a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Dziedziniec zamku - Page 2



 

 Dziedziniec zamku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
126
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Dziedziniec zamku   Pon Kwi 29, 2013 1:35 pm

First topic message reminder :

***
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Czw Paź 10, 2013 2:37 pm

Roześmiała się na głos, dźwięcznie, jakby nikogo poza nimi nie było na dziedzińcu i żadni wojskowi nie czekali na rozkaz wymarszu. Ów pomoc spodobała się jej o wiele bardziej od tej, której oczekiwała. Na chwilę była tylko ona i on. Nihil dla Reinmara ważyła tyle, ile piórko. Mężczyzna jego postury dźwigał zapewne niedźwiedzie. Odrywając dziewczynę od ziemi mógł doskonale wyczuć niewielki ciężar sztyletu skrytego na wysokości jej lewego boku. Czuła się przy nim bezpieczna, aczkolwiek nie mogła polegać zawsze na kimś. Nie uważała, że to odpowiedni moment, aby swobodnie paradować przy jego podkomendnych z mieczem, ograniczyła się więc do czegoś, co ewentualnie będzie miała pod ręką. Pochyliła się w stronę Arryna, na moment ich dłonie się spotkały, kiedy ta palcami przeczesała grzywę Zmierzcha. Czuć było, iż koń Nihil polubił jej przyszłego pana męża.
Chciała coś powiedzieć, ale głos kobiety, która niewątpliwie wyróżniała się z tłumu, przykuł jej uwagę. Obok osoby Reinmara stała Dzika. Dzika? Tutaj Z ludźmi Arrynów? Szczerze zdziwiona, nie mniej ciekawa od niej, przyjrzała się Verze, choć nie było w tym żadnej nachalności.
- Z Północy? Nie spodziewałam się ujrzeć tutaj, przy Tobie, kogoś z bliskich mi ziem i na dodatek człowieka wolnego. Dawno, Vero, opuściłaś Północ?
Nie zachowywała się jak dama, swobodnie zwracając się do Wilczej Skóry, nie krzywiąc się także na jej sam widok. Niania nie raz i nie dwa opowiadała o dzikich, także o ich kobietach, które sypiają z Innymi i rodzą im dzieci. Dawno przestała jednak bać się ich. Szczerze ucieszył ją fakt, iż znajduje się tutaj ktoś, kto być może zrozumie jej tęsknotę za Północą, normalną dla kogoś, kto opuścił dom, aby stać się Lady Arryn. Jeśli Vera zatrzymała na dłużej wzrok na Nihil, zapewne dostrzeże wilczy pazur na delikatnym łańcuszku, który nosiła na szyi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Czw Paź 10, 2013 5:41 pm

Vera przyglądała się zaś Nihil bardzo w prost, bez skrępowania. Nie chciała jej tym obrazić czy coś... zwyczajnie, tak jak to się robi, poznawała ją korzystając ze swojej znakomitej percepcji. Jak to dzika, badała i oceniała, wnioskowała na co może stać dziewczynę z północy. Czyste, szczere, naturalne, bez żadnych dworskich gier i drugiego znaczenia gestów, zachowań i słów
Gdy Reinmar powiedział, że to będzie jego żona, Vera wytrzeszczyła oczy. Żona?! Ona!? Ta mała dziewczyna, którą trzeba było wsadzić na konia!? Uśmiechnęła się krzywo, jakoś powątpiewająco, czy Nihil da radę nadążyć swoją siłą za tym byczym wojem, obok nich. Przypomniały jej się tłumaczenia o tym że musi mieć żonę z dobrego rodu, bo armia, bo polityka, bo układy, bo te wszystkie zasrane królewskie sprawy i szlachcice... -No... to... o kurwa... - westchnęła nie wiedząc, czy ma im gratulować, czy składać wyrazy współczucia... przecież jak się Reinmar na nią położy to jej biodra połamie! Dobra zostawmy temat, Vera zainteresowała się wzmianką o północy! -Bliskich stron? Dobre! Zamek Starków leży kawał na południe od Muru, moje strony znajdują sie jeszcze wiele dalej na północ od niego. - Odpowiedziała z uśmiechem. -Możecie mówić, że jesteście z północy. Dla reszty tych zapachnianych paniątek zapewne Starki stamtąd właśnie są. Dla mnie jednak jesteście południowcami, prawie takimi samymi jak reszta. Byłaś kiedyś przy Murze? Mniej wytrwały może zamarznąć tylko przy nim stojąc... aż dziwota, że Wronom jaja nie poodpadały. - Ah! Gadanie się zaczęło! Tak, Vera lubiła gadać, a przy tym milczku Arrynie o mały co od tego nie odwykła. Może choć z Nihil będzie mogła sobie pogadać! - Rok będzie wedle tej waszej miary. Nie wiem dokładnie ile, dopiero Arryn nauczył mnie liczyć. - Odpowiedziała po chwili namysłu na pytanie. Potem popatrzyła pytająco na kobietę. -Jesteś Starkiem i tak lekko odnosisz się do dzikiej kobiety? To wasz dom pomaga wronom bronić Muru, z każdego pokolenia macie tam kogoś od siebie. Każdy wolny o tym wie. Znamy opowieści.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Pon Paź 14, 2013 8:59 pm

Gdy podnosił Nihil do góry, poczuł lekkie uczucie w okolicy nadgarstka, którego sprawcą była rękojeść sztyletu. Czyżby młoda Starkówna faktycznie była wolnym duchem? Cóż, po jej stroju można było wnioskować, że podróże konne rzeczywiście nie są dla niej nowością. Może umie się posługiwać i bronią. Kto wie...

Zdumienie na twarzy Very, choć zrozumiałe, wywołało u niego cień uśmiechu. Przyzwyczaił się już do towarzystwa dzikiej, a i jego ludzie darzyli ją sympatią. Co tu z resztą gadać, Vera była świetnym kompanem, i do bitki i wypitki, jak mawiają. Szczęśliwie, nie wiedział, że dzika w tej chwili rozważała ewentualność wypadku podczas stosunku Nihil z Reinmar, bo wybuchnąłby śmiechem. Tymczasem jednak... Vera zaczęła swoją stałą śpiewkę. Arryn zdążył do niej przywyknąć. Południowcy, miękkie kutasy, zimna północ, nic nie wiesz...
Skinął na jednego ze swych ludzi, który natychmiast przyprowadził mu jego karego rumaka. Ogier kroczył dumnie i powoli, przewyższając rozmiarami resztę wierzchowców i dając do zrozumienia, że jest świadom własnej siły. Zarżał donośnie, gdy Reinmar poklepał go po szyi, po czym zaskakująco zwinnie wskoczył na jego grzbiet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Pon Paź 14, 2013 9:31 pm

Jednego mogła być pewna - będzie ceniła Verę za jej naturalność. Nihil spodziewała się, że kobiety, które będą jej towarzyszyć na co dzień na dworze Arrynów, nigdy nie pozwolą sobie na taką swobodę. A że dzika wydawała się już stałym elementem otoczenia Reinmara, być może z nią będzie mogła swobodnie porozmawiać. Może i dzielił ich mur, wychowanie, aczkolwiek ona prędzej zrozumiałaby Nihil niż jakaś paniusia. Jeszcze nie wiedziała, jak wiele prawdy były w tych przelotnych myślach.
Nie obraziły ją słowa Very. Dlaczego zresztą miałyby? Nihil miała zupełnie inny charakter. Nie tupała nóżką i nie stroiła niezadowolonych min kiedy ktoś mówił coś, co nie do końca jest po jej myśli.
- Tylko raz, kiedy byłam dzieckiem. Do dziś pamiętam wzrok Pana Ojca wbity w strażnika, który mnie do niego przyprowadził. Aczkolwiek jest to opowieść na wieczór...
Zerknęła kątem oka na Reinmara. Spodziewał się, że jego narzeczona będzie kobietą, która zna wyłącznie dworskie życie? Była ciekawa, nawet bardzo, to co w ogóle pomyślał kiedy ją zobaczył. Nie mniej zaintrygowała ją osoba dzikiej.
- Nie uważam Cię za kogoś gorszego. Opowieści i ich bohaterowie są jacy są, aczkolwiek nie oznacza to, że ja muszę być taka sama jak oni. Jestem Starkiem, ale też mam własny rozsądek/.
Darowała sobie górnolotne metafory. One nic nie znaczą. Poprawiła ułożenie stóp na strzemionach, zwracając się do Reinmara.
- Dokąd w ogóle zmierzamy, mój Panie?
A kiedy tylko Nihil otrzymała odpowiedź i konie zerwały się do galopu, ta popędziła za Reinmarem i zapewne Verą, uśmiechając się do słońca.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Wto Gru 03, 2013 5:42 pm

-Okropieństwo.
-Słucham, Panie?
Rodia podniósł wzrok na twarz służki spoglądając na nią badawczo i dostrzegł rumieńce, które natychmiast wpełzły na jej poliki. Czy to ze wstydu, czy to z irytacji, nie miał czasu się nad tym zastanawiać, choć w innych okolicznościach zapewne pozostałby wpatrzony w tę jeszcze młodą i gładką twarz polemizując nad przyczyną, tak błahą sprawą, która w istocie nią nie jest. Ot co, zwyczajny pospolity rumieniec, coś błahego.
W pośpiechu wstał i z krzesła.
Okropieństwo...
Odwrócił się w jej kierunku i uśmiechnął nagle, jak zwykle.
...że muszę tkwić w tym więzieniu, kiedy moje rodzeństwo zabawia się na ucztach w Winterfell.
Ale żadne ze słów, które cisnęły mu się na usta nie zostały wypowiedziane, żadne z tych prawdziwych, a jedynie ta pusta formułka grzecznościowa, która tak wykwintnie wryła mu się psychikę, że wciąż nie potrafił wyzbyć się wyuczonej w dzieciństwie kultury i ogłady.
-Tak, sądzę, że już czas - odpowiedział jedynie i minąwszy dziewczynę, wyszedł. Nie odwracał się, nie przyglądał ludziom. Co moment słyszał jedynie jakieś pozbawione sensu słowa, na które odpowiadał równie grzecznie nie wiedząc, dlaczego jego głos wciąż nie drży, a jego oczy nie ciskają piorunów stronę wazeliniarzy uśmiechających się do niego przymilnie za każdym razem, kiedy wychodził ze swej komnaty. Tym razem było tak samo, ale on jakby znieczulony na cokolwiek brnął przed siebie starając wyznaczyć sobie kolejny cel, który musi osiągnąć. Tak czynił przez ostatnie dni, które wolał spędzać samotnie w swoim pokoju skupiając się na sprawach taki idiotycznie nieważny, skupiając się na każdej czynności, aby została wykonana perfekcyjnie. Powoli popadał w maniakalizm, kiedy nagle usłyszał o niespodzianej oczywiście wizycie Cypris Lefford. Mimo to nie był ani szczęśliwy ani ucieszony, bo ów zdarzenie miało przerwać jakże idealny ciąg egzystencji. Podświadomie jednak czuł ulgę, że kolejnego dnia/nocy/tygodnia nie zmarnuje na bezowocnym czytaniu ksiąg, pisaniu dziwacznych listów do poszczególnych mości czy wpatrywaniu się w sufit i gdybaniu nad jego majestatycznością.
Dlatego prawie zbiegł ze schodów, minął poganiających go ludzi i ledwo co, gdy znalazł się na dziedzińcu, usłyszał tętent kopyt. Westchnął ciężko, choć na jego twarzy znów widniał uśmiech.
Kolejną grę czas zacząć.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Wto Gru 03, 2013 6:03 pm

Pochylona do przodu mknęła na koniu z szybkością dosyć sporą, jednak nie miała zamiaru zwolnić. Gdzieś za sobą słyszała nawoływania strażników, ale szczerze powiedziawszy miała gdzieś fakt, że boją się o jej bezpieczeństwo. Od tego tutaj byli. Choć między Bogiem a prawdą - Cypris lepiej obeszłaby się bez nich.
- Jeszcze raz usłyszę "zwolnij panienko" to komuś połamię kolana. - mruknęła do siebie pod nosem, ale strażnicy byli zbyt daleko, by ją usłyszeć. Nie była zdolna do tego, by im połamać kolana. Tylko tak gadała, ale na pewno uniosłaby się gniewem. A to już z pewnością nie byłoby dla nich przyjemne, pozostałaby im tylko modlitwa o koniec.
Po dłuższej chwili minęła z impetem bramy dziedzińca, po czym gwałtownie się zatrzymała. Nie wyleciała z siodła, bo jej klacz znała ją bardziej niż ktokolwiek inny, a ona znała ją, więc nie było to dla nich specjalnym wyczynem. Zaraz za nią wjechało dwóch strażników, lekko zziajanych. Po panience Lefford zmęczenia i żadnej krzywdy widać nie było, toteż odetchnęli z ulgą. A Cypris odetchnęła z irytacją.
Spojrzała z góry na młodego Lannistera, posyłając mu tajemniczy, uwodzicielski uśmiech. Wtedy to podszedł do niej jeden z "szybkich i wściekłych" strażników, by pomóc jej zsiąść z konia. Jednak dziewczyna posłała mu wzrok "nie jestem kaleką, weź te rękę, bo ci ją urwę", więc ten odsunął się jak oparzony. Zeskoczyła zgrabnie z konia, miękko lądując na ziemi i podarowała lejce w dłonie strażnika. Wygładziła suknie rękoma, westchnęła dopingująco dla samej siebie i ruszyła w kierunku Rodiona. Uśmiechnęła się i zatrzymała o krok przed nim.
- Proszę wybaczyć moją nagłą wizytę. Mam nadzieję, że nie sprawię wielkiego kłopotu? - powiedziała powoli ze słyszalną kobiecością w głosie. Dawno przestała być dziewczynką. Z jej twarzy nie schodził ten uśmiech, a wzrok był niezmienny. Przebiegła, chytra i ponętna.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Wto Gru 03, 2013 7:07 pm

Nie zdążył jej się przyjrzeć ani cokolwiek powiedzieć, kiedy dziewczyna już stała na ziemi. Otworzył usta, zrobił niby to nieśmiały krok do przodu, lecz ona znów go wyprzedziła ano cofnął się jakby speszony. Zmarszczył brwi nieznacznie przysłuchując się jej słowom, choć jego uśmiech nieco zbladł. Wpatrywał się w Cypris jakby z pewną obawą lustrując ją ukradkowo spojrzeniem. Wydawała mu się straszliwie obca, przede wszystkim inna, choć wiedział, że już kiedyś ją widział. O ile to właśnie tą Cypris mu kiedyś przedstawiono i nie pomylił ją z tysiącami innych szlachcianek. Egzotyczna - stanowiła ciekawą odmianę w otaczającym go gronie głownie jasnowłosych i dumnych ludzi odzianych w niesamowite stroje, oh, jacy oni byli cudowni, jacy wspaniali i eleganccy. Rzygał tym ich wdziękiem, tych ich lizustwem, tymi uśmiechami i przesłodzonymi słowami.
-Witaj w Casterly Rock lady Lefford i możesz być pewna, że Twoja obecność tutaj dla nikogo nie będzie problemem - czuł podskórnie i miał także wielką ochotę dodać "...a wręcz zaszczytem", ale miał wrażenie, że za kolejnym komplementem napadłyby go prawdziwe mdłości, a nie te urojone.
Wielkiego nie, ale zawsze jakiś - tak.
Znów milczał, znów starał się stać tam z leciutkim uśmiechme i sprawiać wrażenie przykładnego najmłodszego wnuka Lorda, grał cholerną marionetkę z pozoru będąc po prostu dumnym prawie-już-mężczyzną odzianym w niesamowicie ozdobne stroje godne jego stanowisku i urodzeniu. Tak naprawdę to tylko przykrywka. Zwyczajna próba zatuszowania deficytu bogactw w Casterly Rock. Już nie znaczyli tyle co kiedyś. Owszem, stanowili ważny punkt polityczny, ale to nie było to samo. I nie zapowiadało się na poprawę, jak nie zapowiadało się na to, aby Rodia kiedykolwiek się stąd wyrwał.
Kilku wojów zajęło się końmi oraz Strażnikami, którzy zostali odesłani, gdy on sam poprowadził gościa w stronę wejścia do zamku powoli i niepewnie.
-Planuje panienka odpocząć czy zwiedzić zamek? - spytał w końcu na tyle cicho, aby krążący wokół nich ludzie-cienie nie usłyszeli ani słowa, a jedynie niewyraźny szmer - Muszę nadmienić, że druga opcja obejmuje moje towarzystwo, więc jeśli nie możesz go znieść, zaprowadzę Cię prędko do Twej komnaty i tam się rozstaniemy.
Stanął na moment, odwrócił się w stronę Cypris, a na jego twarz znów płynął uśmiech.
-Rodion Lannister, do usług.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Wto Gru 03, 2013 7:42 pm

Trudno było nie zauważyć pewności siebie, która wręcz rozpromieniała Cypris. Zawsze była o krok dalej, o słowo wcześniej, poziom wyżej. Nigdy nie pozostawała dłużna, nienawidziła być w tyle. Nie potrafiła znieść przegranej, nie dała rady wytrzymać przyćmiewana przez kogoś. Zawsze musiała być zauważona; była egocentryczką przez duże "e". Kochała budzić w innych speszenie, zagubienie spowodowane jej osobą, jednak u chłopaka tego nie zauważyła. Po prostu to przeoczyła, ale też nie miała zbytniej ochoty się tym napawać - już wystarczająco zabawili ją powolni i zmartwieni o nią strażnicy. Na pewien czas dosyć bycia wredną.
- Cieszy mnie to. - powiedziała, choć w istocie mało ją to obchodziło. Zwykła etykieta, ot co. Przyjęli by ją tak czy tak; w końcu niedługo jej dom zamieni się w kopalnie złota, które miałoby zasilić ich skarbiec. Lannisterowie podupadali, więc musieli liczyć na swoich "przyjaciół", którzy wyciągną pomocną dłoń właśnie do nich. A Lord Złotego Zęba był właśnie jednym z nich.
O ile na początku sama starała się grać grzeczną i ogólnie rzecz biorąc wyniosłą oraz przykładną damę, teraz zaczynało ją to nudzić. Nienawidziła tej szopki, która przecież i tak nic nie znaczyła. Głupie gadanie, bo tak się powinno. Bo tak ładnie, bo to szlachetne. Czy jakby kazali chodzić im z gołym tyłkiem i powiedzieli, że to godne podziwu, zrobiliby to? Czuła, że to wszystko, co robili na "pokaz" przytłaczało nie tylko ją, ale i Rodiona. Sztuczne uśmiechy, sztuczne pokłony wszystkich wokół. Nic, tylko wybić w pień.
- Wolałabym zwiedzać, jeśli można. Odpoczynku raczej potrzebują ci, co się za mną przywlekli. Bo jazdą to raczej bym tego nie nazwała. - powiedziała, wznosząc wzrok ku niebu, a jej twarz przepełniła irytacja. Chciała pojechać sama i wrócić sama, ale rozmowa z ojcem jest jak rozmowa ze ścianą - gadaj zdrów, odpowie ci jak słońce wzejdzie na zachodzie. - Szczerze mówiąc, byłabym wielce zawiedziona, gdyby nie obejmowało pańskiej obecności... - powiedziała równie cicho, co on, posyłając mu zagadkowy uśmiech. Nagle stała się pełna rozbawienia oraz tego swojego uwodzicielstwa. Jak zwykle zresztą, kiedy w jej towarzystwie znajduje się niczego sobie mężczyzna.
- Cypris Lefford, ale to chyba już wiesz. - szepnęła wprost do niego, zbliżając się jeszcze o jeden krok, nie pozostawiając między nimi wiele przestrzeni. - I proponuję skończyć z tym oficjałem. Obydwoje wiemy, że to głupie. - dodała, prawie niesłyszalnie; w końcu nie chcemy tu jakichś afer. Zaplotła dłonie na brzuchu i ukazała równe, białe zęby w zawadiackim uśmiechu, czekając na jego reakcję. Kto wie, czy właśnie tego się po niej spodziewał.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Sro Gru 04, 2013 2:59 pm

Stała tam niezwykle intrygująca i nie tylko pod względem wyglądu a ogólnej prezencji. Zachowywała się tak, jakby ludzie, którzy ją otaczają, byli lepszy od niej, jakby przewyższała ich pod wszelakimi względami, nie tylko w kwestii urodzenia, który rzecz jasna, miał w tym gronie wielkie znaczenie. Pewność siebie, którą emanowała, nie onieśmielała go, mimo to czuł się przytłoczony, po raz kolejny tego dnia, obecnością prawie obcych mu ludzi, nic nieznaczących, którzy otaczali go, czaili się i starali pochłonąć każdy szczegół z jego życie, następnie wykorzystać do własnych celów. Czyli kolejny schematyczny dzień z życia młodego Lannistera jakże zirytowanego na swój los za to, że obecnością takich ludzi go obdarzył. Momentami napadała go myśl, że wolałby być wyrzuconym gdzieś na skraj Północy Lordem niż znajdującym się obecnie w centrum zainteresowania i wszelkich nieprzyjaznych plotek Lwem. Oczywiście był z tego nadzwyczaj dumny i nie miał zamiaru nigdy zrzucić siebie jakże godnego miana obecnie najmłodszego wnuka Lorda, a w przyszłości brata samego Aarta. Zawsze w cieniu, zawsze poza wszelakimi możliwościami, aby na coś wpłynąć, zmienić, aby po prostu współdziałać. I ta niemoc, bezradność wobec postępujących zmian. Bo jakie prawo do zabrania głosu w tej kwestii ma dziewiętnastoletni najmłodszy członek rodu?
-Casterly Rock na pewno Ci się spodoba panienko - powiedział w końcu takim tonem, jakby jej poprzednie słowa nie zrobiły na nim żadnego wrażenia, ha, a nawet je zignorował. Nie uśmiechał się już, obserwował ją i starał wyczytać z jej oczu jakąkolwiek emocję, która naprowadziłaby go na właściwy tor. Wciąż stanowiła ciekawą zagadkę, egzotyczna i przez moment w jego głowie pojawiła się także myśl, że na swój sposób piękna, bo intrygująca. Wydawała się wyrachowana, ale pomiędzy kłębiącymi się myślami dostrzegł cień szansy na to, zwłaszcza po ostatnich słowach, że może uda im się dojść do porozumienia - Nie spędzisz w nim całego swego życia - dodał nieco ciszej, na moment się uśmiechnął, jakby blado, ale potem odwrócił się i ruszył przechodząc przez natychmiast otwarte dzięki służbie drzwi - Czeka nas mile edukacyjny wieczór w bibliotece, mogę pokazać Ci także naszą ptaszarnię, gdzie znajdują się najrzadsze okazy z całego Westeros- mówił ze spokojem czując jak wszelacy dworzanie oddalają się za jego plecami nie chcąc przeszkodzić szlachetnej dwójce młodych ludzi. Było mu to na rękę, bo wiedział, że będzie mógł powiedzieć więcej, niźli wypadałoby przykładnym, właściwym towarzystwie wiecznych wazeliniarzy.
Witajcie w Casterly Rock - Rodia tylko w swojej komnacie czuł się pewnie, a czasem nawet zaskakiwała go obecność pojawiającej się znikąd służki do tego stopnia, że wybuchał i nakazywał się jej wynosić. Kolejnym razem pojawiała się inna, ale kiedy się peszyła, również ją zmieniano. I tak w kółko. A Rodion Lannister nie widzi w tym schemacie nic nadzwyczaj niepokojącego, zwykła kolej rzeczy.
-W Casterly Rock jest wiele rzeczy, które warto zobaczyć, ale nietrudno jest się także zgubić: tysiące korytarzy, tyle bogactw na wyciągnięcie ręki, ale jeśli mieszkasz tutaj dziewiętnaście lat, czasami masz ochotę wyrwać się i uciec chociażby za mur - mówił, niby to do niej, niby do siebie - Oto przypadłość naszej ponurej egzystencji, zawsze sięgamy wyżej, niż mierzymy nie doceniając tego, co już posiadamy. Ale po cóż to, skoro z wysoka można zobaczyć więcej.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Sro Gru 04, 2013 6:52 pm

Kiedyś ktoś jej powiedział, że jej matka była taka sama. Egocentryczna, pewna siebie, niezwyciężona. Zawsze nieokrzesana, zawsze pierwsza, zawsze miała plan. Do czasu. Ponoć wszystko się zmieniło, kiedy wyszła za mąż. Choć dobrze wiedziała, że jej ojciec był twardym człowiekiem i uziemianie innych nie stanowiło dla niego problemu, nie licząc oczywiście Cypris, nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Nie mogła uwierzyć w to, że jedna ceremonia doszczętnie zmienia człowieka. To wydawało się zbyt nierealne i wyssane z palca. Teraz jej matka była spokojna, posłuszna i wyrozumiała. Była jej zupełnym przeciwieństwem. Bezwiednie posłuszna surowemu mężowi. Dziewczyna także była przytłoczona i chciała się wyrwać z domu. Robiła to, kiedy tylko miała możliwość. Jednak jej prawdziwym celem było uwolnienie się od tej konserwatywnej i bezpłciowej rodziny, od której odstawała na wszystkie możliwe sposoby. Nie dziw, że miała tego dosyć.
- Mam taką nadzieję. - wyartykułowała jak wyuczoną regułkę, wcale nie wkładając w to specjalnych emocji. Rozglądnęła się dookoła, jej wzrok obejrzał cały sufit, wszystkie ściany jakie ją otaczały, a także ludzi, którzy odwracali głowy, by uniknąć jej przeszywającego, ale zarazem badawczego spojrzenia. Nie zauważyła, że chłopak ją obserwował; szczerze mówiąc słuchała go jednym uchem i była w swoim świecie. Oczywiście w każdej chwili gotowa do powrotu.
- Lepiej tutaj, niż w Golden Tooth... - wyszeptała, ani to do siebie, ani do niego. Zwróciła swój wzrok z powrotem na Lannistera, kiedy przeszli przez drzwi. Jak spojrzenie wyrażało coś pomiędzy udawaną ciekawością i podziwem, jednak trudno było wyczytać w nim fałsz. Lata praktyki w oszukiwaniu, a jak wiadomo - praktyka czyni mistrza. Ona sama cieszyła się, że wszyscy ich zostawiają. Była w dużej mierze socjopatką i nie przepadała za usposobieniem większości ludzi, choć oczywiście zdarzały się wyjątki potwierdzające regułę.
Cypris czuła się pewnie w każdym miejscu, w którym dotąd była. Głównie z powodu jej usposobienia, które było niczym twarda tarcza - odbija wszystko, co może ją zranić, jednocześnie nie pokazując, co jest pod nią. Czy była dwulicowa? Z całą pewnością. Ale otwarcie nie wyznałaby tego; była zbyt dumna.
- Z pewnością. - powiedziała, po czym zatrzymała się i zaplotła ręce za plecami, zwracając się w kierunku chłopaka. - Jednak skoro jest to dla panicza takie nudne, nie mam zamiaru pana męczyć. - powiedziała, tajemniczo się uśmiechając i znowu zbliżyła się o krok - nie miała ogródek i przeszkód, wstyd dla niej nie istniał. - Możemy wybrać się poza mury. Lub gdziekolwiek indziej. Wierzę, że jest tu tyle fantastycznych rzeczy do ujrzenia, jednakże... Czy na zewnątrz nie byłoby jeszcze ciekawiej? - niewątpliwie kusiła go. Wbijała w niego to swoje uwodzicielskie spojrzenie i chytry uśmiech, którego nigdy nie miała dosyć. Gdzieś tam głęboko w sercu miała nadzieję, że nie uraziła go tą propozycją, a z drugiej strony w ogóle ją to nie interesowało. Raz się żyje.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Pią Gru 06, 2013 6:50 pm

Rodzina. Czym w powszechnym pojęciu była rodzina? Oczywiście ostoją dla duszy, ludźmi, którzy potrafią odepchnąć wszelakie kłopoty lub je naprawić, a nie wręcz przeciwnie – stać się ich główną i jedyną przyczyną. To oni zawsze znajdują się gdzieś w pobliżu, aby w razie najlepszego potknięcia podbiec i uratować od upadku, a nie popchnąć prosto w przepaść, aby mieć pewność, że kolejny członek familii zostanie wyeliminowany. Nic zatem dziwnego, że każdy Lannister żyje tylko dla siebie, dla własnych korzyści oraz radości, dla swojego własnego pożytku, bo nikt inny się o lwa nie zatroszczy, jak on sam. Rodia spędził w Casterly Rock tyle lat, aby mieć głęboko w poważaniu wszelakie rady starszych, miłych i zawsze uczciwych braci, ha, kogokolwiek, kto był na tyle szalony aby zdawać się z tą pokrętną i fałszywą rodziną, bo tylko prawdziwy gracze potrafią utrzymać się w tym zamku na fali i nie zatonąć, jak ci kolejni – trafieni i porzuceni na swoją łaskę, z reguły po prostu ścięci przez jego starszego brata Aarta, bez zbędnych przenośni. Dlatego nasz drogi najmłodszy z rodzeństwa uznał już dawno po swoich narodzinach, że nie będzie dostosowywał się do nikogo z nich, do żadnej kolejnej jednostki. Miał cel, wyznaczył go sobie, nazwał i zamknął w małej skrzyneczce zwanej marzeniem, a następnie zakopał głęboko w podświadomości, gdzie nikt nie miałby do niego wstępu. Już sama przynależność, samo nazwisko wskazywało wartości, jakimi będzie się kierował.
Nawet w chwili, w której miał okazję poznać panienkę pochodzącą ze Złotego Zęba – Lefforównę, podskórnie czuł, że miał styczność z kolejną zagrywkę, kolejną osobą praktykującą te same zasady. Z drugiej strony nie potrafił nie uśmiechnąć się, czasami nawet bez przymusu, kiedy spoglądała na niego lub uśmiechała się czy mówiła coś, na co odpowiedziałby o wiele bardziej optymistycznie i entuzjastycznie, niż na to wypadało. On jednak dalej starał się sprawiać wrażenie ułożonego, choć wciąż denerwował się obecnością podążających za nimi niechcianych uszu. I na jej kolejną propozycję, być może nieprawidłową, parsknął śmiechem i przytaknął jakby z zadowoleniem. Chyba po raz pierwszy tego dnia, o ile od momentu wyjazdu Maureen, której nieobecność odczuwał.
-Każ stajennemu przygotować dwa zdrowe i silne konie – klasnął w dłonie wskazując na jednego ze sług, który znalazł się w zasięgu jego wzroku. Nawet nie brał pod uwagi jakichkolwiek ewentualnych towarzyszy, którzy pojechaliby za nimi pod pozorem chronienia pleców tej dwójki. Być może potem będzie dane mu za to zapłacić, ale póki co miał nadzieję nacieszyć się obecnością kogoś, kto tak jak on starał się odejść od schematu. Tylko i wyłącznie tą osobą, bez udziału osób trzecich – Chce się Pani czegoś napić? Przebrać przed przejażdżką? – padło z jego ust dosyć głośne pytanie, kiedy ludzie zaczęli się już rozchodzić. On odwrócił się w jej kierunku z leciutkim uśmiechem wymalowanym na twarzy – Oczywiście, że nie. Nie ma czasu do stracenia – odpowiedział na zadane przed chwilą pytanie – Jeszcze ma Pani jakieś życzenia? – znów podniósł dłoń i chwilę potem padła kolejna odpowiedź – Abyśmy byli sami – urwał na moment, a jego uśmiech poszerzył się odsłaniając zęby – Czyli wszystko, co zrobić mogłem, zrobiłem. Pozostaje nam tylko uwolnić się od tej hordy sępów i dziwkarzy naszego drogiego Lorda – mówił cicho.
Co z tego, że ściany mają uszy. Co z tego, że być może nie wszyscy się rozeszli. Teraz była tylko ona i on. I niech chociaż raz dadzą im nacieszyć się życiem.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Pią Gru 06, 2013 9:43 pm

Cypris nigdy nie była przywiązana do swojej rodziny. Nie postrzegała swoich bliskich jako coś, bez czego nie mogłaby przeżyć. Oczywiście, gdyby ich straciła, czułaby ból. Do jej serca dotarłaby ta tęsknota, przed którą tak usilnie starała się uciec. Nie lubiła pokazywać komuś, że na czymś lub na kimś jej zależy - nie chciała, by ktoś później wykorzystał to jako jej słabość. Wszędzie widziała intrygi, wszędzie szukała spisków. Czy kiedykolwiek komuś ufała? Chyba tylko sobie. Może jak była mała, wtedy uciekanie pod spódnicę matki było dla niej azylem. Ale teraz? Jej rodzicielka była dla niej jedną wielką zagadką, która po mistrzowsku unikała odpowiedzi. Cypris miała po niej ten dryg, jednak nigdy nie dowiedziała skąd wzięło się to u jej matki. Pytania bez odpowiedzi coraz bardziej je od siebie oddalały, a dziewczyna dorastała; nie potrzebowała nieustannej opieki i rady co do każdego kroku w jej życiu. Wkraczała w dorosłość, czy tego chciała czy nie. Nie mogła wiecznie trzymać się ręki matki i liczyć, że ona ją jakoś przeprowadzi przez życie. Usamodzielniła się już dawno, teraz pozostało tylko dojść do mistrzostwa w tymże fachu.
- Nie. - powiedziała stanowczym, jakby władczym głosem, wyciągając w kierunku Rodiona rękę, jakby chciała go zatrzymać. - Chcę pojechać na własnym koniu. - szybko dodała, zupełnie zapominając o jakiejkolwiek etykiecie i powinności. To właśnie była jedna z jej cech - nieokrzesanie. Często jej się zdarzało, że najpierw robiła, a potem myślała. Na szczęście miewała tak tylko w niezbyt ważnych sprawach. - Znaczy... Nie chcę oczywiście odrzucać pańskiej gościnności. Po prostu nie chcę jej nadużywać. - sprostowała, kiedy dotarło do niej, że zachowała się dosyć bezpośrednio. Cofnęła rękę i splotła ją z drugą, jakby zawstydzona ową sytuacją. Może była trochę zdezorientowana; przygryzła wargę i po chwili całe uczucie konsternacji znikło, a w jego miejsce wróciła jej znana wszystkim duma i pewność siebie.
- Nie, niczego nie potrzebuję. Ale dziękuję za troskę. - powiedziała z grzeczności, posyłając mu uroczy uśmiech. Czasem potrafiła zdobyć się na niepodobne do niej, acz szczere reakcje. Jednak próżno było się tego spodziewać - takie zachowanie przychodziło do niej nagle, niczym błyskawica podczas burzy. - Mam nadzieję. - zaczęła, również odsłaniając zęby w tym samym, chytrym uśmiechu. - Szczerze powiedziawszy, jeśli miałabym słuchać dłużej tych słodkich kłamstewek... Nie omieszkałabym porzucić kulturę i dać ulecieć... złości. - skończyła jakby niepewnie, jakby nie wiedziała, jakiego słowa użyć. - Ujęłabym to inaczej, ale damie nie przystoi. Nawet takiej bezpośredniej jak ja. - skwitowała, unosząc jeden kącik ust w uśmiechu oraz patrząc zalotnie na chłopaka spod wachlarza długich, ciemnych rzęs. Używała uroku osobistego nawet w tak prozaicznych czynach, cóż poradzić. Kto bogatemu zabroni?
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Pon Gru 09, 2013 12:38 am

Kiedyś dojrzeją, kiedyś zrozumieją - kiedyś w końcu przestaną się buntować. Choć co to za bunt, skoro wciąż, a przynajmniej jego skromna (o tak, Rodia-król subtelności i zgrzebności) osoba, tańcuje tak, jak mu zagra sam najwyższy Lord Zachodu lub brat, zależnie od tego, kto tym razem przybywa wydać mu jakieś pozbawione oczywiście głębszego sensu polecenie. Bo pomiędzy jego delikatnymi uśmiechami i przytakiwaniem ciągle pojawia się skryta i wręcz niezauważalna niechęć, taka która obiera postaci najbardziej nieobliczalne i zarazem niewinne. I chociażby tutaj i teraz, kiedy stał przed tą uroczą kobietą o dziwacznej, fascynującej go urodzie, wciąż nie potrafił wyzwolić się spod panującej w Casterly Rock atmosfery pozornej przykładności i cichej nieprzyzwoitości. Tylko czekał na kolejne plotki, na kolejne słowa odnośnie tegoż to spotkania, bo przecież nie przemyślał tego - jak mógł? Oburzenie? Rozpacz? Jak mógł kolejny raz zawieść swego ukcohanego ojca? W dodatku postąpił bardzo nieodpowiedzialne. Ale to dopiero się stanie, a potem pojawią się przykre i jakże oczekiwane przez niego następstwa w postaci złośliwych plotek, w postaci słów krytyki. A on kolejny raz to zignoruje, uśmiechnie się do siebie ale tylko na duchu i dojdzie do wniosku, że ludzie którzy go otaczają charakteryzują się banalną przewidywalnością. ale cóż on tam wie, może i teraz znajduje się na skraju swojego życia, może już w jego żyłach krąży jakaś niezidentyfikowana przez organizm trucizna, która doprowadzi go do szaleństwa. To Zachód a on jest Lannisterem, co prawda najmłodszym, ale wciąż intrygantem, wciąż niebezpiecznym pionkiem na całej tej planszy zabaw i rozkosz, morderstw i gwałtów, władzy i niedoli. Wszystkie te aspekty łączą się ze sobą i tworzą spójną nieokiełznaną całość, wizerunek rodu, który od wieków budzi ostrożność i nadzwyczajną przebiegłość nawet w sercach tych, którzy starają się postępować godnie. Taka jest ich aura, bo w towarzystwie lwów nie można się czuć bezpiecznie i pewnie, nigdy, nawet jeśli zdaje się, że to przyjaźń, że widzi się uśmiechy, słyszy słowa, które na pewno nie mogą kłamać. No tak, w końcu jacy oni złotouści. Każdy po kolei. Od góry do dołu.
Czyste złoto - prawda?
-Nie jestem Pani ojcem, więc o nic nie muszę się troszczyć - stwierdził, jakby od niechcenia, mimo to spojrzał na nią zatrzymując wzrok w strategicznych miejscach na dłuższą chwilę. Na jego twarzy na moment zagościł uśmiech, ten pseudo tajemniczy a zarazem wyzywający, jakby otwarty i szczery, ale jego oczy pozostawały przymrużone, jak zwykle gdy się uśmiechał - Nie jechalibyśmy sami, gdyby tak nie było. Ale jedziemy - odsłonił zęby w szerszym uśmiechu i podniósł wzrok na jej twarz.
Nie przystoi.
Nie damie.
Od kiedy przestaliśmy bawić się w takie gierki, powiedz mi Cypris? Dalej będziemy brnąć w to bagno? Dalej będziemy paprać się we własnych wymiocinach i udawać, że pachniemy.
Hulaj dusza. Dziś i jutro, bo czeka nas śmierć i tylko tyle rozkoszy, ile sami sobie zapewnimy. Nie więcej, nie mniej.
-Tam gdzie jedziemy, nie należy przestrzegać etykiety, żadnych zasad i praw, to taka niepisana wolność - wolność, która nie istnieje, nawet ta nieformalna.
Zmarszczył brwi i przeszedł przez drzwi, ponownie zresztą, wracając na dziedziniec. Spojrzał jeszcze na chwilę w stronę Cypris, kiedy przyprowadzono im konie. Słyszał jeszcze jakieś pytania, ale jego umysł sam selekcjonował te mniej ważne i istotniejsze, wskutek tego żadne ze słów Strażnika do niego nie dotarło.
-Według prośby panienki - wskazał jej konia, niby się uśmiechnął, niby wciąż pozostawał poważny. A potem, ktoś mógłby uznać to za śmiertelną nieuprzejmość, wsiadł na swego rumaka i szarpnąwszy wodzą, ruszył kłusem w stronę ujścia wiedząc, że nieprawidłowa córka Lorda, zaraz go dogoni.
Przeczucie?
Oczywistość.

[zt x2]
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
http://htttp://www.moj-tartak.blogspot.com
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
151
Join date :
28/10/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Pią Kwi 04, 2014 3:16 pm

Trochę to zajęło, ale w końcu wszyscy dotarli do Casterly Rock i karawana szybko się rozeszła. Na szczęście podróż minęła bezpiecznie, a jedyna komplikacje wyniknęły z uszkodzania jednego z powozów, który udało się naprawić podczas postoju w jakiejś wsi z zaledwie kilkunastomia mieszkańcami.
Argiel rozejrzał się po Casterly Rock. Było tu... inaczej. Przede wszystkim ciepło, w końcu ciepło, więc mimo tego, że nadal nie był to poziom Starfall, to Dayne zostawił na sobie tylko swoją cienką letnią koszulę.
- Rozładujcie to wszystko, a potem... zajmijcie się swoim życiem, jesteście w domu! - polecił blondyn, rozglądając się po dziedzińcu. Tak bardzo inaczej, a mimo tego czuł, że tutaj ludzie nie patrzą na niego jak na swojego wroga. Rzucił kilka rozkazów, które precyzowały kwestie rozładunku, po czym sprawdził stan swojej siostry i Lorda Lannistera. Zmęczeni podróżą, ale poza tym wszystko było w porządku.
Zajmij się czymś pożytecznym, Dayne. - pomyślał, kiedy tylko do głowy przyszły mu myśli o Jane Arryn.
Dopilnował, aby wszystko udało się tak jak powinno, po czym zadowolony udał się do komnaty, która została mu wskazana jako jego. Czas trochę odpocząć po tej podróży. A może ucieczce?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Wto Kwi 08, 2014 12:25 pm

Zachód, kraina miodem i mlekiem płynąca, gdzie ze złota wykonywało się nawet nocniki. Kiedyś może i tak było. Miejsce, gdzie wielcy Lannisterowie stanowili rygorystyczną pieczę, mimo rozbestwienia innych Lordów. Trudno było trzymać w ryzach tak bogatą krainę. Teraz po części nie miało to miejsca. Niestety kopalnie nie prosperowały tak, jak zażyczyłby sobie tego niejeden Lew. Całą prowincję, niegdyś królestwo, spowijał cień zniszczeń, jakie przyniosły ze sobą pożary. Mimo, iż temperatura została bez zmian, widać było spadek jakości życia mieszkańców i wzrost cen surowców.
Jadąc przez taki Zachód młody panicz upewnił się w przekonaniu, że w końcu trzeba wziąć się do roboty i znaleźć to, z czego ród jego słynął. Należy zakasać rękawy i bez względu na pochodzenie i status zacząć przemierzyć krainę, aby odnaleźć złoża. Najpierw jednak trzeba będzie przeszukać bibliotekę na Skale i dopełnić zbiory, które i tak już są pokaźne. Zbiór ksiąg z Czerwonej Twierdzy na pewno przyda się w dalszych etapach planowania powrotu na szczyt drabiny drapieżników. I tak nie może być już gorzej. Zachód na razie zmęczony jest klęskami, najazd Greyjoyów nie pomógł w uspokojeniu sytuacji. Chyba nadszedł czas, aby wszystko na jakiś czas ucichło. Wiele rzeczy trzeba odnowić, albo też zbudować od nowa. Ludzie muszą mieć czas dla siebie i na swoje obowiązki, taka jest kolej rzeczy. Jako syn lorda wiedział, co powinien zrobić.
Casterly Rock już dawno nie tętniło takim żywotem, jak teraz. Jeszcze kilka tygodni temu do domu wrócił Lord z żoną i Dayne’ami, a teraz cała forteca podniosła się na nogi na widok proporców z lwem na karmazynowym polu. Młody Lew wracał do swojego dziedzictwa. Okrzyki zadowolenia nie miały końca. Ludzie po prostu stęsknili się za złotowłosym tak samo, jak on za nimi. Nie miało to znaczenia, czy byli to możni czy też biedni. Każdy jeden mieszkaniec Skały był jak pojedyncza cegła. To oni budowali potęgę zamku. Jego majestat górował nad Lannisportem i szumiącymi wodami morza, gdzie wielkie galery i statki kupieckie maszerowały wzdłuż horyzontu.
Bramy otworzyły się z hukiem. Ludzie machali do Aarta z uśmiechami na twarzy, dzieci biegu równo z orszakiem ciągnącym się do wrót siedziby mieszkalnej Lwów. Wesoły tłumek rozradował dziedzica i dał uczucie rewelacji. W końcu po długiej absencji powrócił do swojego miejsca, do ciepła swojej komnaty, do wyśmienitych posiłków przygotowywanych od lat przez tego samego kucharza. Do widoku z balkonu, do cudnych zachodów słońca. Wszystko to dopiero teraz przypomniało się, jak bumerang rzucony w dal. Powróciło do niego, albo odwrotnie. To on znalazł ten bumerang leżący w wysokiej trawie, całej w krwi i smole symbolizującej wszystkie brudne myśli, jakie ten świat dał mu podczas podróżowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://htttp://www.moj-tartak.blogspot.com
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
151
Join date :
28/10/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Wto Kwi 08, 2014 1:17 pm

Argiel czekał na Aarta. Zdążył pokręcić się wśród ludzi i chociaż nie był tu długo, to zdążyło mu się spodobać... chociaż, oczywiście, daleko było Casterly Rock do Starfall pod względem piękna i bajkowości wręcz. Na myśl, że nieprędko tam wrócą, robiło mu się przykro. Ale i tak do zamku chciał wrócić dopiero z Ptaszyną. Z tego nie zrezygnuje pod żadnym pozorem, będą musieli go zabić, żeby o niej zapomniał. Nawet, jeśli w liście do Aarta o nim nie wspomniała.
Wyszedł na przeciw panicza Lannistera w lekkiej koszuli z podwiniętymi pod łokcie rękawami, jego twarz już była pokryta dobrze zadbaną brodą, która nadawała mu powagi, której w jego wyglądzie brakowało, kiedy spotkali się pierwszy raz. No i odpowiedzialność w podróży też na niego wpłynęła. Najlepszym dowodem niech bedzie to, że południe dawno minęło, a on był całkowicie trzeźwy.
- Aart Lannister! - zawołał z uśmiechem, podchodząc do kuzyna. - Jak minęła podróż... w obie strony? I jak udała się uroczystość?
Rozejrzał się dookoła, po czym uderzył się w czoło, jakby ganiac się za własne rozkojarzenie.
- Twojej siostry z nami nie ma, Rodion zabrał ją na jakieś wesele jeszcze z bliźniaków, kilka godzin po twoim wyjeździe. - Lew nigdy by nie uwierzył, jak wielką ulgą było to dla Dayne, że nie musi się zajmować tą leniwą dziewuchą po drodze do Casterly Rock.
Przez cały czas nieświadomie bawił się złotym medalionem zawieszonym za swojej szyi, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Wto Kwi 08, 2014 2:51 pm

Dziedziniec był niezwykle wesoły, a twarz jego kuzyna wskazywała na to, że Casterly Rock wpływa dobrze także na i niego. Nieco zarośnięty, choć nie zaniedbany Argiel zszedł po schodach do zamku, aby przywitać młodego lwa z pełnymi honorami. Co jak co, ale złotowłosy przyzwyczaił się już do myśli, ze u boku będzie miał zawsze gdzieś w pobliżu Argiela. Może to i dobrze? Kuzyn powinien nauczyć się co to odpowiedzialność i starać się ocalić ród Dayne przed wyginięciem. Już niedługo Aart będzie starał się dowiedzieć, jak sprawy potoczyły się w Starfall. Na razie jednak musi skupić się na czymś innym. Złoto na pewno gdzieś tam jest, a on nie ma zamiaru odpuszczać i czekać. To jest czas na działanie, chwila, w której swój wolny czas dziedzic Skały będzie mógł pożytecznie wykorzystać.
- Relację z pobytu w Królewskiej Przystani otrzymasz później. Na razie jestem nieco zmęczony… i strasznie głodny.  Mam nadzieję, że wybaczysz mi czekanie i zjemy posiłek. - uśmiechnął się szczerze po czym ujął kuzyna ręką za ramiona i poprowadził do środka budynku.
- Mam dla ciebie kilka dobrych wiadomości…- powiedział już ciszej, gdy przekraczali wrota.

/zt obaj
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Pią Kwi 11, 2014 11:18 am

Noc w końcu była komfortowa, jak to zawsze w Casterly Rock. Obudziły go promienie słoneczne, które łagodnie padały na jego twarz zza zasłon. Sen minął szybko, jednak młody lew wyspał się za wsze czasy. Nigdzie nie mógł czuć się odpowiednio bezpiecznie jak w miejscu, gdzie się urodził i wychował. Nawet Czerwona Twierdza, może zwłaszcza Czerwona Twierdza nie pozwalała mu na głęboki sen odprężający. To miejsce ściągało na niego zbyt wiele złych myśli i przeczuć.
Po pożegnaniu się z Argielem nie poszedł od razu do swojej komnaty, a najpierw rozkazał kilku gwardzistom ruszyć do Lannisportu po ochotników, którzy pomogą w wyprawie. Miał nadzieję, że jego prośby znaczą jeszcze coś dla ludu i następnego dnia zastanie legion podwładnych, którzy chetni do wyprawy, czekać będą u stóp Casterly Rock.
Po porannej toalecie, przekazaniu służkom, co mają spakować, zebraniu 500 wojów i zleceniu zabrania materiałów to stworzenia obozu, wyruszył na dziedziniec, gdziez okna nad głównymi wrotami Skały ujrzał tłum ludzi z miasta portowego, który liczył ok. 200 osób. Idealna liczba, nie trzeba było ich więcej, ponieważ powstałby chaos. Taką ilość ludzi będzie mógł kontrolować i wydawać jasne polecenia. Nikt nie będzie mógł podważyć się jego decyzjom i stanąć naprzeciw.
Wszyscy gotowi byli, aby wyruszyć na północ krainy, do Nunn’s Deep, miejmy nadzieję, że tym razem przyjaznego poszukiwaczom.
W końcu ubrany w strój podróżny znalazł się na dziedzińcu. Wspiął się na konia i oczekiwał kuzyna, który zapewne lada moment miał pojawić się na miejscu z grubą księgą pod pachą.

/Argielku, w razie czego napisz za nas obu zt ;)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://htttp://www.moj-tartak.blogspot.com
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
151
Join date :
28/10/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Sob Kwi 12, 2014 12:58 pm

Argiel szybkim krokiem zszedł ze schodów prowadzących na dziedziniec, gdzie od razu skierował się do Aarta, żeby się przywitać i oddać mu księgę. Młody Lew wyglądał na wypoczętego jak nigdy i pełnego pozytywnej energii. A obok niego stał Dayne ze swoimi podkrążonymi, zmęczonymi oczami. Musieli wyglądać zabawnie. Dla wysokiego blondyna jednak świadomość, że Lannisterowi wystarczyła jedna noc w Casterly Rock, żeby zyskać siły poprawiała humor - wypoczęty dowódca to dobry dowódca.
Dopiero teraz rozejrzał się po ludziach, których zgromadził jego kuzyn. Cholera, widać, jak bardzo ludzie w niego wierzyli. Dwieście osób chętnych do wykonywania ciężkiej, fizycznej pracy? Sporo, zwłaszcza, że Aart miał tylko jeden wieczór na zebranie ich. Wszyscy wyglądali na gotowych i nieprzymuszonych do niczego. Świetna robota.
- Gotowy. - powiedział krótko, znacząco kiwając głową. Razem z Aartem wskoczyli na konie i kiedy niedługo potem młody Lew wydał rozkaz wymarszu, Dayne pojechał z nim ramię w ramię do Nunn's Deep.

/oboje zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Nie Cze 08, 2014 9:03 pm

Droga powrotna do Casterly Rock nigdy nie dłużyła się tak, jak tym razem. Dobre wieści, które ciążyły na barkach dziedzica tylko przeszkadzały w porzuceniu pragnień o jak najszybszym znalezieniu się w zamku. Wszystko zaczęło układać się w odpowiedni ciąg zdarzeń, małe kroki zbliżały go do coraz to większych odkryć. Złoto w Nunn’s Deep to dopiero początek poszukiwań tegoż kruszcu na większą skalę. Już niedługo znowu będzie się mówiło o bogactwach Zachodu.
Przejechał przez bramę w środku nocy. Dostali się na dziedziniec bardzo szybko, nie omieszkali narobić trochę hałasu, jednak to nie zostało zauważone przez mieszkańców. Najwidoczniej mieli tu tez dużo roboty.
Po przekroczeniu progu zamku, ruszył do swojej komnaty, aby zażyć kąpieli i odpocząć po podróży. Następnego dnia będzie musiał zdać sprawozdanie dla dziada. Chciał to zrobić w jak najlepszej formie.
Jego gwardziści w dalszym ciągu kręcili się po dziedzińcu, aby rozładować wozy.
/zt/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Starfall
Liczba postów :
48
Join date :
07/09/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Wto Cze 17, 2014 9:50 pm

Dzień od samego początku zapowiadał się dobrze. Poranek był niezwykle słoneczny a pogoda idealnie pasowała do spacerów i przechadzek. W samo południe ludzi na dziedzińcu było całkiem sporo. Przecież każdy będzie widział, że wyjeżdżamy jak i każdy potencjalny morderca dobrze zda sobie z tego sprawę. Aidzie niekoniecznie podobał się ten pomysł. Jednakże skoro już wszystko postawiła na tą jedną kartę.. musiała zaryzykować. Aida powoli kroczyła przez dziedziniec powoli rozglądając się. Starała zapamiętać się każdą twarz. Miała ich już nigdy nie zobaczyć. Nigdy więcej nie przechodzić przez te kamienne mury, nigdy więcej iść tą ścieżką drugi raz. W skórzanej torbie trzymała swój łuk. Damie przecież nie przystało aby ktokolwiek ją widział z narzędziami dla mężczyzn. Dziewczyna wzrokiem szukała młodego rycerza, nie mogła go znaleźć. Stała wiec na środku starając się wyglądać naturalnie. Była jednak zdenerwowana i zniecierpliwiona. Kilku przechodnich zerkało na nią przez to czuła się bardziej nieswojo. Marzyła żeby Robin się pospieszył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Wto Lip 15, 2014 1:59 pm

Robin szedł już wkrótce ku Aidzie, prowadząc dwa rumaki - jeden, którego dziewczyna doskonale znała, bowiem należał do niej i drugiego, dereszowatego, wysokiego konia. Oba były już osiodłane i przygotowane na "przejażdżkę". Nie mogli wzbudzić niczyich podejrzeń, Stone przygotował więc poprzedniej nocy ich juki i pozostawił w kryjówce, którą namierzył podczas ostatniego polowania. Musieli się pospieszyć.
- Witaj, pani. Służba wie, że jedziemy razem na krótką przejażdżkę, nie ma się więc czego obawiać- uśmiechnął się lekko, choć mogło się wydawać, że jest to uśmiech raczej sztuczny. Bękart pomógł pannie dosiąść jej rumaka, po czym zręcznie wskoczył na swojego. Mogli już ruszać.
- To może po drodze małe polowanie? - zagadnął zawadiacko. Konie ruszyły, a ich oboje czekała największa podróż w ich całym życiu.

zt oboje
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Sob Sie 23, 2014 9:11 pm

Mathis spoglądał na trzech przeciwników trzymając w ręku tępy arakh - jego ulubiony typ broni. Trzech na jednego... Math zaatakował jak wąż i sięgnął ostrzem najbliższego, ale ten w ostatniej chwili sparował cięcie.
Lannister ćwiczył na dziedzińcu regularnie i często, by nie spaść z formy. Mimo, że tępymi ostrzami trenowali przeważnie dzieci on nie zrażał się tym - nie chciał zranić swoich znajomych, a co gorsze nie mógłby już trenować, gdyż towarzysze byliby albo martwi, albo ranni.
Tak więc dwóch z zbrojnych zaatakowało jednocześnie - Mathis cofnął się i zrobił szybki unik przed jednym ciosem, a drugi odbił mieczem. Teraz jego kolej. Zauważył, że trzeci z jego przeciwników trzyma się jakby tyłu. Musiał na niego uważać, gdyż nie mógł zignorować żadnego wroga. Zaatakował jednego z tych dwóch atakujących i wywinął flintę - trafił na początku zbrojnego w udo, a potem w ramię. Tamten krzyknął z bólu i runął na ziemie - Mathis zajął się kolejnym. Tamtyn próbował cięciem z góry, ale Math szybko uniknął ciosu i sam zaatakował. Szybki jak wąż, trafił go prosto w napierśnik - jego przeciwnika odrzuciło na prawie dwie stopy i także runął na ziemie. Został ostatni. Trzymając włócznie miał przewagę w zasięgu, ale nie w szybkości ruchu. Mężczyzna jakby z niechcenie zrobił cięcie na drzewiec włóczni i przeciął ją na pół. Przeciwnik poddał się upuszczając nieużyteczny kijek. Mathis odrzucił broń na ziemie trochę zdyszany i pomógł wstać tym, których pokonał. Wyjął z pochwy już swoje prawdziwe ostrze - arakh z rubinowym lwem na rękojeści. Zrobił kilka cięć w powietrzu i zajął się ostrzeniem Arakha.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Pon Sie 25, 2014 9:58 am

Siedzenie w cichych ścianach komnaty nigdy nie było tak przygnębiające, jak teraz. Każdy oddech, każdy ruch, każdy szept były słyszalne z daleka. Casterly Rock zamarło, mimo swojej dość głośnej natury. Żałoba spowiła każdy zakamarek zamku, nawet służba, która nie była spokrewniona z żadnym z Lannisterów, ze smutnymi minami podążała po bezkresnych korytarzach fortecy. Maureen była dla nich dobra, przeważnie pozytywnie nastawiona, to ona podtrzymywała jakiekolwiek znajomości z ludźmi pracującymi dla rodziny. Dlatego tez oni nosili czarne opaski na ramionach. Zjednoczenie nastąpiło, ale czy z dobrej przyczyny?
Dni mijały tak samo, odkąd dowiedział się o stracie. Kolejnej stracie, która dobiła jego i tak pocięte na malutkie kawałeczki serce. Widok z balkonu nie cieszył go tak, jak to było gdy powrócił z długiej podróży. Śpiew ptaków, czy odgłosy fal bijących o podnóże Skały nie napawały go takim szczęściem. Jego myśli skupione były jedynie na stratach i bólu. Na każdym oddechu, który sprawiał mu cierpienie.
Po pewnym czasie postanowił, że ruszy na spacer po twierdzy. Lata minęły kiedy ostatnio, jako dziecko, przemierzał kręte korytarze Casterly Rock w poszukiwaniu przygód i walk z wymyślonymi potworami, które czyhały na niego za każdym zakrętem, w każdym cieniu i szczelinie. Czasami robił to razem z siostrą, czasami ze starszy bratem. Tych dwóch osób nie ma już na tym świecie. Pozostał jedynie on i jego młodszy, jeszcze narwany braciszek.
W końcu znalazł się na drodze do opuszczenia zamku, przed wielkimi wrotami, które skrywały za sobą dziedziniec. Słyszał odgłosy treningu Mathiasa, wiedział, że chłopak próbuje odnaleźć swoją drogę do stania się silnym rycerzem. W tym, że który rycerz walczy bronią dla barbarzyńców? Wszyscy próbowali go od tego odwieść, Lannister powinien walczyć białą klingą, nie tępymi narzędziami skonstruowanymi przez prymitywnych dzikusów zza morza.
Jego źrenice zmniejsyzły się, gdy promienie słońca wyjrzały zza drzwi wyjściowych. Słońce świeciło jak zawsze o tej godzinie, ot zwyczajny dzień na Zachodzne. Mathias wywijał w powietrzu swoim arakhem, aby zaraz usiąść i wziąć się do ostrzenia swojej ‘śmiercionośnej broni’. Aart zawsze lubił ponabijać się z młodego, ale tym razem nie był w odpowiednim do tego nastroju. Młodszy z Lwów zapewne też starał się jakoś spożytkować czas, który normalnie przeznaczyłby na rozmyślanie.
- W końcu przestałeś się drzeć w niebo głosy braciszku…- powiedział idąc w stronę złotowłosego. Kręconą czuprynę rozwiał lekki powiew wiatru. Widać, że jest nieco zmęczony, trochę przygnębiony, na pewno zniechęcony do poczynania przygotowań do pogrzebu. Zaraz po tym, bez słowa ruszył z powrotem do budynku, aby dalej propagować przebywanie w samotności.
/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
80
Join date :
24/10/2014

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Nie Gru 21, 2014 1:06 pm

Lamir  z niecierpliwością oczekiwał  tego dnia.  Wiedział że jego brat  -  Aart,  zaufał  mu. To było  coś  nowego,  innego.  Może nawet jakiś postęp w relacjach  braterskich ?  Młodszy  wnuk Lorda Lannistera  zawsze był  uważany  przez starszego za kogoś  o zgorszonym  poczuciu wartości  u innych ludzi,  o wrodzony narcyzmie...  Chociaż  znali się  od urodzenia - w końcu byli braćmi,  nigdy dobrze się nie poznali.  Odkąd Lamir  sięgał  pamięcią,  Aart  był przygotowywany  na rolę wielkiego Lorda Casterly  Rock,  kiedy Lamir musiałby  się dostosować jako zwykły  ser  bez zamku.  Oczywiście  ambicje  młodszego wnuka wychodziły poza schemat  tych działań.  Też chciał panować i być  szanowanym.  Chociaż...  Lamir wiedział że Casterly Rock nie jest mu pisane.  Nigdy nawet nie myślał o zabiciu brata.  
Młody lew wyszedł  na dziedziniec zamku.  Był ubrany cieplej niż  zwykle,  gdyż  wiatry z północy  skutecznie wchodziły  w najmniejsze  szczeliny  ubioru i  "kradły"  ciepło.  Lamir  uśmiechnął  się  widząc dwudziestu ludzi z głową lwa ukształtowaną na ich hełmy. Kiedy blondyn pojawił się tylko na dziedzińcu,  jego giermek  od razu przyprowadził mu konia.  Młody lew widząc jak młodzieniec trzęsie się z zimną, rozkazał mu szybko iść się cieplej ubrać. Wolał  mieć zdrowego gierka,  od chorego.
Kiedy tylko chłopak przybiegł,  Lamir wydał rozkaz do wymarszu.  Nie widział potrzeby zobaczyć  się z Lordem Casterly Rock,  a tym bardziej z bratem.  
Kiedy wyjechali poza mury twierdzy,  blondyn ostatni raz obejrzał się i westchnął.  Obrócił się z determinacją na twarzy i ruszył.
Ruszył żeby im udowodnić.  Udowodnić  że on też potrafi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   

Powrót do góry Go down
 

Dziedziniec zamku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Dziedziniec
» Krużganki
» Dziedziniec z wiaduktem
» Dziedziniec
» Dziedziniec

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Zachód :: Casterly Rock-