a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Dom kupiecki Mooro Pyata



 

 Dom kupiecki Mooro Pyata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Włości Korony
Skąd :
Duskendale
Liczba postów :
41
Join date :
06/07/2016

PisanieTemat: Dom kupiecki Mooro Pyata   Pią Wrz 23, 2016 3:31 pm


Dom kupiecki Mooro Pyata



Ulokowany w pobliżu Lwiej Bramy dom kupiecki jest - czy też raczej był - własnością Mooro Pyata, człowieka o ograniczonych horyzontach i na tyle pękatej sakiewce, by mógł pozwolić sobie na siedzibę w Królewskiej Przystani, samemu wywodząc się z Volantis. Mooro zmarł w 263 roku po Lądowaniu Aegona w dość tragicznych okolicznościach - spełniając małżeński obowiązek z dwadzieścia cztery lata młodszą żoną. Wdowa nie rozpaczała po mężu zbyt długo i w niespełna kilka miesięcy po jego śmierci znalazła nowego oblubieńca, także kupca, także w podeszłym wieku i - jak wielu podejrzewa - także mogącego nie pożyć zbyt długo. Dość wiedzieć, że dawna pani Pyat zachowała dom kupiecki zmarłego męża i blisko połowę jego majątku, który i tak był kroplą w morzu jej potrzeb. Nowy małżonek stanowił chwilowy gwarant stabilizacji, jednakże młoda wdowa uważała, że handel i polityka nieodmiennie idą w parze - z tej też przyczyny nawiązała pewne kontakty na królewskim dworze...




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Duskendale
Liczba postów :
41
Join date :
06/07/2016

PisanieTemat: Re: Dom kupiecki Mooro Pyata   Pią Wrz 23, 2016 4:00 pm

Przestąpił przez uchylone drzwi i potknął się zaraz za progiem, spodziewał się bowiem stopnia w górę, nie w dół. W gruncie rzeczy nie było tam wcale stopnia, tylko jego namiastka, rodzaj drewnianego, chybotliwego stołka. W chwili, gdy stawiało się stopę na jego krawędzi, stołek unosił się jak dźwignia, a ten, kto oparł na nim ciężar ciała, omal się nie przewracał. Pośpiech uratował Corlysa przed fatalnym upadkiem, bo gdy stołek uniósł się pod nim pochyło, bękart zdążył już dać długiego susa na kamienną posadzkę, a skryta pod kapturem czupryna wyskoczyła naprzód, pociągając go za sobą w głąb korytarza, gdzie panowała prawie zupełna ciemność, ponieważ wszystkie wychodzące nań drzwi były pozamykane.
Im bardziej Waters zapuszczał się w głąb domu, a czoło torowało mu drogę, niby głowa płodu przedostającego się na zewnątrz przez drogi rodne, tym silniejsze miał wrażenie, że posadzka nie jest równa, lecz lekko opada: jakby to było koryto sezonowego strumienia, a nie mroczny korytarz. Jednocześnie jego nozdrza wyczuły przyjemny zapach, woń świeżego prania, subtelnej czystości tak niepasującej do smrodu Królewskiej Przystani. Z końca tego korytarza odchodził inny, krótszy, z którego wylotu płynęło światło – zaprowadziło ono Corlysa do ciepłej, wysokiej biblioteki, gdzie żelazne okiennice były szczelnie zamknięte, a niewielki kominek ogrzewał wnętrze przyjemnym pomarańczowym płomieniem. Bękart usiadł ostrożnie, po chwili wahania, na olchowym krześle. Wydawało mu się dość chwiejne, jakby chybotało się pod ciężarem jego ciała – by nie myśleć o niepewnej stałości mebla, skupił spojrzenie na arrasie. Wisiał naprzeciwko, lekko przekrzywiony; pomiędzy regałami książek, widać było dolinę, wzgórza, oliwki, ruiny i krętą górską ścieżkę. Corlys poczuł nagle impuls, którego nie umiał pohamować, by wstać i wyprostować przekrzywiony arras – następnie szybko powrócił na dawne miejsce i ponownie zasiadł na chybotliwym krześle, wyczekując spotkania, które zaangażował ojciec i które miało odbyć się w najściślejszej tajemnicy.
Po opuszczeniu pokładu braavoskiego statku, na którym Waters przybył ze Smoczej Skały, natychmiast udał się do miejsca, gdzie zmierzali wszyscy obawiający się, że są śledzeni – czyli do najbliższej tawerny. Spędził tam całe popołudnie, wlewając w siebie słabe, ohydne, rozcieńczone ale i z najwyższą uwagą obserwując każdego, kto wszedł po nim do przybytku – ojciec ostrzegał, że ludzie króla są wszędzie, a już zwłaszcza tam, gdzie nikt ich nie oczekuje, zatem ostrożność Corlysa podszyta była jedwabiem paranoi. Dopiero wtedy, gdy nabrał pewności, że nikt nie zainteresował się jego osobą (która z uwagi na nieustannie naciągnięty na głowę kaptur mogła wzbudzać cień podejrzliwości), opuścił karczmę, aż do zapadnięcia zmierzchu klucząc po uliczkach Królewskiej Przystani. Stolica była ruchliwa i głośna jak zwykle, bękart miał jednak wrażenie, że panujący tu zwyczajowo smród nieco zelżał – gdzieś ulotniły się letnie wonie gnijących resztek ryb i warzyw, pozostał zaś wchłonięty w mury smród szczyn. Nawet w kupieckiej dzielnicy zapach moczu zdawał się unosić ulotną mgiełką w powietrzu, choć równie dobrze w podobny sposób mógł cuchnąć sam Waters, który podczas wędrówki poprzez biedniejsze dzielnice miasta całkowicie przesiąknął tą wonią. Pozostanie anonimowym w takim mieście jak Królewska Przystań nie stanowiło dlań problemu, kiedy zatem dotarł do celu swej podróży obawy dotyczące szpiegów ulotniły się swobodnie… choć może zbyt przedwcześnie. Pogrążony w namyśle Corlys nawet nie zauważył, jak dołączyła do niego pani domu.
Weszła innymi drzwiami, których bękart nawet nie zauważył. Właściwie nie były to drzwi, lecz ukryte przejście, okryte zasłoną ze sznurów orientalnych korali i schowane za przegrodą z regałów w kącie pokoju. Była to wyprostowana kobieta w wieku około dwudziestu pięciu dni imienia, poruszała się po pokoju, zdradzając pełną świadomość siły swojej kobiecości. Miała na sobie jasną gładką suknię do kostek i czerwony gładki szal. Jej ciemne długie włosy opadały łagodnie i spoczywały na wzniesieniu lewej piersi. Pod strumieniem włosów kołysały się dwa duże złote kolczyki. Kiedy uniosła brązowe oczy o nieco wydłużonym kształcie na obserwującego ją Corlysa, nie uśmiechnęła się, lecz na jej twarzy ukazał się wyraz zaciekawionej sympatii z lekką zadziorną nutą. Jakby pytała: „No, a ty? Czego chciałeś? Jaką to niespodziankę nam dzisiaj przyniosłeś?”. I jakby chciała mu powiedzieć, że co prawda jeszcze się nie uśmiechnęła, ale uśmiech jak najbardziej jest możliwy i wchodzi w rachubę.
Chyba zjawiłem się w nie najodpowiedniejszej porze, pani? – przeprosił Waters, po czym szybko dodał: – Przyszedłem w związku z listem.
Znów zatrzymała na nim brązowe, pewne własnej siły oczy i z zainteresowaniem, wręcz z zadowoleniem zlustrowała jego postać i nie odrywała wzroku od jego oczu, aż musiał je opuścić. Przyjrzała się badawczo jego rozwichrzonym włosom z których w końcu zsunął kaptur, przyjrzała się tak jak patrzy się bez pośpiechu na leżące zwierzę. I kiwnęła głową, jakby zgadzała się całkowicie z pierwszymi wnioskami, jakie wysnuła. Nie śpieszyła się z odpowiedzią na jego pytanie, czy zjawił się o nieodpowiedniej porze: jak gdyby postanowiła rozważyć je dogłębnie, aż będzie w stanie udzielić rzetelnej i miarodajnej odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Dom kupiecki Mooro Pyata   Pon Wrz 26, 2016 8:49 pm

Za oknami zdążył już zapaść zmierzch, gdy w domu kupieckim zmarłego Mooro Pyata zjawił się wyczekiwany przez gospodynię gość. Wszedł do wnętrza posiadłości tak, by nie angażować w to służby i ograniczyć tym samym ilość osób trzecich do niezbędnego minimum – jednak pani domu doskonale wiedziała o przybyciu wizytatora ze Smoczej Skały, jej uwadze nie umknęło ciche potknięcie i skrzypnięcie krzesła, nie zamierzała jednocześnie zbytnio zwlekać z i tak odwleczonymi sprawami. Dlatego też, kiedy tylko Corlys Waters poczuł się nieco bardziej pewnie pośród ścian kupieckiego domu, weszła do biblioteki jednym z bocznych wejść – dopiero po chwili bękart zauważył jej obecność, co dość łatwo odgadła po spojrzeniu, jakim ją obdarzył. Milczenie pani domu zdeterminowane było pełną świadomością przewagi, którą posiadała nad Watersem – przynajmniej w tym krótkim momencie. Wreszcie się odezwała:
- Skądże, pora jest w pełni odpowiednia... choć można rzec, że przybyłeś nieco później, niż się tego spodziewałam.
Kobieta machnęła lekko ręką, jakby tym gestem chciała uciąć wzbierające w bękarcie przeprosiny – to nie był czas na czcze błagania o wybaczenie, zresztą nawet ton jej głosu świadczył o najwyższym stopniu skupienia. Mówiła nie tak, jakby zadawała pytanie, lecz jakby krótko podsumowywała wyniki kilku przeprowadzonych tymczasem kalkulacji. Wypowiedziała to zdanie bez uśmiechu, a nawet bez przecinka między „rzec” a „nieco”. Ale jej głos i tak zdawał się obiecywać, że wszystko jest jeszcze otwarte, jeśli tylko Waters w niczym nie przesadzi i nie wypadnie komicznie.
- Czy Książę zdołał spełnić moją prośbę? – zadała pytanie w chwili, w której opadła lekko na dębowe, stojące przy niewielkim stoliku krzesło. Następnie zamilkła na chwilę, by w końcu dodał ciszej, nie wiedzieć – do siebie, do Corlysa czy do ścian domu.
- Nasz gość na pewno jest głodny i spragniony – kobieta odrzuciła na plecy gęste, zadbane pasmo włosów, kierując spojrzenie na Watersa. – W końcu przybył do nas aż ze Smoczej Skały! Parę pomarańczy, kawałek ciasta i kielich wina mogą tu zdziałać cuda! - uśmiech, któremu zbyt trudno było wypłynąć na usta, zabrzmiał teraz w jej głosie. Powiedziawszy to, powstała nagle z zajmowanego miejsca i ruszyła do skrytego wejścia, przez które wcześniej dostała się do środka, tym samym, którego Corlys nie zauważył, dopóki się nie zjawiła. Teraz jednak, gdy wychodziła, jej biodra poruszyły zasłoną z orientalnych korali zakrywającą wejście. Nawet po jej zniknięciu zasłona nie od razu się uspokoiła, lecz kołysała się falami jeszcze przez chwilę, wydając dźwięk podobny do plusku albo szmeru wody. Tym razem czas dłużył się niemiłosiernie – momenty ciągnęły się niczym mowy pogrzebowe Wielkiego Septona, aż pani domu powróciła z tacą obiecanych pomarańczy, ciasta oraz wina. Postawiła wszystko na stoliku, przy którym zasiadała przed kilkoma chwilami i zachęcającym gestem wskazała na drugie wolne krzesło, uwalniając tym samym Watersa od chybotliwego mebla, na którym zasiadał.
- A zatem? Spełnił ją?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Duskendale
Liczba postów :
41
Join date :
06/07/2016

PisanieTemat: Re: Dom kupiecki Mooro Pyata   Pią Lis 11, 2016 11:34 am

Strach i obawy, które odczuwał od momentu wypłynięcia ze Smoczej Skały, nagle go opuściły.
Zdał sobie sprawę z tego, że wyznaczona przez ojca misja właśnie dobiegała końca – wystarczyło, by przekazał pięknej wdowie list oraz złożoną przez Maegora obietnicę, by jeszcze tego samego dnia kupić konia w gospodzie i ruszyć do Duskendale. Finał był na wyciągnięcie ręki, wystarczyła odrobina cierpliwości oraz zachowanie spokoju, co do tej pory nie sprawiało mu większego problemu. Nawet delikatna, deprymująca uwaga ze strony kobiety nie zdołała zedrzeć z jego twarzy maski, którą nosił z równie zdumiewającą lekkością. Za wszelką cenę – choć ta w tym przypadku nie była wygórowana – starał się nie zdradzić własnego podenerwowania, pozwolił więc, by to gospodyni poprowadziła dialog w odpowiednim kierunku. Przez dłuższy moment po prostu obserwował ją z fascynacją, której ukrycie sprawiało mu znacznie większe problemy niż zachowanie spokoju – o wdowie po Mooro Pyacie można było powiedzieć wiele, jednak określenie jej jako pięknej zdawało się jawnym niedocenieniem. W jej ruchach, sylwetce i gestach tkwiła subtelna swoboda, której brakowało wszystkim tym otaczającym Corlysa kobietom – była zdumiewająca w każdym tego słowa znaczeniu, a Waters doskonale zdawał sobie sprawę z tego…
… co łączyło ją z jego ojcem.
Być może dlatego bękartowi tak bardzo zależało na zachowaniu ostrożności – w przypadku jednego, nieostrożnego kroku obie strony mogły wiele stracić, zaś dla samego Corlysa nie było rzeczy gorszej niż zawód w oczach Maegora.
Dlatego tak się starał. Starał się jak rzadko kiedy.
Gotów był odpowiedzieć na pytanie kobiety tuż po tym, jak je zadała, jednakże wdowa po kupcu nie zamierzała dać bękartowi dojść do słowa – nagle zniknęła w trzewiach tego samego wejścia, którym ledwie moment temu dostała się do wnętrza pomieszczenia, wszystko zaś po to, aby powrócić z tacą pomarańczy, słodkiego ciasta oraz wina. Corlys z niejakim zdumieniem obserwował cały proceder, jednak w końcu pojął, że zachowanie kobiety wcale nie powinno go dziwić – dzisiejszego dnia była w domu sama, odprawiła nawet służbę, by żadna niepowołana para oczu nie ujrzała jej gościa.
- Nie trzeba było, pani – było to na swój sposób krępujące – przywykł do tego, iż to zwykle on odgrywa rolę służącego wobec kobiet o podobnym statusie, a teraz…
Nie śmiał odmówić – wstał z  chybotliwego krzesła tylko po to, by po chwili usiąść na wskazanym przez panią domu miejscu. Wahał się tylko przez moment, nim w końcu sięgnął po kawałek pomarańczy, przez dłuższy moment po prostu obracając go między długimi palcami.
- Tak, pani – uniósł spojrzenie dopiero wtedy, gdy z jego ust padła twierdząca odpowiedź – wzrok natychmiast spoczął na pięknej twarzy, jednak ze źrenic nawet na moment nie zniknął spokój przetykany powagą. – Spełnił ją i liczy, że ty również wywiążesz się ze swojej części umowy – posmak słów, które przekazał mu ojciec, zdołał zwalczyć dopiero słodki posmak pomarańczy – Corlys nadgryzł prędko kawałek owocu, nie zważając na sok, który popłynął po palcach i nadgarstku.
- Prosił również, byś opuściła Królewską Przystań na jakiś czas i udała się w bezpieczniejsze miejsce. Być może Volantis byłoby dobrym wyborem? – kąciki ust Watersa drgnęły w lekkim uśmiechu, kiedy wstał z zajmowanego krzesła, szybko przegryzając ostatni kawałek pomarańczy i wycierając wilgotne od soku palce w koszulę.
- Nie zamierzam zajmować twojego cennego czasu, pani. Proszę jedynie pamiętać o swojej części umowy... ojciec nie chciałby wyciągać przykrych konsekwencji w razie nierzetelności– bękart skłonił się lekko i – nim wdowa po kupcu zdołała go zatrzymać – ruszył w drogę powrotną do wyjścia z pełną świadomością tego, że dzień jeszcze się nie skończył.
Na dobrą sprawę dopiero się rozpoczyna.

| zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Dom kupiecki Mooro Pyata   

Powrót do góry Go down
 

Dom kupiecki Mooro Pyata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Dzielnica mieszkalna-