a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Droga w pobliżu Nocnej Pieśni



 

 Droga w pobliżu Nocnej Pieśni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Droga w pobliżu Nocnej Pieśni    Sob Kwi 27, 2013 9:33 pm


Droga w pobliżu Nightsong



Biegnąca na zachód od Książęcej Przełęczy droga stanowi najprostszy sposób, aby dotrzeć do siedziby rodu Caron - na podróżujących czeka tu jednak wiele przykrych niespodzianek, spośród których najgroźniejszy jest nierówny, niejednokrotnie zasypany kamieniami trakt oraz przedgórze Czerwonych Gór, które stanowi kryjówkę dla wielu banitów, dezerterów i bliżej nieokreślonego elementu zarówno z Pogranicza, Dorne, Ziem Burzy jak i Reach.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Droga w pobliżu Nocnej Pieśni    Czw Sty 14, 2016 9:12 pm

- Pieniądze… - Wymen sprawił, że to słowo zabrzmiało jak niewyjaśniona tajemnica - ... czynią ludzi szalonymi.
Grisilda pokiwała głową.
-Tych, którzy już nie są szaleni.
Siedzieli przed Domem Mięsa u Stupfera. Taką nazwę mógłby nosić burdel, lecz w istocie była to najgorsza oberża w promieniu pięćdziesięciu mil, chociaż konkurencja była ostra. Grisilda przycupnęła na workach w swoim wozie, zaś Wymen na płocie, jak miał w zwyczaju, zupełnie jakby unieruchomiła go tam drzazga wbita w dupę. Obserwowali tłum.
- Przyjechałem tutaj, żeby uciec od ludzi - rzekł Wymen. Griselda pokiwała głową.
- No to popatrz.
Minionego lata można było spędzić w mieście cały dzień i nie napotkać żadnych nieznajomych. Można było spędzić tutaj kilka dni i w ogóle nikogo nie spotkać. Jednakże wiele może się zmienić za sprawą kilku miesięcy oraz gorączki handlowej. Teraz Nocna Pieśń pękała w poszarpanych szwach od śmiałych pionierów. Niektórzy przebijali się tak szybko, na ile pozwalał tłum, a inni przystawali, żeby zwiększyć pulę handlu i chaosu. Turkotały koła wozów, rżały muły i konie, wrzeszczał żywy inwentarz i ryczały woły. Mężczyźni, kobiety i dzieci wszelkich stanów również robili mnóstwo hałasu z różnego powodu. Byłby to całkiem kolorowy spektakl, gdyby nie wzbijany z ziemi pył, który nadał wszystkiemu taki sam brudny odcień.
Wymen hałaśliwie pociągnął z butelki.
- Niezła zbieranina, co?
Griselda przytaknęła.
- Wszyscy chcą zdobyć coś za darmo.
Wszyscy oszołomieni wariacką nadzieją. Albo chciwością, w zależności od tego, jak bardzo patrzący wierzył w ludzkość, z czym u Griseldy nie było najlepiej. Wszyscy pijani wizją sięgnięcia obiema rękami po coś, co – jak sądzili – będzie im w stanie zapewnić pełnię szczęścia.
- Nie kusi cię, żeby do nich dołączyć? — spytał Wymen. Griselda przycisnęła język do przednich zębów i splunęła przez szparę.
- Ani trochę.
Kiedyś wierzyła, że dostanie w życiu coś za darmo. Zrzuci skórę i odsunie się od niej z uśmiechem. Okazało się, że czasami skrót nie prowadzi tam, gdzie byśmy chcieli, lecz wiedzie na krwawe manowce. Pomyślała o gospodarstwie i wszystkich obowiązkach, na które nie miała czasu, po czym potarła poobijanymi kciukami o pogryzione palce. Przez chwilę wyprawa w poszukiwaniu lepszego życia pośród kwitnącego na Ziemiach Burzy handlu nie wydawała jej się aż takim szalonym pomysłem. A jeśli rzeczywiście mogło by się udać…?
- Ha. - odpędziła tę myśl jak natrętną muchę. Nie mogła sobie pozwolić na luksus marzeń. - Z doświadczenia wiem, że los niczego nie daje za darmo. To taki sam sknerus jak my wszyscy.
- Nie brakuje ci go, prawda?
- Czego?
- Doświadczenia.
Griselda mrugnęła, oddając Wymenowi butelkę.
- Żebyś wiedział, staruszku.
Na pewno miała więcej doświadczenia niż większość pionierów. Pokręciła głową, obserwując najnowszą grupę. Po wyglądzie rozpoznała w jej członkach czcigodnych przybyszy z Dorzecza, których stroje bardziej nadawały się na piknik niż na kilkaset mil podróży przez pozbawione praw Pogranicze. Ludzie, którzy powinni być zadowoleni ze swojego wygodnego życia, nagle postanowili, że zrobią wszystko, żeby jeszcze bardziej się obłowić. Zastanawiała się, jak prędko pokuśtykają do domu, złamani i zubożali. Jeżeli w ogóle wrócą.
Tymczasem Owen brnął ulicą pełną ludzi, a jego siwa czupryna sterczała ponad głowami tłumu, chociaż był jeszcze bardziej przygarbiony niż zazwyczaj.
- Ile dostaniemy? - spytała Griselda, zeskakując z wozu. Owen się skrzywił, jakby wiedział, co się zaraz wydarzy.
- Dwadzieścia siedem? - jego grzmiący głos załamał się piskliwie na końcu zdania, zmieniając wypowiedź w pytanie, ale tak naprawdę mężczyzna chciał spytać: „Jak bardzo to spieprzyłem?".
Griselda pokręciła głową, wypychając policzek językiem, co znaczyło, że spieprzył to koncertowo.
- Wyjątkowy z ciebie tchórz, Owenie. - uderzyła pięścią w worki, wzbijając obłok zbożowego pyłu. — Nie po to wlekłam je tutaj przez dwa dni, żeby teraz oddać je za darmo.
Jeszcze bardziej się skrzywił, a na jego ogorzałej i brudnej twarzy porośniętej siwą brodą wyraźniej zarysowała się siatka starych blizn i kurzych łapek.
- Przecież wiesz, że nie umiem się targować.
- A co ty w ogóle umiesz? - rzuciła przez ramię, ruszając w stronę sklepu Claya. Przepuściła stado łaciatych kóz, po czym przecisnęła się bokiem pomiędzy jadącymi wozami. - Poza noszeniem worków?
- To też coś, prawda? — mruknął.
W sklepie panował jeszcze większy ścisk niż na ulicy i unosiła się woń pociętego drewna, przypraw oraz stłoczonych, ciężko pracujących ciał. Griselda musiała się przepchnąć pomiędzy sprzedawcą a jakimś czarniejszym niż noc Letniakiem, próbującym się dogadać w języku, którego nigdy nie słyszała, potem okrążyć tarkę zwieszającą się z niskich krokwi, rozbujaną przez czyjś nieostrożny łokieć, wreszcie minąć marszczącego czoło Dornijczyka o rudych włosach, w których tkwiły gałązki wciąż porośnięte liśćmi. Wszyscy ci ludzie szukający miejsca w Burzy oznaczali szansę na zarobek i biada kupcowi, który spróbowałby stanąć między Griseldą a jej pieniędzmi.
- Clay?! — wrzasnęła, wiedząc, że szeptanie zda się na nic. -Clay!
Handlarz podniósł surowy wzrok, przerywając ważenie mąki na szalkach wielkości dorosłego mężczyzny.
- Griselda Storm w Nocnej Pieśni. Czyż to nie mój szczęśliwy dzień?
- Na to wygląda. Całe miasto pełne frajerów, których można okantować! - ostatnie słowo wypowiedziała z większym naciskiem, co sprawiło, że kilka głów zwróciło się w ich stronę, a Clay oparł potężne pięści na biodrach.
- Nikt tutaj nikogo nie kantuje - odrzekł.
- I tak pozostanie, póki mam na ciebie oko.
- Z twoim ojcem umówiliśmy się na dwadzieścia siedem, Griseldo.
- Dobrze wiesz, że on nie jest moim ojcem. Poza tym, umowa jest gówno warta, jeśli to nie ja ją zawarłam.
Clay uniósł brew i zerknął na Owena, a starszy mężczyzna wbił wzrok w ziemię, odsuwając się w bok, jakby bezskutecznie próbował zniknąć. Mimo potężnej postury, nie potrafił wytrzymać surowego spojrzenia. Był serdecznym człowiekiem, nie bał się ciężkiej pracy i godnie zastępował ojca Griseldzie - w stopniu, w jakim mu na to pozwalała - ale, na spokój zmarłych, był z niego wyjątkowy tchórz. Wycelowała w twarz Claya palec, jakby to był obnażony sztylet, którego nie zawaha się użyć.
- W zeszłym sezonie płaciłeś dwadzieścia osiem, a miałeś ponad czterokrotnie mniej klientów. Wezmę trzydzieści osiem.
- Co takiego? - Clay odezwał się jeszcze bardziej piskliwie niż się spodziewała, — To złote ziarno?
- Zgadza się. Najwyższej jakości. Nie zważając na odciski, młóciłam je własnymi rękami.
- I moimi - mruknął Owen.
- Cicho - syknęła Griselda. — Zgodzę się na trzydzieści osiem, w przeciwnym razie nie ruszę się stąd.
- Nie robisz mi łaski! - wściekł się Clay, a jego tłusta twarz pokryła się zmarszczkami. - Ponieważ kochałem twoją matkę, dam ci dwadzieścia dziewięć.
- Nigdy nie kochałeś niczego poza swoją sakwą. Trzydzieści osiem albo ustawię się obok twojego sklepu i będę sprzedawała ziarno ludziom taniej niż ty.
Wiedział, że Griselda to zrobi, nawet gdyby miała na tym stracić.
Nigdy nie należy wygłaszać gróźb, co do których nie ma się choćby połowicznej pewności, że można je wcielić w życie.
- Trzydzieści jeden - wychrypiał.
- Trzydzieści pięć.
-Tylu ludzi musi przez ciebie czekać, samolubna suko! - a raczej tylu ludzi właśnie dowiedziało się, jakie Clay ma zyski, i wkrótce mogą zmądrzeć.
- Trzydzieści dwa.
- Trzydzieści trzy, a wychodząc, równie dobrze możesz spalić mój sklep!
- Nie kuś mnie, grubasie. Trzydzieści trzy i dorzucisz dwie nowe łopaty oraz trochę paszy dla wołów. Żrą prawie tyle co ty. – napluła sobie na dłoń i wyciągnęła ją w jego stronę.
Clay skrzywił się z goryczą, ale w końcu również splunął i podali sobie dłonie.
-Twoja matka nie była lepsza.
- Nie znosiłam jej. - Griselda przepchnęła się łokciami do drzwi, pozostawiając Claya, by wyładował złość na następnym kliencie. –To nie takie trudne, prawda? - rzuciła przez ramię do Owena.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Droga w pobliżu Nocnej Pieśni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Droga do więzienia stanowego

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Ziemie Burzy-