a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Pod kandelabrem



 

 Pod kandelabrem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Pod kandelabrem    Nie Maj 05, 2013 11:40 pm


Pod kandelabrem



Miejsce to jest dość charakterystyczne, zatem nie dziwi fakt, iż właśnie tutaj podczas uczt i balów spotyka się wielu członków znamienitych oraz zaprzyjaźnionych rodów. Naturalnie wymienianie się poufnymi informacjami w tak otwartej oraz ogólnodostępnej przestrzeni byłoby wielce ryzykowne, zatem prowadzone tu rozmowy mają zwykle lekki charakter.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Pod kandelabrem    Nie Maj 05, 2013 11:40 pm

Odkąd odeszła od stołu rodziców upłynęło tylko kilka sekund, a Aryana już odnalazła tego, kogo szukała. Aidan stał na obrzeżach Sali, dyskutując o czymś zawzięcie z Walderem Freyem. Doprawdy, czy dzisiejszy wieczór musi upływać pod znakiem obecności lordów Przeprawy w jej myślach i tłumie dookoła? Starkówna westchnęła, jednak nie odważyła się podejść. Zajęła za to miejsce przy ścianie, tuż pod kandelabrem, wpasowując się w tłum ludzi, których jakimś cudem kojarzyła. Skomplementowała suknię jakiejś damy, otrzymała także kilka pochwał na swój temat i udawała, że porwała ją pasjonująca rozmowa na temat polowania w jakiejś północnej krainie jednak tak naprawdę cały czas zerkała na swojego brata i rozmawiającego z nim seniora rodu Freyów.
Mam nadzieję, że Aidan nie wypił tego wina. Nie, na pewno tego nie zrobił, mój brat jest na to za sprytny. Wie, że do Freya trzeba podejść na trzeźwo. Oraz uważać, co się pije, oczywiście.
Gdy tak rozmyślała, nie zauważyła, że oddala się od grupki swoich rozmówców. Część z nich udała się potańczyć, niektórzy zgłodnieli i odeszli, a Aryana została sama we wcześniej obranym miejscu. Próbowała się czymś zająć, aby nie wyjść na pozbawioną kultury dziewkę, jednak ile można przyglądać się temu przeklętemu kandelabrowi? Na szczęście wybawienie nadeszło szybciej, niż się spodziewała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Pod kandelabrem    Pon Maj 06, 2013 12:00 am

Pożegnawszy się z panną Baratheon, Aemon miał w zamiarze odnaleźć swoją siostrę bądź Rhaenę i zatańczyć z jedną z nich, dając widowni prawdziwy pokaz szyku i klasy. Jednak po drodze do królewskiego stołu jego wzrok spoczął na kimś, kogo wcześniej zdążył zanotować w pamięci jako wartego uwagi. Jedna z sióstr Aidana Starka, nie wiedział która, bowiem nie dane mu było jeszcze ich poznać, stała w osamotnieniu pod jednym ze świeczników. Zdziwił się bardzo tym widokiem, jednak dopiero gdy podążył za wzrokiem dziewczyny, zorientował się, o co tu tak naprawdę chodzi.
Zanim w ogóle zdążył pomyśleć, już skierował swe kroki ku niej, a za nim jak cień podążyli dwaj przyboczni. Dał im znak, żeby trzymali się na uboczu, nie chciał przecież przestraszyć dziewczyny. Gdy tylko znalazł się obok niej, ukłonił się lekko i rozpoczął uroczyste przywitanie.
-Pozwoli Pani, że się przedstawię. Nazywam się Aemon Targaryen i mam zaszczyt zwać się przyjacielem Pani najstarszego brata.
Skinął głową w kierunku Aidana, zajętego w tej chwili rozmową z Walderem Freyem. Czyżby stary lord Przeprawy coś knuł? No tak, wszystko zaczynało się układać w jedną całość, inaczej dziewczyna nie wyczekiwałaby tutaj jak na szpilkach. Postanowił potowarzyszyć jej przez chwilę, a przy okazji dowiedzieć się tego, co nagle zainteresowało go ze zdwojoną mocą.
Przyjrzał się dziewczynie, ubranej w całkiem ładną suknię i rozpoznał w niej tę, która przemawiała na hołdzie zaraz po Aidanie. Wychodziło więc na to, że była najstarsza z panien w tej rodzinie.
-Mam nadzieję, że nie będzie to dla Pani problemem, jeśli zajmę miejsce obok niej – bardziej stwierdził niż zapytał, po czym stanął po drugiej stronie świecznika – Teraz wygląda na to, że rozmawiamy i nikt nie posądzi Pani o szpiegowanie Freya.
Uśmiechnął się lekko i obserwował jej reakcję.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Pod kandelabrem    Pon Maj 06, 2013 8:02 pm

Nieznajomy podszedł sam, jednak Aryana musiałaby być ślepa, żeby nie zauważyć jego gwardzistów, pozostających nieco z tyłu. Prawie srebrne włosy, liliowe tęczówki, karmazynowe szaty...wygląd mężczyzny sprawił, że został on automatycznie przyporządkowany jako członek rodu królewskiego, jednak gdy się przedstawił, wszelkie wątpliwości, co do stopnia pokrewieństwa z królem, prysły.
Tak więc miała do czynienia z jego bratem?
Dziewczyna nie wiedziała, że jej rodzina miała tak rozległe koneksje. Przyjaciel Aidana? No proszę, kto by się spodziewał.
Możliwe, że sam Aemon określił relacje łączące go z jej bratem nieco nad wyraz, albo po prostu Aryana nie wyczuła ironii w jego wypowiedzi. Nie ważne jednak, co nim kierowało, ważne, że kultura osobista nakazywała odwdzięczyć się ujawnieniem imienia.
-Mam na imię Aryana, ser - powiedziała i dygnęła elegancko, nie spuszczając wzroku z mężczyzny - Proszę mi wybaczyć, ale nie wiedziałam o więzi łączącej Pana z moim bratem. Widać jednak mamy przed sobą tajemnice.
Uznała, że wyjawienie Targaryenowi prawdy będzie lepsze od kłamstwa, powodowanego uprzejmością.
Gdy nowy znajomy szybko rozgryzł, co tak naprawdę Starkówna robi pod tym kandelabrem, dziewczyna poczuła się w obowiązku skierować jego uwagę na coś innego, inaczej mógłby zacząć węszyć. Wolała jednak, żeby żaden Smok nie mieszał się chwilowo w sprawy jej rodziny.
-Doprawdy, nie musiał Pan tego robić - powiedziała nieco zgniewana, bowiem Aemon zasłonił jej widok i teraz musiała już stanąć na palcach by dojrzeć brata i starego Freya.
Szybko dała za wygraną, aby przypadkiem nie zwrócić na siebie uwagi postronnych. Przeniosła wzrok na towarzysza i głosem chłodniejszym, niż zamierzała, oznajmiła:
-O czym w takim razie będziemy rozmawiać? Chce mi Pan opowiedzieć rodzinna historyjkę o Smokach?
Była zbyt poirytowana żeby zdać sobie sprawę, że być może przesadziła ze śmiałością swoich słów. Jednak wiadomości od Aithne i teraz jeszcze rozmowy na linii Stark - Frey wytrąciły ją z równowagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
762
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Pod kandelabrem    Pon Maj 06, 2013 9:25 pm

Gdy tylko uwolnił się od towarzystwa starego Lorda Przeprawy, Aidan odetchnął głęboko na tyle, na ile pozwalał mu ciasny na piersi, elegancki ciemny kaftan. Starkowie zdecydowanie wyróżniali się pośród innych nie tylko surowością oraz nienagannością postawy, lecz i najwyraźniej strojem, który pozostawał niezmiennie prosty, stonowany, w barwach ciemnoszarych - zupełnie jak na stypę. Zasada ta tyczyła się przynajmniej tej męskiej części reprezentacji domu; Lorda Starka oraz jego najstarszego syna, którzy gościli w King's Landing również w towarzystwie kobiet. Lady Stark, a także młodsze siostry, piękne jak zawsze, nie potrzebowały wymyślnych sukni, aby przyćmić inne panny swoją czystą północną urodą. Kończąc rozmowę z Freyem, kątem oka wypatrzył pod złotym kandelabrem Aryanę, i to do niej młody wilk postanowił skierować swoje kroki, przeczuwając, że siostra jest zaniepokojona jego przedłużającymi się pertraktacjami z przebiegłym starcem z Dorzecza.
Zapomniał na chwilę o obiecanym swej narzeczonej, Cailet, spotkaniu. Odsunął pochmurne myśli o ożenku na bok - to prawda, koniec, skończyły się kawalerskie czasy. Odtąd trzeba było wziąć się w garść i wypełnić swoją rolę, nie zaś płakać w kącie, narzekając na los. Aidan wciąż przejęty był wiadomościami od Freya, którymi musiał podzielić się natychmiast z kimś zaufanym. Gdy zdążył przedostać się do Ary, lawirując dosyć zgrabnie między tłumem panów i pań skorych do tańców czy rozmowy, w towarzystwie najstarszej z panien Stark znajdował się już Aemon Targaryen, przyjaciel, człowiek zaufany i niezwykle nobliwy. Uśmiechnął się na jego widok szczerze, albowiem był to jeden z nielicznych tutaj zgromadzonych ludzi (ponadto członek rodziny królewskiej), który nie budził w nim dziwnego poczucia nieufności.
- Aemonie! - Wyciągnął ramię, aby powitać go serdecznie. Chociaż dzieliło ich prawie osiem dni imienia, nić porozumienia między tymi dwoma miała się od początku znajomości zaskakująco dobrze. - Widzę, że zdążyłeś już poznać moją siostrę. Aryano - skinął jej głową i chwycił za dłoń delikatnie ściskając na znak, że nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać. - Jest kilka spraw, o których muszę porozmawiać z ojcem. - Spojrzał na nią znacząco. - Najpierw jednak dotrzymam ci towarzystwa... - Wraz z Aemonem, dopóki nie dołączy do nas twój narzeczony, co dopowiedział w myślach. Ufał, że Aylward odnajdzie ich prędzej czy później.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Pod kandelabrem    Pon Maj 06, 2013 9:51 pm

Aemon nigdy nie był typem próżnego, zadufanego w sobie mężczyzny, chociaż pozycja, jaką posiadał, jego rodowód, wygląd czy obejście zawsze pozwalały mu zjednywać do siebie ludzi już od pierwszego spotkania. Tym razem jednak było inaczej, dziewczyna nie wydawała się nim specjalnie zainteresowana, mało tego. Wyglądało na to, że irytował ja swoją obecnością. Dla kogoś, kto lubi wyzwania, podziałało to tylko jak czerwona płachta na byka.
-Piękne imię – komplementował ją, starając się włożyć w to odpowiednią dawkę uroku osobistego – Tak to już bywa w rodzeństwie, czego najlepszym przykładem może być ród Targaryenów, bowiem mój brat także nie ma pojęcia o połowie mych poczynań.
Przyznał sobie w duchu, że dziękuje Siedmiu Bogom za to, że od czasu do czasu jest w stanie kompletnie uwolnić się od czujnych oczu Aerysa i jego straży. A nie byłoby to możliwe, gdyby nie jego siatki powiązań i niekoniecznie chwalebnych znajomości, zawieranych skrupulatnie w przeszłości.
Aemon spojrzał na dziewczynę, która nagle wydała mu się dziwnie zgniewana. No tak, w końcu przeszkodził jej w szpiegowaniu. Jednak jej późniejsza zniewaga lekko go ubodła, być może dlatego, że chyba już dawno nikt nie potraktował go w podobny sposób. Zazwyczaj wszyscy kłaniali mu się w pas lub zasypywali pochwałami, byli i tacy, którzy zgodziliby się pewnie polizać jego buty w zamian za miłe słowo, szepnięte w ucho Aerysa. A ta dziewczyna stała przed nim jak gdyby nigdy nic i raczyła jawnie z niego drwić. Roześmiał się krótko, już szykując sobie jakąś odpowiedź, jednak w tym momencie dołączył do nich Aidan Stark we własnej osobie.
Uścisnęli się z Aemonem serdecznie, niczym bracia. Młody Targaryen nie uświadczył zbytnio miłości braterskiej w dzieciństwie, jednak wynagrodził to sobie wspaniałymi przyjaźniami. Wiek czy pochodzenie nie grało roli, jeśli jesteś w stanie wytrzymać w obecności Aemona pół godziny i nie odejść od zmysłów, jesteś swój.
-Stark! – zawołał więc wesoło, klepiąc go po plecach – Co słychać na Północy?
Gdy rodzeństwo wymieniało uprzejmości, uśmiechnął się pod nosem i pomyślał o swojej siostrze, do której przecież lada chwila miał dołączyć.
-Owszem, miałem tę przyjemność. Gdzieś ty ją ukrywał, przyjacielu?
Przeniósł wzrok z Aidana na Aryanę i wymownym spojrzeniem dał jej znać, że słodka tajemnica jej oburzającego zachowania pozostanie między nimi.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Pod kandelabrem    Pon Maj 06, 2013 10:34 pm

Piękne imię? Oszczędź sobie, księciuniu, nie z takimi już miałam do czynienia.
Jeśli pierwsze wrażenie było najważniejsze, to Aemon właśnie zawalił swój występ. Tym tanim tekstem na pewno nie zjednał sobie przychylności Aryany, co dopiero mówić o jakimkolwiek cieniu zainteresowania. Nie obchodziły jej ciekawostki z jego życia, więc przewróciła oczami, gdy wspomniał coś o Targaryenach. Fakt, sama też na pewno nie robiła dobrego pierwszego wrażenia. I to właśnie myśl, że wychodzi teraz na hipokrytkę, przywołała ją do godnego damy poziomu.
-Ładnie to tak, wypominać słabostki króla podczas jego święta? – zapytała i zadziornie poruszyła brwiami.
Zdecydowała się jednak nie robić z siebie niezadowolonej niewiasty, czym prędzej przywołała więc uśmiech na swoją twarz. I zrobiła to w idealnym momencie, bowiem przy ścianie pojawił się nagle Aidan. Przywitał się wylewnie z Aemonem, co rozwiało podejrzenia dziewczyny, jakoby książę nie mówił prawdy o relacji łączącej go z najstarszym Starkiem.
Gdy tylko brat uścisnął jej dłoń i obdarzył jednym z tych swoich spojrzeń, całe napięcie uleciało z Aryany jak ręką odjął. Możliwe, że odetchnęła nawet z ulgą, a po chwili na jej twarzy pojawił się szczery, absolutnie niczym nie wymuszony uśmiech.
-Cieszy mnie to, że możesz odłożyć je na później – oznajmiła, odwzajemniając uścisk jego dłoni, automatycznie przysuwając się do niego tak, że teraz stali ramię w ramię. – A czy dla mnie masz jakieś wieści?
Skoro Aidan nie musiał natychmiast przeprowadzać rozmowy z ojcem, istniała szansa, że sprawy z Freyem potoczyły się pomyślnie. A przynajmniej nie tragicznie. Przez chwilę zupełnie zapomniała, że przebywają tutaj w towarzystwie Aemona, dopiero gdy ten rzucił kolejny, wątpliwej jakości, komplement, spojrzała mu prosto w oczy. Nie miał zamiaru wypominać jej nieuprzejmości, wychodziło więc na to, że zaczynają od nowa. Skoro kontynuował swój mały teatrzyk, czemu miała do niego nie dołączyć?
-Jesteś naprawdę zbyt łaskawy, ser - powiedziała, uśmiechając się delikatnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
762
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Pod kandelabrem    Pon Maj 06, 2013 11:30 pm

- Co słychać na Północy, mój druhu - Aidan zawiesił ton, powtórzywszy pytanie zadane przez Aemona. - Cóż, o tym musisz przekonać się sam. - Uniósł delikatnie kąciki ust, przyjrzawszy się z nieukrywanym entuzjazmem wizerunkowi tak dawno niewidzianego przyjaciela. To właśnie przyjaźń liczyła się dla niego bodaj najmocniej ze wszystkich wartości, jakie wyznawał i którym hołdował w swoim życiu; tuż obok lojalności, sprawiedliwości, dyscypliny oraz konsekwencji. Prędzej straciłby język, niż miałby zdradzić jednego z kompanów, choćby i nawet w przyszłości zostałby przez niego wystrychnięty na dudka. Honorowość, beznadziejną czy nie, miał już we krwi. Z tym nie należało walczyć. Surowy charakter oraz kręgosłup moralny, który odziedziczył po ojcu, wcale nie kłócił się aż tak z gorącą krwią, z zacięciem godnym rodziny Reedów. Nie musiał być jednak pasowany na rycerza, aby przestrzegać pewnych reguł. Wzniosły kodeks, którym posługiwał się na co dzień, nie przeszkadzał młodemu Starkowi w raczeniu się odrobiną (khe) szaleństwa w życiu. Aylward Baratheon, ha, ten to dobrze znał drugą stronę tego chłodnego na pozór dziedzica Północy. Bywał jak kameleon, który potrafi płynnie wpasować się do każdego towarzystwa. Umiał zjednać sobie ludzi: zachowywał powagę, kiedy była wymagana, zajmował słowem ważonym skrupulatnie, ale z pomysłem, innym razem dowcipkował i sypał zgrabnymi komplementami; wszystko w zależności do sytuacji. Z tego powodu chyba ojciec nie bał się powierzać mu wielu kluczowych spraw w dosyć młodym wieku. Starkowi również doskwierał od zawsze brak mocnych więzi z braćmi, chociaż obu bardzo kochał i zwykł troszczyć się o nich od zawsze. Varcolac wybrał inną drogę. Han był zbyt niedojrzały jeszcze, nadto rozpuszczony w dzieciństwie. Aidan musiał zatroszczyć się o innych niż bracia towarzyszy. Padło na Reda Boltona, bo do Dreadfort trafił jako ośmiolatek. Później, podczas podróży na Południe poznał Ayla, jego starszego brata Adgarta, Aemona, ser Lorenta Tyrella. Cenił te znajomości, dbał o nie jak należy. Z o wiele większą starannością niż o swoją narzeczoną teraz, jak przemknęło mu przez głowę. Obrócił się szybko wokół, lecz jego oczom, zamiast płomiennorudej główki małej trzpiotki z Wysogrodu, ukazała się jedynie umykająca pośpiesznie Kyra. Przeniósł znów uwagę na Targaryena.
- Z wielką chęcią ugościmy cię w naszych skromnych progach, jeśli tylko znajdziesz kilka tygodni na odwiedziny - tak dawno nie mieli okazji do rozmowy, a tematów w międzyczasie namnożyło się bez liku.
Komplementy jego względem Aryany przyjął nader spokojnie, bo co do wszelkich umizgów względem dziewcząt Stark podchodził raczej ze sporym dystansem. Jako najstarszy brat, instynkt opiekuńczy włączał się samoistnie, a Aidan zachowywał się czasem niczym pies ogrodnika, przekonany o tym, że niewielu dobrych mężów tego świata jest w stanie uszczęśliwić jego (już nie) małe, drogie siostrzyczki. Dopóki pochwały płynęły z ust przyjaciół, nie miał nic przeciwko. - Jak widać, Winterfell ukrywało przed tobą nie jeden skarb. Ten tutaj jest niestety przeznaczony innemu. Aylward Baratheon jak zwykle pozbawiony wyczucia czasu! Powinien warować u twoich stóp, Ary - zwrócił się do niej, święcie przekonany, że ojciec zdążył przekazać jej tą szczęśliwą informację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Pod kandelabrem    Pon Maj 06, 2013 11:48 pm

Składanie hołdu dłużyło się niemiłosiernie, ale w końcu nadszedł jego koniec. Gdy oficjalna część została zamknięta, przedstawiciele rodów przeszli do wielkiej sali, w której czekał na nich bankiet wydany na cześć nowego władcy. Dość szybko rozdano puchary wina i rogi wypełnione złotą, korzenną cieczą. Wyborne potrawy zakrywały niemalże całe blaty długich, drewnianych stołów, przy których ustawiono ławy. Widać było pieczone mięsiwo wszelkiej maści, chleby, owoce i warzywa, których nie szczędzono na taką okazję. Lyra przesuwała po nich spojrzeniem bez większego zainteresowania. Wprawdzie uszczknęła kawałek kurczaka, a także sięgnęła po jedno z czerwieniących się jabłek, jednak nie odczuwała znacznego głodu, zatopiona w towarzyszących jej od jakiegoś czasu myślach, które zasnuwały umysł ciemną chmurą. Otrząsnęła się z nich dopiero wtedy, gdy zdała sobie sprawę, że w międzyczasie w kątach pomieszczenia potworzyły się już mniejsze grupy, najczęściej zaprzyjaźnionych rodów. Ale nie tylko! Zapewne rozprawiali na różne temat, choć to polityka była motywem przewodnim. Jak zawsze. A ona jako reprezentantka Arrynów także powinna dbać o interesy jej nowej rodziny. Poza tym Reinmar prosił ją by omówiła pewną naglącą kwestię…
Rozejrzała się po znanych twarzach i spostrzegła te, które ją interesowały. Zauważyła, że nie są sami, ale nie zamierzała wtrącać się w rozmowę bez krzty ogłady. Po prostu musiała zaznaczyć swoją obecność i gotowość do rozmowy. Dlatego ruszyła wolnym, statycznym krokiem, spokojnie lawirując pomiędzy innymi gośćmi. W końcu dotarła pod kandelabr, w którym płonące świece rzucały jasne, ciepłe światło na zgromadzone osoby. Przywitała ich uśmiechem i delikatnymi skinieniem głowy.
– Witaj Aryano – zwróciła się najpierw do najlepiej znanej jej osoby. Uśmiech poszerzył się, gdy zatrzymała spojrzenie jasnych oczu chwilę dłużej na jej twarzy.
Znały się już chwilę, choć trudno było utrzymywać przyjaźnie na odległość, jednak nie ulegało wątpliwości, że polubiła młodą pannę Stark.
– Aidanie – teraz przyszła kolej na mężczyznę, które kojarzyła głównie w związku z pewnymi… Kwestiami, jakie zlecił jej załatwić brat męża. Ale również nie miała nic do zarzucenia Wilkowi, który choć przez Aerysa potraktowany został oschle, na pewno mówił szczerze.
W przeciwieństwie do innych osób składających dziś hołd.
Na koniec zerknęła na ostatnią, trzecią osobę.
– A także ty, Panie. Mam wrażenie, że nie miałam jeszcze okazji cię poznać. Jestem Lyra Arryn.
Powrót do góry Go down

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Pod kandelabrem    Wto Maj 07, 2013 2:44 pm

Spacerowanie po Sali Balowej podczas tak hucznego przyjęcia nie jest dobrym pomysłem. Spacerowanie po Sali Balowej podczas hucznego przyjęcia po wypiciu kilku kielichów wina - to kuszenie losu. Z kolei spacerowanie po Sali Balowej podczas hucznego przyjęcia po wypiciu kilku kielichów wina i trzech kufli ciemnego piwa - no, drodzy państwo, to nazywamy brawurą! Całe szczęście, dzisiaj Baratheon na wskutek splotu nieszczęśliwych i brzemiennych w swych skutkach wiadomości (nie, spokojnie, żadna z obecnych tu panien nie nosi w łonie bękarta Aylwarda) ograniczył się jedynie do dwóch pucharów, wypitych razem z Lady Greyjoy. Co, trzeba przyznać, było jedynie skromnym dodatkiem do ich rozmowy, pełnej uszczypliwości wobec legendarnej już pani w czerwieni! Jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy - i po rozstaniu z Żelazną Damą, Aylward ruszył na poszukiwanie Aidana, a co za tym idzie... swojej narzeczonej. Jednak, jak to bywa w przypadku każdego Baratheona, po drodze wpadł na prawdziwe cudo i pomimo usilnych starań nie mógł oprzeć się wdziękom pięknej, o skórze lśniącej jak karmel i kształtnej...
... losze, z olbrzymim niczym pięść jabłkiem w pysku. Ayl zaśmiał się pod nosem, widząc wiadomy owoc, którym przyozdobiona była pieczona świnia - zdołał nawet zauważyć w tym pewną symbolikę losu, który chciał zgotować co poniektórym osobnikom, jednak ze względów na swego starszego brata poprzestał na marzeniach. Wracając do lochy - grzechem byłoby odmówić takiej piękności, więc korzystając ze sposobności, wsunął się pomiędzy dwie podstarzałe już nieco panny z jednego z pomniejszych rodów. Rozmowa podczas posiłku krążyła wokół utartego schematu "piękna broszka, pani - doprawdy, równie cudownych oczu próżno szukać na Południe od Królewskiej Przystani! - Lady, Twoja propozycja mi schlebia, ale chyba nie przystoi, żebym nocą odwiedzał Cię w komnacie... ach, jest pani bogatą wdową po Lordzie Swann? W takim razie proszę o numer komnaty!". Kilka soczystych kawałków (mięsa oczywiście) później, najedzony Aylward opuścił towarzystwo rozochoconych winem (którego im nie skąpił w dolewaniu) towarzyszek, tym razem na poważnie szukając Aidana. Rzecz jasna, po drodze natknął się na Adgarta, więc chcąc czy nie - musiał przekazać mu treść wiadomości dostarczonej przez kruka. Starszy Baratheon zapieklił się niezwykle, co dobitnie świadczyło o emocjach, jakie budziła w braciach wieść, po czym solennie obiecał, że tuż po uczcie wsiądzie na konia i wykona to, co w kilku wymamrotanych niezrozumiale oraz w pełnej konspiracji słowach ustalili. Sam Aylward poczuł niewysłowioną ulgę, gdy Ad bez szemrania zgodził się na jego propozycję i nie zaproponował nadstawiania własnego karku. Jeszcze tego brakowało, żeby Baratheonowie dali sobie solennie po pysku w obecności całego królestwa! Tak czy inaczej - po spełnieniu swej powinności (i zjedzeniu sporego kawałka pieczeni), humor Ayla znacznie się poprawił, zaś sam zainteresowany po wielu perypetiach odnalazł swojego dobrego druha, ba! Brata prawie i na dodatek w pakiecie dostał ser Aemona Targaryena, piękną Lady Arryn i...
Serce podskoczyło mu do gardła, kiedy napotkał spojrzenie drugiej towarzyszki Aidana. Nigdy nie sądził, że do tego dojdzie, ale... oto dzisiaj, na balu z okazji koronacji króla Aerysa II - napotkał Słońce we własnej osobie. Niewiele można napisać. Niezbyt dużo powiedzieć. Trzeba te usta… to spojrzenie…
Aylward nie był do końca pewien, jak długo stał sztywno niczym... niczym... (trudności ze znalezieniem słowa nie związanego z członkiem)... posąg. Jak długo sterczał w miejscu, wpatrując się w siostrę Aidana i, prawdopodobnie, uśmiechając głupio - bo właśnie to zwykł robić, gdy brakowało mu słów a głowa przestawała pełnić podstawowe funkcje i jedynie ciążyła na szyi, zamiast podpowiadać, co dalej. Dopiero, kiedy jeden z przechodzących rycerzy przypadkiem potrącił Baratheona łokciem, ten ruszył się z miejsca, pokonując ostatnie kilkanaście stóp dzielących go od... od... nie, to nie możliwe, szczęście, które spotkałoby go, gdyby podejrzenia co do tożsamości ostatniej z dam się potwierdziły, rozerwałoby Aylwardowi pierś. I tyle, po Jeleniu!
- Stark, organizujesz kółko wzajemnej adoracji i... mnie nie zaprosiłeś? - zagadnął ze świetnie imitowaną urazą w głosie, zatrzymując się tuż obok przyjaciela. Stary (z perspektywy młodszego o całe dwa dni imienia Ayla), szlachetny Aidan. Chodzący przykład cnót rycerskich, który jak na ironię rycerzem nie jest.
I na dodatek jedna z mocniejszych głów do picia w całym Westeros!
- Naturalnie, mogę znaleźć sobie nowego przyjaciela, ależ nie ma problemu! Tyle, że tylko Ty wytrzymujesz przy mnie dłużej niż dobę. - dodał, nie kryjąc rozbawienia w głosie. Ze względu na obecność osób postronnych, Baratheon musiał wstrzymać się na chwilę z zarzucaniem Aidana niewybrednymi określeniami, tylko dodającymi smaczku ich przyjaźni, wybujałej na miarę tych przerażających, starych drzew, w które Stark z czcią wierzy! Aylward ukłonił się w pas, uśmiechając do Lyry.
- Lady Arryn, wciąż czekam na dzień, w którym nie będziesz prezentować się lepiej ode mnie. I jestem dziwnie pewien, że ten nigdy nie nastanie. - uśmiechnął się lekko do prawdopodobnie jedynej przedstawicielki Orlego Gniazda na sali, po czym poważnie skinął głową Aemonowi Targaryenowi, za wszelką cenę starając się uniknąć kontaktu wzrokowego z bratem królowej - wielce prawdopodobne, że po ujrzeniu liliowych tęczówek, tak charakterystycznych dla Smoków, serce po raz kolejny dzisiaj pękłoby Baratheonowi na pół. Czy też raczej - na połówkę połówki. Sam Aylward naumyślnie odwlekał moment bliskiego spotkania z siostrą Aidana, zupełnie jakby chciał jak najdłużej nasycać się tą nerwową chwilą wyczekiwania, w której całe jego ciało, każdy jeden drobny włosek krzyczał z tęsknoty za ponownym ujrzeniem twarzy kobiety. Nie mógł jednak odmawiać sobie tej przyjemności do końca - i oto nadszedł długo wyczekiwany moment, a jemu jak zwykle w takich sytuacjach zaparło dech w piersiach, mimo, że od dawien dawna nastawiał się na tą chwilę. Przez zatrważający ułamek sekundy nie potrafił wydobyć z siebie żadnego dźwięku, a jeśli już sądził, że mu się to uda, na usta cisnęło się tylko: "jesteś piękna, wyjdź za mnie!"... co tak właściwie byłoby na miejscu, jeśli poznawane właśnie Słońce okazałoby się najstarszą siostrą Aidana, a nie jej młodszym odpowiednikiem.
- Lady... - zaczął banalnie, szukając w pustej jak puchar po balu głowie odpowiednich do sytuacji słów. Może... Ładny mamy dzień! Lubi pani cytrynowe ciastka? Czy wiesz, Lady, że jelenie żywią się korą z drzew i lubią, kiedy drapiesz je za uszkiem? - ... to zaszczyt móc Cię poznać. Jeśli dotarły do Ciebie wieści o nieokrzesanym szaleńcze, rzucającym jabłkiem w Lorda Freya, to... właśnie ja. Ser Aylward Baratheon z Końca Burzy. - wydusił w końcu, ukłonił się i nie zważając na ewentualne protesty, ujął smukłą dłoń kobiety, by chwilę później na bladej jak śnieg skórze złożyć delikatny pocałunek. Bał się ryzyka, jakie niosło ze sobą skupienie wzroku na jej twarzy - mógłby zapatrzyć się w te oczy, utonąć… po całym dniu zabijającej ciszy na morzu ryzyko utonięcia w spojrzeniu kobiety, która wywarła na nim tak spore wrażenie, było stanowczo zbyt duże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Pod kandelabrem    Wto Maj 07, 2013 10:40 pm

/Aemonowa ma post-burzowe problemy z netem, prosiła żeby ją ominąć

Zauważyła uśmiech, jaki pojawił się na twarzy jej brata, gdy tylko dołączył do niej i Aemona. Aidan nie należał do ponuraków, jednak ostatnimi czasy rzadziej widywała go szczerze zadowolonego. Być może wpływ na to miały zaręczyny z panną Tyrell, a może było coś jeszcze? Aryana pragnęła się tego dowiedzieć, miała nadzieję na szczerą rozmowę z bratem już wkrótce, bowiem od jakiegoś czasu sporo rzeczy skutecznie zajmowało cały jej wolny czas.
Gdy książę został zaproszony na Północ, panna Stark pomyślała, że nie jest to najlepszy pomysł, jednak jeśli dzięki temu jej brat będzie radosny jak dawniej, mogą gościć Smoka nawet do końca lata. Uśmiechnęła się więc zachęcająco do Aemona, licząc na to, że jej nieme przyzwolenie pomoże mu przekonać się co do tej wizyty. Zdawała sobie sprawę z tego, że jej brat już najpewniej domyślił się, w jaką grę gra tutaj Targaryen i Aryana ucieszyła się, że tym razem nie przyjął postawy, którą raczył wszystkich dotychczasowych adoratorów swych sióstr. A bywał nadopiekuńczy, oj zdecydowanie zbyt często. Wystarczyło przypomnieć sobie wszelkie przeszłe turnieje, czy choćby dalsze podróże rodziny Stark, podczas których Aidan pilnował wszystkich trzech córek lorda niczym oka w głowie. Dziewczyna spuściła wzrok i przygryzła wargę, starając się za wszelką cenę nie wybuchnąć śmiechem, jednak po chwili usłyszała coś, co sprawiło, że przestała się tak radować.
"Ten tutaj jest niestety przeznaczony innemu. Aylward Baratheon jak zwykle pozbawiony wyczucia czasu! Powinien warować u twoich stóp, Ary."
Przeznaczona innemu? A cóż to niby miało znaczyć?
Aryana natychmiast spojrzała pytająco na swojego brata, licząc na to, ze ten zaraz oznajmi jej, że to tylko żart i żeby nie nadymała się tak, bo wygląda jak jego stara niania. Odczekała moment, jednak gdy Aidan nie cofnął swoich słów, serce niebezpiecznie podskoczyło w jej piersi i nagle zaczęło bić jak szalone.
Bogowie, powiedzcie mi proszę, że się przesłyszałam.
Mina Młodego Wilka mówiła jednak co innego. Krew odpłynęła z twarzy dziewczyny, coś niebezpiecznie zamigotało przed oczami, a jej ręka automatycznie wystrzeliła w stronę dłoni brata i uścisnęła ją mocno.
Uszczypnij mnie, proszę. I powiedz, że to tylko zły sen.
-Aidanie… - wyszeptała tylko, jednak nie zdołała skleić zdania.
Aryana poczuła się nagle tak, jakby znajdowała się pod wodą. W uszach jej szumiało, wszystkie odgłosy wydawały się dziwnie przytłumione, a na dodatek zaczęło brakować jej tchu. Zauważyła, że ktoś do nich podszedł, rozpoznała nawet Lyrę Arryn i wyciągnęła obie dłonie by uściskać dawną przyjaciółkę, jednak wszystko to robiła machinalnie, nieświadomie. Możliwe, że odpowiedziała coś na jej przywitanie, miała nadzieję, że tak zrobiła, jednak czy aby na pewno? Czy było to pełne zdanie, czy tylko jakiś bełkot? Wydawało jej się, że zupełnie traci kontakt z rzeczywistością.
Dodała wreszcie dwa do dwóch. To nie z powodu Nadiry ojciec zamilkł, gdy niespodziewanie weszła do komnaty rodziców wcześniej tego dnia. Matka nieprzypadkowo wybierała jej suknie na dzisiejszy wieczór. Jej brat nie miał pojęcia, że Aryana do tej pory nie wiedziała, że Starkowie zaręczyli ją z kimś innym.
Z otępienia wyrwał ją głos, którego nie rozpoznawała. Zamrugała szybko, bowiem światło z kandelabru zaczęło jej nagle przeszkadzać, po czym spojrzała na kolejnego mężczyznę, który dołączył do ich małego skupiska. Nie widziała go wcześniej, jednak jeden rzut oka na jego szaty i wyszyte na nich herby wystarczył, by rozpoznała w nim Baratheona. Był nieziemsko wręcz przystojny, wysoki, z ciemnymi włosami i takim samym zarostem, stał wyprostowany i patrzył tylko na nią.
"To... właśnie ja. Ser Aylward Baratheon z Końca Burzy."
O słodka ironio! Czemu nie poznałam go przed tym, nim dowiedziałam się, że jestem z nim zaręczona? To by dopiero była komedia!
Mimo wszystko, Aryana postanowiła wziąć się w garść. W tej chwili liczył się przede wszystkim honor rodu Starków, a także jej własny. Odetchnęła więc cicho i już miała coś odpowiedzieć, jednak ser Aylward ukłonił się i ujął jej dłoń, a ona poczuła dreszcz, przebiegający od czubka głowy aż po same pięty. Zamknęła usta i pozwoliła by rycerz złożył na jej dłoni delikatny pocałunek. Chwilę potem dziewczyna zdała sobie sprawę z tego, że automatycznie przejechała drugą dłonią po sukni na wysokości uda, jakby sprawdzając, czy sztylet który dookoła niego przywiązała, wciąż tam jest.
-Akurat te wieści jeszcze do mnie nie dotarły, ale dziękuję Panie, za twą szczerość – ze wszystkich sił postarała się do niego uśmiechnąć i miała nadzieję, że nie wyszło to tragicznie – A gdybyś ty, ser, przypadkiem usłyszał o tej siostrze Aidana, która sprawia mu najwięcej kłopotów, możesz być pewien, że mowa o mnie. Nazywam się Aryana Stark, to naprawdę zaszczyt móc Cię wreszcie poznać.
Czuła jego spojrzenie, przewiercające ją na wylot, a jedynym ratunek było uciec własnym wzrokiem w bok. Posłała więc Lyrze krótki uśmiech i oznajmiła:
-Ser Aylward ma rację, Lyro. Wyglądasz dziś przepięknie.
Przyjrzała się cudnej sukni swojej przyjaciółki i starała się zająć myśli czymś nawet tak błahym jak strój. Robiła wszystko, żeby nie myśleć o mężczyźnie, który stał teraz naprzeciwko niej. Jednak wszystko to wciąż było za mało, więc chcąc nie chcąc, spojrzała na niego po raz kolejny i złapała jego wzrok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
762
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Pod kandelabrem    Sro Maj 08, 2013 12:24 am

Na widok zbliżającej się ku nim damy, która pragnęła zaszczyć ich swoją obecnością pod złotym kandelabrem, Aidan uśmiechnął się po raz kolejny równie szeroko, co szczerze. Lyra Arryn! Nie widział tej ciemnowłosej piękności już bardzo długi czas. Wyjazdy do King's Landing miewały i swoje dobre strony. Spotkanie tak wielu drogich osób w jednym miejscu, o jednym czasie, to wręcz błogosławieństwo.
- Lady Arryn - skłonił się krótko, lecz okazując wcale nie mniejszy szacunek, niż miał to w zwyczaju. Po prostu Walder Frey wyczerpał w Aidanie wszelkie przeznaczone na ten jeden wieczór pokłady zarówno grzeczności, jak i wytrwałości w przestrzeganiu dworskich konwenansów. Chyba tylko święta Starkowska cierpliwość uratowała go przed przypadkowym zdzieleniem głowy starca na dwoje za pomocą mosiężnego kielicha, kiedy ten począł snuć swoje wyssane z... khem, palca, domysły na temat tego, w jak bardzo głębokim poważaniu młodzieniec miał mieć ich spotkanie, ponieważ nie warował on pod jego komnatami zaraz po hołdzie, żebrząc o możliwość rozmowy z obrażonym pyskowaniem gówniarza wielkim Lordem Przeprawy. Nic dziwnego, że przesadne kurtuazje postanowił więc schować do kieszeni na dłuższą chwilę. Prawdziwa ulga! W gronie przyjaciół mógł nareszcie pozbyć się całego sztywnego płaszczyka dziedzica Winterfell. Napięcie schodziło z niego wyraźnie z każdą kolejną minutą, która upływała miło w towarzystwie siostry i Aemona. Wprost promieniał na twarzy, jeszcze dosyć młodej i świeżej. W ostatnich dniach zdecydowanie brakowało mu odrobiny luzu: chodził wiecznie ponury, struty, zmęczony długimi naradami ojca w związku z sytuacją na linii Północ-Dorzecze oraz konsekwencjami, jakie ściągnął na ich dom najmłodszy Han, a których zamiatanie przypadło najstarszemu z rodu. Czuł się niczym stary lord uwięziony w skórze dwudziestoparolatka. Jego dni wypełniały nudne rozmowy z głowami familii, ciągłe pertraktacje bez końca, szczególna dbałość o sojusze, łagodzenie konfliktów nie do złagodzenia. A on chciał po prostu bawić się, cieszyć kawalerskim stanem jak najdłużej się da, walczyć na miecze w zacisznym gaju i pić dornijskie wino na szczytach wież. Powinności uwierały go niezmiernie, ale znał cenę sprzeciwu. Trzymała go dzielnie w ryzach. Z nich zaś wyrywał, dzięki bogom, Aylward Baratheon, który, noż cholera, powinien tu być!
W sam raz, właśnie się zbliżał.
- Aryano... Ary? - Chciał dopełnić obowiązku, przedstawiając sobie młodych, jednak zaniepokoił się poważnie, słysząc słaby głos dziewczyny. - Źle się czujesz? - Nie mógł skupić się dłużej na siostrze, bo uwagę młodzieńca ściągnął wnet stary przyjaciel.
- Baratheon! - Poklepali się na powitanie. - Nareszcie! Gdzieś ty był? W Storm's End i z powrotem? Przecież ci mówiłem, że będę czekał tutaj - wyszczerzył zęby. - Myślałem, że posiwieję i zbrzydnę na starość, zanim trafisz do nas... I w dodatku śmiesz porównywać swoją krzywą, włochatą buźkę z wdzięczną urodą Lady Arryn? Co za dużo, to nie zdrowo, toż to bezczelność, ser - zaśmiał się, trącając go w ramię. Oj, nie, nie zamierzał szczędzić serdecznych przytyków. Musiał wynagrodzić sobie godziny gładkich słówek z lordami. Zresztą, przyjaźń tych dwóch znana była powszechnie w wysoko urodzonej społeczności Westeros. Gdy zaobserwował kątem oka, że młodsza Starkówna powoli doszła do siebie, ulżyło mu dodatkowo. Żałował biednej siostry, przez to samo przechodził niedawno, z tym wyjątkiem, że swoją narzeczoną poznał, będąc świadomym jej istnienia. Po reakcji Aryany domyślił się w lot, że ojciec nie śpieszył się widocznie z poinformowaniem o ożenku. Odchrząknął zatem, przechodząc do oficjalnej części.
- Aylwardzie, oto Aryana Stark, moja siostra. - Wskazał na nią dłonią. - Poznaj ser Aylwarda Baratheona, drugiego syna Lorda Baratheona, pana Ziemi Burzy.
And now let's watch the world burn.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Pod kandelabrem    Czw Maj 09, 2013 11:17 am

Lyra nauczyła się obserwować, umiejętność przydatna na dworze. Nie uważała się wprawdzie za osobę wybitną w tej kwestii, ale nawet ktoś taki jak ona, mógł dostrzec zmiany, jakie zaszły na twarzy Aryany, jeszcze za nim zdążyła się z nią przywitać. Mimo to przywitanie było naturalne; krótki uścisk, ciepłe słowa, a jednak ton… Te machinalne nuty, które ledwie dało się wyłapać sprawiły, że kobieta zerknęła kątem oka na Aidana, jakby w jego spojrzeniu wyszukując odpowiedzi. Nie zamierzała pytać, prawdziwej damie nie wypadało, choć niektóre kobiety lubowały się w poruszaniu najbardziej intymnych i prywatnych kwestii, by potem mieć o czym opowiadać wszystkim wokół. Lyra była bardziej dyskretna.
Nim jednak sprawa zdążyła się wyjaśnić, a zmartwiona stanem przyjaciółki lady Arryn mogła wysnuć jakiekolwiek wnioski, pojawiła się kolejne osoba, która zaszczyciła swą prezencją ich małe kółko adoracji pod jaśniejącym kandelabrem. Aylward Baratheon, młody syn lorda Końca Burzy. Uśmiechnęła się na jego widok, a na krótką wymianę zdań pomiędzy nim i dziedzicem Starków roześmiała się tylko. Ulotne wspomnienie wydarzenia, jakie miało miejsce podczas składania hołdu zamigotało w jej pamięci, ale szybko uciekło. Nie mniej jednak ciekawie komponowało się wraz z wzmianką o jabłku i honorze lorda Freya.
– Ależ proszę, Ser Aylwardzie. Mam wrażenie, że w zbroi prezentujesz się jak nikt inny – zauważyła, krzyżując ręce na piersi. - Aryano…
Urwała na chwilę, spojrzenie jasnych oczu utkwiło badawczo w młodej kobiecie, a potem przesunęło się z powrotem, ukradkowo na Baratheona. Nie powiedziała nic, jedynie musnęła dłonią ramię koleżanki w uspokajającym geście. Wprawdzie nadal nie była pewna zaistniałej sytuacji, ale coś niepokojącego przebijało się w spojrzeniu lady Stark. Lyra mogła tylko zgadywać.
– Dziękuję, ty także wyglądasz olśniewająco – posłała jej krzepiący uśmiech i odstąpiła krok do tyłu.
Czuła gęstniejącą nienamacalnie atmosferę i zaczynała odnosić wrażenie, że elementy łączą się w całość, pozwalając jej wysnuwać wstępne wnioski. Ale przecież nie przyszła tu po to i choć miły był jej widok znajomych twarzy, Reinmar prosił ją o załatwienie nie cierpiącej zwłoki kwestii. Skierowała więc twarz ku Aidanowi i uśmiechnęła się.
– Mam nadzieję, że Ser Aylward i twoja siostra nie obrażą się, jeśli porwę cię na chwilę – zauważyła spokojnym tonem, wysuwając delikatnie rękę w geście zaproszenia, by na chwilę udali się na stronę. - Mój drogi brat prosił o rozmowę, jednak nie mógł się pojawić na tym doniosłym wydarzeniu. Muszę pełnić honory w jego imieniu.

//Ciekawe kiedy mi powiedzą, że Tully robią sobie imprezę przy bramie do Doliny xD
Powrót do góry Go down

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Pod kandelabrem    Czw Maj 09, 2013 2:36 pm

Towarzystwo Kandelabrowych Celebrytów Westeros rozwijało się w najlepsze - i choć nic nie wskazywało na nadchodzące kłopoty, można było się ich spodziewać tuż po tym, jak do grona zacnych dam i lordów dołączył Baratheon. Nie do końca jest jasne, jakiemu złemu bóstwu u zarania dziejów przodkowie Aylwarda podpadli tak bardzo, że od samego początku swojego panowania na Ziemi Burz dostają po twardych głowach jak mało kto w tym rejonie Westeros. Na domiar złego konstrukcja psychiczna Baratheonów uniemożliwia im dogadanie się i zrobienie czegokolwiek porządnie od samego początku do samego końca (nie licząc sfery łóżkowej), a uwarunkowana nazwiskiem porywczość oraz złota zasada "najpierw uderz, potem pytaj o co chodzi" sprawiają, że rzucanie jabłkiem i wstawanie w obecności króla to niewinne zagrywki. Kiedy więc na horyzoncie zjawia się jakikolwiek członek rodu z Końca Burzy - wiedz, że coś się dzieje.
I tym razem dość szybko okazało się, że obecność Aylwarda w towarzystwie "Pod Kandelabrem" może przynieść dość spore żniwo - choć nie tak tragiczne, o jakie zwykle można podejrzewać Baratheonów. A wszystko zaczęło się tak...
- Stark, mój drogi, zbrzydnięcie w Twoim przypadku nie wchodzi w grę! - uśmiech na ustach Ayla poszerzył się niebezpiecznie, gdy obejmował przyjaciela ramieniem i współczująco klepał go po plecach. - Po prostu nie może być gorzej niż teraz... - dodał poważnie, odskakując od Aidana zanim ten zdołał poczęstować Baratheona kuksańcem w bok, czy też prędzej: pięścią w nos. Wielu maestrów w Westeros zastanawiało się nad tym, jaka choroba trawi tą dwójkę i powoduje, że za każdym razem, gdy znajdą się w polu własnego widzenia, z zachowania przypominają raczej sztubaków niż przedstawicieli poważnych i szanowanych rodów. Gdyby zapytali Aylwarda, ten odpowiedziałby krótko: tą dolegliwością jest przyjaźń. - Zaś uroda Lady Arryn jest tak naturalna, że nawet zestawianie jej z tym, co nazywam własną twarzą, w żadnym stopniu nie uwłacza pięknu Lyry! - dodał buńczucznie, mimowolnie uśmiechając się do przedstawicielki Orlego Gniazda, o którą, zapewne wbrew jej woli, wybuchła słowna potyczka między duetem Aidan-Ayl. Która i tak na końcu zaowocuje wspólnym konkursem picia złocistego trunku.
- Lady Arryn, podczas jutrzejszego turnieju będziesz mogła się o tym osobiście przekonać. - oczy Aylwarda zalśniły wręcz dzikim zadowoleniem na samo wspomnienie o turnieju rycerskim - całe Południe wszak wiedziało, że młodszy Baratheon może nie sprawdza się w politycznej delikatności, ale... ze świecą szukać drugiego takiego, który jako pierwszy stawiałby się na placu boju i schodził z niego ostatni. Zwłaszcza, jeśli placem boju okazuje się turniej na cześć króla. Sława, pieniądze i wielka kariera! Ten niemy wybuch entuzjazmu przygaszony został dzięki Lady Stark, która - niech Siedmiu będzie błogosławionych - na dobry początek znajomości postanowiła dzielnie wytrwać na swym miejscu, a nie uciec z krzykiem przed swoim... nie bójmy się tego słowa: narzeczonym. Sam Aylward właśnie tak zrobiłby na jej miejscu.
- Aidan wiele opowiadał mi o swoich siostrach, ale nigdy nie wspomniał, że są tak piękne. - odparł dziwnie poważnym tonem Baratheon, z trudem odrywając wzrok od twarzy Lady Aryany. Dziwny wymiar tej konfrontacji, nawet dla pozbawionego empatii Ayla, zaczął być coraz bardziej namacalny. Najwyraźniej nikt z rodu Stark nie ostrzegł najstarszej córki przed nieco szalonym synem Lorda z jakiegoś-tam, odległego dla Winterfell, Końca Burzy. Jedynym ratunkiem przed podpaleniem Czerwonej Twierdzy, wywołaniem wojny i zmarnowaniem się tylu przysmaków z królewskich stołów, mógł być tylko Baratheon - a to, powiedzmy sobie szczerze, najgorsza z możliwych alternatyw.
- Lady Arryn... - zaczął powoli Aylward, nie odrywając wzroku od oczu Lady Aryany, która w końcu zaryzykowała konfrontacją i spojrzała wprost na Baratheona. - Jeśli obiecujesz, że oddasz go w jednym kawałku i w miarę trzeźwego, możemy pokusić się nawet na kilka chwil i... - Ayl poczuł, jak jego własne zęby zaciskają się mocno na języku, przez co metaliczny smak krwi powoli wypełnił usta.
My? Czyś Ty, jeleniu jeden, posłużył się liczbą mnogą wobec siebie i Lady Stark?
- ... osobiście mogę się pokusić na kilka chwil. I pozdrów swego brata przy najbliższej okazji. - Baratheon uśmiechnął się z lekkim roztargnieniem do odchodzącej już Lady Arryn i Aidana. Co oznacza, że został sam z narzeczoną i... Aemonem, który milczy jak zaklęty.
- Lady Aryano, przepraszam. - w oczach Aylwarda zamigotała szczera skrucha, kiedy powoli przesunął wzrokiem po twarzy kobiety, skrywającej prawdziwe emocje za maską życzliwości. - Jak zdążyłaś zauważyć, moje wyczucie czasu godne jest gracji jelenia w składzie wonnych olejków. Powinienem się domyślić, że nie zostałaś poinformowana o zaręczynach i poczekać, aż opracujesz plan ucieczki do Essos przed przymusowym zamążpójściem. - uśmiechnął się mimowolnie, wypuszczając cicho powietrze z płuc. Dla Baratheona upolowanie dzika za pomocą jednego strzału z łuku to pestka... ale rozmowa z lady, która ma być matką twoich dzieci? Siedmiu nie ma litości!
- Jeszcze nic straconego. - podpowiedział cicho, dyskretnym kiwnięciem głowy wskazując odległą część sali, gdzie znajdowały się drzwi. - Przekonam Aidana i Lady Arryn, że nie doszło do naszego spotkania a jeśli nadal będą utrzymywać swoją wersję, zarzucę im, że metodycznie opróżniali kielichy wina. Ser Aemon zapewne wspomoże nas w tym małym kłamstwie. Ucierpię jedynie ja, nie jestem pewien, czy przełknę gorzki smak porażki i świadomość, że wymknął mi się istny skarb...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Pod kandelabrem    Pon Maj 13, 2013 4:31 pm

Aryano... Ary? Źle się czujesz?
Gdy obraz zrobił się wyraźny, a głosy przestały dobiegać jakby spod wody, Aryana obiecała sobie, że postara się zrobić jak najlepsze wrażenie na swoim narzeczonym. To prawda, jeszcze kilka minut temu nie miała pojęcia, że są zaręczeni, jednak honor rodziny był dla niej ważniejszy niż własne kaprysy. Musiała też przyznać, że los obszedł się z nią wyjątkowo łaskawie, a może nawet miała wyjść na tym wszystkim korzystnie? Mogła przecież zostać obiecana jakiemuś podstarzałemu lordowi, który ma góry złotych smoków i wielką armię, ale nie umie już samodzielnie utrzymać pucharu, nie mówiąc o obowiązkach sypialnianych. Dla Starków ważniejsze od złota były słowa, a skoro jej pan ojciec ustalił już wszystko z lordem Baratheonem, kimże była Aryana by zrywać tę umowę?
Panna Stark ucieszyła się, gdy Lyra odwzajemniła jej uśmiech i odpowiedziała, oznaczało to, że poprzednie kilka minut nie było jedną wielką porażką dla kultury osobistej córki Północy. Oczywiście lady Arryn w mig musiała się domyślić, że coś tu jest na rzeczy, wykazała się jednak olbrzymim taktem i Aryana była jej za to niezmiernie wdzięczna.
Wspomniane już Towarzystwo Kandelabrowych Celebrytów Westeros zdążyło jeszcze zamienić kilka słów, gdy dwójka z obecnych zdecydowała wykruszyć się i odejść na bok. Jakieś tajemne sprawki były na tyle ważne, że Aidan i Lyra nie potrzebowali dodatkowej pary uszu i zostawili Aylwarda, Aryanę i milczącego Aemona samym sobie.
Dziewczyna, już uspokojona, choć nie do końca pogodzona ze swoim losem, stała dzielnie naprzeciw dwóch mężczyzn, jednak swoją uwagę poświęcała głównie temu młodszemu. Obawiała się, że jej spojrzenie zawisło odrobinę za długo na osobie Aylwarda, bo w końcu złapał jej wzrok, jednak nie wynikły z tego żadne nieprzyjemności. Twarz Bartheona była pogodna, a choć znali się dosłownie od kilku chwil, Aryana powzięła sobie o nim opinię wesołego, szczerego i przyjaznego młodzieńca. Uczucie skrępowania powoli ją opuszczało, bądź co bądź, była Wilczycą z Winterfell, a pewność siebie miała zapisaną w genach.
-Widzę, Panie, że dobrze odgadłeś przyczynę mojego zmieszania. Essos brzmi kusząco, ale pozwól mi na razie zostać tu, gdzie jestem - pogratulowała sobie w duchu uprzejmego tonu, który udało jej się uzyskać - Mamy zbyt wielu świadków, by udawać, że nie dane nam było się poznać, jednak mam nadzieję, że nie wypadliśmy znowu tak okropnie dla siebie nawzajem.
Nie jestem pewien, czy przełknę gorzki smak porażki i świadomość, że wymknął mi się istny skarb...
Nawet jeśli miał to być żart, lub nasycony ironią przytyk, Aryana odebrała to całkowicie jako komplement dla swojej osoby. Poczuła nagle jak na jej twarz wracają kolory i być może zaczerwieniła się delikatnie, a już na pewno miała ochotę dotknąć dłonią swojego płonącego policzka.
Nie dane im było porozmawiać dłużej, hałas trąbki herolda zagłuszył wszystko, co działo się dookoła. Zapowiedziano nadejście króla, a Aemon poruszył się niespokojnie. Następne wydarzenia potoczyły się w oka mgnieniu. Ktoś zaczął biec przez tłum, jakieś naczynie upadło na podłogę, a potem rozległy się krzyki. Aryana stanęła na palcach, by widzieć wszystko lepiej, jednocześnie rozglądając się i zauważając, że Aidan i Lyra stoją kawałek dalej i mają się dobrze. Aemon nagle zniknął, aby po chwili pojawić się na podwyższeniu, tuż obok swojego brata. Na sali zapanowała panika, ludzie płakali, uciekali, niektórzy rzucali się pod stoły i tam postanowili przeczekać najgorsze.
Sztylety... zamach...dziewczyna jest martwa!
Nieskładne strzępy informacji docierały do uszu Aryany, gdy tłum zaczął nagle napierać w stronę głównego wejścia. Niewiele myśląc, panna Stark wczepiła się mocno w ramię najbliżej stojącej osoby. Aylward. Kolejny dreszcz przeszedł przez jej ciało, nigdy wcześniej nie czuła czegoś takiego przy żadnym mężczyźnie.
Spojrzała na niego z niepokojem w oczach, ale przecież nie bała się o siebie. Na tej sali znajdowała się prawie cała jej rodzina, a ona straciła ich z oczu. Martwą dziewczyną mogła być przecież któraś z jej sióstr.
-Muszę się dostać do stołów - powiedziała bardziej do siebie, niż do Ayl'a, jednak tłum zgęstniał na tyle, że trudno jej się było od niego odsunąć.

/ Aemon robi zt, na prośbę swojej 'właścicielki' :D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Pod kandelabrem    

Powrót do góry Go down
 

Pod kandelabrem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Czerwona Twierdza :: Królewska Sala Balowa-