a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Dar



 

 Dar

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Włości Korony
Liczba postów :
465
Join date :
23/03/2013

PisanieTemat: Dar    Sro Kwi 10, 2013 2:52 pm


Dar



Dar jest terenem na Północy, rozciągającym się pięćdziesiąt lig na południe od Muru przekazanym Nocnej Straży jako akt wsparcia dla Wron. Region ten znajduje się pod protekcją zarówno Czarnego Zamku, jak i Winterfell - wschodnie rejony Daru obfitują w tereny uprawne, zachodnie zaś są górzyste i zalesione.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Dar    Pon Kwi 11, 2016 1:16 pm

Zimno.
Nadchodzi zima, powtarzają uporczywie Starkowie.
Tu, na północy, nikt nie ma wątpliwości co do tych słów. Nikt nie ma złudzeń, że lato potrwa wiecznie, albo może jeszcze kilka lat. Są jedynie nadzieje, że jesień będzie królować długo, że jeszcze czasami będzie prószył śnieg nikły, płowy.
Dni jesienne przyszły na krótko – sine, ponure, osłupiałe, tak trupie, że ptactwo ukrywało się w lasach; noce wydłużały się niemiłosiernie – głuche, zamężne, pełne strzępów mgieł i brzasków gwiazd. Te rozgniłe noce pełne były bolesnych westchnień wiatru, szamotań liści, nagłych cisz, wycia psów, szumu marznących gałęzi, żałosnego śpiewu ptaków, płaczu dzieci i nawoływania. Żyło to wszystko, gdy dopiero nadchodziła zima.
Czasami nawet, o zachodzie, z ołowiowanego nieba wyłupywało się czerwone, maleńkie słońce i spadało ciężko, a buchały z niego krwawe smugi i długo dogasały w zmierzchu, a ludzie powtarzali:
Zima rośnie i na złych wichrach przyjedzie.
Aż przyszła.
Zapadła cisza.
Zimno.
Janos stęknął z bólu, gdy dźwignął się z miejsca, by podejść do ściany chaty – w deskach była maleńka przerwa, przez którą do środka wślizgiwały się lodowate pocałunki zimy; starzec nachylił się i wyjrzał przez szparę, próbując zobaczyć… cokolwiek.
Nie zdołał dostrzec nawet sąsiedniego domostwa, stojącego zaledwie kilkadziesiąt łokci dalej. Wyłącznie biel i przebijającą się spośród wirujących na wietrze szarość nieba. Starzec miał pewność, że wichura obleciała całe królestwo z tym skowytem, jak u psów węszących trop. Wiało tak od dobrych kilku dni i nic zapowiadało się na to, by przestało.
Gruba pierzyna śniegu przyległa do północnych ziem jak druga skóra.
Starzec wrócił na swoje miejsce, cierpiąc z powodu mrozu – stał tam zaledwie chwilę, a miał wrażenie bulwa, którą miał zamiast nosa, zaraz mu odpadnie. Usiadł przy palenisku, przygarnął do siebie kilkuletniego brzdąca, drżącego z zimna.
-Nie martw się, Niedźwiadku – wychrypiał dziecku nad uchem, zamykając malca w uścisku, by grzali się wzajemnie. Co mógł zrobić więcej, jak tylko kłamać?
Nie będzie przecież dobrze. Janos wiedział, że jego wnuk jest zbyt wątły, by przeżyć zimę. Tarł jego maleńkie rączki w swoich własnych, by nie były tak przeraźliwie zimne. Śpiewał mu cicho tuż nad uchem, a bladą buzię chłopca w końcu rozjaśnił uśmiech cieplejszy, niż to palenisko pośrodku chaty i również cicho zaśpiewał.
Ooooooch, jestem ostatnim z olbrzymów,
Do cna wymarł cały mój lud sławny.
Ostatnim z wielkich górskich olbrzymów,
Którzy światem władali niedawno.
Cichy śpiew nie zdołał wybić się ponad głuche wycie na zewnątrz, wiało tak mocno, że ta chata, zbita z desek, przykryta wieloma warstwami słomy, chwiała się w posadach. Nieliczna rodzina Janosa: jego dwaj synowie, ich żony oraz dzieci skupili się w ciasnym kręgu wokół ognia. Mętne spojrzenia utkwione były w płomieniach, jakby zaraz narodzić się miało nowe życie.
Tyle że zima przynosi śmierć.
W żadnym wypadku nie nowe życie.
Janos to wiedział, przeżył już kilka zim. Nigdy jednak nie było mu tak zimno jak teraz, a przecież zima dopiero co objęła swój lodowaty tron.
Gdy zapadł zmierzch – a nie zrobiło to wielkiej różnicy, od dawna nie widzieli już słońca – Ruta, żona starszego syna, rozdzielała chleb. Janos obracał w palcach swój czerstwy kawałek, aż w końcu wsunął go w dłonie wnuka, wciąż spoczywającego na jego kolanach z cichym: jedz.
Malec zasnął zwinięty w kłębek pod futrem, jak maleńkie zwierzątko, a starzec spędził bezsenną noc, z mętnym spojrzeniem utkwionym w ciemności.
Nad ranem zrobiło się cicho, wiatr ustał, śnieg prószył delikatnie, jakby czule. Blady świt sączył się przez szpary w deskach, którymi zabito okiennice. Janos ucałował czoło wnuka, który był mu szczególnie bliski – przez tę wątłość chyba, nim jeszcze się przebudził.
Ruta stała blada i wyprostowana jak struna, ukradkiem ocierając łzy, spływające po brudnych policzkach. W przeciwieństwie do jego drugiej synowej, była aż nazbyt płaczliwa – lecz nie miał jej tego za złe. Objął ją jak własną córkę, wyściskał obu synów.
-Wrócę, lecz nie czekajcie na mnie – słaby, bezzębny uśmiech wychynął na pomarszczone wargi.
Chwycił swój wysłużony, gruby kij, który służył mu jako podpora – miał problemy z chodzeniem już od wielu księżyców, lecz teraz…
… wybierał się na polowanie.
Ostatnie w jego życiu polowanie.
Wiedzieli to jego synowie, wiedziała to Ruta i ona wylewała łzy, lecz wiedziała że tak trzeba, że to musi się stać i nie wyrzekła: zostań, choć chciała.
Zimno.
Nie mieli wiele jedzenia, a on, Janos, do niczego im się już nie przyda.
Był tylko pomarszczonym workiem na stare kości, które trzeba było napełniać jedzeniem – a co było podczas zimy cenniejszego?
Cisza.
Mroźne powietrze szczypało policzki pokryte starczymi plamami, wdzierało się pod ubranie, przenikało przez skórę, wszystkie tkanki, aż do szpiku kości. Janos nie wiedział, ile zdołał przejść.
Szedł dotąd, aż kolana nie odmówiły mu posłuszeństwa - miał szczęście, że dotarł do lasu. Wtedy oparł się o drzewo, dysząc ciężko – było tak zimno, że bolały go płuca. Osunął się na ziemię i ciaśniej opatulił starym futrem, które niegdyś sam zdarł z wilka.
Miał wrażenie, że dostrzegł ślady. Nienaturalnie wielkie ślady. Wilka jakby, lecz za duże były na wilcze łapy – to musiał być niedźwiedź, lecz do niedźwiedzich przecież niepodobne. Starzec marszczył brwi, a przynajmniej to co z nich zostało, próbując dociec – czy to niedźwiedź, czy to po prostu tak wielki basior?
Mógłby m teraz rozszarpać gardło, tak po prostu.
Zima jednak przegoniła z umysłu starca wszystkie wielki, niedźwiedzie, łosie i inną leśną zwierzynę. Została tylko biel i Dalia, jego zmarła żona – miała włosy tak rude, że gdy biegła, to zdawało się, że to płomień szaleje wśród ośnieżonych drzew.
Sine wargi poruszały się bezgłośnie, gdyby tylko miał siłę, zaśpiewałby:
Och, mali ludzie ukradli me lasy,
skradli rzeki oraz górskie stoki.
Pogrodzili doliny me murem
i z ryb wszystkie okradli potoki.
Żałował, że nie odnalazł Bożego Gaju. Żałował wszystkiego, czego nie udało mu się dokonać w życiu – nigdy nie wyjechał na południe, nigdy nie zaznał gorąca lejącego się z nieba, ani słodkich owoców południa, nigdy nie dosiadał wierzchowca z prawdziwego zdarzenia – lecz miał dobre życie.
Dlatego zapragnął odejść właśnie teraz: gdy jeszcze miał odwagę, by to uczynić i siłę, by odejść na tyle daleko, by nikt nie zechciał go gonić.
W końcu zapadł w sen. Słodki, ciepły sen, gdzie czekała na niego Dalia ze słodkim owocem w ręku.
Tylko dlaczego za nią gdzieś czaił się wilk?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Dar

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Północ-