a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Komnata Jezala Sanda



 

 Komnata Jezala Sanda

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Dorne
Skąd :
Sandstone
Liczba postów :
51
Join date :
03/03/2015

PisanieTemat: Komnata Jezala Sanda   Nie Paź 02, 2016 10:03 pm


Komnata Jezala Sanda



Należąca do Jezala komnata jest tak naprawdę dość ciasnawym pomieszczeniem, w którym z trudem mieści się łóżko, stolik, kufer i... nic więcej - Sand jest dość pragmatycznym bękartem, znaczną część dnia spędzającym poza czterema ścianami, nie dziwi zatem ta nikłość przechowywanego w komnacie majątku. Na stoliku leży zwykle kilka książek, które Jezal czyta nocami przy świetle ogarka, poza tym jednak próżno doszukiwać się tutaj zbędnego majątku - bowiem zwyczajnie go tu nie ma. Od czasu do czasu Sand zabiera do swej komnaty jednego z siedmiu psów, co ma na celu zacieśnienie więzi pomiędzy nim a zwierzęciem, jednakże Książę Dorne nie przepada za obecnością tych zwierząt w pałacowych murach (co dziwi, wziąwszy pod uwagę zamiłowanie jego młodszego brata do węży).




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Sandstone
Liczba postów :
51
Join date :
03/03/2015

PisanieTemat: Re: Komnata Jezala Sanda   Nie Paź 02, 2016 10:03 pm

Był wściekły.
Na własną bezsilność, na bezsilność innych, na to jak Bogowie z nich drwili – przez chwilę śmiał sądzić, że choroba jest karą za to, czego się dopuścił
Czego oboje się dopuściliśmy
zaraz jednak odrzucił na bok podobne farmazony. Był wyłącznie nic nieznaczącym bękartem, mało istotną pchłą na organizmie, jaki stanowił świat. Mógł się wściekać do woli, to i tak nie przyniosłoby żadnego efektu i jedynie odbiło się czkawką w czasie realnym – na całe szczęście nie miał siły narzekać.
Odkąd tylko choroba wkroczyła w drugie stadium, Jezala spotkało to, co dziesiątki, jeśli nie setki innych osób – całkowita izolacja. W tej sferze Książę Dorne wykazał się zimną kalkulacją i zupełną nieustępliwością, nawet wobec członków rodziny i tych, których za rodzinę mógł uważać. Sandowi zabroniono opuszczania komnaty, zobaczenia się z Trystanem, Qorenem… a także z Ivory, która – wedle docierających do Jezala pogłosek – również nie uniknęła bezwzględności choroby. Mało istotne, jak wiele razy próbował opuścić zbyt ciasne, cztery ściany, za każdym razem ktoś zauważał te dość mierne próby, aż w końcu Sand otrzymał dość dosłowny areszt domowy – zamknięto drzwi na skobel i otwierano je tylko po to, by podać mu żywność i lekarstwa. Jednak opór Sanda osłabł znacznie od chwili, w której jego stan uległ pogorszeniu. Coraz częstsze zawroty głowy były niczym wobec rosnącej gorączki oraz płynącej z nosa krwi – Jezal na samym początku z rozbawieniem wspominał chwile, w których Edric w Sali Słońca otarł się o śmierć (choć bękart nawet przez moment nie sądził, że Książę Dorne rzeczywiście umrze – był zbyt sprytny, zbyt przewidujący, był zbyt sobą, by ryzykować tak wiele), później jednak pojął, że czas na śmiech już dawno minął. Mogli jedynie wyczekiwać ratunku, lecz nikt nie miał pojęcia, skąd ten ma nadejść – maestrowie zbyt długo pozostawali bezradni, zaraza zbierała coraz krwawsze żniwo, zaś bezczynność była ostatnią rzeczą, jaką powinni podjąć Dornijczycy. Należało walczyć z wrogiem, choć ten był niewidzialny, nieuchwytny, zaklęty pośród wszystkich tych ciał, które padły ofiarą choroby. Jezal nie był pewien, co osłabia go mocniej – wysoka temperatura, zawroty głowy, krwotoki… czy właśnie owa bezczynność, to poczucie bezradności, które odczuwał szczególnie dotkliwie, gdy tylko pomyślał o Ivory oraz jej synku – Aerion nie zasługiwał na to, co go spotkało w mieście tak drogim sercu jego matki. Na Smoczej Skale byłby bezpieczniejszy, lecz – zgodnie z kolejnym restrykcyjnym rozkazem Księcia Dorne – port był zamknięty od dobrych kilku dni, nikt nie opuszczał Słonecznej Włóczni ani do niej nie docierał bez wyraźnego pozwolenia. Kwarantanna jedynie nasilała wrażenie choroby – zupełnie jakby cały świat ogarnęła zaraza, zaraza i szaleństwo. Nikt nie mógł czuć się do końca bezpieczny, mało istotne, jak wiele przedsięwzięto środków bezpieczeństwa – póki szalała epidemia, należało zrobić wszystko, by zapobiec jej rozprzestrzenianiu.
Nawet, jeśli oznaczało to nie robienia zupełnie niczego.
Jezala przytłaczała świadomość tego, jak bardzo nieprzydatny jest w tym momencie – zamiast walczyć o bezpieczeństwo ludzi, których postrzegał jako rodzinę i najbliższych przyjaciół, sam stał się dla nich kamieniem młynnym u nogi, kimś, kto zamiast pomóc jedynie zawadza. Dobijała go choroba, dobijała go myśl, że trwa tu bezczynnie i bez jakiegokolwiek sensu, podczas gdy inni wymagają opieki. Nie postrzegał walki o swe życie jako czegoś, co można było nazwać zajęciem na tyle istotnym, żeby stanowiło usprawiedliwienie. Bez prawdziwego działania, bez czegoś, co przynosi wymierne skutki w czasie rzeczywistym, czuł się jak pasterski pies pozbawiony stada – z utęsknieniem wypatrywał momentu, gdy zjawi się ktoś, kto oferuje mu zadanie, zleci mu wykonanie misji, dzięki której będzie mógł poczuć się przydatny. Choć przez chwilę, przez krótki moment, nim całkowicie opadnie z sił… bądź nim odejdzie na dobre. Trudno było myśleć o śmierci, lecz w takich chwilach wyłącznie ona dominowała w umyśle – Jezal, by całkowicie nie zatracić się w obawach, całą uwagę poświęcił widniejącym na suficie plamkom wina, które znalazły się tam w niewyjaśnionych okolicznościach… i w dawnych czasach, gdy nad ich głowami nie wisiał topór Nieznajomego.
Nie było to wiele, lecz było to lepsze niż nic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Komnata Jezala Sanda   Pią Paź 07, 2016 2:22 pm

Choroba nie oszczędzała nikogo, nie zważała na statut, na posiadane tytuły, na ilość złotych smoków w skarbcu, na płeć, na wiek – atakowała z tragiczną, lecz zaskakującą sprawiedliwością, jednakowo traktując książąt, lordów, żebraków… i bękartów.
Choć Jezal Sand był zaledwie nieślubnym synem Lorda Qorgyle, dzieckiem spłodzonym z chuci, pożądania oraz nadmiernej ilości dornijskiego wina, cierpiał równie mocno, co księżniczki Martell i niemal tak samo, jak dziedzic Hellholt – jego ciało trawiła gorączka, zaś nieustanne zawroty głowy oraz krwotoki jedynie osłabiały organizm, przez co bękart mógł jedynie pomarzyć o opuszczeniu własnej, niewielkiej niby kajuta komnaty. Choć choroba gnębiła go z zaciekłością pozbawionego sumienia rabusia, Sand w swym cierpieniu nie zapominał o najbliższych… a najbliżsi nie zapomnieli o nim. Maester książęcego pałacu odwiedzał go raz dziennie, przynosząc napary i okłady, przystawiając pijawki i upuszczając krwi. Zdawało się, że zabiegi uczonego nie dają szczególnie dobrych efektów, jednak już fakt, że choroba zatrzymała się na jednym etapie i nie atakowała dalej, można było uznać za sukces. Osłabienie Jezala było zatem osłabieniem chorego, który zbyt długo cierpiał na zawroty głowy, gorączkę oraz krwotoki – również widniejące na ciele ciemne wybroczyny nie dodawały jego boleściom szlachetności, jednakże bękartowi nie o szlacheckość męki chodziło. Pragnął jedynie, by cierpienia odeszły w niepamięć i to nawet nie jego cierpienia, lecz wszystkich tych, którzy byli bliscy jego sercu.
Dzisiejszego dnia maester zdołał odwiedzić Sanda dopiero późnym popołudniem – medyk był zmęczony i wyraźnie słaniał się na nogach, nie mógł jednak zmrużyć oka dopóki wszyscy przebywający pod jego opieką nie otrzymają należnego wsparcia. Starszy mężczyzna zatrzymał się przy wąskim łóżku, na którym przebywał Jezal, i przywołał na usta lekki, choć wyraźnie wyczerpany uśmiech.
- Napar z kory brzozy i liści pokrzywy, zbije gorączkę na całą noc – jeszcze nim Sand zdołał cokolwiek powiedzieć, maester już podsuwał mu pod nos sporych rozmiarów, drewniany kubek, po same brzegi wypełniony parującą, zielonkawą cieczą o ostrawym zapachu.
- Wypij do dna.
Gdy tylko bękart przyjął podawane mu naczynie, maester ruszył w drogę powrotną ku drzwiom – nie mógł poświęcać Jezalowi tak wiele czasu, jak by tego pragnął. Pomimo całej sympatii do Sanda, na uczonego z Cytadeli czekali inni pacjenci, których zdrowie – z punktu widzenia tej nieszczęsnej instytucji, jaką była polityka – stanowiło priorytet. Gdzie w tej hierarchii znajdowali się ci, którzy nosili bękarcie nazwisko?
Stanowczo zbyt nisko zdaniem maestra – choć akurat te bękarty, które przebywały w książęcym pałacu, posiadały znacznie więcej szczęścia od Sandów na ulicach Słonecznej Włóczni, tam, gdzie można było mieć nadzieję jedynie na szybką, bezbolesną śmierć.

    Rzut kością zadecyduje o postępach:
    1, 3, 5 - działania maestra przyniosły efekt, zaś stan Jezala uległ poprawie; choroba cofa się do I stadium,
    2, 4, 6 - działania maestra nie przynoszą wymiernych efektów, przez co Sand nadal odczuwa objawy II stadium epidemii.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Liczba postów :
465
Join date :
23/03/2013

PisanieTemat: Re: Komnata Jezala Sanda   Pią Paź 07, 2016 2:22 pm

The member 'Valar Dohaeris' has done the following action : Dices roll


'Rzut 6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Komnata Jezala Sanda   

Powrót do góry Go down
 

Komnata Jezala Sanda

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Komnata Tajemnic
» Zapomniana komnata
» Komnata Rozkosz (wieża)
» Komnata Wspomnień
» Wspólna Komnata

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorne :: Słoneczna Włócznia :: Pałac rodu Martell-