a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Boży Gaj



 

 Boży Gaj

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Północ
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
16
Join date :
16/10/2016

PisanieTemat: Boży Gaj   Nie Paź 23, 2016 3:45 pm


Boży Gaj



Boży gaj usytuowany został w środku twierdzy otoczony z każdej strony ścianami z ciemnego kamienia.
Twarz czardrzewa ryczała w grymasie furii i nienawiści, zaś po jej policzkach spływał sok szkarłatnej barwy, przychodzący na myśl krew spływającą po obliczu drzew






Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
16
Join date :
16/10/2016

PisanieTemat: Re: Boży Gaj   Nie Paź 23, 2016 8:11 pm

Spokój…

Obecność ciemnych wściekłych oczu drzewa serca przenikało całe ciało, całą duszę Eorlunda, lecz mimo tego, tylko w tym miejscu czuł pewnego rodzaju harmonię. Nie czuł się tu obcy. Mężczyzna nigdy nie był szczególnie pobożny, mimo tego, w trudnych chwilach, czas spędzał na modlitwie do Starych Bogów. Zagłębiał się tu w własnych przemyśleniach, wątpliwościach.
Eorlund wyciągnął swój bastardowy miecz i spojrzał na niego swymi błękitnymi oczami.
Widział w błysku jego oręża swoją własną twarz, pomimo panującego tutaj półmroku. Lekko zapadnięta twarz i charakterystyczne błękitne oczy.  Różnił się. Czasem czuł się tu obcy. Tyle go różniło od jego własnego kuzyna. A teraz go nie ma w zamku, wyjechał. Eorlund nie zastanawiał się gdzie, dlaczego, po co. Stosunki między nim a jego rodziną były stosunkowo chłodne, głównie ze względu na różne poglądy. Boży Gaj był w tym zamku najbliższym mu miejscem, a wzbudzające strach Czardrzewo jego przyjacielem.
Ostatnimi czasy wiele się wydarzyło w Dreadfort, on aczkolwiek nie interesował się nimi zbytnio. Wiedział, że do zamku przybyła Lady Manderly. Nie miał jeszcze zaszczytu jej spotkać, zamienić kilka słów, słyszał jedynie, że przed wyjazdem Hadriana zdążyła spędzić z nim kolację, a potem, jak plotkowały służące, poszli razem do lochów. Lochy.. Był tam jeden raz w ciągu całego swojego życia, jako malec czuł lęk do tamtego miejsca. Jest przesączone krwią i cierpieniem. Kochał walkę, brzęk stali. Nie jęki cierpiących w lochach Dreadfort.

Czas…

Nie wiedział dokładnie ile minęło czasu, zanim do Gaju przybyła kobieta, której się nie spodziewał spotkać. Nie pragnął jej zobaczyć. Lecz gdy ujrzał Lady Manderly, jej osoba wprowadziła go w pewne zaskoczenie. Jego lazurowe oczy przebiegły po całym jej ciele od stóp do głów, po jej bladym, nieskazitelnych dłoniach. Mróz i chłód – to były pierwsze jego myśli, które przyszły mu do głowy. Wszakże widać było w niej osobę wysoko urodzoną, piękną.
Schował miecz i wstał z ziemi, by godnie przywitać lady Manderly. Zbliżając się do jej osoby wyczuł niewidzialną aurę wokół niej. „Królowa Śniegu”, tak ją nazywano wśród służby. Adekwatny przydomek do jej osoby. Nie tylko ze względu na jej urodę… ale w samych jej oczach widać było chłód królowej.
- Pani – odezwał się wreszcie po chwili wpatrywania się w jej niecodzienne oczy – nie spodziewałem się ciebie tu zobaczyć. – Mówił surowym i chłodnym głosem. Na jego twarzy nie dało się wyczytać żadnych emocji. Sam zaś skupił się na przemierzeniu jej od stóp do głowy, a następnie w głąb duszy.
Eorlunda trudno zaskoczyć, mimo to nie spodziewał się, że w towarzystwie Czardrzewa przyjdzie mu się widzieć jeszcze z panną Manderly, tajemniczą i nieznaną do tej pory, dla niego osobą. Gdyby wiedział, co by zrobił? Pewnie nic szczególnego. Na pewno by się ubrał stosowniej do jego pozycji w Dreadfort. Teraz ubrany był w czarne szaty oprawione grubym futrem. Zazwyczaj, kiedy trenował młodzików na dziedzińcu był ubrany identycznie jak w tej chwili. Nie czuł, że jest to odpowiedni ubiór dla Boltona w towarzystwie damy.
Szczerze nie wiedział kompletnie co ma zrobić. Na kolacji mógł zaprosić lady do stołu, podać jadło i wino. Ale w towarzystwie bladego drzewa nie wiedział co ma poczynić. Dlatego zaprowadził lady Manderly pod samo Czardrzewo, patrzące na nich wzrokiem pełnym nienawiści i żądzy krwi. Bolton zaś spoglądał prosto w oczy kobiety, tak jakby próbując wypatrzyć w nich odpowiedź na jego liczne pytania wobec jej osoby. Bo już od samego początku ich znajomości wiedział, że nie jest to zwykła zadufana w sobie dama, która jedyne co ma w głowie to przekonanie o swoim pochodzeniu. Nie odzywał się żadnym słowem. Jedynie patrzył. Czekał na jej ruch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Biały Port
Liczba postów :
16
Join date :
07/01/2016

PisanieTemat: Re: Boży Gaj   Nie Paź 30, 2016 11:24 pm

Wiele czasu upłynęło, nim Margot zdecydowała się na wycieczkę do Bożego Gaju. Od wyjazdu Hadriana musiała stąpać bardzo ostrożnie, gdyż każdy jej krok czy najdrobniejszy gest był szczegółowo omawiany przez młode służące, plotkujące w ciemnych korytarzach Dreadfort. Manderly codziennie czuła na sobie setki spojrzeń, które zdawały się podawać w wątpliwość jej kandydaturę na Lady Bolton. Oczywiście Margot nie przejmowała się tym zbytnio. W Białym Porcie matka towarzyszyła jej niczym cień, wytykający każde potknięcie do tego stopnia, aż osiągnęła perfekcję w odgrywaniu swojej roli. „Królowa Śniegu” była jej ulubioną maską, gdyż utrzymywała odpowiedni dystans między nią a innymi ludźmi, zmuszając do okazania szacunku i odpowiedniego zachowania. Miała wzbudzać podziw i grozę jednocześnie, kryjąc przy tym prawdziwe intencje kobiety, jak choćby chęć obdarcia ze skóry kilka służek...
Boży Gaj był miejscem, w którym mogła odetchnąć od towarzystwa innych, oddając się rozmyślaniom nad strategią podboju serca Hadriana. Zamiast szeptów słyszała tylko szum liści, bezlitośnie szarpanych przez podmuchy wiatru, a zapach roślin był miłą odmianą od smrodu trupów, gnijących na murach Dreadfort. Odziana w czarną, bogato zdobioną suknię Margot brnęła w kierunku czardrzewa. Chciała zrozumieć fenomen religii wyznawanej przez większość Północy. Spojrzeć na wiarę w ten sam sposób, co Hadrian.
Oficjalnie Lady Manderly wyznawała Siedmiu, jednak bogobojność nie była cechą znajdującą się w jej jakże bogatym wachlarzu. Terminowanie u Maestra Białego Portu mocno zachwiało jej systemem wartości, zmieniając wiarę w zdrowy sceptycyzm. Częste obcowanie ze śmiercią wywoływało coraz więcej wątpliwości w głowie Margot, którymi nie zwykła się dzielić z innymi. Wszak dama powinna być bogobojna, a przynajmniej sprawiać takie wrażenie. Niestety, świat Manderly był bardzo materialny i nie było w nim miejsca na niematerialne byty. Było to o tyle wygodne, że wraz z odejściem bogów, odeszły również wyrzuty sumienia...
Już z daleka widziała czyjąś sylwetkę, jednak nie potrafiła jej dopasować do konkretnej osoby. Kuzyna Hadriana znała jedynie z pogłosek, które wspominały o tym, że więcej ich dzieli niż łączy. Ponoć byli skrajnie różni, a jednak surowe oblicze Boltona wywarło na niej takie samo wrażenie, jak to, gdy pierwszy raz spotkała swojego przyszłego małżonka. Członkowie tego rodu mieli charakterystyczny pierwiastek, wskazujący na pochodzenie z rodziny, która osiągnęła znaczące stanowisko na Północy. Po dłuższej chwili Margot zorientowała się, z kim ma do czynienia. Ukłoniła się subtelnie, chwytając przy tym materiał sukni tak, żeby nie dotknął ziemi podczas obniżenia sylwetki.
- Wybacz Panie, nie chciałam przeszkodzić w modlitwie- odrzekła na dość chłodne powitanie Eorlunda. Sama również nie pragnęła towarzystwa, jednak nie wypadało przejść obojętnie wobec członka rodziny, do której wkrótce miała dołączyć. Wzięła głęboki wdech, chcąc się upewnić, że zapach perfum jaśminowych nie ulotnił się zbyt szybko. Próżność upominała się o swoje i nakazywała Lady Manderly zrobić wrażenie na Boltonie. Nie wiedziała, w jaki sposób mogłaby wykorzystać Eorlunda, ale uznała, że im lepiej wypadnie w jego oczach, tym szybciej zostanie zaakceptowana w rodzinie, na czym jej bardzo zależało. Zmienić zawieszkę z litery "M" na "B" i spojrzeć matce prosto w oczy.... Roześmiała się w duchu.
Po zdecydowanie zbyt długiej wymianie spojrzeń, Margot zdecydowała się na zmniejszenie dystansu, dzielącego ją od Boltona.
- Jeszcze nie mieliśmy przyjemności. Jestem Margot... Margot Manderly- to mówiąc, wyciągnęła dłoń w kierunku mężczyzny, wracając wspomnieniami do pierwszego spotkania z Hadrianem. Na samą myśl o przyszłym małżonku mimowolny uśmiech wpełzł na jej twarz, goszcząc na niej przez kilka sekund. Krótki, szorstki i nieco zbyt silny pocałunek... Trochę jak on sam, pomyślała.
- Moja mentorka wspomniała kiedyś, że przy odpowiednim skupieniu można usłyszeć szept czardrzewa- powiedziała, ponownie nakładając maskę Królowej Śniegu.
Maaaargot, podpowiadał umysł, głosem konającego Maestra Białego Portu, chcąc przebić się przez szum wiatru. Maaaaaargot, krzyczał Yoren przymocowany do krzyża w lochach Dreadfort, skutecznie zagłuszany przez dźwięk strumienia płynącego przez Boży Gaj. Im bardziej wpatrywała się w gniewną twarz czardrzewa, tym wyraźniej słyszała swoje imię, wypowiadane różnymi głosami, jednak figle płatane przez wyobraźnię to zdecydowanie zbyt mało, żeby przestraszyć Margot Manderly. Wszak w jej materialnym świecie nie było miejsca dla Bogów... I wyrzutów sumienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
16
Join date :
16/10/2016

PisanieTemat: Re: Boży Gaj   Pią Lis 11, 2016 3:50 pm

Walka…

Po wyjeździe Hadriana, był najmłodszym Boltonem, nie wliczając jego siostry, w Dreadfort. Lord Bolton zazwyczaj był niedysponowany, jego ojciec też miał swoje lata. Na jego barkach było więc zajęcie się mniej ważnymi sprawami, zbyt mało ważnymi, by ojciec Hadriana mógł sobie tym zajmować myśli. Gdyby to takie łatwe było. Jakby dali mu do ręki miecz, nie sprzeciwiałby się, byłby rad. Ale był zobowiązany do pewnych zadań, które z wojaczką nie miały nic wspólnego, dlatego jego grafik nie przypodobał się mu. Po prostu nie czuł się godnie w tym co miał robić. Mimo żalu, nie sprzeciwił się ojcu, skinąwszy głową, odszedł by w myślach mógł przeklinać na każdego. Z zewnątrz był mężczyzną opanowanym, chłodnym i surowym. Honorowym, co rzadko ostatnimi się spotyka. Ale w środku, jego umysł tylko łaknął krwi wroga, brzęku stal o stal, pojedynki.
Boży Gaj pozwalał mu ochłonąć jego emocję, w towarzystwie Drzewa Serca czuł się spokojniej, jego nienawistna twarz jakby wsysała negatywne emocje Eorlunda.
Modlił się przed bitwą lub w trudnych dla niego momentach. Nie był pobożnym człowiekiem, na pewno nie żałował sobie niczego z powodu Starych Bogów. Siedmiu nigdy nie poznał, spotkał się z nimi, lecz nie zrozumiał ich, nie chciał ich rozumieć.
Przyglądając się dokładnie Margot, ocenił ją na bardzo zjawiskową kobietę, lecz z wyróżniającą się dla północy, urodą. Jej brunatne oczy, w mroku Bożego Gaju dawały wrażenie w rzeczywistości były czarne, w których zobaczyć można było jedynie pustkę. Szlachetne rysy panny Manderly dawały się we znaki, dzięki którym nie dało się jej pomylić ze zwykłą służebnicą. Do tego dochodził również ubiór kobiety, piękna suknia, na pewno bardzo kosztowna. Kreacja Eorlunda niczym nie równała się wyniosłej garderobie lady Margot.
Już przy przywitaniu dało się zauważyć, że była nauczonych manier, po których nie było widać natomiast u Botlona.
-Nie można tego nazwać modlitwą, pani. Jedynie szukałem spokoju wśród zgiełku panującego na zamku po pani przyjeździe. – Spoglądnął na kobietę i mimo dzielącej ich odległości, poczuł zapach jaśminowych perfum lady. Były one nadzwyczajnie mocne, lecz przyjemne dla nosa. Gdyby nie niepodatność na takie zabiegi, Eorlund mógłby być już jednym krokiem w ręce Margot, zmanipulowany. Lecz mężczyzna nigdy nie poddawał się kobietom, jeszcze żadna nie potrafiła wywrzeć na nim takiego wrażenia, że mogłoby to wpłynąć na sympatię Eorlunda.
Eorlund spoglądnął lazurowymi oczami na jej obliczę i złapał jej rękę, wcześniej ściągając z niej rękawiczkę, a następnie lekko pocałował jej dłoń. Mimo swojego dość nieszlacheckiego zachowania, Eorlund miał przebłyski, w których zachowywał się jak należy.
-Eorlund. Bolton. – Gestykulował, mówiąc dość surowo. Widząc jej uśmiech, zastanawiał się z czym miało to związek. Jego twarz natomiast była niczym kamień, nieruchoma, jak maska, w której nie dało się odczytać żadnych uczuć. Słuchając ze spokojem Margot, odezwał się, kiedy skończyła mówić:
-Nigdy nie słyszałem zewu Czardrzewa, natomiast spędzając z nią godziny, czuje niecodzienną harmonię, spokój, którego nie sposób zaznać poza Bożym Gajem… – Mówił to nie odrywając wzroku od oczu Margot, które przypominały mu dwie czarne dziury, w których nie ma niczego innego, sama pustka.
W głowie, Eorlund zaczął oceniać Margot, małżonkę jego, jakże ukochanego kuzyna. Nie mógł jednak wiedzieć, co lady czuje do Hadriana, czy tak samo łaknie tortur w lochach, jak on, czy sprawia jej to jakąkolwiek przyjemność. Wiedział jedno. To trudny oponent, czy to dla Eorlunda, czy dla Hadriana.

Nagle, drzwi otworzyły się ponownie, przez które wkroczył chłopak, miał może z piętnaście dni imienia. Mimo tego był dość rosły, Eorlund znał go, służył jego ojcu.
-Przepraszam, że przeszkadzam… w waszych rozmowach. – Tu urwał, przerzucając wzrok to na Boltona to na Margot – pan ojciec chce cię widzieć w swoich komnatach. Niezwłocznie, kazał ci przerwać każde zajęcie i przyjść najprędzej… - Najwidoczniej przekazanie tej informacji sprawiało trudności młodzieńcowi.
- Idź i powiedz mojemu ojcu, że za chwilę przybędę. Idź. – Rzekł krótko i odwrócił się do Margot, przypasając pochwę miecza.
-Muszę panią przeprosić, obowiązki… wzywają. Mam nadzieję, że będziemy mięli jeszcze okazję się spotkać. – Po tych słowach skinął głową w kierunku lady Manderly i ruszył w kierunku wyjścia, nie odwracając się już.

Z/T

przepraszam, że tak krótko pisaliśmy i że tak długo czekałaś, wena odmawia mi posłuszeństwa :(
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Boży Gaj   

Powrót do góry Go down
 

Boży Gaj

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Północ :: Dreadfort-