a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Komnata Aylwarda



 

 Komnata Aylwarda

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Komnata Aylwarda   Sob Maj 04, 2013 11:39 am

Na pierwszy rzut oka - nic wielkiego, komnata jak komnata, ze strzelistym oknem wychodzącym na wzburzoną zatokę, ulokowana w olbrzymiej wieży, podobnie jak komnaty jego rodzeństwa czy też ojca. Po chwili kontemplacji jednak - to całkiem przyzwoite pomieszczenie (jak na właściciela), z kominkiem, obszernym łożem i trofeami łowieckimi, będącymi swoistą dumą młodszego z braci. Nad wezgłowiem łózka wisi olbrzymie poroże, niegdyś noszone przez białego jelenia, którego Aylward upolował podczas jednej ze swych wypraw. Trofeum to ma szczególną wartość, głównie dlatego, że Baratheon pamiętne polowanie prawie przypłacił życiem. Na kamiennej posadzce przed kominkiem spoczywa skóra niedźwiedzia, tym razem prezent od ojca z okazji mianowania najmłodszego syna na rycerza.
Broń na ścianach pomińmy milczeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Komnata Aylwarda   Sro Lut 05, 2014 12:43 pm

/ dziedziniec

W  powietrzu unosił się ten tajemniczy zapach śniętych ryb, jaki wydycha Zatoka Rozbitków. Właśnie taka była; nie rozgraniczała wyraźnie życia od śmierci. Jako dziecko Aylward przybywał nad nią, by szukając odpowiedzi, a przypływ syczał: życie, śmierć, życie, śmierć, życie, śmierć - i Baratheon wybierał, a prawda była taka, że jedno zawsze łączyło się z drugim.
Gniew wzbiera w jego piersi jak gwałtowny, jesienny sztorm. Coraz mocniej i mocniej, aż w końcu osiąga punkt kulminacyjny i wydaje się, że nie jest możliwym, by zasiał jeszcze większe spustoszenie, wzbudził potężniejszą wściekłość wymieszaną z bólem na nowo otwartej rany.
- KTO?! - pierwsze krople krwi, padające gęsto niczym deszcz strzał i ładne jak szklane paciorki, potoczyły się po pościeli, tworząc wesoły sznureczek koloru rubinów. - Kto?! - słyszy w swym sercu narastającą nawałnicę, potężną jak łoskot bębnów. Jak głębokie westchnienie wiatru wśród drzew. Dotknął rękami twarzy, całej umazanej krwią, wściekły, lecz wciąż bezradnie nieruchomy w szerokim łożu. - Kto pozwolił wam wysłać ten jebany w rzyć list?!! - opatrzona rana pulsowała w rytm trzepoczącego w piersi serca: bo...li...li...li... jednakowy sygnał, jak bojowy róg, napływał ze wszystkich stron do udręczonego ciała. Ból przepływał wraz z krwią do każdej części ciała, cały organizm podlegał potwornemu procesowi jednoczesnego rozdzierania się na coraz drobniejsze fragmenty i natychmiastowego zrastania w coś, co znowu podlegało rozpadowi. Jedyne co mógł robić, to leżeć, słuchając, jak jego ciało wrzeszczy. Palce, śliskie od juchy, zginały się dziwnie sztywno, potrafiły jednak zacisnąć się na kawałku pergaminu i zmiąć go w brunatną, zakrwawioną kulkę, która po chwili rzucona została z zaskakującą celnością w jednego z dowódców. - Myśleliście, że tak będzie lepiej? - dysząc ciężko, porwał z szafki wypełniony do połowy dzban i pociągnął z niego długi łyk. Ciepły alkohol zapiekł w gardle. Żeby się rozgrzać, powiedział do siebie. Utrata krwi powoduje szybki spadek ciepłoty ciała. Oprócz wszystkiego mogę jeszcze umrzeć z zimna. Dopiero teraz poczuł, jak bardzo jest zmęczony i połamany. Dziwne, że przy szybszych ruchach kawałki, które kiedyś były nim, nie wysypują się, grzechocząc, na podłogę. Może tam będzie lepiej, przeszło mu przez myśl, ale rozsądek natychmiast odrzucił tę ewentualność. Śmierć to takie samo bagno jak wszystko inne.
- Teraz cała Północ… nie… może całe królestwo sądzi, że od dawna leżę zimny niczym Mur w kryptach Końca Burzy. - odkąd odzyskał przytomność, wszyscy z kółko powtarzali, jakie spotkało go szczęście. Baratheon, pogrążony w głębokim, mętnym morzu obojętności, z powodu bólu nie protestował.  Opatrzona przez maestra rana, z której wyjęli nawet niewielki, wbity tuż pod skórę odłamek, nadal była zaogniona. Makowe mleko, maści, opatrunki, fiolki, eliksiry - nie pomagały. Pijawki, nacinanie, wysysanie - budziły jedynie irytację. - I jeszcze macie czelność mówić mi, że nie mogę?! Że nie mogę wyruszyć na wesele najlepszego przyjaciela, brata krwi, człowieka, za którego przyjąłbym setkę takich ciosów?!  - strużka ciepłej wilgoci znów popłynęła z nosa. Na wargach poczuł żelazisty posmak juchy, którą splunął z pogardą.  - Nie?! W takim razie… w takim razie patrzcie. - jasne spojrzenie zabłyszczało gorączkowo, gdy Aylward nabrał kurczowo powietrza do płuc. Zacisnął z całej siły zęby, unosząc się na drżących ramionach z łoża i przesuwając w stronę jego brzegu. Jedyna myśl, którą był w stanie sformułować i powtarzać w duchu, brzmiała jak absurdalna modlitwa: bogowie, którzy odrzuciliście takich jak ja, proszę, nie pozwólcie mi krzyczeć! - Statek… przygotować statek. Wypływamy o świcie. -  roziskrzone konstelacje migotały przed jego oczami i niemal nie zauważył, kiedy podźwignął się z łoża, opierając ciężko o nocną szafę. - Jeśli zajdzie potrzeba, wyruszę wpław. - dodał ciszej, łapiąc z trudem oddech. Niebieskie oczy błyszczały gorączkowo, jednak zaciśnięte kurczowo usta wyrażały najwyższą determinację. Mógł zdychać, mógł rzygać krwią i wyć z bólu, ale jeśli zechce, dostanie się do Winterfell. Żywy.
- Spakujcie mnie. Zanieście na pokład wszystko, co pan ojciec pragnął wysłać na Północ… i to, co sam wybiorę z łupów. - pochylona głowa z burzą ciemnych jak noc, pozlepianych potem włosów przytaknęła lekko w rytm swych własnych słów. - Allya… niech Allya też płynie. - dodał cicho, ocierając drżącą dłonią mokry, lepki ślad z ust.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Komnata Aylwarda

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Komnata Rozkosz (wieża)
» Prywatna pracownia/Komnata Hiro [pierwsze piętro]
» Komnata Odyna Tragaryena
» Komnata Małej Rady
» Komnata Viserysa Targaryena

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Ziemie Burzy :: Koniec Burzy :: Siedziba rodu Baratheon-