a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Komnata gościnna



 

 Komnata gościnna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Hellholt
Liczba postów :
87
Join date :
15/10/2014

PisanieTemat: Komnata gościnna   Nie Paź 02, 2016 10:52 pm


Komnata gościnna



Jedna z wielu komnat przeznaczona dla gości rodu Martell nie odbiegała niczym od swych sióstr rozsianych po pałacu - była dość przestronna, gustownie urządzona i wygodna, by przebywający tu tymczasowy mieszkaniec nie mógł narzekać na brak jakiegokolwiek aspektu. Miękkie piernaty, widok na morze z okien, ruchanie Dornijek w cenie wynajmu, osiem gwiazdek na dziesięć, bo minibarek drogi. Poza tym znajduje się tu dębowy stolik w dobrym guście, na którym gość może spożyć posiłek bądź napisać list.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Hellholt
Liczba postów :
87
Join date :
15/10/2014

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Nie Paź 02, 2016 10:52 pm

Kiedy znów się zrzygał, nie miał żadnych wątpliwości – śmierć byłaby znacznie lepszym rozwiązaniem.
A przynajmniej mniej cuchnącym.
Już dawno przestał wymiotować jedzeniem – teraz z jego gardła, poza głuchym charkotem, wydobywał się wyłącznie śluz wymieszany z krwią, metaliczno-słodkawy posmak. Zupełnie, jakby dziedzic Hellholt był gnijącym od środka owocem, który za punkt honoru postawił sobie wyrzyganie pestki. Trzewia paliły go żywym ogniem, czuł się tak, jak gdyby pierdolony smok nasrał mu do brzucha, a później ktoś polał to wszystko szczynami alchemików – podobnych wrażeń nie życzył najgorszemu wrogowi… nie licząc Qorena.
Harmen miał wszelkie podstawy ku temu, by sądzić, że do pogorszenia jego stanu przyczynił się nie kto inny jak Sand – kiedy tylko Uller dowiedział się, iż bękartowi nic nie jest i w najlepsze wyleguje się w książęcych komnatach, nawet przez moment nie będąc narażonym na epidemię, coś w Harmenie pękło – i to dość dosłownie, bo jeszcze przed zapadnięciem zmroku zaczął rzygać krwią i śluzem na zmianę. Wrzeszczałby ze wściekłości, gdyby tylko miał siłę krzyczeć – z jego gardła dobywał się jednak wyłącznie charkot, coś pomiędzy warczeniem kojota a przedśmiertnymi odgłosami wydawanymi przez zdychającego słonia, dokładnie takiego, które przemieszczają się ulicami Volantis. Harmen oddałby wiele (a już w szczególności jeden z objawów zarazy), byleby tylko ujrzeć parszywą gębę Qorena nękaną dokładnie takimi dolegliwościami, jakich ofiarą padł on sam.
Niestety, zdolność widzenia Uller utracił dobrą dobę temu, kiedy był na tyle wyczerpany, by ze szczerym przekonaniem uważać stojące obok łóżka krzesło za półnagą królową Rhaenys – przez moment uśmiechał się nawet, był bowiem przekonany, że władczyni w przejawie nadzwyczajnej łaskawości uwolniła spod gorsecika pierś. Kiedy jednak Harmen pragnął przekonać się, czy królewski cycek różni się czymkolwiek od cycka pospolitego, jego dłoń napotkała ponurą pustkę – właśnie wtedy dziedzic Hellholt pojął, że przez rubinową gorączkę najpewniej już nigdy nie ujrzy cudownych piersi władczyni… ani w ogóle żadnych piersi. Co było później, nie do końca pamięta – to budził się, to znów zapadał w gorączkowy sen, czasami był z niego wyrywany przez maestra, który wlewał w gardło Harmena kolejną miksturę – starania starca przynosiły jednak dość mierny skutek, co najpewniej spowodowane było nieustannym zwracaniem płynów. Wycieńczony organizm Ullera zaczynał odmawiać współpracy, w ślad za nim poszła zaś psychika oraz wszelkie zmysły – dziedzic Hellholt jak przez grubą, atramentową mgłę pamięta wizytę Edrica i słowa, które – w zamierzeniu najpewniej mające nieść otuchę – były niczym więcej jak radą, by Harmen pozwolił Nieznajomemu wyruchać się w usta (co być może już zrobił, wziąwszy pod uwagę maź, którą rzygał). Pogrążony w gorączce i zawieszony pośród nierzeczywistych, choć jednocześnie zadziwiająco realnych majaków Uller potrafił myśleć wyłącznie o jednym.
Marzyła mu się ciepła kąpiel, nie za zimna i jednocześnie niezbyt gorąca – taka, w której mógłby się zanurzyć i zmyć z siebie woń potu, wymiocin, wymoczyć trawiącą go chorobę i pożerający od środka ogień. Wiele by oddał za balię ciepłej wody, odrobinę mydła, ciało żony obok – jakże miła byłaby to odmiana po horrorze ostatnich dni, które w jego umyśle zlały się w ciąg nieustającego bólu. Uller wiedział, był stuprocentowo pewien, że nie dożyje sędziwego wieku, nigdy nie pomyślałby jednak, że przyczyną jego śmierci okaże się zaraza przywieziona – a jakże – przez te czarne, choć znające się na cielesnych uciechach małpy z Wysp Letnich. Dziedzica Hellholt już przy pierwszych objawach bawiła myśl, że mógłby zemrzeć od czegoś równie pompatycznego jak rubinowa gorączka – kiedy jednak do ogólnego osłabienia zaczęły dołączać kolejne czynniki, poczucie humoru natychmiast go opuściło. W efekcie znalazł się tutaj, pośród przepoconej, brudnej pościeli w komnacie gościnnej książęcego pałacu i biernie, nieświadomie czekał, aż jego udręka dobiegnie końca. Nie miał siły walczyć, zresztą każda próba stawiania czoła trawiącej go chorobie kończyła się kolejną salwą wymiocin – mógł zatem jedynie czekać, aż jakiś okrutny bożek odbierze mu życie, wyrwie z tej marnej, ziemskiej skorupy i zawiezie prosto do siedmiu piekieł, gdzie Harmen przynależał od urodzenia. Byłoby to sprawiedliwe, niemal mistyczne doświadczenie – problem w tym, że śmierć nie chciała nadejść. Uller wypatrywał jej z utęsknieniem pomiędzy kolejnymi zapadnięciami w niebyt – jednak im dłużej wyczekiwał, aż Nieznajomy otworzy drzwi do komnaty, tym mocniej utwierdzał się w przekonaniu, że trzeba czegoś znacznie poważniejszego niż rubinowa gorączka na tak twardego sukinsyna jak Harmen Uller. Była to myśl pocieszająca, choć nie do końca przesądzona – w końcu w każdej chwili mógł wyrzygać życie wraz z kolejną porcją krwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Pią Paź 07, 2016 2:42 pm

Spośród wszystkich przebywających w Starym Pałacu szlachetnie urodzonych, Harmen Uller posiadał zdecydowanie najmniej szczęścia. Pomimo silnego organizmu mężczyzny w kwiecie wieku, choroba postępowała w jego przypadku niesłychanie prędko – nie pomagały zabiegi maestra, Czerwonych Kapłanów ani zielarek, dziedzic Hellholt przechodził kolejne stadia epidemii, by w końcu zatrzymać się na jej trzecim etapie… choć nikt nie mógł mieć pewności, czy ten stan rzeczy nie ulegnie pogorszeniu. Obawy dotyczące zdrowia (czy też raczej – jego braku) Ullera potęgował jedynie status, który Harmen posiadał. Śmierć dziedzica jednego z najpotężniejszych chorążych Słonecznej Włóczni mogła przynieść nieprzewidziane skutki, co jedynie wprowadzało jeszcze większy zamęt w panującą w Dorne atmosferę – z Hellholt wciąż przylatywały kruki opieczętowane lordowskim pierścieniem, jednakże sam Książę milczał jak zaklęty i nie odpowiedział na żaden z listów. Wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę z tego, iż zawarte w wiadomości informacje mogły ulec zmianie nie tyle z dnia na dzień, co z godziny na godzinę… bądź nawet szybciej. Stan Harmena poprawiał się tylko z pozoru – gdy wydawało się, że nastąpiła remisja do drugiego stadium, choroba atakowała ponownie, pogrążając Ullera w majakach i głębokiej gorączce. Jego organizm znajdował się na skraju wyczerpania, co nie mogło dziwić – dziedzic Hellholt z trudem przyjmował płyny, cóż dopiero o żywności mówiąc, zaś znaczna część z prób posilenia się skutkowała kolejną salwą wymiotów. Ukojenia nie przynosiły ani napary, ani okłady – nawet pijawki nie chciały pić płynącej w żyłach Harmena krwi, zupełnie jakby wraz z juchą przez jego organizm przetaczała się upłynniona śmierć. Maester próbował niemal wszystkiego, ryzykował nawet z senniczką, byleby Uller choć na chwilę zaznał ukojenia – wszystko na marne. Ciało wciąż trawiła gorączka, krwotoki wciąż osłabiały, wymioty wciąż pozbawiały organizm niezbędnych składników – wysoką temperaturę udawało się zbić co najwyżej na pół dnia, zaraz po tym wracała na swe dawne miejsce z pełnym determinacji uporem, była jak przyczepiony do psiego ogona rzep. Nawet przybyły ze Smoczej Skały maester przejawiał coś na wzór rezygnacji za każdym razem, gdy poproszono go o pomoc dziedzicowi Hellholt – mimo wszystko żaden z medyków nie ważył się zaprzestać kuracji, nie w obliczu poleceń Księcia Dorne, który zjawiał się w komnacie Ullera każdego dnia, zupełnie jakby na własne oczy pragnął się przekonać, czy Harmen wciąż żyje. Nikt nie wątpił w powagę sytuacji – wiedza o rubinowej gorączce stała się na tyle kompleksowa, iż nie tylko maestrzy zdawali sobie sprawę z faktu, że dziedzic Hellholt długo nie wytrzyma w podobnym stanie. Najbliższa doba miała być decydująca – stan Ullera albo mógł ulec poprawie… albo doprowadzić do śmierci, o czym doskonale zdawał sobie sprawę maester. Być może dlatego dzisiejszego wieczora – odwiedzając Harmena po raz czwarty – z taką zaciekłością poił chorego naparem na zbicie gorączki. Choć organizm Ullera wyraźnie się buntował, marnując znaczną część płynów, mędrzec z Cytadeli nie ustawał w swych wysiłkach, raz za razem napełniając kubek kolejną porcją wywaru. Maester doskonale wiedział, iż nie ma innego wyjścia, jak tylko żywić płonną nadzieję – to czas miał zadecydować o życiu Harmena i to właśnie czas ogrywał teraz kluczową rolę. Nie pozostawało nic innego, jak przeczekać noc i dotrwać do świtu, który przyniesie wyczekiwaną odpowiedź.

    Rzut kośćmi zadecyduje o dalszym losie Harmena:
    1, 3, 5 - dzięki wysiłkom maestrów jego stan uległ poprawie, choroba cofa się do II stadium,
    2, 4 - stan Ullera wciąż utrzymuje się na III stadium zarazy, nieodzowne jest dalsze leczenie,
    6 - stan dziedzica Hellholt uległ pogorszeniu, Harmen poniósł klęskę w starciu z epidemią i zmarł
    .
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Liczba postów :
465
Join date :
23/03/2013

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Pią Paź 07, 2016 2:42 pm

The member 'Valar Dohaeris' has done the following action : Dices roll


'Rzut 6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Hellholt
Liczba postów :
87
Join date :
15/10/2014

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Pią Lis 04, 2016 9:08 pm

Gdyby tylko miał siłę myśleć, najpewniej pomyślałby, że śmierć jest blisko. Być może przeprowadziłby nawet rachunek sumienia, próbując odpowiedzieć sobie na elementarne pytania: czy żałuję? Czy mam wyrzuty sumienia? Czy moje życie było dobre? Czy wybaczam i błagam o wybaczenie? Jego umysł składał się jednak wyłącznie z rozmiękłej, galaretowatej tkanki, która nie była w stanie skonstruować choćby najbardziej prowizorycznego zdania, co dopiero o problemach etycznych mówiąc. Powoli zamieniał się w roślinę, która śpiąc – nie śniła, leżąc – nie rozpoznawała stanu, w którym się znajduje, żyjąc – tak naprawdę jedynie egzystowała.
Być może bałby się nadchodzącej śmierci, ale nawet strachu nie potrafił odczuwać. Jedynie czekał – cierpliwie i wytrwale – na to, co miało nadejść. Zabiegi maestra nie przynosiły żadnych efektów, Harmen z kolei nie miał sił, by zwyzywać starego dziada – świadomość, że zdany jest na wiedzę zgrzybiałych mężczyzn, którzy znacznie wyżej od cielesnych uciech cenili książki, napawała go swego rodzaju… rezygnacją. Jakże ponurą ironią losu było to, iż o jego życiu mieli zadecydować ci, którzy odrzucali wszystko, co Harmen cenił sobie w świecie – a zatem kobiety, alkohol, podróże i jeszcze więcej kobiet. Uller osowiale przyjmował wszystko, co oferował mu los, później zaś zupełnie zatracił świadomość, przez co nawet rzeczywistość – namacalna, empiryczna – stała się dla niego abstrakcją. Najpewniej dbano o jego higienę i wmuszano weń kolejne porcje cudownych naparów, wywarów, lekarstw i Bogowie wiedzą, czego jeszcze. Cierpliwość oraz wytrwałość były jednakże domeną tych, którzy nie zachorowali – a przynajmniej nie równie tragicznie, co dziedzic Hellholt. Kto wie, może przy jego łóżku raz czy dwa zjawiła się żona, czekająca wytrwale, aż oprawca jej życia na dobre wyzionie ducha (bo przecież nie czuwała przy nim z miłości)? Wydawać by się mogło, iż Harmena przy życiu – poza maestrem – utrzymuje wyłącznie jedno.
Nienawiść do bękarciego brata.
Kiedy umysł Ullera wciąż spełniał swą podstawową funkcję, Harmen z niejakim przerażeniem rozmyślał o tym, co może nastąpić po jego śmierci – wątpił, by pan ojciec zechciał uznać Qorena i królewskim dekretem mianować go prawowitym członkiem rodu, jednak udręczony przez chorobę umysł podpowiadał coraz to tragiczniejsze obroty spraw. Qoren Sand, przyszły Lord Hellholt – wystarczająco odrażająca wizja, by tchnęła w Harmena kolejne pokłady samozaparcia.
Postanowił żyć, na złość wszystkim.
Co prawda jego być albo nie być w nikłym stopniu zależało od woli, jednak tak długo, jak długo się nie poddawał, zawsze istniał cień szansy na przeżycie – wciąż i wciąż wracał jednak do punktu wyjścia, w którym w pełni zależał od ludzi obdarzanymi pogardą. Czy mógł się użalać? Nie. Czy mógł w jakikolwiek inny sposób sobie pomóc? Nie. Czy potrafił odnaleźć w sobie na tyle siły, by zaakceptować aktualny stan rzeczy i bezbrzeżnie poddać się działaniom maestrów? Nie.
Ale nie posiadał wyboru – później zresztą i to przestało mieć jakiekolwiek znaczenie, bowiem całkowicie zatracił się w chorobie, tracąc przytomność na dobre. Trwał w nicości tak długo, jak długo pozwalał mu na to organizm. Wystarczyło przecież, by całkowicie zatracił ostatnie rezerwy sił, by na dobre pożegnać się z padołem łez oraz cierpienia – w pewnym sensie byłoby to wybawieniem dla wyczerpanego ciała, lecz Harmen nie należał do ludzi, którzy łatwo się poddają.
I wiedziała o tym nawet ta skorupa, w której trwał zamknięty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   

Powrót do góry Go down
 

Komnata gościnna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Komnata Tajemnic
» Zapomniana komnata
» Komnata Rozkosz (wieża)
» Sypialnia Gościnna
» Sypialnia gościnna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorne :: Słoneczna Włócznia :: Pałac rodu Martell-