a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Stoły



 

 Stoły

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
124
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Stoły   Sob Maj 04, 2013 8:50 pm


Stoły II



Na gości Królewskiej Pary czekają suto zastawione stoły, które - poza przytłaczającą ilością półmisków z najróżniejszymi owocami, słodyczami oraz zimnymi przekąskami - ubogacone zostaną również trzema tuzinami potraw, które służba będzie serwować przez cały czas trwania wesela, aż do samego świtu. Goście zasiadać mogą zarówno na krzesłach, jak i ławach, obierając przy tym takie towarzystwo, by jak najbardziej wyśmienicie spędzić czas na uczcie. Naturalnie zwaśnione rodziny zostaną pokierowane przez służbę do różnych stołów, by podczas zabawy nie doszło do zbędnych niesnasek.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Greywater Watch
Liczba postów :
59
Join date :
02/05/2013

PisanieTemat: Re: Stoły   Sob Maj 04, 2013 11:57 pm

Jak widać Aithne niepotrzebnie się przejmowała, bowiem cały proces składania hołdu królowi poszedł jak po maśle. Niezbyt sprawnie, ponieważ rodów było całkiem dużo, ale oprócz potknięcia najmłodszej Baratheonówny nic więcej nie zakłóciło spokoju. Reedowie, jako jeden z pomniejszych rodów wystąpili na samym końcu, co szczerze mówiąc trochę krępowało Aithne. Dlaczego nie mogli być w środku? No cóż, to raczej pytanie bez odpowiedzi.
Kiedy Bastian i Aithne podnieśli się z klęczek jako ostatni, król łaskawie pozwolił wszystkim wejść do sali balowej i zacząć zabawę. Reedównie nie udało się odszukać żadnej ze swoich kuzynek, dlatego w swojej zielonej, długiej do ziemi sukni udała się razem ze starszym bratem do kolejnego, równie imponującego pomieszczenia jak to poprzednie. Gdyby Aithne była damą, z pewnością taki zamek by sobie wymarzyła, tymczasem nacieszywszy widokiem swoje oczy nagle stwierdziła, że w budynku aż roi się od przepychu i ona czegoś takiego by nie chciała. No cóż, kobieta zmienną jest, nieprawdaż?
Z Bastianem pod rękę, Aithne zaczęła przechadzać się wzdłuż wielkiej sali, aż w końcu oboje dotarli do stołów. Nagle chłopak wyswobodził się z objęć młodszej siostry mówiąc, że musi coś załatwić, po czym niespiesznie się ulotnił. Tak Aith została sama przy ogromnym stole, nikogo tutaj nie znając. Znaczy owszem, pamiętała kilka twarzy, jednak tych, którzy obecnie się wokół niej kręcili nie znała w ogóle. Niektórzy połączyli się w pary i ruszyli do tańca, jednak brunetka postanowiła dołączyć do tych, którzy zaczęli zajmować miejsca przy dębowym, suto zastawionym stole. Usiadła prawie na samym środku, odgarnęła długie czarne włosy na plecy i zaczęła rozglądać się za jakąś przyjazną twarzą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 12:07 am

O dziwo ceremonia składania hołdów przebiegła bez większych zakłóceń, za co Aryana dziękowała Staryb Bogom. Kto wie, do czego posunąć mógłby się Aerys Targaryen? Godziny stania przed królem robiły swoje, jednak najstarsza Starkówna była zahartowana i tym razem nie odczuwała żadnego zmęczenia. Była gotowa aby udać się na ucztę i dobrze się bawić, a przy okazji oczywiście godnie reprezentować swój ród.
Przekierowano ich do olbrzymiej sali, w której ustawiono kilka stołów, a te wprost uginały się pod ciężarem wspaniałych potraw. Aryana nie była jeszcze głodna, zdecydowała, że najpierw zajmie dobre miejsce i miło z kimś pogawędzi, a dopiero później zadba o to, by wypełnić swój żołądek czymś ciepłym.
Widok Aithne Reed, jej kuzynki i przyjaciółki, bardzo ją ucieszył. Wskazała rodzicom stół, przy którym siedzieli Reedowie, więc Lord i Lady Stark natychmiast zdecydowali się podejść do nich. W czasie gdy starsi zajmowali miejsca przy stole, Aryana z uśmiechem na twarzy podeszła do Aith i usiadła obok niej.
-Nareszcie mamy to z głowy - szepnęła jej do ucha, uprzednio rozglądając się dookoła i upewniając, że nie obserwuje ich nikt niepowołany.
Nie były już w Winterfell, gdzie beztrosko mogły spędzać czas na śmiechach i przeróżnych zabawach. Pobyt w Królewskiej Przystani wiązał się z zachowaniem godnym damy oraz stałą czujnością i dbaniem o siebie.
-Wyglądasz pięknie - powiedziała już pełnym głosem i chwyciła kuzynkę za rękę, jakby na potwierdzenie swoich słów.
Wolną dłonią machinalnie przejechała po swojej szarej sukni, a po chwili zauważyła, że przygląda jej się ojciec, posłała mu więc nad stołem promienny uśmiech i ponownie odwróciła się do panny Reed.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Greywater Watch
Liczba postów :
59
Join date :
02/05/2013

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 12:42 am

Prawda. O Aerysie Targaryenie krążyły bardzo różne historie. Jedne chwalebne, inne niekoniecznie, jednak zarówno pierwsze jak i drugie opisywały jak łatwo wpadał w gniew i co potrafił zrobić, a to mogło człowieka wystraszyć. Przynajmniej Aithne, która przecież znana była z tego, że nie czuje lęku przed wielkimi lordami. Nie pyskowała im, fakt, jednak nie należała do grona tych młodych dam, które pokornie ze spuszczoną głową przysłuchiwały się rozmowie, o nie. Reed bezczelnie i otwarcie wpatrywała się im w twarz, tym samym co poniektórych wytrącając z równowagi. Co do króla, to naprawdę musiało być w nim coś, że nawet taka Aith uważnie dobierała słowa chcąc się do niego odezwać.
Aithne przez jakiś czas siedziała sama, dopóki nagle nie dosiadło się do niej kilka osób. Dobrze znanych jej osób. Przywitała się z lordem i lady Stark skinieniem głowy, którą po chwili zwróciła w stronę ich najstarszej córki. Widok Aryany sprawił, że brunetka zupełnie już zapomniała o wydarzeniach w Greywater Watch i podsłuchanej rozmowie, za to całkowicie skupiła się teraz na osobie przyjaciółki.
- Mów za siebie. Ja nadal trochę się jeszcze trzęsę. - odparła z udawaną powagą, wyciągając w stronę Aryi lekko drżące dłonie. Nic w tym dziwnego, po raz pierwszy miała okazję zwrócić się bezpośrednio do króla i na dodatek musiała uważać, żeby nie popełnić żadnej gafy, bo inaczej znajdzie się na językach wszystkich.
Przeniosła spojrzenie niebieskich oczu z dłoni z powrotem na najstarszą Starkównę, po czym uśmiechnęła się szeroko i cicho zaśmiała. Widać było, że jest w wybornym humorze, zupełnie innym niż ten, gdy razem opuszczali północ.
- Dziękuję, Ty również. Musisz częściej się tak ubierać. - odpowiedziała, podziwiając szarą suknię Aryany. Wiedziała, że podobnie jak ona jej kuzynka nie przepada za tymi wszystkimi wytwornymi sukniami balowy, jednak o ile Aithne ubierała się w zwiewne tuniki, o tyle Arya wolała męskie ubrania.
- Mam dla Ciebie niezbyt zachwycającą nowinę. - Aithne poczuła nagle palącą potrzebę podzielenia się z przyjaciółką informacjami na swój temat. Jak dotąd nikt nie wiedział, że Reedówna podsłuchała rozmowę rodziców, ponieważ do tej pory nikomu o tym nie powiedziała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
158
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 1:05 am

Nadira z ciekawością obserwowała ceremoniały, starając się przy tym odpowiednio dyskretnie rozejrzeć po wielkiej sali. Zrobiło to na niej wrażenie. Ale z drugiej kto by się dziwił dziewczynie, która całe życie spędziła na Północy. Być może już nigdy nie będzie miała tego zaszczytu, nigdy nie powróci do Królewskiej Przystani i nie weźmie udziału w żadnej uroczystości.
Przysięga była wyuczona dokładnie, ale i tak musiała się starać, by czegoś nie pomylić. Wszyscy słuchali. A nie chciała wypaść źle. Poza tym jej słowa były szczere. Jej dom był na północy i nie zależało jej na żadnych zaszczytach, jedynie na spokoju.
Oczywiście nie zdziwiło nikogo, gdy po tej oficjalnej części, Nadira wróciła do swojego wcześniejszego unikania Mormontów. Zapewne to się wyda innym głupie i dziecinne, ale bała się, że wcale nie będzie się tak dobrze bawić, jak miała w zamiarze.
Pięknie zdobiona suknia (kaptur wyrzucić), którą włożyła tego dnia, była prezentem od rodziców. Oczywiście wiedziała z jakiej racji ten podarek i to dodatkowo ją nachmurzyło. Miała się jak najlepiej zaprezentować przed swoim narzeczonym, oraz jego rodzicami. Lady Bathilda powtarzała córce, że należy podkreślić jej rysy i urodę, ale Nad wcale tego nie potrzebowała.
Tak czy inaczej ubrała kreację i pocieszała się tym, że doskonale ją zakrywała.
Zajęła miejsce i milcząc spuściła wzrok, bawiąc się długim, kręconym puklem włosów.
Od czasu do czasu szukała wzrokiem najbliższych, ale jakoś nie wiedziała czym ich zająć. Prawdę mówiąc wolała słuchać, niż rozmawiać. A przynajmniej jeszcze nie teraz.
Od czasu do czasu posyłała bliskim delikatny uśmiech, mówiąc tym samym, że wszystko w porządku. A tak naprawdę czuła się teraz jak Nihil w sukni - głupio i nieswojo.
Starała się skupić na muzyce i słowach piosenek i ballad i rozpoznawać to, co już kiedyś słyszała. Ale i tak lepiej wychodziło jej błądzenie wzrokiem po kolejnym, idealnym wnętrzu. Podziwiaj, bo już pewnie tego nigdy nie zobaczysz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 9:17 am

Gdy w dzieciństwie Aryana słuchała opowieści o grumkinach, snarkach i smokach, to właśnie te ostatnie najbardziej ją fascynowały. Zamęczała ojca i nianie, domagając się kolejnych ciekawostek o tych mitycznych stworzeniach, aż w końcu obiecano jej, że pewnego dnia odwiedzi Królewską Przystań i zobaczy na własne oczy pozostałości po smokach: kości w sali tronowej i Smoczą Jamę. A gdy dziewczyna znalazła się w pierwszym z tych miejsc, to nie smocze czaszki sprawiły, że czuła niepokój. To król sprawiał, że miała wrażenie iż jest nieustannie przez niego obserwowana, choć zaszczycił ją spojrzeniem może z raz. Wyzwaniem dla Aryany było nie wpatrywać się nieustannie w rodzinę królewską podczas hołdu. Podołała, ale przy okazji w jej głowie urodziła się jakaś myśl, mówiąca jej, że to nie wszystko, a Targaryenowie jeszcze zajdą jej za skórę w ten, czy inny sposób.
-Też nie czułam się zbyt komfortowo - przyznała się kuzynce.
Ale hołd minął, a obecność na uczcie wymagała innego rodzaju skupienia. Należało uważać, by odpowiednio przywitać się z każdym z lordów, siedzieć prosto, zachować maniery przy jedzeniu, zatańczyć z wdziękiem w odpowiednim momencie i mieć oczy dookoła głowy. Starkówna nie była głupia, wiedziała, że połowa zabranych tu osób pod maską uprzejmości skrywa żądną władzy postać. I ta świadomość była jedną z nieprzyjemności, które ją tutaj czekały.
Przyjęła komplement od Aithne z uśmiechem i lekko pokręciła głową, uważając przy tym by jej misterna fryzura nie rozpadła się. Kuzynka dobrze ją znała, mogły więc pożartować na ten temat, lecz Aryana prędzej dołączy do Varca niż zmieni swój styl na 'elegantkę ze stolicy'.
Zauważyła Nadirę i uśmiechnęła się pokrzepiająco do siostry, jakby chciała jej powiedzieć, że wszystko będzie w porządku i za jakiś czas udadzą się w drogę powrotną do domu. Słowa panny Reed zaciekawiły ją jednak, nadstawiła więc uszu, by lepiej słyszeć.
-Czy komuś coś się stało? - zapytała zaniepokojona, mając wrażenie, że może chodzić o zdrowie któregoś z członków rodziny.
Reedowie byli przecież nie tylko chorążymi Starków, łączyła ich krew oraz naprawdę bliskie relacje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 12:29 pm

Zacznijmy od tego, że nawet Bastian nie wiedział po co ojciec przysłał go do Królewskiej Przystani. Ani nie był żadnym z jego wzorowych dzieci, takich jak przykładowo jego starsi oraz zdecydowane widziani w jego oczach jako lepsi - bracia. Dlatego nie odzywał się i po prostu udawał, że nie istnieje. Jak zwykle. Takie z reguły dawano mu zadanie. Stój z boku i dobrze się reprezentuj. Tym razem jednak musiał wyjść na sam środek, uklęknąć i dobrawszy odpowiednie słowa - przyrzec wierność królowi. Wszystko poszło gładko i bez większych komplikacji, choć Bastian zauważył, że jego siostra bardzo się stresuje. Nie ma czym, to tylko kolejny z obowiązków przykładowych dzieci lordów. Problem polegał na tym, że on coraz mniej chciał tutaj być. Owszem, podziwiał piękne rzeźbione ściany, ozdobną i mieniącą się złotem salę balową. Doszedł jednak do wniosku, że nie przywykłby żyć w takim zamku, wśród tych napuszonych swoimi pustymi tytułami lordów. To tylko kilka słów na papierze, a to jak nas widzą i piszą właśnie zależy od czegoś równie nieznaczącego. I nawet Bastian zaczął tęsknić za skromnymi wystrojami północy i doszedł do wniosku, że w porównaniu do włości Lannisterów oraz tak zwanych Smoków posiadłość jego ojca prezentuje się licho i marnie.
Bastian nie wyróżniał się z tłumu pod względem stroju, karmazynowa kamizelka, a pod spodem biała zwykła koszula. Jasne włosy zaczesane do tyłu, nie nieuporządkowane jak zazwyczaj, wdać, że kilkoro służących oraz ojciec musiało poskrzeczećvmu nad uchem o przyzwoitości oraz zaangażowaniu. I oto efekt, elegancki Bastian Reed.
Co chwila zerkał na swoją siostrę próbując cały czas mieć ją na oku, gdy jednak usiadła przy stole i zaraz potem pojawili się Starkowie, postanowił podejść do niej i jej towarzyszki. Wolał mimo wszystko trzymać się jej, bo choć nie dawał tego po sobie poznać, czuł się nieswojo. Jednak zanim do niej doszedł, potrącił kogoś ramieniem. Od razu odwrócił się i spostrzegł jedną ze swych kuzynek. Zarumienił się lekko i usmiechnął przepraszająco.
-Wybacz najdroższa panienko, następnym razem będę spoglądał pod nogi - dziewczyba mogła zinterpetowaćvjego słowa jak chciał, ale wbrew pozorom Bastian wcale nie starał się być złośliwy. Widział ją już kilka razy podczas wspólnych uroczystości, ale nie zdążyli zamienić ani jednego słowa prócz czystych formułek. O ile i takie rozmowy miały miejsce - Kłania się uniżenie Bastian z rodu Reedów i śmie błagać piękną pannę Stark o towarzystwo, którego panienka użyczy mu wedle swej woli.
Ukłonił się leciutko i odsłonił zęby w swoim dotąd skromnym uśmiechu. Ujął jej dłoń delikatnie, Może nazbyt pewnie, ale nie przejmował się tym. Musnął ją ustami i wyprostowawszy się z ukłonu, wziął ją za ramię i ruszył w stronę swej siostry i Starkówny. Poczekajcie, zachował się zuchwale? Nieprawda, po prostu złamał kilka zasad dobrego wychowania. To wszysyko.
-Serce me raduje się, gdy spotyka mnie przyjemność spoglądać na piękne córy północy - następna ociekająca cukrem wiązka słów, ale przecież z klasą winno się witać młode szlachcianki - Równie wdzięczne co potomkinie smoka, ale ich włosy niewypłowiałe, a skóra nieskalana promieniami słońca, lecz jasna niczym górski śnieg.
Drobna aluzja do obecnych władców, zapewne aż za szczerze okazana, ale czego nie robi się dla rozluźnienia atmosfery koronacji i hołdów.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Greywater Watch
Liczba postów :
59
Join date :
02/05/2013

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 1:12 pm

Aerys potrafił mocno oddziaływać na ludzi. Szkoda tylko, że w ten niezbyt przyjazny sposób. Swoją drogą, to było całkiem śmiesznie jak niektórzy bali się spojrzeć królowi w twarz, a za plecami mówili o nim wszystko co najgorsze. Ludzie to jednak dziwne stworzenia. Na rodzinę królewską Aithne spojrzała tylko raz. Potem klęczała z opuszczoną głową i nie była wstanie jej podnieść, nawet gdyby bardzo chciała. Na całe szczęście był z nią Bastian, który najwyraźniej nie denerwował się perspektywą zwrócenia swoich słów prosto do króla. Przy okazji, zachował się jak na syna lorda przystało, co jego młodsza siostra przyjęła z ulgą i pewną dozą niedowierzania. Bastian zawsze był tym bratem, który na wszystkich ważnych uroczystościach siedział cicho, zresztą tak samo jak i ona. Ojciec zawsze się bał, że jego najmłodsze dzieci mogą palnąć coś nieodpowiedniego, więc zawsze zabraniał im się odzywać i chociaż zarówno Bastian jak i Aithne nie lubili kiedy im się rozkazuje, szanowali wolę ojca. Przecież nie chcieli zrobić mu wstydu, prawda?
Aithne bardzo nie cierpiała tych wszystkich oficjalnych bali. Jasne, jedzenie dobre, jest okazja do spotkania dawno niewidzianych przyjaciół, można potańczyć ale te wszystkie przyjemności wiązały się także z obowiązkami. Nie mogła pozwolić sobie na garbienie się przy stole, głośne śmianie i tak dalej. Musiała być ujmująco miła i grzeczna, co obecnie było dla niej najtrudniejszym zadaniem do wykonania. Bardziej niż złożenie hołdu królowi.
Już miała odpowiedzieć na pytanie Aryany, kiedy nagle do ich stołu podeszły nowe osoby. Na słowa Bastiana tylko przewróciła oczami. No tak, jak zwykle zaczyna czarować wszystkiego obecne tutaj młode damy. Przeniosła wzrok na Nadirę i posłała jej miły uśmiech. Mimo, iż wszystkie wychowywały się praktycznie razem, to z najstarszą Starkówną Aithne miała najlepszy kontakt. Sama nie wiedziała dlaczego, po prostu tak już było. Nie odpowiedziała na słowa brata, tylko czekała aż razem z Nadirą zajmą miejsca, po czym twarz ponownie zwróciła w stronę Aryany.
- W tym momencie chciałabym, żeby to była prawda, ale nie. To coś znacznie gorszego. - odpowiedziała, nagle mocno ściskając dłoń przyjaciółki. Widać było, że humor znacznie jej się pogorszył i była nieco zdenerwowana.
- Zanim wyruszyliśmy w podróż do Królewskiej Przystani, podsłuchałam rozmowę ojca i matki na mój temat. - zaczęła, a kiedy przechodziła do sedna sprawy, wzięła głęboki wdech.
- Mają zamiar wydać mnie za mąż. Nie wiem tylko za kogo. - powiedziała prawie na jednym wydechu, jednak na tyle wyraźnie i głośno, że usłyszała ją nie tylko Aryana, lecz zapewne również Bastian i Nadira.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 1:29 pm

Uczty w Winterfell, to dopiero była zabawa! Wielka Sala była w stanie pomieścić kilka długich stołów, a Lord Stark zawsze zapraszał wszystkich domowników do zabawy. Jeśli akurat w zamku nie gościł żaden lord z zagranicy, wszystko odbywało się w luźnej atmosferze, którą Aryana bardzo sobie ceniła. Mogła przywdziać najzwyklejszą suknię z dzianiny, a za partnera tanecznego mieć syna koniuszego. Pić z kufla, rozmawiać i śmiać się głośno, rzucać żartami na prawo i lewo. Być sobą.
Etykieta jednak nie była dla niej całkiem bez sensu, w końcu trzeba umieć dobrze wszystko rozegrać i zaprezentować własną osobę, by zostać odebranym tak, a nie inaczej. Krzywym spojrzeniem można narobić sobie wrogów, a jeśli zwrócisz na siebie uwagę zbyt wielu osób, prędzej czy później zaczną one spiskować za Twoimi plecami. Czyżby taki los miał wkrótce spotkać Adelę i resztę Baratheonów?
Aryana wróciła myślami na salę i do stołu, w sam raz by zauważyć Bastiana, próbującego wyciagnąć Nadirę na parkiet. Uśmiechnęła się do siebie i pomyślała, że siostrze przyda się teraz taki taniec. Znała Reeda całkiem dobrze i na pewno pomogłoby jej to wyrwać się z rozmyślań o Mormoncie.
Najstarsza panna Stark odwróciła się wreszcie aby usłyszeć złe wieści od Aithne. Cóż mogło być gorsze od choroby bliskich?
-Jesteś zaręczona? - wypaliła trochę głośniej niż by chciała, ale zaraz szybko upewniła się, że Reedowie ani Starkowie jej nie słyszeli - Czy to już pewne? Och, Aithne, powinnaś się dowiedzieć o tym zupełnie inaczej.
Właściwie to Aryana miała powiedzieć głośno i dobitnie co sądzi o takim aranżowaniu małżeństw, ale wiedziała, że jej teoria to tylko wyobrażenia dziewczyny, która skrycie marzy o prawdziwej miłości. Zawieranie aranżowanych małżeństw między rodami było praktyką powszechną i potrzebną, ułatwiającą zawieranie cennych sojuszy. Żadnego złota lordowie nie cenili sobie bardziej niż tego, które wnoszono im w posagu.
Najstarsza panna Stark już raz przeżyła otrzymanie takiej informacji, jednak jej ojciec szykował ją na to od dłuższego czasu. Poznała także swojego, już świętej pamięci i niedoszłego, narzeczonego, z którym zawarła jako taką komitywę. Do ślubu nie doszło, a Aryanie pozostało pocieszanie siostry, a teraz i kuzynki, które zostały postawione w takiej sytuacji.
-Masz jakieś podejrzenia, co do jego osoby? - zapytała szeptem, udając, że wpatruje się w tańczące pary - Z kim Twoi rodzice wymieniali najwięcej wiadomości ostatnimi czasy?
Och, gdyby na nią nagle spadła podobna wiadomość... piekło nie znałoby większej furii od tej, która spłynęłaby na jej posłańca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 2:22 pm

Ceremonia minęła i chociaż Trevet nie łudził się, że nagle wszyscy zrzucą maski jakie przybrali na koronację i zaczną zachowywać się swobodnie to on sam poczuł się zdecydowanie lepiej i nabrał ponownie ochoty do życia. Oczywiście wciąż musiał znosić ukłony, przesłodzone uśmiechy i pilnować, żeby na jego twarzy ciągle gościł wyraz uprzejmości tak oddanej, że aż głupkowatej. Ale wszystkie niedogodności łatwiej znosić z kielichem wina i zawsze przyjemniej jest cierpieć w towarzystwie, a Trevet wychwycił już kilka spojrzeń jasno wskazujących, że przynajmniej część obecnych czuje się podobnie. Wychylił kielich do końca i szybko rzucił spojrzeniem dookoła rozglądając się za kimś znajomym. Niestety w bezpośrednim jego sąsiedztwie nie było nikogo z Dorzecza, a jego znajomości nie sięgały dalej. Chyba to głównie dlatego urządzano takie uczty, szlachta zjeżdżała się z całego królestwa, przysięgała co trzeba, a później wszyscy czujnie sprawdzali opowieści niań czy na prawdę Starkowie mają wilcze uszy, a Baratheonowie żywią się ludzkim mięsem. Trevet nawet jako mały chłopiec powątpiewał w te informacje i teraz w końcu wyszło na to, że miał rację. W nagrodę przyznał sobie kolejny kielich wina i ruszył na jego poszukiwania, bo jak na złość paź je roznoszący gdzieś zniknął. Mallister ruszył w stronę stołów licząc, że tam znajdzie coś do picia, ale po drodze natknął się wreszcie na jakąś znajomą twarz. Może niezbyt bliską, ale przynajmniej potrafił skojarzyć ją z rodem i imieniem.
- Lady Artemis Tully - natychmiast skłonił się tak jak to wypadało przed przedstawicielką wysokiego rodu - Nie widziałem pani na koronacji, co tylko powiększa moją radość na pani widok. Przez chwilę miałem ochotę zapytać co panią tu sprowadza, ale chyba nie byłoby to najmądrzejsze pytanie - Trevet uśmiechnął się lekko. - Zamiast tego zapytam, więc czy zechce mi pani dotrzymać towarzystwa przez najbliższy czas. Wedle uznania oczywiście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
150
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 2:42 pm

Gdy dojechały wraz z młodymi Frey'ównami do Królewskiej Przystani. Jej ród już złożył hołd królowi. Artemis stwierdziła, że wolny czas wykorzysta na odświeżeniu się w komnatach, które jej przydzielili. Przeszło jej przez myśl, że zmienia się powoli w Ariel. Jest w Przystani, a ona pierwsze co robi ? Idzie do komnat, świat się kończy. Jednak trzeba przyznać, że zamek króla był ogromny i pokaźny. Przynajmniej na Artemis wywołał pozytywne wrażenie. Przebrała się w czerwoną suknię. Założyła złoty łańcuszek i upięła włosy w modną fryzurę. Zajęło jej to wystarczająco dużo czasu by zejść na bal niespiesznym krokiem. Po drodze korytarzami spotkała Bethany Frey, która wyglądała zjawiskowo. Razem weszły do sali balowej.
Ludzie już zdążyli się zgromadzić. Tłumy, których w ogóle nie znała. Rozglądała się próbując odnaleźć wzrokiem Rodericka, ale nigdzie go nie widziała. Przemknęła wzrokiem i napotkała Waldera Freya. Natychmiast odwróciła wzrok i powędrowała w przeciwną stronę. Oczywiście jak tylko jej wzroku ukazały się stoły z jedzeniem, Artemis przyśpieszyła kroku. Jedzenie ! I to w takiej ilości... Miała zamiar tu już zostać do końca balu. Usiadła na wolnym miejscu wcześniej zabierając kieliszek wina. Nie minęło parę minut jak usłyszała jak ktoś wymawia jej imię.
Odwróciła się i ujrzała Treveta Mallister'a.
-Lord Mallister ! Nie, niestety spóźniłyśmy się z panienkami Frey do Przystani. Czy dużo mnie ominęło ? - spytała uprzejmie wiedząc, że jak teraz się wygłupi do Roderick jej bracia tego nie darują. -Zawsze mogę odpowiedzieć na niemądre pytania. - nie mogłą powstrzymać uśmiechu. -Chciałam zobaczyć co takiego cudownego jest w Królewskiej Przystani, że wszyscy się nią zachwycają. A ciebie, panie co sprowadza ? Może przysiądziesz się do mnie ? - spytała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 3:10 pm

- Lord to za dużo powiedziane - Trevet uśmiechnął się szeroko - Reprezentowałem tylko mojego pana ojca podczas koronacji, która choć długa nie była przesadnie porywająca. A teraz spotkałem panią. Więc nie wydarzyło się nic przesadnie interesującego, kiedy nie było pani w pobliżu. A mnie... A ja przybyłem tu na turniej. Wiem, że będą tu najlepsi rycerze z całego Westeros i myślę, że najwyższa pora sprawdzić się w takim wyzwaniu. Poza tym kto wie kiedy będzie następna okazja? - Przez chwilę Mallister milczał rozmyślając nad wymarzonym turniejem - Trochę tylko się martwię, że wylecę z siodła przy pierwszym spotkaniu. Ale gdybym się przejmował takimi drobiazgami to bym tu nie przybywał - Trevet uśmiechnął się jeszcze raz i nagle zdał sobie sprawę, że powinien teraz przystąpić do najstraszniejszego wyzwania jakie mogło spotkać go na balu, komplementowania stroju i figury rozmówczyni, z czym sobie nigdy za dobrze nie radził. Przez chwilę wpatrywał się uważnie w kielich wina, który trzymała Artemis szukając w nim natchnienia i pomysłu, ale oczywiście się zawiódł i był zdany tylko na swoje własne nędzne próby.
- Muszę przyznać, że wyglądasz prawdziwie olśniewająco. Widać, że odwieczny obyczaj, żeby na balu imponować suknią trzyma się mocno. Ale jestem w szoku, że tak łatwo tutaj dotarłem. Czyżby tłum wielbicieli został już spłoszony surową interwencją ser Rodericka? - I teraz dla Treveta wybiła chwila prawdy. Trochę się obawiał, że mógł posunąć się zbyt daleko lub przemawiać zbyt śmiało. Różni ludzie różnie reagowali na uwagi, a Trevetowi zbywało na dworskim wychowaniu i teraz boleśnie odczuł ten brak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
150
Join date :
27/04/2013

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 3:38 pm

-Tytuły są po to by je używać. W końcu za parę lat jak dobrze pamiętam zostaniesz Lordem. - powiedziała leciutko się uśmiechając. Słuchając Treveta cieszyła się, że nie było jej na hołdzie. Zapewne wszyscy już między sobą plotkują, kto coś źle zrobił na hołdzie. Plotki, tym żyje cały dwór królewskich. Dziewczyna przebywała w Przystani dobre parę godzin, a już zdążyła się o tym dowiedzieć. Wszędzie rozmawiano o biednej Adeli Baratheon, która popełniła wielki błąd podczas hołdu. Przyjdzie jeszcze czas na wypytywanie o takie rzeczy, jak plotki później.
-Turniej ! Bardzo interesujące. Myślę, że nie masz się czego bać panie. Na pewno będzie to cudowne doświadczenie, uczestniczyć w królewskim turnieju rycerskim. Z pewnością przyjdę pana oglądać. - Słyszała, że takie turnieje mogą być niebezpieczne. Nie chciała by biednemu Trevetowi się coś stało.
Musiała parę razy zamrugać by się upewnić, że nie dosłyszała, albo ma jakieś omamy. Dziwne, to zazwyczaj Ariel była tą komplementowaną, ona prawie nigdy. Nic dziwnego, że zajęło jej chwilę by powrócić do siebie. Wzięła łyk wina by nie wyglądało to tak jakby się zacięła.
-Bardzo dziękuję ser Trevecie. Jestem jednak zdania, że panowie mają lepsze rzeczy do roboty niż kręcenie się koło mojego boku. - znów nie mogła powstrzymać się od uśmiechu. Błagała się by tylko nie wybuchnąć śmiechem. Nie wiedziała czy to, to wino tak na nią działa, że chciała się śmiać, czy sam fakt, że panicz Mallister wpadł na pomysł, że nią mógłby się ktoś interesować. Jednak nie była na niego wściekła, jej samej było daleko do prawdziwej damy dworu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Bliźniaki, Dorzecze
Liczba postów :
20
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 4:42 pm

Po dotarciu do stolicy, na miejscu postanowiła się przebrać i odświeżyć, by zmyć z siebie nieprzyjemny kurz, który podczas podróży pokrył jej ciało. Niewygody podróży wynagradzał jednak zapierający dech w piersiach widok stolicy i przepięknie zdobione wnętrza pałacu. Bethany nigdy w życiu nie widziała nic podobnego i z niemym zachwytem chłonęła każdy szczegół. Starała się jednak wyglądać na osobę, na którą królewski przepych nie robi wrażenia, nie chciała żeby inni pomyśleli, że jest nieobyta. Prawdą jednak było, że w tamtej chwili poczuła się żałośnie mała wśród największych osobistości na całym kontynencie. Mimo tego w porównaniu do pozostałych panienek nie prezentowała się gorzej. Miała na sobie ciemnoniebieską suknię, której ciemny kolor dodawał powagi, a włosy w kolorze złota zostały starannie upięte z tyłu głowy. Było w niej jednak coś innego w porównaniu do tego jak prezentowała się na co dzień. Brakowało w niej słodyczy i niewinnego uroku, zamiast tego biła od niej jakaś niewzruszoność i determinacja. Z policzków zniknęły rumieńce, a twarz przypominała bardziej bladą, marmurową maskę. Oszędziła sobie uśmiechów, zdając sobie sprawę, że na królewskim dworze jest na pęczki o wiele lepszych od niej pochlebców i aktorów. Eleganckie pary sunęły po parkiecie, a Bethany czuła, że dzwięk muzyki szarpie po kolei każdy nerw w jej ciele. Członki jej zrobiły się dziwnie ociężałe i miała wrażenie, że jeszcze kilka kroków, a może osunąć się na posadzkę. Dodatkowo gwar i tłum potęgował uczucie oszołomienia. Weszła do sali razem z panienką Tully, jednak ta wkrótce zajęła się rozmową z jak jej się zdawało dziedzicem Mallisterów. Może i nie miała pojęcia jak wyglądają przedstawiciele wielkich, siedmiu rodów, ale z łatwością potrafiła zidentyfikować członków rodów z Dorzecza. Przez chwilę próbowała odszukać wzrokiem swoje siostry, jednak wśród tak licznych gości wysiłki te z góry skazane były na niepowodzenie. Poza tym wolała uniknąć towarzystwa Leony, która z pewnością nie omieszka popełnić jakiejś towarzyskiej gafy. Być może nie będzie to nic na miarę Baratheonówny, o której szeptano po kątach, ale Bethany nie chciała być w pobliżu kiedy to nastąpi. Usiadła więc przy suto zastawionym stole, mimo, iż czuła, że przez zaciśnięty żołądek raczej nie będzie w stanie niczego zjeść. Sięgnęła jednak po kielich z winem, delektując się zapachem znakomitego trunku. Nie pijała go zbyt często i nawet kilka drobnych łyczków sprawiło, że nagle poczuła się senna. Postanowiła, więc nie pić już więcej tego wieczora, a jedynie obserwować co robią pozostali goście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 6:20 pm

-Braciszku to pasjonujące, zawsze coś musi ci się przytrafić w drodze, niestety mnie przygody omijają szerokim łukiem.Takie oto słowa wypowiedziała Leona do swojego brata gdy ten zakończył swoją opowieść. Znaleźli sie w pobliżu stołów lecz Leonie wcale nie chciało sie jeść. Nie często rozmawiała z bratem w końcu był wiele lat starszy i rzadko go widywała choć nigdy nie mieli ze soba żadnych zatargów.Nie bardzo wiedziała o czym teraz rozmawiać ,a i on nie był tego dnia zbyt rozmowny. Dostrzegła gdzieś niedaleko Bethany lecz ta siedziała za stołem śmiertelnie poważna. Leonie nie podobał sie pomysł smętnego siedzenia lecz wszystko wskazywało na to ,że jednak dołączy do siostry.Póki co jednak śledziła wzrokiem tańczące pary wypatrując wybawienia w jakiejkolwiek postaci i oto zdawało się ono nadejść. Prawdopodobnie z zamiarem przywitania się zmierzała w stronę Freyów młoda ciemnowłosa kobieta, kilka lat starsza od Leony (tak zdawało się Leonie i taka też była prawda). Dostojna dama ,która zapewne nie raz miała okazje bywać w towarzystwie.Leona skupiła się na nowej towarzyszce, starała się wypaść jak najlepiej była bowiem przekonana ,że owa dama zna jej brata i to z nim zamierza rozmawiać. Leona natomiast nie miała bladego pojęcia kim jest tajemnicza ciemnowłosa.
Powrót do góry Go down
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 8:02 pm

Kobiece ploty. Coś jednocześnie niesamowitego jak i zwyczajnego, spotykanego na co dzień. Niestety Bastian wychował się wśród kobiet, to starszych, to młodszych i doskonale znał ich naturę. Niekiedy chumorzaste, innym razem szczęśliwe, ale zawsze dumne, pewne siebie. Wyróżniało je to, że każda uważała siebie za niezwykłą oraz lpszą od całej reszty, za najpięknejszą oraz najpowabniejszą. Nie zdawały sobie sprawy z faktu, że każda jest widziana przez mężczyzn tak samo. Równie droga suknia, równie wyniosła fryzura i równie dopracowany makijaż. Dla Bastiana przynajmniej każda z tu obecnych wyglądała tak samo, nie zwracając uwagi na wiek oraz zachowanie. Chyba musiałby się zakochać, żeby dostrzec wyjątkowość którejś z nich. Tak, oczywiście. Marzenie ściętej głowy. Ile razy próbowano go ożenić, ile razy próbowano go w jakiś sposób usidlić i postawić w jednym określonm miejscu. Jego ojcowi to się nie udało i w tej kwestii wychowania syna zawiódł. Choć trudno powiedzieć, aby w jakiejkolwiek sprawie okazał się nie zaiweść i podjąć dobrą decyzję. Na przykład wydając jego siostrę za mąż. Owszem, to jeden ze sposobów zawierania sojuszy, ale powinna sama zdecydować, kogo pragnie poślubić. Choć Kheelan jest zdecydowanie najlepszym mężem jaki mógł jej się trafić, wrdług oceny Bastiana. Była jego siostrą i cieszył się, że zna osobę, z którą spędzi resztę żyia, i że ta osoba dobrze spełni się w tej roli.
Rzecz jasna usłyszał to, cojego siostra miała biedna do powiedzenia, zatem jedynie odwrócił się do niej z nadnaprzeciwległego brzegu stołu i szepnął na tyle głośno, że Starkówny zapewne także usłyszały tę nowinę.
-Zadaniem smoka nie jest słuchanie się jajka, tak samo jak obowiązkiem pisklęcia jest posłuszeństwo rodzicielom - uśmiechnął się ponownie do dziewczyny i dodał miękko - Nie zamartwiaj się i nie obwiniaj droga siostro. Niechaj uśmiech zawita na twym pięknym licu, zmartwienia schowaj w środku... albo oddaj je mi, ja schowam je w szkatule a kluczyk wyrzucę do morza - ostatnie słowa skierował tylko do niej, na ostatku powiedział tylko - Kheelan z rodu Frey. I nie traktuj tego jak przekleństwo.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Greywater Watch
Liczba postów :
59
Join date :
02/05/2013

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 8:18 pm

Dokładnie! Dlatego Aithne tak bardzo lubiła przebywać w Winterfell. Nie musiała krępować się obecnością lorda i lady Stark, bowiem byli ze sobą bardzo blisko spokrewnieni, więc mogła się wygłupiać w towarzystwie starszych i młodszych kuzynów i kuzynek.
Prawda, etykieta jest potrzebna, jednak Aithne całkowicie nie widziała w niej sensu. Jeśli nie jesteś urodzoną damą, a musisz taką naśladować, to czy to nie jest czasem okłamywanie otoczenia? Prędzej czy później prawda zawsze musiała wyjść na jaw, a mimo wszystko, Aithne nie chciałaby rozczarować swoich przyjaciół czy narzeczonego. Jego w szczególności i nie, wcale nie chodziło o to, że żywiła do niego jakieś głębsze uczucia. Cholera, on go przecież nawet nie znała! Mowa tu bardziej o tym, że skoro resztę życia mają spędzić razem, nie może wiecznie udawać kogoś kim nie jest. Poza tym nie chciała, żeby nagle zaczął na nią krzywo patrzeć, bo na dłuższą metę było to nie od zniesienia.
Kiedy Aryana prawie wykrzyczała o tajemnicy Aithne, Reed zrobiła wielkie oczy z przerażenia i mało brakowało, a siłą zakryłaby swoją dłonią usta kuzynki.
- Aryana, nie tak głośno. Naprawdę, nie wszyscy muszą o tym wiedzieć. - syknęła, jednak panna Stark najwyraźniej zrozumiała swój błąd, bo już po chwili ściszyła głoś tak, że tylko Aithne ją słyszała. Brunetka rozejrzała się dookoła i odetchnęła z ulgą zauważając, że krzyki Aryi nie zrobiły na nikim zbytniego wrażenia. Dopiero po chwili dotarło do Aithne, dlaczego Aryana jest aż tak wzburzona. Wiedziała o całej tej sprawie z zamordowanym Lannisterem i naprawdę współczuła kuzynce. Nie, nie wiedziała co najstarsza Starkówna, bo też nigdy się w takiej sytuacji nie znalazła, ale miała dobre serce, co niekoniecznie było widać, więc było jej po prostu przykro.
Na pytania Aryany, Aithne westchnęła głośno zastanawiając się nad nazwiskiem.
- Hmm... Nie jestem pewna, ale... Mamy sojusz z Freyami, więc może... - urwała w połowie zdania i rozszerzyła oczy, w których ze złości pojawiły się małe ogniki.
- Nie! Nie mam zamiaru ani o tym myśleć, ani rozmawiać. Proszę więc, zostawmy ten temat w spokoju. - powiedziała ostrym tonem głosu, gestykulując żywo rękami. Widać było, że jeśli zaraz nie pomyśli o czymś miłym, to się bardzo wścieknie. Jak na złość, musiał odezwać się Bastian. Aithne gwałtownie odwróciła głowę w jego stronę i chociaż widok jednej z ukochanych twarzy nieco stopniał jej gniew, usta nadal uparcie zaciskała w wąską linię. W miarę jak Bastian mówił, Aithne powoli się uspokajała. Niestety, ostatnie jego słowa sprawiły, że błękitne oczy jego siostry zaogniły się jeszcze bardziej niż poprzednio.
- Słucham? - powoli wycedziła słowo, mrużąc niebezpiecznie oczy, po czym prychnęła ze złości.
- Czyli nagle wszyscy znają tożsamość mojego przyszłego męża, tylko ja dalej tkwię w błogiej niewiedzy? I... Dlaczego Ty o wszystkim wiesz, podczas kiedy mnie rodzice nawet nie raczyli powiadomić? Mnie, która powinna dowiedzieć się jako pierwsza! - ostatnim słowom Reedówny towarzyszyło uderzenie pięścią w stół. Nie ukrywała już swojego wzburzenia. Miała gdzieś czy ktoś się na nią patrzy czy nie. Te plany matrymonialne bardzo jej się nie podobały i miała prawo wyrazić swoje niezadowolenie. Wprawdzie nie musiała robić tego w towarzystwie wytwornych lordów i pań, ale wybuch gniewu nie był planowany.
- Dlaczego ja? Dlaczego nie ty? Przecież ojciec obiecał, że kiedy będę gotowa sama mogę wybrać sobie męża! I nie waż mi się mówić, że nie mam traktować tego jak przekleństwo. - ostatnie słowa wręcz wysyczała, jednocześnie przysuwając do twarzy starszego brata palec wskazujący, mający oznaczać ostrzeżenie. Nie zauważyła nawet, że do stołów podszedł właśnie, w towarzystwie młodszej siostry mężczyzna, o którego tak bardzo się właśnie wściekała. Zresztą, nawet gdyby go zauważyła to i tak nie wiedziała, że to Kheelan, w końcu nie zostali jeszcze sobie przedstawieni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
42
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 8:43 pm

Od razu po hołdzie skierowała się do swojej komnaty, włożyć bardziej efektowną suknie na bal. Przerzucając sterty ubrań wróciła myślami do tego żałosnego przedstawienia w Sali tronowej. Nie popełniła żadnego nietaktu, ale nie sądziła, że mogła zachować się jakkolwiek niewłaściwie. W końcu znała podstawy etykiety. A przynajmniej przypominała sobie o nich, gdy w pobliżu był jej Pan Ojciec. Uklękła w odpowiedniej odległości, nie zająknęła się i, co najważniejsze – nie wstała, dopóki król nie udzielił jej pozwolenia. Pewna osoba zapomniała chyba o tej lekcji. Natomiast najtrudniejszym wyzwaniem okazało się nie unoszenie wzroku na władcę. Nie czuła się jak jego sługa. Słowa przysięgi, które wypowiedziała, były wręcz do bólu fałszywe. Nie zamierzała walczyć czy umierać za człowieka ważnego tylko dlatego, że siedzi na wielkim, żelaznym tronie. Oczywiście, nie mogła powiedzieć tego na głos. Starała się, żeby jej wypowiedź była naturalna i realistyczna. Jak widać, udało jej się to, bo jak na razie jej głowa nie została nabita na żaden zamkowy pal.
Ile by dała, żeby móc nie iść na to całe przyjęcie. Mogłaby w tym czasie zrobić wiele bardziej interesujących rzeczy, jak na przykład pozwiedzać Królewską Przystań. Wiedziała jednak, że nie może zawieść ani swojego rodu, ani tych wszystkich wrogów, skrytych za przyjaznymi uśmieszkami i uprzejmymi frazesami. Pójdzie tam, mimo, że z wielką niechęcią, i udowodni wszystkim, że ignorowanie Boltonów czy zatarczki z nimi mogą się dla nich skończyć.. źle.
Gdy weszła na salę, pomieszczenie niemal pękało od ilości zebranych w nim ludzi. Eleganckie damy uśmiechały się fałszywie i prawiły wszystkim dookoła komplementy, które były tak banalne, że każdy w miarę inteligentny człowiek mógłby je przejrzeć. Gdzie się nie udała, słyszała wciąż to samo, puste, nieszczere słowa. Mężczyźni nie byli lepsi od plotkujących na lewo i prawo kobiet. Oczywiście, nie dało się powiedzieć tego o wszystkich zebranych, niektórzy w pewnym stopniu zrzucili maski opanowania. Ucieszyło ją to, może ta uroczystość nie obejdzie się bez rozrywek nieco cięższych, niż tańce.
Rozglądając się po Sali, dostrzegła interesującą postać. Jedną dziewczynę z licznych niczym króliki Freyów. I to nie byle jaką, a przyszłą żonę jej brata. Nastawienie Kyry do tego związku, a i do samych Freyów, nie było zbyt pozytywne. Stary Walder zawszę coś knuł i gdyby była Redem, zrobiłaby wszystko, co w jej mocy, byle nie dopuścić do tego małżeństwa. Przypatrując się dziewczynie, wpadła na pewien pomysł. Ruszyła w jej stronę dostojnym krokiem. Towarzyszył jej jakiś mężczyzna, ale nie trudno było zgadnąć, kim jest. Dziedzic Freyów. W normalnych okolicznościach zapewne chętnie by z nim porozmawiała, ale nie dzisiaj. Gdy stanęła przed nimi na tyle blisko, by mogli ją usłyszeć, dygnęła lekko i powiedziała
- Strasznie przepraszam, że wam przerywam, ale muszę na chwilę porwać uroczą pannę Frey. Powinnyśmy się bliżej poznać, w końcu niedługo będziemy rodziną. – Uśmiechnęła się olśniewająco do mężczyzny, a potem zerknęła na Leonę, chcąc zobaczyć, jak zareaguje na jej słowa. Gestem wskazała na pobliskie stoliki i usiadła na jednym z krzeseł.
- A więc co chciałabyś wiedzieć o moim bracie? – Spytała się z promiennym uśmiechem, nie bawiąc się w kolejne uprzejmości. Tą rozmową dążyła do czegoś, czego, była tego pewna, nie pochwalałby ani Frey, ani jej Pan Ojciec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 9:26 pm

/Korytarz/
W momencie, w którym zorientował się, w którą stronę zmierzają wraz z Leoną, doznał chwilowego ataku paniki. Naprawdę nie był jeszcze gotowy na konfrontacje z kobietą, z którą będzie musiał spędzić resztę swojego życia. Pozytywnym aspektem tej całej sprawy z pewnością było to, iż Aithne nie znała jego tożsamości. Gorączkowo rozmyślając, jak rozegrać to spotkanie... całkiem na trzeźwo, wyłączył się zupełnie i żadne z wypowiedzianych przed chwilą słów Leony do niego nie dotarło. Lekko nieobecny wzrok utkwił gdzieś daleko przed sobą, prześlizgując się wzrokiem po zgromadzonym tłumie. Posłał wątły uśmiech swej drugiej siostrze, Bethany, która bawiła się chyba równie, cóż, dobrze, co on. Chwilę później skrzyżował spojrzenie z pewnym... osobnikiem, o którym usilnie starał się zapomnieć. A może tylko mu się to wydawało? Nie mniej jednak, miał wrażenie, że z każdym kolejnym krokiem przyszykowano dla niego następną torturę. Jeśli miałby wybierać, preferuje karę cielesną. Psychiczna pozostawia o wiele trwalsze urazy.
Całe szczęście, że w tym samym momencie w ich stronę zaczęła torować sobie drogę niewiasta o stosunkowo drobnej posturze. Gdyby nie hołd, który składała jako reprezentantka Boltonów, musiałby dłużej zastanawiać się, z kim będzie miał przyjemność. Jednak zapamiętał ją z ceremonii. W jej głosie, gdy składała przysięgę dało się wyczuć nutkę fałszu. Jak i zresztą w pozostałych. Ale przecież farsa musiała trwać, choć nikt nie wierzył w ani jedno słowo, które rozbrzmiewało w Czerwonej Twierdzy.
Przystanął i siląc się na to, by wyglądać na przynajmniej zainteresowanego, poczekał aż kobieta znajdzie się tuż przy nich, pomnąc o zachowaniu odpowiedniej odległości. Ukłonił się wyuczonym od młodości gestem, by okazać jej szacunek.
- Lady... - rozpoczął z lekkim uśmiechem na ustach, patrząc się prosto w jej intensywnie niebieskie tęczówki. Niestety popis wątpliwej jakości erudycji i krasomówstwa Was ominie, ponieważ Kyra Bolton równie szybko, jak się zjawiła, zniknęła. Ponadto zdążyła też porwać ze sobą Leonę. W pierwszej chwili Kheelana całkowicie zamurowało. Nie bardzo wiedział, co się przed chwilą stało.
- Mnie również bardzo miło poznać... - wyszeptał z przekąsem i odprowadził je wzrokiem. Zaprawdę, kultura i obyczaje to coś, co należy kultywować. A ostatnimi czasy miał wrażenie, że dobre maniery są na wymarciu.
Nie pozostało mu już chyba nic innego, niż podejść do Bastiana i mieć za sobą niezręczną chwilę przedstawiania się przyszłej narzeczonej. Zamarł jednak w bezruchu, gdy rozpoczęło się urocze przedstawienie. Na dodatek, nie on jeden zwrócił uwagę na rozgrywającą się scenkę. Kilka osób koło Kheelana zaprzestało rozmów i skierowały wzrok w tym samym kierunku, licząc na dobry materiał do plotek.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 9:50 pm

Do Leony właśnie dotarło kto do nich podszedł.Była to sama Kyra Bolton, siostra jej narzeczonego, przyszłego męża.-Niezmiernie miło mi poznać lady Bolton.Cała przyjemność po mojej stronie.W tej sytuacji chyba wybaczysz mi braciszku,że cię opuszczę.Zwróciła się tymi słowami do brata i odeszła z Kyrą Bolton na bok.Kyra wskazała jej krzesło , przysiadła zatem obok niej w nie zbyt bliskiej odległości.Do tej pory zdążyła tylko pomyśleć :bardzo możliwe ,że Red'a Boltona nie ma ,a może jednak jest ale jego siostra chce zrobić najwyraźniej wstępne rozpoznanie. Nie można było jednak ominąć tej rozmowy.Dla Leony tak naprawdę było ważne aby poznać Boltonów i dowiedzieć sie czegoś o narzeczonym. Była zbyt niepewna i tak bardzo ciekawa. Gdy Kyra zapytała wprost o to co pragnie wiedzieć,Leona poczuła się lekko zaskoczona. Spodziewała się kolejnej fali uprzejmości ale jej rozmówczyni najwyraźniej nie lubiła się w to bawić.Może to i lepiej, od dużej ilości sztucznych wyrazów szacunku zaczęłoby mnie mdlić. Na początku nie pewnie patrząc na stół wypowiedziała:-Nie wiem o co pytać ,choć tak naprawdę wiedziała doskonale, wiele słyszała i nie wiedziała od którego pytania zacząć. Spojrzała na Kyrę, wydawała jej się bardzo pewna siebie i trochę surowa. Do końca nie można było odgadnąć jej uczuć. Leona zatem wyprostowała się, nie gwałtownie aby nie wyglądać na nerwową i patrząc Boltonównie w twarz zapytała:-Mam wiele pytań, jeśli tylko mogłabys poświęcić mi tyle czasu aby o wszystkim opowiedzieć lecz pierwsze pytanie ,cóż będzie banalne ale nie mogłabym nie zapytać. Proszę powiedz mi tak po cichu. Prawdą jest to co o was krąży z ust do ust? Obdzieracie ze skóry ludzi którzy zawinili przeciwko wam, rodowi, miastu? Nie odrywała oczu od Kyry, nie spuszczała wzroku. Byla gotowa na każdą odpowiedź.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 10:09 pm

Wiedziała, że przesadziła z tonem głosu, więc czym prędzej zrobiła przepraszającą minę, jednak po chwili powrócił jej zaniepokojony wyraz twarzy. Wszystko się w niej aż zagotowało, dlatego zareagowała tak, a nie inaczej. Musiała jednak robić dobrą minę do złej gry, bowiem dookoła nagle zrobiło się dziwnie tłoczno.
-Przepraszam – mruknęła tylko po czym w skupieniu nachyliła się do kuzynki.
Na wzmiankę o Freyach poczuła się dziwnie niespokojna, ale szybko odgoniła te myśli. Skoro Starkowie niekoniecznie za nimi przepadali, to wcale nie oznaczało, ze Reedowie nie mogą mieć z nimi nic wspólnego. A może właśnie otwierała się przed nimi droga dobrego sojuszu? Aryana wiedziała, że ze strony Waldera Freya można spodziewać się wszystkiego, ale nie zagrywek pozbawionych znaczenia czy korzyści w przyszłości. Gdy więc Bastian potwierdził słowa siostry, najstarszej pannie Stark pojawiła się w głowie niepokojąca myśl.
-Aithne, jestem pewna, że to się wcale źle nie skończy – zapewniła ją pełnym głosem, chcąc dodać kuzynce otuchy – Słyszałam, że Kheelan jest naprawdę przemiłym młodzieńcem!
Czego chyba nie można powiedzieć o reszcie jego rodziny.
Rozejrzała się dookoła, bo oto nagle na Sali pojawiły się nowe osoby, w tym panna Tully z obstawą. Zerknęła, czy jej rodzice aby na pewno są otoczeni przez grono przyjaciół i gdy utwierdziła się w swoim przekonaniu, podniosła się powoli z ławy.
-Przepraszam Cię, moja droga, ale muszę poszukać Nihil – powiedziała bez mrugnięcia okiem i uśmiechnęła się uprzejmie – Jutro wymienimy się spostrzeżeniami na temat balu, obiecuję!
Pocałowała kuzynkę w policzek, a potem energicznym lecz nie za szybkim krokiem odeszła w stronę tarasu. Przy okazji być może naprawdę spotka swoją najmłodszą siostrę, jednak teraz jej celem był inny członek rodziny Starków.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 10:59 pm

Najwyraźniej Trevet zdołał uniknąć nieporozumień na gruncie towarzyskim za co szczerze dziękował Siódemce, najwyraźniej z jego manierami było lepiej niż on sam przypuszczał. Co lepsze los postanowił wciąż mu sprzyjać i posłał w jego stronę pazia z winem. I to nie byle jakim, ale najautentyczniejszym złotym arborskim, które to gościło na zamku w Seagardzie jedynie od święta. Trevet szybko pochwycił dwa kielichy, ale widząc, że Artemis ma już własny, zostawił jeden w spokoju. Sam chętnie by go zabrał, ale nie chciał wyjść na pijaka.
- Doprawdy trudno mi w to uwierzyć. - odpowiedział całkiem szczerze na uwagę o adoratorach. Przyczyny jego zdziwienia były całkiem jasne. Mężczyźni mieli masę powodów, żeby kręcić się dokoła panny Tully, poczynając od nietuzinkowej urody, a kończąc na jej przynależności do jednego z największych rodów w całym Westeros, z którym koligacja byłaby cenna dla każdego. Jeśli to nie był powód, żeby kręcić się w jej okolicy to Trevet musiał mieć stanowczo zbyt niesprawiedliwe zdanie o świecie w jakim żył. Chyba, że.. Wytłumaczenie jakie wpadło mu do głowy było tak oczywiste, że miał ochotę uderzyć się w czoło. Jeśli wokół świetnej partii nie krążą adoratorzy to jasnym jest, że jest już komuś zeswatana. Mallister przez chwilę zastanawiał się czy jest zazdrosny i z pewnym zaskoczeniem stwierdził, że trochę istotnie jest. Nie tak, żeby żywić do kogokolwiek złość, ale dość żeby się lekko zirytować. Zakręcił kielichem i w pewnej zadumie przyglądał się jak trunek krąży po naczyniu. Dookoła krążyło tyle osób, że Trevet już nawet nie próbował ich rozpoznawać. Przy stole obok widział Freyów, Starków i przedstawicieli rodu, którego herbu nie mógł rozpoznać, trochę dalej stała jakaś kobieta od Greyjoyów na widok, której odruchowo się skrzywił i chyba adorujący ją Baratheon. Z jego perspektywy to pewnie ja wyglądam na adoratora przeszło mu przez myśl i w dziwny sposób poprawiło humor.
- A gdybym tak poprosił Panią, żeby towarzyszyła mi przez jeden taniec?
- zapytał niepewnie. Był zupełnie znośnym tancerzem, a przecież po to były też te nieszczęsne uczty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
42
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 11:18 pm

Czekała na wypowiedź Leony. Była niezmiernie ciekawa, jakie pytanie zada jako pierwsze. W końcu dziewczę nie wiedziało nic o swoim przyszłym mężu. Oprócz imienia, oczywiście. Kyra pamiętała, jak sama, będąc w wieku Freyówny, dowiedziała się o planowanym ślubie. Jaka była wtedy wściekła. Zniesmaczona. Czuła się jak klacz sprzedana temu, kto da więcej. Okropność. Musiała to przeżywać dwa razy. I o dwa za dużo. Gdyby mogła się od kogoś dowiedzieć czegoś więcej na temat swoich zmarłych już mężów, wykorzystałaby taką szansę. Naprawdę się zdziwiła, gdy Leona powiedziała, że nie wie o co pytać. Widać było, że nie czuje się najlepiej w tej sytuacji. Kyra chciała ją jakoś ośmielić, w końcu chodziło jej o to, by dziewczyna dowiedziała się jak najwięcej. Przez chwilę miała zamiar mocno nią potrząsnąć i warknąć, żeby w końcu zaczęła mówić. Potem naszła kolej na racjonalne myśli. Zauważając, że dziewczę prostuje się nieznacznie i jakby nabiera śmiałości, nie zrobiła nic, czekając na rozwój wydarzeń.
Mogła się domyślić, że na pierwszy plan wysuną się te od dawna stosowane praktyki jej rodu. Nic dziwnego, że to ją w tej chwili nurtowało najbardziej. Wydawała się Kyrze układną, uroczą damą, marzącą o prawdziwej miłości i gromadce dzieci. Zupełne przeciwieństwo jej samej. Nie wyobrażała sobie tej dziewczyny w mrocznym, przerażającym zamku Dreadfort. Klimat północy oraz towarzystwo Boltonów mogłoby poważnie ją uszko..to znaczy zmienić. Nie wątpiła, że to i tak kiedyś w końcu nastąpi. Żeby przeżyć, trzeba dostosować się do wciąż zmieniającego się środowiska.
- Nie jestem pewna, czy odpowiedź na to pytanie byłaby dla ciebie satysfakcjonująca. – Powiedziała nieco zmartwionym głosem, po czym ściszyła głos, nachyliła się do Freyówny i wbiła w nią smutne spojrzenie – To prawda, lepiej nie zaleźć nam za skórę.- Gra słów była całkowicie niezamierzona, ale wyszło całkiem interesująco. Nie odpowiedziała wprost, ale nie wątpiła, że dziewczę zrozumie przekaz. Odsunęła się i kontynuowała – To, co mówię, może wydać ci się brutalne. Jestem jednak do tego zmuszona, bo nie chcę cię okłamywać. O tak, opowiem ci wiele interesujących historyjek. Nawet tych z najbardziej soczystymi szczegółami. Szczególnie tych.
-Kolejne pytanie? - Powróciła do swojego zwyczajowego, uprzejmego wyrazu twarzy. I czekała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 11:45 pm

Wszystko pięknie i ładnie. Bastian zawsze będzie tym dobrym ale niestety olanym przez los bratem. Dante nie próbowałby jej pocieszyć, w jakikolwiek sposób. Nie próbowałby poprowadzić ją odpowiednią ścierzką oraz przygotować do tego, co ją czeka. Nie był zły, ale nie wiedział jak do niej trafić. Rodzice w tych czasach widzieli w swych dzieciach zwykły towar do sprzedaży na targu. Kto da więcej a kto mniej? Z kim opłaca się dobić targu? Tysiące analiz, ukrytych układów i zero jakiegokolwiek zrozumienia i spojrzenia na świat z perspektywy młodych. Bastian był jeszcze na tyle bezczelny i pewny siebie, że nigdy nie dałby się osiodłać wbrew swej woli. Na jego korzyść wpływało także kilka innych czynników. Jego pierwszy ślub nie doszedł do skutku, ne tylko dzięki niemu, ale i tak wątpił, żeby komukolwiek udało się zaciągnąć go przed ołtarz o zgromadzonych. Od zawsze uważał siebie za wolnego, wolnego duszą i ciałem. Chciał po prostu mieć możliwość decyzji o własnym losie, ale kosztowało go to wiele wysiłku oraz intryg. Prawda jest taka, że jego siostra zaczyna poznawać uroki swego bogatego życia.
Szczerze powiedziawszy to ostatnie czego się spodziewał to wystąpienia, jakiegokolwiek oporu. Cóż... uważał, że wyrażanie swojego zdania należy dojednego z przywilejów ludzi, ale nie publicznie i wśród tych, którzy uważają to za potknięcie oraz słabość. Zerknął na siebie i w tłumie dojrzał Kheelana. Zmarszczył brwi na moment unzjąc tę chwilę za niewłaściwą do całkowitego roztrzygnięcia tej sprawy, więc ponownie spojrzał na Aith.
-Zachowujesz się jak stara baba na targowisku. Zamilcz albo wyprowadzę Cię stąd siłą - to nie był już ten miły głos zatroskanego brata. Dziewczyna mogła dosłyszeć się ukrytej głęboko groźby, że jednak nie zamierza rzucać słów na wiatr i jeśli dalej będzie odstawiać szopkę, Bastian po prostu weźmie ją na ręce i wyniesie unikając jeszcze większej kompromitacji a jednocześnie pobudzając do żyia kolejne plotki. Nie, to nie oznacza, że jej nie współczuł, wręcz przeciwnie. Ale on był tylko pośrednikiem i kimś, kto za ów decyzję nie odpowiada, a tylko stara się przekazać ją w miarę logiczny i delikatny sposób - Spójrz. Gdziekolwiek. Nie jesteś wyjątkiem, ne jesteś skazańcem wśród ułaskawionych. Do cholery, przestań użalać się nad swoim życiem, bo rzeczywisość jest okrutniejsza niz ci się wydaje. To dopiero początek. Zaręczyny. Śluby. Dzieci. Gromaka rozwydrzonych i krzyczących pomiotów. To jest schemat życia każdej kobiety takiej jak ty. To twoja przyszłość.
Wyprostował się i westchnął ciężko kręcąc głową. Mógłby ją oszukiwać, nęcić bajkami o szczęśliwym zakończeniu. Ale czy jakikolwiek koniec jest szczęśliwy? Jemu udało się uniknąć zwariowanego losu, ale i tak nic się nie zmieniło. Nie mógłby z czystym sumieniem powiedzieć, że zrobił w życiu coś z czego byłby dumny.
-Pamiętaj o tym, że można być nieposłusznym mężem, ale nie nieposłuszną żoną. Gdziekolwiek kiedyś trafisz musisz wiedzieć, że masz dobrze służyć, dawać dzieci. I zrobisz to, nawet jeśli będziesz się opierać. To niesprawiedliwa kolej rzeczy, ale nigdy nas nie ominie. A Kheelan to coś najlepszego, co mogło ci się trafić siostro.
Znowu na moment się usmiechnął. Ale tylko na chwilę, bo zaraz potem jego twarz spoważniała. Odwrócił się i po prostu usunął w tłum, jakby chciał uciec. Z dala od kłopotów, od zawodów oraz porażek.

zt
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Stoły   Nie Maj 05, 2013 11:48 pm

Leona przez ostatnie godziny jeszcze łudziła się ,że wszystko to plotki. Kyra jednak poczęła rozwiewać jej złudzenia. Teraz Leona przypomniała sobie słowa Beth "ty naprawdę nic nie rozumiesz".Być może nie rozumiała ale zaczynała teraz rozumieć coraz jaśniej.Nie wiedziała czy jej przyszłość to część jakiegoś wielkiego planu czy zupełny przypadek, kiepskie zrządzenie losu. Skoro Kyra Bolton nie miała oporów przed opowiedzeniem o wielu szczegółach grzechem byłoby nie pytać. Otwarte karty, jeżeli jest pełen wad ,tak jak i życie tam to zdecydowanie wskazane jest abym dowiedziała się teraz. Im wcześniej tym lepiej. -Zatem robicie to od bardzo dawna i nigdy nie przestaliście?Czy to jest zwykły obowiązek?Czy jednak można nie tylko się oswoić z tym ale nawet czuć jakąś satysfakcję? To pytanie było bardzo ogólne ,a odpowiedź mogła być uzależniona od doświadczeń osoby pytanej ale Leona zadała je zastanawiając się tylko nad narzeczonym. Praktyk z dawnych lat nie odbywała na ludziach co prawda ale znieczuliła się na pewne aspekty. Podczas gdy wszyscy myśleli ,że jest cieplutkim, wrażliwym "francuskim pieskiem" ,jej nie przerażał tak bardzo jak niektórych sam akt przemocy i sposób jego dokonywania. Bardziej skupiała się na stosunku do tych poczynań tego, który był w tym wszystkim najważniejszy.Czy mógłby okazać się tak wielkim okrutnikiem z wyboru baa nawet ze znudzenia dla swojej rozrywki.


Ostatnio zmieniony przez Leona Frey dnia Pon Maj 06, 2013 1:13 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Stoły   

Powrót do góry Go down
 

Stoły

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Stołówka
» Stołówka
» Sala Rzeźbionego Stołu
» Stołówka
» Stołówka więzienna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Czerwona Twierdza :: Królewska Sala Balowa-