a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Las w pobliżu Orlego Gniazda



 

 Las w pobliżu Orlego Gniazda

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Las w pobliżu Orlego Gniazda   Sro Maj 15, 2013 12:59 pm

[za pozwoleniem MG, aby nie stać w miejscu]


Strzeliste drzewa iglastego lasu szumiały cicho, rozkołysane delikatnym wiatrem. Powietrze przesycała woń żywicy oraz wilgotnej ściółki. Czułe ucho mogło wychwycić delikatne trzaski małych gałązek, trzepot skrzydeł i szelest zielonych igieł - znak, że las zamieszkiwała liczna zwierzyna, rzadko napastowana w tych stronach przez ludzi.
Biorąc pod uwagę położenie lasu - w niedostępnym kanionie - brak myśliwych w tych stronach nie był zaskoczeniem.
Tym bardziej dziwiła obecność rosłego mężczyzny, który lekkim krokiem przemierzał zalesiony teren. Mimo iż człowiek ów liczył sobie dużo powyżej sześciu stóp wzrostu i - wnioskując po mocnej budowie ciała - waażył nie mało, to poruszał się prawie bezszelestnie. Musiał być mieszkańcem Doliny, od małego przyzwyczajonym do jej trudnych warunków.
W rękach dzierżył długi łuk z nałożoną na cięciwę strzałą.
Polował.
Reinmar Arryn, najstarszy z potomstwa lorda Arryna, bo oczywiście on był myśliwym, wolnym krokiem zbliżał się do pasącej się w pobliżu łani. Świeża dziczyzna byłaby miłą niespodzianką dla żołnierzy, przygotowanych do tego, że może wkrótce będzie trzeba racjonować pożywienie. A Reinmar dbał o swych ludzi.
Był już dostatecznie blisko.
Napiął łuk.
Strzała ze świstem przecięła powietrze, zmierzając do celu.
Łania, ugodzona w szyję, była martwa nim zdążyła pojąć co się dzieje. Z głuchym panięciem, padła na leśną ściółkę. Strużka ciemnej krwi szybko wsiąkała w podłoże.
Nie zwlekając, Reinmar zbliżył się do zdobyczy.
Wtem, do jego czujnych uszu dobiegł cichy szelest. Szczególny rodzaj szelestu, jakiego nie powinien usłyszeć w tych stronach.
Instynktownie położył dłoń na rękojeści miecza.
- Pokaż się - rzucił cicho w kierunku, z którego dobiegł go niepokojący dźwięk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Orlego Gniazda   Sro Maj 15, 2013 1:50 pm

Vera przeszła przez mur, właściwie ominęła go od zachodniej strony dobre kilka miesięcy temu. Od tamtej pory szła. Bez problemów dotarła na tak zwaną północ. Niczym jej ona nie zaskoczyła… trochę śniegu, temperatura dużo wyższa niż w stronach z których ona pochodziła, do tego ludzie… widywała ich oczami swego orła wiele razy, im bliżej muru była tym częściej, a teraz kiedy obserwowała ich z ukrycia własnymi czarnymi źrenicami, tylko ją rozczarowali. Mężczyźni byli silni, gwałtowni, kobiety spowite w futra nigdzie nie oddalały się bez obstawy… widziała to, ale chciała zobaczyć różnice. Wiele się mówiło o południowcach… ale tylko mówiło, bo mało który dziki spotkał takiego… za murem… łupieżcy, który wyruszali na łowy i owszem, ale nie każdy dziki był łupieżcą, a każdy lubił gadać. Vera więc sama chciała ich zobaczyć, chciała zobaczyć ludzi z południa, Winterfell nie było jednak tym prawdziwym południem i zawiedziona dzika ruszyła dalej. Podróżowała bez pośpiechu i bez kłopotów. Potrafiła polować, do tego miała swoich towarzyszy, potrafiła przemykać po lasach niepostrzeżenie, a że pełne były one zwierzyny nigdy nie cierpiała głodu.
Musiała tylko, w miarę drogi, dostosować się do warunków. Robiło się coraz cieplej i wreszcie jej futra okazały się za grube. Wreszcie na sobie pozostawiła tylko futrzaną kamizelę, która zakrywała jedynie jej biust, odsłaniając umięśniony brzuch odsłonięty. Nogi okrywały skórzane spodnie, a stopy buty, których nie owinęła już warstwami skór i które nie były wielkie od niedźwiedzich łap, bez których na północy nie sposób było się poruszać. Wszystko zwinęła i związała pasami niewyprawionej skóry, robiąc sobie juki, by mogła wygodnie to nieść.
Nie znała terenów, po których się poruszała, ale znała dzicz… las lasowi nie równy, ale ten, kto potrafił przeżyć w rozległych lodowatych puszczach za murem, poradzi sobie i tutaj, tylko trzeba chcieć. Vera nie miała z tym problemów… jej wilki też nie. Basior zrobił się jeszcze większy i śmielszy niż w krainach śniegu, tutaj częściej spakował krwi, a zdarzało się po drodze, że nie tylko zwierzęcej. Teraz zniknął gdzieś w rozległym lesie, rzadko Vera szła całą kompanią, to przyciągało niepotrzebną uwagę. Biała wilczyca trzymała się teraz blisko, orzeł oglądał wszystko z nieba. Vera wiedziała, że niedaleko stacjonuje liczna armia, ale nie obchodziło ja dlaczego i czyja ona jest… to sprawy tutejszych lordów, a jej nic do tego. Z resztą, ta banda zakuta w zbroje nigdy nie zapuszczała się w las głęboko, oni nie rozumieli natury, jej pra… nic nie wiedzieli, a to zapewniało Verze bezpieczeństwo.
Teraz polowała, trzymała w rękach swój wielki łuk z czardrzewa i zbliżała się do łani. Wilczyca oddaliła się, obchodząc zdobycz z drugiej strony, by ta z wiatrem nie wywęszył zapachu wilka, spłoszyłaby się natychmiast. Dlatego pewnie Vera nie wyczuła zapachu mężczyzny, który uderzenie serca przed nią wystrzelił strzałę w JEJ łanię! –Co jest?... – warknęła do siebie. Chwilę później dopiero usłyszała głos i zobaczyła rosłego mężczyznę sięgającego po miecz. Pokazała się, wciąż trzymając w rękach łuk, z nałożoną na cięciwę strzałą. Futrzana kamizelka była brudna jak podszycie lasu, mniej ciało kobiety. Białe grube i długie włosy miała związane rzemieniem wysoko na głowie, świdrowała obcego uważnym spojrzeniem czarnych oczu. –Ustrzeliłeś moją zwierzynę. – warknęła czekając na najmniejszy błąd, gotowa była w jedno uderzenie serca napiąć łuk i przeszyć strzałą rozmówcę. Mówiła w grubiański sposób, z twardym akcentem. Może wyglądała, albo mogła wyglądać jak ktoś z plemion, ale nie mówiła w odpowiedni dla nich sposób. –Może w zamian ustrzelę ciebie. Będzie prawie tyle samo mięcha. – dodała i napięła lekko cięciwę by pokazać, że bez oporu i trudności może to zrobić. Może i była kobietą, ale jej muskulatura jasno świadczyła, że jest w stanie skutecznie napiąć łuk, który trzymała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Orlego Gniazda   Sro Maj 15, 2013 2:15 pm

Ponura twarz Reinmara nie zmieniła się o jotę, gdy zobaczył kobietę z łukiem. Jasne, zimne oczy patrzyły przenikliwie jak zawsze, a grubo ciosana, męska twarz nie wyrażała żadnych emocji, będąc zupełnym przeciwieństwem większości facjat lordów Westeros.
Nie musiał długo przyglądać się kobiecie, by dojść do wniosku, że nie pochodzi z Doliny, ani tym bardziej z Dorzecza.
Bez wątpienia, nie należała też do żadnego z ważniejszych rodów. Bardziej przypominała członkinię któregoś z plemion, choć pewne subtelne cechy jej fizjonomii upewniły Reinmara, że przywędrowała z daleka.
Nie miał wątpliwości, że kobieta bez trudu napnie cięciwę łuku i wypuści strzałę. Jej umięśnione ramiona znamionowały wojowniczkę. Reinmar nie miał wątpliwości - ta kobieta nie przywędrowała tutaj z południa.
Powoli, puścił rękojeść miecza.
- Wybacz, pani - powiedział niespodziewanie, a jego twarz wykrzywiła się w brzydkim grymasie. Głos mężczyzny był niski, chrapliwy. Nieprzyjemny.
- Las pełen jest zwierzyny - dodał po dłuższej chwili ponurego wpatrywania się w kobietę. Choć ustępowała mu wzrostem, to wciąż należało ją zaliczyć do wysokich. Jej sylwetka wzbudzała pewien rodzaj podziwu. Nie była delikatną kobietą z południa, mdlejącą na widok krwi uchodzącej z martwej łani. Ciekawe czy mieczem też umiała operować.
- Myślę, że zdążysz znaleźć kolację nim zapadnie zmrok.
Zamilkł na chwilę.
- Jeśli jednak takie jest twe życzenie, możemy podzielić się łupem.
Gdyby usłyszeli to przedstawiciele innych rodów. Dobre sobie! Lord dający do zrozumienie, że nie ma prawa do wszelkiej zwierzyny na swych terenach! Bogowie, Arryn musiał być jakimś pomyleńcem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Orlego Gniazda   Sro Maj 15, 2013 2:29 pm

Vera stała cała czujna. Nie wiedziała co sądzić o tym mężczyźnie. Widziała łuk, doskonale strzelał, łania padła nim zdążyła poczuć ból, odruchowo chwycił za rękojeść miecza, który miał przy pasie, ale nie wyglądał jak ci, którzy z obozującej niedaleko armii. –Nie jestem twoja panią. – burknęła na to określenie. Nie spuszczała oka z rozmówcy, czuł się tu penie, mógł w jednej chwili sięgnąć pop miecz i dopaść do niej, a w starciu z rosłym wojownikiem władającym dobrą stalą, nie miała większych szans ze swoimi kościanymi mieczykami, kołyszącymi się przy pasku. –Lasy tutaj są pełne zwierzyny. – potwierdziła. W życiu, nawet polując jako basior nie widziała więcej chodzącego mięsa. –Możemy się podzielić… pod warunkiem, że potrafisz opra… – przerwała w pół zdania, powęszyła i ugięła nogi w nagłym przypływie ostrożności. –Śmierdzisz łgarzem… i nie jesteś sam… – warknęła przez zęby, rzucając szybkie spojrzenia na las za plecami mężczyzny. Wiatr się zmienił i razem ze swoją wilczycą poczuła zapach ludzi… poczuła zapach wojownika, z którym rozmawiała i poczuła zapach stali innych, którzy kryli się niedaleko. Cofnęła się o krok. -nie wyglądasz jak inni klękacze, ale capisz tak samo. – dorzuciła i zaczęła się wycofywać. Wiedziała, że banda uzbrojonych w stal rycerzy już w ogóle nie ma szans… mogła tylko wiać, jeśli w porę da drapaka, nie złapią jej, a jeśli spróbują pociągnie ich dalej i razem ze swoimi zwierzętami wykończy kolejno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Orlego Gniazda   Sro Maj 15, 2013 3:13 pm

Reinmar podskórnie czuł, że wie skąd pochodzi dziewczyna. Jej zachowanie, czujność oraz wyostrzone zmysły, nie mówiąc już o odzieniu oraz broni zdawały się tylko potwierdzać to przypuszczenie.
- Jeśli tylko opuścisz łuk, będziemy mogli zając się mięsem - powiedział, wskazując głową na leżącą u jego stup zwierzynę. Niespodziewane spotkanie sprawiło, że polowanie zaczynało się przeciągać. Choć nie było go krótki czas, to nie chciał zmarnotrawić go za dużo w lesie.
- Potrafię - wpadł dziewczynie w słowo.
Nagle, jego interlokutorka zmieniła zachowanie. Czy to możliwe, że wyczuła zapach stali z tak daleka?! Na bogów!
- Nie jestem łgarzem - głos Reinmara, zazwyczaj nieprzyjemny, teraz zabrzmiał niczym warknięcie wilka, a jego twarz przybrała złowieszczy wyraz. Choć nie należał do ludzi nadto porywczych, to nie lubił gdy obca dziewka, szwędająca się po jego ziemiach nazywała go łgarzami. Choć nie poruszył się ani o piędź, to wyglądał niczym drapieżny ptak szykujący się do ataku.
- Nie mówiłem, że jestem sam - powiedział po kilku sekundach, wypełnionych pełną napięcia ciszą. - Nie mam też zamiaru bawić się w polowanie na ciebie, białowłosa - ton jego głosu złagodniał. Nie miał ochoty uganiać się za przypadkowymi dziewkami. Choć ta... Była co najmniej interesująca.
- Na bogów, nie musisz uciekać - powiedział, kucając przy zwierzynie i wyjmując strzałę. - Pozwól na okazanie dobrej woli i zgódź się ze mną wieczerzać. Wyglądasz na utrudzoną, białowłosa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Orlego Gniazda   Sro Maj 15, 2013 4:00 pm

Odłożyć łuk!? Kto wie czy tylko niemu stał jeszcze w bezpiecznej odległości od niej! Nie miała zamiaru pozbawić się tej tarczy. to ona pozwalała jej z nim póki co tańczyć, choć jeśli pojawią się jego ludzie, wiedziała, że nie wystarczy. HA chyba go coś ubodło, może wyraz jego twarzy niezbyt się zmienił, ale ton głosu był dla kobiety nader wyraźny. Nawet jako dzika zawsze miała pod górkę w stosunku do mężczyzn, nawet jako waga nigdy nie bano się jej tak jak jej ojca... widać, mężczyźni wszędzie byli tacy sami... dumni, porywczy, o hardych karkach, których nie potrafili pochylić przed kobietą. Vera się jednak tym nie przejęła. Nie bała się dzikich łupieżców, miała bać się jakiego klękacza?! Proszę! Nie bała się dzikich zwierząt, niedźwiedzi, wilków i mamutów, polowała na nie i potrafiła je ujarzmić swoim darem... człowieka nigdy nie będzie się bać. Odczekała aż skończy, wciąż obserwowała krótkimi spojrzeniami las. Czuła w pobliżu wilczycę, ale nie odważyła się zagłębić w to bardziej, by się nie rozproszyć, gdy to przed nią coś się działo -Może ja mam ochotę pobawić się w polowanie na Ciebie... - warknęła niskim głosem, cichym, ale dostatecznie głośnym by mężczyzna słyszał. Do tego uniosła łuk i wyprostowała się jak do strzału, ale cięciwy nie napięła, już dawno nauczyła się, by nie trzymać jej napiętej nazbyt długo. -Nie znasz mnie, ja ciebie też nie klękaczu. Do tego wlazłeś mi w drogę na polowaniu i ubiłeś moje zwierze. Ta strzała może przeszyć Ci gardło nim zdążysz pisnąć, jak twoja przeszyła szyję łani... a ja zniknę nim twoi w stali zdąża tu dotrzeć. - powiedziała. Strzała jednak tkwiła na jej palcu jak chwile przedtem. Kobieta się wahała... toczyła się w niej bitwa... strach i instynkt samozachowawczy toczyły batalię z ciekawością.
Wtem po drugiej stronie martwej zwierzyny coś zaszeleściło i z krzaków powoli wychynęło białe futro... należące do dorosłego wilka, który obnażał zęby i warczał gardłowo patrząc niebieskimi oczami na mężczyznę i robiąc kolejne kroki do przodu, wystarczyło jednak jedno prychnięcie Very, by wilczyca zatrzymała się w miejscu chowając zęby, jeżąc sierść i obserwując. -Utrudzoną? A co to niby znaczy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Orlego Gniazda   Sro Maj 15, 2013 5:06 pm

Reinmar przez chwilę kucał przy martwej zwierzynie, nie mówiąc ani słowa. Kobieta była charakterna, nie ma co. Gdy usłyszał odpowiedź białowłosej, po twarzy Reinmara przebiegł cień uśmiechu. Kątem oka dostrzegł, jak kobieta unosi łuk.
- Jesteś bardzo pewna swego, białowłosa - powiedział, łapiąc łanię za nogi i przerzucając ją sobie przez ramiona. - Bardziej mnie jednak dziwi, jakim prawem rościsz sobie prawa do zwierzyny w tym lesie. Czyżby należał do Ciebie?
Wyprostował się i obrzucił badawczym spojrzeniem kobietę.
Wtem, jego uwagę odwrócił szelest.
Biały wilk był imponujących rozmiarów. Obnażone zęby i wściekły wzrok zwierzęcia nie zwiastowały nic dobrego. Nim jednak Reinmar zdążył zareagować, kobieta powstrzymała zwierzę cichym prychnięciem. Po twarzy Reinmara znów przebiegł cień uśmiechu. Kobieta wzbudzała coraz większe zainteresowanie. A przede wszystkim - uznanie.
- Zmęczoną marszem - powiedział po chwili, przenosząc wzrok z wilka na kobietą.
- Więc jak będzie, białowłosa? - zapytał chrapliwym głosem, kierując się powoli w stronę z której przybył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Orlego Gniazda   Sro Maj 15, 2013 5:32 pm

Co wygrywało? Chyba ciekawość, kobieta mogła pozwolić wilczycy rzucić się na mężczyznę, ale powstrzymała zwierzę... mogła strzelić mu prosto w serce, ale strzała nie opuściła łuku. głupia, ciekawska dzika, nawet nie będąc na swoim terenie czuła się pewna i bezkarna... cóż, co kraj to obyczaj. -A jestem, jak zawsze. - Odpowiedziała nie opuszczając łuku. Czuła, że tą bitwę przegrała, nigdy nie była dobra w mówieniu, a gdy próbowała zastraszać, bez potwierdzenie gróźb, jak teraz, kończyło się... tak jak teraz... -Takim. - Odpowiedziała kiedy mężczyzna się odwracał. Napięła cięciwę i wypuściła strzałę uderzenie serca później. Drzewce świsnęły, a grot zatopił się w szyi łani, z drugiej strony do strzały mężczyzny. -Lasy nie należą do nikogo. Każdy może w nich polować, jak mam zaspokoić głód, jeśli nie mogę polować. - Dodała ruszając za mężczyzną i przewieszając wielki łuk przez ramię. Mężczyzna zapewne odczuł siłę uderzenia strzały, a to, gdzie ta trafiła mówiło samo za siebie i potwierdzało to dlaczego białowłosa czuje się pewna swego... strzelać z łuku umiała. Biała wilczyca ruszyła przy jej boku obwąchując powietrze i powarkując cicho od czasu do czasu. Biały wilk... zwierze nie było odmieńcem, to rzadki widok, ale możliwy, ale wilczyca nie miała czerwonych oczu jakie mają takie odmienione stwory, zwierz miał bystre błękitne ślepia, wyglądało na to, że to prawdziwy zimowy wilk, taki, którego na tych terenach się nie uświadczy. Czy jest zmęczona nie odpowiedziała. Dzień powoli zaczynał zmierzchać... mogła być zmęczona dniem, ale całym marszem raczej nie. Zawsze podróżowała, udawała się w najniebezpieczniejsze miejsca daleko za murem i wędrowała tygodniami. Niemniej jednak to była wyprawa jej życia. -Gdzie ty z tym leziesz? Możemy oprawić zwierzę tutaj i rozpalić ogień w jakiejś jaskini... jest ich w tych wzgórzach pod dostatkiem... chyba... jeśli prowadzisz mnie w jakąś pułapkę przysięgam, że poderżnę ci gardło i posmakuję twojej krwi. - Mówiła, na chwilę zapomniała o jego ludziach w pobliżu, zawahała się, ale szła dalej ostrzegając towarzysza co mu grozi jeśli ją wystawi. Miała się na baczności. Klękacze mieli inne zwyczaje i inny świat, co już widziała, co nie zmieniało faktu, że ni w ząb nie rozumiała. -Nazywasz się jakoś? Zdobyłeś jakiś przydomek? Jesteś wielki, ale skoro potrzebujesz straży przeciwko zwierzynie łownej... - nie dokończyła pozostawiając wydźwięk tych słów samemu sobie. Ciekawiło ją z kim ma do czynienia, ale przy tym była bezpośrednia w języku i jak wspominałam, nie rozumiała tych wszystkich kultur i zwyczajów klękaczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Orlego Gniazda   Sro Maj 15, 2013 6:29 pm

Poczuł silne uderzenie rozpędzonej strzały, która wbiła się w martwe już zwierzę. Całe szczęście dla Reinmara, grot nie zdążył się jeszcze rozpędzić na tyle, by przebić łanię na wylot i zatopić się w ciele mężczyzny.
Przystanął na chwilę, lecz zaraz ruszył dalej.
- Więc i ja mogę w nich polować - odparł. - A skoro pierwszy upolowałem zwierzę, według Twej logiki, należy ono do mnie.
Szedł powoli, pozwalając by rozmówczyni zrównała z nim krok. Z ukosa przyjrzał się jej białym włosom i silnej posturze. Tak wyglądała wojowniczka.
- Zmierzam ku lepszym wygodom - rzekł do dziewczyny. - Nie będziemy dzisiaj wieczerzać w lesie, ni w jaskini, białowłosa.
Przemilczał uwagę o poderżnięciu mu gardła.
- Pokażę ci moją siedzibę. Nie poprowadzę cię w pułapkę. Nie jestem ci wrogiem, białowłosa. Gdy tylko zechcesz, będziesz mogła odejść - mówił krótko, nie tracąc wielu słów. Nie należał do zbytnio wylewnych osób. Gdyby kobieta go tak nie zainteresowała, pewnie by nie tracił ani chwili, by z nią rozmawiać.
- Zwą mnie Reinmarem - odparł. - A Ciebie, białowłosa?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Orlego Gniazda   Sro Maj 15, 2013 7:03 pm

Wspominałam, że nie była dobra w mówieniu? No właśnie, załatwił ja na cacy. Nie odezwała się więcej na ten temat, bo sprawę najzwyczajniej w świecie przegrała. Niech to Inni porwą. -Siedzibę? - mruknęła i zamilkła na chwilkę. -Masz ochroniarzy w pobliżu... dobrą stal przy pasie... prowadzisz mnie do jakiegoś zamku klękaczu. Do tej łupiny, którą widziałam z daleka? - Rzuciła pytaniem. Nie sądziła, że Orle Gniazdo będzie wielkie. Z daleka wyglądało jak orzeszek na patyku, a w lesie w ogóle nie było go widać. -Reinmar... dobre twarde imię. - Skwitowała z uznaniem gdy się przedstawił. - Ja jestem Vera Wilcza Skóra. Przebudzona z Długiego Snu. - Przedstawiła siebie, a w jej tonie teraz dźwięczała duma. Dzicy na swe przydomki zasługiwali swoim życiem i swoimi dokonaniami, ona ze swoich była dumna i w pełni na nie zasłużyła. Gdy wypowiadała słowa, zacisnęła dłoń w grubym futrze wilczycy idącej przy niej, ta głośno wypuściła powietrze nosem i ponownie powęszyła, coraz bardziej zainteresowana łanią na grzbiecie Reinmara, niż obcymi zapachami, które dotąd nie okazały się groźne. -Jesteś tylko Reinmar? Południowcy mają swoje rody... nawet bękarty mają nazwiska, nawet wrony. - chciała pociągnąć go za język. Co prawda nic jej nie da nawet jeśli dowie się z jakiego mężczyzna jest rodu, ale cóż... ciekawość.
Gdy szli, wojownik, mógł teraz spokojniej przyjrzeć się towarzyszce, prócz solidnej budowy ciała i białych jak śnieg włosów, kobieta, na prawym boku miała wielką szkaradną bliznę, po jakiejś straszliwej ranie szarpanej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Orlego Gniazda   Sro Maj 15, 2013 7:47 pm

Reinmar pewnym krokiem zmierzał w kierunku miejsca, w którym czekali na niego jego ludzie. Znał okolice bardzo dobrze, nie było mowy o tym, aby pobłądził.
- Tak, białowłosa, do tej łupiny - odrzekł, robiąc krok nad zwaloną kłodą spróchniałego drzewa.
Zdawał sobie sprawę, że Orle Gniazdo z daleka wyglądało ledwie na pomniejszą warownię. Cóż, nie było zbyt wielką fortecą, a do tego wysokie położenie sprawiało, że wydawało się mniejsze niż w rzeczywistości.
- Owa łupina jest siedzibą mego rodu - zdecydował się na wyjaśnienie, spoglądając na kobietę. Nie wyglądała na taką, co wiele wie o rodach Westeros. - Vera - powtózrył jej imię. - Vera Wilcza Skóra, przebudzona z Długiego Snu. Zapamiętam, białowłosa.
Poprawił zwierzynę spoczywającą na jego barkach i przyspieszył kroku. Czuł głód. Najwyższy czas, by zasiąść do wieczerzy. Wilczyca, niespokojnie zerkająca na martwe zwierzę, zdawała się podzielać jego zdanie. Reinmar zdążył się już jej przyjrzeć. Potężne zwierzę budziło respekt. Piękne sierść i jasne oczy bestii znamionowały zimowego wilka. Choć Dolina nie należała do terenów typowo południowych, to nie spotykało się tutaj takich zwierząt.
Jeśli kobieta pochodziła stamtąd, skąd myślał, to miała za sobą prawdziwy szmat drogi.
- Arryn - odpowiedział na pytanie. - Jestem Reinmar Arryn, a teren, który obecnie przemierzasz to Dolina Arrynów, białowłosa. Otaczające cię doliny i góry są w naszym władaniu, choć niektórym zdaje się, że mogą je nam odebrać[b] - powiedział i splunął, dając wyraz tego, co sądzi o napastnikach. - [b]Owa łupina zaś, do której zmierzamy, nosi miano Orlego Gniazda.
Ostrożnie wyminął niewielkie mrowisko.
- Piękna szrama, białowłosa - rzucił chrapliwie, wskazując ruchem głowy na blizną zdobiącą nagi bok Very. - Wojenna?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Orlego Gniazda   Sro Maj 15, 2013 8:07 pm

No niech będzie. Zobaczy sobie tą łupinę z bliska, może okaże się większa niż się zdawała. Szła więc za mężczyzną mając nadzieję, że nie pożałuje wkrótce tej decyzji. Zastanawiała się co powiedzą na jej widok w tej siedzibie... przecież nie mieszkał tam sam ze swoimi kilkoma wojownikami w stali. Uśmiechnęła się pod nosem na myśl jak musieliby sobie radzić z męskimi potrzebami mieszkając tam tylko samemu. Nie odezwała się jednak, zbyt ciekawa dalszych wydarzeń... cóż, zawsze będzie mogła prysnąć no nie? -Masz na myśli tą bandę ukrytą w którymś z przesmyków? Nie widziałam twojej bandy Reinmarze, ale jeśli są silniejsi to mają prawo ci ją ukraść. - rozumowała jak dzika... dla nich wszystko było proste, bierzesz co chcesz pod warunkiem, że jesteś wystarczająco silny albo sprytny by po to sięgnąć i nie stracić reki... albo życia... albo innych członków, w zależności po co się sięga. -Krótką masz pamięć klękaczu. Mówisz, że zapamiętasz me imię, a wołasz mnie wciąż białowłosą. - Zaśmiała się przeskakując kłodę, a potem omijając mrowisko nawet na nie nie patrząc. szła po lesie lekko i sprawnie, nie znała go, ale trudny teren nie był dla niej przeszkodą... nie było tu śniegu po pas i gile nie zamarzały w nosie, więc co za problem. -Piękna? Lubisz kobiety poorane bliznami mieszkający w łupinie zwanej Orlim Gniazdem? - Odcięła się pytaniem. Nie złośliwie specjalnie, ale kto tam zrozumie poczucie humoru dzikusów. -Można tak powiedzieć... odyniec wielki jak koń z szablami jak twoje ramie lekko się wściekł kiedy próbowaliśmy go upolować i zjeść. - Odpowiedziała wspominając tamte wydarzenia. Oczywiście zwierz nie był tak wielki, ale Vera była wtedy wiele mniejsza niż teraz, gdy została ranna była jeszcze dzieciakiem. -Ale może opowiem ci o tym przy ogniu i skwierczącym mięsie tej łani. Aż ślinka leci... - mruknęła przez dłużą chwilę patrząc w bok na martwe zwierze. Czasami, tak jak teraz, nie wiedziała czyj głód czuje, swój czy swojej wilczycy, ale biorąc pod uwagę jak bardzo wyraźnie czuła zapach krwi i śmierci, to był raczej wilczy apetyt jej przyjaciółki. Gdy Vera dostrzegła krawędź lasu, zatrzymała się na chwilę, potarmosiła wilczycę po głowie i warknęła na nią machając ręką w stronę lasu. -Ona też musi zapolować. - Poinformowała zrównując się z Reinmarem. -Jesteś dość... towarzyski... jak na południowca. Większość z was na widok obcej w futrach wyciąga stal... albo sra w portki ze strachu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Orlego Gniazda   Sro Maj 15, 2013 8:27 pm

Wojownik i wojowniczka, przemierzający dziewiczy las stanowili niecodzienny widok. Oboje rośli i uzbrojeni, a poruszający się prawie bezszelestnie. I do tego podążający za nimi wielki biały wilk. Nic też dziwnego, że kiedy ludzie Reinmara zobaczyli, jak się zbliżają, odruchowo położyli dłonie na rękojeściach mieczy. Wystarczyło jednak jedno skinienie dowódcy, który był jeszcze dobre kilkadziesiąt metrów od nich, by puścili broń.
- Tak, mam na myśli te dziesięć tysięcy bydła - odparł, a w jego nieprzyjemnym głosie zabrzmiała jeszcze zimniejsza i twardsza nuta. Reinmar nie rzucał groźbami, ani obelgami. Nie musiał. Wystarczyło usłyszeć jego głos, by wiedzieć, że tego człowieka lepiej mieć po swojej stronie niż przeciwnej.
Jego jasne oczy znów spoczęły na dziewczynie.
- W tych stronach tak to nie działa. A przynajmniej nie powinno.
Tymczasem podeszli do przybocznych żołnierzy Arryna, którzy bez słowa wpatrywali się w Verę i towarzyszącego jej wilka. Nie zadawali pytań. Oczekiwali na polecenie Reinmara, które wkrótce padło w postaci krótkiego gestu, mówiącego "wracamy".

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Orlego Gniazda   Wto Gru 22, 2015 4:38 am

Maisie wstała bardzo wcześnie, budząc się jeszcze w nocy z milion razy. Nie potrafiła jednak określić przyczyny jej złego snu, gdyż nie odczuwała żadnego bólu. Kręciła się po swojej komnacie jak duch, szukając w głowie dobrego zajęcia na dzisiejszy dzień. Odpowiedź była tak prosta, że usilnie odpychała ją od siebie przez panujące na zewnątrz warunki. Nie od dziś przecież wiadomo, iż jest jak ten sokół z jej rodowego herbu. Od kilkunastu dni dusiła się za grubymi murami, gdzie rodzinne gniazdo powoli przeradzało się w klatkę, która więziła skore do lotu skrzydła młodej Arrynówny. Wyszywając przez całą godzinę, delikatnie podsuwała swojej Pani Matce pomysł przejażdżki, która nieugięcie odmawiała jej różnymi argumentami. Dopiero zapewnienia, iż nie zniknie straży z oczu nawet na minutę, pozytywniej wpłynęły na propozycję niewiasty. Podekscytowana starała się nie biec do własnej komnaty, popędzana wizją opuszczenia zamku. Znikając już za drzwiami z nadzwyczajną szybkością dopadła do kufra, odszukując swoje odpowiednie odzienie wierzchnie. Pod ciepłym płaszczem można było dostrzec wygodną suknie o bursztynowym kolorze. Specjalnie na ten dzień zrezygnowała w większym stopniu z biżuterii, pozwalając tylko medalionowi zdobić jej smukłą szyję. Nie trzeba chyba dodawać, że nie zabierała ze sobą żadnej broni schowanej gdzieś pod warstwą materiału okrywającego jej ciało? Nigdy nie uczyła się, jak zadawać śmiertelne rany sztyletem i rekompensować brak siły swoją zwinnością. Zawsze w pobliżu panny Arryn znajdowali się uzbrojeni mężczyźni, którzy w razie potrzeby mogli uchronić ją od zagrażającego niebezpieczeństwa. Nikt nie widział potrzeby by dama nie opuszczająca samotnie rodzinnego domu, musiała władać takimi umiejętnościami. Jeszcze z Maisie taka nieopierzona ptaszyna, niewidząca zagrożenia wśród otaczających ją osób! Co złego mogło jej się teraz przytrafić w Orlim Gnieździe? Gdy wszystko było już gotowe, wyjechała na swoim koniu z bezpiecznego Eyrie. Powinna poczekać na brata, który obiecał jasnowłosej wspólną przejażdżkę. Powinna, lecz tego nie zrobiła... z pewnością uda mu się ich dogonić. Przymknęła oczy, nabierając chłodnego powietrza do płuc. Przez dobrą chwilę zdołała wmówić sobie, iż znajduje się sama otoczona wyłącznie przez melodię graną przez wiatr. Wystarczyło jednak tylko unieść powieki, by dostrzec czujnych strażników. Bratanicy Lorda Arryna krótko dane było cieszenie się bezproblemową przejażdżką, gdyż nagle coś spłoszyło jej konia. Maisie w pierwszym odruchu postarała się z niego nie spaść, a dopiero potem pomyślała o uspokojeniu go. Na próżno, ponieważ ten pędził już przed siebie, nie słuchając jej poleceń. Trzeba przyznać, że droga Arrynówny do wzorowego jeźdźca była jeszcze daleka. Zdołała go dopiero opanować na skraju lasu, prawie wpadając na jedno z drzew. Na domiar złego zahaczyła o coś swoją suknią i nie chcąc jej porwać, delikatnie starała się wyswobodzić z pułapki zastawionej przez matkę naturę. Ktoś już z całą pewnością za nią pędził i mogła mieć tylko nadzieję, iż to zdarzenie zostanie tylko miedzy nimi. Obiecała nie oddalać się od strażników, lecz nie z jej winy koń został wystraszony! Koniec końców i tak Pani Matka nie będzie słuchała wyjaśnień i niewiasta pożegna się z przejażdżkami na dobrych parę miesięcy.
Powrót do góry Go down

avatar
Dolina Arrynów
Skąd :
Dolina Arrynów, Gulltown
Liczba postów :
10
Join date :
09/07/2015

PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Orlego Gniazda   Sob Sty 02, 2016 4:45 pm

Przepraszamprzepraszam za zwłokę!

Kolejne dni spędzane w rodzimej Dolinie Arrynów pozwalały, by pamięć powróciła do czasów dzieciństwa – do lat spędzonych w Gulltown, gdzie beztroska zabawa stanowiła oś ówczesnego życia stanowczo zbyt energicznej dziewczynki.
Faylinn uwielbiała górskie, boleśnie chłoszczące policzki powietrze – jedynie tutaj, w Dolinie, miało ono równie wyrazistą woń, która na myśl przywodziła to bystre, zimne potoki, to zaś ośnieżone szczyty najwyższych z górskich pasm. Bękarcica doskonale pamiętała beztroskie, długie wycieczki, na jakie zapuszczała się z innymi dziećmi – podczas podobnych wypraw było najbardziej fascynujące to, że nie wyznaczali sobie żadnego celu i żadnego terminu, wycieczka przestawała być wycieczką w momencie, gdy tracili z oczu ostatnie obrazy cywilizacji, drogi, domy, dym z kominów, one znikały i nagle byli na Wyprawie w Nieznane, mieli jedynie opowieści starszych dzieciaków i własną wyobraźnię, bo oczywiście skłamali babciom, matkom i rodzeństwu, że idą tylko na targ, i między innymi na tym polegała Wyprawa, że pozostawali odtąd zdani na siebie – byli jak dzieci, ale też nie do końca dzieci. Odgrywali role zbójców i rycerzy i nagle stawali się nie dziećmi, ale niby dorosłymi Rycerzami i Zbójcami i taka to była gra, takie udawanie, kiedy szli z pękatymi plecakami i ostruganymi kijkami, od razu skręciwszy poza szlaki i ścieżki, w gęstwinę, w wykroty, przeskakując zawały pni i strumyki niemrawe, nurkując w cień ciemnozielony.
Wtedy – zupełnie jak dzisiaj – las wnikał w każde z nich niczym dobry duch, igiełki nagle znajdowały się pod ubraniem, pod płaszczami, w dziurawych bucikach. Faylinn nie mogła nie uśmiechać się pod nosem, dostrzegając niby to znane zarodnie grzybów, kiełki roślin, larwy owadów, jeszcze trochę półmroku i wilgoci – nie zauważyła nawet, gdy przedarła się przez kolejny krzak agrestu i wyszła na zimne, wczesnozimowe, choć jeszcze nie mroźne słonce cała zielona, utytłana w paprociach i mchach, poobcierana o korę i ciernie, z nosem zatkanymi gęstą mieszaniną zapachów lasu. To pozorne zagubienie (które nie było zagubieniem, nie miała wszakże wyznaczonego celu wędrówki, coś podpowiadało jej, by przed pierwszymi śniegami znalazła kąt w Orlim Gnieździe, lecz ha! – w rzeczy samej – nikt nie zmuszał, by właśnie tam się udała) stanowiło poniekąd część ucieczki. Ucieczki przed przyszłością, latami, wiekami napiętrzonymi przed nią niczym fronty apokaliptycznego sztormu, sine, bałwaniaste, nieprzejednane – ucieczki w dzicz, w gęstwinę, w cień ciemnozielony.
Czuła się tu dobrze. Cicho, bez pośpiechu przemierzała wydeptane przez sarny ścieżki, omijała powoli zastygające przed pierwszym śniegiem mrowiska, nie szukając niczego… tak naprawdę odnajdywała siebie. Dokądkolwiek by nie poszła, zawsze mogła odnaleźć cel wędrówki: czy to przydrożną karczmę, czy niewielką twierdzę, czy zwykły, stary i opuszczony młyn. Gdzieś w świecie zawsze było miejsce dla dziecka z nieprawego łoża, bowiem nic, zupełnie nic go nie ograniczało. Faylinn właśnie tak postrzegała szczęście: jako całkowity brak ograniczeń i otwartość na wszystko, co tylko zechce przynieść los.
Kiedy więc tego pozornie spokojnego, leniwego popołudnia miała zamiar (a może wcale nie był to plan, lecz zwykły przypadek?) opuścić zapadającą w zimowy sen knieję, ten sam los postanowił spłatać figla dwóm, zupełnie obcym sobie kobietom. Wszystko wydarzyło się stanowczo zbyt szybko – Faylinn pochylała się właśnie, by zerwać obumierający już przez nocne przymrozki połonicznik, gdy martwą, leśną ciszę przerwał narastający tętent końskich kopyt. Najpewniej nie zareagowałaby na ten – jakże powszechny – dźwięk, gdyby nie towarzyszyły mu ocierające się o strach okrzyki, z których trudno było wyłowić jakikolwiek sens. Dokładnie w chwili, w której panna Stone wyprostowała się energicznie, zapominając przy okazji o gałęzi tuż nad jej głową i zderzając się boleśnie z igiełkami sosny, w leśną gęstwinę niemal wpadł dość nieudolny jeździec, natychmiast przegrywając swe starcie z matką naturą – cudem uniknięte zderzenie z drzewem zrekompensowane zostało zaplątaniem się w powszechne tu krzaki dzikiej róży. Faylinn w pierwszym, naturalnym odruchu wybuchła śmiechem, mogąc z odległości ledwie kilku jardów obserwować równie wyborną komedię – mając jednak w pamięci, iż sama przed chwilą padła ofiarą sosny, niemal natychmiast ruszyła z miejsca w stronę jeźdźca, dostrzegając, że do czynienia ma… z kobietą.
Co, ku niejakiej uldze, w żaden sposób nie mogło zakończyć się gwałtem. A przynajmniej nie takim, jaki Bogowie nakazali.
- Pani! Im mocniej szarpiesz, tym bardziej się zaplątujesz – Faylinn uśmiechnęła się mimowolnie, dochodząc do zabawnego wniosku, iż tylko ona mogła napotkać w równie nietypowej sytuacji szlachetnie urodzoną damę… albo kogoś równie ważnego – wszak wieśniaczki nie dosiadają koni, złodziejki zaś muszą być zaradniejsze i bez wątpienia potrafią jeździć konno. – Pozwól, że pomogę, dzika róża bywa zdradliwa – bękarcica skłoniła się nieznacznie, zatrzymując nie dalej niż jard od rumaka oraz jego właścicielki. Gdyby zwierzę się spłoszyło, gotowa była w każdej chwili chwycić za uzdę i powstrzymać je przed dalszym galopem w nieznane – o tyle groźniejszym, że w Dolinie zakończyć mógł się upadkiem z urwiska. Posiadała jednocześnie na tyle zdrowego rozsądku, by nie podchodzić do młódki z obnażonym nożem myśliwskim bez wcześniejszego pozwolenia: wszystko po to, by intencje Faylinn zostały prawidłowo odczytane. – Szkoda sukni, będzie lepiej, jeśli poucinam gałązki! – bękarcica poklepała wymownie przytroczoną do skórzanego paska pochwę, z której wystawała wyślizgana rączka ostrza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Orlego Gniazda   

Powrót do góry Go down
 

Las w pobliżu Orlego Gniazda

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Nabrzeże w pobliżu Hart Island
» Stoliki w pobliżu sceny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dolina Arrynów-