a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Wiszące ogrody



 

 Wiszące ogrody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Dorne
Skąd :
Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
148
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Wiszące ogrody   Sob Maj 04, 2013 12:36 pm


Jedno z przyjemniejszych miejsc w całym mieście - ze względu na wysokie temperatury i niewielką ilość opadów, znajdujące się tutaj rośliny nawadniane są specjalnym systemem irygacyjnym, dzięki czemu sam ogród to zacienione, ratujące przed upałem miejsce, dostępne wyłącznie dla rodu książęcego i ich najbliższych współpracowników.


Ostatnio zmieniony przez Edric Martell dnia Pon Maj 06, 2013 7:32 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
148
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Pon Maj 06, 2013 7:05 pm

Czarne skrzydła, czarne słowa...
Kruk zataczał coraz niższe kręgi na bezchmurnym niebie. Pióra lśniły złowrogo, pochłaniając energię słoneczną równie łapczywie, co kundel kość. Edric od dłuższej chwili nie odrywał wzroku od ptaka, przysłaniając oczy dłonią. Słońce dzisiejszego dnia prażyło szczególnie mocno, nad miastem wisiał nieprzyjemny zaduch, drażniący nie nozdrza, ale i nerwy księcia. Przez tyle lat powinien przywyknąć do charakterystycznej dla Dorne pogody, a mimo to nadal w takie dni jak ten, miał ochotę zaszyć się w zaciemnionej komnacie i dać odpocząć oczom, szczególnie podrażnionym przez oślepiające światło.
Ptak zakrakał donośnie, siadając na oparciu marmurowej, przyjemnie chłodnej ławy. Edric przez chwilę wpatrywał się w paciorkowate spojrzenie, rozchylony dziób i nerwowe drganie łapki, do której przywiązana była wiadomość.
- Chodź. - szepnął w końcu, wyciągając rękę w stronę kruka. Pierzasty zeskoczył z oparcia i wbił pazurki w skórę Martella, zostawiając na niej kilka kropel krwi. Mężczyzna ostrożnie odwiązał skórzany mieszek, w który wsunięta była wiadomość. Gdy wczytywał się w kolejne słowa listu, ptak coraz bardziej tracił na znaczeniu, aż w końcu przestał istnieć w świadomości Edrica jako zwierzę. Stał się jedynie podmiotem, mglistym wspomnieniem, o czymś, o czym dziedzic powinien pamiętać, choć nie miał bladego pojęcia... o czym.
Czarne skrzydła, czarne słowa...
Powtórzył w myślach, zgniatając w dłoni skrawek pergaminu. Jego beznamiętne spojrzenie na chwilę zasnuło się mgłą, a kiedy po raz kolejny wrócił do świata żywych - to tylko dzięki krukowi, który zatrzepotał skrzydłami, owiewając pozornym wiatrem twarz Edrica. Martell potrząsnął głową, podnosząc się powoli z ławy, nadal z ptakiem uczepionym wysuniętej do przodu ręki. Nie lubił niespodzianek, więc wiadomości z Królewskiej Przystani automatycznie zaliczone zostały do niemiłych doznań, dodatkowo psujących i tak zły humor Edrica. Gdyby nie konieczność zostania w Dorne, zapewne sam udałby się złożyć hołd królowi Aerysowi II i... osobiście kontrolować sytuację na dworze. Wszak nie od dziś wiadomo, że przeróżni paniątka lubią mącić wodę swymi małymi kijkami.
Obciętymi na miarę ich krótkowzroczności.
Książę wolnym krokiem podszedł do muru ogrodu, odgradzającego zielony skrawek pałacu od zakurzonego i pogrążonego w palącym słońcu miasta. Kruk poruszył niespokojnie skrzydłami, wpatrując się szklącym, paciorkowatym spojrzeniem w Martella, zupełnie jakby potrafił odczytać niespokojne myśli Edrica. Mężczyzna uśmiechnął się lekko, głaszcząc kciukiem czarny łebek ptaka, nagrzany dodatkowo od południowego słońca. Pióra kruka pod wpływem dotyku zalśniły złowrogo, skupiając spojrzenie księcia na ułamek sekundy, który dzielił zwierzę od śmierci. Podczas skręcania karku słyszalny jest charakterystyczny chrzęst - jakby żwiru pod kopytami konia. Aby stwierdzić, czy zabieg przeprowadzony został dobrze, efekt końcowy winien być następujący: głowa ma zwisać bezwładnie pod bardzo ostrym kątem, a gwałtownie wyrwane z piersi życie powinno stanowić jedynie przyczynę zamknięcia się oczu ofiary na wieki. Bez zbędnej rozmowy, bez rozczulania się. Po prostu śmierć.
Edric spokojnym wzrokiem od dłuższej chwili przyglądał się nieruchomemu ptakowi, którego trzymał w uścisku dłoni. Głowa zwisała na bok, oczy zostały zamknięte. Jedynie rozchylony z pragnienia dziób kruka był dowodem na to, że chwilę temu zwierzę oddychało i może nawet odczuwało potrzebę znalezienia bezpieczniejszego miejsca. Zapewne bezpieczniejszego niż to, do którego trafiło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
25
Join date :
05/05/2013

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Pon Maj 06, 2013 9:19 pm

Za każdy dobry uczynek czeka cię nagroda. Słowa septy wyraźnie rozbrzmiewały w głowie młodej Aidy. Dziewczynka przez niemal cały dzień zastanawiała się, co kryje się pod tym sformułowaniem. Wszystko stało się jasne, gdy starsza kobieta przyszła do jej komnaty z wiklinowym koszem pełnym nici i płótna. Dziewczynka jęknęła cicho przypominając sobie ostatnią lekcję. Wyszła z niej okropnie znudzona a place miała pełne niewielkich dziur od skaleczeń igłą. Na dodatek septa wciąż na nią krzyczała, co wcale nie pomagało w skupieniu się na pracy. Kazano jej zrobić słońce jednak zamiast koła wyszło jej mocno koślawe jajo. Nic dziwnego, że próbowała zwiać. Powstrzymała ją tylko obiecana nagroda. Miała cichą nadzieję, że będzie to nowa książka albo jakaś broń, którą mogłaby się bawić. Ewentualnie mogła być to również nowa lalka, ale ich miała już z tuzin. Z miną cierpiętnicy usiadła prze sepcie biorąc do ręki przyrządy i zabierając się do pracy. Przez fakt, że dziewczynka była jednym z nielicznych dzieci w pałacu septa skupiała na niej całą swoją uwagę, co jeszcze bardziej drażniło małą księżniczkę. Przez długie dwie godziny Aida siedziała przy swojej robótce starając się wyhaftować cokolwiek, co spodobałoby się jej opiekunce. Starała się być grzeczna i uprzejma, choć nudziła się niemiłosiernie a palce okropnie ją bolały. Uprzejmie dziękowała za każdy komplement skierowany w jej stronę w myślach wyobrażając sobie, jak najróżniejsze stwory z jej książek pożerają wredną septę. Gdy w końcu spod jej palców wyszedł mocno zniekształcony herb rodziny Martellów Aida czekała na swoją niespodziankę. Była mocno rozczarowana, gdy okazało się, że idą na targ i to jeszcze w towarzystwie strażników. Równie dobrze mogła iść tam sama jak to często robiła, ale przecież o tym nikt nie mógł się dowiedzieć. Tak, więc jak ta potulna owieczka spacerowała wraz z opiekunką poprzez liczne kramy zachwycając się najróżniejszymi błyskotkami. Wystarczyło się kilka razy uśmiechnąć do strażników i do septy, by została obdarowana nową bransoletką, kilkoma książkami i dziecięcym łukiem. Ostatni prezent był oczywiście od strażnika, którego Aida już dawno owinęła sobie wokół palca. Gdy po kolejnej godzinie wrócili do zamku speta chciała odbyć kolejną lekcje, ale, gdy tylko przekroczyli bramę Aida gdzieś zniknęła. Poruszając się szybko i cicho zdołał umknąć swoim „oprawcą”. Będąc bardzo dumną ze swojego małego sukcesu biegła po zamkowych korytarzach z radosnym uśmiechem na twarzy. Na swoją dzisiejszą kryjówkę wybrała wiszące ogrody. Biegała między drzewami i kwiatami śmiejąc się za każdym razem, gdy opryskiwała ją zimna woda. Gdy w odległości kilku metrów od siebie dostrzegła znajomą sylwetkę ruszyła cicho jak myszka chcąc zaskoczyć pana ojca. Już chciała krzyknąć do niego, ale zamiast tego zatrzymała się w pół kroku przyglądając się jego poczynaniom. Gdy usłyszała cichy trzask kości i ujrzała martwe zwierzę nie wzdrygnęła się ani nie zaczęła płakać. Stała w miejscu przyglądając się martwemu zwierzęciu.
- Czemu to zrobiłeś?-Wydusiła w końcu z siebie nie spuszczając wzorku z ptaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
148
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Wto Maj 07, 2013 6:28 pm

- Dobry zwyczaj wymaga, by na początku rozmowy się przywitać. - głos Edrica zawisł w nieruchomym powietrzu, zanim ten postanowił odwrócić się w stronę córki. Nie chciał, by zabrzmiało to ostro... a tak właściwie, może chciał. Obecność Aidy go zaskoczyła - na wszystkich bogów, starych i nowych, nawet Martell nigdy nie zabiłby bezbronnego zwierzęcia na oczach ośmioletniej dziewczynki! Choć wszystko wskazywało na to, że mógłby być do tego zdolny. Nabrał cicho powietrza do płuc, odrywając wzrok od skąpanych w słońcu uliczek miasta i w końcu obrócił się w stronę córki, z poważnym wyrazem twarzy.
- Nie powinnaś być teraz z septą...? - zaczął niepewnie, odkładając ostrożnie bezwładne ciało ptaka na dokładnie przystrzyżoną, soczyście zieloną trawę. Zwykle o tej porze Edric bywał sam - nie licząc sytuacji, w których towarzyszyła mu straż albo służba, tak stanowiła utarta tradycja - do późnego popołudnia dziedzic Martellów jest nieosiągalny, nawet, jeśli bezsensownie morduje ptaki w ogrodach. Albo zwłaszcza wtedy.
- Dobra. - westchnął w końcu, przekraczając martwe zwierzę i powoli podchodząc do Aidy. Poniekąd odczuwał dumę z córki - wskażcie chociaż jedną wysoko urodzoną dziewczynkę, która na widok ojca pozbawiającego życia kruka nie ucieknie z płaczem na drugi koniec miasta lub chociaż nie krzyknie z przerażenia. Aida trwała jak głaz, i choć była zaskoczona, nadal stała na swoim miejscu. Dla Edrica oznaczało to jedno - odziedziczyła niektóre cechy po nim, albo... coś było z nią poważnie nie tak. Pierwsza możliwość nie wyklucza drugiej. Martell uśmiechnął się w końcu delikatnie, kucając przed córką i patrząc jej uważnie w niebieskie, prawie lazurowe oczy.
- Wyobraź sobie sytuację tego kruka. - podjął w końcu, wskazując ruchem podbródka martwe zwierzę, wyraźnie odcinające się od zieleni roślin. - Od kilku lat przebywał odległości wielu tysięcy stóp, narażony na złą pogodę, ataki drapieżnych ptaków albo łuczników, którzy potrafią posłać w oko ptaka strzałę z całkiem sporej odległości. Zatem... każdego dnia przez całe swoje życie kruk bezmyślnie przenosił wiadomości. Nie zważając na niebezpieczeństwo, latał z Północy na Południe, z Zachodu na Wschód, w deszczu Ziemi Burz, mrozie na Murze albo słońcu Dorne. Aż w końcu los chciał, by dotarł tutaj. Stary, zmęczony po długiej podróży, ale doświadczony. Zamiast udać się do ptaszarni, gdzie zostałby nakarmiony, zaczął krążyć nad ogrodem. Wiesz dlaczego? - oczy Edrica zwężyły się nieznacznie, gdy delikatnie odgarnął niesforny kosmyk z czoła córki. - Wiedział, że w ptaszarni go nie skrzywdzą. Przylatując tutaj, sam wydał na siebie wyrok śmierci. Widzisz, kruki są znacznie mądrzejsze od gołębi czy bażantów... ten tutaj chciał umrzeć cicho. Nie rozszarpany przez sokoła, ani nie zestrzelony przez łucznika. Był gotowy. - głos Martella pod sam koniec zrobił się dziwnie cichy, jakby sam książę nie kontrolował swojej modulacji - jednak kiedy Aida nadal wpatrywała się rozszerzonymi oczami w ojca, kącik ust Edrica zadrżał leciutko.
- Teraz każdej nocy będzie wracał nad Słoneczną Włócznię, by znaleźć swojego dobroczyńcę. Ale kto wie, jak mu się odwdzięczy, kto wie... - szepnął cicho Martell, pełnym przerażenia głosem. - ... kruki mają ostre dzioby, co będzie, jeśli zechce pocałować swojego wybawcę i niechcący przebije mu gardło? Albo zacznie szukać niesfornych dzieci, które uciekają przed septą i zakłócają spokój ojca?! - przy ostatnich słowach Edric podniósł się energicznie i porwał córkę na ręce, przerzucając ją przez ramię. Jeszcze dwa lata temu zrobiłby to bez problemu - teraz Aida... jest prawie kobietą, znacznie urosła przez ostatnie kilka miesięcy. Jeszcze chwila i do Słonecznej Włóczni zaczną zjeżdżać adoratorzy z całego Westeros... a także Essos. Uderzą w konkury do jego małej, kruchej córki... i lepiej nie myśleć, jak wielu zwyrodnialców widziałoby ją w swym łożu.
- A potem porwie niesforne dziecko w swoje silne, krucze szpony i poleci daleko za Dorne, tam, gdzie kończy się świat, za zimny, lodowy Mur, w miejsce, w którym nie ma słońca! - krzyknął tonem herolda Martell, maszerując w stronę sadzawki, znajdującej się po drugiej stronie ogrodu. Jak najdalej od martwego ptaka. - Księżniczko Aido, i co wtedy poczniesz? Kto Ci uwierzy, żeś córą Martella, skoro nie będziesz umiała wyszyć ładnego herbu rodu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
25
Join date :
05/05/2013

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Wto Maj 07, 2013 7:43 pm

Słysząc pierwsze słowa pana ojca drgnęła niepewnie na kilka sekund przenosząc na niego spojrzenie. Miał racje, ale Aida była w tak dziwnym stanie, że zupełnie nie wracała uwagi na brak szacunku, jaki okazało ojcu. Choć normalnie na jej bladych policzkach najpewniej pojawiłby się rumieniec szybko dukając przeprosiny, których została nauczona. Mając osiem lat dobrze wiedziała, że przy rodzinie i ich gościach należało zachowywać się odpowiednio, później mogła robić, co chciał i kiedy chciała. Nawet jego dość ostry ton głosu nie obudził ją z zamyślenia.
-Ja- wydusiła po chwili z siebie nie będąc do końca pewną co ma powiedzieć. Bała się, że pan ojciec okrzyczy ją za to, że uciekła i że sama chodzi po zamku. Widywała go tak rzadko, że nie chciałaby się na nią gniewał. Gdy była mniejsza żałowała, że urodziła się Martellem. Normalnie dzieci widywały swoich rodziców niemal na każdym kroku, co jej nie było dane. Z biegiem czasu przyzwyczaiła się do tego ucząc się czerpać z tego korzyści. Nie była rozpuszczoną manipulantką, ale wielu było takich, co litowali się nad osamotnioną księżniczką. Gdy pan ojciec zniżył się do jej poziomu do jej oczu powoli napływało życie skupiając na nim całą soją uwagę. Ostatni raz spojrzała na zwierzę wysłuchując opowieści swojego stwórcy. Aida słuchała uważnie wyobrażając sobie każdą podróż kruka. Powoli zaczynała mu zazdrości jego doświadczeń. Zawsze chciała zobaczyć to, co leży za Słoneczną Włócznią, ale jak na razie nie było jej dane. Gdy czasem przychodziła do wierzy maestra mówiła, że jest jedną z jego kruków. Jesteś bardzo pięknym krukiem księżniczko. Aida dobrze pamiętała jego słowa i choć miały ją one pocieszyć nie spełniły swojego zadania.
Dziewczynka zaczęła się zastanawiać czy podobnie było z ludźmi. Czy gdzieś na świecie znajdą się tacy, którzy zabiją swoich braci tylko dla tego, że są starzy? Wiedziała, że na to pytanie nikt jej nie odpowie dla tego nie odważyła się go zdać. Gdy głos księcia ucichł po skórze dziewczynki przeszły dreszcze. Jej oczy robiły się coraz większe a wszystko za sprawą tego, że zaczęła się o niebo bać. Niemal machinalnie chwyciła go za dłoń zaciskając ją mocno. Była zupełnie nieświadoma tego, że pan ojciec z niej żartuje. Jednak, gdy straciła grunt pod stopami jej śmiech ponownie wypełnił ogrody. W porównaniu do innych córek wysoko urodzonych panów Aida nigdy nie chciała dorosnąć. Bała się momentu, w którym rodzice przyjdą jej powiedzieć, że znaleźli jej męża. Co prawda w jej małej główce było pełno rozmaitych planów jak temu zapobiec a jeden z nich uwzględniał nawet samotne rządy i uznanie za dziedzica pierwszego potomka wujka. Oczywiście nikomu nie zdradzała swoich planów nie chcąc by zostały udaremnione. Pod swoim łóżkiem chowała nawet sakiewkę z pieniędzmi, za które w ostateczności miała kupić sobie miejsce na statku, który miał ją zabrać daleko od domu. A to wszystko przez jedną opowieść córki kucharki.
Dziewczynka spojrzała w niebo wyobrażając sobie podobną sytuację. Może i nie było by to takie złe, ale całkowity brak słońca napełnił ją lekkim strachem.
-To nie moja wina - odezwała się w końcu zupełnie wyrywając się z zamyślenia- Septa sprzeciwiła igły przeciwko mnie. Słyszałam jak modli się o Matki by wbiły się tak głęboko w moje palce bym straciła w nich czucie.- Była to oczywiście czysta bujda ale Aida bardzo starała się by to zabrzmiało wiarygodnie. Miała nadzieję, że wtedy ktoś odeśle starą septe a ona w końcu będzie wolna. Dopiero po chwili dotarły do niej ukryty sens tych słów. Zaczęła się bać, że pan ojciec wie o wszystkich jej planach i przygodach. Przez chwilę nawet chciało się jej płakać ale powtarzając dewizę swojego rodu powstrzymała się.
-Poza tym jestem mała. Duzi ludzie nie zwracając uwagi na małych ludzi.- w takich momentach jej opiekunki z reguły przyglądają się jej uważniej obawiając się co jej znów strzeli do głowy.- Poradziłabym sobie. Zabiłabym wszystkie potowy, jakie stanęłyby mi na drodze i żaden głupi rycerz nie musiał by mnie ratować.- Ugryzła się w jeżyk, ale było już za późno by cofnąć te słowa. Księżniczce przecież nie wolno było tak mówić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
148
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Czw Maj 09, 2013 9:28 pm

Tylko Siedmiu wie, jak ciężko było zachować Edricowi poważny wyraz twarzy, gdy z każdym kolejnym jego słowem oczy Aidy robiły się coraz większe, aż w końcu zaczęła przypominać jedno z tych pustynnych stworzonek, które tubylcy nazywają "lisami piasku". Doskonale wiedział, co jej dziecięca wyobraźnia może właśnie kreować - jak odległe i groźne światy powstawały w umyśle jego córki, często podsycane wspomnieniami głupich opowieściami septy albo podsłuchanymi rozmowami pomiędzy pilnującymi jej strażnikami. Sam Edric doskonale pamiętał swoją ciekawość jako kilkuletniego chłopca i próby przeżycia przygody życia poprzez uciekanie z domu. To, że zwykle odnajdowali go po niecałym dniu, wytarzanego w kurzu i zwykle z ranami odniesionymi w jakiejś bójce z rówieśnikiem nie wiedzącym, jak wygląda książę Dorne - to zupełnie inna historia. I lepiej, by Aida nie znała tych epizodów z życia ojca, tym bardziej, że raz dopiął swego i wsiadł na statek do Pentos...
Od chwili, w której kruk krążył nad jego głową, aż do teraz - zmęczenie i nieznośny ból głowy ulotniły się, ustępując miejsca skupieniu na chwilach, które zupełnym przypadkiem mógł spędzić ze swoim jedynym dzieckiem. Zwykle nawał obowiązków i częste podróże ograniczały ich kontakty do minimum, zaś teraz - gdy Aida wkracza w wiek, w którym na siłę będą jej wpajać konwenanse i zachowania godne prawdziwej księżniczki oraz damy - czas, który będą spędzać razem, zostanie ograniczony do niezbędnego minimum. Na Południu ojciec nie jest potrzebny do wychowania córki, co więcej... nie powinien tego robić. Ale przecież nikt nie będzie dyktował najstarszemu Martellowi jak ma zajmować się własnym dzieckiem, na bogów!
- Nie Twoja? - podchwycił Edric, unosząc brwi zaciekawiony. Właśnie dotarli do niewielkiej sadzawki, podtrzymywanej sztucznie przez pałacową służbę. Na czystej, niezmąconej tafli kołysało się leniwie kilka białych kwiatów, łapczywie szukających promieni słońca pomiędzy gęstymi liśćmi nieznanej Martellowi odmiany bluszczu. - Nie powinnaś oskarżać septy o takie praktyki... - po ustach księcia przemknął cień uśmiechu, kiedy odstawiał ostrożnie córkę na zieloną trawę. Sam po chwili poszukiwania wzrokiem ławy zmuszony był usiąść na ziemi, pomiędzy dwoma równymi rządkami kwiatów.
- Musielibyśmy ją ściąć, a głowę oddać Tobie jako dowód wymierzenia sprawiedliwości. - powiedział poważnie, wyginając palce dłoni z cichym trzaskiem. Naturalnie, nikt nikogo nie będzie ścinał, ale pewne sprawy należy tłumaczyć obrazowo. Nawet, jeśli obraz jest tragiczny. Na wzmiankę o "małych ludziach" Edric zaśmiał się cicho, kręcąc głową z rozbawieniem. A to filozof, wszystko obmyśliła spryciara...
- Pamiętaj o jednym, księżniczko. Bar­dzo mały człowiek może rzu­cać bar­dzo duży cień... - uśmiechnął się lekko, wyrywając z grządki jeden z kwiatów. Był wściekle żółty, o gładkich płatkach z plamkami u nasady. Pewnie sprowadzili go z Reach... a może na prośbę Mellarie, zza morza?
- Lady Aido. - głos Martella w przeciągu zaledwie sekundy stał się oschły i stanowczy, aż do bólu typowy dla Edrica. - Pewnego dnia jeden z tych "głupich rycerzy" zostanie Twoim mężem i, zapewniam Cię, nie będzie zachwycony, jeśli zaczniesz głosić tego typu... tezy. - książę westchnął cicho, wpatrując się w córkę. Czemu się dziwi? W jej żyłach płynie krew Nymerii, chęć zabijania potworów i bunt są dla niej przyrodzonymi cechami. Edric oderwał ostrożnie jeden z płatków, kręcąc delikatnie głową.
- Możesz mieć własne zdanie, ale zachowaj je dla siebie aż do momentu, w którym ktoś Cię o nie nie zapyta. Sprawiedliwa umowa? - uśmiechnął się w końcu do córki, choć już bez poprzedniej beztroski i wesołości. Może rzeczywiście powinni zmienić septę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
25
Join date :
05/05/2013

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Czw Maj 09, 2013 10:13 pm

Głupie dziecko! Krzyczała na samą siebie oskarżając się o kompletny brak wyobraźni. Wiedziała się zachowuje się zbyt swobodnie a to nie przystało nawet w takich chwilach jak ta. W przypadku Aidy trudniej było o gorszą przestrogę jaką w tej chwili udzielił jej pan ojciec. Choć była z natury pacyfistką i jako jedna z nielicznych krewnych wolała ratować ludzi niż ich truć wyobrażenie głowy septy nabitej na pal napawała ją lekką fascynacją.Ja była bym wolna a ona poszła by do swoich ukochanych bogów. Wszyscy byli by szczęśliwi Ta myśl kręciła się po jej głowie przez dłuższy czas jednak nie odważyła się jej wypowiedzieć głośno.
-Nigdy nie widziałam egzekucji- odpowiedziała jedynie dając lekko do zrozumienia, że pomysł z zabiciem septy w cale nie był taki zły. Oczywiście gdyby, choć trochę nad tym pomyślała na pewno szybko zmieniłaby zdanie. Jednak w tej chwili widziała w tym wspaniałą okazję do tego by pozbyć się jednego ze strażników. Aida przez chwilę zastanawiała się nad słowami pana ojca. Nie będąc pewną czy dobrze je zrozumiała rzekła jedynie- To chyba dobrze prawda? Mama mówi, że cień jest dzieckiem światła a Pan Światła zawsze dba o swoich.- Aida przez pewien okres czasu czuła się rozdzielona między bogów pana ojca a pani matki. Doszło jednak do wniosku, że są oni jedynie wymysłem ludzkim. Wiele razy widziała jak ludzie modlą się w wielkim sepcie jednak ich modły nigdy nie były wysłuchane. Sama modliła się o brata, o zdrowie dziadka i o pokój w rodzinie a wciąż jest jednym dzieckiem w wielkim zamku. Mieszkającym wśród krewnych, którzy często patrzą na siebie wilkiem. Aida zupełnie nie zwróciła uwagi na kwiaty. Usiadła w końcu naprzeciw ojca podciągając jedną nogę pod kolano. Ponownie słysząc chłód w głosie pana ojca Aida zesztywniała wpatrując się w ziemie. Jego słowa powoli dochodziły do uszu dziewczynki wyrządzając jej przy tym ogromny ból. Jednak strach zaczął powoli ustępować złości, którą dziewczynka starała się opanować jednak nie była wstanie. Przed oczami stanął jej obraz pani matki i ciotki, które nigdy się nie bały. Gdyby jakiś mały robaczek w tej chwili wyszedłby z ziemi najpewniej zginąłby przytłoczony spojrzeniem Aidy.
-Dla czego dziewczynki sprzedaje się obcym rodom a chłopcy mogą sobie robić co chcą. Czemu ja mam usługiwać jakiemuś mężczyźnie, który może mi nawet pięt nie dorastać. Czy naprawdę moim przeznaczeniem jest żyć z mężczyzną który zagwarantuje Dorne więcej?Po co te całe nauki skoro moja rola zalicza się jedynie do płodzenia potomków?- Nie bardzo wiedziała na czym to wszystko polega. Jednak chowając się wśród cieni nie raz z różnych komnat dochodziły ją krzyki. Nie mogła sobie wyobrazić siebie zamkniętą gdzieś we dworze na drugim końcu świata. Bała się. cholernie się bała ale była zbyt dumna by kogokolwiek prosić o pomoc. Szybkim ruchem ręki otarła łzy zanim zdążyły opaść na ziemię. Tak czy inaczej pękła bańka mydlana szczęśliwego ojca z córką. No cóż kiedyś moment buntu nadejść musiał i tak się złożyło, że to właśnie Edric oberwał, jako pierwszy. Kierowana emocjami a nie zdrowym rozsądkiem podniosła w końcu wzrok. Jej spojrzenie nie różniło się zbytnio od tego, jakie zazwyczaj widywała na twarzach swoich bliski. Tak samo zimne i ostre… Była córką swoich rodziców czy się to komuś podobało…czy nie. Na ostatnie słowa już nie odpowiedziała ponownie opuszczając wzrok Głupie dziecko! Wstań, przeproś i uciekaj! Krzyczało całe jej ciało. Drgnęła niespokojnie chcąc wykonać własne polecenia. Nie! Siedź spokojnie. Na ucieczkę przyjdzie jeszcze czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
148
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Pią Maj 10, 2013 8:43 pm

To było znacznie cięższe, niż mógłby się spodziewać. Pozbawienie głów stu jeńców? Edric wyda rozkaz bez mrugnięcia oka. Ale konfrontacja z własną córką, która na domiar złego głosi poglądy, za które można zawisnąć? Nie, to ponad siły, nawet dla Martella. Podparł dłonią podbródek, wpatrując się czujnie we własną córkę. Gdyby poświęcał jej więcej czasu, gdy była dzieckiem... a przynajmniej mniejszym dzieckiem niż teraz, może tak karygodne błędy w wychowaniu nie miałby miejsca i teraz ich rozmowa potoczyłaby się zupełnie inaczej. Może, może... gdybanie nie pomoże. A słowa zdziałają więcej niż spóźnione próby ponownego kształtowania światopoglądu.
- Twoja pierwsza egzekucja powinna być wyjątkowa. Tak, byś nigdy więcej nie chciała zobaczyć jej ponownie. - Edric oderwał wzrok od Aidy i skupił go na kwiatku, którego trzymał w dłoni. Sam doskonale pamiętał pierwszą egzekucję, jaką widział. Stracili wtedy tuzin dezerterów z wojska... nie, nie ucięli im głów - to byłoby zbyt łatwe. Najpierw wyrwali im języki, by nie mogli odnaleźć ulgi nawet w krzyku, a później, powoli, powolutku rozrywali końmi. Jednego za drugim, aż na samym końcu zamiast piasku na dziedzińcu pozostało jedynie krwawe błoto. Takich rzeczy nigdy się nie zapomina. Mogą stać się nocnym koszmarem, albo... niedoścignionym wzorem do naśladowania.
- Nie do końca to miałem na myśli... - uśmiechnął się mimowolnie pod nosem, wypuszczając kwiat z dłoni. - Bogowie mają niewiele do gadania, kiedy w grę wchodzi walka o przetrwanie. - o czym sam Martell niejednokrotnie się przekonał. Można wzywać Pana Światła, Siedmiu albo Starych Bogów - kiedy nad karkiem wisi ostrze miecza, żaden z nich nie wyrywa się do pomocy. Właściwie to... wręcz nie mogą się doczekać śmierci kolejnego z wiernych. I niewiernych również. Edric poruszył się nerwowo, czując jak coś, wolał nie wnikać co konkretnie, uwiera go w tyłek. Powrót na łono natury był złym pomysłem, zwłaszcza, gdy nie masz pojęcia pomiędzy jakimi kwiatami siedzisz i... kiedy masz na nazwisko Martell. Nieustanny wyścig szczurów ciągle trwa. Książę zdmuchnął z nosa pojedynczy pyłek i wsłuchał się w słowa córki, ponownie przybierając na twarz maskę nieustępliwości. Ta rozmowa już dawno straciła niewinny urok.
- Aido, masz rację. Małżeństwo to transakcja. Albo zainwestujesz dobrze i czerpiesz z niego korzyści, albo... przez resztę życia ponosisz odpowiedzialność za lekkomyślność swych rodziców. - Edric uśmiechnął się krzywo pod nosem, obracając pomiędzy palcami jaskrawożółty płatek. Nie był wyjątkiem od tej reguły. - Ale pamiętaj o jednym. W tym układzie to chłopcy są w gorszej sytuacji. To oni zaznali przed ożenkiem wolności i to oni wiedzą, co tracą. Dla kobiet małżeństwo to niepowtarzalna możliwość wyrwania się spod skrzydeł septy i czujnego wzroku rodziców. - książę wytarł dłonie w lekki materiał spodni, po czym podniósł się z trawy, wpatrując w córkę z góry. - Nie zapominaj, że jesteś z Martellów. Rolą naszych kobiet nie jest rodzenie potomków, ale kontrolowanie swojego męża właśnie poprzez możliwość dania mu dziecka. Nie uważaj się za ofiarę niesprawiedliwego systemu, bo nią nie jesteś. Znajdź siłę i udowodnij samej sobie, że możesz więcej niż ktokolwiek sądzi. A teraz... - kiwnął lekko głową w stronę majaczącego pomiędzy liśćmi wyjścia z ogrodu. - ... znajdź septę i postaraj do końca dnia nie uciekać z pałacu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
25
Join date :
05/05/2013

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Pią Maj 10, 2013 9:22 pm

Pewnie miał rację, ale Aida nic nie powiedziała. W swoich grubych książkach czytała o niejednej wojnie i o milionach zdrajców. Czytając stare słowa nie raz widziała wszystko oczyma wyobraźni jednak była to wciąż wyobraźnia dziecka. Zmącona wizja szarej brutalnej rzeczywistości, do której Aida nie chciała wejść, ale mijające lata coraz bardziej popychały ją w tamtą stronę.
- Jeden ze strażników powiedział mi kiedyś, że bogowie nie słuchają ludzkich modłów bo bawi ich nasze cierpienie. Gdy obdarzą cię w końcu łaską to tylko dla tego by szybko ci ją odebrać.- Kolejne słowa która zbyt mocno utknęły jej w pamięci. Może powinna przestać rozmawiać z mieszkańcami zamku i siedzieć cicho jak na damę przystało. Zbyt mocno brała sobie wszystko do serca i nigdy nie potrafiła rozróżnić szczerych słów od ironii. Prawdopodobnie kiedyś doprowadzi ją to do zguby, ale znając jej szczęście nastąpi to prędzej niż później.
Słuchała milcząc starając się wyglądać nie wzruszenie. Dopiero słysząc wzmiankę o klatce zmarszczyła brwi patrząc na niego swoimi wielkimi oczami. Próbował ją przekonać? Tak to było pewne, ale to było wciąż za mało. Jednak słowa o kierowaniu swoim przyszłym panem wyryły się jej w głowie zostając już w niej prawdopodobnie do końca życia. Na wzmiankę o ucieczce można było dostrzec błysk w jej oczach. Podniosła się w końcu z ziemi otrzepując się z ziemi i kwiatów.
-Wybacz mój panie- nie patrzyła na niego potulnie opuszając w głowę. Nie robiła tego ze skruchy, ale z poczucia wyższego obowiązku- Powinnam wiedzieć, że należy trzymać język za zębami i następnym razem zasnuje się do twych słów. Wierzę, że pan ojciec wraz z panią matką wybiorą mi wspaniałego męża. Którego z chęcią poślubię by przysłużyć się mojej ojczyźnie. Będę się modlić do Matki by dała ci dziecko, które napełni cię dumą tak jak i całe Dorne- Gdyby ktoś w tej chwili wszedł do ogrodu i usłyszał jej słowa mógłby w nie spokojnie uwierzyć. Dorne potrzebowało księżniczki i Aida mu ją da. Skłoniła się przed nim nisko i odeszła. Znalezienie septy nie było problemem. Dziewczynka wmówiła jej, że bardzo źle się czuje dla tego odesłano ją do pokoju. Gdy maester przyniósł jej mleko makowe by mogła spokojnie zasnąć Aida wylała je do donicy z kwiatami. Przez resztę dnia wpatrywała się w horyzont. Gdy słońca zniżało się ku zachodowi Aida przypomniała sobie cytat z jednej z pieśni. Zmierzch nie jest częścią dnia lecz nocy. Szybko przebrała się w ubrania które kiedyś wykupiła od córki służącej i nałożyła na siebie ciemny płacz. Zabrała ze sobą kilka złotych monet i sztylet tak dla własnego bezpieczeństwa. Pod pościelą uformowała ludzki kształt a 20 minut później była już poza granicami pałacu. Dorne będzie miało swoją księżniczkę…ale jutro.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Czw Cze 20, 2013 9:50 am

Vestan powoli pokonywał kolejne stopnie prowadzące do Wiszących Ogrodów - prawdziwe dzieło ludzkich rąk, które stworzyły zielone płuca Słonecznej Włóczni. Szkoda, że w Tor nie ma takich budowniczych. Wilgotny, wietrzny, morski klimat Dornijskiego Morza na pewno korzystnie wpływałby na rosnące w ogrodach rośliny. Kto wie, może kiedyś, jako Lord Jordayne postara się o takie cudo w swoim mieście?
Na razie jednak zszedł na ziemię. Droga do siedziby rodu Martellów była dość długa i męcząca, mimo sprzyjającej pogody. Fale były spokojne, a słońce przyjemnie ogrzewało plecy młodzieńca. To pozwoliło mu uniknąć kłopotów z prowadzeniem jego lekkiego statku typu kogi, który pozostawił w przystani. Jak na średnio zaawansowanego żeglarza poradził sobie całkiem nieźle w swoim mniemaniu. Na najwyższym punkcie powiesił sztandar rodu Jordayne. Niech mieszkańcy dowiedzą się, że przybył jego przedstawiciel - najstarszy syn Lorda Trebora. Oczywiście nie puszył się jak paw, po prostu jego rodzina dawno nie odwiedzała tego miejsca. Wspominając ostatnią wizytę tutaj, Vestan pomyślał o malutkiej wtedy Lynette Martell, która była cudownej urody niemowlęciem. O ile dobrze pamiętał miał wtedy ponad sześć lat i patrzył z uwielbieniem na lico małej dziewczynki. Siedem lat później w rodzinnym Tor pojawiły się bliźniaki, które zapewniły radość całemu miastu i rządzącemu nim rodowi.
Pokonał już ponad połowę stopni. Niedługo wejdzie na szczyt i zazna błogiego cienia, którego tak mu brakowało. Rozejrzał się wkoło.
Biorąc pod uwagę, że tylko nieliczni mieli tu wstęp był nieco skrępowany wchodzeniem tutaj. Jednak jako syn Lorda Jordayne nie będzie stanowił ewentualnego problemu. Podziwiał gatunki roślin, które tutaj rosły. Z zachwytem dotykał aksamitne liście niektórych z nich. Jeszcze inne wydzielały błogi zapach - tak inny od woni morskiej bryzy, czy smrodu spoconego od słońca ciała. Vestan usiadł na skraju murku, tuż przy wejściu. Delektował się panującym tu cieniem i chłodem zarazem. Zza pazuchy wyciągnął bukłak z wodą i pociągnął solidny łyk. Patrzył teraz na Słoneczną Włócznię. Piękne, rozległe miasto. Dorne mogło być dumne z takiej stolicy - prawdziwy cud architektury. Rozmyślał o tym, co powiedział mu ojciec przed odpłynięciem.
"Pamiętaj, że jako mój najstarszy syn masz zachować dobre imię mojego rodu. Gdy będziesz w Słonecznej Włóczni, postaraj się nawiązywać dobre kontakty. A gdy dane Ci będzie obcować z rodziną Martellów zachowaj najwyższy szacunek i pokorę. Wysyłam Cię do stolicy w celu sprowadzenia kolorowego atramentu dla naszej gildii skrybów. Jako ich dowódca sam dobrze wiesz, ile wysłanych listów pochłania dyplomacja. Dobrze by również było, gdybyś zorientował się na rynku morskiej soli i przypraw. Chciałbym eksportować te dobra, zważając na to, że Tor posiada ich znaczne ilości" - ciepły głos ojca rozbrzmiewał w jego głowie. Na razie musiał jednak chwilkę odpocząć. Potem uda się na lokalny rynek. Z jednego z mieszków przy biodrze wyciągnął suszone daktyle. Skosztował jednego z nich by nasycić jego wspaniałym smakiem swoje podniebienie.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Czw Cze 20, 2013 10:39 am

MG



Jak dobrze mieć miejsce, w którym można odpocząć. Wilgotne, zacienione i chłodne ogrody są wspaniałą odmianą po suchej pustyni, prażącym słońcu i wszechobecnym, gorącym piasku. W dzień ogrody tętniły życiem, między drzewami i fontannami biegały nagie dzieciaki, krzycząc i bawiąc się. Damy i panowie siedzieli na ławach rozmawiając, albo zwyczajnie ciesząc się ulgą, służba również kręciła się tu i ówdzie, zarówno Ci którzy usługiwali swojemu państwu, jak i opiekunowie tego miejsca. Takie ogrody wymagały dużo troski, by drzewa były zdrowe, kwiaty piękne, a kanały nawadniające zawsze drożne.

Kolejnym gościem oazy był Vestan, najstarszy syn rodu jego ojca. Po podróży jak i inni przyszedł odpocząć. Od tych ogrodów mogą być wspanialsze tylko te w pałacu Martellów, które tętniły życiem niemal całą dobę.
Vestan siedziała pogryzając daktyle, w cieniu, na murku, schowany za krzewem o wielkich liściach, które nadawałby się na wachlarze. Niedaleko niego rozległy się jakieś szepty, poruszenie, może przejęty, zdenerwowany chichot, ale nikt się nie pojawił. Najwyraźniej ktoś zajął miejsce niedaleko, nie zdają sobie sprawy z obecności.
-Słyszałaś co się dzieje?
-Ale o czym mówisz?
-No jak o czym? O wojnie! - rozmawiały dwa kobiece, stosunkowo młode głosy.
-Jakiej wojnie?
-Głupia jesteś czy głucha Carmen? - Po sposobie wypowiedzi można było wnioskować, że to służki, albo nisko urodzone dziewczyny, które opiekowały się ogrodami, a teraz schowały się by w spokoju poplotkować. -Wojnie, na północy. Nawet Martellowie coś szykują. Ale co się tam dzieje, to głowa mała. Dorzecze napadło na Orle Gniazdo i był zamach na króla. Podobno to ma coś ze sobą wspólnego, ale nikt nie wie. Każdy gada.
-Na smoka ktoś łapę podniósł?
- No tak słyszałam. Słuchaj mało tego, moja koleżanka podsłyszała na targu, że Jelenie knują cos poza tym. Niby pomagają w Dolinie obrońcą, ale szykują się na nas. Niby wszystko fajnie, a tu pach, wjadą do Dorne.
-Nie możliwe. Dlaczego? Przecież... jak to?
-Jak to jak to. A dlaczego jedni biją drugich. Dla zabawy, albo zysku, albo jedno i drugie.
-Ale mamy Lorda, armię i w ogóle.
-Aleś Ty naiwna Carmen. Podobno Lorda chcą zabić przed najazdem.
-nie może być... a może... ale... Lord przyjął ostatnio kilka nowych osób na usługi... - kobiety rozmawiały z przejęciem, czasem mówiąc głośniej, czasem ściszając głosy, by nikt ich nie wydybał i nie zagonił do znowu do pracy. Ale o czym one właściwie mówiły?! Zamach? Wojna?! Jelenie?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Czw Cze 20, 2013 1:07 pm

Początkowo ich nie zauważył. Byli jednak wszędzie - prości ludzie, mieszkańcy Słonecznej Włóczni. Kiedyś myślał, że Wiszące Ogrody były miejscem, odwiedzanym jedynie przez rodzinę książęcą oraz ich najbliższych współpracowników. Dobrze jednak się stało, że Martellowie - znani z pokory i uprzejmości, udostępnili to miejsce również innym obywatelom miasta. Nadawało to temu miejscu życia oraz energii. Słyszał teraz różne głosy, rozmowy. Panie chichotały między sobą, mężczyźni rozmawiali o militariach. Jego uwagę przykuła jednak rozmowa dwóch kobiet, które siadły obok niego. Nastawił uszu, wyostrzył słuch, po czym chwytał każde słowo owej konwersacji. Wyglądało na to, że to zwykłe plotki. Tego typu rozmowy były prowadzone na całym świecie. W każdym jego zakątku. Jedna osoba coś usłyszała i przekazała drugiej, ta kolejnej, a ta zaś następnej - ot, cała siła plotki. Jego rozum nie dowierzał temu co słyszy.
Rodziny Tullych i Arrynów mieszkały obok siebie, były bliskimi sąsiadami, jednak nie widział powodów dla którego miałyby siebie nawzajem atakować. Dorne od dawien dawna nie wtrącało się w sprawy reszty Westeros. Zawsze było oazą spokoju i harmonii. Rzadko zaznawali też wojen, ponieważ mało kto wytrzymałby południowe, prażące słońce oraz pustynne równiny czy te burze piaskowe, które tak często ich nawiedzały. Dlatego dziwił się, że "Martellowie coś szykują". To do nich niepodobne. Mają względnie przyjazne bądź neutralne stosunki z innymi wielkimi rodami, nie słyszał zaś o wrogich w stosunku do nikogo.
Zamach na króla odbiłby się szerokim echem, nawet tutaj, a skoro Jordayne nic o tym nie słyszał również temu nie dowierzał. Kto by chciał rozgniewać smoka? Sama myśl o tym wzmagała dreszcze i niespokojne myśli. W momencie rozmyślania o tym trafił na twardszą pestkę, o mały włos nie tracąc części zęba. Rzucił pestkę za siebie, byleby tylko nie śmiecić Wiszących Ogrodów. Myślał, że zaraz oszaleje od tego natłoku bzdur.
O Jeleniach słyszał z książek i od nauczycieli. To potoczna nazwa rodu Baratheon, władców Ziem Burzy. Tutaj również nie doszukał się powodów napaści - nuda, czy chęć zabawy byłyby zbyt błahym powodem - dobrze wiedział, że żaden władca nie mógłby sobie na to pozwolić. Nie z takich pobudek. 
Jednak ta z pozoru głupia rozmowa nie dawała mu spokoju. Musiał to gdzieś potwierdzić. Musiał wiedzieć, że to on ma rację, że to tylko plotki. Najlepiej byłoby, gdyby udało porozmawiać się z którymś z Martellów, przy okazji poruszając tematy handlowe. Nie lubił jednak wpraszać się na książęcy dwór, zwłaszcza z tak błahych pobudek. Odwrócił się w stronę pań. Jego ciemne oczy spoczęły najpierw na ich twarzach, potem zaś biustach. Uśmiechnął się pod nosem, po czym pomyślał: "Te głupiutkie zawsze wynagrodzone są przez Bogów urodą...".

- Drogie panie - zwrócił się do nich w szarmancki sposób. - A któż to takie ponure wieści do Dorne niesie? Chyba nie chcecie siać fermentu i niepokoju w naszej oazie spokoju, zwłaszcza tu, w Wiszących Ogrodach, prawda? Skąd wiecie o tych rzeczach? Przecież to tylko plotki... - prychnął, dając znak swojemu niezadowoleniu.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Czw Cze 20, 2013 2:43 pm

MG



Żeby dostać się do rozmawiających pań, Vesten musiał odgarnąć liście krzewu, który dzielił je od kobiet i reszty ogrodów. Dziewczęta pisnęły i poderwały się na nogi nie spodziewając się, że ktoś tak blisko nich siedzi. Ubrane były skromnie, wyglądały na służki dam dworu. –Witaj Panie. – przywitały się natychmiast i skłoniły. –Wybacz, że zakłóciłyśmy Twój wypoczynek, nie wiedziałyśmy. – zaczęła tłumaczyć jedna z nich, po czym obie znowu lekko dygnęły. Obie miały brązowe kłaki upięte na modę Dorne i leciutkie, skromne odzienia, odpowiednie dla ich pozycji. Gdy Męzczyzna zadał im pytania popatrzały po sobie i milczały chwile nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć. –Wszyscy o tym mówią dobry panie. Na targach i bazarach, handlarze, rybacy, podróżnicy. O wojnie głośno. – Odpowiedziała jedna. –A Martellowie naprawdę przyjęli ostatnio kilka nowych osób na służbę do pałacu. Wiem, bo sama tam służę, kiedy Starszy Ogrodu nie potrzebuje mojej pomocy. – Dodała szybko druga, tonem takim, jakby chciała się wytłumaczyć, albo usprawiedliwić. –Panie nie wiemy czy to plotki czy nie, rozmawiałyśmy co słyszałyśmy. Racz nam wybaczyć długie języki… oddalimy się jeśli pozwolisz. – Powiedziała ta pierwsza po czym obie natychmiast się skłoniły, ale czekały na pozwolenie odejścia.

Proszę, dialogi pisz pogrubione, a myśli jedynie kursywą dobrze. To ogólnoprzyjęta norma. Dzięki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Czw Cze 20, 2013 3:08 pm

Wybuchnął śmiechem, gdy tylko udało mu się nastraszyć plotkujące służki. Tak bardzo wciągnęła go ich rozmowa, że nawet nie zauważył, że rzeczywiście dzieli ich krzew. Reakcja kobiet była bardzo gwałtowna, co najmniej jakby zobaczyły mityczne stworzenie - smoka, krakena tudzież męża cudzołożącego z kochanką w ich własnym małżeńskim łożu. Uśmiechnął się do dziewcząt.
- Nie macie za co przepraszać. Wasza rozmowa nie była zbyt głośna, ani zbyt wulgarna. Przekazujecie tylko plotkę. Nie mam nic do służących - przecież wszyscy jesteśmy równi, jesteśmy takimi samymi ludźmi. Zarówno ja jak i Wy mamy swoje wady i zalety. Traf chciał, że ja jestem synem lorda, który nie musi się o nic martwić, a Wy musicie zapracować na godne życie. Vestan Jordayne, miło mi poznać - tu znów otaksował wzrokiem sylwetki dwóch kobiet. Ucałował ręce obydwu z nich, przy okazji wyczuwając woń ich ciał. Ah, ta dornijska uroda. Ogniste bestie... - przygryzł wargi, jakby w akcie zaznawania duchowej rozkoszy. 
- Czyli mówisz o nowych służących? - zwrócił się do tej, która o nich wspominała. - Czy możesz mi powiedzieć co nieco o ich tożsamości - kim są, jak wyglądają i najważniejsze - czy zachowują się podejrzanie? 

Owszem, w podaniach i legendach czytywało się, że służący byli często najmowani przez wrogów rodzin królewskich, aby pomóc w sekretnym zabójstwie danego władcy. Biedni ludzie byli łakomi na pieniądze, nie brzydzili się dokonywać okrutnych czynów w imię zarobienia pokaźnej ilości monet. 
Złapał się na tym, że w Słonecznej Włóczni przebywał dopiero jeden dzień. Być może do Tor nie dotarły jeszcze te wieści. A to wszystko ze względu na jego sceptycyzm do nieprawdopodobnych historii. Najwyraźniej tę należało dokładnie sprawdzić. Skoro istnieje naoczny świadek - popatrzył w oczy kobiety. Nie, nie. Te oczy nie mogły kłamać. 
- Nie odchodźcie proszę. Dopiero co wróciłem z podróży, miło będzie spędzić jeszcze trochę czasu w Waszym towarzystwie. Porozmawiamy o tym, co dzieje się w stolicy. Obiecuję tego nie wykorzystywać. Jestem synem lorda Jordayne. Nie rzucamy słów na wiatr, ani nie wykorzystujemy słabszych. 
Rozejrzał się wokół. Dobrze by było, gdybym znalazł jakiś sposób na spotkanie z rodem Martellów...
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
25
Join date :
05/05/2013

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Czw Cze 20, 2013 3:26 pm

Musiała znaleźć sobie nowe kryjówki albo zawrzeć nowe znajomości ponieważ miejscy strażnicy zbyt szybko rozpoznawali ją w tłumie pospólstwa.  Ubierała się w łachmany, brudziła twarz i targała włosy ale czyjeś ciemne oczy zawsze ją zauważyły. Już nie raz myślał o ścięciu burzy ciemnych włosów ale przecież trudno było by to ukryć przed licznymi piastunkami. Po tym jak poprzedniego dnia strażnicy przyprowadzili ją do pałacu septa zamknęła ją w komnacie zakazując wychodzenia. Posłusznie siedziała tam może z godzinę albo półtora czytając ulubione książki lub bawiąc się lalkami. Jej cierpliwości wyczerpała się gdy z ogrodów doszły ją odgłosy walki.  Chłopcy tłukli się drewnianymi mieczami udając przy tym wielkich rycerzy. Aida z miejsca zapragnęła się do nich przyłączyć. Spod obluzowanej deski w podłodze wyciągnęła klucz do swojego pokoju i szybko popędziła w stronę ogrodów. Jak zwykle było tam mnóstwo ludzi którzy skrywali się w cieniu drzew przed palącym słońcem Dorne. Chłopcy i reszta ich towarzyszy skłonili się w pas na jej widok i bez zająknięcia pozwolili się przyłączyć do treningu. Najpierw walczyła z najmniejszym z całej paczki do szybko powalając  go na ziemię. Ostatnimi czasy coraz częściej wkładano jej broń do ręki. W przyszłości miała zostać panią tych ziemi i większość krewnych nalegała na to by nauczyła się chronić nie tylko siebie ale  i innych.  Walka z pozostałą dwójką trwała znacznie dłużej i przysporzyła Aidzie kilka nowych siniaków do kolekcji ale mała księżniczka nie narzekała i zażądała nowego przeciwnika. Chłopak który stanął naprzeciw niej  nie wyglądał na Dornijczyka. Jasna karnacja i blond włosy wskazywały na to, że był  giermkiem z północy. Dla Aidy wszędzie poza Dorne była północ i nie dawała sobie wmówić, że jest inaczej. Chłopak powalił na ziemię w dwóch uderzeniach. Gdy wylądowała na ziemi  pomógł jej wstać i wyraził swoją skruchę na co dziewczynka zareagowała śmiechem. Zapewniła go, że  jeszcze się potkają i odeszła. Starała się iść prosto ale ból w nodze zmuszał ją do lekkiego utykania. Gdy usiadła na niewielkim murze tuż przy filarze zdała sobie sprawę, że po nodze cieknie jej stróżka krwi. Starając się zatamować krwawienie przez przypadek usłyszała rozmowę dwóch służek.  Serce podeszło jej do gardła myśląc o pani matce i ciotce które wciąż nie wróciły ze stolicy. Wiadomość o planowanym ataku na Dorne wobec poprzednich rewelacji nie zrobił na niej najmniejszego wrażenia. Była zbyt pewna potęgi Dorne i jego słonecznych piasków by bać się tam jakiś jeleni. Nawet smoki nie potrafiły pokonać Dorne a co dopiero jakiś podrzędny ród. Słuchała jednak dalej w milczeniu mając nadzieję, że dowie się czego jeszcze niestety dziewki przestraszyły się Lorda Jordayne. Dziewczynka podniosła się z miejsca gromiąc służące oburzonym spojrzeniem.

-Nie powinieneś być dla nich taki pobłażliwy. Rozpowiedzą te plotki dalej szerząc jedynie panikę wśród biednych mieszkańców naszego miasta. Gdyby miały choć trochę rozumu w głowie wiedziałyby, że nam nic nie zagraża. Ci który odważą się podnieść rękę na Dorne nigdy nie zobaczą jej z powrotem- zimny i władczy ton nie pasował do wątłego ciałka małej księżniczki ale praktyka czyni mistrza. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Czw Cze 20, 2013 10:03 pm

Sytuacja robiła się coraz bardziej ciekawa. Wpadł w niemałe osłupienie, gdy mała, drobna, umorusana dziewczynka zaczęła zwracać mu uwagę. Miała temperament oraz tupet, by to robić. W niej również najwyraźniej płynęła gorąca, dornijska krew. Spojrzał na strużkę krwi na jej nodze. Wzięła się dosłownie spod ziemi, nie wiedział nawet kim jest, lecz starał się być miły. Jak zawsze.

- Pobłażliwy? Czy nie uważasz, że wszyscy jesteśmy równi? Plotki będą opowiadane zawsze, nie uchronisz się od tego. Sama powiedziałaś, że ci, którzy mają rozum dojdą do wniosku, że nie są one warte uwagi, a jedynie karmą ciekawskie umysły prostego ludu, że nie ma w nich krzty prawdy. Dlaczego się więc ich bać moja droga? - spodobało mu się jej ostatnie stwierdzenie, brzmiało tak dumnie.

- Widzę, że mam do czynienia z dumną mieszkanką Dorne i chyba plotkami naraziliśmy czyjś honor - tu zwrócił się do dam. Ponownie przerzucił swój wzrok na dziewczynkę.
- A może Ty znasz prawdę? Co planuje rodzina Martellów, czy przyjęto nową służbę oraz ile prawdy jest w wojnie pomiędzy Arrynami a Tullymi?
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
25
Join date :
05/05/2013

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Pią Cze 21, 2013 7:18 am

Nie wiedział kim jest. Aida widziała to po jego oczach ale to ją wcale nie speszyło lecz dodało jej skrzydeł. Uwielbiała gdy ludzie przestali na nią patrzeć przez pryzmat rodu i zajmowanej pozycji.
-Ponieważ strach tknie w głębiej niż miecz. Na ulicach pełno jest starych kobiet i rozbrykanych dzieci  którzy skłonni są uwierzyć w podobne słowa. Jeden poruszony kamyk może spowodować lawinę która może mieć katastrofalne skutki wśród ludzi. Nie ma nic gorszego niż panika.- Sama była trochę zaskoczona własnymi słowami. Wyglądało jednak na to, że czasem słuchała swoich nauczycieli a czytanie opasłych tomów nie polegało jedynie na przerzucaniu stron. Trwała w swym silnym władczym tonie w głowie mając rodzinne motto. Nie mogła przecież uśmiechnąć się niewinnie, uciec z powrotem do zabawy i udawać że nic się nie stało. Nie chciała przyznać, że plotki nie naraziły jej honoru lecz spowodowały strach. Który  jeszcze przed kilkoma minutami dało się dostrzec w jej wielkim zielonych oczach.  Przypuszczając podobny atak nie chciała zagnić służek za marnowanie czasu na głupie plotki ale przekonać siebie, że jej strach jest bezpodstawny. Pan ojciec z pewnością by się tym nie przejął znając od dawna całą prawdę a pani matka poszłaby porozmawiać z bardziej wiarygodnymi źródłami informacji. Ale ona miała jedynie osiem lat i robiła co mogła by nie wyjść na małą rozpuszczoną księżniczkę.

-Czy coś planuje nie wiem nie zaprasza się mnie na wojenne zgromadzenia.- Co wcale nie oznacza, że jej na nich nie ma.- A co do służby możesz być pewien mój lordzie, że to nie prawda. Martellowie nie ufają byle komu- a tak  w zasadzie nie ufają nikomu bo przecież zawsze ktoś okazuje się zdrajcą. Tą lekcje już dawno pojęła gdy bawiła się niegdyś z panią babcią która tak bardzo chciała z niej zrobić inteligentną młodą księżniczkę. - A co do wojny z pewnością doszło do jakiegoś ataku. Plotki choć często przesycone są kłamstwami nie biorą się znikąd i już nie raz bywało, że miały żelazne podstawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Pią Cze 21, 2013 8:08 am

MG


Do rozmowy dołączyła umorusana dziewczynka. Skąd się wzięła? Tego sami bogowie nie wiedzą, wyrosła jak spod ziemi i od razu zaczęła pouczać mężczyznę. Służki zaś pisnęły i skłoniły się nisko. -Księżniczko... - przywitała jedna, a kiedy mała zajęła się dalszą rozmową z obcym przystojniakiem, dziewczyny, tyłem wycofały się i dały nogę. To nie było miejsce dla niech, a skoro możni zajęli się sobą nic tam po nich.

Dziewczynka, mimo, że brudna i posiniaczona, która wyglądała na dziecko jakiegoś pomniejszego lorda, albo bękarta, wysławiała się jak mała dama, do tego określenie księżniczko. Mogło to wywołać mętlik w głowie. Zestawiły się w tej małej postaci takie sprzeczności!

Rozmowa trwała, nikt nie przeszkadzał.


Vestan: Słowa służek Cię zaniepokoiły, masz przeczycie, że to mogą być coś więcej niż plotki. W końcu w każdej opowieści kryje się ziarno prawdy. Co jeśli Lord Dorne faktycznie był w niebezpieczeństwie.

Aida: Odpowiedziałaś pewnie na pytanie o służbie, ale uświadamiasz sobie, że suma summarum nie wiesz czy w ciągu ostatnich tygodni nie doszło wam nowej służby. Wszystko możliwe, a Ty się przecież tym nie interesujesz.


Póki co gracie sami. Vestan daj znać jeśli będziesz chciał spotkać się z Lordem i uda Ci się przekonać Aidę żeby Cię doń zaprowadziła, albo jak wymyślisz inny sposób na dostanie się tam. Maszyna ruszyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Pią Cze 21, 2013 10:39 am

Zamyślił się przez chwilę wbijając wzrok w kamienne chodniki wyściełane w Wiszących Ogrodach. Słuchał dziewczynki i zastanawiał się ile ma w sobie mądrości. Z tego co pamiętał, gdy on był mniej więcej w jej wieku biegał po Tor bawiąc się w groźnych piratów. Kompletnie skupiła na sobie jego uwagę. Nawet dwie niezwykle atrakcyjne służki straciły dla niego znaczenie. Piękne kobiety są wszędzie, trzeba tylko dobrze poszukać, a tak ciekawych osobowości jak nowa rozmówczyni ciężko znaleźć, zwłaszcza na rozległym, pustynnym Dorne. 
Zmarszczył brwi w zadumie słysząc o tym, że nie zapraszają jej na wojenne zgromadzenia. Nie zapraszają Cię, bo jesteś ośmiolatką. Owszem, bardzo inteligentną i sprytną, jednakże... - znów chwilę się zamyślił. A co jeśli... Nie, to nie możliwe. Słyszałem o tym, że niektóre znane osobistości lubiły skrywać się pod jakimś alter ego. Miało to miejsce w niemal każdym królewskim dworze na świecie. Jednakże ton w jakim mówi... Nie, nie. Wyrzuć to z głowy. Przez chwilę był gotowy pomyśleć, że ma do czynienia z jedną z członkiń rodu Martell. 
Tylko skąd wiedziałaby o służbie?... Słyszało się o tym, że dzieci niektórych służek były niezwykle doinformowane ze względu na matki podatne na plotki. Te dzieci brylowały potem w towarzystwie serwując różne ciekawostki z królewskiego, książęcego czy lordowskiego dworu.
Z jednej strony służące na dworze Lorda Dorne, z drugiej nieznana mu dziewczynka, której lepiej z oczu patrzy, bo wykazuje się charyzmą i inteligencją... I komu tu wierzyć?
To co stało się potem przerosło jego oczekiwania. Księżniczko?! Ale jak to?.... Zaraz. Jego oczy powiększyły się, były rozbiegane, nie wiedział jak się zachować. Przez chwilę wdał się w polemikę z tą małą... księżniczką. Jego wywód miał jednak swoje podstawy. Dobrze podejrzewał, że coś tu nie gra. Ostatnią księżniczką którą widział była Lynette, ale i to, gdy leżała jeszcze w pieluszkach.
- Wybacz Księżniczko.... - skłonił się nisko oddając znak szacunku. - Gdybym wiedział... Chyba nie lubisz być rozpoznawana, skoro jesteś tak... ucharakteryzowana. Jak miałem ponad sześć lat, widziałem Twoją siostrę Lynette jako niemowlę. Teraz pewnie jest urodziwą księżniczką, dumą rodu Martell. A książę i księżniczka Dorne? Są obecni w Słonecznej Włóczni? Jako przedstawiciel podległego rodu Jordayne, chciałbym uzyskać audiencję u Twego ojca. Wiem, jednak, że nie będzie to łatwe, zważając na ilość spraw, jakimi musi się zajmować. Te plotki mnie jednak zaniepokoiły. Chciałbym porozmawiać z Lordem na temat sytuacji w Dorne oraz o pewnych sprawach handlowych.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
25
Join date :
05/05/2013

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Pią Cze 21, 2013 11:31 am

Gdy służki odeszły zdradzając przy okazji  jej tożsamość przewróciła niezadowolona oczami. Podobała jej się ta zabawa którą w tak niefortunny sposób przerwano.  Uśmiechnęła się w sposób bardzo uroczy pozbywając się szybko władczego tonu i nienagannej postawy. Teraz znów miała być księżniczką Dorne a nie umorusanym dzieckiem.

-Nic nie szkodzi. Nie mogłeś wiedzieć.-Przyjrzała się swojemu strojowi. Rzeczywiście wyglądała gorzej niż źle- Cóż czy można lepiej poznać zwykłych ludzi i stając się jednym z nich?- Spytała retorycznie. Te słowa wypowiedziano na jej  obronę gdy po raz pierwszy znaleziono ją poza murami miasta. Później sama jej używała do puki wszyscy już ją za dobrze znali i została uznana za przestarzałą. Słysząc słowo siostra zmarszczyła delikatnie brwi. Minęło kilka sekund zanim zdała sobie sprawę, że nowy gość bierze ją za córkę Lorda Dorne- Minęło więc wiele lat Panie odkąd ostatnim razem odwiedziłeś nasze strony. To przykre Słoneczna Włócznia zawsze stoi dla ludzi otworem. Tak księżniczka Lynette to duma naszego rodu. Aż łza się w oku kręci na myśli, że stracimy ją na rzecz innego rodu-spuściła lekko głowę będąc prawdziwie zasmuconą podobnym scenariuszem.- Jeśli chodzi o mego pana ojca nie jest mi wiadome żeby wyjechał. Widziałam go jakiś czas temu niestety moja pani matka opuściła Dorne wybierając się na koronację nowego smoczego króla.- Z początku Aida miała nieodpartą ochotę nie prostować tego błędu jednak skoro gość przyjechał w ważnych sprawach nie potrzebnie robić mu mętlik w głowie.- Mam jednak wrażenie, że szukasz lordzie mego pana dziadka i pani babki którzy oczywiście przebywają w pałacu. Wybacz powinnam się od razu przedstawić. Jestem Aida Martell córka księcia Edricka. Z pewnością znasz mego pana ojca jeśli bywałeś tu w dzieciństwie.- Przynajmniej tą sprawę miała już za sobą.- Nasz drogi lord z pewnością znajdzie dla ciebie czas. Nigdy nie odmawia audiencji przybyłym gościom. Nawet jeśli w tej chwili będzie zajęty na pewno znajdzie dla ciebie pani czas w najbliższych dniach ale nie wierzę w podobny obrót spraw.- ciekawiło ją czy jej septa przyklasnęła by gdyby to widziała. Choć pilnowała się jak mogła miała nadzieję, że nie uchybiła przybyłemu lordowi z chwilą w której oficjalnie zobaczył w niej małą Martellówne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Sob Cze 22, 2013 10:37 am

Zauważył zachowanie dziewczynki. Uśmiechnął się lekko, po czym pomyślał, że wolał poprzednie jej wcielenie. Jako butna, charakterna oraz dumna nieznajoma o wiele bardziej zaskarbiała sobie jego zaufanie. Sposób bycia typowy dla księżniczek po prostu do niej nie pasował. Zachował te myśli jednak dla siebie. Osobiste opinie niekiedy mogą zrazić innych ludzi. Popatrzył tylko na jej duże, zielone oczy i zaraz wyzbył się rozmyślań na jej temat. 
W duchu sam odpowiedział na pytanie retoryczne zadane przez umorusane dziecko. Zgadzał się z tym, dlatego wolał być jak najbliżej prostego ludu, spędzać z nim równie tyle samo czasu, co na królewskich dworach. Nie lubił chełpić się swoim pochodzeniem, tylko dlatego, żeby komuś zaimponować. Robił to tylko wtedy, gdy chciał podkreślić honor i szacunek dla rodu Jordayne.
Gdy usłyszał o Lynette, zmarszczył brwi.

- Stracimy na rzecz innego rodu? Jakiego? - zamążpójście kobiety zawsze stanowiło pewną stratę, jednakże wiązało się także z korzyściami. Wielkie Rody zawiązywały między sobą tym samym sojusze, powiększając wpływy, władzę, wojska (w razie obrony bądź chęci natarcia na jakieś tereny) a przede wszystkim ilość pieniądza w rodzinnym skarbcu. Niekiedy takie związki bywały katastrofą, męczarnią dla jednej ze stron bądź dla obydwu. Ale słyszał także o szczęśliwcach, którzy w nieznajomej jak dotąd osobie odnajdywali miłość swojego życia, kogoś o kim zawsze marzyli. Był ciekaw, za kogo Lord Dorne chciał wydać swoją córkę. Oby tylko był roztropny przy swoim wyborze...
Pozwolił sobie na odrobinę swobody i w geście pocieszenie poczochrał jej włosy.
- Uśmiechnij się. Nie tracisz jej na zawsze... - chociaż w głębi duszy nie był tego taki pewien. 
Zdziwił się, gdy zorientował się, że ma do czynienia z potomkinią Edricka - tego długowłosego, dumnego bruneta, który zawsze ubierany był jak prawdziwy, pustynny wojownik. Gdy Vestan tu był, wspomniany Edrick miał dwanaście lat. Zachowywał się zgodnie z etykietą dworską, jednak nie zwracał wtedy uwagi na sześciolatków.
Spojrzał jeszcze raz na dziewczynkę.


- Tak, masz rację. Chodzi o twojego pana dziadka i panią babkę. A więc chyba pora by odwiedzić lordowską parę. Na pewno ucieszą się na twój widok - znów się uśmiechnął. 
- Ruszamy? - spojrzał pytająco na dziewczynkę. Widział w niej wyraźny trud w zachowaniu etykiety dworskiej, wolał ją taką jaką była wcześniej.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorne
Liczba postów :
25
Join date :
05/05/2013

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Pią Cze 28, 2013 10:48 am

I Aida nie przyznawała się do swojego pochodzenia nawet jeśli chodziło o honor rodziny. Najchętniej pobyła by się swojego nazwiska ale to nie było możliwe. Chociaż gdy znalazła jedną z ksiąg w bibliotece zaczęła rozmyślać nad pewnym planem. Była tylko dzieckiem ale jej ojciec posiadał rodzeństwo które z pewnością chętnie zajęli by wyższe miejsce w kolejce do słonecznego tronu.  Nie chciała wierzyć w to, że wujek lub ciocia byli tak pazerni ale władza zmieni ludzi nawet  jeśli nie ich to z pewnością ich dzieci. Aida potrząsnęła lekko głową chcąc się skupić na obecnej sytuacji a nie dalekiej przyszłości. Dziewczyna wzruszyła delikatnie. Oficjalnie nie miała prawa wiedzieć takich rzeczy ale  plotki szybko roznoszą się zwłaszcza w pałacach.
-Słyszałam coś o lwach ale nie jestem tego pewna.- Choć miała zaledwie osiem lat nie wierzyła a coś takiego jak szczęśliwy związek.  Trudno się dziwić skoro jej rodziców łączyła jedynie ona. Zresztą ewentualny ślub ciotki oznaczał dla niej koniec zabaw spacerów i zakradania się do jej łóżka w nocy. Lynette będzie miała wtedy nowe obowiązki jako pani zamku i matka rozwrzeszczanych bachorów których Aida z pewnością nie polubi.  Dziewczynka uśmiechnęła się rozbawiona gdy zmierzwił jej włosy. Mało kto zachowywał się w stosunku do niej w tak ludzki i swobodny sposób czego zawsze bardzo jej brakowało.
-Oczywiście…przykro mi ale chyba nie znajdziesz go w zamku. Nie dawno wyjechał do wodnych ogrodów.- gdy usłyszała jak ktoś ją wolał z przerażeniem odwróciła się za siebie. Była to jej septa.-Wybacz...ale...muszę iść- nie było czasu na dwroskie ukłony. Dziewczynka popędziła przed siebie ale i tak kościste palce jej opiekunki zaścinęły się na kruchym ramieniu dziewczynki
/zw
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Czw Paź 24, 2013 11:34 am

Był zawiedziony ponieważ jego sztuka przekonywania nie była dostatecznie silna, by móc poprosić dziewczynkę o jakąkolwiek pomoc w jego sprawie. Czuł się przegrany. Opuścił ramiona w dół, lekko się zgarbił i usiadł na murku. Wbił wzrok w chłodną posadzkę tego miejsca. Patrzył za Aidą. Może się jeszcze spotkają. Teraz miał na głowie trochę inne sprawy. Musiał znaleźć inny sposób na dotarcie na dwór Słonecznej Włóczni.
Coś mu mówiło, że niedługo nie będzie tu już tak bezpiecznie.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
195
Join date :
23/06/2013

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Pon Lis 04, 2013 11:23 am

MG

Vestan chciał spotkać się z księciem Dorne, ale dopiero po przybyciu do Słonecznej Włóczni i po rozmowie z jego córką dowiedział się, że nie jest on obecny w pałacu. Cóż, mógł umówić się na audiencję za pomocą kruka, chociaż do Dorne pasowały bardziej ptaki o kolorowym upierzeniu. No, ewentualnie sępy.
Jordayne nie miał więc nic innego do roboty, jak poczekać na księcia. Wracać do siebie, aby za jakiś czas ponownie wybrać się do Słonecznej Włóczni z nadzieją, że wtedy książę będzie dostępny? To byłaby głupota. Lepiej poczekać na miejscu.
Tak więc został w Wiszących Ogrodach i napawał się roślinnością, którą był otoczony. Tak zapatrzył się na rozkoszną zieleń, że nie zauważył kamienia pod stopami. Potknął się i przewrócił.
Całe szczęście nikt nie zobaczył jego upadku!
Zanim wstał, w szczelinie muru, a dokładniej pomiędzy kamieniami z których był zbudowany zauważył coś małego, złotego i błyszczącego...
Co Vestan zrobi z tym fantem? Sięgnie po ów przedmiot? I cóż to będzie za przedmiot? A może to pułapka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   Pią Lis 08, 2013 12:16 am

Jako przedstawiciel jednego z chorążych wielkiego rodu Martell musiał wykazać daleko idącą cierpliwość w kwestii spotkania z księciem Dorne. Książę z pewnością zajęty był obowiązkami dworskim, dyplomatycznymi lub co gorsza wojskowymi. Co gorsza, ponieważ nikt o zdrowym rozsądku nie chciałby być świadkiem i zarazem uczestnikiem kolejnej wojny, która rozdarłaby i tak dawno poszarpany honor Siedmiu Królestw. Chyba, że byłby to żądny krwi barbarzyńca. Jak powszechnie wiadomo, mieszkańcy południowych ziem posiadają nie tylko gorący temperament, płynącą w ich żyłach gorącą krew, ale także gorącą głowę - są skorzy do szybkich i spontanicznych reakcji w napływie emocji.
Vestan niepokoił się także o siebie. Nie kosztował dziś gustownych win ani nie wcierał zakazanych ziół, więc nie powinien odczuwać zawrotów głowy. Traf chciał, że owe potknięcie było złośliwą ironią losu. Mężczyzna zadziałał według zasady „wszystko złote, co się świeci", a „południowcy" uwielbiają świecidełka, dlatego też, bez zbędnego zastanawiania się, wyciągnął rękę w stronę tajemniczego przedmiotu, próbując wydostać go z ukrycia. Co chwila rozglądał się dokoła, czy nikt go nie obserwuje.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Wiszące ogrody   

Powrót do góry Go down
 

Wiszące ogrody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorne :: Słoneczna Włócznia :: Pałac rodu Martell-