Słyszała, że owszem to może być jeden ze skutków przedobrzenia tego cudownego trunku, ale, że aż tak ?
Niestety aż za dobrze został jej obraz biednej Bethany Frey. W czasie podróży do Królewskiej Przystani zdążyła polubić siostry Frey. Nic wręcz dziwnego, że Artemis z początku była zszokowana nie wierząc własnym oczom. Niestety dopiero w całości fakt, że to co widziała było prawdą dotarło do niej dzisiejszego ranka. Wcześniej po prostu alkohol mącił jej w głowie. Oczywiście od razu gdy wstała otrzymała od służącej serię informacji, a sądząc po zainteresowaniu dziewczyny i fakcie z jakim zapałem opowiadała o wczorajszym wieczorze była to raczej plotkara. Dlatego Artemis połowę informacji, które wypuściła z siebie służąca uważała za przekoloryzowane.
Wiedziała, że choć wczorajszy dzień był ciężki, a ją głowa bolała niemiłosiernie powinna wybrać się na turnieje rycerskie. Nawet z tego względu, że zawsze chciała zobaczyć jak to wszystko wygląda i funkcjonuje w stolicy. Jej zapał odrobinę, spadł po wczorajszych wydarzeniach, jednak to nadal była Artemis Tully. Jej nad wyraz duża ciekawość kiedyś z pewnością przysporzy jej kłopoty.
Kazała służącej by pomogła jej w ubraniu modnej granatowej sukni. Następnie uczesała długie pukle czarnych włosów w modną fryzurę. Z podniesioną godnie głowę kazała się zaprowadzić na pole bitewne. Bała się, że nie spotka tutaj żadnej znajomej i przyjaznej duszy, albo wyjdzie na jaw w jak koszmarnym stanie jest jej umysł po wczorajszym szaleństwie z winem , ale w sumie jak coś to zawsze może ukryć się gdzieś w kącie i udawać, że tu jej w cale nie ma. Chyba.
Wszędzie wisiały flagi z herbem rodu Targaryen. Właśnie przestąpiła do loży lordowskiej gdy kończył się pojedynek dwóch mężczyzn na łuki. Przyjrzała się zwycięzcy z niejakim podziwem. W dzieciństwie lubiła strzelać z łuku, ale nie mogła się równać ze swoimi umiejętnościami z owym mężczyzną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Sob Maj 25, 2013 12:24 pm

Loża lordowska była tylko na wpół zapełniona. Właściwie stało się to już tradycją, że część przedstawicieli rodów Westeros wcale nie pojawiała się na turnieju. A już szczególnie na zawodach łuczniczych.
Od paru ładnych lat strzelanie z łuku nie fascynowało już tylu lordów i lady. Co więcej, bardziej można było je teraz nazwać rozrywką dla pospólstwa. W końcu co takiego, czego na swoim dworze nie mogliby ujrzeć wysoko urodzeni, reprezentowały szranki łuczników? Ogólnie rzecz biorąc - nic.
Inna sprawa jeśli wziąć pod uwagę walkę na miecze. Owszem, może i była to najpopularniejsza forma zbrojnych potyczek w Siedmiu Królestwach i praktycznie każdy młodzik uczył się jej od najwcześniejszych lat, jednak to właśnie ta popularność sprawiała, że górowała ona nad zawodami łuczniczymi podczas turniejów. I była bardziej fascynująca.
Jednakże najpopularniejszym, a co za tym szło, najbardziej prestiżowym punktem każdego turnieju, zawsze, ale to zawsze trzeba nazwać było walkę na kopie. To tutaj szlachetny rycerz mógł zaprezentować swój wdzięk, swą klasę. Pokazać się od jak najlepszej strony. Ukazać swój talent w walce. Paradoksalnie jednak, ta forma potyczek jak najmniej miała z nią wspólnego. Bo kto w ferworze bitwy przygotowywałby się i prezentował swe olśniewające zbroje, gdy wróg czyhał u bram? Ale jednak. To właśnie walka na kopie była tym najjaśniejszym punktem programu, tym na co wszyscy zgromadzeni czekali. Podczas niej można było liczyć na pojawienie się nawet samego króla. Także wszystkie wysoko urodzone lady przepychały się przez loże, byle tylko usiąść jak najbliżej toru dla jeźdźców i mieć możliwość zostania Królową Miłości i Piękna. Nigdy nie szczędziły wtedy w bogatych sztach i błyskotkach.
Także nie, w loży obecnie nie zasiadało zbyt wielu ludzi.
Nic nie pomagało Geroldowi bezczynne siedzenie w namiocie, także po zregenerowaniu sił po wyczerpującym starciu - zapewne bardziej psychicznych, niż fizycznych - postanowił przyjrzeć się reszcie swoich potencjalnych przeciwników. Jeśli teraz sprawdzę ich umiejętności, wiedział będę z czym mam do czynienia w najbliższej przyszłości.
Ruszył zatem dzielnym krokiem w stronę loży lordowskiej. Tak, lordowskiej. Mimo, że nie pochodził z żadnego z wielkich rodów Siedmiu Królestw, z pewnością miał tam prawo przebywać. Idąc zauważył kilka par oczu wlepionych w niego, co pozwalało mu wywnioskować, że owszem, spodobał się. A nawet więcej, może stanie się również niektórych faworytem. Uśmiechnął się na tę myśl, gdyż, nie oszukujmy się, lubił, gdy go podziwiano.
Dotarł do jednej ze środkowych ław i zasiadł na niej. W tym właśnie miejscu mógł doskonale przyjrzeć się swym przeciwnikom. Obecnie na polu turniejowym stała jedna z najdziwniejszych par łuczników, jakie do tej pory w swoim życiu widział. Jednym z nich był, według Gerolda zdecydowanie zbyt sztywny, wędrowny rycerz. Ser Lohn Wells, z tego co udało się Dornijczykowi dowiedzieć. Drugą postacią stojącą pewnie na torze strzeleckim jawiła się piękna młoda kobieta, z pewnością pochodzenia tutejszego. Gerold zdziwił się, że ta dama odważyła się podjąć próby w turnieju. I to chyba jedyna kobieca uczestniczka w całym tym wydarzeniu. Młody Yronwood jednakże nie zlekceważył jej. Widział, że śmiało trzyma łuk w dłoniach, a jej ruchy są o tyle szybkie i pewne, co i opanowane, co dawało dużą przewagę podczas strzału. Dodatkowo, nie raz widział w Dorne, gdy kobiety parały się sztuką walki. Zdecydowanie całe ziemie Siedmiu Królestw na północ od Dorne, są zbyt konserwatywne. Myśląc o ziemiach, miał oczywiście na uwadze ich mieszkańców.
Po pierwszym strzale dwójki uczestników, Gerold trochę się poruszył ze zdenerwowaniem, gdyż obydwoje poradzili sobie lepiej niż on podczas pierwszego strzału. Ale to były tylko nerwy. Później trafiłem przecież wręcz mistrzowsko! Próbował pocieszyć się na duchu, jednak wciąż czuł pewną obawę. Podparł brodę pięściami i w takiej oto pozycji czekał na dalsze wydarzenia turnieju.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
84
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Sob Maj 25, 2013 1:19 pm

Turniej. Kolejne cudowne wydarzenie na cześć nowego króla – Aerysa II. Widać było, że skarb państwa nie szczędził wydatków na rozrywkę dla przybyłych. Ciekawe na jakie długi naciągnie się, lub już naciągnęła, rodzina królewska. Ile są w stanie poświęcić dla zdobycia szacunku od podległych im rodów. Ponieważ państwo samo w sobie, w przeciwieństwie do niektórych rodzin, nie można było zaliczyć do najbogatszych.
Kiedy Lynette szła w kierunku, w którym odbywał się turniej, słyszała odgłosy świadczące, że walki już rozpoczęto. Nie dziwiło jej to, nie należała do osób, które na umówione spotkanie przychodzą nawet przed wyznaczonym czasem. Wolała aby na nią czekano niż sama czekać.
Wciąż idąc rozmyślała o otrzymanym niedawno liście od ojca. Zawierał tylko trzy niedługie akapity, Książę Dorne nie należał do ludzi, którzy leją wodę. Wolał krótkie, wręcz lakoniczne wypowiedzi, na temat. Istnieje powiedzenie: Czarne skrzydła, czarne słowa. W tym wypadku, nie potrafiła jednak określić czy jest ono prawdziwe. Porównywalny był jedynie czarny atrament, którym zostały wyryte wyrazy na lekko pożółkłym papierze. Większa część tego co zostało napisane było dla Dornijki niczym nowy, spodziewała się właśnie tego, a słowa ojca utwierdziły ją tylko w jej przekonaniach. Jednak to co było umieszczone na samym końcu, w ostatnim akapicie było czymś czego nigdy by się nie domyśliła. Można pomyśleć, że jeśli wychowała się na dworze u jego boku, powinna wiedzieć o nim wszystko. W końcu to on ją wychował, on ją wszystkiego nauczył. Przekazał swoim dzieciom nawet własne rozumowanie, przekonania. A jednak nadal potrafił zaskakiwać. Co do samej treści nadal nie miała pojęcia czy jest ona negatywna, czy pozytywna. Najpewniej zawierała trochę z obydwu tych cech.
Rozmyślania Martellówny przerwało jej dotarcie na turniej. Szybko udało jej się określić, że zawody strzeleckie idą pełną parą. Już pierwsi zawodniczy zdążyli ukończyć zmagania między sobą. Jednym z nich był Yronwood, rodak Lynette, suzeren jej ojca. Na szczęście udało mu się pokonać przeciwnika, dobrze byłby gdyby wygrał całe zawody. Podniosłoby to na pewno szacunek do Dornijczykków, których teraz nie był zbyt dobry.
Już miała ruszyć do namiotu Gerolda, aby mu pogratulować, gdy ujrzała go w loży lordowskiej. Szybkim krokiem udała się w tamtym kierunku i przysiadła obok chłopaka.
- Moje gratulacje. Startowałeś jako pierwszy i już zdążyłeś pokazać jaki jesteś dobry w tym fachu. Nie wątpię, że teraz twoi przeciwnicy będą się bać zanim staną z Tobą do walki.
Być może powinno być jej wstyd, że ominęła jego występ. Tak jednak nie było. Nawet jeśli nie dowiedziałaby się wcześniej o wynikach i tak byłaby pewna, że Gerold wygrał. Widziała jak walczyć w Słonecznej Włóczni jako giermek samego Księcia. Nie nabijała się z niego ani nie koloryzowała mówiąc jaki to świetny był w łucznictwie. Mówiła prawdę. Widziała wielu, którzy strzelali z łuku, ale nigdy nie mieli szans stając w szranki z młodym Yronwoodem. Choć pewnie takie właśnie słowa mówiono również o innych, którzy postanowili pokazać swoje umiejętności na turnieju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Sob Maj 25, 2013 4:25 pm

Nastąpiła dłuższa przerwa w turnieju wprowadzona pod pretekstem potrzeby odsapnięcia uczestników i przygotowania się do kolejnych starć. Potrzeba odpoczynku. Z pewnością. Gerold prychnął okazując tym samym sceptycyzm co do decyzji organizatorów turnieju. Zwyczajnie chcą się przypodobać lordom, dając im okazję do ucztowania i uchlania się. Ale oczywiście wszystko dla dobra zawodników! Sam Gerold nie mógł już się doczekać aż odda kolejne strzały w turnieju. Nie potrzebował żadnej przerwy. Gdy trzymał w rękach łuk dopiero zaczynał czuć, że żyje. Teraz kiedy musiał czekać, wydawało się jak gdyby został wyrwany z kontekstu, że będzie sobą dopiero stojąc ponownie na torze łuczniczym. Stronił również od alkoholów i objadania się. Możliwe, że bardziej znaczący przedstawiciele rodów traktowali ten turniej jako zwykłą rozrywkę i pole do popisania się. Jednak nie Gerold. Odkąd przybył do Królewskiej Przystani nie tknął nawet kropli wina, co dopiero mówić o ale, by zachować trzeźwy umysł i zadowalającą koordynację ruchów. Z niechęcią patrzył na paru zawodników, którzy ewidentnie spożyli już nadmierną ilość trunków. Lecz to była ich sprawa. Młodzieniec musiał jednak pokazać się od jak najlepszej strony, by zyskać w oczach innych, a tym samym pokazać chwałę i świetność Dorne.
W lożach panował gwar. Każdy rozmawiał z każdym i trudnością było skupić się na własnych myślach. Tak i Gerold miał z tym problemy i darował sobie ostatecznie rozważania związane z tym, jaką technikę przyjąć w następnym pojedynku, które strzały wybrać, jak ustosunkować się do wiatru. Rozejrzał się wokół. Ludzie w najprzeróżniejszych kreacjach, z różnych zakątków świata, siedzieli tak blisko niego. Nigdy nie zdarzyło się by miał styczność aż z tyloma tak różniącymi się od siebie osobami. Przerzucając wzrok to z jednej postaci na drugą, dojrzał coś znajomego. A właściwie kogoś. Z pewnością pochodziła ona z jego ziem - nie trudno było w tym tłumie wyłapać Dornijkę. Kiedy zauważył, że zbliża się w jego stronę, już wiedział z kim ma do czynienia.
Księżniczka Lynette była jego rówieśnicą. Jednakże to właściwie wszystko, co ich łączyło. Ona urodziła się jako córka Księcia Dorne, wywodziła się z Martellów, jego suwerenów. On był tylko synem jednego z pomniejszych lordów, na dodatek wcale nie dziedzicem. Oczywiście niegdyś, jako małe dzieci, bawili się często w Wodnych Ogrodach, ale zawsze wpajano mu, że to jego księżniczka i powinien się o nią troszczyć i ją szanować. Pamiętał jak jego starsze siostry siedząc w pobliżu sadzawki, często czesały włosy małej księżniczce, beztrosko przy tym chichocząc. On nie miał z nią nigdy aż tak bliskich stosunków. Przecież w końcu był chłopcem, a chłopcy mieli inne rozrywki, takie jak na przykład strzelanie z łuku. Musiał jednak przyznać, że zawsze coś go fascynowało w młodej Martellównie, choć być może miało to jedynie związek z jej pozycją i niesamowitą pewnością siebie, jaką przejawiała od najmłodszych lat. Później nie widział jej przez długi okres czasu. Dopiero gdy zjawił się na dworze w Słonecznej Włóczni, by służyć księciu Edricowi, ponownie ujrzał księżniczkę Lynette. Zdecydowanie wyrosła na piękną, młodą kobietę. Gerold wciąż jednak utrzymywał dystans, wiedząc, że nie przystoi nieproszonym w żaden sposób, nawet chociażby rozmową, narzucać się księżniczce. Ostatecznie to nie był cel jego przybycia do siedziby Martellów. Niesamowicie zdziwił się więc widząc księżniczkę tutaj i to jeszcze zmierzającą w jego stronę.
Szybko poderwał się na nogi widząc, że ta planuje usiąść.
- Witaj księżniczko - skłonił się jej wpół i dopiero, gdy ta zajęła wybrane przez siebie miejsce, przycupnął ostrożnie obok niej.
Nie miał pojęcia co mogłoby ją tu sprowadzać. Nie było tajemnicą, że Dornijczycy, a szczególnie Martellowie, nie pałali aż taką miłością do turniejów, jak inni mieszkańcy Siedmiu Królestw. Gerold pomyślał więc, że może to Edric, zauważając jego wybycie do stolicy, postanowił wysłać po niego swoją siostrę. Po chwili jednak otrząsnął się, rozumiejąc, że to wręcz niemożliwe. Z pewnością nie kazałby Lynette gonić zwykłego giermka, a z resztą tak szybko nie zdążyłaby tu dotrzeć. Musiało więc sprowadzać ją do Królewskiej Przystani coś zupełnie innego. Całkiem możliwe, że miało to związek ze świeżą koronacją króla. Jednak skąd Gerold miał o tym wiedzieć? W końcu był tylko prostym giermkiem i synem lorda pomniejszego rodu.
- Dziękuję ci księżniczko za te słowa. Starałem się jak tylko mogłem by utrzymać dobre imię twej rodziny - odparł jej na ten komplement, który bądź co bądź miło połechtał jego ego. - Mam nadzieję, że zapewniłem ci nieco rozrywki, księżniczko. I przykro mi, że nie podszedłem do ciebie zanim rozpoczął się turniej. Niestety cię nie zauważyłem. A z resztą nie wiedziałem, że w ogóle cię tu spotkam, moja pani - podniósł głowę i przyjrzał się dziewczynie dokładniej. - Co cię tak właściwie sprowadza do stolicy, księżniczko, jeśli mogę w ogóle spytać?
Gdyby tylko mógł ponownie złożyłby jej ukłon, jednakże siedząc nie było to możliwe.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
84
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Sob Maj 25, 2013 5:15 pm

Być może w Wodnych Ogrodach naprawdę spotkała córki Lorda Yronwooda. Być może, bo w tamtym miejscu przewinęło się tyle osób, że spamiętanie wszystkich było niemożliwe. Zliczenie wszystkich dziewcząt, z którymi czesały sobie nawzajem włosy. Wszystkich dzieci, z którymi biegała po różowych marmurach dziedzińców. Powinna zapamiętać trzy młode Dornijki, niewiele starsze od niej. Było to jednak tak dawno temu, a czas zamazał wspomnienia jak morze zamazuje słowa nabazgrane na piasku.
- Witaj, Panie. - odwzajemniła lekkim dygnięciem ukłon Gerolda i zajęła miejsce obok tego, na którym siedział.
Na pewno nie przybyła na turniej, ponieważ tak nakazał jej brat. Gdyby nawet tak uczynił, Lynette zrobiłaby wszystko aby wyjść mu na przekór. Na pewno nie zawitałaby na turniej. Nie pojawiłaby się nawet w okolicy. Wyjechałaby na polowanie lub po prostu zaszyła się w swoim pokoju, bibliotece albo jeszcze innym miejscu na terenie zamku. Miejscu jak najbardziej oddalonym od terenów, na których odbywał się turniej.
- Nie przejmuj się tym. Lożę już są pełne, na turniej przybyło wiele ludzi. Nic w tym dziwnego, że nie mogłeś mnie znaleźć. – Tak naprawdę to Dornijczyk nie mógł jej znaleźć, ponieważ wtedy jeszcze jej tu nie było. Ale po co miała przyznawać się do błędu? Poza tym wątpiła, że szukał jej wcześniej skoro nawet nie miał pojęcia, że przybyła do Królewskiej Przystani.
Dlaczego przybyła do stolicy? Odpowiedź była wprost banalna. Ponieważ jej ojciec nie należał do osób, które tryskają zdrowiem. Dlaczego więc miał je dodatkowo marnować na nowego króla. Czy nie lepiej wysłać tam swoje dzieci? Poza tym był to dla nich tak jakby test na to czy sprawdzą się wśród przedstawicieli innych rodów. Takiego zdania była przynajmniej Lynette, bo ojciec nigdy takich słów nie wypowiedział na głos. Edric również nie miał zamiaru zawitać do Królewskiej Przystani. Jak sam mawiał: …nie miał zamiaru kłaniać się kolejnemu królowi, który usiadł na tronie tylko dlatego, że urodziła się jako najstarszy Targaryen. W dodatku najpewniej nie spełni swoich obowiązków jak jego poprzecznicy, więc po co marnować na niego czas?... Lynette jednak z chęcią skorzystała z okazji, żeby wyjechać. Była niezwykle ciekawska, więc poznanie nowego miejsca było dla niej ogromną wygraną.
- Właściwie to koronacja nowego monarchy. Jednak już od dawna chciałam odwiedzić to miejsce, a ostatnie wydarzenia były tylko pretekstem.
Trzeba było przyznać, że był to idealny czas na odwiedzenie stolicy. Bo czy kiedy indziej można by trafić na taką ilość rozrywek? Bal, turniej… Mimo, że te wydarzenia nie należały do jej priorytetów, były ważną częścią całości. Najbardziej podobało się jej jednak kiedy wędrowała po właściwej części Królewskiej Przystani w otoczeniu swoich strażników. Mogła wtedy zobaczyć to miasto takim jakim jest na co dzień, jakie jest naprawdę, a nie to co pokazywano im w zamku. Tam nie było wytwornych strojów, bogactwa, a wręcz przepychu; tylko nędza.
- Jak widzę obserwujesz przeciwników. Obawiasz się ich? Uważasz, że uda Ci się ich pokonać? - gdyby się wsłuchać było można usłyszeć nutkę ciekawości w głosie księżniczki. Choć dla postronnego obserwatora mogło to wyglądać jak zwykła wymiana uprzejmości, ona naprawdę brała sprawę na poważnie. Może była to nawet jedna z niewielu scen kiedy można ją było zobaczyć taką jaką była kiedyś? Małą ciekawą świata dziewczynką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
179
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Sob Maj 25, 2013 9:43 pm

Ariel wyobrażała sobie całkiem inaczej wizytę w Królewskiej Przystani. Miał być bal, tańce, piękne stroje, dekoracje, młodzi mężczyźni, których z chęcią by poznała i kokietowała. Była zachwycona przepychem i bogactwem, jednak zamach na króla i śmierć przyjaciółki zmieniła wszystko. Dziewczyna nawet nie wiedziała jak znalazła się w swojej komacie, kto ją do niej zaprowadził, ani co się działo potem. Była zszokowana. Nie przespała całej nocy. Młoda dziewczyna, mniej więcej w jej wieku, straciła życie! Ot, tak sobie! Nie można było przejść nad tym do porządku dziennego. Ariel przepłakała całą noc. Dopiero, gdy pojawiła się piastunka, która uświadomiła dziewczynie, że powinna pojwić się na turnieju. Właśnie… turniej. Ariel, gdy tylko dowiedziała się, że będzie mogła obejrzeć zmagania rycerzy była w siódmym niebie. W końcu mieli potykać się ze sobą najznamienitsi rycerze królestwa. Była przeszczęśliwa. Ale teraz? Teraz nie miała ochoty wchodzić z komnaty w innym celu niż powrót do Riverrun, gdzie czuła się bezpieczna. A co jak dzisiaj też będzie zamach na króla i tym razem to ona padnie ofiarą zamachowca, który jak widać nie szczędził przypadkowo napotkanych ludzi? Nie myślała o tym, że pewnie teraz ochona jest jeszcze bardziej wzmożona. Na pewno są ludzie, którzy są odpowiedzialni za bezpieczeństwo króla i mają się na baczności. Jednak Ariel czuła się niezręcznie. Piastunka pomogła jej się ubrać i spiąć ładnie włosy. Przypudrowała jej twarz. Nie chciała wyglądać jak cień mimo, że ledwie słabo się czuja po dzisiejszej nocy i była jeszcze bardziej blada niż zwykle. W takim stanie pojawiła się na turnieju w loży lordowskiej witając się dygnięciem ze wszystkimi i szukając wzrokiem swojej siostry. Stanęła przy niej, przywitała się i od niechcenia spojrzała na miejsce, w którym toczyły się walki. Jakoś nie miała ochoty na jakąkolwiek rozrywkę. Myślała o Bethany, zamachu na króla i wszystkich złych rzeczach, które miały miejsce w dniu wczorajszym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Nie Maj 26, 2013 1:34 am

Loże, tak jak zauważył wcześniej, wcale nie były aż tak pełne. Księżniczka dopiero zobaczy, co znaczy "wiele ludzi", gdy zaczną się walki na kopie. Gerold jednak nie wyprowadzał jej z błędu. Niech ma swoją chwilę na podziwianie tych tłumów. Owszem, nawet ta liczba osób, która obecnie oglądała turniej mogła się wydawać duża, jeśli nie miało się jej do czego porównać. Całkiem możliwe, że księżniczka na turnieju była po raz pierwszy, jemu jednak zdarzyło się już niegdyś odwiedzić z ojcem stolicę i widzieć podobne wydarzenie. Wtedy również wydawało mu się, że już na samym początku zjawiła się masa ludzi.
- Jeśli tak mówisz, moja pani, już przestaję się tym przejmować - odrzekł z uśmiechem kobiecie. - Czy jednak teraz, skoro się spotkaliśmy, a właściwie ty mnie znalazłaś, zgodzisz się na to bym ci towarzyszył do zakończenia turnieju? - wykonał zamaszysty, teatralny ruch ręką, wskazując na siebie. - Mam nadzieję, że moja osoba jest godna przebywania w pobliżu księżniczki Dorne - powiedział żartobliwie, czekając jednak na odpowiedź.
Mając na uwadze swoje uczestnictwo w turnieju, dodał jeszcze:
- Oczywiście będę czasem odchodził, by sobie postrzelać z łuku - zaśmiał się (a takie tam sobie postrzelać). - Ale postaram się byś w tym czasie nie została sama. Może nawet uda mi się zastąpić moje towarzystwo, równie dobrym.
Miał nadzieję, że nie zanudzi księżniczki. Z pewnością przybywając do Królewskiej Przystani liczyła na dobrą zabawę i poznanie ciekawych ludzi. A tu cóż... trafiła na swojego rodaka i to takiego, który aż tak bardzo rozrywkowy nie był. Jednakże Gerold postanowił sprostać zadaniu i chociaż spróbować tego dnia być dobrym towarzyszem.
- Tak właśnie podejrzewałem, że koronacja króla była powodem twego przybycia. Nie często się w końcu nadarza okazja uczestnictwa w takim wydarzeniu. Trudno by z niej więc nie skorzystać. Ciekawy jednak jestem, czemu to sam książę Edric nie zawitał w stolicy? - gdyby tak się stało nie musiałby się później tłumaczyć, dlaczego bez jego pozwolenia wymknął się na turniej.
Po chwili zrozumiał jednak, że tym pytaniem może za bardzo wchodzić z butami w życie Martellów. A to nie było w dobrym guście. Lynette mogłaby się również zainteresować, dlaczego to Gerold nie służy w tej chwili Edricowi. W końcu tam gdzie pan, tam i jego giermek. Zmienił więc temat, a przynajmniej się starał.
- Ale nieważne. Z pewnością miał swoje powody. W tej chwili interesuje mnie bardziej to, jak ci się podoba Królewska Przystań? Zawitałaś do jakichś ciekawych miejsc, znalazłaś to co oczekiwałaś zastać w stolicy? Oczywiście nie biorąc pod uwagę ostatnich nieszczęsnych wydarzeń w Czerwonej Twierdzy. Nie jestem tu po to, by przypominać ci o przykrych rzeczach, księżniczko.
Owszem słyszał o próbie zamachu na króla i śmierci jednej z wnuczek Waldera Freya. Od jakiegoś czasu zastanawiał się nawet, czy Królewska Przystań jest obecnie odpowiednim miejscem do składania wizyt. On może jakoś by sobie poradził z niespodziewanymi i niebezpiecznymi zdarzeniami, ale chociażby taka Lynette. niekoniecznie. Tak, zdecydowanie powinien mieć ją na oku.
Powinien w takim wypadku się rozdwoić. Trudno było przecież pilnować księżniczki, a zarazem być na bieżąco w wydarzeniach dziejących się na polu łuczniczym. Tylko głupiec lekceważyłby swoich przeciwników. Kiedy księżniczka zapytała się o jego szanse w starciu z nimi, musiał się porządnie zastanowić. Nie chciał jej jednak skłamać.
- Jakby to ująć, moja pani... Z pewnością każdy z mych przeciwników ma za sobą wiele dni przebytych na szkoleniu się w sztuce łuczniczej. Nie ujmie mi to więc honoru, jeśli powiem, że nie jestem pewny mojej wygranej - mówiąc to, spojrzał w stronę toru strzeleckiego i wskazał księżniczce Lyesse. - Spójrz chociażby na tę zawodniczkę. Ignorant powiedziałby, że ta drobna kobieta nie ma szans w starciu z żadnym z mężczyzn. Nie wygląda również na wysoko urodzoną - gdzie zatem miałaby się nauczyć, jak korzysta się z łuku? Ale ten ignorant nie wie, jak ona spędziła swoje życie. Być może trudne czasy zmusiły ją do sięgnięcia po oręż, byleby tylko móc przeżyć. Może spotkała niegdyś wytrawnego łucznika i od niego nauczyła się sztuki strzeleckiej? Dodatkowo mogę cię zapewnić, że ma świetną postawę i niezły refleks. I nawet pomimo swego pierwszego strzału, który raczej jej nie zadowolił, nic nie jest przesądzone - mówił powoli, ale z wielkim zaangażowaniem, by jak najlepiej przekazać Lynette swoje zdanie. - W końcu sama widziałaś, że mój pierwszy, a nawet drugi, strzał nie był zbyt dobry. Ale jednak wygrałem.
Posłał jej jeden ze swych uśmiechów, który jego siostry określały jako uroczy i wpadający w gusta większości kobiet.
- Nie obawiaj się jednak księżniczko o mnie. Już długo param się łucznictwem i żeby cię nie oszukiwać, mam po prostu do tego wrodzony talent. Myślę więc, że moje szanse na wygraną są dość wysokie - odparł pewnie, ale i z nieskrywaną wesołością. - Co cię jednak sprowadziło na turniej już w tak wczesnych dniach. Zazwyczaj więcej ludzi przychodzi już pod koniec wydarzenia. Czyżbyś chciała już sobie zająć najlepsze miejsce, które umożliwiłoby ci zostanie Królową Miłości i Piękna? Bo moim zdaniem, masz na to duże szanse.
Według Gerolda każda kobieta była piękna. Jednakże uroda Lynette przemawiała do niego bardziej, niż pozostałych otaczających go dam. W pobliżu zauważył chociażby dwie przedstawicielki rodu Tully - siostry, choć tak bardzo od siebie różne. Pewien był jednak, że gdyby to on miał wybierać Królową Miłości i Piękna, wybrałby Lynette Martell.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Nie Maj 26, 2013 12:18 pm

Co to była za noc?! Ranek był jeszcze bardziej paskudny! Po powrocie do zamku dowiedziała się samych okropności! Zamach na jej kochanego bratanka! Śmierć jednaj z wnuczek Lorda Przeprawy! Jakby tego było mało wszyscy myśleli, że i ona została porwana przez zamachowca! Szukano jej! W sumie wiele się nie pomylili, bo miała pecha trafić na jakiś zamachowców w Zapchlonym Tyłku. Troje ludzi usiłowało ją zamordować! Dlaczego?! bo miała białe włosy i fioletowe oczy? Bo była Targaryenem!? Nie dość, że wróciła tuż przed świtem to przez te wszystkie wieści nie mogła zasnąć mimo zmęczenia. Czuła się jak więzień! Przed jej drzwiami wystawiono wartowników, jej służka spała z nią... cóż począć. Zasnęła gdy świat był już jasny, dlatego też spóźniła się na turniej. Musiała się wyszorować, zmyć z siebie zaschnięte ślady krwi i zamaskować nieduże cienie pod oczami. Musiała pokazać się ludziom, że nic jej nie jest.

Dlatego też kroczyła teraz odziana w suknię barw Smoków, z wysokim kołnierzem i i długimi, dzwonowymi rękawami, których jedna strona sięgała ziemi. Za nią kroczyło dwóch zbrojnych. Co za żenada! Rhaena jednak nie poszła do loży królewskiej. Nie chciała siedzieć niemal sama, wolała zająć miejsce w loży lordowskiej i tam też się udała wzbudzając nie małe zainteresowanie.
Białe kłaki miała spięte wysoko w imponującego koka spiętego czerwoną spiną w kształcie smoka. Rozejrzała się stojąc na szczycie... gdzie tu zasiąść. Dojrzała księżniczkę Dorne, nawet nie pamiętała czy widziała ją na balu. Zainteresowały ją jednak dziewczyny z Tullych. Zaskoczyła ją ich obecność. Czyżby nic nie wiedziały. Wieści szybko się rozchodzą, ale widać chyba nie wystarczająco. Dlatego Rhaena ruszyła własnie do nich.
-Witajcie miłe panie. Pozwolicie, że przysiądę się do was. - Powiedziała stając za kobietami na chwilę, by swoich słowach, zejść ciut niżej i usiąść obok nich. -Dużo mnie ominęło, turniej już trochę trwa...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
84
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Nie Maj 26, 2013 1:10 pm

Ilość ludzi nie miała zbyt wielkiego znaczenia. Liczyło się tylko kilka osób. W tym ta obok, której siedziała. Trzymaj swoich przyjaciół blisko, ale jeszcze bliżej trzymaj swoich wrogów. Jakby na to nie patrzeć ród Yronwood był, zaraz po Martellach, najpotężniejszym rodem Dorne. Kto pochodząc z takiej rodziny nie pragnąłby wznieść się o jeden stopień wyżej?
- Będę czuła się zaszczycona o ile będzie mi towarzyszyła twoja osoba.- słysząc dalszą wypowiedź młodzieńca zaśmiała się tylko - Oczywiście, że jesteś. Jestem nawet zdania, że nie znalazłabym lepszego towarzysza od Ciebie. Myślę, że wytrwam sama przez te kilka chwil kiedy ty pójdziesz walczyć o honor naszych ziem. Poza tym oglądanie ciebie powinno być dla mnie wystarczającą rozrywką.
Jednak na następne pytanie już nie odpowiedziała. To dlaczego nie było tu Edrica było jego prywatną sprawą, może jeszcze jego bliskich, ale z tego co wiedziała Gerold miał na Yronwood, a nie Martell. Co jeszcze miała mu powiedzieć? Zdradzić swój własny największy sekret? Powiedzieć mu o najbardziej skrywanych tajemnicach panów Słonecznej Włóczni? O niektórych rzeczach nie wiedzą nawet osoby, z którymi przebywamy na co dzień, z którymi jesteśmy prawie cały czas. Nie miała więc zamiaru podawać takich informacji pierwszej napotkanej osobie.
Na szczęście Dornijczyk zauważył swój błąd, albo postanowił z powrotem zaprowadzić rozmowę na właściwe tory, i zmienił temat. Tym razem zaczął mówić o balu i ciekawych miejscach w stolicy. Z uwagi na wielkie wydarzenia nie miała kiedy zapoznać się bliżej z tym wielkim miastem.
- Byłeś wcześniej w Królewskiej Przystani tak, że zdążyłeś poznać to miejsce? Może znalazłbyś chwilę czasu, żeby oprowadzić mnie po nim zanim będę musiała powrócić do domu? – spytała zamiast odpowiedzieć na jego pytanie. Chciała poznać jakieś ciekawe miejsca, ale również dowiedzieć się co za najbardziej interesujące uważa Gerold. Takie niewiele znaczące na pozór informacje mogą mówić bardzo wiele o człowieku.
- Chciałam oglądać turniej od samego początku, ponieważ jestem zdania, że wszystko w nim jest tyle samo warte. Dlaczego niby kopie miałby być bardziej interesujące od łuków? Poza tym walki na kopie są tylko na pokaz, jako przedstawienie dla zainteresowanych. Nie słyszałam jeszcze o rycerzu, który odnosił duże sukcesy walcząc kopią na polu walki, podczas wojny. Nie słyszałam o żadnym rycerzu, który walczyłby kopią w takich okresach. Natomiast łucznicy są bardzo przydatni, potrafią atakować z większych odległości. Dlatego uważam, że łucznictwo jest bardziej przydatne i zasługuje na co najmniej tyle samo uwagi co inne dyscypliny. Poza tym występuje tu mój rodak, więc nie mogłam ominąć tego wydarzenia.
Być może inni uważali ją za obdarzoną wielką urodą, co wcale nie znaczyło, że musiała się z tym obnosić. Gdyby Gerold znał ją lepiej wiedziałby, że nawet gdyby była kandydatką o największych szansach uciekłaby przed samym zakończeniem turnieju. Chociażby po to, aby zobaczyć jak tłum się rozgląda wokół szukają jej lub żeby dowiedzieć się kogo wybiorą za nią. Wszystko, aby pokazać innym, że będzie robić to na co ma tylko ochotę.
-Zostanie Królową Miłości i Piękna? Gdybym Ciebie nie zauważyła najpewniej usiadłabym w ostatnim rzędzie, aby uniknąć właśnie tej walki. Dla mnie jest ona bezsensowna. Nie wątpię w to, że walczący mają upatrzone swoje damy jeszcze przed stanięciem z przeciwnikiem w szranki. Właśnie dlatego miejsce nie powinno mieć znaczenia. Poza tym im wyżej położone miejsce tym ma się widok na większą część pola walk. Dlaczego niby ktoś miałby sobie ograniczać widok tylko dla wykłócania się z innymi damami, która otrzyma wianek kwiatów od zwycięzcy?
Wybory na Królową Miłości, czyli jak zapewnić rozrywkę damą, które nie lubią oglądać walk. W końcu istniały takie kobiety, które kochały pieśni i ballady o dzielnych rycerzach, ale jak tylko zobaczyły krew, od razu mdlały. To musiało być naprawdę okropne dla tych słabiutkich, młodych panienek. Dlatego osoba, która wpadła na takie wydarzenie musiała mieć trochę oleju w głowie, żeby sprawić, że lady zapomną o własnych zmartwieniach i niedyspozycjach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
150
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Nie Maj 26, 2013 1:13 pm

Artemis na prawdę czuła się podle. Nie wiedziała, że głowa może aż w takim stopniu pulsować z bólu. Z trudem powstrzymywała się by siedzieć prosto jak przystało na damę. Jednak jakby loża była cała dla niej najchętniej położyłaby się i przespała tak życie do końca śpiąc.
W loży zbierało się coraz więcej kobiet i mężczyzn. Wszyscy byli pięknie odziani. Nagle przy brunetce znalazła się jej młodsza siostra, Ariel. Artemis zmarszczyła brwi zszokowana, co powiększyło tylko ból głowy.
-Ariel co tu robisz ? Nie powinnaś odpoczywać ? - spytała siostry. Oczywiście nie widziała na własne oczy zamachowca, który ją odepchnął, ale wiedziała, że po biednej, małej, delikatnej Ariel raczej nie było to obojętne. Z pewnością to przeżywała. Dlatego tak bardzo zdziwił ją widok jej siostry. No cóż przynajmniej będzie miała towarzystwo.
-Jak się czujesz po wczorajszym dniu ? - zadała następne pytanie siostrze. Artemis nie często się martwiła, ale Ariel była jej młodszą siostrzyczką. Czuła się w obowiązku jej pomagać i w pewnym stopniu być za nią odpowiedzialną.
Następna para łuczników weszła na pole bitewne. Artemis jednym okiem tylko zlustrowała dwóch przeciwników. Nie mogła się skupić. Wszystko to wina tego wczorajszego wina !
Nagle dosiadła się do nich jasnowłosa śliczna kobieta. Panna Tully przyjrzała się jej i już doskonale wiedziała, że ma przed sobą obliczę jednego z członka rodziny królewskiej. Targaryenów nie trudno było odróżnić. Lecz zdziwił ją fakt, że Rheana zechciała usiąść w loży lordowskiej. Jednak to jej wola, nie miała zamiaru się mieszać w poczynania Targaryenów. Ukłoniła się Rheanie.
-Witaj Lady. Oczywiście, zapraszamy. - - powiedziała uprzejmie w imieniu swoim i siostry.
-Nic ciekawego, jak zdążyłam zauważyć. Przed nami dopiero pierwsza połowa turnieju. - stwierdziła. Jak dla niej to było na tyle nudne, że może wytrzyma jakoś do końca turnieju nie zasypiając na stojąco. -Czy lubisz pani, turnieje ? - spytała Targaryenówny. Coś dzisiaj zadaje zbyt dużo pytań. To wszystko wina tego okropnego wina, nie jej !
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
179
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Nie Maj 26, 2013 1:35 pm

Ariel nie miałą takich problemów jak siostra. Miała inne. Była rozdygotana jeszcze po wczorajszym dniu. Zbyt wiele emocji i to bynajmniej nie pozytywnych głębiło się w małej Arielce. Była w końcu tylko młodą, drobną blondynką, a wygląd zdecydowanie odzwierciedlał jej charakter. Nie miała ani silnej osobowości, ani nie była wytrzymała psychicznie. Każdy najmniejszy negatywny bodziec skierowany w jej stronę był wstanie doprowadzić ją do płaczu, czy nawet histerii. Od zawsze była bardzo wrażliwa. Wręcz nadwrażliwa. W przeciwieństwie do jej siostry, która potrafiła sobie radzić samodzielnie, ona potrzebowała kogoś, kto by ją poprowadził. Najczęściej tą osobą była Artemis, bądź któryś z braci. Jednak oni zazwyczaj byli zajęci jakimiś politycznymi sprawami, które były bardzo ważne, ale Ariel nie miała o nich pojęcia.
- Piastunka nakazała mi przyjść. Uważa, że to ważne, żebyśmy obie uczestniczyły w turnieju – powiedziała ponuro spoglądając na łuczników. W innych okolicznościach byłaby teraz w siódmym niebie. – Zawsze chciałam zobaczyć turniej w Królewskiej Przystani – dodała ponuro uśmiechając się do siostry. Nie mogła przestać myśleć o Bethany Frey, o Rodericu, który załatwiał jakieś rodowe interesy zamiast stać tutaj koło nich, o tym, że została wczoraj miał miejsce zamach na króla, a ona wylądowała na chłodnej marmurowej posadzce.
- Nie chcę o tym rozmawiać, Art. – zwróciła się do siostry spoglądając jej w oczy. Nie chciała by brunetka miała jej to za złe, jednak nie była w stanie teraz zmusić się do mówienia na głos o tym, co czuła wczoraj, co czuje teraz! Nie wiedziała jak wszystko mogło tak po prostu przejść obok zamachu i skupić się na turnieju. To było dziwne. Bieg lodu często był dziwny. Po chwili zobaczyła, że Rhaena Targaryen pojawiła się tuż przy nich! W tym momencie skupiła się właśnie na tym. Przecież ona pochodzi z rodziny królewskiej! I chce rozmawiać właśnie z nimi! Zdawała sobie sprawę, że ród Tullych znaczy bardzo wiele, jednak nie spodziewała się, że spotka ją taki zaszczyt jak oglądanie turnieju w towarzystwie kobiety z rodu Targaryenów.
Witaj, pani – przywitała się jak najgrzeczniej mogła i nisko się skłoniła. Oczywiście ukłon był pełen gracji mimo, że był nieco skrępowana. Do mieszanki emocji, który nie pozwalały jej zająć się czymś innym niż rozpacz dołączyło lekkie podekscytowanie, ale i spięcie. Co jeśli źle wypadnie przy członkini rodziny królewskiej?
- Turniej jest pasjonujący – dodała tylko do opowieści siostry. Wiedziała, że nie powinna wyjść na gadatliwą, a uwaga, że najchętniej już wróciłaby do Riverrun nie byłaby najlepszym wyjściem przy książęcych uszach, dlatego też zachowała ją dla siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Nie Maj 26, 2013 2:19 pm

Rhena powinna siedzieć w loży królewskiej, to fakt, w końcu była ciotką obecnego króla, królewska krew nie ma co. Jak to Rhaena jednak, to co powinna miała w głębokim poważaniu. Jeśli ktoś się o nią upomni to przyjdą po nią grzecznie prosząc by poszła do odpowiedniej loży, tymczasem dziewczyna postanowiła choć trochę zapomnieć o bólach poprzedniej nocy.
Popatrzała po siostrach Tully, a potem spojrzała na zmagania łuczników. -Nigdy nie lubiłam łuków i turniejów strzeleckich. Zero emocji. Walka na miecze jest dużo bardziej ekscytująca. - westchnęła i uśmiechnęła się lekko. -Osobiście wyczekuję jednak starć na kopie. - Dodała przenosząc spojrzenie na dziewczyny. -Tam zawsze się coś dzieje. Lubie oglądać jak rycerze wysadzają się z siodeł, albo kruszą drzewce na tarczach. Turnieje łucznicze byłby dużo bardziej interesujące gdyby łucznicy strzelali na nich nie do słomianych tarcz a do siebie. - Zaśmiała się. Oczywiście żartowała, to byłoby zbyt niebezpieczne... jakby turnieje w ogóle były przykładem bezpieczeństwa. Na niejednym już rycerze postradali życie. -Czy tam jest kobieta? Co się dzieje, pierwszy raz widzę, żeby kobieta startowała w turnieju. Biedny ten rycerz jeśli to ona wygra, taki wstyd. - Zaśmiała się po tym jak wypowiedziała słowa z teatralnym, przesadzonym przejęciem. Wcale nie było jej szkoda tego rycerza, jeśli ta kobieta go pokona. Mężczyźni mieli jakieś dziwne ego... traktowali kobiety jak fabrykę potomstwa... pewnie dlatego Rhaena odrzuciła już trzech narzeczonych.
-Ród Tully nie zdecydował się wyjechać z Królewskiej Przystani? - Zapytała po chwili zupełnie zmieniając temat. Przypatrywała się uważnie dziewczętom, swoimi fioletowymi oczami, chcąc wyłapać ich reakcję. Ciekawe czy wiedzą o czym mówi Smoczyca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
126
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Nie Maj 26, 2013 5:40 pm

//chyba Sala Balowa

Po balu, gdy już wszyscy goście ewakuowali się z Sali Balowej, Maureen udała się do komnaty przygotowanej dla Lannisterów na spoczynek. Noc minęła jej dość niespokojnie – mimo że nie była jedyną potencjalną ofiarą, a zamachowca zapewne już złapano, zwyczajnie obawiała się o swoje życie. Zresztą, prawdopodobnie nie była jedyna, poprzedniego wieczoru panika udzieliła się wszystkim. Lady usnęła dopiero nad ranem, jednak nie było jej dane zregenerować siły - wkrótce musiała wstać, by przygotować się do turnieju. Nie wyglądała zbyt świeżo po niedospanej nocy, jednak na szczęście jej służka znała rozmaite sposoby na stworzenie wrażenia promiennego wyglądu. Maureen włożyła dosyć odważną suknię i pozwoliła Riannon upiąć swe złociste włosy w klasycznego, gładkiego koka. Gdy już była gotowa, w asyście dwóch sług udała się na dziedziniec, podziwiając po drodze przepych królewskiego zamku. Wówczas zaczęła nieco rozumieć, dlaczego wszystkie rody, w tym jej własny, pragnęły tu zamieszkać, jednak wciąż nie miała zamiaru popierać ich dążeń. Lady Lannister w środku konkurencji łuczniczej dotarła do loży lordowskiej, w której siedziały już panny Tully oraz lady Targaryen. Uśmiechnęła się szczerze na ich widok – w dzisiejszym dniu bardzo odpowiadało jej przebywanie w towarzystwie. Zwłaszcza teraz, gdy nie mogła liczyć na obecność Adgarta, wezwanego do chorego ojca. Z delikatnym uśmiechem podeszła do pozostałych dam i lekko skłaniając głowę rzekła:
- Witaj, lady Targaryen. Witajcie lady Tully, zwłaszcza pani, Artemis. To dla mnie wielki zaszczyt poznać przyszłą małżonkę mego wuja. Czy mogę mieć nadzieję na przywilej spędzenia dzisiejszego dnia w Waszym towarzystwie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
150
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Nie Maj 26, 2013 9:05 pm

Przyjrzała się jeszcze badawczo Ariel. Na prawdę nie miała dziś sił na nic, a tym bardziej na to by jeszcze spierać swoją siostrę. Niestety Artemis weszło w krew martwienie się o siostrę. Szkoda, że za nią się nikt nie martwił i nie przypilnował by nie wypiła tych parę kieliszków za dużo.
-Rozumiem. -odpowiedziała siostrze. Jeżeli ona nie chce z nią rozmawiać, nie będzie ją do tego zmuszać. Porozmawiają jak będą na osobności w swojej komnacie. Jednak nie popierała zdania piastunki Ariel. Dziewczyna powinna odpoczywać. Taki turniej to tylko więcej niepotrzebnego stresu. Nie wypowiedziała tego na głos, jedynie wzdychnęła ciężko.
Delikatnie uśmiechnęła się do Lady Targaryen. Wydawała się osobą sympatyczną. Wiedziała, że jej siostra będzie przestrzegać mocno etykiety, więc to ona podjęła się rozmowy z Rheaną. Zresztą, Artemis Tully nigdy zbytnio nie przejmowała się czymś takim jak etykieta dworska. No, jedynie w obecności Lorda Tully. Własnego ojca, bała się panicznie.
-Również uważam łucznictwo za nie dość pasjonującą dziedzinę. Choć, gdybym mogła dostać możliwość uczestniczenia w turnieju, pewnie inaczej bym na to spoglądała. Oczywiście starcie na kopie jest również bardzo interesujące. Nie ma to jak odrobina dreszczyku emocji. - stwierdziła.
Zaśmiała się melodyjnie słysząc uwagę Rheany. -Cóż, z pewnością byłoby to pasjonujące. Niestety połowa dam zemdlała by z samego przejęcia, a co dopiero widząc prawdziwy pojedynek. - Osobiście nie zaliczała się do tej grupy kobiet, ale to nie było nowością, że nie każda kobieta ma nerwy jak mężczyzna.
Natychmiast spojrzała w stronę pola turniejowego. Rzeczywiście, przy łuku była kobieta. Artemis chciałaby zobaczyć jak wygrywa. Byłaby to miła odmiana.
-Za to jaka rozrywka dla widzów. Niecodziennie turniej wygrywa kobieta. - chociaż rycerz musiał być biedny. Biedne zranione męskie ego. Jakoś nie żałowała rycerza.
Spojrzała czujnym wzrokiem na pannę Targaryen. Nie wiedziała o co jej chodzi, ale zaciekawiła ją ta sugestia. Pewnie wymyśliłaby jakąś bardziej wyszukaną odpowiedź. Jednak ból głowy ograniczał jej jasność myślenia
-Nie. Choć teoretycznie nasz brat zaginął zajęty jakimiś pilnymi sprawami. Czyżbyś pani coś wiedziała ? -spytała bez ogródek.
Jej wzrok powędrował w górę słysząc następny kobiecy głos. Przyjrzała się blondynce nie kryjąc się z zainteresowaniem. Po tym jak podjęła temat narzeczeństwa, w Artemis wybuchł ogień. Wiedziała o nim od pewnego czasu, ale próbowała ukrywać ten fakt przed sobą i całym światem. Miała nadzieje, że jej wyraz twarzy nie wyrażał szoku widząc Maureen Lannister. Próbowała się uśmiechnąć do blond kobiety.
-Witaj lady Lannister. Również niezmiernie mi miło spotkać przyszłą członkinię mojej rodziny. Czy wolno mi spytać o mojego przyszłego narzeczonego ? Przybył do stolicy ? - spytała nie mogąc ukryć zainteresowanie. W duchu modliła się o to by jednak pozostał w Casterly Rock wraz z resztą Lannisterów. Nie miała ochoty na spotkania z przyszłym narzeczonym, którego wcale nie chciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Pon Maj 27, 2013 10:09 pm

Rozmowa się toczyła, kobiety wymieniały zdanie i uśmiechy. Rhaena nawet nie wypadał sztucznie, jak zazwyczaj na niechcianych uroczystościach, czy w miejscach, w których nie chciała być. teraz prezentowała się swobodnie i szczerze przyjacielsko. Cieszyła się, że może rozwiązać sobie język i trochę porozmawiać, zwłaszcza po tym jak po zamachu spędziła resztę nocy sama ze swoimi myślami. Mogła się rozluźnić i podziwiać widowisko. Podziwiała je dlatego też aż wstrzymała oddech, gdy rycerz po przegraniu z kobietą uniósł się gniewem. Rhaena była przekonana, że uczestniczka turnieju wepchnęłaby mu strzałę między pośladki gdyby tylko raczył ją zaatakować, ale na scenie ktoś się pojawił. Rhane wstała odruchowo, poznając natychmiast mężczyznę. A jednak! Pojawił się na turnieju, musi brać udział w której konkurencji skoro wylazł prawdopodobnie z namiotów prosto w szranki łuczników. Usiadła pospiesznie mając nadzieje, że jej nie zobaczył, po czym pokiwała głową i zachichotała pod nosem maskując prawdziwą przyczynę uniesienia. -A miałam się tak nie ekscytować. - Mruknęła tłumiąc chichot i przenosząc spojrzenie na Lady Lannister, która dołączyła do ich gromadki. -Zajmij pani miejsce. Miłe mi towarzystwo zacnych dam. Czułam się ostatnio zbyt samotna, a przecież lubię towarzystwo. - Odpowiedziała i zaprosiła kobietę gestem by spoczęła. Tymczasem gdy ta zajmowała się układaniem sukni by usiąść, Rhaena pochyliła się i szepnęła na uchu Artemis -Tully najechali Dolinę Arrynów. - tylko tyle. Króciutko i na temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
126
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Pon Maj 27, 2013 11:44 pm

-Witaj lady Lannister. Również niezmiernie mi miło spotkać przyszłą członkinię mojej rodziny. Czy wolno mi spytać o mojego przyszłego narzeczonego ? Przybył do stolicy ? - spytała lady Tully z pewną dozą zainteresowania w głosie.
- Owszem, przebywa w Królewskiej Przystani, jednak obowiązki nie pozwoliły mu dostąpić zaszczytu spędzenia balu w towarzystwie swej narzeczonej. Jestem jednak przekonana, że wkrótce dołączy do nas, by podziwiać turniejowe zmagania. Zapewne intryguje Cię, Pani, czemu sam nie stanął w szranki? Otóż tym razem postanowiliśmy przekonać się o umiejętnościach mego brata, a wuj szlachetnie postanowił nie odbierać mu szans na zwycięstwo.
Maureen, podobnie jak większość widowni uważnie śledzącą zawodników na polu turniejowym, nieco zniesmaczyły dobiegające stamtąd krzyki przegranego. Mężczyźni...Wydaje im się, że są panami świata, a nawet nie potrafią się pogodzić z porażką. – pomyślała i pokręciła z dezaprobatą głową. Szybko jednak jej myśli zajęły się czymś innym. Z powrotem skupiła uwagę na towarzyszących jej damach i z uśmiechem przyjęła zaproszenie lady Targaryen. Gdy siadała ostrożnie, by nie pomiąć sukni, kątem oka zauważyła Rhaenę szepczącą coś na ucho lady Artemis. Zachowała jednak pozory obojętności, w głębi duszy mając nadzieję, że zdradzany sekret nie dotyczył jej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
150
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Wto Maj 28, 2013 7:55 pm

Będzie gniot, czuję to xD

Uśmiechnęła się uprzejmie w stronę Lady Lannister. To akurat nie była jej wina, że jej ojciec zdecydował wydać ją za mąż. Może byłaby jeszcze możliwość zamiany miejsc. Przecież Ariel to przykładna dobrze wychowana dama. Nawet teraz, tylko uśmiecha się grzecznie. Kątem oka obserwowała swoją siostrzyczkę mając nadzieje, że chociaż odrobinę dobrze się bawi na turnieju.
-Jakże strasznie ubolewam nad faktem iż nie było nam dane wcześniej się spotkać. - w myślach jedynie śmiała się ze szczęścia. - Nie chciałabym jednak być powodem dla którego Ser Lannister miałby przerywać swoje obowiązki. - dodała z uroczym uśmiechem. Akurat z tego powodu się cieszyła. Jednak nie była zachwycona faktem, że jej narzeczony przebywa w stolicy. Istniało ryzyko, że go spotka. Tym bardziej będzie musiała szybciej upuścić loże lordowską, by przypadkiem się z nim minąć. Wybornie. -Jaka wielka szkoda, chociaż z chęcią zobaczę zmagania pani brata. -stwierdziała
-Jednak jestem rada, że było mi dane cię poznać pani. - dodała znów się szczerze uśmiechając.
Artemis zapewne jako pierwsza usłyszała wrzaski mężczyzny dobiegające z pola turniejowego. Każdy choćby odrobinę podniesiony głos, odbijał się w pulsującej głowie kobiety. Zmarszczyła brwi co tylko spotęgowało ból. Mężczyzna zachowywał się jak prostak. Rozumiała, że nie mógł pogodzić się z faktem iż wygrała z nim kobietą, ale gdyby był prawdziwym dżentelmenem, odniósłby się z szacunkiem do kobiety i odszedł z godnością. Według panienki Tully lepiej by to wyglądało, niż prostactwo. Miała zamiar pogratulować po turnieju kobiecie, która wygrała.
Wypuściła ze świstem powietrze z płuc słysząc słowa Lady Targaryen. To było niewiarygodne ! Nie wiedziała co o tym sądzić. Ze szczególnością iż została wraz z Ariel sama w Królewskiej Przystani, bo Rodrick wrócił do Riverrun. Nie wyglądało to za dobrze.
-Dziękuję za informacje Lady. - powiedziała cichutko.
Czy ten dzień może być jeszcze gorszy ?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Sro Maj 29, 2013 1:59 pm

Skończyły się właśnie kolejne utarczki łuczników na polu turniejowym. Dla wielu zaskoczeniem była wygrana jedynej zawodniczki w całym przedsięwzięciu, Lyesse. Wciąż z publiki dobiegały zdziwione, a zarazem tak przepełnione podziwem głosy. Nawet mimo dość nieoczekiwanych wydarzeń towarzyszących ostatniemu pojedynkowi, początki turnieju przebiegły dość gładko.
Gerold, chociaż dobrze poradził sobie w ostatniej potyczce, stał się strzępkiem nerwów. Idziemy z tą kobietą właściwie łeb w łeb. Jak więc osądzić, czy uda mi się wygrać, czy też nie? Nigdy jednak nie przyznałby się publicznie do tego, że ma obawy związane z rozstrzygnięciem turnieju. Przecież z pewnością t on właśnie wygra, o tak! I w momencie, kiedy wiedział już, że musi udać się ponownie na tor łuczniczy, o tym właśnie zapewnił swoją towarzyszkę.
- Moja księżniczko, niestety muszę cię chwilowo opuścić. Postaram się jednak cię nie zawieść i wygrać i w tym starciu. Ponad wszystko stawiam sobie utrzymanie honoru Dorne - powiedział, choć może nie do końca szczerze; ostatecznie to jego własny honor był bliższy jego sercu. - Zostawiam cię zatem w rękach przednich lordów i lady, siedzących w tej loży i mama nadzieję, że zastąpią ci moje towarzystwo. Kiedy wrócę, jeśli oczywiście zechcesz, oprowadzę cię po stolicy i pokażę co bardziej interesujące zakątki - wstał z miejsca i skłonił się Lynette.
Skierował się w stronę pola łuczniczego.

//zt//
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Sro Maj 29, 2013 2:17 pm

Rhaena była rozczarowana reakcja dziewczyny. Zostały same z siostrą i służkami na dworze. Król wiedział, że Tully złamali Królewski Pokój i jeśli poprze Arrynów, mógł z powodzeniem wziąć panny za zakładniczki i stracić je jeśli Tully nie wycofają się z Doliny i nie poniosą konsekwencji napaści. To nie byłby pierwszy podobny przypadek. Sama Rhaena na ich miejscu szybko by się ewakuowała. No nic, zostało oglądać dalej zmagania na polu. Kolejna tura miała się zaczynać, a ona siedziała w towarzystwie Tully i Lannisterki. –Nudzą mnie zmagania łucznicze. – Jęknęła rezygnując z prostej ramy i oparła się znużona o siedzisko, ledwo powstrzymała się od ziewnięcia. Była zmęczona po niemal nieprzespanej nocy. Co zamknęła oczy widziała twarze ludzi, którzy krzyczeli „śmierć Targaryenom” i usiłowali ją zamordować, wciąż zastanawiała się czy któryś z nich nie brał też udziału w zamachu na jej bratanka, ale to pytanie na wieki prawdopodobnie zostanie bez odpowiedzi. Co za życie…
Oparła głowę na dłoni i myślami uciekła do najemnika, który stanął w jej obronie razem z jej bratem. Mówił, że wystąpi w turnieju, ale wzięła to za czcze przechwałki. Sądziła, że zapomni o nim natychmiast jak ten zniknie jej z oczu, z początku tak było, ale gdy teraz zobaczyła go na polu, poczuła coś dziwnego. Strach mieszany z niepokojem, nie miała pojęcia czemu, ale obawiała się tego mężczyzny mimo, że winna mu była wdzięczność i to ogromną. Niemniej nie potrafiła zgadną czy gdyby stanęli naprzeciw siebie teraz czy potrafiłaby się z nim rozmówić, teraz, gdy emocje wieczoru, stres i strach o życie minęły, wędrowny rycerz prezentował się inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
126
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Pią Maj 31, 2013 12:49 pm

- Jakże strasznie ubolewam nad faktem iż nie było nam dane wcześniej się spotkać. Nie chciałabym jednak być powodem dla którego Ser Lannister miałby przerywać swoje obowiązki. Jaka wielka szkoda, chociaż z chęcią zobaczę zmagania pani brata. Jednak jestem rada, że było mi dane cię poznać pani. - rzekła lady Tully z uśmiechem.
- Gdyby chodziło o sprawy choć odrobinę mniejszej wagi, wuj mój z radością zamieniłby kruka na Twoje towarzystwo, pani. Jestem niezwykle ciekawa, jak poradzi sobie mój brat, chociaż jeśli odziedziczył talent do walki po mym dziadzie, jak ojciec i wuj, jestem przekonana, że czeka nas wyborne widowisko. Również jestem rada z naszego spotkania. - Maureen odwzajemniła uśmiech lady Tully i spojrzała na pole turniejowe, gdzie właśnie startowała następna para łuczników.
- Nudzą mnie zmagania łucznicze. - lady Targaryen z obojętną miną rozłożyła się na swym miejscu. Gdyby nie pochodziła z najważniejszego rodu w całym Westeros, Maureen z chęcią udzieliłaby jej nagany za taką swobodę w miejscu publicznym. Zamiast tego jedynie wyprostowała się jeszcze bardziej. Gdy poprawiała się na siedzeniu, kątem oka zauważyła Tarona Lannistera zbliżającego się w ich stronę. Delikatnie uśmiechnęła się i skłaniając głowę przywitała się z krewnym.
- Witaj, wuju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Pią Maj 31, 2013 1:30 pm

// zagadka.

Zgiełk panujący na polu turniejowym nie wywoływał w Taronie żadnych emocji prócz znudzenia i lekkiego poirytowania. Mimo to czujnym wzrokiem przypatrywał się tłumowi śmiałków, lordów, rycerzy, najemników czy zwykłych, pragnących wybić się ponad pospólstwo młodzików. W słońcu błyskały bogato zdobione zbroje, a powietrze wypełniało głośne rżenie koni, szczęk żelaza oraz wiele głosów dyskutujących na temat zawodników, wdychających, wiwatujących lub przeklinających ze złością. Sam Lannister nie stanął w szranki, prawdę powiedziawszy, nawet nie miał na to ochoty, i nadal twierdził, że turnieje są równie pasjonujące co dyskusja z krzesłem. Postanowił zatem, że jego bratanek to uczyni, skoro i potrafi walczyć, i wykazuje się sprytem podczas potyczek. Taron co prawda nie planował wybrać się na turniej, chociażby po to, by oglądać Bleddyna, jednak czuł, że jeden Lannister więcej, ten powszechnie szanowny i oddany Królowi, może zrobić różnicę. Lecz pewna rzecz, wyjątkowo niewygodna, skłaniała go nieustannie do myślenia, że źle uczynił, przychodząc tutaj. Przeczuwał bowiem, że gdy tylko usiądzie w Loży Lordowskiej, będzie zmuszony porozmawiać ze swoją przyszłą żoną, która nie dość, że była mu zupełnie obca, to jeszcze obchodziła go nie więcej niż całe zamieszanie na polu turniejowym. Mogła być cudnej urody, mogła być inteligenta i szlachetnie urodzona, ale Taron bynajmniej nie przejawiał zainteresowania małżeństwem. Istniało tyle rzeczy, które zajmowały go bardziej, niż wymyślanie komplementów, które miałyby podbić serce jakiejś tam damy.
Z miną raczej ponurą i zamyśloną zbliżył się ku bogato zdobionemu wejściu do Loży Lordowskiej, widząc już z daleka swoją bratanicę, dwie kobiety, najpewniej z rodu Tullych, oraz Rhenę Targaryen, która rozsiadła się w najlepsze na swoim miejscu. Zrzedła mu nieco mina na myśl o tym, że z nimi raczej nie porozmawia na tematy, które go interesują, co najwyżej wspomni coś o śmiałości zawodników lub rzuci kilka beznamiętnych stwierdzeń, jak pięknie dzisiaj wyglądają. Jedyną nadzieją była Maureen, która z racji swego lannisterskiego pochodzenia, nie była wcale taka głupiutka.
Taron zmarszczył lekko brwi, przyglądając się uważnie dwóm podobnym do siebie kobietom, które zajmowały miejsca obok jego bratanicy. W jednej z nich rozpoznał swą przyszłą żonę, ściślej - Artemis Tully, choć ledwo zmuszał się do nazywania po imieniu osoby, z którą nie chciał mieć nic wspólnego. Drugą musiała być Ariel, jej siostra. Doszedłszy do takich wniosków, zacisnął usta w wąską linię, po czym z twarzą jeszcze bardziej zachmurzoną niż wcześniej, ruszył ku kobietom.
- Witaj, wuju - powitała go Maureen, uśmiechając się lekko i skłaniając głowę. Taron zbliżył się do niej, wciąż jeszcze nie zajmując swojego miejsca. Beznamiętnym wzrokiem skakał od twarzy do twarzy, szczerze żałując, że tu jednak przyszedł.
- Witaj, Maureen - odrzekł po chwili, również skłaniając głowę. - Dobrze Cię tu widzieć.
Na nic innego nie mógł się zdobyć. Nie próbując pozbyć się ponurego wyrazu twarzy, zwrócił się teraz ku lady Rhenie Targaryen, unosząc nieznacznie brew na jej widok.
- Witaj, lady Targareyn - odezwał się, lustrując kobietę wzrokiem i zastanawiając się, czy lady znajduje się w swoich prywatnych komnatach czy w otoczeniu wielu osób, które śledzą każdy jej ruch, czekając z obietnicą plotek na któreś jej potknięcie. Odpędził jednak tę myśl, po czym odwrócił się w końcu w stronę obydwu Tullych. - Witajcie również Wy, lady Ariel i lady Artemis. Wiele słyszałem o urodzie dam z Waszego rodu i nie są to same plotki.
Umilkł na chwilę, w duchu prychając z goryczą na swoje słowa. Nic nie słyszał o żadnej urodzie, jeśliby pominąć fakt, że ojciec powiedział mu, iż wyjdzie za "piękną Artemis Tully". Skrzywił się nieznacznie, po czym skierował wzrok na swoją przyszłą żonę. Może i była urodziwa, może i miała piękne pukle ciemnych włosów oraz bystre spojrzenie, jednak nie zrobiło to na Taronie wrażenia.
- Raduje mnie Twój widok, pani - wyrzekł wreszcie, wciąż patrząc na Artemis. - Rad również jestem, że w niedługim czasie staniemy się małżeństwem, a nasze rody połączą się na wieki.
To mówiąc, ukląkł przy lady Tully, po czym ujął jej dłoń i złożył na niej delikatny pocałunek. Następnie wstał szybko i zajął miejsce obok Maureen, pogrążając się w ponurych myślach.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
150
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Pią Maj 31, 2013 2:36 pm

Nie, Artemis by nie uciekła z turnieju. Była zawsze bardzo ostrożna. Najpierw musiała przemyśleć wszystkie za i przeciw. W ogóle wytrzeźwieć. Co za patowy dzień ! Gdy tylko zostanie sama z siostrą musi to z nią omówić. Wyślę kruka do Rodericka, miała nadzieje, że on jej tylko odpiszę. Nie zauważyła, że z nerwów zaczyna miąć nerwowo materiał swojej sukni. Natychmiast się opanowała.
-Mnie również. - przyznała lady Targaryen. Mogliby się wreszcie trochę poruszać na tym polu bitewnym. Odrobinę rozlanej krwi. Cokolwiek co odwróciło by jej uwagę od czarnych myśli !
Spojrzała zszokowana widząc jak Rhaena rozłożyła się wygodnie obok niej. Nie odezwała się jednak tak samo jak lady Lannister. To nie była jej sprawa i Rhaena może robić co jej się żywnie podoba.
-Zostaje nam jedyne czekać i podziwiać zmagania pani brata. - powiedziała do Maureen uśmiechając się do niej. -Byłaś lady już wcześniej w Królewskiej Przystani ? - spytała. Była ciekawa czy tylko ona ma ten problem. Nigdzie nie wolno jej było wyjeżdżać. Jednak gdy już dostała to pozwolenie, została pozostawiona sobie sama w obcym mieście wraz z siostrą, a w tym samym czasie jej bracia bawią się w wojnę z Arrynami. Wybornie !
Napięła się jak struna słysząc powitanie Maureen. Wuj ? Nie powinien być z krukami ? Skrzywiła się jakby właśnie połknęła kwaśny owoc. Ten dzień jednak może być jeszcze gorszy ! Musiała wziąć parę głębokich wdechów zanim się uspokoiła i przestała wyglądać jakby miała kogoś za chwilę zabić. Uśmiechnęła się sztucznie, mając jedynie nadzieje, że nikt nie zauważył chwili jej słabości.
Odwróciła się w stronę Lannistera, nie ona nie była w stanie mówić mu po imieniu. Natychmiast zlustrowała go bacznym spojrzeniem próbując wyczytać co tak na prawdę myśli o niej. Odnalazła jedynie znudzenie.
Podniosła brwi do góry na chwilę odwróciła spoglądając pytająco na Ariel, wywróciła teatralnie oczami i znów spojrzała na Lannistera.
-Witaj Panie. Ja i siostra dziękujemy za komplement. - powiedziała dość uprzejmie. Myślała, że wyjdzie to bardziej zgryźliwie. Najwidoczniej będzie musiała nad tym poćwiczyć. Coś przewidywała, że w najbliższym czasie będzie miała nie jedną okazję.
Zastanawiała się czy gdyby zaproponowała zerwanie zaręczyn wprost jakby zareagował. Pewnie by się nastroszy się. Przecież to Lannister. Podejdzie go powoli i w końcu zerwie zaręczyny, a jej ojciec da jej wreszcie spokój.
-Mnie również raduje twój widok panie. - nie mogła pozbyć się ironicznego uśmieszku z ust. W myślach dodała, że mógłby w ogóle tu nie przychodzić. To byłby dopiero uroczy widok ! Na chwilę się zacięła słysząc wzmiankę o małżeństwie. Nie ! Nie ! Nie !
-Po co ten pośpiech. - zdołała z siebie wydukać. Skrzywiła się gdy Taron uklęknął przed nią i pocałował jej dłoń. Zadowolona była jedynie z faktu, że usiadł dalej od niej. Usiadła w podobnej pozycji do Rhaeny mając gdzieś całą etykietę. Niech myślą o niej co chcą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
84
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Pią Maj 31, 2013 6:19 pm

W tym właśnie momencie na polu turniejowym końca dobiegł kolejny pojedynek. Ku uciesze Lynette, jak i pewnie sporej części obecnych tutaj dam, wygrała kobieta. Nie należała ona do wysokich, ale za to jej sylwetka była smukła. W dodatku miała trochę figurę przypominającą chłopięcą. Jej włosy natomiast miały barwę jasnorudą i były jedyną rzeczą, która wyróżniała tą dziewczynę z tłumu. I oczywiście temperament, który młoda kobieta okazała kiedy jej przeciwnik ją obraził. Aż dziw, że z tłumu nie wyłoniła się żadna dama, która skrytykowałaby ser Lohn Wellsa i honor kobiet musiał ratować jakiś inny rycerz. Ale nie powinna się niczemu dziwić, kobiety nigdy nie należały do najsilniejszych charakterem istot. Oprócz tych zamieszkujących Dorne naturalnie.
- Także mam nadzieję, że uda Ci się wygrać, mój panie, i nie zawiedziesz swoich rodzimych terenów.
Och, tak. Towarzystwo jest rzeczywiście wyborne. Prawie wszystkie kobiety albo były niemożliwie nudne lub już zajęte rozmową, a Lyn nie chciała nikomu przerywać. Co do mężczyzn natomiast, na trybunach znaleźć mogła w większość tylko tych, którzy albo byli za starzy, albo za młodzi żeby wziąć udział w turnieju.
- Będę bardzo rada jeśli oprowadzisz mnie po tym niespotykanym mieście. – jednak kiedy Lord Yronwood znalazł się już na polu bitewnym dodała – Pozwól jednak, że sama zajmę się sobą i nie posłucham twoich bezcennych rad.
Po tych słowa zeszła z loży i udała się w kierunku Czerwonej Twierdzy.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
179
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Loża lordowska   Pią Maj 31, 2013 7:15 pm

Ariel milczała. Nie chciała przerywać dyskusji. Jedynie skłoniła się, aby przywitać się z Lady Lannister, która dołączyła do ich towarzystwa. Myślała teraz o tym, żeby stać prosto i delikatnie się uśmiechać. Nie była w najlepszym stanie psychicznym, ani fizycznym. Wczorajszy zamach jednak zrobił swoje w psychice młodej dziewczyny. W dodatku nieprzespana noc malowała się na jej przypudrowanej twarzyczce. W jej oczach pojawiła się nutka niepokoju, jednak nie odzywała się nadal. Zdziwiła się jednak, gdy Lady Targaryen powiedziała coś na ucho jej siostrze. Wiadomość ta raczej dobra nie była, ponieważ jej siostra zareagowała, tak jak zareagowała. Przeniosła więc spojrzenie swoim niewinnych jasnych oczu na swoją siostrę pytając ją tym samym o co chodzi. Zapewne porozmawiają o tym, kiedy będą same. To była zbyt delikatna sprawa, skoro Lady musiała powiedzieć to szeptem do Artemis, żeby rozmawiać o tym na głos, teraz, w miejscu publicznym podczas turnieju.
- Bardzo podoba mi się w Królewskiej Przystani. Ucieszyłam się, gdy powiedziano mi, że zostanę na jakiś czas na dworze – skomentowała, bo przecież wypadało coś powiedzieć, a ona nie zdawała sobie sprawy,z tego, że coś im grozi. A pewnie i tak będzie jej trudno dojść do tego, że może je czekać nawet śmierć. Właśnie przez takie osoby jak Ariel powstał stereotyp blondynki. Jeśli jej siostra mogłaby nawet prowadzić wojną, na równi z braćmi, gdyby oczywiście nie była kobietą, tak mała Arielka potrafiła tylko haftować, spacerować i wąchać kwiatki. Nawet, gdyby ktoś ją wtajemniczał w jakieś ważne polityczne sprawy to i tak nie ogarnęłaby tego swoją śliczną główką. Po chwili podszedł do nich jeszcze mężczyzna. Był postawny, wyglądał dość majestatycznie, jednak Ariel wiedziałą, że nie należy zbyt długo przyglądać się Lancasterowi. Usłyszała z jego ust komplement przez, co Ariel lekko się zaczerwieniła, jak na delikatną blondynkę przystało.
- Dziękuję, Panie – zawtórowała za siostrą. Bardzo spodobało jej się zachowanie mężczyzny i gdyby była na miejscu siostry byłaby w siódmym niebie. Były w końcu całkowitymi przeciwieństwami. Ona chciałaby być adorowaną przez mężczyzn. W końcu w innym przypadku nie spędzałaby tyle czasu przed lustrem, jednak wcześniej w ogóle nie pojawiała się w towarzystwie. Może jako dwórka na dworze Targaryenów będzie świadkiem tego jak spełnia się to marzenie? Zapewne nie, ale ona nie zdawała sobie w tym momencie sprawy z tego, że przebywanie aktualnie w Królewskiej Przystani nie jest bezpieczne. Przecież gdyby tak miało być to jej kochany brat by ją stąd zabrał. Bezgranicznie mu ufała sądząc, że to on wie, co dla niej jest najlepsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Loża lordowska   

Powrót do góry Go down
 

Loża lordowska

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Loża lordowska
» Loża lordowska zachodnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Pole Bitewne-