a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Aylward Baratheon



 

 Aylward Baratheon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Aylward Baratheon   Wto Kwi 30, 2013 4:31 pm


Aylward Baratheon










Wiek:
24 dni imienia
Miejsce urodzenia:
Koniec Burzy
Ród:
Baratheon
Stanowisko:
DRUGI SYN LORDA
OBROŃCA KRWAWEJ BRAMY
PROTEKTOR ZIEM BURZY
NAMIESTNIK POGRANICZA

Aparycja


Być może pamiętacie historie starych nianiek o odważnych rycerzach, przemierzających na swych rączych rumakach pełne niebezpieczeństw uroczyska i ostępy, te pieśni o dzielnych mężach, którzy pogardzali mrozami tonącymi za Murem i gorącym słońcem prażącym na dornijskiej pustyni? Ballady opiewające odwagę zbrojnych, którzy co koń wyskocz pędzili do swych wybranek serca? Opowieści o tych, którzy z dumą reprezentowali barwy swej pani na rycerskich turniejach, odnoszonymi zwycięstwami przynosząc chwałę wybrance? Baśniowi rycerze zdają się archetypem do chwili, w której człek nie pozna Aylwarda Baratheona - Siedmiu bowiem chciało, by to właśnie on stał się uosobieniem sennych majaków wszystkich dam w Westeros, od Queenscrown do Starfall, od Smoczej Skały do Casterly Rock. Nie da się ukryć, że drugi syn Lorda Burzy to postawny, acz zaskakująco zgrabny w swych ruchach mąż, wzrostem górujący nad niejednym doświadczonym wojem, co często sprawia, że siłą rzeczy wciągany jest do bójek i namawiany przez każą z walczących stron do stanięcia po jej stronie... zaś to, że zwykle wybiera tę stronę, która ma więcej dziewek, to zupełnie inna historia. Jego dumna, wyprostowana i nieustępliwa niczym Koniec Burzy sylwetka sprawia, że nie sposób nie zauważyć go w tłumie - gdy zaś dosiada swego bojowego rumaka, zarówno przyjaciele jak i wrogowie doskonale wiedzą, iż do czynienia mają z samym Aylwardem Baratheonem, pierwszym tego imienia, drugim synem Lorda Baratheona, potężnym i odważnym mężczyzną, którego przydomek "Grzmiący" nie wziął się znikąd i jest dokładnym odzwierciedleniem sposobu bycia samego zainteresowanego. Niektórzy nazywają go "Twardym" i choć wiele panien może zaświadczyć, że skojarzenie z pewnym członkiem ciała nie jest przypadkowe, należy sprostować - autor tego pseudonimu miał na myśli... głowę Aylwarda, która niejednokrotnie w karczemnych bójkach potraktowana została dzbanem z piwa, nigdy jednak nie ustąpiła i nie wyelminowała Baratheona z pijackiej bijatyki. I choć wszystko wskazuje na to, że nasz rycerz to twardoskóra bestia, należy przyznać mu jedno - posiada gołębie serce, zwłaszcza dla dam i pogrążonej w niedostatku biedoty. Ten mąż, który nie zna dla wroga litości, przy każdej wizycie w Królewskiej Przystani zupełnym przypadkiem błądzi do Zapchlonego Tyłka, gdzie równie wielkim zbiegiem okoliczności gubi kilka złotych smoków albo cytrynowych ciasteczek, w które wcześniej zdołał się zaopatrzyć. Sama biedota w Tyłku bezbłędnie go rozpoznaje i podążą za anonimowym dobroczyńcą z jeleniem w herbie - trudno bowiem zapomnieć o rycerzu,  obdarzonego przez Siedmiu ostrymi i szlachetnymi rysami twarzy, prostym nosem i ciemnoniebieskimi niczym niebo przed burzą oczami, których spojrzenie w jednej chwili przeszywa przeciwnika na wskroś, w drugiej zaś - obdarza przyjaciela olbrzymią sympatią. Aylward nie stroni ani od dobrego posiłku... ani od jeszcze lepszego alkoholu. Nie straszne mu ani zawody w piciu ciemnego piwa czy też w jedzeniu udźca dzika, na które namiętnie poluje. Gdy zaś Baratheon znajdzie się w doborowym towarzystwie, w którym nie brak ni jadła ni napoju, zwykł wybuchać gromkim niczym grzmot śmiechem, którego brzmienie jest w stanie zażegnać nawet bójkę o ostatnią dziewkę w przybytku. Jeśli już przy dziewkach jesteśmy - ciało Aylwarda, doskonale znane co poniektórym damom, w wielu miejscach poznaczone jest pomniejszymi bliznami, nie wywierają one jednak tak dużego wrażenia jak dwie największe, jedna tuż pod lewym żebrem, druga zaś na lewym obojczyku. Pierwsza z nich jest dumną pamiątką po polowaniu na białego jelenia, którego podczas jednego z licznych wypraw Baratheon wyśledził w kniei. Położył zwierzę za pomocą zaledwie jednej strzały i myśliwskiego noża, choć prawie przypłacił za brawurę życiem - gdy zbliżył się, by dobić zwierzę, to w akcie przedśmiertnej desperacji zraniło oprawcę. Rana zadana przez poroże jelenia była tak głęboka, że maester nie dawał Aylwardowi zbyt wielkich szans na przetrwanie. Drugi syn Lorda nie byłby jednak sobą, gdyby nie zadziałał na przekór światu... i już kilka miesięcy później ponownie ruszał na polowanie, z zamiarem zdobycia kolejnego poroża nad swe łoże. Druga pokaźna blizna, która widnieje na lewym obojczyku, jest pamiątką starcia w Wąwozie, gdy to dowódca wojsk rodu Martell zdołał zranić Baratheona zatrutym ostrzem, wbijając je w ciało Aylwarda. Rana, choć nie była głęboka, padła ofiarą działań maestra, który wyciągał zeń odłamki nasączonego trucizną metalu.


Biografia


Dwadzieścia cztery dni imienia temu ciszę i spokój w Końcu Burzy przerwało pojawienie się kolejnego potomka rodu Baratheonów - jak nie trudno zgadnąć, samego Aylwarda. Służba do tej pory powiada, że drugi syn Lorda Baratheona tak spieszył się na świat, że sam wyszedł z łona matki, rycząc przy tym niczym jeleń w leśnej kniei. Naturalnie Aylward nie daje wiary w te kobiece gawędy, choć jedno musi przyznać - do tej pory potrafi ryknąć tak, że niezwyciężony, rodowy zamek trzęsie się w posadach. Jeśli zaś ktoś przy porodzie miałby ryczeć szaleńczo, to byłaby to Allya - jego siostra, z którą dzielił łono matki i która to na świat przyszła tuż po swym bracie, tworząc tym samym niesłychany precedens w Końcu Burzy - wszak od kilku pokoleń w zamku nie przyszły na świat bliźnięta. Aylward, jako drugi syn swego ojca, obdarzany był przez niego mniejszą uwagą - to starszy brat brał udział w naradach i to on ma zostać następcą rodu. W tym dość naturalnym biegu wydarzeń nie tkwiłby choćby cień zwady, gdyby młody Baratheon przyjął boski wyrok z pokorą - niestety, pokory w nim tyle, co na Murze dziewek. Już jako mały chłopiec zaczął rywalizację ze starszym bratem, starał się robić wszystko lepiej, ładniej, szybciej, a mimo to nie mógł domagać się prawa dziedziczenia. To właśnie ta nieposkromiona żądza władzy wpłynęła na jego  stosunki z bratem, które nazwać można co najwyżej poprawnymi. Bracia Baratheon różnią się jak ogień i woda, jak lód i słońce - starszy jest rozważny i powściągliwy w swych decyzjach,  młodszy zaś zwykł najpierw podejmować działania, później zaś zastanawiać się nad ich konsekwencjami, pojawia się jak grom z jasnego nieba i na domiar złego nie zna słowa "strach". Choć Aylward pogodził się z faktem, że nie może pretendować do miana Lorda Końca Burzy, nadal stara się robić wszystko, by nie być gorszym od starszego, poważanego przez innych brata. Naturalnie, skoczyłby za nim w ogień, za nic mając waśnie, które nieraz ich poróżniły - nie przyznaje jednak tego głośno, uczucie wobec Orysa skrywając za maską nonszalancji. Poza odwiecznymi utarczkami z najstarszym Baratheonem, Aylward poświęca swe życie polowaniom, na które wyrusza równie namiętnie, co na wojaże domów uciech. Jego życie to ciąg nieustannych potyczek, kłusowania, wszelakich przyziemnych przyjemności i nocnych rozmów z towarzyszami przy kuflu mocnego, ciemnego piwa. Choć niektórzy mogą postrzegać go wyłącznie jako porywczego i niebezpiecznego w razie sprowokowania rycerza, pod maską beztroski i wydawałoby się - bezmyślnego heroizmu - kryje się ktoś, kto potrafi obserwować ludzi i ich zachowania, wyciągać z nich wnioski, po czym... wykorzystywać do własnych, wyższych celów.
W 262 roku po lądowaniu Aegona Smoka, los Aylwarda złączony został z losem Lady Aryany Stark. Wielkiej urody panna rodem z Północy o swych zaręczynach dowiedziała się dopiero podczas feralnego balu na cześć nowo wybranego króla Aerysa II Targaryena. Zorganizowany na władcę zamach przerwał pierwsze spotkanie narzeczeństwa, zaś Lady Aryana oddana została pod pieczę straży Baratheonów.
Pobyt Aylwarda w Królewskiej Przystani został przerwany mrożącymi krew w żyłach wiadomości z Doliny Arrynów - tamtejszy ród padł ofiarą niecnego najazdu Tullych z Riverrun. Młody Baratheon zorganizował wyprawę odwetową i wsparł swego sojusznika w bitwie pod Krwawą Bramą. Odniesione zwycięstwo pozwoliło zapisać się chwalebnie Aylwardowi na kartach historii Westeros - wokół dowódcy wojsk Burzy jął powstawać nimb tryumfatora, wiernego sojusznika oraz nieustraszonego woja.
Po powrocie młodego Baratheona do Królewskiej Przystani z rodzinnych stron zaczęły docierać niepokojące wieści o mobilizacji wojsk w Dorne i Reach. Z rodem Martell Baratheonów łączył wyłącznie tymczasowy pakt o nieagresji, skutkiem czego Koniec Burzy podjął działania obronne. W tym czasie Aylward wyruszył na Pogranicze, by stawić wrogowi czoła w kolejnej, krwawej bitwie.  
Do rozstrzygającego starcia, poprzedzonego długą oraz bezlitosną wojną podjazdową praktykowaną przez konnicę Burzy, doszło w górskim wąwozie między Stonehelm a Grandview - tam zetknęły się ze sobą armie rodu Martell oraz Baratheon, obie liczące po osiem tysięcy mężów. Dowodzący siłami wroga Trystane Martell, brat Księcia Dorne, wpadł w zasadzkę przygotowaną przez Aylwarda Baratheona i przypłacił swój błąd życiem ponad czterech tysięcy swych wojowników. Druzgoczące zwycięstwo Baratheonów nad Martellami okupione jednak zostało olbrzymią ceną - Aylward podczas starcia z Trystanem został podstępnie zraniony zatrutym ostrzem Dornijczyka i przez tygodnie walczył o życie pogrążony w szaleństwie wywołanym trucizną zwaną tańcem demona. Sam Martell wraz z blisko tysiącem swych wojowników dostał się do niewoli. Na mocy podpisanego w Królewskiej Przystani pokoju, który zakończył wojnę między Dorne a Ziemiami Burzy, Trystane pozostaje w Końcu Burzy jako honorowy zakładnik mający zapobiec dalszym niepokojom między zwaśnionymi rodami. Aylward po długiej walce z demonami choroby powrócił do zdrowia i mianowany został na mocy traktatu pokojowego Namiestnikiem Pogranicza, jednak nim oddał się swym obowiązkom, czekała do podróż do Essos - udał się do Lys, gdzie też przywrócono go do pełni sił. Po czteromiesięcznej nieobecności w Westeros, powrócił do rodzimych stron, by - jakoby odrodzonym na nowo - wziąć udział w Wielkim Turnieju w Harrenhal. Potyczki przerwała zaraza, która wybuchła w Dolinie Arrynów, przez co sam Baratheon nie zdołał wsławić się na polu turniejowym - nie to jednak stanowiło największą tragedię, która go dotknęła. W 263 roku po Lądowaniu Aegona w tragicznych okolicznościach zmarła Lady Aryana, pozostawiając na duszy Aylwarda głęboką bliznę smutku, która zasklepiła się w chwili, gdy Baratheon poznał Yvienne Swann. Młoda córka Lorda Stonehelm okazała się balsamem na rany Jelenia - ścieżki ich życia skrzyżowały się na dobre, gdy Aylward pozbawił Lady Swann cnoty i tym samym dał życie nowej, ludzkiej istocie.

"- Powiem Ci, Vicon, całą prawdę, bo sam ją rozumiesz, bo trudno Cię oszukać, bo powinieneś ją znać... - zaczął w końcu, dorzucając do ognia drewna. Do tej pory spokojne oblicze powlekła jakby burzowa chmura, nie zapowiadająca bynajmniej delikatnej rozmowy. - Żyjemy w okrutnym świecie. Jedyna szansa przeżycia, to piąć się do góry. Jeżeli staniesz w miejscu, stoczysz się w dół i zatratują Cię ludzie, którzy po Twoich gnatach gramolą się wzwyż. - Aylward usiadł ciężko na jeleniej skórz rozłożonej na mokrej trawie polany. - Nasz świat to krwawa, bezkompromisowa walka jednostek. W tej walce każdy potrzebuje pomocy i wsparcia. Ja też potrzebuję pomocników, zdecydowanych na wszystko, gotowych w imię zwycięstwa podjąć śmiertelne ryzyko. Muszę mieć pewność, że nie zdradzą mnie w najtrudniejszej chwili. - uśmiechnął się pod nosem, wyciągając zza cholewy buta sztylet. Już po chwili ostrze zaczęło powoli obracać się pomiędzy palcami Jelenia, który nie musiał patrzeć na broń, by wyczuć, gdzie się znajduje i gdzie za moment muśnie żelaznym pocałunkiem jego skórę. - Aby to osiągnąć, istnieje tylko jeden sposób... muszę wybierać ludzi z samych dołów. Zawdzięczasz mi wszystko i jeżeli mnie pogrążą, to pogrążą również Ciebie. Jeśli wszystko utracę, to i Ty stracisz wszystko. Wyciągnąłem Cię z tłumu nie z uwagi na Twoje zdolności, lecz dlatego, że jesteś człowiekiem z tłumu. Nie jesteś nikomu potrzebny. Wystarczy, że coś mi się przydarzy, i znowu wylądujesz w tłumie, tracąc władzę i przywileje. Ten sposób doboru pomocników i ochrony osobistej jest stary jak świat. Tak postępowali wszyscy władcy. Zdradzisz mnie, stracisz wszystko. - na ustach Aylwarda wykwitł w końcu ten sam dziki, niepokojący uśmiech, którzy jego ludzie mogli obserwować podczas jatki w Dolinie - uśmiech człowieka doskonale znającego zasady gry... i kogoś, kto potrafi te zasady zmieniać."
Aylward Baratheon


"Ludzie mawiają, że miłość, jaka łączy bliźniaki, jest znacznie mocniejsza od tej, którą odczuwają zwykłe rodzeństwa. Może coś w tym było. Może nawet nie zwykłe „coś”. Może, dzięki wieloletniej obserwacji, Sybille najlepiej wiedziała, że niepowtarzalna więź łącząca dwoje potomków którzy dzielili wspólnie miejsce w łonie matki, była czymś więcej niźli przymusem spędzania ze sobą pierwszej połowy życia. Allya i Aylward. Aylward i Allya. Nie ważne, jak wieloma obelgami się obrzucali jako dzieci - jedno zawsze stało na straży drugiego. Sami sobie byli najlepszymi wartownikami i bohaterami, z zaskakującą sprawnością zastępowali maestrów, septy… a nawet rodziców. Spośród tylu dowodów łączącej ich miłości, najbardziej czytelne były te najdrobniejsze, z pozoru najmniej istotne gesty ufności. Sybille nie pamięta, jak wiele razy Aylward chronił Allyę przed wyimaginowanymi niebezpieczeństwami, jak wiele razy ściągał ją z drzewa, gdy bezkarnie z Syb wspinały się na najwyższy wierzchołek w poszukiwaniu ptasich gniazd. Ally wtedy obejmowała go z całych sił za szyję, przytulała się doń spazmatycznie, jakby istotnie ratował jej życie. Jemu też w gruncie rzeczy się zdawało, iż zatrzymał ją na skraju przepaści, wydobył z topieli, wyniósł z płonącego domu. I jak to Aylward: najpierw mu się wydawało, potem zaś, w miarę zbliżania się do zamku, coraz bardziej zaczynał wierzyć we własne przywidzenia. Tarthówna jednak najdoskonalej pamięta słowa, które skierował do niej Baratheon, gdy podczas jeden z wizyt na Szafirowej Wyspie wpinali się na zielone pagórki, jak zwykle znacznie wyprzedzając straże i nieodłączne podczas podobnych spacerów przyzwoitki. Ona kiedyś umrze - powiedział spokojnym do granic rozsądku tonem. - To niemożliwe, ale pewne, za dziesięć, za dwadzieścia albo za czterdzieści lat ona umrze i trzeba będzie ją pochować.
A potem stanął w miejscu, ponieważ kilkadziesiąt lat, jakie miała przeżyć jeszcze jego siostra, wydały mu się czasem przerażająco krótkim, tak krótkim, jak jeden rok, który przecież jest krótki jak mgnienie oka pomiędzy kolejną zimą. I przerażony Aylward tamtego dnia postanowił uczynić wszystko, aby przedłużyć życie swojej siostry."
Sybille Tarth


Ekwipunek


~ czarny płaszcz haftowany złotą nicią w jelenie,
~ miecz jednoręczny z jelcem wykutym na kształt jelenich rogów,
~ obusieczny topór wojenny,
~ ciężki, skórzany pas nabijany srebrem,
~ ukryty w nogawce spodni sztylet,
~ rodowa zbroja: ciemna niczym burzowe niebo, z wygrawerowanym na napierśniku złotym jeleniem i hełmem z którego w górę dumnie strzelają charakterystyczne dla Baratheonów jelenie rogi,
~ rodowy sygnet, sakwa z kilkoma złotymi smokami oraz miedzianymi gwiazdami,
~ potężny, biały jak mleko bojowy rumak - Errath,
~ charakterystyczna, skórzana zbroja, używana głównie podczas polowań; składa się na nią napierśnik (mocowany za pomocą skórzanych pasów spinanych klamrami na plecach), naręczaki oraz naramienniki - wszystko zaś dopasowane do postury tak, by nie krępowało ruchów.

acidbrain



Ostatnio zmieniony przez Aylward Baratheon dnia Pią Lip 15, 2016 10:42 am, w całości zmieniany 11 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Aylward Baratheon   Sro Maj 01, 2013 11:13 am

Karta gotowa, wytrwałości w czytaniu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
124
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Aylward Baratheon   Sro Maj 01, 2013 12:06 pm

Akceptuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Aylward Baratheon   

Powrót do góry Go down
 

Aylward Baratheon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» (NPC) Lord Torrhern Brandon Baratheon
» Kronika rodu Baratheon
» Lianne Marsei Baratheon
» Orys Baratheon
» Otton Baratheon

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Spis ludności :: Kobiety i Mężczyźni-