a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Wieża Hardina



 

 Wieża Hardina

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Go??

avatar

PisanieTemat: Wieża Hardina   Pon Kwi 29, 2013 9:05 pm


Wieża Hadrina



Wieża Hardina to nieco sypiąca się budowla z połamanymi blankami. Stanowi idealne miejsce dla Braci z Nocnej Straży, którzy poszukują ciszy i samotności.





Powrót do góry Go down
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Wieża Hardina   Pon Kwi 29, 2013 9:13 pm

Zarządca Kruków chciał tylko tego dnia posiedzieć w towarzystwie swej przyjaciółki i zarazem kochanki, której imię jest Samotność. Samotność czekała na Rorikhena cały czas w cichych miejscach w których Ror mógł popatrzeć spadający na niego śnieg. Lubił nadawać wszystkiemu imiona. Zatem śnieg był dla niego ciałkami gwiazd, a martwa zwierzyna ucieleśnieniem ducha przodków, ponieważ każdy z nas posiada w jakimś zwierzęciu swojego przodka. Każdy z jego rodu miał wypisany swój "totem", czyli zwierzę w które się zamieniał umierając. Rorikhen wybrał sarnę, płochliwą, ale piękną zwierzynę. Lubił sarny, to znaczy lubił głaskać je po główce i mówić "żyj tym czym żyjesz, nie czekaj na te DRUGIE życie" co słowa "drugie życie" oznaczały śmierć.
Zatem wieża Hardina była obecnym miejscem w którym Rorikhen chciał spotkać się ze Samotnością. Oparł się o murek, który był przy nim i patrzył na strome wierzchołki gór.
Powrót do góry Go down
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Wieża Hardina   Pon Kwi 29, 2013 9:36 pm

Raz, dwa, trzy...
Elden robił to, co zwykle wychodziło mu najlepiej - nie, nie rżnął dziwki. To druga rzecz, która wychodzi mu najlepiej. Pierwszą z nich jest skradanie się. Cicho, zupełnie jak kot polujący na mysz. Krok za krokiem, po wyślizganych schodach wieży służącej głównie za samotnię. Ciepłe, skórzane buty tłumią wszelki odgłos, a mimo to młody Mormont zachowuje czujność. Już jako dziecko doszedł do pewnego, dość oczywistego wniosku: jeśli nie jesteś pewien, gdzie znajduje się przeciwnik rób wszystko, by ten jak najpóźniej zauważył twoją obecność. Złota zasada, sprawdzająca się w każdym przypadku. No, prawie.
Gdzieś za oknem przeleciał kruk, rozdzierając ciszę donośnym kraknięciem. Elden drgnął lekko. Nawet po czterech latach życia na Murze nie przywykł do dźwięku wydawanego przez te ptaki. Brzmią, jakby ktoś za życia rozdzierał im te małe gardełka. Ale wracajmy do tematu: dlaczego Mormont, zamiast siedzieć w ciepłej jadalni i wysłuchiwać sprośnych żartów współbraci, skrada się po schodach wieży Hardina, zupełnie jak rzezimieszek? Najkrócej można ująć to tak: ćwiczenia. Trenuje się, a raczej robi wszystko, by nie zostać ociężałym, głośnym i charczącym po przebyciu pół kilometra zwiadowcą. To nie kwestia kaprysu, tylko wewnętrzna potrzeba, która pewnego, pięknego dnia zaprocentuje uratowaniem własnego... albo cudzego życia. Elden odczuwał wręcz chorą satysfakcję ze świadomości, że jest tutaj dla własnej przyjemności i nikt, zupełnie nikt nie przeszkodzi mu w osobistym treningu. A przynajmniej tak było, póki nie wspiął się na sam szczyt.
Jego noga zamarła w powietrzu, gdy zauważył mężczyznę w czarnym płaszczu, odwróconego don plecami i wpatrującego się w horyzont. Elden miał czas, by bezszelestnie się wycofać... ale nie przywykł do tego. Wychodził z założenia, że wszyscy się wycofują. Wszyscy, tylko nie Mormontowie. Naumyślnie stąpnął głośno, by dać swojemu bratu w czerni znak, że oto ktoś stoi za jego plecami, zupełnie jak niespełna rozumu mantykora w cieniu Asshai. W końcu Elden uznał jednak, że skoro i tak się wspiął po tych nieszczęsnych schodach...
- Nie sądziłem, że kogoś tu zastanę. - przemówił spokojnym, jak zwykle lekko rozbawionym tonem. Cóż, o ironię zakrawa fakt, że wieża mająca służyć za samotnię jest bardziej oblegana od Królewskiej Przystani.
Powrót do góry Go down
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Wieża Hardina   Pon Kwi 29, 2013 9:47 pm

Rorikhen już od pierwszej chwili wiedział, że ktoś idzie. Akurat drewno tak skrzypiało, że nie dało się usłyszeć. Nie ważne kto by stąpał Rorikhen i tak wyczuje, że ktoś tutaj jest. Za bardzo był przyzwyczajony do ciszy i ogólnego spokoju. Jego umysł ciągle żył w ciszy, nie ważne gdzie przebywał, zawsze siedział w najcichszych miejscach. Aż po prostu weszło to w jego rytuał życia. Rorikhen spojrzał na zwiadowcę Muru, po czym powiedział krótko:
- Kruk cię rozpoznał. One wszystkich rozpoznają, choćbyś chodził najbardziej cicho jak możesz. Ale nie bój się, kogoś innego napewno byś zaskoczył. Ćwicz dalej. - Powiedział do mężczyzny. Czekajcie, jak ten zwiadowca miał na imię? Oldon, Aldan, Eldon? Może Eomer? Rorikhen tego nie zapamiętywał, po prostu za dużo było osób w jego azylu. - Czemu tu przyszedłeś, Erdon? Także szukasz swobody i wyciszenia wśród lekkiego pogwizdywania wiatru? A może po prostu nie chciałeś słuchać jak to ktoś znowu zarżnął swym prąciem gardziel dziewki.
Powrót do góry Go down
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Wieża Hardina   Pon Kwi 29, 2013 10:08 pm

Co racja, to racja - trzeba być wroną, by latać nad niemiłosiernie skrzypiącymi, drewnianymi i starymi jak sami Inni schodami. I choć Elden wroną był, latać nie potrafił - chyba, że przez okno karczmy. Z niejakim zaskoczeniem rozpoznał w niespodziewanym towarzyszu Zarządcę, którego nijak nie dało pomylić się z kimś innym, choćby nie wiem, jak się starać. Z niejakim zakłopotaniem Mormont potarł podbródek, obserwując krążącego wysoko w górze kruka. Możliwe, że rozpoznał Eldena - te ptaki są mądrzejsze od niejednego człowieka spotkanego przez zwiadowcę. A przynajmniej lepiej im z oczu patrzy.
- Jedynie ćwiczenia mogą doprowadzić do perfekcji. - mruknął pod nosem Mormont, mimowolnie powtarzając słowa swego ojca. Pomimo ich zatarć i stosu obelg, jakimi się obrzucali gdy tylko z pola słuchu znikała matka Eldena, ten ciągle postrzegał człowieka, który go spłodził jako przykład. Wyłączając ostatnie cztery lata, podczas których zerwali kontakt.
- Elden. - Mormont poprawił zarządcę, zanim zdołał zatrzymać język za zębami. Zawsze tak kończył: najpierw robił, potem myślał. Co Rorikhenowi Graalowi po imieniu jednego ze zwiadowców na Murze? Było ich kilkunastu, choć oczywiście nie wszyscy zostali tak zdrowo popaprani przez starych bogów jak Elden, to trzeba przyznać.
- Prędzej spokój i ciszę odnalazłbym w domu uciech, niż na wieży. Wszak dziewce za milczenie można zapłacić, Czarnemu Bratu nie wypada. - na ustach Mormonta zaigrał typowy dlań, rozbawiony uśmiech. Prawda powszechnie znana: by kobieta zamilkła, należy jej albo zapłacić, albo zatkać usta czymś większym... nie trudno zgadnąć, czym dokładnie. - Nic z tych rzeczy, lordzie Zarządco. Trudno uciec przed barwnymi opowieściami współbraci, zwłaszcza gdy powtarzają je po wielokroć i za każdym razem dodają kolejny pikantny szczegół łóżkowych uciech. - Elden przestąpił ostatni ze schodów i powoli podszedł do poszczerbionych blank. Czego szukał na wieży? Nie, nie spokoju, gdyby go chciał, zaszyłby się w mniej oczywistym miejscu. A zatem...?
- Wypatruję domu. - odparł w końcu, odrywając spojrzenie od dalekiej linii horyzontu. - Dawnego domu. - poprawił się po chwili, przenosząc wzrok na Graala. Ich dom był tutaj, na Murze. Ich rodzina także była tutaj. Ich życie jest tutaj. I tutaj znajdą się ich groby.
Powrót do góry Go down
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Wieża Hardina   Wto Kwi 30, 2013 9:18 pm

- Młody Eldenie, powiedz mi. Czym dla ciebie są ostrza, oraz czym ty jesteś dla nich. Większość ludzi przychodzi do mnie, bo chce odnaleźć swoją drogę duszy oraz spojrzeć w swoje lustrzane odbicie. Każdy z nas ma odbicie lustrzane, które nazywamym marzeniem. Kiedy ja spojrzę w nie, nie widzę w nich już niczego. Często lekkie zarysy, ale nie widzę, moje oko nie dostrzega tego co już kiedyś. Przyćmiecone jest śniegiem. A ty, widzisz swe lustrzane odbicie? - Lekki monolog zadał mąż zwany Rorikhen. Taak, Rorikhen był jednym z tych myślicieli i filozofów kuflowej lady, którzy nie pili, a myśleli o sensie życia i innych bujdach. Ale przynajmniej były tego plusy, miał spokój przez wieśniaków i głupców. Większość przemyśleń Rorikhena posiadały jakiś końcowy morał albo pouczenie, ale teraz nie posiadał. Zadaniem młodego Eldena było teraz odgadnięcie, czy Rori pragnie dokończenia przemyślenia, czy woli, żeby to zwiadowca zakończył je pouczeniem, bądź morałem. Rorikhen przeciągnął się i oparł o blankę patrząc w ten sam kierunek: - Nie znajdziesz go, każdy, który tu przychodzi nie odnajduję swojego dawnego domu, bo tak naprawdę odchodząc z niego zapomina o nim. Dlatego nie widzisz go z bliska, albo z daleka. Po prostu zniknął z map, ze wspomnień. Nie możesz sobie o nim przypomnieć. Przychodząc do tego miejsca znalazłeś swój nowy i dawny dom. - Kolejne przemyślenie Roriksia, naszego filozoroferosa. Ale spokojnie, to tylko przejściowy zabieg.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Pyke
Liczba postów :
114
Join date :
18/05/2013

PisanieTemat: Re: Wieża Hardina   Sro Maj 22, 2013 5:10 pm

Mistrz Gry

Mur. Nie dlatego tak się nazywał, bo przypominał stertę kamieni jeden na drugim - za czarną, zmrożoną przez wiatr i śnieg ścianą kryły się rzeczy, na które Westeros nie było jeszcze gotowe. Obowiązkiem braci było utrzymanie wszelkiego niebezpieczeństwa z dala od rodzin, kochanek, dzieci, od tych nie umiejętnych w walce. Elden stał tuż przy oknie gdy zimny wiatr wdzierał się do środka, razem z podmuchem do środka wleciała również wrona. Cóż "wleciała" to chyba nie najodpowiedniejsze słowo. Ptak rozłożył skrzydła niczym zawodowy drapieżca, wysunął przed dziób pazury i zagłębił ostrza w gardle chłopaka. Scena wydawała się rodem z baśni jakiejś starej szpetnej septy. Krzyk Mormonta tak zniekształcony bólem zabrzmiał echem dla Rorikhena i nie było już pewne, czy to sen, czy jawa. Dzieciak próbował przegonić zwierzę, wrona walczyła nie zamierzając się poddać. Pojedynek wyglądał jednocześnie kuriozalnie, a zarazem przerażająco. Pióra spadały bezwładnie na ziemię przy szarpaninie, wrona odwdzięczyła się kilkoma uderzeniami dzioba w szyję nieboraka. Mięso zdawało się ustępować niczym szatkowane tępym nożem, a krew (którą teraz Edan próbował tamować prawą ręką) lała się po ścianach i spływała pomiędzy kamiennymi płytami na podłodze.
Wtem niedbałe odepchnięcie dłonią w stronę tej kreatury sprawiło, że jedno ze skrzydeł wygięło się nienaturalnie. Wrona z prawdziwym ociąganiem i kaleczym tempem "umknęła" przeciwnym oknem do tego, którym wleciała. Ciężko powiedzieć co to miało być - choroba, pojedynek, magia? W każdym razie okaleczony ptak skończył nie lepiej niż brat Edan, który z kolei wciąż żył obiema dłońmi próbując zatamować krwawienie szyi, komnata coraz bardziej odznaczała się szkarłatem, a w powietrzu zawisła znajoma słodka woń.
- Hhhhgghhg..scssy...hrrr... - wycharczał upadłszy na kolana przed zarządcą.

[brak reakcji potraktuje jako osłupienie/paraliż przez strach]

Ptak niespodziewanie uleciał kawałek w górę uderzając kątem skrzydła o płachtę, która dumnie reprezentowała czarne barwy braci na murze. Kotara opadła ciężko zwalając zarządcę z nóg, uderzył on głową w ścianę z krótkim odgłosem łamania, zaraz po tym mężczyzna upadł na ziemię, a kącikiem ust uleciała stróżka krwi czyniąc niewielką ciemno czerwoną kałużę wokół głowy Graala. Uderzenie było śmiertelne.

[Graal umiera za marnowanie swojego i mojego czasu oraz brak jakiejkolwiek aktywności. Młodszy pan ma poważne zadrapania na twarzy, rozerwane usta o dwa centymetry szerzej niż normalnie i niedowidzi na lewe oko :)]

[obaj panowie zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Wieża Hardina   

Powrót do góry Go down
 

Wieża Hardina

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Hightower/ Wysoka Wieża
» Komnata Rozkosz (wieża)
» Wieża z kości słoniowej
» Wieża Namiestnika
» Wieża Astronomiczna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Mur :: Czarny Zamek-