a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Balkon II



 

 Balkon II

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Greywater Watch
Liczba postów :
59
Join date :
02/05/2013

PisanieTemat: Balkon II   Sro Maj 08, 2013 2:07 pm

/Stoły/

Po jakże uroczej scenie, w której główną rolę odegrała Aithne, brunetka postanowiła wyjść na balkon, żeby trochę od tego wszystkiego ochłonąć. Pierwszy z balkonów zajęty był przez jakąś parę, więc młoda Reedówna postanowiła zająć balkon numer dwa. Wiedziała, że trochę przesadziła, więc musiała pobyć sama, żeby wszystko sobie spokojnie przemyśleć. No i było jej przykro, że Bastian się na nią zezłościł. Nie chciała do tego dopuszczać, bo nie lubiła gdy brat był na nią zły, ale po prostu nie mogła się powstrzymać. Może to było po prostu we krwi? Pamiętała, że jej ojciec też czasem potrafił stracić nad sobą panowanie. Nie żeby kiedykolwiek uderzył lady Reed czy którekolwiek ze swoich dzieci, jednak głos miał mocny i potrafił krzyknąć.
W każdym razie, dotarła do drugiego balkonu i nie bardzo rozglądając się w około, od razu podeszła do balustrady, na której oparła łokcie a na nich głowę. Wpatrywała się przed siebie na widok, jaki rozciągał się pod Czerwoną Twierdzą. Czarne włosy opadały jej kaskadą na ramiona, jednak co chwilę niecierpliwie odgarniała je na plecy, kiedy jakiś nieproszony kosmyk włosów właził jej do oczu. Nie uśmiechała się, bo też nie miała ku temu powodów. Czym się tak martwiła? Sceną, którą przed chwilą urządziła? Nie, oczywiście, że nie. Cały czas myślała raczej o swoich przyszłym zamążpójściu i może trochę denerwowała się spotkaniem ze swoim narzeczonym. Wiedziała, że gdzieś tutaj na pewno jest, a ponieważ niezbyt uważnie przysłuchiwała się innym rodom podczas ceremonii, toteż nie wiedziała jak Kheelan Frey w ogóle wygląda. Miała tylko nadzieję, że nie jest jakimś starym dziadem, albo siedmiolatkiem, bo wtedy chyba kompletnie by się załamała.
Nie stała długo, ale ponieważ nie była przyzwyczajona do wyższych butów, toteż w niedługim czasie zaczęły trochę boleć ją nogi. Na balkonie nie było gdzie usiąść. Na balustradzie trochę się bała, że spadnie w dół. Chociaż... Gdyby to zrobiła nie musiałaby wychodzić za mąż ani nie brać już więcej udziału w tych śmiesznych balach i prowadzić sztywnych konwersacji. Na chwilę, ale tylko na krótką, w jasnych oczach Aithne zaczaił się niebezpieczny błysk, jakby rzeczywiście miała zamiar zrealizować swoją myśl. Zdjęła nawet buty z nóg, jednak po chwili można było zauważyć, że tylko po to, by chociaż trochę dać odpocząć swoim nogom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
84
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Balkon II   Sob Maj 11, 2013 2:52 pm

/Kąt Sali/

Bal. Miejsce pełne nieznajomych nam osób gdzie uśmiech nie może zejść nam z twarzy, a miłe słówka ciągle muszą pojawiać się na naszych ustach. Miejsce pełne pięknie ubranych pań i eleganckich mężczyzn. Czas wspaniałych potraw i najwytworniejszych win. A do tego wszystkiego jeszcze pełno osób, hałas przyciszonych rozmów zakłócających muzykę oraz, jak niektórzy uważali, najlepszy czas dla skrytobójców i trucicieli. Wspaniała mieszanka, która dla jednych jest słodka jak miód, dla innych cierpka jak wino, a dla jeszcze innych kwaśne jak cytrusy. Sama Lynette nie była pewna, do której z tych grup należała, ale skłaniała się raczej tu drugiej bądź trzeciej opcji.
Dlatego właśnie wyszła na balkon, aby zaczerpnąć świeżego powietrza i odpocząć trochę mimo że od początku balu nie zdążyła się zbytnio namęczyć. Po rozmowie z Alysanne udała się na środek Sali gdzie została poproszona do tańca przez jednego z panów. Przetańczyła z nim jedną piosenkę po czym uciekła pod jakimś wymyślonym powodem. Do tej pory nie poznała imienia dżentelmena, nie przejmowała się tym jednak. Ta wiadomość nie była jej do kompletnie niczego potrzebna, interesowało ją to tak samo jak to kiedy spadnie śnieg na Północy, czyli wcale. Kiedy już się znalazła na balkonie, ujrzała jedną młodą damę stojącą samotnie. Była to szczupła dziewczyna o rozpuszczonych czarnych włosach. Kolejna nieznajoma. Pomyślała ze smutkiem Lyn. Jednak chwilę później wzrok Dornijki trafił na bose stopy dziewczyny. Uśmiechnęła się na ten widok. Wróciły do niej wspomnienia kiedy w dzieciństwie, wraz z Matisem, uciekali przed septą i resztą służby próbujących ich złapać. Zwykle zdejmowali buty, aby na posadce nie było słychać odgłosów ich kroków. Wtedy też nie byli świadomi, że porzucając buty zostawiali tylko jeszcze bardziej widoczne ślady stóp, po których łatwo było dojść do miejsca, w którym się ukrywali.
- Czyż nie uważasz pani, ze gwiazdy jakie widzimy nocą są jedną z najpiękniejszych rzeczy jakie dano zobaczyć ludziom? – powiedziała jakby do samej siebie stając obok czarnowłosej dziewczyny. Miała tylko nadzieję, że ta nie wygoni jej albo sama nie ucieknie. Nie chciała być wiecznie samotna w wielkim tłumie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Greywater Watch
Liczba postów :
59
Join date :
02/05/2013

PisanieTemat: Re: Balkon II   Sob Maj 11, 2013 3:44 pm

Aithne również nie znała nikogo z tych wszystkich pięknych i wymuskanych lordów i dam. Obracała się głównie w towarzystwie rodzeństwa i kuzynów, a także niektórych znajomych z Północy, jednak większość czasu spędzała sama na jednym z balkonów. Nie to, żeby nie lubiła tańczyć, ale chyba jeszcze nie ochłonęła po rewelacjach, jakie sprzedał jej starszy brat. Zresztą i tak na razie nikt nie prosił jej do tańca, więc nie było problemu.
Stała sama przy balustradzie pozwalając, żeby wiatr targał jej długimi, czarnymi włosami. Zimne podłoże ochładzało bose stopy brunetki, jednak nie zrobiło jej się zimno. Negatywne uczucia nadal w niej krążyły, zresztą noc wcale nie była taka chłodna. Mieszkała na Północy, więc do zimna zdążyła się już przyzwyczaić. Zamknęła oczy delektując się słyszaną muzyką, kiedy nagle ktoś zakłócił jej spokój. W pierwszej chwili pomyślała, że to Bastian ją znalazł, więc bez otwierania oczu chciała coś do niego warknąć, jednak po chwili zorientowała się, że głos był dziewczęcy i delikatny, a Bastian nie potrafił tak dobrze udawać. Aithne powoli otworzyła swoje duże, ciemne oczy i przeniosła wzrok na dziewczynę stojącą obok. Nie znała jej, jednak na oko mogła stwierdzić, że jest młodsza. No ewentualnie w jej wieku, na pewno nie starsza. Aithne od razu zauważyła jej niebanalną urodę, jednak nie była w stanie określić, skąd dziewczyna pochodzi. Strzelała, że gdzieś z okolic Dorne, ale pewności nie miała.
Już miała zrobić jedną z tych swoich buntowniczych min przekonana, że nieznajoma powie jakąś uwagę dotyczącą jej poprzedniego zachowania, jednak najwyraźniej brunetka nie wiedziała co wydarzyło się przy stołach, ponieważ wypowiedziane przez nią słowa nie były ani złośliwe ani ganiące, ani w ogóle nie na temat. Wobec tego, Aithne posłała dziewczynie sympatyczny uśmiech, obserwując ją, po czym przeniosła wzrok ponownie na niebo.
- Zdecydowanie zgadzam się z Twoimi słowami, pani. - odparła, a na jej ustach nadal błąkał się uśmiech. Obserwowanie świata było jednym z ulubionych zajęć Reedówny, kiedy nie mogła zasnąć w nocy, w swoich komnatach. W ogóle, można było zauważyć diametralną zmianę w zachowaniu Aithne i jej wypowiedziach. Nie miała powodów, żeby być złośliwą czy agresywną, więc również jej słowa brzmiały kulturalnie.
- Wybacz mi moje pytanie, pani, lecz nie mogę odgadnąć skąd pochodzisz. - odezwała się po chwili ciszy. Takie sztywne konwersacje nie były w jej stylu i czuła się z tym bardzo skrępowana, ale jak mus to mus. I nie, oczywiście, że nie ucieknie ani nie wygoni nowej znajomej. Także nie chciała zostać sama, chociaż nie okazywała tego w prost.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
84
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Balkon II   Sob Maj 11, 2013 4:38 pm

Lynette również nie obracała się w zbyt szerokim towarzystwie. Jej jedynymi znajomymi była jej własna rodzina, goście, którzy zawitali do Słonecznej Włóczni oraz obcokrajowcy, którzy postanowili odwiedzić lub tylko pohandlować z ludźmi pochodzącymi z Westeros. Kochała swoich bliskich jednak rodzina to rodzina. Nie można spędzać z nią całego swojego czasu. Tak było zawsze z nią oraz jej braćmi. Zawsze kiedy przebywali ze sobą zbyt długo dochodziło do kłótni. Nie żeby się nagle zaczynali nie lubi. Po prostu co za dużo to nie zdrowo. Goście w Dorne natomiast byli wielką rzadkością. Po co jeździć tak daleko, w końcu Słoneczna Włócznia leżała na samym krańcu kontynentu, a zbyt mało osób miało wystarczająco dużo czasu, wytrwałości lub najprościej w świecie korzyści, aby udać się tak daleko. Dodatkowo, wiele ludzi odstraszały tamtejsze zwyczaje, a jeszcze inni uważali je za absurdalne, a Martellów za prawie że dzikusów. Co do ludzi pochodzących zza Wąskiego Morza, przypływali, odpływali tak że młoda księżniczka nie zdążyła z żadnym z nich nawiązać dłuższych kontaktów.
Północ. Dla Lyn była zawsze tak odległa i tajemnicza. Słyszała o niej wiele z opowieści, ale nigdy tam nie zawitała osobiście. Podobno za Dorzeczem leżała kraina gdzie podczas zimy spadał śnieg. Zimne, wilgotne płatki spadające z nieba. A jeszcze dalej był Mur gdzie lodowe zawieje nigdy nie znikały. W dodatku, podobno nawet latem słońce nie prażyło tak bardzo jak na jej rodzimych terenach, a ziemię pokrywały gęste lasy złożone z iglastych drzew zamiast piaskowy pustyń i gór. Dla Lyn te opowieści był jak bajki opowiadane dzieciom na dobranoc, mimo że dla innych mogła to być codzienność. Tak jak dla niej to grzejące niemiłosiernie słońce, gorące piaski oraz jadowite węże.
Obserwowała dziewczynę próbując wypatrzyć na jej twarzy jakieś oznaki niechęci bądź niesmaku. Na szczęście czarnowłosa uśmiechnęła się tylko sympatycznie po czym zgodziła się z jej słowami. Po tej wypowiedzi zapadła między nimi cisza. Może gdyby znała dziewczynę mogłaby się odnieść do jakiś wiadomości zasłyszanych o niej, a teraz nie miała pojęcia co powiedzieć. Nieznajoma odezwała się jednak jako pierwsza, na co Dornijka bardzo się ucieszyła.
- Pochodzę z Dorne. Przy narodzinach rodzice nadali mi imię Lynette. – dodała aby uprzedzić następne pytanie dziewczyny, które najpewniej by nastąpiło. – A ty jesteś…
Nie miała nic przeciwko poznaniu nowych osób. Przecież im więcej osób tym posiada się większą wiedzę o świecie, o miejscach, które ci ludzie zamieszkują i w końcu o tych, którzy otaczają naszych znajomych. A Martellówna nie była osobą, która odrzucała naukę, możliwość, żeby dowiedzieć się o czymś nowych. Prawdopodobne, że kiedyś ta ciekawość zaprowadzi ją w niekoniecznie miłą sytuację, ale na razie chciała wykorzystać wszystkie możliwości, które zostały jej dane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Greywater Watch
Liczba postów :
59
Join date :
02/05/2013

PisanieTemat: Re: Balkon II   Pon Maj 13, 2013 1:00 pm

Aithne doskonale rozumiała problem z rodzeństwem. Sama przecież miała trzech starszych braci, z którymi relacje układały się bardzo różnie. Naturalnie najlepszy kontakt miała z najmłodszym Bastianem, co spowodowane było podobieństwem charakteru i stosunkowo małą różnicą wieku. Rozumieli się bardzo dobrze, chociaż kiedy trzeba było tylko najmłodszy Reed potrafił przywołać jedyną córkę lorda do porządku. Co zaś się tyczy reszty braci, to owszem, jako jedyna siostra nie miała większych problemów z dobrymi kontaktami z Dantem i najstarszym bratem, jednak nie były one tak bliskie jak z Bastianem. I naturalnie, gdy przebywali ze sobą za długo, Aithne miała czasem ochotę wydłubać wszystkim oczy.
Kiedy Aithne była mała, rodzice czasem zabierali ją ze sobą w odwiedziny do innych królestw, jednak szybko zaprzestali, gdy rozwydrzona małolata nie zachowywała się jak na panienkę z dobrego domu przystało. Dlatego Reedówna całe swoje dzieciństwo spędziła w towarzystwie kuzynostwa Starków oraz innych mieszkańców Północy, jeśli rodzice łaskawie pozwolili jej gdziekolwiek jechać.
Aithne także nie wiedziała co powiedzieć. Zwykle była wygadana i czasem nawet mówiła wszystko, co ślina na język przyniosła, jednak teraz postanowiła się nie odzywać. Obiecała przecież Bastianowi, że będzie grzeczna, a on i tak był już na nią wystarczająco zły. Niestety nie mogła zbyt długo wytrzymać w ciszy, dlatego zadała najlepsze pytanie, jakie jej zdaniem powinno teraz paść. No bo, czy nie powinno się najpierw poznać swojego rozmówcy, nim wda się z nim w dyskusję. Reed przyglądała się intensywnie nieznajomej, próbując samemu odgadnąć skąd dziewczyna pochodzi. Nie musiała długo się męczyć, bowiem prawie od razu dostała odpowiedź. Na różowych usteczkach Aith pojawił się szeroki uśmiech. No proszę, nawet podała swoje imię. Brunetka przyjrzała się Lynette i dopiero teraz mogła stwierdzić, że dziewczyna rzeczywiście ma charakterystyczną dla Dorne urodę.
- Aithne z rodu Reedów. Pochodzę z Greywater Watch. - odpowiedziała na pytanie Lynette. Także nie miała nic przeciwko poznawaniu nowych ludzi. Co więcej, zawsze bardzo się cieszyła, kiedy mogła powiększyć grono znanych jej osób. Co prawda, później większość z nich odrzucała jej pyskata natura, ale tutaj Aithne była winna tylko i wyłącznie sama sobie. Może gdyby przestała mówić głośno o tym, co jej się nie podoba ludzie uważaliby ją za sympatyczniejszą? Kto wie?
Nie dane jej było porozmawiać z Lynette dłużej, ponieważ na środku sali zauważyła jakieś poruszenie, a potem ni stąd ni zowąd wybuchła istna panika. Aithne tylko posłała nowej znajomej szybkie spojrzenie, po czym chwyciła ją za rękę i zapominając o zostawionych na balkonie butach pociągnęła w stronę tłumu.

[zt x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
17
Join date :
01/05/2015

PisanieTemat: Re: Balkon II   Nie Lut 28, 2016 7:49 pm

// z Wielkiego Septu

Zimno.
Pełznące w górę po rękach, pozostawiające za sobą teatralnie brzydki ślad gęsiej skórki, jasnych włosków stających dęba jak u spłoszonego nagle zwierzęcia; mijające szczupłe przedramiona, wiecznie poobijane łokcie, wpełzające bezczelnie pod rąbek koronkowego rękawka sukni. Rilla skrzywiła się lekko i potarła rękę wolną dłonią, nie odrywając wzroku od miejsca hen dalekiego od pustego balkonu.
Zimno, ale i... bezpiecznie.
Paradoksalnie. Lady Rhalle niechybnie skarciłaby ją, gdyby zdołała przyuważyć jej niegrzeczną absencję wśród podekscytowanego tłumu. Rilla nie mogła jednak dłużej znieść panującego na sali tłoku i hałasu. Szelest sukni pięknych dam i ich jadowitych słów, sączonych z zaskakującą gracją za pucharami zdobnych kielichów z winem. Szepty te miały pozostać szeptami tylko do czasu; Siedmiu należało jednocześnie pobłogosławić i przekląć za stworzenie wina, które wkrótce miało rozwiązać hamowane konwenansem języki i zamienić szepty w pijackie krzyki. Z rytmu wytrącała Rillę również obecność szlachetnie urodzonych lordów i ich równie szlachetnego potomstwa z zadartymi nosami wysoko uniesionymi do góry. Oni również posiadali swój specyficzny, nieznośny hałas, hałas gromkiego, władczego barytonu, nieszczerego poklepywania się po ramionach, nieznośną manierę głośnego stawiania stóp na gładkiej posadce, zupełnie tak, jakby nawet i od niej oczekiwali szczególnej atencji.
Rillę bolała głowa.
Wymknęła się toteż najszybciej, jak tylko mogła, prawie panicznie szukając wyjścia z sali. Próbowała uśmiechać się grzecznie do wszystkich gości, z wpojonej maniery kiwała głową tym, którym skinąć należało, przesuwając po nich tylko rozgorączkowanym, nieobecnym spojrzeniem. Wspomnienie to rozbawiło ją, kiedy znalazła się już na balkonie i zaczerpnęła głęboki haust powietrza. W duchu wiedziała już, co mówili; oczami wyobraźni widziała, jak cmokali z udawanej troski, a prawdziwej satysfakcji, powtarzając między sobą, że dzika Baratheonówna wygląda i, rzecz jasna, zachowuje się niezdrowo. Biedna dziewczyna musi chorować z nostalgii! Któż by zresztą nie chorował, będąc panną w takim wieku? To niemądrze, nierozsądnie, niezdrowo, kto wie, co chodziło jej po głowie, kiedy spoglądała na ten piękny ślub...
Niemądrze, nierozsądnie i niezdrowo Rilla czuła jedynie współczucie, składając życzenia pomyślności swojej pięknej kuzynce i delikatnie całując jej chłodny jak marmur policzek. Czuła też odrobinę strachu, dziwnego niepokoju, kiedy życzyła błogosławieństwa Siedmiu królowi. Podskórnie wyczuwała, że coś w tym człowieku tkwiło coś ponad wyraz niepokojącego, znacznie bardziej niepokojącego, niż którakolwiek z jej fanaberii. Rozsądnie zmilczała jednak, zachowując niebezpieczne spostrzeżenia wyłącznie dla siebie, i pozwalając rodzinie odprowadzić się z dala od niesłychanie pięknej królewskiej pary.
Niemalże nie zwróciła uwagi na prezenty, które otrzymali od nich Targaryenowie, całą swoją uwagę skupiając na podarku wysokiego, postawnego mężczyzny, który już z daleka roztaczał wokół siebie północną aurę. Podejrzewała, że musiał być Umberem; wszelkie rozważania na jego temat porzuciła jednak natychmiast, kiedy ujrzała, co postanowił podarować królowi. Gdyby biesiadnicy wiedzieli, jak wielkie poruszenie wywołał w niej widok nie pięknego septu ani sali balowej, nie wszystkich znakomitych osobistości, nie pary królewskiej ani majestatu Aerysa, a... przeklętego niedźwiedzia, który zaspanym wzrokiem wodził po wszystkich tych cudach, z pewnością poczuliby się do cna oburzeni. Rilla jednak nie zwykła przejmować się czyjąkolwiek opinią w stopniu większym, niż było jej to absolutnie potrzebne do pokojowej koegzystencji z innymi ludźmi. Tak więc niedźwiedź. Biedny, mały niedźwiedź o lśniących oczach i gęstym futrze, niezbyt imponujących jeszcze rozmiarów i boleśnie przypominający jej o oddalonych o setki mil lasach. Tak więc niedźwiedź, wobec którego odczuwać mogła jedynie zachwyt i ogromne złoża współczucia.
I co z tobą poczną, mój mały przyjacielu? Zamkną cię w złotej klatce samotnego aż po kres twoich dni, czy może...
...czy może, od czasu do czasu, zamkną tam z tobą człowieka, który również wyda im się szczególnie zabawny? Szczególnie, kiedy będziesz rozrywał go na strzępy?

Mimowolnie wróciła myślami do Harrenhal, przypominając sobie tamtejszego niedźwiedzia o matowej sierści i ponurym spojrzeniu czarnych ślepi. Ponure było w końcu same Harrenhal; po jej skórze po raz drugi przebiegł dreszcz, kiedy wróciła myślami do ogromnego zamczyska, w którym znajdowało się więcej duchów, niźli ludzi.
Zabębniła palcami o brzeg pucharu z winem, który zapobiegliwie wyniosła na balkon razem z sobą. Zabawa miała wszakże trwać do białego poranka, a Rilla nie śmiała nawet przypuszczać, że zdoła znieść te długie godziny bez kojącego towarzystwa wina. Nie mogła też spędzić na balkonie całej wieczności; nie powodowały nią konwenanse, z chęcią postąpiłaby im na przekór z czystą radością, wciąż pamiętała jednak zarówno o lady Rhalle, jak i o Leytonie oraz Dereku, którzy przybyli do Królewskiej Przystani wraz z nią. Nie pracowała wszakże jedynie na własny rachunek, a Bogowie wiedzieli, jak łatwo ludzie przenieśliby opinię o jej zachowaniu na opinię o wszystkich mieszkańcach Końca Burzy. Nie, nie mogła zostać na balkonie wieki.
Mogła jednak zostać tam na tyle długo, ile to było konieczne, aby poczuć się choć odrobinę bardziej pijaną i, tym samym, choć odrobinę bardziej zadowoloną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Balkon II   Nie Kwi 03, 2016 9:46 pm


Przeniesienie fabuły



Każdy z gości przebywających w Królewskiej Sali Balowej bądź tematach znajdujących się w subforum Sali przeniesiony został do tego tematu. Po wprowadzającym poście Mistrza Gry pojawi się post Aerysa Targaryena, później zaś kolejność pisania będzie dowolna.
Posty dodawać można do 7 kwietnia, później ponownie zainterweniuje MG, który zastrzega sobie prawo do wspomnienia również o tych postaciach, które do tego czasu nie napiszą posta w Ogrodach.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Balkon II   

Powrót do góry Go down
 

Balkon II

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Balkon księżycowy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Czerwona Twierdza :: Królewska Sala Balowa-