a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Sala reprezentacyjna



 

 Sala reprezentacyjna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
126
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Sala reprezentacyjna   Wto Kwi 30, 2013 8:00 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze (Bliźniaki)
Liczba postów :
65
Join date :
31/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala reprezentacyjna   Sro Wrz 04, 2013 1:03 am

// dziedziniec

Dobrze Aart domyślał się, że sprawa jest związana z nim. Nawet bardziej niżby mu się zdawało.
Adrienne jednak nie mogła ujawnić celu wizyty. Wiedziała, że to nie ona powinna mu mówić, że jest jego narzeczoną. O takich sprawach informowali ojcowie i tylko im przysługiwał zaszczyt obwieszczenia z kim syn bądź córka jest zaręczony lub zaręczona. Tak przynajmniej wydawało się Adrienne. Możliwe, że Lordowi nie robiłoby to różnicy, ale wolała nie ryzykować i nie podpaść jego opinii już na samym początku. Chciała zrobić na nim dobre wrażenie, a paplanie nie pomogłoby w tym.
Cięta riposta natomiast nie powinna mu się przydać w tych okolicznościach, ale kto tam wie jakie wyobrażenia o małżonce miał Młody Lew. Może akurat Adrienne nie jest w jego typie. Miała jednak nadzieję, że wręcz przeciwnie.
Spojrzała zdezorientowana, gdy mężczyzna wybuchnął śmiechem. Powiedziała coś nie tak? Patrzyła na niego pytającym wzrokiem oczekując wyjaśnienia tej reakcji.
- Przepraszam Pani za moją reakcję, ale Tully sami poddali Riverrun, bez żadnej walki. Jedyne co zdążyliśmy zrobić to rozstawić swój obóz.
Na te słowa Freyówna zaczerwieniła się nieznacznie i zagryzła lekko dolną wargę. Gafa. Szli jeszcze trochę przez dziedziniec po czym dotarli do bramy głównej zamku i wkroczyli do środka.
- Naprawdę? Och, mój informator w takim razie żarty ze mnie sobie stroił opowiadając o starciu barwnie. Mniemam jednak, że w walkach walczysz dzielnie Panie. - Powiedziała ze spokojem, choć jej twarz dalej była gorąca od wypieków, które były ledwie widoczne na jej twarzy. Zalety ciemnej karnacji.
- Mam nadzieję, że znajdziesz Panie dla mnie czas i opowiesz co tam się naprawdę wydarzyło. - Powiedziała spoglądając na blondyna co jakiś czas.
W końcu dotarli do sali reprezentacyjnej, gdzie przyjmował przybyszy Lord Lannister. Najwyraźniej wieść o przybyciu Freyówny rozniosła się szybko, bowiem Lord czekał już na nią (zakładając, że już tam się znajduje, bo to chyba NPC). Gdy już zbliżyli się do miejsca urzędowania Starego Lwa Adrienne puściła wolno ramię narzeczonego i podeszła bliżej. Dygnęła z gracją i schyliła głowę w geście szacunku jak przystało na córkę Lorda Freya.
- Mój Panie. Przybyłam na polecenie mojego pana ojca, Lorda Freya, by obietnica stała się faktem. - Powiedziała spokojnym głosem wyraźnie, by Lord doskonale słyszał i rozumiał co ma do powiedzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala reprezentacyjna   Sro Wrz 04, 2013 5:15 pm

Podróż po starych murach Casterly Rock przywoływała wiele wspomnień. Gdzieś tutaj odbywały się wieczne gonitwy z młodszym rodzeństwem, zabawy w chowanego, które trwały bez końca póki jedno z młodych paniczów i panienek nie poddały się. To tutaj przeżywał pierwsze chwile rozkoszy, pierwsze wzloty i upadki, po których ciężko było się pozbierać. Właśnie tymi korytarzami szedł do Sali Reprezentacyjnej, aby dowiedzieć się o śmierci starszego brata. Właśnie to wydarzenie odbiło się na nim bardzo długim echem. Właśnie od tej chwili musiał stać się dziedzicem, pierwszym po ojcu kandydatem do objęcia tytułu namiestnika Zachodu.
Idąc z młodą panną Frey między tymi ścianami nie spodziewał się dowiedzieć o niczym złym. No chyba, że o śmierci wuja, ale po co miałaby się tutaj ta piękność. Spojrzał na nią, gdy się zarumieniła, widocznie poczuła się nieco zmieszana. Była młoda, każdy mógł popełnić taką gafę, była przyuczana do kurtuazyjnego pochwalania mężczyzn i ich czynów, tego uczą nianie.
- Naprawdę? Och, mój informator w takim razie żarty ze mnie sobie stroił opowiadając o starciu barwnie. Mniemam jednak, że w walkach walczysz dzielnie Panie.
Chciał aby tak było. Jeszcze był niedoświadczony i nie chciał szybko nabierać wiedzy o wojnie i walce. Nie miał zamiaru na razie prowadzić nigdzie wojska, teraz chciał skupić się na odpoczynku i beztroskim nic nierobieniu.
Przekroczyli drzwi sali przed tym zaanonsowani przez strażnika. Spojrzał na rozświetlone słonecznymi promieniami pomieszczenie. Na podwyższeniu siedział Lord, którego wyrazu twarzy jak na razie nie widział. Podeszli bliżej, w ten Adrienne wystąpiła na przód i jak przystało na Pannę z wielkiego rodu wykonała gest przywitania.
Mój Panie. Przybyłam na polecenie mojego pana ojca, Lorda Freya, by obietnica stała się faktem.
Jaka obietnica? Cóż to było, że nie mogła tego powiedzieć Aartowi przed wejściem do sali?

LORD NPC
- Witam Pannę, Panno Frey. Pięknie dzisiaj wyglądasz- powiedział powstając siedziska. Ruszył w stronę odwiedzających. Wziął w uchwyt dłoń Freyówny i ucałował ją.
- Bardzo miło jest mi słyszeć, że Lord Frey tak szybko zajął się wypełnieniem naszej umowy.- powiedział z czarującym uśmiechem na twarzy, tak jak robił to Aart.
- Zapewne zastanawiałeś się, co ta niewiasta tutaj robi... Kochany mój to jest twoja przyszła żona, ślub odbędzie się za tydzień. Jesteśmy w trakcie przygotowań. To wszystko, wykorzystajcie ten tydzień na poznanie się, żałuję, że nie ma tutaj Lorda Freya, abyśmy mogli świętować to razem. Mam nadzieję, że na weselu będziemy bawili się bardzo dobrze...- powiedział, po czym wrócił na swoje siedzisko. Najwidoczniej miał dużo pracy, skoro nie chciał rozmawiać z nimi dłużej.

AART

Zamurowało go. Pierwszy raz od dawna nie wiedział co odpowiedzieć. Nie chciał ranić uczuć Panny z Bliźniaków, ale nie wiedział czy jest już gotowy na taki krok. Cóż, Lord podjął tę decyzję za niego, a wszystko stało się faktem. Ślub za tydzień, jego przyszła żona na miejscu. Nic tylko się cieszyć.
Ukłonił się bez słowa i zaproponował kobiecie oparcie się na jego ramieniu. Tym oto sposobem wyszli z sali reprezentacyjnej.
- Cieszę się,że to właśnie ciebie wybrano na moją żonę. - powiedział z uśmiechem na twarzy. Nie było mu jednak do śmiechu. Musiał wszystko przemyśleć w odosobnieniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze (Bliźniaki)
Liczba postów :
65
Join date :
31/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala reprezentacyjna   Sro Wrz 04, 2013 10:17 pm

Lord siedział na podwyższeniu i nie wyrażał żadnych emocji. Obserwował ją, gdy podeszła do podwyższenia, skłoniła się i powiedziała co ma do powiedzenia.
- Witam Pannę, Panno Frey. Pięknie dzisiaj wyglądasz. - Powiedział i zanim jeszcze powstał Adrienne skłoniła się po raz drugi.
- Dziękuję Panie. - Odpowiedziała po czym uśmiechnęła się delikatnie.
Mężczyzna powstał i podszedł do niej, by ująć w dłoń jej dłoń i pocałować.
- Bardzo miło jest mi słyszeć, że Lord Frey tak szybko zajął się wypełnieniem naszej umowy. - Po tych słowach uśmiechnął się czarująco jak wcześniej zrobił to Aart. Dziewczyna już wiedziała po kim uśmiech ma jej przyszły małżonek.
- Mój Pan Ojciec uznał, że nie ma co zwlekać z jej wypełnieniem. - Odparła z uśmiechem. Piękniejsza już nie będę, a tym bardziej młodsza. - dodała w myślach, bo wypowiedzenie tych słów na głos mogłyby urazić lub ośmieszyć.
- Zapewne zastanawiałeś się, co ta niewiasta tutaj robi... Kochany mój to jest twoja przyszła żona, ślub odbędzie się za tydzień. Jesteśmy w trakcie przygotowań. To wszystko, wykorzystajcie ten tydzień na poznanie się, żałuję, że nie ma tutaj Lorda Freya, abyśmy mogli świętować to razem. Mam nadzieję, że na weselu będziemy bawili się bardzo dobrze...
Dało się wyczuć z tonu głosu Starego Lwa, że nie ma specjalnie czasu na rozmowę z młodzieżą. Zapewne miał sporo pracy, a ślub i wesele tylko dostarczy jej więcej.
- Dziękuję Panie. Również mam nadzieję, że goście będą zadowoleni z wesela. - Powiedziała po czym dygnęła raz jeszcze, cofnęła się kilka kroków i odwróciła, by dołączyć do Aarta. Ponownie objęła delikatnie jego ramię. Milczała, gdy wyszli z sali reprezentacyjnej. Wolała nic nie mówić i czekać aż jej przyszły małżonek się odezwie. Nie kazał długo czekać na siebie.
- Cieszę się,że to właśnie ciebie wybrano na moją żonę. - Freyówna nie była pewna co do emocji Młodego Lwa, ale czuła, że nie jest do końca szczęśliwy z faktu, że za tydzień będzie miał żonę, choć doskonale to ukrywał uśmiechając się.
- Ja również się cieszę. Mój Pan Ojciec oraz Pan Dziadek wybrali dobrze. - Powiedziała ze spokojem. Ona w porównaniu do Aarta miała dużo czasu, by się przygotować do tego spotkania. Pogodziła się już ze swoją przyszłością i teraz cieszyła się, że to Aarta jej wybrali, a nie jakiegoś dziedzica, któremu poskąpiono urody, bądź mężczyzny w podeszłym wieku, a młodego, przystojnego i miejmy nadzieję, że swoją małżonkę będzie traktował dobrze. W tej chwili pragnęła tylko dwóch rzeczy. By nie było pokładzin oraz by ich noc poślubna była czymś wyjątkowym, a nie najbardziej przerażającym momentem w jej życiu. Później przyjdzie jej myśleć o dalszej przyszłości. Najbliższa przyszłość była najważniejsza. Nie kochała mężczyzny, którego ramię obejmowała, ale miała nadzieję, że niedługo się to zmieni.
- Mój Panie, nie będę urażona jeśli będziesz chciał się oddalić, by przemyśleć to wszystko. Ja miałam trochę czasu, by przygotować się na to wszystko, lecz Ty dowiedziałeś się dopiero dzisiaj, więc zrozumiem. Prosiłabym tylko o odprowadzenie do komnaty w której będę pomieszkiwać do ślubu. Potrzebuję chwili odpoczynku i odświeżenia się po ciężkiej podróży. - Powiedziała swoim delikatnym głosem obserwując twarz Młodego Lwa. - Oczywiście jeśli zechcesz pobyć sam. Mogę zaniechać odpoczynku jeśli wolisz, bym towarzyszyła Tobie. - Dodała po chwili. Nie była na tyle zmęczona, by musiała natychmiast udać się do komnaty. Zależało to tylko od Aarta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala reprezentacyjna   Czw Wrz 05, 2013 2:07 pm

Wiedział, że w końcu się to wydarzy. Nie spodziewał się, że wybierze sobie dziewczynę sam, a Freyówna była bardzo dobrą partią dla niego. Nie dość, że jest piękna, wysoko postawiona to i bardzo dobrze dogaduje się z młodym Lwem. Nic dodać, nic ująć... Poszczęściło mu się bardzo. Miał już swoje lata no i tak dziwne było to, iż nie ma jeszcze żony, z którą myśleć mógłby o przedłużeniu rodu Lannister. Lord zapewne chciałby mieć kolejnego spadkobiercę, który umocniłby pozycję rodu i stabilność pokoleniową. Był teraz najstarszy, więc to na nim spoczywała największa odpowiedzialność.
Spojrzał na Adrienne z pełną powagą. Uśmiech na chwilę zagościł na jego twarzy.
- Mój Panie, nie będę urażona jeśli będziesz chciał się oddalić, by przemyśleć to wszystko. Ja miałam trochę czasu, by przygotować się na to wszystko, lecz Ty dowiedziałeś się dopiero dzisiaj, więc zrozumiem. Prosiłabym tylko o odprowadzenie do komnaty w której będę pomieszkiwać do ślubu. Potrzebuję chwili odpoczynku i odświeżenia się po ciężkiej podróży.
Powiedziała bardzo mądrze, była po dość długiej, jak na standardy kobiet podróży, więc potrzebowała chwili dla siebie.
- Zrobimy tak jak mówisz. Odprowadzę cię do twojej komnaty, przydzielę służbę. Przyjdę po ciebie wieczorem i zjemy razem kolację.- powiedział miłym tonem, po czym ruszył razem z Adrienne w stronę jej komnaty, usytuowanej na piętrze, gdzie mieszkali Lannisterowie. Dziewczyna będzie miała pokój niedaleko Aarta, aby mogła szybko się z nim kontaktować.
[zt ja i Ad.]

LORD NPC
Siedząc na swoim siedzisku przyglądał się pięknemu żyrandolowi, który wisiał na środku sali.
Zmierzył wzrokiem swojego kronikarza i wykonawcę rozkazów
- Każ zmobilizować gwardię miejską w Lannisporcie. Niechaj szykują się na zaślubiny i przyszykują miasto do świętowania. Niech ktoś wypatruje kruków od zaproszonych gości.- rozkazał, po czym wrócił do swoich obowiązków, czyli przyjmowania interesantów...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala reprezentacyjna   Pią Gru 19, 2014 10:31 pm

Los lubi płatać różne figle. Kto pomyślałby, że 26- cio letni młodzian, przeżyje tak dużo, doświadczy tak wiele i zobaczy to wszystko, co miał okazję ujrzeć Aart. Multum śmierci, przemieszanej z żalem, który jak szlam przelewa się przez palce i ląduje u stóp zostawiając trwałe ślady; jeszcze więcej fałszywych znajomości i żądzy zemsty, która potrafi pokierować, jak najlepszy władca marionetek, ciągnąc za sznurki z niespodziewaną precyzją. Wszystko to połączone nicią nienawiści i odrazy lśniącej dumnie, jak ta ze złota, która spaja ze sobą dwa kawałki szlachetnego materiału.
Wiadomość od posłańca dotarła do dziedzica z opóźnieniem. Siedział obracając jeden ze zwojów, które od dawna leżały na jego stole do czytania, ale nigdy nie zostały otwarte. Przewracał go palcami po blacie, co raz bardziej wbijając wzrok w pieczęć rodu Arryn. Spodziewał się, że to co znajduje się w środku jest kolejną złą wiadomością, która miała dotrzeć do niego, gdy zmierzał do Doliny. Strach przed kolejnymi złymi wieściami zdawał się spowalniać reakcję na wezwanie, które przybyło godzinę przed z komnaty Lorda Lorcana. Dziad chciał się z nim widzieć, ostatnim razem przekazał mu smutną wiadomość o odejściu Reinmara i Nihil, później widział go tylko na pogrzebie Maureen. Ciekawe co teraz ma mu do powiedzenia… Czyżby stało się coś ciotce Eleynie? Nie, na pewno nie, na turnieju w Harrenhal nie ma króla, który z całą pewnością podniósłby stopień niebezpieczeństwa na miejscu. Przy tym mężczyźnie nigdy nie można spuścić gardy. Kto inny, jak nie on, według Reinmara i Rethela, zezwolił Prudence Greyjoy na atakowanie Zachodu w imię zemsty. Nie postarał się nawet zapytać czy to prawda. Pycha i egoizm przemawiają za głową Westeros. Przeto teraz i od jakiegoś czasu wydaje głośne oświadczenia i sądzi srodze za występki, mimo iż sam, nie potrafi przeżyć dnia bez złamania swojego słowa. Miał utrzymać pokój na wszystkich ziemiach zjednoczonych, dopuścił do bezprawnego najazdu, który na szczęście zakończył się porażką.
Nie mógł dopuścić, aby dziad zbyt długo na niego czekał. Po uporządkowaniu swoich myśli, pewnym krokiem ruszył ku sali, w której urzędował stary Lord Zachodu. Obraz, jaki przyszło mu ujrzeć był tym, którego się spodziewał. Poczciwy dobry dziadek siedział na swoim krześle i z dziwnym uśmiechem spoglądał na młodzieńca, jakby mił mu do przekazania w końcu dobrą wieść. Wieść, której potrzebował, gdyż jego życie usłane było ostatnimi czasy jedynie pasmem porażek i dywanem krwi, ciągnącym się za nim jak brzemię, mającym mu przypominać, czym jest i kim ma zostać.
Po kilku szarpiących nerwy chwilach rozległ się kamienny, dźwięczny odgłos.
- Wyjdźcie… Wszyscy…[b/]- powiedział stary dziad spoglądając z góry na obraz swojej przeszłości. Został tylko jeden woj, wysoki mężczyzna w pozłacanej zbroi, który stanowił część nieodzownej gwardii Lorda Zachodu. Trzymał on w ręku zwój, który pewnym, nieśpiesznym krokiem, przyniósł Aartowi, po czym ulotnił się jak wszyscy inni. Złotowłosy dawno nie widział swojego dziada na osobności, minęło sporo czasu, kiedy ostatnio nie było przy nim żadnego gwardzisty. Dziwną i intymną treść musiało mieć zawiniątko, które spoczywało w rękach Dziedzica i przyszłej głowy rodu Lannister.
- Przeczytaj.- rzekł tajemniczo Lorcan, poruszając się równocześnie na swoim tronie. Lew za jego plecami poruszył się pod wpływem niewielkiego wzruszenia się powietrza. Karmazynowe tło otoczyło siwego mężczyznę, dodając mu nieco do dostojności.
Pieczęć rodzinna ześlizgnęła się nie łamiąc się w pół. Aart zatrzymał oddech, zamrugał chcąc strącić przeklętą kroplę potu z powieki, i przez irytująco długi, nieznośny moment rozwijał dokument.
Zdziwienie dotarło do niego, jak uderzenie młota. Przez chwilę zaniemógł, gdy litery wertepowały jego umysł, niszcząc wszelki światopogląd. Jak on, Lwi dziedzic, przyszła ręka trzymająca pieczę nad rozległymi ziemiami, miał teraz ugiąć się i przyjąć tak niepoczytalną wiadomość do zrozumienia.
Milczał.
- Zanim cokolwiek powiesz… Nie, nie postradałem zmysłów. Uwierz mi, że siedzę na tym tronie już kilkadziesiąt lat i dokładnie wiem, co robię. - warknął starszy mężczyzna usta zdobiąc grymasem uśmiechu zwycięstwa, jakoby radowała go myśl, że zagiął swojego wygadanego wnuka, aż ten zaniemówił.
- Jest wiele powodów, potrzebujemy teraz tego sojuszu. Jak to mówią Starkowie… „Nadchodzi zima”, a potem będzie już tylko gorzej. Musimy być gotowi, a więc nie przyjmę twojego sprzeciwu, choćbyś miał wyrzec się mnie i swojej rodziny…- dodał nieco patetycznie, dodając swojemu tonowi powagi i wydźwięku. Wiedział, jaki jest Młody Lew, rozumiał co miało się zaraz wydarzyć. Nie spodziewał się jednak…
- Niechaj tak się stanie dziadku. Nie mam już sił się kłócić. Nie mam już sił znosić śmierci i rozłąki. Chcę spokoju, a jeśli to nam da ten spokój… To nie wyobrażam sobie, abym miał ci odmówić.- powiedział patrząc prosto w oczy, które widziały wiele.
- Wyślij ten zwój jak najszybciej. Niech machina ruszy…- dodał, po czym wyprostował się z uczuciem, ze popękają mu napięte mięśnie i wyszedł z pomieszczenia, przy wyjściu mijając stojącego gwardzistę. Spoglądał na niego z niedowierzaniem. Najwidoczniej nie miał pojęcia o planach starca, mimo, że przebywał w jego pobliżu przez większość czasu.
- Oby ta wieść nie spowodowała sztormu na Żelaznych Wyspach…- pomyślał, słysząc dźwięk zamykanych za nim drzwi. Szedł w stronę nieodgadnionej przyszłości, która nie malowała się w kolorach złota…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Sala reprezentacyjna   

Powrót do góry Go down
 

Sala reprezentacyjna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Zachód :: Casterly Rock-