a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Królewski Szlak - Page 2



 

 Królewski Szlak

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
762
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Królewski Szlak   Wto Kwi 30, 2013 5:13 pm

First topic message reminder :


Królewski Szlak



Jest to droga wiodąca przez całe Siedem Królestw, poczynając od Słonecznej Włóczni w Dorne, kończąc zaś na Czarnym Zamku na Murze - na Północy szlak wiedzie przez takie lokacje jak Fosę Cailin i Winterfell, jest tym samym najistotniejszym traktem na tym terenie.







Ostatnio zmieniony przez Aidan Stark dnia Sro Mar 12, 2014 4:09 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Sro Cze 19, 2013 10:49 pm

MG

Wycie, parskanie i tętent kopyt za plecami dziewczyn nie stawały się prawie wcale cichsze, a wręcz przeciwnie! Gdy Elen spojrzała za siebie nie dostrzegła ni ludzi, ni koni, ni żadnego pościgu - widocznie szybka reakcja oraz dobry koń potrafią naprawdę pomóc w ucieczce (taka myśl na chwilę miała prawo zaistnieć w ich głowach), lecz... droga za nimi była opustoszała - raz lis na drugą stronę, innym razem parę ptaków wyleciało za koron drzew. To nie było do końca normalne żeby zwierzęta pośpiesznie uciekały zarówno w powietrzu, jak i na ziemi - tak działo się tylko, gdy siła pustosząca potrafiła być śmiercionośna nawet dla człowieka, gdy ukrywanie już nie wystarczało, bo zagrożenie mogło pojawić się wszędzie. 
Ciężko było zgadywać cóż mogło to być - owe "zagrożenie". Gdy dziewczęta znajdywały się w podróży na trakcie, nie było tak łatwo dostrzec zwierzynę, a teraz? Jak tylko zniknęły za zakrętem widziały stworzenia lasu mijające siebie nawzajem w cieniach między drzewami, wijące wśród traw, ukryte poniżej gruntu. Bały się, ale cóż można poradzić?

Zajeżdżając w zakręt na gorszą drogę, gęste krzaki i potężne drzewa, pagórki, kamienie - wszystko to co znalazło się w tej leśnej odnodze odciętej udeptaną drogą stało się ich peleryną, ich ukryciem. Nawet gdy zmierzały w tym kierunku nie było widać co znajduje się tuż za zakrętem - faktycznie była to udeptana droga, możliwe, że wiejska. Dokąd prowadziła? Stąd widać, że zmierzała lekko w prawo schodząc z ścieżki do stolicy. 
Nie należało się jednak za nadto jeszcze cieszyć - lasu pozostało niewiele, co gdy znowu będą widoczne? "Pościg", czy też czymkolwiek to było musiał wyjść już na prostą, po hałasie dało się poznać, że mają jeszcze jakiś kawałek do nich i zbliżają się w cholernie dobrym tempie.


Ostatnio zmieniony przez Caster Greyjoy dnia Czw Cze 20, 2013 5:19 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Sro Cze 19, 2013 11:01 pm

Elena odprężyła się kiedy to spojrzała za siebie i nie dostrzegła pogoni. Tak więc Mina postanowiła skierować się drogą gorzej uczęszczaną, skąd widniał dym. Dziwne, wszak wieśniaczka prosiła o to żeby jechały nadal dobrym traktem.  Czyżby to było przeznaczenie? Chcąc, nie chcąc, nasza bohaterka wraz z Ryswellówną znalazły się w lesie. Podroż konno przez drzewa, gdzie nie było za wiele miejsca była dość uciążliwa. Dlatego też Elen powiedziała do Miny:
- Zatrzymaj konia, zejdę z niego. Podróż przez las może okazać się niewygodna. Ponadto musimy dać mu odpocząć.  
Dlatego też miała nadzieję, że Mina jej posłucha i  dalej pójdą piechotą. Jeśli mała zdecyduje się na zejście z konia, Elen zajmie się krótką rozmową z dziewczyną.
- Kim oni byli? Czemu nas gonili? W zasadzie czemu uciekałyśmy? - Elen mówiła ni to do siebie, ni to do Miny. Emocje zaczynały opadać, teraz dziewczyna zaczynała się zastanawiać kim byli ci, przed którymi uciekali? A może była to jazda wysłana przez ojca Miny aby ją odszukać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Czw Cze 20, 2013 10:55 am

Nawet gdy skręciły już w drogę prowadzącą przez las, Mina nadal była roztrzęsiona. Zwolniła konia, widząc przed sobą gęste zarośla i wystające korzenie drzew. Nie było mowy o dalszej ucieczce w takim samym tempie, co na głównej drodze. Dziewczynka nie miała zamiaru ryzykować zdrowych nóg swojego klaczy, szanse na upadek były zbyt duże.  Jej nerwowość dodatkowo potęgowała złowieszcza atmosfera lasu, Mina wyczuwała, że coś jest nie w porządku. A może były to jedynie fantazje dziewczynki ze zbyt wybujałą wyobraźnią?  Nie, przecież widziała na własne oczy przemykające przez las zwierzęta. Czemu uciekały?  Co sprawiło, że nagle cała fauna ożyła i próbowała się stąd wydostać? Domysły napawały grozą.  Faktem jednak było to, że niepokojące ją odgłosy nie ustawały, a wręcz przeciwnie przybierały na sile. Mina modliła się, by tak jak przewidywała Elen, pogoń pojechała główną drogą. Miała nadzieje, że skoro widziały dym, to znajdą też jego źródło, a nuż będzie to jakiś dobry człowiek, który udzieli im schronienia. Będzie wtedy mogła napoić Leonette, bo w swoim bukłaczku nie zostało jej wiele wody. Z niechęcią zatrzymała konia na prośbę towarzyszki. Przejmował ją jakiś irracjonalny lęk, że oto za chwilę coś wyskoczy zza rogu i znowu będę musiały uciekać. Gdy dziewczyna zeszła z konia, Mina nadal siedziała w siodle, ze strachem co raz oglądając się za siebie. Powoli jej oddech wracał do normy, a jej dłoń czule głaskała, falujące nozdrza klaczy. Nie dało się ukryć, że potrzebowały odpoczynku. One i koń. Towarzyszka nie wyglądała na tak przejętą jak ona sama, co nieznacznie ją uspokoiło. W najgorszym wypadku mogły ukryć się w gęstwinie, ale co w takim razie zrobiłyby z dorosłym koniem? Mina z pewnością nie zostawiłaby Leonette na pastwę losu.
-Mało brakowało- rzuciła, głos jej lekko drżał, mimo tego siliła się na nonszalancki ton. Prawda była taka, że nogi miała jak z galarety i nie była pewna czy da radę iść o własnych siłach. Nie znała odpowiedzi na pytania dziewczyny, wiedziała tylko, że chce być jak najdalej od źródła tych hałasów. Nie mogła też przyznać, że się boi, choć nie trudno było to zauważyć, patrząc na jej roztrzęsioną postać.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Pią Cze 21, 2013 5:16 am

MG

Gdy panie zeszły z konia i ruszyły pieszo w stronę źródła unoszącego się z wolna dymu, przez chwilę zdawało się jakby sytuacja nieco uspokoiła się, a Mina, Elen i Leonette zyskały szansę na złapanie oddechu. Być może zaraz rozmowa rozwinęłaby się dogłębniej, biorąc pod uwagę, że dziewczyny szykowały się do dłuższego spaceru. Jednak obecnie nie najlepszy był to moment na dawanie sobie przerwy. Kakofonia dźwięków, które mieszały się ze sobą w jeden potwornie nieznośny hałas "goniła" je dalej. Przez drzewa, które zasłaniały część drogi za zakrętem nie dało się dostrzec ich z drogi królewskiej (patrząc z kierunku, z którego przybyłyście) - trzeba było zbliżyć się do samego zakrętu i tam, u wlotu jego wjazdu kończyły się ślepe punkty.
Hałas był niemożliwy do wytrzymania - tętent wielu końskich kopyt, coraz wyraźniejsze darcie ludzkich głosów, przyśpiewki, wycia, śmiech - czymkolwiek był ten ogon, miał sporo zabawy. Ile czasu im zostało? Ciężko powiedzieć, ale sposobem "na ucho" można było wnioskować, że właśnie się kończył.


[Mośki, macie taki obrazek ode mnie, bo coś mam wrażenie, że nie wiecie jak to wygląda z góry :)]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Pią Cze 21, 2013 2:36 pm

Z Eleny zeszła adrenalina i napięcie. Teraz musiała się zastanowić nad tym co dalej począć. Widząc reakcję swojej towarzyszki wiedziała, ze musi być zdana na samą siebie. Mala Mina była wyraźnie przestraszona pościgiem, a także tym co działo się w lesie. Dopiero po pewnej chwili Elena zwróciła uwagę na nienormalne, według niej, zachowanie zwierząt.  Do jej uszów dobiegły także dziwne odgłosy, których wcześniej nie słyszała, zapewne pod wpływem adrenaliny.  Niepokojące dźwięki przypominały jej  sygnały dochodzące do jej uszów podczas ucieczki za pogonią. A więc czyżby nie zgubiły jej?
W tej sytuacji musiały znowu uciekać. Droga, którą obecnie szły była dość szeroka. Niemniej ponowny wysiłek dla konia Miny w tak krótkim czasie mógł być zgubny. Klacz toczyła pianę z boków i pyska, musiała odpocząć. Forsowanie jej mogło spowodować to, że zostały zajeżdżona.
Dlatego ucieczka nie wchodziła jeszcze w grę. Elena myślała co powinny zrobić dziewczęta.
- Musimy się ukryć - powiedziała zdecydowanie, po chwili zastanowienia - Jak sama słyszysz coś złego się dzieje. Kto wie z kim mamy do czynienia. Dlatego musimy jak najszybciej zejść z głównych traktów i przedzierać się lasem. Należy dotrzeć do dymu i miejsca, z którego on się wydobywa. Może  ktoś nam pomoże i powie kto nas ściga - zaproponowała Minie.
W zasadzie nie czekała na odpowiedź, chwyciła konia za uzdę i zaczęła prowadzić do lasu, aby zniknąć jak najszybciej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Pią Cze 21, 2013 5:39 pm

Szła blisko Elen, na tyle by czuć przy sobie jej obecność. Bała się, że jeśli na chwilę spuści z niej wzrok, dziewczyna nagle zniknie. Teraz dopiero było widać kto jest tu prawdziwym przewodnikiem. Bez zastrzeżeń zgodziła się na wejście w las i poszukiwanie źródła dymu. Pozwoliła towarzyszce prowadzić klacz, a sama szła za Elen, tak, że znajdowała się na  wysokości boków zwierzęcia. Żeby tylko nas nie zobaczyli, żeby tylko nas nie zobaczyli, powtarzała gorączkowo w myślach. Mogła mieć jedynie nadzieje, że drzewa ukryją ich obecność.  Początkowo wydawało jej się, że może jej strach jest nieuzasadniony, w końcu jeszcze chwilę temu sama Elen zastanawiała się czemu właściwie uciekają, ale nowe słowa towarzyszki ostatecznie utwierdziły ją w przekonaniu, że mogą być narażone na realne niebezpieczeństwo. Zadrżała w duchu na samą myśl. W tej chwili jeszcze bardziej zaczęła tęsknić za domem, ostatkiem sił powstrzymała łzy, napływające jej do oczu. Jak mogła myśleć, że samotna podróż to taki dobry pomysł? By jakoś odgonić nieprzyjazne myśli, wsunęła jedną dłoń do swojej lnianej torby zawieszonej na ramieniu. W całym tym zamieszaniu Mina zapomniała o swoim drugim ulubionym pupilu. Mięciutkie futerko królika nie sprawiło jednak, że choćby przez chwilę zapomniała gdzie się znajduje i przed czym ucieka. O nie, nieludzkie odgłosy nie pozwalały jej zapomnieć o zbliżającym się pościgu. Starała poruszać się jak najciszej, chociaż w takim hałasie zapewne nie robiło to różnicy.
-Ci ludzie... myślisz, że mogli by zrobić nam coś... złego?-  zapytała półszeptem, nie wiedząc czy rzeczywiście chce poznać odpowiedź na to pytanie.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Nie Cze 23, 2013 3:06 pm

- Nie wiem - odpowiedziała szczerze Elena. Nie miała pojęcia kimś są tajemniczy ścigający, którzy sprawiają, że cały las i znajdujące się w nim zwierzęta uciekają w popłochu
- To musi być jakaś diabelska siła. Może warto pomodlić się do Starych Bogów? - dziewczyna zadała sobie to pytanie. Nigdzie jednak nie znalazła płaczącego drzewa do którego może wznieść hołd. 
Na cale szczęście jej towarzyszka zdała sobie sprawę z rangi niebezpieczeństwa i nie oponowała przed decyzjami podejmowanymi przed Ciemnooką. Ona w trakcie marszu zaczynała analizować sytuację.  W sumie w miejscu, gdzie znajduje się dym niekoniecznie mogą znaleźć pomoc. Wszak tam może czaić się coś równie złego, albo też pomocników albo wspólników pogoni.
- Powiedz mi czy wiesz w którą stronę możemy udać się do twojego zamku? - zapytała Minę cicho, ale na tyle głośno, aby towarzyska ją usłyszała - Najlepiej udajmy się w stronę skąd przyszłaś. Ale dopiero w momencie kiedy uznamy, że będzie bezpiecznie. A teraz musimy być bardzo, bardzo cicho i nie zdradzić swojej obecności. - Elen powiedziała do Miny.
Jednocześnie starała się odejść jak najdalej od bocznej drogi, niemniej żeby nie stracić jej z oczów.  Chciała aby nie były one widoczne dla pogoni. Ponadto głaskała po chrapach konia Miny, starała się mówić łagodnie i powoli, aby klacz się nie spłoszyła i nie rżała.
- Umiesz uspokoić swoją klacz? - zapytała Miny - Ona również musi być bardzo cicho, tak aby nie zdradziła naszej obecności - Zajmij się tym, proszę.
Elen tymczasem wyszła lekko do przodu, aby poszukać odpowiedniego miejsca do ukrycia w lesie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Nie Cze 23, 2013 11:11 pm

MG

W tamtej chwili Elen i Mina mogły zwrócić swój wzrok w stronę skrzyżowania z drogą. Pościg ich doganiał - byli już tutaj. Wyjechali za kępy drzew i nie zważając na zjazd wielu zdecydowało się ruszyć główną drogą. Byli to dzicy, o tak. Mieli na sobie szmaty, skóry, niektórzy nawet części skórzanych zbroi, ale wielu nosiło zwykłe codzienne koszule z spodniami, raz dziewczętom mignęła nawet dzika w niebiesko białej sukni. Każdy koń wyglądał z kolei na najprawdopodobniej skradzionego gdzieś na północy, bo posiadał charakterystyczną silną budowę - to były silne zwierzęta. Elen stała wśród drzew dlatego nikt nie zaprzątał sobie nią głowy, większość skupiła się na królewskiej drodze, no właśnie... większość, ale nie wszyscy. Kurz wzbijał się wysoko w powietrze gdy cała ta szarańcza mknęła im koło nosa w stronę stolicy. Powoli do dziewczyn docierało, że wszyscy mogli już przemknąć, jednak opadający pył ukazał im dwóch ostatnich jeźdźców. Zabezpieczali tyły? A może nie nadążali? Tak, czy siak nie ujechali jak reszta za lepszą trasą i pięknym lasem, o nie. Ci dwaj górowali nad Miną ze swych koni, gdy opadał kurz na drodze. Starszy brodaty facet siedział na białym koniu, bez siodła, jedną ręką trzymał grzywę, a w drugiej dzierżył mosiężną włócznię z porządnego drewna z (o dziwo) żelaznym grotem. Jego towarzysz był młodszy, znacznie młodszy! Chłopak nie miał nawet zarostu, ale łuk dzierżył mocno, a gdy szybko wyciągnął pierwszą strzałę i naciągnął cięciwę było wiadome, że ten strzał jest dla Miny, ale nie puścił jeszcze lotki, stary ruszył pewnie w jej stronę, powoli - krok za krokiem.
- Dziewczynka! - zawył paskudnym głosem, złamanym przez mróz i chłodny wiatr za muru. - Rusz się to Svann odrąbie łeb! - dodał. Wyglądało na to, iż Elen wciąż była dlań niewidoczna za pni drzew, jednak panienka Ryswell już nie miała tyle szczęścia. Z jednej strony to była dobra okazja dla Ciemnookiej aby odwrócić od siebie uwagę, z drugiej zaś mogła... pomóc? Tylko, co gdy nadejdzie reszta?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Pon Cze 24, 2013 12:21 am

Pomyślała sobie, że gdy uda jej się wrócić całej i zdrowej do domu to przez cały dzień będzie wznosić modlitwy do Starych Bogów. Co w obecnej sytuacji było coraz mniej prawdopodobne, biorąc pod uwagę swój totalną bezmyślność powodowaną strachem. Szła za Elen jak w transie, nie do końca rozumiejąc co ta do o niej mówi. W uszach słyszała jedynie szum. Czy to bicie mojego serca? Proszę, proszę, niech ten hałas wreszcie ucichnie. Nie wiedziała dokąd dziewczyna ją prowadzi ani czy ma jakiś plan. W tamtym momencie całkowicie powierzyła swój los w jej ręce i ufała, że towarzyszka wie co robi.
-Myślę, że dałabym radę znaleźć drogę powrotną- szepnęła. Stwierdzenie to nie do końca było zgodne z prawdą. Mina zataiła przed dziewczyną, że podróżując na południe, dziwnym trafem znalazła się jeszcze bardziej na północy. Fakty jednak w obecnej sytuacji nie były tym czego potrzebowały. Zgodnie z sugestią Elen zamilkła i starała się robić jak najmniej hałasu, chociaż większy problem stanowiła niespokojna klacz. Mina znalazła się teraz bliżej głowy zwierzęcia. Czułym gestem pogłaskała jej pysk, po czym złożyła na nim lekki pocałunek. To właśnie w tym momencie nie zauważyła oddalającej się w głąb lasu towarzyszki. Zauważyła za to przemykających główną drogą jeźdźców. Czy byli to ci legendarni dzicy, o których tyle słyszała? Pierwszy raz w życiu widziała coś takiego. Przyglądała się im z ciekawością, ale i ze strachem, nie zapominając, że właśnie ucieka przed pogonią. Drżała na całym ciele, zaciskając nerwowo dłoń na swojej torbie. Chyba nas nie zobaczyli, przemknęło jej przez głowę, gdy, jak się zdawało, ominął ich ostatni jeździec. Dziewczynka odetchnęła z ulgą.  Trochę się jednak z tym pośpieszyła, bo oto przed jej obliczem ukazała się dwójka mężczyzn na koniach. Przemknęło jej przez myśl, by złapać Leonette za uzdę i pędzić hen przed siebie. Widziała jednak że było już za późno na ucieczkę. Chłopak szykował się do strzału, a ona stała tam jak sparaliżowana jakby tylko czekając na przyjęcie ciosu.  Gdzie jest Katarzyna? Jej wzrok powędrował w stronę towarzyszki, widziała ją, ale ci dwaj najwyraźniej nie. Modliła się w duchu by Elen wyratowała ją z opresji. Jak jednak miałaby jej pomóc? Nie mogła dłużej wstrzymywać łez napływających do oczu. Dwie obfite krople spłynęły po jej policzku.
-Proszę nie- jej własny głos zabrzmiał głucho i słabo. Co w tej chwili pomyślałby sobie jej pan ojciec? W niczym nie przypominała dziedzica, którego zawsze tak pragnął. Bądź dzielna. Bądź dzielna. Stała nieruchomo, wpatrując się w agresorów. Uniosła lekko podbródek. Ojciec zawsze powtarzał by nosić głowę wysoko. Zabrzmiało to nieco ironicznie w kontekście groźby dzikiego.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Pon Cze 24, 2013 2:08 pm

Elena wyszła dość szybko na przód niż sama chciała. Tak została pochłonięta przez szukanie dobrej kryjówki, ze nawet nie spostrzegła, że pogoń znalazła się na bocznej dróżce. Za szybko, zdecydowanie za szybko przybyli! Elena musiała zadbać sama  o siebie. Schowała się czym prędzej za drzewo, aby nie było jej widać. Nie wychylała się zza niego niego, tylko nasłuchiwała bardzo dokładnie tego co się działo. Tętent kopyt stawał się coraz dalszy. Znaczy, że pościg pojechał dalej i nasza bohaterka odetchnęła z ulgą. Już miała wyjść zza drzewa i zawołać Minę kiedy usłyszała glosy. Momentalnie przywarła ponownie do niego. Jakieś osoby zostały z  tyłu.  Maruderzy, a może osoby zamykające kawalkadę. 
Na nieszczęście bohaterek łowcy zobaczyli Minę kroczącą z swoim koniem pośród drzew. Cholera! Elena w tym momencie nie mogła wyjść, nie miała wszak nic do obrony. Ani łuku, ani głupiego kamienia, którym mogłaby zaatakować maruderów. Dlatego więc stała niewzruszona za drzewem, jednocześnie szukając jakiegoś wzniesienia czy też doliny, w którą mogłaby wprowadzić dwójkę jeźdźców w pułapkę. Ewentualnie szukała patyka, kamienia, czegokolwiek, którym mogłab uderzyć jednego z nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Pon Cze 24, 2013 10:28 pm

MG

Kamieni w lesie było jak okiem sięgnąć całe mnóstwo. Gęstość drzew z kolei sprawiała wrażenie, jakby Elen znalazła dobrą kryjówkę przed wzrokiem dzikich, a przynajmniej na czas kiedy byli zajęci Miną. Ciekawe, że też skupiali się na traktach i drogach, których nigdy wcześniej nie mieli okazji ujrzeć, a lasy dobrze im znane z codzienności bardziej umykaj ich wzroku.
Brodaty dzikus na koniu zrobił kolejnych kilka kroków w kierunku młodziutkiej panienki, gdy znalazł się już dość blisko Leonette zeskoczył ze swojego wierzchowca i obrócił się twarzą do Miny. Nie zwracał uwagi na jej łzy, ani dziecinny wygląd. Wyciągnął ku niej dłoń, po czym powziął delikatnie jej włosy jakby oglądał materiał, czy zboże, mielił palcami oceniając, nawet zbliżył nos żeby nagle "zaciągnąć się" wonią jej włosów.
- Dziewczynka ładne zapachy ma... na kolana! - warknął zmieniając ton z obojętnego na marudny. Brodacz orężem wskazał królika, a przyglądając się koniowi szlachcianki dodał - Dzisiaj to ścierwo jemy. 
Po chwili klepania i oglądania Leonette dziki wrócił do swojego wierzchowca i rzucił wprost z parszywym uśmieszkiem, zadartym podbródkiem:
- Dziewczynka idzie z młodym. - wskazał kiwnięciem głowy na towarzysza. Widać było, że cierpliwość nie należała do jego cnót (jeśli jakiekolwiek w ogóle miał), ani tym bardziej wyrozumiałość. Dzicy pochwycili małą, a Elen nie miała nic poza kamieniami i gałązkami, teren biegł cały czas w górę, bo las stał na wzniesieniu, podobnie leśne drogi, za którym pewnie kończyły się ostatnie tak zalesione tereny, a jednocześnie tak pozbawione ciepła. Zakręt, w któy weszły dziewczyny omijał wzniesienie bokiem prowadząc... kto wie dokąd?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Pon Cze 24, 2013 11:16 pm

Pomyśleć tylko, że chciała jedynie mieć przygody. Ledwo wyściubiła nosa zza murów domu, a tu nagle ktoś grozi jej śmiercią. Coś takiego! Co może pójść nie tak gdy naiwna dziewczynka wyrusza samotnie w świat? Czuła, że wszystko dookoła niej jest jedynie złym snem i jeśli będzie szczypać swą rękę wyjątkowo mocno to wreszcie się z niego obudzi.  Wzdrygnęła się, gdy okropny starzec zbliżył się do niej. Jej zapłakaną twarz wykrzywił grymas obrzydzenia. Co mają zamiar z nią zrobić? Cokolwiek miało to nie być, nie wyglądało na to, by byli to ci dobrzy ludzie, którzy udzielają schronienia zbłąkanym wędrowcom. Nie wiedziała czemu ktokolwiek miałby robić jej krzywdę. Och, jakie to wszystko było niesprawiedliwe. Mina nie do końca zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji w jakiej się znalazła. Ciągle miała nadzieje, że towarzyszka pośpieszy jej z pomocą albo zbrojni jej ojca wreszcie ją odnajdą. Nie docierało do niej, że mogłaby zginąć, dlatego zachowywała się względnie spokojnie, nie licząc skropionych łzami policzków. Wszystko zmieniło się w momencie, gdy mężczyzna wydał wyrok na jej królika, a nie wyglądał na kogoś kto raczył by żartować. Dziewczynka zaczęła głośno krzyczeć, nie dbając już o to, że może narazić się starcowi. Nie może zjeść jej przyjaciela. Nie może. Och, proszę, proszę, nie odbierajcie mi Plamy. Najpierw Godric, potem pani matka. Utrata pupila byłaby  niczym utrata członka rodziny. Nie odda go nikomu. Postanowiła się uspokoić, histerią nic nie wskóra, musi być jakiś sposób by się uwolnić. Połykając łzy, usilnie starała się wymyślić jakiś plan. W jej głowie jednak panowała pustka. Może powinna spróbować przemówić mu do rozsądku?
-Mój panie- zaczęła, gdy wreszcie zdobyła się na odwagę, kurtuazyjnie używając tytułu, którego mężczyzna wyraźnie nie posiadał. Nie wiedziała do czego może się  odwołać. Takim ludziom niestraszne ani ludzkie ani boskie prawa, pomyślała, przypominając sobie słowa starej służki.
-Mój ojciec. On... zapłaci ci tysiące smoków- kontynuowała z desperacją w głosie.
-Nie zyskasz nic na mojej śmierci, ale jeśli zwrócisz mnie ojcu zostaniesz bogaty. Jestem jego jedyną córką, zrobi wszystko bym wróciła bezpiecznie do domu-  zakończyła mając nadzieje, że jej słowa wywrą na  nich jakiekolwiek wrażenie. Zastanawiała się czy nie powinna wypuścić królika, teraz, gdy mężczyzna jeszcze nie przechwycił jej torby. Oczywiście chłopak zawsze mógł przebić go strzałą, ale gdyby jakoś odwróciła ich uwagę, może Plamie udałoby się uciec? Szanse były zbyt małe, a nuż zjawi się Katarzyna? Nie chciała ryzykować, ale potem mogło być za późno.  Nigdy sobie nie wybaczę jeśli coś mu się stanie. Gdyby tylko coś było w stanie odwrócić ich uwagę.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Sro Cze 26, 2013 7:38 pm

Elena była w potrzasku. Po raz pierwszy od momentu spotkania małej Ryswellówny nie wiedziała co ma zrobić. Mina została złapana, a sama Elen nie była dość silna, aby stawić czoła dwójce dzikich. Nie miała ani odpowiedniej broni, ani siły, ani wyszkolenia, które pozwoliłoby na unieszkodliwienie ich. Tyle dobrego, że pośród gleby znalazła sporej wielkości dwa kamienie, które pochwyciła w obie dłonie. Dziewczyna gorączkowo myślała co zrobić.
Kiedy Mina tłumaczyła się i próbowała jakoś wyłgać przed niewolą, Elen zagwizdała. Miało to być coś pomiędzy dźwiękiem ptaka śpiewającego, a kruka. Co jej wyszło, ciężko powiedzieć. Miała jeden cel - skupić na sobie uwagę jednego z Dzikich. Kiedy któryś z nich podjedzie w miejsce wizgu, dziewczyna postanowi go zaatakować kamieniem. Chce jednocześnie pozostać w ukryciu jak najdłużej i zaskoczyć przeciwnika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Czw Cze 27, 2013 1:53 am

MG

Magiczne słowa: "Dzisiaj to ścierwo jemy" - wystarczyły aby rozpocząć pierwsze nieporozumienie między panienką Ryswell i Svanem. Wyrok na królika dla dziewczynki był dosyć poważnym problemem, zaś dzikim nie robiło to znacznej różnicy. Żarcie to żarcie. Im wystarczyło, że mieli pełen żołądek, jednak gdy po drodze i pomiędzy drzewami zabrzmiały krzyki, pochlipywania młodej właścicielki Plamy, staruch, ani młody nie kryli zaskoczenia. Nagle brodaty stanął w miejscu jednocześnie zaskoczony i może nawet wryty z niedowierzania, że dziecko podnosi na niego głos. Poniekąd takie nagłe emocje od strony osób dorosłych były wręcz nienaturalne, trzeba jednak pamiętać, że prawdopodobnie ci panowie pochodzili za muru - z krainy, gdzie nigdy nie powinna powstać noga człowieka.
Wtem panienka Ryswell próbowała zacząć... negocjacje? Najwyraźniej tak. Trudno było stwierdzić, gdyż bardziej od negocjacji przypominało to jednak dramatyczną próbę wyżebrania łaski. Gdy panowie wykazali poddenerwowanie jej słowa wyglądały już niczym próba tłumaczenia się. Mówiąc o swojej ofercie wyglądała całkiem bezradnie. W czasie gdy nikt nie odezwał się ani słowem, nikt nie poruszył, Svan obrócił konia już wysłuchawszy jej wywodó - być może musiał wszystko przemyśleć? W końcu nie każdy otrzymuje taką propozycję.
Starzec uczynił kilka kroków w jej kierunku, gdy stał już obok niej, równolegle, wyciągnął rękę. Pogładził włosy delikatnymi ruchami wierzchem spracowanej, naznaczonej bliznami dłoni.
- Dziewczynka ładne ma włosy, ale nienawidzę jej głosu. - dokończył nienaturalnie spokojny Svann, by zaraz wybuchnąć z niesamowitą furią - Chce to ścierwo dla siebie? CHCE?! A nie wypuści?! - jego dłoń zacisnęła się na jej włosach w niezwykle bolesnym uścisku. Ścisnął wodze, a koń ruszył ciągnąc za sobą także Minę w kierunku, z którego wcześniej przybyły z Elen. Czy trzynastolatka nadąży biegać, czy też powłóczy się za koniem jak worek ziemniaków? Czy w ogóle możliwe jest trzymanie w ten sposób ze sobą Plamy?
W tym czasie kawałek dalej na swym wierzchowcu siedział z napiętą cięciwą łucznik. Też był nerwowy, a jego oczy tak rozszerzone sprawiały wrażenie wręcz przerażonych. Gdy coś pękło w nim w końcu - świst strzały zabrzmiał nieoczekiwanie przecinając powietrze, grot wbił się w pień drzewa znajdującego się zaledwie trzy stopy od Elen. Gdyby jej próba wywołania dzikich trwała choć trochę dłużej, niewykluczone, że łucznik lepiej dobrałby cele. A skoro o nim mowa, jeszcze nim strzała wbiła się na dobre, ruszył za nią jak za nitką - już nie poddenerwowany, ale wyczulony, milczący. Planował polować i w czasie gdy jego towarzysz wręcz "bawił się" ze swoją zdobyczą - ten szukał czegoś dla siebie.


[Poprawione.]


Ostatnio zmieniony przez Caster Greyjoy dnia Sob Cze 29, 2013 12:02 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Czw Cze 27, 2013 9:29 pm

Do kolejnych zmartwień Ryswellówny doszedł fakt, że dzicy kompletnie ignorowali, to co mówi. Nikt nigdy jeszcze nie traktował jej w ten sposób!  Nie zdarzało jej się źle myśleć o innych i sama nie wiedziała skąd w jej głowie zrodził się taki pomysł, ale  wydawało jej się w tamtym momencie, że jedyną za sprawiedliwą karą za to byłby stryczek. Zdarzyło jej się kiedyś zobaczyć wisielca. Mówili, że był zdrajcą. Nie myślała wtedy o śmierci, ale jaka kara byłaby sprawiedliwsza za takie wykroczenie?
-Skoro nie chcesz zostawić mnie w spokoju, będziesz musiał się do niego przyzwyczaić- odparła bezczelnie tonem rozpieszczonej młodej damy, którą wszakże była.  Pierwszy szok minął i Mina zaczynała odzyskiwać głos, który z lubością używała. Z porywaczami nie dało się negocjować, dlatego nic nie stało na przeszkodzie by być wobec nich niegrzeczną. Instynkt podpowiadał jej, że skoro dotychczas jej nie zabili to na razie nie zamierzają tego zrobić. Myślała usilnie nad jakimś planem. Dokądkolwiek ją prowadzili była pewna, że wcale nie chce się tam znaleźć. I gdzie podziała się Katarzyna? Była tylko kilka kroków przed nią. Uciekła? Może rzeczywiście było to najlepsze, co mogła w tamtej chwili zrobić, ale mimo tej świadomości dziewczynka poczuła ukłucie w sercu na myśl o porzuceniu przez nową znajomą.  Przecież dała jej sukienkę! A co z królikiem? Za nic nie uda jej się go wypuścić niepostrzeżenie.  
Z zamyślenia wyrwało ją szarpnięcie. Nikt nigdy nie podniósł na nią ręki! Powinien je za to stracić, przebiegło jej przez myśl, piszcząc z bólu, gdy mężczyzna ciągnął ją za włosy. Pisk stopniowo zamieniał się w przeszywający krzyk. Zawodzenie Miny przypominało odgłosy wydawane przez ranne zwierzęta. Prawdopodobnie słychać je było w całym lesie. Trudno było powiedzieć czy wydawała je dlatego, że była nieodporna na ból czy może chciała zrobić na złość Svannowi. Długa suknia uniemożliwiała jej bieg. Na starcie padła na ziemię jak szmaciana lalka. Pierwszą rzeczą jaka przyszła jej w tamtym momencie do głowy było to, że oto jej najlepsza, starannie haftowana suknia zostanie zniszczona. Jej pozycja była co najmniej niekomfortowa, a co więcej czuła ból w każdym możliwym członku.  Nie mogła nawet schować królika z powrotem do torby. Przycisnęła go mocno do siebie, licząc, że nie wyślizgnie jej się z rąk. Na nowo uczuła w sercu tamten strach. Że go straci. Może to i lepiej, gdyby uciekł do lasu niż miałby trafić do żołądków dzikich. Wciąż miała nadzieje, że może jednak do tego nie dojdzie. Co robić? Co robić? W przypływie desperacji zagwizdała na Leonette, choć nie miała pewności czy klacz jakkolwiek na to zareaguje, ale cóż innego jej pozostało?  Gdyby tylko udało jej się oswobodzić z jego uścisku i wytrącić mu broń z ręki. Nie widziała w pobliżu drugiego dzikiego, czyżby to była jej szansa? Może udałoby jej się spłoszyć konia na którym jechał? Opcji była kilka. Przypomniała sobie, że ma w torbie srebrny sztylet, którego wszakże nie używała dotąd na ludziach, ale czy rzeczywiście byłoby to aż tak trudne? Niestety ręce miała wciąż zajęte. Drugą opcją były jej zdrowe i silne zęby i to właśnie je zamierzała wykorzystać. Nie wiedziała czy mężczyzna znajduje się wystarczająco blisko by mogła go ugryźć, ale jeśli znajdował się w dogodnej pozycji to z wielką determinacją wpiła w niego swoje zęby. Cóż, zapewne przypłaci to smakiem padliny w jamie ustnej na kolejnych kilka dni, ale czego się nie robi dla ratowania siebie i swoich przyjaciół?


Ostatnio zmieniony przez Mina Ryswell dnia Sob Cze 29, 2013 9:53 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Pią Cze 28, 2013 3:11 pm

Gwizd, który wydała  z siebie Elena odbił się echem o drzewa i całą okolicę.   Ogólnie w tej części w której łączyła się puszcza z drogą powstało bardzo spore zamieszanie. To Elena próbowała udawać ptaki, aby ściągnąć na siebie uwagę Dzikich, to mała Ryswellówna  mówiła, piszczała  i krzyczała. Elenę na krzyki swojej towarzyszki ściskało serce, ale nie poruszyła się. W tym momencie ważniejsza była ona sama  i jej własne bezpieczeństwo.  Ponadto jeden z Dzikich puścił w kierunku, w którym ukrywała się Ciemnooka strzałę, która to, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, spowodowała, że nasza bohaterka przestała piszczeć.
Dlatego też stała za drzewem jak ten słup soli, czekając aż reszta się oddali. Bo na to wyglądało. Jeźdźcy oddalali się z tego miejsca. Wraz z Miną. W tym momencie Elena nie zwracała na to większej uwagi.  Było jej szkoda swojej towarzyszki, ale nie na tyle żeby wybiec i spróbować samobójczej misji uratowania jej.
Czekała na to, co się stanie. Bała się, niemniej starała się uporządkować wszystko co się stało. Nie pomoże już swojej towarzyszce, najważniejsze jest ujście z życiem. Z której strony nadjeżdża ten dziki? Musiała się dobrze wsłuchać w to. Od tego wszak zależało jej życie.

Poprawione.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Sro Lip 03, 2013 11:01 pm

MG

Wygoda, bezpieczeństwo, radość - te trzy słowa w zaistniałej sytuacji brzmiały niemal tak obco jakby były wypowiedziane w nieznanym języku. Mina została brutalnie wyrzucona z prostego świata, gdzie podróżowała w towarzystwie królika i innej panny zmierzając w stronę, którą sama uznała za stosowną. W to miejsce trafiła do brutalnej rzeczywistości. Nikt nie pytał o jej zdanie, nikt nie próbował jej pomóc - gdy dziki zechciał, powziął swoją "własność" za włosy i... wymierzył surową lekcję. Svann wydał z siebie gwałtowne polecenie, po czym jego ogier ruszył z kopyta.
Panienka Ryswellów na ten czas ściśle przy sobie trzymała królika, jej dłonie lekko drżały, lecz ten pewny chwyt dawał zwierzęciu poczucie "jakiejś" pewności (tj. bezpieczeństwa). Ile można przebiec w taki sposób za koniem? Cztery kroki. Gdy ogier Svanna ruszył panienka zdążyła postawić cztery kroki, po tym potknęła się. Pierwszy ból był najcięższy - rwał jej włosy, pociągał co chwila bliżej kopyt konia. To był koszmar, o tak.
Pierwsze powłóczenia po ziemi dały jej do uświadomienia dwie rzeczy: buty będą do niczego w zetknięciu z ubitą glebą, a jej nogi przyjmując kamienie na drodze oraz spod kopyt wierzchowca. W praktyce mała poczuła także jak co chwila mniejszy żwir uderza jej twarz, dłonie, ramiona.

Mimo, że przebrnęli ledwie dwadzieścia metrów dla niej była to "wieczność". Plama wyrywała się chwilę po tym jak ruszyły w szaleńczy bieg, nie lepiej było teraz, gdy już zatrzymali się. Dziki wyrzucił pęk włosów z garści. Nie zważał na jej wycieńczenie graniczące z ostatnim zipaniem umierającego, ani roztrzęsionego królika. Miała całe ręce niemal poranione od kamyków i kamyczków, niewielkie stróżki krwi skapywały po jej łokciach. Była brudna, ba! Suknia zdarła się kilka razy w trakcie szarży, wciąż kryła co należy, acz mniej. Podobnie uwalone w błocie, pyle i kurzu miała nogi, szyję, włosy. Oddychała szybko, łapczywie walcząc o każdy oddech powietrza.
Dziki zwrócił twarz ku niej i uśmiechnął się zawadiacko:
- Dobra, może zatrzymać ścierwo, ale... - tutaj chwilę zamyślił się - Dziewucha idzie piechoto! Jeden wybryk i upiekę dziewuchę! - dodał rozeźlony. Zaraz potem palcem wskazał kierunek - stolica, a więc wracała na szlak.
"Wracała" to dobre słowo - w najgorszym wypadku Minę czekała długa podróż na piechotę w towarzystwie marudnego dzikusa. Wiele staj przed nimi, a jej poranione, zdarte do krwi kolana i stopy nadawał się co najwyżej do lecznicy. Jednak... taki już czekał ją los.

Wtem Leonette pojawiła się jak grom z jasnego nieba. Zwierzę rozpędzone do granic możliwości przeskoczyło nad swoją panią (nie zadając jej przy tym uszczerbku) i zderzyło się wprost z siedzącym na koniu brodaczu.
- Co to do-?! - zdążył wydobyć z siebie woj, po czym cała trójka - Leonette, ogier Svanna i on sam padli do rowu przy drodze. Co tam też się działo? Ciężko orzec, bo Mina niewiele widziała za wzniesienia, wydobywające się jednak stamtąd odgłosy mogły świadczyć, że każdy próbował znaleźć pozycję dla siebie, wydostać się z potrzasku, nieważne, czy kosztem innych, czy też czymś więcej.
Dla niej była to jedyna szansa. Być może Leonette tragicznie poświęciła się dla swej pani wywracając się razem z ich oprawcą do rowu,lecz dawało to panience szansę na ucieczkę - łucznik gdzieś znikną, brodacz leży w rowie, Elen też gdzieś zniknęła - zostały tylko wystraszona Plama i nie mniej wystraszona właścicielka królika.

W tym czasie Elen znajdywała się w dużo trudniejszej (zdaje się) sytuacji, bo o ile Minie udało się przeżyć pokaleczonej i poranionej jak zbite zwierzę, o tyle Ciemnooka była zwierzyną poświęconą na łowy wprawionego łowcy. Ten z kolei (łucznik) zajęty śledzeniem jej śladów, wpatrywaniem w drzewa postanowił zejść z konia i dalej przemieszczać się pieszo. Nie postawił kilku kroków jak usłyszał za sobą donośne rżenie, ryk człowieka - te hałasy dobiegały przez las gdzieś z miejsca gdzie zostali Mina i drugi dzikus. Łucznik chwilę zaabsorbowany tym hałasem nastroszył się i gwałtownie zwrócił w tamtą stronę. Grot wystawił przed siebie mierząc napiętą strzałą gdzieś w przestrzeń przed siebie. Trząsł się, chyba nie wiedział też do kogo powinien mierzyć. Czyżby... zżerały go nerwy? Zdaje się, iż to była szansa Elen. Wróg ledwie trzy kroki od niej, odwrócony plecami, wystraszony - dzikus podany na tacy, raz.

Słysząc odgłosy, Elena również wyjrzała zza drzewa. Dziewczynie zdawało się że dobiegają one z  miejsca, w którym tak niedawno znajdowała się jej towarzyszka wraz z innym Dzikim. Tylko co z łucznikiem? Słyszała kroki, dlatego zamarła z początku niczym głaz, lecz choć dziewczyna bała się mocno, ciekawość w końcu zwyciężyła. Ciemnooka wyjrzała zza pni i ujrzała że mężczyzna odwrócony był do niej tyłem. Dobra dla niej. Elena postanowiła zadziałać instynktownie. Miała wszak kamień  w rączce. Rzuciła nim w łucznika, celując w głowę.


Kamień pomknął przez powietrze niczym wystrzelony z kuszy, chwila nieuwagi i wiercenia wystarczyła aby łucznik odwrócił kawałek głowę i miast wprost w czaszkę dostał kamieniem w żuchwę. Odrzucony najpierw siłą uderzenia popadł w lekkie oszołomienie - nie wystarczy rzucić w mężczyznę kamieniem żeby się go pozbyć... na to wyglądało.


Była uniesiona falą radości - udało jej się trafić przeciwnika! Widziała stąd dobrze, że jest on oszołomiony, niemniej skołowanie nie mogło trwać wiecznie. Elena zaś w tym momencie była na fali wznoszącej. Nie chciała uciekać tylko postanowiła nacierać na przeciwnika. Szybko rozejrzała się za kijem, patykiem i o ile znalazła go w pobliżu wzięła w rękę i postanowiła natrzeć na łucznika, próbując wbić jeden koniec w okolicę oka.


Kij za kijem walały się po ziemi lecz podniesienie nawet najbliższego i zbliżenie do łucznika wymagało jednak więcej pośpiechu, zaskoczenia (?). Mężczyzna poniesiony adrenaliną zrobił dwa kroki za siebie, szybkim rzutem oka namierzył Ciemnooką i wymierzył pojedynczy strzał. Napiął cięciwę i wypuścił z impetem. Grot pomknął zadziwiająco szybko w kierunku jej szyi - czy zdąży więc odskoczyć?
Plus był chyba tylko taki, że jeśli Elen uda się jakimś cudem uniknąć pocisku, czy zniwelować go - zyska szansę na zaatakowanie dzikusa przed sobą. Będzie on przecież potrzebował czasu na wyciągnięcie kolejnej strzały i całkowite oprzytomnienie z sytuacji.


Szczęście tym razem nie dopisało Elen, zbyt mocno oceniła swoje siły.  Dziewczyna nie przypuszczała, że łucznik tak szybko dojdzie do siebie.  Kiedy Ciemnooka zobaczyła jak napinany jest łuk straciła rezon i chciała się wycofać. Strzała jednak została wystrzelona. Dziewczyna słyszała jedynie świst. Chciała paść na ziemię, aby uniknąć jej wbicia w swoje ciało.


Szybka, instynktowna reakcja na wystrzelony grot nie dawała wiele szans w starciu z prędkością, czy finezją łucznika (i jego broni), jednak szybkie myślenie oraz natychmiastowe działanie wystarczyły aby zmienić cel pocisku z serca na obojczyk. Strzała przebiła Elen na wylot sprawiając koszmarny ból. Rozrywane mięso, ból przy poruszaniu, świeża, ciepła krew ściekająca po ramieniu... ale to mogło wystarczyć żeby jeszcze zdążyć zaatakować i obezwładnić młokosa. Jeszcze żyła, jeszcze zipała, czy może jednak jeszcze walczyć? Czy wystarczy wola by przetrwać?


[Część odpisu dla Elen została opracowana na komunikatorze Gadu-Gadu (we współpracy MG-gracz) dla uniknięcia wypisywania wielu krótkich odpowiedzi i prostego utworzenia z nich całości nadającej tekstu sens.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Pon Lip 08, 2013 1:46 pm

Krzyk Elen przeszył tą część lasu w której się znajdowała. Dziewczyna postanowiła zaryzykować swoim życiem, nacierając na łucznika. Trud niestety nie przyniósł oczekiwanego efektu, gdyż wieśniaczka przeceniła swoje możliwości i źle oceniła możliwości łucznika. Miała do czynienia z kimś obeznanym w swoim fachu, a nie nowicjuszem. Niestety ten błąd okazał się tragiczny w skutkach. Dziewczyna leżała obecnie przeszyta strzałą, krwawiąc z obojczyka. Elena po raz pierwszy doświadczyła czegoś takiego, więc ból jaki przeżyła był dla niej nie do opisania. Dziewczyna w tym momencie nie zgrywała chojraka, leżała na ziemi, wiła się w konwulsjach i płakała tak mocno, że nic nie słyszała. W tym momencie wszystko było dla niej obojętne. Czy zostanie dobita czy ktoś ją porwie i wywiezie za Mur. Chciałaby by ktoś skrócił jej męki w związku z przeszyciem przez strzałę.

(w tym momencie Elena została unieszkodliwiona i dalsze działania postacią będą raczej bezcelowe, gdyż będą się opierać na etapowaniu bólu po dostaniu strzałą, dlatego poprosiłabym mojego mga o konkretniejsze działania czy też dobicie albo pozbawienie mojej Eleny przytomności).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Wto Lip 16, 2013 4:28 pm

Jacob właśnie zmierzał na północ w poszukiwaniu znajomego maestra, który kiedyś pomagał Nocnej Straży, kiedy usłyszał tętent koni. Zatrzymał na moment Brego i przez dłuższy czas po prostu się przysłuchiwał. Nie wiedział kto zmierza w jego kierunku, ale wolał nie ryzykować z nikim spotkania w takim stanie. W końcu jego żebra jeszcze odmawiały całkowitego posłuszeństwa, a równie dobrze mogli to być bandyci, którzy tylko czekają na takich rannych, jak on. Czarnowłosy natychmiast zszedł z konia i ruszył razem z nim wgłąb lasu. Musieli na razie przemieszczać się cicho, więc to wydawał się najlepszy sposób.
- Cholerne żebra. - warknął pod nosem po raz wtóry, kiedy ból rozszedł się po jego boku. Czemu akurat musiał dostać w nie? Już lepiej byłoby gdyby ucierpiała jego noga. Wtedy mógłby być przynajmniej pewien, że da radę wymachiwać mieczem.
W pewnym momencie wędrówki, do uszu Jacoba dotarł kolejny dźwięk i tym razem nie musiał się go obawiać. Kobiecy głos rozległ się w powietrzu, przecinając leśną ciszę i z pewnością strasząc trochę zwierzynę. Teraz czarnowłosy miał niezły orzech do zgryzienia. Nie był w najlepszym stanie, aby zgrywać bohatera, ale z drugiej strony nie mógł przejść obojętnie. Już raz pomógł pewnej kobiecie, która miała na imię Lyesse. Czy tym razem wszystko potoczy się podobnie? Z pewnością mężczyzna nie będzie się chciał za bardzo zaznajamiać. Nikt przecież nie musi znać jego imienia, prawda?
W każdym razie Czarny Wędrowiec założył kaptur na głowę i zdjął z pleców łuk. Brego przywiązał wcześniej do drzewa i pogładził go po pysku, żeby grzecznie się zachowywał. Nawet jeśli ktoś chciałby go ukraść, to istnieje bardzo mała szansa, że wierzchowiec na to pozwoli. Skurczybyk ma temperament. Wróćmy jednak do syna piekarza, który teraz przekradał się po lesie z bronią w dłoni. Strzała była już przygotowana, leżała spokojnie na łuku, a palce trzymały delikatnie za cięciwę. Maylight zmierzał powoli w stronę źródła krzyku, z nadzieją, że uda mu się co nieco dostrzec. I tak istotnie było! Bystre oczy mężczyzny dostrzegły łucznika, który najwyraźniej pastwi się nad kobietą. Ta leżała na ziemi i chyba krwawiła. Ciężko było to ocenić z tej odległości. W każdym razie nie trzeba było długo czekać na decyzję najemnika. Nieważne czy ta niewiasta była złodziejką, morderczynią, prostytutką, czy kimś innym. Czarnowłosego to wcale nie obchodziło, bowiem facet miał łuk. Jeśli nie potrafił sobie dać rady z nieuzbrojoną kobietą, to już nie jego sprawa. Zaraz, zaraz...
- Dziki. - szepnął pod nosem, dopiero teraz odświeżając sobie obraz, który dawno temu utkwił mu w pamięci. To jeden z tych, którzy wtedy rozbili jego oddział. Maylight zacisnął zęby, uklęknął na jedno kolano i z grymasem bólu na twarzy napiął cięciwę. Musiał być pewien, że strzała przebije napastnika i jeśli nie zakończy od razu jego żywota, to przynajmniej skutecznie do unieszkodliwi. Co dalej? To zależy już od tego, co pocisk wyrządzi napastnikowi. Cisza i zaskoczenie były tutaj głównym atutem Jacoba. Czy skutecznym?
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Północ, Wioska w okolicach Winterfell
Liczba postów :
52
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Sro Lip 17, 2013 9:15 pm

Dziewczyna słabła coraz bardziej. Ból z ostrego przeszedł w tępy, do którego można się było jakoś przyzwyczaić.  Ciemnoooka już nie krzyczała. Nie miała na to siły. Leżała i czekała na to co stanie się z nią. Choć odpływała coraz bardziej widziała kontury i zarysy sylwetek znajdujących się wokoło niej. Choć po chwili to wszystko to zmyło się w jedno. Zarówno sylwetki ludzkie jak i drzewa zrobiły się po chwili szare. Elena  odpłynęła, nie wiedząc co stało się z nią jak i z Miną, którą zainteresował się inny Dziki.

(wybacz, że tak krótko, ale nie mam za bardzo co pisać).

Elena przenosi się do Strumienisko|Westeros|Północ


Ostatnio zmieniony przez Elen Ciemnooka dnia Pon Lip 22, 2013 8:14 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Pią Lip 19, 2013 12:36 am

MG

Strzała pomknęła z rąk Maylighta w chwili, gdy dziki kolejny raz napinał łuk,  żeby ostatecznie skończyć z Elen jednym, prostym strzałem. Efekt był chyba już nie tak spodziewany, racja? Dziewczynie ciemniało w oczach jakby była noc, dobrze widziała jedynie to jak jej oprawca otrzymuje jeden celny pocisk z pomiędzy drzew. Strzała przebiła brutalnie gardło nieszczęśnika jakby została posłana z rąk zawodowca, krew zakropiła suknię Ciemnookiej, ziemię, liście. Na szczęście ta krew akurat nie należała do niej. To będzie kolejny mały plus na dzisiejszej długiej liście nieszczęść.
Potem zemdlała, jej życie pozostawało teraz w rękach nieznajomego wybawcy.

W tym czasie Mina zbyt zszokowana tym co właśnie miało miejsce stała w bezruchu i strachu obserwując "co dalej?". A dalej było już tylko gorzej, jej okazja uciekła, dziki z warkotem wyrwał się spod truchła swojego konia powalonego siłą uderzenia. Obok leżał Leonette, rżała niejednostajnie, cicho, widząc ją Svann rozeźlony i poobijany rzucił:
- Koniec cierpliwości, koniec. - po tych słowach mężczyzna wyciągnął zza pasa długi i ostry kamienny grot. Nie czekał, nie dał nawet Ryswellównie chwili na reakcję. Bez emocji przyklękną obok Leonette, żeby zaraz potem energicznymi ruchami orać szyje konia. Pomimo wierzgania i rżenia dziki walił grotem w towarzysza małej szlachcianki nie okazując żadnej wrażliwości. Krew bryzgała, a ostrzę i tak cięło mięso coraz głębiej. Gdy kończył przypominało to już bardziej dłubanie dziecka w piasku.
Wstając zaczął mówić twardo:
- Jesteś teraz moja. Svann chce, Svann dostaje albo... - tutaj mężczyzna krótkim skinieniem wskazał na Leonette. Ona odeszła, a oni zostali sami, we dwójkę, au


[ Dziękuje za udział w sesji :) ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Pią Lip 19, 2013 1:10 am

Jacob spodziewał się, że jego rany mogą trochę przeszkodzić w trajektorii lotu strzały, ale fortunnie nic takiego się nie stało. Przez chwilę po wbiciu grotu w szyję przeciwnika, czarnowłosy po prostu siedział w miejscu, dokładnie nasłuchując czy dookoła niego nie porusza się jakaś inna osoba. W końcu ten dzikus niekoniecznie musiał być tutaj sam.
Nie zanosiło się jednak na kolejną walkę, więc Maylight wstał z klęczek i ruszył w kierunku świeżego trupa. Jednym, sprawnym ruchem wyciągnął pocisk z jego gardła i włożył go do swojego kołczanu. Nie miał zamiaru tracić cennych surowców na jakiegoś dzikusa. Jego ciało kopnął tak, żeby oddaliło się od dziewczyny, która najwyraźniej też zginęła. Czarny Wędrowiec musiał mieć jednak pewność, że zostawi za sobą trupa, więc nachylił się nad nią i dostawił palce do jej warg, aby poczuć na skórze ewentualne powietrze wydobywające się z nozdrzy. I... Żyje!
- Kolejny kłopot. - mruknął pod nosem, spoglądając na dziewczynę. Przecież nie zostawi jej tak na pewną śmierć. Prędzej, czy później wykrwawi się z taką raną. Strzała przeszła na wylot, więc pewnie też nieźle uszkodziła jej ciało. Najemnik odsunął materiał, który przeszkadzał w dobrym przyjrzeniu się skutkom przebicia. Nie przejmował się, że być może odsłonił trochę za dużo, bo na razie go to nie interesowało. Wyjął swój miecz i jednym, sprawnym ruchem przeciął strzałę. W przypadku żywego człowieka nie mógł jej tak po prostu wyciągnąć.
Miecz następnie powędrował w kierunku sukni dziewczyny, aby zaraz odciąć spory kawałek. Podobno długie łachmany nie są w modzie, więc wypada je trochę skrócić. Niech się kobieta cieszy, że jest nieprzytomna, bo w innym wypadku musiałby uciąć znacznie więcej, żeby zrobić knebel. Niemniej jednak Jacob przystąpił do roboty i przepchnął strzałę przez ciało na tyle, żeby mógł ją chwycić z drugiej strony. W tej chwili nie przejmował się krwią, ani widokiem, który mu serwowano. Robił to już zbyt wiele razy. Kiedy kawałek pocisku leżał już obok, najemnik mocno przewiązał ranę materiałem ze spódnicy, aby jako tako zatamować krwawienie. Więcej tutaj nie zdziała. Muszą znaleźć jakiegoś maestra.
Chwilkę później Maylight sadzał już nieprzytomną kobietę na konia, samemu siadając za nią i chwytając ją jedną ręką w pasie. Nieprzytomni ludzie byli jak kloce i nieważne, że wypowiadam się teraz o kobiecie. Was też się to tyczy, drogie panie!
- I widzisz Brego? Zostałem pieprzonym bohaterem, staruszku. - powiedział do swojego wierzchowca, kierując się w stronę najbliższego miasta Trzeba komuś podrzucić tę lalkę.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
177
Join date :
13/06/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Nie Lis 10, 2013 5:22 pm

Damon Arryn wyruszał z Eyrie do Winterfell. Droga na szczęście była dla niego lepsza niż ta z Królewskiej Przystani, poruszał się nieco szybciej, bo w Dolinie był znacznie bardziej wypoczęty. Mimo, że niewiele czasu przebywał w Orlim Gnieździe to pobyt w nim zdecydowanie był bardziej odprężający. Mógł trochę odpocząć od tego zgiełku z tym ślubem itepe. Właściwie to prawie w ogóle nie widział swojej żony, która jedynie przed jego wyjazdem zakomunikowała mu, że chce wyjechać do Riverrun. On nie miał z tym żadnego problemu, bo przecież i tak go nie będzie w Dolinie. Mógłby wprawdzie nalegać na to, aby Artemis pojechała z nim, była w końcu jego żoną, ale nie miał szczerze mówiąc ochoty targać ją za sobą, jeżeli ta robiłaby to z wielką łaską. Nie było kompletnie sensu. Zresztą i tak nie sądził, że zabawi tam na ślubie jakoś dużo czasu, posiedzi, posiedzi, pogratuluje państwu młodym i będzie mógł już wracać do miejsca gdzie się urodził. Albo i nie! Teraz wpadł na plan, przecież Artemis sama nie wróci do Eyrie, więc zapewne on pojedzie do niej. Prawdopodobnie nie będzie tam mile widziany, nie chodzi oczywiście o siostry, tylko o resztę zamku. Co jak co, ale przeczuwał, że jego żona już troszeczkę pogodziła się z tym co się stało, może nawet bardziej niż on. Nie wiadomo.
Przemierzał tak Północ wraz z Daphne u boku i Borgiem, jego przybocznym. Za nimi była jeszcze masa straży, która w razie jakiegoś niebezpieczeństwa bez problemu poradziłaby sobie z nim. Sam Borg, który był wielki jak dąb mógłby już dosyć mocno przechylić szalę zwycięstwa na ich korzyść. No, ale nie można było się zatrzymywać, trzeba było gnać dalej, do Winterfell.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze (Bliźniaki)
Liczba postów :
65
Join date :
31/05/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Nie Gru 01, 2013 7:57 pm

// Główna Brama Winterfell

Jechała na koniu pewnie. Jak gdyby urodzona była do tego, by jeździć konno. Opatulona w ciepły i nierzucający się w oczy płaszcz pędziła w stronę Bliźniaków. Swojego domu. Jedynego domu. Za bardzo tęskniła za tymi murami, by dłużej wytrzymać w Winterfell, czy Casterly Rock. Przez cały ten czas zastanawiała się dlaczego coraz bardziej jest drażliwa. Dzisiaj dopiero wpadła na ten geniusz, gdy zorientowała się, że nie ma żadnego Frey'a na weselu. Żadnego... Bolało ją to, że nikogo nie było, gdy reszta miała mnóstwo członków swoich rodzin przy sobie.
Chciała być ze swoimi. Z tymi, których kochała najszczerzej.
Z tą myślą jechała Traktem Królewskim mając nadzieję, że nic jej po drodze nie zatrzyma.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   Nie Gru 01, 2013 8:20 pm

MG

Późna była już pora, słońce leniwie chyliło się ku horyzontowi, skąpiąc północy swego blasku. Robiło się coraz chłodniej i zrywał się wiatr. Nie była to z pewnością pora odpowiednia, aby wyruszyć w podróż powrotną do domu. Lady Frey byłaby rozsądniejsza, gdyby zaczekała z wyjazdem do rana. Wraz z dwoma strażnikami wyruszyła traktem wiodącym na południem. Jechali spokojnie przeszło cały wieczór, minęły cztery, może pięć godzin. Zrobiło się ciemno, a jedynym światłem był blask księżyca. Do czasu.
Przed ich oczyma mignęło złote światło i wbiło się w drzewo, które zaczęło po chwili płonąć. Bystre oczy strażników dostrzegły strzałę.
-Lady Frey, uciekaj! - krzyknął jeden z nim, wydobywając miecz z pochwy.
Niestety nim Adrienne mogła to uczynić, następna strzała ugodziła w jej wierzchowca, który zawył w niebogłosy i stanął dęba, zrzucając młódkę z grzbietu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Królewski Szlak   

Powrót do góry Go down
 

Królewski Szlak

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Królewski Szlak
» Lawendowy Szlak
» Szlak górski
» Zachodni szlak
» Północny szlak

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Północ-