a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Przy ścianie



 

 Przy ścianie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Go??

avatar

PisanieTemat: Przy ścianie   Nie Maj 05, 2013 12:45 pm


Przy ścianie



Miejsce przy ścianie często jest jedyną lokacją w Królewskiej Sali Balowej, gdzie odpocząć można od czujnych spojrzeń innych gości oraz odnaleźć chwilę wytchnienia. Choć, naturalnie, wygodniej byłoby zasiąść przy stole, nie zawsze ma się na to ochotę, czyż nie?


Powrót do góry Go down
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Przy ścianie   Nie Maj 05, 2013 12:46 pm

Oczywiście kłótnia z bratem ją nie minie, kiedy tylko zostaną sam na sam, przecież pamiętała by nie wstać od razu po przemowie ale ten cały blondas tak ją zawstydził że się zapomniała. Bała się tego że powiedział wszystko królowi, albo nawet jej bratu. Już wolała być ścięta niż wysłuchiwać znowu całego tego gadania, że damie to nie przystoi i że nie długo wychodzi za mąż i musi porzucić to wszystko. A co najgorsze jest spokrewniony w królem, wiec jest kimś ważnym, znaczy będzie ważny, bo do to jej przyszły mąż, na pewno na to wychodzi. jaki trzeba mieć nie wart by spotkać przyszłego męża w tak nie wygodnej dla niej sytuacji. I co teraz mu powie? Przecież nie należy do kobiet które płaszcza się przed innymi, ale chyba przed nim będzie miała innego wyjścia.
Kiedy oddawanie skończyło się przyszedł czas na Bal. Na reszcie będzie miała okazie podziękować Królowej za obronne, bo żaden z jej braci nie pomógł jej. Miała ochotę zapaść się pod ziemną, nadal słyszy jak inne panny obgadują jej wyczyn dzisiejszego dnia.
Kiedy tance się zaczęły. Adela zaczęła spacerować wokoło pięknej sali Balowej i ją podziwiać, delikatnie dotknęła ściany bo szczerze powiedziawszy ta suknia zaczęła się coraz mniej wygodna robić, i najchętniej zdjęła ja i wyrzuciła przez okno
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przy ścianie   Nie Maj 05, 2013 1:05 pm

Gdy ostatni Bolton wstał z klęczek, cała Wielka Sala wstrzymała oddech. Czy Aerys wywinie jakiś numer, czy tym razem się powstrzyma? Aemon obserwował wszystkich gości, a ich miny naprawdę go rozbawiały. Od przerażenia, poprzez szok, aż do cienia uśmiechu na twarzach niektórych. Na szczęście cała ta szopka dobiegła wreszcie końca, a średni z braci Targaryen zaczął odliczać sekundy dzielące go od uczty. Ostatnimi czasy w Królewskiej Przystani nie mógł znaleźć sobie stałego zajęcia.
Do sali balowej udał się w towarzystwie swoich dwóch przybocznych, ostrożności bowiem nigdy za wiele, a rodzina Targaryenów była dziś na językach wszystkich lordów, także tych pomniejszych. Naprawdę szkoda, ze żaden z nich nie udławił się swoją przysięgą.
Początkowo Aemon miał w zamiarze usiąść przy stole w towarzystwie dawno niewidzianych przyjaciół, jednak z daleka dostrzegł osobę, której winien był chyba przeprosiny. Adela Baratheon, choć oficjalnie się nie znali, wpadła w kłopoty także przez niego.
Młodszy brat króla skinął więc na swych przybocznych i cała trójka pojawiła się zaraz przy ścianie obok Adeli. Dziewczyna wyglądała na zmartwioną, jednak Aemon nie mógł zebrać się w sobie by jakoś ją pocieszyć. Był zbyt poirytowany by przejmować się uczuciami tej kobiety, jednak nie mógł przecież wyjść na mężczyznę bez honoru i kultury.
-Witaj, Pani - powiedział miłym głosem, podchodząc na bezpieczną odległość - Z mojej winy wybuchło to dzisiejsze zamieszanie, powinienem przedstawić się wtedy, przy Smoczej Jamie, jak nakazywały zasady dobrego wychowania.
Skłonił lekko głowę przed Adelą, co miało oznaczać, że czuje się naprawdę skruszony. W rzeczywistości zakończyłby tę szopkę najszybciej, jakby tylko mógł. Ale dzisiejszego wieczora należało widocznie grać i udawać.
-Ufam, że już znasz me personalia i możemy uniknąć wszelkich niezręczności? - zapytał, unosząc brwi do góry, więc wyglądał na szczerze przejętego.
Powrót do góry Go down
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Przy ścianie   Nie Maj 05, 2013 1:16 pm

Nagle koło niej pojawiła się straż, Adel spojrzała na nich lekko przerażona, nie wiedziała co się dzieje wiec wszystkich zmierzyła wzrokiem. nagle koło niej pojawił się Aemon, który wcześniej Adela nazywała Blondasem, bo szczerze nie wiedziała jak się nazywa. No ale cóż teraz przecież musiała nazywać go po imieniu, a raczej przymilać się.
-Panie-przywitała się znowu lekko zrobiła skłon, przecież ludzie patrzyli.
Bo jej incydencie musi teraz pokazać się w jak najlepszej strony, jak prawdziwa Dama dworu, a nie jak wypłosz jak to inni już zdążyli ją ocenić, po wpadce przy składaniu Hołdu.
-Nie będę ukrywać, że twoja obecność, Panie mnie trochę zaszokowała. Zresztą powinnam się bardziej skupić na wszystkich mych lekcja, które mi udzielały opiekunki oraz ma matka-powiedziała, posłała jednak jej uśmiechów, lecz udawany.
Ludzie cały czas patrzyli się i szeptali, Adel nie ukrywała zawstydzenia, na jej policzkach cały czas widniał rumieniec. Co ona by teraz oddała by wyjść z tej przeklętej sukni i znowu pochodzić w luźnych ubraniach oraz trochę postrzelać.
-Tak Panie znam. Tym bardziej mi głupio że nie poznałam cię przy Smoczej Jamie-powiedziała znowu spoglądnąwszy w jego oczy.
Ahhh a miała nadzieje że już nigdy go nie zobaczy, a tutaj okazuje się że będzie musiała spędzić z nim cały życie.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przy ścianie   Nie Maj 05, 2013 1:45 pm

A ludzie wciąż gapili się i gapili. Aemon, wychowywany w całej tej królewskiej otoczce, był przyzwyczajony do czucia się jak ciekawy okaz dzikiego zwierzęcia na wystawie, nie zamierzał jednak dawać po sobie poznać, że te ociekające fałszywością spojrzenia są w stanie go obejść. Uśmiechnął się więc szeroko do Adeli, swojej przyszłej narzeczonej.
-Co się stało, to się nie odstanie - oznajmił wesołym głosem - Teraz możemy się już jedynie z tego śmiać.
Słowami podnosił ją na duchu, ale w głębi duszy miał nadzieję, że żadna wpadka z jej udziałem już się nie powtórzy.
Rozejrzał się dookoła, zewsząd otaczały go uśmiechy i dobre słowa, jednak wystarczyło spojrzeć w oczy niektórym lordom, wysoko urodzonym damom lub nawet dziewczynkom, które ledwo zakwitły, a doza fałszywości, jaką można było tam dojrzeć, była naprawdę powalająca. Aemon postanowił zagrać na nosie wszystkim plotkarzom i wystawił ku Adeli swoje ramię.
-Czy uczynisz mi Pani ten zaszczyt i zatańczysz ze mną? - zapytał, serwując jeden ze swych wypracowanych uśmiechów, po których dziewczyna nie miała wręcz prawa odmówić.
Nie chciał mieszać się z największym tłumem, ale tuż obok zauważył tańczącą grupkę osób, które znał, postanowił więc do nich dołączyć. Dla ostrożności ostrzegł także swoich przybocznych, że gdyby ktokolwiek sposobił się by mu przeszkodzić, natychmiast mają go zaaresztować. Ciężkie czasy wymagają ciężkich rozwiązań, jednak Aemon w duchu przyznał, że chyba zaczynał już popadać w lekką paranoję.
Powrót do góry Go down
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Przy ścianie   Nie Maj 05, 2013 2:01 pm

natomiast Adel była wychowywana bez otoczki Gapiów, zawsze chodziła swoimi ścieżkami, i nikogo nie obchodziło gdzie jest. No nie licząc już wieku w którym musiała uczyć się haftu gry na instrumentach i innych takich rzeczy, wtedy Adel znikała na całe dnie, by tylko nie wysłuchiwać swojej siostry jak wspaniale jej wyszedł haft, wtedy matka pytała się gdzie jej najmłodsze dziecko i straż albo inni chłopi przyprowadzali ją do zamku.
Uśmiechnęła się bo jego słowach, ale ona raczej wolała o ty zapomnieć niż pamiętać że stała przez swym przyszłym mężem w stroju męskim. Ona też miała taką nadzieje że żadna wpadka się jej już nie zdarzy, nie chce jeszcze bardziej sobie i swoim bracią namieszać w życiorysie, pewnie jakby była jej starsza siostra zrobiła by to bez błędnie
Nie miała prawa? Jeszcze raz spojrzała na salę i rzeczywiście, chyba nigdy nie zejdzie języków jej imię. Wiec położyła swoją drobną dłoń na jego ramieniu. Ona była drobną jak mała kruszynka, on dobrze zbudowany jej ramie podług jej ręki była chyba pięć razy taka jaką ona posiada. Nie można ukrywać że Adele zachwyciło to. Dobrze że rodzina nie wybrała jej chudą szkapę .
Taniec się rozpoczął.
-Mam nadzieje Panie że nie zawiodłam cię. I tym razem wyglądam jak prawdziwa Dama?-spytała się grzecznie
Niech Aemon nie boi się że jego przyszła żona będzie po zamku latała w męskich spodniach i koszuli
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przy ścianie   Nie Maj 05, 2013 3:21 pm

//Emm, sala tronowa?
Hołd wypadł pomyślnie dla ich rodu. Król, pomimo narastającego znudzenia, co zresztą nie było niczym dziwnym dla Bleddyna, bo siedzenie i patrzenie na płaszczących się przed tronem lordów po czasie każdego by znużyło, wydawał się zadowolony ich prezentacją. Ostatecznie słowa przysięgi były godne i szczere, jak na Lannisterów przystało. Po wysłuchaniu wszystkich hołdów młody lord z Casterly Rock udał się do przydzielonej mu komnaty. Jako zwieńczenie poświęconemu królowi dnia miał się odbyć bal, przepełniony po brzegi ważnymi osobistościami ze wszystkich krańców Siedmiu Królestw. Miały się pojawić obie panny Martell, olśniewające urodą westeroskich panów. Przewidywano też obecność władców Dorzecza, statecznego Freya wraz z wnuczkami i stosunkowo młodego jeszcze Rodericka wraz z obiema pannami. Jedna z nich, Artemis, obiecana była jego wujowi, toteż postanowił przypatrzeć się jej bardziej niż innym pannom Frey'ów czy też Tullych. Zaszczycić śmietankę towarzyską miały też panny z Wysogrodu wraz z dziedzicem, Lorentem, i Lavonne, jego narzeczoną, która wciąż budziła w młodym lwie sprzeczne uczucia. Lordowie Mallister i Whent, Arryn i Bolton, narzeczony Maureen wraz z rodem Baratheonów... A co do Maureen, lepiej byłoby dla niej zniknąć Bleddynowi z oczu do końca życia. Jednakże zadanie to było niewykonalne, więc na razie młody lord zadowoliłby się zniknięciem siostry do końca balu, potem emocje ostygną i będzie mógł spojrzeć na sprawę z mniejszą dawką nienawistnej furii. Na dodatek musiał grać przy tym zdradzieckim stworzeniu miłego brata, żeby inni lordowie nie wzięli sprawy na języki. Bycie członkiem szanującego się rodu było czasem straszliwie męczące.
Przywdział szaty stosowne na tak podniosłą okazję, oczywiście w rodowym złocie i szkarłacie. Ponad wyraz elegancki skierował swe kroki w stronę sali balowej, odprawiając służbę, a straży polecając mieć oczy dookoła głowy, a dłonie zawsze blisko mieczy. Nastały czasy pokoju, zaiste- pytanie jednak, na jak długo? Sala balowa była wspaniała od podłóg aż do sufitu. Lśniła bogactwem i wspaniałością, dając dobre świadectwo o przygotowaniu Targaryenów. Przekroczył progi śmiało, jednocześnie rozglądając się niespiesznie na boki. Maureen nie odnotował i skrupulatnie podziękował za to Siedmiu. Nie widział także Lavonne, która zapewne udała się z całą resztą swojej rodziny. Nic dziwnego, długa to była rozłąka. Postanowił ją jak najprędzej znaleźć i zaoferować towarzystwo do końca balu- do siedmiu piekieł, cokolwiek naopowiadała jej siostra, byli narzeczeństwem. I przyrzekł być dla niej dobrym. Bo przecież w życiu by się nie przyznał, że po prostu cieszyła go perspektywa nadobnego towarzystwa młodej damy, co to, to nie!
W sali robiło się coraz tłoczniej. Proszę, Mormontowie. Gdzieś tam chyba mignął mu jakiś Stark, a Tyrellów jak nie było, tak i nie ma. Chciał jeszcze pomówić z dziedzicem, Lorentem, małżeństwo przecież było sprawą wartą pogawędek w trybie natychmiastowym. Szczególnie podwójne, co dodał z lekkim skrzywieniem. W końcu udało mu się wypatrzyć młodego lorda wśród tłumu, a nieopodal stała i jego narzeczona. Podszedł powoli, dostojnie, skłonił głowę w lekkim pokłonie.
-Lordzie Lorencie. Lady Lavonne, jak zwykle przyćmiłaś inne piękne damy swoją urodą.-Zaczął z kurtuazją, przywołując na usta miły uśmiech. Przedstawienie czas zacząć.
-Zgaduję, panie, że nadobna siostra nie zdążyła jeszcze wspomnieć o naszych planach co do ślubu i, rzecz jasna, wesela?-Zagaił, nadal nieskazitelnie uprzejmym tonem.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
66
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Przy ścianie   Nie Maj 05, 2013 4:37 pm

W sali tronowej było gorąco i duszno. Lorent z coraz większym znudzeniem obserwował ludzi, którzy powtarzali te same słowa i tą samą czynność, po raz kolejny. Przystępował od czasu z nogi na nogę, był zły na siebie, że założył taką warstwę ubrań, był też zły na wszystkich dookoła, że odbywa się ta szopka, a on musi w niej dumnie uczestniczyć. Jedyny moment, w którym zwracał pilniejszą uwagę na to co się dzieje pod tronem było kiedy dornijskie panie podeszły składać hołdy, ale wtedy chyba wszyscy z większym ożywieniem zerkali w stronę króla. Lorent był też bardziej zainteresowany, kiedy jego narzeczona podchodziła składać przysięgi. Miał mieszane uczucia co do niej. Z jednej strony wyglądała na miłą i słodką, z drugiej słyszał, ze każda kobieta z północy jest damą w towarzystwie, a w domu zakłada spodnie i bawi się w rycerza. Dlatego cieszył się, że jego siostra będzie żoną Starka, więc mu nie przypadnie jako narzeczona nikt z północy. A tutaj takie zaskoczenie. Ale spokojnie, musiał być dobrej myśli, nie wszystkie plotki są prawdziwe.
Nie śpieszył się do sali. Szedł razem z siostrami i rodziną, po drodze rozglądając się za znajomymi z innych rodów. Jego rodzice usiedli już przy stole, a Alysanne pobiegła do swojej przyjaciółki z Martellów. Minął czających się Aidana Starka z Walderem Freyem, którzy pewnie byli w trakcie przemiłej pogawędki. Lorent nalał sobie wina i wrócił do siostry, by wymienić z nią parę uwag. Już chciał się oddalić w poszukiwaniu Rodericka z którym miał się rozmówić, kiedy młody Lannister podszedł do nich kłaniając się szarmancko. Tyrell kiwnął mu w odpowiedzi głową, wciąż przekonany, że zaraz sobie pójdzie, bo Bleddyn pewnie chce poznać po prostu narzeczoną, dlatego przeczekał jego komplement i chciał kierować się w stronę tłumu, kiedy okazało się, że to z nim Lannister chce porozmawiać. Śluby. Ostatnimi czasy rodzina Tyrellów nimi żyła, jakby nagle wszyscy w panice zaczęli szukać innym małżonków.
- Nie zdążyła, ale zdaje się, że zaraz mnie uświadomisz jakie są dokładnie plany, panie. Z przyjemnością ich wysłucham – powiedział, unosząc do góry kącik ust i patrząc spokojnie na Lannistera. Jak pogada z nim przynajmniej jednych nowożeńców będzie miał z głowy, zostaną tylko dwie siostry i on sam.
Przy okazji zerkał na Lavonne, nie zdążył nawet jej zapytać co sądzi o swoim nowym narzeczonym, a co dopiero zapytać jak ma wyglądać jej ślub. Wiedział tylko, że prawdopodobnie jako pierwsze będzie miała szczęście zostać panną młodą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przy ścianie   Nie Maj 05, 2013 4:47 pm

// Wielka Sala
Zaraz po uroczystym złożeniu hołdu królowi wraz z rodziną, Lavonne wróciła na swoje miejsce, skąd obserwowała resztę kłaniających się rodów do samego końca. Z ufnym uśmiechem na twarzy dzielnie wytrwała do samego końca, a co najdziwniejsze hołd wydawał się jej iście magiczny, nawet mimo faktu, że ciągnął się niewyobrażalnie długo. Kiedy nowy król pozwolił zgromadzonym odejść, Lavonne niespiesznie udała się do swojej komnaty, by przygotować się na wielką ucztę. Zmęczona podróżą miała ochotę na długą kąpiel i rychły spoczynek. Nic jednak takiego nie miało miejsca, a sama dziewczyna pozwoliła sobie tylko na szybkie obrzucenie swojego łoża wzrokiem. Cała pachnąca i odświeżona, wraz z pomocą służek, włożyła na siebie jedną z najpiękniejszych sukien, jakie przy sobie miała. Zapinanie haftek i ozdobnych guzików zajęło sporą chwilę czasu, ale efekt wart był zachodu. Włosy natomiast spięto jej w wymyślny kok, a kilka luźnych loków spływało na jej drobne ramiona. Dodatki ograniczyła do minimum decydując się jedynie na drobny, złoty łańcuszek. Na twarz błyskawicznie wpełzł jej słodki uśmieszek i dokonawszy niewielkich poprawek, wyszła z komnaty. Natknęła się tam na resztę rodziny i wolnym krokiem ruszyła wraz z nimi, ku Sali Balowej, z której dobiegały już odgłosy ucztujących.
Widok Sali na długo zaparł jej dech w piersiach, a jej wspaniałość i przepiękne dekoracje z pewnością przyćmiewały każdą damę w tym pomieszczeniu. Jej dwie siostry zdążyły już gdzieś zniknąć, dzięki czemu została sama z Lorentem. Mając w planach przepytać go odnośnie narzeczonej oraz tego, co dzieje się w Wysogrodzie, nie spostrzegła stojącego w kącie sali Bledynna. Jak zwykle wyglądał wspaniale i co tu dużo mówić, dziewczyna jeszcze bardziej rozpromieniła się na jego widok, odrzucając w niepamięć wszystkie informacje, które dane jej było poznać podczas podróży. Uśmiechnęła się w kierunku zbliżającego Lannistera.
- Jesteś zbyt łaskawy, Panie. - Powiedziała grzecznie, a przez chwilę nawet zdawać by się mogło, że delikatnie się rumieni. Słysząc o planach związanych ze ślubem, spojrzała szybko na brata. - Właśnie miałam wspomnieć o naszych planach, kiedy się pojawiłeś, Panie. - Wyprzedziła w odpowiedzi brata, wtrącając swoje pięć groszy przesadnie słodkim tonem i ignorując fakt, że kompletnie o tym zapomniała, jeszcze szerzej się uśmiechnęła. Jeszcze nie zdążyli o tym porozmawiać, w zasadzie w ogóle nie rozmawiali na osobności i nawet jeżeli trochę ją ten fakt smucił, pozostawała teraz niewzruszona. Jeżeli dobrze pójdzie, później postara się go wyrwać z tłumu i zamęczyć swoim towarzystwem i rozmową.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przy ścianie   Nie Maj 05, 2013 7:46 pm

Bleddyn obserwował rodzeństwo bacznie, aczkolwiek przychylnym okiem. Lorent Tyrell zdawał się być człowiekiem honoru, natomiast lady Lavonne lśniła urodą, a na dodatek szczyciła się inteligencją i wspaniałym charakterem. Oddawanie krwi lwa w ten ród nie było marnotractwem, wręcz przeciwnie- dość rozsądną inwestycją w przyszłość.
Sala zapełniała się stopniowo, przypominając Bleddynowi, że nie przepada za tłumem. Od dzieciństwa wolał spędzać czas w mniejszym gronie osób, ćwicząc na dziedzińcu albo szlajając się po zbrojowniach, niż zamykać się w ogromnych salach pełnych nieznajomych. Ustawione rozmowy, szeleszczące suknie, miłe uśmiechy, a potem nóż w plecy. Takie przynajmniej miał przekonanie, może i prostolinijne, ale wolał zmierzyć się z wrogiem na polu bitwy, niż w odświętnych strojach wśród dam i służby. Jednak istniały sytuacje, w których zapominał o zdradach dla samej przyjemności rozmowy, a żywił nadzieję, że taka czeka go podczas konwersacji z dziedzicem Wysogrodu.
-Nader trafnie rozgryzłeś moje zamiary, panie- odparł Lannister, uśmiechając się jednym z krzywych, aczkolwiek tych bardziej szczerych uśmiechów. Swobodnie powiódł wzrokiem po tłumie. Maureen nadal brak, dzięki Siedmiu, nie wtrąci się i nie zrujnuje jego wyjątkowo dobrego dziś samopoczucia.
-Otóż przewidujemy urządzenie podwójnego wesela, mojego z lady Lavonne i mojej siostry z jej narzeczonym z Baratheonów. Uroczystości oczywiście odbędą się w Casterly Rock, już z dawien dawna nasz ród szeroko otwiera ramiona na wszelkie radości płynące z zaślubin jego potomków. Jednakże ufam, że ród Tyrellów zaszczyci nas hojnie swoją obecnością, jak i możliwym wsparciem?- zapytał w końcu, podsumowując w końcu najistotniejsze informacje. Cały czas uśmiechał się lekko, krzywo, acz pogodnie.
-Oczywiście wszystko za zgodą lady Lavonne. Ufam, pani, że zechcesz towarzyszyć mojej rodzinie w drodze powrotnej do Casterly Rock, aby przygotować się do wesela?- dodał po chwili.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przy ścianie   Nie Maj 05, 2013 11:12 pm

Ach, nauki gry na instrumentach, lekcje historii, opowieści Sept… to wszystko było już dla Aemona tak odległe, że pamiętał te wydarzenia jak przez mgłę. W końcu przeżył już ponad trzydzieści dni swojego imienia, a choć czuł się jeszcze czasem jak dziecko, powoli zaczął zdawać sobie sprawę, że jest na półmetku życia. Nosił się z zamiarem wstąpienia do Gwardii Królewskiej, jednak jego starszy brat uprzedził jakiekolwiek działania, sugerując mu małżeństwo z panną Baratheon. A jak powszechnie wiadomo, sugestiom króla się nie odmawia.
Ujął jedną dłoń Adeli, a drugą położył na wysokości jej pasa. Nie czuł potrzeby bliskości i nie chciał też w żaden sposób zgorszyć dziewczyny, dlatego nie przyciągnął jej do siebie. Zaczęli tańczyć w bardzo elegancki, aczkolwiek wciąż oficjalny sposób. Ktoś mógłby im co prawda zarzucić sztuczność, jednak musiał liczyć się z tym, że gdyby dotarło to do uszu Aemona, nie byłoby już tak kolorowo.
-Oczywiście, Pani, wyglądasz przepięknie – potwierdził i dopiero teraz tak naprawdę przyjrzał się swojej przyszłej narzeczonej.
Była drobna, to prawda, ale biodra miała szerokie, trzymała się prosto, a buzię miała naprawdę urodziwą. Przypomniał sobie także, że przecież widział ją w męskim stroju, więc wiedział, że na co dzień nosi się znacznie luźniej. Być może przypadkowe spotkanie przy Smoczej Jamie uczyniło dla nich więcej, niż się spodziewali? Aemon wiedział, że jego przyszła żona jest typem wojowniczej księżniczki, a choć etykieta nie jest jej obca, stawia głównie na swoją wygodę. Kto wie, być może nie będzie im ze sobą tak źle?
Gdy mężczyzna ocknął się ze swoich myśli, dookoła zaroiło się od tańczących par. Targaryen zdał sobie sprawę z tego, że nie może przetańczyć jednego wieczoru z jedną kobietą. Gdy więc melodia skończyła się, stanął w miejscu, po czym ujął dłoń Adeli i ucałował ją.
-Dziękuję, że zaszczyciłaś mnie tym tańcem, Pani – powiedział niskim głosem, patrząc dziewczynie prosto w oczy – Obowiązki jednak każą mi teraz udać się w inne miejsce.
Skłonił się lekko przed dziewczyną i skinął na przybocznych.
-Ufam, że znajdziemy wkrótce dzień, który będziemy mogli spędzić razem, by poznać się lepiej. Bardzo bym tego pragnął.
Zadowolony z siebie, uśmiechnął się pod nosem, po czym odwrócił się i odmaszerował uroczystym krokiem w stronę stołów.

/zt
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
66
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Przy ścianie   Pon Maj 06, 2013 2:52 pm

Lorent spojrzał na siostrę uśmiechając się lekko. Nie wydawała się być przerażona perspektywą ślubu, wręcz przeciwnie, zdawało się, że była zadowolona z perspektywy wyjścia za Bleddyna Lannistera. Całe szczęście, przynajmniej pierwsza siostra będzie szczęśliwa, że wychodzi za mąż. I chyba też Cailet spodobał się narzeczony z północy. Więc wygląda na to, że tylko on tutaj przesadnie wybrzydza.
W każdym razie Bleddyn miał szczęście, że Lavonne nie jest zasmucona, bo inaczej… W sumie teoretycznie nie mógł zrobić za dużo, ale coś by wymyślił. W końcu zdaniem Tyrella jego siostry były najcudowniejszymi kobietami na świecie, więc pewnie zrobiłby dla nich wszystko! Cóż za szczęście, że jego relacje z rodzeństwem nie przypominają Lannisterskich. Gdyby Lorent wiedział o tym, pewnie wyraziłby swoje współczucie.
I oczywiście, że ród Tyrellów był rozsądną inwestycją, szczególnie dla Lannisterów, którzy tracili pieniądze. Lorent wciąż nie rozumiał koncepcji lorda Wysogrodu i dlaczego wydawał jedną z córek za, chociaż znaczący, to coraz biedniejszy ród. Tyrellowi na pewno byłoby przyjemnie słyszeć jak dużo osób uważa go za honorowego człowieka ostatnimi czasy. Mógłby chyba konkurować z Roderickiem Tully o medal dobrego człowieka roku. Lorentowi nie przeszkadzały tłumy, ani zagrywki na takich uroczystościach. Przyzwyczaił się do nich na tyle, że mógł się czuć pewniej niż na polu walki, bo ostatnio nie miał zbyt dużo okazji, żeby wyruszać na wojnę, za to pozory nieustannie trzeba stwarzać.
- Jestem niesamowicie przebiegły – powiedział wesoło, po czym też zerknął w stronę tłumu jakby osoba, której młody Lannister szukał miała mu pomachać. Po chwili jednak spojrzał z powrotem na Bleddyna, upijając łyk wina, który trzymał w dłoni. Stał spokojnie przetrawiając wszystkie informacje, a na koniec uniósł brwi i pokiwał głową.
- Jakże moglibyśmy przegapić, taką uroczystość, ród Tyrellów na pewno stawi się w pełnej krasie – powiedział zerkając na Lavonne, by uśmiechnąć się do niej z czułością. – I z pewnością możecie liczyć na nasze wsparcie, na przykład możemy w ramach pomocy wysłać wam piękne róże z Wysogrodu, tym samym obcinając wasze koszty za dekoracje – powiedział w zasadzie pół żartem, pół serio. O ile nie lubił kiedy ktoś lekceważąco patrzył na ich niezbyt przerażający herb, on sam pozwalał sobie czasem z niego żartować. Chciał tylko dać znać, że to on jest narzeczonym, więc jeśli będą chcieli pieniędzy na wesele, niech zgłoszą się lepiej do drugiego pana młodego. Ale kwiatki mogą wysłać, poza tym Lorent nawet nie wiedział czy w ogóle chodzi o pieniędze.
- Macie już listę gości? – zapytał zastanawiając się czy chcą, żeby wszystkie rody zjechały się do Casterly Rock, tylko najważniejsze, czy tylko sojusze Lannisterów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przy ścianie   Pon Maj 06, 2013 4:29 pm

Lavonne momentalnie odwzajemniła uśmiech brata, zapewniając go tym samym, że nie musi zaprzątać sobie głowy także jej zamążpójściem. Mimo wszystko była silną dziewczyną i nawet jeżeli myśl o ślubie tak bardzo ją przerażała i zarazem radowała, to za nic w świecie nie dawała po sobie poznać tych negatywnych emocji. Już nawet teraz była pewna, że świetnie poradzi sobie jako żona i w przyszłości jako matka. Nie wybiegając jednak zbyt daleko do przodu, skupmy się na uczcie. Nie chcąc jednak ponownie zaprzątać sobie myśli smutnym wyznaniem Maureen na temat przyszłego męża, błyskawicznie odrzuciła od siebie te wiadomości i z niemałym zaciekawieniem przyglądała się każdemu z osoba, oczywiście cały czas słuchając rozmowy jej brata z Lannisterem.
Ona natomiast uwielbiała tłumy i wielkie uczty. Stoły uginające się pod ciężarem wykwintnych dań i całą szopkę z tym związaną. Jako mała dziewczynka często wyciągana była na przeróżne bale jedynie po to, by ukłonić się lordom i słodko uśmiechać. Można nawet powiedzieć, że przywykła to takiego stylu życia i nawet takie tłumy nie robiły na niej większego wrażenia. Oczywiście nie to co wystrój Sali Balowej, który nie mógł równać się zupełnie z niczym, co do tej pory widziała.
Mimochodem też spojrzała szybko przez ramię, idąc w tym samym w ślady zarówno Bleddyna, jak i jej brata. Była pewna, że jej narzeczony wypatruje Maureen i momentalnie nastrój się jej pogorszył. Naprawdę nie chciała, by ta miała kłopoty. Co najgorsze, nie wiedziała też jak zaradzić całej sytuacji. Bądź co bądź zdawała sobie sprawę z tego, że Bleddyn nie jest zbyt zachwycony odbytą podczas podróży rozmową.
- Tak, kwiatów mamy pod dostatkiem. - Skwitowała uśmiechając się od ucha do ucha. Co jak co, ale nie bez kozery Tyrellowie mają złotą różę na herbie i nawet jeżeli ten nie był tak straszny jak lew, czy też wilkor - Lavonne bardzo się podobał. Tym bardziej teraz, kiedy była z dala od domu i ukochanych, różanych ogrodów. Naturalnie też wzięła wypowiedź Lorenta na żarty i delikatnie się do niego uśmiechnęła. Nawet nie zdała sobie sprawy jaką ulgę poczuła, kiedy ukochany brat zapewnił ją o obecności całej rodziny na ślubie. To była dla niej bardzo ważne, nawet jeżeli nie było po niej tego widać.
- Oczywiście, z najszczerszą radością wrócę do Casterly Rock. - Spojrzała czule na narzeczonego przyswajając powoli fakt, że to wkrótce będzie jej dom i chcąc czy nie chcąc i tak będzie musiała tam pojechać. Cieszył ją ten fakt, bo Casterly było przepięknym miejscem i nawet z dala od domu Lavonne czuła się tam coraz bardziej pewnie. - Muszę w końcu dopilnować, by wesele przewyższyło nawet moje oczekiwania. - Dodała śmiejąc się cicho.
Spojrzała teraz na Bleddyna, bo prawdę powiedziawszy nie znała własnej listy gości. Liczyła jednak, że on lepiej orientuje się w tych wszystkich planach i zamiarach, dlatego też odpowiedź pozostawiła jemu.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przy ścianie   Pon Maj 06, 2013 8:21 pm

Na wzmiankę o różach uśmiechnął się nieznacznie, ale uprzejmie, nawet rozbawiony. Słynne kwiaty z Wysogrodu. O tak, herb często przyrównywany był potem do członków danego rodu. Stąd wilki z Północy, o których wielu mieszkańców Westeros miało niepochlebne zdanie, Bleddyn jednak traktował tamte rejony całkowicie neutralnie. Nie jego sprawą było mącenie tam, gdzie póki co relacje były dość klarowne. Idąc za ciosem, lannisterskie lwy. Wielkim zaszczytem było bycie przyrównanym do niekwestionowanego króla pośród zwierząt, lwa. Wielkim, acz zasłużonym, jak z zadowoleniem mógł stwierdzić subiektywnym wzrokiem dumnego członka tak poważanego rodu. Srebrnowłose smoki, piękne i dumne. Mimowolnie zerknął w stronę środka sali, gdzie zasiedli słynni posiadacze lawendowych oczu. I na końcu wysogrodzkie róże. To też było zaiste dobre porównanie. Słowa mieli kwieciste, a córki lorda i lady aż promieniowały uroczym, kwiatowym czarem, który trudno było pojąć w inny od istnie minstrelskiego sposobu.
-Zaiste, byłby to niewypowiedzialnie szczodry gest z Waszej strony, Panie- odparł tylko po chwili, żeby zaraz dodać już nieco mniej dworskim, a bardziej konspiracyjnym tonem.
-Jeśli pogłoski są prawdą i róże Waszych ogródów są podobne do cór Wysogrodu, nasze wesele jak i ślub będzie naprawdę piękne.
Znów powiódł wzrokiem po tłumie. Wyłowił lorda Przeprawy, który gawędził niepozornie z Aidanem Starkiem, gdzieś mignęła mu chyba druga siostra lorda Lorenta. Tłum narastał, ale zamiast narzekać, zaczął się przyzwyczajać. Na turnieju zapewne miało być obecnych jeszcze więcej osób.
-Cieszę się, słysząc to, Pani. Wszyscy obecni w zamku przyzwyczaili się już do Twej niezwykle miłej nam obecności, toteż zapewne dłużą im się dni naszej absencji.- Dodał w końcu łagodnie, zanim ponownie zwrócił się w stronę dziedzica Wysogrodu.
-Lista gości jest obszerna, Panie, chcemy uczynić nasze wesele wydarzeniem cudownym dla każdego, które na długo pozostanie świeżym w pamięciach gości. Zostaną zaproszone wszystkie rody, które obecnie przybyły, by oddać pokłon nowemu królowi. Ugościmy oczywiście też służbę i straż naszych gości, jednakże w trosce o pokój i porządek przygotujemy pół setki miejsc dla straży każdego z obecnych tu rodów. Jednak jeśli masz na myśli także innych gości, Panie, chętnie rozważymy Twoją propozycję przy rozsyłaniu wieści.- Oznajmił w końcu, nieco skracając wszlekie niezbędne informacje.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
66
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Przy ścianie   Wto Maj 07, 2013 4:28 pm

Na pewno nie wątpił w to, że Lavonne była silną dziewczyną pod tym względem. W końcu bardzo wpajane było w ich domu jak ważne będzie w przyszłości ich małżeństwo. Poza tym Bleddyn nie wyglądał na złego człowieka. Albo zachowywał świetne pozory, Tyrell uważał, że ród Lannisterów nie charakteryzował się raczej ciepłem rodzinnym. Czas pokaże jak spodoba się ten układ Lavonne. Za to matką na pewno będzie cudowną!
Więc wszyscy we trójkę spojrzeli się w daną stronę szukając kogoś i tylko Lorent nie miał pojęcia kogo. Odwrócił się więc nie do końca rozumiejąc o co chodzi i porzucił szybko ten temat, bo tylko mu w rozmowie namieszało do kręcenie głowami. Nie miał też niestety pojęcia co takiego Maureen Lannister zrobiła.
No tak róże z pewnością nadawały się dla pięknych kobiet z rodu Tyrellów, jednak nie dodawały wcale specjalnie dużo męskości Lorentowi. Ale cóż, nie można mieć wszystkiego. I tak wolał niespecjalnie groźne róże od człowieka obdartego ze skóry, bądź nawet ryby. Sam Lorent lubił Starków, uważał, że są mili i nie tak pompatyczni jak niektóre rody. A Targaryenów lubić musiał.
- Oczywiście, że to prawda. Śluby Tyrellów zawsze są najpiękniejsze dzięki temu, że goście toną kwiatach - powiedział wzruszając ramionami. Nie było mu dane być na zbyt wielu ślubach Tyrellów, ale wystarczyło mu to co widział, żeby to stwierdzić. Ponownie przeczekał uprzejmości rzucane sobie przez narzeczonych, by doczekać się odpowiedzi na pytanie. Uniósł do góry brwi, kiwając głową. No tak, wygląda na to, że to faktycznie będzie huczne wesele. Wzruszył ramionami na jego pytania.
- Wszystko to brzmi rozsądnie, wręcz nie mogę się doczekać – powiedział rozglądając się po i tak już zatłoczonej sali. On na przykład odpuściłby jakiś Freyów, którzy też tu są, bo szczerze wątpił, że oni będą zapraszać Tyrellów na ślub każdej z wnuczek Waldera Freya. Nie, żeby to było jakimś jego priorytetem. Popukał w kielich i zdawało się, że zobaczył Rodericka, który kroczył gdzieś dumnie przez tłum.
- Ach, jeszcze tylko powiedzcie, panie, czy to będzie od razu po uroczystościach w Królewskiej Przystani? A potem jeśli pozwolisz zostawię was samych, bo miałem jeszcze omówić parę spraw z lordem Tullym – powiedział spoglądając ponownie tam gdzie chyba widział lorda z Dorzecza, po czym odwracając wzrok z powrotem do Bleddyna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przy ścianie   Sro Maj 08, 2013 4:48 pm

-Nie pokusiłbym się o stwierdzenie, że uroczystość odbędzie się zaraz potem, panie, jednak nie minie wiele czasu, zanim do Wysogrodu zawita kruk z wieściami i zaproszeniem- odparł w końcu dość ogólnikowo. Następnie przypomniał sobie o ostatnich słowach Lorenta, więc dodał nieco pospiesznie:
-Oczywiście, panie. Miło było zamienić z Tobą kilka słów. Zatem, jak mniemam- do zobaczenia na turnieju.
Turniej.
Nie raz i nie dwa zastanawiał się nad wzięciem udziału w tego rodzaju widowisku. Niegdyś maester wykładał mu o wszelkich plusach i minusach turnieju, i chociaż na większą część zajęć po prostu się nie przychodził, te akurat zaszczycił swoją obecnością. Więc znał wszelkie wady i zalety, to jest: niebezpieczeństwo, chwała, klęska, zwycięstwo, rany lub uznanie. Ale tak naprawdę już od czasu, kiedy był tylko małym, próżnym dzieciakiem dobrze wiedział, że zgłosi się na każdy możliwy turniej, odkąd tylko będzie mógł utrzymać miecz w swoich dłoniach. Tak zamierzał postąpić i teraz. Och tak, widział pogardliwe spojrzenia niektórych przebywających w Królewskiej Przystani gości. Nie było tajemnicą, że Lannisterowie obecnie nie pływali w złocie. A teraz przyszedł czas, żeby pokazać im, że pełny skarbiec to nie wszystko. Słuchajcie mego ryku, jak to mówili już z dziada pradziada. I wszyscy gardzący nim mieli się przekonać, bo już dawno postanowił, że zbierze laury na turnieju.
Kiedy zostali sami, zmusił się do powrotu do rzeczywistości. Wciąż w końcu przebywał na bankiecie, u boku mając piękne damy i zacnych mężów, zamiast świszczących w ataku mieczy i koni. Przez chwilę z wysiłkiem usiłował sobie przypomnieć, co w takiej sytuacji powinien zrobić szanujący się narzeczony w obecności swojej pani. Odpowiedź była, jak się okazało, prosta i oczywista. Powoli napełnił płuca powietrzem, zanim skłonił się lekko w kierunku młodej lady.
-Pani, czy zechcesz zaszczycić mnie tańcem?- zapytał głębokim głosem, szukając jej spojrzenia.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przy ścianie   Sro Maj 08, 2013 7:24 pm

Ponownie uśmiechnęła się na wzmiankę o kwiatach. Cóż, ona w swoim krótkim życiu rzadko bywała na tego typu uroczystościach i zazwyczaj musiała zadowalać się licznymi opowieściami. Jeśli jednak ceremonie i wesela są tak bajkowe jak słyszała, to z pewnością będzie to najpiękniejszy dzień jaki do tej pory dany jej było przeżyć.
Lavonne ponownie pozwoliła sobie na chwilę odwrócić wzrok i szybko odszukać dwie siostry. Mrużąc oczy przeczesywała każdy skrawek sali, aż w końcu błysnęły jej gdzieś w oddali brązowe i rudawe pukle włosów. Ciężko określić to, jak dziewczynie brakowało siostrzanych wygłupów i nawet tego głupiego wyszywania róż i ciągłego ględzenia sept. Aly wydawała się bardzo blada, zupełnie jakby lada chwila miała paść na ziemię jak długa. Zmartwiona zmarszczyła brwi, jednak zaraz przywołała się do porządku wiedząc, że jest przy nie druga z sióstr. Ociągając się, powoli wróciła do rozmowy. A raczej do uważnego przysłuchiwania się informacji na temat jej własnego ślubu.
- Mnie również niezmiernie miło to słyszeć. - Zaśmiała się w duchu dobrze wiedząc, że do tej pory nie dała poznać siebie do końca. Wprawdzie nie miała jakiejś drugiej osobowości, ale uwielbiała pakować się w kłopoty. Naturalnie nie w nowym miejscu, na niepewnym gruncie. Dzięki temu jeszcze nie zdążyła się nikomu narazić i miejmy nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie. Czas najwyższy zacząć zachowywać się jak dama, a nie jak dzikuska.
Jej oczy pilnie wodziły po twarzach obu mężczyzn i cóż, powoli ją to nudziło. Patrząc na bawiące się w oddali pary, aż nogi jej się rwały do przodu. Słysząc, że jej brat planuje porozmawiać z Tullym, tylko cicho westchnęła. Lorent z pewnością dowiedział się już wszystkiego co było mu potrzebne i teraz z pewnością już uspokojony, mógł się bezpiecznie oddalić. Jego mała dziewczynka potrafiła o siebie zadbać.
- Do zobaczenia, bracie. - Uśmiechnęła się delikatnie i korzystając z sytuacji zerknęła szybko w kierunku sióstr. Wszystko wydawało się już w najlepszym porządku. Odetchnęła głęboko i znacznie bardziej rozluźniona porzuciła wzrokiem oddalającego się brata i zwróciła twarz w kierunku Bleddyna.
Jeżeli chodzi o Lavonne, to dziewczyna wręcz przepadała za turniejami. Oczywiście wiązały się one z ogromnym ryzykiem, ale za to widowisko było niesamowite. Wprawdzie nie mogła się wypowiedzieć obiektywnie, zważywszy przede wszystkim na fakt, iż obserwowała to wszystko z bezpiecznych trybun. I jeśli Bleddyn ma zamiar wziąć w nim udział, to Lavonne będzie jego najgłośniejszą fanką.
- Z największą przyjemnością. - Uniosła delikatnie kąciki ust i z największą gracją ujęła jego rękę. Tak, w końcu będzie mogła pochwalić się swoimi tanecznymi zdolnościami, a trzeba jej było przyznać, że jest całkiem niezła w te klocki.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przy ścianie   Czw Maj 09, 2013 7:17 pm

Uśmiechając się lekko z dumą, prowadził ją za dłoń jak najdelikatniej, jakby dane mu było trzymać niekwestionowany drogocenny skarb. Sama Lavonne wydawała mu się krucha i delikatna, toteż bez większego zastanowienia zaczął ją traktować być może aż nadzbyt ostrożnie. W każdym razie, holując ją niezwykle łagodnie i rzucając wyzywające spojrzenie wszystkim zerkającym ukradkiem plotkarzom, dotarł w końcu na upatrzone wcześniej miejsce sali. Miejsca wystarczyło dla tańczącej pary, lecz też nie afiszowali się w ten sposób przed szepczącym już z ekscytacją tłumem.
Tak, jak wymagała od niego etykieta, delikatnie skłonił głowę, zanim ujął partnerkę i wykonał pierwszy, zamaszysty krok w tańcu. Muzyka delikatnie krążyła między nimi, pozostawiając jednak wystarczającą przestrzeń do rozmów, którą po chwili postanowił wypełnić.
-Wybacz mi moje taneczne braki, Pani. Zapewne upłynie niezbyt wiele czasu, zanim pożałujesz łaskawości decyzji przyjęcia zaproszenia do tańca- zagaił cicho, teraz w końcu pozwalając sobie na lekkie odejście od sztywnych, wyszukanych rozmówek, które doradzali mu wcześniejsi nauczyciele.
-Do wesela jednakże z pewnością przygotuję się lepiej- zaoferował się też po chwili, a na jego ustach zatańczył uśmiech rozbawienia. Wbrew jego słowom, krok miał całkiem dobry, pewny, trafiał w takt i dobrze prowadził. Może szczegóły pozostawiały sobie nieco do życzenia, ale któż może wymagać perfekcji?
-Wybacz mi, Pani, to pytanie, ale proszę o szczerą odpowiedź. Cieszy Cię wizja tak rychłego wesela? Jeśli wolisz jeszcze z tym zwlekać, odpowiednio poinformuję mego pana ojca. Nie zdziwiłoby mnie Twoje, Pani, wahanie, po ostatnich wiadomościach- wyrzekł w końcu cichym, zdecydowanym głosem.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przy ścianie   Pią Maj 10, 2013 9:02 pm

Sama Lavonne kroczyła dumnie, z wysoko uniesioną brodą i łagodnym wzrokiem. Jej pantofelki postukiwały, a sam hałas zdawał się niknąć w panującym zgiełku rozmów i przepięknej muzyki. Kiedy dotarli do wybranego miejsca, dziewczyna również delikatnie się skłoniła i bez zbędnych ceregieli wplotła w uścisk Bleddyna. Po chwili ruszyła w jego ślady i zaczęła zwinnie sunąć po parkiecie. Przez cały czas zdawać by się mogło, że ledwo dotyka czubkami butów parkietu. Suknia natomiast rozwiewała się za nią leniwie, a na jej twarz bez zastanowienia wpełzł uśmiech. Uwielbiała tańczyć.
- Z najszczerszą radością muszę stwierdzić, że radzisz sobie, Panie, nader dobrze. - Odpowiedziała dopiero po chwili przyglądając się w tym czasie jego tanecznym poczynaniom. Najważniejsze było to, że nie podeptał jej nóg i tym samym nie uszkodził w jakiś sposób sukni. Nie chciało jej się jednak wierzyć, że słabym punktem samego Lannistera jest taniec. Cóż, musiała mu przyznać, że dobrze mu szło, pomijając nawet wcześniejszą skromność.
- Och, mam taką nadzieję. - Zaśmiała się na samą myśl o ich pierwszym wspólnym tańcu na ślubie i pierwszej porażce. W jej oczach zatańczyły wesoło iskierki i Lavonne po raz pierwszy podczas tego wieczoru, zupełnie się rozluźniła. Może przyczyniła się tego muzyka, która pieściła jej zmysły. Była wręcz idealna do tańca, a co za tym szło ich ruchy były naprawdę niezłe.
- Oczywiście, że tak. - Odpowiedziała zaskoczona bez cienia wątpliwości. Naturalne było to, że jeszcze kilka godzin temu snuła gdzieś w najgłębszych zakamarkach głowy wizję, podczas której mieli więcej czas by się poznać i oswoić z nową sytuacją. Teraz jednak czuła się znacznie pewniej w całej sytuacji i z pewnością nie chciała niczego przekładać. Poniekąd stała za tym perspektywa przepięknej uroczystości i bądź co bądź, najważniejszego dnia w jej życiu. - Nie musisz się obawiać, Panie - dodała z łagodnym uśmiechem. - Nie mam zamiaru uciec sprzed ołtarza. - Rzuciła trochę żartobliwie i niepewna jego reakcji, zaśmiała się. Nawet po ostatnich wiadomościach gdzieś tam czuła, że może mu zaufać. To właśnie na tym polega małżeństwo.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Przy ścianie   Pon Maj 13, 2013 8:50 pm

-Taką właśnie żywiłem nadzieję, Pani- odparł, nieco rozbawiony. Zaiste, była wspaniałą partnerką do tańca. Poruszała się lekkim krokiem, niemalże unosząc się nad wypolerowaną posadzką. Obracał ją bardzo delikatnie, popadając w lekkiego rodzaju odprężenie, które zagwarantował mu bezproblemowy początek tańca. Łagodne akordy i cichy szelest sukni Lavonne sprawiły również, że poczuł się bardziej odprężony niż dotychczas. Następnie udali się, żeby wysłuchać przemówienia króla. Był nieco rozbawiony, spokojny, może aż nadzbyt obojętny. A w momencie, w którym prawie całkowicie opuścił bariery spięcia, podniósł je natychmiast z przerażająco szybkim tempie.
Najpierw był krzyk.
Krzyk jasny, głośny, wysoki. Przerażony. Uniósł się jak jeden z wielu akordów minstrela pod samo sklepienie sali, żeby potem opaść delikatną spiralą i roztrzaskać się o posadzkę. Ostatnie jego dźwięki przebrzmiały perliście i obróciły się w proch.
Cisza nie potrwała jednak długo. Zaraz nadeszła cała kaskada krzyków, rozpaczliwych i urywanych, spadając na niego z ogromną siłą. Muzyka również wybrzmiała. Jego dłoń natychmiast pomknęła do rękojeści najbliższego ostrza przy pasie, zaciskając się na niej mocno. Rozglądał się przy tym szybko, marszcząc brwi, w poszukiwaniu źródła zamieszania. Nie zajęło mu to wiele czasu. Przy podwyższeniu rodziny królewskiej zaroiło się od straży, słyszał też głośny, rozpaczliwy płacz. Zatem zamach, niewątpliwie też ofiary. Co jednak z królem, czy przeżył? Lannisterska część Bleddyna rwała się do centrum domniemanej walki, wciąż jednak znajdował się przy narzeczonej. Zdziwiłby się, gdyby nagły popłoch nie przestraszył osoby tej z natury płochliwej i delikatnej płci.
-Gdzieś na sali jest obecny zamachowiec, Pani. Pozwól, że odprowadzę Cię do Twego brata, ze mną będziesz bezpieczna. Lord Lorent z pewnością się Tobą zaopiekuje- odparł uspokajająco, aczkolwiek pośpiesznie. Musiał szybko zorientować się w sytuacji, potem odnaleźć króla, któremu w końcu przysięgał wierność. Choć, oczywiście, ród był ważniejszy. Nim jednak się obejrzał, Lavonne zniknęła mu z oczu, najwyraźniej nie usłyszawszy ostatnich słów. Poczuł nagły przypływ adrenaliny, a potem pognał do przodu, szybko szukając w tłumie jej drobnej sylwetki. Nie bacząc na wymogi etykiety, ruszył przez tłuszczę, odpychając ją beznamiętnie na boki. Rozkrzyczany tłum tylko podżegał jego chęć do walki. Wkrótce odnalazł rodzinę Tyrellów i swoją lady, więc zdyszany, ze słowami:
-Tu jesteś, Pani. Nie wątpię, że bezpieczna w towarzystwie brata. Lordzie Stark, lordzie Tyrell, z pewnością zadbacie o obecne tu piękne damy.- Pożegnał swą panią i jej rodzeństwo, kierując się w przeciwną stronę sali balowej.

//zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Przy ścianie   

Powrót do góry Go down
 

Przy ścianie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Stoliki przy ścianie
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Recepcja
» Pole biwakowe
» Centrum papirusu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Czerwona Twierdza :: Królewska Sala Balowa-