a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Smocza Jama



 

 Smocza Jama

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość

avatar

PisanieTemat: Smocza Jama   Wto Kwi 30, 2013 9:04 pm


"Pozostały po niej poczerniałe ściany i ogromna kopuła, która zapada się coraz bardziej.
Potężne spiżowe wrota pozostają zamknięte od wieków."

Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Smocza Jama   Wto Kwi 30, 2013 9:15 pm

W Królewskiej Przystani robiło się coraz bardziej tłoczno. Nowe rody wciąż napływały z każdej strony. Martellowie z Południa, Starkowie z Północy, Lannisterowie z Zachodu. Nawet z Essos przybyło kilkoro znamienitych gości. Wszyscy oni byli tutaj tylko w jednym celu, przynajmniej oficjalnie. Aerys Targaryen zażyczył sobie hołdu dla własnej królewskiej osoby, a po tej całej szopce zamierzał wydać ucztę, jakiej jeszcze świat nie widział.
Aemona męczyły oficjalne ceremonie, choć jako członek Królewskiej Rady i przede wszystkim rodziny powinien być obecny przy każdej oficjalnej audiencji. Dziś jednak miał już dość, jedyne, czego pragnął to święty spokój.
Zrzucając oficjalne odzienie i nakładając zwyczajne, postanowił wtopić się w tłum na ulicy i samotnie przespacerować na wzgórze Rheanerys. Lubił odwiedzać Smoczą Jamę, znajdującą się na wzgórzu. Przypominała mu ona o potędze, którą niegdyś byli Targaryenowie i o tym, co działo się z nimi obecnie. Aerys, szalony socjopata, zaczynał już popadać w paranoje związaną ze swoją osobą, a Aemon nie miał ochoty patrzeć na upadek brata. Miał nadzieję, że on i Ravath szybko doczekają się potomstwa, w przeciwnym razie to on musiałby stanąć na czele królestwa w razie śmierci brata.
Rycerz odgonił od siebie wszelkie złe myśli i wspiął się na wzgórze, stając tuż przy wejściu do Smoczej Jamy. Kopuła była już prawie zapadnięta i nie miał zamiaru wchodzić do środka. Przyłożył dłoń do muru, drugą kładąc na klindze swojego miecza i pogrążył się w zadumie. Ach, jak bardzo chciałby aby smoki powróciły do Westeros. On i jego siostra posiadali wprawdzie coś, co miało być smoczymi jajami, jednak jak było naprawdę? Aemon szczerze wątpił, by na świecie pozostały jeszcze jakieś prawdziwe smocze jaja.
Powrót do góry Go down
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Smocza Jama   Wto Kwi 30, 2013 9:34 pm

W królewskiego przystani ród Baratheon był od jakieś dwóch godzin. Adela była przyjęta jak prawdziwa dama i narzeczona ich pana. Dostała piękną komnatę, oraz parę dodatkowych sukien, do jej pokoju przynieśli ubrania, oraz wanne żeby mogła się obmyć. Tak też zrobiła. Przecież należy wyglądać przed przyszedłem mężem.
Lepiej nie mówić jak ona sobie go wyobrażała. Starego blondyna który tylko w głowie rozpusta. Co nie co słyszała o tym rodzie i jakoś nie zachwyciły ją opowieści o nich. jedynie co w ty wszystkim było ciekawe to to że mieli kiedyś smoki. Ta nowinka dla tak ciekawskiej osóbki był niczym skarb. Kiedy już obmyła swoja twarz ręce oraz kark, spojrzała przez okno, widok był piękne oparła się o futrynę i w myślach powtarzała Dajcie mi siły.
Po chwili spojrzała na kufer, sukien uśmiechnęła się od siebie p oczy zaczęła grzebać, nie szukała żadnej sukni czy też biżuterii. Po chwili wyciągnęła stare spodnie swojego najstarszego brata, wzięła jeszcze koszule szybko odziała się. Włosy związała w takie sposób by wyglądała na krótko ścięte. Spojrzała na lustro i puściał do siebie oczko, wyglądała jak mężczyzn. Po czym wyszła, przez pół drogi szła nie zauważona, wyglądała jak jeden ze sługusów.. Szła tak przez długi czas od czas do czasu spoglądała gdzie idzie, aż znalazła się koło jakieś kapsuły. Nie była mistrzem w spinaczki ale ciekawość była silniejsza. kiedy wreszcie pojawiła się na górze, ku jej oczom piękny widok oraz jakiś mężczyzna.
-Wybacz panie-wypowiedziała męskim tonem.
Po chwili zawiał silny wiatr, o gumka opadła na ziemie, a jej włosy rozpuściły się na wietrze. No to wpadła
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Smocza Jama   Wto Kwi 30, 2013 10:17 pm

Nie zauważył, gdy ktoś podszedł go z tyłu, tak bardzo zajęty był swoimi myślami. Na polu bitwy za taką nieuwagę zapłaciłby życiem, ale w chwili obecnej pozwolił sobie na chwilę wytchnienia i zapomniał kompletne o stałej czujności. A przecież doskonale wiedział, że w Królewskiej Przystani nikt nie mógł być całkowicie bezpieczny. A tym bardziej młoda kobieta, samotnie spacerująca po wzgórzach.
Początkowo wziął ją za chłopaka, jednak wiatr ją zdradził, a włosy uwolnione spod wiązania opadły z gracją na ramiona. Wszystko w jej postawie, mimice, mówiło mu, że ma do czynienia z wysoko urodzoną damą, jednak Aemon nie rozpoznawał dziewczyny, która stała przed nim. Nigdy wcześniej jej nie widział, jednak szybko doszedł do wniosku, że mogła to być przecież jedna z nowo przybyłych do miasta panien.
Natychmiast wyprostował się i ukłonił, jak nakazywały zasady dobrego wychowania, wpajane mu niemalże od urodzenia. Nie byłby jednak sobą, gdyby nie dostrzegł ironii w tej sytuacji. Bowiem oboje, zarówno ona jak i on, przyszli na wzgórze próbując oszukać innych, że są tym, kim tak naprawdę nie byli. Aemon w stroju zwykłego strażnika miejskiego, ona przebrana za chłopaka.
-Niebezpiecznie jest spacerować w tych okolicach samemu, Pani - ostrzegł ją, jednocześnie przyglądając się jej od stóp do głów.
Miała duże, ciemne oczy i przyszło mu na myśl kilka rodów, z którymi mogła być związana. Był jednak pewien, że ona rozpozna go natychmiast, wszakże kto nie rozpoznałby Targaryena!
-Pozwól mi odprowadzić się do miasta - zaoferował, spoglądając na nią i oczekując na jakąś reakcję.
Powrót do góry Go down
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Smocza Jama   Wto Kwi 30, 2013 10:47 pm

-Nie aż tak niebezpiecznie jak panie sobie wyobrażasz -wypowiedziała po czym również się ukłoniła.
Tak ona od razu go rozpoznała, no ale ale ja i tak nie wiele to obchodziło, przecież był tylko zwykłym strażnikiem, który nic dla niej nie będzie znaczył. Jak to łatwo się przeliczyć, przecież Adela nie ma pojęcia że to jej przyszły, mąż.
-Dam sobie rade, nie każda kobieta potrzebuje pomocnika-powiedziała lekko zirytowana.
Od razu do miasta, przecież nie dawno się z stamtąd wydostała na pewno nie miała zamiaru tam wracać, a na pewno nie z nim. Nie chce kolejne kłótni z ojcem który i tak był wystarczająco zmęczony po podróży, i nie chciała żeby zabrał jej kolejne spodnie do przebierania się.
Spojrzała na ramie mężczyzna po czym nie znacznie się do niego zbliżała. Jej oczom ukazała się zapadająca się kapsuła, dotknęła ściany po czym odwróciła się od mężczyzny.
-Czy tutaj były smoku to ich kryjówka?-spytała się chwilowo grzecznie.
Smoki tak bardzo chciała je ujrzeć, opowieści ojca czy tez dziadów były niesamowite, opisywali smoki i opowiadali o nich tak szczegółowo że kiedy Adela zamknęła oczy miała je przez oczami. Swoimi brązowymi oczami spojrzała na mężczyznę, ona nie miała zamiaru się przedstawiać nie chciała, jeśli tylko by się spytał na pewno coś na poczekaniu by wymyślała.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Smocza Jama   Sro Maj 01, 2013 4:46 pm

Nie wiedział, jak ma zareagować na jej słowa. Prowokowała go, czy naprawdę nie miała pojęcia, gdzie się znajduje? A może była tylko podstawioną aktoreczką, która miała zwabić go w jakieś miejsce by przeciwnicy rodu Targaryen pojmali go i zgładzili? Ech, Aemonie, popadasz w paranoję niczym Twój starszy brat.
-Widzę, że jesteś bardzo dzielna, Pani - powiedział kąśliwie, ponownie lustrując ją od góry do dołu. Taka drobna kobieta nie miała szans przeciwko potencjalnym rzezimieszkom. - Będzie tak, jak sobie życzysz. Pozwól mi jednak zostać tutaj z Tobą.
Odważna, czy nie, wciąż była kobietą, a Aemon należał do tego rodzaju mężczyzn, którzy w pierwszej kolejności zawsze bronią piękne niewiasty.
-Tak, właśnie tutaj trzymano smoki - potwierdził i powoli ruszył w drogę dookoła kopuły - Choć te pierwsze były tak olbrzymie, że nie zmieściłyby się tutaj.
Przystanął na chwilę i zdał sobie sprawę z tego, że nie zapytał jej jeszcze o imię ani sam także się nie przedstawił. Wydawało mu się jednak, że dziewczyna nie ma ochoty zdradzać mu swej tożsamości, samemu Aemonowi to także było jak najbardziej na rękę. Postanowił więc robić za przewodnika bez zdradzania swoich personaliów. Jeszcze by się dziewczyna przestraszyła i uciekła, a póki co jej towarzystwo mu nie przeszkadzało.

EDIT.
Aemon i dziewczyna spędzili przy Smoczej Jamie jeszcze trochę czasu. Mężczyzna opowiedział jej o historii smoków, przeplatając opowieść ciekawymi informacjami z rodu Targaryenów, jednak dziewczyna nie dała po sobie poznać jakoby rozpoznała w nim młodszego brata króla. Gdy usłyszeli trąby z dziedzińca, oboje postanowili wracać do zamku. Aemon odprowadził swoją towarzyszkę jedynie do wskazanej przez nią bramy, po czym dziewczyna zniknęła mu z oczu, a on sam udał się do swych komnat by przygotować się na przyjęcie gości w Wielkiej Sali.

/zt oboje
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Smocza Jama   Sob Maj 11, 2013 7:35 pm

Nie poznała mnie. Choć normalnie by się z tego cieszył poczuł w sercu lekkie uczucie żalu. On rozpoznałby ją wszędzie, ale nim kierowały zupełnie inne emocje. Jednak nie mógł się jej dziwić. Sam patrząc w płaską tafle jeziora lub lustra nie potrafił rozpoznać w odbiciu samego siebie. Cóż czas nie oszczędzał nawet takich jak on. Na wzmiankę o małżeństwie drgnął niespokojnie skutecznie ukrywając falę emocji która go w tej chwili zalała. Nie mógł uwierzyć w to, że Rhaena nie ma małżonka. Pytanie tylko brzmiało czy już go nie ma czy jeszcze. Opanował się szybko grając dalej rolę strażnika, za którego najpewniej go brano. Wsłuchiwał się w każde słowo drogiej siostry rozszyfrując przy tym jej charakter. Zmieniła się tego był pewien. Ty głupku minęło 7 lat! Spodziewałeś się zastać to samo dziecko jakie zostawiłeś w Smoczej Skale?! Krzyczał w myślach na samego siebie. Skłonił się młodemu lordowi i ruszył przedsienie nawet nie patrząc czy Rhaena idzie za nim. Znał tylko jedno miejsce, w którym mogli porozmawiać spokojnie. Prowadził ją cieniami i wąskimi ścieżkami tak by żadna para oczu ich nie dostrzegła. Miał tylko nadzieję, że jego siostra nie zacznie krzyczeć, bo cały jego plan poszedłby się paść. Znaleźli się w końcu w samym sercu Smoczej Jamy. Potężna kopuła wydawała mu się najbezpieczniejszym miejscem w mieście, w końcu tutaj kiedyś mieszkały smoki. Daegon rozpalił kilka pochodni chcąc oświetlić trochę mroczną budowlę, której lata świetności już dawno minęły. Zatrzymał się w końcu na środku Sali odwracając się w stronę towarzyszki.
- „Mam nadzieję, że Wysogród zbyt szybko nie wezwie swoich Róż „- zacytował jej własne słowa a kącik ust drgał mu z rozbawienia. – Septy nieźle cię wyszkoliły, ale trudno się dziwić. Zawsze byłaś pojętną uczennicą. Co nie zmienia faktu, że stać cię na coś lepszego niż to paniątko- uśmiechnął się w końcu choć nie robił tego od wielu, wielu lat i prawie zapomniał jak to się robi. Kiedyś kochał Tyrellów dziś byli oni dla niego kolejnym rodem chowającym się za swym bogactwem lub za liczną armią. Podszedł do niej ostrożnie odgarniając jej kosmyk białych włosów sprzed twarzy. Patrzył jej prosto w oczy szukając w nich dawnej Rhaeny- Wciąż mnie nie poznajesz…siostrzyczko- gdy wypowiedział to jedno słowo ogromny kamień spadł mu z serca i zrobiło mu się jakoś lżej.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Smocza Jama   Sob Maj 11, 2013 8:24 pm

To prawda nie poznała go, na początku, kiedy jednak strażnik nie zaczął prowadzić ich gdzieś do komnat w Czerwonej Twierdzy, a całkiem poza zamek, zaczęła coś podejrzewać. Jasne włosy... żałowała, że mrokach nocy nie może poznać koloru jego oczu, to zdradziłoby go od razu! Mogła się tylko domyślać i mieć nadzieję... Nie widziała go tyle lat, mógł sie zmienić, to mógł być on, głos wydawał się znajomy, jak teraz myślała po drodze. Czemu nie zatrzymała się i nie zapytała obcesowo gdzie on ją u licha prowadzi? Czemu szła dalej? Bez słowa... jeśli się myliła, on mógł być jakimś łotrem, porywaczem, skrytobójcą... kimkolwiek, zawlecze ją gdzieś, gdzie nikt ich nie znajdzie, zgwałci ją i zabije, albo porwie dla okupu... Gdy jednak poznała drogę do smoczej jamy, serce zabiło jej mocniej, ale nie odezwała się w dalszym ciągu, zaciskała tylko drobne pięści w oczekiwaniu.
Gdy się zatrzymali i on się odwrócił, odezwał i uśmiechnął... nie musiał mówić nic więcej. Rzuciła mu się na szyje z dziewczęcym piskiem radości. Owinęła go ramionami i trzymała tak mocno, że jej samej zdawało się, że zaraz go udusi! Potem wycałowała go po policzka i w końcu spojrzała mu w twarz uradowana jego widokiem. Wytrzeźwiała w jednej chwili. We fioletowych oczach miała łzy, a na twarzy promienny uśmiech. -Daegon! Daegon! Nie wiem co mam ochotę bardziej Ci zrobić! Spuścić l;anie, że zniknąłeś na tym przeklętym murze i nie dałeś znaku życia, czy wycałować, że Cię widzę! Z resztą już Cię wycałowałam! - Zaśmiała się przez łzy szczęścia, a potem walnęła go dłonią w pierś... a to było to jej spuszczenie lania. Zawsze miała słabość do tego chłopaka, był jej krwi tylko w połowie, ale kochała go jak każdego z rodziny, a nawet mocniej, bo był tak samo nierozważny i stuknięty jak ona! -Co tu robisz? Nie sądziłam, że z muru też kogoś przyślą na hołd. Ale nie było Cię na uroczystości, na balu też Cię nie widziałam! Opowiadaj mi, szybko, wszystko! - Rozkazała wiercąc go tymi swoimi przenikliwymi oczami, trzymając za dłonie i podskakując jak dziecko z radości. Zignorowała słowa o Tyrellu, on jej nie interesował, z resztą... z tego co się orientowała był już przyobiecany. -Ach! Nie będę mogła spać! Wreszcie mnie odwiedziłeś! Zabierzesz mnie na wycieczkę na mur, prawda, nie możesz mi odmówić, chcę stanąć na jego szczycie, chce zobaczyć świat tak jakbym leciała na smoku! - Kobieta naprawdę się cieszył, ekscytowała się tak bardzo, że chyba zaraz zemdleje. To była ta Rhaena, którą mógł pamiętać, żywiołowa i narwana... do tego wciąż mało rozsądna skoro pozwoliła się zabrać z Czerwonej Twierdzy bez choćby jednego rycerza i nic nikomu nie mówiąc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Smocza Jama   Sob Maj 11, 2013 9:43 pm

To było dziwne znów usłyszeć śwój śmiech. Szczera czyta radość wychodziła z jego strun bez cienia jakiejkolwiek ironi czy sarkazmu. Wszystko dzięki niej… Trzymając ją w objęciach był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Nigdy by nie pomyślał, że można się czuć wspaniale w tej jednej chwili.
- Też się cieszę, że znów cię widzę- bardziej szczere słowa z jego ust już dawno nie padły-Nie masz pojęcia jak bardzo za tobą tęskniłem- szepnął za nim jeszcze wypuścił ją ze swoich objęć. Znów była jego małą siostrzyczką a jego świat zaczynał nabierać coraz więcej barw.-Aff[/b[- mruknął gdy od niej oberwał rozcierając sobie to miejsce w które został uderzony. Oczywiście go to nie bolało ale poudawać zawsze można było. Chwilę później jego zdrowy rozsądek się uaktywnił. Przypomniał sobie jakim idiotom jest i jak wiele może kosztować go spotkanie z nią. Jednak nie mógł powiedzieć jej prawdy. Nie jej! Nie mógłby znieść jej spojrzenia gdyby jego mała ukochana siostrzyczka dowiedziała się, że został najemnikiem. Nie wiedział co by wtedy zrobiła i nie chciał wiedzieć. Czuł, że to będzie koniec. Wyglądało na to, że trzeba jak najszybciej wymówić lordowi usługi i wracać na statek.
[b]-Cóż nowemu królowie też trzeba się podlizać. Zwłaszcza jak to twój krewny
- zaśmiał się cicho. Kiedyś nie umiał by jej okłamać. Dziś robił to bez najmniejszego problemu i to całkiem skutecznie.- Wiem i na pewno będę miał z tego powodu problemy ale podróż była długa i ciężka.- jęknął cicho chcąc podkreślić swoje problemy. Zaczynał się powoli zastanawiać czy nie powinien się przyłączyć do jakiejś trupy komediantów. - Na wszystko przyjdzie czas siostrzyczko. Zresztą nie ma, co opowiadać. Mur to wielka kupa losu, na której ciągle pada śnieg a ludzie odmrażają sobie kończyny- tym razem nie kłamał. Był na murze jednak nigdy nie złożył przysięgi i mówiąc szczerze nigdy tego nie żałował. Śmiał się widząc jej radość. Tak bardzo za nią tęsknił, tak bardzo chciał mieć ją zawsze przy sobie. W tej chwili miał na tyle odwagi by zabrać ją daleko stąd nie to, co siedem lat temu.
-Spokojnie bo twoje biedne służące pomyślą, że za dużo wypiłaś- roześmiał się nie spuszczając z niej wzroku. Dawno nie czuł takiej swobody podczas rozmowy z kimś. - Minęło dużo czasu ale musisz mi wybaczyć.- pół prawda jest lepsza niż kłamstwo. Przecież nie mógł jej powiedzieć, że gdyby nie przyszedł by do ogrodów w tym samym momencie co ona prawdopodobnie wyjechałby bez słowa.-Kiedyś na pewno cię tam zabiorę. Obiecuje- po tym jak wymówił te słowa miał ochotę odciąć sobie język własnym sztyletem. Tak to już było, że przy niej zachowywał się nierozsądnie.- Teraz jednak nasz drogi król pewnie kazałby mnie ściąć za uprowadzenie jego ukochanej ciotki.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Smocza Jama   Sob Maj 11, 2013 10:14 pm

Widok bękarciego brata był ogromnym zaskoczeniem. Nie widziała go, nie pisał, nie dawał żadnych znaków życia, a jej nigdy nie udało się pojechać na mur, o którego ujrzeniu marzyła odkąd pojechał nań Daegon. Teraz jednak stał przed nią! Siedem lat starszy, zmienił się, ale to wciąż był jej braciszek! -Oj mam pojęcie mam Daegonie. Zostawiłeś mnie bez ostrzeżenia i bez wieści, wypłakiwałam sobie oczy po nocach.- poskarżyła się i znowu dała mu dłonią w pierś. -A teraz chce mi się tańczyć, bo Cię widzę! - zawołała i roześmiała się podskakując kilka razy niziutko i delikatnie z pełnym entuzjazmem. -Przestań się wygłupiać. Z Muru długa droga, a przecież Straż nie podlega pod żadnych królów. Nie przyjechałeś więc hołdować. Nie martw się, obronię Cię... jak zawsze z resztą. - zawołała i zachichotała. Znowu poczuła się tym niesfornym, skorym do głupot dzieckiem, którym była na Smoczej Skale. Nie miała pojęcia, że ją okłamywał, nigdy tego nie zrobił, zawsze byli ze sobą szczerzy i kryli się nawzajem, nie miała powodów by mu nie ufać... biedna naiwna Rhaena. -Smoki sobie nic nie odmrożą. Nic nam nie grozi, a ja tyle czasu marzyłam, że zobaczę Ciebie i ten wielki kawał lodu. - Oj była uparta, tak łatwo nie da się spławić. -Bo wypiłam! - Zawołała. -Siedziałam sama przez pół balu i faktycznie wlałam w siebie trochę za dużo wina, a przez ten zaduch w sali balowej o mało nie omdlałam, Tyrell mnie wyprowadził na świeże powietrze. - zachichotała. Wolała nie wspominać o Bastianie i ich sprzeczce, po takim czasie nie potrafiła sobie przypomnieć, czy Deagon był jeszcze przy niej, gdy miała wyjść za Reeda. - Na ile zostajesz? Nie wyjeżdżasz od razu prawda? Zostaniesz na turnieju, przetrzymam Cię tutaj ile zdołam. - Zapowiedziała i wydęła policzki, bo to co powiedział nie spodobało jej się. -Nie zostawisz mnie znowu. Nie jestem Aerysowi na nic tu potrzebna, ma przy boku braci i żonę. Chętnie opuszczę na jakiś czas to śmierdzące miasto, ledwo przyjechałam już mam go dosyć. Z resztą, sama mu powiem, że wyjeżdżam, nikt mi nie zabroni podróży... nawet Aerys i nawet tak długiej podróży na mur. - założyła ręce na piersi. Oj facet przepadłeś, Rhaena nie miała zamiaru puścić raz pochwyconej zdobyczy. -A jak spróbujesz pojechać beze mnie to sama wystawię nagrodę za sprowadzenie Cię do mnie, a wtedy nawet nasz ukochany król nie wyrwie Cię z moich rąk. - ostrzegła. oczywiście w żartach, ale mówiła z teatralną powagą. Jedno było pewne, łatwo nie odpuści, albo i wcale.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Smocza Jama   Sob Maj 11, 2013 10:50 pm

Wiedział, że swoim wyjazdem przysporzy jej cierpień, ale wtedy wydawało mu się, że tak będzie lepiej dla wszystkich. Teraz jednak starał się to wszystko zmienić w żart. Zakładając jedną rękę za głowę spuścił wzrok.
- Wiem- mruknął przeciągają spółki- Ale bałem się, że jak ci powiem to się mnie uczepisz i nie dasz wyjechać- była to wymówka ale wcale nie taka nieprawdopodobna. Gdy oboje byli młodsi nie było dla nich rzeczy niemożliwych. Przyjrzał się jej uważnie swoimi fioletowymi ślepiami. Było już dorosłą kobietą a nie dzieckiem, które zostawiał była jeszcze piękniejsza, ale tak samo wesoła. Tak właśnie chciał ją zapamiętać. Myśli, że przyjechałem tu specjalnie dla niej. Ta myśl sprawiła mu ból jednak nie dał po sobie tego poznać. Nie chciał odbierać jej tej radości.
-Cóż zawsze trzeba mieć dobre stosunki z władzami by powiększyć stadko wron. Nic jednak nie równa się z możliwością ponownego zobaczenia ciebie- Deagon nie zdawał sobie sprawy, że powinien bardziej uważać na słowa. Nie chciał zrobić jej krzywdy była to ostatnia rzecz na świecie, o jakiej śnił. Jednak, gdy on wyjedzie na drugą stronę morza ona zostanie z jego kłamstwami. Zaśmiał się słysząc jej słowa.
-Skąd wiesz moja Pani? Jak zima na południu taki cały wiek na murze- walczył z nią a przynajmniej się starał. Powoli jednak do niego dochodziło, że przegra i będzie musiał grać na zwłokę. Przyjrzał jej się ponownie starając się ukryć dobrotliwy uśmiech- To wiele tłumaczy- gdyby nie ten siedem lat przerwy pewnie podziękował by Różyczce ale to nie ważne. Turniej? Czemu on nic o tym nie wiedział? No ale w sumie mógł się domyśleć. Tam gdzie wielka uroczystość tam i turniej . Oglądanie rycerzy w lśniących zbrojach nie bardzo mu odpowiadało i miał cichą nadzieję, że nie zostanie do tego zmuszony.
-Nie wiem Rhen. Póki będę mógł to zostanę, ale pewnie w końcu przyleci kruk z nakazem powrotu. Ale zostanę ile tylko będę mógł.- Nie obiecał jej tego bo nie miał to większego sensu. I tak już za dużo dzisiaj powiedział. - Ty też kochasz to miejsce co?- burknął rozglądając się wokół siebie- Zmiana otocznia na pewno lepiej by ci zrobiła- to zdanie można było rozumieć na milion sposobów. Daegon nie miał już siły się kłócić wiedząc, że nie wygra. Słysząc jej ostanie słowa na jego twarzy pojawiło się coś na kształt smutku, ale szybko zniknęło. Wiedział, że żaden z ludzi nie zdoła go pojmać w każdy razie nie ci z Westeros. Przez chwilę zastanawiał się czy mądrze robi poruszając ten kwestie ale nie mógł wyjechać nie wiedząc o tym.
- Gdy wyjeżdżałem miałaś wyjść za mąż…a wcześniej mówiłaś o propozycji małżeństwa- był wyraźnie zażenowany rozmawiając na ten temat ale zżerała go ciekawość. Czasem zastawiał się czy kiedyś myślała o tym, że to właśnie jej ślub był przyczyną opuszczenia domu.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Smocza Jama   Nie Maj 12, 2013 2:43 pm

Jej nie było do śmiechu. Zobaczyła go po tylu latach i nie miała najmniejszego zamiaru tak szybko wypuścić go rąk. Musiała się nim nacieszyć, nadrobić te siedem lat, nawet jeśli będzie musiała zakraść się na wóz, schować w kufrze i wyjść w noc po wyruszeniu w trasę. To by był dopiero numer! -Zapewne by tak było. Wypłakałabym sobie oczy i połowa strażników na Smoczej Skale musiałaby mnie od Ciebie odciągać. Z resztą, i tak ich druga połowa musiała mnie pilnować, żebym nie wsiadła na swojego ogiera i nie pognała za Tobą. Wciąż wyśmienicie jeżdżę konno. - Zaśmiała się smutno na to wspomnienie. Oj zrobiła się nieznośna po wyjeździe brata, oczywiście przez jakiś czas była nie do wytrzymania z żalu i tęsknoty, obwiniała o ten wyjazd wszystkich w koło.
Jak ona miała podejrzewać, że ją oszukuje? Jak miała nie myśleć, że nie przyjechał dla niej, że nie specjalnie znalazł ją w tych ogrodach... że ich spotkanie było czystym żartem losu i zbiegiem okoliczności. -Przysięgam, że jak znowu odwalisz mi taki numer, to założę płaszcz ukradnę najsilniejszego i najszybszego konia z królewskich stajni i pojadę za Tobą. Nawet rozkaz Aerysa mnie nie zatrzyma. - Zagroziła podpierając ręce pod boki. Kto jak kto, ale Rhaena nie wyglądała nawet na groźną, ale cóż, gesty muszą być. Po tym złowieszczym geście znowu się roześmiała. -Nie cierpię tego miasta. Już wolę Smoczą Skałę. Z drugiej strony tam też nie chce wracać, w Westeros jest tyle miejsc które chciałabym zobaczyć. W przeciwieństwie do królowej i reszty rodzeństwa ja nie muszę siedzieć tutaj i gnieść sobie tyłka na tronie. - To było prawdą, nie było powodu by musiała siedzieć na miejscu... no może poszukiwaniem dla niej odpowiedniego męża, ale to akurat ją obchodziło najmniej. -Miałam. Za Bastiana Reeda. Potem miałam wyjść za mąż jeszcze dwa razy, ale nie ma takiej siły na tym świecie, która zmusi mnie do czegokolwiek wbrew mojej woli. - Odpowiedziała swobodnie, z lekko rozmarzonymi oczami. -Wciąż jestem dziewicą i panną do wzięcia. Oczywiście dwór aż huczy od plotek. Minęły dwadzieścia dni imienia, a ja wciąż nie mam męża, ale mam je wszystkie w głębokim poważaniu. Po trzech numerach wyciętych w sepcie, każdy kandydat teraz zastanawia się po trzy razy nim zacznie starać się rękę smoka. Chyba Reed ma rację, do końca życia zostanę panną... któż nadaje się dla smoka jak nie smok? Krępuje Cię ten temat bo złożyłeś śluby? - rzuciła na koniec żartem. Wiedziała, że kocha ja mocniej niż brat powinien kochać siostrę, ale nie sądziła, że aż tak bardzo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Smocza Jama   Nie Maj 12, 2013 6:14 pm

- Widzisz oszczędziłem tylko bólu naszym biednym strażnikom- kiwnął potakująco głową słysząc o konnej jeździe - Miałem taką nadzieję. Pamiętam cię jako małą rozbrykaną damę ale z tego co widziałem w ogrodzie spoważniałaś…choć trochę- dodał za moment. Patrząc na jej zachowanie w tym momencie trudno było o gorsze stwierdzenie, ale Daegonowi wcale to nie przeszkadzało, wręcz odwrotnie.
- Zaczynam się ciebie powoli bać-zaśmiał się znów aż szczęka zaczęła go boleć- Na strażnicach dość łatwo mnie znajdziesz. Białe włosy do bardzo charakterystyczna cecha wyglądu- mówiła prawdę i był tego świadom aż za dobrze. Jego bardzo charakterystyczny wygląd sprawiał mu wiele problemów, ponieważ ciężko było ukryć swoją tożsamość przed resztą świata. Dla tego nie miał litości do wrogów i szpiegów. Mimo tego ludzie wciąż o nim plotkowali i był prawie pewien tego, że większość jego krewnych zdaje sobie sprawy z jego poczynań. Jednak Rhaena nie wiedziała a to był dobry znak. Chyba, że tak jak on chcieli oszczędzić jej cierpień.
- Masz rację w końcu to miasto jest częścią naszej historii- mruknął zastanawiając się nad pewnym pomysłem- Możemy obejrzeć je razem takim sposobem nikt nam nie będzie przeszkadzał- Na tę chwile plan wydawał się niemal że genialny. Mógł się spotykać z siostrą bez narażenia się na ujawnienie. Wiedział, że podobne zachowanie może budzić plotki, ale już dawno przestał się przejmować zdaniem innych na swój temat. Słysząc o niezłożonej przysiędze małżeńskiej jego oczy zrobiły się coraz większe i nie mógł nad tym zapanować. Zdał sobie sprawy, że wyjechał niepotrzebnie, ale przecież teraz nie mógł cofnąć czasu. Słuchał jej słów w skupieniu analizując niemal każde słowo. Musiał przyznać jej rację dwudziestoletnia panna podchodziła już prawie pod staro panieństwo. Już sobie wyobrażał, ale musiała się nasłuchać, ale nie wyglądałoby ją to bardziej obchodziło. Dopiero po chwili ocknął się zamyślenia znów patrząc na nią.
-Tak, tak- mruknął bezmyślnie. Minęło kilka chwil zanim zdał sobie sprawę jakie właściwie było pytanie[b]- Tak, wiesz na murze nie rozmawia się o takich sprawach. Ludzie są drażliwi na tym punkcie. Zwłaszcza ci którzy zostali sprowadzeni na mur siłą
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Smocza Jama   Nie Maj 12, 2013 7:12 pm

-Wierz mi, nie oszczędziłeś. - Zachichotała wspominając tych wszystkich strażników, którzy musieli jej pilnować by nie zrobiła nic głupiego! -Zmieniłam się to fakt... wiek robi swoje do tego przecież septy mnie dręczyły i powtarzały "jesteś damą, trzymaj się prosto, spoważniej dziewczyno, uspokój się". Niestety na dworze i wśród tych wszystkich dam i lordów muszę być taka jak oni. Sztywna i elegancka. Na co dzień jednak jestem tą samą Rhaeną, która pamiętasz, no może trochę mniej nierozsądną. - Odpowiedziała patrząc bratu w oczy. -Masz rację, charakterystyczny... znajdę Cię wszędzie, nie uciekniesz mi. - Odsłoniła swoje białe ząbki w rozbrajającym uśmiechu i przytuliła się do Daegona. -Znowu musiałabym się przebrać żeby bez straży wyjść poza mury zamku. Dawno się nigdzie nie wymykałam, ten cały dwór jest straszliwie nudny. - Poskarżyła się wciąż tuląc się do mężczyzny. -To co pokażesz mi dzisiaj? Nie chcę wracać na bal, wolę powłóczyć się z Tobą po zaułkach miasta, wiem, że mnie obronisz. Musiałbyś tylko przynieść mi jakiś płaszcz, by pierwszy patrol złotych płaszczy nas nie zatrzymał. - Powiedziała błagalnym tonem i ponownie spojrzała we fioletowe oczy bękarciego brata.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Smocza Jama   Wto Maj 14, 2013 5:36 pm

Zaśmiał się cicho wyobrażając sobie podobną scenę.- Nie wierzę że tak łatwo się im poddałaś. Musiały mieść z tobą piekło. No ale smok rzadko daje się ujarzmiać- Daegona zawsze śmieszyły podobne sformułowania. Choć pochodził z rodu Targaryenów miał ich za okropnych snobów. Wszyscy biało włosi królowie wraz z całą swoją rodziną uważała się za smoki choć tych co dokonywali naprawdę wielkich czynów można było policzyć na palcach jednej ręki. Oczywiście Daegon nigdy nie powiedział by tego głośno. Za nic nie ośmieszyłby własnej rodziny a tych co próbowali by to uczynić najprawdopodobniej przeszyłby mieczem. Tak przynajmniej było kiedyś...chociaż gdy się nad tym dłużej zastanowić pewnie dziś uczyniłby to samo.
Słysząc jej zapewnienia uśmiechnął się jednak była w tym nuta sarkazmu- Cieszę się, że tak mówisz-dodał po chwili opanowując do reszty swoje emocje.
Może nie tyle co wierzy co chciał wierzyć, że bez względu na to gdzie będą w końcu się odnajdą i, że bogowie są po ich stronie. Nawet jeżeli ona należy do rodziny królewskiej a on jest zwykłym bękartem. Gdy ponownie go przytuliła objął ją chudymi ramionami delikatnie głaskają po plecach. Nie było dla niego wspanialszej rzeczy na świcie niż jej dotyk. Słysząc jej słowa odpiął czarny płacz który swobodnie zwisał mu na ramionach i narzucił go na nią.
-Wybacz Pani ale mam tylko to. Złotymi płaczami nie musisz się przejmować Pani większość z nich krew widziała jedynie zacinając się przy goleniu- uśmiechnął się figlarnie w jej stronę. Daegon nie był jakiejś potężnej budowy dla tego miał nadzieję, że płacz nie będzie na nią za duży. Skłonił się wyciągając rękę w jej stronę wciąż uśmiechając.
-Pozwolisz?- Gdyby nawet poszli w stronę zapchlonego tyłka nic by jej z nim nie groziło. Chwilę później opuścili smoczą jamę zostawiając ją duchom zmarłych bestii.

.zt on i Rhaena
Powrót do góry Go down

avatar
Włości Korony
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
135
Join date :
03/09/2013

PisanieTemat: Re: Smocza Jama   Pią Maj 09, 2014 1:32 pm

Aerys przeklinał tunel, który zgodnie ze swym przeznaczeniem wiódł go wprost w paszczę Smoczej Jamy. Przeklinał soczyście, po proletariacku, jak zwykli przeklinać budowniczowie wielkich konstrukcji, wrzucając dla podkreślenia mocnego charakteru tych klątw, jakże wymowne „rzyć” w każdym kolejnym zdaniu. Gdzieś wysoko ponad jego głową żar lał się z nieba, które kolorem upodobniło się do łanów dojrzewających zbóż. A jednocześnie było naelektryzowane wielką energią, duszną i parną.
Można by pomyśleć, że tu, głęboko wewnątrz skały, będzie chłodniej.
Ale było równie gorąco jak na zewnątrz, na spieczonych słońcem ulicach, nieznających miłosierdzia chociażby najlżejszego wiatru. Korytarz był cichy, martwy, stęchły niczym grobowiec. Pochodnia w ręku Gwardzisty rzucała w zakątki niespokojne cienie, mrok zaś zamykał się szybko za ich plecami. Biały Płaszcz zatrzymał się przy okutych żelazem drzwiach i otarł z twarzy tłuste krople potu.
- Miłościwy Królu, pragnę Cię uprzedzić, że musieliśmy postępować z nim dość... stanowczo. Wszak sam wiesz, panie, że twarda ręka jest w takiej sytuacji najlepsza.
Lawendowe spojrzenie zalśniło niezdrowo w świetle pochodni, zwiastując lekki uśmiech, który pojawił się na ustach Targaryena.
- Potrafię być twardy, kiedy wymaga tego sytuacja. Niełatwo mnie zaszokować. - … a jeszcze trudniej uspokoić, gdy nerwy zostaną spuszczone z wodzy. Dodał w myślach, obserwując, jak rycerz przekręca mosiężny klucz w zardzewiałym zamku, który odskoczył z cichym szczękiem i pozwolił na uchylenie ciężkich drzwi. Drobne gesty i czas. Tak zamierzał osiągnąć cel, do którego dążył w obecnej chwili, udając się ku jamie pod Wzgórzem Rhaenys. Aerys już dawno zaczął sobie uświadamiać, co prawda mgliście, że jego dotychczasowe życie było, cóż tu ukrywać, kompletnie pozbawione trosk. W obliczu wydarzeń, które rozegrały się w jego żywocie odkąd tylko zasiadł na Żelaznym Tronie, wydawało mu się dziwne, że zaledwie kilka dni imienia temu mógł tak długo i uparcie jęczeć tylko dlatego, że zmuszony był wstawać o wczesnej porze, by ćwiczyć, albo dlatego, że zniżał się do gry w cyvasse… czy też dlatego, że jego poranne kiełbaski były zawsze zbytnio przysmażone.
Wątpliwości to kornik w ramie obrazu lepszego jutra. Pomyślał, ze stanowczością przekraczając próg pomiędzy korytarzem a wąskimi schodami prowadzącymi w dół Smoczej Jamy. I dlatego ja ich nie mam. Dodał ze spokojem, podążając za Gwardzistą i ostrożnie pokonując kolejne stopnie. Zbliżał się do celu, co oznaczało, że lada moment napotka człowieka, z którym czeka go nader wyczerpująca rozmowa. Spotkanie, choć z pozoru sprawiało wrażenie utrzymywanego w najściślejszej tajemnicy, nie miało w sobie nic z poufności. O tym, że król udał się na Wzgórze Rhaenys, wiedziało co najmniej kilkunastu dworzan, zaś przynajmniej kilku z nich znało miano tego, z kim władca się rozmówi na miejscu. Aerys po prostu uznał, iż ponure otoczenie, jakie gwarantowała Smocza Jama, będzie bardziej sprzyjać prowadzonemu dialogowi. I, co istotniejsze, skupia uwagę ciekawskich nie na treści rozmowy, lecz jej okolicznościach. Targaryen doskonale wiedział, że wielki władca musi wykazywać się bezwzględnością. Kiedy dostrzega zagrożenie, swojej osoby czy autorytetu, musi działać szybko, stłumiwszy w sobie głos żalu. Nie trzeba szukać przykładu daleko, jest nim chociażby historia smoczego rodu, jeszcze sprzed przybycia do Westeros. Kiedy jeden ze szlachciców Starej Valyrii zaczął podejrzewać swego kuzyna o żywienie pretensji do władzy, kazał go natychmiast zgładzić, żonę i dzieci udusić, zaś posiadłość zrównać z ziemią. I wszystko bez najmniejszego cienia dowodu. Tak, było to przesadne i brutalne działanie, ale lepiej działać ze zbyt wielką siłą niż ze zbyt słabą. Lepiej wzbudzać strach niż pogardę. Aerys o tym wiedział.
I doskonale pamiętał, że w polityce nie ma miejsca na sentymenty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
98
Join date :
12/10/2014

PisanieTemat: Re: Smocza Jama   Czw Kwi 21, 2016 11:59 pm

Poranek po królewskich zaślubinach.

Mróz poranka wgryzał się w zziębnięte ciało jak wiedziony rządzą krwi wilkor. Musiała zanurzyć nos w materiale prostego, wełnianego płaszcza, by uchronić go przed chłodnym wiatrem, który od świtu nękał Królewską Przystań. Nadciągające z  północnego-zachodu podmuchy niosły ze sobą woń coraz chłodniejszych nocy oraz – w co Laena szczególnie lubiła wierzyć – śniegu. Gdy końca dobiegła ostatnia zima, Waters liczyła sobie ledwie sześć dni imienia i wraz z biegiem czasu wspomnienie tamtej pory roku zupełnie się zatarło, mogła jednak przysiąc, iż wtedy wiatr nie dął tak uciążliwie jak dzisiejszego poranka.
Ponownie zadrżała pod wpływem lodowatych szczypców, które zacisnęły się wokół jej ciała – wolała myśleć, że drży z powodu chłodu, nie zaś… strachu.
Choć ten towarzyszył jej od ubiegłego dnia niemal bez przerwy; gdyby tylko z natury nie była skalana ciekawością, mogłaby uniknąć widoku, który rozciągał się za oknami Królewskiej Sali Balowej. Gdyby tylko usłuchała własnego rozsądku, szepczącego uporczywie uciekaj, głupia dziewucho, i nie oglądaj się za siebie, spędziłaby noc w błogiej nieświadomości, pogrążona w śnie sprawiedliwego, odcięta od tego, co zaszło w Królewskich Ogrodach.
Ale wyjrzała. Podeszła do okna i wyjrzała, a wyglądając – natychmiast pożałowała własnej decyzji. Wyjrzała, natychmiast napotykając spojrzeniem trzy płonące stosy i co bardziej zatrwożonych gości, próbujących powrócić w obręby murów Czerwonej Twierdzy,  zupełnie jakby zamek stanowił gwarant bezpieczeństwa. Przed okrzykiem przerażenia powstrzymało ją wyłącznie zaciśnięte ze strachu gardło, równie suche i jałowe, co dornijska pustynia, z której powróciła przez niecałymi dwoma tygodniami. Gdy patrzyła, jak na stosach płoną członkowie królewskiego rodu
mojego rodu
wciąż czuła na języku ostry smak przypraw i lepki sok malinowych pomarańczy; jeśli kiedykolwiek czegoś żałowała w życiu, to faktu, iż nie została w Dorne wraz z księżną Ivory oraz lady Daeną. One – oddalone o setki mil od Królewskiej Przystani – wciąż żyły w błogiej nieświadomości, zaś Laena…
Oh, na Bogów, dlaczego to tyle trwa?
Zadrżała ponownie, jeszcze mocniej naciągając na głowę kaptur – z luźno splecionego warkocza już zdołały się wymknąć dwa niesforne kosmyki, które teraz uporczywie wpadały do oczu, sprawiając, że te szczypały jeszcze mocniej. Bezsenność, zmęczenie i nade wszystko poczucie kompletnego osaczenia doprowadzały Laenę na samą krawędź wytrzymałości – wiele dałaby za możliwość bezradnego rozpłakania się, jak małe, zagubione w mlecznej mgle dziecko, rozpłakania się choćby tu i teraz, ale…
… ale co pomyślałby Daeron, gdyby ujrzał ją zalaną łzami?
Najpewniej coś banalnego –że jest smutna lub ktoś sprawił jej przykrość. Biały Miecz nie doszukiwał się w innych ludziach drugiego dnia, w życiu kierował się prostymi, na swój sposób nieporadnymi zasadami, jak dziecko, które nie poznało smaku zdrady, śmierci i spisku.
Być może tkwiło w tym jakieś ziarno prawdy, niewielka drobinka gorczycy – oboje byli dziećmi. Zwykle posłusznymi i karnie wykonującymi polecenia innych, lecz nadal dziećmi, które nie zawsze muszą słuchać głosu starszych i bardziej doświadczonych, które czasami stają się krnąbrne, niepokorne i w swych czynach całkowicie niezrozumiałe dla innych.
Zupełnie jak dzisiaj.
Drgnęła niespokojnie, gdy ledwie kilka jardów na lewo rozległ się wyraźny szelest – wiatr przyniósł ze sobą wątpliwie przyjemną woń stolicy i ten ledwie uchwytny dźwięk, który poderwał jej serce do gardła. Wytężyła wzrok, pragnąc cokolwiek ujrzeć w brzasku dnia, jednak wysiłki okazały się niewspółmierne do przyczyny hałasu; z pobliskiego, uschłego już krzewu agrestu zerwał się okrągły, szary wróbel, który najwyraźniej bardziej cenił samotność niż towarzystwo Laeny i odleciał w tylko sobie znanym kierunku. Na ustach dziewczyny zagościł blady cień ulgi, gdy uznała, że być może rzeczywiście jest nazbyt przeczulona – jej bez wątpienia nikt nie śledził, zaś Daeron obiecał, iż postara się nie rzucać w oczy.
Waters zrozumiała, co miał na myśli dopiero wtedy, gdy wyłonił się zza najbliższego załomu poczerniałych ścian Smoczej Jamy; przez moment przerażenie ponownie zawładnęło jej ciałem, zaś krzyk stłumiła silna, męska dłoń, która zadziwiająco szybko zasłoniła usta Laeny.
- To ja. To tylko ja.
Uspokajający głos nad uchem sprawił, że zrezygnowała z żałosnych prób wyrwania się z uścisku – napięte mięśnie drobnego ciała poluźniły się natychmiast, zaś palce, mocno zaciśnięte na nadgarstku Daerona, znacznie osłabły. Nie do końca wiadomo, w którym momencie Laena zdołała objąć ramionami szeroki tors Targaryena; najpewniej nastąpiło to zaraz po tym, jak Gwardzista cofnął własną dłoń, a bękarcica mogła obrócić się w jego stronę, ukrywając zziębniętą twarz w szerokim, zwykłym do bólu płaszczem rycerza, pod którym próżno było szukać białej zbroi. Wyłuskany z roli jednego z najlepszych mieczy Siedmiu Królestw, Daeron pozostawał niemal anonimowy – wciąż co prawda był nieprzeciętnie wysoki i wyraźnie zaprawiony w szrankach, jednak ukrywający włosy oraz twarz kaptur uniemożliwiał przypisanie mu królewskiego pochodzenia. Nawet buty nie sprawiały wrażenia szczególnie drogich, dzięki czemu Targaryen – zwłaszcza o niemrawym, chłodnym świcie w stolicy – mógł uchodzić za zwykłego zakapiora, który wraca po nocnych wojażach.
- Czy… - głos uwiązł w gardle, gdy Laena dostrzegła dużą, wykonaną z garbowanej skóry torbę, którą Daeron bezpiecznie odłożył na bok. Doskonale wiedziała, co znajduje się w środku, jednak świadomość a empiryczne poznanie były dwoma, zupełnie różnymi rzeczami. – Czy udało ci się… je wszystkie? – starała się powstrzymać drżenie głosu, to jednak nie chciało zbyt łatwo dać za wygraną.
Laena doskonale wiedziała, co może ich czekać, jeśli ktoś śledził Daerona. Doskonale wiedziała, że i tak nie obejdzie się bez konsekwencji, przynajmniej dla Targaryena. Doskonale wiedziała również, iż – pomimo podjętego ryzyka – robią właściwą rzecz.
Najwłaściwszą w całej Królewskiej Przystani od bardzo długiego czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Gwardia
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
101
Join date :
03/08/2014

PisanieTemat: Re: Smocza Jama   Nie Maj 01, 2016 10:18 pm

Wykonana z garbowanej skóry torba nieprzyjemnie ciążyła na prawym ramieniu, ciągnąc je w dół niby młyński kamień przywiązany do topielca; swoboda ruchów została niemal całkowicie uniemożliwiona, a brak miecza przy pasie – wbrew jakiemukolwiek rozsądkowi  – jedynie pogłębiał to uczucie. Bez broni Daeron Targaryen czuł się tak, jakby w wyjątkowo bestialski sposób pozbawiono go ręki – pokonując uliczki Królewskiej Przystani mimowolnie szukał dłonią pozłacanej rękojeści, spodziewając się przyjemnego dotyku metalu na skórze, jednak bez względu na zaciekłość poszukiwań napotykał wyłącznie chłodną, poranną pustkę.
Nierówne dachy stolicy wciąż pogrążone były w mroku nocy, gdy Targaryen opuszczał Czerwoną Twierdzę – w większości karczm i burdeli klientela wciąż świętowała królewskie zaślubiny, jeszcze nie wiedząc, co zaszło w ogrodach. Daeron na swój sposób zazdrościł im tej słodkiej niewiedzy; zazdrościł tego, że wciąż wlewają w siebie alkohol, że pochłaniają ostatnie kęsy pieczonego drobiu, że śmieją się i żartują bez jakichkolwiek obaw o to, co czekać może ich o świcie. Oddałby wiele, by móc wejść do ciepłego wnętrza jednej z tawern, usiąść na nierównej, wyślizganej tysiącami pośladków ławie i wychylić kufel parszywego ale. Jeden by wystarczył – nie zwykł przecież pijać wiele, nigdy nie odnajdując w alkoholu dobrego przyjaciela. Posłuchałby jednak z rozbawieniem karczemnych dowcipów, wywinął się z objęć kobiety lekkich obyczajów a później… później mógłby wrócić do własnego łóżka, ciepłego, niekoniecznie wygodnego, ale jego – zasnąłby wtedy snem sprawiedliwego, pozbawiony trosk, koszmarów i obaw o życie najistotniejszych ludzi w całych Siedmiu Królestwach.
Marzenia, przemknęło mu przez głowę z pewnym zażenowaniem, marzenia są dobre dla młodych, naiwnych panienek, Daeronie. Czy jesteś młodą, nawiną panienką?Targaryen naciągnął głębiej kaptur, uśmiechając się smutno do własnych myśli – panienką nie był nigdy, młody zaś przestał być jakiś czas temu, zatem co innego mu zostało jeśli nie snucie alternatywnej, lepszej wersji własnego życia? Co było złego w marzeniach, zwłaszcza takich, które nigdy się nie spełnią?
Pozornie – nic.
Jednak od pewnego czasu przestał myśleć wyłącznie o kuflu piwa, chudym udku kurczaka zjedzonym nad drewnianą miską w jednej z dziesiątek karczm rozsianych po Królewskiej Przystani czy nawet wąskiej pryczy, na której sypiał od blisko dekady. Czasami, gdy był zbyt zmęczony, by kontrolować własne ułudy, pojawiały się weń rzeczy, które zwyczajnie nie przystały Królewskiemu Gwardziście. Gdzieś na samej granicy umysłu migotało fiołkowe, wesołe spojrzenie i włosy tak jasne, jakby utkane zostały z księżycowego światła – marzenia dominowały łagodne, pełne usta rozciągnięte w uśmiechu i ciepło łoża rozgrzanego szczupłym, bladym ciałem. Myśli nagle całkowicie obejmował zapach mydła oraz świeżego prania połączony z wonią rozgrzanej skóry – nim Targaryen zdołał pojąć, co tak właściwie dzieje się z jego umysłem, ten już podsuwał mu obraz drobnych piersi kołyszących się w łagodnym rytmie, z jakim Laena unosiła się i opadała na jego biodra, a później…
Ojciec osądza nasze czyny, waży zasługi oraz winy…
Niemal potknął się o nierówność bruku, na który padał długi cień Wzgórza Rhaenys – słońce zdołało już wzejść, wraz z nim zaś budziła się ze snu Królewska Przystań, co oznaczało, że cenny czas stał się jeszcze cenniejszy.
… i mimo bardzo srogiej miny, kocha swe małe dzieci.
Wypuścił z płuc zbyt długo wstrzymywane powietrze – modlitwa pomogła przegnać demony umysłu i skupiła uwagę Daerona na wąskiej, zapomnianej ścieżynce prowadzącej ku smoczej skale, która niegdyś pyszniła się na samym szczycie wzgórza, teraz zaś…
Straszyła.
Ostrożnym krokom towarzyszyło niemal kurczowe przyciskanie skórzanej torby do boku – gliniane naczynia wewnątrz obijały się o siebie z głuchym szczękiem, jakby pragnęły przypomnieć o swej obecności. Targaryen liczył w myślach kolejne przebyte jardy, starając się nie myśleć o wciąż zgrabiałych z zimna dłoniach i bólu, który ściskał jego serce w szponach, gdy…
Gdy zbierałem popioły własnej rodziny spośród zgliszczy stosów.
Po odprowadzeniu Maegora oraz
smoka, nie potrafię nawet nazwać tego po imieniu
zawiniątka, które niósł w dłoniach, nie mogło być mowy o zmrużeniu oka. Namiestnik odprawił go sprzed własnych drzwi, para królewska strzeżona była przez trzech innych Gwardzistów, goście opuszczali w pośpiechu Salę Balową, a Daeron potrafił myśleć wyłącznie o tym, co znajdowało się w Królewskich Ogrodach.
Ledwie minęła godzina wilka, gdy nakazał pomocy kuchennej odnaleźć i przyprowadzić Laenę Waters – jakże ponurej misji Targaryen się podjął, skoro tamtej nocy jego jedynym sprzymierzeńcem była przestraszona służka… i jakże mocno jej nie docenił, gdy – poznając kolejne części planu – dziewczyna kiwała głową, zgadzając się na każdą pomoc. Podczas kiedy Daeron pozbywał się zbroi na cześć do bólu zwyczajnego przyodziewku, Laena przyniosła trzy gliniane dzbany z kuchni i powróciła do własnych obowiązków, aby nie wzbudzać podejrzeń. Targaryen z kolei powrócił do Królewskich Ogrodów i…
Zrobiłem to, co musiałem zrobić. Wszyscy tak czynimy.
Kiedy znalazł się w cieniu ponurych pozostałości po smoczej jamie, skórzana torba wraz z zawartością ostrożnie spoczęła na pożółkłej, więdnącej trawie, zaś chwilę później Daeron odnalazł Laenę i –w ostatniej chwili – powstrzymał ją przed krzykiem. Niemal natychmiast dostrzegł rodzący się w jej oczach strach oraz usta, które już się rozchylały do wrzasku – Targaryen dopadł do niej prędko, tłumiąc okrzyk w zarodku pierwszymi słowami, jakie przyszły mu na myśl.
- To ja. To tylko ja.
Dotychczas napięte, gotowe do walki ciało Laeny rozluźniło się nagle, co Daeron czuł nawet przez grubą warstwę ubioru – jakby porażony bliskością, w której nagle się znaleźli, zapragnął odsunąć się od niej jak najprędzej, lecz tym razem to Waters była szybsza: objęła go w piersi tak kurczowo, jakby przed momentem ocalił jej życie.
Przez chwilę nie wiedział, co począć z własnymi rękoma – trzymał je lekko uniesione, zdezorientowane, niepewne.
I dopiero, gdy usłyszał pytanie Laeny, zrozumiał, co powinien zrobić.
- Wszystkie.
Przytaknął cicho, próbując przywołać na usta choćby cień uśmiechu – w tym samym momencie jego dłoń pogładziła długie, zadziwiająco miękkie włosy, jakby ten gest miał cokolwiek naprawić.
Tyle tylko, że zadziałał wręcz przeciwnie – zaczął wszystko jeszcze bardziej komplikować.
- Musimy je ukryć – słowa jeszcze nie zdołały przebrzmieć, gdy ostatnie kosmyki srebrzystych włosów uciekły spod palców Targaryena. Daeron wahał się przez moment i w końcu postawił krok w tył, schylając się po skórzaną torbę – jednak nawet tak drobna czynność sprawiała wrażenie, jakby wykonywał ją w amoku, zamroczony, zagubiony, ogłupiały.
I Siedmiu mu świadkiem, że właśnie tak było.
Kiedy jednak oboje znaleźli się we wnętrzu smoczej jamy, wszystko, co miało miejsce przed nią, przestało mieć jakiekolwiek znaczenie - Daeron starał się powstrzymać własne spojrzenie, krążące po zwęglonych, grożących zawaleniem krokwiach i skupił całą uwagę na plecach Laeny, która wskazała mu odpowiednie miejsce; skruszona, stara posadzka w jednym z punktów posiadała wyraźne zagłębienie, wystarczająco duże, by ukryć weń trzy gliniane naczynia - Targaryen ostrożnie wsunął je w niewielki ubytek, jedno po drugim, chowając przed całym światem w mroku. Po wszystkim wystarczyło zakryć zagłębienie kilkoma spośród nadwęglonych, starych desek oraz nadkruszonymi płytami, aby żaden poszukiwacz przygód nie natknął się na naczynia.
I nagle było po wszystkim - właśnie tak wyglądał pogrzeb trzech Smoczyc. Bez septona, bez modlitw, bez świec, kadzideł i śpiewów. Wyłącznie dwie pary fiołkowych oczu, które żegnały udręczone dusze i obiecały, że kiedyś - być może nie za rok, pięć, dekadę - ale kiedyś prochy spoczną w Wielkim Sepcie. Nawet jeśli jedno spośród tych, którzy znają tajemnicę umrze, drugie będzie pamiętać.
Tak po prostu musiało być.

/ zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Smocza Jama   

Powrót do góry Go down
 

Smocza Jama

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Jama Taimi
» Smocza poczta
» Leczenie
» Smocza Jaskinia
» Kuźnia "Smocza Łuska"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań-