a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Lochy Dreadfort



 

 Lochy Dreadfort

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Go??

avatar

PisanieTemat: Lochy Dreadfort   Czw Maj 02, 2013 5:03 pm



-*-

Można by powiedzieć, że Torrhen Stark specjalnie uknuł iście inteligentną intrygę mającą na celu celowe wkurzenie Boltonów. Można by powiedzieć, że intryga ta była tak skomplikowana, że nikt postronny by się nie zorientował. Można by przyznać, że to co sobie wymyślił Han było tak niebezpieczne, że nawet sam Aidan pozazdrościłby mu odwagi. Można, ale to wszystko byłoby zwyczajnym kłamstwem. Byłoby interesujące, ale byłoby kłamstwem.
Han najzwyczajniej na świecie wyszedł na spacer by powyściubiać swój nos w zupełnie nie dotyczące go sprawy, a potem jeszcze zwyczajniej, przynajmniej jak na niego, zabłądził. Wydawało mu się, że zapamiętał drogę do swojego pokoju, a raczej celi, bo inaczej tych komnat nie można nazywać. Dokładnie pamiętał, że trzeba trzy razy skręcić w lewo. Chyba jednak pomylił lewo z tym drugim lewem. Bo na pewno nie trzeba było iść tyle czasu po schodach w dół.
Jednak Han, uparty jak diabli szesnastolatek, nie mógł tak zwyczajnie się poddać i zawrócić (chociaż pewnie jakby zawrócił zabłądziłby jeszcze bardziej), musiał iść dalej przed siebie niczym osioł, który się na coś uparł. O taaak, Han był w tej chwili wielkim osłem. Nawet zdawało mu się, że cuchnie jak osioł, bo Boltonowie oczywiście nie chcieli mu zapewnić łaźni odpowiadającej jego standardom. (Tak normalnie pachniał całkiem dobrze, jak by co). Tak więc szedł po tych schodach, a dookoła niego nie było ani jednego okna by się zorientować gdzie też on zaszedł. Tak więc Hanowi zdawało się, że musi być już cholernie późno.
Młody Stark nie wiedział co Boltonowie zrobiliby z nim gdyby zastali go włóczącego się po nocy po ich zamku tak więc uważał, by nie wpaść na nikogo. I nie rzucać się w oczy.
Kiedy jednak chciał się schować za rogiem, by uniknąć spotkania z jakimś dwumetrowym strażnikiem, na kogoś wpadł.


Ostatnio zmieniony przez Han Stark dnia Nie Maj 05, 2013 11:53 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Sob Maj 04, 2013 3:14 pm

Minęło kilka dni od kiedy ciemnooka Elen, córka młynarza uciekła ze swojego domu. Było jej ciężko rozstać się ze znajomymi kątami i osobami, które kochała, ale poczucie wolności było silniejsze. Nie chciała zostać wydana za mąż nie z własnej woli, więc uciekła.
Wiedziała, że nie może iść do Winterfell, pamiętała że tam jej ojciec zawozi mąkę. Stamtąd także przyjeżdżają parobkowie z zamku, aby przywieźć ziarno. pamiętała, że dziedzice mieszkający tam nazywają się Starkowie i są bardzo poważani. Ojciec mówił o nich dość dobrze, chwalił za to, że dawali godziwą zapłatę za jego pracę. Tak więc Elen i jej rodzeństwo nie przymierało zbytnio głodem.
Elen ruszyła więc w przeciwną stronę od Winterfell. Przyszło jej iść całkiem spory kawałek, bo inny gród znajdował się dość daleko. Starała się także unikać wiosek i zabudowań ludzkich, aby nie natknąć się na osoby mogące ją rozpoznać. U jej ojca oprócz Starków meli zboże także okoliczni mieszkańcy wiosek, ich rodzina była znana w okolicy. Ciemnowłosa córka Toma Młynarza była więc powszechnie znana.
Elen więc krążyła parę dni po lasach i polach. Niestety na polowaniu i łapaniu zwierząt się nie znała, więc nie wiedziała w jaki sposób znaleźć coś do jedzenia. Kradzież? O nie, córka Toma Młynarza nigdy nie skala się czymś takim. Jednym słowem nasza ciemnooka szła bardzo głodna przez pierwsze dni ucieczki.
Wreszcie, po wielu dniach wędrówki, Elen nie wiedziała ilu, udało się jej dotrzeć do jakiegoś zamku. Nie wiedziała kto tutaj ma swoją siedzibę, ani jak nazywają się jego panowie. Ale widziała zamek. To było najważniejsze dla zmęczonej, zziębniętej i głodnej dziewczyny.
Pełna nadziei postanowiła przejść przez mury i wejść do gospody, aby pożywić się i odpocząć. Tak więc nie spodziewając się żadnych przeszkód Elen postanowiła iść do miasta i szukać spoczynku.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Sob Maj 04, 2013 8:22 pm

Niestety zamiast odnaleźć spoczynek w mieście, Elen została brutalnie napadnięta przez chowającego się od straży Torrhena Starka, najmłodszego syna lorda Starka z Winterfell. W swoich kręgach nazywanego jednak zwyczajną czarną owcą rodu. Ciągle wpadającego w kłopoty i nie z czystego przypadku, w większości była winna jego pyskata gęba. Tym sposobem znalazł się w Dreadfort, gdzie został przyprowadzony przez straże Freyów za to, że napyskował najstarszemu Freyowi. Wracając jednak do dość brutalnego spotkania Hana z Elen, to po raz kolejny chłopiec nie zrobił tego specjalnie, po prostu nie zauważył dziewczyny kiedy się cofał. Ba, właściwie to przestraszył się jej obecnością nie na żarty, jednak w ułamku sekundy się opanował i przyłożył rękę do jej ust, by przypadkiem nie krzyknęła. Naprawdę nie chciał by straż Boltonów wiedziała gdzie jest.
- Ciii, nie odzywaj się, a wybaczę ci, dziewko, że mnie wystraszyłaś i na mnie wpadłaś - wyszeptał jej. Od razu było widać, że jest o kilka statusów lepiej urodzony od niej. Nawet jeżeli jego aktualne ubranie nie było tak bogato zdobione jak to miało w zwyczaju kiedy Han mieszkał jeszcze w Winterfell. Han ku rozpaczy ojca i braci naprawdę lubił ładne ubrania, niestety w tej dziurze trudno było się postarać o cokolwiek przyzwoitego. Tak więc (przynajmniej w jego mniemaniu) aktualnie wyglądał jak włóczęga. Ale nadal było widać różnicę!
Ogólnie Han lubił wykorzystywać swoje wysokie urodzenie, bo w zasadzie było to najlepsze co tylko mógł dostać od losu. Z takim charakterem i niskim urodzeniem nie przeżyłby dziesięciu dni imienia.
Wyjrzał zza winkiel, by sprawdzić gdzie są żołnierze i dopiero wtedy puścił dziewczynę.
- Poszli sobie - oznajmił uspokojony.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Nie Maj 05, 2013 12:41 am

Elen nie znała Dreadfort. Pierwszy raz była w tym mieście dlatego też nie wiedziała jak się po nim poruszać. Z fartem udało się się jej dostać do zamku bez interwencji strażników. Nikt jej nie pytał skąd przyszła. Co może być dziwne na dworze takiego rodu jak Boltonowie. Niemniej Elen poszła w głąb grodzia. I wtedy to spotkała ją dość niemiła niespodzianka.
Została napadnięta. W pierwszej chwili wieśniaczka myślała, że jakiś złodziejaszek postanowił ja okraść. Ktoś na nią wpadł. Elena, dość wycieńczona upadła na ziemię. Po tak długiej wędrówce nie miała siły na obronę. Nieco zdezorientowana popatrzyła najpierw w kierunku wezwania pomocy, a potem dopiero na potencjalnego napastnika. Okazał się nim być młody chłopak, którego nie znała. Ale po jego odzieniu dało się zauważyć, że pochodzi on z warstwy szlachetnie i urodzonych.
Elen zdziwiło to.
- Że też nawet panowie schodzą na ścieżkę bezprawia - przemknęło jej przez myśl. - Do tego dość aroganccy - przeszło zaraz jej po głowie kiedy usłyszała odzywkę z ust młokosa. Wszak to on na nią wpadł. No ale mniejsza.
Sytuacja przedstawiała się dość dziwnie. Oto leżał na niej dość ładny, przystojny młodzieniec, szlachetnie urodzony, a ona nie wiedziała jak wyjść z tj sytuacji. W zasadzie to myślała o tym, żeby coś zjeść, Tak bardzo chciało się jej jeść. I nawet obecność kogoś przed kim powinna dygać i kłaniać się nie przesłoniła jej tego odczucia.
I cóż, leżała sobie tak, patrzyła na niedoszłego zbira i czekała na jego ruch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Nie Maj 05, 2013 12:10 pm

Uspokojony tym, że straż Boltonów odeszła sobie na dobre i ponadto nie słychać żadnych nowych niepokojących kroków w pobliżu Han odsunął się od dziewczyny na bezpieczną odległość. Niemal odruchowo strząsną z siebie niewidzialny kurz, czy brud, jak to zawsze miał w zwyczaju kiedy niespodziewanie musiał zetknąć się z pospólstwem. Taki już miał nawyk, niegrzeczny ale jednak. Aidan i reszta rodzeństwa wiele razy zwracali mu na to uwagę, ale chłopiec ani nie myślał ich posłuchać. Ani w tym temacie, ani w innych. Należał do tego rodzaju ludzi, którzy wiedzą najlepiej co jest dla nich dobre i nikt nie jest w stanie zmienić ich wartości, czy sposobu myślenia. Próbowali w domu, próbował Walder Frey, a teraz próbują Boltonowie, ale jak widać bez skutku. Bo jeżeli nawet oddanie do potrzymania skór nie mogło sprawić by siedział grzecznie w komnatach, a nie wałęsał się po zamku, to co? Dam sto smoków temu, który zna odpowiedź na to pytanie. Nawet jeżeli to będzie Elen.
Właśnie, Elen, Han dopiero po chwili zdołał się przyjrzeć dziewczynie. Wcześniej nie miał zupełnie czasu, próbując ukryć się przed złymi oczami boltońskiej straży. I musiał przyznać, że wyglądała strasznie. Brudna, w łachmanach, nie uczesana i na dodatek chuda jak przegłodzone myśliwskie psy, które któregoś dnia znaleźli konające w lesie. Han dokładnie ją sobie zlustrował i uznał, że takie coś potrzebowało dodatkowych kilkunastu posiłków, by choć trochę upodobnić się do człowieka. Oczywiście jego myśli doskonale przedstawiał wyraz jego twarzy, nie ma tak łatwo. Han nie ukrywał żadnych swoich emocji, kiedy tylko nie szło mu to na rękę.
- Tak więc... - zaczął nieporadnie Han, w zasadzie nie do końca wiedząc co ze sobą zrobić. Wtedy wpadł na genialny pomysł! Może dziewczyna jest służką i zna drogę do kuchni! Z kuchni Han z łatwością trafiłby do swojej komnaty i nie wydałoby się, że zabłądził. - Jesteś służką? - zapytał, ale wtedy zdał sobie sprawy z jeden ważnej rzeczy. Służki jednak ubierały się ciut ładniej. Ech, zaprzepaszczone szanse. A może jednak? - No nieważne, masz i tak nikomu nie mówić, że mnie widziałaś. To rozkaz.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Nie Maj 05, 2013 12:44 pm

Elen wiedziała już co oznacza niechęć i wyższość tych lepiej urodzonych. Widziała w twarzy młokosa, przystojnego, dumnego i hardego zarazem pogardę dla niej. I to własnie ze względu na swoje pochodzenie. Wcześniej nie doświadczyła tego w wiosce przy Winterfell. Ci wysoko urodzeni, którzy przejeżdżali czasem przez nią byli wyniośli, ale przyjaźni. Uśmiechali i machali mieszkańcom. Czasem rzucili złotym smokiem. Ten tutaj był zupełnie inny. Elena poczuła do młodzieńca wrodzoną niechęć.
Kiedy już powoli wstała i otrzepała się rzuciła okiem na chłopaka. Dopiero teraz mogła dłużej przyjrzeć się komuś szlachetnie urodzonemu. Cóż, człek był młody, dobrze zbudowany i zdrowy. Nie to co ona. W tym momencie dziewczyna poczuła się nędznie. Zapragnęła uciec z tego miejsca jak najszybciej.
Wtedy też młodzieniec zapytał się czy jest służka. Ciemnowłosa nie zdążyła odpowiedzieć na to pytanie, bo usłyszała już kolejne polecenie. Zacisnęła tylko usta w wąską kreskę. Miała już dość tego impertynenta. Choć była z gminu to odezwała się w niej duma, która nie powinna przystawać maluczkim.
- Idę do gospody - powiedziała - Nie obchodzi mnie z kim mam doczynienia.
Następnie chciała odwrócić się na pięcie i odejść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Nie Maj 05, 2013 12:56 pm

Kiedy nieznajoma dziewczyna chciała odejść bez odpowiedzenia mu na pytanie, Han w ostatniej chwili złapał ją za ramię. Mimo wszystkich niedogodniej ona jako jedyna mogła mu wskazać drogę wyjścia z labiryntu tych wszystkich identycznie wyglądających korytarzy. Poniekąd była jego szansą. Nie ważne, że arogancką i unoszącą się niepotrzebnie dumą, ale jednak.
- Czekaj - zatrzymał ją i od razu puścił, bo nie chciał niepotrzebnie przedłużać kontaktu fizycznego. - Po pierwsze nie odpowiedziałaś mi na moje pytani i po drugie... - zawahał się i przez chwilę nie wyglądał już na takiego co ma ego wielkości mamuta, a raczej na lekko zagubionego. Bo naprawdę taki był. - Jeżeli... znasz może drogę? Znaczy wyjście z tych korytarzy? Choćby na dziedziniec? Mogę ci zapłacić - zaoferował szybko. Wprawdzie nie miał przy sobie ani grosza, bo nie pomyślał wychodząc z komnaty, że znajdzie się w takiej sytuacji. Ale obiecać mógł.
Choć nie w jego stylu było zawierane umów z pospólstwem. Ta dziewczyna była o wiele lepszym wyjściem niż oddanie się w ręce strażników i podpadnięcie Boltonom. Han z pewnością nie chciał skończyć jak ten złodziejaszek - obdarty ze skóry.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Nie Maj 05, 2013 9:54 pm

Elena miała ochotę jak najszybciej zakończyć dla niej nieprzyjemne spotkanie. Choć nie znała miasta chciała jak najszybciej odejść od tego niemiłego człowieka. Pal licho jakiego był pochodzenia. Niech da jej spokój i pójdzie sobie swoją drogą. Wtem została złapana przez młodzieńca.
Elen spojrzała ze zdziwienia. Wszak nikt nigdy nie ośmielił się jej dotknąć w taki sposób. A tym bardziej ktoś wyżej w hierarchii. W zasadzie nie chciała spełnić polecenia gówniarza, ale wrodzone posłuszeństwo, tak wpajane od dzieciństwa, wzięło górę. Elen więc stałą i słuchała co ma chłopak do powiedzenia.
Pytał o drogę po mieście. Prawdę mówiąc, Elen nie wiedziała jak się poruszać. Niemniej postanowiła milczeć w tym momencie. A kiedy doszło do wzmiance o zapłacie, dziewczynie zaświeciła się lampka w głowie. W swojej skromnej sakiewce nie miała za wiele pieniędzy, wiec każda dodatkowa moneta na pewno się przyda.
- Ile zapłacisz? - nie odpowiedziała na pytanie czy pomoże mu znaleźć drogę. Wszak dobre informacje miały swoją cenę. A teraz czekała na wycenienie swojej pomocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Nie Maj 05, 2013 10:31 pm

Nie wiem czy do końca można mówić o oprowadzeniu po mieście kiedy oboje znajdowali się jednak w czymś w rodzaju lochów. Oczywiście Han nie do końca zdawał sobie sprawy z tego jak daleko się zapędził i raczej starał się nie myśleć aż tak bardzo negatywnie o swoim położeniu. Życie mało go jeszcze nauczyło, ale zdążył się przekonać, że o wiele łatwiej jest wyjść z opresji kiedy zachowuje się choć odrobinę wiary w siebie. Tak na przykład kiedy dowiedział się, że musi opuścić rodzinne Witerfell na rzecz Bliźniaków, myślał że najbliższe dni przyjdzie mu spędzić gapiąc się w lustro i rozmawiając sam ze sobą, bo lepszego towarzystwa to raczej tam nie znajdzie. A potem stało się tak, że poznał bliżej Kheelana Freya i musiał zmienić odrobinę zdanie na temat mieszkańców Przejścia. Przynajmniej jednego fajnego w swoich szeregach mieli, fajnego ale też i głupiego i upartego. Han nie powinien zapominać o tych cechach. Tuż przed wyjazdem pokłócił się o coś z mężczyzną i tym sposobem nadal byli raczej na bardziej wrogiej, niż przyjaznej ścieżce relacji.
A na jakiej ścieżce znajdował się właśnie Han z Elen? Cóż, raczej nie można ją nazwać ani taką, ani taką. Bardziej ścieżką interesów, choć też nie do końca. Bo po pierwsze Han kłamał, że ma przy sobie pieniądze, a po drugie nadal miał w sobie jakąś blokadę zabraniającą uznawać dziewczynę za dziewczynę i każącą patrzeć na nią jak na kogoś gorszego. Han naprawdę był chodzącym przykładem wszelkich wad jakie posiadają osoby wysoko urodzone.
- Yyy... a ile potrzebujesz? - zapytał. Nie do końca znał się na tym jaką wartość ma dany pieniądz dla zwyczajnych ludzi. On znał ich całkiem inną wartość, a wygłupić się już więcej nie chciał. - Wiesz, niezbyt czuje się tak w jednym miejscu. Jakby zaraz mieli mnie tutaj nakryć. A nie chciałbym być nakryty... Wiesz co oni tutaj robią ze złodziejami?! - zapytał trochę podniesionym głosem. - A może i wiesz, nadal nie jestem pewien kim jesteś.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Wto Maj 07, 2013 4:16 pm

Cóż, dziwne osoby można znaleźć wchodząc do miasta. Elen nie przepuszczała, że z wyjścia przy lochach, znajdującego się niedaleko głównej bramy wjazdowej. spotka się z młokosem i wda się w całkiem długą dyskusję. Dziwne, że do tej pory nikt nie zwrócił na nich uwagi.
Wróćmy jednak do rozmowy naszych bohaterów. Naszła więc wzmianka o zapłacie. Elena w tym momencie musiała zastanowić się nad ceną. Prawdę mówiąc nie wiedziała za bardzo ile mogłaby zażądać. Nigdy nie zajmowała się liczeniem. Elence zajęło więc parę chwil podanie konkretnej kwoty.
- Dziesięć smoków - powiedziała wreszcie. Pamiętała, że kiedy ojciec dostał taką kwotę kupił wiele pysznych rzeczy, w tym słodkie ciasto, które Elen jadła pierwszy raz w życiu.
- Ponadto chcę połowę przed wyprowadzeniem cię bezpiecznie - zażądała po chwili. Zaraz również odpowiedziała na kolejne pytanie młodzieńca:
- Tak, jestem służką na zamku. Nazywam się Elen i jestem córką Toma Młynarza- czemu skłamała odnośnie swojej profesji? Sama nie wiedziała. Może to instynkt podpowiedział jej, że powinna udawać kogoś kim nie jest. Jednocześnie sama zadała chłopakowi pytanie:
- A ty kim jesteś? Do tej pory nie przedstawiłeś mi się - ostatnie słowa wypowiedziała z niejakim wyrzutem. Wszak to było w dobrym tonie, aby mężczyzna pierwszy przedstawił się kobiecie. Temu najwidoczniej brakowało ogłady i dobrego wychowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Pon Maj 13, 2013 6:03 pm

M G

Lochy Dreadfort. Głębokie, rozległe i ciemne. Co też tam szukali ci młodzi ludzie. Stark ukrywał się przed strażnikami, bo zapewne chciał coś nabroić, albo uciec z zamku gdy tylko nadarzy się okazja. A Młoda Elen? Ta zbłądziła niechybnie. Zobaczyła gród z zamkiem i postanowiła wkraść się do środka. Nie było z tym trudności wyglądała jak nieco przygłodzona mieszczanka, córka chłopa, rolnika, czy rzemieślnika, straże nie były na tyle obeznane w ludziach, by pamiętać wszystkich, to nie maleńka wioska, w której wszyscy się wzajemnie znali. Chcąc odnaleźć kuchnię dziewczyna zabłądziła w labiryncie korytarzy i schodząc coraz niżej znalazła się w lochach, w których czekała ją niechybna śmierć, niemniej jednak chyba miała szczęście, bo idąc dalej wpadła na przystojnego młodzian, który zdecydowanie nie pasował do zimnej i mrocznej scenerii.
Młodzi szybko zaczęli konwersację w stylu odpowiadającym charakterowi każdemu z nich, aż dziw, że jeszcze się nie pobili. Nawet jeśli któremu by to przez głowie przeszło nie miał czasu na wprowadzenie tego niecnego planu w czym. Skupieni na sobie wcześniej nic nie zauważyli, dopóki tuż obok nich, ze skrzyżowania nie wychynęła jakaś przygarbiona postać z pochodnią o słabym świetle w dłoni. -Co to ma być!? - Zaskrzeczał starczy głos. W tej upiornej ciszy lochów, aż ranił w uszy. -Goście! Przysłał was do mnie mój dobry lord. Dobry lord. Chodźcie za mną. Musimy iść. tu ktoś może was usłyszeć. Chodźcie. - Dodał tym samym skrzeczącym głosem i machnął zasuszoną ręką żeby ich popędzić. Gdy migotliwe światło padało na jego twarz, można było zobaczyć pomarszczoną suchą twarz, zapadnięte oczy z ciemnymi cieniami w koło nich, wąskie, suche usta i kilka spróchniałych zębów, które mu zostały. Odziany był w jakiś stare szmaty, włosy miał białe i rzadkie straszliwie, a sylwetkę przygarbioną. Wyglądał na kogoś, kto zgubił się w tych lochach dawno temu, a gdy stracił nadzieję na odnalezienie wyjścia wziął je sobie za dom... -No dalej, goście... dalej.


odpis jest. Zaczynamy kiedy będziecie gotowi. Nie poganiam. życzę miłej gry. Pytania, prośby etc na PW.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Wto Maj 14, 2013 11:06 pm

Han przystał na chwilę i mocno się zastanowił, czy dziesięć smoków to nie jest tak jakby nazbyt wgórowana cena i najzwyczajniej postanowił się potargować, ale jak widać na załączonym poniżej obrazku, okropnie nieumiejętnie.
- Jeden smok - odpowiedział stanowczo patrząc trochę z góry na dziewczynę. O ile można jednocześnie patrzeć z góry i kulić się w sobie ukrywając się przed strażnikami. Chyba raczej nie, chociaż po Hanie można było się spodziewać wszystkiego. Chociaż i zdarzały się wyjątki.
Na przykład dzisiaj. Zazwyczaj Han szczycił się swoim nazwiskiem i na prawo i lewo nim szastał. Nie dał innym żyć póki nie przypomniał, że to on, Torrhen Stark znajduje się z nimi w jednym pomieszczeniu. Ale nie dzisiaj. Dzisiaj postanowił się przedstawić najprościej jak tylko potrafił.
- Han - dopowiedział jej. Zwykli ludzie zazwyczaj nie kojarzyli jego przezwiska z jego osobą. Zresztą jedynie rodzina mogła mówić tak do niego. Swoją drogą Han uczynił jej niezwykły zaszczyt, jakby nie patrzeć.
Chociaż Elen raczej o tym nie mogła wiedzieć.
Młody Stark drgnął niczym przerażona mysz kiedy usłyszał za sobą głos, a potem z nikąd pojawił się ten dziwnie gadający starzec. Niestety Han nie należał do odważnych osób, więc najzwyczajniej na świecie zanim się nie obejrzał a już robił dokładnie to co starzec mu mówił. Wszedł tam gdzie mu wskazano bez żadnego sprzeciwu. Pewnie gdyby zamiast starca pojawiłaby sie straż zacząłby zwiewać, ale ta osoba wzbudziła w nim (oprócz obrzydzenia) również lekkie zaskoczenie i zaciekawienie.
- - Goście? - powtórzyl tylko zanim nie do końca zorientowany co się z nim dzieje.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Pon Cze 03, 2013 1:09 pm

Konwersacja między zadufanym szlachcicem tak pochłonęła naszą bohaterkę, że zupełnie zapomniała gdzie się znajduje. W tym momencie Elena postanowiła potargować się o jak największą stawkę za oprowadzenie po lochach i wyjście z nich. kiedy młokos podał stawkę córka młynarza przewróciła jedynie oczami. Tak mala suma w żaden sposób jej nie satysfakcjonowała. Oczywiście nie omieszkała o tym poinformować swojego rozmówcę.
- Phi, tylko tyle - prychnęła głosem pełnym pogardy - W podłym szynku zwykłej kurwie dają więcej niż ty mi zaproponowałeś - Skąd Elena znała takie słowa, niekoniecznie przystające damie? Wszak obracała się w kręgach klasy rolniczej, robotniczej czy też gminu. A tam niskie słownictwo nie było niczym dziwnym.
Ponadto Elena wyrywając się spod jarzma rodziny, stała się bardziej bezczelna i odważna. Teraz mogla decydować sama o sobie! Zawsze o tym marzyła, a teraz upajała się wolnością. Kiedy chciała powiedzieć coś złośliwego na scenę wmieszał się nowy gość. Wieśniaczka nie znała wcześniej tej osoby, dość brzydkiej fizjonomii. W tym momencie nie było to jednak aż tak ważne.
Dziewczyna nie wiedziała o jakim lordzie mówi. Postanowiła zachować więc specjalną ostrożność. Nie znała nikogo, nie wiedziała w jaki sposób ma zareagować.
- Panie, nie wiedzieliśmy, że lord nas wzywa - powiedziała Elena usłużnym głosem - Jestem tylko prostą służką, która nieopatrznie zabłądziła. Proszę, nie każ mi iść przed oblicze naszego miłościwego lorda, bo dowie się, że zbłądziłam ze służby. Zapewne będzie chciał mi wymierzyć karę, a ja tylko chciałam spotkać się z moim lubym - odruchowo Elena chwyciła Hana za rękę i przytuliła się do niego. Jednocześnie syknęła młodemu Strakowi do ucha:
- Nie oponuj! Od tego może zależeć nasze życie, dlatego też graj mojego ukochanego z takim oddaniem na jakie tylko cię stać. - po tych słowach odruchowo przytuliła się do zadziornego młodzieńca.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Wto Cze 04, 2013 6:52 pm

MG


Starzec zdwał się nie przejmować słowami Eleny. Jest służką, czy panią na zamku, kurwą czy pomywaczką, chyba było mu to wszystko jedno. Zachęcał tylko wciąż gorliwie by goście ruszyli za nim. Han tak też uczynił z doczepioną do jego ramienia dziewczyną, która prócz tego że bezczelną oszustką okazał się też dość wprawną aktoreczką.
Nasza dzielna mniej lub bardziej trójka szła ciemnymi, wilgotnymi korytarzami. Wyszczekany dotąd Han nie odezwał się ani słowem, a jego kroki zdawały się sztywne i niechętne, ale szedł dalej. Elen pobłądziła zaś całkowicie po pierwszych dwóch zakrętach. Czasem miała wrażenie, że już tędy przechodzili, ale w półmroku każdy kamień ściany wyglądał tak samo, a czas zachowywał się dziwnie.
Nie szli długo... bardzo, niemniej po pewnym czasie dało się słyszeć jakby zewsząd ciche jęki, może piski, warczenie, albo płacz. Trudno powiedzieć, gdy każdy krok odbijany był echem po wielokroć. Złudzenie to jednak było przerażające i chyba tylko prowadzących ich staruszek zdawał się go nie dostrzegać, albo niedosłyszeć, sapiąc głośno szedł dalej. -To tu, to tu. Goście, zapraszamy, idziemy. To tu. - Zaskrzeczał swoim chrapliwym głosem zatrzymując się przed jakimiś starymi, ale masywnymi drzwiami. Sięgnął po obręcz z kluczami, brzęki poniosły się echem i otworzył drzwi wskazując wejście gestem. -Praszam, zapraszam... Goście...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Czw Cze 06, 2013 6:30 pm

Elena niepewnie podążała za Hanem i strażnikiem czy kim była ta nowa persona, która do nich przyszła. Han, zwykle dość pyskaty i pyszałkowaty, obecnie stał się mocno milczący. To zaniepokoiło naszą aktoreczkę. Dziewczyna opierała się i próbowała opóźnić marsz, ale młokos był od niej silniejszy, więc, chcąc nie chcąc, musiała iść za nim.
Dziewczyna w trakcie wędrówki słyszała dziwne dźwięki od których jeżył się włos na głowie. To jeszcze bardziej zaniepokoiło naszą Elen. Wreszcie doszli do pewnego miejsca w którym to mieli iść. Elen postanowiła jednak nie ufać przewodnikowi, a swojemu instynktowi. Dlatego też powiedziała:
- Przepraszam panie, ale nie za dobrze się czuję. W końcu jestem w stanie błogosławionym - ostatnie słowo mocno zaakcentowała - Muszę wyjść na zewnątrz razem z moim ukochanym, zaraz osłabnę na zdrowiu.
Miała nadzieję, że te zabieg się uda i zostanie szybko wyprowadzona na zewnątrz po czym uda się jej uciec wraz Hanem z tego przeklętego zamczyska.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Czw Cze 06, 2013 6:48 pm

MG

-Goście. Tędy. - Ponaglił mężczyzna i wskazał raz jeszcze wejście. Han stał jak kołek, ale chyba miał zamiar ruszyć do wejścia, wtedy też na scenę wkroczyła pyskata dziewka, z kolejną wymyśloną na poczekaniu bajeczką. Starzec popatrzył ze zdziwieniem na dziewczynę, w półmroku jego twarz wyglądała upiornie. Nie wiedział zupełnie o co jej chodzi... jakieś stany błogosławione?... No nie ważne, Han zaś oprzytomniał. Spojrzał na Elen jak na wariatkę zapytał krótko "CO?!" po czym zaczął działać! Rozbudził się jakby z transu w jakim był od chwili dostrzeżenia światełka pochodni starca. Rzucił się do biedaka, wyrwał mu z rąk pochodnie i nim biedak zdążył raz jeszcze powiedzieć "goście" dostał ową pochodnią po resztkach zębów i padł na zimną ziemię. Han złapał Elen za rękę i zaczął biec jak szybko się dało. Miał pochodnie, więc widzieli drogę, a chłopak nie dał szansy dziewczynie na obronę i próbę zatrzymania. Był zdeterminowany i wyraźnie teraz przestraszony. Nie zatrzymał się na żadnym zakręcie, na żadnym skrzyżowaniu i tylko dzięki szczęściu głupców udało im się trafić do wyjścia. Fortuna chyba im sprzyjała. Oślepione w pierwszej chwili wieczornym światłem oczy szybko przywykły i Stark pociągnął dalej zasapaną towarzyszkę. -Ja stąd pryskam! - Zawołał puszczając w końcu jej rękę na środku placu, z którego zaczynali zwijać się straganiarze. Nadchodził wieczór, ale Hanowi chyba to nie przeszkadzało, bo pobiegł wprost do stajni, zapewne by dopaść jakiegoś konia i uciec z Dreadfort...


Elen, zostajesz sama. Jesteś wolna, co zrobisz zależy od Ciebie. Han zostawił Cię i odjechał. Wybacz, za taki obrót spraw, nalegano bym szybko wypuściła Hana. Możesz opuścić zamczysko i ruszyć dalej na poszukiwanie przygody i realizować swój plan. Jeśli będzie trzeba służę pomocą jako MG, ale działać za Ciebie nie będę :) Miłego ^^ Nie bój się pisać.

//Han zt//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Sro Cze 12, 2013 10:42 am

Młody Stark wreszcie ocknął się i zaczął działać. Elenka była nieco zdziwiona jego nagłą przemianą i dość bezceremonialnym potraktowaniem przewodnika i użyciem siły wobec niego. Nic jednak nie powiedziała na to zachowanie, gdyż sama nie była do końca przekonana co do uczciwości dziadka. Stała się z boku i przyglądała się jak młodzieniec rozprawia się z posłańcem.
Nie goniła go. Nie widziała w tym sensu. Po jego zachowaniu widać było, że młokos postanowi ratować własną dupę przede wszystkim. Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami. Nie dostała smoków jako obiecaną zapłatę za wyprowadzenie z lochów. Choć za ten talent aktorski jaki wykazała mógł sypnąć groszem. Cóż, tak się nie stało, więc nasza bohaterka podążyła dalej w poszukiwaniu przygód.

ZT. Elen idzie do tematu Droga Królewska.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
135
Join date :
14/04/2014

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Pią Maj 13, 2016 11:00 pm

/ Główna Sala.

Gdyby Margot poznała matkę Hadriana, natychmiast zaczęłaby się zastanawiać, jakim sposobem równie słaba na duchu kobieta zdołała wydać na świat równie opętanego żądzą destrukcji syna – na pewnym poziome percepcji zmarła Lady Bolton oraz najmłodszy owoc jej łona byli bliźniaczymi płatkami śniegu; tyle tylko, że na tym samym poziomie percepcji trucizna niczym nie różni się od czystej, pitnej wody. Wzgarda mieszała się z miłością, oddanie zaś z niechęcią – ambiwalencja uczuć wobec własnej matki wprowadzała go w stan głębokiej, tnącej niby ostrze frustracji, dla której potrafił odnaleźć wyłącznie jedno ujście: śmierć.
Nie jej, nie swoją, nie bezimiennego wieśniaka, o którym zapomnieli nawet Bogowie.
Boltona nigdy nie interesowały półśrodki i substytuty – jeśli podejmował się jakiegoś zadania, czynił to z pełną świadomością własnego kunsztu, na który w równym stopniu składało się okrucieństwo, co pieczołowitość i dbałość o szczegóły. Margot Manderly mogła sądzić, że zna Hadriana, tak samo, jak on mógł uważać, że zdołał przejrzeć ją – były to jednak wyłącznie naiwne mrzonki ludzi, którym przyszło spędzić wspólnie wieczór. Smak wina na podniebieniu, ciepło płomieni na skórze, słodka woń jej perfum i gryzący zapach krwi, przylegający do Boltona niczym szczelna powłoka – kolacja była kolacją wyłącznie z definicji, bowiem każdy ich czyn zaprzeczał istocie wieczerzy. Cięcie nożem, ruch widelcem, uniesienie kawałka mięsa do ust – wszystko stanowiło pretekst do obserwacji przeciwnika, do oceny własnych sił, oszacowania przewagi, do próby odnalezienie słabego punktu. Gra na zwłokę służyła przygotowaniu się do właściwego starcia, zaś uprzejme, wyświechtane frazesy, przesycone uprzejmością gesty, uśmiechy spod znaku już-ja-cię-rozgryzę były wyłącznie koszmarem marionetek, poddanych wprawnym ruchom lalkarza. Dziedzic Dreadfort potrafił docenić zimny kunszt Margot Manderly, to wyrachowanie, z jakim potraktowała wizytę w siedzibie Boltonów. Choć nie padło choćby jedno słowo odnoszące się do handlu, Hadrian wiedział, że właśnie dobijają targu – towarem było ich przyszłe życie, ich plany, ich wkład w ewentualną inwestycję, jaką miałoby być małżeństwo. Gdy Bolton myślał o tej instytucji – boleśnie sztucznej i żałośnie wymuszonej przez odgórnie wyznaczone konwenanse – nie krzywił się otwarcie, nie wyrażał własnej dezaprobaty, nie epatował głośno wypowiadanymi opiniami; chłód spojrzenia pozostawał na swym miejscu, trupia niewzruszoność wciąż biła od bladej twarzy, kamienna stabilność stanowiła punkt odniesienia dla chwiejącego się w posadach świata. Pojmował, że potrzebuje dziedzica – pojmował również, że nigdy nie pokocha kobiety, z którą przyjdzie dzielić mu łoże, nazwisko, Dreadfort i życie.
Co nie oznaczało, że nie mógł darzyć jej szacunkiem.
Margot Manderly wydawała się pod tym względem wartościowym nabytkiem,
nabytkiem? Nie jest przecież trofeum
inwestycją, której w równej mierze mógł nie pożałować nigdy bądź żałować każdego dnia – zdawała się równie niewzruszona, co Hadrian, i tak samo spostrzegawcza; bez wątpienia podobne przymioty nadawały jej niezaprzeczalnej głębi, tego pierwiastka, który czyni z kobiety coś więcej ponad narzędzie do rodzenia dzieci – tyle tylko, że nieodpowiednio eksploatowane mogły zarówno pomagać, co szkodzić. Bolton podczas całego swego życia – nieszczególnie długiego, lecz na tyle intensywnego, by zasługiwało na miano czegoś więcej niż tylko pustej egzystencji – doznał zbyt wielu rozczarowań, aby wystawiać swą cierpliwość na kolejne niepowodzenie. Jeśli miał podjąć decyzję odnośnie małżeństwa, nie uczyni tego pochopnie – wszak niczego tak nie robił. Panna Manderly stanowiła dla niego kuszącą pod każdym aspektem opcję, aspirowała na stanowisko znacznie wyższe niż wyłącznie żona; Bolton dostrzegał to w jej oczach, głodnych wrażeń… i władzy.
Kontroli.
Pełnego nadzoru nad własnym życiem.
Powinien podziwiać ją za taką postawę, lecz chwilowo potrafił zdobyć się wyłącznie na uznanie – spotkał ledwie kilka podobnych osób, jedną z nich każdego ranka widywał w lustrzanym odbiciu, a mimo to mógł jedynie podejrzewać, że do osiągnięcia takich celów wiedzie znacznie więcej niż dwie, trzy, cztery najpopularniejsze ścieżki.
- Nieuchwytny, nieopisywalny romantyzm… - lekki ruch jego głowy, góra-dół, skinięcie ni to przytaknięcia, ni sceptyczności – odkąd Bolton skrył się za pucharem wina, trudno było odgadnąć jego intencje, nie należał jednak do osób, które skazywały swego rozmówcę na niepewność – przynajmniej nie w kontekście towarzyskiej pogawędki. – … powinien zaliczać się do grona abstrakcyjnych uczuć jak miłość, wiara, sprawiedliwość. Dywagacje o jego istnieniu zostawię bardom i myślicielom, klasę zaś… tobie, pani. Jesteś w tej dziedzinie największym autorytetem, jaki obecnie znajduje się w Dreadfort.
Zakręcił lekko kielichem w geście toastu – trunek o intensywnej, bordowej barwie zamigotał zachęcająco w blasku świec, po czym zwilżył usta Boltona kilkoma kwaśnymi kroplami; Hadrian odpowiedział spojrzeniem na spojrzenie, wyzwaniem – na wyzwanie, zupełnie jak podczas szermierczego pojedynku do pierwszej krwi, tyle tylko, że rolę juchy przejęła zgoda panny Manderly na opuszczenie Głównej Sali.
Tym razem nie potrafił powstrzymać cienia uśmiechu – ujmując dłoń Margot i prowadząc ją w mrok trzewi Dreadfort miał pewność, że ten wieczór zasłuży na miano intensywnego.
Gdyby któreś z nich liczyło kroki, rachuba zatrzymałaby się na stu dwudziestu pięciu – dokładnie tylu potrzebował Bolton, aby stanąć przed doskonale znanymi, ciężkimi drzwiami z dębu i żelaza, których tajemnicę ujawniło dopiero potężne pchnięcie; wrota uchyliły się w zaskakującej ciszy, ukazując łagodne, niknące w ciemności wejście do lochów – woń stęchlizny, krwi i strachu nie pozostawiała w tej dziedzinie żadnych wątpliwości.
- Panie przodem – uśmiech na ustach Hadriana Boltona nabrał na sile wyrazu, zupełnie jakby sam fakt bliskości cel i uzależnionych od jego woli więźniów napełniały go – paradoksalnie – życiem. Dziedzic Dreadfort lekkim, choć stanowczym ruchem ręki skierował dłoń panny Manderly na chłodną, wilgotną barierkę, która stanowiła jedyny punkt odniesienia w czającej się na dole ciemności; był to jednak mrok pozorny, wystarczyło bowiem pokonać wszystkie stopnie i przejść kilka kroków w głąb lochu, aby dostrzec pierwszy, jasny punkt nieśmiało migoczącej pochodni, która stanowiła jakoby drogowskaz prowadzący ku właściwej rozrywce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Biały Port
Liczba postów :
16
Join date :
07/01/2016

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Nie Maj 15, 2016 11:23 pm

Miłość do rodziny była dla Margot pojęciem abstrakcyjnym. Istniała jedynie w teorii i choć tak często słyszała, że ród powinien być na pierwszym miejscu, nigdy nie postawiłaby go ponad własne potrzeby. Na szczególną uwagę zasługiwały jej relacje z matką. Margot całe życie czuła na sobie karcące spojrzenie rodzicielki, która niczym cień obserwowała każdy krok swojej córki i wytykała najdrobniejsze potknięcia. Była jedną z nielicznych, które zdawały sobie sprawę z gierek prowadzonych przez jej latorośl. Dorastająca pod czujnym okiem rodzicielki, Margot nauczyła się grać tak, aby matka nie mogła się do niej oficjalnie „przyczepić”. Czy to jej wina, że nawet podczas haftowania, skupiała na sobie uwagę męskiej części Białego Portu? Czy delikatny ruch biodrami, praktycznie nieświadomy, zasługuje na potępienie?
Margot doskonale wiedziała, że jej wartość nigdy nie dorówna wartości brata. Była w pełni świadoma roli kobiety- karty przetargowej, w którą inwestuje się tylko po to, żeby otrzymać dwukrotnie większy zysk. Ni mniej, ni więcej- zwykły towar. Nigdy też nie próbowała protestować przeciwko odgórnie narzuconym zasadom, ponieważ skazana była na porażkę. Znała też plusy, wynikające z jej płci. Mądra kobieta mogła osiągnąć znaczącą pozycję u boku swojego męża i niczym lalkarz pociągający za sznurki, sterować nim wedle swej woli. Kluczowym elementem tej strategii była odpowiednia kukła, której poszukiwania trwały dłużej, niż oczekiwano.
Margot Manderly, początkowo regularnie korzystająca ze swych uroków, po ogłoszeniu przez ojca gotowości do ożenku, zrezygnowała z nich od ręki. Zamiast pożądania zaczęła wzbudzać szacunek, który często łączył się ze strachem. Praca włożona w wykreowanie wizerunku, który przyrósł do Margot jak druga skóra, przyniosła korzyść w postaci Hadriana. Rola przyszłego męża w postaci Boltona całkowicie spełniała jej ambicje, w przeciwieństwie do innych kandydatów. Pragnęła władzy, jednak nie w Dreadfort. Nie, ona chciała objąć we władanie serce Hadriana.
Komplement mężczyzny sprawił, że kącik ust Manderly uniósł się na moment. Wraz z nim przypomniała sobie lata pracy, aby ową „klasę” osiągnąć. W tej dziedzinie Morgana była wyjątkowo wymagająca i nie dawała żadnej dyspensy. Kobieta musiała umieć się zachować w każdej sytuacji, inaczej była bezwartościowa. Książki wkładane pod pachy podczas jedzenia, aby nie uderzyć łokciem osoby siedzącej obok, były wierzchołkiem góry lodowej. Każdy, najdrobniejszy gest musiał być perfekcyjnie dopracowany i w pełni świadomy. Nie było mowy o nachalnej gestykulacji w postaci bezsensownego machania rękami na wszystkie strony. Ponadto, kobieta powinna zwracać na siebie uwagę nawet wtedy, gdy zachowywała wstrzemięźliwość a przy tym robić to w taki sposób, żeby nie pomylono jej ze zwykłą kurwą.
- Dziękuje, Panie. Cieszy mnie fakt, że spośród wymienionych wartości, uznałeś, że klasa nie należy do abstrakcyjnych. Gdy tylko spotkam moją mentorkę, wspomnę jej, że ktoś w końcu docenił jej pracę - czy on się ze mną drażni?
Nie rozwodząc się dłużej nad nieistotnymi kwestiami, podała Hadrianowi rękę, przyjmując zaproszenie do jego świata. Poczuła, jak ciepło jego dłoni zlewa się z jej lodowatym dotykiem. Jej uwadze nie umknął „cień uśmiechu” na twarzy Boltona, który sprawił, że zaczęła się zastanawiać czy to ona go wywołała, czy obraz, który za chwile zobaczy? Nie odczuwała strachu czy niepewności, wręcz przeciwnie- nie mogła się doczekać, aż ujrzy prawdziwą twarz przyszłego małżonka. Mrok Dreadfort tylko pobudzał jej ciekawość, która rosła do momentu, aż stanęła przed drzwiami do lochów. Gdy przekroczyła próg, zaciekawienie przerodziło się w euforię, głównie za sprawą znajomego nozdrzom Manderly zapachu. Metaliczna woń krwi działała na nią jak afrodyzjak. Miała ochotę zacząć łapczywie wdychać powietrze, ciesząc płuca i umysł perfumami wspomnień. Domyśliła się atrakcji, jakie zaplanował Hadrian i których wyczekiwała od momentu opuszczenia Białego Portu.
Lodowa maska Margot stopniała wraz z zaproszeniem Boltona do wnętrza tego pomieszczenia. Teraz jej twarz zdobił bezkompromisowy uśmiech, ukazujący całe okrucieństwo, kryjące się wewnątrz Manderly. Euforia wypełniała jej ciało do tego stopnia, że miała ochotę rzucić się Hadrianowi na szyję. Powstrzymała się jednak, ograniczając się do mocniejszego uścisku na jego dłoni. Wiedziała, że przyszły małżonek również jest usatysfakcjonowany obecnym położeniem. Nie zwlekając na dalsze instrukcje, zaczęła kroczyć w kierunku pochodni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
135
Join date :
14/04/2014

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Pon Maj 23, 2016 9:57 pm

Był człowiekiem z natury pragmatycznym – ten pragmatyzm przejawiał się zwykle w codziennych, zdawałoby się: prostych czynnościach, które nie wymagały ani szczególnego namysłu, ani wyjątkowej pilności. Jednak dla Boltona wszystko miało znaczenie - doskonale wiedział, że nawet najdrobniejszy gest mógł być kroplą, która przeleje czarę goryczy bądź niewielkim kamieniem, który wpadłszy w trybiki wojennej machiny, przyczyni się do jej całkowitego zniszczenia. Przykładając uwagę do szczegółów, wypracował w sobie pieczołowitość, jakiej próżno szukać u innych mężczyzn; nie było w jego życiu miejsca na przypadkowość i niechlujstwo, już sama myśl o pobłażliwości przyprawiała go o irracjonalną niechęć. Dziedzic Dreadfort w pewnym stopniu zasługiwał na miano pedanta: zawsze działał wedle wykreowanego przez siebie planu, posiadał te drobne nawyki, które utrzymywały wokół niego doskonały porządek, dbał o czystość swego otoczenia bardziej, niż o czystość siebie samego (zwłaszcza w okolicznościach, które nie sprzyjały tej drugiej sposobności), ale przede wszystkim nigdy nie uważał się za człowieka doskonałego.
Świadomość własnej ułomności była bowiem jedynym sposobem, by osiągnąć bezkompromisowe wyżyny swych możliwości. I choć uczucie kompletnej bezradności spotykało Hadriana bardzo rzadko - właściwie prawie nigdy – to uczucie przerażenia stanowiło zupełnie inną historię.
Wiedział, że tylko głupcy się nie boją. Że to wyłącznie oni żyją w przeświadczeniu o własnej potędze oraz nieśmiertelności. Że dzięki temu stanowią najłatwiejszy, najmniej wymagający łup. Wystarczyło skusić ich obietnicą tego, czego aktualnie pragnęli najbardziej – pieniędzy, władzy, miłości, uznania, tytułów. Każdy miał słaby punkt, każdy posiadał na honorze brzydką, jątrzącą się plamę; prawdziwa sztuka polegała na tym, by ją odnaleźć i nacisnąć z całą stanowczością, aż do zanurzenia kciuka w wilgotnej, zaropiałej tkance, aż do momentu, w którym krzyk bólu nie będzie oznaczał całkowitej kapitulacji oraz przystania na dyktowane warunki.
Mrok lochów, rozpraszany chybotliwym, złotawym blaskiem pochodni był równie kruchy, co cisza, która zalęgła się w murach; dźwięk kroków mącił głuche milczenie i stanowił dowód, że zarówno Hadrian, jak i jego towarzyszka pokonują kolejne nitki korytarzy – chwilami schodzili w dół po delikatnym ukosie, innym razem zaś wspinali się po dwóch bądź trzech wyślizganych stopniach. Lochy były niczym aorty zamkowego organizmu – życiodajne żyłki rozchodziły się na wszystkie strony świata i niknęły w mroku, tworząc pozornie skomplikowany labirynt. Dla Boltona, który spędził tu całe lata swej młodości, były jednak prawdziwym domem – miejscem, gdzie w pełni może odkrywać… i ukazywał własną naturę.
Nie tę wywlekaną na światło dzienne, lecz tę, którą szczelnie zamyka w lochach Dreadfort. Groźną, hipnotyzującą naturę przesyconą cynizmem, nienawiścią i śmiałością w tym, co robi. Nie boi się widoku krwi. Nie boi się też śmierci – czasami ma wrażenie, że to ona obawia się jego.
Droga przez nitki podziemnych korytarzy dobiegła końca, gdy światło trzymanej przez Boltona pochodni rozświetliło łukowato sklepione pomieszczenie o nisko zawieszonym suficie. W tej niewielkiej sali na pierwszy rzut oka nie było nic nadzwyczajnego – proste krzesło, jeszcze prostszy stół, na którym stała żeliwna szkatuła, kandelabr na bocznej ścianie…
Oraz dwie ukośnie skrzyżowane ze sobą belki z dębowego drewna, jak smętna pozostałość po prastarym borze. Hadrian bez słowa podszedł do stołu, odsuwając krzesło z cichym, głuchym szurnięciem – wystarczył jeden, zachęcający gest, by panna Manderly zechciała zająć wskazane przez Boltona miejsce.
- Wybacz tę przeprawę, Pani, lecz Dreadfort jest jak egzotyczny owoc – należy się natrudzić, by w końcu dotrzeć do smakowitego wnętrza.
Docieranie do wnętrza tutaj, w tym miejscu, w tym półmroku, w tym powietrzu o wyraźnej, metalicznej woni krwi nie brzmiało zbyt dobrze, lecz Hadrian zdawał się nie zwracać uwagi na dualistyczne brzmienie własnych słów; wsunął pochodnię w żelazną, przytwierdzoną do ściany okowę, po czym – wciąż słowem nie wspominając o swych zamiarach – opuścił niewielką komnatę tymi samymi drzwiami, którymi ledwie chwilę wszedł.
Jego nieobecność nie trwała zbyt długo, przynajmniej znacznie krócej od podróży przez lochy, a kiedy tylko powrócił, dość prędko okazało się, że nie jest sam.
Przed nim kroczył człowiek – cóż, w jakimś stopniu bez wątpienia nim był – z zakrwawionymi i rozerwanymi wargami, z bokami pokrytymi ciemniejącymi sińcami, głową chwiejącą się na boki, twarzą spuchniętą tak, że przywodziła na myśl prędzej nadgniłą śliwkę. Opuchlizna uniemożliwiała mu patrzenie na jedno oko – jednakże drugie, wielkie i niebieskie, łypało podejrzliwie po wnętrzu komnaty, zatrzymało się na pannie Manderly, po czym przeniosło się na dębowych belach, z których smętnie zwisały skórzane pasy. Więzień początkowo miał zamiar stawiać opór, jednak Bolton jakby od niechcenia pchnął go ku skrzyżowanym belkom i jednym, potężnym ruchem przygniótł opuchniętą twarz jeńca do drewna.
- Zachowuj się, Yoren, dama patrzy – mężczyzna charknął coś pod nosem – na tyle cicho, by dźwięk zrozumiał jedynie Hadrian – i wierzgnął jeszcze raz, choć bez przekonania. Dziedzic Dreadfort sprawnym szarpnięciem przywiązał jedną z rąk więźnia do rozpostartych skrzydeł krzyża, później zaś kolejną – nim uczynił to samo z nogami, jeniec szarpnął się gwałtownie, lecz Bolton zdawał się nieporuszony tą oznaką nieposłuszeństwa, która straciła na znaczeniu kompletnie w momencie, gdy Yoren został całkowicie unieruchomiony.
Hadrian zbliżył się do stołu, za którym zasiadała Margot Manderly, i teatralnym gestem otworzył polerowaną kasetę. Było to bez wątpienia arcydzieło rzemiosła - wraz z podniesieniem wieka z wnętrza wysunęły się liczne tacki i rozłożyły niczym wachlarz, ukazując instrumenty Boltona w całej swej okrutnej wspaniałości. Były tam ostrza wszelkiego rodzaju i kształtu, igły, zakrzywione i proste, butelki z olejem i kwasem, obcęgi i szczypce, młotki, dłuta. Metal, drewno i szkło połyskiwały w oślepiającym blasku pochodni, wszystko wypolerowane do zwierciadlanej nieskazitelności i wygładzone do morderczej ostrości. Przeznaczenie niektórych narzędzi było straszliwie oczywiste, a innych - straszliwie niejasne.
Dziedzic Dreadfort uśmiechnął się lekko, jakby z ojcowską dumą, nim ponownie spojrzał na pannę Manderly i zadał najbardziej kluczowe pytanie tego wieczoru.
- Zechcesz wybrać, Pani?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Biały Port
Liczba postów :
16
Join date :
07/01/2016

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Czw Maj 26, 2016 12:04 pm

Podróż przez lochy Dreadfort tylko potęgowała ciekawość Margot, która wyczekiwała na atrakcje przygotowane przez Hadriana, niczym kochanka czekająca na przybycie swojego mężczyzny. Nie spodziewała się, że tak szybko będzie mogła podzielić się swoją pasją z przyszłym mężem. Świat Boltona okazał się tym samym, należącym do Lady Manderly, z tą tylko różnicą, że ona miała mniej środków na oddawanie się tej niewątpliwej przyjemności. Z każdym kolejnym krokiem przypominała sobie swoje początki jako pomoc maestra. To był czas, w którym odkryła swoją prawdziwą naturę, starannie schowaną pod maską "królowej śniegu"- zimnej i niewzruszonej. Tylko ona jedna wiedziała, ile radości można czerpać z zadawania bólu innym i jak wielka satysfakcja towarzyszy komuś, kto wzbudza grozę wśród ludzi. A w obu tych dziedzinach Margot była wyjątkowo skuteczna.
Metaliczny zapach krwi stawał się coraz bardziej intensywny i dobitnie informował o zbliżaniu się do celu. Strach, który panował w tym pomieszczeniu, był wręcz namacalny. O tym, co działo się w Lochach Dreadfort krążyły legendy, jednak wydawały się one nierealne. Margot miała cichą nadzieję, że w tych pogłoskach znajdzie się ziarno prawdy. Gdy patrzyła na Hadriana, bez większego problemu mogłaby dopasować go do postaci sadysty, słynącego z obdzierania swych ofiar ze skóry. Co ciekawe, wcale jej to nie odstręczało a wręcz przeciwnie- czuła, że tym chętniej zbliży się do dziedzica Dreadfort. Wszak czy znajdzie się na świecie drugi taki jak on? Czy pozwoli, aby inna kobieta sprzątnęła jej bratnią duszę sprzed nosa? O nie! Teraz był czas na zastosowanie całej wiedzy, przekazanej przez Morganę. Musiała zrobić wszystko, aby Hadrian zdecydował się właśnie na nią jako swoją żonę. Gra była warta świeczki, wystarczyło zdobyć względy Boltona i utrzymać je wystarczająco długo, aż osiągnie niezachwianą pozycję u boku swojego męża.
Gdy trafili do "smakowitego wnętrza Dreadfort", Margot zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu obiektu rozrywki, którym okazały się drewniane deski, służące do podtrzymania ofiary. Zajęła miejsce wskazane przez Hadriana i choć czekanie wzmagało apetyt, wiedziała, że musi powstrzymać swoje zapędy i dać się poprowadzić mężczyźnie, przez całą ceremonię. Występowała w roli ucznia, którego zadaniem było pobieranie nauk od mistrza. Gdy Bolton opuścił pomieszczenie, przez jej umysł przemknęła myśl, czy aby przypadkiem nie zjawi się tu za chwilę w towarzystwie straży, oświadczając, że jej miejsce jest przy deskach i to ona będzie ofiarą. Mimowolnie zadrżała, pocierając przy tym skalpel ukryty wewnątrz materiału jej sukni, którego końcówka widniała przy piersi niczym broszka. Nie zamierzała tak odejść, odarta z reszty godności i błagająca o litość. Gdyby tak się stało i Hadrian faktycznie przyszedłby w towarzystwie straży, zapewne poderżnęłaby sobie gardło, kończąc tym samym krwawą zabawę. Wiedziała, że po swojej bratniej duszy należało się wszystkiego spodziewać. Dokładnie tak samo, jak po niej.
Na szczęście Boltonowi towarzyszył więzień.
Skrzyżowała spojrzenia z Yorenem, który z jej twarzy nie mógł odczytać absolutnie nic. Brak jakiejkolwiek litości czy resztek współczucia w oczach Margot ostatecznie przypieczętował jego los. Zamiast tego, spotkał się z czystą obojętnością, podszytą zwyczajnym okrucieństwem z jej strony. Kącik ust kobiety lekko drgnął, gdy zobaczyła, jak Hadrian obchodzi się z więźniem, który był teraz bezbronny jak dziecko i całkowicie zdany na łaskę oprawcy. Nie mogło być lepiej...
Widok ten był dla Margot wyjątkowo przyjemny. Uwielbiała się znęcać nad silniejszymi od siebie, szczególnie na mężczyznach. W pamięci miała wszystkich irytujących kandydatów do jej ręki, których chętnie zobaczyłaby na miejscu Yorena. Ta ich pewność siebie, uśmiech od ucha do ucha i żenujące komplementy, które miały na celu zachęcenie Margot do wyboru właśnie tego jednego, szybko zniknęłyby po kilku ruchach skalpela. Chciałaby wycisnąć z nich łzy, złamać ich wole i torturować tak długo, ile pozwoliłby organizm przed ostatecznym finałem- śmiercią, która w tej wizji wydawała się niezasłużoną nagrodą.
Po otwarciu szkatuły przez Hadriana, Margot pojawiła się tuż przy jego boku, podziwiając upiorną kolekcję narzędzi. Część z nich znała, niektóre stosowała w praktyce, a zastosowania innych mogła się jedynie domyślić. Zbiór był naprawdę imponujący i zostawiał ogromne pole do popisu. Kątem oka zerknęła na Yorena i wyobraziwszy sobie pierwszego lepszego kandydata do jej ręki na jego miejscu, zaczęła się poważnie zastanawiać nad odpowiedzią na pytanie Hadriana. Myślała nad tym, które narzędzie wywoła najciekawszy efekt. Najchętniej wypróbowałaby wszystkie. Szczególnie interesująca wydawała się opcja z kwasem wlanym do oka, jednak pozbawiłoby to Yorena możliwości obserwacji oprawcy, a na to nie mogła pozwolić. Po chwili wyciągnęła rękę po jeden z noży, chcąc sprawdzić jego ostrość. Z charakterystycznym dla siebie brakiem ładunku emocjonalnego, przytknęła czubek ostrza do palca. Rubinowa kropla krwi przyozdobiła dłoń Margot, wywołując u niej subtelny ruch kącika ust ku górze.
- Proponuję zacząć od tego, Panie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
135
Join date :
14/04/2014

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Nie Cze 26, 2016 7:56 pm

Woń krwi spowszedniała mu na tyle, że przestał zwracać na nią uwagę – ten metaliczny, charakterystyczny odorek juchy był po prostu kolejną częścią większego tworu, na który składał się zapach strachu, stęchlizny, ziemi i, ciężko ukryć, fekaliów. Dziś do tej niecodziennej (choć zadziwiająco powszechnej we wszystkich lochach) kompozycji dołączyła woń perfum Lady Manderly, tworząc dla codziennego smrodu miłą, choć ulotną odmianę. Strach i śmierć zakorzeniły się w tym miejscu zbyt mocno, by mogła przegnać je delikatność kobiecych perfum – dlatego z każdą chwilą spędzoną w podziemiach Dreadfort to, co czekało na górze, przestawało mieć znaczenie i liczyło się wyłącznie umiejscowione w dole piekło.
Nie ma zaś piekła gorszego od tego, które ludzie przygotowują ludziom.
Bolton nie zwykł zabierać wszystkich swych gości na równie nietypowe wyprawy – na dobrą sprawę ci, których sprowadzał do trzewi rodowego zamku, już stąd nie wychodzili (przynajmniej nie o własnych siłach), lecz chyba nikt nie sądził, że podobny los czeka córkę Lorda Białego Portu. Pomimo swej ewidentnej nieobliczalności, Hadrian był człowiekiem pragmatycznym i jako człowiek pragmatyczny dokładnie ocenił wszystkie wady oraz zalety podobnej wycieczki. Wysnute z prostego równania wnioski pozwoliły mu na podjęcie odpowiednik kroków i pewnej dozy ryzyka, z którym musiał się liczyć, sprowadzając tutaj Margot Manderly. Wystarczyło wszak, by wzdrygnęła się na zapach krwi, by ogarnęło ją przerażenie na widok obdartego więźnia, by nawet najdrobniejszym grymasem zdradziła chęć opuszczenia miejsca kaźni, a Bolton dosadnie przekonałby się, że znacznie ją przecenił. Tyle tylko, że ona dalej odgrywała swą rolę, nie dawała za wygraną, zachowywała się tak, jakby w podobnych miejscach spędzała słoneczne podwieczorki – nic jej nie przerażało, nic nie zaskakiwało, nic nie wzbudzało obrzydzenia. Było to na swój sposób niepokojące, zwłaszcza u kobiety o jej pochodzeniu i stanowisku, zwłaszcza w podobnych okolicznościach – wystarczyło przecież, by Hadrian zaryglował oba wyjścia, a po miesiącu Margot Manderly stałaby się kolejnym, smutnym cieniem przeszłości. Nie musiałby nawet brudzić rąk jej krwią – głód i pragnienie same dokonałyby dzieła zniszczenia. Świat w swej złożoności był jednak fascynującym miejscem, zatem w tym, co niepokojące, tkwił również pierwiastek fascynacji – nic nie pobudzało wyobraźni Boltona tak, jak snute względem córy Białego Portu przypuszczenia. Na dobrą sprawę nie wiedział o niej niczego poza tym, do czego dotarł sam drogą dedukcji bądź poza tym, co zasłyszał od osób trzecich – takim informacjom z kolei niemal nigdy nie ufał. Jakaś część dziedzica Dreadfort pragnęła obedrzeć Lady Margot z tajemnic tak, jak ciało obdziera się ze skóry: cały proces wymagał delikatności i stanowczości jednocześnie, należało znać miejsca, od których trzeba zacząć i te, które w początkowej fazie należy omijać. Włożony w niego wysiłek przynosił jednakże wymierne, zadowalające efekty – na samym końcu obdarty ze skóry (choćby tej metaforycznej) człowiek nie miał już żadnych sekretów. I choć czasami pozbawianie ludzi sekretów znacznie obniżało ich wartość, Bolton nie sądził, by rzecz podobnie miała się z Margot Manderly: nawet wtedy, gdy sądziłby, że wie o niej wszystko, ona wciąż posiadałyby pilnie strzeżoną informację, skrytą za zimnym, nieruchomym spojrzeniem kobiety, która oswoiła się z cierpieniem.
Dokładnie takim spojrzeniem, jakie posiadała teraz.
Dziedzic Dreadfort skinął lekko głową – nie wiedzieć, czy z aprobatą, czy w lekkiej zadumie – gdy panna Manderly po chwili namysłu wskazała wybrane przez siebie ostrze. Na ustach Boltona próżno było doszukiwać się uśmiechu, gdy spokojnie wyjmował z jej dłoni ostre narzędzie o cienkim, elastycznym metalu, który przy nacisku wyginał się w lekki łuk.
- Lady Manderly wybrała specyficzny nóż, więc musisz ze mną współpracować, Yorenie – ciemne brwi Boltona zbiegły się ze sobą, gdy dziedzic Dreadfort stanął niecałe pół stopy od więźnia, doskonale czując kwaskowaty odór bijący od jego ciała. – To ostrze używane do oczyszczania ryb, choć niejedna kucharka stosuje je przy drylowaniu wiśni – Hadrian przytknął nóż do policzka Dzikiego, naciskiem sprawiając, że metal wygiął się nieznacznie. – Nie jestem rybakiem ani kuchmistrzem, więc musiałem znaleźć dla tego ostrza nowe zastosowanie. I znalazłem, cztery… bądź pięć lat temu. Jak się okazało, zresztą ku memu ogromnemu zdziwieniu, nóż do oczyszczania z łusek idealnie nadaje się… do oczyszczania ze skóry – kąciki ust Boltona drgnęły nieśmiało, zupełnie jak gdyby dziedzic Dreadfort nie wiedział, czy powinien uśmiechnąć się teraz, czy zaczekać z oznakami radości wywołanymi własnym odkryciem na inną okazję.
- Wszystko rzecz jasna zależy od człowieka – musi posiadać odpowiednio luźną skórę, by uniknąć zbędnych nacięć, ale po dwóch tygodniach bez żywności z reguły każdy jest… rozluźniony – tym razem Hadrian nie powstrzymał się od uśmiechu, ostrożnie przesuwając ostrze na podbrzusze więźnia. – Nie krzycz, przyjacielu. To nie pomoże ani tobie, ani mnie, a już zwłaszcza nie mojej damie – ostatnie słowo Boltona wciąż wisiało w gęstym powietrzu lochu, gdy piekielnie ostry nóż nagle wsunął się za skórę Dzikiego – Hadrian uchwycił w dwa palce obwisły fragment na lewym biodrze więźnia i pewnym ruchem rozciął go wzdłuż ostrzem. Yoren jednak krzyknął, i to tuż nad uchem Boltona, który zdawał się głuchy na wrzaski – pewnie prowadził ostrze pod kolejnymi fragmentami skóry, obserwując, jak elastyczny metal prześlizguje się pod cienkim pergaminem tkanki. Bladą dłoń obficie splamiła krew, która teraz gęstymi kroplami mknęła ku posadzce, ale dziedzic Dreadfort przesuwał nóż dalej, aż do pępka, gdzie Bolton zakończył nacięcie – teraz miało ono kształt delikatnego łuku, biegnącego od biodra; z cienkiej, niemal niepozornej rany wypływała ciemna jucha, która wsiąkała w brudny materiał wełnianych spodni więźnia i zraszała podłogę lochu. Hadrian otarł ostrze noża o spodnie Dzikiego, po czym odrzucił je obojętnie na drewniany stół, przenosząc spojrzenie na Margot Manderly.
- Gdzie pragniesz odbyć zaślubiny, Pani?
Na ustach Boltona zagościł cień uśmiechu, gdy wyciągnął w stronę Margot Manderly wilgotną i skąpaną w rubinowej cieczy dłoń, zupełnie jakby nie tyle się oświadczał… co proponował pakt, który przypieczętują krwią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Biały Port
Liczba postów :
16
Join date :
07/01/2016

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Pon Lip 04, 2016 2:33 pm

Zapach panujący w Lochach Dreadfort był dla Margot czymś równie naturalnym, jak woń potraw, unosząca się z kuchni w Białym Porcie. Nie poświęciła mu większej uwagi, gdyż była do niego przyzwyczajona. Po latach praktyk medycznych zmysł węchu wyrobił się na tyle, że tylko intensywny smród gnijącego ciała byłby w stanie wywrzeć na Manderly jakiekolwiek wrażenie. Jednak jej organizm odczuwał aurę strachu, panującą w pomieszczeniu, w którym się znajdowała. Każda komórka jej ciała odbierała nienamacalne bodźce, wynikające z grozy, którą wprowadził Hadrian wśród swoich więźniów. Powiedzieć, że bardzo jej się to podobało, to zdecydowanie zbyt mało. Margot czuła swego rodzaju podniecenie, na samą myśl ile cierpienia zadano w tym pomieszczeniu. Wyobrażała sobie setki ofiar obdzieranych żywcem ze skóry, ich ból, który mogła zakończyć tylko śmierć, ich strach, przed kolejnym pojawieniem się mistrza ceremonii, który bezlitośnie dokonywał aktów okrucieństwa na ich ciałach. Największą przyjemność dawała jej wizja gasnącej nadziei w oczach więźniów, moment, w którym uświadamiali sobie, że jedyną drogą ucieczki jest opuszczenie tego świata.
Nikt ich nie uratuje. Nikt im nie pomoże. Ich życie jest w rękach Hadriana i od jego woli zależy, jak szybko opuszczą lochy Dreadfort.
Mimo starannego szkolenia w sztuce intryg i kłamstw, Margot bardzo ceniła sobie szczerość i bezpośredniość. Przeciwnik, który decydował się na grę w otwarte karty, jak Hadrian, zasługiwał na jej szacunek. Za jedno z największych upokorzeń Manderly uważała przyłapanie na kłamstwie, ponieważ wtedy wartość człowieka spadała do zera. Sztuka ta wymagała niebywałej perfekcji oraz wyjątkowej inteligencji, była dostępna dla każdego, a zarazem niewielu potrafiło zrobić z niej prawdziwy użytek. Od drobnego oszustwa po słynną „Grę”, w której brały udział tylko wybitne jednostki. Kłamstwo mogło wznieść człowieka na wyżyny, jak również strącić go na samo dno. Szczerość, którą zaoferował jej Hadrian, była prawdziwą rzadkością. Mógł zdobyć zaufanie Margot, jak również stracić je na samym początku.
Niewiele kobiet tolerowałoby praktyki dziedzica Dreadfort, niektóre wręcz poczułyby obrzydzenie wobec bezdusznego Boltona, lubującego się w zadawaniu cierpienia innym. Margot jednak uważała to za prawdziwy atut, ponieważ nikt tak jak ON nie potrafiłby jej zrozumieć. Nie potrafiła tego nazwać ani znaleźć w tym głębszej idei, ale działania Hadriana uważała za słuszne, ba, na jego miejscu postępowałaby identycznie. Wycieczka do lochów sprawiła, że Manderly poczuła jakąś więź wobec mężczyzny, który wkrótce miał zostać jej mężem. Czuła, że to małżeństwo będzie równie korzystne dla niej, jak dla rodu. Hadrian był prawdziwym skarbem, który chciała posiąść i którego nie zamierzała wypuścić z rąk.
Hadrian Bolton, westchnęła w myślach, obserwując dziedzica Dreadfort podczas znęcania się nad Yorenem. Celem Margot było dążenie do doskonałości, poprzez odrzucanie wszystkich trywialnych potrzeb, którym folgowała reszta. Była pewna, że w ten sposób stanie się kimś, kto stoi ponad innych, „nadczłowiekiem”. Za jedną z tych potrzeb uważała miłość, która w jej odczuciu była żałosna i niepraktyczna. Sprawiała, że kobiety ukrywały rozsądek w szafie i w pełni oddawały się swoim partnerom, przez co niejednokrotnie były wykorzystywane i traciły zarówno majątki, jak i pozycje. Takie osoby nie wywoływały w niej współczucia, a jedynie zażenowanie. Teraz gdy obserwowała Hadriana, jej myśli krążyły wokół jego osoby, wywołując niepokojące wizje w jej głowie. Wyobrażała sobie pierwszy pocałunek, który sprawiłby, że „cień uśmiechu” ponownie zagościłby na twarzy Boltona. Chciałaby wylądować w jego ramionach i przytulając głowę do jego piersi słyszeć przyspieszone bicie jego serca. Ostatnia wizja dotyczyła pierwszej nocy po zaślubinach, podczas której...
Nie bądź głupia Margot, przywołała słowa Morgany, które sprowadziły ją na ziemię. Miała nadzieję, że nierozsądne myśli nie zmyły maski „Królowej Śniegu” z jej twarzy. Gdy upewniła się, że niebezpieczny uśmiech znów zagościł na jej ustach, a oczy nie wyrażają absolutnie nic, zdecydowała się zająć miejsce tuż przy boku Hadriana, żeby mieć lepszy widok na ciało Yorena. Jej spojrzenie podążało szlakiem blizny, wytyczonej przez Boltona, który przebiwszy się przez zewnętrzną warstwę naskórka, zaczął kaleczyć skórę właściwą, wywołując obfite krwawienie. Margot obawiała się, że niezabezpieczona rana sprawi, że więzień dokończy swego żywota szybciej, niż będzie oczekiwała. Przez chwilę miała ochotę zatamować krwawienie za pomocą rozgrzanego do czerwoności noża- niezbyt mile widziana przez maestrów metoda, która prócz bólu niosła za sobą przykre konsekwencje jak chociażby wypalenie tkanek- jednak doszła do wniosku, że nie będzie przerywała przedstawienia, przygotowanego przez przyszłego małżonka. Być może kiedyś pozwoli jej na zabawę z jednym z więźniów, podczas której zadba o to, by umierał powoli i w męczarniach. Wtedy będzie mogła zrobić z nim to, czego dusza zapragnie. Teraz mistrz ceremonii wprowadzał ją w tajniki swego kunsztu, który sama świetnie znała od podszewki.
Stała niewzruszona niczym posąg jednego z siedmiu, który nie zamierzał drgnąć nawet po wysłuchaniu najżarliwszej z modlitw. Przekrzywiła lekko głowę, chcąc spojrzeć prosto w oczy Yorena. Szukała w nich łez oraz innych oznak słabości, które lały miód na jej serce. Delektowała się tą chwilą do czasu, aż słowa Hadriana ponownie wybrzmiały w lochach i tym razem dotyczyły bezpośrednio Margot. Minęła chwila, nim znaczenie pytania dotarło do jej świadomości, która odsunąwszy Yorena na drugi plan, skoncentrowała się na dziedzicu Dreadfort.
Manderly była pewna, że Bolton zdecyduje się na małżeństwo, nie przypuszczała jednak, że stanie się to tak szybko. Nie była przekonana, czy działało to na jej korzyść, czy nie, wszak nie rozgryzła jeszcze Hadriana na tyle, aby domyślić się, co kryło się za tak prędkim podjęciem decyzji. Czy to, że zwyczajnie podobała się Boltonowi i chciał jak najszybciej wypróbować swój nowy nabytek, czy wręcz przeciwnie- im wcześniej zacznie małżeństwo, tym szybciej je skończy. Przeniosła wzrok na jego dłoń, pokrytą krwią, której kolor przez słabe oświetlenie zdawał się wpadać w czerń. Bez wahania podała rękę mężczyźnie, czując, jak zasychająca jucha skleja ich palce.
- Skoro mam przyjąć nazwisko „Bolton”, to chciałabym, żeby zaślubiny odbył się w Dreadfort- odpowiedziała, podpisując jednocześnie pakt z Hadrianem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
135
Join date :
14/04/2014

PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   Pon Sie 22, 2016 11:31 pm

Nigdy nie uważał się za człowieka próżnego, jednak jakaś część jego jaźni – ta nie do końca zbadana i ujarzmiona – odnajdywała w świadomości własnej wszechmocy pierwiastek zadowolenia. Lubił świadomość własnego kunsztu, jednak do tego uczucia dziś dołączyło kolejne – Hadrian Bolton raptownie zdał sobie sprawę z faktu, że polubił również świadomość zainteresowania, jakie okazywała mu w tej chwili lady Margot.
W przeciągu całego swego dotychczasowego życia nie miał podstaw, by uważać, że kiedykolwiek zależeć będzie mu na opinii i uznaniu jakiejkolwiek kobiety – przez znaczną część własnej egzystencji był wszak czwartym synem lorda z odległej, nieprzystępnej i wysoce nieciekawej Północy. Jedyne, na co mógł liczyć, to odrobina swobody, której odmawiano dziedzicowi i starszym braciom, oraz świadomość, że jego żona będzie kobietą równie błahą, co pozbawioną własnej woli. Nie przypuszczał, że przeżyje starsze rodzeństwo i że niemal z dnia na dzień otrzyma to, czego jakaś część jego umysłu skrycie pragnęła – że los ofiaruje mu pełnię realnej władzy.
Oraz kobietę, z którą tą władzą chciał się podzielić.
Margot Manderly nie była ani błaha, ani pozbawiona własnej woli, na dobrą sprawę tkwiły w niej niemal wszystkie cechy, których Hadrian dotychczas nie spotykał u innych kobiet. Być może była to wyłącznie jego wina, sam bowiem nigdy nie szukał ich towarzystwa, kiedy zaś je znajdował – zamiast zgłębiać charakter, zgłębiał je same, nie potrafił jednak odmówić lady Manderly niepowtarzalnych przymiotów.
Jak choćby nerwy ze stali i nad wyraz mocny żołądek.
Przyprowadzenie jej do lochów Dreadfort było testem, który miał odpowiedzieć na najbardziej palącą kwestię – czy zachowanie Margot było wyłącznie dobrze wystudiowaną, choć pozbawioną jakichkolwiek podstaw sztuczką, czy w rzeczy samej jakaś jej część – o ile nie ona cała – były na tyle szalona, pozbawiona skrupułów i niepowtarzalna, by zasługiwać na uwagę Boltona? Odpowiedź nadeszła z chwilą, w której nóż przeciął skórę więźnia – lady Manderly nie wzdrygnęła się wtedy, nie cofnęła, nie wykrzywiła ust w grymasie niesmaku, przerażenia bądź zwykłej pogardy. Wiedziona ciekawością i wabiona wonią krwi, zbliżyła się jedynie do słabo szamotającej się ofiary; przywodziła w tym momencie na myśl śmiertelnie jadowitego pająka, który zdołał schwytać w swą sieć bezbronną muchę i który w każdej chwili gotów był przedłużyć bądź zakończyć jej cierpienie. Pośród tego wszystkiego dziedzic Dreadfort nie mógł być pewien wyłącznie jednego: czy na pewnym poziome to on nie odgrywa roli bezbronnego owada? Czy to nie on padł ofiarą własnego pośpiechu? Czy to nie on zaplątał się w pajęczynę i - choć wciąż przekonany jest o posiadanej przez siebie wolnej woli – z każdym kolejnym ruchem, krokiem bądź słowem nie zaplątuje się w nią coraz bardziej? Pomimo uznania, jakim mimowolnie zaczął darzyć Margot Manderly, narzucił na siebie jarzmo szczególnej ostrożności, jaką powinien zachować – zbyt wiele upadków oglądał, by pozwolić sobie na nawet najdrobniejsze potknięcie, na choćby cień nieuwagi.
Myśl, że jakakolwiek kobieta – nawet, jeśli miałaby to być kobieta pokroju córki lorda Białego Portu – mogłaby go omamić, wprawiła Boltona w osobliwy niepokój. Potrafił stawiać czoła wyzwaniom znacznie bardziej krwawym i stokrotnie gwałtowniejszym, lecz zwykła świadomość władzy, jaką oferuje instytucja małżeństwa, wprawiała go w niepokojące odrętwienie – być może właśnie to było główną przyczyną, dla której uznał pobyt w lochach za stanowczo zbyt długi i zapragnął natychmiast go skrócić. Gdy tylko do uszu dziedzica Dreadfort dotarły słowa wyrażanej przez lady Margot woli, skinął głową w lekkim namyśle, obracając w palcach nóż. Jej decyzja wiązała się ze sprowadzeniem do siedziby Boltonów septona i figur, które czczono na południu, to jednak nie było szczególnie kłopotliwe – przynajmniej mniej od prędkiego zakończenia życia Yorena.
Nie wiedzieć kiedy Hadrian uniósł dłoń, w której dzierżył cienkie, elastyczne ostrze – metal ugiął się nieco pod naciskiem, jaki wywarła na nim ręka dziedzica Dreadfort, doskonale jednak spełnił swą funkcję i naruszył stałość napiętej skóry szyi, która ustąpiła pod nożem bez oporu. Wtem wydarzyły się dwie rzeczy jednocześnie: więzień wydał gardłowy, bulgoczący charkot, a krew trysnęła raźno niby wystrzeliwujący z górskiej skałki strumyk. Czerwona jucha – napędzana chaotycznie bijącym, opętanym przerażeniem sercem – zdołała zachlapać wams Boltona i dotarła nawet do rękawa sukni lady Manderly, czego jednak sam Hadrian nie mógł zauważyć, zbyt pochłonięty gasnącym w oczach Yorena życiem.
Nie chciałem kończyć tego tak prędko, pomyślał z osobliwym rozżaleniem dziedzic Dreadfort, gdy jeniec zawisł bezwładnie na pętach. Cienka, głęboka szrama znaczyła jego szyję krwawym uśmiechem, który rozciągał się na nagą, splamioną posoką pierś – krew zdawała się być niemal wszędzie, błyszczała w wątłym świetle świecy i wsiąkała w materiał wamsu Boltona, wypełniając powietrze metaliczną wonią.
- Wkrótce będę musiał ponownie opuścić Dreadfort, jednak nawet pod moją nieobecność możesz czuć się jak u siebie – słowom Hadriana towarzyszył cichy szczęk, z jakim nóż wylądował na stole – nim Margot zdołała odpowiedzieć, Bolton złapał za pochodnię i bez słowa wskazał jej te same drzwi, którymi tu dotarli. Coś w zachowaniu dziedzica kazało przypuszczać, że zaszła w nim ledwie uchwytna zmiana – jak gdyby obudził w sobie rezerwę, jakiś pokład nieufności, która – choć w żaden sposób przez niego nie przemawiała – nakazywała mu szczególną obserwację Margot Manderly.
Mogła być wartościowym sojusznikiem albo nader niebezpiecznym wrogiem.

/2xzt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Lochy Dreadfort   

Powrót do góry Go down
 

Lochy Dreadfort

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Lochy Dreadfort
» Stare Lochy
» Wielka Sala
» Lochy pod Riverrun

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Północ :: Dreadfort-