a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Dziedziniec zamku



 

 Dziedziniec zamku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
126
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Dziedziniec zamku   Pon Kwi 29, 2013 1:35 pm

***
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
126
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Pon Kwi 29, 2013 2:47 pm

//Start.

Maureen zatrzasnęła wieko kufra i z westchnieniem usiadła na łóżku, wpatrując się w widok za oknem. Niezbyt odpowiadała jej podróż w takim skwarze, jednak wiedziała, że wizyta w Królewskiej Przystani jest ich obowiązkiem, poza tym chciała zobaczyć się z siostrą. Poza tym, wypadałoby wreszcie poznać swego narzeczonego. Martwiła się, czy konie wytrzymają tak długą i wyczerpującą podróż, jednak specjalnie ubłagała ojca, by wyruszyć dwa tygodnie przed balem. Konie byłyby odciążone, a i ludzie nie będą musieli się martwić, czy dotrą na czas. Gdy już się spakowała, włożyła prosty strój do konnej jazdy i udała się na dół, by sprawdzić, jak idą przygotowania do wyjazdu. Zajrzała do kuchni, gdzie służba uwijała się jak w ukropie i delikatnie się uśmiechnęła. Gdy wróciła do pokoju zauważyła, że jej bagaże zostały już zabrane. Nie mając co ze sobą zrobić, postanowiła w zastępstwie ojca zająć się wysyłaniem kruków do zamków położonych wzdłuż Złotego Traktu z prośbą o gościnę. Zasiadła przy swym rzeźbionym biurku i śpiesznie zabrała się do pracy - nie minęła godzina, a wszystkie listy były już gotowe i opieczętowane. Maureen usłyszała delikatne stukanie do drzwi, a po uzyskaniu zezwolenia do sypialni zajrzała Riannon, jej służąca.
- Lady, Pan Ojciec prosi o przybycie, zbliża się godzina wyjazdu.
- Dobrze, przekaż mu, że zaraz się zjawię.
Przed udaniem się na dół musiała jeszcze odwiedzić ptaszarnię, gdzie szybko wysłała kruki do odpowiednich rodów. Gdy pojawiła się na dziedzińcu, czekali tam na razie jedynie ojciec i brat, obydwaj już na rumakach. Reszta najwyraźniej wciąż przygotowywała się do podróży.
- Witaj, Ojcze. - wypowiadając słowa powitania, skłoniła z szacunkiem głowę. Podchodząc do swej klaczy, jadowicie uśmiechnęła się do brata.
- Cześć braciszku. - to ostatnie słowo niemalże zmieniło się w syk. Przywitała się z karą, po czym wskoczyła na jej grzbiet i w oczekiwaniu na resztę rodziny z uniesionym podbródkiem zaczęła wpatrywać się przed siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Pon Kwi 29, 2013 6:47 pm

// Początek!

Pukanie do drzwi wyrwało Bleddyna z pewnego rodzaju letargu, w który nieświadomie zapadł, oczekując na wyjazd. Królewska Przystań. Śmiało można przyznać, że marzenie każdego szanującego się Lannistera. On osobiście jeszcze nie miał okazji zapoznać się ze słynną siedzibą Targaryenów, ale z tego co wiedział, to panu ojcu i jego siostrze się tam podobało, co mimowolnie stawiało Królewską Przystań w lepszym świetle.
-Proszę.- Rzucił leniwie, szybkim ruchem podnosząc się z miejsca. Cały jego majątek podróżny od dłuższego czasu znajdował się w kufrach. Bleddyn od dzieciństwa wszystko robił szybko, jak na lwa przystało, oczywiście. Niektórzy mieli nieszczęście przekonać się w walce o tym, że ogromna siła i szybkość tego rodu nie jest kolejną bajką minstreli. Ciężkie drzwi uchyliły się ze skrzypnięciem, anonsując przybysza.
-Panie? Zaraz wyruszamy.- Wymamrotał giermek, prostując się pod ostrzałem przenikliwego wzroku. Jego wzrok mimowolnie uciekał w stronę podłogi, choć dzielnie walczył o spoglądanie na twarz młodego lorda. Dobrze wiedział, że Bleddyn nie lubi tchórzostwa, nawet w takiej postaci. A oprócz tchórzostwa nie lubi też wyjętych niewiadomo skąd giermków-ciamajd, którzy uciekają pod własnym cieniem. A przynajmniej tak oznajmił mu wyżej wymieniony Lannister dokładnie dwa dni temu, kiedy przydybał go na dziedzińcu kryjącego się pod drzewami. Zadrżał lekko na same wspomnienie gromkiego głosu, co nie uszło czujnemu spojrzeniu.
-Będę na dziedzińcu za kilka minut, więc, jeśli Cię tym uspokoiłem, to w imię Siedmiu zejdź mi z oczu i nie dygocz jak stara septa, chłopcze. Już!- odparł sucho Bleddyn. Chłopak dygnął i zniknął pośpiesznie, nie widząc już przewrócenia brwiami swojego pana. Ten zaś podniósł się i niespiesznym krokiem udał za drzwi. Nareszcie nadchodziła wielkopomna chwila.
Miecz cicho uderzał o jego udo, kiedy Lannister pewnym krokiem przemierzył odległość dzielącą wejście od jego pana ojca. Skłonił lekko głowę.
-Ojcze- rzekł w geście przywitania z rzadko tak uwidocznionym szacunkiem. Szybko wspiął się na grzbiet przygotowanego do drogi Brzaska. Nie minęło wiele czasu, zanim w polu jego widzenia pojawiła się szczupła sylwetka w powłóczystej sukni. Nadeszła kobieta, która śmiała zwać się Lannisterem, mimo tego, kim była w głębi ducha.
-Cześć braciszku.
Skrzywił usta w nieznacznej imitacji uśmiechu.
-Siostrzyczko.- Rzucił, przeciągając nieco sylaby. Unikała jego wzroku, więc lekko nacisnął boki konia tak, żeby znaleźć się twarzą w twarz z Maureen.
-Gotowa na poznanie ukochanego?- zapytał, unosząc lekko brwi z rozbawieniem. Ktoś inny będzie teraz musiał użerać się z tym małym diabłem, a im dalej od niego, tym lepiej. Miał nadzieję, że Baratheonowie nauczą jej nieco dyscypliny.
Powrót do góry Go down
Go??

avatar

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Pon Kwi 29, 2013 7:47 pm

Riannon wiedziała, że, podobnie jak i część innych służących, udaje się wraz z Lannisterami do Królewskiej Przystani, ale nie była pewna, czy powinna się cieszyć. Stolica Siedmiu Królestw... Jak opisywała jej matka, ogromne, otoczone murem miasto, brudne i nie tak urokliwe, jak powinno być. Pełne burdelów, drobnych złodziejaszków i biedoty - tak dla kontrastu dla Czerwonej Twierdzy, siedziby króla.
Może po tylu latach, odkąd była tam Kruszyna, coś się zmieniło... zapewne tylko na gorsze. Ale dziewczyna nie jechała tam by oglądać czy zwiedzać, a tym bardziej nie na bal, który miał się odbyć, tylko po to, by służyć swej pani.
Gdy dziewczyna pomagała w przygotowaniach Lannisterów do podróży, inna służąca poprosiła ją o przekazanie wiadomości Maureen. Zrobiła to szybko, wcześniej przebrawszy się w strój bardziej odpowiedni na podróż - spodnie, pożyczoną od jednej ze służek białą koszulę i wysokie buty. Raczej nie były to ubrania ze świetnych materiałów, ale też nie takie, jak wdziewali biedacy. Upewniła się też, że sztylety ma ukryte w cholewach butów; bez nich czuła się niekomfortowo, chociaż na pewno gdyby któryś z Lannisterów je zauważył, długo by ich już nie miała. Zapukała do drzwi komnaty młodej lady, a następnie cichym, bezbarwnym głosem powiedziała, wpatrzona w podłogę:
- Lady, pan ojciec prosi o przybycie, zbliża się godzina wyjazdu - gdy została odesłana, udała się na dziedziniec, by tam oczekiwać na resztę domowników, którzy mieli się udać w podróż do stolicy. Gdy tylko przyuważyła lorda Casterly Rock oraz jego syna, Bleddyna, skłoniła się, a następnie odnalazła klacz swej pani wśród innych koni. Gdy na dziedziniec przybyła i Maureen, Riannon podprowadziła do niej karą, a następnie stanęła nieopodal w milczeniu. Zamierzała wsiąść na jednego z wierzchowców przeznaczonych dla służby dopiero potem, gdy wyruszą członkowie rodu. Choć jeździła konno kilka razy w przeszłości, nie czuła się pewnie na tak dużym zwierzęciu; poza tym na razie chciała pozostać blisko młodej lady.


Ostatnio zmieniony przez Riannon dnia Wto Kwi 30, 2013 10:19 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Wto Kwi 30, 2013 8:13 pm

Lavonne zajęta przygotowaniami do opuszczenia Casterly Rock, opadła teraz delikatnie na miękkie łóżku modląc się w duchu, że jej służące spakowały wszystko co będzie jej w stolicy niezbędne. Nigdy nie będąc nigdzie poza Wysogrodem i teraz oczywiście siedzibą Lannisterów, nie wiedziała jak ma przygotować się na spotkanie z samym królem. Ukrywając swoje rozchwiane nerwy zjadła w pośpiechu kilka fig i popijając kieliszkiem zimnej wody, pozwoliła wynieść bagaże. Mimo, iż spędziła tutaj trochę czasu, wcale nie czuła się mniej obco, a jej jedyną towarzyszką była służka, którą zabrała ze sobą z domu. Nadal jednak robiła wszystko by się wpasować i bądź co bądź, nie wychodziło jej to źle. Całość jednak przyćmiewał fakt podróży do Królewskiej Przystani, która pozwoli jej w końcu odetchnąć nowym powietrzem i może nawet nawiązać nowe kontakty. Jeszcze nigdy nie była tak bardzo przerażona i uradowana zarazem. Może jedynym wyjątkiem był dzień przybycia do Casterly Rock.
Z tego co zdołała wyciągnąć od otaczających ją panien to zapowiadało się, że stolica to przepiękne miejsce i jedynej osoby, której tam brakowało było ona sama. Słysząc ciche pukanie, dała znak służącej, że ta może wejść i bez słowa pozwoliła jej zapiąć swoją suknię.
- Pięknie wyglądasz, Pani. - Służąca uniosła na chwilę wzrok i uśmiechnęła się nieznacznie do pogrążonej w zamyśleniu brunetki. Nie oczekując z jej strony jakiejkolwiek reakcji, powróciła do swojego zajęcie. Szło jej to bardzo sprawnie i nie trzeba było długo czekać, aż w końcu skończy. Była to piękna, długa szata z charakterystycznymi, złotymi różami Tyrellów na piersi. Mimo że była niebywale elegancka, to była również wygodna. Zapowiadała się nie krótka droga, dlatego musiała czuć się w swoim stroju jak najbardziej wygodnie. Wygodna jednak sama w sobie nie zaprzeczała pięknu, toteż wybór padł na taki, a nie inny strój. Jeszcze chwilę przyglądała się swojemu odbiciu w lustrze i przywołując na twarz wesoły uśmiech, ruszyła wolnym krokiem na dziedziniec. Wyglądało na to, że przybyła jako jedna z ostatnich, więc w pośpiechu skłoniła się delikatnie przed każdym i w pośpiechu wsiadła na swoją klacz. Pogłaskała ją uspokajająco po grzbiecie, wyszeptała kilka ciepłych słówek i Raylene stała już teraz spokojnie, ale dumnie zarazem.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
126
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Wto Kwi 30, 2013 9:09 pm

- Gotowa na poznanie ukochanego?
Maureen spojrzała na brata z bezczelnym błyskiem w oku i rzuciła mu szyderczy uśmiech. Tak mój drogi, jak najbardziej gotowa.
- Ależ oczywiście. Podejrzewam, że gdy opowiem mu jak cudownie przebiegało moje życie w murach zamku, bardzo zechce poznać także Ciebie. A Ty, braciszku, gotowy na poślubienie narzeczonej? Ponoć róże Tyrellów mają stalowe kolce, ciekawe, czy kiedyś będziesz miał przyjemność odczuć to na własnej skórze.
W międzyczasie na dziedzińcu zgromadziła się reszta rodziny, widząc to Pan Ojciec dał dłonią sygnał do odjazdu.
- Moje dzieci, dość kłótni! Czy mogę Was prosić do mojego boku? - gdy Maureen i Bleddyn posłusznie podjechali do rodziciela, - Słyszałem, że właśnie rozmawialiście o swych przyszłych małżonkach, to dobrze, bowiem chciałem z Wami poruszyć kwestię ślubu. Pomimo że ostatnimi czasy nie wiedzie nam się najlepiej, tak uroczysta okazja wymaga odpowiedniej oprawy. Dlatego w porozumieniu z pozostałymi członkami rodu postanowiłem, że zorganizuję Wam podwójne wesele.
- Dziękujemy, Ojcze, to dla nas wielki zaszczyt. – rzekła Maureen zanim jej brat zdążył zaprotestować. - Jestem pewna, że wspólna ceremonia będzie najwspanialszym wydarzeniem w naszym życiu. - Uśmiechnęła się słodko do Bleddyna, któremu nie pozostało nic innego jak tylko zazgrzytać zębami i spędzić kilkanaście godzin w grobowym nastroju. Świat jednak jest piękny.
- Raduję się Twym szczęściem, córko. - młoda lady uścisnęła dłoń ojca, potem zaś z powodu "delikatnej" niedyspozycji mentalnej brata zajęła się rozmową z przyszłą bratową.

//Królewska Przystań
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Czw Sie 15, 2013 2:55 pm

Wybiło późne popołudnie, pora podwieczorku, gdy bramy twierdzy otwarły się przed orszakiem składającym się z jedenastu rycerzy. Dumne rumaki pozostawiały za sobą jedynie kurz z ziemnych dróg, które kończyły się zaraz za murem, niosąc na sobie wysoko urodzonego panicza i garstkę jego obrońców. Jego piękna zbroja lśniła w blasku słońca milionami odcieniów, miecz z valyriańskiej stali wisiał swobodnie u jego boku ukryty w skórzanej pochwie. Wszyscy już wiedzieli, przybył spadkobierca tej pięknej twierdzy. Ludzie szeptali między sobą, że w końcu po turnieju wrócił, wrócił do swojej ojczyzny.
Jadąc kłusem po kamienistej już posadzce, miał czas,aby rozglądać się dookoła. Chciał dotrzeć jak najszybciej do zamku, gdzie będzie mógł wziąć kąpiel i odpocząć. Trzydniowa podróż nie była wyzwaniem dla jego możliwości, ale urodzony i wychowany na dworze złotowłosy, wolałby cały czas doznawać wygód.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Czw Sie 15, 2013 9:18 pm

Sapphire, która pozostała w Casterly Rock czekała na powrót rycerzy z zapartym tchem. Tak dawno nie było tu nikogo nowego, ona zajmowała się jedynie ręcznymi robótkami i po prostu byciem panną. Kiedy otrzymali kruka z wiadomością, że młody dziedzic, a jej bratanek wracają do domu, uśmiech nie schodził jej z twarzy. Zawsze przepadała za Aartem, który mimo iż był jej bratankiem, był odeń cztery lata starszy. Jej właśni bracia zawsze stronili od jej towarzystwa, w szczególności najstarszy, ponieważ mogłaby być jego córką. A drugi zawsze chciał prędko ją wydać za mąż, aby się jej pozbyć. Safo mogła więc liczyć na towarzystwo dzieci swego brata, których była rówieśnicą.
Kiedy jeździec, którego wysłano, przybył z wiadomością, że się zbliżają, Safo kazała służkom przygotować jej suknię i pomóc jej się ubrać. Czerwona, jedwabna suknia podkreślała jej wąską talię oraz pełne piersi, a drogocenne kamienie podkreślały status. Lord Casterly Rock z całych sił starał się, aby nikt nie odczuł tutaj bankructwa, które go prześladowało.
Rycerze wjeżdżając na dziedziniec mogli dostrzec całe tłumy, które powitały dziedzica. Sapphire również wyszła, aby ich przywitać i zaprosić na ucztę, którą dlań przygotowano. Stanęła pomiędzy inszymi krewniakami, a na jej ustach widniał słodki uśmiech, który okalały złociste pukle, opadające swobodnie na ramiona.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Pią Sie 16, 2013 12:18 am

Podróż wśród tłumu uśmiechniętych gapi przypomniała młodemu dziedzicowi, jak jest w domu. Tutejsi mieszkańcy na prawdę stawali na wysokości zadania, gdy chodziło o pokazanie gościnności i hartu ducha. Nie każdy mógł się poszczycić taką służbą i mieszkańcami.
Jadąc ulicami Casterly Rock złotowłosy rozmyślał o czasie, podczas którego nie było go w domu. Tyle zdarzeń i nowych doświadczeń przybyło do jego bagażu życiowego, że serce rosło z zadowolenia. Mimo, iż wolałby nie przewodzić wojskiem pod Riverrun, musiał to zrobić, zobaczyć na własne oczy co może się dziać na polu bitwy. W prawdzie nie było to oblężenie mocno ekscytujące, biorąc pod uwagę, że Maester wpuścił ich bez żadnego problemu.
W końcu dojechał do głównego wejścia do siedziby Lannisterów. W gronie witających go nie było Lorda Lannistera, ale za to bystre oko lwa wypatrzyło w tłumie córkę dziadka, ciotkę Sapphirę, która o dziwo była młodsza od niego. Nie widział jej dobrych parę miesięcy,więc ten widok był jeszcze bardziej ekscytujący. Zatrzymał się. Zsiadając z konia mógł wyglądać jakby po prostu z niego spłynął. Pewnym krokiem podszedł do kobiety. Na jego twarzy widniał uśmiech. Ujął dłonie ciotki w swe dłonie i ucałował ją w czoło.
- Miło cię widzieć ciociu. Dawno żeśmy się nie widzieli.- powiedział patrząc prosto w jej oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze (Bliźniaki)
Liczba postów :
65
Join date :
31/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Pon Wrz 02, 2013 5:28 pm

// Rzeczny Trakt

W końcu Adrienne ujrzała Casterly Rock. Słynna forteca, która należała do Lwów, do jej narzeczonego. Ciekawe, czy Aart Lannister wiedział, że zostanie jego żoną, czy dalej nic nie wie. Dziewczyna dobrze pamiętała pierwsze spotkanie z nim. W ogrodzie, w Królewskiej Przystani. Wtedy ona dopiero co się dowiedziała, że jest zaręczona, a on nic o tym nie wiedział. Oczarował ją w ogrodzie. Była ciekawa, czy dalej jest taki jakim go poznała. Miała nadzieję, że po ślubie dalej będzie szarmancki. Trochę się obawiała spotkania z nim. Ślubu też się obawiała. Nie była z tych dam co to się cieszą ze ślubu z przystojnym mężczyzną. Była z tych co to obawia się utraty względnej wolności, bo może i była kobietą, ale jej dziadek pozwalał jej na różne męskie rzeczy jak na przykład polowanie. Nie chciała stracić tego co polubiła.
Trochę czasu zajęło zanim dotarli na dziedziniec. Po drodze straż Casterly Rock przybyła na spotkanie i odprowadzała całą grupę jadącą z Adrienne. Drżały jej lekko ręce, ale na twarzy była całkiem spokojna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Wto Wrz 03, 2013 12:10 pm

Czas spędzony w Casterly Rock zawsze mijał szybko. Młody panicz nie zdążył wjechać do swojej twierdzy i przywitać się z ciotką i rodziną, a za jego plecami rozpętało się kolejne widowisko. Nie był temu przeciwni, miło jest spoglądać na przybyszów, którzy czegoś chcą od Lorda Lwa. Ciekawe cóż tym razem wymyślił dla niego los? Kolejne przewodnictwo nad armią, czy jedynie jakaś błaha wiadomość o poczynaniach króla?
Odwrócił się energicznie uprzednio puszczając dłonie swojej ciotki. Ręce jego powędrowały na dół plecy,gdzie splótł ze sobą dłonie. Stał wyprostowany spoglądając na powiewający na wietrze sztandar z dwoma wieżami. Czegoś to mogą chcieć Freyowie? Czyżby Brynden działał tak szybko?
W ten zobaczył na koniu znajomą twarz. Promieniała w słońcu, jak jego zbroja, która właśnie emanowała milionami kolorów. Uśmiech zawitał na jego twarzy. Cóż przywiało młodą pannę na Zachód, ziemie lwów? Zdziwił się nieco, ale niespodzianki to bardzo częste zjawisko w jego życiu.
- Witamy Panno Frey! Cóż cię skłoniło do odwiedzin Casterly Rock?- zapytał idąc w stronę konia Adrienne z uśmiechem na twarzy. Gdy dotarł do jej stóp, podał rękę i pomógł zsiąść z konia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze (Bliźniaki)
Liczba postów :
65
Join date :
31/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Wto Wrz 03, 2013 1:30 pm

Akurat w tym przypadku przybysze niczego nie chcieli od Lorda Lwa. Przybyli dopełnić formalności, a raczej, by narzeczeństwo stało się małżeństwem. Tak przynajmniej wynikało z tego co Adrienne wyczytała w liście od pana ojca.
Dziewczyna podziwiała wielkie mury. Tak bardzo różne od murów w Bliźniakach, gdzie spędziła całą swoją młodość. Teraz przyszła pora, aby naprawdę dorosła. Nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Miała taki obowiązek. Gdy już minęła bramę rozejrzała się wokół. Casterly Rock było wspaniałe. Jeżeli przyjdzie jej tutaj mieszkać to uczyni to bez jakichkolwiek wątpliwości. Nie były to Bliźniaki co prawda, ale na szczęście nie była to też Królewska Przystań, która Adrienne jawiła się jako przeludnione miasto, gdzie po prostu nie można mieszkać ze spokojem.
Nagle jej oczy ujrzały znajomą twarz. Nikogo tutaj nie znała, prócz tej jednej osoby. Na jego uśmiech jej serce zabiło nieznacznie szybciej. Podobał jej się. Może nie miała w zwyczaju zakochiwać się od pierwszego wejrzenia, ale na widok przystojnych mężczyzn jej serce czasem się nie słuchało. Na widok Aarta Lannistera tym bardziej biło szybciej. W głębi ducha cieszyła się z tej reakcji. Wiedziała, że stojąc na ślubnym kobiercu nie będzie czuła nieprzyjemnych emocji. Chyba, że do tego momentu zdarzy się coś co zmieni jej opinię na temat syna Lorda Lannistera. Uśmiechnęła się delikatnie do niego.
- Witamy Panno Frey! Cóż cię skłoniło do odwiedzin Casterly Rock?
Zanim dziewczyna zdążyła cokolwiek powiedzieć ten już stał przy jej koniu i podawał jej rękę. Sama by zsiadła z konia, ale wiedziała, że nie należy odrzucać pomocy. Podała więc swoją delikatną i gładką dłoń. Chwilę później zgrabnie zeskoczyła z konia. Konie były jej miłością. Uwielbiała te zwierzęta, a w szczególności swojego rumaka, który był jej wierny niczym pies i nieustraszony jak lew. Pogłaskała po boku konia zanim zwróciła się do młodego Lwa.
- Mój Panie (bo kit nie pamiętam jak się zwracać do syna lorda). Obowiązki do wypełnienia wzywają. Lord Lannister na pewno się spodziewał mojego przyjazdu, ale widzę, że Ciebie zupełnie zaskoczyłam obecnością. - Uśmiechnęła się po raz drugi.
Najwyraźniej chłopak dalej nie wiedział, że stoi przed nim jego przyszła żona. Szkoda, bo wolała uniknąć sceny w której Młody Lew dowiaduje się z kim przyszło mu się żenić. Co jeśli wzbudza w nim obrzydzenie i tylko ze względu na wychowanie traktuje ją tak jak teraz? Co jeśli na wieść o tym, że ona jest jego narzeczoną wzburzy się jak morze. Skoro miała za niego wyjść to pragnęła, aby ją pokochał. Nawet jeśli teraz się nią nie zachwyca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Wto Wrz 03, 2013 2:18 pm

Podając jej dłoń, poczuł, że coś przeszywa jego ciało. Adrienne była niezwykle pociągająca, czarująca i wychowana. Widział w jej oczach odrobinę zdziwienia, ale i zadowolenia. Niezwykłą przyjemnością było patrzeć na kobietę, która promieniała, jakby zaraz miała stać się pięknie rzeźbioną latarnią. Chciałby poznać ją bliżej, dowiedzieć się nieco więcej o jej życiu, upodobaniach, zainteresowaniach. Widział w niej swoją przyszłą żonę, ale ona zapewne była już obiecana innemu.
[/i]- Mój Panie. Obowiązki do wypełnienia wzywają. Lord Lannister na pewno się spodziewał mojego przyjazdu, ale widzę, że Ciebie zupełnie zaskoczyłam obecnością.[/i]
Cóż za obowiązki mogły przyciągnąć ją aż do Casterly Rock? Zaciekawiła go niezmiernie, a on nie lubił tkwić w niewiedzy.
Wystawił swe ramię w geście gościnności. Chciał zaprowadzić ją osobiście do Lorda, który zapewne oczekiwał Freyówny w swojej komnacie obrad. Uśmiech nie znikał z jego twarzy, był jak cieszące się dziecko, które dostało zabawkę, jakiej nie powinno mieć. Spojrzał na nią.
- Wybacz, że nie wiem wszystkiego o celach twojej wizyty, ale dopiero wróciłem spod Riverrun, gdzie wraz z Bryndenem Riversem przejęliśmy fortecę. Może opowiesz mi wszystko po drodze na audiencję?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze (Bliźniaki)
Liczba postów :
65
Join date :
31/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Wto Wrz 03, 2013 2:50 pm

Gdyby tylko wiedział komu jest obiecana.
Adrienne zauważyła, że jej słowa zaciekawiły syna Lorda co tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że mężczyzna nic nie wie o tym, że ona jest jego narzeczoną. Ciekawiło ją dlaczego jeszcze o tym nie wiedział. Wojna wojną, ale chyba Lord mógł wysłać kruka z informacją? A może chciał osobiście poinformować swojego syna? Freyówna nie wiedziała z jakiego powodu Aart nic nie wiedział. Bardzo to ją jednak interesowało, aczkolwiek nie śmiała o to zapytać Lorda. Tylko by uznał ją za wścibską kobietę, a tego sobie nie życzyła.
Delikatnie objęła dłońmi ramię Młodego Lwa i pozwoliła się prowadzić.
Widziała uśmiech na jego twarzy i zdawało jej się iż jest on zupełnie szczery. To sprawiło, że jej wątpliwości zniknęły i poczuła się znacznie lepiej. Jego towarzystwo koiło jej nerwy.
- Wybacz, że nie wiem wszystkiego o celach twojej wizyty, ale dopiero wróciłem spod Riverrun, gdzie wraz z Bryndenem Riversem przejęliśmy fortecę. Może opowiesz mi wszystko po drodze na audiencję?
- Obawiam się Panie, że byłoby to wielce niestosowne, gdybym to ja informowała Ciebie o powodzie mojego przybycia. Ufam, że Lord Lannister będzie chciał osobiście przekazać nowinę. - Powiedziała ze spokojem. Poruszała się lekko jak gdyby długa i ciężka podróż nie odebrała jej sił, ani wdzięku. Na szczęście jej skromna suknia została zastąpiona inną suknią, równie wygodną, przeznaczoną na takie okoliczności jak ta. Była to suknia koloru fioletowego. Była lekka i podkreślała tylko urodę kobiety. Na szyi miała zawieszony wisiorek z dwoma wieżami, znakiem jej rodu. Przygotowała się podczas ostatniego postoju, który był całkiem niedaleko Casterly Rock. Pachniała różami. Tak jak zawsze lubiła.
- Słyszałam mój Panie, że dzielnie walczyłeś przynosząc swojemu rodowi zaszczyt. - Spojrzała na blondyna i uśmiechnęła się po raz kolejny. Ostatnio rzadko się uśmiechała, ale przy nim miała ochotę nie przestawać. Chciała się śmiać i uśmiechać jak gdyby wypiła jakiś eliksir rozśmieszający.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Sro Wrz 04, 2013 12:17 am

Dziewczyna zdawała się być skryta, najwidoczniej powód, dla którego była tutaj był związany z nim. Ciekawe co stary Lord wymyślił tym razem. Czyżby oddał go na straż dla Pani Frey w zamian za kilka smoków? Nie, to raczej nie byłoby możliwe, zważając na fakt, że był jednym z najbliższych kompanów, a zarazem spadkobiercą. Prowadził ją korytarzami fortecy rozmawiając o celach jej wizyty. Nie chciała nic powiedzieć. Szkoda, chciałby być przygotowany, chciałby posiadać tę ciętą ripostę, która zawsze była słyszana, gdy coś mu się nie podobało.
- Słyszałam mój Panie, że dzielnie walczyłeś przynosząc swojemu rodowi zaszczyt.
Nie mógł się powstrzymać i wybuchnął śmiechem. Otarł sztucznie wywołane łzy z twarzy po czym spojrzał wesoły na przyszłą małżonkę.
- Przepraszam Pani za moją reakcję, ale Tully sami poddali Riverrun, bez żadnej walki. Jedyne co zdążyliśmy zrobić to rozstawić swój obóz.- powiedział po czym wprowadził ją do sali, gdzie przebywał Stary, zły Lew.
Ciekawe jaką to nowinę miał do przekazania...
[zt ja i Ad.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Nie Wrz 08, 2013 3:38 pm


MG


Czas służył Lannisterom, choć z każdą chwilą zbliżali się do nieuchronnego starcia, nawet nie zdając sobie sprawy ze skali zagrożenia. Droga do Casterly Rock wojsk Lwów zbiegła się z feralnym pożarem pod Pinkmaiden, gdzie ludzie Greyjoyów padli ofiarą nieposkromionego żywiołu. Podczas, gdy Krakeny  w panice opuszczały okolice Dorzecza, a Prudence Greyjoy dobijała do brzegów Old Oak, Lannisterowie niestrudzenie maszerowali do stolicy Zachodu, znając każdy wyłom drogi, którą kroczyli. Zaledwie kilka tygodni temu ruszali do Riverrun, by ukarać zdrajców korony... a teraz? Teraz powracali do domu, by samym paść ofiarami zdrady. Kwestią sporną było jedynie, kto tak naprawdę zdradził: Lannisterowie, rzekomo zabijając dziedzica Greyjoyów? Krakeny, nawet oficjalnie nie wypowiadając wojny? Czy może... sam król, nie podejmując żadnych działań wobec tak oczywistego zerwania królewskiego pokoju? Na rozmyślania jednak przyjdzie czas później - teraz należy działać.
Gdy obserwatorzy na murach Casterly Rock ujrzeli na horyzoncie unoszący się nad drogą kurz, doskonale wiedzieli, czego zwiastunem jest to zjawisko - nadchodzi wojsko. Wielka, wielotysięczna siła, której ryk mógłby wybudzić wszystkie smoki Targaryenów... gdyby te naturalnie jeszcze istniały. Natychmiast padły komendy, by podniesiono bramy i przygotowano się na przybycie wojska, które zaledwie dwie godziny po dostrzeżeniu przez zwiadowców zamku dotarło pod jego mury. Znużeni podróżą, ale nadal zdolni dzierżyć w dłoni miecze rycerze oczekiwali na dalsze rozkazy. Prawdziwy fenomen Lannisterów polegał bowiem na tym, że byli Lwami - a im lew bardziej zmęczony, tym większe ogarnia go łaknienie krwi...




    Od tej chwili armią Lannisterów dowodzi Aart Lannister - posty MG niezbędne staną się jedynie w razie starcia z wrogiem, albo jeśli sam Mistrz Gry uzna za stosowne, by podjąć pewne działania.

    Przypominam jednocześnie, że w Casterly Rock przebywa garnizon wojsk Targaryenów w liczbie 2 tysięcy - jeśli Lannisterowie chcą wykorzystać ich obecność, niech skonsultują się ze mną przez PW.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Sro Wrz 25, 2013 1:28 pm

Dzwony zabiły nad Casterly Rock przerywając ciszę. Huk otwieranej bram zgromadził wielu ciekawskich gapiów, którzy tu ówdzie rzucali pod nogi małego garnizonu Aarta kwiaty. To miało być podziękowanie za uratowanie ich przed nadchodzącym atakiem. Widzieli, jak nad Lannisportem  unosi się dym, a wojska Zachodu ustawiają się dookoła twierdzy w celu jej obrony. To była duma Lwów. Lud, który zawsze doceniał ich poczynania i bardzo rzadko wszczynał bunty przeciw panom. Jednak to nie Aart powinien dostać takie powitanie. Przywódcy Doliny na czele z Reinmarem zapewne także dotaną takie przywitanie. Wszyscy wiedzieli jaka jest sytuacja, kto pomógł, a kto zaatakował.
Jadąc dziedzińcem słyszał okrzyki "Chwała bohaterom!", czy "Lwy zawsze spłacają swoje długi!"
I tak miało być. Pierwszym krokiem po podziale łupów miało być odbicie Windyhall. Młody Lew gnał na swoim rumaku ku zamkowi, gdzie miał zamiar przebrać się i wraz ze swoją przyszłą małżonką powitać przybyłych na ucztę sojuszników. Chciał wyrazić swoją wdzięczność, jednak nie można było dać im wszystkiego. W międzyczasie przekazał także przygotowanie solonej wołowiny, wieprzowiny, chleba i wielkiej ilości wina, które miało zostać posłane wymęczonemu wojsku Doliniarzy. Sam zainteresowany ruszył ku swojej komnacie ciągle wydając rozkazy. Uczta była już prawie gotowa, komnaty dla gości wraz z ciepłą wodą w wannach czekały na swoich tymczasowych mieszkańców.[/zt-> Komnata Adrienne]


Ostatnio zmieniony przez Aart Lannister dnia Czw Wrz 26, 2013 2:21 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Czw Wrz 26, 2013 7:48 am

Pod zamkiem na dowódców Doliny czekało trzystu konnych mężów, których wcześniej wysłał tu Reinmar. Dziedzic Namiestnika Wschodu wydał kilka krótkich poleceń, po czym grupa ruszyła do Twierdzy. Reinmar nie reagował na okrzyki w milczeniu podziwiając potęgę Casterly Rock. Forteca była znacznie potęzniejsza od sławetnego Eyrie w Górach Księżycowych. Ach, ten widok radował. Zdobycie takiej fortecy byłoby nie lada wyczynem. Mimo to, Reinmar był przekonany, że dostatecznie wielka armia z dostateczną ilością sprzętu oblężniczego mogłaby tego dokonać... Całe szczęście, Żelaźni nie dysponowali taką siłą.
Oddali stajennym wierzchowce, które wymagały wyczyszczenia, nakarmienia i napojenia.
Następnie, udali się do wskazanych im komnat, by zmyć z siebie choć trochę brudu i krwi. Stamtąd zaś, odświeżeni, skierowali się do sali balowej, gdzie mieli spotkać się z Aartem Lannisterem.

zt -> sala balowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Pią Wrz 27, 2013 12:13 pm

Vera jechała w ciszy, choć burczało jej już w brzuchu. Chciała się najeść i to porządnie, z resztą chyba każdy teraz o tym marzył... zabijanie wzmaga głód. Dowódcy i ona zostali zaproszenie na zamek, co średnio się jej uśmiechało. Z jednej strony chętnie zobaczy inny pałac, dotąd widziała tylko Orle Gniazdo, była ciekawa jak wyglądają zamki budowane na płaskiej ziemi. Z drugiej zaś pewnie wolałaby usiąść z ludźmi przy ogniskach upiec kawał dobrego mięcha i popijając winem zaspokoić apetyt i śmiać się do rozpuku w kompanami. Nie tym razem... no cóż.

Niedaleko przed miastem, Vera zeskoczyła ze swojego wierzchowca, gwizdnęła, a basior umknął w las. Nie wprowadzi go w mury, był zbyt niebezpieczny, a biada tym, którzy próbowaliby zamknąć go w jakimś kojcu, albo czymś takim. Dzika wskoczyła więc za plecy Reinmara i objęła go w pasie przytulając się do jego pleców. W drodze do doliny znowu dosiądzie wilka, teraz Rein musiał podzielić się z nią swoim czarnym rumakiem.

//zt - sala balowa //
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Sro Paź 02, 2013 10:33 pm

Podróż, choć męcząca, przywróciła uśmiech na ustach Nihil. Bez tęsknoty zostawiła za sobą duszne mury Królewskiej Przystani i popędziła na zachód, w towarzystwie trzydziestu uzbrojonych mężów Północy, na wyraźne polecenie Lorda Starka. Była najmłodszą córką, także pierwszą, która nie wracała do Winterfell a kierowała się na spotkanie z mężczyzną będącym jej przyszłym mężem. Przez całą drogę miast skupiać się na krajobrazach, o których od czasu do czasu mówiono do niej, zastanawiała się jaki on właściwie jest. Służki opisywały go jako syna olbrzymów, o ile niedźwiedzia, warkocie wilka, chuci psa. Jakikolwiek by nie był, nie było już odwrotu. Do serca wzięła sobie słowa matki, która przed laty także opuszczała swój dom i jechała na północ, gdzie czekało ją zupełnie odmienne życie.

Było późne popołudnie, kiedy na horyzoncie zaczęło się odmalowywać Casterly Rock. Pociągnęła cugle, Zmrok z chęcią przyśpieszył galop. Miała jeszcze chwilę na uspokojenie swoich myśli. Kiedy wjechali na dziedziniec, od razu dostrzegła kilku zbrojnych Arrynów, krzątających się po okolicy. Czekał na nią? Sztandar Starków łopotał na wietrze, do tańca wyrywały się także kosmyki Nihil, choć ta tym razem nie pozwoliła sobie na to, aby ułożyły się w artystyczny nieład. Jeden ze zbrojnych wyjechał na przód, informując o tym, kogo prowadzi.
- Lady Nihil Stark, córka Lorda i Lady Starków z Winterfell prosi o zgodę na wejście, a także przesyła wyrazy szacunku dla gospodarza.
Kiedy tylko ceregiele dobiegły końca, skłonił się dziewczynie, do której wrócił z przekazanymi mu informacjami. Ta zgrabnie zeskoczyła z grzbietu konia, oddając cugle w dobre ręce. Zbrojni zostali tutaj, potulnie słuchając rozkazów gospodarzy, choć nie leżało to w naturze uzbrojonych po zęby żołnierzy z pólnocy. Nihil zaś ruszyła przed siebie, na spotkanie ze swoim przeznaczeniem. Jak każdy Stark mierzyła się z nim w samotności oraz z wysoko zadartą głową.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Pon Paź 07, 2013 10:17 pm

Nawet nie wiedziała kiedy zasnęła. I choć nie minęło wiele godzin, kiedy na krótki przed świtem do drzwi zapukała służka, Nihil nie ociągała się ze wstaniem z łoża. Przyzwyczajona do krótkiego snu czuła się jak najbardziej wyspana. Toaleta pannie Stark nie zajęła zbyt dużo czasu, nie kazała więc nikomu na siebie czekać. Prowadzona przez służbę, przemierzała korytarze jeszcze zapewne ospałego zamku, a im bliżej celu tym więcej myśli krążyło wokół osoby Reinmara. Dokąd ją w ogóle zabiera? Zaskoczona jego wczorajszą wizytą zapomniała spytać o to, dokąd będą zmierzać. Poniekąd był to dobry znak, prawda?
Wychodząc na dziedziniec, Nihil rozejrzała się po twarzach tych, którzy już byli gotowi do wymarszu. Bez trudu wyłapała młodzieńca, który trzymał cugle jej Zmroka. Koń już przebierał kopytami, podekscytowany perspektywą długiej podróży. Na rzecz wygody i wielu godzin w siodle, Nihil zrezygnowała z sukni. Nie była strojną damą, aby upierać się, co by szykownie wyglądać. Miała na sobie najzwyklejszy strój do jazdy konnej z nieco dłuższą tuniką oraz skórzanym, grubym pasem na wysokości bioder, co dodawało jej może trochę więcej kobiecości. Rozpuszczone loki przyjemnie zaczepiał wiatr. Szukała wzrokiem swojego narzeczonego, wszak od teraz miała tkwić przy jego boku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Wto Paź 08, 2013 9:19 am

Reinmar miał wiele na swym sumieniu. Mimo to, zawsze sypiał spokojnie, snem sprawiedliwego. Tym większym zaskoczeniem było to, że gdy tylko wrócił do swej komnaty i położył się na łożu, senność całkowicie uleciała. Zamiast niej zaś pojawiły się setki myśli. Minęło wiele czasu wypełnionego nerwowym przewracaniem się z boku na bok i wstawaniem, by ukoić myśli winem, nim w końcu Arryn zapadał w niespokojny sen.
Śnił o wojnie. Pędził na swym rumaku przez morze krwi, w uszach dźwięczały mu krzyki konających. Nad jego głową szybował wielki, czarny orzeł, u boku biegły wilki. Czuł obecność Very. Zaczął padać śnieg. Jego płatki różowiły się od krwi. Pędził w stronę Księżyca. Ciesze się, iż widzę Cię w zdrowiu.

Wstał wcześnie, przed świtem. Nagi podszedł do lustra i przyjrzał się swemu odbiciu. Na torsie, który był jakby wyciosany z grubego drewna, widać było wiele blizn, licznych pamiątek po jeszcze liczniejszych potyczkach, jakie stoczył. Spojrzał na odbicie twarzy, na zimne oczy, podgoloną czuprynę i mars na licu. Skrzywił się i poszedł się dokładnie umyć. Gdy zakończył, przywdział odzienie i opuścił komnatę.
Kierował się w stronę dziedzińca, gdzie zbierali się już jego ludzie.
Gdy wyszedł, od razu zauważył swoją przyszłą panią żonę. Zrezygnowała z sukni, ubierając się w strój sprzyjający podróżowaniu konno. Kruszyna. Po twarzy Arryna przebiegł cień uśmiechu, który zaraz zniknął, gdy tylko zastanowił się, kiedy dojdzie do spięcia z Verą. Nic to.
Zbliżył się do przyszłej małżonki.
- Pani - przywitał się krótko, biorąc za cugle jej wierzchowca i ruchem ręki odganiając przybocznych. - Pozwól, że pomogę Ci dosiąść konia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
341
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Wto Paź 08, 2013 10:17 am

Zapewne była jednym z nielicznych, osobliwych elementów, nie pasującym do reszty, którą stanowili wszelcy żołnierze, gwardziści, służący i inni w służbie Namiestnikowi Wschodu. Nie odwzajemniała tych ciekawskich spojrzeń, choć nie kryła się za żadną, wyższą i potężniejszą od niej posturą, a już na pewno postanowiła ignorować szepty, zapewne oceniające jej osobę. Czyżby nie pasowała do Arryna w ocenie jego otoczenia? Pogładziła uspokajająco koński łeb, na chwilę zatapiając dłoń w jego grzywie. Wydawałoby się, że coś szepcze do Zmierzcha.
Odwróciła się w stronę Reinmara, jak tylko dostrzegła, że ten zmierza w jej kierunku. Kruszyna. Nie dało się ukryć, iż Nihil bez bufiastych sukien nawet nie sprawia wrażenia kogoś wyższego bądź bardziej zaokrąglonego jak większość kobiet. Nie zamierzała jednak popadać w żadne paranoje bądź tez kompleksy. Swego przyszłego pana męża przywitała uśmiechem i zarumienionymi policzkami od tego dość mroźnego wiatru.
- Mój Panie
Odparła. Nie pozostawiało żadnej wątpliwości, iż siodło było zwykłe. Nihil w życiu nie dała się posadzić na niektóre zamienniki, rzekomo przystosowane dla dam. Często, kiedy chciała zdążyć na wschód słońca, rezygnowała i ze zwykłego siodła, aczkolwiek mając przed sobą perspektywę długiej podróży byłoby to nierozsądne.
- Oczywiście.
Ułożyła już jedną dłoń na końskim grzbiecie gotowa podskoczyć i zręcznie zasiąść w siodle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Muru
Liczba postów :
145
Join date :
10/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Wto Paź 08, 2013 5:15 pm

>> Sala balowa (czy coś takiego)

Vera ostatni czas spędziła albo sama buszując po zamku zazwyczaj nieswoimi oczami, albo z ludźmi Arryna, pijąc, gawędząc i śmiejąc się. Musiała przyznać, że nudziło jej się straszliwie, ileż można siedzieć w zamku i dyskutować o łupach. Oni potrafili to wszystko tak bardzo skomplikować, Vera nie miała zamiaru się w to mieszać i gdy tylko nadarzyła się okazja dała nogę. Nawet w sali balowej skupiła się na jedzeniu i piciu, by zabić jakoś stres, więc niewiele stamtąd pamiętała. Zdecydowanie bardziej odpowiadały jej włóczęgi po zamku w kociej skórze, albo towarzystwo żołnierzy. To zadziwiające, ale wojownicy z doliny byli zaskakująco podobni do znanych jej dzikich osobników, mimo, że byli dalece bardziej zdyscyplinowani.
Teraz gdy wszyscy zbierali się na dziedzińcu by ruszyć w drogę powrotną i ona musiała się zjawić. Jej wilczyca i ptaki już czekały, basior był niedaleko miasta, by Vera mogła go dosiąść, gdy oddalą się trochę od murów. Gdy wkroczyła na plac ubrana w białe skóry i futra, od razu wyczuła obcy zapach... no przynajmniej taki, którego nie czuła dotąd w towarzystwie Reinmara i rycerzy. Tajemnica wyjaśniła się gdy zbliżyła się do środka tego zbiegowiska witana śmiało przez wojowników. Odpowiadała równie głośno i wesoło na ich zaczepki, nikomu nie została dłużna, choć niektórych podtekstów nie była w stanie zrozumieć.
Gdy zjawiła się już w centrum, Reinmar pomagał wsiąść na konia jakiejś kobiecie. -Ona nie potrafi sama wsiąść na konia i ma jechać z nami aż do Doliny? - Zapytała bezpośrednio i całkiem w swoim stylu. Mówiła z silnym północnym akcentem, tak mocnym, że akcent Starka wydawał się bryzą przy huraganie. -Chyba, że o czymś nie wiem Arrynie... a chyba tak jest. - dodała marszcząc lekko białe brwi i przyglądając się ciemnymi oczami kobiecie. -Nie widziałam Cię wcześniej. Nie znam Twojego zapachu... - rzuciła do obcej, nie mając pojęcia, że to wielka dama jest! Bynajmniej ubrana tak nie była, no i wsiadała na konia, a nie do jakiegoś powozu czy czegoś tam, w czym panny raczej jeździły... z resztą, Vera się na tym nie znała. A ciekawa była, co widać było w jej natarczywym spojrzeniu. Do tej pory nie miała styczności z żadną kobietą! Była zainteresowana!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dolina Arrynów
Liczba postów :
656
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   Czw Paź 10, 2013 9:39 am

Reinmar bez zbędnych ceregieli położył niedźwiedzie łapy w okolicy talii Nihil i uniósł ją do góry niczym małą dziewczynkę. Nie taka pomoc przystawała, ale Reinmara niewiele to obchodziło. Pogłaskał wierzchowca Nihil po szyi. Zwierzę zarżało cicho, z ochotą przyjmując pieszczotę.
Tymczasem zjawiła się przy nich Vera. Aż dziwne, że nie musieli za nią czekać. Dzika ostatnimi czasy chodziła własnymi ścieżkami, coraz mniej przestając z Reinmarem. Żołnierze ją lubili, a i ona zdawała się polubić życie w armii bardziej niżby chciała się do tego przyznać.
Arryn nie odpowiedział na uwagę o wsiadaniu na konia. Na jego twarzy pojawił się ponury wyraz.
- Vera Wilcza Skóra - powiedział chrapliwym głosem. - To Nihil Stark, córka lorda Starka, moja przyszła żona.
Wciąż gładząc konia po szyi, zwrócił się do Nihil:
- Vera przybyła tu z Północy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Dziedziniec zamku   

Powrót do góry Go down
 

Dziedziniec zamku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Dziedziniec
» Krużganki
» Dziedziniec z wiaduktem
» Dziedziniec
» Dziedziniec

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Zachód :: Casterly Rock-